przynajmniej na razie
Wypluj te słowa, Klaudia

Przecież wiesz jak alergicznie, od momentu finału sezonu, reaguję na takie słowa. Uraz po Grażynie i Błażeju, gdzie od momentu wspomnienia o tym, że "kiedyś mnie zostawisz", do pojawienia się "tej drugiej" minęło niewiele czasu, został i zaczęłam się poważnie martwić o A&M. A obiecuję, że jeśli mi ich- nie daj bóg!- rozstaną to nie ręczę za siebie. Wtedy definitywnie kończę przygodę z PM.
A&M to dla mnie szczególna para, bo oni są właśnie tacy...dopasowani

Są już w pewnym wieku, gdzie nie ma już czasu na szaleństwa, trzeba się ustabilizować. Szczególnie zasługuje na to Aneta, która tak naprawdę nigdy nie doświadczyła prawdziwej rodziny, szczęścia płynącego z poważnego bycia razem, tworzenia czegoś takiego jak rodzina właśnie. Teraz kocha, jest kochana, ma kogoś, na kogo może liczyć, ma Danusię, dla której powoli zaczyna być jak matka, teraz dojdą do tego jeszcze dzieciaki Kingi, szczególnie Tomeczek, z którym miała dobre stosunki zawsze...oby to trwało dłuuugo długo, lubię jak jest szczęśliwa

A Anetę i Jana dobrze się ogląda, gdy z pamięci wyrzuca się obecny obraz Anety i jej związku z Markiem. Dla mnie A&J to tak jakby...oddzielny kompletnie wątek, inne postaci. Ona wtedy była naprawdę kompletnie inną osobą, a poza tym to jest przeszłość, oddzielona grubą linią od momentu romansu Jana ze Stefani

Tym zagraniem facet definitywnie został w moich oczach skreślony. Pierw Teresa, co i tak było już upokarzające dla Anety- zresztą sama tak o tym mówiła...a potem ta małolata. Dobrze, że nie są już razem, bo gdyby jeszcze to mu wybaczyła- to już w ogóle byłaby gruba przesada.