Może i podstawa programowa się zmienia, ale uważam, że skoro nauczyciele w liceum często mówią, że powinni uczniowie pamiętać rzeczy z poprzednich lat to tak samo nauczyciele powinni dać im przykład i też pamiętać?
El raczej nie chodziło o braki w wiedzy i o to, że nauczyciele uczą się na lekcje tego, co będą wykładać

Po prostu... jeden nauczyciel pójdzie na łatwiznę, przygotuje sobie lekcje, klasówki, testy, notatki i będzie z nich korzystał 20 lat, a inny będzie się przygotowywał - nie da 20 lat pod rząd tego samego testu, bo oczywistym jest, że już po 3 latach każdy uczeń będzie go miał... Ułożenie klasówki/testu to nie jest 5min. I tu znowu - oczywiście będąc matematykiem można wziąć zbiór zadań i 5 pierwszych lepszych zadań - ale można też poszukać czegoś ciekawego, czegoś innego, ułożyć tak, żeby ta klasówka faktycznie sprawdziła wiedzę i umiejętności ucznia. Poza tym polonista może szukać filmów/artykułów/innych, żeby swój temat zajęć rozszerzyć, matematyk przygotowywać materiały tak, żeby uczniowie ułamki, czy ciągi szybko złapali, a pani od geografii może przygotowywać zabawy, które sprawią, że uczniowie stolice zapamiętają już na lekcji.... Nauczyciel nie ogranicza się do 18h w szkole (+ dyżury, wywiadówki, dyskoteki klasowe, wyjścia do kina/teatru/na koncert, rajdów i innych), bo jeszcze w domu musi popracować - sprawdzić klasówki, wypracowania, przygotować materiały...
A to, co piała Jean... absolutnie się zgadzam. Miałam w podstawówce fantastyczną nauczycielkę - polonistkę. Na swoje nieszczęście wymagała - oczekiwała bezbłędnego pisania, zmuszała do czytania lektur, robiła mnóstwo dodatkowych rzeczy... tylko z nią lubiłam język polski. Tylko z okazji tego, że była wymagająca, a uczniowie niekoniecznie skłonni do pilnej nauki, w dzienniku więcej było dwój i trój niż piątek. Moi koledzy stadami chodzili do wychowawczyni skarżyć się, ile to ta pani wymaga, a i ich rodzice stadami pojawiali się w szkole, bo przecież jak to - Kasia i Basia tyle się uczą, są takie dobre, a z wypracowania dostały 3. Pamiętam moje pierwsze wypracowanie, napisałam je w 4 klasie i dotyczyło bajek. Napisałam 3 strony zeszytowe. Dostałam 3+ i komentarz na kolejne 3 strony - tylko napisany drobnym maczkiem. Krok po kroku - co jest dobrze, co jest źle, co można inaczej ująć, co trzeba poprawić, na co zwracać uwagę - wszystko opatrzone przykładami. I takie rzeczy pojawiły się pod pracami każdego ucznia. A większość rodziców... to skrytykowała, bo przecież bez przesady, co ta kobieta wymaga, po co, bez sensu zupełnie. Nigdy potem nie spotkałam się z takim najazdem na nauczyciela... a prawda jest taka, że nigdy potem się żaden tak nie starał. A wszystko przez to, że na semestr w dzienniku pojawiło się dużo trójek, a tylko trzy 5. A przecież genialne dzieci genialnych rodziców muszą mieć same 5 na koniec, bo jak to w 4 klasie SP mieć 3...
Teraz jest jeszcze gorzej, bo dzieci się niczym nie przejmują - są wulgarne, niegrzeczne, bezczelne. 4 tygodnie praktyk w SP i 2 tygodnie w gimnazjum naprawdę mnie przeraziły. Nie wiem, czy ja tego nie pamiętam, czy kiedyś po prostu dzieci wykazywały większy szacunek. Nie kojarzę, żebyśmy się odszczekiwali nauczycielom... a dziś to jest na porządku dziennym. Ale jasne, można powiedzieć, że to wina nauczyciela, bo sobie nie radzi
ale niech nauczyciele nie myślą, że uczniowie są robotami.
Szczerze? Uczniowie teraz, to mają raj. Szkoda, że nie mieli okazji chodzić do szkoły 20, czy 30 lat temu, kiedy nikogo nie interesowało, czy mają czas, czy nie, czy się dobrze czują, czy nie, a to, co trudno teraz wyegzekwować w liceum robili już w podstawówce. Mnie przerażały zbiory zadań, z których uczył się tata, a przypuszczam, że dzisiejszych uczniów przeraziłyby podręczniki i zbiory zadań, z których uczyło się moje pokolenie. Programy są tak okrajane, że w przypadku np. matematyki, to aż boli. I ja wcale nie mówię, że uczniowie to powinny być roboty, a nauczyciele bez serca i normą jest pisanie po 3 klasówek dziennie, ale... wystarczy pracować regularnie, ustawiać priorytety... Też miałam dni po 7h dziennie, a w jeden czwartek (przeklęty) biologię, geografię, historię, matematykę i polski. Zdarzały się po 3 klasówki dziennie, zdarzało się pisać z dnia na dzień, zdarzało się kończyć zajęcia o 18 (bo akurat przyjęli za dużo klas i nie było wcześniej miejsca na lekcje) i następnego dnia iść na 8:00 na klasówkę... i jakoś się udawało wszystko zaliczać, zdawać na pozytywne oceny - czasem kosztem zarwania nocy, czasem kosztem uczenia się na tydzień wcześniej, czasem kosztem tego, że dłuższy czas nie wiedziałam, jak się nazywam. I też się wtedy narzekało, nie powiem, że nie. Tylko to jest coś, co każdy musi przejść, tak funkcjonują szkoły od dziesiątek lat, a im wyższa klasa, tym gorzej.