Dyskutujesz.pl

Film, teatr, muzyka, książki... => Książki => Wątek zaczęty przez: Justek w Listopad 10, 2013, 13:30:06

Tytuł: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Justek w Listopad 10, 2013, 13:30:06
Kontynuacja :)

Przeczytałam ostatnio "Manitou" Grahama Mastertona. Jej, jaka przyjemna książka! Znaczy dobrze, może patrząc na treść, to jednak mało przyjemna, bo obrazy dość... drastyczne, pobudzające wyobraźnię, ale czyta się świetnie. Zaczęłam przy wyjeździe z Warszawy, a skończyłam w Częstochowie. Już dawno nie przeczytałam nic jednym tchem. :) W ogóle już dawno doszłam do wniosku, że jest mi bardzo po drodze z fantasy różnego rodzaju. Jednak miałam racje, kiedy mówiłam, że ze mnie to taki konglomerat - i poezja, i thriller, i fantasy, i kryminały, i obyczajówka mi się trafia, a nawet (o dziwo!!) historyczne wpadają. Nie gardzę literaturą poważną, ale zaliczyłam też sporo lekkich poczytajek niskiego lotu. Lubię różnie i tyle.

W "Manitou" historia intryguje. Jest krwawa, przerażająca, ale zgrabnie prowadzona. Nie ma zbędnych opisów, nie ma przeciągnięć, nie ma spadków akcji/napięcia... :) No i nie jest to opasłe tomisko, do którego ciężko się zebrać, bo człowiek nie wie, czy skończy w tym miesiącu. (Znaczy nie mam nic do opasłych tomów, ale... czasami mając 2 wolne wieczory wolę coś, co wiem, że dam radę, a nie coś, co wiem, że dojdę do połowy i dalej kilka dni będzie mnie zjadać ciekawość). Oj no... na plus i tyle. :)

Wypożyczyłam sobie 2 kolejne książki tego autora. Z czego z jedną muszę się wstrzymać, bo wstrzeliłam się w serię jakąś, a akurat dostałam ostatnią część, więc może poczytam ją od początku, a drugą dziś zaczęłam i też zapowiada się fajnie :)

Przeczytałam ostatnio "Manitou" Grahama Mastertona.

Tytuł i autor jakby znajomy. Chyba czytałam we wczesnej młodości. I... wystraszyłam się na tyle skutecznie, że horrorów nie czytam (jedyny gatunek, którego nie ma w mojej osobistej bibliotece) <jezyk>
Bo o ile nie pomyliłam z czymś innym, to Manitou to nie fantasy, a właśnie groza. Brrr... <boi_sie>

Ale zgadzam się z Tobą, literatura dobrego sortu.



Post Merge: [time]nie, 3 lis 2013, 13:06:27[/time]
Ja właśnie skończyłam książkę z gatunku "literatury kobiecej" ;D

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.znak.com.pl%2Ffiles%2Fcovers%2Fcard%2Fb3%2Fdroga_do_rozan_wyd2500px.jpg&hash=5bbf13d4cbbb1bb97e7796fac6e08efb)

W dzisiejszych czasach wszystkie historie o miłości określa się jako banalne. Czyżby uczucie to zostało zdewaluowane do czegoś mało ważnego? Czyżby miłość stała się nudna? Nikt już nie chce kochać do szaleństwa i być obdarzonym miłością prawdziwą, nie taką na dwa, trzy lata? Czyżby już nikt nie miał marzeń z nią związanych? Czy czytanie literatury opowiadającej o tym pięknym uczuciu musi być czymś wstydliwym? Dla mnie nie. O ile napisane będzie z sensem.
Bogna Ziembicka snuje nam opowieść o miłościach, które mają wiele obliczy i wcale nie łatwych, nie ckliwych, nie cukierkowych. Wręcz przeciwnie, całkiem realnych. Bo czyż dziś nie ma gdzieś takiej Zosi, której to najwyższej wagi uczucie idealnie obrazuje pojęcie "ślepej miłości"? Ślepej i, powiedziałabym nawet bardziej dosadnie, żebrzącej, takiej która powoduje, iż dziewczyna odrzuca własną dumę, gotowa upokorzyć się, aby "kupić" choć chwilę "bycia z nim razem".
Są też zapewne kobiety, którym przydarzyła się miłość "forever and ever". Tak kochała siedemdziesięcioletnia dziś Zuzanna, przez całe życie skrywając uczucie głęboko w sercu. Niespełniona miłość nie załamywała jej, paradoksalnie dodawała sił w dramatycznych chwilach jej życia.
Są też takie jak Marianna, czterdziestolatka - singielka. Pełna życia, radosna, trzeźwo i często z humorem patrząca na świat, inteligentna, świetna obserwatorka, w mig rozszyfrowująca mężczyzn. Czy wie, co to znaczy prawdziwie kochać? Wie. Wie też, co może czuć kobieta, która się zawiodła na ukochanej osobie.

"- Za jednego o mało nie wyszłam za mąż.
- Opowiedz mi o tym, błagam!
- Innym razem. Powiem ci tylko tyle, że rozstaliśmy się, bo miałam dość kłótni na tle religijnym.
- Był ortodoksyjnym Żydem? Muzułmaninem? Może Hindusem?
- Uważał, że jest Bogiem."

"Drogę do Różan" czytałam z przyjemnością, bowiem autorka powieści nie tylko ciekawie namalowała portrety trzech kobiet, ale umieściła je w bliskim mi klimacie: piękna, zabytkowa wiejska posiadłość pełniąca dziś funkcję mini pensjonatu, "botaniczne" pasje Zosi i kulinarne Zuzanny (dzięki czemu mamy rozeznanie w gatunkach kwiatów oraz kilka ciekawych przepisów na potrawy), urokliwe zakątki Krakowa, czy polskich gór, a w tle snującej się opowieści usłyszeć można Ninę Simone, Barry White'a, Minnie Riperton i samą królową Ellę Fitzgerald.
Tak więc, dwa wieczory z Różanami nie były czasem straconym, zachęciły mnie do sięgnięcia po drugą odsłonę, czyli "Wiosnę w Różanach".

Jednym z moich zadań projektowych było stworzenie okładki do książki Franza Kafki pt. ?Proces?. Wiadomo, nie wypada tworzyć czegoś takiego bez przeczytania (chociaż niektórzy próbowali), a akurat ta książka nie była moją lekturą szkolną, więc tak naprawdę nie wiedziałam nic na temat treści.
Zaczęłam czytać, doszłam do 140 strony i tyle. Nie mogę jej skończyć. Tak jak zawsze pochłaniam książki, czytam to, co wpadnie mi w ręce, tak w tym wypadku odpycha mnie. Ciągle zastanawiam się co jest takiego w tej książce, co nie potrafi mnie przyciągnąć. Przyznaję, że początek czytało mi się świetnie, a później? niespodziewany koniec. Całkowicie przestało mnie do niej ciągnąć. Fabuła mi się podoba i do mnie przemawia i mnie ciekawi. Skąd ten efekt? Nie mam pojęcia.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Listopad 11, 2013, 19:16:37
 Zanim prawda włoży buty, kłamstwo obiegnie Ziemię - powiedział kiedyś Mark Twain. A mechanizm plotki jest taki, żeby zniszczyć człowieka, ale to już pada z ust bohatera książki.
"Pamiętaj o Róży", cenionej przeze mnie autorki - Ewy Ostrowskiej, to właśnie historia o tym jak dobrze ustawiony człowiek w ludowej ojczyźnie (sam nie bez winy), wzbudzający powszechny szacunek, niszczy kobietę, która kiedyś była jego żoną i która powiedziała dość. A przepis na sukces to :najpierw trochę bólu fizycznego, potem szczypta zastraszenia a reszta do plotka do smaku. I tyle, bo przecież otoczenie wyciągnie "swoje" wnioski.
Niech jednak nie zwiedzie opis - ta książka nie jest jakimś studium psychologicznym, czy dramatem, to czysty kryminał. Jest trup, są tajemnicze anonimy, ciekawa i niezbadana przeszłość jednego z głównych bohaterów, dochodzenie, którym zajmuje się bardzo empatyczny pan prokurator ;)
Uwaga! Książeczka bardzo wciąga. Przed użyciem zastanów się ile możesz nie przespać, żeby nazajutrz normalnie funkcjonować ;D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Listopad 14, 2013, 19:19:38
Gorąco polecam kryminały i thrillery Jonathana Kellermana - jak choćby "Kłamstwa" na początek. I nawet nie chodzi o zawiłość zagadki kryminalnej (które, na marginesie, są niezłe) a o sposób prowadzenia fabuły i błyskotliwe, często zabawne, dialogi. Naprawdę trudno coś zacytować, aby nie było za bardzo wyrwane z kontekstu. Miało sens...

- Kochaliśmy się.  Nie regularnie, co jakiś czas. Bez żadnych emocji, dla zabawy.
- Dla zabawy - powtórzył Milo (to główny bohater - detektyw. Jest jeszcze drugi, bardziej główny, psycholog..."niańka z doktoratem" - przyp. autora)
- Żeby odreagować stres. Godzina po niekończącej się godzinie  z idiotami. Łatwiej nam było zapomnieć.
- Więc...kiedy ty i Elis zaczęliście swój program walki ze stresem?
- Bez obaw, byłem pełnoletni.
- Ja się nie boję, synu, ja szukam szczegółów.


Polecam również, z całą odpowiedzialnością, "Przemilczenia" Sue Eckstein. To książka psychologiczna a fabułę stanowią przemyślenia i wspomnienia dwóch kobiet. (W opisach książki  wymienia się pięć kobiet, ale to nie jest tak jak się wydaje po przeczytaniu tegoż opisu) Bardzo interesująca, nie pozwala się nudzić od początku...no dobra...od jakiejś 8 strony ;P Proste słownictwo. Dobitnie, ale bez dramatyzmu, przedstawione Niemcy za Hitlera...bo i do tamtych czasów się w książce zagląda. Nie wiem czy nie przeczytam jej jeszcze raz, bo już mi tej historii brakuje :P
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Listopad 27, 2013, 23:43:41
Przybywam opowiedzieć o jednej książce... Troszkę się jej obawiałam - głównie z tego względu, że znam datę urodzenia autorki i widziałam, jakie lata jej życia obejmuje. Otóż niedawno (w październiku) wyszły "Dzienniki" Agnieszki Osieckiej, pierwszy tom obejmuje jej zapiski z lat młodości, kiedy to miała 13-14 lat (i mniej, tylko tego mniej jest niewiele, a głównie opublikowane są dwa ostatnie lata). Szybko przekonałam się, że chociaż miejscami tekst jest infantylny i rzuca się w oczy, że pisał to jakiś podlotek, to generalnie stylu tej młodej dziewczynie może pozazdrości niejeden dorosły. Fantastyczne porównania, opisy, bezpośredni i przystępny sposób przedstawiania myśli. "Dzienniki" urzekają. Zawsze lubiłam czytać taką literaturę i tym razem też wsiąkłam na dobre (a jest w co wsiąkać, bo pierwszy tom ma prawie 500stron).
"Ewa doszła do nader mądrego wniosku, że nie chciałaby być stara. Brrr... Nie mogę o tym myśleć. To straszne nie móc widzieć tego wszystkiego i nie móc chlapać się, tarzać w piasku, łazić po krzakach, mieć rozdrapane nogi i brudne ręce i patrzeć w słońce! Jak ktoś tego nie może robić, to chyba to jest takie przygotowanie do śmierci! Nie cierpię ludzi, którzy traktują Słońce jako środek do opalania, albo tych, co je uważają za zło konieczne, a już najgorzej [!] to takich, którzy go w ogóle nad sobą nie zauważają. To bardzo nieprzyjemne musi być przejść przez życie, patrząc na przemian albo w siebie, albo w ziemię. Myślę, że najlepiej patrzeć w siebie, ludzi i w niebo, a w ziemię tylko tyle, żeby się nie potknąć"
Jest kilka uderzających rzeczy... np. stosunek Agnieszki do kolegów, do miłości, do przyjaźni. Uderzające jest, jak ten podlotek czerpał radość z życia, żył beztrosko. Da się odczuć, że sytuacja w domu (także mocno opisywana w "Dziennikach") bardzo mocno odbiła się na podejściu Agnieszki do świata, do mężczyzn. Śmiało wygłasza ona poglądy o związkach, miłości, sama bawiąc się uczuciami i raniąc. To wszystko chwilami przeraża (bo miejscami ma się wrażenie, że to dziecko jest w gruncie rzeczy złe, perfidne), chwilami bawi (kiedy pojawiają się takie typowe, dobrze znane z własnych pamiętników, czy listów do koleżanek oświadczenia, wyznania miłości, opisy pierwszych wzlotów), a chwilami wymaga, żeby się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, czy to dziecko przypadkiem nie ma racji, czy jej pogląd ukształtowany przez taki a nie inny system, taką a nie inną rodzinę, nie jest właściwy i godny pochwały. Sama Agnieszka powtarza z uporem maniaka, że nie ma jeszcze ukształtowanych poglądów, że jest zmienna, że nie jest uparta i właściwie to wszystko da się wyczytać, kiedy z dnia na dzień zdanie zmienia diametralnie, kiedy rano czuje inaczej, a wieczorem inaczej.

Polecam. Naprawdę warto przewędrować z Agnieszką przez jej pamiętnik, poznać przyjaciół, marzenia, plany i dzięki temu, spróbować zrozumieć, czemu w późniejszym życiu Agnieszka była taka, a nie inna.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Grudzień 08, 2013, 19:35:47
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fs.lubimyczytac.pl%2F%2Fupload%2Fbooks%2F96000%2F96036%2F352x500.jpg&hash=6ac88008dd08a6c392a79d13bd70f700)

Tam tararam ;D
Pierwsza książka znaleziona na półce pod hasłem "literatura kobieca", która mi się podobała. Więcej, pochłonęła mnie. Jednak ja bym jej w takiej kategorii nie umieściła - jak dla mnie takie powieści są lżejsze i mniej ambitne. A ta? Owszem fabuła dotyczy losów kobiet trzech pokoleń jednej rodziny ale w tle jest Urugwaj XX wieku, tak bardzo interesująco przedstawiony i Argentyna za czasów Perona...
No i w końcu wiem dlaczego stolica Urugwaju nazywa się tak a nie inaczej. Może wreszcie przestanę się dopatrywać pochodzenia w technologii fizycznych nośników filmów :D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Grudzień 09, 2013, 09:48:17
"Wieczna wojna" Joe Haldemann.

Już dawno Wam chciałem to polecić.
Napiszę na początku, żeby nie było - książka jest w konwencji S-F, nawet "Military S-F" - co pewnie niektórych odrzuci, ale gorąco polecam zapoznanie się z nią.
Początek XXI wieku. Fizycy właśnie odkryli efekt "skoku kollapsarowego", dzięki któremu realne stały się podróże międzygwiezdne. Statki kosmiczne z osadnikami wyruszyły w różne części kosmosu. Gdy jeden z nich zostaje zniszczony w kontakcie z nieznaną formą życia - rozpoczyna się tytułowa "Wieczna wojna" ludzkości z tajemniczymi Tauranami.
Bohaterem jest młody fizyk William Mandella wcielony do Sił Kosmicznych ONZ. Elitarna armia po morderczym treningu ma wyruszyć w kosmiczną pustkę walczyć z pozaziemskim wrogiem.
Ale to tylko pierwsze "dno" powieści.

Drugim są przeżycia osobiste Mandelli, jego osamotnienie i rosnące wątpliwości. Dzięki relatywistycznym efektom wielu przebytych podróży międzygwiezdnych jego wiek liczy się w setkach lat (w statku kosmicznym pędzącym z prędkością rzędu prędkości światła upływa np. 5 lat, na Ziemi w tym samym czasie 150 - przykładowo), gdy w połowie książki trafia na Ziemię - nie jest to już świat, który pamięta, jako tradycjonalista jest zagubiony na przeludnionej, pełnej cynizmu i zepsucia planecie. Czując się obco i będąc traktowany jak "rzadki okaz" wraca do wojska, leci na kolejne "planety przejścia", trenuje rekrutów, bierze udział w kolejnych walkach. Znowu przybywa mu lat, znowu świat się zmienia. W efekcie książka się kończy gdy Mandella ma przeszło 1000 lat, jest najstarszym człowiekiem na świecie.
 
Trzecia sprawa - to zetknięcie człowieka z Obcą formą życia. Pierwszy kontakt z Tauranami kończy się bezlitosną rzezią dokonaną na "kosmitach". I tak cały czas. Nie ma miejsca na pakty, pertraktacje - jest ślepa agresja. Aż do kompletnej zmiany ludzkiej mentalności...

Zakończenie książki jest jednak pozytywne, aczkolwiek nieco zaskakujące. Ale to już poczytajcie sobie sami.

Ciąg dalszy historii Williama Mandelli opisuje książka "Wieczna wolność" - gdzie William i jego towarzysze doznają kontaktu z prawdziwym Nieznanym, chciałoby się rzec - z "Bogiem"...
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Grudzień 21, 2013, 16:37:43
"Kwiat śniegu i sekretny wachlarz" Lisy See

Nie jak dla kogo innego, ale dla mnie to była wstrząsająca książka opisująca  życie kobiet w XIX wiecznych Chinach, zwłaszcza tych na głębokiej prowincji. Może gdzieś kiedyś słyszałam o zwyczaju krępowania stóp, ale nie uczepiło się to mojego umysłu. Dopiero teraz gdy czytałam niemalże  fotograficzne  opisy i potem oglądając dostępne zdjęcie tego w necie, dotarło to do mnie. To makabra jakaś. Taki zabieg pozwalał ( o ile nie wdała się infekcja i go przeżyłaś) na w miarę dobre zamążpójście w przyszłości - rodzice mogli się sprzedać za dobrą cenę przyszłemu mężowi. Kontrakty spisywano na kilka lat przed zaślubinami. Ale to nie koniec ustalania twej pozycji na świecie - ona potem zaczynała zależeć od tego, ile dzieci płci męskiej jesteś w stanie urodzić. Nie licząc mniejszych, opisanych w książce pobieżnie obyczajów. Szokujące naprawdę.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Grudzień 21, 2013, 21:44:38
Chińskie zwyczaje i tradycje pokazała Lisa See także w "Miłości Peonii".

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fkotwbutach.blox.pl%2Fresource%2FMiloscPeonii_LisaSeeimages.jpg&hash=ce2196492cc2536d5d4b21ae82c8ac3f)

I na mnie też wstrząsające wrażenie zrobiło wspomniane przez Jean krępowanie stóp. Jakie to miało znaczenie? Krepowanie stóp ma pomóc w byciu delikatniejszą, drobniejszą i bardziej uległą - mówi jedna z członkiń rodziny Peonii. To także wyraz walki z obcym najeźdźcą (Mandżurowie), który krytykuje ich zwyczaje.
Chińska XVII-weczna tradycja to także:
- trzy zasady posłuszeństwa: córki wobec ojca, żony wobec męża i wdowy wobec syna,
- konkubinat, ważne aby żona sama wybrała i odpowiednio się do nich (konkubin) odnosiła "nigdy ich nie bij, pozwól, aby to twój mąż wymierzał im karę".
- nie wolno bez pozwolenia pana (ojca, męża) opuszczać posesji domu - za złamanie zakazu można było na miesiąc zostać zamkniętym we własnym pokoju.
I wiele innych "dziwactw", które dla nas są szokujące, dla tamtych kobiet wydają się być naturalną koleją ich życia.

Ale powieść Lisy See to nie tylko dramat (tu ukazała także Wielki Kataklizm, czyli agresję Mandżurską na Chiny i związane z nią okropności). To opisane pięknym, niemalże poetyckim językiem dzieje miłości Peonii i Wu Rena, silniejszej niż śmierć  - ciekawie ukazana wędrówka trzech dusz, które po śmierci człowieka podążają do nowych siedzib, mieszczących się w innym świecie, w grobie i na specjalnej tabliczce.
Do tego oryginalne nazewnictwo. Pomieszczenia domowe: Wiosenny Pawilon, Sala Wielkiej Elegancji, Pawilon z Widokiem Na Księżyc. Imiona bohaterów: Kwiat Lotosu, Nefrytowa Panna, określenia erotyczne: deszcz i chmura, czyli akt spełnienia miłosnego.

Magia "Miłości Peonii" silnie na mnie podziałała. Gdy skończyłam ją czytać, czułam się jakaś taka uduchowiona <jezyk>. Jakby człowiek przez chwilę żył w oderwanym od rzeczywistości świecie. I nie dlatego, że poznawał cząstkę Dalekiego Wschodu. Raczej ten piękny literacki język i ta magiczna miłosna historia to spowodowała.

"Comiesięczne krwawienie nie czyni z dziewczyny kobiety, nie przeistaczają jej także zaręczyny albo zdobycie nowych umiejętności... To miłość sprawiła, że dojrzałam i stałam się kobietą" - mówi Peonia.

Dzięki Jean za przypomnienie Lisy See. Już zapisałam sobie w moim czytelniczym notesiku kolejną pozycję ;D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Grudzień 22, 2013, 20:15:14
"Miłość Peonii" nie jest przypadkiem kontynuacją "Kwiatu Śniegu..."?  <mysli> Peonia to żona najstarszego wnuka bohaterki przeze mnie cytowanej książki - bohaterki o imieniu Lilia. Może to własnie ta jedna z członkiń rodu Peonii o której Ty wspominasz, El? Nie bardzo się orientuje w wydarzeniach historycznych będących tłem, ale akcja"Kwiatu Śniegu..."obejmuje, mniej więcej, lata 1823 - 1875. Czy więc możliwe by "Miłość Peonii" kontynuowała losy rodziny Lu?
Czy Peonia miała swoją laotong? Czy wspomina się, iż jest wnuczką Kwiatu Śniegu...czy to faktycznie całkowicie inna historia?
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Grudzień 23, 2013, 12:31:02
Jean, to dwie odrębne pozycje. "Miłość Peoni" dzieje się wcześniej, w XVII wieku.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Grudzień 29, 2013, 23:13:03
Nadal przebywam w kręgu kryminałów. Znowu powróciłam do twórczości skandynawskiej. Tym razem sięgnęłam po coś z samej północy Finlandii, z Laponii... czyli krąg polarny i te sprawy. Zimno, ciemno, mróz... jak się ociepli to - 14 aż ciarki przechodzą. :D Przynajmniej klimat zimy odczułam w ten nasz wiosenny czas.

Co prawda autor nie jest rodowitym Finem. Pochodzi z USA, ale w Finlandii mieszka od lat 13, więc już trochę zapoznał się z tamtejszą kulturą.
Książka, którą przeczytałam nosi tytuł "Anioły Śniegu". Autor: James Thompson.

Bohaterem książki (pierwszej z cyklu) jest inspektor Kari Vaara. Ma on za sobą tragiczne przejścia, ale właśnie rozpoczął nowy związek z Amerykanką- Kate, która spodziewa się ich dziecka. (Autor jak wspomniałam Amerykanin za to jego żona jest Finką, bohaterowie książki na odwrót. :P ) Wygląda na to, że wszystko będzie miło, przyjemnie, zbliżają się Święta, więc tym bardziej każdy powinien pałać do siebie dobrocią i miłością.
No ale niestety. Jak to w kryminałach bywa różowo być nie może. W spokojnej małej lapońskiej miejscowości zostaje zamordowana aktorka, z pochodzenia Somalijka... Podejrzewa się zabójstwo na tle rasowym. W trakcie śledztwa ożywają demony z przeszłości Vaary, ponadto depresyjność nocy polarnej nie wpływa dobrze na śledztwo jak i na ludzi zamieszkujących tamte tereny. Każdy raczej jest pobudzony i agresywny.

Kryminał jest mroczny, dość ostry, autor nie przebiera w słowach i opisach, ale z drugiej strony przesady nie ma. Czyta się przyjemnie, więc akcja musi być wartka, dość ciekawie została całość poprowadzona. Jak to zwykle u skandynawów bywa nie ma tu bohaterów hi manów a ludzie z krwi i kości, którzy mają wady i którym nie zawsze wszystko wychodzi. Ba! Mogą coś zawalić.
Podobała mi się ta historia i chyba sięgnę po kolejną część jeżeli będzie taka możliwość.
Oczywiście sprawa została zakończona, więc pewnie w kolejnym tomie jedynie wątek prywatny może zostanie pociągnięty dalej. Sprawa zapewne inna.
Plusem jest też to, że właściwie nie ma opisów, ale nie jest to książka prostacka. Autor pokazał dość dokładną charakteryzację fińskiego społeczeństwa, bez zbędnych słów.

Minus to polskie wydanie. Zawiera ono wiele błędów stylistycznych i literówek. Nie wiem czy ktoś nie sprawdzał tego... Aż dziwne, że w takim stanie książkę puszczono w obieg.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Grudzień 31, 2013, 08:00:54
Somalijka w Laponii... <mysli> Już dla samego tego, ciekawego,  zestawienia warto sięgnąć po tę pozycje, co zapewne uczynię. Lubię skandynawską surowość. Nie czytałam tego jeszcze dużo, ale historie z Kurtem Wallanderem były mega :)
Co do polskich wydań książek - niestety zauważyłam to samo. Dwie czytane przeze mnie    w ubiegłym roku książki zawierały kilkanaście literówek. W kilku przypadkach zmieniało to zupełnie sens zdania (podam tytuły tychże jak tylko je sobie przypomnę). I potem powiedz dziecku: "Czytaj książki a nie będziesz robił/a błędów"  ;D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Grudzień 31, 2013, 09:31:28
Somalijka w Laponii... <mysli> Już dla samego tego, ciekawego,  zestawienia warto sięgnąć po tę pozycje, co zapewne uczynię.

A okazuje sie że to wcale nie aż taka egzotyka... podobno w Finlandii żyje dość spora grupa uchodźców, emigrantów z Somalii . Po którejs z wojen domowych tam trafili.
Owszem jest to dziwne bo mi się też Finlamdia zawsze kojarzyla z człekiem białym, o jasnyh włosach a tu proszę. Od ilus tam lat nawet czarnoskórzy tam trafili. :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Styczeń 01, 2014, 20:45:25
Skończyłam niedawno czytać "Inferno". Znowu Robert Langdon na tropie... a w zasadzie Robert Langdon w ukryciu, uciekający przed...
Książka na dostateczny plus. Akcja jak to u Browna - wymyślna (zbyt), pełna zwrotów, pełna niespodzianek, pełna zamieszania... Tylko czytając to wszystko miałam takie poczucie dłużenia się. Ile można robić to samo, tylko w innej scenerii? Dwa momenty mnie naprawdę zaskoczyły, kilka wątków przebiegłam z zainteresowaniem, przy kilku miałam ochotę zamknąć i już nie wrócić. Nie porwało, ale też nie było złe. Na tle innych powieści Browna... taki przeciętniak. Wydaje mi się, że lepiej oglądałoby mi się to w ekranizacji.
Jednak muszę przyznać, że postaci same w sobie naprawdę fajnie stworzone. Poza Langdonem, który jest w każdej książce taki sam. W zasadzie od początku do końca nie było wiadomo, kto jest kto, kto jest dobry, kto zły, kto komu podlega... :) Ten aspekt podobał mi się. Poza tym... jak to u Browna - mnóstwo opisów - Wenecja, Florencja... Dla miłośników sztuki i historii, to na pewno gratka, dla mnie po prostu opisy, ale zachęcające do zwiedzania, nie powiem, że nie ;)

Nawet nie wiem, czy polecam. Myślę, że jak ktoś zna Browna, czytuje i wie, jaki to rodzaj książek, to sięgnie tak czy siak... chociażby z ciekawości, jak ktoś nie zna, to polecam zacząć od wcześniejszych :P
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Styczeń 05, 2014, 22:59:49
"Ciało" Tess Gerritsen. Przeczytałam coś lekkiego, jednodniowego... thriller medyczny z domieszką miłosnego ff średnich lotów. Wyczytałam, że jest to książka, którą Tess zrobiła przeskok z romansów do thrillerów. Dobrze, że zrobiła, bo faktycznie te typowe thrillery dużo, dużo, DUŻO lepsze. Miłosne książki przeczytałam dwie, albo trzy i niektóre sceny (a właściwie zwroty z nich) nasuwały mi moje własne ff popełniane jakiś czas temu. To jednak zły znak przy czytaniu jednej z ulubionych autorek...

