Z "Księgi anegdot polskich"
Wizyta Wałęsy na UJ:"Kiedy szlem"...
głos z sali:
"Szedłem!"
"Nieważne, czy szłem czy szedłem - ważne, że doszłem"
Jerzy Urban skoczył do Wisły. Przyglądała się temu kobieta z dzieckiem. Chłopczyk zawołał:
- Patrz mamusiu, Wodnik!
- Nie Wodnik, tylko rzecznik - poinformował go Urban
W czasie podróży na daleki Wschód w 1957 roku Cyrankiewicz, spotkawszy się z Mao, zapytał, czy mają u siebie w kraju opozycjonistów sprzeciwiających się budowie socjalizmu w Chinach?
- Oczywiście - odpowiedział Mao
- A ilu ich jest? - kontynuował Cyrankiewicz.
- Około 30 milionów.
Po chwili Mao zapytał Cyrankiewicza:
- A wy tam macie w Polsce opozycjonistów?
- Oczywiście
- A ilu ich jest?
- Mniej więcej tyle samo....
Julian Tuwim rozmawiał kiedyś z przyjacielem na temat używania słów obcego pochodzenia i ich znaczenia. Przyjaciel twierdził, że większość ludzi nie rozumie sensu obcych słów. Aby dowieść słuszności swojej tezy, wymyślił słowo
reponsować i zawołał kelnera:
- Proszę pana, chcielibyśmy
zreponsować...
Kelner wyciągnął z kieszeni bloczek i zaczął wypisywać rachunek: dwie kawy, dwa koniaki, tort, syfon z wodą sodową...razem...
Po zapłaceniu rachunku przyjaciele wstąpili do baru.
- Piccolo! Gdzie tu można
reponsować?
- Toalety w końcu korytarza, na lewo, proszę szanownego pana!
Z baru udali się do restauracji. jedzenie było wyborne, trunki wspaniałe. Przyjaciel Tuwima zawołał kelnerkę i zapytał zuśmiechem, patrząc jej w oczy:
- Panienko, czy mógłbym z panią
poreponsować?
Dziewczyna zarumieniła się z oburzenia:
- Co pan sobie myśli?! Ja jestem porządną dziewczyną!
Potem przyjaciele przysiedli się do znajomego towarzystwa. Nowe słówko było ciągle w użyciu: "Gertruda Ederle przepłynęła kanał La Manche tylko dlatego, że miała wspaniałego reponsora"; "Parlament stanowczo musi uchwalić responsorium"; "Mussolini odpowie energicznie na ostatnią reposację Francji".
W końcu Tuwim wrócił do domu, a jego przyjaciel, zupełnie pijany, został jeszcze w restauracji. nazajutrz doszło do wiadomości poety, że przyjaciel urządził w lokalu awanturę i policja musiała go
zreponsować...
Pewnego dnia profesor Kazimierz Lejman demonstrował studentom badanie odbytu, aby pokazać zmianę nowotworową u pacjenta. Poprosił chorego u uklękniecie i rozchylenie "policzków". W tym momencie z kąta sali jakiś student powiedział:
- I głośno powiedzieć...
aaaa!
Profesor odwrócił się i wpatrując się wzrokiem bazyliszka w grupę studentów, zapytał:
- Kto z państwa to powiedział? - Po chwili ciszy dodał: Radzę się przyznać, bo w przeciwnym razie nikt nie zda u mnie egzaminu.
Winowajca wysunął się na czoło grupy. Profesor zapisał sobie jego nazwisko i wrócił do badania pacjenta.
W trzy tygodnie później autor żartu przyszedł na egzamin i ku jego zdziwieniu bez pytania dostał od profesora piątkę.
- To chyba jakaś pomyłka! - powiedział stanowczo, ale z obawą, aby piątka nie zmieniała się z dwóję.
- Ależ skąd - odpowiedział profesor z uśmiechem na ustach - Ten dowcip wart jest tej oceny, a poza tym doceniam, że laryngologię też ma pan opanowaną.
Anegdota z teki księdza Twardowskiego....Do wicedyrektora Seminarium Duchownego przychodzono z różnymi problemami. Odpowiadał chętnie, ale nigdy nie był pewien swojego zdania. Do każdej wypowiedzi wtrącał słowa:
" Z jednej strony tak, z drugiej strony nie" . Przed wakacjami zapytał go kleryk, czy może na dworcu, witając się z młodą ciotką, pocałować ją. Usłyszał odpowiedź:
- Z jednej strony tak, z drugiej strony nie.
Profesor chemii, członek Towarzystwa Naukowego we Lwowie, demonstrował kiedyś zmianę koloru jakiegoś wskaźnika:
- Proszę, niech się panowie dobrze przyjrzą. zaraz nastąpi zmiana barwy i roztwór zaczerwieni się na niebiesko.
