Ale chyba przyznasz, że najbardziej przez te wszystkie serie zmieniła się Feebs. Ewoluowała bardzo. I Ci jej dziwni faceci...

Rosss- taki matołkowaty o wiecznie cielęcym spojrzeniu.

Chandler- uwielbiałam jego humor- taki "z czapy" trochę.
Joey- uwielbiam scenę kiedy wszyscy się domyślili, że to Ross będzie ojcem dziecka Rachel (scena ze swetrem), a do Joey'a dotarło to dopiero po chwili... i ta jego mina!

W ogóle to jego lekkie opóźnienie było bardzo często powodem mojego ogromnego śmiechu.

Rachel- trochę zbyt zapatrzona w siebie, ale bardzo pozytywnie zakręcona. Uwielbiam odcinek z jej kotem (Joey uparcie twierdził, że to nie jest kot [!!!!!])

Monica- ona z kolei mnie czasem przypominała- też jestem takim trochę "babochłopem"- lubię sport, lubię wygrywać i też lubię gotować. Na szczęście nie mam manii sprzątania, ale niektóre swoje rzeczy lubię mieć na swoim miejscu.

Ojej... masę pięknych odcinków powstało.