Boże Drogi, dziewczyny - Jean, mindread, BlackTiger i Maleńka, która mimo, że to biedna urzędniczka, co to całe polskie prawo ma znać na pamięć, zrozumienie dla "elyty" wykazała, przywróciliście mi wiarę w ludzi.
Bałam się tu wchodzić po wczorajszym poście, bo już tyle zajadłych komentarzy internautów pod różnymi artykułami związanymi z nauczycielami czytałam, że normalnie szło się załamać. I wcale nie chodzi o te pretensje o przywileje co to "elyta" ma. Jak dla mnie mogą je sobie znieść. Doły przychodziły, gdy czytało się "darmozjady, nieroby, nieuki, tłumoki, lenie". Taki dół miałam właśnie wczoraj, nie spałam pół nocy, o 4.30 pobudka i do pracy na cały dzień (tak nazywamy 10 godzinny czas pracy) z bólem głowy szłam. Koleżanka miała zwolnienie na synka, miałam zastępstwo. Na szczęście praca z dziećmi trochę zrekompensowała mi podły nastrój.
I jak przeczytałam Wasze komentarze, to wierzcie mi, ale polały się łzy. Naprawdę. Do tej pory takie notki pisali albo sami nauczyciele, albo ich współmałżonkowie, którzy doskonale wiedzą jak praca nauczyciela wpływa na życie rodzinne. A teraz Wy "cywile" bardzo mnie podbudowaliście. Dzięki

I może to wszystko, co napisałam brzmi zbyt melodramatycznie, ale taką mam wrażliwą naturę. Nic na to nie poradzę.
Śmiertelnikowi tyrającemu 40 godzin tygodniowo, który nie potrafi zrozumieć, dlaczego ma prawo tylko do 26 dni urlopu w roku, a "elyta" do 52, mimo, że ma zdecydowanie krótszy tygodniowy czas pracy ( i to zdaje się dopiero po ostatnich cięciach?) Ten naiwniak to pozostała budżetówka, którą ma zapewne na myśli Alden.
Ja tyram 25 godzin w bezpośredniej pracy z dzieckiem i 15 godzin to obowiązki związane z uczestniczeniem w posiedzeniach rady pedagogicznej (ostatnia rad trwała od 16 do 20.40, w domu byłam po 21), organizowanie zebrań z rodzicami (zawsze robię prezentację multimedialną na temat, co dzieci robiły w trakcie pobytu w przedszkolu), uroczystości i imprezy rodzinne (po godzinach, bo przecież rodzice też pracują, duże ogólnoprzedszkolne w soboty), przygotowanie do zajęć. Alden, tu nie chodzi o to, co mamy przekazać, tylko jak przekazać, w jednym roku mogę ułożyć sobie scenariusz zajęć w taki sposób, a w kolejny w inny, wzbogacony o nowe formy i metody, które poznałam na szkoleniach, warsztatach, kursach, które to zresztą też odbywają się po godzinach pracy z dziećmi (np. piątek wieczorem do soboty popołudniu, albo i niedzieli). Pisanie planów miesięcznych (dokładna rozpiska, co dzieci będą robiły każdego dnia aktualnego miesiąca - siedzę nad tym przeciętnie 3-4 dni), uzupełnianie dziennika, sprawozdania z realizacji planu rocznego, realizacji podstawy programowej, arkusze obserwacji każdego dziecka (w grupie mam 28), przygotowanie pomocy do zajęć, kart pracy (nieraz są w książkach, ale u nas w żadnej grupie nie ma książek), i inne działania. 15 godzin, czyli 3 dziennie (5 godzin to praca z dziećmi w przedszkolu, razem 8 tyle ile każdy inny pracownik ma etatu) wystarczy? Wątpię, dlatego dokładam jeszcze godzina, dwie prywatnego czasu, za który nikt mi nie płaci.
Łatwo policzyć: 25 + 15 = 40
No oczywiście, malkontenci, którzy dnia nie przepracowali jako nauczyciel, zaraz określą te "15" jako "co to za robota, pikuś". Trudno, niech im będzie, że wiedzą lepiej.
Sprawa urlopu. Ja mam 35 dni. 15 dni sierpnia (na ostatni tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego idziemy do pracy przygotować placówkę do nowego roku: przenosimy rzeczy do drugiej sali (oprócz mebli), robimy generalne sprzątanie, pranie firan, dywanów, ubranek dla lalek, prasowanie, czyszczenie mebli, przestawianie (jeśli któraś nauczycielka ma inne spojrzenie na aranżację wnętrza sali - ja i moja zmienniczka zawsze mamy

