Autor Wątek: Szkoła  (Przeczytany 94994 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #195 dnia: Luty 21, 2013, 11:37:40 »
Ja sobie zdaję sprawę, że świat się bardzo zmienił, ale gdzie kiedyś jakiś licealista mówił o życiu osobistym, kto się wysypiał w soboty i przede wszystkim, kto miał jedynie obowiązki o nazwie" szkoła"? O limitach sprawdzianowych nie wspomnę. Wręcz wymyślałam różne rzeczy, aby pójść do szkoły (na końcówce roku) i nie robić innych rzeczy, np. zbierać truskawek.
Klasa maturalna to już w ogóle był czad i nikt się nad nikim nie rozczulał.
Tak, nauczyciele przybierają postawę roszczeniową, ale uczniowie też nie są lepsi.
No i znowu się zgodzę. Może akurat mnie w maturalnej klasie odpuścili, więc przedmaturalnej gorączki nie doświadczyłam, ale co przeszłam w 1 i 2 LO to moje.

Cytuj
tylko przychodzą na 9 i po 14 są już po pracy, mają czas dla rodziny, na zakupy, a niektórzy siedzą w pracy od 9 do 17 i gdzie tu znaleźć czas dla dzieci? dla męża? Nie da się.
Niektórzy też siedzą w pracy od 14 do 22, albo od 10 do 18, a jeszcze inni od 22 do 6 rano. To prawda, każda praca jest inna. Mój małżonek pracuje od 7 do 17, czasami do 19 i na dodatek w delegacji. Tylko wciąż nie uważam, że ci nieszczęśni nauczyciele mają tak bardzo dobrze. Ja tam wolałabym iść do urzędu, do firmy, zakładu, odsiedzieć swoje, wrócić do domu i zająć się rodziną niż wrócić ze szkoły i mieć świadomość, że coś trzeba zrobić na 3/4/5/6 lekcji na dzień następny, a na biurku leżą sprawdziany z 4 klas. Plusy i minusy każdego zawodu po prostu. Jeden wychodzi z pracy i ma czas dla rodziny, inny wychodzi z pracy, ale zabiera pracę do domu i wcale tego czasu dla rodziny nie ma tyle, ile każdemu się wydaje, a jeszcze inny pracuje 300km od domu i dla rodziny ma 2 dni.

Cytuj
Przykre, że nauczyciele nie biorą pod uwagę tego, że każdy uczeń ma swoje życie osobiste i jeżeli my mamy szanować ich życie i rozumieć to jak nie sprawdzą nam sprawdzianów, bo mieli dziecko chore to niech oni rozumieją i nasze sprawy, bo niekiedy naprawdę są takie sytuacje, w których nie myśli się o odrobieniu pracy domowej, bo nawet nie ma na to czasu.
Nie wierzę, że jeśli uczeń pójdzie do nauczyciela przed lekcją, powie, że ma kogoś w szpitalu, coś tam na głowie, ktoś zmarł, coś się wydarzyło, to nauczyciel tego nie uwzględni i nie przymknie oka. Natomiast w każdym innym wypadku... no trudno. Musisz się wyspać, to nie zrobisz zadania i dostaniesz 1. No kurde. Tata mi zawsze powtarzał, że mam nie narzekać na szkołę, bo za 10 lat za nią zatęsknię. I miał rację... uczeń ma jeden 1 obowiązek - szkołę. I Jean ma rację... kiedyś wyjścia, spotkania z chłopakiem i wysypianie się do 11, to nie były żadne argumenty. Radość była, kiedy miało się ten przywilej i tyle.

A już totalną abstrakcją jest dla mnie to, że uczniowie wymagają od nauczyciela respektowania ich życia prywatnego, bo oni MUSZĄ respektować jego... No litości. Mogę sobie dać głowę uciąć, że ten niedobry nauczyciel, co nie sprawdził klasówek z okazji chorego dziecka, śpi jeszcze mniej i ma jeszcze mniej rozrywek niż uczniowie, którzy się muszą uczyć. W końcu oprócz tych klasówek ma na głowie utrzymanie domu, zakupy, sprzątanie, załatwianie spraw w urzędach, opiekę nad dziećmi, lekarzy... Wychodzę na jakąś bezduszną istotę i 'zapomniał wół, jak cielęciem był', ale... przeraża mnie takie podejście. :) Wróć z pracy, sprawdź sprawdziany, odrób lekcje z dziećmi, wykąp je, połóż spać, ugotuj obiad, zrób kolację, idź na zakupy, zajmij się mężem, a na dodatek się wyśpij, żeby następnego dnia znowu być w pełni sił i poprowadzić 5 lekcji :) Widzisz różnicę? Chyba jednak jestem starej daty, bardzo starej.

