Dyskutujesz.pl

Na topie => Strefa Kinomana => Wątek zaczęty przez: Maleńka w Wrzesień 02, 2014, 19:59:49

Tytuł: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 02, 2014, 19:59:49
...lub poranki czy popołudnia  <mruga>.
Zasada jest taka - szperamy w programie TV. Widzimy pozycję godną uwagi, zawiadamiamy o tym resztę użytkowników, spędzamy wieczór przez TV, dzielimy się wrażeniami.
Wskazany kocyk, ciepła herbatka i pies lub kot pod ręką ;) Wrażenia opisujemy w tym temacie.

Na początek Igrzyska śmierci - TVP 2 - czwartek 04.09.2014r. - godzina 20:40.

Zapraszamy  <ciacho>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 04, 2014, 23:05:39
Jestem po seansie i jestem pierwsza  <skacze>
Przez pierwsze kilkanaście minut wynudziłam się jak mops. Ba, nawet myślałam, że zasnę na tych "Igrzyskach śmierci".  :) Jednakże ...można było poobserwować świat przyszłości a ten nie przedstawia się jakoś szczególnie fajnie. To świat kolorowych cudaków (nie wiadomo jakich orientacji) i świat rządzony przez media - czyli można powiedzieć, że już dzisiaj żyjemy w powalonym świecie.  <mysli>

Układy, wizerunek medialny, połechtywanie próżności widzów. Trzeba to czy tamto, żeby cię lud pokochał i cię potem za sponsorował. ::)

Kiedy już rozpoczęto igrzyska to i trochę adrenaliny było, bo zaczęłam autentycznie kibicować.  <ok> Na początku  widziałam bezsens w zawiązywaniu sojuszy, kiedy na końcu może być tylko jeden zwycięzca. Potem jednak zrozumiałam, że w świecie kreowanym przez media (gdzie nawet animacje komputerowe ożywają  ::)) reguły gry mogą się zmieniać z minuty na minutę, żeby tylko widzowie zadowoleni byli.

Końcówka powinna być taka, że we wszystkich dystryktach wybucha bunt i następuje zmiana ustroju. A tak? Pewnie pozbędą się "11" i wymyślą jeszcze głupsze zabawy w ramach "odpokutowania" ::)

 Naprawdę Katniss wygrała tą scenę z Romeo i Julii? Tym przechytrzyła? I dlatego, jak rzekł mentor, powinna teraz uważać? <mysli>
Cały czas w każdej scenie dopatruję się ukrytego przesłania...

I co znaczy kosogłos dla dystryktu 12? <mysli> Jak Katniss rozwiąże problem: stary ukochany i nowy ukochany...bo raczej to wszystko nie było jedynie dla potrzeb programu? <mysli>

I na koniec sama prawda: Igrzyska będą dotąd, dopóki ludzie będą to oglądać. Czyli odpokutowywanie za bunt jest tu tylko przykrywką... <slucha>

Film z cyklu "tyłka nie urwało, ale fajnie się oglądało" <tak> Swoją drogą ciekawe jakby on wyglądał w produkcji europejskiej  <mysli>



Bardzo ładnie napoczęty wątek <ok>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 04, 2014, 23:57:22
Nie wiem, czy ja dobrze zrozumiałam zasady zabawy <mysli>
To tu się podaje propozycje seansów?

A spróbuję...

TVP KULTURA, sobota (6.09) godz. 20.20 - "Dom Dusz" z Meryl Streep, Jeremy Irons, Glen Close.
ewntualnie POLSAT, sobota godz. 23.45 - "Zagadka zbrodni", film koreańaki, nie oglądałam, ale mi go bardzo polecano, jako rewelacyjny, fabularnie i świetnie zrealizowany thriller, odbiegający od typowo amerykańskich produkcji tego gatunku.

Igrzysk nie oglądałam. Jakoś mnie nie ciągnie. Po przeczytaniu paru recenzji oraz obejrzeniu trailerów mam wrażenie, że to nie moje klimaty. Eh... chyba się starzeję <bezradny>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 05, 2014, 07:26:52
W sprawie "Igrzysk" - nie chcę Ci psuć zabawy Jean, ale jestem po wszystkich 3 częściach książki, a nawet po ekranizacji drugiej części i powiem Ci, że Kapitol nie będzie zawsze rządził ;)
Tak czy inaczej - mnie się pierwsza część naprawdę podobała. Może i jest trochę prawdy w tym, że przez pół filmu (do momentu wkroczenia Katniss na arenę) nic się nie dzieje, ale potem zaczyna się zabawa.
Przykro patrzeć na ustrój panujący w stolicy, na to, że ludzie się cieszą jak dzieciaki ze sobą walczą i się zabijają.

PS Ja tam odkąd poznałam bardziej Petę (w filmie oczywiście) kibicowałam jemu ;) Nie Gale'owi :P
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 05, 2014, 08:36:47
 
Przykro patrzeć na ustrój panujący w stolicy, na to, że ludzie się cieszą jak dzieciaki ze sobą walczą i się zabijają.

Mnie totalnie przeraziła scena...tuż po starcie igrzysk. Kiedy każdy mógł sobie dobrać jaki sprzęt wydawał mu się najbardziej potrzebny. Mógł, o ile zdążył, bo kto pierwszy ten lepszy...a kto gorszy to od razu na miejscu ginął. W rezultacie połowa uczestników zginęła na samym wstępie.   :ysz: Z jaką łatwością można zadźgać człowieka pokazali przede wszystkim ci wyszkoleni uczestnicy z pierwszych dystryktów...

I czy mi się wydaje...że Katniss miała od razu ochotę na kuszę (tudzież łuk), ale Peeta jej odradził ruchem głowy na nie? <mysli>
Właściwie coraz więcej przypomina mi się szczegółów :D

Czy Peeta w programie przed rozpoczęciem igrzysk kłamał o swojej miłości do Katniss (na potrzeby, wiadomo, zdobycia serc i litości widzów, przyszłych sponsorów) czy to jednak od początku była prawda? <mysli> W końcu przez cały ten szaleńczy wyścig robił wszystko, by jej pomóc...

Dalej...o czym właściwie świadczą te wspomnienia Katniss odnośnie spotkania Peeta, kiedy on jej rzucił w deszczu tej chleb (swoją drogą do czasu ich rozmowy na ten temat myślałam, że on tam rzucił but jakiś)?
Jakaś symbolika, której nie kumam? <bezradny>

I nie zdradziłaś mi Maleńka, jak Katniss wybrała między swoim ukochanymi? Naprawdę byłam ciekawa jak się  rozgryzie ten orzech a tu klops. Jak mniemam w kolejnej części znajdzie się rozwiązanie? <mysli>

Fajnie, że są książki. Może mi się uda kiedyś przeczytać i znaleźć więcej odpowiedzi na nurtujące zagadnienia - wiadomo nie od dziś, że filmy skracają niektóre rzeczy.
Film obejrzę ponownie, wydaje mi się, że coś mi umknęło... :D

Czekam na posta, Maleńka <komputer>




Jak dla mnie może być "Dom dusz" (w sumie nie tylko dla mnie...padła propozycja, to się za nią zabieramy i już), drugi film też może być fajny...ale na coś się trzeba zdecydować. Zdecydować powinni, wydaje mi się, już polecający film...właśnie w tym tkwi"smaczek" zabawy - konieczność wybrania. A wiadomo, że czasem w jednym tygodniu jest kilka dobrych rzeczy a w innym żadnej wartej uwagi (z naszego, subiektywnego, punktu widzenia).
Film, w mojej ocenie, ambitny być nie musi. może być taki, który polecający po prostu lubi.
I osobiście wolałabym, żeby to było maksymalnie do dwóch seansów w tygodniu, ponieważ chyba na więcej nie dam rady znaleźć czasu <placze>
I wreszcie, wydaje mi się, że trzeba wybrać konkretny dzień zgłaszania propozycji...chociaż tutaj mogę się mylić, twierdząc, że zrobi się bałagan <mysli> Co myślicie?
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 05, 2014, 09:15:40
Technicznie nie bardzo wiem, jak to ugryźć ;)
Z tym dniem zgłaszania propozycji wydaje mi się, że jesteś na dobrej drodze Jean :)
Może poniedziałek? Tylko co teraz? Kto pierwszy ten lepszy? Chyba wyjdzie nam w praniu :)

A teraz:
I czy mi się wydaje...że Katniss miała od razu ochotę na kuszę (tudzież łuk), ale Peeta jej odradził ruchem głowy na nie? <mysli>
Dobrze Ci się wydaje. Zerkała na ten łuk, ale Peeta jej odradził. Gdyby od razu po niego leciała, pewnie zginęłaby. A tak zdołała się zasłonić plecakiem :)

Cytat: Jean
Czy Peeta w programie przed rozpoczęciem igrzysk kłamał o swojej miłości do Katniss (na potrzeby, wiadomo, zdobycia serc i litości widzów, przyszłych sponsorów) czy to jednak od początku była prawda? <mysli> W końcu przez cały ten szaleńczy wyścig robił wszystko, by jej pomóc...
Wydaje mi się, że od początku mówił prawdę. Wątpię by był tak cyniczny, żeby to wykorzystać na potrzeby programu. Szczery chłopak i tyle. Przypomnij sobie scenę w miejscu, w którym się ukrywali. Jak jej mówił o tym, kiedy ją po raz pierwszy zobaczył, że nosiła dwa warkoczyki wtedy... Nie wydaje mi się, żeby łgał. Zresztą przez kolejne części też starał się ją chronić.

Cytat: Jean
Dalej...o czym właściwie świadczą te wspomnienia Katniss odnośnie spotkania Peeta, kiedy on jej rzucił w deszczu tej chleb (swoją drogą do czasu ich rozmowy na ten temat myślałam, że on tam rzucił but jakiś)?
Jakaś symbolika, której nie kumam? <bezradny>
A gdzie tam symbolika :) Może źle to odebrałam, ale zwyczajna scena, w której chłopak karmi chlebem świnie. Na początku myślałam, że chodzi o to, że rzucił chleb świniom, a człowiekowi nie. Że taki cham, widzi głodującą koleżankę, ale jej nic nie da do jedzenia. Potem się okazało, że zamiast zanieść jej ten chleb, rzucił jej go.

Cytat: Jean
I nie zdradziłaś mi Maleńka, jak Katniss wybrała między swoim ukochanymi? Naprawdę byłam ciekawa jak się  rozgryzie ten orzech a tu klops. Jak mniemam w kolejnej części znajdzie się rozwiązanie? <mysli>
I nie zdradzę. To się okaże tak naprawdę pod koniec III części ;) Przynajmniej w książce tak było.

Mam nadzieję, że choć trochę Cię zaspokoiłam  <komputer>




Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 05, 2014, 09:20:04
Jeszcze jutro, w sobotę (6.09) są "Szczęki" na Universal Channel. Startują o godzinie 22:00  <serduszko>
To teraz nie będę wiedziała czy obejrzeć "Szczęki" czy "Dom dusz" :P

Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 05, 2014, 09:30:16
Może wybierajmy kanały TV dostępne dla wszystkich?
Ja np. nie mam Universal Channel :P
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Avant w Wrzesień 05, 2014, 10:09:56
TVP KULTURA, sobota (6.09) godz. 20.20 - "Dom Dusz" z Meryl Streep, Jeremy Irons, Glen Close.
O, świetnie, dziękuję za informację, zawsze chciałam zobaczyć ten film, a dotychczas mi się nie udało.
Niestety nie wiem, czy będę mogła akurat w sobotę wieczorem, ale nawet jeśli nie, to na pewno sobie nagram i obejrzę z małym opóźnieniem. Do dyskusji też coś od siebie dorzucę. :)

Jeśli chodzi o "Igrzyska śmierci", to widziałam tylko pierwszą część i generalnie cały pomysł jest nawet intrygujący. Jednak sam film mnie nie porwał. Możliwe, że nie mój typ, ale doceniam samą ideę.
Być może sięgnę po książkę, bo to zawsze inny odbiór.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 05, 2014, 13:44:12
Cytat: Jean
Czy Peeta w programie przed rozpoczęciem igrzysk kłamał o swojej miłości do Katniss (na potrzeby, wiadomo, zdobycia serc i litości widzów, przyszłych sponsorów) czy to jednak od początku była prawda? <mysli> W końcu przez cały ten szaleńczy wyścig robił wszystko, by jej pomóc...
Wydaje mi się, że od początku mówił prawdę. Wątpię by był tak cyniczny, żeby to wykorzystać na potrzeby programu. Szczery chłopak i tyle. Przypomnij sobie scenę w miejscu, w którym się ukrywali. Jak jej mówił o tym, kiedy ją po raz pierwszy zobaczył, że nosiła dwa warkoczyki wtedy... Nie wydaje mi się, żeby łgał. Zresztą przez kolejne części też starał się ją chronić.

