Ogólnie odwiedziłam dziś moją przyjaciółkę, która zaczęła studia na medycynie i powiem wam, że to co ja mam do nauki to pikuś ;p nie dość, że ta anatomia to jedno wielkie bagno, to jeszcze atlasy anatomiczne są z łacińskim nazewnictwem, bajka po prostu ;p
Daj spokój, takie studia to jakaś masakra, naprawdę
Podziwiam tych ludzi. Mam ponad 10 znajomych na medycynie, pielęgniarstwie itp. To, ile oni mają zajęć dziennie, ile nauki w domu, ile zaliczeń już za sobą... niewiarygodne.
Np. zaliczenie z mycia rąk, bandażowania, anatomii...
Czuję się wywołana do tablicy po przeczytaniu zaległych postów

Na medycynie też są ludzie nie roboty. Co prawda nauki jest dużo(prawie codziennie jakaś wejściówka) ale zajęć mam w sumie mało, średnio 4h dziennie bez okienek. Mam znajomych, gram w WOWa, w tyg. chodze na basen, czasem do kina, nie pamiętam takiego weekendu żebym gdzieś ze znajomymi nie wyszła. Więc to nie jest jakaś totalna masakra

Kwestia organizacji i przyzwyczajenia organizmu do ograniczonej liczby snu

A co do atlasów po łacinie, to na początku wydawało się to trudne do przełknięcia, ale potem to łacina wchodziła mi dużo lepiej niż polskie nazewnictwo i się łapałam na tym, że jak miałam powiedzieć nazwę po polsku to w głowie bazując na łacinie sobie to tłumaczyłam.
Znaczy czasem zastanawiam się po co się tak męczyć, szczególnie jak widzę ile mój F. na wymagającym kierunku na polibudzie się uczy - czyli w ciągu tygodnia całe nic.
Teraz mi się nauka przed dużym kolokwium powinna zacząć, dlatego odświeżam forum, oglądam zaległe seriale i czytam durnoty w internetach. Wszystko żeby się nie uczyć.