Raj? No widzisz ja tak nie uważam, bo jedynym obowiązkiem, przynajmniej moim nie jest szkoła, muszę pomóc młodszemu bratu w lekcjach, czasami przepytuję go na sprawdzian, jeżeli mama akurat wtedy nie może. W domu też trzeba mamie pomóc, ale nauczyciele oczywiście twierdzą, że my nic nie robimy i tylko pyskujemy i się leniwimy. Przykre jest takie podejście.
Klaudia, a na dłuższą metę jak to sobie wyobrażasz? Co taki nauczyciel zrobi, kiedy nagle cała klasa będzie przychodzić i mówić: nie zrobiłam, bo miałam inne obowiązki, nie nauczyłam się, bo musiałam przepytać brata, nie dałam rady, bo mi się nie chciało, nie nauczyłam się, bo zasnęłam... Wiesz, że uczniowie są, jacy są. Dasz im palca, wezmą rękę, albo dwie. Nie mówię, że Ty, nie mówię, że każdemu jest łatwo, nie nie mówię, że wszyscy są wszystko w stanie zrobić, ale nieprzygotowanie ucznia, bo nie mógł sprawi, że co najwyżej dostanie jedynkę, którą wcale nie jest tak trudno poprawić. Co gorszego się może stać? Nie wyobrażam sobie, że nagle nauczyciel, który ma 5 klas po 30 osób przyjmuje od każdego usprawiedliwienia tego typu... Wychodzenie z założenia, że uczniowie mają umieć, mają zrobić, mają coś tam jest zdrowsze dla obu stron.
« Ostatnia zmiana: Luty 21, 2013, 19:03:50 wysłana przez mindreader »

Offline Maleńka

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 2304
  • Płeć: Kobieta
  • Don't be afraid!
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #196 dnia: Luty 21, 2013, 11:44:23 »
Nie wiem, ale ja byłam tak wychowana, że szkoła przede wszystkim - najważniejsze bym jej nie zawaliła. Dostawałam skrętu kiszek gdy mama krzyczała "Baśka, ucz się" - ale miała rację. W końcu wykształcenie to priorytet... Potem jest czas na inne rzeczy.
I pamiętam gdy zmarł mi dziadek, nie nauczyłam się wtedy na sprawdzian, przed lekcją poszłam do nauczycielki i powiedziałam co i jak - nie pisałam, czy nie byłam odpytywana, teraz to już nawet nie pamiętam co to było - ważne, że mnie potraktowano ulgowo bo w końcu nauczyciel też człowiek.

Dla mnie wtedy też był koniec świata jak miałam kilka sprawdzianów w jednym dniu i że nie podołam, a na studiach z chęcią bym do tych czasów wróciła - wtedy chyba miałabym same 6 w szkole, gdybym poświęcała tyle czasu na naukę co na studiach...

No i zawsze się tak marzy, żeby już być dorosłym... Tylko będąc w LO - naprawdę nie ma się na głowie wielu zmartwień typu - za co opłacę prąd...
Nie przeglądaj forum anonimowo :) Dołącz do nas, zarejestruj się już dziś ;) Zapraszamy <komputer>

Offline Marciocha

  • Pink Cadillac
  • *****
  • Wiadomości: 146
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #197 dnia: Luty 21, 2013, 14:30:15 »
Wszystko zależy od człowieka. Gdy byłam w LO mojej koleżance zmarł dziadek, który był jej bardzo bliski. Dziewczyna załamana. Nie było jej kilka dni w szkole, przyszła dzień po pogrzebie dziadka, bo chciała osobiście wytłumaczyć nauczycielce wytłumaczyć dlaczego się nie nauczyła, nie bawić się w zwolnienia, bo ta nauczycielka ich z reguły nie respektowała. Sprawdzian rzecz święta i już. Zważając na to koleżanka wytłumaczyła jej sytuację, a ona na to "Mnie miesiąc temu umarł kot i musiałam normalnie przyjść do pracy".

Offline china doll

  • HaPi
  • *****
  • Wiadomości: 535
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #198 dnia: Luty 21, 2013, 14:40:05 »
Ale dziś miałam nieprzyjemny dzień.
Babka z matmy chciała udowodnić, jaka to z niej surowa nauczycielka..  klasa była rozgadana po akademii i nie mogła sobie z z nami poradzić. Postanowiła, że musi nas jakoś usadzić, więc wzięła pierwszą lepszą do tablicy - wypadło na mnie - i gdy nie umiałam jej czegoś tam objaśnić, wstawiła pałę.