Scena w jaskini to wiadomo, że coś już było na rzeczy. Mnie bardziej chodziło o to łzawe wyznanie w telewizji przed igrzyskami, kiedy to publiczność poznawała uczestników. I sądzę, że nawet jeśli wtedy nie mówił prawdy to nie musiał byś wcale cynizm z jego strony.  ;) Mógł się na to zgodzić, bo go namówiono, bo wiedział, że to pomoże przetrwać albo jemu albo jej albo obojgu. Przecież łzawe historie miłosne się sprzedają i dzięki temu znajdują się sponsorzy :P
Tak więc ja uważam, że mógł skłamać na potrzeby programu, ale nie musiał kierować nim cynizm a realizm czy praktycyzm (jest takie słowo w ogóle? :D). Zawsze mogła nim kierować solidarność narodowa - w końcu ten sam dystrykt.  <mysli> A zakochać mógł się później...chociaż sama w to nie wierzę tak naprawdę  :D

Chociaż z drugiej strony on od samego początku tego wyścigu dbał o to, żeby to jej się nic ie stało. Ona za to myślała o sobie - byle przeżyć dla siostry...bo siostrze obiecała, że wróci cała. Katniss automatycznie zaczyna poszukiwania Peeta w momencie, kiedy następują zmiany w regułach gry i kiedy okazuje się, że może być dwóch zwycięzców, byle byli oni z jednego dystryktu.  ;)
Z jego strony z pewnością się coś narodziło. Z jej...być może potem, ale nie do końca, bo ona ciągle ma Gale'a...więc stwierdziła, że najlepiej będzie zapomnieć.... <mysli>

Podłość tych całych igrzysk polega też na tym zmienianiu reguł i stwarzaniu kolejnych utrudnień. Nie dość, że ludzie się po prostu zabijają, bo jakiś chory umysł tak to wymyślił to jeszcze się im nasyła jakieś kataklizmy, pożary, dzikie zwierzęta. Doprawdy...uroczo :P

A nie wszyscy zabijać chcą. Być może ci już specjalnie szkoleni do takich igrzysk, co zresztą zwykle wygrywali. Normalni ludzie chcieliby przetrwać i jeszcze kogoś uchronić. O czym Katniss myślała przygarniając dziewczynkę  z "11" (swoją drogą skoro losowanie to mogli już wyłączyć z niego dzieci...no naprawdę...potem takie dziecko ma walczyć z dorosłymi? Jak ma sobie poradzić?)? Przecież w którymś momencie musiałaby ją zabić, żeby wrócić do siostry? Czy oddałaby za nią życie? Nie mogła być pewna, że nastąpią zmiany reguł...nigdy nie następowały :P

Cytuj
Może wybierajmy kanały TV dostępne dla wszystkich?
Ja np. nie mam Universal Channel :P

Ja również nie mam. Mam tylko 20-kilka podstawowych programów z tv naziemnej. Mogłabym oczywiście gdzie to obejrzeć, ale pora nocna raczej wyklucza odwiedziny  <mysli>
Dlatego może faktycznie wybierajmy filmy ze "zwyczajnej" tv...chyba, że bez problemu dadzą się one obejrzeć online <mysli> "Szczęki" lubię nawet i gdybym miała kanał to z pewnością i to obejrzałabym jutro..chociaż seans na jutro już mam "Dom dusz".
Ja proponuję jednak sobotę do zgłaszania. Raz, że dzień dla większości wolny. Dwa, że ...tydzień telewizyjny wydaje się zaczynać w weekend a kończyć przed weekendem kolejnym (tak jest ułożona większość programów w większości czasopism).
Myślę, że kto pierwszy ten lepszy. Albo dwie pierwsze osoby  po jednym filmie. Albo jedna w sobotę druga w poniedziałek <mysli> Albo nie wiem... ;D
Nie bardzo mogę myśleć, bo mam wykopki dzisiaj i własnie próbuje zjeść obiad  :D



Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 05, 2014, 14:06:12
Taka sugestia odnośnie soboty i seansów w sobotę. Może być ciężko... Zwłaszcza mi bo zaczynają się kolejne edycje Voice of Poland czy Twoja twarz brzmi znajomo :P
Ale faktycznie. Zawsze mogę sobie później obejrzeć w internecie ;)

A co do Peety. Nie wydaje mi się, żeby ktoś mu podpowiedział pomysł z miłością do Katniss. Zobaczysz w drugiej części Jean, co takiego wymyśli podczas przemówienia w TV (bo pal licho! ale Ci zdradzę - w drugiej części ruszają 75te Igrzyska, w których udział biorą wszyscy zwycięzcy poprzednich ;)  ). Czyli wydaje mi się, że albo sam wpadł na pomysł z big love, albo mówił prawdę od początku.

Trochę tam się o niego martwiła jednak. Przecież po swoim omdleniu spowodowanym przez pszczoły, zapytała się Rue co z chłopakiem z jej dystryktu. No chyba, że była zwyczajnie ciekawa czy jeszcze żyje.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 05, 2014, 14:20:29
Cytuj
Taka sugestia odnośnie soboty i seansów w sobotę. Może być ciężko... Zwłaszcza mi bo zaczynają się kolejne edycje Voice of Poland czy Twoja twarz brzmi znajomo :P
Ale faktycznie. Zawsze mogę sobie później obejrzeć w internecie ;)

Nie wszystkie seanse zawsze muszą być w sobotę - nie zawsze tak pewnie wypadnie. A wybierać dni...to nie bardzo, bo ktoś inny nie będzie mógł we wtorek, bo serial, w środę, bo rano musi wstać o 5.00 do szkoły itd. To już trudno - nigdy nie będzie tak, żeby wszystkim pasowało ;( Niech będzie wybierany seans  bez względu na dzień emisji...zawsze można nadrobić potem jakoś. Nawet za miesiąc kto może napisać o "Igrzyskach śmierci" na przykład i ja się tam nie pogniewam a temat pociągnę.


 
Cytuj
Trochę tam się o niego martwiła jednak. Przecież po swoim omdleniu spowodowanym przez pszczoły, zapytała się Rue co z chłopakiem z jej dystryktu. No chyba, że była zwyczajnie ciekawa czy jeszcze żyje.

Nie, zwyczajnie ciekawa nie. Na pewno nie w sensie współzawodnictwa: żyje, to trzeba będzie wyeliminować a jak nie żyje to i dobrze, bo kolejny z głowy. Ale martwić się mogła zwyczajnie, po przyjacielsku. Akurat Katniss ma mnóstwo empatii. A zgodzę się, że się martwiła...bo w scenie z jagodami martwiła się już bardzo. Można mieć inną teorię, ale to i tak się sprowadza do jednego...miłość jest na koniec wzajemna.  :P
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: 007 w Wrzesień 05, 2014, 20:18:04
Tak więc ja uważam, że mógł skłamać na potrzeby programu, ale nie musiał kierować nim cynizm a realizm czy praktycyzm (jest takie słowo w ogóle? :D). Zawsze mogła nim kierować solidarność narodowa - w końcu ten sam dystrykt.  <mysli> A zakochać mógł się później...chociaż sama w to nie wierzę tak naprawdę  :D

Niepotrzebnie tyle kombinujesz. A pamiętasz  splecione ręce w rydwanie? <buziak>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 05, 2014, 20:59:55
Mnie się wydaje ze On ją kocha, a ona go traktuje jak przyjeciela. Nie wiem co prawda jak sie konczy 3 część książki ale jesli chodzi o wątek milosny to jestem fanką tego drugiego jej kumpla i mam nadzieje że będą razem. Hehe

Ja lubię Igrzyska. Fajny film, dobrze się ogląda.
zatrważajace jest to, że dla chwaly zrobi sie wszystko oraz to jak mozna pomiatac obywatelami.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 06, 2014, 22:48:23
"Dom dusz" też mi się dłużył i zdecydowanie ożywiła mnie druga godzina filmu. PO prostu tło historyczne, fajnie i ciekawie przedstawione, zaczęło mocniej przeplatać się z fabułą obyczajową.  ;) Czasy Pinocheta zawsze mnie interesowały :P
Główny bohater to idiota, który na końcu zmądrzał...albo biedny człowiek, który zgorzkniał po śmierci pierwszej ukochanej. Chociaż jego stosunek do siostry  od zawsze pozostawiał wiele do życzenia.  ::)

A Ferula to genialna postać! (Glenn Close zawsze jest genialna <serduszko>). Prosta, oddana, życzliwa a jednocześnie dziwna (na przykład jej spowiedź...i uznawanie Klary za istotę pozaziemską).

Mam zagwozdkę taką  z nią związaną. Kiedy zmarła to jednocześnie pojawił się w domu brata jako duch...ucałowała bratową i zniknęła. Klara miała swoje zdolności, to zrozumiałe, ale inni też ją widzieli a przynajmniej Blanka, która wstała od stołu z okrzykiem: "Ciocia Ferula".

Kto pomógł Pedrowi wydostać się z kraju? Kogo o to poprosił Esteban vel Irons? Bo w uwolnieniu Blanki to chyba pomogła jednak Transito (50 pesos to chyba było dużo kasy w tamtych czasach  <mysli> ).

A Klara? Jak to Klara - jak powiedziała, że już się nie odezwie to się nie odezwała. Nawet kiedy zza światów przyszła po Estebana to się z nim "porozumiewała" za pomocą jedynie gestów :) Tak więc sobie wszyscy dramatycznie i nieco teatralnie poumierali.
Tylko rodzice Klary zginęli w wypadku, gdzie "przebojem" była lecąca głowa.  :o
Film naprawdę niezły  <ok>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 06, 2014, 22:57:24
Dom dusz...
zdecydowanie kocham ten film. Najpiękniej zrealizowany obraz na świecie.
Wspaniale pokazana potęga miłosci, ale także do czego może prowadzić nienawiść, agresja i zacietrzewienie.

Clara jest wspaniała jej czystość mistyczność... miłość do męża ponad wszystko.. a jednocześnie siła, duma, wytrwalość w postanowieniach.

Blanca i jej oddanie dla ukochanego na przekóŕ wszystkiemu, nawet za okrutną cenę

No i zestawienie Estebana i Pedro jako tego od starych czasów i tego od czegoś nowego...
plus bękart Estebana mszczący się za swoje krzywdy a także jako ta skrajność potwierdzajaca że rewolucja pożera wlasne dzieci... 



Dobrze że Esteban w koncu zrozumial że w pewnym momencie sie zagalopowal... szkoda tylko że stalo sie sporo zlego

Jestem po raz enty zachwycona

A i miały byc szczęki a w koncu jest freddie :P
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 06, 2014, 23:12:20
Jean, tak prosto, rozrywkowo poleciałaś z wrażeniami, że aż mi głupio przyznać się, że ja zawsze przy tym i po tym filmie jestem tak uduchowiona, że żyję prawie w innym świecie <jezyk> Niezwykle podatna jestem widocznie na ten słynny realizm magiczny, co udowadnia nie tylko "Dom dusz", ale parę innych filmów, chociażby... "Wino truskawkowe" ;D  Ale także kilka pozycji  samej Isabel Allende

Owszem widzę parę niedociągnięć realizatorskich, ale w umykają gdzieś tam daleko na tle odbioru całości.

Mnie się nic nie dłużyło. Wprost przeciwnie. Początek "kariery" Trueby jako możnego pana oraz znajomości z rodziną Klary miał ekspresowe tempo. To pokazanie najważniejszych wątków z życia Estebana, które będą miały duże znaczenie w późniejszych czasach (jestem ciekawa jak to jest ukazane w książce - muszę jak najszybciej się za nią zabrać, a tak się składa, że właśnie czytam jedną z powieści Allende).

O bohaterach raz już się wypowiadałam, w temacie o Meryl Streep i teraz nie bardzo wiem jak wyrazić swoje odczucia, aby się nie powielać.

