Dyskutujesz.pl
Strefa telewizyjna => M jak miłość => Wątek zaczęty przez: Maleńka w Styczeń 15, 2014, 08:16:30
-
Zapraszam do dalszej dyskusji ;)
A tak poza tym - eMka to już nie serial obyczajowy, mający w zamyśle odzwierciedlenie życia typowej, statystycznej polskiej rodziny. Teraz, to już coś pod cyrk Monty Pythona podchodzi ::) Wątek za wątkiem to czysty absurd.
Zgadzam się. Serial ten już żadnych emocji we mnie nie wzbudza poza niepohamowanym śmiechem :)
Janka gotowa była jechać na kraniec świata, obrabować obcych ludzi z majątku, aby siostrę ratować teraz kręci aby jej faceta zgarnąć dla siebie. Na dodatek mając na uwadze wspomniane poświęcenie, widz sądzić mógłby, że łączy je ogromna więź siostrzana, a tu nawet jedna drugiej się nie zwierza, skryte są jak nie wiem co - oto Eryka prawie się topi, poznaje przy tym takie ciacho, że ślinka na jego widok leci, spać po nocach nie może, z sentymentem i nadzieją miejsce spotkania nawiedza, nawet akcję poszukiwawczą chce rozpocząć i co? ani słówkiem nie piśnie, siostrze się nie pochwali? Jakieś chłodne te ich stosunki siostrzane.
Kolejny nielogiczny wątek. Nie pierwszy i nie ostatni.
Janki nie znosiłem od samego początku i nic tego nie zmieni. Od początku było widać, że jest wyrachowana, perfidna i wredna po prostu.
Kolej na Martusię, Matkę Polkę, która całe życia trzęsła się nad synalkiem, teraz kiedy ten potrzebuje pomocy jak chyba nigdy, ta odstawia go na tor boczny i przesiaduje w szpitalu z bądź co bądź obcym facetem. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby Łukasz targany wyrzutami sumienia, ogromnym poczuciem winy chciał samobójstwo popełnić (już pytania sobie zadaje "dlaczego nie ja?"). Nikt z nim nie rozmawia, nie wspiera go <zniecierpliwiony>
Ano właśnie. W tej chwili powinna się skupić na Łukaszu bo widać, że chłopak przeżywa. No i w końcu to jej syn, nad którym całe życie "rozbijała namiot" żeby uchronić go od trosk i zła. A teraz.... brak słów.
Następnie ciąg zdarzeń: Madzi serducho wysiada - jest umierająca - Paweł i oświadczyny - jeszcze tego samego dnia Madzia "dostaje" nowe serce ::). Jeśli jeszcze dołożą, że: jest nowe serce - Ala i Paweł się rozstają - Madzia zwraca słowo Pawłowi - zdrowieje i wyjeżdża do Mombasy, czy innego licha - Paweł zostaje sam..., to normalnie proponuję zgłosić serial do Złotych Globów w kategorii "serialowe dno".
Albo spotyka kolejnego żonatego faceta z cyklu "wiesz.... wspaniały seks" :D :D :D
Nie zdziwiłbym się. Bo ich ślubu - jak to wcześniej pisałem - nijak nie widzę. Coś się wydarzy.
-
Jeżeli chodzi o Martusię, Łukasza i Wiktora. Marta czuła się winna za Łukasza. Nie wiem, nie sądzę, by w sytuacji gdyby nie brał udziału w wypadku jej syn siedziała aż tyle w szpitalu...chociaż w sumie kto wie. Wydaje mi się, że ona teraz siedziała trochę w ramach przeprosin. Oczywiście całkowite pominięcie losu syna w tym wszystkim jest jest karygodne, ale w końcu on przeżył. Niestety Wiktor niczego nie docenił. Wręcz przeciwnie - teraz się będzie procesował.
Ciekawa jestem co to za świadek był i przez kogo został przekupiony do zmiany zdania. <olaboga>
-
Lubiński to ostatnia żmija. Jestem ciekawa jak i czy w ogóle Mirka z tego wybrnie. Z drugiej strony Irek mógł się pohamować, nie jest dzieckiem. Faktycznie bardziej przyda się kobiecie siedząc w kiciu. ::)
Sierotka Kasia bardziej mnie irytuje niż wzbudza współczucie. Mam ogromną nadzieję że już wkrótce zakończą wątek jej i Marcina, chociaż nie wiem czy to realne z uwagi na ilość nastoletnich fanek, które teraz nabijają eMce oglądalność.
Siostra Marcina natomiast pewnie okaże się którąś z obecnych bohaterek. :)
-
Siostra Marcina natomiast pewnie okaże się którąś z obecnych bohaterek. :)
Ta... Kasią np. Byłoby chociaż śmiesznie.
Z drugiej jednak strony wątek z odnalezioną siostrą już był w eMce. Irek i Helenka. Brzmi znajomo?
Lubiński to idiota? Może. Ale Irek jest jeszcze większym kretynem. W końcu Lubiński nic takiego strasznego nie powiedział. Zagadnął tylko Mirkę, która co tu dużo ukrywać, jakiś czas temu sama pchała się mu między nogi. Irek nie powinien się więc rzucać na Roberta tylko odpowiednio spojrzeć w końcu na swoją kochaną Mireczkę. W ogóle jak Mirka pojawia się na ekranie to już odcinek cały mam popsuty. I do tego te jej gadanie - Piotrek, jesteś adwokatem, zrób coś? Ominął mnie egzamin adwokacki? Jak dla mnie to on jest cały czas na aplikacji.
-
Z Mirki zrobiono wariatkę z ujemnym IQ. Po cholerę tam lazła do tego psychopaty? Irek drugi mądry. Brak mi słów.
Tłumaczenia Pawła przed Alą - opadają ręce i cycki. "Kocham ją jak siostrę". Od kiedy to z siostrą chce się brać ślub?
Nie, no..... co to ma być?!
I do tego te jej gadanie - Piotrek, jesteś adwokatem, zrób coś? Ominął mnie egzamin adwokacki? Jak dla mnie to on jest cały czas na aplikacji.
Ma odp. znajomości - to po co mu egzamin? :) W ogóle nepotyzm w serialu szaleje z siłą huraganu.
-
Boże, jaka ta Kaśka jest bez życia. Bez charakteru. Rzuca wszystko, pracę też (głupota, ale cóż), ale niechby chociaż raz zrobiła porządną awanturę, walnęła w twarz. Cokolwiek. A ta tylko patrzy, patrzy , patrzy w czy lub w dal i nic z tego nie wynika. I płacze. Może jeszcze w mostu niech się rzuci. Bez aniołów stróżów długo nie pociągnie.
Wizyta Artura to taki promyk odcinka. <rumieniec> Jak za starych czasów.
-
Wizyta Artura to taki promyk odcinka. <rumieniec> Jak za starych czasów.
Właśnie! Jakkolwiek wątek Marysia&Artur jakoś szczególnie porywający nie jest, jak to miło zobaczyć kogoś, kto nie jest dziewczyną któregoś z Mostowiaków, jego znajomym, znajomym znajomego albo rodzicem znajomego. Jak dla mnie mogliby poucinać wszystkie wątki które nie dotyczą bezpośrednio Mostowiaków. Zrobiło się ich za dużo i zamiast pokazywać któregoś z głównych bohaterów cały odcinek jest o Kaśce, matce Marcina, Irku i Lubińskim.
Piotrek, zrób coś. :) Brzmi znajomo. Kiedyś żeby wyciągnąć kogoś z więzienia albo zamieść sprawę pod dywan pukano w drzwi Marty.
Och, gdyby Kaśka okazała się siostrą Marcina faktycznie najpierw mogłoby być śmiesznie, później już tylko obrzydliwie, gdy przypomnę sobie sceny ocierania się o niego albo chodzenia półnago po mieszkaniu. :-X
-
Och, gdyby Kaśka okazała się siostrą Marcina faktycznie najpierw mogłoby być śmiesznie, później już tylko obrzydliwie, gdy przypomnę sobie sceny ocierania się o niego albo chodzenia półnago po mieszkaniu. :-X
Nie, no bez jaj. Chodzenie półnago to nic - a te "formalne bara-bara" pomiędzy nimi? To już są grube rzeczy...
-
Jedno jest pewne - niedobrze mi się zrobiło dzisiaj od tego przesadnego romantyzmu Marcinka. Nie no, zdecydowanie nie lubię go w takiej wersji.
Janka jest straszna! Rozumiem, że może się zakochała czy zauroczyła, ale robienie świństw własnej siostrze jest poniżej wszelkiej krytyki.
Czemu Marta tak pulchnieje?
Jestem pod wrażeniem gry małej Zosi. Nieźle dziewczynka sobie radzi, sama miałam łzy w oczach jak tak płakała przez Gośkę.
-
Czemu Marta tak pulchnieje?
Z tego co widziałam na różnych stronach serialowych Dominika Ostałowska ma ponoć chorą tarczycę. Nie wiem, na ile to prawda. ;)
Ja również jestem pod wrażeniem gry Julki Wróblewskiej. Bardzo mnie zaskoczyła, bo w codziennych scenach moim zdaniem sobie nie radzi, szalenie nienaturalna jest... a teraz tak myślę może ona faktycznie się tak zachowuje cały czas i dlatego w ten a nie inny sposób gra. A muszę przyznać, że gdy oglądałam te sceny pierwszy raz i sama, popłakałam się. Gosia jest okrutna. Nie Myszka a szczur jakiś okropny.
A Julka od pierwszej sceny radziła sobie świetnie. Ani za dużo dramaturgii, ani znów nie stała sztywna bez wyrazu. Bardzo mi się podobało. Może coś z niej będzie? :)
Marcin to typowy cwaniaczek, 4 odcinki temu obiecywał dozgonną miłość Kaśce... w poprzednim albo 2 odc temu całował się z Janką, a gdzieś w międzyczasie jeszcze Agnieszka była. A fuj. ;)
-
Czemu Marta tak pulchnieje?
Z tego co widziałam na różnych stronach serialowych Dominika Ostałowska ma ponoć chorą tarczycę. Nie wiem, na ile to prawda. ;)
Zdaje się że tez gdzieś to czytałem. Z początku myślałem, że sobie jakiś botoks zaaplikowała, ale chyba jednak nie.
Gosia jest okrutna. Nie Myszka a szczur jakiś okropny.
Uprasza się gorąco o nie obrażanie szczurów. To mądre i WIERNE zwierzęta. Dziękuję.
A czego się po Goście spodziewać? Niestała w uczuciach, cholernie samolubna latawica. W dodatku kompletnie bez empatii i zrozumienia drugiego człowieka. Zawsze musi postawić na swoim choćby miało się to odbyć "po trupach do celu". Szkoda Tomka i Zosi.
Z drugiej strony może i dobrze, że Michał z Gośką się "zezwiązkowali" - jedno warte drugiego, Michał to w końcu też kawał drania.
Marcin to typowy cwaniaczek, 4 odcinki temu obiecywał dozgonną miłość Kaśce... w poprzednim albo 2 odc temu całował się z Janką, a gdzieś w międzyczasie jeszcze Agnieszka była. A fuj. ;)
Przestaję ogarniać ten zamotany jego wątek... Co zaś do "Dżejn" - jak widać wciąż ta perfidia w niej siedzi.
-
Wydaje mi się, że gdybym Gośkę dorwała to bym ją zabiła. Właśnie za to, co zrobiła Zosi. <slucha>
Wszyscy tacy zaszokowani - wszyscy jak wszyscy, bo Bąśka z Luckiem to się na razie mogą tylko domyślać całej prawdy - jakby Gośka wycinała pierwszy numer w życiu. A te romanse za młodu? A potraktowanie chamskie Stefana jako skarbonki i tymczasowego opiekuna? Jak Barbara po tym wszystkim mogła w w ogóle pomyśleć, że wina leży po obu stronach a nie że leży wyłącznie po stronie Gośki?
A zresztą, szkoda słów.
Zgadzam się z oceną Janki i Marcina. Nie razem, każdego z osobna.
Marek w scenach pt " Dostałem dofinansowanie" jest tak dziecinny, że aż żałosny. Chyba dlatego potem w scenach wychowywania dzieci jest taki nieprzekonujący. <mysli>
-
Tomeczek jeszcze wczoraj płakał za Gośką a dziś już przespał się z inną - po czym znowu płakał, ale już mniejsza o to. Skoro już się tak rozkleja to mógłby się upić z Marzeniem i dalej ten tego ten :)
Znowu kilka wątków w jednym odcinku i właściwie żaden znaczący. Telefon Magdy do Ali...do przewidzenia. Ciągle nie kumam czego Magda będzie chciała od Pawła po 40-tce?! Z braku laku dobry kit?
Spowiedź Janka ze swojego ojcostwa i to przed malarką - nie wiadomo dlaczego. Ciąża Kini - temat fajny, ale kiedy przyszła do bistro i zaczęła ględzić o tym, jaka jest głodna, zmęczona etc to mi się odechciało słuchania. A nadstawiłam ucha, bo zapowiadało się, iż powie coś istotnego po tym swoim: "słuchajcie" ;P
A potem jeszcze te wróżby - zabobony. Jak jesz mięso i przede wszystkim masz apetyt mięso to chłopak będzie na bank :P Jeszcze ktoś gotowy to wziąć na poważnie.
Wiktor mógłby być natarczywy wobec Magdy, skoro już wie o przeszczepie, ale scenarzyści raczej na to nie pójdą, więc sobie gość posiedział tylko na korytarzu ;P
Jedynie Andrzej trzyma klasę, jak zwykle.
-
Tomusia to mi jest akurat żal choć mógł przełożyć swój wyjazd w poszukiwaniu zaginionej jednak na inny dzień. W końcu Zosia miała urodziny.
A potem przespanie się z Paulinką - ależ było w tym Tomaszu dużo żalu, zrobić Gośce na złość, niech ją też zaboli, że ją zdradziłem. Chwilka zapomnienia i doszedł kac moralny, że jest taki sam jak jego niewierna żona.
Kolejny mężczyzna, na którego widok serce się kraje to Wiktor. I jeszcze jak to zwykle bywa, zrządzenie losu - do windy wpaść musiał akurat Marszałek, dziękujący Bogu, że jego córcia przeżyła. I cały w skowronkach się zachwyca, a nagle się orientuje, ze towarzysz skory do rozmowy nie jest, więc bąka tylko wesołe "przepraszam".
Kinia, ciąża, upity Piotruś - ani to mnie ziębi, ani pali i rację Ci przyznam Jean, że też myślałam, że po tym "słuchajcie" nastąpi jakiś sensowny ciąg dalszy. Zawiodłam się.
A o reszcie odcinka chyba nie ma co pisać - Ala pogodziła się z Pawełkiem więc znowu będziemy skazani na oglądanie małej, wszędobylskiej dziołchy z tym jej "Pawełku, Pawełku".
Madzia zagroziła zabraniem Pawełka, ale sprawiła, że dwie osoby się pogodziły chociaż... No nie wiem czy ja byłabym zdolna wybaczyć ukochanemu chęć ożenku z inną kobietą. Nie mam jak widać w sobie tyle szlachetności.
-
Oglądałem mocno niedokładnie - to na co w końcu wyszło - "Przyjacieli" się pobiorą czy jednak dalej Pawełek będzie używał sobie na wszystkim co na drzewa nie umyka? :)
Z Tomkiem szkoda słów. Szkoda mi gościa, bo znowu Gośka skrzywdziła kolejną już osobę w swoim życiu (powinna jakiś rejestr prowadzić) ale że wlazł do łóżka tej lali.... żenada. Potrzebne mu to było jak drzwi w lesie. A potem jeszcze wył.
A Gośce jak widać mało trzeba - pamiętamy choćby historię z pisarzem - gadka-szmatka, "piękne oczka" i już zdobycz zaliczona. Zresztą - trzech mężów i paru kochanków to imponujący dorobek jak na tak stosunkowo młodą osobę. Leci po bandzie, leje na wszystkich. A potem "Zosia nie odbiera telefonu a chciałam jej złożyć życzenia". Pewnie, może ma jeszcze podziękować "mamusi", że taka łaskawa i dzwoni do niej...
A to gadanie starej Baśki, że wina po obu stronach... Ta baba jest ślepa czy głupia? Choć nie powiem - szkoda Tomka dla niej, teraz to muszę przyznać. Paradoksalnie jednak z Łagodą do siebie pasują - bo z niego też niezła szuja i kawał drania.
No i niestety - widać, że chyba złączą biednego Janka z tą pieprz..... khm.... szurniętą malarką, bo już wczoraj sobie gruchali...
-
Oglądałem mocno niedokładnie - to na co w końcu wyszło - "Przyjacieli" się pobiorą czy jednak dalej Pawełek będzie używał sobie na wszystkim co na drzewa nie umyka? :)
Ja tego nie rozumiem i dlatego prosiłam, by mi to ktoś wyjaśnił. Oni się po 40-tce pobiorą, jeśli oboje będą wolni ( a jak nie będą wolni, lub jedno z nich nie będzie, to się nie pobiorą) czy pobiorą się po 40-tce za wszelką cenę <mysli>
Bo mnie się wydawało, że nastąpi to w sytuacji, kiedy oboje będą bez zobowiązań po tej 40-tce a Madzia wczoraj wysłała Alce ostrzeżenie...'Uważaj, bo on po 40-tce jest mój". Tak, wiem, żartobliwie to było. ;D
Ale Magda ostrzega, żeby Ala go kochała, nie zostawiła etc. bo wtedy Madzia go odbije by uczynić szczęśliwą (to wersja dobroczynna). Czy też uprzedziła, żeby korzystała póki może...bo ten związek i tak przetrwa tylko kilka lat (wersja podła).
A to gadanie starej Baśki, że wina po obu stronach... Ta baba jest ślepa czy głupia?
Niedoinformowana ;) Łatwiej jest przyjąć wersję przedstawioną przez Tomka, mniej gryzie sumienie. Gdyby moje dzieci zaczęły tak żyć jak te Mostowiaków to chyba bym się powiesiła <bezradny>
-
Czy też uprzedziła, żeby korzystała póki może...bo ten związek i tak przetrwa tylko kilka lat (wersja podła).
Kilka lat? Kilka tygodni daję. Nie w tym serialu i nie w przypadku Zduńskiego :)
Albo nagle zjawi się były mąż/konkubent/partner tej Ali i będzie dym, albo Pawełek na lodowisku/ścieżce rowerowej/torze wrotkowym wpadnie na jakąś pięknisię, która się w nim zakocha z miejsca na zabój i od razu - możliwości jest multum :)
-
Czy też uprzedziła, żeby korzystała póki może...bo ten związek i tak przetrwa tylko kilka lat (wersja podła).
Kilka lat? Kilka tygodni daję. Nie w tym serialu i nie w przypadku Zduńskiego :)
Albo nagle zjawi się były mąż/konkubent/partner tej Ali i będzie dym, albo Pawełek na lodowisku/ścieżce rowerowej/torze wrotkowym wpadnie na jakąś pięknisię, która się w nim zakocha z miejsca na zabój i od razu - możliwości jest multum :)
Pisałam z punktu widzenia Magdy. Teoretycznie związek Pawła i zakochanej w nim Ali ma szansę przetrwać kilka lat lub dłużej. Nikt nie jest i nie może być pewny, że ktoś się pojawi z przeszłości Ali i wszystko popsuje. (Pawła nawet nie podejrzewam o psucie, bo on jest taki wrażliwy, że już bardziej nie można).
Pytam - czy Magda będzie zdolna kiedyś rozbić szczęśliwy związek Pawła, bo własnie stuknęła jej 40-tka?
-
A ja nie wierzę w to, że Zduński w końcu znajdzie tą "bezpieczną przystań". Bo z tą Alką się rozleci, bez dwóch zdań.
-
A ja nie wierzę w to, że Zduński w końcu znajdzie tą "bezpieczną przystań". Bo z tą Alką się rozleci, bez dwóch zdań.
A dlaczego, właściwie?
Oczywiście bez tłumaczenia typu: "scenarzyści i tak to rozp..walą"
Dlaczego, Twoim zdaniem, to z Alą się rozleci?
-
A ja nie wierzę w to, że Zduński w końcu znajdzie tą "bezpieczną przystań". Bo z tą Alką się rozleci, bez dwóch zdań.
A dlaczego, właściwie?
Oczywiście bez tłumaczenia typu: "scenarzyści i tak to rozp..walą"
Dlaczego, Twoim zdaniem, to z Alą się rozleci?
A dlaczego ma się nie rozlecieć? :) Nie, serio to pisałem wcześniej - zjawić się może jakiś jej "były" - szczególnie, że dziewczyna ma dziecko z "kimś-tam" - i po zawodach.
-
A ja nie wierzę w to, że Zduński w końcu znajdzie tą "bezpieczną przystań". Bo z tą Alką się rozleci, bez dwóch zdań.
A dlaczego, właściwie?
Oczywiście bez tłumaczenia typu: "scenarzyści i tak to rozp..walą"
Dlaczego, Twoim zdaniem, to z Alą się rozleci?
A dlaczego ma się nie rozlecieć? :) Nie, serio to pisałem wcześniej - zjawić się może jakiś jej "były" - szczególnie, że dziewczyna ma dziecko z "kimś-tam" - i po zawodach.
Może się zjawić, ale nie musi. Z góry niczego nie można założyć na pewno.Wiem, że scenarzyści z pewnością tak pomyślą i znajdą jakiegoś byłego ...żeby się serial kręcił i lud bawił, ale w życiu ludzie po przejściach układają sobie życie i często są szczęśliwi długie lata. Nie zawsze pojawia się "jakiś były" co wszystko rozpi...wala.
-
No ale to w prawdziwym życiu. W serialu taki związek nawet jak umocni się poprzez ślub - nie ma racji dłuższego bytu.
-
Kinia i Piotrek są już chyba po ślubie ze 12 lat, jeśli nie więcej. Ich związek przeszedł bardzo ciężką próbę, kiedy się pozdradzali nawzajem i może nie są idealni, ale ciągle razem i ciągle szczęśliwi <mysli> 12 lat to już chyba dłuższy byt <mysli>
Mniejsza o to. Ja wierzę, że scenarzyści się któregoś dnia opamiętają, bo w końcu któregoś dnia widzowi znudzi się taka degrengolada moralna na ekranie.
-
Przychylam się do przypuszczeń Mintka.
Paweł i Ala nie będą zbyt długo razem. Pojawi się ojciec małej. I nawet chyba była już mowa, że szuka kontaktu z dziewczyną. Może mi się śniło, ale wydaje mi się, że coś tam na ten temat siostrunia przebąkiwała <mysli>
A tak trąbią na prawo i lewo z tą "czterdziestką", że pewnie w końcu ich połączą. W sumie chyba niewiele im do niej zostało <jezyk>
A tak w ogóle, to tak mi obrzydli Madziulkę, że jak lecą z nią sceny, to normalnie albo przełączam kanał, albo idę do łazienki, albo do kuchni. Nie cierpię wątku Madziowo-Pawłowego <cwaniak>
Ala jest najgorszą z dotychczasowych flam Zduńskiego. Zupełnie bez życia. Druga Martusia. Takie flaki z olejem za przeproszeniem.
A powiedzcie mi, bo nie wszystko oglądam, co się dzieje z Łukaszem? Marta nie wie, gdzie on jest? Czy wie, ale czeka aż się chłopak sam do niej odezwie? <mysli>
Bo wygląda na to, że baba więcej czasu poświęca obcemu facetowi, niż własnej rodzinie.
-
Przychylam się do przypuszczeń Mintka.
Paweł i Ala nie będą zbyt długo razem. Pojawi się ojciec małej. I nawet chyba była już mowa, że szuka kontaktu z dziewczyną. Może mi się śniło, ale wydaje mi się, że coś tam na ten temat siostrunia przebąkiwała <mysli>
A z którą on był jakoś specjalnie długo? Zawsze było coś - Teresa wróciła do męża, Majka wyjechała na saksy bo ich mafia jakaś ścigała, Aśka - niby żona, ale pojawił się były "Jasiu" i poleciała za nim aż się kurzyło. A wymieniłem tylko kilka flam Pawełka.
A tak w ogóle, to tak mi obrzydli Madziulkę, że jak lecą z nią sceny, to normalnie albo przełączam kanał, albo idę do łazienki, albo do kuchni. Nie cierpię wątku Madziowo-Pawłowego <cwaniak>
Madzia była fajna kiedyś. Przede wszystkim nie było ukazane tak dobitnie jak teraz, że jest po prostu głupia jak but. Mniej było tego patosu, tego chrzanienia o "wielkiej przyjaźni" zakończonego często wizytą pod kołdrą. Ja ją do końca znielubiłem od wątku z tym Michałem "Wspaniały Seks", bo pokazała taki idiotyzm, że aż się w głowie kręciło.
-
Łukasz nie mieszka już z Martą i Andrzejem. Po drugie, nie wiedziała gdzie on jest tylko jedno popołudnie. Mieli iść we trójkę na pogrzeb Karoliny, ale Marta pod wpływem tej "przyjaciółki" Wiktora co to się ciągle o niego martwi, zmieniła zdanie. Łukasz nie chciał tego przyjąć do wiadomości, więc wykrzyczał tam coś i wybiegł. Marta chciała biec za nim, ale Andrzej ją powstrzymał, twierdząc, że chłopak musi się z tym uporać sam. Łukasz pojawił się na cmentarzu, gdzie spotkał zaszokowanego Wiktora, z ust którego padło: "Jak śmiesz tu przychodzić".
Marta martwiła się o Łukasza, wypytywała nawet Zuzy gdzie mógłby pójść, ale ten wieczorem sam się pojawił w mieszkaniu Marty i Andrzeja.
Z poświęcaniem czasu Wiktorowi przesadzała, ale po pierwsze wydawało jej się to normalne, skoro to nie jej dziecku stało się coś tak bardzo złego...więc wspierała. A skoro to jej syn prowadził, więc chciała Wiktorowi jakoś wynagrodzić, wesprzeć i ewentualnie udobruchać. Mnie się jej zachowanie nie wydaje aż takie dziwne. Większych błędnych upatrywałabym w wychowaniu, bo ona faktycznie dmuchała i chuchała na Łukasza, w rezultacie nie ucząc go samodzielności i radzenia sobie z życiem, które, jak wszyscy wiemy, potrafi dać w kość.
I znów księżniczka Anna spadła z konia, a tam już sierpień... <bezradny>
Ewa Bem- Kolega maj (http://www.youtube.com/watch?v=9Y1mI0BGpRw#)
Mina Marka - bezcenna <smiech> I nie zauważyłam, żeby Ewa zdążyła w Grabinie zamieszkać...więc zawsze można zapobiec "trójkątowi pod jednym dachem" :P
W ogóle Marek jako biznesmen, co to jeździ na targi pod krawatem, jest mega śmieszny. Jeszcze słoma gdzieniegdzie wystaje a taki "alokwentny" w rozmowie z ojcem, dla którego zresztą ciągle ma mało czasu ::)
Ciekawe co też Piotruś wymyślił na Lubińskiego? <mysli> Bond normalnie. <boi_sie> Ta kancelaria jest jakaś naznaczona, bo Monisia też zabawna jest :)
Janki nie komentuję, zresztą nie wiem czy ona się chciała przyznać Marcinowi, że jest siostrą Eryki czy chciała mu powiedzieć, że wyjeżdża i że będzie kiedyś żałował, że nie chciał jej pocałunków ;P
Zła Barbara jest też żenująca i śmieszna, bardziej przekonuje mnie tutaj Lucjan. bez ceregieli powiedział, że jak Myszka nie zadzwoni, to on to zrobi i będzie już koniec. I wcale nie musi jeździć po Stanach - Myszka sama do Polski kiedyś wróci i to od niej zależy ile mostów sobie spali ::)
I odkąd to Barbara poszukuje rad - zawsze sama wiedziała co robić, a teraz ciągle chodzi do księdza. On ma ją pocieszyć, że to nie jej wina, że była idealną matką czy jak? Zawsze feruje wyroki a tu proszę.
A jeszcze pomijając mężów Myszki wszystkich i szeregi kochanków, to Michał akurat jest jej mężem sakramentalnym...więc tak jakby wszystko wróciło na swoje miejsce <ok> Nie jest to takie proste, bo są dzieci i patrzy się już inaczej, ale....
Faktycznie chyba Michał i Gośka są sobie przeznaczeni, oboje perfidni do bólu.
Ku***, żeby nawet nie mieć odwagi powiedzieć prawdy ojcu i matce ::)
-
No tak, nie wszystko śledzę, mogłam coś w sprawie Łukaszowego wypadku pominąć, ale w tym co oglądałam, to nic z troski matki o syna nie widziałam (na dodatek do poczucia winy dochodzi sprawa sądowa), a właśnie ciągłe wątki z Wiktorem. Ja rozumiem, że on stracił córkę na zawsze i jakieś tam wsparcie od Marty powinien mieć, ale naprawdę mam wrażenie, że to jest dla niej ważniejsze niż syn. Poza tym wszystkie sprawy rodzinne, cały dom jest chyba na głowie Andrzeja (czy on gdzieś pracuje? odszedł z tej kancelarii?). Nawet urodziny Zośki sam przygotowywał. No i sprawą Łukasza się zajął.
Tak wiem, syn ją odtrącił, sam się usunął, nie chciał pomocy.
Wiktor też to zrobił, ale wystarczyła wizyta bliskiej przyjaciółki u Marty i ta pewnie już poleci go ratować.
Fajnie tam u Mostowiaków mają. Rano w południe pada propozycja wypadu we dwoje, a już wieczorem wszystko gotowe do wyprawy ::)
A na telefon Ulki aż się roześmiałam w głos. Dobre wyczucie czasu <haha>
Co do szpanowania na wielkiego biznesmena, zgadzam się z Jean całkowicie. Widok Marka wywołuje u mnie politowanie. Zero "ducha" faceta interesu <jezyk>
Barbara trzyma fason nadgorliwej mamuśki. Jest w tym okropna.
Eryka bezpłciowa, jeszcze gorsza pod tym względem od Kaśki. U tej drugiej jakieś uczucia było widać, a u Amerykanki bije sztucznością na kilometr. Absolutnie nie pasuje do Marcina - ani wizualnie, ani charakterem (a podobno to para w życiu prywatnym, powinno im łatwiej grać swoje role). To Janka w swojej roli wypada już lepiej. Eryka jako ta dobra mnie odrzuca, Janka jako ta zła wywołuje to, co powinna, czyli pogardę.
-
Widzę, że to już cały trend - para w życiu i para w serialu. :P
Ale ja w sumie nie o tym, wczoraj zapomniałam napisać. Tzw. soundtrack w tym serialu jest dla mnie w zdecydowanej większości mączący, ale wczoraj to właściwie parsknęłam śmiechem. Pamięta ktoś to "coś" w tle zanim Filarska powiedziała do Kingi, że się Magdą pomoże zająć? Myślałam, że mi się jakaś reklama na necie włączyła, bo coś nacisnęłam :P Masakra, tym bardziej, ze kawałek kompletnie nie pasował do sceny, którą poprzedził , w sumie do tej, którą zakończył też nie bardzo.
Nie wiem czy ktoś będzie wiedział o czym mówię, ale ...scenarzyści, dźwiękowcy, realizatorzy - litości! ::)
-
Co do siostrzyczek Buford to ja Erykę lubię. Właśnie za ten jej spokój. Ale do Marcinka to mi nie pasuje. Janka również. Paradoksalnie pasowała Kaśka. Ale tylko wizualnie i może gdyby tak nie skomlała o tę jego miłość, to mogłoby coś z tego być.
