Autor Wątek: Szkoła  (Przeczytany 95008 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #180 dnia: Luty 21, 2013, 07:59:08 »
Nawet 80 dni urlopu, nawet pensja dużo powyżej średniej krajowej, nawet 5-letni urlop dla podratowania zdrowia za 2 lata pracy, nie przekonałby mnie już teraz do pracy w szkole.
A studia kiedyś przygotowały mnie przede wszystkim do tego. Nigdy jednak tam nie trafiłam, na rzecz zmywaków, gotowania czy marynowania śledzi.
Piszę  z czysto psychologicznego punktu widzenia, nie ekonomicznego.
Dopóki nie miałam dzieci, pisałam dokładnie tak samo jak panie powyżej.
Wiem jakie potrafią być dzieci, jacy potrafią być rodzice - słowo "tolerancja" jest mi obce, kiedy o tym myślę. Podobnie jak jest mi obca piękna polszczyzna i złociste przemowy.
W przeciwieństwie do kolegi Aldena jednak, zachowam to dla siebie.
 

Offline Maleńka

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 2304
  • Płeć: Kobieta
  • Don't be afraid!
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #181 dnia: Luty 21, 2013, 09:33:36 »
Ech... Prawda jest taka, że w tym kraju większość osób ma źle... No co tu dużo mówić, zarabiamy mało.
Ja np. od prawie 7 lat pracuję w Urzędzie, a na rękę mam 1700 zł + 26 dni urlopu, chyba, że jakieś zaoszczędzę z roku poprzedniego - wtedy trochę więcej, ale muszę je wykorzystać do września. W tym roku mam 3 dni więcej do wykorzystania i już jest radość. Codziennie rano przed pracą łykam tabletkę na uspokojenie, by się za bardzo nie denerwować, gdy przyjdzie klient i będzie na mnie wrzeszczał z tego powodu, że nie dopełnił obowiązków i teraz musi ponosić konsekwencje bo oczywiście wszystkiemu winna jestem ja, nie on. Oprócz krzyczenia często muszę wytrzymywać z 5 minut na bezdechu bo zdarzają się klienci, którzy niezbyt radzą sobie z higieną osobistą, ale oczywiście nie możesz zwrócić mu uwagi bo będzie afera na cały kraj. Parę miesięcy temu przeżyłam po raz pierwszy zjawisko paraliżu sennego - związanego z ogólnym wycieczeniem organizmu. Niestety jestem osobą, która mimo wszystko przejmuje się tymi osobami i zawsze staram się pomóc na miarę swoich możliwości i wydać decyzję szybciej niż ustawa przewiduje. Ile to mnie stresów i nerwów kosztuje to wiem chyba tylko ja + szefostwo, jeśli klient jest nadal niezadowolony i chce iść na skargę.

Z tą znajomością przepisów nie szłabym tak daleko. Każdy urzędnik musi być specjalistą w danej dziedzinie i doskonale znać przepisy ze "swojej" działki + znać też przepisy związane z materią, którą się zajmuje. Przykładowo - zajmuję się polskim obywatelstwem czyli muszę znać ustawę z dnia 02 kwietnia 2009r. o obywatelstwie polskim + ustawy archiwalne w zakresie obywatelstwa + ustawę o cudzoziemcach, ewidencji ludności, dowodach, Prawo o aktach stanu cywilnego, Kodeks rodzinny i opiekuńczy, Kodeks cywilny no i biblię urzędnika jaką jest Kodeks postępowania administracyjnego. W innych ustawach muszę się orientować by odpowiednio skierować klienta, gdyby trafił do mnie przez przypadek.

Jeśli chodzi o to kto ile ma urlopu - nie bardzo oglądam się na innych. Nauczyciele mają wolne w wakacje, święta i tak dalej - ale coś kosztem czegoś. Sama nie chciałabym przebywać prawie cały dzień w hałasie, krzykach dzieci... Do lekcji się trzeba przygotować, racja El. Każdy wybiera taki zawód, w jakim chce pracować.