Offline Klaudia

  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2494
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #199 dnia: Luty 21, 2013, 17:20:40 »
Wiem jacy potrafią być uczniowie, potrafią pyskować i nadużywać ich, że tak powiem wolną wolę, ale zdarzają się też uczniowie, którzy to docenią i całkowicie zmieniają swój stosunek do danego nauczyciela. Mimo, że tak narzekam na nauczycieli to nigdy, ale to przenigdy nie poszłabym na takie studnia, nigdy nie chciałabym uczyć w gimnazjum takiej rozwydrzonej młodzieży. Kiedyś nauczyciel miał jakiś autorytet, co powiedział to było święte, nikt mu nie pyskował a teraz co? Uczniowie są naprawdę podli, potrafią tak się odnosić zarówno do samych siebie jak i do nauczycieli, że aż włosy dęba stają. Po miesiącu pracy z taką młodzieżą wylądowałabym w wariatkowie.  <haha>

a ona na to "Mnie miesiąc temu umarł kot i musiałam normalnie przyjść do pracy".
Jak widać są nauczyciele i nauczyciele, niestety.

Offline eM

  • Kryminalny Zuch
  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 276
  • Płeć: Kobieta
  • upadły anioł
    • M.O
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #200 dnia: Luty 21, 2013, 17:21:24 »
Może nie chciała pokazać, że jest surowa, tylko po prostu nie umie sobie inaczej radzić w sytuacji gdy jej nikt nie słucha. Mogłaby was przekrzykiwać, ale po co skoro może wstawić jedną czy dwie pały  :P
Może nie weźmie tej jedynki pod uwagę na koniec, jeśli przypomnisz jej za co ona była  ;)

Jak to mówił nasz wychowawca, gdy żaliliśmy się na 5 sprawdzianów w tygodniu: co z tego, że pójdę do dyrektorki, skoro wtedy nauczyciele powiedzą wam, że to tylko "większe kartkówki" i tak będziecie musieli to pisać.
To trzeba przetrwać, tyle  <tak>
Myślę, że w każdej szkole są takie okresy gdy wszyscy "na hura" będą od was czegoś oczekiwali.
Wtedy trzeba się skoncentrować na tym, na czym wam zależy.
Ja tam do ocen większej uwagi nie przykładałam, moja klasa też nie  <jupi> Nasza dewiza: nikt na studiach nie zapyta cię jaką ocenę miałeś w 2 czy 3 klasie Liceum, wszyscy będą pytać o wyniki matury.
Także luuuuuuz dziewczyny, oceny ocenami, matura najważniejsza  ;)


Hey, little rich girl!

Offline china doll

  • HaPi
  • *****
  • Wiadomości: 535
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #201 dnia: Luty 21, 2013, 18:04:52 »
Może nie chciała pokazać, że jest surowa, tylko po prostu nie umie sobie inaczej radzić w sytuacji gdy jej nikt nie słucha. Mogłaby was przekrzykiwać, ale po co skoro może wstawić jedną czy dwie pały  :P
Może nie weźmie tej jedynki pod uwagę na koniec, jeśli przypomnisz jej za co ona była   ;)

Myślę, że chciała, ona ma takie momenty. Nie umie inaczej ogarnąć klasy, więc zgrywa taką groźną i używa do tego stawiania ocen.
Nie wiem, czy nie weźmie po uwagę, mam wrażenie, że mnie nie lubi. Nie wydaje mi się, że przesadzam, zresztą nie tylko ja tak sądzę. Niektórzy też to zauważyli. Już kiedyś mi się oberwało, bo ludzie się poprzesiadali do siebie inaczej, niż ona chciała i wydarła się wtedy tylko na mnie. Nie wiem, może jestem przewrażliwiona. Ale jeżeli się nie mylę, to vice versa. W podstawówce byłam jedną z najlepszych z matmy, chodziłam na konkursy itp. a teraz ledwo ledwo 4 mam. Jest beznadziejną nauczycielką, która pracuje u nas tylko dlatego, że jej mąż i teściowa też mają w naszej szkole robotę. Tylko że w przeciwieństwie do niej są dobrymi, poważanymi nauczycielami.

Uff, już się wyżaliłam, wybaczcie.  ;D Od razu mi lepiej. Ogółem naprawdę staram się podchodzić pozytywnie do nauczycieli, ale dla niej już skończyły mi się pokłady cierpliwości.

Podoba mi się Twoja dewiza, eM. Chyba też sobie taką obiorę.  <jezyk>

Offline BlackTiger

  • Zaawansowany
  • ****
  • Wiadomości: 705
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #202 dnia: Luty 21, 2013, 18:21:02 »
To jeszcze ja napiszę, że jak poczytałam te głupie teksty Aldena, to też w pewnym momencie otworzył mi się nóż w kieszeni.
I nie dziwię się El, że się uniosła, skoro w tym siedzi.

Nie wynoszę nauczycieli na piedestał. Uważam, że Karta Nauczyciela ma bardzo dużo złych zapisów. Zresztą Some tu kilka rzeczy wypunktowała, ale bądź co bądź to jest ciężki zawód. Owszem każdy zawód jest ciężki i każdemu należy się godziwa zapłata nie tylko jednej grupie, ale ja bym nauczycielom nie odbierała.... Dobrym nauczycielom. Bo z tymi, których praca nie przynosi efektów należałoby się rozprawiać osobno a to niestety Karta utrudnia.