Co do pary w życiu prywatnym to obiło mi się o uszy, że oni już się rozeszli więc pewnie za jakiś czas będzie wielkie rozstanie na ekranie.
-
Ale właśnie ten spokój Eryki jest sztuczny. Dziewczynę z takim charakterem trzeba umieć zagrać. Słuchając dialogów z jej udziałem, mam wrażenie, że ona recytuje swoje kwestie (i to bez zbytniego zaangażowania, tak na odwal), a nie, że jest tą cichą, szarą myszką.
A przecież coś się w jej życiu dzieje: jest poważnie chora, gdzieś tam w świecie ma chłopaka, byłego chyba, ale jakiś oddźwięk tego związku w jej zachowaniu mógłby tu być, jest w obcym kraju, miejscu, teraz się zakochała. A w niej nie ma żadnej emocji. Taka bezpłciowa. I czym ona zaintrygowała Marcina? Takie panny mijał zapewne milion razy na ulicy.
Tym, że się topiła? <mysli>
Co do pary w życiu prywatnym to obiło mi się o uszy, że oni już się rozeszli więc pewnie za jakiś czas będzie wielkie rozstanie na ekranie.
Ach, te plotki <jezyk>
Podobno właśnie wrócił do niej ;D
Ciekawe, czy nie pod "wpływem" ekipy eMki. Źle się by grało zakochaną parę w takim układzie.
Romansik zaburzyłby koncepcję scenarzystów.
-
Pamięta ktoś to "coś" w tle zanim Filarska powiedziała do Kingi, że się Magdą pomoże zająć? Myślałam, że mi się jakaś reklama na necie włączyła, bo coś nacisnęłam :P Masakra, tym bardziej, ze kawałek kompletnie nie pasował do sceny, którą poprzedził , w sumie do tej, którą zakończył też nie bardzo.
Nie wiem czy ktoś będzie wiedział o czym mówię, ale ...scenarzyści, dźwiękowcy, realizatorzy - litości!
Ja wiem o czym mówisz bo też zwróciłam uwagę... bardzo to było dziwne, jakieś okrzyki jak z młodzieżowej piosenki. Ewentualnie mogliby potem pokazać np. Ulę, Kasię, Marcina itp., ale na pewno nie mamę Kingi. ;D Ale poza tą wpadką ostatnio podoba mi się podkład muzyczny, taki nienachalny, a niektóre piosenki faktycznie dobre. Teraz już chyba tak nie, ale jeszcze jakieś 10 odcinków temu w tle scen z Ewą i Markiem leciała czasem muzyka operowa i to dopiero była gratka, zwłaszcza w takiej emce. Chociaż wiem, że wielu narzekało na patos, mi tam bardzo przypadło do gustu. <zauroczony>
Co do gry Osydy to się zgodzę. Tutaj może trochę przesadzę, ale jakby ją wyjęli z kółka teatralnego w jakimś liceum.
-
Nie rozumiem Uli 'spadaj' z poprzedniego odcinka. Czy to nie ona całkiem niedawno zapewniała Marka, że akceptuje Ewę i pogodziła się z tym, że nie będzie z Anką?
-
Nie rozumiem Uli 'spadaj' z poprzedniego odcinka. Czy to nie ona całkiem niedawno zapewniała Marka, że akceptuje Ewę i pogodziła się z tym, że nie będzie z Anką?
Tak sobie powiedziała, żeby ojca udobruchać. Jest jeszcze inne wytłumaczenie, nie mniej logiczne - scenarzyści mają nieustającą sklerozę.
Ale akcja była niezła - Anka rzucająca książka w Michała nawet u Baśki zapunktowała :P Cudowne manto spuścił Tomuś Michasiowi.
Głupoty Gośki już nie mam siły komentować.
Fajne dwa odcinki, gdybym miała jak to bym mogła napisać epopeję na ich temat:)
-
Plusy wczorajszego i dzisiejszego odcinka:
- rozmowa Lucka z Tomkiem - strasznie mi było żal Lucjana. Jedno z najgorszych uczuć w życiu - zawieść się na swoim dziecku;
- rozmowa Zosi z dziadkiem, jej zajmowanie się dziadkiem - cudowna, miła, dobrze wychowana dziewczynka. Raz jak się spojrzała na Lucka to sobie pomyślałam, że ona jest nawet podobna do Gośki - na szczęście jedynie z wyglądu;
- rozmowa Anki z Ewą - dobrze, że na jakiś czas zawiesiły broń;
- i rozmowa Marka z Michałem, żałuję tylko, że Mostowiak mu nie przyłożył. Ale faktycznie - Michał i Gośka są siebie warci;
- Pawełek na fotelu dentystycznym.
A teraz minusy:
- Baśka! To już naprawdę przestaje być zabawne, to jej manipulowanie, to strzelanie niewinnych minek i robienie słodkich oczek. "Mam zęby zdrowe jak u wiewiórki" - mój komentarz - i tak wyglądające :D
- Janeczka - amerykańska dziewczyna więc "take it easy". Swoją drogą to strasznie musi być easy - dostać pracę w Ambasadzie;
- bezczelna Ulka - no strzeliłabym jej z liścia w tę tępą twarzyczkę. Okropna dziewucha. Marek bardzo ulgowo ją potraktował;
- Pawełek robiący zdjęcia sportsmence - no oczywiście, fotograf od siedmiu boleści - jak zwykle rozchwytywany (swoją drogą - pies na baby był, jest i będzie, strasznie mu się oczy zaświeciły na widok obcej babki).
-
- i rozmowa Marka z Michałem, żałuję tylko, że Mostowiak mu nie przyłożył. Ale faktycznie - Michał i Gośka są siebie warci;
Mina Michałka - bezcenna gdy usłyszał "A sprawę ze skarbówką załatwiłem dawno.". Myślał chłopina, że to on zacznie 'rozdawać karty' ustawiając wszystkich na swoją modłę. A tu Mostowiakowie go pogonili, Tomek oklepał maskę a Marek też swoje trzy grosze dołożył.
- Baśka! To już naprawdę przestaje być zabawne, to jej manipulowanie, to strzelanie niewinnych minek i robienie słodkich oczek. "Mam zęby zdrowe jak u wiewiórki" - mój komentarz - i tak wyglądające :D
Nie znoszę tego dzieciaka. Te jej manipulacje są żałosne.
- Janeczka - amerykańska dziewczyna więc "take it easy". Swoją drogą to strasznie musi być easy - dostać pracę w Ambasadzie;
Coś szybciutko się z traumy wyleczyła... Większość kobiet po takich przygodach latami nie może dojść do siebie a tu proszę - ledwo się otrząsnęła już kombinuje po swojemu (afera z Eryką i Marcinem) - i coś czuję, że to jeszcze nie koniec jej "występów" i pokaże na co ją stać (pod względem negatywnym oczywiście).
- bezczelna Ulka - no strzeliłabym jej z liścia w tę tępą twarzyczkę. Okropna dziewucha. Marek bardzo ulgowo ją potraktował;
Ot co. Wychodzi teraz wszystko - swoboda, mieszkanie z "ciocią-równiachą" itp. Ale metamorfoza o 180 stopni - pamiętacie tą dawną, rozsądną i mądrą Ulkę? Teraz mamy tępe, rozwydrzone dziewuszysko, które pyszczy na wszystkich dookoła, ojca ma za nic i jest na najlepszej drodze do alkoholizmu (tak, młode dziewczyny wpadają w nałóg błyskawicznie).
No ale geny ma pewnie po tatusiu, tym prawdziwym :D
- Pawełek robiący zdjęcia sportsmence - no oczywiście, fotograf od siedmiu boleści - jak zwykle rozchwytywany (swoją drogą - pies na baby był, jest i będzie, strasznie mu się oczy zaświeciły na widok obcej babki).
Czyli w zasadzie ten dziwaczny związek z Alą i jej córką możemy już powoli spisywać na straty :)
-
Andrzej jak na tak rozchwytywanego prawnika bezmyślnie postąpił, chwaląc się przed tym TYPEm o tym, że go nagrał. Takie rzeczy zachowuje się dla siebie i wykorzystuje bez szumu...
Marek śmiesznie wyglądał z tym swoim 1.70m przy Michale. Trochę to było niewiarygodne, bo zaczynało być niebezpiecznie, a jakby mu tak Michał strzelił to nasz Mareczek wylądowałby na drugim końcu miasta.
Ula faktycznie zrobiła się paskudna. A tak płakała że tata alkoholik, w kieliszek wciąż zagląda. Swoją drogą dlaczego na tej 'imprezie' były 3 czy tam 4 dziewczyny i każda z nich ruda?
-
Andrzej jak na tak rozchwytywanego prawnika bezmyślnie postąpił, chwaląc się przed tym TYPEm o tym, że go nagrał. Takie rzeczy zachowuje się dla siebie i wykorzystuje bez szumu...
To samo żonie mówiłem tuż po zakończeniu odcinka. O takim czymś głośno się nie mówi od razu, dopiero przy kolejnym spotkaniu puszcza się fragment nagrania - oczywiście zrobiwszy przedtem 100000 kopii :)
-
Kolejna dziumdzia snująca się po ekranie to już ponad moje siły. O Erykę mi chodzi. I jej fochy.
Jestem w Warszawie, rzuć wszystko bo ja tak chcę...
A potem wielkie obrażanie się, bo facet miał dużo rzeczy na głowie i nie zdążył.
Spotkanie Marcina z Olkiem. Ciekawe. Faktycznie panowie są do siebie podobni, a mnie bardzo się spodobała nowa postać.
Wyznanie Agnieszki w szpitalu nieco za bardzo naciągane, ale rozśmieszyła mnie mina Marcinka. Taki zakochany a zabolało go to co usłyszał?
-
Kolejna dziumdzia snująca się po ekranie to już ponad moje siły. O Erykę mi chodzi. I jej fochy.
A Janeczka to co? "Pożałujesz" i te groźne minki... Litości. Coś strasznie szybko odzyskała formę po "Przygodzie w ciężarówce". Czuję, że jeszcze nawywijać może nieźle. Widać, że to duża "przekręciara".
Wyznanie Agnieszki w szpitalu nieco za bardzo naciągane, ale rozśmieszyła mnie mina Marcinka. Taki zakochany a zabolało go to co usłyszał?
Tego się obawiałem - litrów patosu wylewających się z ekranu. "Kocham cię, zawsze cię kochałam" - o zgrozo!
Marcin zaś zachowuje się jak typowy pies ogrodnika. Tylko tyle :)
No i widzę, że prof. Kazan stał się już nadwornym medykiem dynastii Mostowiaków z przyległościami :)
-
Dawno tu nic nie pisałam :zawstydzony1:
ale
Mam już dość Janki, za każdym razem kiedy pojawia się na ekranie przewijam, idę sobie zrobić herbatę... Nie mogę patrzeć na minki tej "aktorki", psuje wszystko. Grać nie potrafi, chodzić też nie umie, je jak chomik. I jeszcze dali ją do czołówki. TO JUŻ ZA DUŻO PANI OSYDY!! KONIEC. Jej dziwna zazdrość w stosunku do Marcina, aż mnie dziwi że tak zachowuje się zgwałcona kobieta. Udawała tylko taką świętą przed rodziną M.?
hmmm a właśnie dlaczego nie pójdzie siedzieć za morderstwo?
Najbardziej podoba mi się, wątek Marty i Andrzeje (ale pewnie nikogo to nie dziwi) u nich nigdy nie wije nudą. Dobry, ale już lekko, naciągany wątek Łukasza.
Aczkolwiek brakuje mi scen z małą Anią (Julcią), kiedy przychodziła do Andrzeja... bawili się, czytali. Oj fajnie się wspomina <serduszko>
-
Ale metamorfoza o 180 stopni - pamiętacie tą dawną, rozsądną i mądrą Ulkę? Teraz mamy tępe, rozwydrzone dziewuszysko, które pyszczy na wszystkich dookoła, ojca ma za nic i jest na najlepszej drodze do alkoholizmu (tak, młode dziewczyny wpadają w nałóg błyskawicznie).
Bardzo dobrze pamietam ta dawna rozsadna, madra Ule- dziewczynke: pomocna i bezinteresowna o "zlotym sercu",ktora byla w stanie "od ust sobie odjac", aby pomoc innym.
Pamietam jak Ula z Mateuszem zbierali jablka w sadzie Mostowiakow,aby sprzedac je przy drodze.Ula zarobila wtedy ok. 10 zl i poszla do sklepu, aby sobie cos kupic.Tam spotkala swego biologicznego ojca.On nie mial forsy, wiec Ula mu dala wszystko co zarobila sobie tego dnia....a kochany ojciec wydal kase na alkohol.
Teraz widzac Ule to rzeczywiscie latwo mozna zapomniec, ze kiedys to bylo bardzo mile i szczere dziecko.
Czy taka metamorfoza o 180 stopni jest mozliwa w realnym zyciu??
-
Teraz widzac Ule to rzeczywiscie latwo mozna zapomniec, ze kiedys to bylo bardzo mile i szczere dziecko.
Czy taka metamorfoza o 180 stopni jest mozliwa w realnym zyciu??
W jakichś szczególnych przypadkach pewnie tak... ;)
Przypomnijmy sobie od czego w zasadzie się zaczęła ta przemiana - od tej sekty, w którą się wciągnęła a konkretnie jak wbrew swej woli została z tej sekty wyrwana przez rodzinę. Przecież od tamtej pory mieszkała w zasadzie u Anki a na Marka warczała jak pies. Tak więc pewnie te wydarzenia mają swój duży wkład...
-
Taka metamorfoza jest możliwa, a nawet zupełnie normalna. Ula dojrzewa, zbliża się już do pełnoletności, ma za sobą traumatyczne przeżycie jakim jest śmierć matki (nie biologicznej co prawda, ale umówmy się, była z Hanką bardzo zżyta), ze wsi przeniosła się do wielkiego miasta i została w ten sposób odsunięta od rodziny, która kojarzyła jej się ze spokojem, stabilizacją. W stolicy doświadczyła życia prawdziwej młodzieży XXI w. - imprezy, alkohol, papierosy. Trafiła do takiego a nie innego środowiska, więc naturalną koleją rzeczy jest to, że zaszły w niej pewne zmiany. Podporządkowywała się i zachowuje się jak większość nastolatek - inna jest przy ojcu, ciotce, reszcie rodziny, a inna przy swoich znajomych - bo tego wymaga otoczenie, w którym żyje.
Ulka była zawsze spokojniejsza od Natalki, milsza i rozsądniejsza, ale to nie oznacza zaraz, że jej wiek dojrzewania nie dosięgnie, szczególnie że doznała swobody, gdy została zupełnie sama (bo co jej tam Ewka może zrobić).
-
Popieram Justek w jej opinii na temat Ulki.
Zresztą, to co się dzieje z dziećmi Marka to w przeważającej mierze wina jego samego. Facet zawiódł jako ojciec i tyle.
Najpierw tym, że wychowanie dzieci zostawił Hance, samemu poddając się przyjemnościom. Romansik z Grażyną, i kto jak kto ale on nauk w kwestii przyzwoitości udzielać Michałowi nie może. Hipokryta.
Potem rozżalanie się nad sobą po śmierci żony. Jakby tylko on stracił najbliższą osobę. Dorosłemu łatwiej znieść taki stan, to dzieci powinny dostać od niego wsparcie. Ale nie. Wsparcie przyszło, tylko nie z tej strony z której powinno. I dlatego nie przyniosło nic dobrego.
No i w końcu nowa miłość przesłoniła mu świat. Zachowanie syna usprawiedliwia traumą po śmierci matki, ale sam nic nie robi, aby chłopak choć trochę z niej wyszedł (tak naprawdę to ja w tym zachowaniu widzę normalne wybryki chłopaków, których zostawia się samopas, bo rodzice zajęci są sobą i którym puszcza się te wybryki płazem). Opieka ciotki nad Ulką jak najbardziej Mostowiakowi na rękę. Oj, jak ochotnie przyklasnął temu pomysłowi. A co tam, że ciotka utrudnia kontakty z córką, podejmuje decyzje w jej sprawie bez uzgodnienia z nim. Ba! Sytuacje ma facet komfortową, bo jeszcze sobie z opiekunką córeczki w łóżku pobaraszkuje... tak bez zobowiązań. Tatuś jak się patrzy - oddać latorośl pod opiekę kobiety, z którą się tylko zabawia ::)
Drugą córkę (trzecie dziecko) też ma gdzieś. Lawirując między kochankami, pozostawiając Ulkę pod skrzydłami jednej z nich, zaś Mateusza polom i lasom nawet nie wspomni o Natalce. Wróć! Wspomni, ale dopiero, gdy dziewczyna ma problemy ::)
Wszyscy są naokoło winni temu, że dzieci mu zepsuli, tylko biedak nie on.
Teraz z innej beczki.
Kaśka od Marcina to była dziewczyna z krwi i kości w porównaniu z siostrzyczkami z Ameryki. Bo to, że mu się narzucała mogło się nie podobać, ale takie rzeczy się zdarzają. Zakochała się o gotowa była żebrać o tę miłość (niektóre nawet przemoc fizyczną wybaczają, bo "ja go tak bardzo kocham"). Ale ona przynajmniej była prawdziwa w tej roli. Janka ma okropny charakterek, odtwarzanie takiej postaci jako tako jej wychodzi, ale Eryka jest do bani zupełnej. Nie "wierzę jej", że jest poważnie chora (scena w gabinecie doktora, przed szpitalem, w szpitalu) beznamiętna, mdła, zupełnie mnie nie rusza pod tym względem. Podobnie w związku z uczuciami względem Marcina. Dialogi z jej udziałem to klapa, nazwałabym to "antyaktorstwem".
Na dodatek Eryka to jakaś szurnięta, niedojrzała dziewczyna. I "pępek świata".
Zdaje się, że Maleńka już coś wspominała. Przyjeżdża bez uprzedzenia do miasta, dzwoni do chłopaka, bo ma widzimisię z nim widzieć się, a ten ma się nagle z roboty urywać, bo panna tak chce ::). No i foch ::). Zrywa z nim, leci do siostruni (przyszła koza do woza), bo... zrozumiała, że ta jest dla niej ważniejsza. Nie mija czasu wiele i pannie foch na chłopaka przechodzi (nawet Marcin nie musiał się wcale mocno starać, aby do niego wróciła). Ta gierka między siostrami to istna szopka ::)
Kinia i jej obżarstwo już uszami mi wychodzi. Gdyby tak policzyć, to wyszłoby, że 1/4 odcinka była o tym arcyważnym, trzymającym w ogromnym napięciu wątku. Normalnie wypieki na twarzy człowiek ma śledząc tuczącą się Kinię. Najatrakcyjniejsze sceny odcinka - Kinia z cukiereczkami i batonikami ukrytymi w zmywarce, Kinia z pizzą, Kinia z kanapkami z kiełkami i drożdżówkami, Kinia z kiełbachą na widelcu... no ludzie ::)
I tylko Andrzej jakoś nakręca serial <jezyk>.
I podziwiać takiego ojczyma, który z miejsca pokochał dzieci swojej żony i zrobiłby dla nich i dla niej wszystko, nawet zrezygnował z zobaczenia się z własnym synem. A takich okazji raczej nie ma dużo. Ba! Poświęcił karierę dla nowej rodziny, a ze zwiastuna kolejnego odcinka wnioskuję, że gotów jest oddać własne życie dla Łukasza.
Nowy w eMce - Olek - wydaje się być na razie w porządku.
Post Merge: Luty 26, 2014, 16:37:05
Przychylam się do przypuszczeń Mintka.
Paweł i Ala nie będą zbyt długo razem. Pojawi się ojciec małej. I nawet chyba była już mowa, że szuka kontaktu z dziewczyną. Może mi się śniło, ale wydaje mi się, że coś tam na ten temat siostrunia przebąkiwała <mysli>
No i się pojawia w następnym odcinku.
Nie wiem, co on nawywija, czy rozdzieli naszą "kochaną" parkę, ale na "pokaz" byłego Alki nie wstawiają.
-
El, El, El :) Jakże ja się z Tobą zgadzam :)
Podobno o gustach się nie dyskutuje, ale Kaśka nawet z wyglądu jest ładniejsza od Eryki. Fakt, skamlała o miłość, ale w porównaniu do Eryki - ma charakter. Jak lubiłam Erykę na początku bo jakoś tak spodobał mi się ten jej spokój, tak teraz zaczyna mnie drażnić. Jest mdła, nijaka i wydaje mi się, że ma taki jakiś lekki przykurcz szyi :P Mogłaby też zmienić fryzurę bo chodzi wiecznie taka ulizana. Szara myszka.
Janka z kolei jest lekko szurnięta. Skreśla siostrę bo ta ma faceta, który się akurat Jance podoba. I skoro ona go nie może mieć, bo Marcin jej nie chce, to zabrania siostrze spotykania się z nim. Wariatka. Bo jak nie to nie masz siostry. Żałosne.
Żałosne również było przesłodkie opychanie się naszego grubaska przez cały odcinek. Och jakże rozkoszna para. Gruby kłamczuszek i mąż pantofelek. Zaraz zbiorowo możemy zwymiotować tęczą. Nie pamiętam czy jak Kinia była w pierwszej ciąży to scenarzyści też tak przerysowywali ów błogosławiony stan.
Olek ma coś w sobie. Sądząc po czołówce odcinka... Czyżby miało go coś połączyć z Kasią? I Marcinowi miałoby się odmienić skoro Kaśka, Olek i Marcin są pokazani razem? Hm.
A jeszcze co do Mareczka. Jakże pięknie to podsumowałaś. Dodam jeszcze, że obserwujemy teraz na ekranie wyraźnie przeciwieństwo Marka. Tomaszka. Fakt, żona mu nie umarła, tylko go zostawiła chociaż boli pewnie tak samo. A mimo to facet się trzyma. Jest wsparciem dla Zosi, co więcej - mimo tego, że żona go zostawiła dla innego - w rozmowach z Zosią, on Gośki broni. Ma klasę. Trzeba mu to przyznać.
-
Olek ma coś w sobie. Sądząc po czołówce odcinka... Czyżby miało go coś połączyć z Kasią? I Marcinowi miałoby się odmienić skoro Kaśka, Olek i Marcin są pokazani razem? Hm.
A ja nawet bym chciała ;D
Jakiś taki fajniejszy widzi mi się ten Olek. Twarz nieprzenikniona, czyli trochę tajemniczy, w kaszę sobie nie da dmuchać (nową sytuacją jest trochę zdezorientowany, więc przyjmuje pozę "no dobra nie poślę ich na drzewo, sprawdzę co to za... małpy, a potem się zobaczy"), jak widać daje sobie w życiu radę, potrafi o siebie zadbać, no i chyba nie jest tak cyniczny jak braciszek. Może to tylko tak na pierwszy rzut oka, który czasem jest mylący, ale tak sobie go wyobrażam <jezyk>
A chciałabym zobaczyć teraz Kaśkę, która trafiła wreszcie na tego jedynego, właśnie dla niej przeznaczonego (a znamy z życia własnego takie sytuacje prawda <szczerzy_sie>). Brakuje trochę w tym eMkowym bigosie takiego fajnego, romantycznego, ale nie przesłodzonego wątku miłosnego. takiego normalnego, ale z prawdziwą miłością, a nie na dzień, na tydzień, miesiąc...
-
Na końcu odcinka 1041 na Andrzeja napadają zbiry nasłane przez ...jak mu tam...Krupskiego? Napadają, aby go nastraszyć i odebrać telefon, z którym nagrał cenną próbę szantażu i zastraszenia. Napad zostaje przerwany dzięki młodym przechodniom...i koniec. W następnym odcinku zero wzmianki na ten temat. Czy ów przeżył czy nie? Czy ma pękniętą śledzionę czy może guza na głowie?
Pojawia się trzy odcinki później nasz Jędruś, bez uszczerbku na zdrowiu fizycznym. Z psychiką może być gorzej. Gdyby nie przerwał biegania dla narady to byłoby źle, ale przerwał i było jeszcze gorzej ::) Może Marta powinna sama zająć się skazaniem Łukasza (wracając do sędziowania), by ulżyć Wiktorowi <mysli>
Błagam. Niech mi ktoś powie z czym ma problemy Ala? Może mówi o tym bez przerwy, ale ja nie mogę jakoś zakumać :(
-
Ostatni odcinek to dowód na to, że marzenia się spełniają. Albo inaczej - marzenia się urealniają :D Dziwne, że Tomek sam sobie nie umie pewnych rzeczy uświadomić, bez czyjejś pomocy. Pewnie gdyby nie Andrzej to by do Tomka co nieco nie dotarło. Śmieszny jest trochę ten wątek.
Latania dwóch pszczół do jednego miodu czy ula....też nie komentuję. Tylko imię tej, o którą się chłopcy biją, jest bardzo ładne ;D
Dobrze, że Anka coś zaczęła sugerować Markowi, kombinować, bo już myślałam, że jej coś Mostowiaki zrobiły. Wolę ja charakterną, a ja takie roztopione masło.
Taki masłem jest Marek. ::) Ja już pomijam to, jakim cudem zostawił telefon w trakcie wybierania połączenia z Ewą. Jakieś kosmiczne są przypadki w ty serialu. Nie chodzi o to, co Ewa usłyszała a o to, czego nie usłyszała. Marek ciągle ją zapewnia, że to właśnie ją wybrał. Zapewnia Ewę, ale niekoniecznie twardo daje to do zrozumienia Ance. Ba. twardo jej tego nie powie. Za to z rozanielonym spojrzeniem daje się głaskać po rączce. ::) Masakra.
-
To co robił wczoraj Zduński podczas rozprawy sądowej to była parodia zawodu adwokata (nadal upieram się przy tym, że scenarzyści powinni się bardziej postarać bo to wygląda jakby aplikant się zatrudnił w kancelarii i po paru latach automatycznie został adwokatem). Te jego teksty - "kij ma dwa końce". Myślałam, że posikam się ze śmiechu. A on chyba myślał, że jest taki inteligentny i błyskotliwy :P No ale oczywiście, wszystko się dobrze skończyło, bo pracownik sklepu zrobił kopię! To ci dopiero niespodzianka w stylu cudem odnalezionego testamentu.
Reszta odcinka na czele z małą Baśką - niezbyt ciekawa.
-
To nie jest taki sam cud :) Oczywiście, że niesamowite, iż pracownik okazał się taki przewidywalny i przebiegły - pewnie wiedział, że na tym można będzie zarobić...bo jak o altruizm czy pomoc przedstawicielom prawa jakoś go nie podejrzewam ;P Ale...to pracownik tego samego sklepu, w którym powstał oryginał. Nie jakiś góral z podhalańskiej wioski, do którego właśnie dotarła tajemnicza przesyłka ;)
Natomiast ja ciągle nie wiem dlaczego testament znalazł się akurat u Kisielów <zniecierpliwiony> Niechby to było nawet w piecu kaflowym ukryte, ale w obejściu Mostowiaków ;)
Mnie tam Piotruś nie przeszkadzał, poddałam się ogólnemu napięciu. I temu strasznemu poczuciu, że właściwie za pieniądze i pozycję można zrobić wszystko.
A'propos, co się stało Wernerowi? <flaga>
-
Właśnie mnie to też po części ominęło, ale chyba go jakaś osa ukąsiła i dostał uczulenia.
-
Ach, to trochę szkoda. Bo zakładam, że osy nie napuścił ten cały wpływowy biznesmen <mysli> Szkoda właściwie, że to nic z tych rzeczy...byłoby bardziej ... dreszczykowo :P
Biedna jest ta rodzina. Jak nie ludzie rzucają kłody pod nogi, to los nie oszczędza. <bezradny>
-
Było do przewidzenia, że koniec końców Łukasza uniewinnią - choćby miał nawet anioł z Nieba zstąpić... Akcja z nagraniem, które "całkiem przecież przypadkowo" skopiował pracownik sklepu żenująco niewiarygodna, no ale trzeba było COŚ zrobić :)
W życiu prawdziwym pewnie chłopak wylądowałby w pace.
Swoją drogą jakąś absurdalną postacią jest sam ten Krupski - jakoś nie boi się dzwonić do wziętego adwokata i mówić "Zniszczę cię", nie mając przecież pewności czy ten np. nie nagrywa tego i nie zrobi z tego użytku - bo wystarczy, że Jędruś składa doniesienie o groźbach karalnych i Krupski ma jeszcze bardziej "pozamiatane" niż teraz, a jeszcze wiadomo, że ma potem zastraszać Łukasza, który może mu też taki sam numer z nagrywaniem wywinąć. Jakieś takie to dla mnie niewiarygodne.
-
A mnie podobał się wątek sądowy <usmiech>
Postawa Łukasza nie dziwiła. Młody w strachu był więc do głowy wpadł mu głupi pomysł. Dobrze, że się otrząsnął po telefonie dziadka. W ogóle Lucek to jest fajny gość. Nie wtrąca się prawie nigdy w sprawy dzieci, ale jak już trzeba coś zrobić, to prawi mądre rzeczy. Inni też pocieszali chłopaka. No właśnie pocieszali "będzie dobrze, nie martw się, wszystko skończy się dobrze", a dziadek wszedł Młodemu na ambicję, powołał się na jego honor, postawił do pionu jednym zdaniem "Mostowiakowie nie tchórzą". I to był strzał w dziesiątkę <brawo>.
To że sprawa pozytywnie się zakończy, to było do przewidzenia (ja bym się jednak nie upierała, że w realu zakończyłoby się paką: matka sędzia nie siedziałaby z założonymi rękami i czekała na cud, nie mówię, że też wzięłaby się za przekupywanie świadków, ale raczej dopilnowałaby policję, aby ta RZETELNIE przeprowadziła śledztwo, bo to policja w tym wątku zawaliła na całego: do niej należało zdobycie nagrania, sprawdzenie śladów hamowania, pozycji pojazdów po wypadku, innych czynników). Jednak ważniejsze było napięcie, oczekiwanie, a trochę tego ja na przykład doświadczyłam ;D Chociaż zgadzam się, że sprawa kopii nagrania dużo naciągana, ale w tym serialu są tak bzdurne wątki, że jeszcze jeden mu "nie zaszkodzi" ;D
Bardzo podobało mi się zaangażowanie Andrzeja w całą sprawę. Jako jedyny Coś robił. "Coś" przez duże "c". "Coś" tak dużego formatu, że Łukasz nazwał go "ojcem". Powiem szczerze, że trochę się wzruszyłam przy tej scenie z smsem od chłopaka. Umierająca Madzia i poświęcający się dla niej Pawełek to pikuś przy tym <jezyk>.
O dziwo podobał mi się też ?mecenas? Piotruś ;D. Choć do pewnego momentu tylko. Moim zdaniem bardzo dobrze zagrał strach na wieść, że ma być obrońcą. Uwierzyłam jego nerwom, przerażeniu. Widać było ogromną niepewność, obawę, stres. Chłopak rzucony był przecież na głęboką wodę: to był jego pierwszy raz, miał bronić bliską mu osobę, nie miał czym bronić.
To, że ględził bez ładu i składu wcale nie było tak rażące, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, co miało spowodować to ględzenie. Trzeba było bowiem grać na zwłokę, czyli gadać byle co (a o czym miał gadać, jak chłopak nie miał na czym się oprzeć).
Nie podobała mi się jednak jego postawa, gdy tę mowę wygłaszał. Jak za dotknięciem różdżki zniknęło przerażenie, zniknął stres, Zduński uśmiechał się od ucha do ucha, jakby był starym adwokackim wygą. A przecież nadal był ?tym niedoświadczonym?.
