Magda jest idiotką. Serio. Ona nie wie czy go kocha czy jak to tam mówiła? No ludzie! To po co mu rozwalała małżeństwo? Ta jasne no, nie tylko ona jest winna, ale jakby nie chciała to nic by z tego nie było... Ręce opadają.
Tak sobie myślę.... ona nie jest zdolna do uczuć wyższych niż podniecenie seksualne. Przecież Tomka też "kochała" a wypięła się na niego po jednej (!) rozmowie z siostrą (podobną zresztą kretynką jak i ona sama).
W przypadku Krzycha o żadnej miłości w normalnym tego słowa znaczeniu nie może być oczywiście mowy - wciągnęła go do łóżka w "chwili słabości", jakieś tam zauroczenie nastąpiło a teraz przemija bo oczywiście samym seksem związku nie napędzi się - i pewnie stąd te filozoficzne wywody. Albo też..... (patrz niżej)...
Tutaj też nachodzą mnie obrzydliwe przypuszczenia o interesowność Magdy. Zauważmy - firma prosperowała, Krzycho miał kasę - było OK, sielanka itd. Teraz gościowi grozi "wypad" z firmy, rozwód z żoną i "goła dupa" - i Madzia się już zastanawia "czy go naprawdę kocha czy nie". Intrygujące, nie?
No, ale oczywiście wątek ten jest pod hasłem "biedna Madzia nie ma szczęścia w miłości". Żona Krzycha, której w końcu się należy zadośćuczynienie i która słusznie nie odpuszcza kreowana jest na Babę Jagę, która naszych biednych kochanków chce spalić w piecu. Irek, który słusznie ma ojcu za złe rozbicie rodziny - ukazany jest jak niezrównoważony szczyl. Bo przecież wazniejsza jest "miłość" starego dziada i głupiej siksy. Padłem.

W ogóle zauważyłem, że właśnie szczególnie w TYM serialu pojęcie miłości jest na siłę deprecjonowane. Że dwoje pójdzie do łóżka z przypadku i już "miłość". Co było drzewiej z Julią i tym Mariano-Italiano? Też mówiła, że "go kocha" a tylko gzili się za plecami Pawła.