Moja ciocia pracowała w zawodzie nauczyciela przez 30 lat. Uczyła biologii, chemii potem była pedagogiem... Nie miała ani razu wolnego w wakacje. W szkole była dzień w dzień od wczesnych godzin do późnych. Potem jak została 5 lat przed emeryturą wicedyrektorem to samo.
Każdego roku wyjazdy na kolonie, obozy harcerskie i to nie były wyjazdy gdzie pańcie leżą do góry tyłkami a dzieciarnia puszczona samopas. To było rozplanowane od a do zet.  Zawsze dopięte na ostatni guzik.

No ale to był nauczyciel, pedagog z powołania, z pasji. Niestety obecnie takich coraz mniej. Ale też jakby się nie starała, uczniowie odwdzięczali się np. rzucaniem kamieniami w jej okna, straszeniem psa czy wołeniem różnymi przezwiskami za nią, m.in. "pingwin". Za to kupiła sobie pluszowego pingwina jako totem.  <smiech>  Trochę sama ich prowokowała bo się ubierała na biało czarno a że ma pokaźne kształty przez zażywanie hormonów antynowotworowych to chodzi pingwiniasto. Młodzież podłapie w mig.

Ale większość uczniów, którzy wyszli spod jej ręki, mimo że była wymagająca i nie leciała w kulki, dziś jest kimś. Mają dobre zawody, szczęśliwe rodziny i przychodzą często dziękować za to jak ich w szkole prowadziła. To miłe.  Nawet największe łobuzy szkolne kłaniają jej się teraz w pas a kiedyś była wg nich okropna. :P

Jak mówicie są nauczyciele i nauczyciele... , ale ten zawód pracuje z młodszym pokoleniem i ma nim kierować... Moim zdaniem jakieś przywileje mu się należą. Niestety to co obecnie dzieje się w systemie edukacji bardzo mi się nie podoba. Jest coraz niższy poziom, coraz większe chamstwo i samowolka...
A nauczyciele? Ci olewczy jakos wyjdą obronną ręką a Ci którym zależy będą tłamszeni, bo nie można złego słowa powiedzieć na ucznia...

Mysz i Jean tu bardzo ładnie pisały i zgadam się z nimi. :)

Co do tych "głupich tekstów", radziłabym jednak większą powściągliwość, przecież nie chcemy się nawzajem prowokować, prawda? =)
Kiki
« Ostatnia zmiana: Luty 26, 2013, 22:44:06 wysłana przez Kiki »

Offline Kompaktowa

  • Art's Souls
  • *****
  • Wiadomości: 771
  • Płeć: Kobieta
    • Artistic Souls
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #203 dnia: Luty 21, 2013, 18:28:21 »
Alden, fajnie się wyrażasz o nauczycielach i pomyśleć, że studiuję pedagogikę... Idiotka! -.-
Błagam, NIE generalizuj, bo tego nie znoszę. Wszystko zależy od placówki, sytuacji, człowieka.

El, Jean, Mysz, Marciocha, Magda - wszystkie macie swoje racje i świetnie, to ujęłyście! ;) Brawo!


Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #204 dnia: Luty 21, 2013, 19:54:30 »
Boże Drogi, dziewczyny - Jean, mindread, BlackTiger i Maleńka, która mimo, że to biedna urzędniczka, co to całe polskie prawo ma znać na pamięć, zrozumienie dla "elyty" wykazała, przywróciliście mi wiarę w ludzi.
Bałam się tu wchodzić po wczorajszym poście, bo już tyle zajadłych komentarzy internautów pod różnymi artykułami związanymi z nauczycielami czytałam, że normalnie szło się załamać. I wcale nie chodzi o te pretensje o przywileje co to "elyta" ma. Jak dla mnie mogą je sobie znieść. Doły przychodziły, gdy czytało się "darmozjady, nieroby, nieuki, tłumoki, lenie". Taki dół miałam właśnie wczoraj, nie spałam pół nocy, o 4.30 pobudka i do pracy na cały dzień (tak nazywamy 10 godzinny czas pracy) z bólem głowy szłam. Koleżanka miała zwolnienie na synka, miałam zastępstwo. Na szczęście praca z dziećmi trochę zrekompensowała mi podły nastrój.

I jak przeczytałam Wasze komentarze, to wierzcie mi, ale polały się łzy. Naprawdę. Do tej pory takie notki pisali albo sami nauczyciele, albo ich współmałżonkowie, którzy doskonale wiedzą jak praca nauczyciela wpływa na życie rodzinne. A teraz Wy "cywile" bardzo mnie podbudowaliście. Dzięki <buziak>
I może to wszystko, co napisałam brzmi zbyt melodramatycznie, ale taką mam wrażliwą naturę. Nic na to nie poradzę.

