Ja już tu z nerwów paznokcie gryzę. 
Miałam to samo! Siedziałam nad książkami, aż tu nagle otrzymałam smsa od koleżanki, że mam oglądać wiadomości. Pewna na 99% o co chodzi, rzuciłam wszystko i pobiegłam przed telewizor, aby się ani sekundy nie spóźnić. Okazało się, że - rzeczywiście - dym i dzwony były, ale na wyjście nowego papieża będę musiała jeszcze sporo poczekać. Siedziałam i denerwowałam się jakby właśnie za chwilę miała zapaść najważniejsza decyzja w moim życiu, i wtedy zrozumiałam, że kwestie wiary i Kościoła mają dla mnie o wiele większe znaczenie niż sądziłam. Jako dziecko "lgnęłam" do Jana Pawła II, nie wiedząc nawet dokładnie kim on jest, płakałam za każdym razem, kiedy wyjeżdżał z Polski. Benedykt XVI jakoś do mnie nie przemówił. Być może za bardzo miałam wbitego w pamięć papieża Polaka, ale naprawdę, mimo szczerych chęci - nie poczułam olbrzymiej sympatii do Ratzingera... Czekałam więc dziś na wyjście nowego biskupa Rzymu i niemal trzęsłam się z nerwów, mając nadzieję, że zobaczę tam kogoś, kto porwie mnie i całe tłumy, tak jak robił to nasz rodak.
I tak też się stało. Skromny, uśmiechnięty Franciszek - imię niezwykłe, cieszę się, że Bergoglio nie został Benedyktem XVII, Janem XXIV, Piusem VII czy Leonem XIV... W każdym z tych przypadków papieży o tym imieniu było już naprawdę wielu... Na Jana Pawła III też jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Tutaj zatriumfowała oryginalność, a nawiązanie do Św. Franciszka z Asyżu przywodzi na myśl same pozytywne skojarzenia. I tak jak już mówiłam - bliskość ludziom, pokora, skromność. Takiego też papieża zobaczyłam. Mówił prosto i nawoływał do modlitwy. Przekonał mnie do siebie w stu procentach. Jest również bardzo charakterny! Tak jak Jan Paweł II powalił wszystkich słowami "(...) w waszym... W naszym języku włoskim", tak Franciszek zrobił to, mówiąc z szerokim uśmiechem, iż kardynałowie odnaleźli nowego biskupa Rzymu chyba prawie na końcu świata.

Podobał mi się jego głos...taki miły zdecydowany i...uśmiechnięty? Dodatkowy plas za gestykulację, otwartośc i to ponowne poproszenie mikrofonu. Widać, że lud nie jest mu obojętny. Skoro czekają to powiedział jeszcze ilka słów.
Zgadzam się w zupełności!
Ameryka Południowa, Argentyna... Świetny wybór, moim zdaniem. Tak jak powiedział Alden, jest to ukłon w stronę tamtych ludzi. W stronę miejsca, w którym katolicyzm właśnie się rozwija i w stronę miejsca, które potrzebuje ogromnej pomocy. Mam nadzieję, że "ich" papież wpłynie jakoś na poprawę sytuacji w tamtym rejonie świata.
Jeszcze co do tego "Papieża-Murzyna"... Niech się wypchają z tymi przepowiedniami. Ostatnio złapałam się na tym, że również dałam się wkręcić i zaczęłam gdzieś tam w głębi myśleć, że nie chciałabym, aby to był "Murzyn". Przyszła jednak refleksja i pokorne uderzenie się w pierś. Jakie znaczenie ma kolor skóry? Ważne, żeby był dobry dla ludu, dla Kościoła i wpływał odpowiednio na szerzenie wiary. Reszta jest nieistotna, Bóg wie, co robi. Tak jak Ameryce Południowej "należał się" papież z ich kontynentu, tak "należy się" on Afryce.
Od początku konklawe mówiłam, że nowy papież zostanie wybrany dziś wieczorem. A cały dzień chodziła za mną piosenka
Boskie Buenos. Jednymi słowy: Duch Święty mnie nawiedził.

Swoją drogą - to bardzo wymowne i wzruszające, że po wyborze papieża odczytywana jest mu Ewangelia:
Ty jesteś Piotr - Opoka, i na tej Opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.
Reasumując... Każdy papież jest moim papieżem, a papież Franciszek jest nim z całą pewnością.

PS
Oho już się zaczyna szukanie haków, dokładniej chodzi o rzekomą współpracę z juntą gen. Redondo...

- tylko tyle mam do powiedzenia...