Spróbuję jutro dopowiedzieć jeszcze parę słów, bo jednak parę przemyśleń mam (odnośnie paru scen, moich ulubionych na przykład), a chyba nie zdążę, bo mam zamiar obejrzeć jeszcze ten drugi film :)

Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 07, 2014, 02:11:25
Jean, tak prosto, rozrywkowo poleciałaś z wrażeniami, że aż mi głupio przyznać się, że ja zawsze przy tym i po tym filmie jestem tak uduchowiona, że żyję prawie w innym świecie <jezyk> Niezwykle podatna jestem widocznie na ten słynny realizm magiczny, co udowadnia nie tylko "Dom dusz", ale parę innych filmów, chociażby... "Wino truskawkowe" ;D   

Myślałam nad tym ze cztery godziny, analizowałam zdanie po zdaniu w swoim poście i doszłam do wniosku, że moje PIERWSZE wrażenia tuż po obejrzeniu filmu wcale nie są takie złe. Co prawda najpierw wmówiłam sobie, że zbezcześciłam arcydzieło. Potem byłam na siebie zła, że zabieram się za taki film, kiedy jestem zmęczona i jeszcze się za bardzo skupiam, żeby zapamiętać jak najwięcej szczegółów.  Aż wreszcie uświadomiłam sobie, że przecież "Pożegnanie z Afryką" stało się dla mnie arcydziełem po trzykrotnym obejrzeniu; że nie każdy film musi mi się podobać i nie muszę się na siebie wkurzać, że nie "odleciałam".
Nawet przez chwilę myślałam, żeby   wcześniej sprawdzać o czym film jest, czytać recenzje czy oglądać trailery...tak aby wiedzieć czy to jest film dla mnie. Tak myślałam zanim nie uświadomiłam sobie po raz kolejny, że przecież ja lubię różne kino...
A potem jeszcze porozmawiałam o filmie dzisiaj obejrzanym z kimś mądrzejszym ode mnie i już jest mi dobrze. Wszystko wiem i tak jakbym widziała film z innej strony, innego punktu widzenia.
Życzę owocnej dyskusji i proszę by ktoś wyznaczył jakiś kolejny seans na następny tydzień (czy dwa seanse)...chyba, że nie ma nikt propozycji...to czekamy aż ktoś będzie miał. 

Cytuj
plus bękart Estebana mszczący się za swoje krzywdy
Nie dziwne zważywszy na okoliczności w jakich został poczęty. Gorycz matki przeszła na syna aczkolwiek ja miałam wrażenie, że Esteban junior nie od początku był taki zły, interesowny, cyniczny. Chyba jednak liczył za zainteresowanie ze strony ojca <mysli> Ten jednak od razu odrzucił go a w wymiarze fizycznym wyrzucił go z matka i postraszył, że poszczuje psami. Esteban junior pojawia się od tej porty w życiu starego co kilkanaście lat, w pewnym sensie może i testując go..."Bo może teraz doniosę na Pedra...jak nie doceni to przynajmniej zapłaci" aż wreszcie ucieka się  do szantażu. Ale gdyby ojciec kiedyś inaczej go potraktował...
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 07, 2014, 15:16:10
Jean, ja nie miałam nic złego na myśli, wspominając o Twoich wrażeniach, a właściwie o ich wyrażeniu.
Miałam raczej na myśli siebie, że może za bardzo jakaś taka egzaltowana jestem.
A co do filmu, to oczywiście każdy może mieć swoje zdanie co do opinii. To jest normalne, jednym podoba się to, innym owo (a ja zdążyłam już zauważyć, że mnie dużo rzeczy się nie podoba, co większości jak najbardziej i na odwrót <jezyk>)
Jeśli przeze mnie jakieś katusze przeżywałaś, to bardzo przepraszam <przytul>

Wracając do filmu, który swoją drogą może arcydziełem nie jest, ale jednak coś w sobie ma. Jak dla mnie pozytywną cechą będzie na przykład to, że posiada wieloznacznych, a właściwie niejednoznacznych bohaterów. Na dodatek ta niejednoznaczność wynika z tego, że maja w sobie pewną tajemnicę, coś czego widz nie może odkryć. Jak chociażby dziwna skłonność Feruli do Clary, trudno ją określić, trudno ocenić, czy to było coś o podtekście erotycznym, czy to ogromne pragnienie posiadania kogoś bliskiego, czy uwielbienie osoby czystej, niewinnej, kogoś kto po raz pierwszy okazał jej tyle serdeczności i czułości na raz. Albo Sam Esteban - człowiek okrutny, zaborczy, wybuchowy, nieznoszący sprzeciwu, a jednak zdolny do miłości silniejszej niż śmierć. No i Clara też. Wydawałoby się, że naiwna, żyjąca w swoim świecie w którym panuje harmonia, w którym swoją osobę podporządkowała naturze, przyrodzie, a wszystko w nim dzieje się w sposób naturalny (jej reakcja na makabryczny wypadek rodziców, a zwłaszcza matki - jakby odcięta głowa była rzeczą, która na chwile gdzieś się zawieruszyła). A jednak Clara doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co się dzieje w rzeczywistym świecie "politycy to bandyci i kryminaliści", "ona zrobiła to samo co ty, tylko ona zrobiła to z miłości" (do Estebana o jego "zabawach" z kobietami z plebsu i o Blance i Pedrze). No i godna podziwu konsekwencja w postanowieniach. Jej tajemnica polega na tym, jak ona potrafiła połączyć ze sobą te dwa światy, żyć w nich szczęśliwie.

Cytuj
Mam zagwozdkę taką  z nią związaną. Kiedy zmarła to jednocześnie pojawił się w domu brata jako duch...ucałowała bratową i zniknęła. Klara miała swoje zdolności, to zrozumiałe, ale inni też ją widzieli a przynajmniej Blanka, która wstała od stołu z okrzykiem: "Ciocia Ferula".
Być może bliska więź z ciotką tu zadziałała, jakieś szczególne, nad wyraz silne emocje matki jej się udzieliły. Nie wiem.
Esteban na pewno jej nie widział.

Cytuj
Kto pomógł Pedrowi wydostać się z kraju? Kogo o to poprosił Esteban vel Irons? Bo w uwolnieniu Blanki to chyba pomogła jednak Transito (50 pesos to chyba było dużo kasy w tamtych czasach
Kanadyjscy przyjaciele Trueby. Co to za jedni, skąd se wzięli? Nie wiem. Może podczas prowadzenia jakiś interesów, czy kontaktów towarzyskich w klubie porobił znajomości międzynarodowe (zresztą temu wojskowemu w ministerstwie coś napomknął o swoich dokonaniach dla kraju, w tym o amerykańskim poparciu dla partii konserwatystów chilijskich). Być może w książce jest o tym więcej.

A Transita, myślę, że nie tylko w ramach spłaty pieniężnego długu mu pomogła. Traktował ją prawie jak przyjaciółkę. No i może miała do niego jakiś sentyment, lubiła go, podobał się jej <mysli>

Cytuj
A Klara? Jak to Klara - jak powiedziała, że już się nie odezwie to się nie odezwała. Nawet kiedy zza światów przyszła po Estebana to się z nim "porozumiewała" za pomocą jedynie gestów :) Tak więc sobie wszyscy dramatycznie i nieco teatralnie poumierali.
Fakt, ale co i ile te gesty wyrażały :)
Była w nich czysta i ogromna miłość. Słowa nie koniecznie potrzebne. Uśmiech, życzliwość, serdeczność wymalowana na twarzy, gdy Esteban przyszedł ją przepraszać po tej karczemnej kłótni (właściwie z jego strony, bo Clara ani na chwilę głosu nie podniosła). To samo plus ta bliskość, siedzenie obok siebie, niemal dotykając się ciałami, gdy oglądali zdjęcia. Delikatność, ciepło w dotyku gdy Trueba umierał.
Znów ta niezwykła umiejętność pogodzenia dwóch światów: konsekwencji w sankcjach z okazywaniem miłości. Nie odezwała się ani słowem do końca ich życia, a jednak kochała i potrafiła to okazać. I mistrzostwo świata dla Streep, za idealne wykreowanie swojej bohaterki <brawo>

"Dom dusz" to opowieść o sile miłości, o różnie pojmowanym szczęściu, o upadku ideałów.
Piękne ujęcia (kontrast - hacjenda w momencie zakupu przez Estebana i już po odbudowaniu, w celi Blanki wychodząca z cienia postać Clary, niewinne zabawy dzieci - Blanki i Pedra, i kilka innych), piękna, epicka muzyka Hansa Zimmera :)


Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 08, 2014, 10:29:31
Przeżywałam trochę, ale może i tak też miałam dzień. (zależało mi na zrobieniu zbyt wielu rzeczy naraz)
Film mi się podobał. Zdecydowanie bardziej od drugiej połowy, ale jednak się podobał. Jeszcze nigdy nie zachwyciłam się filmem po pierwszym obejrzeniu, choć zdarzało się, że wbijały mnie one w fotel po pierwszym razie. Wówczas chodzę kilka dni jak naćpana i nad nim myślę, pozostając jednocześnie w świecie rzeczywistym:-)

Zawsze kiedy oglądam film pierwszy raz i jednocześnie wiem, że będę się potem dzieliła wrażeniami, wnioskami z innymi to staram się jak najwięcej zapamiętać i zrozumieć.
Ponadto mam tendencję do szukania wyjaśnień wszelkich zagadkowych zdarzeń, jednocześnie nie upatrując w nich jakichś niedociągnięć twórców a raczej  swojej "niebystrości".

Przykład Fureli też mnie nurtował.  Jaki właściwie ona miała stosunek do Clary a ściślej co się pod tym stosunkiem kryło? Inni sobie mogą tłumaczyć i wymieniać... erotyczną fascynację, pragnienie bliskości w ogóle, postrzeganie Clary jako istoty pozaziemskiej - no a ja konkretnie chciałabym wiedzieć co przeważało bardziej. Tak postać mnie fascynuje.

Trueba natomiast ...umiał kochać nad życie. Kochał siostrę Clary i bardzo przeżył jej śmierć. Kochał Clarę...ale zupełnie nie kochał swojej siostry (to straszne jak on ją traktował całe życie). Tak więc czy on rzeczywiście umiał kochać? <mysli>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 08, 2014, 15:59:33
Jean sięgnij po książkę, może coś więcej Ci się rozjaśni. W końcu film, to film. To tylko jakaś cząstka książki.

"Dom duchów" Isabelle Allende :)

Ja wychodzę z założenia, że wiele rzeczy samemu sobie można dopowiadać i odczytywać. To nie jest film z cyklu, że wszystko łatwo prosto wyłożone na tacy, ma jedno dno i jedną linię myślenia. Każdy musi sobie dojść do własnych przemyśleń, własnych odczuć i własnych ocen.

Moim zdaniem on umiał kochać... Tylko był bardzo skomplikowanym człowiekiem. Pewnie spowodowało to jakieś piętno z dzieciństwa. To człowiek z problemami. Nie pamiętam dokładnie czemu nie cierpiał siostry, on ją za coś chyba obwiniał i dlatego się na niej wyżywał.
Poza tym zwróćmy uwagę na to, że to też są inne czasy. Ludzie, zwłaszcza mężczyźni byli wtedy kształtowani trochę inaczej. Kobietami często pomiatano a już zwłaszcza starymi pannami.
To też czasy w których zaczynają zachodzić nagłe zmiany światopogladowe. Trudno jednoznacznie się od razu z nimi zgodzić. Pierwsze co, to się ich broni. Inna sprawa... często to bogactwo zmienia człowieka i Estebana też ono zmieniło.
Nie da się tego tak jednoznacznie zrozumieć i pojąć.
Każdy sobie musi określić po swojemu.

Dla mnie Esteban był człowiekiem okaleczonym, który miłość poznał dzięki Klarze i który mimo że kochał nie umiał tego do końca zrozumieć, pokazać. Stąd jego błędy. W końcu uczucia to słabość. Trzeba rozwiązywać wszystko siłą. Dopiero u kresu życia zrozumiał, że był zbyt zacietrzewiony, że robił błędy i widać że tego żałuje.
To też takie tylko moje. :P
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 08, 2014, 19:50:29

Moim zdaniem on umiał kochać... Tylko był bardzo skomplikowanym człowiekiem. Pewnie spowodowało to jakieś piętno z dzieciństwa. To człowiek z problemami. Nie pamiętam dokładnie czemu nie cierpiał siostry, on ją za coś chyba obwiniał i dlatego się na niej wyżywał.