A narzekać będziemy zawsze póki nasza sytuacja się nie poprawi. A póki co poprawia się ona tylko politykom. Naprawdę ciekawi mnie jak inne, mniejsze kraje radzą sobie świetnie, a u nas ludziom z wyższym wykształceniem ledwo starcza na życie do kolejnej wypłaty...
Ale przecież - trzeba wynagrodzić posłów za ich ciężką pracę, a nam podwyższać podatki, lub wymyślać co najróżniejsze. 
Nie przeglądaj forum anonimowo :) Dołącz do nas, zarejestruj się już dziś ;) Zapraszamy <komputer>

Offline Alden

  • HaPi
  • *****
  • Wiadomości: 755
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #182 dnia: Luty 21, 2013, 09:40:22 »
O właśnie Maleńka doskonale rozumiem o czym piszesz. Petenci jak sami coś źle robią to i tak obrywa się urzędnikom. Od 2011 pracuje w placówce urzędowej i niestety nie mam tak, że muszę znać tylko swoją działkę ale i wszystkie mi podległe, ale podjąłem się pracy na stanowisku kierowniczym i mam świadomość tego na ilu rzeczach muszę się znać. Jako osoba pracująca w zarządzaniu też powiem, że nieraz choćbym bardzo chciał to nie jestem w stanie komuś dać urlopu latem, bo mogłoby to sparaliżować pracę zakładu.

Może i podstawa programowa się zmienia, ale uważam, że skoro nauczyciele w liceum często mówią, że powinni uczniowie pamiętać rzeczy z poprzednich lat to tak samo nauczyciele powinni dać im przykład i też pamiętać?
A i nie chcę zostać tu odebrany jako osoba, która nauczycieli traktuje jako najgorsze zło (choć może to zostać tak odebrane po stylu mojego pisania, jestem tego świadomy), bo uważam, że są potrzebni, i zachowania typu wyrzucanie śmietnika na głowę nauczycielowi czy znieważanie go są niedopuszczalne, ale niech nauczyciele nie myślą, że uczniowie są robotami. Somebody już napisała o tym urlopie dla podratowania zdrowia, który regularnie biorą.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #183 dnia: Luty 21, 2013, 09:56:28 »
Tak, biedni urzędnicy... :o
Ja biorę tabletkę na uspokojenie, kiedy idę do ZUS-u. Doskonale wiem, że co druga pani tam siedząca znalazła ciepła posadkę przy pomocy cioci, w dobrych czasach. Kiedy zaczyna stukać w klawiaturę jednym palcem, mam ochotę poprosić o chwilową zamianę miejsc. Są niemiłe, opryskliwe...a ja do nich grzecznie i spokojnie.
Skąd biorą się pieniądze na ich pensje? Ja nie wymagam, aby znały wszystkie kodeksy. Może zdjąć je z półki nawet przy mnie. Wymagam tylko elementarnej wiedzy i odrobiny kultury.
Tak byłoby, gdybym wsadziła wszystkich do jednego wora, ale nie wsadzam, bo idę do innego urzędu i widzę jak dziewczyna stoi biedna i tłumaczy każdemu jak krowie na ulicy, ale nie dociera. Zwyczajnie robi mi się przykro.

A wracając do szkół, o ile się orientuję to po zmianie systemu edukacji i obcięciu podstaw programowych miało być dużo lepiej dla uczniów i lżej. Dzieci nie uczą się nawet połowy z tego, czego uczyłam się ja a ciągle muszą być robotami. Oczywiście wymaganie notatek po chorobie jest przegięciem, ale znowu nie przesadzajmy. To kiedy w końcu będzie to "lepiej"?

