Na bank matka Marka doprowadzi do niesnasek między synem a jego "dziewczyną". Dziewczyna "teściową" wyniesie pod niebiosa, a "narzeczonego" przekreśli jako złego syna. Skoro matkę tak oczernia, źle ją traktuje, wypędza biedulkę z domu na poniewierkę, to i w jej rodzinie się nie sprawdzi. Bo Maria nie potrafi myśleć. Wyciąga wnioski na podstawie tego, co od kogoś usłyszy, albo co przypadkiem zobaczy (nie znając tła sytuacji - prawie zerwała z facetem, tylko dlatego, bo widziała wsiadającą do jego samochodu kobietę, no ludzie!
)
Jaka ta Maryśka jest przewidywalna. Staje się powoli to, co przewidziałam.
Dziś przeszła samą siebie. Nawrzeszczała na Marka: "Patrz na mnie! Mówię do ciebie!". Gdybym nie widziała sceny, a słyszała jedynie sam dźwięk, to pomyślałabym, że ostro karci syna, bo dostał pałę za nieodrobione lekcje. Babka wpadła w jakąś furię

. Tak się z ukochaną osobą nie rozmawia. Ech, co ja mówię, to nie była nawet rozmowa...
A Marek jeszcze przed nią się kaja i ją przeprasza. Naprawdę tę zołzę kocha

Szkoda mi jego dla niej. Dzisiejszą sceną pogrążyła się w moich oczach do końca.