Cytuj
Śmiertelnikowi tyrającemu 40 godzin tygodniowo, który nie potrafi zrozumieć, dlaczego ma prawo tylko do 26 dni urlopu w roku, a "elyta" do 52, mimo, że ma zdecydowanie krótszy tygodniowy czas  pracy ( i to zdaje się dopiero po ostatnich cięciach?) Ten naiwniak to pozostała budżetówka, którą ma zapewne na myśli Alden.
Ja tyram 25 godzin w bezpośredniej pracy z dzieckiem i 15 godzin to obowiązki związane z uczestniczeniem w posiedzeniach rady pedagogicznej (ostatnia rad trwała od 16 do 20.40, w domu byłam po 21), organizowanie zebrań z rodzicami (zawsze robię prezentację multimedialną na temat, co dzieci robiły w trakcie pobytu w przedszkolu), uroczystości i imprezy rodzinne (po godzinach, bo przecież rodzice też pracują, duże ogólnoprzedszkolne w soboty), przygotowanie do zajęć. Alden, tu nie chodzi o to, co mamy przekazać, tylko jak przekazać, w jednym roku mogę ułożyć sobie scenariusz zajęć w taki sposób, a w kolejny w inny, wzbogacony o nowe formy i metody, które poznałam na szkoleniach, warsztatach, kursach, które to zresztą też odbywają się po godzinach pracy z dziećmi (np. piątek wieczorem do soboty popołudniu, albo i niedzieli). Pisanie planów miesięcznych (dokładna rozpiska, co dzieci będą robiły każdego dnia aktualnego miesiąca - siedzę nad tym przeciętnie 3-4 dni), uzupełnianie dziennika, sprawozdania z realizacji planu rocznego, realizacji podstawy programowej, arkusze obserwacji każdego dziecka (w grupie mam 28), przygotowanie pomocy do zajęć, kart pracy (nieraz są w książkach, ale u nas w żadnej grupie nie ma książek), i inne działania. 15 godzin, czyli 3 dziennie (5 godzin to praca z dziećmi w przedszkolu, razem 8 tyle ile każdy inny pracownik ma etatu) wystarczy? Wątpię, dlatego dokładam jeszcze godzina, dwie prywatnego czasu, za który nikt mi nie płaci.

Łatwo policzyć: 25 + 15 = 40
No oczywiście, malkontenci, którzy dnia nie przepracowali jako nauczyciel, zaraz określą te "15" jako "co to za robota, pikuś". Trudno, niech im będzie, że wiedzą lepiej.

Sprawa urlopu. Ja mam 35 dni. 15 dni sierpnia (na ostatni tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego idziemy do pracy przygotować placówkę do nowego roku: przenosimy rzeczy do drugiej sali (oprócz mebli), robimy generalne sprzątanie, pranie firan, dywanów, ubranek dla lalek, prasowanie, czyszczenie mebli, przestawianie (jeśli któraś nauczycielka ma inne spojrzenie na aranżację wnętrza sali - ja i moja zmienniczka zawsze mamy <jezyk>), dekorowanie sali (kompozycje tablic), przygotowanie tablic informacyjnych dla rodziców, szafek indywidualnych dla dzieci w szatni, nauczycielki trzylatków maja zajęcia adaptacyjne z nowoprzyjętymi dziećmi.
W lipcu przedszkole pracuje, a że jest mniej dzieci, łączymy grupy i dzięki temu można dodać do urlopu jeszcze kilka dni (część pań pracuje, część w tym czasie ma urlop, potem zamiana) W ten sam sposób robi się w ferie, w które też przedszkole jest czynne. Jeśli za mało urlopu się uzbierało, to dochodzą jeszcze dni robocze w trakcie tzw. długich weekendów, w które też pracujemy. Także sorry sysunia, ale w długie weekendy też pracujemy. Szkoły dni pracujące oddzielające święta, bądź dni wolne potem odrabiają w inne soboty. Rację przyznaję, że  święta i soboty nie pracujemy, ale to chyba nie tylko my. W Polsce obowiązuje 5-dniowy tydzień pracy. 35 dni i ani dnia dłużej.

Cytuj
Nauczyciele niestety, poza urlopem w czasie wakacji i ferii, korzystają wyjątkowo chętnie ze zwolnień lekarskich w czasie trwania roku szkolnego. To brutalna statystyka dotycząca L-4 nauczycieli.

