In vitro Kaśki to odpowiedź na ogólnospołeczne dysputy na ten temat. I to chyba odpowiedź wpleciona w ostatnim momencie, absolutnie nieprzemyślana scenariuszowo. Jak to jest pokazane w serialu to totalne nieporozumienia. Przez dwa odcinki Kaśka zachwyca się Jasiem Sary, orientuje się, że Sławkowi nie spieszno do tacierzyństwa, zrywa z nim. Kolejne dwa odcinki Kaśki nie ma, bo wyjechała gdzieś. Kolejne dwa odcinki - Kaska wraca i jest jakaś dziwna. Okazuje się, że jest w ciąży, a zapłodnienie było in vitro.
Pojechała, weszła, zapłodniła - bach jest ekspresowa ciąża. A gdzie czas na czekanie (taka z niej szczęściara, że prosto z ulicy ją wzięli na zabieg), na formalności, na badanie i na inne sprawy związane z tym zabiegiem. No ludzie, co za fantastyka

I druga sprawa, która mi się nie podoba - zrobienie z Tomka despoty, złośnika. Już pewnie szykują zakończenie jego związku z Magdą, skoro z fajnego, normalnego chłopaka robią tego, pod którego wpływem jest dziewczyna. Przecież to Magda zawsze stroiła fochy, ciągle jej się nic nie podobało, na każdy pomysł Tomka kręciła nosem, a jego zdanie się nie liczyło (sprawa z Gniewoszem). Nawet siostrze sie zwierzała, że to nie ten, z którym chciałaby spędzić resztę życia.
A teraz (jak zwykle w BSZ - nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki) Tomek robi się porywczy, a Madzia jak szara myszka

No ale to jej trzeba będzie współczuć, a nie Tomkowi w razie zerwania.