szyszata, a Ty po angielsku oglądałaś?
Tak, bo nigdzie napisów nie mogłam znaleźć, ale o dziwo prawie wszystko zrozumiałam, a ja i mój angielski to dwa różne światy..

Ciekawe kogo... 
Chyba wiadomo kooogo!

Łosia takiego!

Z tych scenariuszy chętnie przeczytałabym takie fanfiction!

Spoiler
Kocham tą scenę z Jo! I to
I need you hold on Mac!

Czemu scenarzyście są tacy uparci i nie robią tego, co my chcemy?! Ech, szkoda gadać! A ta scena ze szpitala, gdzie Christine i Jo rozmawiają, i Jo mówi
I just.. Love him.I can't help. Dopiero na drugi dzień zdałam sobie, co ona konkretnie mówi, a potem szczena mi opadła i taki zaciesz.

A tak z innej beczki, może ktoś będzie chciał przeczytać i od razu się pytam.. warto ciągnąć?
"I care about you"
Każdy człowiek na świecie potrzebuję chociaż odrobinę czułości, szczęścia i troski. Ale nie zawsze jest to proste, aby być tym szczęśliwym. Czasem trzeba przejść przez trudną drogę, która nie jest usłana różami, niekiedy cierpimy i nie możemy już dalej walczyć. Choć nadzieja powraca i dalej bijemy się o Nasz los na tej bez sumiennej planecie zwanej Ziemia.
***
- Okłamałaś mnie, Stello! - wrzasnął, a ona tylko lekko się wzdrygnęła.
- Nie miałam wyboru! - odpowiedziała z podniesionym tonem. - Ta sprawa mnie dotyczyła!
- Teraz.. powinienem ciebie zawiesić albo posadzić za biurkiem! - znów krzyknął, był bardzo zdenerwowany. Martwił się o nią, nie chciał aby jej coś się stało - jakaś krzywda. Była i jest jego najlepszą przyjaciółką nie wybaczyłby sobie gdyby coś zagrażało jej życiu. Na te słowa tylko greczynka popatrzyła na niego z żalem w oczach, ale również ze złością, która ją ogarniała.
- Nie dajesz mi innego wyboru - rzekł spokojniej, aczkolwiek było słychać gniew.
- Wiesz co? - rzuciła oschle. - Ułatwię ci wybór - wyjęła zza spodni swoją odznakę i położyła mu na biurku. Spojrzała na niego, a on na nią. Odwróciła się na pięcie i wyszła z impetem z jego biura zostawiając go w totalnym szoku. Skierowała się prosto do szatni, aby zabrać swój letni płaszcz i zjechała windą na podziemny parking, stamtąd pojechała do domu. Jak burza wpadła do swojego mieszkania. Włączyła laptopa, aby zarezerwować sobie lot do Grecji. Szybko załatwiła formalności z załatwieniem biletu. Zamknęła komputer i udała się do swej sypialni. Szybkim ruchem otworzyła wielką szafę z góry zabrała walizkę na ubrania. Wyjęła ją i rzuciła torbę na łóżko. Kobieta natomiast gwałtownie pootwierała wszystkie szafki z ubiorem i zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Po kilku minutach była gotowa do wyjścia tylko musiała wziąć z szafki paszport i mogła jechać. Zeszła na dół, szybko złapała taksówkę i mknęła ulicami miasta. W drodze na lotnisko jej telefon zgłaszał swą obecność, co minutę. Wiedziała, że to on dzwoni nie miała ochoty z nim rozmawiać, nie teraz i nie w tej chwili. Była zbyt wściekła.
***
- Cholera, odbierz ten telefon! ? pomyślał w myślach, Mac. Był zły na siebie, że tak potraktował Stellę nie chciał, aby tak wyszło. Ale inaczej z nią nie można inne argumenty do niej nie przemawiają.
Chodził w koło po swoim gabinecie cały czas próbując się skontakotować z przyjaciółką, ale za każdym razem gdy rozpoczynał połączenie włączała się tylko sekretarka. Po dwudziestym razie zrezygnował z telefonowania. Nie wiele myśląc zabrał marynarkę z wieszaka, i udał się z pośpiechem do windy. Po drodze natknął się na Ross'a.
- Szefie gdzie się wybierasz? - zapytał przystając na chwilę.