Właśnie, to skomplikowany człowiek.
Nie wiem już teraz czy mi się coś nie pokręciło, ale tuż po śmierci matki, podczas rozmowy rodzeństwa, Ferula wspominała, że kiedyś w dzieciństwie byli blisko, razem się bawili, ona opiekowała się nim, więc nie zawsze jej nienawidził.
Moim zdaniem jego niechęć do niej (najpierw umiarkowana) brała się z tego, że siostra kojarzyła się mu z domem, matką. A w domu raczej bogato nie było, matka schorowana, zniedołężniała, opieka nad nią nie należała do najprzyjemniejszych (nie na darmo podkreślono scenę, gdy Ferula "oporządza" matkę po załatwieniu przez nią potrzeb fizjologicznych - nawet we współczesnych czasach nie wszystkie dzieci tak zajmowałyby się swoimi rodzicielami, być może Esteban odczuwał obrzydzenie, które przelało się później na siostrę).
Druga przyczyna niechęci do Feruli mogła wynikać z... zazdrości o Clarę, o jej miłość. Sam jej tak bardzo pragnął, że nie chciał się dzielić z nikim. Uważał, że siostra "uszczupla" uczucie żony do niego.
Z kolei twardość, surowość wobec podwładnych mogła wynikać z tego, że sam będąc biednym ciężko pracował na to, żeby dojść do tego, co uzyskał. W jego mniemaniu praca zabrała mu pierwszą miłość (siostrę Clary) - "dlaczego nie poczekałaś, gdybym wiedział, że tak krótko będziesz żyła ukradłbym te pieniądze, aby szybciej być z tobą". No i na stosunek do swoich pracowników miały wpływ jego poglądy społeczne, które wynikały prawdopodobnie z ambicji, chęci zbliżenia się do klasy wyższej. Wszystko miał tylko nie tytułu nie miał. Dlatego nie bacząc na zdanie Blanki chciał wydać ją za mąż za jakiegoś tam francuskiego (chyba) hrabiego (co mu zasugerował kolega z partii).
Esteban w młodości był nieszczęśliwy (z powyższych powodów), więc wyobrażał sobie, że da mu je coś innego: majątek, kręgi elity społecznej i szacunek podwładnych. Sądził, że to z kolei uzyska tylko takimi metodami, jakie stosował. Nie zdawał sobie jedynie sprawy, że takie szczęście to ułuda. Majątek przepadł w przepaściach rewolucji, kręgi elity odwróciły się od niego (pamiętacie scenę na pogrzebie Clary? - wszyscy mu się kłaniali, ale jakoś tak dziwnie, że i Trueba i nawet Blanka odczuwali, że coś jest nie tak),  a podwładni odchodzili z hacjendy jeden po drugim. Dlatego na koniec zadał sobie pytanie "czyżbym aż tak się mylił?" i w następnej chwili schodzi do piwnicy i proponuje znienawidzonemu do tej pory facetowi swojej córki, że go uratuje.

A Clarę kochał naprawdę, bo tylko ona obdarzała go prawdziwym szczęściem. Dawała radość, bliskość, rozwiewała smutek. Zresztą tak działała na wszystkich. Roztaczała wokół siebie taką aurę, że nikt nie czuł się nieszczęśliwy.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 08, 2014, 20:16:29
Wydaje mi się jednak, że prawdziwa przyczyna niechęci Estebana do Feruli musi tkwić w przeszłych stosunkach rodzinnych. Tę  niechęć ukazywał on przecież zanim oświadczył, że żeni się z Clarą i zanim Ferula sie z Clarą zaprzyjaźniła.
No i właśnie - dlaczego? Czyja to jest wina, że matka była zniedołężniała i ktoś musiał się zajmować?Wedle moich standardów myślowych powinien być wręcz wdzięczny Feruli że odwala brudną robotę...
A może wolał udawać, że takich rzeczy nie ma? Niedołęstwem matki mógł się brzydzić, ale takiej nienawiści do siostry pojąc nie mogę.
Dodać do tego jeszcze traktowanie swoich podwładnych i kobiet " z ludu" (mały gwałcik nad rzeczką) i dla mnie to jest obraz wyłącznie negatywnego bohatera, którego ani stwierdzenie o własnej pomyłce ani uratowanie zięcia w pełni nie rehabilituje.
Clarę kochał...a już na pewno był o nią zazdrosny. Jej uwaga powinna się skupiać tylko na nim, no ewentualnie jeszcze na córce. No siostra to już nie rodzina widocznie. I tak nawet zwykła gra w tenisa zamiast być źródłem radości była wyłącznie problemem.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 08, 2014, 20:27:33
Ja go nie usprawiedliwiam, próbuję przeanalizować jego postępowanie. A to nie to samo <jezyk>
Mam takie samo zdanie o nim jak Ty.

Cytuj
Wydaje mi się jednak, że prawdziwa przyczyna niechęci Estebana do Feruli musi tkwić w przeszłych stosunkach rodzinnych. Tę  niechęć ukazywał on przecież zanim oświadczył, że żeni się z Clarą i zanim Ferula sie z Clarą zaprzyjaźniła.

Tak, ale przed ślubem z Clarą nie była aż tak silna. Właśnie coś na wzór "nie chcę mieć cię przy sobie, bo kojarzysz mi się z domem". Dopiero w Tries Marias, gdy już wszyscy mieszkali razem i zauważył zażyłość kobiet wściekał się coraz bardziej.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 10, 2014, 08:48:35
Może to tak zabrzmiało, ale to nie był zarzut pod Twoim adresem, El :) Zgadzam się, że Trueba to człowiek skomplikowany. Jest wiele rzeczy, które go obciążają i wiele takich, które go zrehabilitowały, ale stosunek do siostry w moich oczach zdecydowanie go pogrąża. I tak jak inne sprawy udało mu się naprawić, choć częściowo, tak za siostrę nie odpokutował, bo trudno powiedzieć, żeby był do końca życia samotny i zgorzkniały (czego życzyła mu siostra zanim na zawsze opuściła hacjendę). Miał Clarę do końca (pomimo, że  do niego nie mówiła nic), miał córkę, wnuczkę a na koniec jeszcze wdzięczność zięcia.
Ja też się staram analizować jego całe życie, żeby znaleźć i przyczynę i skutek. Przyczynę, niekoniecznie usprawiedliwienie (choć to w pewnym stopniu też). I znajduję, w każdym przypadku niemalże, poza iście dziwnym stosunkiem do siostry. Jestem już strasznie monotematyczna. :)
Pewnie po kilkunastokrotnym obejrzeniu będę rozumieć inaczej. Pewnie przeczytam książkę i pewnie będę dużo mądrzejsza w całych zawiłych dziejach Truebów.  Póki ci upraszczam: Trueba to gnojek, Clara to chodzący spokój a Ferula to efekt wieloletnich poświęceń dla innych kosztem swojego życia i szczęścia.

Ma ktoś propozycję następnego seansu? Halo?
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 10, 2014, 10:23:55
Może piątkowy Armagedon na TVP1, bo nie wiem co...

Myślcie :D

I Jean naprawdę czytnij sobie książkę, ona jest bogatsza niż film. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba tam jest trochę powyjaśniane tego i owego o czym film nie mówi. A książkę warto przeczytać. Przynajmniej wg mnie. :)
I się nie przejmuj tak swoim odbiorem, to tylko film.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 10, 2014, 10:52:18
Armagedon z chęcią obejrzę :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Wrzesień 10, 2014, 11:50:45
Armagedon z chęcią obejrzę :)
Ooo nie przegapię. Film tak głupi, że aż z tej głupoty fajny :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 11, 2014, 20:00:03
PS Kogel-mogel - sobota - 22:05 - TVP 2.
Czy ktoś się skusi? ;)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Wrzesień 12, 2014, 06:49:02
PS Kogel-mogel - sobota - 22:05 - TVP 2.
Czy ktoś się skusi? ;)
Trochę późno.... Ale weź i się nie skuś - ten film można tysiące razy oglądać  <lubieto>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 13, 2014, 00:04:32
I po Armagedonie. Boski Bruce znów uratował świat.
I znów się spłakałam na pożegnaniu z córką.
I zachwyciłam moją ulubioną sceną z krakersowymi zwierzątkami.

ten film jest tak głupiutki, że aż fajny :D

Lubię ten zespół ich dogadywanki.... lubię ładnie pokazaną miłość ojca do córki.

No i w ogóle ten film jest taki hamerykański, kiczowaty, momentami patetyzmem hamerykańskim irutujący ale przyjemnie się za każdym razem przeżywa ratowanie świata. :D
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 13, 2014, 07:49:25
Nie Bruce uratował, ale po prostu Amerykanie.  :D Amerykański prezydent przemawiający do całego świata jest na to koronnym dowodem :D
Kiedyś ten film mnie fascynował, traktowałam go  nawet jako poważny film katastroficzny, ale potem nakręcili "Pojutrze" i kompletnie zmieniłam punkt widzenia, pomimo, że znowu rozwiązanie znajduje amerykański klimatolog.  ;D Dzisiaj Armagedon jest dla mnie lekkim filmem do pośmiania się. Chociaż asteroida nie jest powodem do śmiechu to jednak ja bardziej się boję konsekwencji działań człowieka.
W ogóle całe przygotowania do lotu w kosmos kompletnych laików - boki zrywać. Jednemu się wszystko kojarzyło  z kobietami a drugiemu  z teściem :D
Mnie się zawsze przypomina sceną z innego filmu, gdzie również przygotowywano do wylotu w kosmos panów  w wieku bardziej dojrzałym. Badano ich, między innymi wzrok. Dwóch nie mogło przeczytać z tablicy nawet tych większych liter, trzeci przeczytał nawet te najmniejsze. I jak potem wyjaśnił kolegom: "Wzrok mogę mieć kiepski, ale pamięć to ja mam dobrą" <hahaha> (nie wiem, pewnie tablicę wieszał nad łóżkiem  :D) No i właśnie dlatego ja lubię takie dowcipne przygotowania ludzi do czegoś, do czego się właściwie nie nadają.
Właściwe niemal cały film jest w żartobliwym tonie. Przecież nawet kiedy asteroida wysyłała swoje płonące zapowiedzi to reakcja nowojorczyków nie  przywiodła na myśl zadumy (to są chyba w ogóle ludzie oderwani od świata  <mysli>). Pewnie przy facecie z psem wiszącym nad kanałem i wzywającym karetkę powinnam się zatrwożyć i przypisać mu szok...ale no nie mogłam. Chyba jednak kiedyś odbierałam to całkiem inaczej :D
Ale za to uwielbiam Willisa, naprawdę! W każdej roli, w każdym wydaniu. Fenomen "Szklanej pułapki" wiecznie żywy. Mimika, gestykulacja, głos - kupuję wszystko  <zauroczony> Muzyka w filmie też mi odpowiada <lubieto>

Cytuj
I znów się spłakałam na pożegnaniu z córką

Fakt, tutaj przychodzi zaduma ;)

Cytuj
I zachwyciłam moją ulubioną sceną z krakersowymi zwierzątkami.

Która to? która?
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 13, 2014, 10:42:11
Ja lubię wszystkie filmy o końcu świata i złowrogich astreoidach tudziez innych rzeczach :P
I dla mnie one wszystkie są kiczowate, ale przyjemne do odbioru.
no wiadomo, ze to hamerykanie zawsze są najgenialniejsi, ale tu jak dla mnie śwoat ratuje bruce, bo tamci w NASA i od prezydenta byli niepoważni. A Bruce się wykazal bohaterstwem i honorem.

jeszcze ten od kobiet co pieniądze pozyczyl i noe chcial wracac hahaha
lubię taki humor.


Ta co Grace sobie lezy a jej narzeczony chodzi po jej brzuchu ciastkową gazelą i gepardem. To w momencie dnia wolnego przed wylotem. Lubię tę scenę od zawsze hehe..

