Sorry Alden, ale normalnie nóż się w kieszeni otwiera na takie bzdury, które tu nawypisywałeś.
Owszem, zdarzają się czarne owce w zawodzie nauczycielski. Tak jak i w każdym innym. Lekarz, ksiądz, urzędnik, policjant i inni... I wtedy trzeba reagować. Ale mieszać z tym błotem wszystkich pozostałych?
Właśnie Nareli. I jeszcze nauczyciele ciągle stękają, że muszą w ferie siedzieć w szkole, w wakacje itp. Ale co za darmo to robią? Nie, bo pobierają za to z MOICH pieniędzy wysokie wynagrodzenie.
A Tobie po co urlop? Oczywiście, nauczyciela pozbawić tego przywileju, niech pracuje przez cały rok 
Ty możesz wziąć go sobie kiedy chcesz. Nauczyciel tylko w wakacje i ferie. A jak ja chce wybrać się na urlop w okresie posezonowym (mniej ludnie i taniej) w góry na przykład, to nie mogę.
Z moich pieniędzy sporo idzie na służbę zdrowia, to dlaczego ja muszę płacić za leki, albo nie mogę być przyjęta do lekarza, bo ma limit i muszę iść do prywatnego i mu zapłacić (wydać dodatkową sumę)
Oj, El, chyba wsadziłaś kij w mrowisko.
Prawda jest taka, że nauczyciele to jedna z najbardziej roszczeniowych grup zawodowych, podnosząca krzyk, bo ktoś w końcu podniósł rękę na świętą KARTĘ NAUCZYCIELA pełną przywilejów niedostępnych przeciętnemu śmiertelnikowi. Śmiertelnikowi tyrającemu 40 godzin tygodniowo, który nie potrafi zrozumieć, dlaczego ma prawo tylko do 26 dni urlopu w roku, a "elyta" do 52, mimo, że ma zdecydowanie krótszy tygodniowy czas pracy ( i to zdaje się dopiero po ostatnich cięciach?) Ten naiwniak to pozostała budżetówka, którą ma zapewne na myśli Alden.
Nauczyciele niestety, poza urlopem w czasie wakacji i ferii, korzystają wyjątkowo chętnie ze zwolnień lekarskich w czasie trwania roku szkolnego. To brutalna statystyka dotycząca L-4 nauczycieli. Trochę śmiesznie mi też brzmi tłumaczenie, że nie możesz skorzystać z urlopu w okresie posezonowym, bo taniej i bezludnie. Wbrew pozorom większość pracowników innych grup zawodowych musi się dostosować do planów urlopowych tworzonych w zakładach pracy i dopiero wtedy mogą pomarzyć o urlopie. Niekoniecznie są też zachwyceni, kiedy termin przypada na październik czy listopad, bo szanse na piękną pogodę są iluzoryczne. I jest jeszcze jedna różnica - pracownik może nie otrzymać wcześniej zaplanowanego urlopu czasie lub być przez pracodawcę z takiego urlopu w każdej chwili odwołany z przyczyn ważnych dla zakładu. Nie słyszałam nawet o jednym przypadku, kiedy odwołuje się pedagoga z takiego urlopu.
Z pieniędzy innych podatników wpływa również spora suma na konto NFZ, a też płacą słono za leki, czy prywatne porady lekarskie, bo skończyły się limity.
Chyba, że są tłukami, którzy nie potrafią dokładnie czegoś spamiętać co omawiają kolejny rok z rzędu.
Tak się wypowiadają ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o zawodzie.
Podstawa programowa jest ta sama (chociaż czasem się też zmienia). Realizacja podstawy wcale nie musi być taka sama. Te same treści można poruszać za każdym razem inaczej. Są inne priorytety ministerialne, kuratoryjne, inny plan rocznej pracy placówki. Nauczyciele mają różne pomysły.
Nauczyciel ma prawa, które są respektowane, ma też stanowczo za wysoką pensję, aż mnie skręca by kiedyś napisać u siebie do urzędu miasta by skrócił pensje nauczycielom.
Dobry pomysł
Ja napiszę o tym samym względem lekarzy, urzędników, listonoszy, czy górników. Bo choć nigdy w tych zawodach nie pracowałam, nie wiem ile czego poświęcają, to też uważam, że mają za dużą pensję. Bo co to za praca 
El, rozumiem, że ironizujesz, ale chyba w ogóle nie dostrzegasz problemu.
Płace grupy zawodowej, której jesteś reprezentantem urosły niewspółmiernie w stosunku do zarobków pozostałych pracowników budżetówki, których pensje od
co najmniej 6 lat stoją w miejscu, bo gmin nie stać na ponoszenie takich wydatków. Budżety gmin zostały zarżnięte podwyżkami dla nauczycieli, które muszą finansować w ramach zadań własnych, bo państwo (rząd) nie daje na ten cel nawet złotówki, a zapis w
Karcie Nauczyciela to przecież rzecz święta. Dlatego wcale mnie nie dziwi bunt wójtów, starostów i prezydentów, którzy powiedzieli w końcu DOŚĆ.
