Mnie się osobiście wymiotować chcę jak widzę tą Maryśkę i Marka. Kurczę, zamiast brać się za faceta, który wyraźnie się w niej zakochał - to ta filozofuje i się zastanawia nie wiadomo nad czym. Normalnie gorzej niż przysłowiowa "panienka z dobrego domu" - co to i chciałaby, i się boi. Albo niech wreszcie będą ze sobą, albo niech się rozstaną a Maryśka niech pozostanie użalającą się nad sobą cierpiętnicą-stygmatyczką i sczeźnie z nadmiaru goryczy, a nie tak jak teraz.
Reszta wątków to jakiś ponury żart, albo wręcz delirka. Kiedyś pisałem o "Klanie", że nieszczęściami, jakie spadają na klan Lubiczów można by obdzielić populację sporego miasteczka. W "Barwach...." to chyba i metropolii by było mało.... Ciągle coś złego, ciągle tragedia, ciągle nieszczęście, choroba, rozstanie, dramat - a jak już scenarzyści nie mają kompletnie pomysłu to zjawiają się będący zawsze w gotowości Maro i Steryd i radośnie traktują "z buta" wszystko co na drzewa nie ucieka.... Paranoja i tyle.
Dalej - nie wiedzieć czemu na dalszy plan przesunięto interesujące i fajne postacie z charakterem - takie jak Zwoleński, Szymon, Zenek, Janek, Jola - a pierwsze skrzypce grają bohaterowie mdli i nieciekawi. Mdła jest Sara, Kaśka, Basia a Marlena to już w ogóle przyprawia o atak ślepej kiszki, taka druga "Ruda". Mdły i nieciekawy jest Hubcio, miotający się między lojalnością, miłością i piorun wie czym jeszcze, mdła jest Pati, mdły i nudny jest Dawid a Blanka po tym kretyńskim romansie z tym gówniarzem też się zrobiła nudna i taka rozmemłana.