Offline Alden

  • HaPi
  • *****
  • Wiadomości: 755
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #184 dnia: Luty 21, 2013, 10:00:58 »
Zostawcie ZUS bo to akurat patologiczna instytucja, z której nie należy brać przykładu...
Wszystkim się nie dogodzi, każdy zawód wymagający kontaktu z ludźmi jest narażony na mniejszy/wiekszy stres. Tym, którzy psioczą, że naczelnicy wydziałów czy dyrektorzy zarabiają duże pieniądze (choć już Somebody napisała, że nieraz nauczyciele lepiej mają od naczelników takich jak ja czyli średniego szczebla), polecam iść do pracy na tym stanowisku. No i jest jeszcze jeden aspekt - swoistego rodzaju zagrożenie korupcją i przekupstwami by wydać korzystną decyzję...

Offline Maleńka

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 2304
  • Płeć: Kobieta
  • Don't be afraid!
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #185 dnia: Luty 21, 2013, 10:03:03 »
Niestety urzędnik, właśnie przez przykład pań z ZUS-u, opisanych przez Ciebie powyżej, zawsze będzie postrzegany jako darmozjad...
Nie przeglądaj forum anonimowo :) Dołącz do nas, zarejestruj się już dziś ;) Zapraszamy <komputer>

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #186 dnia: Luty 21, 2013, 10:06:38 »
Właśnie przez przykład nauczycieli krzykaczy i roszczeniowców tudzież tych mataczących przy zwolnieniach, całe środowisko jest postrzegane jako roszczeniowe darmozjady...
I tak jest z każdym środowiskiem.

Offline Maleńka

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 2304
  • Płeć: Kobieta
  • Don't be afraid!
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #187 dnia: Luty 21, 2013, 10:11:42 »
Jean - tak jak pisałam, nic nie dzieje się bez przyczyny. Koszty życia w naszym kraju stale rosną, a pensje stoją w miejscu.
Nie przeglądaj forum anonimowo :) Dołącz do nas, zarejestruj się już dziś ;) Zapraszamy <komputer>

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #188 dnia: Luty 21, 2013, 10:19:01 »
Maleńka - w ramach podsumowania.
Ja też żyję w tym kraju i nawet mam tutaj rodzinę, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy wysyłać kogoś do Biedronki na kasę tudzież zabierać innym, aby dla mnie było więcej. - w moim mniemaniu. Amen, cytując forumowego klasyka.

Offline Maleńka

  • Przyjaciel Forum
  • *****
  • Wiadomości: 2304
  • Płeć: Kobieta
  • Don't be afraid!
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #189 dnia: Luty 21, 2013, 10:29:15 »
A ja bym zabrała jednej grupie społecznej bym ja miała więcej - odjąć im przynajmniej 2 tysiaki z pensji - i już są dodatkowe pieniądze.
Rządzących nigdy nie zrozumiem...

Praca na kasie to już w ogóle katorga... Mimo, iż czasem jestem zirytowana stojąc w kolejce - to jednak stwierdzam, że ja sobie zrobię zakupy i zaraz będę w domu, a ona biedna musi tam siedzieć do 21...

Tak samo jak z tabletkami - Ty bierzesz jedną, idziesz do ZUS-u i koniec. A ja w Urzędzie siedzę codziennie...
Nikomu się nie dogodzi ;)
Nie przeglądaj forum anonimowo :) Dołącz do nas, zarejestruj się już dziś ;) Zapraszamy <komputer>

