Amaranth, właśnie, dobrze to określiłaś. Ja też nie słucham raczej Audiofeels, jednak bardzo ich cenię i szanuję za to co robią i co robili już na samym początku. Z wielkim podziwem słuchało się ich interpretacji piosenek. Taki sposób tworzenia muzyki jest tak niesamowity, że zwraca uwagę każdego, nawet kompletnie niezainteresowanego muzyką odbiorcy

Dlatego zazdroszczę, że masz taką możliwość, by być na ich koncercie- daj potem znać jak wrażenia

Ja doszłam do wniosku, że największą radość potrafią mi sprawić właśnie koncerty. Z niczego nie czerpię tak ogromnej przyjemności i satysfakcji jak z odsłuchiwania muzyki na żywo, zwłaszcza w przypadku moich ulubionych wykonawców. Kiedy tylko będę bardziej niezależna (finansowo, ale także czasowo, bo jednak szkoła ogranicza) to na pewno znacznie częściej będę sobie taką przyjemność sprawiała
eM, ale Ci zazdroszczę Marysi Peszek! Ja przegapiłam, gdy grała w szczecińskim Słowianinie

Nadal nie potrafię tego odżałować, mam nadzieję, że jeszcze sobie kiedyś odbiję. Jej najnowsza płyta jest wspaniała, oglądałam parę nagrań z koncertów i myślę, że klimat musi być niesamowity.
Ja w ostatnim czasie (czyt.: w przeciągu kilku ostatnich tygodni) byłam na dwóch niesamowitych koncertach: pierw
Łąki Łan, a później mój kochany
HEY 
Oba wspominam rewelacyjnie, chociaż różniły się od siebie, wiadomo, wszystkim tak naprawdę. Łąki Łan gra bardzo żywiołową muzykę, a i tak to co znajduje się na płycie nie oddaje tego, co się dzieje na koncertach. Nikt z moich znajomych nie uwierzyłby, że jestem zdolna AŻ TAK się bawić

Wyskakałam, wykrzyczałam, wybawiłam się za wszystkie czasy. Następnego dnia miałam problemy z mówieniem i chodzeniem

Poza tym zespół rozkochał mnie w sobie. Zwłaszcza kontakt z publicznością, nigdy lepszego nie widziałam. Przytulanie się jednego z członków (Paprodziada) z publicznością,
zimne ognie,
rzucanie doniczek z kwiatami, odbijanie balonów po całej sali, cukierki na osłodę, polewanie zmęczonego tłumu wodą z konewki

Fantastyczni ludzie, a ich koncert idealny na taką zimną i smutną porę roku.
Za to koncert HEY...cóż, najlepszy na jakim byłam

Brzmi to głupio w kontekście tego co się zdarzyło, ale naprawdę, takie koncerty wspomina się najmilej. W trakcie śpiewania jednej z piosenek padło nagłośnienie do Kaśki mikrofonu. Biedna nic o tym nie wiedziała i śpiewała zawzięcie, a ludzie...śpiewali razem z nią

Dopiero w połowie piosenki wyszedł pan z obsługi i mówi: nie słyszą Cię, Kasia. Jej minę zapamiętam chyba do końca życia...i komentarz: "nie słychać mnie? w ogóle?! MASAKRAAAA..."

i samo to zdarzenie może nie byłoby takie fajne, gdyby nie to, że w tym momencie...trzeba było zacząć rozmawiać z publicznością, przynajmniej dopóki usterka nie zostanie naprawiona. Kasia krzyczała do ludzi, zapewniając o swojej rozpaczy z powodu takiej wpadki, gitarzyści nawet zaczęli z ludźmi rozmawiać, zapraszać na scenę

a nowy członek zespołu (którego mikrofon działał normalnie)...zagrał i zaśpiewał "Parostatek" Krawczyka oraz "Pszczółkę Maję" Wodeckiego (gdy był drugi problem techniczny, tym razem z gitarą)

Żadnej piosenki HEY ludzie nie śpiewali tak głośno jak tych dwóch, nawet Kasia się włączyła

Dla mnie powinni ten występ Dzidka na stałe wpisać na setlistę, bo to mistrzostwo świata było

Żałuję, że nikt tego nie nagrał, ale i tak na długo zachowam w pamięci ten wieczór. Najlepszy zastrzyk energii