Sama sprawa dość przyjemna (o ile morderstwa mogą być przyjemne), lekka, akcja nawet nie dłużyła się, chociaż nie zawierała spektakularnych zwrotów akcji... ot taka poczytajka na sobotni wieczór ;)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Styczeń 06, 2014, 16:35:55
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fecsmedia.pl%2Fc%2Fsmierc-nacjonalisty-b-iext10045259.jpg&hash=c323ac01c2a7b26f69435ce4613e5f75)

Gdy młody, ambitny oficer Gwardii Cywilnej Carlos Tejada znajduje zwłoki swego przyjaciela i towarzysza broni na jednej z madryckich ulic, zaś nad jego ciałem klęczącą "czerwoną", nie ma wątpliwości co do sprawcy i szybko wymierza sprawiedliwość. Jednak pewne szczegóły zabójstwa nie dają mu spokoju, w nieprzyjaznym i nieznanym sobie mieście rozpoczyna na własną rękę śledztwo, które daje nieoczekiwane wyniki.
To dramatyczna opowieść o okrucieństwie mściwego pokoju i do dziś pokutujących mitach o "faszystach Franco" i "bezbożnikach Stalina", którzy po obu stronach barykady zdolni byli tak do największych podłości jak i czynów wspaniałych.


Interesująca kryminalna konstrukcja, w której śledztwo w tej samej sprawie prowadzone jest przez dwóch bohaterów, stojących po różnych stronach barykady społeczno-politycznej, tuż po zakończeniu wojny domowej w Hiszpanii 1939 roku (frankistowski sierżant Gwardii Cywilnej kontra komunista republikanin). Motywy podjęcia się rozwiązania sprawy co prawda są inne, ale krocząc tymi samymi tropami doprowadzają do dość zaskakującego jej rozwiązania. Śledztwo jest trudne, bowiem zdobywane przez obu informacje zamiast pomagać w sprawie coraz bardziej ją komplikują.
Wątek kryminalny to nie jedyna konfrontacja dwóch ideologii. Również w sferze obyczajowej uczucia stają do walki z politycznymi przekonaniami. Pojawia się odwieczne pytanie: zawierzyć sercu, czy rozumowi?
W tle autorka bardzo realistycznie maluje nam obraz sytuacji społeczeństwa w ówczesnej Hiszpanii, w której zwycięzcy brutalnie rozprawiają się z pokonanymi. Przy czym pisarka robi to tak umiejętnie, że czytelnik otrzymuje historię pozbawioną moralizatorskiego tonu. Doskonałym tego przykładem może być świetnie zarysowana postać sierżanta Carlosa Tejady, człowieka, którego trudno jednoznacznie scharakteryzować.
"Śmierć nacjonalisty" to pierwsza część trylogii o Tejadzie. Chętnie sięgnę po następne.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Styczeń 08, 2014, 11:49:09
El, czytałaś może "Magnetyzera" Konrada T. Lewandowskiego?
Coś mi wewnętrznie podpowiada, że widziałam wzmiankę o tym w Twoich postach, ale jakoś teraz znaleźć nie mogę (może nawet było to na ifilmie  <mysli>). Pytam, bo będę ją czytać. Cała rzecz dzieje się w Warszawie lat 20-tych, więc tym bardziej pomyślałam o Tobie, że ta książka musiała się przez Twoje ręce przetoczyć.  8)

Ostatnio przeczytałam pamiętnik Stuhra z czasów choroby. Niby to proste zapiski, trochę wspomnień, trochę aktualnych politycznych komentarzy (miałam inne zdanie), ale przeczytałam całość od razu. Wciąga. Pamiętam, że najbardziej podobały mi się zapiski w Wielkim Tygodniu - bardzo trafne  odnośnie do współczesnego przezywania niektórych  spraw. W stosunku do mediów tym bardziej. 
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Styczeń 08, 2014, 12:24:46
U mnie za to do znudzenia pyknął kolejny kryminał. :D
Tym razem kolejna część, chyba ostatnia z serii przygód dr Huntera - antropologa sądowego - autorstwa Simona Becketta.

W porównaniu z poprzednią książką ta wydaje się dużo lepsza. Dorównuje 1 i 2 :D
Ciekawie sklecona opowieść z podziałem na przeszłość i teraźniejszość. Dobrze poprowadzona akcja, co prawda w pewnym momencie zorientowałam się kto jest odpowiedzialny za zamieszanie, ale to nie przeszkodziło mi w czytaniu z wypiekami na twarzy i w posiadaniu lekkiego dreszczyku na plecach. :P
Lubię kryminały Becketta, facet fajnie pisze.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Styczeń 08, 2014, 13:53:44
Tygrysie tak zachęcasz i zachęcasz, że chyba zapytam o Becketta następnym razem.  <tak> Zwłaszcza, że ja bardzo lubię kryminały i thrillery. Pewnie Gerritsen też tłukłabym do dzisiaj, gdybym nie trafiła na "Klub Mefista" po drodze ;P <hahaha>  Żartuję, wrócę do niej gdy tylko  będę mogła (powody niemocy długo by tłumaczyć). Apropo's, czy to nie na podstawie Gerritsen zrobiono taki serial jak "Partnerki"?
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Styczeń 08, 2014, 15:34:47
Tylko od pierwszej książki zacznij tego Becketta. :P Co prawda mega ciągłości tam nie ma, ale warto po kolei. :)

1. Chemia śmierci
2. Zapisane w kościach
3. Szepty zmarłych
4. Wołanie grobu

I kolejna jeszcze jest tylko z innym kimś. Jeszcze nie czytałam: "Rany kamieni"

Cytuj
Apropo's, czy to nie na podstawie Gerritsen zrobiono taki serial jak "Partnerki"?
Dokładnie :D
Aczkolwiek nie oglądałam, bo nie chcę sobie wyobrażeń książkowych psuć a różni się podobno. Poza tym słyszałam, że niezły. :P
Oglądałaś?
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Styczeń 08, 2014, 17:20:04
El, czytałaś może "Magnetyzera" Konrada T. Lewandowskiego?
Coś mi wewnętrznie podpowiada, że widziałam wzmiankę o tym w Twoich postach, ale jakoś teraz znaleźć nie mogę (może nawet było to na ifilmie  <mysli>). Pytam, bo będę ją czytać. Cała rzecz dzieje się w Warszawie lat 20-tych, więc tym bardziej pomyślałam o Tobie, że ta książka musiała się przez Twoje ręce przetoczyć.  8)

Ostatnio przeczytałam pamiętnik Stuhra z czasów choroby. Niby to proste zapiski, trochę wspomnień, trochę aktualnych politycznych komentarzy (miałam inne zdanie), ale przeczytałam całość od razu. Wciąga. Pamiętam, że najbardziej podobały mi się zapiski w Wielkim Tygodniu - bardzo trafne  odnośnie do współczesnego przezywania niektórych  spraw. W stosunku do mediów tym bardziej.

Lewandowskiego jeszcze nie czytałam, ale jego trzy pozycje czekają u mnie na półce do czytania. Zachęcona opinią jednego ze znajomych (właśnie o książce "Magnetyzer"), który wspomniał, że znając moją pasję, jest na sto procent pewny, że mi się spodoba. Bo ciekawie skonstruowana intryga kryminalna ma na dodatek pasjonującą otoczkę, która niczym wehikuł czasu przenosi czytelnika w tamte czasy: nieco gawędziarski język, świetne opisy ulic, budynków, restauracji (słynna "Ziemiańska" na przykład), hoteli ówczesnej stolicy, wplecione historyczne postaci zarówno ze świata polityki, jak i literatury. Aż nie mogę doczekać się otwarcia pierwszej strony "Magnetyzera", ale czeka on na czas, kiedy będę nieco wolniejsza, bo czuję, że na jednej stronie nie skończyłoby się ;D. A jak mnie wciągnie to zarwę noc albo zaniedbam domowe i zawodowe obowiązki <jezyk>
Obok "Magnetyzera" stoi sobie jeszcze "Bogini  z labradoru" i "Śląskie dziękczynienie" - to kolejne sprawy komisarza Drwęckiego.
Tak więc czekają sobie chyba na moje wakacje <usmiech>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Styczeń 08, 2014, 20:03:33
Tylko od pierwszej książki zacznij tego Becketta. :P Co prawda mega ciągłości tam nie ma, ale warto po kolei. :)
1. Chemia śmierci
2. Zapisane w kościach
3. Szepty zmarłych
4. Wołanie grobu
I kolejna jeszcze jest tylko z innym kimś. Jeszcze nie czytałam: "Rany kamieni"

Te wszystkie są z detektywem Hunterem? Warto po kolei, bo jednak jakaś ciągłość jest?

Co do "Partnerek" to nie oglądałam, po części z powodów wymienionych przez Ciebie. Poza tym ostatnio tak jakby lepiej mi się czyta coś niż ogląda.

"Magnetyzera" pewnie przeczytam wcześniej, w styczniu może jeszcze więc się uwagami podzielę.

A zna ktoś książki Charlotte Link? Jestem ciekawa zdania, bo ja czytam drugą i ciągle nie wiem czy polecić komuś czy nie.  W przypadku pierwszej co prawda domyśliłam się wyjaśnienia zagadki bardzo szybko, ale kobiecina buduje ładnie napięcie (pisze kryminały i thrillery).
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Styczeń 08, 2014, 21:05:28
Cytuj
Te wszystkie są z detektywem Hunterem? Warto po kolei, bo jednak jakaś ciągłość jest?
Nie z detektywem, tylko z antropologiem sądowym, :D Ale w sumie bawi się w detektywa, więc może być i detektyw :D
Tak wszystkie 4 są z nim.
Ciągłość jest tylko taka, że wspominane są wydarzenia z poprzednich książek, które mają wpływ na bohatera, więc ja polecałabym po kolei. :) Romansu jako takiego to właściwie nie ma. Tylko w pierwszej i trochę w drugiej. No i każda sprawa inna.

O Link słyszałam, ale nie czytałam nic.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Karisma w Styczeń 13, 2014, 17:21:40
Tygrysie tak zachęcasz i zachęcasz, że chyba zapytam o Becketta następnym razem.  <tak> Zwłaszcza, że ja bardzo lubię kryminały i thrillery.

Dobrze, że Tygrys tak zachęca, bo naprawdę warto  <tak>

Miałam przyjemność przeczytać wszystkie książki Becketta, które dotąd ukazały się na polskim rynku. Według mnie, są to bardzo dobre propozycje wśród literatury sensacyjnej/ thrillerów. Warte polecenia. Warte tego, by przy nich "stracić" czas, a przynajmniej przy tych, w których bohaterem jest dr Hunter. Beckett potrafi budować nastrój, pisze w taki sposób, że od książki ciężko się oderwać. Nie znajdzie się w niej długich, męczących opisów. Nie ma też zbyt długiego wprowadzenia. Za to są świetne opisy procesów jakie zachodzą w ciele po śmierci. No i jest Dr Hunter, antropolog sądowy i główny bohater książek Becketta, ze swoimi obserwacjami na temat osób, które spotyka na swej drodze.

Trzecia z kolei książka z dr Hunter'em, czyli "Szepty zmarłych", jest trochę słabsza od innych. Gorzej się ją czyta. To co się dzieje, poznajemy z punktu widzenia dwóch osób. No i... możliwe, że gdyby wydawnictwo wyjustowało część, w której wypowiada się drugi narrator, wówczas książkę czytałoby się lepiej i jej odbiór byłby również lepszy.

I może jeszcze słów kilka o najnowszej powieści Becketta "Rany kamieni", której bohaterem nie jest dr Hunter. Książka jest napisana w ten sposób, że czytelnik nie ma pewności, czy bohater, którego właśnie poznaje, jest tym dobrym, czy tym złym. O ile sam pomysł nie jest zły, o tyle, po bardzo dobrych książkach Becketta, ta jest średnia. Beckett przyzwyczaił mnie do pewnego poziomu, a tu się odnosi wrażenie, że książkę pisał debiutant. Główny bohater wypada dość blado na tle innych postaci. Liczę, że Beckett nie pożegnał się na zawsze z dr Hunterem i będę miała okazję przeczytać kolejną dobrą powieść napisaną przez tego autora :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Styczeń 19, 2014, 13:05:34
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fd.wiadomosci24.pl%2Fg2%2F93%2F36%2F47%2F135464_1272033470_4327_p.jpeg&hash=0dd0982f7bb2294e7ba0ce97976da36c)

W ramach rekomendacji podam dwa tytuły: "Prawo i pięść" oraz "Popiół i diament". Kto oglądał te dwa kultowe filmy, odnajdzie w "Twarzy pokerzysty" ich klimat (zresztą scenariusz do pierwszego z nich napisał właśnie Józef Hen).
Mamy więc powojenne miasteczko, w którym niczym w "westernowskim city" rządzą szemrani urzędnicy. Jest też "saloon", czyli szulernia i rozrywkowy hotel z girlsami. No i to, co najważniejsze, czyli wynajęty "rewolwerowiec" w postaci byłego żołnierza AK, którego zadaniem jest wytropienie niezwykle mocno zakamuflowanego bandyty pracującego w czasie wojny dla gestapo. Honor oraz możliwość ucieczki spod "troskliwych" skrzydeł UB motywuje "rewolwerowca" do podjęcia się zadania.
Jednym z elementów fabuły "Twarzy pokerzysty" są też dylematy z jakimi borykają się żołnierze AK, wynikające z konfrontacji ich przekonań z powojenną rzeczywistością.
"Wszystko, co umiałem - nieważne. Wszystko, o co się biłem - nieważne. Wszystko, w co wierzyłem - anulowane, uchylone, zniesione. Mogę się pokłonić tylko nisko do ziemi Panu Burmistrzowi i jego zastępcy, że mi się wystarali o Badenię."
albo
"Mam kaca. Nie wolno Polakowi? Mam kaca i tyle."

Intrygująca, trzymająca w napięciu powieść, z bardzo ciekawie prowadzonym wątkiem sensacyjnym.

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.poczytaj.pl%2Fokl%2F267000%2F267692.jpg&hash=b6018aec418a6d78306b35277187daba)

Wspomnienia młodego więźnia, który 18 lat czekał w celi śmierci na wykonanie wyroku za morderstwo. W toku licznych apelacji doprowadzających do wznowienia śledztwa okazało się, że chłopak jest niewinny. W kampanii na rzecz jego uwolnienia zaangażowała się rzesza ludzi, nawet tych ze świecznika (Johnny Deep, czy Eddi Vadder). Jedna z tych osób stała się Damienowi bardzo bliska - to "dar z nieba" (jak określił ją on sam), żona Lorri, którą poślubił będąc skazanym, "motor" wszystkich działań. Jednak zanim wyszedł na wolność przez prawie dwie dekady Echolas żył dzień za dniem ze świadomością, że już za chwilę wyrok zostanie wykonany. Jakież to musi być straszne.
Wspomnienia są pisane prostym językiem, czasem nieskładnie, ale to przecież nie literat. Poza tym czyta się je tak, jakby słuchało się zwierzeń znajomego, któremu przytrafiło się coś tak okropnego. Autor sięga pamięcią aż do czasu wczesnego dzieciństwa, przez co uzyskujemy obraz kształtowania się osobowości bohatera. To niczym nie różniący się od innych chłopak, wywodzący się z biednej rodziny. Ma swoje marzenia, oczekiwania, chodzi własnymi ścieżkami, ma też traumy, złe chwile, czasem psoci, wymyka się poza granice norm społecznych, ale nie na tyle, żeby dopuścić się morderstwa, o które będzie posądzony.
Wspomnienia to osobiste przemyślenia, rozważania na temat życia "z przed więzienia", a zainspirowane sytuacjami, które miały miejsce już za kratkami. Analizując je Echolas dokonuje przewartościowania swojego życia w niektórych jego obszarach. Mamy tu też okazję obserwować warunki panujące w więzieniu, proces oczyszczania z zarzutów, całą kampanię na rzecz uwolnienia, poznawanie świata na nowo po opuszczeniu więziennych murów. A wszystko opisane jasno, przejrzyście, prosto, ciekawie.

"Jeśli ktoś zaczął to czytać, ponieważ chce spojrzeć na życie z perspektywy innej niż swoja, będę zadowolony. Jeśli ktoś sięgnął po tę książkę, bo chce się dowiedzieć, jak wygląda życie z mojego punktu widzenia - będę szczęśliwy. Tylko ci, którzy gustują w makabrze i mają mnie za nic, a interesują ich jedynie takie rzeczy jak ludzie w celi śmierci, krępują mnie i przyprawiają o ból brzucha. Przypominają mi stada krążących sępów. (...) Chcę tworzyć piękne, trwałe rzeczy, a nie groteskowe wystawy osobliwości. Spisywanie tych historii jest też dla mnie swoistym katharis, oczyszczeniem."
Pisze we wstępie Damien Echolas na temat tego, czego można się spodziewać po książce.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Styczeń 28, 2014, 18:00:15
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.mksiazek.home.pl%2Fbookstore%2F40140%2F2006998_0.jpg&hash=3e47e751019aad2f5b27acc0e9f81b2d)

Wojna w Wietnamie.

Już od pierwszych stron powieści autor nie pozostawia czytelnikowi złudzeń. To nie jest powieść o bohaterskich żołnierzach, idących na śmierć z "uśmiechem" na twarzy i wielką wiarą w słuszność tego, o co walczą.

"- Niech mi pan powie, panie poruczniku - poprosił - Niech mi pan powie, gdzie jest złoto. (...)
- Tak, złoto. Jebane złoto albo ropa, albo uran. Coś. Jezu Chryste, coś musi z tego dla nas być. Cokolwiek. Wtedy zrozumiem. Trochę jebanego złota i to wszystko nabierze sensu."


Walczą, bo się boją. To strach o życie w tej, jakże nieprzyjaznej im dżungli jest motorem działań. Strach towarzyszący żołnierzom w bezpośredniej walce, w czasie "bezogniowym", a nawet we śnie.
A dżungla daje im popalić równie mocno co ludzki wróg. Monsunowa pogoda, sprawiająca, że żołnierze całymi dniami moczą się w wodzie, wszędobylskie pijawki, które spadają im za kołnierze niczym krople deszczu strząśnięte podmuchem wiatru z liści i które są w stanie wcisnąć się nawet w cewkę moczową, komary, których ukąszenia przynoszą śmierć w męczarniach, tygrysy rozszarpujące marines, ukrywających się w trawie słoniowej, choroby deformujące ich ciała, niegojące się rany. Jakby było tego mało, parę kawałków drewna do tego czarciego ognia podkłada szefostwo, które kładzie na jednej szali życie podwładnych, na drugiej własne ambicje. Nadal mało? No to dodajmy jeszcze kolejne szczapy: wśród marines szerzy się z jednej strony rasizm, z drugiej rodzi się "czarna siła".

Podziw mieszający się z szokiem ogarnia czytelnika, gdy "widzi" ile byli w stanie znieść ci młodzi (18-25 letni) chłopcy w tym piekielnym kotle.
"Matterhorn" to wstrząsająca literatura. Surowa pod względem języka (przepraszam za cytat wyżej) i obrazu, z niezwykle realną fabułą (autor był żołnierzem w Korpusie Piechoty Morskiej USA i walczył w Wietnamie). Wyzwalająca w czytelniku szereg różnorodnych emocji: współczucie, wściekłość, wzruszenie, uśmiech i... bezsilność.
Książka opatrzona została mapkami: ilustrującą obszar działania Kompani Bravo oraz lokalizującą wzgórze Matterhorn w wietnamskiej dżungli, a także grafiką przedstawiającą strukturę dowodzenia wraz z umiejscowieniem w niej bohaterów powieści. Mniej zorientowanym w tematyce pomoże także glosariusz terminów wojskowych i żargonu marines,w którym zawarto m.in wyjaśnienia kodów radiowych (niektóre dość zabawne: bejsboliści - drużyna trzynastu marines, koszykarze - sekcja strzelecka czterech marines).

"Matterhorn" to męska literatura, ale zapewniam, iż kobieta również może pochłonąć ją "z apetytem". Wiem, co mówię, sama tego doświadczyłam.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Styczeń 29, 2014, 07:53:21
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2F4.bp.blogspot.com%2F-jQOtzR-Gd9I%2FUMGnU-3DMDI%2FAAAAAAAAG7U%2FZriSy509T58%2Fs1600%2Fgelerth.jpg&hash=4a3832dd16695d800fa76c32bc233ad2)

Władysław Pasikowski - "Ja, Gelerth"

Świat po trzeciej wojnie światowej. Wojnie, którą nie wiadomo kto zaczął, wszyscy walczyli przeciw wszystkim - i wszyscy przegrali. Ziemia jest spustoszona i martwa, gleby jałowe a miasta obrócone w gruzy, przeżyła jedynie garstka ludzi podzielona na "żołnierzy" i "cywilów". Króluje brutalność i brak wszelkich zasad. Skutkiem ubocznym wojny jest fakt bezpłodności wszystkich ocalałych - a więc jest to ostatnie pokolenie człowieka.
Są także Teutonowie - złowrogie postacie zabijający wszystko co zobaczą. Nikt nie wie kim są ani skąd pochodzą.
Głównym bohaterem jest Gelerth (przed wojną mieszkał w Warszawie) - jeden z Żołnierzy Okrągłego Stołu (nawiązania do legend są w książce liczne), który wędruje przez opustoszałą Europę. Nie spodziewa się, że wkrótce zostanie wplatany w iście kosmiczną intrygę...

Znakomita, choć zapomniana nieco powieść Władysława Pasikowskiego - znanego z polskiej kinematografii. Wspaniale zarysowane postacie głównych bohaterów, liczne zaskakujące zwroty akcji i świetna narracja, dzięki czemu od książki w zasadzie ciężko się oderwać. Powieść napisana bardzo "filmowym" stylem - można powiedzieć, że aż się prosi o nakręcenie filmu na jej podstawie (i podobno takie intencje miał Pasikowski pisząc "Gelertha").

No i oczywiście - jak to bywa w przypadku książek, które lubię - mocno nietypowe zakończenie.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Styczeń 30, 2014, 19:51:51
Dopadłam "Wichrowe Wzgórza". Nie wiem, czemu nie dopadłam tej książki wcześniej. Nigdy mnie specjalnie nie interesowała, nawet nie przeczytałam, co tam w treści się znajduje, z jakiej to epoki. No nic kompletnie. Jednak potrzebowałam coś ebookowego na telefon, weszłam w wolne i darmowe i akurat w klasyce światowej literatury była. Zaczęłam bez przekonania, skończyłam szybciutko - przynajmniej biorąc pod uwagę mały komfort czytania (na telefonie to jednak wyzwanie :D).

Przede wszystkim urzekł mnie klimat książki. To było... tak bardzo, bardzo moje. Oj tak, dokarmiłam moją romantyczną duszę. Poza tym troszkę przeraziła mnie mnogość wątków i komplikacji. Jak na dwa domostwa i w zasadzie dwie rodziny, to mieszali się jak dzicy jacyś. :D Na swój sposób zaprzyjaźniłam się z każdym bohaterem, większe wrażenie wywarli na mnie ci źli, ale ja chyba po prostu gustuję w czarnych charakterach. Poza tym rzucało się w oczy, że w tej książce każdy musiał być chociaż raz chory i przez to leżeć miesiąc w łóżku... po czym zdrowieć alibo nie :D

Ogólnie... nie wiem, czy to jedna z tych książek, które się albo kocha, albo nienawidzi (jak "Przeminęło z wiatrem"), czy generalnie jest ludziom obojętna... Na mnie wywarła pozytywne wrażenie, miło się czytało i w zasadzie - właśnie tego potrzebowałam w tym momencie.

Przeglądając wolne lektury uświadomiłam sobie, że mam ogromne szkolne braki. Może najwyższa pora nadrobić klasykę :D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Styczeń 30, 2014, 21:03:57
Przeglądając wolne lektury uświadomiłam sobie, że mam ogromne szkolne braki. Może najwyższa pora nadrobić klasykę :D
Powiem Ci, że to nie jest zły pomysł. Jak się było dzieciakiem to zawsze się nie miało czasu, bo oczywiście było coś ważniejszego.
A teraz z chęcią sięgnęłabym po parę pozycji.
Nawet kiedyś sama na to wpadłam, ale jakoś mi się ten pomysł zawieruszył w pamięci.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Styczeń 30, 2014, 22:00:56
Wiedziałam Mind, że Ci się Wichrowe spodobają. :) Też muszę w końcu po nie sięgnąć, bo genezę znam, ale oczywiście nie było jak przeczytać :P

Miałabym też ochotę w końcu na Germinal czy jak to brzmiało i na kilka innych pozycji.

Wolne lektury są bardzo fajne. Kiedyś już coś tam z nich poczytałam. :) Warto tam zaglądać. :)

Obecnie czytam Obłęd 44. Grube to trochę :D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Styczeń 31, 2014, 20:30:04
Obecnie czytam Obłęd 44. Grube to trochę :D
Ja obecnie czytam kilka książek, ale jakoś nie jestem zachwycona żadną z nich. Dosłownie.
"Milcząca dziewczyna" Tess Gerritsen. Chyba miałam za długą przerwę... Jakkolwiek pierwsze ileś tam mnie zachwycało, tak ta książka mnie męczy. I nie w tym rzecz, że jest kiepska, czy mało ciekawa... Chyba wypadłam z rytmu... Albo nie wiem. Skończyć skończę, już jestem gdzieś tam w połowie, ale żebym to pochłaniała jak poprzednie, to na pewno nie.
"Blagierka" Izabeli Sowy. Było mi zimno, musiałam czekać 20 minut na Asię, to wlazłam do biblioteki. Obeszłam raz, drugi, trzeci i na chybił-trafił wyciągnęłam ten twór. I tu następuje takie dość nietypowe zjawisko, bo czyta się sprawnie i szybko, a zarazem jest mało ciekawe, zbyt młodzieżowe i ma okropny styl. Chyba wyrosłam z takich książek. Chociaż ciężko wyrosnąć z czegoś, czego się nigdy nie czytywało.. Tak, czy inaczej, przeczytałam połowę, więc już pewnie skończę, ale nie wiem, czy jeszcze kiedyś po panią Sowę wyciągnę łapkę. Może tylko po to, żeby się upewnić, że jest niestrawna... Chociaż nie wykluczam, że inne książki może mieć lepsze... może po prostu chwyciłam najsłabszą?
"Anna Karenina" :D Tak, poszłam za ciosem i chwyciłam kolejną wolną lekturę. Za dużo jej nie przeczytałam, raptem kilka rozdziałów, więc nie powinnam zaliczać do grona tych, którymi nie jestem zachwycona. Wydaje się nijaka co prawda, ale wprowadzenia zazwyczaj są nijakie, więc dam szansę. To akurat poczytajka autobusowo-tramwajowo-nocna, czyli wszędzie tam, gdzie z telefonu najwygodniej, a nie przynudza i nie zamyka powiek, więc czemu nie. Zobaczymy, co straciłam w młodości. :)

Cytuj
Powiem Ci, że to nie jest zły pomysł. Jak się było dzieciakiem to zawsze się nie miało czasu, bo oczywiście było coś ważniejszego.
Ja w zasadzie miałam czas. Gorzej u mnie było z ochotą. Znaczy czytałam mnóstwo, naprawdę mnóstwo, ale jakoś starannie omijałam klasykę... W ogóle lektury starannie omijałam. Ewentualnie czytałam je po swojemu. Tym samym "Antygonę" z pierwszej klasy przeczytałam w czwartej, zamiast omawianego "Kordiana" czytałam sobie "Ojca Goriot" z lektur dodatkowych, a "Pana Tadeusza" czytałam dla rozrywki w różnych momentach życia, ale akurat nie wtedy, kiedy go omawialiśmy. Poza tym w domu większość książek miałam, rodzice zadbali o to, żebyśmy mieli bogatą biblioteczkę, ale jakoś... przechodziło mi się obojętnie obok Tołstoja, Słowackiego, czy Sienkiewicza. Sięgałam po inne rzeczy... i jakoś tak wyszło, że nie znam wszystkiego, co chciałabym znać. No ale... teraz dużo podróżuję, mam dłuższe noce, więc ponadrabiam :D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Karisma w Styczeń 31, 2014, 23:13:28
"Anna Karenina" :D Tak, poszłam za ciosem i chwyciłam kolejną wolną lekturę. Za dużo jej nie przeczytałam, raptem kilka rozdziałów, więc nie powinnam zaliczać do grona tych, którymi nie jestem zachwycona. Wydaje się nijaka co prawda, ale wprowadzenia zazwyczaj są nijakie, więc dam szansę. To akurat poczytajka autobusowo-tramwajowo-nocna, czyli wszędzie tam, gdzie z telefonu najwygodniej, a nie przynudza i nie zamyka powiek, więc czemu nie. Zobaczymy, co straciłam w młodości. :)

To jest książka, którą męczę od  dobrych kilku miesięcyi :P Wprowadzenie jest bardzo długie. Nie wiem, do której strony dotarłaś, ale przeczytałam coś koło 100 stron i wciąż niewiele się dzieje. I w sumie tak jakoś od września, ta książka sobie leży w szufladzie. Kiedyś ją skończę.