- Nie teraz Adam, nie teraz - rzucił szybko nawet nie patrząc na młodego laboranta.
- Chciałem być miły, tylko tyle - odpowiedział szeptem.
Odblokował swoje auto otworzył drzwi i wsiadł do pojazdu, po drodze spostrzegł, że nie ma samochodu Bonasery. Odpalił silnik i z piskiem opon wyjechał z podziemi. W trakcie jazdy Taylor dużo myślał, nawet sam nie wiedział w jaki sposób znalazł się pod jej blokiem. Stał na parkingu już kilkanaście dobrych minut wpatrując się tępo w okna przyjaciółki. Teraz nie miał odwagi aby porozmawiać z nią, więc po co przyjechał? Sam już nie wiedział. Po chwili swój wzrok przeniósł na czarnego Suzuki, który opodal stał. To był samochód Stelli. ?Nigdzie nie pojechała.? ? pomyślał, co do tego cholernie się mylił, nawet nie wiedział jak bardzo.
****
Siedziała przy małym oknie spoglądając na krajobraz swego miasta, które nie śpi. Patrzyła jak powoli samolot zaczyna przygotowywać się do lotu. Zapięła pasy i wypuściła powietrze opadając plecami na oparcie fotela pasażerskiego. ?To chyba najlepsze wyjście..?? przemknęło jej przez myśl, jednak po chwili żałowała, że jest właśnie tu, w tym samolocie, że opuszcza to miasto i? jego. Właściwie dlaczego tak ubolewa? W jej głowie panowała burza myśli nachodzących się na siebie, niczego nie mogła zrozumieć lecz serce podpowiadało, że robi błąd, ale rozsądek przejął władzę nad jej ciałem ? jak na razie! Po chwili wspomnienia zaczęły nawiedzać jej umysł, który był już dość przeciążony. Przypomniała sobie napad na laboratorium, a potem jego wybuch. Jak rabusie przyszli po kilka ton kokainy. Właśnie wtedy najbardziej się o niego bała i miała takie przeczucie, że ze wzajemnością. Choć był w związku z Peyton, jako jego koleżanka cieszyła się jego szczęściem, a po jej stracie wspierała go, tak jak to było po śmierci Clarie. Pomagała mu z całych sił, aby był tym samym człowiekiem, co kiedyś. Następnym wspomnieniem była rozmowa z Sidem dzień przed Bożym Narodzeniem:
Zjechała windą na dół do prosektorium w sprawie nieuchwytnego mordercy, który był przebiegle sprytny. Mac w tym czasie był u szefa Sincler?a, detektyw powiedział jej, że chodzi o koszty utrzymania lab. i wypłat, ogólnie polityka. Stella spodziewała się, że Taylor wróci z nie zbyt przyjemnym nastroju.. Zawsze tak było, więc tym razem też tak będzie. Rozsunęły się drzwi od metalowego pudła, zrobiła krok do przodu. Jej oczom ukazały się lampki choinkowe i dużo ozdób świątecznych.
- Cześć ? uśmiechnęła się do doktora Hammerback?a. ? Widzę, że nastrój świąteczny wrze u ciebie pełną parą ? jeszcze raz rozglądnęła się po pomieszczeniu.
- Hej ? spojrzał mężczyzna spod okularów. ? Zasługa mojej żony, trochę mi się udzieliło powiem ci szczerze ? powiedział poważnie, a po chwili na jego twarzy zagościł uśmiech.
- No tak ? odpowiedziała kobieta zza pleców usłyszała dźwięk, a raczej skrzypnięcie metalowych drzwi, a w nich ujrzała Maca. Z jego wyrazu twarzy od razu wyczytała, że pogawędka z przełożonym nie była miła.
- Cześć Sid ? mruknął detektyw posyłając lekki uśmiech w stronę Stelli, który bardziej przypominał grymas. Greczynka zauważyła, że nawet nie zdjął swojego grubego płaszcza, a we włosach iskrzyły się białe śnieżynki.
- I jak było? ? zapytała ostrożnie spoglądają na niego ciepło.
- Zacytuję ?Ciesz się Taylor, że Nowy Rok spędzicie w tym samym składzie!? ? odpowiedział Taylor rozpinając kilka guzików swojej garderoby.
- Polityka ? odparła Stella.
