W mojej gazecie regionalnej, w wydaniu weekendowym ukazuje się cykl: "Zza kratek". Są to opowiastki kryminalne "z życia wzięte". Temat niby poważny...ale styl autora oraz głupota ludzka przez niego opiewana, sprawiają, że nie sposób się nie uśmiechnąć. Przykład z obecnego numeru:
32-letnia Anna S. pojechała do sklepu, w którym kupiła cztery butelki wina na zbliżające się imieniny męża. W drodze powrotnej postanowiła wstąpić na chwilę do przyjaciółki. Chwila nieco się przeciągnęła i panie postanowiły skosztować imieninowego wina. W związku z tym uzgodniły, że Anna przenocuje u koleżanki. Wino, rzeczywiście, musiało być dobre, skoro w krótkim czasie kobiety opróżniły dwie butelki. I wtedy Anna zmieniła zdanie. Mimo protestów koleżanki uparła się, że wróci do domu, jadąc mało uczęszczaną drogą polną, którą wiele razy wracała. Jednak tego wieczoru pogoda była pod psem, wiał mocny wiatr i lał deszcz, który rozmył nawierzchnię.
Trudne warunki nie zniechęciły jednak Anny, która chcąc jak najszybciej przejechać przez tę grząską drogę, mocno dodała gazu i ...auto stoczyło się ze skarpy. Pojazd był mocno uszkodzony i aż trudno uwierzyć, że Annie nic się nie stało Tyle tylko, że nie mogła wydostać się z samochodu. Widząc beznadziejność swojej sytuacji, chciała zadzwonić do męża, ale okazało się, że w tym miejscu zasięg miały jedynie numery alarmowe. Zrozpaczona, wezwała na pomoc policję, po czym sięgnęła po kolejną butelkę wina i zaczęła ją wolno sączyć. Sądziła, że w ten sposób zmyli policjantów i wmówi im, że wcześniej nic nie piła, a teraz pokonuje stres.
Kiedy policjanci dotarli na miejsce, to najpierw wyciągnęli Annę z auta, a zaraz potem podali jej alkomat, który wykazał 1,5 promila alkoholu. Ponieważ butelka była prawie pełna więc stało się jasne, że Anna piła wcześniej.
Wkrótce na miejsce dojechał też powiadomiony przez policję mąż Anny S., który najpierw obejrzał rozbity samochód, a dopiero potem żonę i podsumował to krótko: "Tym razem to już całkiem się stoczyłaś".