Marta po raz enty udowodniła, że jest ciamciaramcią i nadal ja nie mogę zrozumieć jak ona sprawowała do tej pory sędziowski urząd. Toż to rozchwiana emocjonalnie kobieta. I nie ma znaczenia, że sprawa dotyczyła jej syna. Babka nic nie robiła, kompletnie nic. Oprócz narzekania.
Najpierw zostawiła syna sobie samemu i poleciała pocieszać kogoś innego. Potem się dziwiła, że chłopak nie chce z nią gadać. Potem, że uciekł (Luckowi wystarczył jeden telefon), potem, że Andrzej się niczym nie przejmuje, że jej nie wspiera (a to jemu sama powierzyła opiekę nad Łukaszem, gdy sama wspierała Wiktora, a to przecież Andrzej zrezygnował ze spotkania z własnym synem, aby być z rodziną w trudnych chwilach). Po prostu słaba kobieta. Jak to się ma do jej pracy zawodowej? Przecież ludzie już na powitanie zjedliby ją bez popitki.
Jak zwykle perypetie Pawełka, Mareczka, Tomeczka ? nuuuuudy na pudy. Chłopaki bez ikry, bez polotu, bez pomysłu. I czym oni tak te kobiety czarują, że lecą do nich jak do miodu, to ja nie wiem ;D . Chociaż jak się tak zastanowić, to te babki też nieciekawe. Ala bezpłciowa, kamienna, niemrawa. Ewa infantylna, cukierkowata, beztroska. U Agnieszki te same ?objawy? jak u Marty ? słaba psychicznie pani prokurator, której ktoś, kto miał nieźle w czubie dał przydomek ?Żyleta?.
Czyli co? Swój ciągnie do swego? <mysli>
Swoją drogą jakąś absurdalną postacią jest sam ten Krupski - jakoś nie boi się dzwonić do wziętego adwokata i mówić "Zniszczę cię", nie mając przecież pewności czy ten np. nie nagrywa tego i nie zrobi z tego użytku - bo wystarczy, że Jędruś składa doniesienie o groźbach karalnych i Krupski ma jeszcze bardziej "pozamiatane" niż teraz, a jeszcze wiadomo, że ma potem zastraszać Łukasza, który może mu też taki sam numer z nagrywaniem wywinąć. Jakieś takie to dla mnie niewiarygodne.
Andrzej wszystkich rozmów nie musi nagrywać. A skąd może wiedzieć, że do niego dzwoni Krupski? To samo z rozmową z Łukaszem. Jeśli nie spodziewasz się takiej rozmowy, nie wiesz, o czym ona będzie, to nie nagrywasz. Poza tym tacy szemrani, bardzo głęboko szemrani ludzie mają przekonanie, że nikt im nie podskoczy.
A jak myślisz, czemu niektórzy godzą się na płacenie haraczy za ?ochronę? na przykład lokalu? Przecież wystarczy założyć monitoring i dowód jak się patrzy w sądzie mamy. Tylko ludzie boją się, że po zapłatę, i to w gorszym wydaniu, przyjdą kumple ?tamtych?.
Kurczę, coś mi się w klawiaturze poprzestawiało i nie zapisują mi się niektóre znaki <histeryk>
-
Myślę podobnie. Żeby nagrać pogróżki trzeba by nagrywać wszystkie rozmowy jak leci. Poza tym Andrzej już jedno nagranie zrobił i mało się z życiem nie pożegnał. Tak więc to chyba nie jest takie proste.
I, niestety, w realnym świecie jest masa osób, na których nie ma żadnej rady, żadnego policjanta i żadnego paragrafu. Ludzie potrafią kombinować okropnie, od najdrobniejszych spraw po ciężkie przestępstwa i zbrodnie. Wszystko uchodzi im na sucho. Jakim cudem?
Świetna charakterystyka "eMkowych" kobiet, El <ok>
-
No właśnie pocieszali "będzie dobrze, nie martw się, wszystko skończy się dobrze", a dziadek wszedł Młodemu na ambicję, powołał się na jego honor, postawił do pionu jednym zdaniem "Mostowiakowie nie tchórzą". I to był strzał w dziesiątkę <brawo>.
Stary Lucek ma to do siebie, że jak coś powie to konkretnie. Jedna z nielicznych w 100% lubianych przeze mnie postaci.
Bardzo podobało mi się zaangażowanie Andrzeja w całą sprawę. Jako jedyny Coś robił. "Coś" przez duże "c". "Coś" tak dużego formatu, że Łukasz nazwał go "ojcem". Powiem szczerze, że trochę się wzruszyłam przy tej scenie z smsem od chłopaka. Umierająca Madzia i poświęcający się dla niej Pawełek to pikuś przy tym <jezyk>.
A jednak można nakręcić taką scenę bez patosu zalewającego ekran. Też się przy tym wzruszyłem tak naprawdę - bo z umierającej Madziulki-bidulki to się śmiałem jak głupi.
Co zaś do Jędrusia - co by o nim nie mówić, kolejny raz można było się przekonać, że w sytuacjach kryzysowych daje z siebie wszystko.
Bo to co Marta sobą przez ten trudny okres prezentowała, to..... poniżej wszelkiej krytyki. Pokazała, że jest nikim - jako prawnik a przede wszystkim jako matka.
Andrzej wszystkich rozmów nie musi nagrywać. A skąd może wiedzieć, że do niego dzwoni Krupski? To samo z rozmową z Łukaszem. Jeśli nie spodziewasz się takiej rozmowy, nie wiesz, o czym ona będzie, to nie nagrywasz. Poza tym tacy szemrani, bardzo głęboko szemrani ludzie mają przekonanie, że nikt im nie podskoczy.
No tak masz rację, łatwo jest tak mówić już po czasie. Mam tylko nadzieję, że młody nie zlęknie się gróźb biznesmenka - no właśnie - czy on będzie czegoś chciał od Łukasza czy już tylko go straszył?
Czy Krupski taki szemrany? Raczej mafiozo to on nie jest - ot mocno uparty facet z dużą kasą i parciem na osiągnięcie swoich celów (wyratowanie synalka od "kratek" za wszelką cenę)- że robi to półlegalnie to inna rzecz.
-
Konkurs na największego głupka odcinka wygrał... Marcin!
Tu go nagle walnęło! Zmienia swoje życie, rzuca dziewczynę, biega i szuka tajemniczej uratowanej Eryki. Odnajduje ją, żyć bez niej nie może, big love na całego, a nagle zmiana... Oj pomyłka, tęskni za Kasią, no straszne.
Ciąża Natalki... Ciekawe, ciekawe. Bardzo mnie też ciekawi kto jest ojcem.
-
Ciąża Natalki... Ciekawe, ciekawe. Bardzo mnie też ciekawi kto jest ojcem.
Zagadka: a jakie nasza Owieczka ma preferencje co do facetów? :D Gdy wszystko wyjdzie na jaw to na pewno się nie zdziwimy.
-
Lubię Marcina, ale wkurza mnie takim skakaniem z kwiatka na kwiatek. Tutaj nagle przeżywał wielką miłość, która mu się znudziła po ilu? Dwóch tygodniach?
Kasia teraz prosi, żeby ją zostawił, udaje twardą, ale pewnie i tak za jakiś czas zmięknie. Nawet zdzierżę tę parę, jeśli nasza Kasieńka nie będzie wiecznie się do niego łasić.
Nigdy nie sądziłam, że to napiszę, ale zaczęła mi się podobać Ruda! Zwłaszcza jej kontakty z Zosią i to, że nie buntuje małej przeciwko Gośce (przy okazji - głos odczytujący SMS-a był głosem Basi Kurdej-Szatan, nie Koroniewskiej, prawda?).
Natalka, jej rzekoma ciąża, zakochanie na zabój i ta cała z nią otoczka - jakoś nie zrobiła na mnie wrażenia.
Ogólnie odcinek poniedziałkowy i wtorkowy - słaby - co widać po "dyskusji" jaka się tu toczy ;)
-
Nigdy nie sądziłam, że to napiszę, ale zaczęła mi się podobać Ruda! Zwłaszcza jej kontakty z Zosią i to, że nie buntuje małej przeciwko Gośce (przy okazji - głos odczytujący SMS-a był głosem Basi Kurdej-Szatan, nie Koroniewskiej, prawda?).
Natalka, jej rzekoma ciąża, zakochanie na zabój i ta cała z nią otoczka - jakoś nie zrobiła na mnie wrażenia.
Maleńka jaka zmiana :) MI też się ostatnio zaczęło to podobać. Pewnie jak to pod koniec sezonu Gocha wróci, namiesza i trzeba czekać do września. Jak dla mnie to Gośka mogłaby wcale nie wracać. Przyjemnie się ogląda Agę z Tomkiem.
Natalki ciąża, no cóż....było to bez sensu. Po raz kolejny pokazali, że Natalka jest jakimś wielkim nieogarniętym człowiekiem. Czy oni naprawdę po raz kolejny muszą ją pakować w jakieś kłopoty? Zmiana by się przydała.
Zaciekawił mnie wątek Ewy i Marka. Szczególnie wczorajsze sceny. Ahhh rozmarzyłam się troszkę ;) Chociaż po tym co ma się dziać w następnych odcinkach (Marek z Anną, jego zazdrość o nią) to mi się odechciewa wszystkiego. Głupiutki ten Marek czasem, a Natalka to chyba po nim ma.
-
Głupiutki ten Marek czasem, a Natalka to chyba po nim ma.
A Natalka jest chyba adoptowanym dzieckiem, tak samo jak Ula.
Czy wiadomo cos o biologicznych rodzicach Natalki?
-
A to ja wiem, że adoptowana, ale tyle się na Marka przez laty napatrzyła, że na nią przeszło.
-
Żałosna rozmowa Myszki z Lucjanem... Może i zamysł nie był taki zły, ale to "tatusiu", "Boże ja tak czekałam"... Wyszło strasznie nienaturalnie, sztucznie, jakoś mnie odrzuciło.
Kaśkę rozumiem, zraniona, biedna dziewczyna, ale... Policzek byłby jak najbardziej na miejscu, gdyby się opierała, nie chciała go całować, on to robił na siłę... A ona sama ten pocałunek odwzajemniła, a potem liść.
Marcin się zmienia. Miłe dla oka były sceny w szpitalu, rozmowa z chorym chłopcem, tylko znowu - cudowna przemiana w eMce.
No i Baśka, Ala, Pawełek - jakoś zaczyna być to powoli męczące.
-
Kaśkę rozumiem, zraniona, biedna dziewczyna, ale... Policzek byłby jak najbardziej na miejscu, gdyby się opierała, nie chciała go całować, on to robił na siłę... A ona sama ten pocałunek odwzajemniła, a potem liść.
Bo ten policzek to nie był za całus, a za wykorzystanie sytuacji ;D
A że go nadal kocha, uczucie wzięło w tym momencie górę i pocałunek oddała. Gdy wróciła do rzeczywistości, przypomniała mu, że ma najpierw pokazać, że się zmienił, a potem dopiero może da mu jeszcze jedną szansę.
Marcin się zmienia. Miłe dla oka były sceny w szpitalu, rozmowa z chorym chłopcem, tylko znowu - cudowna przemiana w eMce.
Moim zdaniem nie taka znów cudowna. Raczej realna.
Marcin nie jest w duszy takim złym człowiekiem. To był (bo się zmienia) rodzaj lekkoducha, zblazowanego młodego człowieka, niezbyt groźnego cynika. Uśpioną wrażliwość mógł skrywać gdzieś na dnie serca, całkowicie o niej zapominając. Obudził ją widok małych pacjentów, z taką "normalnością" cieszących się z każdego dnia życia, jakby wcale nie byli śmiertelnie chorzy. Bezpośrednia konfrontacja z takim widokiem może walnąć obuchem w głowę i zmienić spojrzenie człowieka na własne życie. Myśli sobie taki "dramat tych maluchów to Mount Everest wobec moich maluczkich problemów". Bo dotychczasowa postawa Marcina, to efekt użalania się nad sobą, złości, że życie tak go potraktowało (uraz po porzuceniu przez matkę).
Myślę, że swoje trzy grosze do tej przemiany dolał także... Olek. Marcin dostrzegł, że jego brat też nie miał lżej, a może nawet gorzej, a mimo to osiągnął o wiele więcej w swoim życiu niż on. Jest porządnym facetem, dobrze wykształconym, docenianym zawodowo, ustabilizowany finansowo. Tak więc Marcin zapragnął mieć w końcu normalne życie.
No i Baśka, Ala, Pawełek - jakoś zaczyna być to powoli męczące.
Ten wątek jest nudny jak flaki z olejem. Sceny z tą trójką nic nie wnoszą. Wloką się bez żadnego znaczenia przez kilkanaście odcinków. Frycz gra beznamiętnie, mam wrażenie, że w każdym odcinku bolą ją zęby, albo cierpi na niestrawność. A mała Baśka za bardzo głupio dorosła jest. Bije od tej jej mądrości sztucznością na kilometr.
Rozmowa Marcina z babcią Mostowiakową głupia do entej potęgi. Po co ją pokazali, to ja nie wiem. Chyba tylko po to, żeby kolejny raz pokazać, że Barbara to wścibska kobieta jakich mało ::)
Oczywiście dzisiejsze kulisy to primaaprilisowy żart ;D Ale ładnie zgrali scenki z sensacyjnymi opowieściami Janka, Marka i Olka.
-
Ludzie! Błagam! Zakończcie jakoś wątek Ali i głupio dorosłej Basi. Ta para jest tak denerwująca, że aż strach <zniecierpliwiony>.
Nawet Madziulka mnie tak nie irytowała.
Na pudle "postaci beznadziejnie beznadziejnych", na drugim miejscu, umieszczam Mareczka i Ewusię. Są tak papierowi i przezroczyści, że aż... też strach. Nijakie to, mdłe, rozmemłane. W tych ich amorach wieje nudą na kilometr. I żadne "romantyczne" wypady do spa, czy innych mazurskich "puszcz" tego nie zmienią.
-
Piona, El!
Czarę goryczy przelały te oświadczyny w blasku światełek bożonarodzeniowych... <flaga>
"Marek...mam dość wyjazdów romantycznych, kolacyjek...czy mógłbyś się ze mną ożenić?!"
"Eee...no nie...Ewa...no nie...No nie....Ewa...no wiesz co...no nie..." <mysli>
Co za emocje.
Dużo lepiej to wychodzi Tomeczkowi i Agusi, choć jej nie trawię i jej mimozowatości nie cierpię.
Charakter ma Anka, no ale scenarzyści postanowili z niej zrobić takiego pieska skamlącego za Markiem a to on powinien skamleć za nią.
I'm back.
-
Jean! W końcu!
Śmiać mi się chciało z tego, co zrobili z Anną. Stała zauroczona przed Mareczkiem, trzepotała rzęskami, mrugała oczkami, wpatrzona, uśmiechnięta, podziwiam Cię, jesteś taki wspaniały, cudowny i... czarna polewka.
Litości! Kogo oni robią z tego Marka? Bez przesady, naprawdę nie ma za kim latać!
Za Wernera niech się lepiej Anna nie zabiera. Babiarz, podrywacz, długo stałego miejsca przy nim nie zagrzeje, aczkolwiek jak dostałabym znowu kosza od miłości życia to chyba skusiłabym się na taki wyjazd, dla oderwania się od tego wszystkiego.
Dawno się nie wynudziłam podczas oglądania eMki - jak dzisiaj.
Jedyne, ciekawe i miłe dla oka sceny (nie sądziłam, że to kiedyś napiszę) to te z Anną i Wernerem. Naprawdę aż przyjemnie się na nich patrzyło.
Milusia Ewusia, Mareczek, strażniczka porządku Baśka wraz z Kisielową, Antek i Mateuszek - to była totalna masakra. Dno i metr mułu.
W takich ilościach jak dzisiaj, są nie do przyjęcia.
-
Czy jeżeli tuż przed ślubem Ewuni i Mareczka przyjdzie policja i powie, że przez ich dzieci zginał człowiek to też powiedzą: "Dość tego. to jest nasz dzień?" Czy naprawdę nie można zastosować jakichś środków wychowawczych wobec tych dwóch? Czy ci dwaj nie mogą wreszcie zmądrzeć? Czy Marek nie powinien się wreszcie zabrać za wychowywanie a nie otwieranie sex shopów czy innych biznesów? (swoją drogą nie wiedziałam, że on taki obrotny jest i taki kasiasty. Do połowy serialu odwalał g.... <mysli>...nawóz naturalny).
Podobała i się reakcja ojca Ewy na wieść o zaręczynach <ok> Mnie też najbardziej byłoby szkoda butelki. :)
Zgadzam się - beznadziejny był to odcinek. Ostoja moralności Grabiny (bynajmniej nie ksiądz) - Barbara wzbiera na jeszcze większe wymioty niż Marek - amant. Najważniejsze jednak, że jej modlitwy zostały wysłuchane co do małżeństwa synka.
Jedyne, ciekawe i miłe dla oka sceny (nie sądziłam, że to kiedyś napiszę) to te z Anną i Wernerem. Naprawdę aż przyjemnie się na nich patrzyło.
Tak, właśnie. Wspomniałaś, że Werner to babiarz. Tak, ale dlaczego tak jest...Wydaje mi się, że jednak szuka jakiejś poważniejszej relacji - tak było w przypadku Agnieszki <mysli>
Chociaż jak siedzą z Jedrusiem w knajpie, gdzie pan mecenas zabiera się za wyrywanie młodych lasek to aż żałosnie to wygląda <slucha>
-
Jean wróciła! <jupi>
Czy jeżeli tuż przed ślubem Ewuni i Mareczka przyjdzie policja i powie, że przez ich dzieci zginał człowiek to też powiedzą: "Dość tego. to jest nasz dzień?"
Prawie tak samo pomyślałam ;D
Z drugiej strony u Ewuni i Mareczka to nie pierwszyzna. A kiedy oni się dziećmi przejmowali? Że chłopaki wagarują, po nabrzeżach się tułają? To pikuś, nasza parka niemal pod ich bokiem bara-bara sobie na trawce urządza. Że włóczą się po lasach i polach? Że mają jakieś pomysły? E tam, kogo obchodzi, że je mają. Akcja charytatywna? Jaka, na czym ma polegać, pod czyją opieką? Że chłopaki sznury lampek naznosili? Co z nimi będą robić, kto do prądu będzie je podłączał? E tam nieważne. Zamarzył się rankiem wypadzik we dwoje? Nic straconego. Już po południu bach! dzieciaki do babci, a sami fruuu!
A potem Mareczek rączki załamuje! "Gdzie błąd popełniłem?" <histeryk>
A tak w ogóle, to Mostowiakowie strasznie się syrenami strażackimi przejęli "Chyba gdzieś w Grabinie się pali". A niech się pali, to przecież dzień Mareczka i Ewy.
Czy Marek nie powinien się wreszcie zabrać za wychowywanie a nie otwieranie sex shopów czy innych biznesów? (swoją drogą nie wiedziałam, że on taki obrotny jest i taki kasiasty.
No przecież Michał sugerował jakieś przekręty ze skarbówką. Może wcale ich nie uregulował. Najlepsze było jak wczoraj z entuzjazmem Ewci wciskał ciemnotę, że sklep z bielizną to taki intratny interes. Majtki schodzą z półki jak świeże bułeczki <hahaha>. Na bank ludziska w Lipnicy, czy innej Grabinie co tydzień nowy zestaw majtek kupują, a raz w miesiącu bieliznę termiczną sobie fundują. Jak znalazł na... narty będzie <hahaha> A może i z innych województw ludzie wyprawy po majtki do Markowego salonu urządzają, bo u niego są ze złota, nie drą się, ładnie pachną? <mysli>
A Barbarę na wójta, pana i plebana trza wybrać, bo to kobieta nie z tej ziemi, krajanka Supermena, seniorka supermenka. Wszystko zrobi, wszystko załatwi i w ogóle wszystko wie najlepiej. Toć jak ona będzie rządy w trzech osobach sprawowała, to Grabina mlekiem i miodem płynąć będzie ::)
Akcja Barbary i Kisielowej na posterunku policji to jakieś science fiction dla ubogich ::)
Podsumowanie odcinka: dno i nuda.
-
Jakoś całkiem przypadkiem obejrzałam ten odcinek.
Myślałam, że Barbara nie może już bardziej załamywać, a jednak... może.
Nie znoszę jej. Tak strasznie, strasznie jej nie znoszę. Wykład jaki strzeliła Markowi w progu, no i ten posterunek :P Nie wiem, o co dokładnie chodziło w tej całej sprawie, bo widziałam ten odcinek po dłuuugiej przerwie, ale generalnie babcia Basia w cudowny sposób przypomniała mi, czemu już tak nie lubię tego serialu. :P
Ewa i Marek jak na moje oko... pasują do siebie wyśmienicie. Wszystko wszystkim, ale nie bardzo zrozumiałam, czemu chłopcy mieli wolne od szkoły... I to jeszcze, żeby jakoś świętowali te zaręczyny... Nie wiem, uroczyste śniadanie, uroczysty obiad, wypad do lunaparku... A tu... zrobili wolne, nie zorganizowali dnia, dzieciaki się poszwędały, napsociły... A reakcja rodziców na psotę... no cóż :P W końcu spalenie kawałka podwórka komuś to nic takiego, takie delikatne zakłócenie radosnego dnia :P Swoją drogą interesujący jest sposób przedstawiania ich relacji... Oni zawsze tacy? W sensie głośni, ćwierkający, przesadnie pokazujący miłość, radość, szczęście i inne? :P Wybitnie nienaturalnie im to wychodzi. Albo po prostu ich bardzo nie lubię i ich zachowanie działa na mnie drażniąco :)
No i jedyne na co zwróciłam uwagę, to Anna i Werner. Nie wiem, czy on babiarz, czy nie, ale rzuciło mi się w oczy kilka odcinków, w których zalecał się do Agnieszki. On chciał, ona nie wiedziała, czy chce, on coraz bardziej chciał, starał się... I teraz obejrzałam sobie kilka scen z nim i z Anią.. I mam wrażenie, że on znowu chce. Przecież to w mieszkaniu było naprawdę urocze. Jej należy się normalny związek, jemu tak jakby też. Od czasów nauczyciela Arka nie widziałam przy jej boku nikogo sensownego, w ogóle bardzo psuli jej wątek, a teraz optymistycznie zobaczyłam szansę na normalną relację dwojga ludzi, którym się to zwyczajnie należy. :P
Chyba, że oceniam coś wyrwanego z kontekstu, co nie jest takie, na jakie wygląda, wtedy możecie mnie poprawić i sprowadzić na ziemię.
Podsumowując... smutno się ogląda teraz "M jak miłość". Co gorsze byłabym w stanie wrócić, bo ciekawi mnie wątek Anny i Wernera :P :P
-
Ewa i Marek jak na moje oko... pasują do siebie wyśmienicie. Wszystko wszystkim, ale nie bardzo zrozumiałam, czemu chłopcy mieli wolne od szkoły... I to jeszcze, żeby jakoś świętowali te zaręczyny... Nie wiem, uroczyste śniadanie, uroczysty obiad, wypad do lunaparku... A tu... zrobili wolne, nie zorganizowali dnia, dzieciaki się poszwędały, napsociły...
O, no właśnie. Zapomniałam o tym wspomnieć.
Kolejna klęska wychowawcza.
Co do Anny i Wernera zgadzam się i z Jean, i z mindreader.
Oni nawet o wiele bardziej do siebie pasują wizualnie.
I tak w ogóle, to nawet się cieszę, że powprowadzali nowych bohaterów, bo zdaje się, że pomysły co do rodu Mostowiaków powypalały się scenarzystom. Wszystkie wątki z nimi związane bezpośrednio są do bani. Albo sztuczne, albo nudne.
-
Ewa i Marek[...]Oni zawsze tacy? W sensie głośni, ćwierkający, przesadnie pokazujący miłość, radość, szczęście i inne? :P
<flaga>
Masz rację, oboje pasują do siebie jak ulał. Nawet mi się to na pewien sposób podoba - niech się ta dwójka trzyma razem i już. Byle Marek zapomniał o Ance całkowicie i Anka też żeby przestała za nim skomleć, bo nie mogę znieść tego jak ona się upokarza. Jak najbardziej można połączyć ją z Wernerem. Myślę, że on w gruncie rzeczy szuka poważniejszego związku i jeśli go znajdzie to nie okaże się chorągiewką.
Natomiast Mareczek niech się z Ewcią obściskują do woli, byle nie cały odcinek, nie w każdym odcinku i nie tak tandetnie. Jedno jest drugiego warte.
-
Kartka od pielęgniareczki w czekoladkach i to jeszcze z takim wyznaniem ::) Kiepska telenowela. Wychodzi na to, że w tym szpitalu w ogóle nie chodziło o dzieci tylko jak zwabić przystojniaka. I oczywiście, jak zwykle, tę kartkę najpierw musiała znaleźć ukochana bohatera. Jakie to oklepane. I teraz się nigdy Marcin nie zdąży zrehabilitować, bo zawsze będzie "coś". <bezradny>
Kaśka dla odmiany zrobiła się ostrożna, poważna i nieustępliwa. Niby dobrze, bo ileż można było się narzucać ze swoją miłością. Przeszła jednak na drugi biegun - najpierw totalnie naiwna i głupia, potem aż przesadnie ostrożna. Marcin nigdy nie był ideałem. Kiedy był draniem to jej to nie przeszkadzało. Twierdziła, że go będzie kochała mimo wszystko, że go nauczy kochać. Aha ha co to było. Teraz, kiedy facet się stara i skacze wokół niej to nawet nie próbuje dać mu szansy. Nie próbuje uwierzyć, że tym razem to nie ściema i że mówi prawdę. :ysz:
-
Dodatkowo - buty, które sobie sprawiła za 650 zł, mnie kosztowały 150 zł :P Tylko nie brązowe, a takie grafitowe :D
Swoją drogą - scena była przesadzona ;)
Wczorajszy odcinek to jakaś masakra. Zwłaszcza Marek i Ewa. Jakie to nudne, zaręczyny na siłę, nie wiem co to w ogóle było, ale męczyło mnie oglądanie scen z nimi.
Jedynie zabawne było wylanie zupy na bluzkę Ewy i jej - wyjeżdżamy...
Potem Pawełek z swoją "córką" z wyłupiastymi oczkami i ta cała ferajna - nie do strawienia.
-
Zgadzam się nudy, nudy nudy, irytacja, irytacja, irytacja. Tak mogę krótko określić swoje odczucia względem ostatniego odcinka.
Badziewne zaręczyny Mareczka i Ewci i równie badziewny wątek nowego sklepu. Co w tym jest ciekawego? Jeszcze plotkara babka Mostowiakowa. No ludzie, czy ona musi wszędzie swój nos wściubiać? "Jak mogłaś się zgodzić, aby Marek zatrudnił biuściastą blondynę?"
Brawo, dużo zaufania ma matka do swojego syna. A i ocenianie ludzi po wyglądzie "świetnie" jej wychodzi. Ta, co błąkającymi się po świcie samotnymi duszami się zaopiekuje.
No i gwóźdź serialu - mała Barbara. Paweł to ciapa do entej potęgi, zaś ta mała wyrasta nam na ewenement na skalę światową. Nic bez niej się nie zadzieje. Basia wszystko załatwi (może z tego samego szczepu pochodzi, co duża Barbara?). No proszę Basieńka pstryknęła paluszkami i Pawełek karierę telewizyjną już zaczyna. Aż się boję, co ona będzie wyprawiała, jako nastolatka lub dorosła.
A tak w ogóle, co to za matka, która pozwala dziecku ustawiać jej życie, pozbawiając małej dzieciństwa. Słowa "Nie mam na nią wpływu" to klęska wychowawcza. No tak, najlepiej machnąć ręką i pozwolić dziecku robić, co ono chce.
-
To jakie jeszcze przysłowie podsunąć <mysli> "Kto szuka, ten znajduje"? <mysli> Przyda się przy Olku. A'propos, facet chyba pierzchnął przed swoim idealnym życiem i idealną narzeczoną <mysli>
O czym właściwie był ten odcinek? <bezradny> O Jance co robi prezenty będąc na minusie?
Natomiast doszłam do wniosku, że sceny Tomka z Agnieszką bardzo mi się podobają <olaboga> W odróżnieniu od Mareczka świętego i jego księżniczki Ewuni.
-
Jeszcze była Kasia, która do czasu dzielnie znosiła telefony innych kobiet do ukochanego ;)
Janka jest żałosna. Najlepiej to było widać w szpitalu, jak docinała Marcinowi, a ten ją spokojnie gasił.
Prezenty mnie zdziwiły ;) Ale bardziej mnie zdziwiła propozycja Sylwestra w górach wiedząc, że się ma wydatki w okolicach 3000 zł. Chyba, że sobie szuka lekarza-sponsora? ;)
Andrzejkowi to najchętniej strzeliłabym w papę za te flirciki z Sonią (okropne imię). Tomuś i Zosia płaczący bo Gośka po rozwodzie chce wyjść za mąż za Michała. Zupełnie nie rozumiem ich zdziwienia. Chyba po to chce rozwodu. Czy oni się jeszcze czymś łudzili?
Sceny między Tomkiem i Agą mnie zbytnio nie zachwycają ;) Ale może to z powodu mojej niechęci do Agnieszki i tego co kiedyś wyprawiała.
-
Tomuś i Zosia płaczący bo Gośka po rozwodzie chce wyjść za mąż za Michała. Zupełnie nie rozumiem ich zdziwienia. Chyba po to chce rozwodu. Czy oni się jeszcze czymś łudzili?
Może nie spodziewali się, że to nastąpi tak szybko; że się z tym oswoją. Przynajmniej kilka miesięcy. Jednak skoro dziecko w drodze to, doprawdy, nie ma na co czekać :P Dziś rozwód, jutro ślub.
-
Nikt nie pamiętał o panu Stefanie... A starszy człowiek tak się cieszył na tego Sylwestra w ich towarzystwie. Nie chcę nawet myśleć co musiał czuć całując klamkę :/
Tak cudownie się żyje w tej Warszawie... Ale co ja się dziwię, że wzięty adwokat kupił żonie nowy samochód? Normalka.
Cała ta sprawa z domowym porodem jakoś średnio mnie ciekawiła.
Jedynie miło, że Kaśka z Marcinem w końcu się pogodzili.
I fajnie jest popatrzeć, że facet dojrzeje. W końcu.
-
Tak, pogodzili się. Co prawda Katarzyna nie powiedziała ostatniego słowa, Marcin musi się bardzo starać, ale mały seks sobie zawsze można strzelić. Zamiast aerobiku albo joggingu. Jestem zacofana.
Mnie sprawa z porodem interesowała. Po pierwsze, mocne wejście Maryśki. Jak dobrze, że wróciła. Jakiejkolwiek głupiej sceny nie miałaby zagrać w tym serialu to jednak to stara twarz, kojarząca się ze starymi czasami, no i ten głos, za którym ja osobiście się stęskniłam :P
Po drugie, naprawdę można tak szybko urodzić dziecko? :ysz:
Końcowe wstawki ze szpitala trochę zabawne - niczym Święta Rodzina z Nazaretu. Serio. Tylko jakoś ciężko na Deszczowej dostrzec stajenkę.
Nie wiem jak można było zapomnieć o starszym człowieku, którego się zaprosiło na kolację. Od razu widać emocjonalne zaangażowanie w to zaproszenie. Zapomnieli przez zamieszanie z Kingą?