Offline mindreader

  • Aktywny użytkownik
  • ***
  • Wiadomości: 379
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #190 dnia: Luty 21, 2013, 10:38:13 »
Może i podstawa programowa się zmienia, ale uważam, że skoro nauczyciele w liceum często mówią, że powinni uczniowie pamiętać rzeczy z poprzednich lat to tak samo nauczyciele powinni dać im przykład i też pamiętać?
El raczej nie chodziło o braki w wiedzy i o to, że nauczyciele uczą się na lekcje tego, co będą wykładać :P
Po prostu... jeden nauczyciel pójdzie na łatwiznę, przygotuje sobie lekcje, klasówki, testy, notatki i będzie z nich korzystał 20 lat, a inny będzie się przygotowywał - nie da 20 lat pod rząd tego samego testu, bo oczywistym jest, że już po 3 latach każdy uczeń będzie go miał... Ułożenie klasówki/testu to nie jest 5min. I tu znowu - oczywiście będąc matematykiem można wziąć zbiór zadań i 5 pierwszych lepszych zadań - ale można też poszukać czegoś ciekawego, czegoś innego, ułożyć tak, żeby ta klasówka faktycznie sprawdziła wiedzę i umiejętności ucznia. Poza tym polonista może szukać filmów/artykułów/innych, żeby swój temat zajęć rozszerzyć, matematyk przygotowywać materiały tak, żeby uczniowie ułamki, czy ciągi szybko złapali, a pani od geografii może przygotowywać zabawy, które sprawią, że uczniowie stolice zapamiętają już na lekcji.... Nauczyciel nie ogranicza się do 18h w szkole (+ dyżury, wywiadówki, dyskoteki klasowe, wyjścia do kina/teatru/na koncert, rajdów i innych), bo jeszcze w domu musi popracować - sprawdzić klasówki, wypracowania, przygotować materiały...

A to, co piała Jean... absolutnie się zgadzam. Miałam w podstawówce fantastyczną nauczycielkę - polonistkę. Na swoje nieszczęście wymagała - oczekiwała bezbłędnego pisania, zmuszała do czytania lektur, robiła mnóstwo dodatkowych rzeczy... tylko z nią lubiłam język polski. Tylko z okazji tego, że była wymagająca, a uczniowie niekoniecznie skłonni do pilnej nauki, w dzienniku więcej było dwój i trój niż piątek. Moi koledzy stadami chodzili do wychowawczyni skarżyć się, ile to ta pani wymaga, a i ich rodzice stadami pojawiali się w szkole, bo przecież jak to - Kasia i Basia tyle się uczą, są takie dobre, a z wypracowania dostały 3. Pamiętam moje pierwsze wypracowanie, napisałam je w 4 klasie i dotyczyło bajek. Napisałam 3 strony zeszytowe. Dostałam 3+ i komentarz na kolejne 3 strony - tylko napisany drobnym maczkiem. Krok po kroku - co jest dobrze, co jest źle, co można inaczej ująć, co trzeba poprawić, na co zwracać uwagę - wszystko opatrzone przykładami. I takie rzeczy pojawiły się pod pracami każdego ucznia. A większość rodziców... to skrytykowała, bo przecież bez przesady, co ta kobieta wymaga, po co, bez sensu zupełnie. Nigdy potem nie spotkałam się z takim najazdem na nauczyciela... a prawda jest taka, że nigdy potem się żaden tak nie starał. A wszystko przez to, że na semestr w dzienniku pojawiło się dużo trójek, a tylko trzy 5. A przecież genialne dzieci genialnych rodziców muszą mieć same 5 na koniec, bo jak to w 4 klasie SP mieć 3...

Teraz jest jeszcze gorzej, bo dzieci się niczym nie przejmują - są wulgarne, niegrzeczne, bezczelne. 4 tygodnie praktyk w SP i 2 tygodnie w gimnazjum naprawdę mnie przeraziły. Nie wiem, czy ja tego nie pamiętam, czy kiedyś po prostu dzieci wykazywały większy szacunek. Nie kojarzę, żebyśmy się odszczekiwali nauczycielom...  a dziś to jest na porządku dziennym. Ale jasne, można powiedzieć, że to wina nauczyciela, bo sobie nie radzi :)