Tak muzyka jest też spoko.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 13, 2014, 12:07:06
 
Ja lubię wszystkie filmy o końcu świata i złowrogich astreoidach tudziez innych rzeczach :P

No ja też. Ale..nie wiem czy przyznasz mi rację, filmy katastroficzne powinny skłaniać do jakiejś refleksji.  <mysli> Poza tym, że bawić, rozrywać itd. Owszem to nie jest ani dokument ani program naukowy ani nawet film ambitny, ale jakieś wnioski można wyciągnąć chyba.
"Armagedon" jest super filmem - naprawdę! I oglądałam go nie pierwszy raz. Podoba mi się w nim szereg rzeczy - od muzyki, przez aktorów, po dialogi. Ale u mnie już teraz wywołuje salwy śmiechu :D


 
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 13, 2014, 20:06:42
Mnie filmy katastroficzne do refleksji nie skłaniają. Zawsze mam z nich ubaw.
Pojutrze nie widzialam, može on sklania do refleksji. Nie wiem.
ale zawsze bawi mnie to wymyślanie sposobów zagłady. Nie umiem przy nich oddawać się refleksji. One wszystkie są takie same, kiczowate. :)

Weź też pod uwagę to kiedy ten film powstał. To już dorosły film, hehe. Teraz są inne efekty, wiecej możliwości do zrealizowania czegoś by wyglądało bardziej serio.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 13, 2014, 21:44:32
"Wymyślanie"? Przecież wiele tych scenariuszy jest realnych, na przykład taka asteroida. Ludzie już mają takę tendencję do chcenia przewidzenia wszystkiego. Te pragnienia robią się tak silne, że takie filmy trafiają na podatny grunt   :D Wcześniej w katastroficznych dziełach spadały samoloty, tonęły statki, ewentualnie trzęsła się zmienia. Całkowitą zagładą zajęto się stosunkowo niedawno (a im bliżej było do roku 2012 tym więcej arcydzieł powstawało:)) Jednocześnie nikt nie wie i wiedział nie będzie, w jaki sposób nastąpi koniec.   :)
Tu nie chodzi i efekty specjalne. Chodzi o wydobycie spod góry kiczu jednej myśli: "a co jeśli...". Ja kiedyś oglądając  "Armagedon" myśl  taką wysnułam ( wiem, że film jest wiekowy) - jednakowoż dzisiaj film mnie tylko bawi (poza dwiema wzruszającymi scenami), bowiem inny pan reżyser przedstawił mi inną wizję :D Asteroida może i kiedyś uderzy (chyba komuś się marzy podzielenie losu dinozaurów:)), ale najgorszym wrogiem dalszego istnienia ziemi jest człowiek.
Polecam "Pojutrze". Nie da się co prawda uniknąć kiczowatych przemówień, hamerykańskiego przeświadczenia o wszechmocy swej ani nie będzie bohatera, ale przynajmniej jest dramatyzm i kilka scen mrożących krew. Patrząc na bohaterów tego filmu raczej nie  chce się człekowi śmiać ;D (no chyba, że mi sie za 20 lat zechce)
 Chociaż i tak wolę asteroidę niż ufoludki  :P
Resumując, "Armagedon" już dawno przestał mnie straszyć (nad czym ubolewam) a zaczął totalnie bawić.   ;)
Koniec skomplikowanego wywodu:)

Co do następnego seansu, który z powodu niedogodności czasowych już zaczęłam oglądać, mogę powiedzieć, iż zbawienne może okazać się oglądanie po raz setny tego samego dzieła. Otóż dzisiaj, przed chwilą mnie olśniło - zawsze się zastawiałam, co się Solskiego z tymi butelkami "Żytniej" nie zgadzało. I już wiem - Maryśkę i Zenka policzył dwa razy <hahaha> I to są te dwie brakujące butelki (jedna poszła dla inseminatora). A wszystko to przez babkę Maliszewską :D
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 14, 2014, 20:06:23
No właśnie to wcale nie jest takie proste, by astreoida palnęła w ziemię. A na pewno nie... żeby wyrządzić szkody na zagładę całego świata. Części owszem, ale nie całego.
Zmiana klimatu owszem, ingerencja ludzka owszem, ale astreoida jest mniej prawdopodobna.

Podobnie jak wyprawa na astreoidę... Przecież ile oni razy tam dostawali czymś i kurcze herosi no zero większych obrażeń, część tylko dla pokazówy zginęła...

Jasne, że koniec świata zawsze jarał i będzie jarać ludzi, dlatego to fajnie się ogląda. I film może być mega przerysowany, mega tandetny i źle dopracowany a jednak każdy coś tam sobie w nim znajdzie.

Armagedon fakt ma kiepskie tło, w sensie statystów itp., ale no akurat w tym filmie nie o to chodzi, dlatego twórcy nie zwrócili na Ziemian większej uwagi. Tam jest tylko Astreoida (meteoryty spadające na Europę i Paryż <3 jakiś łoś ten scenariusz pisał :P ) , Bruce, grupka ludzi i wątek miłosny.
To całe Nasa, prezydent itp. to już totalny plan poboczny mało ważny. Jest, bo musi być.

Ogladając 2012 czy Armagedon nie mam większych przemyśleń... W obu widać np. że są różne typy ludzkiej natury, że warto czasem poświęcić się dla wyższych celów a nade wszystko najważniejsza i tak jest miłość, czy to rodzicielska czy między partnerami.

Może jak kiedyś obejrzę "Pojutrze", to zmieni mi się pogląd na filmy apokaliptyczne, ale jak na razie to ciągle widzę to samo, inaczej ubrane.

No może z wyjątkiem Elizjum czy jak mu tam, bo większej chały w życiu nie widziałam :D
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 15, 2014, 08:49:08
"Elizjum" nie wiedziałam, ale z tego co wiem dotyczy on przyszłości odległej przyszłości, więc to chyba bardziej apokaliptyczne s-f. Takie są zazwyczaj chałami - "Terminator" czy "Planeta małp" to chyba wyjątki. O właśnie, roboty (maszyny) przejmujące władzę nad człowiekiem to również ciekawa wizja apokaliptyczna ;D Pomijam już "świat według małpy" - książka mną wstrząsnęła  :o
Natomiast najbardziej irytująca mnie wizja końca nastąpiła w "Dniu niepodległości". Dlatego "Armagedon" się naprawdę w tym całym zestawie dobrze prezentuje.  <tak>
I owszem, uderzenie asteroidy nie powoduje od razu zagłady całej ludzkości, ale powoduje zmiany klimatyczne, które zabijają resztę ludzików w ciągu jakiegoś niedługiego czasu  <mysli>

[quoteTo całe Nasa, prezydent itp. to już totalny plan poboczny mało ważny. Jest, bo musi być.][/quote]

Bo nic się nie może stać bez instytucji państwowych? Zadaniem takich filmów jest też chyba ośmieszanie tychże - wielcy znawcy się nagle mylą aż przychodzi człowiek znikąd i wie jak trzeba problem rozwiązać. To stały, powtarzający się wątek.

Cytuj
warto czasem poświęcić się dla wyższych celów

I to przesłanie uważam za bardzo ważne  <tak>  To co, że ubrane w kicz. Naprawdę czasami trzeb a i powinno się i dobrze, ze ciągle jest ktoś, kto poświęca swoje życie dla wyższych celów. To nie musi być zaraz ratowanie ziemi.  :)


Kto proponuje następny seans? Śmiało :) Chyba, że jeszcze o "Koglu - Moglu" ktoś chce rozmawiać, bo ja już próbowałam zacząć, ale nikt tematu nie podjął ;(
Proszę proponować filmy, bo ja niestety nie mogę ;)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 15, 2014, 08:54:57
Cytuj
Bo nic się nie może stać bez instytucji państwowych? Zadaniem takich filmów jest też chyba ośmieszanie tychże - wielcy znawcy się nagle mylą aż przychodzi człowiek znikąd i wie jak trzeba problem rozwiązać. To stały, powtarzający się wątek.
Chyba właśnie są po to, by ich ośmieszyć. Jedynie w 2012 prezydent zostaje w mieście i ginie z ludźmi.
No a jeden zwykły bohater ratuje świat i nic mu nie straszne. :D :D
Cytuj

Kto proponuje następny seans? Śmiało :) Chyba, że jeszcze o "Koglu - Moglu" ktoś chce rozmawiać, bo ja już próbowałam zacząć, ale nikt tematu nie podjął ;(
Proszę proponować filmy, bo ja niestety nie mogę ;)
Albo inni bali się odezwać, albo nie mieli czasu obejrzeć, bo tak tylko my...
Ja Kogla nie zdołałam obejrzeć a myli mi się 1 z 2, więc nie pogadam :P
Wiem , że nadal uwielbiam Pusię :D

Przejrzałam trochę program nic nie wychwyciłam, ale może ktoś inny coś wynajdzie. :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 15, 2014, 09:05:23
Cytuj
Bo nic się nie może stać bez instytucji państwowych? Zadaniem takich filmów jest też chyba ośmieszanie tychże - wielcy znawcy się nagle mylą aż przychodzi człowiek znikąd i wie jak trzeba problem rozwiązać. To stały, powtarzający się wątek.
Chyba właśnie są po to, by ich ośmieszyć. Jedynie w 2012 prezydent zostaje w mieście i ginie z ludźmi.

W "Pojutrze" prezydent opuszcza miasto jako jeden z ostatnich i niestety nie zdąża się uratować, zamarza. Niepocieszona byłam, bo to Perry King był  <placze>

Jednakże w "Armagednie" gdzież prezydent miał się udać, skoro miała być totalna zagłada. Chyba, że w kosmos powinien był lecieć


Cytuj
Ja Kogla nie zdołałam obejrzeć a myli mi się 1 z 2, więc nie pogadam :P

To akurat nie problem. Będę ci mówić, z której to części. Pusia to jednak bohaterka bardziej 2 części akurat. W pierwszej się pojawia epizodycznie...w drugiej za to przeżywa ciekawsze przygody, jak pieski się z nią fajnie bawią etc. 
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 15, 2014, 20:08:48
Przejrzałam trochę program nic nie wychwyciłam, ale może ktoś inny coś wynajdzie. :)

A może "Hanna" ? W Polsacie 16.09, czyli jutro (zbyt późna propozycja, ale nie mogłam wcześniej tu zajrzeć) o godz. 21.40.
To zwykły thriller, ale podobno (nie oglądałam, ale mi go polecono) ładny wizualnie i o dość wysokim poziomie napięcia. Reżyser - Joe Wright (m.in. Duma i uprzedzenie, Pokuta)

Szesnastoletnia Hanna (Saoirse Ronan) dorastała z dala od cywilizacji, w surowym klimacie na północy Finlandii. Wychował ją ojciec Erik (Eric Bana) - były komandos i agent CIA. Mężczyzna od najmłodszych lat szkolił córkę w sztuce walki i samoobrony. Poświęcił wszystko, żeby uczynić z niej perfekcyjną zabójczynię, która dokona zemsty za wszystkie krzywdy, jakich doznali przed laty jej najbliżsi. Niebawem Hanna wyrusza w świat, by wypełnić zleconą jej przez ojca misję. Śladem dziewczyny podąża tajemnicza i bezwzględna agentka CIA, Marrisa (Cate Blanchett). Podczas wędrówki Hanna odkrywa nieznane dotąd fakty ze swojej przeszłości.

Hanna (2011) - Official Trailer [HD] (http://www.youtube.com/watch?v=ugireeCoYyU#ws)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 17, 2014, 00:15:01
To było niezłe kino z polskim akcentem, który chyba nie można uznać za chlubny <mysli> Nawet w teorii. Tym bardziej, że z tymi więzieniami CIA to wiadomo jak teraz jest :)
Zapowiadała się wielka, niewytłumaczalna i zawiła zagadka na temat przeszłości Hanny, a to tylko (chociaż "aż") eksperymenty na nienarodzonych dzieciach. Żal dziewczyny, została na koniec kompletnie sama w świecie, którego nie rozumie...
Czy wszystkie agentki amerykańskich służb muszą być rude? <mysli> No i wychodzi na to, że rude faktycznie jest wredne.  <jezyk> Nie dość, że wymyśliła ten cały program; nie dość, że potem go zamykając zleciła pozbycie się "produktów" to jeszcze ma po drodze parę trupów na sumieniu...i trudno to zaiste nazwać obrona własną.
Wizualnie najbardziej podobał mi się początek filmu w mroźnych, śnieżnych  klimatach.   <zauroczony> Gdyby Hanna tam została, byłaby bezpieczna i pewnie szczęśliwa, ale o tym musiała się przekonać wychodząc do świata.  A wszystko to chyba przez "połączenie dźwięku  z pięknem formy i wyrażaniem uczuć", którego Hanna w leśnej głuszy zaznać nie mogła.    <placze>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 17, 2014, 19:18:02
Niestety nie rozpiszę się na temat filmu, bo leżę z gorączką w łóżku i nie mam na nic siły. Wpadłam, żeby dać znać, że oglądałam i może jutro dam radę coś skrobnąć.
Powiem tylko tyle, że film bardzo mi się podobał i że okazał się wcale nie tak zwykłym thrillerem.

 Ps dla Jean - nie chce mi się zaglądać do działu "smaczków", więc tu wspomnę, że przepis na cukierkową nalewkę już mam i też dam jutro. Sorry, ze tutaj o tym mówię, ale nie mam siły "stukać" po całym forum.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 17, 2014, 19:41:41
Zdrowiej. Dobrzej  <na_poduszce> Poczekam. Na wszystko :)
To co ja mogę dodać na temat filmu to moja wielka sympatia dla głównej bohaterki. Wyjątkowo inteligentna, sprawna, co z pewnością jest efektem eksperymentu, ale też i przygotowania przez ojca. Dzięki ojcu też wykazuje się empatią a tego  z kolei eksperyment miał    jej pozbawić. Gdyby było inaczej chyba zbyt szybko (a raczej nawet nigdy) nie zdobyłaby przyjaciółki.  <calusek>
Ironią losu jest fakt, że eksperyment uratował jej życie - inaczej zginęłaby w wyniku aborcji.  <placze>
Bardzo współczułam jej w scenie, kiedy zewsząd dopada ją elektryczność. Straszne.
A ta ruda zdzira skończyła tak jak powinna. Po co zabijała babkę Hanny to ciągle nie wiem <bezradny>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: 007 w Wrzesień 18, 2014, 14:21:59
Hanna to w moim odczuciu film naszpikowany symboliką, który w dodatku każdy może interpretować jak chce.  Dla jednych może to być przeciętne kino akcji, dla innych film o wkraczaniu w dorosłość, tutaj akurat połączona z wkraczaniem do cywilizacji :)
Mnie z kolei nie opuszczało wrażenie, że jestem w bardziej dorosłej wersji bajek braci Grimm ;) I jakież było moje zdziwienie, kiedy się okazało, że nie tylko odniosłem takie wrażenie. 
 
