Tomek nie był taki kiedyś. To Magda go olewała, to ona była tą najwazniejszą w związku, też podejmowała decyzje bez porozumienia z nim. Więcej, kręciła niby z nim, ale Natalii przyznawała się, że nie czuje, aby Tomek był tym jedynym. Zresztą na taka wyglądała, ciągle naburmuszona.
Dopiero jak scenarzystom wpadł genialny pomysł, aby ni z gruszki ni z pietruszki rolę im pozamieniać, Tomek zrobił się taki, jakim go pokazują.
Dla mnie wątek Magdy i ojca Irka (z romansem w tle) to byłaby dopiero kicha. Facet, który rzucał się jak wesz na kożuchu ciągle mając pretensje do Magdy, bo jego syn spotyka się z jej siostrą, nagle pała do niej uczuciem
Też zresztą ni z gruszki ni z pietruszki.
Tak. Zauważmy jeszcze jedną znamienną rzecz - związek Tomka i Magdy rozwaliła tak naprawdę Natalia. Było wszystko OK, zajmowała się sobą i swoim - za przeproszeniem - "interesem", aż tu nagle pewnego dnia zaczęła Magdzie namiętnie preorowac non-stop jak to Tomek ją wykorzystuje, jak to jej nie szanuje, jak to ten związek nie ma racji bytu i tak dalej. Scenariusz potoczył się tak, że w bardzo krótkim czasie Tomek z fajnego, wyrozumiałego i mającego pomysł na życie faceta zrobił się brutal, pijak i łachudra. Tak, "wyrozumiałego" powinno być może na pierwszym miejscu bo cierpliwie znosił Gniewomira i wszystkie inne szczeniackie zachcianki Magdy.
Pójście zaś do łóżka z ojcem tego Irka - to już nawet nie jest k...(tu pada niecenzuralny wyraz na "K") - bo te panie robią to ze starszymi panami za pieniądze. Nasza biedna ukrzywdzona Magda zrobiła to dla poprawy nastroju, czyli nazwałbym tak, że to zepsucie, demoralizacja i zakłamanie.
Jak widać obydwie Zwoleńskie chyba ścigają się w ilości "zaliczonych" facetów. Ojciec porządny, matka porządna a córeczki puszczają się na potęgę.

One są obydwie tak straszliwie głupie, że aż żal bierze...
Poza tym - no naprawdę, coraz trudniej mi się zmusić, żeby choć jednym okiem popatrzeć na serial. W zasadzie nie ma ani jednego wątku, na którym można by "oko zawiesić", pooglądać z przyjemnością. O tych lafiryndach Zwoleńskich już wspomniałem, irytują do cna takie wątki jak Stefan & Oxana, Marta & Korzeniakowie, Kaśka Górka za każdym ukazaniem się prowokuje tylko do rzucenia laczkiem w kineskop TV, Hubert i jego przepychanki z wytwórnią też już mało kogo interesują. Robiłem sobie nadzieję, że związek Maryśki i Marka będzie takim "odstresowywaczem" - no ale jakże, musiała się zjawić ta baba-jaga jego matka i motać, przecież wszystko trzeba zepsuć... Co za dno!
Dodatkowo wymowa serialu jest zdecydowanie ponura, dołująca, atmosfera "ciężka" i "gęsta" - do tego stopnia, że oglądając co chwila zadaję sobie pytanie - "Co się za chwilę złego wydarzy i kto komu krzywdę zrobi?". "Barwy
szczęścia"?