ale niech nauczyciele nie myślą, że uczniowie są robotami.
Szczerze? Uczniowie teraz, to mają raj. Szkoda, że nie mieli okazji chodzić do szkoły 20, czy 30 lat temu, kiedy nikogo nie interesowało, czy mają czas, czy nie, czy się dobrze czują, czy nie, a to, co trudno teraz wyegzekwować w liceum robili już w podstawówce. Mnie przerażały zbiory zadań, z których uczył się tata, a przypuszczam, że dzisiejszych uczniów przeraziłyby podręczniki i zbiory zadań, z których uczyło się moje pokolenie. Programy są tak okrajane, że w przypadku np. matematyki, to aż boli. I ja wcale nie mówię, że uczniowie to powinny być roboty, a nauczyciele bez serca i normą jest pisanie po 3 klasówek dziennie, ale... wystarczy pracować regularnie, ustawiać priorytety... Też miałam dni po 7h dziennie, a w jeden czwartek (przeklęty) biologię, geografię, historię, matematykę i polski. Zdarzały się po 3 klasówki dziennie, zdarzało się pisać z dnia na dzień, zdarzało się kończyć zajęcia o 18 (bo akurat przyjęli za dużo klas i nie było wcześniej miejsca na lekcje) i następnego dnia iść na 8:00 na klasówkę... i jakoś się udawało wszystko zaliczać, zdawać na pozytywne oceny - czasem kosztem zarwania nocy, czasem kosztem uczenia się na tydzień wcześniej, czasem kosztem tego, że dłuższy czas nie wiedziałam, jak się nazywam. I też się wtedy narzekało, nie powiem, że nie. Tylko to jest coś, co każdy musi przejść, tak funkcjonują szkoły od dziesiątek lat, a im wyższa klasa, tym gorzej.

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #191 dnia: Luty 21, 2013, 10:52:58 »
Cytuj
Nie wiem, czy ja tego nie pamiętam, czy kiedyś po prostu dzieci wykazywały większy szacunek. Nie kojarzę, żebyśmy się odszczekiwali nauczycielom...  a dziś to jest na porządku dziennym. Ale jasne, można powiedzieć, że to wina nauczyciela, bo sobie nie radzi :)

Ma to swoją ładną nazwę teraz: brak charyzmy :)
Prawda najczęściej jest inna. Zwróć uwagę uczniowi tak jak kiedyś, to już ci rodzice wytłumaczą coś narobił ::)
W jednej "zerówce", w dużym mieście, pani chciała zabrać 30 pociech na boisko. Jest początek roku szkolnego - bo to też istotna informacja. Część ubzdurała sobie, że się schowa, ot tak po prostu. Będzie zabawa a głupia pani będzie się denerwować.
No i faktycznie biedna - nie wiedziała co ma robić pilnować jednych czy szukać drugich. Z jednymi szukać drugich? Część jednam z buntowników się wyłamała i wszystko skończyło się dobrze - nie musiało. Komentarz rodziców na wywiadówce: "Nic się nie stało, przynajmniej przeżyli przygodę, przesadza pani etc. etc. " ::)
A gdyby się stało?
Nie mogę pojąć dlaczego ludziom odbierają dzieci dlatego, że każde dziecko nie ma własnego pokoju a nad podejściem takich lekkoduchów nikt nie pomyśli.  :o

