Kilka tytułów, które sobie ostatnio musnęłam (zamiast spać

)
"Oblicze Pana". Autor M. Wollny. Całuny, święte Graale, inne skarby templariuszy. Historia ciągnąca się od XIV wieku, poprzez XX (II wojna światowa) aż po czasy bardzo współczesne. Dwa rody, wspólni przodkowie, zabójstwo, tajemnice pamiętnika wojennego zbrodniarza, dwie staruszki posługujące się bez trudu alfabetem Morsa (w przeciwieństwie do młodzieży się nie posługującej w ząb

), agenci różnych służb i powtórka z Bitwy pod Grunwaldem. Wszystko dosłownie w kilka godzin. No bo kiedy historyk zaczyna pisać ...
Czarny Tygrys się spotkał z tym? El pisała kiedyś o tym, na ifilmie choćby? Dałabym głowę, że gdzieś kiedyś...
"Kobieta tysiąca tajemnic" B. Wood. No dała pani Basia (autorka) czadu. Szukając na półce zwróciłam uwagę na zachęcający wpis na okładce, że oto pani Wood kreśli pełnokrwiste kobiece postaci. Ekstra. Zaczynam czytać - olaboga. Potem - będzie romansidło. po stronie 150 którejś - chyba jednak nie. Strona 556 - koniec?

Jak to się stało?
I zaiste, kiedyś jeszcze sięgnę po jakąś powieść tej pani - tak jak ona potrafi przestawić całe tło, zwyczaje to naprawdę, czoła chylę i mogę wybaczyć, że czasami zajedzie jakimś totalnie współczesnym słownictwem. Dodam, że rzecz dotyczy Majów i Azteków w czasach, zanim zobaczyli oni Europejczyków. Swoją drogą, fajnie się tę książkę wczoraj czytało, zważywszy na bohaterów
"Bez wybaczenia" - Ewy Ostrowskiej. Thriller właściwie bardzo drastyczny i dosłowny. Bo jak inaczej powiedzieć, kiedy czytam, że syn jakiegoś VIP-a miastowego wraca do domu pijany, zakrwawiony, mający wokół szyi ludzkie jelito

Tak, tak proszę państwa. Są morderstwa, że włosy dęba stają. Świat jest przekupny, nikomu nie można ufać. Policjanci dzielą się na dobrych i złych (jak się nie trudno domyślić, ci pierwsi szans nie mają żadnych), są matki ofiar pragnące zemsty i jest zakończenie, które powala.
To moje drugie spotkanie z autorką - poprzednie przyzwyczaiło mnie do dosłowności, ale żeby do aż takiej?
Swoje trzecie spotkanie przeżyłam też z Jodi Picoult. I nie wiem co ta kobieta w sobie ma a ściślej w swoim pisaniu - pytanie chyba jednak retoryczne. Po prostu czepia się kontrowersyjnych tematów, życiowych i zawsze przedstawia je z kilku punktów widzenia. Tak więc, była już historia kobiety, która pewnego dnia dowiaduje się, że nazywa się inaczej a własny ojciec ją wiele lat temu uprowadził, zabrał zapitej matce. Była historia kobiety, która została w dzieciństwie porzucona przez matkę. Kiedyś sama matką została, porzuca (choć tylko na chwilę) własne dziecko, by odnaleźć swoją matkę. Była też wzruszająca opowieść o dziewczynce, która urodziła się z rzadką chorobą łamliwością kości. To dopiero była historia! Najbardziej chyba żal mi było starszej siostry tejże chorej dziewczynki. Ech, no zachęcam.