No cóż chyba najbardziej chorowity zawód mamy <jezyk>
Dyrektorzy niechętnie patrzą na zwolnienia, bo trzeba takiego nauczyciela zastąpić i zapłacić zastępującemu nadgodziny, więc wcale nie tak chętnie nauczyciele korzystają z tego "przywileju". Zresztą sami sobie L-4 nie wystawiają, a twierdzić, że mają więcej znajomków wśród lekarzy rodzinnych niż przedstawiciele innych zawodów, to chyba spore nadużycie. Poza tym najczęstsze choroby dotykające nauczycieli, to choroby gardła. Jeśli nadwyrężysz struny głosowe, bo klasa ma w nosie co pani ma do powiedzenie (ach! zapomniałam, to jej wina, bo brak jej charyzmy), i niestety zaniedbasz podleczenie, to po 5 latach zaniemówisz do konca.

Całe społeczeństwo, mimo cieknącego nosa, ofiarnie w pracy siedzi, rezygnując z L-4, więc żeby jakoś statystyk nie psuć, nauczyciele poświęcają się i pielgrzymki po lekarzach uskuteczniają.

Cytuj
Trochę śmiesznie mi też brzmi  tłumaczenie, że nie możesz skorzystać z urlopu w okresie posezonowym, bo taniej i bezludnie.
A dlaczego śmiesznie? Moja rodzina stara się aktywnie go spędzać. Nie potrzebujemy do tego luks pogody. Jak jest ładnie, to dobrze, jak chłodniej, to też nic straconego. Są i na to sposoby.

Cytuj
I jest jeszcze jedna różnica - pracownik może nie otrzymać wcześniej zaplanowanego urlopu  czasie lub być przez pracodawcę z takiego urlopu w każdej chwili odwołany z przyczyn ważnych dla zakładu. Nie słyszałam nawet o jednym przypadku, kiedy odwołuje się pedagoga z takiego urlopu.

Nie słyszałaś, bo nie jesteś nauczycielem. Ja byłam odwołana z urlopu w lipcu zeszłego roku, bo koleżanka złamała nogę i musiałam ją zastąpić. Dwa lata temu inna koleżanka musiała wrócić do pracy, bo jej z kolei zmienniczka miała wypadek samochodowy.

Cytuj
Właśnie Nareli. I jeszcze nauczyciele ciągle stękają, że muszą w ferie siedzieć w szkole, w wakacje itp. Ale co za darmo to robią? Nie, bo pobierają za to z MOICH pieniędzy wysokie wynagrodzenie.

Tak się składa, że nauczyciel też płaci podatki. Z tego część... na jego wynagrodzenie idzie.

Cytuj
Problem w tym El, że jak sama podkreślasz nauczycieli dotyczy tylko prawo oświatowe, a urzędników obowiązuje znajomość całej gamy ustaw zmieniających się jak w kalejdoskopie: od ustawy o finansach publicznych, o pracownikach samorządowych, po prawo budowlane, ustawę o zamówieniach publicznych, przepisów przeciwpożarowych, ochronie środowiska, gospodarowania odpadami komunalnymi etc.

Bardzo dobrze wyjaśniła to Maleńka - urzędniczka.

Cytuj
Jeśli nauczyciel z 10 - letnim stażem pracy zarabia więcej niż naczelnik wydziału, czy kierownik jakiejś miejskiej jednostki, to coś tu chyba jest nie tak, nie sądzisz?
Tak? A jakie kryteria, czy wskaźniki do porównywania tu zastosowałaś?
Mnie się wydaje, żeby coś porównywać, trzeba wziąć pod uwagę wspólny "mianownik". Jaką wspólną cechę mają wymienione przez Ciebie zawody. Który lepiej uczy, czy który lepiej zarządza? ::)

A tak w ogóle, to nauczyciel z 10-letnim stażem zarabia ok 1800-1900 złotych, jakoś mi się nie chce wierzyć, że naczelnik wydziału ma mniej ::) No ale legenda o bajońskich sumach belfra krąży ::)

Cytuj
W czasie kryzysu dotkliwe obciążenia w postaci braku podwyżek płac powinny dotykać całej  budżetówki, bez wyjątku, a jeżeli dzieje się tak, że jedna  grupa zawodowa otrzymuje coś kosztem drugich ( tylko dlatego, że głośniej krzyczy ) to nie jest to w porządku.
Wszyscy ciężko pracują,  listonosz i pani kasjerka z supermarketu też.

To niech krzyczą jeszcze głośniej. Potrafią, co widzę we wszystkich jadem ociekających komentarzach na wzmiankę o nauczycielach.
A młodzi słuchają, czytają i potem mają głęboko gdzieś "darmozjada, tłumoka, lenia, nieuka" i jego charyzmę.
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline Amour

  • HaPi
  • *****
  • Wiadomości: 137
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #205 dnia: Luty 21, 2013, 20:06:00 »
Czuję się wywołana do tablicy, bo wywołałam fajną dyskusję tutaj! Dobrze, że temat odżył :)

Oczywiście, są nauczyciele z powołania. Nikt nie mówi, że nie, bo ja sama z nam kilku takich i uwielbiam ich z całego serca, bo ich lekcje są prowadzone z lekkością, z uprzejmością, wszystko rozumiemy, a z nauczycielem to można konie kraść, bo są najlepsi. Od razu widać w szkole, kto tu siedzi, bo chce, a kto siedzi, bo musi. Taka prawda.