Kuriozalne są też roczne urlopy dla podratowania zdrowia nauczycieli i to tylko na podstawie L-4 wystawionego przez lekarza rodzinnego, nie weryfikowane w żaden sposób przez specjalistę orzecznika. Dochodziło do takich nadużyć, że nauczyciele umawiali się między sobą, kto w danym roku skorzysta z "zasłużonego" rocznego wypoczynku finansowanego przez pozostałych podatników. Nieuprzywilejowani pracownicy budżetówki korzystający z L-4 mogą w każdej chwili zostać postawieni przed zusowską komisją lekarską, która sprawdzi zasadność zwolnienia. W przypadku nauczycieli rzecz ma się zgoła inaczej - nie dość, że nikt tych zwolnień nie kontroluje, to jeszcze płaci za nie nie ZUS tylko gmina. Fajnie, nie?
Wbrew pozorom urzędnicy mają o wiele cięższe zajęcie bo muszą co chwila uaktualniać znajomość prawa, w którym się obracają.
A nauczyciel nie musi znać prawa oświatowego, które zmienia się jak w kalejdoskopie?
Poza tym często gęsto rodzice nie dają sobie rady z trójką swoich dzieci, a ten tłuk ciągle narzekający musi dać sobie radę z trzydziestką, a każdy z ich rodziców ma inne spojrzenie na wychowanie i nauczanie. Salomon nic by nie wskórał z niektórymi z nich.
Kiedyś jeden z rodziców opowiadał mi sytuację, gdy był na wycieczce z klasą gimnazjalną, jako dodatkowa osoba do opieki nad dziećmi. Powiedział "Nigdy więcej za żadne skarby świata nie zgłaszam się do takiej pomocy".
Oj Alden, "obyś cudze dzieci uczył"... wiedziałbyś jaka to laba.
Problem w tym El, że jak sama podkreślasz nauczycieli dotyczy tylko prawo oświatowe, a urzędników obowiązuje znajomość całej gamy ustaw zmieniających się jak w kalejdoskopie: od ustawy o finansach publicznych, o pracownikach samorządowych, po prawo budowlane, ustawę o zamówieniach publicznych, przepisów przeciwpożarowych, ochronie środowiska, gospodarowania odpadami komunalnymi etc.
Jak już pisałam wyżej są i u nas czarne owce, które nie potrafią zrozumieć drugiego człowieka (ucznia).
Ale większość żali powinniście kierować nie do nauczycieli a do twórców ustawy o systemie oświatowym. Bo to oni wymyślają różne śliczne kwiatki. Do organów prowadzących placówki też, bo chcąc się pozbyć łożenia kosztów na edukację wymyślają kolejne kwiatki.
My - nauczyciele jesteśmy tylko wykonawcami rozporządzeń.
Najbardziej nie mogę zrozumieć jak można oceniać czyjąś pracę nie mając o niej zielonego pojęcia.
El, wszędzie są czarne owce, ale problem o którym dyskutujemy jest bardziej złożony.
Stało się coś bardzo niedobrego - płace pracowników oświatowych rosły w ostatnim czasie kosztem pozostałej budżetówki do tego stopnia, że doszło do sporych wypaczeń.
Nie dość, że czas pracy nauczycieli godzinowo nie wypełnia nawet pół etatu - to zarobki są tu dwukrotnie wyższe, jeśli je porównamy z innymi grupami zawodowymi sfery budżetowej! I to wywołuje uzasadnione oburzenie.
Jeśli nauczyciel z 10 - letnim stażem pracy zarabia więcej niż naczelnik wydziału, czy kierownik jakiejś miejskiej jednostki, to coś tu chyba jest nie tak, nie sądzisz?
Jednego na pewno można pozazdrościć szeroko rozumianej edukacji - lobbing tej grupy stoi na najwyższym poziomie!
W czasie kryzysu dotkliwe obciążenia w postaci braku podwyżek płac powinny dotykać całej budżetówki, bez wyjątku, a jeżeli dzieje się tak, że jedna grupa zawodowa otrzymuje coś kosztem drugich ( tylko dlatego, że głośniej krzyczy ) to nie jest to w porządku.
Wszyscy ciężko pracują, listonosz i pani kasjerka z supermarketu też.
Coś złego dzieje się niestety w środowisku nauczycielskim, bo chyba napłynęło do niego zbyt wielu pedagogów z przypadku, bez powołania i właściwego podejścia do młodzieży, która już nie jest tak potulna jak kiedyś.
To duże wyzwanie by uatrakcyjnić swój do nich przekaz i to bez względu na zmieniające się rozporządzenia w sprawie programów nauczania. Nauczyciel z charyzmą sobie poradzi, pod warunkiem, że ją ma!