Offline Klaudia

  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2494
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #192 dnia: Luty 21, 2013, 10:54:27 »
Od zawsze uważałam, że są nauczyciele i nauczyciele. Jedni wykonują swój zawód z pasją, robią to co kochają, to co sprawia im przyjemność i w swoim życiu spotkałam kilku takich nauczycieli i aż chciało się chodzić do nich na lekcje, bo a to ciekawie prowadzili temat zajęć, albo mówili na co trzeba zwrócić uwagę podczas nauki, a co ominąć bo i tak to nie jest potrzebne i na sprawdzianie na pewno tego nie będzie, a wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i nie mamy doskonałej pamięci. Ale spotkałam również tych gorszych nauczycieli, którzy wykonują swoją pracę z przymusu i nie rozumiem dlaczego poszli na takie a nie inne studia skoro teraz im nie odpowiada to co robią? Niektórzy nauczyciele naprawdę robią problemy z byle powodu, bo a to się ktoś uśmiechnie, a on sobie myśli, że już się z niego uczniowie nabijają (są bardzo przewrażliwieni na swoim punkcie!), a to się ktoś odwróci do kolegi, żeby pożyczyć nawet długopis to już jest gadka, że nie powinien się odwracać bo jest lekcja, u kilku nauczycieli w mojej szkole dobrym pretekstem żeby postawić jedynkę jest nawet brak podręcznika na ławce i to oczywiście jeden nie może być, tylko muszą być dwa, bo każdy musi korzystać ze swojego. A książki naprawdę są ciężkie, codziennie mam po 7-8 lekcji i trzeba nieść książki do każdego przedmiotu plus oczywiście zeszyt. Akurat w mojej szkole jest o tyle dobrze, że mamy szafki i nie noszę wszystkich książek do domu, żeby codziennie nie musieć ich znowu przynosić, ale pamiętam jak w gimnazjum nie miałam takiej wygody i musiałam nosić te wszystkie podręczniki, a plecak momentami był naprawdę ciężki, w ogóle przesadzają z taką ilością książek, kiedyś była jedna czy pięć książek do wszystkiego i było okej, a teraz wymyślają do każdego przedmiotu książkę, nie wiadomo po co.
W mojej klasie również spotkałam się z ocenianiem po nazwisku, od zawsze tak było i tak będzie do końca, bo przecież nie jesteśmy równi, tylko są lepsi i gorsi.

Nauczyciele mają sporo dni wolnych, dodatkowo każdy weekend mają wolny, a inni, czy to urzędnicy, czy lekarze również w soboty muszą chodzić do pracy i zasuwać te kilka lub kilkanaście godzin. Nauczyciele wcale nie mają tak źle, a naprawdę bardzo narzekają, nie dość, że tyle dni wolnego to jeszcze przyjdą na 5 godzin do szkoły i tyle, żaden nauczyciel, no może prawie żaden nie siedzi w szkole od 7 do 16, tylko przychodzą na 9 i po 14 są już po pracy, mają czas dla rodziny, na zakupy, a niektórzy siedzą w pracy od 9 do 17 i gdzie tu znaleźć czas dla dzieci? dla męża? Nie da się.
Niepojętym jest dla mnie podejście nauczycieli do sprawdzianów, zawsze kiedy mówimy, że w tym tygodniu mamy już 3 albo nawet 4 sprawdziany, masę kartkówek to zawsze jest ta sama śpiewka: 'A co mnie to obchodzi, że macie tyle sprawdzianów? Jesteście w liceum, jak Wam coś nie pasuje to możecie zakończyć edukację. A skoro możecie nauczyć się na 3-4 sprawdziany to i nauczycie się na piąty, spędzicie cały tydzień w książkach i dacie radę!' I wtedy już żadne argumenty do nich nie trafiają, bo ma być tak jak oni sobie postanowią. A ja na przykład potrzebuję się wyspać w sobotę do 11, wieczorem pójść gdzieś ze znajomymi, czy nawet spotkać się z chłopakiem, bo na tygodniu nie mamy czasu, bo ja siedzę od 7 niekiedy do 15 w szkole, a później oczywiście siedzę z nosem w książkach, żeby ogarnąć wszystkie prace domowe, nauczyć się na sprawdziany/kartkówki i niekiedy schodzi mi do 22, a przecież jeszcze muszę wygospodarować codziennie chociaż dwie godziny na powtórki do matury, a przecież jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami i również potrzebujemy snu. Przykre, że nauczyciele nie biorą pod uwagę tego, że każdy uczeń ma swoje życie osobiste i jeżeli my mamy szanować ich życie i rozumieć to jak nie sprawdzą nam sprawdzianów, bo mieli dziecko chore to niech oni rozumieją i nasze sprawy, bo niekiedy naprawdę są takie sytuacje, w których nie myśli się o odrobieniu pracy domowej, bo nawet nie ma na to czasu. Mam nadzieję, że kiedyś moje dziecko nie będzie miało takich problemów jakie my mamy teraz i że nauczyciele będą bardziej wyrozumiali. ;)