- Niestety.. ? mruknął. Po chwili spostrzegł wystrój kostnicy, rozejrzał się dookoła i swój wzrok skupił na kornera, a ten zrobił dziwną minę nie rozumiejąc o co mu może chodzić.
- Mam rozumieć, że to twoja sprawka? ? zapytał.
- Oj Mac, przecież jutro święta! ? prawie wykrzyczał uradowany mężczyzna.
- Wiem.. ? kątem oka popatrzył na Stellę, od wielu lat zabierał się na zaproszenie jej na małą świąteczną kolację, ale jak zwykle stchórzył.
- Jak coś to mogę wam czegoś użyczyć tam na górę.. może jemiołę? O tak w tym roku mam jej sporo! ? zapytał przyjaciół, którzy speszyli się na słowo ?jemioła?.
- Sid, błagam cię! Nie mam zamiaru chodzić zygzakiem po korytarzu ? greczynka założyła ręce na piersi w geście sprzeciwu.
- Popieram.. poza tym nie przepadam za tym obchodem ? odchrząknął lekko wpadając w zakłopotanie.
- Dziwne.. tylko wy się sprzeciwiacie ? odparł doktor poprawiając jedną lampkę. Stella i Mac tylko wymienili rozkojarzone spojrzenia i po chwili odwrócili swój wzrok.*
Na sercu od razu zrobiło jej się cieplej, a w duchu rozśmieszyła ją ta sytuacja. ?Może przekroczyliśmy tą linię, przyjaźni i miłości..?? ? nagle przemknęło przez myśli pani detektyw. ?Nie przecież to nie możliwe.. Nie..? ? zaprzeczyła samej sobie.
***
Taylor bezradnie wrócił do laboratorium. Wchodząc do widny natknął się na Lindsay, która jechała na to samo piętro, co on. W ręku trzymała teczkę z wynikami. Dziewczyna spojrzała na swojego towarzysza podróży metalowym pudłem.
- Czy coś się stało, Mac? ? spytała ostrożnie, jego mina pokazywała złość i bezradność.
- Nie, nie wszystko się w porządku, nie martw się ? orzekł spoglądając na swą koleżankę, a ta tylko się uśmiechnęła i kiwnęła głową.
- Ale na pewno, bo wyglądasz jakby było inaczej.. ? drążyła. Mac wypuścił powietrze i przewrócił oczyma.
- Lindsay, wszystko gra, ok? Nic mi nie jest ? otworzyły się drzwi dźwigu.
- Niech ci będzie ? odpowiedziała wychodząc za nim. ? I tak nie wierze ? powiedziała sobie w myślach. ? Swoje wiem ? dodała po chwili.
Skierował się do swojego gabinetu otworzył szklane drzwi, przystanął na chwilę i rozglądnął się. Jego wzrok zatrzymał się na biurku, gdzie leżała jej odznaka. Podszedł wolnym krokiem do mebla położył dłoń koło rzeczy leżącej na stole. Po chwili chwycił rzecz i schował do kieszeni. Obszedł swoje stanowisko pracy i usiadł na skórzanym fotelu. Oparł głowę na oparciu, zamykając oczy i postanowił dać ponieść się chwili. Jednak spokój nie trwał długo, do pomieszczenia wpadł zziajany Messer.
- Cześć ? z trudem złapał oddech.
- Co się stało? ? poprawił się na fotelu i skupił uwagę na pracowniku.
- Właśnie złapaliśmy naszego złoczyńca do wszystkiego się przyznał i związku z tym.. ? przerwał na chwilę, aby złapać powietrze.
- Związku? ? dopytał podnosząc jedną brew do góry.
- Ja i Lindsay wpadliśmy na pomysł, aby wyjechać na tydzień poza miasto. Dawno nie byliśmy nigdzie razem, a Lucy przydałoby się jakieś wariactwo ? opowiedział w skrócie.
- Chcesz wolne? ? zapytał z uśmiechem.
- Nie pogardziłbym ? odwzajemnił gest.
- Od kiedy?
- Pojutrze chcemy już jechać ? odpowiedział Danny z radością w głosie. ? No i tydzień ? dodał przypominając.
- Mam nadzieję, że wrócicie w jednym kawałku ? Taylor zażartował z kolegi.
- Twoja nadzieja jest moją nadzieją
- Leć już, masz załatwione ? gestem ręki pokazał, aby wychodził.
- Dzięki, trzymaj się ? usłyszał podniesiony głos Messera, który szedł już korytarzem prowadzący do jednej z sali.
możliwy cdn., ale na pewno będzie!

* retrospekcja wymyślona