Paweł się przejął, pod drzwiami stał...co z tym czasie robiła Ala i Basia z wyłupiastymi oczami? Nie widać ich tam - pojawiają się dopiero w szpitalu (kolejna Święta Rodzina) na oficjalnej prezentacji przed Marysią. Czy one nie mogły pomyśleć o uprzedzeniu starszego pana o zaistniałej sytuacji. Doprawdy rozwalające.
-
Paweł się przejął, pod drzwiami stał...co z tym czasie robiła Ala i Basia z wyłupiastymi oczami?
Te dwie mogły siedzieć w samochodzie. Co w tym czasie robiła Lenka Zduńska? <mysli>
-
Paweł się przejął, pod drzwiami stał...co z tym czasie robiła Ala i Basia z wyłupiastymi oczami?
Te dwie mogły siedzieć w samochodzie. Co w tym czasie robiła Lenka Zduńska? <mysli>
Lenka była u Marty. Kinga na początku odcinka pokazywała Piotrkowi zdjęcie jak Lenka z Anią przystroiły dom Marty.
-
Nie wiem jak można było zapomnieć o starszym człowieku, którego się zaprosiło na kolację. Od razu widać emocjonalne zaangażowanie w to zaproszenie. Zapomnieli przez zamieszanie z Kingą?
Paweł się przejął, pod drzwiami stał...co z tym czasie robiła Ala i Basia z wyłupiastymi oczami? Nie widać ich tam - pojawiają się dopiero w szpitalu (kolejna Święta Rodzina) na oficjalnej prezentacji przed Marysią. Czy one nie mogły pomyśleć o uprzedzeniu starszego pana o zaistniałej sytuacji. Doprawdy rozwalające.
Paweł jak Paweł, ale ta mała, że zapomniała o gościu. Przecież to jej pomysł był. No i jak zwykle zrobili z niej przy tym nadzwyczajne dziecko. Nawet panom policjantom się stawiała.
Swoją drogą pewnie z czasem się okaże, że ów sylwestrowy gość jest kimś bliskim dla małej (zdjęcie Basi na komodzie pana). Jakiś zaginiony dziadek, który odpokutowuje dawne grzechy i błąka się po ulicach? <mysli>
A mnie się wątek Kaśkowo-Marcinowy podoba. Na tle pozostałych bzdurnych (zwłaszcza Ewkowo-Markowych i Alkowo-Pawłowych) prezentuje się nieźle. On dorośleje, ona mądrzeje. On uczy się nowego, ona stawia warunki. Powinni oboje na tym skorzystać <tak>
-
Nie wydaje mi się by na zdjęciu u pana Stefana była Baśka. Widziałam tam raczej dziewczynkę podobną, z dwoma warkoczykami. Może jakaś zaginiona wnuczka? Może zdjęcie córki?
Dlatego go tak do Baśki ciągnie, przez to podobieństwo.
-
Po pierwsze - kiedy zobaczyłam tę "oświatełkowaną" chałupę Mostowiaków, to aż usiadłam z "wrażenia". Zdecydowanie przerost formy nad treścią, który dopadł ogół Polaków kilka lat temu robiąc z nich małych snobów. Do Grabiny moda dotarła dopiero teraz, bo dopiero teraz Marek wszedł do Unii ;P
Po drugie - nie wiedziałam, że ser żółty, bułki i pomidory trzeba najpierw odgrzać, żeby zjeść na kolację :o
Po trzecie - tyle razy prosiłam, żeby nie pokazywać św. Marka bez koszulki...znaczy nago od pasa do szyi :ysz:
Barbara miała aż dwie akcje w jednym odcinku - najpierw rzuciła się do Ulki o tort, potem skoczyła na Maryśkę...chociaż tutaj miała dużo racji. I nie pamiętam, żeby Małgosia pseudo "szczurzyca" jako specjalnie sygnalizowała, że jej w małżeństwie z Tomkiem źle <mysli> Poza ostatnia sprawą z samochodem, przy której jej nie pomógł. A tak? Chodziła gdzie chciała, jeździła gdzie chciała (miesiącami szlajała się po Europie), w nosie miała wszystkich, bo na przykład...miała pilną robotę.
Błagam, jaka miłość?
Kiedyś już kochała Michała ( już wtedy biedny nie był) a pierwsze co zrobiła to trzasnęła sobie z tej miłości romans z Badeckim. ::)
Goska nie kocha - Gośka będzie z każdym, kto zapewni jej życie na wysokim poziomie.
Jednak strasznie fajnie widzieć Marysię i Pieńkowska wygląda ładnie.
Kinga tydzień po porodzie, w dżinsach sobie ot tak biega. Jeszcze po takim trudnym, domowym. Nic jej nie jest, nic nie boli, nie obciera, nie kapie. Nie, no spoko, niektórzy mają więcej szczęścia.
Scenarzyści chyba chcą zrobić powtórkę z Gałązkowej <olaboga>
Trochę przykry stosunek Irka do adoptowania dzieci. Przy okazji, Mirka nie chce mieć swoich dzieci, w sensie, urodzić?
Nie, nie uważam, że adoptuje się wyłącznie wtedy, gdy się nie może mieć własnych - pytam z ciekawości.
-
Nie mogę patrzeć na Ewunię i Mareczka - ta słodycz aż się z nich wylewa. Litości!
Kinia - fakt, po porodzie, a ta wymuskana, wymalowana, wygląda kwitnąco ;)
Choć wątek z psychiczną Beatą mogli już sobie darować. Nie lubię czegoś robionego na siłę.
Co do opisu Gośki - zgadzam się w 100 % ;)
-
Co
do starszego pana, to czytałam gdzieś, że okaże się, że to jest ojciec
Jurka, czyli dziadek Basi.
A Mirka i Irek starają się o dziecko ale w jednym z odcinków było
wyjaśnione, że mogą mieć z tym problemy. Swoją drogą to aż miło mi się
ich ogląda teraz, kiedy dojrzeli. Niedawno widziałam jakiś stary
odcinek, jak syn Irka mu mówił, że ten się jeszcze ożeni z Mirką, na co
Irek aż się przeraził, a teraz proszę chcą być prawdziwą rodziną :)
-
Co
do starszego pana, to czytałam gdzieś, że okaże się, że to jest ojciec
Jurka, czyli dziadek Basi.
Albo musiał się bardzo zmienić ten "pan Stefan" ( może nawet jakaś operacja plastyczna czy poważna choroba), albo też zostawił syna, czyli Jurka dawno temu...zostawił i sobie poszedł, dokładnie jak to zrobił Jurek z Basią.
Dlaczego tak piszę? Nie rozpoznała go Ala a przecież była jego synową <mysli>
W sumie nie znam historii tego małżeństwa...może wszystko się odbyło w Las Vegas i rodziny się nawzajem nie znają <mysli>
A dzisiaj - jedynie sceny Marcino - Kasiowe były warte uwagi. Reszta to kaszanka, łącznie z tą malarką, której ciągle nie wiem o co chodzi (Marysia jaką minę miała...już myślała, że syn w jakimś trójkącie żyje czy coś).
Jurka nie ma komentować - dla mnie to jest niepojęte, żeby wyrzekać się dziecka a porem domagać się do niego praw ::) To nie jest zabawka.
Rozmowa Maryśki z Michałem - podoba mi się jej postawa względem historii biednej, nie mogącej latać, szczurzycy - ona się wtrącała nie będzie i niczego nie będzie załatwiała z rodzicami. I dobrze...zwłaszcza, że przecież sama ma mnóstwo własnych problemów.
-
A więc jednak na zdjęciach u Pana Stefana była Baśka? Zwracam honor El ;) Wydawało mi się, że jakieś ładniejsze dziecko tam było ;)
Swoją drogą dziwna to rodzina. Ojciec boi się syna, przebija mu opony, gada, że ten nie zasługuje na drugą szansę. Z kolei Jurek o przebicie opon oskarża Pawła i Alę, którzy nie mieli fizycznej możliwości popełnienia tego czynu - w końcu cały czas z nimi rozmawiali.
Na Kasię i Marcina miło się patrzy, zgadzam się. Aczkolwiek zaczyna mnie już męczyć to jej takie opieranie się. Sztuczne się lekko wydaje.
Olek i pomaganie byłej dziewczynie... Nie wiem jak bym zareagowała, gdyby mnie spotkała podobna sytuacja (stawiając się na miejscu Agaty oczywiście). Wolałabym chyba wiedzieć czemu mój chłopak mnie opuścił i poszedł opiekować się inną kobietą.
Co do Marysi - też się zgadzam :) Miała rację, że nie dała z siebie zrobić pośrednika między Gośką i rodzicami :)
-
Swoją drogą dziwna to rodzina. Ojciec boi się syna, przebija mu opony, gada, że ten nie zasługuje na drugą szansę. Z kolei Jurek o przebicie opon oskarża Pawła i Alę, którzy nie mieli fizycznej możliwości popełnienia tego czynu - w końcu cały czas z nimi rozmawiali.
No oni nie mogli przebić, ale mogli kogoś do tego nakłonić. Już po gębie widać, że Jurek to szemrany koleś. I mściwy.Od razu zadzwonił do swojego akwokaciny, żeby ten natychmiast zinwigilował Zduńskiego. Zapewne robił to tysiące razy wcześniej. Prawdopodobnie również komuś już zlecał jakąś robótkę. Wie, jakie o proste i myśli, że każdy tak robi.
Skoro jego ojciec się go boi to znaczy, że z Jurka jest szemrany koleś. Ciekawe, że pojawił się w okolicy w tym samym czasie co domniemany syn <mysli> Choć nadal nie rozumiem dlaczego Ala nie rozpoznaje w nim ojca swojego męża ???
Ucierpiała też duma Jureczka - no bo on tu przyszedł w dobrej woli, strasznie się wysilił, poszedł na kompromis, a ktoś mu opony przebił. I nie odpuści teraz. Właściwie to nie wiadomo czy tak naprawdę chodzi mu o dziecko czy o coś innego.
Zawsze zastanawiają mnie ludzie, którzy najpierw zrzekają się praw do dziecka, zostawiają je, a potem wracają zwichrować im życie ::)
-
Co
do starszego pana, to czytałam gdzieś, że okaże się, że to jest ojciec
Jurka, czyli dziadek Basi.
Albo musiał się bardzo zmienić ten "pan Stefan" ( może nawet jakaś operacja plastyczna czy poważna choroba), albo też zostawił syna, czyli Jurka dawno temu...zostawił i sobie poszedł, dokładnie jak to zrobił Jurek z Basią.
Dlaczego tak piszę? Nie rozpoznała go Ala a przecież była jego synową <mysli>
Podejrzewam, że pana Stefana już nie było w otoczeniu syna, gdy ten żenił się z Alą. Pytanie dlaczego? Albo winny jest ojciec, albo syn. Z tego co nam tu serwują stawiam na syna. Charakterystyka dziadka (czysty, zadbany, nie pije - to od Ali, zna perfekcyjnie angielski - to od Janka, ma zdjęcie wnuczki, kocha ją, czyli interesuje się nią od dawna, skrycie ale jednak) oraz syna pozwala mi pofantazjować tak: synalek zrobił coś, co diametralnie zmieniło życie ojca. Może zhańbił nazwisko jakimiś szemranymi interesami (zwiał za granicę), zaszkodził w jakiś sposób firmie, gdzie pracował rodzic, może ojciec wziął na siebie odpowiedzialność za grzeszki syna odsuwając się od niego ("nie można mu ufać" - ostrzegał Alę). A to wszystko działo się albo jeszcze przed ślubem, albo akurat w tym czasie a Jurek (?) nie doprowadził do spotkania ojca z narzeczoną (żoną).
W ogóle może to był ślub kameralny (para młodych i świadkowie), taki na łapu capu, bo byli zakochani na "amen". Ślub nowoczesny - rodzina nie zna partnerów swoich dzieci, poznaje dopiero... po rozwodzie. Albo nie ma rodziny wcale <mysli>
Swoją drogą dziwna to rodzina. Ojciec boi się syna, przebija mu opony, gada, że ten nie zasługuje na drugą szansę.
Mnie się wydaje, że pan Stefan nie tyle boi się syna, co po prostu go unika (nie chce, aby ten wiedział, że ojciec się tu kręci). A opony, to może sposób (przyznaję, że dość naiwny) na przegonienie syna z "tego podwórka". Bo dziadek jest przekonany, że tym sposobem chroni wnuczkę.
Rozmowa Ali z przyszłą teściową - jeden z najgorszych dialogów jakie słyszałam. Sztuczna, drewniana, bezproduktywna, denna, bez jakichkolwiek emocji. Woskowa Ala, i sorry, że tak oceniam, ale woskowa Maria.
Barbara miała aż dwie akcje w jednym odcinku - najpierw rzuciła się do Ulki o tort, potem skoczyła na Maryśkę...chociaż tutaj miała dużo racji. I nie pamiętam, żeby Małgosia pseudo "szczurzyca" jako specjalnie sygnalizowała, że jej w małżeństwie z Tomkiem źle <mysli> Poza ostatnia sprawą z samochodem, przy której jej nie pomógł. A tak? Chodziła gdzie chciała, jeździła gdzie chciała (miesiącami szlajała się po Europie), w nosie miała wszystkich, bo na przykład...miała pilną robotę.
A ja parsknęłam śmiechem, gdy Marysia broniła Gośki mniej więcej takimi słowami "A co miała robić? Zostać? To byłoby jeszcze gorsze. Życie w kłamstwie". Dla mnie nie jest w tym wszystkim najgorsze to, że Gośka powiedzmy zakochała się w innym, doszła do wniosku, że z Tomkiem to pomyłka i się z nim rozstała. Najgorsze było to, jak ona sprawę załatwiła. Zwiała z kochankiem, okłamała rodzinę, zabrała syna (ja bym powiedziała, że go "ukradła" ojcu) i pozostawiła w niczym nie świadomego męża. Ohyda i perfidia najwyższego lotu.
Na Ewcię i Mareczka patrzeć już nie mogę. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda.
Babka sypia z facetem już od jakiegoś czasu, facet spędza noce w jej domu, wyjeżdżają na romantyczne weekendy... a ta cnotkę udaje przed przyszłą teściową. A teściowa jaka zadowolona, że po domu Ewcia rankami się pałęta. Niechby Mareczek na noc Ankę zaprosił, a ta w jego szlafroku skoro świt do kuchni zawitała. Jak nic Barbara już by na mszę dawała, aby synalek do opamiętania wrócił i nie gorszył ogniska domowego baraszkowaniem w pościeli z "nie żoną". Zaś sama Anka zapewne potraktowana zostałaby jak trędowata ::)
"Z tą niech sypia pod moim dachem, bo ją lubię, z tamtą absolutnie nie, bo jej nie lubię"
-
A ja parsknęłam śmiechem, gdy Marysia broniła Gośki mniej więcej takimi słowami "A co miała robić? Zostać? To byłoby jeszcze gorsze. Życie w kłamstwie". Dla mnie nie jest w tym wszystkim najgorsze to, że Gośka powiedzmy zakochała się w innym, doszła do wniosku, że z Tomkiem to pomyłka i się z nim rozstała. Najgorsze było to, jak ona sprawę załatwiła. Zwiała z kochankiem, okłamała rodzinę, zabrała syna (ja bym powiedziała, że go "ukradła" ojcu) i pozostawiła w niczym nie świadomego męża. Ohyda i perfidia najwyższego lotu.
Dokładnie tak, El. Gośka naprawdę nie dawała żadnych sygnałów Tomkowi, że jest jej aż tak bardzo z nim źle. przecież nie tak długo przed wyjazdem do Stanów bała się o jego zdrowie - w szpitalu siedziała godzinami, płakała, bała się. A potem nagle były mąż kupił jej naszyjnik i jej odbiło. W ogóle do sprawy z samochodem ...w której Tomek tak szybko jej nie pomógł wydawało się, że to jednak dobre małżeństwo. teraz nagle dowiadujemy się, że Gośka się strasznie męczyła z kimś kogo nie kochała. <mysli>
Naprawdę można było to załatwić inaczej...tylko wtedy pewnie nie wywiozłaby tak sobie spokojnie dziecka za granicę.
A Maryś? No cóż, chodzi o jej siostrę i jej brata czyli jedyną osobę, która została jej po biologicznym ojcu. Jest między młotem o kowadłem, choć ostatecznie odmówiła Michałowi dalszego za nimi obstawania.
Babka sypia z facetem już od jakiegoś czasu, facet spędza noce w jej domu, wyjeżdżają na romantyczne weekendy... a ta cnotkę udaje przed przyszłą teściową. A teściowa jaka zadowolona, że po domu Ewcia rankami się pałęta. Niechby Mareczek na noc Ankę zaprosił, a ta w jego szlafroku skoro świt do kuchni zawitała. Jak nic Barbara już by na mszę dawała, aby synalek do opamiętania wrócił i nie gorszył ogniska domowego baraszkowaniem w pościeli z "nie żoną". Zaś sama Anka zapewne potraktowana zostałaby jak trędowata
Anka z Markiem razem nie wygląda tak ładnie jak Ewunia, w szlafroku o poranku pewnie też :-)
-
Boże, co za męczący odcinek <cwaniak>
Łażący i tłumaczący się wszystkim zarośnięty Michał jest już meczący ::) Po co to takie?
Tak, wszyscy przylecą na ślub - tak jakby się nie mogli pobrać we dwoje, przecież na ich weselu już wszyscy byli ;P
Ale Basia z wyłupiastymi oczami sprezentowała rodzicom wieczór zaręczynowy, ho ho <smiech>
Takie dzieci da się jakoś leczyć? <mysli>
-
Chyba nie da.
I najgorsze jest to, że znowu jej to uszło płazem.
Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, wieczorem sobie spędzają czas w łóżeczku. Sielanka.
Reszta odcinka też smęcąca.
Również się męczyłam.
Nie wiem już po co to robię? Chyba jedynie by z Wami pokonwersować o tym później ;)
-
Reszta odcinka też smęcąca.
Również się męczyłam.
Nie wiem już po co to robię? Chyba jedynie by z Wami pokonwersować o tym później ;)
To dobry powód! Ja się nim kieruję...od jakichś dwóch lat chyba <mysli>
No i czasami beznadzieja w serialu daje podstawy do niezłej dyskusji o życiu i to też mnie pociąga.
Czekam na jutro - może będzie lepiej ;)
Ach, no i przecież dzisiaj dowiedzieliśmy się o istnieniu tej niesamowitej niani w Ameryce. Może gdyby się Michasiowi nie przydarzyła śmierć to może nawet mógłby sobie z nią strzelić romansik, a co!
A jak się kręcił koło kościoła i mówił o renowacji to myślałam, że swoje małżeństwo ma na myśli ;D W końcu, jakby nie było, cały czas w świetle kościoła byli małżeństwem. Tak więc "danie na zapowiedzi" jako powód do wizyty na plebanii od razu wykluczyłam :-)
A Basia z wyłupiastymi? Cóż, czekam co wymyśli na ślub ::) Może będzie jej szukał Interpol <mysli>
-
Jean...nikt tak dobrze jak Ty nie potrafi ująć w kilku zdaniach całej "głębi" tego serialu <brawo> Szczególnie fragment z Michałem - rozbawił mnie niemalże do łez :D Ale do takich samych refleksji dochodzę, gdy widzę jak to to łazi (a w ogóle po co łazi? zamiast z przyszłą żoną siedzieć, o jej zdrowie dbać?), a gdy - i teraz uwaga, nie wiem czy to z dzisiejszego odcinka czy z jutrzejszego, więc może być spoiler - ględził Marysi o tym, że ma przeczucie jakby mieli się już więcej nie spotkać...nie wiedziałam - śmiać się czy płakać? :P
Jego siostra miała masę problemów, na pierwszy rzut oka widać zresztą, że teraz też ledwie się trzyma, a ten przyłazi tylko, aby ponarzekać jak to jemu jest ciężko, Gośce ciężko, wszyscy się ich wyrzekli, trzeba im pomóc. A! I niech pamięta gdzie go ma pochować. Strasznie naciągany wątek, bo przecież tak właściwie to swojej przyszłej małżonce powinien o czymś takim mówić, a nie siostrze. No ale przecież on czuje...więc może i śmierć/odejście/zaginięcie swojej niedoszłej małżonki przeczuwa ::)
-
Justek...nie wiem co powiedzieć <rumieniec>
Maryśka jest biedna. Ledwie co wróciła a już musiała odebrać poród, uprasować rzeczy nowo narodzonemu (jak żyję nie prasowałam żadnemu niemowlakowi śpioszków i kaftaników :P), wysłuchać wrzasków Barbary i, już co najmniej dwa razy, jęczenia swojego braciszka.
No niby dobrze, że coś się dzieje, bo wtedy nie myśli się o chorobie (jeśli to depresja to tym bardziej). Ale nikt nie wpadł na to, by ją zabrać na jakąś beztroską, spontaniczną wycieczkę gdzieś i pogadać o pierdołach.
Michał na jednej kolacji wysłuchał historii jej przeprawy z chorobą , a na drugiej się z nią pożegnał, bo on ma przeczucie, że się już więcej nie zobaczą ::) To spotkanie jej z pewnością poprawiło nastrój. :P
A cóż się tak Michał trzyma jakichś przeczuć? I tak wszystkich przeprasza za wszystko co złego uczynił wobec nich? Może nawet u spowiedzi był? <mysli> (a renowacja pomnika to tylko pretekst <mysli>)
Czyżby jakieś wyrzuty sumienia? <olaboga> <olaboga> <olaboga>
Dlaczego? Przecież on tylko poszedł za głosem serca...jak można mieć wyrzuty sumienia z powodu tak pięknego uczucia? ::)
Świat się kończy.
Post Merge: Maj 20, 2014, 21:35:03
Dlaczego Beata przybrała taki uśmiech na twarz, kiedy odbierała telefon od męża z wołaniem o pomoc?
Czyżby jego stan nie był wcześniej aż tak poważny, w jakim zastała go karetka? <mysli>
-
Może pomyślała, że zostawi go w domu, żeby zszedł? Potem zmieniła zdanie i wezwała karetkę.
Swoją drogą kolejny odcinek taki sobie. Co nie powinno już mnie dziwić, ale narzekania Kini jak to ona się nie mieści w ciuszki, eksponowanie biustu, robienie minek, niedobrze już mi od tego.
Do tego głupi Andrzej, którego niczego nie nauczyła sytuacja z Agnieszką i o mały włos rozpad małżeństwa. Zaczyna za bardzo lubić Sonię, jaki on biedniutki.
Marta wczoraj była niesamowita - a mama Soni też? (będzie u nas spała?) :D Mistrzostwo!
Ale - żal mi jej, że trafiła na takiego kobieciarza.
Teresa jest w szczęśliwym związku :D On ją kocha, ona jego... Szkoda tylko, że ma żonę.
-
Ale Basia z wyłupiastymi oczami sprezentowała rodzicom wieczór zaręczynowy, ho ho <smiech>
Takie dzieci da się jakoś leczyć? <mysli>
Chyba nie da.
I najgorsze jest to, że znowu jej to uszło płazem.
Wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, wieczorem sobie spędzają czas w łóżeczku. Sielanka.
No widzicie i żaden MOPS się nawet nie zainteresuje, że dziecko po ulicy wieczorami się szwenda bez opieki. Alusia wcale się nie przejęła, nie przestraszyła, że jej dziecko odbiorą. I zamiast rozmowę uświadamiającą pokazać (która była podobno w samochodzie), to pokazują, że takie przygody to nic wielkiego. Dziecko robi, co chce mama tylko wzdycha "ja nie mam na nią wpływu'. Na siedmio-ośmiolatkę matka nie ma wpływu.
A swoją drogą, to nieźle się małą opiekunowie zajmowali, że ta im się zwinęła. Ciotunia randkę urządziła, a "wujek" ciotuni pilnował. A miał być teatrzyk dla dzieciarni ::)
Do tego głupi Andrzej, którego niczego nie nauczyła sytuacja z Agnieszką i o mały włos rozpad małżeństwa. Zaczyna za bardzo lubić Sonię, jaki on biedniutki.
Marta wczoraj była niesamowita - a mama Soni też? (będzie u nas spała?) :D Mistrzostwo!
Ale - żal mi jej, że trafiła na takiego kobieciarza.
A mi tam nie żal. Rodziny niech pilnuje.
Marta ma dla wszystkich czas tylko nie dla najbliższych.
Ręka w górę - kto widział Martę z Anią bawiącą się w parku, zabierającą ją na lody, czytającą jej książki do snu, chodzącą po lekarzach, robiącą cokolwiek wspólnie z małą?
Kto pomagał Łukaszowi tuż po wypadku, kto z nim rozmawiał, kto go wspierał, kto ratował mu tyłek narażając się na niebezpieczeństwo? Gdzie była wtedy Marta? Synem się zainteresowała dopiero wtedy, gdy "przyjaciel" posłał ją do wszystkich diabłów.
No i niestety, ale ostatnią uwagą o wtrącaniu się Andrzeja do wychowywania dzieci przegięła po całości. Bo Marta w tej dziedzinie ostatnio się nie sprawdza, w przeciwieństwie do męża.
I żeby nie było. Nie podoba mi się to zainteresowanie Sonią. Dobrze, że swoje trzy grosze wtrąciła matka mecenasa.
Ale i tak podejrzewam, że namieszają znów w tym wątku. Zdrada to najlepsza metoda na "coś się dzieje" ::)
Chociaż facetowi się nie dziwię. Sonia jest o wiele sympatyczniejsza od zrzędliwej, z wiecznymi pretensjami Marty <jezyk>
-
Teresa jest w szczęśliwym związku :D On ją kocha, ona jego... Szkoda tylko, że ma żonę.
To żadna przeszkoda ;) Już pojawiają się głosy, by nie piętnować kochanek, bo nie są niczemu winne (to nie one zdradzają ::)) a też mają prawo do tzw. miłości:) i szczęścia.
narzekania Kini jak to ona się nie mieści w ciuszki, eksponowanie biustu, robienie minek, niedobrze już mi od tego.
A pamiętasz jak ona się odżywiała w czasie ciąży? Bogu powinna dziękować, że wygląda jak wygląda :)
A jeśli o eksponowanie biustu - to Monia zdaje się ma na ten temat sporo do powiedzenia...i pokazania :P. Więc na pytanie: "Czego mi brakuje?" Opowiadam: "Mózgu" :)
Do tego jeszcze sfrustrowany Piotruś... :o
-
"On się będzie mścił do 7 pokolenia" - wszystkie mafie świata wysiadają <smiech>
I to właściwie chyba tylko tyle ode mnie jeśli chodzi o wczorajszy odcinek.
I dziękuję...za Marka...w ubraniu...jak widać można :P
-
Jak Pani chce to mogę Pani mówić babciu - i świat Marii nagle się odmienił, problem z utratą torebki zniknął, wszystkie troski odeszły, bo małe, wyłupiaste chce mówić: babciu.
Nie trawię tej dziewczynki, świdrujących oczek i przydużych zębów. I tego jej wszędobylstwa.
Tak naprawdę to co się wczoraj działo w ogóle?
PS Co do poniedziałkowego odcinka to pogratulować Wandzie, że zachowywała się jak idiotka. Niegrzecznie, niekulturalnie, głupio po prostu. Dziwny ten Jerzy, że to wszystko znosił i jeszcze randkę zaproponował.
-
Długo mnie nie było, trochę odcinków opuściłem. Wypada podsumować co-nieco.
Maryśka wróciła a Artur jak widzę mizia się z panią "mały skok w bok jeszcze nikomu nie zaszkodził". Pięknie, ciekawe tylko kiedy Terenia kopnie go w poślad, żeby uskutecznić kolejny "mały skok w bok". Przecież nikomu to nie zaszkodzi :)
Od tego chorego trójkąta Paweł-Ala-Baśka wymiotować mi się chce. Jak już ktoś pisał - nie widać tam uczucia. To prawda - zero jakiejkolwiek "chemii", jakiegoś zaangażowania, niby Ala "zaprosiła go do sypialni" (jak to triumfalnie onegdaj ogłosił "Świat Seriali") ale jakoś nie widać między nimi "związku". No i ta straszliwa Baśka, która kręci nimi jak marionetkami. Wypada też pogratulować mamie, która nie kontroluje kilkuletniego dziecka. "Czy mogę mówić do pani babciu" - ogłaszam jako tekst tego sezonu i nadaję mu tytuł "Wszechidiotyzmu".
Kolejny "mściciel" się zjawił - plaga jakaś? W "Barwach" też ostatnio od mścicieli sie roi :) Najpierw mafie potem mściciele.... Proszę....
Tomek, Agnieszka i reszta ferajny - przede wszystkim Maryśki usprawiedliwianie postępków Gośki jest wysoce wstrętne. Podobnie jak wybieranie się na jej ślub (który jak wiemy w ostatniej chwili do skutku nie doszedł).
Paulina (tak się nazywa ta mafiozka?) i jej "cieszę się, że przyszedłeś". Tak, jasne. Najpierw chce go zabić, potem wydzwania, że "to nie tak jak myślisz" a teraz cieszy się, że przyszedł. Wypada podziwiać Tomka cierpliwość, bo inny to by takiej "femme fatale" po pyszczku dał.
Miło patrzeć jak fajnie dorasta Zosia - jest dojrzała ponad swój wiek, oby tak dalej, oby nie wyrosła z niej druga Ulka :)
Jędrzej i ta jakaś Sonia - po kiego mu to potrzebne? Zapomniał co było z Rudą? Nie, no...
-
Jędrzej i ta jakaś Sonia - po kiego mu to potrzebne? Zapomniał co było z Rudą? Nie, no...
I tak będzie wina Marty, bo przecież on też potrzebuje troski i uwagi, a ona śmie się synem zajmować - a jemu i Ani czasu nie poświęca, okrutna żona i matka ::) A pani Sonia jest miła, ładna, ma mnóstwo czasu i chętnie pozajmuje się trochę Andrzejkiem, Anią...a i sobą zająć się pozwoli.
Zresztą Jędrzejowi odwaliło równo, nie wiem czy było to już w serialu, bo mam zaległości, ale to właśnie on ma się dowiedzieć o niewiernym Arturze R. i...nie zamierza nikomu nic powiedzieć. To dopiero będzie afera, jak się będą wzajemnie kryli.
-
Nie, na pewno nie będzie "wina Marty" - w przypadku zdrad winna jest strona zdradzająca a nie zdradzana. Marty wina może być taka, że przecież zdołowany Wiktor ma się niby w jej ramionach pocieszać. Ja pierdzielę, ruja i poróbstwo na masę. Wszyscy zdradzają i są zdradzani... <skacze>
W tej chwili już jestem pewien - chyba wypadałoby zakończyć ten serial a nie pogrążać bohaterów w coraz bardziej absurdalne i groteskowe sytuacje - ja obecnie oglądam go jak dobrą, polską komedię :)
-
To jest nie tylko komedia, tu absurd goni absurd. Sorry, że nazwę tą wkurzającą Baśkę rozpuszczonym bachorem, ale takie określenie pasuje mi do tego dziecka. Kilkuletnia dziewczynka wtrąca się, wręcz ingeruje w życie dorosłych, zamiast zajmować się np.odrabianiem lekcji, czy zabawą z rówieśnikami. Głównie kursuje pomiędzy knajpą Pavulona, a sklepikiem niedorobionej mamuśki ( O.Frycz to oprócz nazwiska swojego ojca, nie posiada żadnych umiejętności aktorskich, jej dykcja "leży", a gra właściwie jedną miną, skrzywioną w "uśmiechu" twarzą).