I pamiętam gdy zmarł mi dziadek, nie nauczyłam się wtedy na sprawdzian, przed lekcją poszłam do nauczycielki i powiedziałam co i jak - nie pisałam, czy nie byłam odpytywana, teraz to już nawet nie pamiętam co to było - ważne, że mnie potraktowano ulgowo bo w końcu nauczyciel też człowiek.
Tacy nauczyciele na szczęście również są. Ja, gdy moja mama miała operację zagrażającą jej dalszemu życia, miałam sprawdzian z polskiego. Podeszłam przed lekcją, powiedziałam, że moja mama będzie dzwonić akurat na tej lekcji, bo ją będą zabierać na stół, i czym bym mogła wyjść i porozmawiać. Pisałam sprawdzian, czekałam na telefon i gdy wyszłam i na koniec zabrakło mi czasu, pozwolono mi zostać na następnej lekcji i pisać. Nie wiem, co by było, gdyby mi nie pozwolili... ale polonistka była naprawdę kochana, tylko, że zachorowała na serce, więc musiała odejść. Teraz mam kosę, ale bardzo fajną babkę.

Offline Maleńka

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 2304
  • Płeć: Kobieta
  • Don't be afraid!
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #206 dnia: Luty 21, 2013, 20:09:56 »
Możemy sobie podać rękę El ;) Bo ja też się aż boję, jak wchodzę w jakiś artykuł o darmozjadach urzędnikach i czytam wypowiedzi ociekające jadem.
Kiedyś wracałam z pracy do domu, totalnie wycieńczona, drzwi się tego dnia w pracy nie zamykały, trzeba było przyjmować wnioski od klientów, każdemu tłumaczyć to samo, wysłuchiwać czasem obelg pod swoim adresem i się jednocześnie stresować, że moje sprawy leżą i nawet nie mogę się za nie zabrać - i w radiu akurat była pogadanka o urzędnikach, ludzie dzwonili, najeżdżali, jak to siedzimy z nogami na biurku, w wszyscy nas utrzymują... Miałam chęć zadzwonić i dodać coś od siebie, ale odpuściłam bo pewnie byłaby jeszcze większa nagonka.

Do tego właśnie nadchodzi okres 13nastek. Jest to jakiś zastrzyk gotówki, który pozwoli mi na zaoszczędzenie paru złotych chociażby na wyjazd - przecież każdy człowiek potrzebuje odpoczynku - a już słyszę komentarze, że za co pieprzone darmozjady mają dostać dodatkową pensję? My nie mamy podwyżek co roku, ostatnią miałam bodajże ze 3 lata temu i to bagatela - 200 zł brutto. Ociekam teraz pieniędzmi. I jeszcze takie przeświadczenie, że mi się w sumie nie należy bo mieszkam z rodzicami. Tylko nikt nie pomyśli czemu z nimi mieszkam? Gdybym nie miała Kuby to pewnie mieszkałabym z nimi jeszcze z 15 lat bo nie stać mnie na nic własnego - tak mam szansę się wyprowadzić w tym roku. Do tego rodzice nie mają pracy więc jest cudownie - za ten ponad 1000 utrzymać dom, płacić rachunki, dobrze, że siostra się też dokłada...

Sytuacja każdego człowieka jest inna. Ja naprawdę nie zwracam uwagi na to kto, ile ma... Niech mu się wiedzie, tylko niech się nie wypowiada na temat czegoś, o czym nie ma zielonego pojęcia.
Nie przeglądaj forum anonimowo :) Dołącz do nas, zarejestruj się już dziś ;) Zapraszamy <komputer>

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #207 dnia: Luty 21, 2013, 20:21:40 »
Dziewczyny, ja Was proszę, nie czytajcie komentarzy w necie. Cokolwiek by tam nie opublikowano, na jaki temat, zawsze będzie setki komentarzy opływających jadem.  Internet nie oszczędza nikogo a prawo daje mu tzw. anonimowość.
Ja się czasami zastanawiam, czy ci ludzie wiecznie komentujący w ogóle pracują gdziekolwiek, bo produkują się tam od rana do nocy. 
W ogóle proponuję patrzeć z dystansem na te wszystkie komentarze (wiem, że to trudne - mnie się też co bądź otwiera nieraz), bo ten naród jest wyjątkowo głupi, zazdrosny i narzekający. Ja nie mam czasu na takie głupoty...

