Ale to wcale nie było tak.
Maria była z Markiem umówiona, zadzwoniła roztrzęsiona matka Kamila (chłopaka Agaty), że lekarz chce z nią rozmawiać i ona przeczuwa, że ma dla niej złe wieści. Maria odwołuje spotkanie z mężczyzną i jedzie do szpitala wesprzeć kobietę. Potem dostaje telefon od swojej pracownicy, że są jakieś kłopoty w pracy (w biurze, gdzie pracuje Marek), więc ta przyjeżdża i wtedy widzi tę sytuację.
I od razu myśli to co myśli.
Po pierwsze gratuluję jej zaufania do ukochanego. Facet wychodzi z kobietą z biura, nie trzyma jej za rękę, nie obejmuje, nie patrzy namiętnie w oczy, nawet jej nie dotyka. Jedynie, jak przystało na kulturalnego mężczyznę, otwiera przed nią drzwi do samochodu. Można tu snuć tysiące domysłów (jak na przykład to, że kobieta jest współpracownicą Marka i jadą gdzieś coś załatwić, może być kuzynką, facet może ją z grzeczności gdzieś podwozić, bez jakichkolwiek podtekstów, tym bardziej, że właśnie wychodzą z biura, w którym każdy Marii może coś nieopatrznie wspomnieć). Ale nie, Maria jest świecie przekonana, że oto wykryła zdradę.
Po drugie, podczas następnego spotkania z Markiem, na podstawie powyższego wniosku przywitała faceta słowami "chyba jednak z tego nic nie będzie" (w sensie, że ich związek nie ma przyszłości) z obrażoną miną pod tytułem "przyłapałam cię".
Po trzecie, gdy wreszcie udało się namówić ją na rozmowę, słuchała Marka z pozą, o której wcześniej pisałam - wyniosłej królowej, której podwładny tłumaczy się ze swego "przewinienia". Ręce skrzyżowane na piersi, foch wypisany na twarzy, krótkie zdania wyrażające zwątpienie w to co mówi Marek.
Nie podoba mi się jej postawa w tym związku. Odnoszę wrażenie, że to ona jest tu najważniejsza. To ona ma problemy z dziećmi ( a jak ktoś chce jej pomóc je rozwiązać, to się na tym nie zna, jedyne słuszne zdanie w tej sprawie to jej zdanie), to jej się należy cała uwaga, jeśli coś nie jest po jej myśli, to od razu "ten związek nie ma sensu". Poza tym facet w różnych sprawach jest ciągle przez nią naciskany. A to rezygnacja z wyjazdu z kumplami, bo akurat w ten czas ona chce uroczysty rodzinny obiad zrobić (jakby w innym terminie nie można było

), a to foch, bo facet nie chce wziąć zaprosić swojej matki do Pyrków, itd, itd. Pomysły sa ok, tylko dlaczego trzeba osaczać kogoś w ten sposób?