"Okazywanie" przez nią uczuć Pawłowi wywołuje u mnie szczękościsk, tyle tam między nimi "chemii", jak gorącej wody w łyżeczce od herbaty... <smiech> Smętna Frycz chyba już przebiła J.Sydor w roli kolejnej "wybranki serialowego Don Juana - starszego z Chochołów..
Maryśka-bezdomna tuła się pomiędzy rodziną, a na dodatek to okropne dziewuszysko łaskawie zgadza się, żeby "babcia" mogła przebywać w mieszkaniu jej własnego syna ( to będzie w odc 1071) <smiech>
Ten wątek irytującego bachora w pakiecie z jej serialową mamuśką niestety chyba na długo zagości w eMce. <flaga>
-
Jeśli faktycznie ma dojść do ich ślubu, to niestety, będziemy dręczeni tym "zestawem powiększonym" co najmniej z pół sezonu. Oczywiście również temu związkowi nie wróżę jakiejś świetlanej przyszłości, wiadomo, że coś się zdarzy - ojciec straszliwego dzieciaka coś nawywija, Madzia wróci czy cokolwiek tam.
No niestety jak widzę potwierdza się teza, którą postawiłem kiedyś - Jankowi szykują do łóżka tą niedoje..... khm..... khm.... niewydarzoną malarkę o kurzym móżdżku... :zla:
-
To nie jest malarka o kurzym móżdżku, tylko artysta i jak każdy artysta ma po prostu utrudniony kontakt z rzeczywistością :) W tym serialu kochają stereotypy powielać :)
-
Jakie to wszystko jest pogmatwane! Zupełnie nie rozumiem wprowadzenia nowej postaci, zamiast zastąpienia starej inną aktorką. Zrobili pewnie furtkę dla Koroniewskiej po to by mogła wrócić jak zechce. A wątek z Joaśką (mafia w tle) będzie się teraz ciągnął 50 odcinków, zanim padną sobie z Tomkiem w ramiona. Bo jak widzieliśmy w zapowiedzi, możliwe, że ku temu zmierza. Swoją drogą ton głosu i miny Gośki, Joaśka opanowała do perfekcji.
Andrzejek namiętnie całujący Sonię w ramach udawanej gry. Żałość na potęgę. I te jego teksty do Artura - po pewnym czasie wszystkie kwiatki pachną tak samo. Ojej! Jakie to mądre się nagle zrobiło.
-
I znowu ta mafia, czy już innych wątków w tym serialu nie ma tylko zdrady i mafia?
Swoją drogą dziwne - mówiło się, że "Kurde-Diabeł" miała wcielić się w Gośkę, teraz, że niby ma być jakąś bliżej nieokreśloną "Opiekunką" - zaczynam przestawać ogarniać ten serial. Też myślę, ze to jednak "furtka" dla Koroniewskiej gdyby jednak jej się odmieniło.
Jędruś jak widać znowu przestał używać mózgu. Sceny z tą Sonią i jej 'byłym' nie chce mi się komentować. Cóż to się porobiło? Scenarzyści eMki zaczęli ćpać z Kondracką?
-
Pierwszy odcinek po wakacjach oglądało się całkiem przyjemnie... Do momentu pojawienia się Janki. Faktycznie - "pocałunek" z Wojtkiem był obrzydliwy :P Marcin miał rację.
No i nijak nie mogę się wyzbyć uczucia, że Joaśka z zachowania i ze sposobu wysławiania, strasznie przypomina mi Gośkę.
A na Artura patrzeć nie mogę. Taki był zakochany, tak latał za Maryśką, tak trudno było mu ją zdobyć i tak łatwo przyszedł mu skok w bok.
Dobra - miaucząca Barbara i jej krzywe miny, popsuły odcinek do reszty.
Ha ha ha - i jakim cudem Joanna znalazła się nagle w Grabinie? Teleportowała się?
I czy na imprezach ludzie zawsze się tak migdalą na oczach innych? Żałosna jest ta Janeczka.
Kocham Cię - Marcina - odcinek uratowało. Aż się wzruszyłam ;)
Przepraszam, że zdania tak jakoś są porozrzucane i wyrwane z kontekstu, ale opisywałam odcinek na gorąco ;)
-
Ha ha ha - i jakim cudem Joanna znalazła się nagle w Grabinie? Teleportowała się?
Może jechała za Tomkiem, samochodem jakimś 'swoim" lub taksówką . Kiedy Tomek pakuje się w Warszawie do auta ktoś też to obserwuje. Ok, gliniarz pewnie by się kapnął, że jest śledzony ale to w końcu M jak miłość. :)
I czy na imprezach ludzie zawsze się tak migdalą na oczach innych? Żałosna jest ta Janeczka.
Cała czwórka jest żałosna. I z migdaleniem się i ze stosunkiem do siebie. Mnie to "kocham cię" rozbawiło (też mi gwarancja :)).A minę przybrał taką, że prędzej spodziewałabym się jakichś oświadczyn. <smiech>
Artura zżerają wyrzuty sumienia (już nawet do kościoła boi się wejść :D), chociaż to może strach jest...bowiem układ ma dobry: i żona i kochanka. Tyle, że kochanka chce mieć wyłączność :D
W tej kwestii zawsze podziwiałam kochanki. Same chcą się stać żonami swojego kochanka a potem latami się boją, że mężuś znajdzie sobie kochankę i je zdradzi, co zresztą zwykle następuje:)
Swoja drogą, Maryś się zrobiła atrakcyjna, czego o kochane i jej oklapniętych kłakach powiedzieć nie można ;D
-
Toć to wszystko się stacza coraz bardziej.
Janka - w sexy-pantalonach i szpilach metrowej wysokości uwodzi kolejnych facetów :) (typowa ofiara brutalnego gwałtu :) )
Święta Maria Matka Boża w scenie w kościele - <smiech> <smiech> <smiech>
Artur i Teresa MSWBJNNNZ* - żałośni, nie wiadomo, które bardziej, hipokrytka, najpierw sama namawia Martę na "skok w bok", potem rozwala małżeństwo Artura a teraz wielce zazdrosna i boi się o ich związek... opadają ręce i cycki.
Cała ta Joaśka - kolejny przyczynek dla wprowadzenia po ran n-ty do serialu kolejnej "mafii" ("Ci ludzie nie odpuszczą").
Nie obejrzałem do końca.
*Mały Skok W Bok Jeszcze Nigdy Nikomu Nie Zaszkodził :)
-
Święta Maria Matka Boża w scenie w kościele - <smiech> <smiech> <smiech>
Czyżby widok modlącej się osoby wywołał aż taką reakcję Mintku? <mysli>
Chociaż w sumie ja też się uśmiechnęłam, ponieważ bohaterowie Emki tak się komponują w takim przybytku jak wół przy karecie. Z drugiej strony Marysia to uczciwa kobiecina, zawsze dla wszystkich dobra, moralnie się prowadząca, do tego teraz cierpiąca z powodu śmierci brata (który zostawił jej spory spadek, ale to już mniejsza o to).
Janka - w sexy-pantalonach i szpilach metrowej wysokości uwodzi kolejnych facetów :) (typowa ofiara brutalnego gwałtu :) )
Zemsta ją wyleczyła chyba.
Kto by się przejmował takimi detalami.
Całować by się też mogli mniej ostentacyjnie i odrzucająco. Kompletnie bez smaku te sceny ;P
-
Mnie tam Marysia w kościele też w oczy nie kuła ;) Za to nie uważam by Tereska była nieatrakcyjna.
Ale jeśli chodzi o Jankę... Co ta dziewczyna ze sobą robi? Wpija się w faceta, wije pod nim, za chwilę spojrzenia w stronę Marcina - widzisz? widzisz?
W ogóle ta impreza (gdyby eMkę nadawano po 23) mogłaby przerodzić się w jakieś sex party. Dwie migdalące się parki, scenariusz idealny.
-
Myślę, że jeszcze jakiś czas i nawet godzina emisji nie będzie w niczym przeszkadzała, Maleńka :D Gdzie to kiedyś takie sceny, jak wczorajsze łóżkowe Marcina i Kaśki, zaraz po 20.00? <olaboga>
Mnie się Teresa nie podoba a przynajmniej wczoraj wyglądała wyjątkowo niekorzystnie :P
-
Dawno, bardzo dawno nie oglądałam M jak miłość w telewizji, zazwyczaj oglądam w Internecie. Z racji tego, że odcinek nie był dostępny przed premierą, postanowiłam obejrzeć w tv. Nigdy więcej tego nie zrobię! :D Miałam wrażenie, że odcinek ciągnie się w nieskończoność, bałam się, że się nie skończy. Dlatego dzisiejszy pozwoliłam już sobie przejrzeć, stanowczo pozostanę przy tej formie.
Ha ha ha - i jakim cudem Joanna znalazła się nagle w Grabinie? Teleportowała się?
Może jechała za Tomkiem, samochodem jakimś 'swoim" lub taksówką . Kiedy Tomek pakuje się w Warszawie do auta ktoś też to obserwuje. Ok, gliniarz pewnie by się kapnął, że jest śledzony ale to w końcu M jak miłość. :)
Pierwsze co sobie pomyślałam, to właśnie to, że się teleportowała. :D Logicznie to Jean wytłumaczyłaś, pewnie tak mogło być, ale przyznaj, że komicznie to wyglądało. Z resztą co się dziwię, powinnam się przyzwyczaić, że takie rzeczy są normalne w eMce :D
Postawy Artura komentować mi się nie chce. Dziwię się tylko Marysi, że nadal w tym tkwi. Dobrze wie, że nie jest tak jak powinno, ale teraz woli tego nie ruszać. W końcu i tak ma wiele na głowie. Ciekawa jestem jak to się wszystko potoczy.
Mnie tam Marysia w kościele też w oczy nie kuła ;) Za to nie uważam by Tereska była nieatrakcyjna.
Mnie też scena z kościoła nie przeszkadzała. Uważam wręcz, że była całkiem odpowiednia. Coś innego w końcu pokazali w eMce. I cieszę się, że nie tylko mnie Tereska się nie podoba :D I to nawet nie ze względu na sentyment do pary. Jakoś nie umiem tego zrozumieć, że Artur biegający za Marysią, teraz nagle zmienił upodobania. Rozumiem. Nie chodzi pewnie o wygląd wyłącznie. OK. Widocznie liczy się to czego nie widzimy.
Jakoś nie kręci mnie ten cały wątek Kaśkowo-Marcinowo-Jankowo-itd. Sceny żałosne. Właściwie nic nie wnoszące. Może to jednak moja upierdliwość. :D
Ale jeśli chodzi o Jankę... Co ta dziewczyna ze sobą robi? Wpija się w faceta, wije pod nim, za chwilę spojrzenia w stronę Marcina - widzisz? widzisz?
Dokładnie. Na własne życzenie tak sobie układa relacje z mężczyznami. Długo nikt z nią nie wytrzyma. Powodzenia.
EDIT
Zapomniałam dodać, że bardzo podoba mi się Wojtuś. Feliks jest tak wiarygodny! Sceny z Wojtusiem wzruszające. Uroczy dzieciak!
-
No i co to było takie ważne, co miał powiedzieć Tomek reszcie rodzinki? <mysli> Czy chodziło o to, że Gosia chce odebrać Wojtusia?
żal Tomka - życie z Gosią oparte na kłamstwie . Tylko Michała Gosia kochała. zawsze, bardzo. Dość specyficznie to co prawda wyrażała szlajając się po cudzych łóżkach, ale kochała...
żal też pana Stefana - jakby nie było można powiedzieć innym tonem.
żal Lucka, kiedy wszyscy mu ściemniają.
-
Żal Stefana bo mimoza powinna chociaż dać mu jakąś szansę wytłumaczenia się.
-
Dobry wieczór, witam po dość długiej przerwie. ;)
Czy tylko ja mam wrażenie, że M jak miłość nie przypomina już dawnego serialu? Gdzie ta miłość, skoro motywem przewodnim są zdrady, oszustwa i krętactwa... a ostatnio nawet mafia? <olaboga>
Najbardziej ze wszystkich rólek wkurza mnie rólka Janki. Żeby być aż tak fałszywym...? Czy to babsko nie rozumie, że chłop jej nie chce? To takie żebranie o uwagę, żałosne! <boi_sie>
A Kasia naiwna, przecież wiadomo, że Marcin i tak prędzej czy później zdradzi ją jak 90% bohaterów Emki. Brawo, w końcu o to w tym chodzi. <nielubie>
Pośród wszystkich niedociągnięć (jak wspomniana "teleportacja" Aśki :hahaha:) urzekł mnie Wojtuś. To miód na moje serce oglądać tego młodego aktora i aż zgrzytałam zębami, kiedy Tomek po raz kolejny zostawił go... To ma być ojciec? Mom, please. <histeryk> To jeszcze dziecko, w dodatku wyraźnie potrzebuje wsparcia, ciepła i miłości... Serce mi się kraje, kiedy widzę cierpiące dzieci, no Chryste panie!
Wkurzyło mnie to roztkliwianie się Basi nad losem Gosi. Sama się prosiła przecież, kto jej kazał wyjeżdżać z Michałem i zostawiać Tomka? Ten tekst, że jej to zawsze wiatr w oczy wieje (czy coś takiego) mnie zabił. To nie było na miejscu, tym bardziej, że Tomek stał obok. A swego czasu była z nim szczęśliwa, póki egoistce się nie znudziło i nie poszukała sobie nowej zabaweczki. <mis>
A, no i spodziewałam się dużo więcej po Kurdej- Szatan. Wiadomo, że to tylko dwa odcinki, ale na razie gra nijako jak na moje skromne oko.
-
Trochę bez sensu, że z jednej strony pokazują pogrzeb a z drugiej Alę, która wybiera suknię ślubną. Tak, tak, tak... Paweł mi to wszystko ładnie wytłumaczył. Także nie powinnam się czepiać.
Mnie się dzisiejszy odcinek bardziej podobał niż wczorajszy. Mam nawet swoją ulubioną scenę, na którą czekałam od momentu przeczytania streszczenia. Zostawię to jednak dla siebie, bo to takie moje fanaberie :D
No i co to było takie ważne, co miał powiedzieć Tomek reszcie rodzinki? <mysli> Czy chodziło o to, że Gosia chce odebrać Wojtusia?
Też się nad tym zastanawiałam. Przerwali sobie scenę i domyślaj się człowieku. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to dokładnie to, o czym wspominasz Jean. Może jeszcze jakiś sekret, o którym dowiemy się za jakiś czas?
Z wszystkim co zostało napisane muszę się zgodzić. Dodałabym jeszcze, że brakowało mi jakiejś sceny z Arturem, który wytłumaczyłby się Marysi z nieobecności na pogrzebie Michała. W końcu tak mu się spieszyło. Chyba, że zatrzymali go w przychodni. Nie doczekałam się, trudno. Nie można mieć wszystkiego.
A najbardziej żal mi Stefana, że nie mógł się biedny wytłumaczyć.
-
Ten tekst, że jej to zawsze wiatr w oczy wieje (czy coś takiego) mnie zabił.
Ten tekst był o wiele gorszy (z punktu widzenia Tomka). Ona powiedziała, że, cytuję, "nie ma ta nasza córka szczęścia w miłości" czy też "szczęścia do mężczyzn" ::) "Wiatr w oczy" jest przy tym jak życzenie szczęścia.
urzekł mnie Wojtuś. [...]i aż zgrzytałam zębami, kiedy Tomek po raz kolejny zostawił go... To ma być ojciec? Mom, please.
Kiedy ponownie zostawił? <mysli> Polecieć do Stanów musiał i dobrze, że bez syna, bo pewnie już by z nim nie wrócił. Wojtuś zresztą i tak chce tylko Asi, która go totalnie olała.
Swoją drogą, co to za niebezpieczni ludzie, którym potrzebne jest małe dziecko a nie forsa <mysli>
Mam nawet swoją ulubioną scenę, na którą czekałam od momentu przeczytania streszczenia Zostawię to jednak dla siebie, bo to takie moje fanaberie
Dawaj :D Kto Ci powiedział, że nie lubi Twoich fanaberii?
-
Nie jest tak, że Wojtuś jest spadkobiercą majątku po Michale? (nie wiem jakim cudem, bo to w końcu nie jego syn, ale pewnie istnieje jakiś testamencik), dlatego sekta potrzebuje chłopca? Chociaż dopóki jest niepełnoletni to matka zarządza jego "finansami", że tak to nazwę :P
Baśka mnie zaskoczyła - nie ma ta nasza córka szczęścia...
Na własne życzenie! Miała kochającego męża, dzieci, to zachciało jej się bogactwa i luksusów. Egoistka jak zawsze, ma co chciała. Dobrze jej tak!
:P
I jeszcze powiedzieć takie słowa Tomkowi. Oj Basia, Basia, zero taktu.
-
Mam nawet swoją ulubioną scenę, na którą czekałam od momentu przeczytania streszczenia Zostawię to jednak dla siebie, bo to takie moje fanaberie
Dawaj :D Kto Ci powiedział, że nie lubi Twoich fanaberii?
Uderz w stół... Znaczy jak nie chcesz do czegoś się przyznać, to po prostu o tym nie pisz :D Ja wiem Jean, że Ty lubisz a przynajmniej tolerujesz moje fanaberie. :-*
Może przesadziłam ze stwierdzeniem, że to moja ulubiona scena, ale prawda jest taka, że kilka razy ją oglądałam. Chodzi mi oczywiście o sceny z Basią. Pominę fakt rozmowy z Tomkiem. Nie wiem do czego dążyła. Może chciała uspokoić swoje sumienie, że nie potrafiła wpłynąć na postępowanie córki? Jednak głośno przy Tomku nie powinna tego mówić. Ja czekałam na wątek listu z przeszłości. Wiem, trochę to naciągane, nawet bardzo. Szczególnie jak człowiek pamięta dokładnie pierwsze odcinki serialu. Jednak miło mi było obejrzeć sobie p. Tereskę w scenie pełnej emocji. Szkoda tylko, że z całego listu pada tylko jedno zdanie. Oczywiście oglądając kilka razy oddało mi się przeczytać coś więcej. Potwierdzam, ktoś z ekipy się wysilił i stworzył coś na kształt listu z przeszłości. Śmiałam przypuszczać, że realizatorzy eMki mogą wypisać tam kompletne bzdury, byle tylko zająć słowami papier, ale jednak się myliłam. :D Tak jak do scen z pierwszych odcinków, tak do scen z wczorajszego, będę sobie czasem wracać. Ot, cała ja!
Nie jest tak, że Wojtuś jest spadkobiercą majątku po Michale? (nie wiem jakim cudem, bo to w końcu nie jego syn, ale pewnie istnieje jakiś testamencik), dlatego sekta potrzebuje chłopca? Chociaż dopóki jest niepełnoletni to matka zarządza jego "finansami", że tak to nazwę :P
Możliwe. To jest wielce prawdopodobne. Pewnie niedługo dowiemy się wszystkiego ;)
-
Święta Maria Matka Boża w scenie w kościele - <smiech> <smiech> <smiech>
Czyżby widok modlącej się osoby wywołał aż taką reakcję Mintku? <mysli>
Chodzi mi raczej o teatralność i patos wylewający się z tej sceny.
Chociaż w sumie ja też się uśmiechnęłam, ponieważ bohaterowie Emki tak się komponują w takim przybytku jak wół przy karecie. Z drugiej strony Marysia to uczciwa kobiecina, zawsze dla wszystkich dobra, moralnie się prowadząca, do tego teraz cierpiąca z powodu śmierci brata (który zostawił jej spory spadek, ale to już mniejsza o to).
No, jeszcze akurat Maryśka do kościoła chyba najbardziej pasuje z całej tej ferajny (Lucka i Baśki nie licząc).
Czy tylko ja mam wrażenie, że M jak miłość nie przypomina już dawnego serialu? Gdzie ta miłość, skoro motywem przewodnim są zdrady, oszustwa i krętactwa... a ostatnio nawet mafia? <olaboga>
To co od dawna mówię. Gdzie tam miłość? Baśka i Lucek - tak tu można zrobić wyjątek, są ze sobą iks lat, kochają się i to okazują. Ale reszta? Są to raczej napędzane seksem tymczasowe związki - bo przecież nikt normalny nie wyobraża sobie, że taki Paweł i taka Alka będą ze sobą "together forever".... Szczytem wszystkiego jak na razie byli Paweł i Joaśka - zderzyli się na lodzie i już od razu miłość, ślub, uniesienia a potem gorzki koniec :) O reszcie nawet nie mówię.
A z tą mafią mogliby wyluzować, są od tego inne seriale w TV. A ostatnio w eMce ciągle mafia i mafia, jedna mafia odpuści to druga zaczyna...
Najbardziej ze wszystkich rólek wkurza mnie rólka Janki. Żeby być aż tak fałszywym...? Czy to babsko nie rozumie, że chłop jej nie chce? To takie żebranie o uwagę, żałosne! <boi_sie>
Dlatego też nie było mi jej żal wcale. Dodatkowo niemal błyskawicznie otrząsnęła się z traumy, w rzeczywistości kobiety nawet latami nie mogą dojść do siebie - a tu - w jednym odcinku "kupa nieszczęścia" a w następnym już uśmiechnięta lasencja:)
Poza tym kręciła od początku i kręcić będzie. Zresztą..... nie znoszę Osydy, więc i na jej postać się przeniosło :)
Wkurzyło mnie to roztkliwianie się Basi nad losem Gosi. Sama się prosiła przecież, kto jej kazał wyjeżdżać z Michałem i zostawiać Tomka? Ten tekst, że jej to zawsze wiatr w oczy wieje (czy coś takiego) mnie zabił. To nie było na miejscu, tym bardziej, że Tomek stał obok. A swego czasu była z nim szczęśliwa, póki egoistce się nie znudziło i nie poszukała sobie nowej zabaweczki. <mis>
Tak naprawdę - Gośka to chyba jedyna prawdziwie negatywna postać w serialu. Egoistka do granic możliwości, nie liczy się z niczym i z nikim. Zauważmy, że zostawiła też swoje dziecko, niby to "w szoku", co już liczy się jako patologia, no ale Baśka wszystko wybaczy "Myszce"....
A tymczasem "Myszka" zostawia za sobą pył i zgliszcza.
A, no i spodziewałam się dużo więcej po Kurdej- Szatan. Wiadomo, że to tylko dwa odcinki, ale na razie gra nijako jak na moje skromne oko.
No kurczę... Cały czas się łapię na tym, że zaraz wparuje jakaś Doda i po odebraniu od niej pudełka z zestawem startowym wszyscy zaczną śpiewać i tańczyć :)
-
Mintek, mam takie same odczucia. Chociaż gdzieś tam lubię Kurdej- Szatan, to wciąż mam nadzieję, że pokaże jakieś wyższe aktorstwo (nie to co znane wszystkim drewno Mroczkowie :D). Ale jak mówiłam, dopiero dwa odcinki, jej wątek się powoli rozbudowuje, a i tak jest wg mnie ciekawie.
To, co podałeś Mintku jako przykład - zgadzam się z tym. Właściwie tylko Lucek i Basia nadal się kochają, trwają przy sobie w zdrowiu, szczęściu i chorobie, za to młodsi bohaterowie- wiadomo.
Jean, Wojtuś potrzebuje przede wszystkim ojca, bo na matkę liczyć nie może. Asia była tylko nianią, co prawda chłopiec się z nią zżył, ale widać, że ważniejsze od dobra chłopca jest dla niej własny tyłek. Padło tu stwierdzenie, że Asia przypomina w głównej mierze Gosię, zgodzę się, takie też odniosłam wrażenie. Zadzwoniła do Wojtusia, powiedziała, że nigdy więcej się nie zobaczą... Takie rzeczy mówić małemu dziecku? To już lepiej by zrobiła, gdyby się w ogóle nie odzywała. :ysz: Miałam wrażenie, że po prostu sobie odhacza sprawę z Wojtusiem, nie przejmując się jakby jego losem i tym, że za nią tęskni. Jeśli chodzi o Tomka, to owszem, powinien załatwiać swoje sprawy w Stanach, ale dziecko powinno być najważniejsze w tym momencie. Zabieranie Małego do Stanów tez nie wydawałoby mi się dobrym pomysłem, ale tak przykro patrzeć na takiego smutnego Wojtusia, no. :-[
I jeszcze jedno - gdzieś tam w Emce padło, że Gosia się nim nie opiekowała, że wysługiwała się nianiami, przez co Wojtuś przez większość czasu (podczas swego pobytu w USA) był podrzucany, pozbawiony miłości matki. Co jak co, ale to mnie serio wkurzyło. Cała nadzieja w Tomku. ;) Zresztą Wojtuś sam powiedział, że Gosia się nim nie opiekowała, bo miała nową rodzinę (to była ta jedna z dwóch rozmów z Tomkiem).
Chyba, że coś pomieszałam i było więcej tych rozmów, ale ta była tą "poważniejszą". <slucha>
Jean, dzięki za przypomnienie tego cytatu, nie ma to jak moja dziurawa pamięć. :P Faktycznie trochę "nie halo" to, co powiedziała i to jeszcze przy Tomku. Ech ta Basia. :o Mogła się powstrzymać i nic nie mówić, a jak zwykle w tej sytuacji Gosia została wybielona i sprowadzona do roli bidulki, która nigdy nie zaznała szczęścia.
Mintku, dokładnie, dziwnie to tak pokazali, że Janka tak szybko otrząsnęła się z gwałtu. Chyba dla każdej kobiety byłaby to trauma, ale ja tam nie wiem... w każdym razie, to jest mało spotykane. Może jest aż tak wyrachowana, że żeby zdobyć Marcina ucieknie się do wszystkiego. <mysli> (Zresztą ten wątek gwałtu wydaje mi się takim małym piwem, przynajmniej tak to zostało pokazane w kontekście tego, co teraz się dzieje.)
-
Mintek, mam takie same odczucia. Chociaż gdzieś tam lubię Kurdej- Szatan, to wciąż mam nadzieję, że pokaże jakieś wyższe aktorstwo (nie to co znane wszystkim drewno Mroczkowie :D). Ale jak mówiłam, dopiero dwa odcinki, jej wątek się powoli rozbudowuje, a i tak jest wg mnie ciekawie.
Ciekawie to się nie zapowiada.
Zapowiada się oklepany wątek "mafia na mafii mafią pogania" - czyli klasyczni już "smutni panowie", "karczki ABS", wypadki samochodowe, ktoś po ryju pewnie zarobi, ktoś będzie miał przystawionego gnata do głowy, norma - chyba już totalnie brakuje im pomysłów.
Co zaś do Mroczków - już chyba talerze na stole w Grabinie mają więcej zdolności aktorskich niż tych dwóch. Zastanawiam się jakie oni muszą mieć "plecy"? Miałem okazję obejrzeć kilka odcinków "L kak lubow'" - czyli rosyjskiego odpowiednika eMki - i tamtejsi bliźniacy grają z 10000000 razy lepiej, widać autentyzm i zaangażowanie a nie recytację jak Inwokacji "Pana Tadeusza" na języku polskim :)
Mintku, dokładnie, dziwnie to tak pokazali, że Janka tak szybko otrząsnęła się z gwałtu. Chyba dla każdej kobiety byłaby to trauma, ale ja tam nie wiem... w każdym razie, to jest mało spotykane. Może jest aż tak wyrachowana, że żeby zdobyć Marcina ucieknie się do wszystkiego. <mysli> (Zresztą ten wątek gwałtu wydaje mi się takim małym piwem, przynajmniej tak to zostało pokazane w kontekście tego, co teraz się dzieje.)
Wiem, że takie wydarzenia zostawiają ślad na psychice, nieraz do końca życia, miesiącami i latami się cięgnie psychiczny "powrót do siebie" skrzywdzonej osoby. A tu szast-prast i już po bólu. Zero terapii, zero psychologów...
Chyba, że nie było gwałtu jako takiego a tylko mocniejsze pobicie, do czego bardziej się skłaniam, również z przyczyn, nazwijmy to "technicznych".
-
Twórcy mieli do dyspozycji bardzo dobry wątek, mogli go ładnie pokazać... To, jak ofiara dochodzi powoli do siebie (czy to pobicia, czy gwałtu), jak stopniowo nabiera zaufania do innych mężczyzn, jak również jakieś lęki czy paranoje. Ale woleli wpleść jakieś - przepraszam za słownictwo - z dupy intrygi, które nie trzymają się ładu i składu.
Co do tego wątku z mafią- strasznie mnie męczy i nudzi. A coś musi być na rzeczy, skoro Aśka nie chciała się spotkać z Tomkiem (w końcu, policjantem). Zapewne jeszcze zrobią tak, że główni bohaterowie wyruszą na pościg z hersztem bandy, pewnie ktoś zostanie porwany, krew się poleje niczym w W11. Chyba, że M jak miłość chce zmienić profil z obyczajówki na serial kryminalny, a wiele na to, niestety, wskazuje.
Co zaś do Mroczków - już chyba talerze na stole w Grabinie mają więcej zdolności aktorskich niż tych dwóch.
<hahaha>
-
Jean, Wojtuś potrzebuje przede wszystkim ojca, bo na matkę liczyć nie może. Asia była tylko nianią, co prawda chłopiec się z nią zżył, ale widać, że ważniejsze od dobra chłopca jest dla niej własny tyłek. Padło tu stwierdzenie, że Asia przypomina w głównej mierze Gosię, zgodzę się, takie też odniosłam wrażenie. Zadzwoniła do Wojtusia, powiedziała, że nigdy więcej się nie zobaczą... Takie rzeczy mówić małemu dziecku?
Dokładnie tak, powinna w ogóle nie dzwonić. Tomek nie zostawił Wojtusia ponadto, co było konieczne. To dobry ojciec - wystarczy wspomnieć wsparcie jakie okazał dorastającej Zosi, kiedy Gosia się na nią wypięła. Szkoda mi wtedy było i tej dziewczynki i Tomka, że nie bardzo wiedział co robić i co mówić...
-
To nie mafia (ileż można po emce z mafią latać <haha>), a jakaś szemrana sekta, która dybie na majątek Michała. Bo wygląda na to, że nasza amerykańska parka wplątała się w to jakoś. I chyba własnie o tym powiedział Tomek rodzeństwu Gośki. Seniorów nie chciał straszyć. Widzom tego nie pokazali, bo to niby ma podbić ich zainteresowanie, wprowadzić więcej napięcia ;D
A Wojtuś potrzebny sekcie, żeby mieć kartę przetargową z Gośką. Podejrzewam, że jeszcze wyjdzie na to, że jej i Michała wypadek, to też sprawka sekty.
A może Gośka jest nadal pod wpływem tej grupy (Tomek coś tam wspominał, że się zmieniła, że to nie ta sama Gośka). A niebezpieczeństwo synowi grozi takie, że ona chce go wciągnąć do tego środowiska (nie wiemy co to za sekta, na czym polega jej działalność). Dlatego zdrowa na umyśle opiekunka zabrała Wojtusia i czmychnęła do Polski.
-
Sekta to też taka swego rodzaju mafia.
Sekta z USA.... zaleciało mi w tym momencie scjentologią - i może to będzie jakieś do nich nawiązanie, wiadomo, że oni akurat też w środkach nie przebierają. A że Gośka mogła się w takie coś wplątać - absolutnie mnie to nie dziwi, dziewczyna lubi "nowe doświadczenia" jak wiemy :)
-
Chyba się scenarzyści zasugerowali przygodami ostatniej żony Toma Cruis'a, która z dziećmi uciekała gdzie pieprz rośnie, byle z dala od wyznawców.