Offline El

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 1261
  • Płeć: Kobieta
  • zagubiona w czasie...
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #208 dnia: Luty 21, 2013, 20:25:51 »
Dokładnie Maleńka.
Mnie nie obchodzi kto, co ma, ile zarabia, z jakich przywilejów korzysta, bo każdy zawód ma swoje plusy i minusy.
Jeśli mi jest źle, to ja mogę to mówić na głos, ale nie sposobem dyskredytacji innych zawodów.
Wtedy to nie my stękamy, a oni.

Dziewczyny, ja Was proszę, nie czytajcie komentarzy w necie. Cokolwiek by tam nie opublikowano, na jaki temat, zawsze będzie setki komentarzy opływających jadem.  Internet nie oszczędza nikogo a prawo daje mu tzw. anonimowość.
Ja się czasami zastanawiam, czy ci ludzie wiecznie komentujący w ogóle pracują gdziekolwiek, bo produkują się tam od rana do nocy. 
W ogóle proponuję patrzeć z dystansem na te wszystkie komentarze (wiem, że to trudne - mnie się też co bądź otwiera nieraz), bo ten naród jest wyjątkowo głupi, zazdrosny i narzekający. Ja nie mam czasu na takie głupoty...

No właśnie Jean. Ja też próbuję, ale czasem przy czytaniu wiadomości człowiek zerknie i tam.
Muszę się zaprzeć, bo to demotywująco wpływa na pracę <slucha>
Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną.
Andrzej Sapkowski

Offline KONICZYNKA

  • M&Ar-forever!
  • *****
  • Wiadomości: 380
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #209 dnia: Luty 21, 2013, 21:24:42 »
To ja już nie będę pisać referatów odnośnie poruszonego tematu. Powiem tyle: zgadzam się w pełni i podpisuję się pod każdym słowem napisanym przez El. Dlaczego nie wypowiedziałam się wcześniej? Bo niestety, wczoraj podczas czytania wszystkich wypowiedzi, nie miałam kompletnie na to czasu. Zabolały mnie niektóre wypowiedzi dokładnie tak samo jak El, bo niestety również należę do tej "elyty". Chciałam napisać wczoraj kilka słów, ale niestety po 7,5h pracy, wróciłam do domu i całe popołudnie spędziłam nad redagowaniem aktualności na stronę internetową, a gdy już skończyłam zabrałam się za przygotowanie materiałów na dzisiejsze zajęcia. I powiem Wam, że wycięcie 30 koziołków (mamy aktualnie tydzień poznański) nie jest zajęciem na 5 minut. Ok, mogłam dać dzieciom dzisiaj do wycięcia, ale to nie miał być główny cel zajęć. Także wróciłam do domu o 15:30 a skończyłam o 22, ale w końcu jestem "darmozjadem, nierobem, nieukiem, tłumokiem i leniem", to się sobie nie dziwię, że muszę tyle czasu nad tym wszystkim spędzać. Dziś w pracy nic nie lepiej, bo musiałyśmy z koleżanką rozdzielać dwójkę dzieciaków, wyszłyśmy z tego pogryzione, podrapane i pokopane, a na dokładkę matka poleciała do dyrekcji, bo "niewystarczająco opiekujemy się jej dzieckiem". Zapraszam do nas, nie na 5-7 godzin, ale na pół godziny, gdzie trzeba w tłumie 50 dzieci zwracać uwagę na każdego z osobna. Później porozmawiamy... Jak El, ja sobie mogę ponarzekać, siedzę w tym, to mam do tego prawo. Ja zawsze w sytuacjach, w których wypowiadają się osoby, które dnia nie przepracowały w szkole, mówię: "Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma". I tyle w temacie...

Sama miałam możliwość narażenia się dzieciakom w podstawówce robiąc im kiedyś kartkówkę na przyrodzie. Ja, praktykantka wtedy! Też mieli ogromne pretensje, że przecież mieli próby, że nie byli na danych lekcjach. Tyle, że pani od angielskiego, która wszystko przygotowywała, zapewniła, że nie będą na lekcji, ale mają obowiązek nadrobić wszystko w weekend. Różnie to wyszło... Postawiłam w trzech klasach około 15 jedynek... Nie, nie była to dla mnie przyjemność. Niestety, mnie też nikt w szkole nie zapytał, czy na poprzedniej lekcji był sprawdzian, bo nie wie czy może zrobi następny. W liceum tym bardziej. To mnie jednak zahartowało przed studiami, gdzie siedziało się od 8 do 20 na wydziale, na wykładach, laborkach (po 5-6 godzin nad mikroskopem). Później do domu nad książkę, bo nikt Ci nie powiedział wszystkich informacji jak w szkole, tylko samemu trzeba było wiele informacji poszukać. Takie jest życie...

Dodam tylko, że pracowałam kiedyś na zmiany, po 8 godzin, cały czas się ruszając i nie byłam tak zmęczona jak jestem teraz. Miałam też więcej czasu dla siebie, teraz różnie bywa. Miało nie być długo, a wyszło jak zawsze...