Coś na chandrę

Tym razem Wiech, będąc sprawozdawcą prasowym z toczących się przed sądem grodzkim spraw spornych, przedstawia czytelnikowi środowisko drobnych złodziejaszków, obiboków, cwaniaczków, nie omieszkając przyprawić swoje raporty sporą dawką humoru sytuacyjnego i językowego. Takowy zaś wynika z użycia bardzo obrazowej gwary z warszawskich peryferii. I tak popularnych w naszych czasach "kwiatków" na literę k..., h..., czy p... nie uświadczysz tu drogi czytelniku. Bo czyż nie lepiej brzmi tyrada typu:
"Zmienić kieliszki! Dla matrosa podaje się szklanki, taka wasza kołem ratunkowym w zęby bita jenteligencja?" niż wykorzystująca słowa, o których
"gramatyki do użytku szkolnego w ogóle przemilczają". Takie "zamienniki" uszu nie kaleczą, a swoją wymowę mają

.
Z notki wydawniczej do zbioru sądowych felietonów dowiadujemy się, że będziemy pokładać się ze śmiechu i ciarki nas będą przechodzić. Wiemy już mniej więcej dlaczego czytelnik boki zrywać będzie. A dlaczego strach go obleci? Wystarczy, mając na uwadze, iż opowiadane historie są autentyczne, zerknąć na tytuły raportów: "Trup bez półkoszulka", "Grób miłości", "Szatańska zemsta", no i na tytuł całego zbiorku - "Czaszka w rondlu". Brrr...

Podsumowując: felietony Wiecha to kąśliwa, ironiczna w słodkim sosie absurdu podana satyra na życie mieszkańców dawnej, międzywojennej "stolycy", którzy często swoje spory przed "wysoką procedurą" tudzież "wielebnym sądem" rozstrzygali, wcale niemałej kary przy tym doświadczając. Jak choćby wtedy, gdy
"wyszło na jaw, że pan Alojzy Dzieciak zarzucił policjantowi nieprawe pochodzenie, a poza tym określił swój stosunek do władzy w ogóle, gwarowym terminem erotycznym. Za te popędliwe słowa skazany został na 2 tygodnie aresztu."Jeśli ktoś kojarzy filmy "Vabank" i "Halo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy", to odnajdzie w nich klimat felietonów "Homera warszawskich ulic", czyli Stefana Wiecheckiego

.
Lubicie tego typu humor? To czytajcie "Wiecha"!
