Na wstępnej deklaracji im napiszę, że do dupy jest Peru. I się podpiszę.
To Cię nie dopuszczą do matury, jak do 30 września nie złożysz sensownej deklaracji

W ogóle to fajnie, że "w porę zauważyliśmy", iż na deklaracji nie pisze się "FIZYKA" tylko "FIZYKA I ASTRONOMIA". Teraz wszyscy mają "I ASTRONOMIA" wyjechane w kratkę obok, gdzie się zaznacza czy będzie się zdawało ustny

W tej chwili studia humanistyczne dają najmniejsze szanse zatrudnienia po ich ukończeniu. Jak to ostatnio nazwano w jednej z telewizji -
wyższe szkoły bezrobocia. Coś w tym rzeczywiście jest. Cały system jest chory, utarł się stereotyp, że człowiek bez wyższego wykształcenia to margines społeczny. Tymczasem Ci wykształceni ludzie nie mają pracy, bo ilość stołków jest ograniczona. I później się słyszy:
wie pani ilu mam kandydatów na pani miejsce? Do wielu prac nie zostaną przyjęci, ponieważ nie mają odpowiedniego wykształcenia w danym zawodzie. Ale kto by teraz szedł do zawodówki? Przecież to wstyd. Wiele razy spotkałam się już z tym, że ludzie, którzy mieli poważne problemy z nauką już w gimnazjum na siłę szli do wysokopoziomowego liceum, bo nie wypada inaczej. Może po jakichś sześciu latach je skończą, wtedy pójdą na psychologię, polonistykę albo inne tego typu studia, bo o technicznych nawet nie mają co pomarzyć. I najprawdopodobniej zabiorą miejsca pracy tym, którzy wybiorą te kierunki ze względu na zainteresowania, pasje, ideę. Przykre, ale niestety prawdziwe.
Dla mnie za to przedmioty humanistyczne typu historia czy WOS to istna katorga. Dobrze, że to już za mną. Darzę naprawdę wielkim szacunkiem ludzi, którzy historią się interesują, lubią pogłębiać swoją wiedzę, mają doskonałą pamięć do dat, nazwisk, wydarzeń. Zdecydowanie do nich nie należę.
Justek, to o czym mówisz jest dla mnie jakąś nierealną sferą: rozszerzony angielski, filozofia, biologia

Jeśli myślisz między innymi o psychologii, musisz się przygotować na to, że na początku robią na tym kierunku olbrzymią selekcję, rzucając od razu na głęboką wodę. Powód jest banalnie prosty. Połowa ludzi idzie na psychologię dla idei, by pomagać innym, druga połowa po to, by pomóc sobie. Chcą tam zrobić wszystko, by wyeliminować tych, którzy przyszli leczyć samych siebie.
Zresztą na większości kierunków pierwszy rok jest jednym z trudniejszych. Z relacji wielu ludzi, którzy są już po studiach wnioskuję: nauczysz się tam wszystkiego, co Ci już nigdy więcej nie będzie potrzebne

Oczywiście to przekolorowany osąd, ale trochę prawdy w tym jest.
A klasa maturalna nie taka straszna jak ją malują. Już nas wkręcono w wir nauki, powtórek, deklaracji, tematów, straszenia... Nie sądzę, żeby mogło być gorzej

Ale to wszystko jest do przejścia, tylko trzeba mieć naprawdę fajną klasę, z którą po wyjściu z cholernie trudnej lekcji można to wszystko z siebie zrzucić śmiejąc się w zasadzie nie wiadomo z czego.