Dziewczyny zgadzam się z Wami we wszystkim.
Ten wielki "szok" piłkarski i związane z nim odsądzanie od czci i wiary piłkarzy przewidziałam już wczoraj przed meczem.
Typowi Polacy. Dać im palec, to za chwilę rękę całą by chcieli. Nie potrafią cieszyć się tym co mają. A mają nie tak mało. Bo nasi pokazali się z całkiem dobrej strony. Dlaczego ludzie tak nastawili się na zwycięstwo po dwóch poprzednich meczach? Bo właśnie w tych spotkaniach chłopaki pokazali, że wcale nie są na straconej pozycji, na jakiej jeszcze przed Euro stawiało wielu. Tak więc postęp był i to całkiem spory.
Mecz z Czechami pokazał, że jeszcze im co nieco brakuje (zwłaszcza w temacie odporności psychicznej), ale jeśli dalej poprowadzi się ich w dobrym kierunku, to mogą osiągnąć jeszcze więcej. I ja wierzę, że tak będzie w drodze do MŚ w Brazylii.
Boże, jak mi było dziś szkoda Kuby Błaszczykowskiego (innych zresztą też). Jak na dłoni było widać, jak mu z tym ciężko. Chłopak mało nie płakał, że zawiedli kibiców. Teraz kibice powinni ich wspierać, a nie bluzgać na nich niewyobrażalnym jadem, jakby co najmniej do tragedii narodowej się przyczynili.
I na koniec ja wcale nie uważam, że to ostatnie miejsce w tabeli to było jakiś dramat. Mecze w naszej grupie pokazały, że drużyny były na wyrównanym poziomie, ale sytuacja tak się ułożyła dziwacznie (a śmiem twierdzić, że nawet z lekka przypadkowo), że miejsca w tabeli wcale nie określają stopnia umiejętności piłkarskich poszczególnych reprezentacji. Po prostu ktoś musiał przejść i ktoś musiał odpaść.
A propo nadmuchiwania "balonika" przez media: wkurzyła mnie wczoraj jedna z reporterek, która zbierając opinie od kibiców na temat przegranego meczu, próbowała im wmówić jaka to rozpacz ich ogarnęła, jaki smutek nie pozwala im się teraz bawić. Ludzie mówili, że mecz nie należał do najładniejszych, ale trudno stało się, a ta dalej o smutku, rozpaczy i zawodzie. Aż w pewnym momencie kibice sobie poszli a ona została sama rozmawiając... sama ze sobą