:)
Ja nadal nie mogę uwierzyć - wielka miłość, Michał, nowe dziecko, ślub, szczęście, ustawiony żywot...i to wszystko zaprowadziło Gośkę do sekty <mysli>
-
Ja nadal nie mogę uwierzyć - wielka miłość, Michał, nowe dziecko, ślub, szczęście, ustawiony żywot...i to wszystko zaprowadziło Gośkę do sekty <mysli>
Przecież ona nigdy normalna nie była, umówmy się... Zawsze burzyła czyjeś i swoje szczęście i stabilizację szukając - że tak powiem - nowych "podniet" :)
-
Dobry wątek z tym podtruwaniem. Tyle że Sherlocki Zduńskie prędzej sami zejdą nim skojarzą fakty. :)
O czym był jeszcze ten odcinek? O Joannie, która "chciałaby, ale nie może"? Matka, były narzeczony i jeszcze kolejna postać na horyzoncie. Niebawem może powstać kolejny spin-off:)
-
Odcinek nudny jak flaki z olejem.
Nudna, słodka Kinia, jej mąż mecenasik od siedmiu boleści, Mireczka. Jedynie widok Irka mnie ucieszył.
Skrzywiona Ruda nie pasuje do Tomka :P Tomek z Joanną stworzyliby piękną parę :)
-
No może i skrzywiona Ruda nie pasuje do Tomka (wizualnie), ale skoro składał jej takie deklaracje...że kocha, że przejdziemy przez to razem i skoro to Ruda była jego Marzeniem... to niech teraz się nie wygłupia i niech sobie wybije z głowy Joasię, która zauroczy go zapewne wyłącznie podobieństwem do żony. ::) Jaka Ruda jest to jest, ale jakieś uczucia ma, Toma kocha, o dzieci się szczerze martwi :P (w przeciwieństwie do Gośki naprawdę się starała pomóc Zosi). Nie zasługuje teraz na takie perfidne porzucenie... <mysli>
Wesele i ślub bez emocji - tak zresztą jak cały ten związek. I tak się biedak będzie musiał rozwieść, bo do 40-tki coraz bliżej ::) Madzię przemilczę tym razem.
A teraz - gdzie jest Ewa? Anna? Mateusz? Ula? Natalia? Któż jak nie oni powinni brylować na weselnym parkiecie? Nawet "kuka zza mura' na ślubie był :)
-
Wesele było takie przyjemne dla oka ;) Choć tańczący dziadkowie zaczęli mnie już w pewnym momencie irytować. Nie tyle Lucek, co Baśka... No już patrzeć na tę kobietę nie mogę.
Magda jest dziwna. Nie, nie przyjdę na wesele, a nagle wpada, odziana w czerń i porywa Pawła na cały wieczór. Ta Ala to ma faktycznie anielską cierpliwość.
Ciekawie się robi u Tomka.
-
Tak podsumuję parę odcinków.
Ślub Pawła i Alki - żenada sezonu jak dotąd. Hehe, wyglądało to tak jakby scenarzyści już wiedzieli kiedy i jak się to "małżeństwo" rozleci, bo i jakiejś nieuchwytnej atmosfery tam nie było, jakiejś "chemii" czy emocji, czy czegoś tam. No chyba, że Mostowiaki już przywykli do tego, że każdy ślub w ich rodzinie to stan przejściowy :)
No i oczywiście klasyka - Madzia "Cudowny Seks" Marszałek zawsze przy takich okazjach stękająca "zawsze dobrze ci życzę" (czy coś podobnie)... Czy ona nie może wyjechać za jakąś granicę, nie może zaginąć, czy nie może ją załatwić jakaś mafia? Tylko tak sie snuje dookoła i smęci. Ochojska już jej nie chce na misjach w Mozambiku?
Piotruś-mecenasik to idiota, zdaje się z Dyplomem Idioty, zaś z Wernera nie wiedzieć czemu zrobiono Cesarza Na Włościach, który jest nieczuły na potrzeby pracowników. Chociaż - daję głowę, że Drugi Najlepszy Adwokat w Warszawie zwyczajnie nie powiedział swemu bossowi, że ma chrzciny dziecka, bo przecież po co.
Pokaż mi teraz pracodawcę, nawet jakiegoś "twardziela", który nie puści pracownika na chrzest dziecka....
-
Metr mułu.
Ruda najpierw twierdzi: "cokolwiek postanowisz, zrobisz, będę cię wspierać". Przecież od początku było wiadomo, że nie będą to działania zgodne z prawem. Ba, była przy tym jak po pierwszy przyszli po dziecko. Jakoś wtedy z niej wyszedł średni prokurator. Za to teraz wychodzi prawnik pełną gębą - już Tomka nie wspiera cokolwiek on chce zrobić. Ech, rozdwojenie jaźni, chociaż z drugiej strony się nie dziwię.
Joasia jest taka bezpłciowa. Tomek z kolei ze swoją wizytą w kasynie był mega zabawny. Miał tam kogoś nastraszyć czy jak?
Co Kaśka zrobi, kiedy Marcin wykaże jeszcze więcej empatii w stosunku do kogoś? Wskoczy dla niego do studni? Wiem, że nie po to on to robi (a może jednak <mysli>), ale naprawdę, bez przesady. Swoją drogą, Marcinowi odbija chyba w drugą stronę. taki się zrobił święty i porządny, że na wymioty bierze. Przecież nikt nie jest doskonały. <mysli>
-
Akcje Rudej wyraźnie spadają.
Zestawienie dwóch cierpiętnic - Joasi i Agnieszki, z tym, że jedna ma świetne relacje z Wojtkiem, a druga nie ;)
Kasia i Marcin - lukier i nuda. Już chyba wolałam te ich zawirowania, niż maślane oczka.
Jedynie trochę wigoru wnieśli do wczorajszego odcinka Olga i Janek ;) Wybuchowa para.
A tak.. Potwierdzam. Dno i metr mułu.
-
Czyżby dobre relacje z Wojtkiem były jakimś plusem, czymś pomniejszającym cierpiętnictwo? Chociaż może nie tak chciałam...
To, że Wojtuś polubił Joasię zwalam na karby życia na obczyźnie, gdzie matka poszukała sobie kolejnej atrakcji (matka pierwsza klasa, dziecko pyta o niańkę a nie o matkę ::)). Ja natomiast uważam, że Wojtuś może mieć dobre relacje też z innymi. Pragnę przypomnieć, że i do Rudej się już zaczął przekonywać (pomagał pakować prezenty weselne) i kto wie, może jeszcze trochę...
I wreszcie, Ruda ma tę przewagę, że można jej nie znosić, bo robi to czy tamto, nie zachowuje się jak prokurator. Nawet rozmemłuje się z większa klasą. Aśka jest bezpłciowa - naprawdę mam problem z określeniem swojego stosunku do niej. Już chyba Kaśka była bardziej ...ekhmm...wyrazista.
Może i nie powinnam tego tak analizować dogłębnie, no ale wczorajsze występy "Kurde - diabeł" (jak to mówi Mintek) mnie bardzo zawiodły. "Ach, straszni ci ludzie" "same problemy mamy" "ach chciałabym, żeby się to już skończyło" :)
Takie to dziewczę biedne, ze aż trudno uwierzyć, że ukradła pieniądze z miejsca pracy i zostawiła narzeczonego bez słowa. Ale przynajmniej wiemy dlaczego miała szansę pracować u Gośki :P
-
"Kurde-diabeł" niestety nie zdaje egzaminu jako aktorka. Owszem w reklamie daje radę, ale tam są konieczne pewne "przerysowania" przy których się sprawdza, w serialu grając normalną osobę po prostu zawodzi na całej linii. Do tego ten wątek jest cholernie jakiś taki.... głupi? A przynajmniej zakręcony.
Szkoda, że nie zrobiono tak jak wcześniej było w planach, czyli "wskoczenie" za Koroniewską. Są do siebie bardzo podobne, jakichś konkretnych zgrzytów by nie było, niestety, zrobiono pewnie "furtkę" dla Koroniewskiej gdyby chciała powrócić do eMki (pewnie kiedyś tam będziemy mieli "Powrót Myszki Marnotrawnej") a wątek jest porąbany - niania niemal identyczna z wyglądu jak mamusia, mamusia dała w długą, jakieś mafie, sekty i cholera wie co jeszcze. No, oczywiście Tomysław się w niej zabuja bo jakże inaczej... Nie, ja tego nie kupuję, to już jest kombinowanie na siłę.
Nie wiem jak Wy - ale jak dla mnie obecny sezon zapowiada się wyjątkowo marnie. Po prostu - cytując klasyka - "(...) aż mi się chce wyjść z kina, proszę pana. I wychodzę.". Oglądam piąte przez dziesiąte.
-
Nie chciałabym zapeszać, ale wydaje mi się, że scenarzyści wysłuchają moich próśb i oto Anna będzie miała faceta na poziomie. Poziom jakiś prezentował Werner (choć z drugiej strony ten dziwny układ z Moniką), no ale nie było chemii.... ::)
Za to św. Marek ma mniej szczęścia, bo zdaje się Ewunia chce na dłużej wyjechać <mysli>
Jedruś się stanowczo opiera, jak na razie przynajmniej, ale te flirty mógłby sobie darować. Nie dziwota, że kobiecie już coś zaczyna się wydawać, na przykład to, że oto złapała faceta. Ale jest coś dziwnego, bo Jedruś nie chce się z nią dzielić..hmmm...przecież Werner to wcale nie jest zła partia dla rozwiedzionej czy porzuconej kobiety. Coś tu się stanie jeszcze.
Ech, a Marta temu Łukaszowi nie da w spokoju dorosnąć. Gdzież on to teraz jest? Może pociągiem nie zdążyć...
I ciekawa jestem czy się jej spodoba lunch w towarzystwie nowego kochasia sądowej przyjaciółki?! <hahaha>
-
Myślisz, że Annę połączą z Wiktorem?
Wizualnie pięknie razem by wyglądali :) I pewnie dopasowaliby się charakterami, ale...
Jak Anna się dowie, że Ewunia wyjeżdża to znowu zacznie wzdychać do Marka i się zabawa zacznie na nowo ;)
Jędruś to typowy pies ogrodnika. Sam nie weźmie, drugiemu nie da ;)
-
Jak Anna się dowie, że Ewunia wyjeżdża to znowu zacznie wzdychać do Marka i się zabawa zacznie na nowo ;)
Błagam, tylko nie to. <olaboga> Ja mam coraz większą nadzieję, że ona już zmądrzała i przestanie się tak upadlać.
-
Najlepsza w dzisiejszym odcinku była Magda. Najpierw umawia się z obcym gościem w parku a potem wzywa pomocy ::) Cała ona. Owszem mogłaby być bardziej rozsądna, ale przecież nie zniosłaby nudnego życia bez emocji. Zaczynała swoje układy bez zobowiązań z Kamilem (czego efektem była ciąża, która była taka zaszokowana ::)) i tak jej zostało.
Pawełek cóż, powiedział do słuchu, ale czy to zmieni coś w podejściu Magdy i czy zmieni coś w podejściu Pawła do swojego małżeństwa? Wątpliwe. Już samo wyjaśnienie Madzi zajęło trochę, skoro wściekła Ala przerzucała pościel na kanapę.
Następny Artur - no błagam. Skoro się chciało uskuteczniać skoki w bok to teraz trzeba mieć odwagę to rozwiązać. Nie kumam niby dlaczego boi się zostawić Marysi? Boi się o nią? Nie chce krzywdzić? No błagam a zdrada to niby czym jest? Ok, pewnie wyszedł z założenia, że jak nie wie żona o zdradzie to nie cierpi a to znaczy, że nic się nie dzieje ::)
A teraz jeszcze chce ukarać kochankę, bo przyszła pogadać z jego żoną. Dobre. Choć jego mina na widok kochanki obok żony była bezcenna <hahaha>
Może ktoś potrafi wyjaśnić o co chodzi Arturowi?
"Kurde - diabeł' ,wianki, kiełbaski ,ślepia Tomka wlepiane w nowe bóstwo - blee :ysz:
-
Ja to już tak mam, że jak tą całą Madzię "Cudowny Seks" widzę, to włącza mi się tryb "O Jezu....." :)
Faktycznie, dziewuchę nic nie nauczyło życie, nadal sama nie wie czego chce i odwala jakieś głupie numery. No i oczywiście koło Pawełka się musi kręcić waląc te swoje wyświechtane frazesy o "przyjaźni". Komu oczy mydli, k'man?
Artur zdurniał do cna, niezła jest też pani MSWBJNNNZ - zgodnie ze złotą maksymą docenta Kłuska - "kochanka też się nie kalkuluje, bo prędzej czy później chce zalegalizować związek". No i dzieje się. Tłumaczenie o "kobiecie chorej psychicznie" było tak głupie jak śmieszne i żałosne, zresztą chyba Pawełek się na to nie nabrał, bo tak patrzał krzywo na Artiego... No bałwan, bałwan do potęgi n-tej, najpierw przez ładne kilkadziesiąt odcinków gania za Maryśką, która to jak to ona - i chce i się boi, by później byle blondi-flama o aparycji dmuchanej lalki z sex-shopu na promocji zawróciła mu w głowie.
Że Tomek zabuja się w tej całej Aśce to przecież było do przewidzenia, ciekawie się zrobi jak powróci "Myszka Marnotrawna" - a jestem coraz bardziej pewien, że powróci...
-
Arturowi chyba tak fajnie i wygodnie. Mieć jednocześnie żonę, którą kocha i której nie zostawi, bo przecież uganiał się za nią 278 odcinków. Chyba jarało go, że ona taka święta i nieugięta. No gdyby nie była w jego typie, to chyba by sobie ją odpuścił, nie? <flaga> No i mieć jednocześnie kochankę, do bzykania, o której żona się nigdy nie dowie. Bo dlaczegóż miałaby się dowiedzieć - on jest taki ostrożny a kochanka się nie ujawni. bo przecież kiedyś na początku się umówili, że nie będzie żadnych zobowiązań :D
To miał być wszak mały flirt, a ten jeszcze nikomu nie zaszkodził ;D Tyle, że kochanka zmieniła zdanie...i tak robi każda kochanka, dlatego już mistrz Bareja miał święta rację.
I jeszcze, co ciekawsze, Artur wziął sobie kochankę ledwie kilka lat młodszą od żony i nie wiem czy nie starsza od niego :D Kompletny brak logiki w działaniach tego człowieka. ::)
-
W domu krótkowłosa brunetka, poza domem długowłosa blondynka - chyba na zasadzie kontrastu... ;) Zresztą pewnie niezłe rzeczy wyczynia w łóżku, to chłop polazł.
Żałosny jest teraz z tymi przestraszonymi oczkami i postawą męczennika. Stoczył się facet, nie ma co.
Magda jest durnowata, to wiemy. Paweł również jest durnowaty, bo leci na skinienie palcem. Nic się nie zmieniło.
Ale czy ten Radosz powiedział jej w końcu czyje ona ma serce czy nie?
-
Kto to jest Radosz? Bo chyba mi się jakieś trybiki przetarły, bo nie bardzo kojarzę <mysli> ;D
Jeżeli chodzi o Wiktora to raczej nie powiedział jej niczego poza tym swoim: "Znamy się z poprzedniego życia", po czym Madzia wywnioskowała, że to wariat jest. Ale potem wariat sobie sam poszedł, nie rzucił się na nią, więc Madzi kopara opadła :) Nie wiadomo co było w międzyczasie, nie pokazano :P
-
To jak Wiktor ma na nazwisko? ;)
Może mi się coś pomyliło?
Tak! Pomyliło. Radosz był takim wysokim brunetem, który z Artim konkurował o względy Marii. Oczywiście potem również okazał się psycholem.
Moim zdaniem powiedział coś Magdzie. Dlatego siedziała w takim szoku i w ogóle :P
-
Radosz to psychol, który swego czasu "uderzał" do Maryśki, potem porwał jej dziecko ale Baśka odzyskała małą niemal wyrywając ją z rąk Radosza a potem to gdzieś się zapodział.
Wiktor ma na nazwisko Żak o ile dobrze kojarzę...
-
A to szoku nie mogło wywołać samo zachowanie Wiktora? Madzia była przekonana, że to świr, bo twierdził, że się znają z poprzedniego życia a kiedy Madzia napisała sms-a z wołaniem o pomoc (kiedy to zrobiła to też ciekawe <mysli>) to dziwny obcy facet się pożegnał i wyszedł. I nie było ani napaści ani gwałtu :)
A co to już wielcy twórcy serialu uznali, że bohaterowie będą sobie rozmawiać "poza wizją" a widz się ma sam domyślić co było powiedziane a co nie? <mysli>
-
Oł szit, jeszcze nam wysmażą romansik Wiktora i Madzi...... <lornetka> Ale w sumie - czemu nie? <smiech>
-
Oł szit, jeszcze nam wysmażą romansik Wiktora i Madzi...... <lornetka> Ale w sumie - czemu nie? <smiech>
A to nie byłaby jakaś forma kazirodztwa? Do tego Wiktor łazi za Magdą bo ta ma serce jego córki, więc traktuje Madzię niemal jak córkę. Myślę, że do romansu nie dojdzie. Wiktor się przyzna.
-
No, żebyś się nie zdziwiła :) eMka to jak Akademia Pana Kleksa - "Tu wszystko jest możliwe" :D
-
Nie. Nie zrobią tego. Przecież patrzył na Magdę w parku i widział przez moment córkę, więc romans w grę nie wchodzi.
-
Dokładnie.
I nadal uważam, że Wiktor niczego nie powiedział o sercu i jeszcze chwilę nie powie, żeby jej nie wystraszyć. żeby nie podniosła larum...słusznego zresztą, bo nikt nie miał prawa wiedzieć. Wiktor chce ją oswoić najpierw, żeby potem móc się z nią utrzymywać kontakt i opiekować się nią po ojcowsku. Tyle, że Madzia będzie to widziała inaczej dopóki nie pozna prawdy a potem to też nie wiadomo :P
-
O ile jestem gotowa uwierzyć w to, że Gośka zostawia rodzinę by realizować swoje najbardziej małostkowe cele tak w żaden sposób nie pasuje mi do tej postaci uleganie jakimkolwiek wpływom z zewnątrz. "Myszka" zawsze była wręcz przewrażliwiona na punkcie ingerencji osób trzecich w jej autonomiczność. Nigdy nie pozwoliła zdominować się żadnemu mężczyznie więc dlaczego miałaby ulec bliżej nieokreślonej grupie. To zdecydowanie nie był typ osoby, która pozwala się lobbować komukolwiek. Nie wiem czy jeszcze uda się z tego wątku wybrnąć z twarzą. Nie wyobrażam sobie Koroniewskiej grającej rolę kobiety ocalonej z sekty.
Póki co ta historia jest chyba tylko po to by Tomasz "Holding out for a hero" Chodakowski po raz kolejny mógł się wykazać ratując życie kilku bezbronnych istnień.
-
O ile jestem gotowa uwierzyć w to, że Gośka zostawia rodzinę by realizować swoje najbardziej małostkowe cele tak w żaden sposób nie pasuje mi do tej postaci uleganie jakimkolwiek wpływom z zewnątrz. "Myszka" zawsze była wręcz przewrażliwiona na punkcie ingerencji osób trzecich w jej autonomiczność. Nigdy nie pozwoliła zdominować się żadnemu mężczyznie więc dlaczego miałaby ulec bliżej nieokreślonej grupie. To zdecydowanie nie był typ osoby, która pozwala się lobbować komukolwiek. Nie wiem czy jeszcze uda się z tego wątku wybrnąć z twarzą. Nie wyobrażam sobie Koroniewskiej grającej rolę kobiety ocalonej z sekty.
Właśnie, że paradoksalnie mimo tego, że miała szeroką "autonomiczność" to jednak były sytuacje w których w najgłupszy sposób ulegała wpływom z zewnątrz. Przypomnij sobie choćby pisarza Napiórkowskiego - zasunął kilka klasycznych kawałków a'la "podrywacz z remizy" - i poleciała z nim do łózka tylko furczało. Podobnie sprawa Badeckiej i jej zemsty na Gośce. A Michał to co? Też namieszał jej w głowie, że zostawiła rodzinę i poleciała do USA.
Tak więc nie widzę nic dziwnego w tym, że uległa sekcie. To do niej podobne.
-
Czy nagranie się przez Barbarę na telefon Małgosi, jej ukochanej córeczki, zmieni postępowanie tejże?
Tak, tak, nie odtrącajmy Małgosi, by miała gdzie wrócić. Pomagajmy jej, by nie czuła się odrzucona, kiedy już zmądrzeje. I tak już 40 lat i tak można całe życie i niby kiedy miała się myszka czegoś nauczyć?
Tomek to już w ogóle - sam, jeden przeciw wielkiemu światu. Normalnie niczym Charles Bronson <olaboga> Co mu da przerywanie rozmów?
-
No i nie mówiłem, że szykuje się powrót "Myszy Marnotrawnej"? Ponoć Aśce Koroniewskiej nie za bardzo idzie poza "eMką" :)
Zaś stosunek do niej rodziców zawsze będzie mnie zadziwiał. Wiadomo, jest to ich dziecko, zawsze będą ją kochać - ale na miłość Boską, przydałoby się czasami nieco trzeźwej krytyki - a nie, że rozbija rodzinę a Baśka pierniczy, że "biedna Gosia nie ma szczęścia do facetów" i to akurat przy facecie, którego "Myszka" raczyła puścić w trąbę.
-
Tomek w końcu będzie stawiał czoła sekcie czy władzom kasyna? Taki ten wątek jest wielowątkowy <bezradny> I nudny.
I znowu na myśl przychodzi Radomska. Nikt jej nie widział, nikt nie słyszał a dreszcze po plecach chodziły. Pewnie dlatego, że wyobraźnia dostała pole do popisu, teraz się trudzić nie musi.
Nudy, nudy, nudy. Straszenie pana sekciarza z wielkimi oczami wywołuje co najwyżej odruch wymiotny (bo pan brzydki) a z reguły uśmiech, bo tak się o Wojtusia boję.
Jeśli ktoś jest powiernikiem pieniędzy dziecka to w żaden sposób nie może ich ruszyć sam? <mysli> Nawet jeśli dziecku coś trzeba? To po co powiernictwo, niech pieniądze leżą zamrożone do 18-tki? <mysli>
1/15 części spadku to bagatela czterysta tysięcy. I niezłą kwotę odziedziczyła Maryś. A niech ma, niech chociaż to ma, bo mężusia już liczyć nie będzie mogła "Tereniu, mam dobrą wiadomość" ::)
Jak można było zrobić z tego wątku takie szambo?
-
Arturek jest okropny. "Najpierw mnie przytul i powiedz, że mnie kochasz". Na te słowa mężuś pogładził ją po ręce i na odczepnego rzucił - kocham Cię, kocham. Uroczo. Popsuł nam się Artur, nie ma co.
Mnie wczoraj wzruszyła rozmowa Magdy z Wiktorem.
I nawet zaciekawiła wizyta Aśki u szefa. Znaczy - zaczęłam się o nią nawet bać, ale... Nie wydaje mi się, żeby to miało być tak proste - popracuje jako sprzątaczka i w ten sposób odrobi kradzież?
PS Nie wiedziałam, że dzieci obchodzą imieniny. Przynajmniej jak ja byłam mała to rodzice świętowali moje urodziny, a nie imieniny. No ale... Może ja się nie znam. A poza wszystkim - zupełnie mnie ten wątek nie interesował. Filarski z Marszałkami i wojny o Krysię to dno i metr mułu.
-
Arturek jest okropny. "Najpierw mnie przytul i powiedz, że mnie kochasz". Na te słowa mężuś pogładził ją po ręce i na odczepnego rzucił - kocham Cię, kocham. Uroczo. Popsuł nam się Artur, nie ma co.
Dodatkowo jak się dowiedział, że Maryśka kasę odziedziczyła, napisał do pani MSWBJNNNZ - "Tereniu, mam dobrą wiadomość..". Oj chyba potwierdzi się przypuszczenie z innego wątku, że we dwoje będą chcieli Maryśkę "puścić z torbami"...
Generalnie, menda z niego.
I nawet zaciekawiła wizyta Aśki u szefa. Znaczy - zaczęłam się o nią nawet bać, ale... Nie wydaje mi się, żeby to miało być tak proste - popracuje jako sprzątaczka i w ten sposób odrobi kradzież?
Zależy na ile kasy się pokusiła, pewnie musiałaby dłuuuuugo odrabiać :)
Temu całemu szefowi się nie dziwię, choć widać, że to "szemrany" typ. Kradzież jest kradzieżą.
Bardziej mnie niepokoi ta cała "sekta" - i teraz już na bank widać, że Gośka zwyczajnie ma "sprany" mózg ("Gosia jest lojalna") i wszystkich i wszystko centralnie gdzieś. Choć te skłonności przejawiała i bez sekty ;)
PS Nie wiedziałam, że dzieci obchodzą imieniny. Przynajmniej jak ja byłam mała to rodzice świętowali moje urodziny, a nie imieniny. No ale... Może ja się nie znam.
Chyba zależy od regionu - u mnie się obchodzi imieniny dziecka - mniej hucznie jak urodziny ale zawsze.
-
Jakimiż to uroczymi scenami mnie dzisiaj uraczono z Anną i Wiktorem. <zauroczony>
Z drugiej strony nie wiem jaki ma Magda stosunek do Wiktora i jaki zechce mieć. Po tym co mówiła do Ali mam mieszane uczucia, czy to rzeczywiście specyficzna więź wyłącznie...hmm. duchowa. No bo cytat z Casablanki to chyba jednak do relacji obu pań się odnosił? <mysli>
Pewnie nie bez powodu trafiła do pracy w tej a nie innej knajpie - będą rywalkami ;) Swoją drogą Anna jak na problemy z uczciwością pracowników ma zbyt lekkie podejście do zatrudniania następnych <mysli>
-
Nie wiem jak to się stało, ale ostatni odcinek mnie nie zirytował ani trochę. Pomimo braku rewelacji dobrze się go oglądało. Co prawda myślałam, że po pierwszej scenie Marcina i Kaśki "Czy ty mnie kochasz?", "Tak" "ok", cisnę pilotem, ale wytrwałam.
Wydoroślał ten Marcinek, chociaż sceny z dzieckiem pracownika wskazywały na coś innego. Rozwaliła mnie tylko histeria Kaśki, cały czas myślałam, że ona już dawno po teście i dlatego tak przeżywa.
Ha, Kisielowa wywnioskowała pilną potrzebę tłumacza w ratuszu...a o drogę do tego ratusza to w jakim języku ją pytano? <mysli>
Szykują kolejną szuję w serialu, co to nie dba o środowisko i mieszkańców i buduje co chce a Janka akurat w nim się zabuja, jak tylko Wojtek lekarz powyciąga ją z tego i owego, i będzie rozdarta wewnętrznie...przez jakiś czas. Klasyk.
Ten cały chłopak Uli z przeszłością co to wzrok stracić ma - zdaje się, że on wtedy został pobity jako pierwszy a pobicie "kolegi" zlecił w ramach "zemsty"? <mysli>
I Ewa mogłaby wrócić. Głupota z wątkiem chorobowym. Niestety boję się, że znowu Marek wyląduje u Anny <boi_sie>
Post Merge: [time]śro, 8 paź 2014, 07:39:51[/time]
Z ostatniego odcinka:
Polubiłam postać Krisa - uwielbiam jak gra na nerwach Bonie Mostowiakowej i Mareczkowi. Jak to niby przypadkiem powie jedno słowo za dużo i wszyscy są oburzeni.
"Mamy wiele planów wyjazdowych"
"Mamy?"
Natalia to typowa nastolatka, o której życiu naiwni rodzice nie maja bladego pojęcia. Świadectwo z paskiem, grzeczna dziewczynka a na wakacje z żonatym nauczycielem, który żonę zostawia....na chwilę. Nie wiem czy fakt posiadania przez dziewuchę więcej niż 15 lat może być jakąkolwiek okolicznością łagodzącą?
-
Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna nie mogę doczekać się następnego odcinka. Co się stanie z Asią? Czy Tomek zdoła wrócić do domku na czas? Ależ emocjonująca końcówka.
Bo reszta odcinka - zwłaszcza scenki z Grabinie, sadzie, miłe dla oka (gdyby nie Baśka :P ).
-
No i co się stało z Asią?
Tylko mi nie mów, że we wtorkowym odcinku nie kontynuowali tego wątku?! <olaboga> W sumie, nie zdziwiłabym się :P
-
Kontynuowali. Na szczęście Tomaszek zdążył wrócić na czas i wypłoszył detektywa. Obił mu ryj przy okazji (przepraszam za słownictwo, ale inaczej się nie dało). Wojtuś cały i zdrowy, Aśka się niestety trochę poturbowała, musi chodzić w kołnierzu ochronnym i boli ją kręgosłup. Ale przynajmniej sąd wstrzymał wykonanie wyroku i Tomek już nie musi się ukrywać. Asia z kolei mieszka chwilowo u Tomka, Agnieszka strzeliła focha i wyjechała do Szczecina.
Marysia za to dowiedziała się o zdradzie Artura. To było tak żałosne z jego strony, żenada normalnie. Wpadł do mieszkania Marty, podczas gdy Marysia zajmowała się Anią, podczas pożegnania ona mu tam zaczęła poprawiać kołnierzyk i dostrzegła ślad szminki. I wiesz jaką wymyślił bajeczkę? Że w szpitalu jest kobieta, która się wyzywająco maluje i wpadła na niego i stąd ten ślad. Żenada, żenada i jeszcze rad żenada. Marysia byłaby ostatnią idiotką, gdyby w to uwierzyła. Na szczęście nie uwierzyła.
-
No i znowu muszę zacząć swoim typowym sloganem....
Nie no, litości.... ;)
Powrót Sylwii - obleśny chwyt poniżej pasa. Niech tam Jankowi się z tą Olgą już zaczyna układać, wszystko jest na dobrej drodze - BACH! - wraca Sylwia marnotrawna. Bo egzotyczny "narzeczony" pokazał jej drzwi, dzieciak po wypadku, a ona na dodatek przychodzi do Pawełka "po prośbie". Szczęka mi opadła. Bo teraz pewnie Janek się będzie zastanawiał, myślał, a może Olga, a może do Sylwii wrócić ona taka biedna - szkoda gadać.
Reszta wątków durna i bez emocji, a Janka wnerwia jak zwykle.
-
Odcinek strasznie nudny - jak flaki z olejem.
Urszulka i jej problemy uczuciowe - nuda.
Janeczka przyłapana w Grabinie - nuda.
Powrót Sylwii - nuda.
Szkoda, że zaczną mieszać. A już się tak ładnie zaczęło dziać między Olgą i Jankiem.
-
Marek jako ostatni sprawiedliwy - sam przeciwko całemu światu <bezradny> Litości. Pomijając to, że ten nowy inwestor okaże się graniem (tylko tacy od lat działają w Lipnicy...Łagody, Alicje, Petery...bo Jaroszego to ciężko chyba jednoznacznie określić moralnie :P) - no u ludzi zwycięża ekonomia. Owszem, można sobie posadzić ekologiczne warzywa i się wyżywić, ale przecież nikt nie chce wracać do tego co było kilkanaście/dziesiąt lat wcześniej. Każdy chciałby mieć furę, komórę i gadżety a nie patrzeć jak na Mareczka, co to otwiera sklepy (o różnym, przypomnijmy, asortymencie) i forsą szastać zaczyna.
I jeszcze Kolęda na tym swoim tarasie z kostki brukowej, rzucający na temat Janki: "Co jej mogą zrobić, najwyżej wyrzucą ją z pracy?". Ok, nie o to chodzi, bo Janka zaraz coś znajdzie dla siebie (zresztą przyjęta pracę w określonym celu), ale jak to zabrzmiało? Że praca leży na ulicy?
