Ostatnio poświęcono temu tematowi jedną z rozmów podczas trwania "Pytania na śniadanie". Debatowano nad tym jak powinno się zwracać do pani Kopacz. Tytuł brzmiał: "Premier, premiera czy premierka – jak tytułować Ewę Kopacz?" i jednym z zaproszonych gości był mój ulubiony profesor Bralczyk, który powiedział, że przecież nie ma kogoś takiego jak "dziennikara" czy "prezentera", więc "premiera" może występować tylko jako definicja pierwszego przedstawienia, zaś "premierka" to mała premiera. I wywnioskowałam z tego, że on osobiście woli zwrot "pani premier", ja również, więc uważam, że ten cały szum medialny jest niepotrzebny, ale rozumiem też, że czymś się jednak karmić muszą, nim światło dzienne ujrzą jakieś konkretniejsze informacje.
A o "ministrze" i "marszałkini" profesor Bralczyk powiedział, że to raczej nieudane formy, którym wróży rychłe przejście do lamusa i ja też tak uważam, bo o ile "posłanka" nikogo nie razi, o tyle "ministra" - to że nie brzmi dobrze to jedno, ale to że forma ta obrosła złą sławą na starcie to drugie. Ja nawet nie pamiętam której to pani minister zachciało się być ministrą, ale pamiętam, że wszyscy mieli z tego niezły ubaw i nasi językoznawcy mieli ręce pełne roboty, bo wciąż musieli chodzić do śniadaniówek i publicznie zastanawiać się czy to ma sens, czy jest poprawne, czy można tak mówić.