A ja przeczytałam ostatnio wszystkie trzy części z cyklu
"50 twarzy Greya", postanowiłam wspomnieć o tym tutaj, bo kojarzę, że ktoś (Maleńka?) kiedyś zamieszczał swoją opinię, więc dorzucę swoje trzy grosze na temat książek. Tym bardziej, że nieszczególnie rozumiem te wszystkie kontrowersje, które wzbudza ten twór. Wszyscy ją teraz albo uwielbiają, albo nienawidzą, choć często nie trudzili się, by po nią sięgnąć.
A ja? Nie żałuję, że przeczytałam, szczególnie że pochłonęło to naprawdę niewiele mojego czasu, bo książka jest lekka i przystępna, czyta się bardzo szybko, a teraz przynajmniej wiem w czym rzecz, wcześniej myślałam, że to książka o seksie

A w rzeczywistości te opisy ostatecznie nie są jakieś...bo ja wiem, porywające, podniecające? Momentami troszkę mnie to wszystko bawiło, szczególnie jak stosunek odbywali po 5-6 razy dziennie, ale jednak trudno jest dobrze i wyszukanie napisać o seksie, szczególnie o tak nietypowym rodzaju tego seksu, więc nie wymagałam tutaj Bóg wie czego.
W ostateczności pominęłam w rozrachunku język, który czasem był trochę przytłaczający i późniejszą fabułę, która w trzeciej części zaczynała mieć gorsze momenty ("kocham Cię, nigdy nie przestanę", "ja Ciebie też kocham, nigdy mnie nie zostawiaj", "nie zostawię Cię, jesteś dla mnie wszystkim", "och, nie mogę bez Ciebie żyć"), a ja ceniłam sobie nietypowość relacji głównych bohaterów, tajemnice jaką skrywał Grey, jego chłodny stosunek do Any...no, potem się to rozmyło i stało się nijakie. Ale i tak były fajne momenty, nawet wzruszające, historia jest bądź co bądź z pomysłem, widać sporą fascynację autorki sagą "Zmierzch", więc jak ktoś lubi taką lekką literaturę, która nie wymaga wiele myślenia- polecam

Więcej na pewno nie sięgnę, ale warto było przekonać się "z czym to się je" i że wcale to nie jest takie szkodliwe jak niektórzy mówią.
Tylko to zakończenie...
Spoiler
poczułam się rozczarowana zdaniem, które znajdowało się pod koniec ostatniej części, a brzmiało mniej więcej tak: "polubiłam to perwersyjne bzykanko". Spłyciło to trochę sens całej historii, którą może niepotrzebnie uważam za jakąś może niezbyt wyszukaną, ale jednak względnie sensowną.