No, ale niestety Mareczek nie przewidział z jakim zawodnikiem ma do czynienia i dlatego Janka będzie miała większe problemy niż utrata pracy :P
I tak Mostowiaki zwyciężą 8)
Nie wiem po co wraca Sylwia - kasę mogła sobie pożyczyć po cichu. Janke widać, że jest bardzo emocjonalnie związany, kochał ją i dziecko i obawiam się, że zaraz przyjmie ją z powrotem.
Już chyba bardziej pokręcone to nie mogło być :P
-
Żałość Arturka mnie dobiła. Po cholerę jeszcze przychodził do Marysi? Uspokoić swoje sumienie, sprawdzić czy żyje czy jak? Po rozgrzeszenie? Dno! Zrobiło się z niego totalne dno.
Tereska - druga, nie lepsza. Nie jest powiedziane, że skoro zrobił to Marysi (a taki był piekielnie zakochany) to czy taki sam los nie spotka jego teraźniejszej wybranki serca?
Tomek, Wojtek i Asia - bardzo ładny obrazek :) Ruda chyba wybrała sobie najgorszy moment do wyjazdu i zostawienia Tomka.
-
Asia mnie wkurza, jest kompletnie bez wyrazu. Masakra, modlę się, żeby się te sceny szybko kończyły.
Jeśli chodzi o Rudą to ja to widzę inaczej. Tomek wykracza poza granice zwyczajnej opieki nad poszkodowaną opiekunką syna. Przygarnięcie do domu - ok, taka sytuacja, ale wypady za miasto ...pewnie gdyby nie Wojtek to nie wiem czy wróciliby z wycieczki w stanie nienaruszonym.
I nade wszystko, jak się chce ulokować inną kobietę w domu i kolejne noce spędzać z nią pod jednym dachem to powinno się o pewnych rzeczach uprzedzać. Od razu powinien był z Wojtkiem do Rudej przyjechać i objaśnić stan rzeczy. Ją Rudą rozumiem - też nie chciałabym być piątym kołem. Zostawiła klucze a ten zamiast od razu do niej pojechać z Wojtusiem to do tej pory tylko dzwoni. Nawet maila chyba do tej pory nie raczył sprawdzić::) W tym czasie koniecznie musiał rwać polne kwiaty dla innej. I takim oto była dla niego marzeniem ;)
Andrzeja podziwiam - któryż to już raz Martusi tłumaczy pewne rzeczy. Normalnie beton..."nie wiedziałem, że tak to odbierasz" bla bla bla. widać, że Jędruś też nie chce iść po linii najmniejszego oporu, bo Soni jeszcze do łóżka nie wskoczył. ;)Co do Ostałowskiej zaś - ona chyba faktycznie zrobiła coś z twarzą...jakieś botoksy czy inne świństwa. Człowiek może zawsze przytyć, lub lub mieć chorą tarczycę...ale wtedy może się on nadal swobodnie uśmiechać. Pani O. nie wyobrażam sobie jak parska śmiechem <olaboga>
A Maryś - chapeou bas. Nakrycie kochanków i całe rozegranie sprawy.
-
Co do Ostałowskiej zaś - ona chyba faktycznie zrobiła coś z twarzą...jakieś botoksy czy inne świństwa. Człowiek może zawsze przytyć, lub lub mieć chorą tarczycę...ale wtedy może się on nadal swobodnie uśmiechać. Pani O. nie wyobrażam sobie jak parska śmiechem <olaboga>
No od początku to mówiłem, tarczyca tak drastycznie nie zmienia twarzy. Albo po prostu się bardzo brzydko starzeje, albo coś sobie załadowała.
A Maryś - chapeou bas. Nakrycie kochanków i całe rozegranie sprawy.
A jak się Arti potem bronić próbował, jak jej z domu nie chciał wypuścić - "Bo sobie krzywdę zrobisz" czy jakoś podobnie :)
No i zapowiada mi się na jakiś "oklep" ze strony Drewniaków - choć może być ciężko, nie zapominajmy, że Arti to karateka.
-
Hm...Niestety żadnego "oklepu" nie będzie , jak to przeważnie bywa w eMce, w zapowiedziach to "anonsują", a potem jest zupełnie inaczej .Trochę jednak szkoda, doktorkowi za te ostatnie "popisy" ewidentnie się to należało, solidnie na to "zapracował" >:( <flaga>
Od bicia po "mordzie", ostatnio jest tam przeważnie tylko jeden "specjalista" w rodzinie,"super-glina" Tomuś .
A i to raczej już poza "ekranem" <smiech>. Ewentualnie można jeszcze dorzucić tego wiejskiego "Rambo", Bartka - absztyfikanta rudej Ulki. <smiech>
Nawet skory do bitki starszy z Chochołów, mocno "spuścił z tonu" <hahaha>...
-
Podsumuję dwa odcinki bo pojedynczo nawet nie ma sensu :P
Chochoły - faktycznie szykowało się niezłe manto, a skończyło się jedynie na nienawistnych minkach bliźniaków. Artur się już dawno "zepsuł", zero szacunku do tego gościa. Maryśka - może po części słusznie siebie obwinia, ale z drugiej strony - przysięga małżeńska obowiązuje na dobre i złe, więc jeśli Maryś miała w życiu złe chwile to obowiązkiem Artura było ją wspierać. Ale nie - biedny Miś musiał się oczywiście pocieszyć w ramionach długowłosej prawniczki. So sad.
Tomuś i Agnieszka... Czy z tej mąki będzie jeszcze chleb? Tak się podobno kochają, a ja zbyt wielkiej zażyłości już między nimi nie widzę.
Wojtek - skarb nie facet. Serio. Bardzo mi się ta postać podoba. Chwilami mam wrażenie, że Janka nie zasługuje na takiego faceta. Bo kiedy zaczęła mieć te swoje lęki przed bliskością? Chyba jedynie przed bliskością z Wojtkiem bo gdyby Marcinek kiwnął palcem to pewnie zaraz by do niego poleciała i nie oglądała się n swoje złe wspomnienia.
Ciekawi mnie czy detektyw mówił serio czy to zagranie psychologiczne by zmusić Aśkę do oddania dziecka Gosi? Czy może i jedno i drugie? Na logikę - faktycznie, taka może być prawda.
Któż nam jeszcze został? Ach, słodkie życie Zduńskich na Deszczowej, do tego ciesząca się życiem Magda, nieszczęśliwa Monika, skamlący jak pies - Werner (przy okazji - nie ma takiej rasy psa jak wilczur - owczarek niemiecki jak już :P ).
I mamy jeszcze Janka, który wspaniałomyślnie wybacza Sylwii, że go porzuciła, porzucając przy tym Olgę. Biedna Olga. Sto razy wolę tę pełną wigoru dziewczynę, od umartwiającej się, flegmatycznej Sylwii.
-
I mamy jeszcze Janka, który wspaniałomyślnie wybacza Sylwii, że go porzuciła, porzucając przy tym Olgę. Biedna Olga. Sto razy wolę tę pełną wigoru dziewczynę, od umartwiającej się, flegmatycznej Sylwii.
To już jest przegięcie ze strony scenarzystów, chyba za dużo imprezowali z twórcami "Barw szczęścia". Daliby im trochę choć razem pobyć...
Nie byłem nigdy za tą Olgą, ale jak już im się tak fajnie zaczęło układać....
-
Wyjaśnijcie mi proszę, o co chodzi Asi (Kurde - diabeł)? Jakie i czyje nagranie chce skasować? I kogo właściwie przez to pogrążyć?
Ta ciąża Katarzyny to już na serio jest? Zdaje się, że temat testów ciążowych był już parę odcinków temu <mysli> Te sceny między nimi - blee :P Masakrycznie zasłodzone i jeszcze to wzdychanie...
-
Asia znalazła na swojej komórce nagranie - kłótnię Michała z Gosią, gdzie wychodzi na to, że na Gośkę wpływ ma sekta i Michał pozwoli na kontakty z sektą - "po moim trupie". Czyli dowód na to, że Gośka jest w sekcie i nie panuje nad sobą.
Jakiś czas temu detektyw powiedział Asi, że jeżeli nie oddadzą dziecka matce - Wojtek zginie, żeby Gośka mogła przejąć jego kasę, czyli bezpieczny będzie i żywy tylko z Gośką.
I nie wiem co teraz kombinuje Aśka, ale zamiast powiedzieć o wszystkim Tomkowi to wyczynia takie numery. Straciła dużo w moich oczach.
Marcinek i Kasia - nadal jest słodko, ale spokojnie - do czasu ;)
-
Jakiś czas temu detektyw powiedział Asi, że jeżeli nie oddadzą dziecka matce - Wojtek zginie, żeby Gośka mogła przejąć jego kasę, czyli bezpieczny będzie i żywy tylko z Gośką.
No i to był "mój" brakujący element układanki. Samo nagranie pamiętałam jeszcze i w głowie mi się nie chciało zmieścić to, że grzebała w rzeczach Tomka ::) Jasne, że powinna o wszystkim powiedzieć Tomkowi, zwierzyć się mu z tych swoich rozterek. Ale ona oczywiście "musi" po swojemu :P Po czasie będzie płakać , że nie chciała...tak jak nie chciała okraść szefa i nie chciała puścić kantem narzeczonego ::)
Post Merge: Listopad 05, 2014, 14:19:31
Aha, jeszcze niezła scena była, kiedy Jance szczęka opadła. Bo Wojtek zachował dystans, podszedł z rezerwą. Co ona myślała...że z braku laku dobry kit?
-
Jeśli dobrze pamiętam, to Asia znalazła nagranie nie na swoim telefonie, a na telefonie Wojtusia, który swego czasu nagrywał wszystko i wszystkich dookoła. Głównie śpiewającą Aśkę. ;)
-
Asia znalazła na swojej komórce nagranie - kłótnię Michała z Gosią, gdzie wychodzi na to, że na Gośkę wpływ ma sekta i Michał pozwoli na kontakty z sektą - "po moim trupie". Czyli dowód na to, że Gośka jest w sekcie i nie panuje nad sobą.
Dokładnie tak, zresztą we wcześniejszych odcinkach w rozmowie tych dwóch sekciarzy padło stwierdzenie "Gosia jest lojalna".
Jakiś czas temu detektyw powiedział Asi, że jeżeli nie oddadzą dziecka matce - Wojtek zginie, żeby Gośka mogła przejąć jego kasę, czyli bezpieczny będzie i żywy tylko z Gośką.
I nie wiem co teraz kombinuje Aśka, ale zamiast powiedzieć o wszystkim Tomkowi to wyczynia takie numery. Straciła dużo w moich oczach.
Typowa serialowa kobieta, zawsze wybierze rozwiązanie najtrudniejsze, najgorsze i najbardziej zagmatwane.
-
Typowy serialowy facet za to...zdradza. Ja nie wiem czy to taka moda jest (jak na bycie gejem np.) czy lansowanie nowego stylu życia.
Po jakimś czasie zdradzający (już nawrócony) stosuje umoralniające gadki względem innego zdradzającego. Co prawda podobało mi się jak Artur zgasił Mareczka, ale te jego tłumaczenia typu :"Stało się, jak grom z jasnego nieba" to chyba jedne z najgłupszych i najbardziej żałosnych, jakie słyszałam. Chociaż ...dzisiaj można wpisać "niezgodność charakterów" i się rozstać. Zastanawiam się tak teraz i nie wiem czy znam małżeństwo, gdzie oboje mają zgodne (podobne) charaktery. Może bardziej o światopogląd tu chodzi <mysli> (choć trudno mi sobie wyobrazić nieznajomość takowego przez ślubem :o).
Kiedyś pewnie dojdzie opcja: "znudziło mi się".
Scenarzyści są niespójni trochę w prowadzeniu postaci. Artur na przykład nigdy nie przypominał Casanowy czy don Juana. Nie pamiętam by miał kochanek na pęczki. Upatrzył sobie taką Marysieńkę i uparcie dążył do celu, pomimo, że ta go początkowo zniechęcała, odrzucała i generalnie była zdystansowana. Na koniec wywiózł żonę za granicę, jeszcze tam gdzie słońca jest mniej, odciął od bliskich, choć on oczywiście do Polski sobie przyjeżdżał - a jakże. Potem jeszcze zostawił ja samą z depresją (lekarz!) i rzucił się w wir romansu, bo nagle obudził się w nim jakiś macho ::)
Należy przypomnieć, uprzedzając słynne powiedzenie, że łeb Artur miał siwy jak się z Marysieńką żenił :P
I faktycznie, jak już ktoś wspomniał na forum, kochankę sobie Arturek znalazł żałosną biorąc pod uwagę to, ile kobiet się koło niego kręciło wcześniej - bardziej, powiedzmy, ogarniętych. Widać musiał trafić na kogoś swojego pokroju :D
-
Ponoć spytano kiedyś małżeństwo z 70-letnim stażem - jak to jest, że tyle lat są ze sobą - oni odpowiedzieli, że wychowali się w czasach, gdy jak coś się popsuło - to naprawiało się to a nie wyrzucało do śmieci. Jak ulał pasuje.
A kochankę jak już to faktycznie mógł sobie lepszą wybrać, a nie taką kretynkę, "blond-żyrafę" jak celnie już ją nazwaliście. Przecież ona pusta jak dziurawe wiadro, ciekawe jak dochrapała się posady prawnika... Patrząc na jej "walory" i podejście do życia, nasuwa mi się brzydkie podejrzenie <na_poduszce>
-
Ponoć spytano kiedyś małżeństwo z 70-letnim stażem - jak to jest, że tyle lat są ze sobą - oni odpowiedzieli, że wychowali się w czasach, gdy jak coś się popsuło - to naprawiało się to a nie wyrzucało do śmieci.
Święte słowa ;D
A ja tam wolę już oglądać słodycz w wykonaniu Marcina i Kaśki, niż wszelkie inne badziewne wątki w tym serialu o miłości.
Słodycz mamy także u Kingi i Piotrusia, ale tam jest ona wręcz obrzydliwa i sztuczna na kilometr: ti, ti, mniu, mniu, ci, ci, pi, pi. Normalnie mdli.
Madzia wręcz nam kwitnie po tak dramatycznych chwilach, kiedy to niemal z życiem się rozstała. Ja nie twierdzę, że teraz do końca owego życia ma się zamartwiać, ale po niej nic a nic nie widać, że problemy miała. I ten przeskok z "tamtych" momentów do "obecnych" momentów tworzy taką dziurę, że również sztuczność wieje jak ten halny w Tartach.
Tomaszek i Marzenie plus Joasia i sekciarski wątek ciągnie się jak włoski makaron i na dodatek bez składu i ładu. Dorośli ludzie a zachowują się jak małolaty. Joaśka nie przeszła jeszcze nawet etapu rozwoju myślenia przyczynowo-skutkowego (końcówka przedszkola). A parka obok? Panie najlepszy policjancie w mieście i pani równie wybitna prokurator - miłość to nie tylko bara-bara. Są w niej ważniejsze rzeczy.
I nie dziwota, że Mały Chodakowski nie lubi Żylety, skoro tato woli się z nianią bawić w szczęśliwą rodzinkę, a przyszła-niedoszła nowa mama focha się z byle powodu, zabiera swoje zabawki i udaje, że do domu ucieka. Taka dziecinada wręcz nie pasuje do gliny i prokurator(ki?). Sztuczność dalej rozlewa się po ekranie.
Janka to następna porypana osoba, co do której scenarzyści nie wiedzą jak mają poprowadzić. Rano budzą się pewnie z myślą "będzie trauma po gwałcie" a wieczorem zasypiają z pomysłem "będzie uwodzić". W jednym odcinku Janka klei się do Wojtka w wyuzdanych niemal pozach, całuje się z nim wręcz obrzydliwie aby wzbudzić zazdrość w Marcinie, a w kolejnym odcinku rzuca się jak wesz na kożuchu, gdy młody doktorek próbuje czule ją pocałować. Jak nic do Tworek się nadaje. Ale nie, musi jeszcze Jamesa Bonda w spódnicy zagrać i Grabinę od zagłady ekologicznej uratować. Nic to, że sposób zatrudnienia jej to istne science fiction. Mamy już powódź sztuczności.
I jeszcze tylko dwie krople, które pogrążają ten serial w otchłani sztuczności:
- mądry Janek, który tak żałował siostry Ali (zapomniałam jak ma na imię), po pysku niemal lał absztyfikantów dziewczyny, którzy chcieli się z nią tylko troszkę pobawić, tak pocieszał, że znajdzie miłość, iż w końcu siebie zobaczył się w roli tego jedynego, z dnia na dzień przemienia się w frajera i jeszcze pyta "wszystko w porządku? nie gniewasz się?". No ludzie, aż się go chce pogonić jak on tych absztyfikantów.
- i Marysia... sorry, ale mnie pani Małgosia absolutnie nie przekonuje w roli zdradzonej, będącej jeszcze w niewyleczonej a właściwie popadającej w kolejną depresję. Ta kobieta nie wzbudza we mnie żadnych emocji. A powinna, mając takie dramatyczne przeżycia. Jest bezpłciowa, zresztą podobnie jak jej młodsza siostra Marta.
A wracając do Marcina i Kaśki - tu widzę realne sprawy: stopniową przemianę chłopaka i to z całkiem możliwych powodów, jego dojrzewanie do... dorosłości, związane z odpowiedzialnością za drugiego człowieka dylematy, dziewczynę, która mądrzeje, nie poddaje się ślepej miłości, która boi się nowej roli (matki) i też ma dylematy (czy będzie miała wsparcie od ukochanego). Wątek nie taki zły (do momentu, gdy trzeba będzie coś namieszać, aby widz się nie nudził ::)).
-
Magda to ma nieźle. Nie dość, że dostała nowe serce to i piękna chata jej przypadła.
I nie bardzo wiem co tam się jeszcze działo. Chodzi mi po głowie żałosny Arturek, Kisielowa wtrącająca się w nie swoje sprawy i Ulka z Natalką.
Swoją drogą z Natalki jej niezły numer. Rozwaliła kobiecie małżeństwo, taka wielka miłość z jej strony, potem amant się znudził i dziewczyna zadowolona. Żałosne.
-
Stało się to, co przewidywałam niestety - Żak wyjeżdża, Anka rozpacza i niebawem pewnie zacznie się coś z Markiem, chociaż na razie broni Ewy :P
Wszyscy tak umieją kłamać i Anka i Kolęda z Jet lag.
Madzia się w czepku urodziła, nie rozumiem też, ponownie, po co Wiktor wyjeżdża. Nie chce mieć obok siebie serca córki? <mysli>
Natalka, owszem, zachowała się po świńsku, infantylnie i niedojrzale...ale jej kochanek nie jest lepszy! Nie pamiętam, czy ma on dzieci, ale telefony od żony się odbiera, bo naprawdę w rodzinie coś się może stać :P Nie sądzisz, Maleńka? No tak...Ty zapewne pomyślisz o tym jutro :-)
-
Jasne, nie twierdzę, że kochanek nie ma niczego za uszami... Ale Natalce się dziwię podwójnie - po pierwsze, nie wdajesz się w romans z żonatym mężczyzną. Z po drugie - widząc jak cierpiała jej matka, kiedy Marek ją zdradzał, mogłaby się powstrzymać od zaspokojenia swoich cielesnych potrzeb.
A widzisz, jednak jeszcze dzisiaj o tym pomyślałam.
-
A myślałam, że rasowa z Ciebie Scarlett :D
Natalię, no cóż, też uderzył grom z jasnego nieba. Nawet lekarz medycyny stwierdził, że wtedy nic nie można poradzić.
Poza tym, może przeżycia matki nauczyły ją ( o zgrozo) tego, że lepiej najpierw zranić niż zostać zranionym.Psychologiczny odpowiednik usuwania piersi jako ucieczki przed rakiem, którego jeszcze nie ma.
A po trzecie to obie panny Mostowiaczki są pustymi lalami, nie odbiegają zresztą od reszty postaci w tym serialu i od ogółu współczesnej młodzieży w ogóle . Zero świętości, kupa tolerancji ::).
-
Swoją drogą z Natalki jej niezły numer. Rozwaliła kobiecie małżeństwo, taka wielka miłość z jej strony, potem amant się znudził i dziewczyna zadowolona. Żałosne.
Ale jak pamiętacie ona zawsze te swoje uczucia jakoś kulawo ukierunkowywała, co raz omal nie zaowocowało tragedią.
Ale teraz poleciała po całości - co szczególnie dziwi, że jak piszecie i ja się z tym zgadzam - miała dobry widok na to co dzieje się w rozbijanej przez zdrady rodzinie. Egoistka ot co.
-
Aśka nieźle dziś nawywijała. Ciekawa tylko jestem jak teraz potoczy się ta sprawa - ale chyba jest odroczona skoro Tomuś usiłował odzyskać nagranie - teraz się przedstawi dwa - jedno - kłótnia Gośki z Michałem i drugie - szantaż detektywa. I wszystko skończy się dobrze. Choć miałam ochotę tej Asieńce zdrowo przywalić.
Olgi mi coraz bardziej szkoda. Taka fajna dziewczyna, choć dziś stwierdziłam, że szkoda jej byłoby dla Janka, którego Sylwia zapewne kopnie za jakiś czas w cztery litery.
No i znowu do akcji wkroczyła Baśka. A tak było miło bez jej widoku w serialu.
Co mi się dziś podobało to zdjęcie Pawła i Ali - piękne, świetne kolory, cudo.
-
Już parę razy wspominałam, że wątek Ali i Pawła (tuż obok Kingi i Piotra) są dla mnie najnudniejszy w całym serialu. Są oczywiście inne, które mnie denerwują, ale tamte przynajmniej jakieś emocje wywołują. A te dwa bezpłciowe do kwadratu. Sporą winę za ten fakt (jeśli chodzi o pierwszą wspomnianą parę) ponosi Frycz. Jej Ala jest po prostu bezbarwna, mdła, "przezroczysta".
Aśka nieźle dziś nawywijała. Ciekawa tylko jestem jak teraz potoczy się ta sprawa - ale chyba jest odroczona skoro Tomuś usiłował odzyskać nagranie - teraz się przedstawi dwa - jedno - kłótnia Gośki z Michałem i drugie - szantaż detektywa. I wszystko skończy się dobrze. Choć miałam ochotę tej Asieńce zdrowo przywalić.
Aśka nawywijała, ale trzeba przyznać, że nieźle wykombinowała, jak to wszystko rozegrać.
Oburzaliśmy się, że jak ona mogła nie powiedzieć Tomkowi o szantażu. Okazuje się, że zawodowo się zachowała - zaskoczenie brakiem nagrania, oburzenie i złość Tomka i Andrzeja było autentyczne. Szemrany adwokat sekty nie miał wątpliwości, że Chodakowski jest już w tej sprawie przegrany. Owszem, Aśka dużo ryzykowała spotykając się później z kolejną szemraną postacią - detektywem sekty. Nie wiadomo jakby się ta rozmowa skończyła. Ale widocznie sekta z kolei nie chciała ryzykować wciągnięcia w jakieś śledztwo w sprawie śmierci świadka, gdy sprawa została po ich myśli rozstrzygnięta.
Tak więc, jak dla mnie, pomysł ze zmianą zeznania Joanny był dobry. Inna sprawa, że niestety aktorka gra swoją bohaterkę drętwo.
Co mi się dziś podobało to zdjęcie Pawła i Ali - piękne, świetne kolory, cudo.
Owszem całkiem niezły ten... portret. Bo ja zrozumiałam, że to nie zdjęcie tylko praca Olgi.
Tylko że tym razem scenarzyści pomyśleli zapewne, że widzom można wcisnąć największy kit, a oni i tak to łykną. Czegoś takiego, na takim poziomie nie da się namalować w kilka godzin. Rano Ala z Pawłem robią zakupy, podczas których dziewczyna napomyka o zdjęciu, po powrocie do domu Paweł daje szwagierce zlecenie, wieczorkiem Ala dostaje prezent. No ludzie , jakaś czarodziejka z tej Olgi, czy co? ::)
-
Pewnie, że to miał być portret. Może w rzeczywistości jakaś artystyczna dusza się nad tym pochyliła, niemniej jednak czy zdjęcie czy portret - piękne :)
-
Tada-bums!!! <ok>
Wczorajszy odcinek, scena z Madzią i Pawełkiem... "Chciałabym mieć dziecko i żebyś ty był ojcem". Bije to chyba na głowę każdą, każdą głupotę jaką Magda kiedykolwiek popełniła - szczyt szczytów. Nieważne, że "wielki arcyprzyjaciel" dopiero sobie życie kolejny raz poukładał, że z tą Alą jakoś tam się układa - ona CHCE mieć dziecko. Nosz do diabła.... Leżę i kwiczę. Ta scenka powaliła mnie na kolana. <flaga>
-
Mnie raczej powaliła scenka z przebiegłą Kinią.
Jaka ona sprytna... Och, ach.
Odcinek uratowała ładnie wyglądająca Monika :)
Kisielowa też tandetnie.
-
Sprytna czy nie - Werner się ostatnio coraz bardziej zapominać, jeśli chodzi o dobre stosunki na linii szef-pracownik, jakieś postawienie do pionu mu się należało.
-
E tam. Z Piotra jest pierdoła i adwokacina od siedmiu boleści.
Mógł go zwolnić, byłoby ciekawiej :D
-
E tam. Z Piotra jest pierdoła i adwokacina od siedmiu boleści.
Mógł go zwolnić, byłoby ciekawiej :D
No też w sumie prawda... :)
-
Mnie raczej powaliła scenka z przebiegłą Kinią.
Jaka ona sprytna... Och, ach.
Odcinek uratowała ładnie wyglądająca Monika :)
Kisielowa też tandetnie.
O rany, co za beznadziejny pomysł z tym szantażem. Po prostu dno.
Pierwszy lepszy gość z ulicy nie dałby się nabrać na gadki Kini, a co dopiero taki prawniczy wyga jak Adaś. Fakt prywatnie to z niego raczej taki Piotruś Pan, ale zawodowo, sądząc po renomie kancelarii, raczej niezły.
Wątek Madzi i dziecka - to kolejny dla mnie powód aby nie lubić tej postaci. Przecież ewidentnie widać, że ona chce tego dziecka, aby nie być samotną. Nie dlatego, że odezwał się wreszcie instynkt macierzyński. Dlatego, że wszyscy kogoś mają, a ona nie. Posiadanie dziecka dobrze jej zrobi. Czysty egoizm.
A, i nie ważne uczucia innych.
-
Wątek Madzi i dziecka - to kolejny dla mnie powód aby nie lubić tej postaci. Przecież ewidentnie widać, że ona chce tego dziecka, aby nie być samotną. Nie dlatego, że odezwał się wreszcie instynkt macierzyński. Dlatego, że wszyscy kogoś mają, a ona nie. Posiadanie dziecka dobrze jej zrobi. Czysty egoizm.
A, i nie ważne uczucia innych.
Nie, tym to po prostu sobie u mnie przegrała na amen. Ona chce mieć dziecko i nieważne, że to "chciejstwo" może rozwalić dopiero co ułożone życie jej "super-przyjaciela". Chce i już.
Toć już mogła sobie jak Kaśka z "Barw" zrobić in-vitro, w końcu w serialach takie rzeczy robi się od ręki ;)
-
Madzia to ma tupet!
Narozrabiała z tą akcją "dziecko" i jeszcze wrobiła Kingę w poczucie winy, że tak ostro przyjaciółkę potraktowała. A sama liczyła się z uczuciami innych? Pawła, stawiając go w tak niekomfortowej sytuacji, w której musi wybierać pomiędzy uczciwością wobec żony a spełnieniem marzeń przyjaciółki, Ali, namawiając jej męża do zrobienia czegoś poza plecami żony i to czegoś, co wpłynęłoby bardzo na ich rodzinę).
A teraz Madzia to ofiara, której nikt nie rozumie ::)
Biedulka!
Pałęta się to po eMce od zarania dziejów i ludziom krew psuje.
-
Oprócz miny Arturka na widok Marysi z innym mężczyzną - nic mnie w tym odcinku nie zaciekawiło.
Rycerski Łukasz, który wpada do więzienia na umoralniającą gadkę czy co on tam powiedział - dno. I to coś co mu się przykleiło do twarzy w jej dolnej części - ohyda.
Ach - i na Zosię miło było popatrzeć ;)
-
Mnie wkurza Janek - składa zeznania, wycofuje zenania i tak w kólko ::) Szkoda mu dziecka? To niech się zajmie dzieckiem a mamusia niech odpowiie za to co zrobiła <jezyk> Gdyby miała szczere intencje (wobec Janka) to od razu by się przyznała do potrącenia...i tak by jej pomógł i wziął wszystko na siebie. Nie kumam toku rozumownaia tego faceta.
-
Znowu jakiś kryminał się szykuje - bezdomny z taką przeszością, że aż ksiądz pobladł i Marka na wszelki wypadek ostrzegł. (Swoją drogą, Jezus Chrystus chyba też nie jest poprawny politycznie...jeszcze nie tak dawno pozdrowienie takie bohaterowie serialu wypowiadali w całości <mysli>). Szkoda, a mam na myśli bezdomnego, bo myślałam, że oto kolejna partia dla Anny pojawiiła się.
I właściwie wszytsko jakoś przełknęłabym ale na widok Asi centralnie mnie mdli :P
-
Serio? A mnie właśnie wątek Asi interesuje najbardziej. I już się nie mogę doczekać aż ją w końcu rzucą w ramiona Tomka.
Poniedziałkowy i wczorajszy odcinek przełknęłam jakoś dzięki Aśce - choć wczoraj jej chyba nie było? <zniecierpliwiony>
Wczoraj mnie mdliło na widok Kingusi, która wypada do fryzjera, na zakupy, masaż... Ludzie nie mają za co żyć w tym naszym cudnym kraju, a w emce żyje się ponad stan - choć co ja się dziwię, mając w domu wziętego adwokata (gdzie zdanie aplikacji?) to mogą sobie pozwolić na wszystko.
Wątek Ewy mnie już męczy, a wczorajsza scenka z Anną i wielką przyjaźnią - bawi. Do oczu sobie kiedyś skakały, a tu proszę... Nawet Ewunia pochylając się nad grobem, szykuje małżonkę dla niedoszłego mężusia.
No i Filarski - stary lovelas - jest wręcz żałosny w tych swoich poczynaniach w stosunku do Moniki. Czemu ona się na to godzi? Kopnęłaby starucha w cztery litery i pokazała, gdzie jego miejsce.
PS Tomek w szatni... Miód na me oczy - taki męski <serce>
-
Wątek Asi jak wątek, niech ją rzucają w ramiona Tomka nawet. Ja się meczę z nią, jest taka przesłodzona, że mnie mdli.
Przyjaźń Ewy i Anki też mnie odrzuca (w ogóle mnie wnerwia, że Anka się zajmuje tą rodzinką :P), ale Asia to masakra...
-
Dlaczego czuję pustkę ilekroć muszę coś napisać o ostatnim odcinku i jeszcze wcześniejszym ostatnim?
Dotąd myślałam, że Pawelek ma pecha do kobiet. Teraz wiem że sam sobie szuka problemów. Do Grabiny bym już na nocleg zajechała..albo do jakiegoś motelu (żeby uniknąć pytań) a do Madzi bym nie poszła. ::) Na Deszczowej to też widzę, że się dom skurczył. Niedawno mieszkała tam kupa ludzi a teraz ledwo przybylo jedno dziecko na nocleg a już się Pawelek nie miał gdzie przespać :o
-
Czujesz pustkę czy widzisz ją w tym temacie? ;)
Generalnie ostatnio eMka jakoś średnio mnie jara ;)
A wręcz irytuje. Oglądam ją tylko chyba ze względu na Asię i Tomka... Och jakbym chciała, żeby tych dwoje w końcu stworzyło prawdziwą rodzinę, niestety chyba szykuje się powrót Rudej.