To się po prostu samo nasuwa - jest domek braci Grimm, jest domek babci, ostoja spokoju, ale babcię zabija zła, ruda!,  wiedźma i na koniec jest jeszcze tunel, którego wlot i wylot dziwnym trafem ma kształt paszczy wilka :D
Poza tym, naprawdę...wielu rzeczy można nauczyć przyszłą maszynę do zabijania, ale Hanna podróżująca  przyczepiona do podwozia, co zresztą dzieje się w mgnieniu oka, podobnie jak Hanna ukrywająca się pod łóżkiem w baśniowym domku, kiedy zjawia się tam ruda wiedźma, to elementy tak prawdopodobne jak minus 20 w lipcu.

Eksperyment to też część  bajkowa. Nauka dużo  może, zwłaszcza w nieodpowiednich rękach, jednak tutaj możliwości zostały przesadzone, chociaż, owszem przyznam to, można wymowę potraktować jako ostrzeżenie.
Duży plus filmu to montaż i muzyka.

Bardzo współczułam jej w scenie, kiedy zewsząd dopada ją elektryczność. Straszne.

Zgadzam się, dość wstrząsająca scena. Mnie jednak poruszyła ostania scena ojca i córki i ostatnie poświęcenie ojca dla córki. Wydaje się, że człowiek był z emocjonalnie związany ze swoim dzieckiem. Najpierw uratował ją od śmierci w łonie matki po to by poddać eksperymentowi, po czym pozwolił uniknąć likwidacji a na koniec przygotował do zemsty...ale i do przetrwania. Dlatego trudno mi jest oceniać go wyłącznie negatywnie. Ba, w ogóle nie potrafię go tak ocenić.  :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 19, 2014, 08:26:44
Nie sądzę, aby umiejętność zabijania pozwala przetrwać w cywilizowanym świecie. Nie można zabijać na każdym kroku. Nie można zabijać po to, by mieć na jedzenie i ciepłą wodę w mieszkaniu. Może i mafie się wymigują, ale zwykły obywatel idzie siedzieć za takie postępki. Chyba, że właśnie więzienie ma być środkiem na przetrwanie...tylko nie bardzo jest to cywilizowane miejsce <mysli> Chociaż...telewizor... <mysli>
Szkoda, że ojciec Hanny nie zabrał jej nigdy w jakieś zamieszkałe miejsce. Wszędzie by ich ruda wiedźma znalazła? Z drugiej strony dziewczyna wychowana w głuszy dodarła sama do Berlina z północnej Afryki <mysli> Faktycznie musi być coś z bajki <mysli>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: 007 w Wrzesień 19, 2014, 18:06:58
Hanna została nauczona odróżniania dobro od zła, nie sądzisz? ;) Czekała cierpliwie w leśnej chacie aż znajdzie ją CIA, ponieważ w temacie zabijania miała tylko jedną misję, misję zabicia agentki Marissy. Zabicie agentki to nie tyle zemsta co ocalenie siebie.  Dla Hanny była to przede wszystkim zemsta za śmierć matki oraz pomoc ojcu. Gdyby znała prawdę, pewnie doszedłby ten kolejny, acz bardzo istotny, powód.
Tak czy owak, Hanna nie zabija wszystkich, którzy stają jej na drodze, jest ciekawa świata. Co więcej, szybko zyskuje przyjaciółkę, odkrywa jak to fajnie jest być w rodzinie i zwierzać się matce. Chłopak, który próbuje ją pocałować również uchodzi z życiem <jezyk>
Natomiast to czego nauczył ją ojciec pomoże jej obronić i siebie, swoich bliskich i po prostu słabszych :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 19, 2014, 20:26:09
Ha, ha, ha!
Tak tu sobie ładnie pogadaliście, trafiając w moje odczucia, że dla mnie nic nie zostało ;D

Szczególnie nasz forumowy Bond zaznaczył najważniejsze elementy filmu, o których też chciałam wspomnieć :)
Dlaczego to nie był całkiem zwyczajny thriller, przynajmniej dla mnie?
Bo:
- thriller w basniowej symbolice, albo na odwrót. Elementy baśni, czyli świata bliższego dzieciństwu w życiu dziewczyny, która tego dsieciństwa została pozbawiona. Z drugiej strony  - Hanna poznaje świat oczami "niewinnego dziecka", dla którego wydaje się on niczym baśń właśnie i tylko instynkt wynikający z eksperymentu oraz treningi z ojcem od najmłodszych lat zakłócały ów obraz. Sama dziewczyna wyglądała jak z jakiejś baśni (prawie eteryczna, niesamowia oprawa oczu, jasna karnacja) albo jak z jakiegoś... laboratorium.
- wspomniałam w rekomendacji filmu, że ma być ładnie wizualnie i taki był. Owszem po części w pięknym mroźnym fińskim krajobrazie albo w cudownie zachodzącym słońcu. Jednak chyba bardziej chodziło tu o wspomniany przez 007 montaż. Wystarczy, że wspomnę o scenie polowania na jelenia (dynamiczne kadry pogoni za zwierzęciem przeplatane obrazem zwalniajacego tempo rannego jelenia) albo w scenie ucieczki Hanny z podziemi CIA (jak poprzednio - niemal rytmiczna zmiana tempa w kadrach plus interesująca gra swiateł). Wychodziły fajne efekty, które wyglądały naturalnie, nie biły po oczach sztucznością komputerową.
- świetna muzyka, która idealnie pasowała do poszczególnych scen, stanowiła ich nieodłączną część. Jak na przykład ta ze wspomnianej wyżej ucieczki z twierdzy CIA- tu wyznaczała jej rytm, dodawała dynamiczności "informując" widza, że nie są to już dalekie, mało cywilizowane krańce świata, ale fragment jego najwspółcześniejszej części. A scena z częścią suity Griega - "W grocie króla gór" w ostatnich scenach filmu?

Tak w ogóle, to przesłanie filmu przypomina mi nieco to z "Nie opuszczaj mnie", w którym prowadzono "hodowlę" ludzkich klonów, aby byli dawcami "części zastępczych" dla "normalnych" ludzi. Oczywiście o tym, że są klonami nic nie wiedzą.
W jednym i w drugim przypadku "normalni" igrają z uczuciami "nienormalnych".
W takim przypadku można zadać pytanie: kto tu jest... normalny?

Na koniec mam kolejną propozycje filmowego wieczoru ;D
Moze ktoś zechce mi "potowarzyszyć" w seansie poniedziałkowym (22.09) - alekino, godz.20.10 "Wielki sen"
Stare dobre kino w stylu noir z Humphreyem Bogartem jako Philipem Marlowe i Lauren Bacall jako famme fatale wg powiesci Raymonda Chandlera. Tak więc klasyka przez mistrzów stworzona :)

Ps jak sa jakieś błędy w notce, to przepraszam. Piszę na tablecie, bo jak wiadomo nieszczęścia chodzą parami - choroba raz, zepsuty laptop dwa - a na tym czymś miniaturowym pisane idzie mi nie najlepiej <jezyk>

Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 19, 2014, 20:45:19
El...bardzo mi przykro, ale mimo najszczerszych chęci nie potowarzyszę przy poniedziałkowym seansie. Nie mam tego kanału a, co gorsza, mam trudności w znalezieniu tego filmu  online.
Może inny film jeszcze się znajdzie lub ktoś ma jeszcze inną propozycję?
Hanna była świetnym filmem. Jeszcze długo będę go pamiętała.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 19, 2014, 21:02:41
Ok, wrazie czego bedzie to seans tylko we dwoje <jezyk>

A ja poszukam czegoś innego, bo chyba mignęło mi jeszcze coś <mysli>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 19, 2014, 21:10:27
No niestety, muszę się obejść tylko tym co mam...ale na tych kilkunastu kanałach też czasami są fajne rzeczy.
I czekam na kolejną propozycję.
Inni przycichli a też mogliby. Bez obaw ja oglądam, więc z pewnością nie będą musieli gadać do siebie.  :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 19, 2014, 21:42:32
Ja niestety Hanny nie dałam rady obejrzeć, jakoś w poniedziałek wtorek środa najtrudniej mi coś oglądać. Jak jestme zmeczona po pracy to wolę siakiś serial, bo forma krótsza... chociaż i to zaniedbałam ostatnim czasem.

dla mnie najlepszym terminem jest piątek, sobota, niedziela... no czwartek jeszcze. O ile jestem w domu, to wtedy chęci na filmy są.
np. Ostatnio Księżną wreszcie obejrzałam. Chyba właśnie na jakimś alekino byla.

tez przejrzę jakieś kanały może coś wpadnie mi w oko.

a tej Hanny żałuję... bo opisy wasze zachęcają.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 20, 2014, 08:30:08
Skoro obie macie "Ale kino" to możecie we dwie jakieś seanse uskuteczniać. Zawsze jest nadzieja, że ktoś się załapie. "Hanna" była nadawana we wtorek, ale dość późno - początek o 21.40...z reklamami to trwało niemal do północy. Sama z trudem dawałam radę...a potem jak się w film wciągnęłam to nie mogłam zasnąć. Tutaj jest film o 20.10. Więc trzeba tylko zapomnieć jak bardzo jest się zmęczonym.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 24, 2014, 20:38:25
Jesteś Bogiem - czwartek, godzina 20:40, TVP 2 - pisze się ktoś?
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 25, 2014, 21:40:45
O nie... przegapiłam :( A chętnie bym obejrzała. Wrr
No nic następnym razem.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 25, 2014, 22:47:36
Nie moje klimaty, ale film mi się podobał (podparłam się trochę wujkiem google, bo zapóźniona jestem). Świetnie zrealizowany, dobrze się ogląda. Ech, no niech będzie...nie wiem na ile to było na faktach a ile  tym inspiracji, ale mnie historia poruszyła - zwłaszcza ostatnie święta. Magik to w ogóle zawsze (mam namyśli bohatera filmowego...choć zakładam, iż w istocie tak było) jakiś oderwany od świata był. Wrażliwiec, któremu się zawsze obrywa za szczerość i prostolinijność.  Pomijając tę dziennikarkę na koncercie, ekspedientkę przytulił z dobrego serca.
W ogóle to ja myślałam, że to będzie o karierze zespołu wielkiej rozwijającej się. I potem mnie olśniło, że to przecież były tylko dwa lata.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Wrzesień 26, 2014, 07:28:07
Obejrzałem już drugi raz. Dobry film, podobał mi się, mimo iż nie siedzę w tych klimatach. Bez typowego dla takiego kina "zadęcia" i patosu, niezłe zdjęcia, rewelacyjny Jakubik w roli Gustawa - no i klimat tych śląskich blokowisk...
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 26, 2014, 07:59:37
Film oglądałam po raz nie wiem już który ;) I podobał mi się tak samo jak za pierwszym razem w kinie.
Wydawać by się mogło, że Magik ma silną psychikę - stanął przed tłumem ludzi i zaczął śpiewać, mimo iż publiczność buczała i gwizdała.
Moim zdaniem tak naprawdę był bardzo zagubioną osobą, potrzebującą wsparcia - ciekawa jestem czy gdyby ktoś, do kogo dzwonił przed swoją śmiercią, odebrałby telefon - czy Piotrek nadal by żył?

Świetna gra aktorska głównej trójki, do tego rewelacyjny Arkadiusz Jakubik :) Muzyka mi nie przeszkadzała, mimo iż nie jestem fanką HH, to niektóre kawałki zespołu Kaliber 44, podobały mi się bardzo.

