"Sam nie rozumiem, skąd to mi się bierze,
że jestem mitologiczne zwierzę..." śpiewał Turnau. Ja z powodzeniem mogłabym zaśpiewać, że jestem internetowe zwierzę. Życie w normalnym świecie mam - a jakże - całkiem udane pożycie małżeńskie, dodatkowo okraszone macierzyństwem, wspaniałe kontakty z dalszą rodziną, którą widuję i goszczę u siebie tak często, jak tylko się da. Znajomych o dziwo też mam. Podobnie jak czas na muzykę, książkę, spacer, spełnianie się w kuchni, pisanie opowiadań i wierszy... Mam też czas na spędzanie czasu w internecie. Jasne, że jeszcze 3 lata temu było go więcej, teraz zachwiały się proporcje... ale jednak. Na stałe byłam na ifilmie. Zatytułowano mnie "maniakiem forum" i była to święta prawda, bo były i takie dni, kiedy siedziałam naście godzin na dobę. Mój internetowy dom. Moja odskocznia. Miejsce, gdzie pisałam, działałam, bawiłam się, odpoczywałam, kłóciłam się, nawiązywałam kontakty, rozwijałam zainteresowania... Poza tym przewinęłam się przez wiele for. Nie zabawiłam długo u 'Dr House'a', skończyłam działalność na pierwszym, powitalnym poście. Więcej spłodziłam u 'Grey'siaków', ale głównie w off topie, też nie zabawiłam tam na dłużej. Lepiej ma się moje bywanie w 'Prywatnej praktyce' - może nie szaleję z pisaniem, ale tam nikt nie szaleje, więc nie czuję się jakoś obco. Ot po prostu wpadam poczytać - głównie SB. Rozwinęłam się za to u 'Kasi Groniec' - w sumie pogawędki o wszystkim i o niczym, kilka słów podziękowań bezpośrednio do Kasi... jednak jakoś mi tam swojsko. Może dlatego, że muzycznie do siebie pasujemy. Ostatnio szaleję w 'Zamkowym królestwie'. Szaleję - to dobre określenie. Jednak... to z miłości do serialu. U 'Kostków' nie założyłam nigdy konta, bo zwyczajnie ich forum nie zgrywało się z moim komputerem i ciągle wyskakiwał błąd... Nie chce mi się zastanawiać i zliczać forów grupowych, na których rejestrowałam się w czasie studiów. Jednak.. informatycy mają to do siebie, że po prostu zakładają fora, więc co zmieniałam, to nowe miejsce. Tylko nick wszędzie ten sam. A nie, przepraszam! Gdzieś jestem muchomorkiem

Chyba na forum UŚ. Ale dawno nie byłam, więc pewności nie mam...

Co do pozostałych miejsc w sieci... fb, wciąż nk (mam, bo mam, zaglądam, czasem uaktualniam dla rodziny wzbogacając o nowe zdjęcie Jo), lubimy czytać, filmweb, youtube, twitter, tumblr... pewnie jeszcze gdzieś. Tak, jestem wszędzie.
Nie, nie siedzę wszędzie każdego dnia, nie żyję tymi miejscami, nie jest to maniakalne... ale jestem - lubię się wtrącić, lubię poczytać, lubię sprawdzić, co u innych, lubię zawiadomić, co u mnie, lubię się podzielić obrazkiem, piosenką, nowym wierszem, przeczytaną książką, lubię podać przepis na przetestowaną potrawę i zwyczajnie porozmawiać w sieci. No 'internetowy zwierz' jak nic.
A jeżeli idzie o nawiązywanie przyjaźni... Nie wiem, jaka jest granica zwykłej znajomości, koleżeństwa, przyjaźni. Czy osoba, która wie o mnie niemalże wszystko, zaczynając od najintymniejszych sfer życia, kończąc na każdej drobnostce dnia codziennego, to znajomy, koleżanka, przyjaciółka, czy coś pomiędzy? Czy kiedy tęsknię za kimś, kiedy chciałabym odwiedzić kogoś, kogo poznałam właśnie w sieci, gdy nie mogę się doczekać, kiedy w końcu porozmawiamy - chociażby na fb, czy gadu - jak zakwalifikować taką osobę? Kiedy uświadamiam sobie, że wszystko się może skończyć, mogą mi zamknąć ifilm, ale niektórych kontaktów, po prostu nie mogę stracić, bo jestem uzależniona, bo kiedy jeden dzień nie rozmawiamy, to czuję pustkę i już pod koniec dnia myślę tylko o tym, że mi brakuje... Tak, z ludźmi w sieci można się zaprzyjaźnić, można ich uwielbiać, można cenić, można traktować jak osoby bliskie. Zwłaszcza, kiedy znajomości wychodzą poza ekran, kiedy się widujemy, spotykamy, przytulamy. Kiedy idziemy razem na lody, czy oglądamy po nocy seriale robiąc konferencje na gadu, czy kiedy oglądamy na żywo - jedząc kurczaka i sałatkę z orzechami, czy kiedy idziemy do teatru, siadamy w pierwszym rzędzie i rozkoszujemy się chwilą.
Kocham to. I chociaż nie potrafię określić wielu relacji, które mam z osobami poznanymi w sieci, to jednak nie wyobrażam sobie, że mogłoby mi ich teraz zabraknąć. Kogokolwiek z tych najbliższych.
