A ja mam mieszane uczucia...
Z jednej strony bardzo cieszę się, że wakacje, odpoczynek, nie będę musiała już wstawać tak wcześnie rano i "użerać się" z niektórymi. Taki czas wolny na pewno dobrze mi zrobi, zregeneruję siły, odstresuję się i będę mogła zacząć nowy rok szkolny w pełni gotowa do pracy.
A z drugiej strony...cholernie mi smutno. Niby jest tak, że z niektórymi osobami bez problemu będę mogła się w wakacje spotykać, już mamy zaplanowanych kilka klasowych wypadów- a to nad jezioro, a to do kolegi na ognisko, a to do mnie, bo będzie jakaś śmieszna impreza. Jednak wiem jak jest, dużo osób gdzieś wyjeżdża, niektórych nie sposób jest namówić, aby jednego dnia przyjechali w umówione miejsce...i takim sposobem niektórych na pewno nie zobaczę z miesiąc, jak nie dwa. A prawda jest taka, że strasznie lubię moją klasę i jak sobie pomyślę, że jeszcze tylko niecałe dwa lata spędzimy razem to chce mi się wyć

Ostatnio byliśmy na małej, czterodniowej wycieczce w Kołobrzegu i tak się tam zżyliśmy, że szkoda gadać. Nie tylko między sobą, ale też np. z naszą wychowawczynią, która bywała różna, ale okazała się być naprawdę wspaniała. Cieszę się, że trafiła nam się właśnie ona, bo jak patrzę co wyprawiają inni wychowawcy...to brrr

Nasza przede wszystkim nie robi nic przeciwko nam i wszędzie nas broni. Oczywiście, opierdziela nas i to równo, zwłaszcza jak coś przeskrobiemy, ale nigdy przy ludziach. Przy ludziach stoi za nami murem, bo uważa, że jest częścią nas, a jak ktoś obraża nas- to tak, jakby ją obraził. Poza tym jest troskliwa i widać, że bardzo nas lubi, a to jest najważniejsze