Film bardzo na plus, dobrze zrobiony, nie nudny. Polecam :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 26, 2014, 09:46:08
A mnie się podobała rola pana Bluszcza. Rola troskliwego ojca Magika. Fenomenalna scena, kiedy on wstaje rankiem i zamyka okna. Tak bez refleksji, bo przecież to normalne, że ona są otwarte w grudniowe poranki. Nic nowego. I po chwili do niego dociera, że coś jest nie tak.  <placze>
Jestem ciekawa do kogo Magik dzwonił tamtej nocy. Chyba nie do Gustawa, który go zlał tamtej nocy, nie dając na prezent dla syna. Do tych dwóch pozostałych z zespołu często nie dao się dodzwonić  w zwykłą noc z co dopiero świąteczną. Chyba do żony też nie...no i chyba by odebrała w końcu <mysli>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 26, 2014, 09:48:25
Mnie się wydaje, że jednak do żony. A nie odebrała bo... Może spała? Odpięła telefon, żeby synka nie obudzić?
Można teraz sobie gdybać. Szkoda chłopaka.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 28, 2014, 18:24:06
Moje propozycje seansu filmowego:

3.10 (piątek) Kino Polska "Komornik" godz. 23.55
4.10 (sobota) TVN7 "Incepcja" godz.23.35

Późna pora, ale to dni weekendowe to można dłużej posiedzieć <jezyk>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Wrzesień 28, 2014, 18:44:34
Piszę się :) O ile mnie sen nie zmorzy ;)
Komornika widziałam kiedyś, ale z chęcią odświeżę. A Incepcja kurzy mi się na dysku więc może w końcu będę miała motywację by ją obejrzeć (jeśli nie uda mi się jej zobaczyć o czasie w TV ;)  ).
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Październik 05, 2014, 23:06:14
"Komornika" nie mogłam obejrzeć, ponieważ nie ma  tego kanału a w całości nigdy chyba tego filmu nie wiedziałam więc na razie wolę się nie wypowiadać. Sam film co jakiś czas się pojawia więc jest jeszcze szansa na obejrzenie.
Co do "Incepcji" natomiast to dla mnie jest to bardzo zagmatwany film, chyba bardziej niż był wtedy, gdy oglądałam go pierwszy raz. Fajnie byłoby gdyby ktoś o nim poopowiadał, swoją interpretację  przedstawił.  <mysli> Nie bardzo rozumiem idei tworzenia snów w snach, chociaż jak nad tym pomyśleć to można mieć ciary. Z pewnością bohater główny nie wrócił do realnego świata. Przedmiot "urealniacz" (tak go sobie nazwałam  ;D) kręcił się i kręcił i ani myślał przewracać.
Pytanie: kim był starzec na samym końcu...głównym bohaterem kilkadziesiąt lat później?
Czy żona jednak miała rację? I czy pozostali bohaterowie wrócili do reala? (wyjście z tonącego vana to chyba jednak nie ostatni poziom snu  <mysli>)
Fajne kino akcji, świetnie zrealizowane, nasuwające mnóstwo pytań i myśli...tylko teraz gdyby tak ktoś mi pomógł zrozumieć  <bezradny> Ech, ja to jestem...ciężka  :P 


Niebawem TVN 7 wyemituje trzy części Ojca chrzestnego i nawet nie marzę, że ktoś zechce to obejrzeć, choć ja nie mogę się doczekać...a mam pytanie: książka jest tylko jedna, w jednym kawałku, prawda? :zawstydzony1:
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: 007 w Październik 07, 2014, 15:06:54
Klasyfikowanie Incepcji jako filmu akcji akurat nie jest najlepsze. To nie Twoja wina, filmowe/kinowe portale też tak robią :P Elementy kina akcji nie powinny przesłaniać inteligencji tego dzieła. Tak, Incepcja to film inteligentny również dlatego, że nie dyktuje jedynej słusznej prawdy a pozwala na dowolne interpretacje. Zupełnie nie warto skupiać się na detalach, ponieważ po pięciokrotnym obejrzeniu pojawią się inne a tamte stracą na znaczeniu. :)
Ten starzec, o którym mówisz to Saito. Jednak to co widzimy na samym początku filmu i, niemalże, na końcu, ja nie traktowałbym jako tę samą scenę. Podobnie jak bączek niekoniecznie jest totemem Cobba. Według jednej z interpretacji "urealniczem" :D Cobba jest obrączka. Co do tego kto ile śnił i w czyim śnie się znajdował to ja się rozwiązywania takiej zagadki nie podejmę :D Ale "Ojca chrzestnego" obejrzę ;)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Październik 08, 2014, 08:45:32
Niebawem TVN 7 wyemituje trzy części Ojca chrzestnego i nawet nie marzę, że ktoś zechce to obejrzeć, choć ja nie mogę się doczekać...a mam pytanie: książka jest tylko jedna, w jednym kawałku, prawda? :zawstydzony1:
Oglądałem wszystkie trzy części, bardzo, ale to bardzo dobre kino. Fakt, jest to takie spore "odbrązowienie" włoskiej mafii, pokazanie jej jako jednej wielkiej rodziny, która owszem zabija, ale tylko jak ją ktoś do tego zmusi i tylko bardzo złych ludzi - ale ogląda się to świetnie. Szczególnie zwraca uwagę postać Michaela Corleone - który na samym początku nie chce mieć nic wspólnego z "interesami", z czasem się powoli w to wciąga, aż sam zostaje bezwzględnym "donem".
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Październik 09, 2014, 16:47:10
Dziś - 20 - TV Puls - Wyścig szczurów.
Czy ktoś się pisze?
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Październik 10, 2014, 17:28:31
 Jest mi strasznie przykro - zepsuł się mi komputer, Internetu też brak. Nie mogłam zobaczyć wiadomości i nie obejrzałam nawet filmu. I niestety przez jakiś czas nie będę mogła Wam towarzyszyć "na bieżąco". Ale mam nadzieje, że sobie przez ten czas świetnie poradzicie. Będę wpadać i co mi się uda zobaczyć to skomentuję. Do zobaczenia :-*
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Październik 18, 2014, 19:11:58
Nieoczekiwanie okazało się, że przerwa była krótsza...więc jeśli ktoś ma jakieś propozycje to czekam :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Październik 18, 2014, 19:22:25
Całe szczęście bo Cię tu brakowało :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Październik 18, 2014, 20:27:40
A gdzie tytuł? ;D
 Znając moje tegoroczne szczęście to znowu mi się coś zepsuje niebawem :)
Obejrzałam wspomnianego wcześniej "Ojca chrzestnego" i owszem, arcydzieło filmowe, aktorstwo - poziom najwyższy  (Al Pacino  <zakochany>). Ale książka przebija wszystko. Przeczytałam ją w tym roku i naprawdę, żyłam nią chyba z miesiąc.  To jest dopiero arcydzieło literackie...te opisy cudowne, bogate. Ten język, prosty i skrupulatny ...nie taki, że trzeba czytać pięć razy to samo aby zrozumieć. Flm mi kilka spraw "zabił". Ja go niezbyt dobrze pamiętałam i sobie różne postacie...powiedzmy...drugoplanowe inaczej powyobrażałam. Jak choćby tę pierwszą żonę Michaela, którą pojął "na wygnaniu" i która zginęła w zamachu.
Oczywiście, że to historia o mafii..ale ukazana z takiego "lepszego" punktu widzenia. No fakt, przede wszystkim chodzi o przekręty finansowe, o trzymanie władzy nad tym czy nad tamtym, o kontrolowanie miejscowego przemysłu. Zabijanie to efekt uboczny...konieczność, dla obrony rodziny. I chyba dlatego tę  opowieść tak wielu ludzi lubi. No bo Don Corleone zbyt łatwego życia na Sycylii nie maił jako dziecko, potem trudy emigracji, tak więc trudno spojrzeć na to z jednego punktu widzenia...że to mafia to zło i do widzenia. Znajduje się tez zrozumienie dla  postępowania Michaela...zginęła żona, zginął brat a zdrajcy se chodzą (jak szwagier na przykład). A jak Luka ginie to już w ogóle się budzi w czytelniku/widzi chęć zemsty :)
Nie wiem czy takie podejście jest dobre. <mysli> W sumie w "Odwróconych" też trochę odczarniono mafię...Kowal i Rysiek to samo zło...Szybki a zwłaszcza Blachowski mają  z kolei przejawy człowieczeństwa, normalności i sprawiedliwości. Trochę humoru, przyjaźń mafiosa z policjantem i już widzi się wszystko inaczej. Przepraszam, że ośmieliłam się takiego porównania dokonać  :P Jedno jest pewne - człowiek ma tylko jedno przeznaczenie <tak> I tego się warto trzymać, chyba bez względu na to co to będzie oznaczało...kiedyś :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Październik 18, 2014, 23:18:22
Poniedziałek - 20:10 - Polsat - "Uprowadzona."

Ktoś się pisze?
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Październik 20, 2014, 22:13:57
"Uprowadzona" to film o tym, że światem rządzi pieniądz a pewnych "gówien" się nie rusza, bo śmierdzą. Państwo, które sobie  z czymś nie radzi woli przymknąć na coś oczy lub się samo w jakiś proceder umaczać. To biznes, nic osobistego :)  Krótkowzroczność, że "mojego dziecka to nie dotyczy" jest porażająca. I porażające jest też to, że punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia.  :ysz:
Tak strasznie zepsuty świat potrzebuje samotnego mściciela. I oto jest - ojciec dziecka, który przy okazji poszukiwań pociechy w tarapatach wyczyści trochę ziemski padół ze zgnilizny.   <tak>
Od czasów Bronsona wiele rzeczy poszło  z postępem, ale nie zmieniła się determinacja. To panów łączy, bo dzieli wiele: od wykonywanego zawodu po umiejętności strzeleckie. Nie wiadomo też, czy Neeson kontynuował by naprawianie świata, skoro już córkę uratował <mysli>
Jeśli chodzi o córkę to można podejrzewać, że takie zajście w końcu nią potrząśnie, bo ani dorosłość jest nie wyszła ani fochy nic nie dały. Niesamowite jest natomiast jak zachowała zimną krew przy porwaniu i jak dokładnie wykonywała instrukcje ojca, chociaż była przerażona. ;)
Sam Brian wyprzedza Bonda w przedbiegach - sprawność fizyczna, koncentracja, umiejętności strzeleckie, spryt i inteligencja  na bardzo wysokim poziomie :)
Bardzo dobry film akcji, bardzo dobrze się ogląda i adrenalinę czuje. I trudno się doszukiwać drugiego dna i przesłania. Ja bardzo lubię samotnych mścicieli i tym bardziej mi się dobrze oglądało.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Październik 21, 2014, 07:22:30
Prawda? Mnie zawsze urzeka ta walka ojca o córkę. Ale z drugiej strony, nie powinno mnie to zbytnio dziwić.
No i przerażające jest to, że każda z nas może znaleźć się w takiej sytuacji.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: 007 w Październik 21, 2014, 09:09:16
Przynajmniej jeden film, w którym dziewictwo nie jest obciachem a  ratuje życie <jezyk> Przynajmniej na czas potrzebny ojcu na odnalezienie córki i uratowanie przed szejkiem, który, nie  wiadomo jakim cudem, dowiedział się, że wszystkie panny marzą o utracie cnoty nad Sekwaną <mysli> W istocie Paryż wart jest mszy :o

Prawda? Mnie zawsze urzeka ta walka ojca o córkę. Ale z drugiej strony, nie powinno mnie to zbytnio dziwić.

W świecie wszechogarniającego egoizmu nie jestem pewny czy walka o dziecko (bynajmniej nie ta sądowa), oddanie życia za najbliższe osoby jest takie oczywiste? <mysli>

Sam Brian wyprzedza Bonda w przedbiegach - sprawność fizyczna, koncentracja, umiejętności strzeleckie, spryt i inteligencja  na bardzo wysokim poziomie :)

No wiesz (https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Femotikona.pl%2Femotikony%2Fpic%2F0bully.gif&hash=92f807214a89a56bb0444737a42bfc13) (http://emotikona.pl/emotikony/)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Październik 21, 2014, 12:32:30
Najbardziej przerażające sceny dla mnie miały  miejsce na tej budowie. Makabra. Numerki jak za komuny do stołówki, w środku kabiny jak przy wyborach a w kabinach - obraz straszny. Półnagie, naćpane dziewczyny non stop gwałcone.
I właściwie trudno się czuć bezpiecznym w dzisiejszym świecie. Taki naganiacz - wcale nie musiał zapoznawać się z dziewczynami. Mógł je śledzić, poobserwować trochę i efekt byłby taki sam.  :P Więc naprawdę "wina" dziewczyn niczego nie zmienia. Dobrze chociaż, że  buzia naganiacza została na przedniej szybie ciężarówki. Należało się.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: 007 w Październik 27, 2014, 21:58:22
Proponuję Nietykalnych w czwartkowy wieczór w TVP2. Film zostanie również pokazany w piątek, ale w godzinach już późniejszych, chwilę przed 23.00.
Fajnie byłoby, gdybyśmy nie zostali tylko sami z Jean :P Niemniej, film polecam. Jeden z lepszych jakie widziałem, a już na pewno z tych o przyjaźni, zwłaszcza męskiej :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Październik 27, 2014, 22:35:49
Nie napiszę, że na pewno obejrzę, bo różnie u mnie z czasem wieczorami, a i zdrowie może nie dopisać lub dopaść mnie zmęczenie, ale postaram się. Tym bardziej, że opis, który znalazłam w internecie bardzo zachęca :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Październik 28, 2014, 11:08:40
Ja oglądałam ostatnio Nietykalnych, więc mogę się włączyć w rozmowę, bo coś jeszcze pamiętam. :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Październik 31, 2014, 07:24:13
Obejrzałam i dziękuję za polecenie filmu :)
Przede wszystkim postać czarnoskórego mężczyzny była dla mnie nr 1 :) Driss czy Griss (nie wiem jak to się pisze) był niesamowicie inteligentnym facetem :) Bardzo mi się podobalo jak się opiekował Filipem, jak się o niego troszczył. A jak tańczył...  <serduszko>
Niewątpliwie wiele radości wniósł w życie Filipa, pomógł przecież w poznaniu drugiej żony ;)

Naprawdę dobry film, a najgłośniej się śmiałam na scenie w operze ;)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Październik 31, 2014, 08:51:40
Bardzo, bardzo się cieszę, Maleńka, że film się podobał. Czekałam na niego od chwili, w której usłyszałam, że ma być wyemitowany tej jesieni.
Po raz kolejny przekonałam się, że odbiór telewizyjny bardzo różni się od kinowego. Lektor i kolejna wersja listy dialogowej trochę zabiły mi klimat, ale i tak się cieszę, że mogłam film obejrzeć.
Tak, scena w  operze jest genialna :D Zresztą, w filmie jest cała masa fajnych scen. Osobiście podoba mi się ta z muzyką klasyczną. Autentycznie jakbym od zawsze takie widziała. Muzyka klasyczna każdemu z czymś się kojarzy - z reklamami, z  bajkami ;)
I znowu sprawdza się teza, że na świecie poradzi sobie najlepiej para ludzi... z dwóch różnych światów :)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Październik 31, 2014, 17:40:07
Ja oglądałam jakiś czas temu i myślałam, że to kolejny głupawy film a tu się pozytywnie rozczarowałam.
Film jest piękny i niezwykły.