Obecnie czytam też "Niemiecki bękart" Camilli Lackberg. O ile wcześniejsze książki tej autorki czytało mi się łatwo, szybko i przyjemnie, o tyle z tą, idzie mi wolniej. Pierwszym tego powodem zapewne jest fakt, że obejrzałam film nakręcony na podstawie tej książki. Przez to, wiem o czym będzie, wiem jak się skończy. Drugim powodem jest to, że tematyka tego kryminału jest dość ciężka. Sprawa dotyka II wojny światowej, obozów koncentracyjnych, walki i współpracy z Niemcami.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Luty 02, 2014, 21:12:31
Obecnie czytam też "Niemiecki bękart" Camilli Lackberg. O ile wcześniejsze książki tej autorki czytało mi się łatwo, szybko i przyjemnie, o tyle z tą, idzie mi wolniej. Pierwszym tego powodem zapewne jest fakt, że obejrzałam film nakręcony na podstawie tej książki. Przez to, wiem o czym będzie, wiem jak się skończy. Drugim powodem jest to, że tematyka tego kryminału jest dość ciężka. Sprawa dotyka II wojny światowej, obozów koncentracyjnych, walki i współpracy z Niemcami.

Dla mnie ta część kryminalnej sagi Lackberg należy do najlepszych. Film też obejrzałam, ale byłam już po książce, więc średnio na jeża mi się podobał. Książka bardziej wciągająca. A historia z przed lat, na której oparte było śledztwo (u tej pisarki to tradycja, wszystkie zbrodnie u niej mają początek w przeszłości dalszej lub bliższej) była niesamowita <usmiech>

A ja właśnie skończyłam Rodziewiczównę...

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fi.datapremiery.pl%2F4%2F000%2F02%2F754%2Fmaria-rodziewiczowna-byli-i-beda-cover-okladka.jpg&hash=759977459afb6040dcf2cc9adc4b1c09)

Zaczytani we współczesnej literaturze sięgnijcie czasami po słowo na papier przelane przed wiekiem. Parsknie niektóry: po Rodziewiczównę?! Toż to romanse same, archaiczne na dodatek, zbyt sentymentalne, zakurzone, słabe, bez polotu. A to wierutna bzdura.

Jak nawet o miłości pisarka wspomni to tak pięknie, że aż sercu tęskno za taką miłością.

"My na to już sądzeni, ni imienia, ni stanu, ni metryki nie mieć. Ale my przecie ludzie, nie zwierzęta, my chcemy przed Bogiem sobie ślubować, w Jego kościele, przed wami ojcze. Miłowaliśmy się w spokoju i dostatku, miłujemy się jeszcze silniej teraz w takim boju. Nie odstąpimy siebie do śmierci, ale po śmierci chcemy, by nas Bóg za prawych katolików i małżonków przyjął i nie rozdzielił."

Podstawową rzeczą, na której opierają się książki Rodziewiczówny jest umiłowanie do ojcowizny, do polskiej ziemi. Bohaterowie jej powieści są w stanie wszytko dla niej poświęcić: ukrywać się latami w leśnych norach o głodzie i chłodzie, cierpieć z powodu rozłąki z najbliższymi, pozbyć się wszystkich kosztowności, zbytków, ale nigdy ziemi rodowej. Jakże piękne i prawdziwe zarazem są słowa ojca jednego z bohaterów o świętości ojcowej ziemi:

"Dobro i wszystko, co jest, twoje. Trzymaj w garści i pilnuj, ano się w dostatku nie kochaj. Jedno zdechnie, drugie się spali, nie trza się o to turbować. Ale ziemi to nie puść, pazurami, zębami dzierż. Ziemia się nazywa grunt, w niej wszelkie korzenie tkwią, i trawy, i drzewa, i człowieka. Puścisz ziemię, będzie cię wiatr nosił po świecie, suchą łomakę! A uchowasz ziemię - to choćby cię sto razy od niej oderwali, to wrócisz i zakorzenisz się znowu".

Jej powieści to rewelacyjne lekcje historii podane w tak ciekawej oprawie, że czytając je człowiek wręcz zatraca się w czasach, o których opowiadają. Gdy pochłaniałam "Byli i będą" nie przeszkadzał mi archaiczny styl, charakterystyczne kresowe słownictwo (słowniczek terminów jest na końcu książki), dawne formy nazwisk i nazw miejscowości, wręcz przeciwnie. To właśnie słowo oraz po mistrzowsku konstruowana fabuła sprawiły, że przed moimi oczami przesuwały się realne sceny opowiadające o doli tych, którzy walczyli w imię wolności ojczyzny i ginęli, po więzieniach siedzieli albo na Sybirze los swój pędzili, tych, których Bóg przy życiu zostawił, by następnemu pokoleniu znaczenie dewizy "Bóg, honor i ojczyzna" przekazywali, ale też i o tych, którzy własną ambicję, chęć zysku nad powyższe wartości przekładali.
Każda kolejna strona powieści wciągała mnie w tamten świat. Cierpiałam z tymi ludźmi. Nie raz i nie dwa łza spłynęła po policzku.
Wszystko w tej powieści ze sobą współgra. Tytuł, fabuła wspaniale go rozwijająca i zakończenie stanowiące swoisty apel dla potomnych.

"Mogiła Stefana Hrehorowicza, zmarłego w roku 1863, a żyjącego, aż tej ziemi stanie".
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Luty 04, 2014, 12:17:02
Ja tam lubię archaiczne romanse, więc mnie Rodziewiczówna raczej nie odrzuca w żadnym stopniu.

Czytam "Magnetyzera", o którym wspominałam gdzieś powyżej. Jest niezły...dla mnie...El będzie zachwycona. I przez język i przez dość szeroki i ciekawy obraz międzywojennej Warszawy. Co wtedy wypadało a co nie. A główny bohater prowadza się po rożnych knajpach, w których można spotkać różnych ludzi. Słonimski, Leśmian, Wieniawa - te nazwiska padają nader często.
Mnie bardziej wciągnęły podróże w przeszłość, do początków XIX wieku, i sama postać magnetyzera tamtejszego. Sama myśl, że ktoś umiałby mnie tak bezwiednie zmanipulować samym słowem okazuje się dla mnie straszna. Ciarki.
No ale tymczasem wróciłam do wieku XX i czekam jak sobie komisarz Drwęcki z tymi zagadkami poradzi.  ;D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Luty 09, 2014, 19:54:45
Dalej czytam sobie "Annę Kareninę". I dalej nie wiem, co mam o niej myśleć. Złapała mnie i raczej dobrniemy do końca. Chwilami się dłuży, ale generalnie bardzo przyjemna lektura :)

W zasadzie jednak przyszłam napisać o czymś innym. W ramach poznawania twórczości Agnieszki Osieckiej, wyjęłam z półki "Białą bluzkę i inne opowiadania" i sobie czytam. Na pierwszy ogień poszła tytułowa "Biała bluzka", później jej kontynuacja, czyli "Ćma", a aktualnie jestem w połowie "Zabiłam ptaka w locie". Im bardziej zagłębiam się w te opowiadania, tym bardziej przeraża mnie postać autorki. Wystarczy pomyśleć, że mogła to pisać z życia, na dodatek swojego... Bohaterkami są bardzo zagubione i skrzywdzone kobiety - skrzywdzone emocjonalnie, pozbawione uczuć i serdeczności. Same średnio sobie radzą w świecie, chociaż są innego zdania. "Bluzka..." chwyta, "Ćma" jest moim zdaniem jeszcze lepsza, "Zabiłam ptaka..." czyta mi się najlepiej. Ciekawa jestem pozostałych, jak również ciekawa jestem innych Agnieszkowych tworów. Zdecydowanie bardzo dobry wybór na dłuuuuugie zimowe wieczory :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Luty 15, 2014, 21:50:22

Czytam "Magnetyzera", o którym wspominałam gdzieś powyżej. Jest niezły...dla mnie...El będzie zachwycona. I przez język i przez dość szeroki i ciekawy obraz międzywojennej Warszawy. Co wtedy wypadało a co nie. A główny bohater prowadza się po rożnych knajpach, w których można spotkać różnych ludzi. Słonimski, Leśmian, Wieniawa - te nazwiska padają nader często.
Mnie bardziej wciągnęły podróże w przeszłość, do początków XIX wieku, i sama postać magnetyzera tamtejszego. Sama myśl, że ktoś umiałby mnie tak bezwiednie zmanipulować samym słowem okazuje się dla mnie straszna. Ciarki.

Wygląda na to, że będzie ;D

Międzywojenne czasy, symbole ówczesnego życia, rozrywka, kultura, ludzie, trochę sensacji, tajemnice i zagadki. Zapowiada się na świetną czytelniczą rozrywkę.

U mnie też ten okres, ale raczej na poważnie. No i prawdziwie.

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fi.datapremiery.pl%2F4%2F000%2F02%2F606%2Fanais-nin-dziennik-1931-1934-cover-okladka.jpg&hash=bc4fed83fe35d045b66714ca087db13b)

Anais Nin - amerykańska pisarka pochodzenia duńsko-francuskiego po matce i kubańsko-katalońskiego po ojcu. Najbardziej znana ze swojego Dziennika, który obejmuje ponad 60 lat. Pisała również powieści, opowiadania i literaturę erotyczną. Wiele jej prac, w tym "Delta Wenus" i "Małe ptaszki", zostało opublikowanych pośmiertnie.

"Dziennik 1931-1934" (t.1) to książka dla tych, których fascynuje wnętrze człowieka, jego złożona osobowość, kontrasty zachowań. Dla tych, których interesuje zjawisko przyciągania się charakterologicznych przeciwieństw, mające z jednej strony moc niszczycielską, z drugiej zaś twórczą.
Dla tych, którzy pragną zagłębić się w świat przedwojennej bohemy ale nie na zasadzie szukania pudelkowych ciekawostek.
Ten dziennik to psychologiczne portrety ludzi, wyłaniające się ze zdarzeń, rozmów, jakichkolwiek związków z autorką, która przy okazji próbuje odnaleźć i określić samą siebie, "kobietę Anais, rzeczywistą i symboliczną, która balansuje pomiędzy działaniem a kontemplacją, zaangażowaniem a nakazami instynktu samozachowawczego, uczuciem a intelektem, marzeniami a rzeczywistością i która czasami traci wiarę w jakąkolwiek możliwość pogodzenia tych zasadniczo odmiennych czynników". (s,11)
Pisarka gościła w swoim domu wiele znanych osób, a szczególnie mocne więzi łączyły ją z Henrym Millerem (autor "Zwrotnika raka" i "Zwrotnika koziorożca") oraz jego żoną June.

"Dziennik..." czyta się dobrze. Język plastyczny, zrozumiały. Całość nie nudzi, nie odrzuca. Jednak trzeba mieć na uwadze, że to nie powieść, a osobiste spostrzeżenia, przemyślenia, dylematy pisarki.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Luty 26, 2014, 19:00:11
Sorry, że to znów ja <jezyk>

Jak kiedyś czytałam tylko w wakacje (więcej czasu), tak teraz wpadłam w czytelniczy nałóg i nie potrafię wytrzymać do urlopu.
Ciągnie do książek jak... hmmm ;D

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fmerlin.pl%2FBatalista_Arturo-Perez-Reverte%2Cimages_big%2C5%2C978-83-7495-167-8.jpg&hash=f4597c55cd7bc689ca8229918fbbba0b)

Andres Faulques, były fotoreporter wojenny, świadek najkrwawszych konfliktów ostatnich trzydziestu lat, tworzy w swej samotni ogromną panoramę bitewną, mającą być malarską kwintesencją wszystkich bitew, których był świadkiem. Samotność i sztuka nie ochronią go jednak przed światem.
Pewnego dnia w wieży zjawia się Ivo Markovic, by oznajmić fotoreporterowi. że przybywa, by go zabić. Obaj mają przed sobą cztery dni niezwykłej wędrówki po okrucieństwach wojny i sztuki, miłości i pamięci, po zbrodni i karze.
(z notki na okładce)

Rewelacyjna powieść pod wieloma względami.

Po pierwsze - porażające swym realizmem obrazy współczesnych wojen (Liban, Bałkany, Somalia, Palestyna, itd) obserwowanych z punktu widzenia fotoreportera wojennego. Proces utrwalania na kliszy wstrząsających scen został tak przedstawiony, że czytelnik ma wrażenie, iż on sam "chwyta" właściwą chwilę, szybko przygotowuje aparat, przystawia obiektyw do oka. Klik.Klik. Klik.
Emocje opadają, czas na pytanie: jak taki fotoreporter daje sobie radę z sumieniem ("fotografowanie ludzi jest rodzajem gwałtu na nich"), skoro mnie, tylko czytającej o tych wydarzeniach, takie sceny wbijają się cierniem w duszę?.
Autor powieści Perez-Reverte, który w swoim życiorysie ma kartę pod tytułem "reporter wojenny" próbuje odpowiedzieć na to pytanie.

Po drugie - duża ilość nawiązań do dzieł malarskich, tak umiejętnie wplecionych w fabułę powieści i tak ciekawie przeanalizowanych, że sięgając po tę książkę otwierałam równocześnie laptop. Musiałam, po porostu musiałam widzieć obrazy, na których opierał się Faulques tworząc na ścianach nadmorskiej wieży fresk życia, będący syntezą kadrów widzianych przez obiektyw aparatu. Bitwa nad bitwami.
Po trzecie - ogromna umiejętność pisarza w tworzeniu niezwykłej literackiej rzeczywistości. Akcji mamy tu jak na lekarstwo. Ta, którą autor misternie konstruuje jest oparta jedynie na rozmowach dwóch, prawdę mówiąc, jedynych bohaterów powieści: fotoreportera wojennego oraz Serba Markovicia, uczestnika wojny na Bałkanach. Pomimo tej teatralnej kameralności książka bardzo wciąga, intryguje.

Po czwarte i chyba najważniejsze - interesujący zestaw rozważań na temat znaczenia "technicznego chłodu", który pozwala fotoreporterowi na zrobienie idealnego zdjęcia z pola walki, znaczenia tej fotografii w kontekście zjawiska "efektu motyla", wpływu przypadku na ludzkie losy. Bohaterowie "Batalisty" zastanawiają się także w swoich rozmowach nad granicami człowieczeństwa: na co stać człowieka, który chce wydostać się z piekła.
"Godność człowieka i tak dalej. Ale nie wszyscy giną z godnością, prawda? Właściwie tylko nieliczni tak umierają. Raczej płaczą, błagają, czołgają się... Pojawia się nikczemność, o której rozmawialiśmy. Wszystko, żeby tylko przeżyć."

Przeżyć piekło zgotowane mu przez drugiego człowieka.
"Mówię, że jesteśmy źli i nie możemy tego uniknąć. Takie są reguły gry. Wysoka inteligencja sprawia, że nasze okrucieństwo jest doskonalsze i bardziej pociągające... Człowiek rodzi się drapieżnikiem, jak większość zwierząt. To nieodparty instynkt. Wracając do terminologii naukowej, to cechy stabilne człowieka. Ale w odróżnieniu od reszty zwierząt, skomplikowana inteligencja skłania nas do zagarniania dóbr, luksusów, kobiet, mężczyzn, przyjemności, zaszczytów... Popęd ten jest przyczyną naszych zawiści, frustracji, żalu. Przez niego stajemy się jeszcze bardziej tym, czym jesteśmy."

"Batalista" niepokoi, szarpie człowiekiem, zmusza do refleksji.
Polecam.

No to sobie nieźle popisałam <haha>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Marzec 03, 2014, 21:21:45
A ja z taką informacyjką tym razem. Wydawnictwo Amber z okazji 25 urodzin przygotowało dla klientów zamawiających online zniżki.
Do końca miesiąca, tj. marca, wszystkie książki można kupić za połowę ceny. :) <jupi>

http://www.amber.sm.pl/ (http://www.amber.sm.pl/)

Sama powoli budzę się ze snu zimowego i wracam do książek. Niestety ostatnimi czasy pogoda daje mi okrutnie w kość, ale mam nadzieję, że skoro marzec nastał, to będę miała siły na robienie różnych rzeczy, w tym czytanie. :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Marzec 13, 2014, 19:51:03
Książeczki... Czytuję sobie książki, ale jakoś tak ciężko mi się zebrać, żeby podzielić się wrażeniami. I to nie, że tu, ale generalnie.

Poczęstowałam ostatnio moje dziewczyny newsem, że czytam coś wybitnie krwawego. Sięgnęłam ponownie po pana Mastertona. Tym razem książka nosi uroczy tytuł "Krew Manitou". I tak, zdecydowanie jest w niej sporo krwi. Ogromna ilość krwi. Chwilami mam wrażenie, że tylko krew. Aż dziwię się, że od takiej treści strony nie zrobiły się czerwone. :P Generalnie... miasto zapada na jakiś rodzaj epidemii, która polega właśnie na piciu cudzej krwi. Aktualnie jestem w 1/3 książki i już jest ponad 120 krwiopijców i ponad 140 ich ofiar z poderżniętymi gardłami. Myślę, że jeśli w ogóle skończę tę zacną pozycję, to do pana Mastertona więcej nie wrócę. Istnieje jednak też ryzyko, że jej nie skończę, bo chwilami mocno obrzydza. Tylko ciekawi mnie, jak się skończy i taka mocno rozdarta jestem.

Przeczytałam też wiedźminkowe opowiadania zebrane w "Ostatnim życzeniu" Sapkowskiego. Bardzo dobra książka! Żałuję, że nie wzięłam się za to wcześniej, a także, że jeszcze nie zaczęłam kontynuacji. Jest szansa, że lada chwila zacznę, bo "Miecz przeznaczenia" dzielnie stoi na półce i cierpliwie czeka na swoją kolejkę. Sapkowskiego czyta się szybko, a opowiadania wciągają. Sam Wiedźmin jest naprawdę fajnie stworzoną postacią. Myślę, że złapałam bakcyla i przebrnę przez to 8 tomów. Znaczy jeszcze 7. :D

Wypożyczyłam też sobie ostatnio "Chichot losu" Lemańskiej. Serial tak bardzo lubiłam i byłam ciekawa, na ile wiernie odtworzyli. Okazało się, że książka mocno odbiega od serialu, ale czyta się ją naprawdę przyjemnie. Początek wydawał się podobny, do pewnego momentu myślałam, że nic mnie nie zaskoczy. A jednak mnie zaskoczyło i to sporo. O tyle ciężko mi się czytało, że za wszelką cenę umysł podsuwał mi Martę Żmudę Trzebiatowską i Mateusza Damięckiego, ale poza tym miła lektura. Taka lekka i przyjemna opowieść, która nie wymagała ogromnego skupienia. No i nie rozumiem oburzenia ludzi na końcówkę książki. Madzia mówiła mi, że naród zawiedziony, że liczyli na coś innego, na rozwinięcie serialowej końcówki etc. Uważam to za dziwne, bo jednak to zakończenie w książce powinno bardziej zadowolić fanów "Chichotu...", a nie serialowe, ale ok. :P Dla mnie oba zakończenia były dobrze zrobione - chociaż totalnie, totalnie różne.

"Milcząca dziewczyna" Tess Gerritsen. Po świętach zaczęłam to czytać, potem porzuciłam. A niedawno doszłam do wniosku, że wrócę i skończę. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. I w zasadzie jestem zadowolona z tej książki. Moja początkowa niechęć spowodowana była prawdopodobnie umieszczeniem akcji w specyficznym klimacie Chinatown, ale w końcu się przemogłam. Poza tym miałam długą przerwę, więc brnęłam przez pierwsze ileś tam, ale potem było lepiej i lepiej. W drugiej połowie książki trafiłam na ładnie poprowadzone wątki, już nie dłużyło mi się nic. Jedynie Madzia miała rację, co do zakończenia. Jeśli ktoś najpierw czytał Larssona, to zdecydowanie ma małe ksero. Wiadomo, że nie dokładnie to samo, ale mocno podobne i nasuwa skojarzenie. To jest taki mały minusik tej książki. Poza tym raczej na plus. No i bardzo miły motyw z odwiedzinami Szczurka i Miśka. Swoją drogą... już jakiś czas temu znalazłam dla Maury nowego kawalera i jakoś nie bardzo po mojej myśli prowadzi Tess ten wątek. Znaczy.. pewnie w końcu ich połączy, on chce, ona będzie chciała, ale niemrawo to idzie, kolejną książkę już... A ja chciałabym poczytać, że i ona jest szczęśliwa.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Marzec 13, 2014, 22:02:19
Przeczytałam "Pół życia" Jodi Picoult.
Jak zwykle w książkach tej autorki to nie może być radosna, zabawna, beztroska tematyka z happy endem... ale jej powieści mają to coś. Mimo, że człowiek mówi sobie "nie więcej nie przeczytam, bo się dołuję", to jednak powraca się. Autorka bowiem podchodzi do trudnych, dyskusyjnych tematów w dość przystępny sposób. Każdy może opowiedzieć się po którejś ze stron, każdy ma szansę zostać wysłuchany..., a życie i tak pisze swój scenariusz.

"Pół życia" porusza temat odłączenia od respiratora... Kiedy to powinno nastąpić... Kiedy w zasadzie następuje śmierć? A może jednak są szanse na wyjście z beznadziejnej sytuacji.
Luke Warren wieloletni badacz wilków... Mieszkający z wilkami, żyjący z wilkami w wyniku wypadku znajduje się w stanie śpiączki. O jego życiu/śmierci muszą zadecydować jego dzieci. W zasadzie rozbita rodzina, bo podczas gdy bohater umiał żyć z wilkami, tak rodzinę zaniedbał.
Rodzeństwo ściera się, toczy pojedynek..., by w końcu to jakoś rozstrzygnąć i gdy już jak zwykle wydaje się, że to koniec, następuje nieoczekiwane dopowiedzenie... Epilog... Jak zwykle zaskakujący. :)

Książkę czytało mi się dobrze. Autorka ma specyficzny styl pisania, momentami irytujący, ale za każdym razem nie potrafię odłożyć książki.
Ciekawa lektura.
W kolejce czeka następna powieść Picoult. Tym razem stworzona z córką. Ponoć słabsza, no ale zobaczymy. :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Karisma w Marzec 16, 2014, 12:04:31
Przeczytałam też wiedźminkowe opowiadania zebrane w "Ostatnim życzeniu" Sapkowskiego. Bardzo dobra książka! Żałuję, że nie wzięłam się za to wcześniej, a także, że jeszcze nie zaczęłam kontynuacji. Jest szansa, że lada chwila zacznę, bo "Miecz przeznaczenia" dzielnie stoi na półce i cierpliwie czeka na swoją kolejkę. Sapkowskiego czyta się szybko, a opowiadania wciągają. Sam Wiedźmin jest naprawdę fajnie stworzoną postacią. Myślę, że złapałam bakcyla i przebrnę przez to 8 tomów. Znaczy jeszcze 7. :D

Opowiadania o Wiedźminie należą do moich ulubionych książek. <serce>  Dzięki temu, że posiadam książki Sapkowskiego, mogę nich wraca tak często, jak mi się zachce, co też czynię. W sumie mam 8 książeczek napisanych przez tego pana. Brakuje mi jedynie najnowszej, wydanej w listopadzie ubiegłego roku. Trochę obawiam się po nią sięgnąć, bo może się okazać, ze to już nie to.

Mindreader, pisząc o 8 tomach, masz pewnie na myśli książki: "Ostatnie życzenie", "Miecz przeznaczenia", "Krew elfów", "Czas pogardy", "Chrzest ognia", "Wieża Jaskółki", "Pani Jeziora", "Sezon burz", ale... Ukazał się jeszcze zbiór "Coś się kończy, coś się zaczyna", który, wśród ośmiu opowiadań, zawiera dwa wiedźmińskie. Te niewiedźmińskie już mi nie podzeszły.


Skończyłam czytać "Niemiecki bękart" Camilli Lackberg i choć początkowo czytanie tej książki szło mi opornie, tak jak już przysiadłam, to nim się zorientowałam, już był koniec. Kolejna dobra pozycja Camilli  <ok> Teraz mam przerwę od Lacberg do czasu, aż dokupię "Latarnika" i "Syrenkę".

Przeczytałam "Obłęd" napisany przez duet kryjący się pod pseudonimem Erik Axl Sund. Całkiem niezła pozycja pośród kryminałów z plusem za psychologiczne tło. Niesztampowa, choć początek nie napawa optymizmem. Trochę zawiedziona byłam, bo wydawało mi się, że szybko odgadłam kto jest zabójcą, że autorzy podali nam tą wiadomość jakby na tacy, że nic mnie już nie zaskoczy... Jakże się myliłam :P Jeśli ktoś jest wrażliwy, mogą odrzucać go opisy, które są dość mocne, odpychające, czasem chciałoby się powiedzieć, chore. Autorzy nie cackają się z czytelnikiem. Tytuł jest bardzo adekwatny dla tej powieści. Pozostaje mi czekać na kolejne książki tego szwedzkiego duetu, bowiem "Obłęd" jest 1 tomem trylogii.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Marzec 20, 2014, 18:18:28
Po literaturze z tzw. wyższej półki nadszedł czas na coś lżejszego <usmiech>

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.znak.com.pl%2Ffiles%2Fcovers%2Fcard%2Fb3%2Fsekrety_roz_500PXmini.jpg&hash=a59574c66144dc294b8e5637c5f05a8d)

Massachusetts, rok 1879. W czasie letniego wypoczynku Libby Sawyer dowiaduje się, że do willi należącej od dziesięcioleci do jej rodziny wprowadził się rumuński imigrant, Michael, wraz z dwoma synami i przyrodnią siostrą. Na domiar złego Michael twierdzi, że rodzinny dom Libby dostał w spadku i przedstawia odpowiednie dokumenty. Wkrótce Libby odkryje, że zapach rosnących wokół jej domu róż odsłania niejeden sekret. Najbardziej niesamowite tajemnice dotyczą jednak Michaela. (z notki na okładce)

Już sama okładka zachęca do sięgnięcia po książkę. I rzeczywiście czas poświęcony jej lekturze raczej nie będzie stracony. Przynajmniej dla mnie, bo całkiem przyjemnie czytało się ten romans. A wątek miłosny urozmaicony został o dramaty: jeden związany z historią Rumuni, drugi z dziwną "ułomnością" głównej bohaterki. Wszystkie fakty intrygująco wprowadzone i ciekawie rozwinięte. Powieść o poświęceniu, o odrzuceniu, o pokonywaniu barier.


Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Kwiecień 13, 2014, 19:21:49
"Jedenaście godzin" nie mylić z książką Jedenaście minut ;)

Opowieść o Didi, która w upalne popołudnie zostaje uprowadzona z centrum handlowego przez młodego mężczyznę.
I się zaczyna... Wystarczy przebrnąć przez początek i nie można się od książki oderwać. Aż byłam zła na rozdziałach z opisami co w tym czasie robi mąż i policja, bo bardzo mnie interesowało co się dzieje z ciężarną (!) porwaną. I to w dziewiątym miesiącu ciąży.
Marzę, by ktoś nakręcił film na podstawie tej książki. I żeby był równie dobry, jak papierowa wersja.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Kwiecień 21, 2014, 22:37:52
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fmerlin.pl%2FBarcelona-Jazz-Club_Xavier-B-Fernandez%2Cimages_big%2C11%2C978-83-7659-747-8.jpg&hash=b95b34ea640ec43570648f40e6d39771)

Eric "Dutch" Heinrichs w swoim czasie był w Stanach Zjednoczonych sławnym jazzowym pianistą. Grał z Charlim Parkerem i Milesem Davisem, upijał się z Theloniousem Monkiem i przyjaźnił z Billie Holiday. Od dziesięciu lat nie usiadł do fortepianu i przemierza świat jak Latający Holender, ukrywając się w szemranych hotelach i imając się przypadkowych fizycznych prac, takich jak pomywacz, czy tragarz na statkach handlowych. Ucieka przed Nicolą ?Moby Nickiem" Pappalardem, włoskim gangsterem z Nowego Jorku, którego był jego przyjacielem i który, w zemście za wyrządzoną mu przez Dutcha zniewagę, przybił go gwoździami do fortepianu. Holendrowi udaje się uciec kosztem bezpowrotnego zniszczenia rąk, ale mafioso Pappalardo wyznaczył nagrodę za jego głowę.

To była uczta dla mojej duszy. Trzy uwielbiane przeze mnie dania na jednym stole: iberyjskie klimaty, jazz i noir. Na dodatek podane w wyśmienitym stylu, w którym na szczególną uwagę zasługują niebanalne metafory, którymi raczy nas główny bohater, narrator historii.

Mamy więc Barcelonę z przełomu lat 50-tych i 60-tych. Tę piękną - z architekturą Gaudi, Domenecha, z zapierającymi dech parkami, ogrodami i fontannami, z cudownymi świątyniami, z fanatyczną miłością do piłki nożnej. I tę brzydką - z policyjnym terrorem, z fałszywie pojętą moralnością, z podrzędnymi barami, kabaretami, hotelikami z recepcjonistami o wyglądzie mumii.

Do tego opowieść toczy się w rytmie jazzu, wyznaczonego rozdziałami, którym autor nadał tytuły standardów tego gatunku: "Take the A Train" Billy Strayhorna, "Ornithology" Charlie Parkera, "Sophisticated Lady" Duke Ellingtona, i paru innych. Tak naprawdę to muzyka obecna jest niemal na każdej karcie powieści. Niczym idealnie dobrana ścieżka dźwiękowa, wyrażająca uczucia i emocje bohaterów. Słychać ją w stukocie pędzącego pociągu, w serii z karabinu, w uderzeniach młoteczka wbijającego gwoździe w dłonie, w trelach wróbli - współautorach tworzącej się w umyśle "Dutcha" suity barcelońskiej.

Jazz, miasto nocnych cieni, bohaterzy osnuci mgłą tajemniczości, świat, w którym nie ma jasnego podziału na czerń i biel, niedopowiedzenia oraz porachunki mafijne to składniki wprowadzające wspomniany na samym początku trzeci element literackiej uczty - noir.

A nad wszystkim unosi się miłość - do kobiety, do mężczyzny, miłość braterska i siostrzana. I związane z nią poświęcenie.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Kwiecień 22, 2014, 16:58:32
Ja ostatnio czytałam tyle, że już chyba z połowę tytułów mi uleciało.
Przeczytałam w końcu "Ojca chrzestnego"  <serduszko> i "Planetę małp" i było to nieziemskie przeżycie. Nie mogę zrozumieć dlaczego nigdy nie byłam w stanie obejrzeć filmów w całości <mysli> Pewnie takie było moje przeznaczenie (żeby zakochać się w książkach) a to, jak wiadomo, człowiek ma tylko jedno.   ;D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: 007 w Kwiecień 24, 2014, 10:53:39
Wyobraźcie sobie, że to naziści wygrali II Wojnę Światową, tylko po prostu nikt o tym nie wie.

Taką zapowiedź Protokołu budapeszteńskiego znajdujemy na okładce. A zawartość to niezły thriller polityczny.

Fikcja? Owszem, ale kilka, doprawdy niewiarygodnych, faktów miało miejsce w realu (Sterylizacja romskich kobiet). Wytwór wyobraźni? Tak, chociaż wszystko jakieś dziwnie znajome?wspólna Europa, wspólna waluta, wspólne służby bezpieczeństwa?wspólny prezydent -  a za sznurki pociąga zupełnie kto inny.
Czwarta Rzesza wcale nie musi być autonomicznym państwem, aby podbić świat. I nie musi do tego stosować karabinów. Kapitał, kapitał uber alles?

Wojna skończyła się w 1945. Wy przegraliście. My zwyciężyliśmy.
Mój naiwny chłopcze. Nie zwyciężyliście. Zwyciężyły pieniądze. Zawsze zwyciężają pieniądze. Nasi żołnierze wjechali do Polski w ciężarówkach Forda. Amerykańskie karty perforowane ułatwiły nam wdrożenie ostatecznego rozwiązania. Wojna była kwestią absolutnie drugoplanową. Nawet gdy nasi żołnierze wybijali się nawzajem, my współpracowaliśmy z brytyjskimi bankierami w Szwajcarii, wywiązaliśmy się a naszych międzynarodowych zobowiązań, spłacaliśmy nasze długi. Najważniejsze, aby pieniądz był w ciągłym ruchu. Skąd braliśmy na to środki? Okradając banki tych państw, które zajęliśmy. Jak mawiają Szwajcarzy ? Złoto nie rozróżnia ras. Cóż za wspaniały system


U schyłku II wojny, w Budapeszcie, kilku oficerów SS zawiązuje spisek, według którego czwarta rzesza ma być sukcesywnie odbudowywana aby doprowadzić do gospodarczej dominacji w Europie i do cygańskiego holocaustu. 60 lat później wszystko to zaczyna się urzeczywistniać. Nadzieją dla Węgier i całej Europy jest dwójka dziennikarzy?
(tak, sam uznałem to początkowo za mocno irracjonalne  :D)

Polecam.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Kwiecień 24, 2014, 18:20:43
Cytuj
Taką zapowiedź Protokołu budapeszteńskiego znajdujemy na okładce. A zawartość to niezły thriller polityczny.

O, widzę coś dla siebie <usmiech>
Już umieszczone na półce "chcę przeczytać".

Przed "Barceloną jazz club" miałam na tapecie "Przejęcie władzy" Vince Flynn'a (pierwsza z serii) - też polityczny thriller, choć fabuła jest tu oparta raczej na walce z terroryzmem.
Powieści typu "co by było, gdyby", powiązanie niektórych faktów ze świata realnego z literacką fikcją też mnie pociągają, o ile są oczywiście dobrze napisane.

Muszę też w końcu zabrać się za wspomnianego przez Jean "Ojca chrzestnego". Bo takie historie ze "starą, dobrą" mafią też lubię. Wiadomo coś w stylu retro ;D

Teraz czytam mojego kochanego Ciszewskiego i jego kolejną pozycję z "pogodowej" serii - "Wiatr". Mam już za sobą "Upał" i zamach terrorystyczny w Warszawie w trakcie ME w piłce nożnej. Teraz mamy spokojną wydawałoby się noc sylwestrową na Kasprowym Wierchu, wzmagający się coraz bardziej halny i tajemnice CBA, CBŚ i kontrwywiadu wojskowego. Muszę jeszcze wrócić do pierwszej pozycji, bo jakoś o niej zapomniałam - "Mróz", czyli początek przygód nadkomisarza Jakuba Tyszkiewicza.

A już w maju przybędzie kolejny niezły stosik książek (ceny promocyjne, można powiedzieć literatura za grosik <jezyk>), na który już zacieram łapki  <jupi>


Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Kwiecień 25, 2014, 10:07:03
Ostatnio dostałam a właściwie luby dostał książkę "Jajko z niespodzianką", autorstwa Agnieszki Krakowiak - Kondrackiej. Pani Agnieszka jest scenarzystką i chyba działa przy "Na dobre i na złe"...

Tak czy siak nie spodziewałam się fajerwerków i faktycznie może ich nie ma, ale za to jest bardzo dobra, ciepła, relaksująca opowieść. Bardzo przyziemna, nieoderwana od rzeczywistości. Jest wątek rodzicielski, kryminalny, romansowy. Wszystko w dobrym guście. :)

Momentami irytuje styl pisarski, chociaż z drugiej strony jest to sprytne zamierzenie. Narrator, który jest kobietą robi długie dygresje..., co w sumie dla nas kobiet jest dość naturalne, ale ciut irytujące. :P

Niemniej czyta się dobrze. Ja przysiadłam na chwilkę po 19, skończyłam ok. 3:00 :P

Historia opisana przez panią Agnieszkę bawi, wzrusza, intryguje i w sumie ta książka jest bardzo plastyczna, scenariuszowa. Nie zdziwię się jak zostanie zekranizowana. :)

Książka idealna na chandrę, gorszy dzień, marazm, wakacje itp. itd.
Coś więcej o powieści:
http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/2670/Jajko-z-niespodzianka---Agnieszka--Krakowiak-Kondracka (http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/2670/Jajko-z-niespodzianka---Agnieszka--Krakowiak-Kondracka)

Polecam. :)


Przeczytałam także książkę "Tylko Ty" Wilder Jasinda

"Nell Hawthorne kocha Kyle?a, swojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa. Ich młodzieńcza miłość jest niezachwiana, a życie pełne obietnic. Do dnia, gdy Kyle ginie w tragicznym wypadku i Nell zmienia się na zawsze.
Coltona poznaje na pogrzebie. Oboje robią co w ich mocy, żeby jakoś poradzić sobie z życiem. Kilka lat później spotykają się znowu, w Nowym Jorku, a Colton odkrywa, że Nell nigdy nie doszła do siebie po śmierci Kyle?a. Wciąż zmaga się z głęboko skrywanym bólem i ugina pod nieznośnym ciężarem poczucia winy i żalu.
Oboje mają niezagojone rany. Ale wspólnie uczą się, jak z tym żyć. Nie jak zapomnieć, lecz jak iść dalej ? dzięki miłości?"


To był test dla nowego gatunku powieści. Nazywają go "Młodzi dorośli" i obejmuje perypetie ludzi w wieku 18- 25 lat.
Taka typowa młodzieżówka połączona z romansem, momentami harlequinowata... Może i pomysł na historię dobry, ale seks na 10 stron trochę mnie zniechęcił... Czyta się to co prawda nieźle. Dobra książka na nudę aczkolwiek do gatunku ambitnych opowieści bym tego nie zaliczyła. Nawet sposób pisania dość uczelniany. No ale na nudę i chęć czegoś odmóżdżającego się nadaje.

Jeszcze przetestuję jedną powieść z tego gatunku. Zobaczymy jaka będzie.


Zaczęłam czytać też trylogię szwedzkiego duetu tworzącego pod pseudonimem Erik Axl Sund. Pierwsza książka nosi tytuł "Obłęd". Dziwna książka oj dziwna, ale jak na thriller całkiem nieźle buduje napięcie. :P Aczkolwiek ciężko mi się ją czyta. Zobaczymy co tam dalej autorzy wymodzą.

A! Przeczytałam też całkiem przyjemną książeczkę "Niebo istnieje... Naprawdę!"
Prawie 4 letni Colton - syn pastora - ledwo przeżył pęknięcie wyrostka robaczkowego. Po kilku miesiącach od operacji zaczyna rodzicom mówić, że był w niebie i co tam widział. Może książka trochę infantylna, ale ja bardzo lubię takie opowieści. Bardzo miło mi się to czytało. :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Kwiecień 27, 2014, 15:49:04
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fmerlin.pl%2FWiatr_Marcin-Ciszewski%2Cimages_product%2C15%2C978-83-240-2508-4.jpg&hash=3a7b152ff936c2f362fefedeaa93fe9d)

Ciszewski trzyma poziom.

Nie operuje schematami. W "Wietrze" zmienia taktykę budowania napięcia. Tym razem nie ma efektu Hitchcocka (jak na przykład w "Upale"). Tu autor małymi kroczkami wciąga czytelnika w wir wydarzeń, w których udział biorą służby bezpieczeństwa państwa oraz... grupka ludzi mających spędzić sylwestrową noc na Kasprowym Wierchu. Wśród nich dwóch, nieświadomych toczącej się gry policjantów i "obiekt" - ktoś, komu nie tańce w głowie.
Ciszewski funduje czytelnikowi świetną zabawę. Co rusz podrzuca mu drobne, pozornie mało znaczące informacje, które ten próbuje wykorzystać w swoim prywatnym śledztwie, na własną rękę eliminując osoby nie mogące być "obiektem". Nadkomisarz Tyszkiewicz i jego kumpel komisarz Krzeptowski wcale mu tego nie ułatwiają, bowiem sami poruszają się jak we mgle. Muszą walczyć o przetrwanie nie wiedząc z kim walczą i dlaczego. Jedyne czego są pewni, to zagrożenie ze strony wzmagającego się w zastraszającym tempie wiatru.
Dodatkowym elementem wzmacniającym napięcie jest "kameralność" tła akcji. Wszystko właściwie rozgrywa się w ciągu jednej nocy, na obszarze nartostrady z Kasprowego do Kuźnic. Przy czym autor po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem nad mistrze w konstruowaniu obrazu słowem. Czytelnik ma wrażenie, że jest naocznym świadkiem tego, co się dzieje na stoku.
Realność wydarzeń jest tym większa, że pisarz konsultował efekty swojej wyobraźni z ratownikiem TOPR-u, doktorem medycyny oraz fachowcem od działań różnych służb specjalnych. Poza tym autor sam brał udział w narciarskim obozie treningowym na Kasprowym Wierchu. Ma doświadczenie.

"Wiatr" to, według mnie, bardzo dobrej marki rozrywka w obszarze polskiej literatury sensacyjnej, która kreuje niezbyt ciekawy, a jakże prawdziwy obraz polskiej sceny politycznej.

"Gdy obaj słyszeli o interesie państwa, a więc o polityce, mieli ochotę uciekać. Zbyt wiele razy przekonali się, że zdrowy rozsądek, uczciwość, zasady, czy choćby proste trzymanie się prawa ponosi sromotną porażkę, gdy na scenie pojawia się cokolwiek, co ma wspólnego z polityką albo politykami."
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Maj 04, 2014, 20:29:56
Tigerku, skąd Ty takie niekonwencjonalne  książki wyciągasz? No poza tym, że ktoś podsyła wiaterkowi <mysli>
Ciszewski...jest szansa, że jednak się do niego przekonam...oby nie zapeszyć :)

Georges Simenon "Trzy pokoje na Manhattanie"

Dwoje ludzi po przejściach spotyka się w nocnym barze. Kawa, spacer, hotel...i nieśmiały początek wspólnego życia. Trudny związek, który zostanie wystawiony na niejedną próbę.
Książka to tzw. "romans dur". Tak swoje twarde i jednocześnie proste powieści, opisujące skomplikowane lidzkie losy,  nazywał Simenon. Może sprawiać wrażenie monotonnej...do pewnego momentu... :) Potem może tylko zaskakiwać.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Maj 04, 2014, 22:12:04
Dawno nie byłam w tym temacie. A jak byłam, to czytałam "Krew Manitou" Mastertona. Była to książka niezwykle krwawa i taka... obrzydliwa wręcz. I bardzo, ale to bardzo zawiodło mnie zakończenie. Zaparłam się, że przeczytam i to uczyniłam, ale gdzieś tam zakodowało mi się, żeby po pana Mastertona nie sięgać.

Wypełniając moje postanowienie dotyczące książek Joanny Chmielewskiej, przebrnęłam (to bardzo dobre słowo) przez "Szajkę bez końca" i "Wyścigi". Pierwsza... gdzieś tam mi się po głowie kołatała, zwłaszcza góralka, o którą głównie chodzi, ale treści nie pamiętałam. Widocznie czytałam raz. Teraz przeczytałam drugi i już wiem na pewno, że więcej nie muszę. Mocno zagmatwana, chwilami nudna, chwilami nijaka. Taka.. słabsza po prostu. Jeśli idzie o "Wyścigi" to sama akcja lepsza, za to książka napisana w całości gwarą wyścigową... Triple mieszają się z graniem górą, imiona koni z imionami jeźdźców, a ci z nazwami stajni i tak naprawdę trzeba chyba serca hazardowego, żeby się zachwycić. Ja się nie zachwyciłam, ale nie uciekłam z krzykiem, a to jedna z nielicznych pozycji, której wcześniej w łapkach nie miałam (zresztą na półce też nie). Teraz mam i na swojej chorzowskiej, i na swojej częstochowskiej, na dodatek przeczytaną... i jestem z tego faktu zadowolona. Nie mogłabym wypowiedzieć się w samych superlatywach, ale jako ciekawostkę wyścigową mogę polecić. Majaczy mi na horyzoncie "Florencja, córka Diabła", której też wcześniej w łapkach nie miałam i jak dotychczas nie miałam na nią ochoty, tak teraz zerknę z ciekawością. A póki co czas na "Ślepe szczęście", czyli ostatnią część o Teresce i Okrętce. :) Tu akurat znam i lubię (i jestem pewna, że nieszczęsnego trupa z piórem w oku tu nie było), więc szybko przeskoczę do kolejnej pozycji :)

Pociągnęłam też Sapkowskiego i przeczytałam "Miecz przeznaczenia". Kolejna porcja naprawdę dobrych opowiadań. Towarzyszyły mi w pociągu do Kalisza i w pociągu z Kalisza :D Swoją drogą uważam, że Wiedźmin to naprawdę fajny facet. :P I cieszę się, że zaliczyłam opowiadanka, bo mogę przejść do części zasadniczej :)

I w końcu dopadłam dwie książki... które wywołały niesamowity wachlarz uczuć.... i to niekoniecznie pozytywnych. Pierwsza z nich to "Zbyt głośna samotność" Hrabala. Trafiłam przypadkiem, wcześniej nie znałam autora, bo gdzieś mi z Czechami nigdy nie było po drodze. Znalazłam jednak na fb cytat, który mnie zaintrygował. "Lecz uśmiecham się, bo w teczce niosę książki, po których się spodziewam, że wieczorem dowiem się z nich o samym sobie czegoś, czego jeszcze nie wiem." I tak sobie zgłębiłam tę pozycję. Mocno szokująca. Ogólnie chodzi o pana, który prasuje książki, cała książka poświęcona jest temu zajęciu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie okoliczności towarzyszące (szczegółowy opis myszek, które wpadają w prasę i w ten sposób giną, czy rozważania o walkach szczurów w kanalizacjach... i inne takie). Język mocno bezpośredni, prosty.. może nawet prostacki, książka de facto o tematyce mało intrygującej, bo człowiek pije i prasuje książki, prasuje książki i pije. I pije naprawdę dużo... Ale coś w tym wszystkim było takiego, że chciałam skończyć, że nie mogę powiedzieć: Hrabal mnie zniesmaczył i obrzydził i więcej po niego nie sięgnę. Nie mogę też powiedzieć, że mnie zachwycił i przeczytam pozostałe pozycje... Po prostu nie wiem, co mogę powiedzieć. Cała gama uczuć podczas czytania, cała gama wrażeń po skończeniu... Jak już oswoję się z tym utworem, to pomyślę o kolejnym i wtedy może jakoś lepiej uda mi się wypowiedzieć.

Kolejną książką, która mi wpadła w łapki była "Pestka" Anki Kowalskiej. I tu w zasadzie mamy trójkąt - mąż, żona i kochanka. Z jednej strony stylowo troszkę męcząca. Miejscami jest naprawdę fajnie, a miejscami tak górnolotnie o rzeczach banalnych, że ma się ochotę skoczyć kilka stron dalej. Całość pokazana jest z pozycji przyjaciółki kochanki, Sabiny. I to ona, ze swoim życiem, ze swoimi problemami, swoim małżeństwem stała się mi bliższa niż główna bohaterka Agata. Agata się zakochała, Agata miała świadomość bycia tą drugą... i mimo wszystkich przemyśleń na ten temat, wydarzeń towarzyszących nie udało mi się jej polubić. Nie mogę powiedzieć, że nie starałam się jej zrozumieć, ale generalnie dla mnie nie jest tu numerem jeden. Pan mąż-kochanek, który nie potrafi wybrać, a potrafi piec dwie pieczenie... krzywdząc tak naprawdę obie panie... no tu w zasadzie nie potrzeba komentarza. Za to właśnie Sabina, jej pozornie szczęśliwe i udane małżeństwo, jej perypetie z potomstwem, to jak próbowała walczyć o przyjaciółkę... właśnie ona chwyciła mnie za serce. Swoją drogą drugą osobą, której los mi nie był obojętny, była Teresa, czyli zdradzana żona. Pokazana wybitnie niekorzystnie, ale właśnie najbardziej skrzywdzona, okłamywana latami. Mimo, że była winna rozpadowi pożycia i świadoma, że mąż może mieć kobiety na boku, naprawdę wzbudziła we mnie pozytywne uczucia. Ona i Sabina mają po jednej scenie, które to autentycznie sprawiły mi ból. Czytanie tych kilku stron przy jednej pani, i kilku przy drugiej naprawdę było trudne, brutalne wręcz. Tak, to była dobra książka. Dała mi do myślenia. I chociaż nie przepadam za obyczajówkami, to tu akurat jestem zadowolona, że sięgnęłam. :)

Aktualnie czytam sobie "Wyznania gejszy". Jak skończę, to pewnie wrócę z wrażeniami. Póki co wrażenia są bardzo, bardzo pozytywne.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Maj 04, 2014, 23:04:07
Wr wr wr napisałam pięknego posta i mi się przeglądarka zamknęła. Sama! Komputery mnie ostatnio irytują. :P

Cytuj
Tigerku, skąd Ty takie niekonwencjonalne  książki wyciągasz? No poza tym, że ktoś podsyła wiaterkowi <mysli>
Niekonwencjonalne? Co rozumiesz pod tym pojęciem? :D
No fakt ambitne me książeczki nie są, ale nie mam totalnie głowy do czytania mądrych rzeczy. Dlatego czytam relaksujące, mam nadzieję, że na poziomie. :P

A szukam książeczek razem z koleżankami Karismą i Nikitką z innego zaprzyjaźnionego forum... polecamy sobie wzajem, poleca mi też mindriderek nasz, szukam w internecie, czytam recenzje... itp.

Tę książeczkę o niebie znalazłam na chomiku w formie ebooka a przeczytałam o niej na blogu takiej pani, co straciła dziecko i pisze swoje przemyślenia, także o przeczytanych książkach.

Nowy gatunek "Młodzi dorośli" pojawił się w zakładce wydawnictwa Amber i dlatego go testowałam.

Udało mi się przeczytać jeszcze jedną książkę z tego cyklu i była dużo lepsza od poprzedniej. Zgrabniejsza opowieść, nawet styl lepszy. Tytuł "Zaczekaj na mnie"
Aczkolwiek dziwaczny to gatunek. Dla mnie trochę zbyt prosty..., ale czasem przeczytać takie coś można. Myślę, że do takich 20 latków to trafi. :P

Poza tym w ten weekend nadrobiłam mnóstwo książeczek z bajkami dla dzieci. :D Tuwim, Brzechwa to jednak porządna literatura. :D :D :D
"Miauczy kotek "miaaaał"... " :D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Karisma w Maj 05, 2014, 11:18:10
Camilla Lackberg pracuje nad kolejną powieścią. Ma ona się ukazać w listopadzie tego roku. Będzie to już 9 tom z serii kryminałów z akcją umiejscowioną w Fjällbace i okolicach, a jej tytuł to "The Lion Tamer".

Tym czasem przeczytałam "Syrenkę". Książka ta podobała mi się. Nie zawiodłam się. Autorka ciekawie wprowadziła postać Christiana już we wcześniejszej swojej książce "Niemiecki bękarta". W niej to Erickę zastanawia dziwne zachowanie Christiana, a kontynuację tego wątku mamy właśnie w "Syrence". Oczywiście, jak to u Camilli, wątek kryminalny sięga w przeszłość. Długo skrywane sekrety wychodzą na jaw. Sporo też się dzieje w życiu stałych bohaterów. No i zakończenie takiego, że wprost zmusza czytelnika do sięgnięcia po kolejny tom, co też uczyniłam. Dobrze, że miałam go pod ręką ;)

Co do testowanego przez BlackTiger, a wydawanego przez Amber gatunku Młodzi dorośli czyli New Adult, przeczytałam do tej pory trzy tytuły: "Buntownik", "Zaczekaj na mnie" i "Tylko Ty". "Tylko Ty" jest zdecydowanie najsłabsza. Plusem jej było to, że miałam frajdę z odszukiwania i odsłuchiwania piosenek, które się w niej pojawiają. Z resztą, na końcu książki spisana jest playlista utworów wspomnianych w opowiadaniu. "Zaczekaj na mnie" jest dużo lepsza, a "Buntownika" umieściłabym pomiędzy nimi. Myślę, że seria ta, znajdzie swoich zwolenników.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Maj 07, 2014, 22:03:41
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fj.wpimg.pl%2Fr%2Cid%2Cd14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzA1LzlELzAwMDU5RDVFX29yaWdpbmFsX0E0QTE3OUFDRTVFRkU1RjUuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg&hash=791388a81871938f5060916848e8f8ed)

Annie wydaje się, że wszystko w życiu ma już zaplanowane. Wykonuje wolny zawód, który daje jej dużo satysfakcji, ma partnera, z którym tworzy bezpieczny i wygodny dla obu stron związek na odległość. Jednak nie czuje się szczęśliwa. Nie potrafi odnaleźć się we współczesnym świecie. Zawsze była mocno związana z babką, ciotkami i rodzicami. Niestety wszyscy już nie żyją. Annie pozostały jedynie stare zdjęcia, pamiątki, wspomnienia i mieszkanie, w którym kryją się duchy przeszłości. Jednak pewnego dnia Anna otrzymuje niezwykłą szansę. Trafia do rodzinnego Nałęczowa, a konkretnie do 1932 roku. Wkrótce dowie się, że podróżowanie w czasie jest ekstremalnie niebezpieczne dla serca. Romantyczna i urzekająca opowieść o sile rodzinnych więzi, magii miłości, poszukiwaniu szczęścia i swojego miejsca na ziemi.