), dekorowanie sali (kompozycje tablic), przygotowanie tablic informacyjnych dla rodziców, szafek indywidualnych dla dzieci w szatni, nauczycielki trzylatków maja zajęcia adaptacyjne z nowoprzyjętymi dziećmi.
W lipcu przedszkole pracuje, a że jest mniej dzieci, łączymy grupy i dzięki temu można dodać do urlopu jeszcze kilka dni (część pań pracuje, część w tym czasie ma urlop, potem zamiana) W ten sam sposób robi się w ferie, w które też przedszkole jest czynne. Jeśli za mało urlopu się uzbierało, to dochodzą jeszcze dni robocze w trakcie tzw. długich weekendów, w które też pracujemy. Także sorry sysunia, ale w długie weekendy też pracujemy. Szkoły dni pracujące oddzielające święta, bądź dni wolne potem odrabiają w inne soboty. Rację przyznaję, że święta i soboty nie pracujemy, ale to chyba nie tylko my. W Polsce obowiązuje 5-dniowy tydzień pracy. 35 dni i ani dnia dłużej.
Nauczyciele niestety, poza urlopem w czasie wakacji i ferii, korzystają wyjątkowo chętnie ze zwolnień lekarskich w czasie trwania roku szkolnego. To brutalna statystyka dotycząca L-4 nauczycieli.
No cóż chyba najbardziej chorowity zawód mamy

Dyrektorzy niechętnie patrzą na zwolnienia, bo trzeba takiego nauczyciela zastąpić i zapłacić zastępującemu nadgodziny, więc wcale nie tak chętnie nauczyciele korzystają z tego "przywileju". Zresztą sami sobie L-4 nie wystawiają, a twierdzić, że mają więcej znajomków wśród lekarzy rodzinnych niż przedstawiciele innych zawodów, to chyba spore nadużycie. Poza tym najczęstsze choroby dotykające nauczycieli, to choroby gardła. Jeśli nadwyrężysz struny głosowe, bo klasa ma w nosie co pani ma do powiedzenie (ach! zapomniałam, to jej wina, bo brak jej charyzmy), i niestety zaniedbasz podleczenie, to po 5 latach zaniemówisz do konca.
Całe społeczeństwo, mimo cieknącego nosa, ofiarnie w pracy siedzi, rezygnując z L-4, więc żeby jakoś statystyk nie psuć, nauczyciele poświęcają się i pielgrzymki po lekarzach uskuteczniają.
Trochę śmiesznie mi też brzmi tłumaczenie, że nie możesz skorzystać z urlopu w okresie posezonowym, bo taniej i bezludnie.
A dlaczego śmiesznie? Moja rodzina stara się aktywnie go spędzać. Nie potrzebujemy do tego luks pogody. Jak jest ładnie, to dobrze, jak chłodniej, to też nic straconego. Są i na to sposoby.
I jest jeszcze jedna różnica - pracownik może nie otrzymać wcześniej zaplanowanego urlopu czasie lub być przez pracodawcę z takiego urlopu w każdej chwili odwołany z przyczyn ważnych dla zakładu. Nie słyszałam nawet o jednym przypadku, kiedy odwołuje się pedagoga z takiego urlopu.
Nie słyszałaś, bo nie jesteś nauczycielem. Ja byłam odwołana z urlopu w lipcu zeszłego roku, bo koleżanka złamała nogę i musiałam ją zastąpić. Dwa lata temu inna koleżanka musiała wrócić do pracy, bo jej z kolei zmienniczka miała wypadek samochodowy.
Właśnie Nareli. I jeszcze nauczyciele ciągle stękają, że muszą w ferie siedzieć w szkole, w wakacje itp. Ale co za darmo to robią? Nie, bo pobierają za to z MOICH pieniędzy wysokie wynagrodzenie.
Tak się składa, że nauczyciel też płaci podatki. Z tego część... na jego wynagrodzenie idzie.
Problem w tym El, że jak sama podkreślasz nauczycieli dotyczy tylko prawo oświatowe, a urzędników obowiązuje znajomość całej gamy ustaw zmieniających się jak w kalejdoskopie: od ustawy o finansach publicznych, o pracownikach samorządowych, po prawo budowlane, ustawę o zamówieniach publicznych, przepisów przeciwpożarowych, ochronie środowiska, gospodarowania odpadami komunalnymi etc.
Bardzo dobrze wyjaśniła to Maleńka - urzędniczka.
Jeśli nauczyciel z 10 - letnim stażem pracy zarabia więcej niż naczelnik wydziału, czy kierownik jakiejś miejskiej jednostki, to coś tu chyba jest nie tak, nie sądzisz?
Tak? A jakie kryteria, czy wskaźniki do porównywania tu zastosowałaś?
Mnie się wydaje, żeby coś porównywać, trzeba wziąć pod uwagę wspólny "mianownik". Jaką wspólną cechę mają wymienione przez Ciebie zawody. Który lepiej uczy, czy który lepiej zarządza?

A tak w ogóle, to nauczyciel z 10-letnim stażem zarabia ok 1800-1900 złotych, jakoś mi się nie chce wierzyć, że naczelnik wydziału ma mniej

No ale legenda o bajońskich sumach belfra krąży

W czasie kryzysu dotkliwe obciążenia w postaci braku podwyżek płac powinny dotykać całej budżetówki, bez wyjątku, a jeżeli dzieje się tak, że jedna grupa zawodowa otrzymuje coś kosztem drugich ( tylko dlatego, że głośniej krzyczy ) to nie jest to w porządku.
Wszyscy ciężko pracują, listonosz i pani kasjerka z supermarketu też.
To niech krzyczą jeszcze głośniej. Potrafią, co widzę we wszystkich jadem ociekających komentarzach na wzmiankę o nauczycielach.
A młodzi słuchają, czytają i potem mają głęboko gdzieś "darmozjada, tłumoka, lenia, nieuka" i jego charyzmę.