I znów widać, że przeciwieństwa, mogą ze sobą współistnieć, współdziałać i nie trzeba prowadzić wojen. :)
Że jeśli bliżej poznaje się drugą osobę to zaczynamy zwracać uwagę na to jakim ona jest człowiekiem a nie na jego poglądy, wygląd, ułomności... zawsze w pewnych aspektach idzie się dogadać i jeden od drugiego może się wiele nauczyć.

A przy tym też dowiedziałam się jak ważne są uszy :D :D :D
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Listopad 02, 2014, 18:19:05
Dla mnie niesamowite jest to, że historia oparta została na faktach. Że się taka zdarzyła, że żyło dwóch takich  osobników i  się zaprzyjaźnili a potem każdy poszedł w swoją stronę i założył własną rodzinę.
Uszy, powiadasz 3M, mnie te dwie córki w napisach przed samym końcem zastanowiły ;D

Czekam na kolejną propozycję filmową <o_tak>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Listopad 02, 2014, 19:45:35
O właśnie! Też mnie zastanowiły dwie córki, ale Filip mówił, że jest to możliwe, ale że tego nie kontroluje? Może dzięki uszom się udało :P
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Listopad 02, 2014, 20:33:38
Hehe no tak nie pamietalam o tym. Ale mógł tylko nie czuł, nie kontrolował  jakoś tak to było bo to czucie miał tylko w uszach. Ale była też taka scena, gdzie musieli sobie radzić ze sztywnością tego i owego... może podczas takiego napadu podbrali nasienie i np.sztucznie wpuścili żonie. No aleee co my tam będziemy sie domyślac ważne że jakos te córki sie zrobiły i pojawiły. Trza gratulowac.hehe
tez mnie bardzo poruszylo ze to na faktach. No piękna historia, piękni ludzie.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Listopad 03, 2014, 11:42:38
Tak, była mowa o "jednym sztywnym i jednoczesnych zimnych uszach", ale nie wiem czy to coś może oznaczać w temacie możliwości posiadania dwóch córek (007 nigdy nie ma gdy jest potrzebny :D)
Mniejsza, faktycznie  nie o to chodziło w przesłaniu, więc nie będziemy sobie zaprzątać główek technicznymi  drobiazgami.

3M, do Ciebie się zwracam przede wszystkim...bo rozmawiałyśmy kiedyś o tym filmie. W tym wątku nawet. Dzisiaj Polsat wyemituje "Pojutrze" o 20.00. To film katastroficzny, który lubię (nadal) i mogę zaproponować każdemu.  Gdyby ktoś chciał to ma dzisiaj okazję. Nic nie poradzę, że jest poniedziałek... :-[
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Listopad 16, 2014, 11:48:45
Proponuję film "Podać rękę diabłu". Miałam kiedyś okazję obejrzeć go, ale nie do końca mi się udało to zrobić. Widziałam tylko fragmentami (pisałam coś do pracy i jednocześnie zerkałam na ekran). Te fragmenty zapowiadają całkiem dobry dramat wojenny - film oparty na faktach (biograficzne wątki generała Romero Dallaire'a, który obserwował sytuację z ramienia ONZ), konflikt w Rwandzie, jest nawet wątek polski (polski major w UNAMIR Stefan Stec)

TVP Kultura, sobota 22 listopada godz. 23.15. Może zachętą będzie trailer ;D

Shake Hands With The Devil Official Trailer HD (http://www.youtube.com/watch?v=mikwRioy0eE#ws)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: El w Listopad 23, 2014, 13:29:54
"Podać rękę diabłu" (symboliczna scena, gdy generał Dallaire podaje rękę członkowi Hutu, który mówi "jak spotkam go -amerykańskiego  generała nie widział na oczy - to go zabiję") - mocny film. Co innego "tylko" słyszeć o dramacie w Rwandzie, a co innego zobaczyć na własne oczy. Co prawda jedynie w filmowych scenach, ale obraz oparty był na wspomnieniach autentycznej postaci - generała, szefa misji pokojowej. To samo można odnieść do samego generała. "Nikt mi nie powiedział, że tu jest tak pięknie" - mówi zachwycając się krajobrazem, tuż po przybyciu do Rwandy. Pod koniec filmu, ten twardy, odważny żołnierz płacze widząc rozkładające się trupy ludzi, leżące w wodzie, schowane pod mostkiem, po którym właśnie przechodził.

Znamienne słowa generała "Obozy koncentracyjne - to ludobójstwo, a jak sąsiedzi obcinają głowy, ręce, nogi sąsiadom to nie jest ludobójstwo?" (cytat nie całkiem dosłowny, ale sens taki jak trzeba). Dramat dwóch plemion, które mieszkają w jednym państwie, żyją obok siebie i czują do siebie wrogość (zwłaszcza Hutu mają w tym względzie bardzo radykalne poglądy) i w to wszystko włącza się ktoś trzeci, tzw. cywilizowany Zachód ze swoimi bezsensownymi decyzjami (Francja dostarcza broń Tutsi tuż po zawarciu pokoju międzyplemiennego, "bo przecież była zamówiona w trakcie wojny", co stało się punktem zapalnym rzezi Hutu nad Tutsi) i rozkazami (nie wpuszczać nikogo na teren misji, nawet uciekających przed rzezią cywilów).

Dużo mówiąca postać pani premier Agathy (nie pamiętam nazwiska) - do końca wierząca, że obecność misji pokojowej ochroni ją, jej rodzinę, jej lud przez ekstremistami Hutu. Nawet słysząc ich wrzaski w ogrodzie niemal z serdecznym uśmiechem na twarzy dziękuję Dallaire za opiekę, za pomoc. Scena później... straszne.

Ten film to także bardzo dobre studium człowieka ogarniętego bezsilnością, tracącego wiarę w człowieczeństwo.


Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Styczeń 02, 2015, 17:40:03
Witam w Nowym Roku! Mam dwie propozycje :-) Obie na kanale TVN 7.

1. A.I. Sztuczna inteligencja - niedziela 20:00.
2. Bez mojej zgody - środa 20:00.

Pisze się ktoś? :-)
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Styczeń 05, 2015, 08:52:51
Jak się kończy film? Czy David po spotkaniu z wróżką staje się tym wymarzonym "prawdziwym chłopcem"? Był prawdziwy, zdradzały to emocje - ta scena kiedy rozwala swojego następcę jest mocna. Zapamiętałam też scenę z perfumami...
Przyznam się, że trochę przysypiałam.To pewnie nie wina filmu, tylko ogólnego przybycia świątecznego.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Styczeń 05, 2015, 10:55:42
Oglądałam ten film kilka razy, a wczoraj też padłam. Jeszcze żeby nie było reklam to dotrwałabym do końca, a tu bach... Kolejny blok reklamowy i się poddałam.
Film smutny, trochę jednak nierealny. I co mi się znowu w filmie podobało - to miś :D Bardzo bym chciała mieć takiego :P

Ale znalazłam zakończenie...
Na Manhattanie David, Joe i Teddy trafiają do domu profesora Hobby'ego - prawdziwego ojca Davida, który go zaprojektował. Tam okazuje się, że profesor Hobby to po prostu nieszczęśliwy człowiek, który stracił dziecko i dla którego David jest czymś zastępczym, co pozwoli uśmierzyć ból. Tam David dowiaduje się też, że jako prototyp jest potwierdzeniem teorii profesora - robot może mieć marzenia. Słyszy też, że nie jest jedyny w swoim rodzaju. Ale za to pierwszy. David ucieka z domu Hobby'ego, skacze do wody. Ratuje go Joe. Pojawia się policja. Joe nie jest już w stanie im uciec. Świadom tego co go czeka mówi na odchodnym: "Mów o mnie paniom które spotkasz. Jestem!... Byłem!" David, po schwytaniu Joe przez policję, zanurza się wraz z Teddym w policyjnym pojeździe pod wodę, na zalanym Manhattanie, gdzie kiedyś był park rozrywki. Odnajduje miejsce z Błękitną Wróżką, zatrzymuje tam pojazd i błaga wróżkę ciągle, nieprzerwanie o jedno: by uczyniła go prawdziwym chłopcem. Wtedy wróci do mamy a ta go pokocha. Jednak nie otrzymuje odpowiedzi na swoje błagania, figura wróżki pozostaje niewzruszona. I takie, w moim odczuciu powinno być prawdziwe zakończenie. Smutne i przygnębiające, ale prawdziwe. Jednak Spielberg nie zakończył tak tej historii, poprowadził ją jeszcze dalej. Pozwala Davidowi przetrwać w pojeździe policyjnym pod wodą kolejny kataklizm czyli epokę lodowcową. Nie przeżył ani jeden człowiek, David jest ostatnią "pamiątką" po rodzaju ludzkim. Na Ziemię przybywają formy życia z innej planety i wydobywają Davida spod lodu. Chcą by był szczęśliwy, dlatego obiecują spełnić każde jego marzenie. Z pukla włosów Moniki (który przechowywał Teddy) odtwarzają całą jej postać, niestety możliwe jest to tylko na jeden dzień. David ma mamusię tylko dla siebie - razem spędzają najdłuższy i najpiękniejszy dzień w jego życiu. Mógł poczuć się wreszcie kochany i wyjątkowy. Monika poświęca mu cały swój czas i spędzają go tak jak każde dziecko pragnie spędzać czas z matką

Prawie happy end.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Styczeń 08, 2015, 07:17:41
Bez mojej zgody - obejrzane. Wprawdzie włączyłam się jakoś 20:15 i miałam wrażenie, że pomyliłam godziny... Tak jakoś dziwnie skakano w czasie, ale potem się jakoś wciągnęłam.
I zadaję sobie cały czas pytanie - czy gdyby nie ten cały proces czy przeszczepić nerkę bez zgody drugiej córki, lekarze zdążyliby, Kate nie byłaby taka słaba i udało się zrobić przeszczep i starsza córka nie umarłaby?
Film smutny, popłakałam się oczywiście pod koniec.
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Kika w Kwiecień 03, 2018, 15:47:38
Wieczory kinowe o tak moje ulubione ! Pamietam te czasy kiedy z przyjaciółką takie sobie robiłysmy i do tego dobre winko :D teraz mam wieczory kinowe przy dobranockach  <smiech>
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Jean w Kwiecień 21, 2018, 19:52:08
Wirtualne też są jeszcze do ogarnięcia :zawstydzony1:
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: bajka w Kwiecień 25, 2018, 14:37:00
A na dzisiejszy wieczór jakieś propozycje filmowe ? :D
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Rebelka w Maj 23, 2018, 15:57:59
Obejrzyj Bronsona <3
Tytuł: Odp: Filmowe wieczory...
Wiadomość wysłana przez: Somorfuld w Lipiec 13, 2018, 08:43:05
A ja polecam Zimną Wojnę :) Bardzo piękny film ze względu na zdjęcia i montaż