Zapowiadało się nieźle.
Troszkę magii. Dwa oblicza międzywojennego Nałęczowa. Piękny krajobraz, przyjemności związane ze spędzaniem wakacji w tak urokliwym miejscu oraz bieda i ciężka praca tych, których los udrękami ponad miarę doświadczył. Mamy też sporo nawiązań do autentycznych wydarzeń z tego okresu, dotyczących tej miejscowości (przede wszystkim historia Stefana Żeromskiego).
Jest też obraz romantycznej, takiej w dawnym stylu, ale ukazanej w nieprzesłodzony sposób miłości.
Z bohaterką książki szybko znalazłabym wspólny język. Podobne marzenia, podobne zainteresowania, podobne spojrzenie na świat.
Samo przesłanie powieści jak najbardziej na czasie. We współczesnym świecie pełnym chaosu, świecie, w którym prawie każdy chce "łatwo, szybko, już, teraz, dużo, więcej" zapomina się o innych pojęciach - "blisko, bliski, bliskość" (s.121). Blisko kochanych osób, bliski mi człowiek, dbać o bliskość z nim, z nimi. A kto, jak nie rodzina może tej bliskości dostarczyć?

Niestety, im dalej czytelnik wchodzi w opowieść, tym gorzej. Pani Bancarzewska zaczyna się gubić w kreowaniu swojej bohaterki. Z czterdziestoletniej, inteligentnej, trzeźwo myślącej (ale w duszy romantycznej) kobiety staje się infantylną, roztrzepaną dziewczyną. Do tego w jej życie autorka zaczyna wplatać zbyt wiele zbiegów okoliczności typu "już po mnie, ale na szczęście mam...".
I jeszcze jedno - wspomniany wyżej element magii przemienia się w groteskę.

Szkoda, bo początek był całkiem w porządku.

No a teraz mam na tapecie taką cegłę, że aż strach :P
Blisko 1000 stron "Fabryki oficerów" Hansa Hellmuta Kirsta.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Maj 20, 2014, 23:02:37
Skończyłam wreszcie czytać pierwszy tom trylogii "Oblicza Victorii Bergman" o tytule "Obłęd"... i stwierdzam, że to jedna z tych książek, które nie powinny powstać.
Zastanawiam się czy bardziej psychiczny jest duet twórców, czy też bohaterowie...
Niby zapowiadało się intrygująco, ale to co jest w środku jest po prostu chore. Niby intryguje co będzie dalej, ale dla swego zdrowia i stabilnej psychiki chyba jednak nie sięgnę. Niby ma wszystko co thriller musi posiadać, ale jest obrzydliwa.
I nie nazwałabym tego bestsellerem... Jedną z wielu tak..., ale nie najlepszą.

Tymczasem pora sięgnąć do kolejnej pozycji ze stosiku...
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Maj 21, 2014, 20:09:38
Aktualnie czytam sobie "Wyznania gejszy". Jak skończę, to pewnie wrócę z wrażeniami. Póki co wrażenia są bardzo, bardzo pozytywne.
I w zasadzie prawie cała książka jest bardzo, bardzo pozytywna. Ukazuje życie gejsz z każdej strony - tej pozytywnej, ale też pokazuje to, co trudne, co trzeba, bo wypada. Głównej bohaterki nie da się nie lubić, to poczciwa, mocno skrzywdzona przez życie dziewczyna, która próbuje się wpasować w nowe okoliczności, żeby zapewnić sobie przyzwoite życie. Książkę czyta się dobrze, sprawnie i chwilami nie można się oderwać. Gdyby nie końcówka, to uważałabym ją za jedną z najlepszych książek, jakie ostatnio czytałam. Trafiła się jednak końcówka i czar prysł. Już pomijam fakt, że wydarzenia poszły nie po mojej myśli... Całość jednak napisana tak.. byle jak, byle skończyć. Nie zgrało mi się z całością, nie pasowało klimatem i w ogóle zawód.

"Ślepe szczęście" Joanna Chmielewska. Po raz kolejny. Ostatnia część serii z Tereską i Okrętką. Tym razem dziewczyny łowią raki w towarzystwie swoich braci i natykają się na scytyjski grobowiec, a także rozwiązują sprawę tajemniczego ducha, który straszy w Gnatach i łamie turystom... gnaty. Z bardziej przyziemnych kłopotów mają do przeprowadzenia dwie przeprowadzki... Lubię, po prostu lubię. Dla młodzieży idealne... dla starszej młodzieży też. :)

Po tej lekkiej poczytajce sięgnęłam po dwie cegłówki. Pierwsza z nich to "Lilka" Kalicińskiej, a druga to pierwszy tom "Pana Lodowego Ogrodu" Grzędowicza.

Jeżeli idzie o Kalicińską.. zakochałam się w jej stylu. Próbowałam kiedyś czytać felietony i bardzo mi leżały, chciałam spróbować czegoś innego... Weszłam do biblioteki po coś małego i lekkiego do torebki, żeby mi się dobrze czytało w komunikacji miejskiej, wyszłam z cegłówką "Lilką". Nie jest to literatura wybitna, nie jest to styl genialny... powiedziałabym wręcz, że wybitnie prosty i przyswajalny, chociaż z potknięciami. Chmielewska też się potykała, a ją przedkładam ponad wszystko inne (jeśli o styl pisania idzie), tu też zatrybiło mi od razu.
"Lilka" jest książką bardzo pozytywną i bardzo smutną. Pokazuje, jak niesamowicie można kochać i jak można walczyć o siebie, o rodzinę. Walka z przeszłością przeplata się tu z walką o przyszłość, wspomnienia z dzieciństwa, trudne wydarzenia, jak śmierć, choroby przeplatają się z tym, co teraz, związki, marzenia, praca... Obyczajówka na całkiem przyzwoitym poziomie, która wycisnęła ze mnie trochę łez. I zauroczyła mnie sposobem przedstawiania uczuć. Cudowna sprawa. Cudowna książka.

Natomiast druga cegłówka... Fantasy. Przekonuję się powoli, poznaję różne pozycje z tej kategorii i "Panem Lodowego Ogrodu" jestem oczarowana. Aczkolwiek! Raz, że trochę mnie nie przekonała końcówka... A dwa, że mam wrażenie, że autor w pewnej chwili zapomniał, gdzie znajduje się bohater. Sprawa ma się tak, że bohaterem jest człowiek z przyszłości, który wylądował na innej planecie w czasach mocno starożytnych. I od lądowania przez poznawanie środowiska, zapoznawanie się z obcymi 'ludźmi', zwierzakami, stylem życia było ok. A nagle w połowie przestałam odczuwać, że on jest na innej planecie. Zrobiło się bardzo ziemsko... A na końcu autor przypomniał z przytupem, że to jednak inny świat. Abstrakcyjna książka, ale naprawdę sympatyczna. A to dopiero wstęp, bo przede mną jeszcze 3 tomy.

Na koniec łyknęłam "Krew Elfów" Sapkowskiego. Najlepsza z dotychczasowych. Uwielbiam Ciri i uwielbiam Yennefer. No i mam niezwykłą słabość do Geralta-twardziela, który tak mocno kocha obie panie. Sapkowskiego czyta się szybko i naprawdę szkoda, że jest tak trudno dostępny w bibliotekach. :) Ale zaparłam się... Jego konsekwentnie czytam w wersjach papierowych :) Mam nadzieję, że na wakacje uda mi się wypożyczyć kolejną część (a może kolejne 2) :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Maj 21, 2014, 23:07:17
 Mnie chyba jednak styl Kalicińskiej nie podszedł :( "Lilkę" miałam kiedyś w ręku, ale, o ile pamiętam, skończyłam na 10 stronie. Ale ne dziwię się, Tobie jednak takie powieści były zawsze bliższe.
Natomiast na temat "Pana Lodowego Ogrodu" słyszałam wiele pochlebnych opinii (więc chyba już dawno powinnam była zacząć czytać), ale był to wyłącznie męski punkt widzenia - zatem kobieca rekomendacja tym bardziej zachęca. Tylko się boję, że to "zapomnienie"autora gdzie bohater jest a gdzie ma być, mnie też rozczaruje. Klimat trafi....
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: KONICZYNKA w Maj 21, 2014, 23:33:29
Mnie chyba jednak styl Kalicińskiej nie podszedł :( "Lilkę" miałam kiedyś w ręku, ale, o ile pamiętam, skończyłam na 10 stronie. Ale ne dziwię się, Tobie jednak takie powieści były zawsze bliższe.

Kiedyś trafiłam na "Lilkę" zupełnie przypadkiem. Trochę przerażała mnie ilość stron, jednak uparłam się i książkę przeczytałam. Bardzo dobrze zrobiłam. Szkoda Jean, że zrezygnowałaś po 10 stronach. Pamiętam jak się męczyłam, żeby nie skłamać, może nawet do 200 strony.  Stało się... Gdzieś w tych okolicach nagle ta książka do mnie trafiła. Zaczęłam czytać kolejne strony. Nie umiałam się od tego oderwać. Tak weszłam w świat głównej bohaterki, że ciężko było mi się z nim rozstać. Po zakończeniu, miałam dziwne poczucie, że coś mija bezpowrotnie, że już nigdy nie spotkam się z Marianną, nie dowiem się co dalej. Książka wzruszająca, obrazująca walkę z przeciwnościami losu. Mogę się podpisać pod każdym słowem mindreader. Wzruszyłam się oczywiście też.

Także gdybyś jednak Jean miała ochotę wrócić do tej książki, to polecam. Tylko pamiętaj, trzeba się do niej przekonać. <tak>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Maj 21, 2014, 23:49:01
Natomiast na temat "Pana Lodowego Ogrodu" słyszałam wiele pochlebnych opinii (więc chyba już dawno powinnam była zacząć czytać), ale był to wyłącznie męski punkt widzenia - zatem kobieca rekomendacja tym bardziej zachęca. Tylko się boję, że to "zapomnienie"autora gdzie bohater jest a gdzie ma być, mnie też rozczaruje. Klimat trafi....
Wiesz.. moja koleżanka wytłumaczyła mi to tak. Ten pan wyrusza jakby z odsieczą odnaleźć badaczy, którzy polecieli kilka lat wcześniej. I żeby ich znaleźć musi się wtopić w klimat tamtej planety, zaprzyjaźnić z jednostkami, ze zwierzakami, etc... I po jakimś tam czasie on przywyka już, nazywa sobie coś, co mu przypomina naszego konia koniem, no i tak jest to w książce przedstawiane, chociaż opis zwierzęcia wskazuje na to, że jednak nie do końca koń to koń. Tak samo 'ludzie', którzy mówią w swoim języku, są szybsi, wyglądają troszkę inaczej (zwłaszcza oczy mają inne), etc. - na dodatek na tej planecie jest trochę magii, więc wiadomo, że zupełnie inny świat. I to może nie jest tak, że autor zapomniał, bo on na pewno nie zapomniał. To raczej jest tak, że on ląduje, widzi roślinki, które może jakoś odnieść do ziemskich, zwierzątka, które może porównywać z naszymi, etc. i to na początku jest właśnie podkreślane/zaznaczane. A potem się zaciera, bo koń zostaje koniem, pies psem... Wiesz, to raczej ja zapominałam, że on odleciał w inny świat, a nie przeniósł się do ziemskich jaskiniowców. :) Tylko to taki drobny szczegół tak naprawdę, bo jednak książka jest świetna :) I czyta się ją tak.. zgrabnie. Nie ma nużących, niejasnych opisów, czy takich na siłę wprowadzanych rzeczy.

Poza tym oprócz Vuko Drakkainena, bo tak się zwie główny bohater, akcja przedstawiana jest też z punktu widzenia cyfrala. Cyfral to takie cudo wszczepione do jego mózgu, które pomaga mu przetrwać, wtapiać się, widzieć więcej, słyszeć więcej i mówić ich językiem. I tak jakby narracja leci dwutorowo - z jednej strony właśnie z punktu widzenia Vuko, a potem uruchamia on swojego cyfrala i przerzuca się narracja w 3 osobę. Fajnie się to czyta.

Poza tym, co dotyczy Vuko, jest też opowieść o chłopcu, który jest synem cesarza i wychowywany jest tak, żeby w razie czego przejąć rządy. Ogólnie jest historia zupełnie oddzielna, prowadzona w osobnych rozdziałach (2 rozdziały o Vuko, 1 o Filarze, 1 o Vuko, 1 o Filarze, etc.). W sumie chyba losy cesarza i jego rodziny zajmują 3 rozdziały... I ta część to dopiero wspaniała jest! :) Aj, zakochałam się w świecie tego chłopca.

Spróbuj. Wiesz, to, że ja się pogubiłam, to nie znaczy, że każdy musi. Mnie rekomendowała koleżanka, więc męskiej opinii nie znam żadnej... i ona akurat nie miała takiego problemu jak ja i te 4 tomy łyknęła :)


A co do "Lilki". Do mnie przemówiła. Zwłaszcza tym, jak pokazuje rodzinę. Zaczyna się rozejściem małżonków, ale w zasadzie zupełnie nie o to tam chodzi. Niesamowity szacunek do rodziców, miłość do matki, ojczyma, wujków. To, w jaki sposób główna bohaterka stara się akceptować przyrodnią siostrę, to jak nagle okazuje się, że jest dla niej kimś absolutnie najważniejszym, jak walczy z nią o nią. Niesamowity język, którym bohaterowie się posługują, czułość, delikatność. Chwilami miałam wrażenie, że Marianna mówi o dzieciątku, które potrzebuje pomocy, a potem uświadamiałam sobie, że to dzieciątko ma ponad 40 lat, a ona ponad 50. Jak ruszałam z tą książką, to miałam wrażenie, że to jedna z tych obyczajówek, w których ona - porzucona, nieszczęśliwa, będzie się mścić, będzie płakać, inne... A tu zupełnie nie w tym rzecz. Dodatkowo wszystkie te skoki w dzieciństwo, we wspomnienia. Dojrzałość z jaką główna bohaterka podchodzi do małżeństwa, do macierzyństwa... Pogodzenie z tym, z czym trzeba się pogodzić, walka o to, o co warto walczyć. Piękna książka. I taka.. no mądra w sumie.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Maj 22, 2014, 11:19:23
Dziękuję dziewczyny  ;) Odzew był niesamowity i mnie bardzo zaskoczył  :) Obiecuje zatem dać "Lilce" jeszcze jedną szansę. Rzadko która książka jest męcząca aż przez 80% stron, by ma koniec tak zafascynował. To niemal jak wino w Kanie Galilejskiej :)
Ale moja ponowna przygoda z tym dziełem odbędzie się pewnie dopiero na jesieni, wcześniej "Pan Lodowego Ogrodu" a wcześniej trzeba ten stos nieruszony przeczytać, bo wstyd oddawać z powrotem do biblioteki (zresztą nigdy tego nie robię). Będę czytać Szwejka - dobrego wojaka   <pompony> Marzy mi się krótki powrót do bohaterów "Szaty" - kiedyś tak książka zrobiła na mnie takie wrażenie, że co najmniej przez rok myślałam tylko o niej. Pewnie teraz odbiór będzie inny, człowiek tak bardzo przesiąka tym paskudnym światem :P
Tak więc szansa jest, że gdzieś koło grudnia w końcu na poważnie przeniosę się do książkowego Westeros...
I jeszcze "Jeździec miedziany", nad zapoznaniu się  z którym czuwa bratowa ma.
Gdybym tylko mogła kupić czas, bardzo chciałabym mieć, odrobinkę więcej, bo tyle fajnych książek na świecie jest ;)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Maj 22, 2014, 11:32:10
Jeździec miedziany podobno jest niezły. Wciąga wielu. :P Mnie póki co nie kupił jak przeglądalam u kogoś, ale może kiedyś.

Za to przymierzam się do książki "Chata" chyba w formie ebooka. Zaintrygowała mnie ta książka, ale nie wiem czy to dobre.
Czytał ktoś?
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/99062/chata (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/99062/chata)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Maj 22, 2014, 11:50:55
Poczytałam recenzję...znaczy opis i mnie też zaintrygowała, chociaż może tam być dowalone tyle psychoanalizy i jakichś obłędnych przemyśleń, że człek chory z tego wyjdzie.  Ale spróbuj, najwyżej rzucisz to w cho....w kąt. Powiesz potem jak Ty to widzisz, bo w sumie ja też poczytałabym.  :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Maj 22, 2014, 21:04:08
Jeździec miedziany podobno jest niezły. Wciąga wielu. :P Mnie póki co nie kupił jak przeglądalam u kogoś, ale może kiedyś.

A wiecie co? Ja podeszłam 2 razy... i 2 razy porzuciłam. Zupełnie jakoś nie umiałam się wczuć w początek tej książki. A ostatnio spędzałam uroczo czas czytając opinie czytelników na 'lubimyczytac.pl' i właśnie jeden z użytkowników napisał, że ta książka najlepiej smakuje jak się ma naście lat, a im później człowiek do niej sięga, tym jest gorzej... :D Może temu, że już nie mam naście nie udało mi się... Tak czy inaczej, Jean daj znać, jak Ci się podobało. Może zrobię podejście numer trzy. :D

Póki co planuję skończyć Grzędowicza, skończyć Sapkowskiego, poznać pozostałe propozycje pani Kalicińskiej i zrobić trzecią próbę "Władcy pierścienia". Może tym razem nie znuży mnie, że idą, idą, idą, idą... :D Tylko najgorsze jest to, że każda z tych książek to cegła... A jeśli idzie o czas... wiadomo. Raz jest więcej, raz jest mniej, ale gdyby kiedyś Jean udało Ci się trochę dokupić, to krzyknij. Chętnie też się zaopatrzę w dodatkowe 2-3h dziennie na czytanie <3

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Justek w Maj 22, 2014, 21:42:45
mindreader, jak skończysz już to co sobie zaplanowałaś i Grzędowicz przypadnie Ci do gustu to polecam także książki napisane przez jego małżonkę Maję Lidię Kossakowską - wybitna postać :) Obydwoje z panem Jarosławem mają wspaniały sposób pisania, kreowania postaci, świata przedstawionego, a to co lubię najbardziej to ich lekki i przyjemny w odbiorze język. Czysta kwintesencja literatury fantasy, obok Sapkowskiego, Tolkiena, Olgi Gromyko i od niedawna Martina - moi ulubieni pisarze tego gatunku. Natomiast jeśli zechcesz skusić się na MLK - polecam na początek "Siewcę Wiatru".
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Maj 24, 2014, 17:07:10
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.film.gildia.pl%2F_n_%2Fliteratura%2Ftworcy%2Fhans-hellmut-kirst%2Ffabryka-oficerow%2Fokladka-200.jpg&hash=21f49a8e5c623898fd48d6949b9061c3)

Jeden z bohaterów czytanej kiedyś przeze mnie "Barcelony Jazz Club" trafnie zauważył, że jednostkę często ocenia się po cechach grupy, do której owa jednostka należy. Dzieje się tak, bo nie chce się oceniającemu dostrzec indywidualności. Za dużo z tym roboty.
Takie właśnie uprzedzające postawy zauważa się jeśli weźmiemy pod uwagę Niemców z okresu II wojny światowej. Każdy z nich był wtedy "diabłem wcielonym". A już na pewno ten, który był żołnierzem.

"Fabryka oficerów" Kirsta ukazuje czytelnikom, że wśród niemieckich żołnierzy byli też ludzie uczciwi, wrażliwi, sprawiedliwi. Historia również potwierdza takie przypadki (zresztą autor wspomnianej powieści zaznacza, iż wydarzenia z książki oparte są na faktach, że pisząc "Fabrykę..." bazował na dokumentach ze szkoły wojennej nr 5).
Ci żołnierze wstępowali do wojska z różnych pobudek, ale na pewno nie zauroczeni hasłami przywódcy III Rzeszy. Niektórzy wierzyli w stare pruskie zasady walki dla rodziny, ziemi rodzinnej, ojczyzny. Jednak lata II wojny światowej, to, co słyszeli, co widzieli całkowicie zmieniły ich nastawienie do sensu owej walki.

"Teraz krzyczano: ein Reich, ein Volk, ein Führer. Żołnierz nie walczył już przeciw żołnierzom, nie bronił już ojczyzny, nie chronił ludzi - musiał, jak za czasów landsknechtów, zwalczać ideologie, religie, i potężne kliki. I co gorsza: musiał tolerować zbrodnie, a tym samym sankcjonować je - był więc współwinowajcą. Niemcy straciły swój honor. Człowiek, który pozbawił Niemców honoru i robił z żołnierzy zbrodniarzy, nazywał się Hitler. A wokół niego najmici i wazeliniarze, naganiacze i sutenerzy polityki (...) Zasługiwali na pogardę, na sąd, na potępienie!" (s.402)

W "Fabryce oficerów" mamy okazję obserwować szeroką gamę postaw młodych niemieckich ludzi, których los rzucił do Szkoły Wojennej nr 5 w Wildlingen nad Menem, gdzie kadra oficerska miła przygotować podchorążych do kierowania działaniami wojennymi w przyszłości. A że Hitler na gwałt takich potrzebował, to nauka szła taśmowo, jak w... fabryce. Szybko, mechanicznie, programowo. Tu nie było ani czasu, ani potrzeby, ani zgody na samodzielne myślenie. Tu się tego nie aprobowało. Za nich myślał Führer. Jednak zarówno wśród kadry, jak i "uczniów" byli tacy, którzy chcieli myśleć sami.

Konstruując fabułę powieści z wątków kryminalnego, miłosnego i obyczajowego, wzmacniając ją elementami dramatu Kirst stworzył bardzo interesującą pozycję literacką. Warto z nią się zapoznać.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Maj 26, 2014, 20:07:27
mindreader, jak skończysz już to co sobie zaplanowałaś i Grzędowicz przypadnie Ci do gustu to polecam także książki napisane przez jego małżonkę Maję Lidię Kossakowską - wybitna postać :) Obydwoje z panem Jarosławem mają wspaniały sposób pisania, kreowania postaci, świata przedstawionego, a to co lubię najbardziej to ich lekki i przyjemny w odbiorze język.
A tak, też planuję :) Mam na liście :) Słyszałam, że czyta się fantastycznie i chciałabym spróbować. Tylko to plan długoterminowy, hehe.

Wyłamując się z planu, wzięłam się za Charlotte Link. Porwałam ją kiedyś z biblioteki, mija niedługo termin oddania, więc wypadałoby przeczytać. I z jednej strony... taka poczytajka, a z drugiej strony wydaje się mocno przewidywalna... I tak bardzo, bardzo, bardzo chciałabym, żeby mnie ta książka pozytywnie zaskoczyła. Tak, że.. niby nic i nagle: wow, tego się nie spodziewałam. Póki co po 80stronach nie ma 'wow', ale w miarę ciekawi, więc może skończę.

Z pozycji bibliotecznych, które czekają na zwrot mam jeszcze "Kwiaty na poddaszu". Dużo dobrego czytałam o tej książce, czytałam też trochę złego.. Chciałam sprawdzić, jak jest naprawdę. I dwie próby zakończyłam fiaskiem. Stylowo okropne. Podejrzewam, że po prostu tłumaczenie do niczego. I nie wiem, czy się przemóc i brnąć, czy oddać i wypożyczyć "Rozlewiska", albo coś z listy fantasy :) Zobaczymy, co wyjdzie.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Maj 26, 2014, 20:20:51
A jaką książkę Link czytałaś?
Przeczytałam dwie bodaj, o jednej nawet gdzieś wcześniej pisałam i ta autorka jest dla mnie intrygująca. Bo ile ray chciałam rzucić książkę w kąt, tak ją czytałam dalej  :D
Ale nie rozwinę myśli teraz bo ani warunki pogodowe mi nie pozwalają, ani inne...hmmm czynniki :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Maj 31, 2014, 22:09:14
A jaką książkę Link czytałaś?

"Wielbiciel". Dziwna książka. Najdziwniejsza temu, że jest niesamowicie przewidywalna, w zasadzie od startu wiadomo kto, co i kiedy. Jednak czytało mi się ją tak dobrze, że połknęłam w 2 dni. Nie doczekałam się 'wow', ale też na żadnym etapie nie zawiodła mnie. Chociaż nie, jeden wątek całkowicie zbędny... Zapowiadał się on zresztą całkiem miło, ale okazał się tandetny.

Jakie książki Jean czytałaś? Nie powiem, bo gdyby u mnie w bibliotece te książki były, to pewnie wypożyczyłabym kolejną. Niestety jest jakiś szał na Link, bo wszystkie wypożyczone. We wszystkich 3 filiach, które odwiedzam. Poczytałam sobie jednak recenzje i głoszą one, że ten "Wielbiciel" był jedną ze słabszych pozycji (właśnie temu, że wiadomo kto, co i kiedy), a inne są lepsze... Chciałabym kiedyś sprawdzić, czy faktycznie są :)

Zaopatrzyłam się w książki na wakacje. 3 opasłe tomiska, 3 mniej opasłe. Mam nadzieję, że chociaż w kawałku ponadrabiam książkowe zaległości :) Ostatni tydzień w pracy, a potem... morze, polskie morze... plaża, książka i ja. (W teorii, bo w praktyce to pewnie głównie sprint za Joelą :P)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Czerwiec 01, 2014, 11:17:38
Jeśli chodzi o Charlotte Link to ja czytałam jej dwie powieści: "Grzechy aniołów" i "Ostatni ślad". W pierwszej niemal od początku wiadomo było, że ich jest dwóch. Wydaje mi się, że nawet już czytałam albo oglądałam podobną historię.  Było jednak coś takiego, że się nie dało przestać czytać. Coś ciągnęło.
W drugiej powieści to już w ogóle było wszystko pokręcone. Najpierw wszystko wskazywało na pana z lotniska, potem Link robiła wszystko, by czytelnik przestał go podejrzewać a na koniec? To niespodzianka dopiero ;)
Mało zagmatwane te zagadki, czasami jakiś zbędny wątek, a jednak nie można przestać czytać i chce się więcej <mysli> 
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Czerwiec 01, 2014, 11:54:07
Wiecie dziewczyny, pisarz ujawnia podstawowe elementy kryminału czy sensacji już na wstępie (przestępca, motyw), bo w zamiarze miał przedstawienie zabawy w kotka i myszkę zbrodniarza i detektywa, policjanta, czy dziennikarza śledczego. Nie ważne wtedy kto zabił i dlaczego, a właśnie wodzenie za nos, inteligencja, zmyślność przeciwników. I jeżeli tylko autor przedstawi to umiejętnie, to "jednak nie można przestać czytać i chce się więcej" <jezyk>
Czytelnik wciąga się na maksa.

A skoro tak jest w przypadku pani Link, to chyba znaczy, że jej powieści są niezłe. Ja jeszcze nic nie czytałam tej pisarki. Mam na półce "chcę przeczytać" "Obserwatora", ale to może przy następnym zamówieniu (jak znajdę jakąś promocję).