A dalej? Marta przepraszająca Andrzeja, że przeczytała maila... Powinna go jeszcze po stopach całować. A sprawczyni maila - Sonia. Żałosna kobiecina. Facet jej nie chciał. Odrzucił awanse. To co tam, napiszę mu jeszcze, że się w nim zakochałam to może w końcu PRZEJRZY na oczy, zostawi grubą i jednak odwzajemni moje uczucie... Ech.
Synuś Marty. Jak to mawiał Karwowski - młody idiota. Z tym kolczykiem w kinolu wygląda jak krowa na polu. Szkoda, że nie muczy.
Ach przepraszam... Jest jeszcze osoba, dla której śledzę eMkę - Anna. Serio. Uwierzysz Jean? Polubiłam tę postać, taką jaka jest teraz i mam nadzieję, że w końcu spojrzy na Wernera łaskawszym okiem.
Kinia, Piotruś, Ala i Paweł - i te ich problemiki nadal średnio mnie obchodzą. Szkoda, że zawsze jak się pojawiają Zduńscy 2 to musi się pojawić ich małe, wielkookie dziecko zwane E.T :D E.T go home... :D
Do pełni (nie)szczęścia brakowało cukierkowych ostatnio - Marcina i Kasi.
Dobrze, że trochę pieprzu dokłada blond Żyrafa. Chyba będzie mi jej brakowało ;)
-
Uwierzę, uwierzę. Dla mnie co prawda klasa Anny przebijała się nawet przez skorupę jej szaleństwa - kiedy sypiała z Markiem czy potem wymyślała ciążę - ale zdecydowanie wolę to co teraz robią z nią scenarzyści. Moje modły powoli chyba zaczynają być wysłuchiwane. Drażnią mnie tylko sceny z Mareczkiem (z Ewa są drętwe ale to inna para kaloszy) - nadal uważam go za głównego winnego tamtych sytuacji. Wieśniak. Jak zwykle mu się wszystko składa- pieniadze od teścia, które za moment już ma w co zainwestować...nad czym boleję po stokroć. Jeżeli znowu się coś zacznie między tą dwójką to jadę ma manifę.
Też chciałabym Wernera...tym bardziej, że on w końcu też zaczyna dorośleć.
A Ruda wraca...przepraszam...po co? Przecież niedawno się obrażała, wyjeżdżała bez słowa. Kibicowałam nawet temu "związkowi" no ale no bez przesady.
Zgadzam się co do oceny Soni...a do oceny Łukasza to już w ogóle. To wieczne "nie wiem czego chcę"ma zdecydowanie po matce która swego czasu też ciągle musiała się "składać"od nowa. Niech jedzie wcholerę do tej Kolumbii czy innej Wenezueli, niech go potem panna oleje a on niech zostanie bez studiów bez pieniędzy...a'propos, bo nie dosłyszałam - on mówił cośo tm jak zamierza się tam utrzymywać? <mysli>
-
Ach jakże piękny był ten powrót Rudej :D A jakże przyjemnie patrzyło się na jej zawiedzioną minę. Czego ona oczekiwała? Zostawiła faceta, zajęła się innym, zaręczyny i co teraz Tomasz miałby zrobić? Błagać ją o powrót? Jej wybór.
Wątek Anny coraz bardziej mnie ciekawi. Dobrze, że nic nie wyszło między nią a Markiem. Nudny jak flaki z olejem Mostowiak bardziej nadaje się do wiecznie nieumalowanej Ewy ;) Anna by przy nim uschła. Czekam tylko teraz na jakieś buzi buzi z Wernerem. <niecierpliwy>
-
Jest jeszcze ten bezdomny. Nie wiadomo co jemu chodzi po głowie. I co Ance zacznie chodzić po głowie względem niego.
-
Mam nadzieję, że nie wyniknie z tego jakiś romans.
I jak? Bo ominęłam początek prasując ubrania i nie bardzo wiem co Tomek powiedział Agnieszce...
A z kolei sam Tomasz wczoraj był uroczo nieporadny. Taki fajny, stanowczy, męski facet boi się zaprosić dziewczynę na randkę. Ech. No oczywiście, że nie wyszło bo w tym serialu to nigdy nic od razu nie wychodzi. A szkoda.
Z kolei u Marcinka i Kasi sielanka... Nie wiem jak Wy, ale ja na ten lukier już patrzeć nie mogę.
-
Ja bawiłam się pilotem. Pewnie dużo mi przez to umknęło - no ale ludzie! Marcin i Kasia w przychodni Marcin i kASIA samochodzie Marcin i Kasia w Grabinie..Marcin i Kasia w samochodzie 2 Marcin i Kasia w mieszkaniu. Badaj się - całują sie, jadą samochodem - całują się, sadzą drzewo - całuja się.
Kiedy potem zrobiła takie "ała' i dziwną minę to myślałam, że zaraz poroni - ale nie, ona tak reaguje na ruchy dziecka.
Cały odcinek był tym naszpikowany - że też nie było szkoda czasu i taśmy na coś takiego ::)
Aśka...ręce opadają. Ktoś kto ratuje cię przed przejechaniem przez samochód na bank nie jest zboczeńcem i nikim złym więc spokojnie mogę iśc do jego domu na kolację. Serio teraz to jest powszechna praktyka? :o Ale pewnie tak - jakaś lalunia chciała ściągnąć Tomcia na chatę (pewnie pokazal legitymację wcześniej <mysli>).
I nie wiem po co ładować AŚKĘ w romans z tym "od Janki" skoro ona ma być z naszym super gliną?
-
Dlaczego robimy tragedię tam gdzie jej nie ma?
W całej tej rodzinie Mostowiaków tylko Lucjan zachowuje się jak człowiek - cieszy się, bo będzie znowu pradziadkiem ;)
Nie żyjemy w dawnych czasach, gdzie ciężarna nastolatka (swoją drogą to czy ona jest już pełnoletnia?) jest wytykana palcami i w ogóle palona na stosie ;)
No trudno, stało się. Nie jest samotna, ma rodzinę, która jej pomoże. Pod pewnymi warunkami, ale jednak.
Nie jest też dzieckiem, więc powinna wiedzieć czym kończy się seks bez zabezpieczenia, a we wczorajszym odcinku zachowywała się, jakby kompletnie nie zdawała sobie z tego sprawy.
Nie będę zdawać matury bo nie dam rady i postanowione. Ludzie, litości. Nie jest obłożnie chora czy umierająca. Niech się teraz weźmie w garść i poniesie konsekwencje swoich czynów.
Na plus zachowanie Ewy - ciepła, dobra kobieta, idealna do rozmowy z pogubionym dzieciakiem.
Minus odcinka - Kinia. Nie mogę już patrzeć na tę postać, na jej mężusia i całą deszczową.
Swoją drogą czy Olek nie był zajęty przez jakąś blond stewardesę? ;)
-
swoją drogą to czy ona jest już pełnoletnia?
No właśnie ja przez cały czas żyłam w przekonaniu, że Ula i Natalka są w tym samym wieku. Tymczasem ta pierwsza już studiuje, a ta druga ma maturę dopiero - tylko nie wiadomo w sumie czy to różnica w wieku, czy może liceum-technikum. Tak czy siak nie zmienia to faktu, że Natalka jest pełnoletnia, więc afera która się wokół tego wywiązała jest co najmniej żałosna. Brakowało tylko żeby Baśka zawołała księdza i zaczęli odmawiać wspólne modły nad jawnogrzesznicą.
Chociaż Natalki nigdy nie polubię...
-
Oj jak dawno nie stawiałam tu swoich literek :ysz:
Co do ostatnich odcinków MJM... Nie rozumiem o czym już jest ten serial. O Mostowiakach czy o miłościach i podbojach całej Warszawy?
Kiedyś w każdy odcinku pojawiały się Mostowiaki i ich losy. Teraz większość zajmuje cukierkowa pana Kasi i Marcina, Kingi i Piotra... itp. No ile można oglądać? Już problemu Natalki są ciekawsze od sielanki dwóch ww par. Brak jakiejkolwiek fabuły... jeden, dwa odcinki i wszystko jasne.
Dobrze że, stare odcinki można zobaczyć tam coś się dzieje, trzymają w napięciu.
Wracając do poprzedniego odcinka... Też nie rozumiem o co tyle hałasu? Ciąża to nie zbrodnia, zdarza się trudno. Postawa Ulki w gruncie rzeczy podobała mi się, pokazała że jest odpowiedzialna. W przeciwieństwie do Uli, Natalia zawsze miała dziwne poczucie swojej wartości i pakowała się w różne sytuacje z facetami. Raz fascynacja księdzem, kolejna z dyrektorem, nauczyciel a po drodze znajomość internetowa. Nie wiem co ta dziewczyna ma w głowie? A przejmuje się tym co ludzie powiedzą, jak szkoła zareaguje... Biedne nienarodzone dziecko :(
Reszta rodziny zapomniała o tym że, święci nie byli. Pierwsza? Basia, sama była w ciąży przed ślubem z Lucjanem. Marta, Marek, Gośka też nie mieli ślubu. Jakoś sobie poradzili. Wiem że, może dorośli byli, pracowali... ale ludzie. Przerabiali to już tyle razy i jedyną osobą która zachowała się dorośle to LUCEK <3 . Marek i jego warunki? Może chce dobrze, ale powinny być postawione w inny sposób, nie wymaganiem. A odpowiedzialną rozmową. Racjonalne argumenty powinny ją przekonać, a nie krzykiem. Postawienie kogoś pod ścianą wcale nie oznacza że, zrozumie. Postawa Ewy także pozytywna, przeszłam to samo i efekt jest.
-
Koszula w motylki Dariuszka wywołała we mnie szok :D Czarek z 13 posterunku taką nosił, jak udawał homoseksualistę, ale ja nie o tym ;)
Nie wiem po kiego grzyba ciągną wątek rudej, rozmemłanej Żylety? Zostawiła, wyjechała, zaręczyła się i nara. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że z Tomkiem już nie będzie wiec nie warto odgrzewać już tych kotletów.
-
Gdybym połknęła taką garść prochów jak blond żyrafa to przede wszystkim bym się udławiła a nie nimi zatruła. Do połknięcia jednej tabletki potrzebuję z pół szklanki a co dopiero do takiej ilości środków. Oni w ogóle w tych serialach piją duszkiem jakby wodę oszczędzali dla Sudanu.
Blond żyrafa jest na drugim miejscu postaci ...rozwalających mnie w tym sezonie. Tuż za nią jest Ruda a tuż przed nią...no niestety Natalia. A;e nie komentuję i nie tłumaczę dlaczego bowiem stara jestem i mam staroświeckie podejście do takich tematów.
-
Ale rozwiń swoją myśl :)
-
1. Jak się człowiek zbliża do matury to powinien myśleć o maturze. Ba, powiem więcej, szkoła średnia to nie jest czas na jakiekolwiek poważne związki (poważne czyt. połączone ze współżyciem...a nie - poważne typu ślub, zaręczyny...<<a wedle współczesnego języka - wyznanie miłości, bowiem bzykać się można bez tego>>). Łączenie nauki ze związkami rzadko się udaje. Nawet ciężko jest wtedy gdy jest się dorosłym i ma się odpowiedzialnego partnera. Na którąś z osób zawsze spadnie większa odpowiedzialność i któraś ze stron będzie musiała pójść na nieco większe ustępstwa. Obie nie dadzą z siebie już 100%.
Co dopiero nastolatki.
Dodatkowo nadeszły ciężkie czasy, kiedy ludzie po studiach mają problem z pracą a co dopiero ludzie bez matury. Ok, chłopaki jak mają fach w ręku (murarka, stolarka) zawsze coś urobią, a dziewczyny? W OGÓLE SIĘ nie dziwię reakcji otoczenia Natalii. Wcale nie chodziło, że jest dziecko przedślubne. Barbara żyła w innych czasach. Gdyby się Lucek nie znalazł to, owszem, wstyd byłby na całą wieś, ale zawsze mogłaby wyjechać, znaleźć pracę, dla dziecka przedszkole i jakiś kąt. A jak jest dzisiaj?
Dziecko to radość, tak! zwłaszcza jak sie ma zastęp ludzi pomocnych.
2. Laska ma wyjątkowego pecha albo jest wyjątkowo głupia. Albo jedno i drugie. Nawet zrozumiałabym gdyby to był jej pierwszy, powiedzmy, chłopak. Ale przecież ona już miała kilka przygód, w tym historię z nauczycielem (tylko nie mówcie, że tamto było czysto platoniczne). Teraz nagle zachowuje się tak jakby się dopiero co dowiedziała, czym się faktycznie może skończyć współżycie. A może to Dareczek jej powiedział, że coś jest 100% pewne?
3. Narzekanie na szkołę, że nie pójdzie, bo się wszyscy będą nabijać. Powinna się cieszyć, że dzisiaj może się uczyć w tej samej szkole, kiedyś usuwało taka pannicę lub przenoszono do ”wieczorówki”, której i tak większość nie kończyła. Z drugiej strony może Natalii takie rozwiązanie byłoby bardziej na rękę…
4. Właściwie to jej trochę współczuję, bo młodzi ludzie są podli. Wyjątkowo. Różnica między Natalią a innymi polega tylko na tym, że ona miała pecha. Nie na tym, że reszta jest nieskalana.. W rezultacie pośmiewiskiem jest 20-letnia dziewica i jednocześnie 20-letnia przyszła mama. Tok myślenia młodych ludzi autentycznie mnie przeraża. Z drugiej strony nie wiemy jaka była Natalia i jak się odnosiła do innych – może sama miała ubaw z kogoś kto był wcześniej w podobnej sytuacji w szkole? „XXI wiek a oni się nie umieją zabezpieczyć” – może i taki popłynął z jej ust tekst?
5. Jej jęczenie i przewalanie oczami mnie tak dobija że to już starczy za wszystkie inne powody by jej nie lubić.
Ogółem ten wątek jest masakryczny.
-
Kaśka to jest przyklad bohatera serialowo- filmowego, który mnie zawsze zastanawia. Taki bohater na przykład, schodzi do ciemnej piwnicy w środku nocy, chociaz się tego boi; opuszcza bezpieczne schronienie, nie wiadomo po co w sumie, choć wie, że wokół gdzie ś grasuje morderca - psychopata; ma problemy zdrowotne i wybiera sięna pustkowie.
Mareczek - dekektyw oczywiście bransoletki nie znalazł ::)
I teraz Janka będzie wychowywać dziecko :o
Daruś i jego mamusia to jakaś porażka, co nie zmienia faktu, że Natalię walnęłabym w ten jej głupi łeb. Gdybym nie "znała" jej wcześniej pomyślałabym, że to wahania hormonalne. A "mądrości życiowe" mamusi Dareczka po raz kolejny pokazują życiowa prawdę- facet może sobie bezkarnie hasać i spać z byle kim byle kiedy a kobieta nie może bo jak zajdzie w ciążę to będzie,że łapała chłopa na dziecko a jak nie zajdzie to i tak kurwą będzie. Nie wołam tutaj o równouprawnienie dla kobiet coby mogły hasać więcej ale o to, żeby od facetów wymagać jakichś zasad.
-
Snująca się po ekranie, wiecznie rycząca Natalka nie należy do najmilszych widoków. Szczerze? Jakoś nie bardzo jest mi jej żal. Fakt, chłopak okazał się palantem, podkulił ogonek (nie w porę) i zwiał z mamusią do Niemiec, ale na litość boską. Czy ona ma 7 lat? Czy nie wie jakie konsekwencje może mieć seks bez zabezpieczenia? Denerwuje mnie to, że robi z siebie ofiarę. Dobrze, że chociaż ma oparcie w rodzinie.
I nie wiem jak Was, ale mnie metamorfoza Marcinka przeraża. Kolejna postać w serialu, którą miłość cudownie zmienia. No popłakał się chłopak wczoraj z tych nerwów. Urocze.
Ale i tak nic nie przebije przyjemności w oglądaniu Adasia i Ani i ich choć przez chwilę razem. <serduszko>
Dziwię się Jean, że nic o tym nie wspomniałaś ;)
-
Podobne konsekwencje może mieć seks z zabezpieczeniem :)
Ponadto...no nie można robić z Natalii aż takiej ofiary losu, w końcu z nauczycielem i z kimś tam jeszcze w ciążę nie zaszła, a mogła, nawet gdyby druga strona (lub obie strony) była w zabezpieczeniach oblatana.
Owszem ładne sceny w pensjonacie a nie wspomniałam, bowiem całą energię spożytkowałam kiedyś na obronie bohaterki więc kiedy już broni się ona sama to ja odpuszczam, chociaż owszem sceny takie mnie cieszą i jestem z nich zadowolona;)
-
A cóż to, żałoba?
Czy zawsze musi ktoś umrzeć w tym serialu, żeby odcinek był ciekawy oraz miał skład i ład? Naprawdę od dawna mi się tak dobrze nie oglądało, zwykle przysypiam. Na końcu było mi bardzo przykro, niejako wczułam się w sytuację Marcina.
I będę świnią zapewne, ale czas z panią Muchą sie niezbyt łaskawienie obchodzi...Czas..lub ona sama.
-
I będę świnią zapewne, ale czas z panią Muchą sie niezbyt łaskawienie obchodzi...Czas..lub ona sama.
Pogłęb wypowiedź ;)
Przyznam, że i mi łezka się w oku wczoraj zakręciła - podczas rozmowy Marcina z lekarką. Wiedział do kogo uderzyć. Żadna młoda pewnie nie wpuściłaby go do synka.
Ale i tak dla mnie największą ofiarą losu jest Janeczka - jak ja nie lubię jak ktoś się tak nad sobą użala. Głupia pinda.
No i przy okazji brawa dla Pana Mikołaja - świetnie wczoraj zagrał. Jazda samochodem, rozmowa z Baśką, łamiący się głos, wcześniej rozmowa z Rafałem na działce - świetnie zagrane sceny.
I na plus - Anna i Adaś - ach <serduszko>
-
I będę świnią zapewne, ale czas z panią Muchą sie niezbyt łaskawienie obchodzi...Czas..lub ona sama.
Pogłęb wypowiedź ;)
A cóż tu pogłębiać?
Pogłębiają to się zmarszczki na buzi pani M. Ma zniszczoną twarz - nie mam pojęcia czym jest to spowodowane. Cichopek przy niej wygląda dużo, nieporównywalnie lepiej a to przeciez prawie równolatki <mysli>
A mnie się w końcu podkład muzyczny (linia melodyczna, ściżka dźwiękowa...jak zwal tak zwał) bardzo podoba. W tle słychać skrzypce a nie jakieś łubu dubu. Całe dwa odcinki w tym tygodniu były jakieś szczególne, naprawdę trudno się czepiać.
I nawet pocałunki obydwa się podobały :P
-
Odcinek walentynkowy za bardzo zalukrowany Ewą i Markiem, ale to już stanrad. :zawstydzony1: Miłe dla oka sceny między Anią i Adamem, tworzy się fajna para, a pan Rafał w tle wcale nie razi intrygujący facet jestem ciekawa jak jego wątek się rozwinie i co on takiego ukrywa. I oczywiście ponad czasowi Basia i Lucek, ale to stare pokolenie niezniszczalni <zakochany>
-
Ewa i Marek może i trochę za cukierkowo, ale sceny w aucie z Natalką i prezentami mnie rozbawiły ;)
Mam nadzieję, że Adaś przeżył wypadek. Pokazali tylko Annę :(
-
Podoba mi się postawa Ewy. Okazuje tyle serca Natalii, zachowuje się jak prawdziwa matka, tak pięknie podkreśla "nasza córka", rezyguje z przyjemności prezentów.. Taka macocha to skarb <serduszka> a pro, mnie rozbawiła Natalka w tej scenie w samochodzie udowodniła jaka jest tępa. Każdy głupi by się skapnął, że prezenty nie były dla niej po tym jak zobaczyła ten MĘSKI zegarek.
-
Taki piękny, czerwonawy budynek gdy pokazano Szczecin - to moje miejsce pracy! Więc można powiedzieć, że wystąpiłam w emce :D
A co do samego odcinka... Nie, nie i jeszcze raz nie! Dlaczego? :( Tomek i Agnieszka to jakaś pomyłka, po co to ciągnąć :( ?
No i Andrzejek oczywiście pewnie skoczy w bok.
Miód na me oczy to Adam i Ania. Dobrze, że się pogodzili :)
No i duży plus za to, że nie było Kini, Piotrusia, Pawełka, wyłupiastej Basi, Marcina i Janeczki i w ogóle nudnych wątków dotyczących Zduńskich :D
-
Wątek Natalii i leśnika Franka jest na bazie historii Barbary i Lucjana.
Młoda dziewczyna z ciąży, którą zostawił facet, i Franek wrażliwy delikatny opiekuńczy, który z czasem się w niej zakocha, i da nazwisko nie swojemu dziecku, i je wychowa jak swoje. Będzie happy end, Basia będzie wzdychać, że historia lubi się powtarzać, będzie prowadzić rozmowy z Natalią i opowiadać jej o własnych podobnych doświadczeniach, a za 40 lat, albo krócej wróci Darek (Zenek) z Ameryki i czar pryśnie.
-
Śmieszne było, że dom w Grabinie (spalony) nagle stoi gdzieś w środku pola, trawka zarośnięta, żadnej drogi pod, schodków. No chyba, że cały czas wczoraj pokazywany był z drugiej strony ;)
Asia i Tomek - cóż za piękny obrazem <serce> Cudownie, że w końcu stworzą prawdziwą rodzinę ;)
Rozbawiła mnie Iza - och taka jestem bez makijażu, a rzęsy wytuszowane... Albo z... Albo bez ;)
I jedno wielkie - bardzo dobrze ci tak - do Arturka :)
-
Można powiedzieć, że się nam serial co nieco rozkręcił w tym sezonie. Co prawda ostatnio sobie odpuściłam...przez Magdę, bo nawet nie chcę wiedzieć, czym się ten pobyt w szpitalu skończy (a może już skończył?). natomiast...no na pewno niezły był wątek z wystraszoną Anią i opiekuńczym Andrzejem (plus idiotką Martą); Natalia- Ula - leśniczy oraz niedoszła teściowa Natalii; Aśka - Tomek (landrynki, ale ok...tylko, w co gra RUDA?). A i jeszcze św. Barbara i jej genialne pomysły. I zdziwienie, że ktoś śmie ją za to krytykować <smiech>
Ogólnie, można rzec że składny taki ten sezon jest.
-
Wczorajszy odcinek - nie powiem, ciekawy.
Choć śmieszne mi się trochę wydaje zachowanie Ulki. Sama jest sobie winna. Obrzydliwa wręcz momentami była tak się pchając do łóżka temu, całemu Franciszkowi.
Tak jak wczoraj - ten jej zaczyna mówić, że jej nie chce, a ona się rzuca z pocałunkami. Żałosne. Podobnie jak jej zachowanie.
Szkoda mi w tym wszystkim Natalki bo chciała da siostry zrezygnować z uczucia i jeszcze dostała po głowie.
-
Ech, ech, ech.
Siostry skłócone, a z miłości dalej nici :P Na dodatek scenarzyści wymyślili, że od wypadku były chłopak będzie niezdolny do przekazywania życia, więc pewnie nic z sielanki Natalkowo - Frankowej w najbliższym czasie :(
U Chodakowskich (mówiłam już o koniecznym pomyśle spin off-u?) też scenarzyści pojechali "po bandzie". Młody ledwo się ożenił a już bębnią o kryzysie. Starszy boi się, że zdradza swoją zmarłą dziewczynę całując się z fajną (!) koleżanką, a najstarszy zdradza żonę po wielu latach, z laską...nie do końca sprawną umysłowo :ysz:
Litości!
-
Od zawsze wiedziałam, że nasz wzięty adwokacina Zduński jest nie całkiem zdrowy na umyśle, a teraz się w tym upewniam. Piotruś jest po prostu idiotą.
Cała zabawa w spotkanka z dilerami, zaplanowana intryga i podrzucenie amfetaminy - to mogło przyjść tylko do głowy takiego geniusza jak Piotr Z.
Mam nadzieję, że straci prawo do wykonywania zawodu. Przy czym całkiem mnie wczoraj rozbawił.
Arturek uparty, Marysia nieugięta. I choć jako kobieta rozumiem ją w 100% bo swego czasu potraktował ją jak śmiecia, uciekając do blond sędzi, to jako widz serialu kibicuję Arturowi i chciałabym, żeby ta dwójka znów była ze sobą.
No i byłoby miło gdyby Maciek został u Magdy na zawsze :)
-
A co tam, panie, w Emce? ;)
Strasznie jestem do tyłu - już nie nadrobię. Może znajdzie się odważny (raczej -a) do przytoczenia ważniejszych wątków?
-
Cóż, ja na pytanie odpowiedzi nie znam.
Powiem za to tak: jakieś 3-4 lata (chyba się starzeję, przecież to masa czasu) nie oglądam serialu regularnie. Ostatnio dłużej byłam w domu i załapałam się na kilka odcinków. Co to się nie dzieje :D w życiu bym nie pomyślała, ze tak to się może potoczyć.
Oczywiście mniej nie wiem niż wiem, ale wątek w Grabinie wydaje mi się interesujący i raczej nieprzesadzony. Przy tej ilości odcinków jak dla mnie bardzo fajnie udaje się tworzenie scenariusza, oglądałam z zaciekawieniem. Najmłodszy Mostawiak i jego przyrodni brat wywołują uśmiech na twarzy. To, ze Marek i jego nowa żona (są po ślubie chyba?) spodziewają się dziecka, też bardzo serdecznie przyjęłam. Ktoś musi być ciepłą kluchą :D a i sposób w jaki Barbara wyciągnęła informację o ciąży zabawny, dla niej chyba też typowy. Nic tylko trzymać kciuki, żeby dziecko było zdrowe.
Zaciekawiło mnie również, co się dzieje z Pawłem Zdunśkim. Nie wiem, czym zajmuje się firma, którą rozkręca, ale prowadzenie biznesu do niego pasuje. A Ci koledzy, z których jeden to taki mięśniak, a drugi ma bodajże jakieś powiązania z Tomkiem, też są fajni. Dziwne jednak jest to, ze wspolpracownica Pawła tak łatwo zaczęła go podejrzewać o jakieś kontakty mafijne.
Widzę, że wątek Marysi i Artura najbardziej gorący, jednakże jak dla mnie bardzo naciągany. A przynajmniej chciałabym wierzyć, że w rzeczywistości ludzie nie są tak naiwni.
-
Uhuhu. Trochę tu minęło czasu. Przyznam się, że i ja omijałam Mjm. Zbrzydło mi. Za dużo nowych postaci.
Ale ostatnio wróciłam i przyznam, że wciągnął mnie wątek Julki (prześliczna dziewczyna) i Pawła.
Mam nadzieję, że za jakiś czas się chłopak otrząśnie i zainteresuje koleżanką z pracy :D
-
Widzę, że wątek umarł...hallo ludziska ogląda to ktoś jeszcze ? czy tylko moja babcia została ?! <brawo>
-
Ostatnio obejrzałam fragment odcinka ;D
O, zaiste.
Dwa razy sprawdzałam, czy to aby na pewno na Emkę trafiłam. Jeestem strasznie do tyłu. Bo i rozmemłana Teresa zdążyła wrócić, jak z zaświatów niemalże, i scenarzyści zdążyli rozwalić kolejny związek Pawła. Takie natężenie pecha to chyba nawet żywym ludziom się nie zdarza :P
-
Kiedyś oglądałam, ale u mnie skończyło się w momencie kiedy Hanka wjechała w kartony :hahaha:
-
Ja tak samo, oglądałam oglądałam, ale w momencie/ w którym kupiłam netfilxa, to jednak sobie odpuściłam. Niestety ten serial jest już przedłużany tak bardzo na siłę, że aż boli na to patrzeć... :(
-
Halo, halo. Są tu fani tego serialu? Wprawdzie lada dzień mamy ostatni odcinek przed wakacjami, ale może warto powspominać.
Nie mogę przetrawic wątku Mateusza. Tzn. To lubię i nawet podziwiam za decyzję, ale ta jego żona to jakaś masakra.
-
Halo, halo. Są tu fani tego serialu? Wprawdzie lada dzień mamy ostatni odcinek przed wakacjami, ale może warto powspominać.
Nie mogę przetrawic wątku Mateusza. Tzn. To lubię i nawet podziwiam za decyzję, ale ta jego żona to jakaś masakra.
Niestety sam Mateusz też nie powala... Chłopak mam wrażenie cały czas jest sparaliżowany strachem, nieśmiałością, co po tylu latach na planie jest dla mnie dziwne. Wygląda to tak, jakby strasznie męczył się grając Mateusza, ale robi to, bo z jakiegoś powodu musi, więc zaciska zęby i brnie w to dalej. <mysli>
-
Halo, halo. Są tu fani tego serialu? Wprawdzie lada dzień mamy ostatni odcinek przed wakacjami, ale może warto powspominać.
Nie mogę przetrawic wątku Mateusza. Tzn. To lubię i nawet podziwiam za decyzję, ale ta jego żona to jakaś masakra.
Niestety sam Mateusz też nie powala... Chłopak mam wrażenie cały czas jest sparaliżowany strachem, nieśmiałością, co po tylu latach na planie jest dla mnie dziwne. Wygląda to tak, jakby strasznie męczył się grając Mateusza, ale robi to, bo z jakiegoś powodu musi, więc zaciska zęby i brnie w to dalej. <mysli>
Oj tak, Mateusz jest tak bezpłciowy, jakby w nim żadnego życia nie było <bezradny>, a chłopak na ledwie 18 lat. Wątek napisany jest nawet nieźle, ale przerósł młodziutkich aktorów.
-
Chłopak grający postać Mateusza dorastał na naszych oczach. Tak naprawdę może właśnie on nie ma talentu aktorskiego i możliwe, że gdyby nie ta rola od malekości, to nigdy by na żadnym planie się nie pojawił.
Z jakiś powodów gra. I staram się to nie oceniać, choć wątek myślę, że dobrze napisany jest dla jego postaci.
Nie lubię za to wątku Olka. Dla mnie za daleko w "znajomych " ta nasza eMka poszła. Wolę oglądać życie rodziny Mostowiaków.
-
Chłopak grający postać Mateusza dorastał na naszych oczach. Tak naprawdę może właśnie on nie ma talentu aktorskiego i możliwe, że gdyby nie ta rola od malekości, to nigdy by na żadnym planie się nie pojawił.
Z jakiś powodów gra. I staram się to nie oceniać, choć wątek myślę, że dobrze napisany jest dla jego postaci.
Nie lubię za to wątku Olka. Dla mnie za daleko w "znajomych " ta nasza eMka poszła. Wolę oglądać życie rodziny Mostowiaków.
Za to mała Baśka Rogowska jest słodka i naprawdę urocza. A do tego sprawia wrażenie naprawdę kochającej córeczki tatusia i mamusi. Bardzo lubię Majkę j jej grę. Szkoda, że tak mało ma do zagrania. <olaboga>
Też nie lubię wątków Chodakowskich, a już najbardziej działa mi na nerwy Joanna Chodakowska, memeja, której wszyscy usługują<wsciekly>