Offline Jean

  • Ekspert
  • *****
  • Wiadomości: 2669
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #193 dnia: Luty 21, 2013, 11:03:38 »
Cytuj
Niepojętym jest dla mnie podejście nauczycieli do sprawdzianów, zawsze kiedy mówimy, że w tym tygodniu mamy już 3 albo nawet 4 sprawdziany, masę kartkówek to zawsze jest ta sama śpiewka: 'A co mnie to obchodzi, że macie tyle sprawdzianów? Jesteście w liceum, jak Wam coś nie pasuje to możecie zakończyć edukację. A skoro możecie nauczyć się na 3-4 sprawdziany to i nauczycie się na piąty, spędzicie cały tydzień w książkach i dacie radę!' I wtedy już żadne argumenty do nich nie trafiają, bo ma być tak jak oni sobie postanowią. A ja na przykład potrzebuję się wyspać w sobotę do 11, wieczorem pójść gdzieś ze znajomymi, czy nawet spotkać się z chłopakiem, bo na tygodniu nie mamy czasu, bo ja siedzę od 7 niekiedy do 15 w szkole, a później oczywiście siedzę z nosem w książkach, żeby ogarnąć wszystkie prace domowe, nauczyć się na sprawdziany/kartkówki i niekiedy schodzi mi do 22, a przecież jeszcze muszę wygospodarować codziennie chociaż dwie godziny na powtórki do matury, a przecież jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami i również potrzebujemy snu. Przykre, że nauczyciele nie biorą pod uwagę tego, że każdy uczeń ma swoje życie osobiste i jeżeli my mamy szanować ich życie i rozumieć to jak nie sprawdzą nam sprawdzianów, bo mieli dziecko chore to niech oni rozumieją i nasze sprawy, bo niekiedy naprawdę są takie sytuacje, w których nie myśli się o odrobieniu pracy domowej, bo nawet nie ma na to czasu. Mam nadzieję, że kiedyś moje dziecko nie będzie miało takich problemów jakie my mamy teraz i że nauczyciele będą bardziej wyrozumiali. ;)

Sorry, ale z mojego punktu widzenia to jest raj.
Ja sobie zdaję sprawę, że świat się bardzo zmienił, ale gdzie kiedyś jakiś licealista mówił o życiu osobistym, kto się wysypiał w soboty i przede wszystkim, kto miał jedynie obowiązki o nazwie" szkoła"? O limitach sprawdzianowych nie wspomnę. Wręcz wymyślałam różne rzeczy, aby pójść do szkoły (na końcówce roku) i nie robić innych rzeczy, np. zbierać truskawek.
Klasa maturalna to już w ogóle był czad i nikt się nad nikim nie rozczulał.
Tak, nauczyciele przybierają postawę roszczeniową, ale uczniowie też nie są lepsi.

Offline Klaudia

  • Moderator Globalny
  • *****
  • Wiadomości: 2494
  • Płeć: Kobieta
  • Wyróżnienia:
Odp: Szkoła
« Odpowiedź #194 dnia: Luty 21, 2013, 11:10:14 »
Raj? No widzisz ja tak nie uważam, bo jedynym obowiązkiem, przynajmniej moim nie jest szkoła, muszę pomóc młodszemu bratu w lekcjach, czasami przepytuję go na sprawdzian, jeżeli mama akurat wtedy nie może. W domu też trzeba mamie pomóc, ale nauczyciele oczywiście twierdzą, że my nic nie robimy i tylko pyskujemy i się leniwimy. Przykre jest takie podejście.