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fi.datapremiery.pl%2F4%2F000%2F02%2F739%2Fjael-mchenry-kuchnia-duchow-the-kitchen-daughter-cover-okladka.jpg&hash=bed62de298f9a4433c372884c321e267)

Owszem są tu przepisy kulinarne, owszem jest trochę magii, jednak oba wątki stanowią jedynie dobrze wyważone tło sprawie poważniejszej. Chodzi o świat widziany oczami Ginny - młodej kobiety dotkniętej zespołem Aspergera. Dzięki pierwszoosobowej narracji snutej przez tę postać mamy możliwość zajrzeć do jej umysłu, poznać myśli, dowiedzieć się co sprawia, że 28-latka zamyka się w szafie, co wtedy czuje, co rozumie pod pojęciem "normalność".
Kulinaria w powieści mają podwójne znaczenie. Jednym z nich to sposób na ucieczkę. Ważna też jest "Księga normalności", która stanowi dla bohaterki źródło afirmacji, samoakceptacji. Ginny zaczyna zdawać sobie sprawę, że normalność to rzecz względna.
Historia "Kuchni duchów" snuje się nieśpiesznie, fabuła oparta na małej liczbie postaci, akcja dzieje się w kameralnym otoczeniu, a jednak czytelnik z zainteresowaniem śledzi losy bohaterki powieści.
Książkę urozmaicają nieskomplikowane, ale ciekawe przepisy kulinarne i rodzinna zagadka, którą Ginny próbuje rozwiązać.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Avant w Czerwiec 19, 2014, 14:44:13
Jakiś czas temu skończyłam "Złodziejkę książek". Chyba całkiem niedawno można było obejrzeć w kinach ekranizację tej powieści, jednak mi jakoś nie było po drodze.
Natomiast w ogóle nie żałuję, że sięgnęłam po książkę (chyba nigdy nie żałowałam...). Opowieść dzieje się w czasach II wojny światowej w Niemczech, a narratorem jest... śmierć. Zabieg ten moim zdaniem czyni książkę wyjątkową, pozwala może trochę oswoić się ze śmiercią. Tematyka powieści jest ciężka, holocaust, nazizm, wojna a moralność, dzieciństwo, przyjaźń... Mimo tego, książka przedstawia uniwersalne wartości i wychodzi poza ramy wojenne. Czytelnik przygląda się codziennemu życiu w niemieckiej wiosce, w której żyje dziewczynka Liesel - miłośniczka książek i jej przybrani rodzice, Rudy - urwis,  Max - ukrywający się Żyd, żona burmistrza ze swastykami na butach, która nie jest jednak taka, na jaką wygląda... Mnóstwo ciekawych i dobrze napisanych postaci. Książka wywarła na mnie duże wrażenie, choć byłam już trochę zmęczona tematyką wojenną.
Ta pozycja jest jednak inna. Wojna, choć jest tutaj obecna przez cały czas, nie wysuwa się na pierwszy plan. Czytając, miałam wrażenie, że coś innego jest tutaj najważniejsze - ludzka codzienność, przyjaźń, trudne wybory...
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Liv w Czerwiec 19, 2014, 19:21:30
Czytałam "Złodziejkę Książek" już jakiś czas temu. I muszę przyznać rację, że jest to rewelacyjna pozycja! Niesamowicie wciągająca, posiadająca interesujące opisy i bardzo różnorodne charaktery postaci. Taka trochę powieść z pogranicza faktu i baśni, o miłości do słowa pisanego. Film obejrzałam zaraz po przeczytaniu książki. Zrobił na mnie równie duże wrażenie jak powieść. Nic tylko polecać! :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Lipiec 17, 2014, 12:44:15
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fecsmedia.pl%2Fc%2Fkrolowa-poludnia-p-iext8616788.jpg&hash=11e241a871b6ac033ab8103d2b343c94)

Po rewelacyjnym "Bataliście" to drugie spotkanie z Arturo Perez-Reverte, a "Królowa Południa" utwierdziła mnie w przekonaniu, że warto sięgać po jego książki.

Książka ląduje na półce "sensacja", choć jej fabuła nie jest oparta na podstawowych elementach tego gatunku. Nie ma dynamicznej akcji z dramatycznymi zwrotami. Jeśli autor wspomina jakiś pościg, strzelankę, czy intrygę, to tylko jako tło do historii o kobiecie, która stała na czele największego na południu Europy przedsiębiorstwa transportowego zajmującego się przemytem haszyszu i kokainy, i która sama, od podstaw, tę "instytucję" zorganizowała - rzecz niezwykła w świecie tak brutalnym i zdominowanym przez mężczyzn.

Powieść przypomina formą reportaż literacki, w którym fragmenty przedstawiające pracę autora w ramach poszukiwania informacji na temat bohaterki w kręgach ludzi, którzy byli z nią w jakiś sposób związani, przeplatają się ze zbeletryzowaną opowieścią o przemianie Teresy Mendozy z mało znaczącej dziewczyny przemytnika narkotyków we wpływową szefową ogromnej sieci transportowej tegoż towaru, zwaną w kręgach narkobiznesu 'Królową Południa" (bohaterka książki to postać autentyczna).

Dzięki swoim zawodowym umiejętnościom (Perez-Reverte był znakomitym reporterem wojennym) oraz zdolnościom kreowania niebanalnej fikcji literackiej pisarz sprezentował czytelnikom bardzo ciekawy portret kobiety poruszającej się w świecie mafii, korupcji w policji, urzędach, biznesie, w świecie regulowanym zasadą, że trzeba patrzeć na ludzi i widzieć od razu dwie rzeczy: za ile można ich kupić i kiedy trzeba ich zabić. Przyjaciele? Owszem są. Jednak są dobrzy, dopóki nie staną się źli.

"Zrozumiała nagle, że podczas tej bardzo długiej podróży w tę i z powrotem zdobyła tylko trzy pewne wiadomości na temat życia i ludzi: że zabijają, pamiętają i umierają." (s.418)

A tak z innej beczki.
Na jesieni wraca do nas prokurator Szacki. Miłoszewski przygotował kolejną książkę z tym bohaterem. Tym razem zawędrujemy na północny-wschód naszego kraju, w okolice Olsztyna, a Szacki będzie mierzył się ze sprawą z seksizmem a tle.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Lipiec 21, 2014, 08:50:44
Ja jestem na etapie poznawania twórczości George'a R.R. Martina. Pewnie już wiecie o co chodzi :)
Powiem, że serialu nie oglądałem wcale, kolega pożyczył mi "Grę o Tron" i wsiąkłem, obecnie kończę "Nawałnicę Mieczy" i na urlopie zabieram się za "Ucztę dla wron".
Świetne książki, wyraziści bohaterowie, zwroty akcji, no i to co lubię - nic nie jest całkiem dobre i całkiem złe (no, może za wyjątkiem tej mendy Joffreya :) ).
Uzurpatorzy, walki rodów. rozgrywki zakulisowe - z grubsza coś jakby z "Władcy Pierścieni" usunąć hobbitów, krasnoludów i elfy, bohaterów pozytywnych nieco "ubabrać w błocie", negatywnych ukazać jako "postacie tragiczne", wsadzić sporo seksu i brutalności :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Avant w Lipiec 21, 2014, 18:20:53
Właśnie w sobotę zarezerwowałam sobie w bibliotece "Grę o Tron", bo już mnie ciekawość zżera, dlaczego jest to taka popularna książka. Pewnie poczekam jeszcze kilka tygodni, ale mam nadzieję, że będzie warto.


Skończyłam "Na wschód od Edenu" Johna Steinbecka. Z jednej strony klimat książki jest kosmiczny (to naprawdę idealne słowo, aby go opisać). Czytając ją czułam się jakbym była cząstką jakiejś wielkiej całości. Z drugiej jednak strony, książkę czytało się trochę ciężko, były momenty, że trudno mi było zmusić się do dalszej lektury. Być może to ze względu na fabułę, która szczególnie na początku mnie nie zachęcała, a może na sposób prowadzenia powieści. Nie doszukamy się wśród tych 900 stron wiele akcji. O wydarzeniach czytelnik dowiaduje się najczęściej z dialogów bohaterów. Muszę jednak przyznać, że książka na długo pozostaje w pamięci ze względu na wspomniany już nastrój i dygresje zmuszające do wielu refleksji. Z tego względu zdecydowanie warto przeczytać.

Przeczytałam również "Matki, Żony, Czarownice" autorstwa Joanny Miszczuk. Przez pierwszą połowę powieści opisywane są losy Joanny, kobiety w średnim wieku. Poznajemy przeszłość jej matki i babci. Dlatego na początku książka wydaje się być zwykłą, kobiecą historią o mężczyznach, miłości, dzieciach itd. Potem pojawia się niespodziewany spadek, niesamowite historie z przeszłości... Główna bohaterka poznaje losy kobiet ze swojego rodu nawet z XV wieku. Trochę tu magii, czarów, dziwnych wydarzeń, dużo miłosnych historii. Mnie szczególnie nie zachwyciła, liczyłam na więcej, chociaż czytanie tak wielopokoleniowej historii było całkiem ciekawym doświadczeniem.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Lipiec 22, 2014, 07:33:31
Właśnie w sobotę zarezerwowałam sobie w bibliotece "Grę o Tron", bo już mnie ciekawość zżera, dlaczego jest to taka popularna książka. Pewnie poczekam jeszcze kilka tygodni, ale mam nadzieję, że będzie warto.
Sądzę, że Ci się spodoba. Nie jest to takie typowe fantasy, bardziej coś jak średniowiecze (ze wszystkimi "atrakcjami") w jakimś alternatywnym świecie podobnym do Ziemi (gdzie pory roku trwają po kilka ziemskich lat). Fakt, że książka bardzo brutalna - morderstwa, gwałty, rzezie całych wiosek, pijaństwo, rozpusta to w sumie nieustające tło zmagań bohaterów, ale nie powinno Cię to aż tak razić.
Ja podchodziłem do tej sagi "na czysto" - nie znałem serialu, nie znałem bohaterów, co jakiś czas tylko prychałem "O co chodzi z tą Grą O Tron....?!". A powiem, że wsiąkłem, jak będę tylko miał okazję zabiorę się za serial, tyle, że teraz leci czwarty sezon, a jakbym miał oglądać to od początku. Może znajdę kogoś kto ma na płytach ;)
A ten Joff to i tak menda i jak znam życie to ktoś mu sztylet w plecy wrazi .... :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Avant w Lipiec 22, 2014, 14:39:21
Ja podchodziłem do tej sagi "na czysto" - nie znałem serialu, nie znałem bohaterów, co jakiś czas tylko prychałem "O co chodzi z tą Grą O Tron....?!".
To zupełnie tak, jak ja teraz. Wiem o tej książce tyle, ile mi napisałeś. I że jest bardzo popularna, podobnie jak serial.

Bardzo lubię "Władcę Pierścieni", dlatego Twoje porównanie do tej książki mnie zaciekawiło tym bardziej. Teraz trochę obawiam się, czy autor z tą brutalnością nie przesadził, ale nie wypowiadam się, póki nie przeczytam. Zaufam Ci, że będzie dobrze. ;)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Justek w Lipiec 22, 2014, 16:56:16
Moim zdaniem porównanie "Gry o tron" do "Władcy pierścieni" jest bardzo...hm, ryzykowne ;) i główne, by nie powiedzieć, że jedyne podobieństwo jest takie, że obydwie lektury są z gatunku fantasy. Inni są natomiast bohaterowie, w GoT więcej jest złych postaci, intryg, brutalnych scen i zaskakujących zwrotów akcji. Łączy je również oczywiście to, że obydwie pozycje literackie są rewelacyjnie napisane i godne polecenia.
Mintek, Avant...jak Was wciągnie to polecam również serial. Trzyma ten sam poziom co powieść - i piszę to z perspektywy osoby, która przeczytała kilka tomów sagi i obejrzała wszystkie dostępne dotychczas sezony serialu.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Lipiec 22, 2014, 22:15:37
Zgadzam się z Justkiem co do podobieństw tych dwóch powieści. "Władcy pierścieni" bliżej do baśni dla dorosłych (i nie mam tu na myśli sfery erotycznej), a "Gra o tron" to coś a'la dramat polityczny z wątkami obyczajowymi. ;D

U mnie jak zwykle gatunkowy miszmasz ;D Zniechęciłabym się do czytania, gdybym lubowała się tylko w jednym. Jedynie horrorów na moich półkach nie uświadczysz.
Ostatnia moja lektura to komedia, a właściwie gorzka komedia.

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fmerlin.pl%2FPod-dwiema-kosami-czyli-przedsmiertne-zapiski-Zywotnego-Mariana_Danuta-Noszczynska%2Cimages_product%2C23%2C978-83-62405-16-9.jpg&hash=56da877ac27d3dab9e5c60cbd1620f7f)

Uśmiałam się co niemiara, bo gwara wiejska, którą posługuje się bohater powieści - Marian Żywotny - opisując swoje życie (książka ma formę pamiętnika) oraz humor sytuacyjny rodem z przygód panów z wilkowyjskiej ławeczki (serial "Ranczo") dostarczają niezłej zabawy.

"Jeden tylko któryś anonimowo pamiętniki swoje pisał i pono że do dziś naukowcy personaliów jego próbują dojść. I nie dziwota, bo jak ten któren o sobie co paskudnego wyczytał, toż elementarnej ulgi do końca świata nie zazna, gdy po ryju chociaż raz jemu nie nakładzie. Dlatego ja, ażebym o tchórzostwo i zaprzaństwo przez potomnych posądzony nie został, w pierwszych słowach, bogobojnie, prezentacji całościowej dokonałem." (s.9)

Denerwowałam się okropnie, bo ów Żywotny był postacią niezwykle irytującą: autorka skumulowała w nim wszystkie ludzkie przywary składające się na mentalność niejednego Polaka. I należy zaznaczyć, iż zrobiła to po mistrzowsku. Cel swój osiągnęła - co miało denerwować, denerwowało.
A i parę łezek uroniłam w końcówce, bowiem wrażliwa ze mnie duszyczka i wzruszyłam się względem jednej z bohaterek, która tyle złego od Żywotnego doświadczyła, bez słowa znosząc swoją dolę jako karę za nie swoją winę.

"Pod dwiema kosami..." to świetna satyra na nasze społeczeństwo, na Polaka, który we własnym mniemaniu "miejsce swoje we świecie znał: jako uczciwy człowiek, prawowity katolik i dobry patriota." (s.155) A tak naprawdę żółć go wszelaka zalewa, bo: jak ja nie mam, to sąsiad też niech nie ma, jak on zobaczy, co ja mam, to mu oczy zbieleją, jak on ma, to pewnie ukradł... i leci to wszystko między "Ojcze nasz" a "Zdrowaś Mario".

Polecam tę lekturę jak najbardziej. Rozrywka przednia ;D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Lipiec 23, 2014, 06:45:16
"Gra o Tron" a "Władca Pierścieni".... obie pozycje cechuje rozmach, epickość, bardzo szczegółowo wykreowany świat, fabuła - dlatego to tak mi się od razu skojarzyło.

O ile w "WP" fabuła jakby się nie rozwijała, to możemy się w sumie spodziewać takiego a nie innego końca - to w "GoT" nic nie wiadomo, bo co kilka rozdziałów akcja się wikła, także nasze sympatie i antypatie co do bohaterów  w trakcie czytania zmieniają się i to nieraz diametralnie :)
Tak, to głównie dramat polityczny. Bardzo wielowątkowy zresztą.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Sierpień 06, 2014, 21:36:39
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fesensja.stopklatka.pl%2Fobrazki%2Fokladkiks%2F129671_bajki-pisane-krwia_pb_200.jpg&hash=9dffa78e64441c253550578928125782)

Osiemnastowieczna francuska tajna policja (Sekret Króla, czyli Czarny Gabinet - autentyczna komórka wywiadowcza z czasów Ludwika XV), zmyślna intryga szpiegowska połączona z osobistą zemstą.

Świetnie odmalowane polityczno-obyczajowe tło ówczesnej Francji. Wersal w wydaniu słodko-gorzkim: z jednej strony przepych, zabawy, bale, piękno natury (ogród), z drugiej smród i ubóstwo. Dodajmy do tego zarys gierek o wpływy na dworze królewskim (protegowani hrabiny du Barry kontra stronnicy Marii Antoniny). Większość bohaterów powieści to postaci autentyczne "wciągnięte" w fikcyjną historię. Delalande przybliża nam nieco ich obraz, operując od czasu do czasu faktami z ich życia. No i warto wspomnieć, iż kilka razy natrafiamy na wątki związane z Polską.

Część sensacyjna powieści dokładnie w klimacie płaszcza i szpady. Z początku akcja toczy się w umiarkowanym tempie, by z czasem nabrać pędu i wciągnąć czytelnika w wir knowań dwóch szaleńców, którymi kierują zupełnie inne motywy działania, ale przyświeca wspólny cel. Prowadzący śledztwo agent Viravolta ma trudny orzech do zgryzienia, bowiem z jednej strony musi zmierzyć się z duchami przeszłości, z drugiej zadbać o bezpieczeństwo pary królewskiej. Nie jest to łatwe, bo przeciwnik walczy niecodzienną bronią, wodzi policję za nos symbolami i bajkami La Fontaine'a. I w tej kwestii Delalande poradził sobie znakomicie. Wbrew pozorom nic nie jest wzięte z nieba, jedno wynika z drugiego. Ale o tym czytelnik dowiaduje się w miarę czytania książki.


(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fksiegarnia.pwn.pl%2Fpublic%2Fpic%2Fhcovers%2F240%2F15%2Foperacja-werwolf_60532.jpg&hash=65af2411dacc96f3f0fa6ef03766cf4d)

Nazywano ich wilkołakami.
Działali po zapadnięciu zmroku. Wychodząc znienacka z leśnych czeluści, szybko i sprawnie wykonywali zadanie i niemal natychmiast rozpływali się w nocnych ciemnościach.

To oni byli ostatnią nadzieją Hitlera, gdy wojska sprzymierzone zaczęły pukać do berlińskich bram. Od wybuchów bomb i pocisków artyleryjskich nieprzyjaciela waliły się ściany Kancelarii Rzeszy, a Führer jeszcze wierzył, że wojny nie przegrał. Nie dało się pokonać wroga w bezpośredniej konfrontacji, trzeba więc postawić wszystkie karty na wysoko wyspecjalizowaną partyzantkę.
Werwolfowcy bowiem to nie legendarne bestie, a członkowie utworzonej przez Himmlera organizacji paramilitarnej (Hitler lubował się w wilczej terminologii, np. Wilczy Szaniec), której jednostki miały działać na odbitych przez aliantów terenach. Prowadzili dywersję na tych obszarach i mieli stanowić podwalinę dla odradzającej się nowej armii. O tym jak wielkie znaczenie miała partyzantka w walce z wrogiem hitlerowcy mogli przekonać się w trakcie "pobytu" w Polsce. To właśnie zasady działania polskiej partyzantki wzięli sobie za przykład ojcowie Werwolfu podczas tworzenia nowej siły. I to w Polsce powstała pierwsza szkoła treningowa.

"Operacja Werwolf" przedstawia nam proces konstruowania terrorystycznej jednostki na terenach zajętych przez Amerykanów oraz jedną z ich pierwszych misji - zamach na Eisenhowera. W kontrze mamy dwóch agentów CIC (amerykański Korpus Kontrwywiadu), utajnionych do tego stopnia, iż ich mundury oznakowane były jedynie oficerskimi naszywkami na kołnierzach, bez wskazań na rangę.
Powieść oparta jest na faktach, a nawet można powiedzieć, że stanowi dokładną ilustrację wydarzeń, o czym dowiadujemy się z dokumentów umieszczonych w końcowej części książki. Warto też zaznaczyć, iż jeden ze wspomnianych agentów to alter ego autora. Ib Melchior był w czasie wojny pracownikiem amerykańskiego wywiadu wojskowego, później kontrwywiadu, a za udział w operacji przeciw Werwolfowi został odznaczony.

Klimat (nie treść, a atmosfera, styl narracji) "Operacji Werwolf" przypomina nieco serial "Tajemnica twierdzy szyfrów". Fabułę tej powieści może kiedyś również będziemy mieli okazję zobaczyć na ekranie, bo jak się okazuje Melchior to także scenarzysta, reżyser i producent filmowy.

Polecam tę pozycję miłośnikom historii II wojny światowej, a przede wszystkim tym, którzy lubują się w poznawaniu mniej znanych faktów z tego okresu.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Sierpień 19, 2014, 22:00:53
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fecsmedia.pl%2Fc%2Fszeptucha-p-iext24808851.jpg&hash=4718a0f5df17f6d2feef9265ab9a852a)

Waniuszki dla letników z wielkiego miasta to wieś sielska, anielska. Natura nie do końca tknięta ręką współczesnej cywilizacji, urzekające przydrożne kapliczki, drewniane chaty o pięknie rzeźbionych gontach, oplecione powojem płoty i inne folklorystyczne atrakcje nierzadko w postaci ludzkich „dziwolągów”. Jak na przykład szeptucha - człowiek do zadań specjalnych, wyróżniona przez Stwórcę niezwykłym darem uzdrawiania, czy jasnowidzenia. Swoje „sesje” lecznicze zawsze wspiera modlitwą i prośbą do Boga.

„Pomóż i ocal tego tu sługę Bożego od niemocy, zawiści i zazdrości. Zdejmij z niego choroby, guzy i narośle, aby mógł znowu swoimi rękami pracować, na własnych nogach chodzić, ustami swymi Cię chwalić. Pomóż i ocal, zabierz cierpienie, żeby sługa Twój mógł żyć na Twoją chwałę. Bądź wola Twoja, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen.” (s.7)

Waniuszki dla miejscowych to ciężka praca na roli i trudy codziennego życia spięte klamrą wierzeń, zwyczajów i obyczajów przekazywanych z dziada pradziada. A trzeba przyznać, iż podlaska tradycja jest wyjątkowo ciekawa: wielokulturowa i wieloreligijna (Polacy, Ukraińcy, Romowie, Tatarzy, Bialorusini). Dzięki temu mamy tu niesamowitą mieszankę przeszłości z teraźniejszością i religii z magią.
Czytając powieść Iwony Menzel mamy okazję skosztować tego smakowitego koktajlu. Sama szeptucha Olesia opowiada nam o nim. Poznajemy historię mieszkańców Waniuszek, ich dole i niedole, miłosne zawirowania, przywary, winy i kary. A wszystko okraszone niezwykłymi legendami, tajemnicami. Pierwszoosobowa narracja powieści odkrywa także przed czytelnikiem smutki, udręki, marzenia i pragnienia samej szeptuchy.

„Szeptucha” to nie jest powieść dla zatwardziałych realistów. Aby dać się jej ponieść trzeba mieć w sobie choć krztynkę magii. Ja chyba mam, bo długo nie mogłam wyrwać się z opisywanego tu świata. Książkę odłożyłam o piątej nad ranem…


(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fmerlin.pl%2FPruska-zagadka_Piotr-Schmandt%2Cimages_product%2C21%2C978-83-64307-11-9.jpg&hash=125ddf07d2af57ecf4b4fb5d8c6cf3df)

Makabryczna zbrodnia, nietuzinkowy pruski (mający polskie korzenie) inspektor policji, plejada równie osobliwych bohaterów - mieszkańców małego miasteczka, z których każdy ma swoje tajemnice, każdy jest podejrzany, każdy może być mordercą, przesłuchania, rozmowy, na podstawie których analityczny umysł policjanta pozwala powiązać fakty i wyciągnąć właściwe wnioski przedstawione dopiero w finale powieści. Finale przywodzącym na myśl słynne wywody Herkulesa Poirot.

„Pruska zagadka” to jednak nie tylko kryminał, to także bardzo interesująca podróż w przeszłość. Z niezwykłą dbałością o szczegóły Schmandt wprowadza czytelnika w klimat wkraczającego w XX wiek Wejherowa: wielkanocne obrzędy, architektoniczne i krajobrazowe ciekawostki, moda, savoir-vivre a przede wszystkim stosunki międzyludzkie w zróżnicowanej narodowościowo (Polacy, Niemcy i Żydzi) i religijnie (katolicy, ewangelicy, starozakonni) społeczności miasteczka.
Lojalnie uprzedzam, iż takich poza kryminalnych odniesień jest sporo i mogą nużyć tych, którzy oczekują szybkiej akcji, nagłych jej zwrotów. Będą oni uważać te fragmenty za zbędne, „zaśmiecające” fabułę. Dla tych zaś, którzy uwielbiają opowieści o minionych epokach (o mnie na przykład tu mowa), będą dodatkową atrakcją. A gdyby tak książkę wzbogacono podobnymi zdjęciami do tego na okładce (Wejherowo retro), to byłabym w siódmym niebie.
Obrazu powieści dopełnia subtelny, doskonale wyważony względem głównych treści, wątek miłosny dotyczący inspektora.
„Pruska zagadka” napisana jest ładnym stylem językowym, bez nadmiernej drastyczności, bez wulgarności.

Z przyjemnością zabrałam się za kolejną sprawę inspektora Brauna, w której ważną rolę odegra pewna fotografia.


(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fj.wpimg.pl%2Fr%2Cid%2Cd14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzAyL0VGLzAwMDJFRkJBX29yaWdpbmFsXzM1MDFCQjk3NEU3MDNGNTMuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg&hash=5ae01610fc754df6a131d7de8092f0e4)

Niestety, tym razem Schmandt trochę mnie rozczarował. Początek powieści wskazuje, że i tym razem sprawa, którą ma rozwiązać inspektor Braun, jest dość tajemnicza. Przesłuchania kolejnych świadków nic nie rozjaśniają. Genialny umysł pruskiego policjanta zawodzi. I wcale mu się nie dziwię, bowiem autor kryminału chyba troszkę się zapętlił i nie bardzo wiedział, jak z korowodu wzajemnych sympatii i antypatii tychże świadków wybrnąć. Przy każdej, następnej rozmowie Brauna z nimi miałam deja vu, tak jakby pisarz zaciął się, powielał dialogi. No i tym razem nie było porywającego finałowego podsumowania inspektora. Sprawa jakby rozwiązała się sama.
Plusy są za "zawiązanie" (początek) kryminalnej zagadki, za styl językowy, który pozostaje na bardzo dobrym poziomie, za stworzenie całkiem ciekawych portretów nowych bohaterów (w tle pojawiają się także znani już nam z pierwszej sprawy inspektora),za umiejętnie wykreowany klimat retro i za tych parę fotografii starego Wejherowa (Neustadt), na których brak narzekałam w "Pruskiej zagadce".

"Fotografia" nie zniechęciła mnie jednak do twórczości pana Schmandta. Mam nadzieję, że to tylko taka mała wpadka. Chętnie spotkam się jeszcze z jego bohaterami. W tej lub innej serii:)

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Łukasz w Sierpień 23, 2014, 02:10:56
Za to przymierzam się do książki "Chata" chyba w formie ebooka. Zaintrygowała mnie ta książka, ale nie wiem czy to dobre.
Czytał ktoś?
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/99062/chata (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/99062/chata)
Trochę czasu minęło. I jak zabrałaś się za czytanie?
Ja przeczytałem tą książkę i mnie się bardzo podobała. :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Sierpień 23, 2014, 14:52:19
Obiecałam, że wpadnę podzielić się wrażeniami… wpadam zatem. Przewinęło mi się przez ostatnie 2 miesiące sporo książek – niektóre pochłonęłam, inne skończyłam dla zasady, bo jednak niekoniecznie trafiły do mnie. Niektóre mnie wręcz mocno zniesmaczyły.
Przede wszystkim poczytałam Olgę Rudnicką. Zaczęłam od ”Lilith”, potem czytałam ”Martwe jezioro” i drugą część jeziorka ”Czy ten rudy pies to kot”, która to właśnie książka mnie zniesmaczyła okrutnie. Po Rudnicką sięgnęłam przypadkiem, po prostu ładnie się prezentowała na półce w bibliotece, potem dowiedziałam się z licznych zachwytów nad nią, że to godna następczyni Chmielewskiej i już samo to wywołało u mnie ambiwalentne uczucia. Następczyni Chmielewskiej dla kogoś, kto na Chmielewskiej wyrósł i kocha miłością czystą i prawdziwą to naprawdę wielkie słowa. I w tym wypadku rozczarowanie okrutne, bo widać, że pani Olga na Chmielewskiej też wyrosła i chciałaby pisać tak, jak ona, ale nie pisze. Zdecydowanie nie. Jeszcze „Lilith”… może przez wzgląd na tematykę, może przez wzgląd na to, że to było moje pierwsze zetknięcie… w każdym razie nie miałam negatywnych odczuć po zakończeniu. Owszem – Rudnicka miejscami pisze mocno infantylnie, dialogi ma zbyt wydumane i miejscami ma się wrażenie, że ona na siłę tworzy tak, żeby górnolotnie brzmiało, ale w „Lilith” nie jest aż tak źle. Przeplatają się tam symbole okultystyczne, są wiedźmy i nastrój grozy… oj tak wieczorem po ciężkim dniu to można zerknąć. Za to dwie kolejne książki, to już gorzej. Wychodzi młody wiek autorki i to, jak bardzo stara się być zabawna. Nie jest zabawna. Albo po prostu kieruje swoje książki jedynie do młodych, a ja już jestem za stara na takie żarty i czarny humor. Możecie poczytać i ocenić, jednak w zasadzie nie polecam. No i absolutnie nie zgadzam się na porównania do Chmielewskiej. O nie. Daleko jej, a w  zasadzie mam wrażenie, że nigdy, ale to nigdy się nie zbliży do fenomenu Joanny.
Skończyłam już tak oficjalnie czytanie książek Tess Gerritsen. Doczytałam ”Dawcę”, ”Ogród kości" i ”Ostatni, który umrze”. „Dawca” mną wstrząsnął, w „Dawcy” się zakochałam. Przeraził mnie swoją tematyką, ponieważ Tess zajęła się problemem
Spoiler
dostarczania dawców bogatym i wpływowym, którzy to dostają serduszka poza kolejką… i niestety od dzieci, które przeznacza się specjalnie do tego celu. Żywe. Oburzające, wstrząsające…
.
Najgorsze jest to, że Tess potrafi pisać w taki sposób, że gęsia skórka atakuje i przestaje się oddychać… A kiedy pojawiają się jeszcze dzieci. Aj, długo nie mogłam dojść do siebie po tej lekturze. „Ogród kości” różni się troszkę od pozostałych pozycji autorki. Przeplata się tu współczesność z wydarzeniami z 1830 roku, kiedy to rozgrywa się akcja główna. Ładnie splecione dwa wątki, dobrze napisane. Dla odmiany w tej formie też można Tess poczytać. No i „Ostatni…”, który zarazem jest ostatni w serii o Jane i Maurze. Madź mnie postraszyła, że słabe, ale czytało mi się przyzwoicie. Tylko końcówka… oj mogła się Tess bardziej postarać. Jednak ja od początku serii byłam „maurowa” i „jej” książki mi zawsze bardziej leżały. Jak bardzo zatęsknię za autorką, to powrócę sobie do „Doliny umarłych”. Moim zdaniem najlepsza w cyklu. A skoro przeczytałam już wszystkie thrillerowate, to nie pozostaje mi nic innego, jak czekać na nowe pozycje. Za romanse… jakoś nie mam serca się brać. Przeczytałam jeden, czy dwa i to nie to samo. Nie moja Tess.
Zaplątał mi się też Eric Emmanuel Schmitt, bo wypożyczyłam książkę ”Ulisses z Bagdadu”. Miałam w domu na półce ”Oskar i pani Róża”, więc z rozpędu przeczytałam obie. Napisałam potem na jednym z portalu taką opinię do „Ulissesa”: Pełna głębokich przemyśleń historia o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, o miłości i o śmierci. Historia i styl jak u Coelho - tylko w mniej banalnym (i tym samym dużo lepszym) wydaniu. Podobało mi się, chociaż chwilami treść wydawała mi się zbyt naiwna, naciągana. Ładne, chociaż miejscami brutalne.. I podtrzymuję. Obie książki są w stylu a’la Coelho, tylko lepiej. Do samego Coelho nic nie mam, czytałam w swoim czasie… chociaż to nie były książki, w których się bezgranicznie zakochiwałam. Zbiory złotych myśli i ładne historie, napisane ładnie brzmiącym stylem. Tu jest podobnie, tylko na poziomie wyżej. Mniej ‘kiczowate’ tak jakby.
Sapkowski”Czas pogardy” i ”Chrzest ognia”. Sapkowski zachwyca mnie niezmiennie, chociaż ostatnia czytana podobała mi się najbardziej. I czytając jego książki mam tak bardzo sprzeczne odczucia – z jednej strony rozkoszuję się każdym rozdziałem, z drugiej już chciałabym wiedzieć, jak to się skończy, a jest nawet trzecia strona, kiedy to mam ochotę udusić autora za takie prowadzenie postaci. Mota, nic nie wyjaśnia, urywa w ciekawych momentach… Ech! Niezmiennie najmocniej lubię Yennefer :D Kłania się słabość do dziwnych postaci. Na dodatek żeńskich. 
Pani Camilla Lackberg” - ”Kamieniarz” i ”Ofiara losu”. Camilla… jak to Camilla. Dobra lektura na wieczór, kryminał z elementami obyczajówki… Obie książki naprawdę przyjemne w odbiorze. „Kamieniarz” podobał mi się bardziej – a może nawet najbardziej z dotychczas czytanych, ale „Ofiara losu”, która miała być najsłabsza moim zdaniem taka nie była. Trochę oklepany wątek – to fakt, może słabiej przedstawiony – też fakt, a jednak przeczytało mi się szybko, sprawnie i z apetytem na więcej, więc źle nie było. „Bękarta” przyniosłam w końcu z biblioteki (Naprawdę kocham nasze chorzowskie biblioteki za to, co oferują. Beletrystycznie są wyposażone pierwsza klasa!) i w tym miesiącu ruszę z Camillą dalej. Przynajmniej taki jest plan.
I jak już tak lecę jednym autorem/jedną serią, to w poprzedni weekend spotkałam się pierwszy raz z panem Murakami. Rety! Tutaj to dopiero mam ambiwalentne uczucia! Zaczęłam od 1Q84… Z jednej strony jest to coś, co zupełnie nie powinno mnie zainteresować. Zupełnie. Obyczajówka, niewiele się dzieje.. No, może poza kilkoma wątkami kryminalnymi, ale tak delikatnie zakreślonymi, że w życiu nie powiedziałabym, że czytam kryminał. Jednak… pochłania się to to z zapartym tchem, bo cały czas coś wisi powietrzu. A to coś jest takie… nieokreślone. Może się okazać niczym i po zakończeniu 3 tomu powiem: ojej, to była obyczajówka, w której nic mnie nie zaskoczyło, chociaż miało! Ale może też się w każdej chwili przerodzić w horror? thriller? kryminał? fantasy? Nie wiem. W coś. Na końcu powieści zaczynają się plątać dwie przestrzenie czasowe, dwa światy – ten rzeczywisty i taki, który z rzeczywistością nie ma za wiele wspólnego. Tak naprawdę naprzemiennie pojawiają się dwie postaci, których losy są widocznie splecione, ale które tak naprawdę nie spotykają się i nie wiadomo, czy się spotkają. (Podejrzewam, że tak). Pierwszy tom zupełnie nic nie wyjaśnia, ale ładnie wprowadza w drugi. I tak naprawdę mimo specyficznego stylu, specyficznej tematyki i poczucia, że czytam coś ‘nie mojego’, nie mogę przestać o tej książce myśleć i drugi tom też szybko przewiduję przeczytać.
Czytałam "Złodziejkę Książek" już jakiś czas temu. I muszę przyznać rację, że jest to rewelacyjna pozycja! Niesamowicie wciągająca, posiadająca interesujące opisy i bardzo różnorodne charaktery postaci. Taka trochę powieść z pogranicza faktu i baśni, o miłości do słowa pisanego. Film obejrzałam zaraz po przeczytaniu książki. Zrobił na mnie równie duże wrażenie jak powieść. Nic tylko polecać! :)
Zgadzam się. Do „Złodziejki…” zajrzałam. I mam bardzo podobne odczucia. Przede wszystkim podobał mi się sposób pisania, narracja, układ książki. Poza tym… trudna tematyka, a jak przystępnie podana! Bardzo dobra pozycja dla młodzieży. I bardzo godna polecenia.
Skończyłam też kolejną książkę Kalicińskiej „Dom nad rozlewiskiem” , czyli coś od czego przygodę z autorką się zaczyna. Ja zaczęłam inaczej, ale nie żałuję, że zajrzałam i tu. Przede wszystkim klimat, jaki buduje autorka jest niezaprzeczalnie klimatem zbudowanym genialnie. Ciepło, które bije od postaci jest autentycznie odczuwalne, rodzinność, która w książce jest pokazana, jest czymś, co się marzy, a problemy… problemy są przyziemne, nie są wydumane, postaci nie są krystaliczne, a  wątki zahaczają o każdą sferę życia. Są dzieci, jest miłość rodzicielska, jest śmierć, choroba, szczęśliwa miłość i ta nieszczęśliwa, jest alkoholizm, jest polska gościnność i życie na polskiej wsi pokazane w kontraście do życia w polskim mieście (największym!) i… jest wszystko to, czego oczekiwałabym po dobrej obyczajówce. Czytałam długo (ponad miesiąc), przeplatałam innymi powieściami, ale gdy tylko zatęskniłam za spokojem, kiedy było mi źle, brałam w łapki właśnie tę książkę i wybierałam się z bohaterami na targ, opalałam się z nimi nad jeziorem i robiłam z nimi przetwory. Super książka i tyle.
Justek proponowała mi ”Siewcę wiatru” Kossakowskiej. Zdobyłam i  przeczytałam, chociaż moje czytanie tej powieści przypadło dość niefortunnie, bo na nadmorski czas. A tam (mimo urlopu) czasu na czytanie miałam baaardzo mało, odrywałam się, przerywałam, gubiłam wątki. I generalnie chociaż uważam, że to naprawdę dobra pozycja – zwłaszcza dla miłośników fantasy, to ja wolę małżonka. Dla mnie „Pan Lodowego Ogrodu” lepszy. Ale poczytam pozostałe książki i męża, i żony, może to tylko takie pierwsze wrażenie po skosztowaniu pierwszych pozycji obu. Zobaczymy.
Książką, którą mogę z czystym sumieniem polecić każdemu jest „Troje” Sarah Lotz. Przede wszystkim fikcja w niej przedstawiona jest tak realna, że spędziłam kilka chwil w Internecie, żeby sprawdzić, co było naprawdę. Wynik poszukiwań mnie zaskoczył i za to największy plus dla autorki. Jest to książka dotycząca czterech katastrof samolotowych, które wydarzyły się jednego dnia. W trzech z nich ocalało po jednym dziecku. Nie jest to opowieść o tych katastrofach. Raczej zapis wywiadów, cytaty z gazet, rozmowy. Forma reportażu, w cudowny sposób zredagowana. Do tego dochodzi próba wyjaśnienia, dochodzą różne teorie spiskowe... Przyczepiłam się po przeczytaniu do ostatnich kilku stron, bo ja skończyłabym to inaczej, ale… i tak czapki z głów za całość.
Lubię czytać najpierw książkę, a potem oglądać film. Jakoś w tę stronę mi lepiej pasuje i staram się tak praktykować. I tym samym… tym samym przeczytałam ”Pożegnanie z Afryką” Karen Blixen, chociaż w trakcie czytania mi wyszło, że to można niezależnie od siebie, bo film jest filmem, a książka jest o czymś innym. Jest to pamiętnik, w którym Afryka jest pokazana w tak piękny, obrazowy sposób, że nie idzie się oderwać, chociaż de facto w całości nie dzieje się nic. Nic konkretnego przynajmniej, bo na farmie pełnej ludzi i zwierząt czas nie stoi w miejscu. Wspomnienia autorki są chaotyczne, skacze po wątkach, skacze po wydarzeniach… ale całość jest ładnie, zgrabnie i przystępnie dla czytelnika napisana.
Dawno, dawno temu czytałam „Ptaśka”, tym razem też Whorton mi się zaplątał, ale z pozycją ”Spóźnieni kochankowie”. Bardzo polecam tę pozycję, chociaż… mam wrażenie, że ona ma więcej przeciwników niż zwolenników. Przede wszystkim jest mocno kontrowersyjna, odważna.. ale gdzieś w tym wszystkim autor nie gubi dobrego smaku. Jest to pozycja pełna… sztuki – piękne obrazy, widoki, dużo muzyki, a także przyjaźń, miłość przeplatają się ze sobą i spajają głównych bohaterów, dwóch outsiderów, którzy odnajdują w sobie coś więcej niż kiedykolwiek w kimkolwiek mogli odnaleźć. Pełno tu odwagi, ale też niewinności, czułości… oj piękna po prostu. Na zawsze zapamiętam. Niezwykła.
Podobnie jak niezwykłym przeżyciem było dla mnie czytanie pierwszej części zapisków blogowych Magdy Umer i Andrzej Poniedzielskiego. Moje wrażenia zapisałam tak…. Genialne...
Oczywiście mocno nieobiektywnie genialne, bo ocenione przez pryzmat bezgranicznej miłości do Magdy Umer. I troszkę mniejszej, ale również intensywnej do Andrzeja Poniedzielskiego.
Listy, przemyślenia... Zestawienie pełnej życia, optymizmu i młodości Magdy z pesymistycznym, szarym i pozornie smutno-starszawym duchem Andrzejem. I chociaż piszą o tym samym w zupełnie inny sposób, to jednak mają wspólne (niesamowicie!!!) inteligentne poczucie humoru, tak samo trafne spostrzeżenia i cudowną umiejętność dobierania słów. Szanują te swoje słowa i wiedzą, co z nimi zrobić, żeby czytelnika zainteresować.
Tak, bardzo polecam.
Nic nie poradzę, że trzy panie, które przyjaźniły się w rzeczywistości i dla mnie stanowią w pewnym sensie ‘przyjaciółki’, z którymi dobrze mi się idzie przez życie. Magda Umer, Krystyna Janda i Agnieszka Osiecka – każda wniosła (i wciąż wnosi) coś takiego, za co będę im dozgonnie wdzięczna. I lubię je poznawać na różne strony – czytuję to, co pozostawiła Agnieszka, słucham Magdy, oglądam Krystynę, ale, że panie wszechstronne i Krystyna zaśpiewać potrafi (rany, jak ona potrafi!), a i z Magdą piszą świetnie, reżyserują (bo ileż Magda stworzyła koncertów, ileż recitali, a Janda repertuarowo u siebie też nie ma się czego wstydzić). Bliskie mi są i tyle. Takie… moje.
Na koniec… bo kiedyś musi być i koniec mam jeszcze książkę „Przed Państwem Krzysztof Materna (dla przyjaciół siostra Irena). Przygody z życia wzięte”. Takie tam… wspominki pana Materny. Przeraża mnie, kiedy księgarnie zalewają książki pisane przez ludzi telewizji. Aktorzy, redaktorzy, celebryci... każdy ma coś do powiedzenia i wydaje to w twardej, kolorowej okładce. Czasami zdarza mi się wyciągnąć łapkę i sprawdzić, czy faktycznie jednostka zasługuje na chwilę uwagi, czy jednak nie. W swoim czasie zgłębiałam rockmana Manna, teraz postanowiłam sprawdzić, czy jego przyjaciel Materna też pisze ciekawie. Pisze. Wspomnienia i przemyślenia ma interesujące, ładnie złożone i ładnie wydane. Nie jest tego przytłaczająco dużo, nie ciągnie się i nie nudzi. Ot taka poczytajka na wieczór, ale naprawdę sympatyczna.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Sierpień 28, 2014, 20:54:06
A ja ostatnio przeczytałam posty El i Myszy  <tancze> A jak się czyta takie posty to już można to traktować jakby się jakąś książkę przeczytało  8) I to nawet ciekawą.

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fmerlin.pl%2FZ-deszczu-pod-rynne_Kerstin-Gier%2Cimages_big%2C27%2C978-83-7508-136-7.jpg&hash=10b6289d0edb471551a80104b51e3ba3)

Przeczytałam już drugi raz a ja (poza "Chłopami") z żadną książką takich trików raczej nie robię.  Uwielbiam tę bohaterkę i jej pecha związanego z próbą rozstania się z tym padołem. Książka jest komedią, nawet w dobrym smaku, bez współczesnej papki i bez wmawiania mi jak mam żyć, żeby mnie w przeciwnym razie nie uznali za ciemnogród:P
Bohaterka jest około 30-letnią pisarką powieści odcinkowych o tematyce miłosnej do jednej w gazet. Marzy o wielkiej szansie, wydaniu swojej wielkiej powieści a choćby o awansie. Tymczasem nic się nie udaje. Podobnie w życiu - siostry mają mężów a jej rodzice ciągle wypominają brak towarzysza życia.
W końcu zostaje podjęta decyzja - samobójstwo. Dopracowane w każdym szczególe. W kiecce za całą wypłatę, bo przecież w trumnie też trzeba jakoś wyglądać. W hotelu - bo raz się żyje. Najlepiej tabletkami, bo trzeba ładnie wyglądać (nie żeby żyletki i ręce pocięte itd.). Wcześniej jeszcze tylko kilka listów pożegnalnych: do szefa, do rodziny z całą prawdą...z wszystkim, co bohaterka o nich myśli. Listy wrzucone do skrzynki, pokój wynajęty...to jeszcze ostatni drink w barze dla otuchy. I pech. Przypadkowo  spotkana osoba z dawnych lat krzyżuje wszystko. I choć bohaterka nadal dzielnie próbuje pozbawić się życia, nastaje ranek...
A listy są już w drodze:-)
Zabawne jest wszystko: od problemów z powodu których bohaterka próbuje się zabić, przez przygody bohaterki, po sposób narracji i język. Szczerze polecam dla relaksu ;D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: abby w Sierpień 29, 2014, 00:44:40
Jean, a jaki jest tytul orginalu tej ksiazki "Z deszczu pod rynne" ?

Czy orginal jest napisany po angielsku?Jesli po angielsku, to czy mozesz  podac ten tytul?
Autorka- Kerstin Gier- jakiej jest narodowosci? Jej imie brzmi tak skandynawsko, a nazwisko to nie wiem.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Sierpień 29, 2014, 13:04:56
"Für jede Lösung ein Problem" - to tytuł oryginału. Autorka jest Niemką. Nie czytałam w oryginale, ale sądząc już po tytule, książka została napisana po niemiecku. Zapewne książkę tłumaczono również na angielski :)

A kto mi powie na czym ma polegać narodowe czytanie Sienkiewicza? I po co to w ogóle? Nie dość, że grube, nudne to jeszcze brutalne. Mieli wycofać a robią narodowe czytanie - bez sensu. Młodzież zdecydowanie powinna myśleć bardziej globalnie, tolerancyjnie i nowocześnie. Ani życie przeszłością ani jakaś siedemnastowieczna obrona klasztoru na górce zdecydowanie w tym nie pomagają ;)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: abby w Sierpień 29, 2014, 13:44:46
A, to jednak orginal nie jest po angielsku.Jean, dzieki za informacje. :)
Nie lubie jak tematyka "samobojstwa" przedstawiana jest w lekki sposob.Trudno mi jest to wyrazic, ale uwazam, ze jesli czlowiek (szczegolnie mloda osoba) podejmuje taka decyzje, o odebraniu sobie zycia- to jest to wielka tragedia i jakos nie pasuje mi, ze mozna przedstawiac to w zabawny sposob.
Jednak Twoj opis tej ksiazki mnie zachecil do przeczytania jej- z ciekawosci, zobacze czy przekona mnie ten sposob podchodzenia do tego problemu.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Sierpień 29, 2014, 23:53:46
A kto mi powie na czym ma polegać narodowe czytanie Sienkiewicza? I po co to w ogóle? Nie dość, że grube, nudne to jeszcze brutalne. Mieli wycofać a robią narodowe czytanie - bez sensu. Młodzież zdecydowanie powinna myśleć bardziej globalnie, tolerancyjnie i nowocześnie. Ani życie przeszłością ani jakaś siedemnastowieczna obrona klasztoru na górce zdecydowanie w tym nie pomagają ;)


Jaki cel ma ta akcja? Jak można przeczytać na prezydenckiej stronie:
"Podstawowym celem przedsięwzięcia jest popularyzacja czytelnictwa, zwrócenie uwagi na bogactwo polskiej literatury, potrzebę dbałości o polszczyznę oraz wzmocnienie poczucia wspólnej tożsamości."

Cel zbożny. Niestety absolutnie nie po myśli wspłczesnych młodych ludzi.
Bo po pierwsze, czytanie polskiej literatury jest faux pas - polscy pisarze nie potrafią dobrze pisać (na jednym z czytelniczych portali czytam często, że nie mają zamiaru tracić czasu na polską literaturę, bo jest mierna, bo przecież zachodnia jest wybitna).
Po drugie, jeśli w książce nie ma wulgaryzmów, scen pełnych drastycznych elementów, które wywołują czytelnicze podniecenie, są za to bohaterzy honorowi, uczciwi, wrażliwi, to taka literatura jest po prostu nudna (policjant na przykład ma ciekawą osobowość, gdy jest brutalny, ma problemy alkoholowe, a przez jego łóżko przewinie się tabun panienek, bo jest także nistabilny uczuciowo).
Po trzecie, ileż to razy słyszałam "nie czytam historycznych książek, bo nie cierpię historii". A przecież powieści historyczne to czasem rewelacyjny romans, kryminał, thriller, czy obyczajówka. Jak chociażby właśnie sienkiewiczowska trylogia :D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Sierpień 30, 2014, 20:02:48
Cel zbożny, ale jest już za późno. Swoją drogą to niesamowite - notorycznie redukuje się lekcje historii, gdzie   omówienie historii, tej najnowszej, Polski (po 1945 roku) jest już niemożliwe a premier jest historykiem  <olaboga> (awanse  z niczego nie zwalniają :))
Róbta co chceta - takie już teraz jest moje zdanie:-)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 04, 2014, 11:10:57
Pan premier historyk, prezydent historyk i jeszcze z kilku historyków w Sejmie jest... No ale jak widać nie ma to nic do rzeczy. :P

Ja akurat wielką fanką Trylogii nie jestem. Potop mi się bardzo podobał. Jednak właśnie... Młodzież w większości po te książki sięga z musu, bo lektury albo bo coś tam. Już nawet nie chodzi o to, że to polska literatura, co że dla młodych nieaktualna.
Dobrze, że robią takie akcje, ale oprócz tego przydałby się może tydzień z polską literaturą albo narodowe czytanie polskiej literatury.

Chociaż to narodowe czytanie już chyba ma kolejną edycję, bo też Pana Tadeusza i Fredrę chyba czytali albo coś mylę.


Jeśli zaś chodzi o przeczytane książki. Nie mam się za bardzo czym chwalić, bo poszłam w totalnie lekkie romansidła, ale dobrze mi się przy tym odpoczywało. No i tak czytnęłam niemal całą Dianę Palmer. Potęga ebookow. Szybciej leci.
Romansidła jak romansidła w większości z wątkami kryminalnymi. Jedne lepsze, inne słabsze. Ogólnie jeden schemat, ale całkiem nieźle poredagowane. Na wakacyjny odpoczynek spoko.


Przeczytałam też 3 część z książek Richarda Castle czyli około serialowe. I jeżeli dalej będzie postępować tendencja w górę, to myślę, że kolejne tomy będą bardzo ciekawe. W ogóle odnoszę wrażenie, że historia książkowa jest dużo ciekawsza niż historia serialowa. Sprytniej to wszystko pokierowane. Miło się czyta, można się pośmiać, dobrze napisana zbrodnia i poprowadzona sprawa. Miła książeczka.

Obłęd 44 - w końcu go chyba nie skończę. dobrnęłam do połowy. Ech ta książka jest napisana zbyt subiektywnie. Nie przepadam za takimi dziełami historycznymi. Bo o ile coś jest biografią, wspomnieniami, dziennikiem, pamiętnikiem to spoko, ale tak to literatura historyczna powinna starać się być bardziej obiektywna. Rozumiem autora, że obrał sobie tezę i ją argumentuje, ale jakoś tak wspieranie jedynie działaczy narodowych a ciągłe jechanie po rządzie na wychodźstwie i  dowódcach AK jest przesadzone.

Przeczytałam jeszcze kilka jakichś kryminałów tylko nie pamiętam jakich :D

A teraz sobie "Złodziejkę książek" podczytuję.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 05, 2014, 00:29:49
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.matras.pl%2Fmedia%2Fcatalog%2Fproduct%2Fcache%2F1%2Fimage%2F200x265%2F040ec09b1e35df139433887a97daa66f%2Fm%2Fa%2Fmalgorzata_idzie_na_wojne_IMAGE1_309408_6.jpg&hash=1991d1c3835ca6e5ac14894ba9d7942f)
Ma ją poślubić, lecz nie pojawia się w kościele. Rusza z Józefem Piłsudskim, by bić się o wolną Polskę. W oczach Małgorzaty nie znajduje to usprawiedliwienia. Urażona duma i złamane serce pięknej mistrzyni sztuk walki domagają się zemsty. Żadna wojna jej nie powstrzyma.
Awanturnicza i barwna opowieść o losach młodej Małgorzaty Szczerbińskiej, która chcąc ukarać wiarołomnego kochanka, wplątuje się w sam środek walki o wolność Polski.


Świetna pozycja. Czytałam książkę niemal zapominając o Bożym świecie. I śmiałam się przy tym i czasem łezkę otarłam. Bohaterka niczym Baśka od Wołodyjowskiego, od razu charakterkiem mi podpasowała do Hajduczka. I fajnie opisany proces dojrzewania patriotycznego dziewczyny. Na początku poznajemy Małgorzatę - z lekka trzpiotkę, na koniec żegnamy się z Małgorzatą, która wie i rozumie, co znaczą słowa Bóg, Honor i Ojczyzna. Mamy tu sporo faktów historycznych, ale tak wplecionych w fabułę powieści, że zapewniam iż byłaby ona świetnym narzędziem do nauki znienawidzonego przez większość uczniów przedmiotu <szczerzy_sie>

Autorzy mieli niezły pomysł na zawiązanie akcji. Zrobili to tak umiejętnie, że nie wiem, czy opisana historia panny Szczerbińskiej wydarzyła się naprawdę, czy też od początku do końca jest to wytwór wyobraźni obu panów.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Justek w Wrzesień 07, 2014, 10:06:11
Cytuj
Dawno, dawno temu czytałam „Ptaśka”, tym razem też Whorton mi się zaplątał, ale z pozycją ”Spóźnieni kochankowie”. Bardzo polecam tę pozycję, chociaż… mam wrażenie, że ona ma więcej przeciwników niż zwolenników. Przede wszystkim jest mocno kontrowersyjna, odważna.. ale gdzieś w tym wszystkim autor nie gubi dobrego smaku.
Nie spotkałam się nigdy ze słowami krytyki odnośnie tej powieści, lecz ja zdecydowanie zaliczam się do jej zwolenników, aż się uśmiechnęłam, gdy zobaczyłam, że wymieniłaś ją wśród kilkunastu innych książek. "Spóźnionych kochanków" przeczytałam kilka (5-6?) lat temu, ale do teraz na samo wspomnienie mam w głowie cudowne obrazy: wyjątkowo przedstawioną historię, bardzo poruszającą, pełną emocji wyrażonych przez autora bardzo pięknymi i takimi...adekwatnymi słowami.

Cytuj
A kto mi powie na czym ma polegać narodowe czytanie Sienkiewicza? I po co to w ogóle?
Tego nie wiem, bo osobiście Sienkiewicza - jako jedynego chyba - nie trawię pod żadną postacią i w akcji udziału brać nie zamierzam, ale w przyszłym roku ma być narodowe czytanie dzieł Bolesława Prusa. To akurat będzie dla mnie dobrym pretekstem do przeczytania ponownie "Lalki" tak na spokojnie, bez strachu, że nie zdążę na czas i dostanę złą ocenę ze sprawdzianu.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 07, 2014, 12:22:31
Cytuj
A kto mi powie na czym ma polegać narodowe czytanie Sienkiewicza? I po co to w ogóle?
Cytuj
Tego nie wiem, bo osobiście Sienkiewicza - jako jedynego chyba - nie trawię pod żadną postacią i w akcji udziału brać nie zamierzam, ale w przyszłym roku ma być narodowe czytanie dzieł Bolesława Prusa. To akurat będzie dla mnie dobrym pretekstem do przeczytania ponownie "Lalki" tak na spokojnie, bez strachu, że nie zdążę na czas i dostanę złą ocenę ze sprawdzianu.

Ja za to nie lubię "Lalki" i ogólnie powieści Prusa niezbyt... w odróżnieniu od Sienkiewicza na przykład. Nie w tym rzecz. Najpierw się wycofuje  jedne lektury na rzecz innych, bardziej że tak powiem współczesnych; nikogo nie obchodzi, że  młodzi ludzie nie czytają; przekazywanie wiedzy historycznej się skraca do minimum...żeby broń Boże młodzi ludzie nie żyli przeszłością...a potem organizuje się akcje, których celem jest  min."popularyzacja czytelnictwa i wzmocnienie poczucia wspólnej tożsamości" A jeszcze nie słyszałam, że to poczucie udało się osiągnąć bez znajomości wspólnej, narodowej  przeszłości  <mysli> Dość dokładnie do skomentowała zresztą El.
Akcje są fajne, bo każda okazja dobra do czytania..ale najlepiej kiedy nie robi się ich "od tyłka strony".
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Wrzesień 17, 2014, 06:56:43
Mi się "Lalka" okrutnie podobała, czytałem z kilka razy. No ale ja jestem dziwny, bo np. "Chłopów", przez których mnóstwo ludzi nie może przebrnąć uważam za polską powieść wszechczasów, czytałem nie wiem ile razy i nawet mam na audiobooku w telefonie :)

Sienkiewicz... Sienkiewicz to taki pisarz "pod publiczkę", co oczywiście nie znaczy, że jest zły. Trylogię, "Krzyżaków", naprawdę fajnie się czyta, "Quo Vadis" takoż, jego książki są łatwe w odbiorze, bez jakichś większych przesłań - ale czyż wszyscy mają być Umbertami Ecami czy Vonneguttami? :)
Jedyny zarzut do twórczości Sienkiewicza - pisze na jedno kopyto. Cnotliwy, szlachetny, piękny superbohater bez skazy, równie piękna i równie bez skazy dziewica porwana przez jakiegoś łotra na tle ważnych wydarzeń historycznych. To mnie właśnie odrzuca od niego trochę - bohaterowie są albo czarni albo biali, nigdy "szarzy". Choć w takim "Quo Vadis" jest już nieco inaczej - uwielbiam Petroniusza, taki złotousty cynik, pochlebca, zawsze potrafi "wypłynąć" na wierzch - generalnie jest postacią pozytywną, ale nie ocieka tą "szlachetnością", "cnotliwością", "ascezą" jak taki Skrzetuski czy Wołodyjowski (który jak dla mnie był finalnie kretynem, no ale....).

Ostatnio przeczytałem książkę Magdaleny Grzebałkowskiej "Beksińscy. Portret podwójny"
Biografia "przeklętej" rodziny Beksińskich - ze wskazaniem na Zdzisława - znanego malarza oraz jego syna Tomasza - dziennikarza radiowego, felietonisty, tłumacza. Tomasz popełnił samobójstwo w 1999 roku, Zdzisław został zamordowany w 2005.
Bardzo dobra książka, zawiera mnóstwo niepublikowanych dotąd zdjęć,  cytatów z nagrań, listów, notatek jakie sporządzali obaj panowie, ktokolwiek interesuje się choć trochę jednym lub drugim Beksińskim - powinien się z nią zapoznać.

Osobiście uwielbiałem felietony Tomasza Beksińskiego, facet genialnie pisał, miał dar postrzegania świata na swój sposób i przekazywania tego w tekstach. Był także świetnym tłumaczem - nie wiem czy wiecie, ale pierwotne tłumaczenia Bondów, Monty Pythona, "Pulp Fiction" - to jego dzieła.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 17, 2014, 08:06:20
Bardzo ciekawe rzeczy czytasz Mintku :) Może mógłbyś się podzielić jakimiś nowymi faktami dotyczącymi Beksińskich. Moja wiedza, trzeba przyznać, jest dość mała, pomimo, że pochodzili oni ze stron moich. Felietonów nie czytałam, aczkolwiek zdarzało mi się słuchać audycji prowadzonych przez Tomasza. Czy jego samobójstwo w jakikolwiek sposób można łączyć z nadchodzącym końcem stulecia/tysiąclecia? Chociaż, zdaje się, miał w młodości pierwsze próby samobójcze <mysli>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Wrzesień 17, 2014, 08:31:44
Bardzo ciekawe rzeczy czytasz Mintku :) Może mógłbyś się podzielić jakimiś nowymi faktami dotyczącymi Beksińskich. Moja wiedza, trzeba przyznać, jest dość mała, pomimo, że pochodzili oni ze stron moich. Felietonów nie czytałam, aczkolwiek zdarzało mi się słuchać audycji prowadzonych przez Tomasza. Czy jego samobójstwo w jakikolwiek sposób można łączyć z nadchodzącym końcem stulecia/tysiąclecia? Chociaż, zdaje się, miał w młodości pierwsze próby samobójcze <mysli>
http://www.nosferatu.art.pl/ (http://www.nosferatu.art.pl/) - felietony i w zasadzie wszystko co napisał znajdziesz na tej stronie - polecam Ci cykl "Opowieści z krypty".

Facet był bardzo zakręcony, niestety także pod względem negatywnym. Tomasz całe życie szukał miłości, pakował się co rusz w nowe związki, które sam rozwalał swoim mocno oryginalnym pojmowaniem "bycia z kimś". Próby samobójcze to przeważnie rezultat tych nieudanych związków. Ostatnia ta niestety udana to efekt takiego skumulowania - doszło jeszcze to symboliczne millenium, wyścigi szczurów, pogoń za nowoczesnością (Tomasz nienawidził komputerów), upadek kinematografii, muzyki, zdziczenie ludzi...
W felietonie "Fin de siecle" - ostatnim jaki napisał - jest o tym sporo.

O śmierci Tomasza dowiedziałem się w pociągu wracając z Sylwestra 1999/2000, przypadkowo usłyszałem od współpasażerów i mnie to cholernie "walnęło", bardzo faceta szanowałem, po części mieliśmy podobne charaktery, zamierzałem nawet do niego napisać list, nie zdążyłem.

Jednocześnie - człowiek niesłychanie twórczy, praktycznie od dziecka pisał opowiadania, robił komiksy fotograficzne, robił "płyty" (polegało to na tym, że z kartonu wycinał kształt płyty winylowej, rysował rowki, robił okładkę, książeczkę z tekstami - nazwa zespołu, albumu, teksty - oczywiście wymyślał to sam), szybko zaczął prowadzić dyskoteki, potem audycje w radiu, wkręcił się w tłumaczenie filmów - jak dla mnie był najlepszym z tłumaczy, genialnie umiał np. oddać specyfikę angielskich tekstów i przełożyć to na specyfikę polską - dziś jak słucham tłumaczeń to mnie krew zalewa.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 17, 2014, 09:18:05
Dzięki:) Jestem już nawet po lekturze dwóch z cyklu "Opowieści z krypty". Nie po kolei brałam, raczej na chybił - trafił. Cóż, myślałam, że to tylko ja tłumaczyłam teksty piosenek ze słownikiem w ręku  <hahaha> Gorzej jak nie miałam angielskiego tekstu pod nosem- wtedy to co rozumiałam ze śpiewanej piosenki a to jak to samo słowo zostało napisane w słowniku, bardzo różniło się między sobą :D
Do komputerów mam podobne podejście. Przyzwyczaić się trzeba było, bo inaczej nie da się funkcjonować w dzisiejszym świecie. Nie wiem co by pan Tomasz powiedział na współczesny szał komputerowy i internetowy. W czasach, w których powstał felieton ja pisałam zaczynałam pisać swoją pracę, dzieło wiekopomne...na maszynie ;) Dyskietka była czarną magią :P
Komputer jest zagładą ludzkości, bo może i (sporej niechby) części pomaga się rozwijać tak większość automatycznie przestaje używać mózgu. "Kopiuj - wklej" też raczej ciężko było zrobić długopisem na papierze :P
Czytam dalej :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Mintek w Wrzesień 17, 2014, 09:23:16
Tylko może "Fin de siecle" przeczytaj na końcu. To takie swoiste pożegnanie ze światem, aż dreszcze przechodzą...
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Wrzesień 17, 2014, 09:47:16
To ja też się wetnę z przeczytaną książką, tylko ja jak zwykle z czymś lekkim :P

Przeczytałam "Zaczaruj mnie" Karoliny Frankowskiej.
Opowieść o przyjaciołach, rodzinie, problemach, radościach... Zwyczajna obyczajówka z wątkiem romantycznym, ale bardzo przyjemna w odbiorze.
Myślałam, że będzie gorsze jakościowo a miło się rozczarowałam.

Główna bohaterka Zosia studiowała w Warszawie psychologię, wynajmuje z przyjaciółmi mieszkanie i szuka szczęścia :P
Szczęścia w sensie spełnienia marzenia o pracy w zawodzie, bo oczywiście o nią trudno.
Po kolejnych kilku porażkach. Ona, Kaśka i Bartek (przyjaciele i współlokatorzy) postanawiają zrobić tajemną rzecz i zakopać ją w parku. Nakrywają ich policjanci...
I w zasadzie od tego momentu zaczyna się cała przygoda, akcja nabiera rozpędu i nagle wszystko zaczyna się kotłować.
Książka napisana lekko, z humorem, dystansem. I fajnie, że autorka przedstawiła tę trójkę bardzo po ludzku.
Ja jako, że ją znam co chwila odnajdywałam podobieństwa z życia i osób mi znanych oraz Karolinie, ale mam nadzieję że nie tylko znajomi się przeróżnymi sytuacjami będą bawić. :D

Bardzo sympatyczna książeczka.


Beksińscy jakoś nigdy mnie nie fascynowali. Są dla mnie zbyt dziwni.

A jeśli chodzi o Sienkiewicza... no to on jak i Prus i kilku innych tak naprawdę pisali seriale. Fragmenty powieści ukazywały się przecież odcinkowo w gazetach. Dlatego te książki maja taki charakterystyczny styl.
No i tak jak z różnymi serialami bywa jednemu podpasuje jeden, innemu inny. Ja z dwojga Lalka czy Potop, zawsze wybiorę Potop... Lalka dla mnie jest straszna w odbiorze. :P
Pewnie gdyby taki Sienkiewicz tworzył dziś, to miałby szansę zostać królem seriali  niczym Łepkowska <smiech>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 21, 2014, 20:40:51
Gdyby Sienkiewicz był dzisiaj królem seriali to ja bym była bardzo szczęśliwa ;D.
Zapewne wszyscy już czytali (dawno nawet przeczytali) - "Kwiaty na poddaszu"?

Okładka wygląda tak (pewnie prędzej się książka skojarzy)

 (https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.bookshop24.pl%2F1272-1311-thickbox%2Fkwiaty-na-poddaszu.jpg&hash=baedcc34a493e5df56b0e2b7d6c1ce47)

Przeczytałam w jedną noc i szczerze powiedziawszy - zatkało mnie. Powieści np. Kinga to przy tym przysłowiowy "pikuś". Targały mną  emocje niesamowite i klęłam i płakałam i się bulwersowałam. Postępowania matki nie skomentuję, bo aż ciary przechodzą. Wydaje mi się, że będąc zamkniętym w pokoju przez 3 lata nikt się już nie nadaje do życia w społeczeństwie...ale ręki sobie uciąć nie dam. Podobno są kolejne części. Czytał ktoś z Was?
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 21, 2014, 20:57:37
Oglądałam kiedyś film. Straszny (w sensie klimatu) i bulwersujący.
Książki nie czytałam, bo nie darzę "sympatią" tego gatunku literatury, ale wiem, że są jeszcze chyba dwie części. I jakieś kazirodcze wątki <mysli>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 21, 2014, 21:08:22
Film też widziałam (po przeczytaniu) - jest beznadziejny, pomija kilka wątków, inne przeinacza i dodatkowo ma zupełnie inne zakończenie niż książka, co mnie już ostatecznie odrzuciło.
Kazirodczym nie  nazwałabym wątku a epizod. Jeżeli rodzeństwo zmuszone jest jeść szczury, żeby przeżyć to przez trzy lata niejedno się może stać z dorastającymi młodymi ludźmi. W książce ukazane jest całe to psychiczne piekło. Powiedziałabym, że książka jest bardziej z gatunku psychologicznych niż tych z gatunku grozy.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 21, 2014, 21:21:53
Książka pewnie oddaje inny klimat, nie ma tej filmowej wizualizacji, więc z odbiorem też jest inaczej, lepiej. Do tego własna "interpretacja" reżysera i wychodzi co innego niż w powieści.
Ja uprzedziłam się przez film i nie bardzo mam ochotę na nią.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 21, 2014, 21:41:10
Ja uprzedziłam się przez film i nie bardzo mam ochotę na nią.

Wcale się nie dziwię, bo gdybym ja najpierw obejrzała to już nie przeczytałabym książki, tak bardzo denny jest ten film. Reżyser sobie może różnie interpretować, najgorzej jak podchodzi do książki na której bazuje, zbyt luźno.  I zmienia fakty, zmienia zakończenia. Film nie oddaje klimatu zupełnie...już nawet aktorzy zostali średnio dobrze dobrani. Rodzeństwo jest za duże, za dorosłe w stosunku do literackiego pierwowzoru. I sam klimat - w filmie pokazali apartamenty niemalże, opis książkowy wskazuje na skromność  akurat tych pokoi poddaszowych. I przy książce zdarza sie płakać, no chyba, że ja się zrobiłam jakaś mega wrażliwa. Ale te przeżycia, dodatkowo ujęte z perspektywy 13-letniej dziewczynki, która w krótkim czasie staje się matką dla młodszego rodzeństwa a sama nie wie co się dzieje z jej ciałem, są tak przedstawione, że się bez łez nie obejdzie.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Wrzesień 21, 2014, 21:52:37
Artur podsuwa mi od jakiegoś czasu "Dziewczynę z sąsiedztwa" Ketchuma, mówiąc, że to podobny klimat. Może przeczytam w końcu. Jak "usunie" posmak filmu "Kwiaty na poddaszu", to może sięgnę po książkową wersję.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 21, 2014, 22:00:38
O, to i ja dziękuję za podsunięcie kolejnej książki na kolejną ciekawą noc (trzeba mieć kuku na muniu, żeby zarywać noce, bo się czytać chce  ;D).
Skuś się El, ja czasami się kuszę na jakieś retro, i czasami na literaturę kobiecą, więc i Ty przeżyjesz;) Swoją drogą "Kwiaty na poddaszu" znalazłam na półce pod hasłem "literatura kobieca"  <smiech> Pewnie z gatunkami książkowymi jest podobnie jak z numeracją butów :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Wrzesień 21, 2014, 23:31:59
Gdyby Sienkiewicz był dzisiaj królem seriali to ja bym była bardzo szczęśliwa ;D.
Zapewne wszyscy już czytali (dawno nawet przeczytali) - "Kwiaty na poddaszu"?

Podziwiam! Ja nie dałam rady. Odrzucił mnie język tej lektury. Nie wiem, czy to wina tekstu oryginalnego, czy tłumacza, ale po 30 stronach niestety porzuciłam z niesmakiem. Takie to było... nieskładne, nieładne, jak wypracowanie czwartoklasisty. I nawet obiecująca akcja (a czytałam, co to za zacne dzieło) nie przekonała mnie do czytania dalej. Części są jeszcze dwie, albo nawet cztery, ale tak szybko, jak zaczęłam, tak szybko skończyłam przygodę z serią.

Mam jednak tendencję do dawania drugiej szansy, więc nie wykluczam, że kiedyś wrócę i do tego. Póki co zaczytuję się Murakamim... ale o tym, kiedy będę miała dłuższą chwilkę :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 22, 2014, 08:11:34
Gdyby Sienkiewicz był dzisiaj królem seriali to ja bym była bardzo szczęśliwa ;D.
Zapewne wszyscy już czytali (dawno nawet przeczytali) - "Kwiaty na poddaszu"?
Podziwiam! Ja nie dałam rady. Odrzucił mnie język tej lektury. Nie wiem, czy to wina tekstu oryginalnego, czy tłumacza, ale po 30 stronach niestety porzuciłam z niesmakiem. Takie to było... nieskładne, nieładne, jak wypracowanie czwartoklasisty. I nawet obiecująca akcja (a czytałam, co to za zacne dzieło) nie przekonała mnie do czytania dalej. Części są jeszcze dwie, albo nawet cztery, ale tak szybko, jak zaczęłam, tak szybko skończyłam przygodę z serią.

Nie wiem jakie wydanie miałam w ręku, ale na 30 stronie rodzina dopiero wyrusza w podróż. Można powiedzieć, że pierwsze 30-40 stron to nuda i infantylizm narratorki, która żyła sobie beztrosko, czekając na piątkowe powroty tatusia. A język? Nie wiem, narracja jest prowadzona przez 13-latkę, w dodatku amerykańską. Dziwnym byłoby gdyby posługiwano się się językiem  Mickiewicza, Hemingwaya czy nawet Margaret Mitchell. Język jest prosty, przystępny i czyta się szybko - owszem, nie było tam genialnych stwierdzeń, wyrafinowanych środków stylistycznych, ale chyba nie o to chodziło. Chyba lepiej powiedzieć, że się w takiej literaturze nie gustuje po prostu. <mysli>
Opowiedziana historia szokuje, ma szokować i to jest całe clou. Gdyby mama Madzi z Sosnowca wyglądała na taką, która czasami sięga po słowo pisane, mogłabym nawet doszukiwać się u niej książkowych inspiracji  :P
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Wrzesień 22, 2014, 19:20:32
W zasadzie nie chodziło mi o gustowanie, czy nie... Nie wiem, w czym gustuję, bo czytuję różne rzeczy. Czasami po prostu leży mi styl, sprawnie mi się czyta, innym razem odrzuca, bo drażni. Tym samym wyjątkowo spasowała mi Kalicińska, u której górnolotnie nie jest, a zupełnie nie uniosłam Grocholi, którą się ludzie zaczytują, od "Samotności w sieci" uciekłam z krzykiem i porzuciłam "Kwiaty na poddaszu". Mój tata uważał, że nie da się czytać Chmielewskiej, bo ma straszny styl, a dla mnie Chmielewska... to Chmielewska. Nie szukam w literaturze jedynie górnolotnych tekstów, czy mistrzów słowa jak Mickiewicz, bo łatwe, proste i przyjemne bardzo lubię. Aktualnie zakochałam się w "Dożywociu" Marty Kisiel, które to z literaturą wysokich lotów nie ma wiele wspólnego, a bawi i odpręża, jak już dawno nic. Wiem, że to z punktu widzenia dziecka i, że daleko nie doszłam, ale po prostu nie spasowało mi. Nie pierwsza i nie ostatnia książka :) Wyżej wspomniana "Samotność w sieci" jest w czołówce książek połowy Polski, a dla mnie wybitnie niestrawne od samego początku, do pewnie też jakiejś 30-40 strony, bo dalej nie doszłam :) Kiedyś planuję do Wiśniewskiego wrócić, może dorosłam już, a może pozostanie na liście niestrawnych, obok Żeromskiego i Cobena :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Wrzesień 22, 2014, 20:21:25
W sumie jestem w stanie to zrozumieć. Czasami nawet  jeden autor może mieć 10 porządnych książek a jedną taką, której się czytać nie da. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że czasami odtrącając książkę zbyt wcześnie można dużo stracić. Ile to razy miałam rzucić książką w kąt a kilkanaście stron później byłam nią zachwycona.
W każdym razie ja namawiam do przełamania się jeśli chodzi o "Kwiaty na poddaszu", dla samej historii :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Wrzesień 22, 2014, 21:36:55
Nie skreśliłam całkiem... Może kiedyś wrócę. Gdybym nie miała takich tendencji, to nie byłoby w moim życiu Chmielewskiej. Dawno, dawno temu, kiedy mama i Michał już się nią zaczytywali, ja chwyciłam moje ukochane teraz "Wszystko czerwone" i też odłożyłam na półkę po 50 stronach. Potem mi mama podsunęła Janeczkę i Pawełka, potem Tereskę i Okrętkę, a potem świadomie już zakupiłam w dniu premiery "Harpie" (bo o Dorotce) i dopiero po tym wszystkim wróciłam do "Wszystko czerwone" i pokochałam. I tak 16 lat to już trwa. :) Pewnie też muszę dojrzeć, bo w gruncie rzeczy historia mnie ciekawi. Póki co... 1:0 dla książki.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Listopad 09, 2014, 23:06:48
Jak ja ostatnio nie mogę trafić na coś, co zachwyci mnie od początku do końca. Aż smutno.

Lackberg z każdą książką rozczarowuje mnie bardziej. Tomiska 500 stron, a w tym sprawy kryminalnej 100. Reszta to kupki, dupki, diety, siostry, bracia, cmokanie z ukochanym i dzieci, dzieci, dzieci.. Rodzą się jak dzikie, jest ich na pęczki. Wszystko super, dzieci to skarby, ale może nie w kryminałach? Toż tam mają być zbrodnie i próba ich rozwikłania, a nie teksty rodem z książek o żłobkach i przedszkolach. Zawód!

Murakami. Przeczytałam "1Q84". Pierwszy tom super, drugi tom super, 2/3 trzeciego tomu super. I nagle... nagle koniec. Autorowi brakło pomysłu, jak podomykać postaci, jak zakończyć historię, jak wytłumaczyć wszystko. Urwał, przeskoczył, zakończył i pozamiatane. Zawód!

Hrabal. "Zbyt głośna samotność" była oryginalna, ale w sumie wrażenia pozostały na plus. Spróbowałam (chwalonego!) "Czułego barbarzyńcę". I zdecydowanie nie mój klimat. Zmęczyłam, nie wsiąkłam. Zawód!

Aneta Jadowska i jej cykl o wiedźmie Dorze Wilk. Co prawda z 6 tomów, przeczytałam 2/3 pierwszego, ale.. rety, jaki "fanfic"! Pani doktor polonistyki powinna jednak prezentować poziom wyższy, bo miłosne opowieści osadzone w świecie wiedźm, wampirów, wilkołaków i tym podobnych, to mogę snuć ja... To miało być fantasy. Z fantasy wiele wspólnego nie ma, a miejscami przypomina moją własną twórczość z przeszłości pisaną pod wpływem miłości do głównych bohaterów serialowych. Zawód!

"Niebezpieczne związki". Jak dobrze mi się czytało tę książkę. Jakie to było piękne stylowo, jakie podniosłe, jak cudnie o miłości... jak o przebiegłości, jak o nienawiści... jak jedna manipulowała połową świata... Naprawdę super. Tylko też 3/4 książki. Końcówka bez wyrazu. Pośród dramatycznych wydarzeń dramatyzm nie był wyczuwalny. Skończyło się nijak, przeciętnie. Szkoda. Zawód!

Tess błagam, napisz kolejną wyśmienitą książkę, bo tęsknię za czymś, co mnie pochłonie do reszty, co kupię w całości i czym się będę delektować do ostatniej strony. Głupia byłam, że wyczytałam wszystko Gerritsen. Mogłam sobie zostawić na takie czasy, kiedy wszystko inne zawodzi.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Listopad 16, 2014, 12:39:32
W końcu udało mi się dokończyć napoczętą lekturę :)

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2F3.bp.blogspot.com%2F-w0it1WFb9ts%2FT7dmDEl6Z9I%2FAAAAAAAAAuw%2FP5FrpMypv0I%2Fs1600%2Fzorro%2Bnarodziny%2Blegendy%2Bisabel%2Ballende.jpg&hash=32710919941f754c669bbb841d763e85)

Od razu zaznaczę, że powieść nie należy do gatunku awanturniczo-przygodowego, z którego wszyscy znają tajemniczego bohatera w masce. W innych pozycjach, zarówno literackich jak i filmowych, ukazany jest on raczej z przymrużeniem oka, wykreowany trochę na jakiegoś pajaca. U Allende ("Dom duchów", "Suma naszych dni", "Portret w sepii" i parę innych świetnych pozycji - jedna z ulubionych moich pisarek)) z kolei poznajemy Zorro jako człowieka z krwi i kości, choć nieraz w otoczce realizmu magicznego - niemal stałego elementu jej wszystkich powieści.
Jak sam tytuł mówi, obserwujemy życie Zorro od narodzin, a nawet ciut wcześniej, bo od momentu poznania się jego rodziców. W dalszej części mamy okazję dowiedzieć się co wpłynęło na młodego de la Vegę, że stał się legendą w walce z niesprawiedliwością. Pięknym literackim językiem pisarka opisuje tło społeczne (hiszpańscy kolonizatorzy kontra ludność tubylcza), kulturowe (zwyczaje i obrzędy niektórych plemion indiańskich) oraz historyczne. Uprzedzam, iż dialogów jest mało, ale nadzwyczajny talent Allende snucia opowieści w ciekawy sposób pozwala wciągnąć się czytelnikowi w historię kalifornijskiej legendy z początków XIX wieku.
W mojej ocenie to bardzo dobra powieść.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Listopad 23, 2014, 14:02:21
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fj.wpimg.pl%2Fr%2Cid%2Cd14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzA0L0MyLzAwMDRDMkRCX29yaWdpbmFsXzVFNjNGNzIzQzJBMzdDMUEuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg&hash=cb8e66fa726e42b2f3a9b384219977bb)

12 maja 1883 roku flaga Niemiec zaczęła powiewać na wybrzeżu Afryki Południowo-Zachodniej, dzisiejszej Namibii. Kiedy osadnicy przystąpili do odbierania ziem rdzennym mieszkańcom, ludy Herero i Nama podniosły bunt, a Niemcy rozpętały wojnę na wyniszczenie. Zbudowano obozy koncentracyjne, w których więźniowie byli głodzeni i zmuszani do pracy ponad siły, co doprowadziło niemal do eksterminacji obu plemion.
Wiele lat później w powstaniu nazizmu role odegrali zarówno żołnierze i biurokraci, którzy zarządzali tymi obozami, jak również teorie rasowe, którymi się inspirowali. Olusoga i Erichsen odkryli niesamowite związki łączące nazistów i zbrodnie popełnione w Afryce. Dziś, kiedy na namibijskiej pustyni odkrywane są groby ofiar, przypomnienie o holokauście, którego dopuścili się cesarz Wilhelm i jego poddani, podaje w wątpliwość przekonanie, że zbrodnie nazistów były ewenementem w dziejach Europy.
(notka na okładce)

Książka może stanowić nie lada gratkę dla miłośników historii, tej bez zbytniego nagromadzenia dat. Za to przedstawionej zrozumiałym, prostym (nie mylić z prostackim), upodobnionym do powieściowego stylu językiem. I za to wielki plus dla autorów, bo wiem jaki stosunek mają młodzi ludzie do nieodpowiedniej formy przekazu dziejów świata w szkole. A "Zbrodnia kajzera" stanowi doskonały przykład na to, że historia może zaciekawić, można uczyć się jej z przyjemnością, a nawet z wypiekami na twarzy.
Oprócz wydarzeń bezpośrednio związanych z zagarnianiem ziem należących do Herero i Namz, autorzy książki przedstawiają nam także dzikość, i zarazem piękno terenów Nambii, elementy tradycji i kultury obu plemion oraz... to, czego brakowało ich tyranom - cywilizowanym Niemcom - mądrość i honor tych "dzikusów".
Na koniec mojej opinii mała łyżka dziegciu. Brak mapek, czy zdjęć. W tego rodzaju opracowaniach są one niezbędne, o czym prawdopodobnie wydawnictwo zapomniało. Opisy miejsc były tak obrazowo przedstawione, że inspirowały wyobraźnię do odtwarzania ich w moim umyśle. Jednak trzeba było gdzieś w Afryce je umiejscowić. Dlatego podczas czytania towarzyszył mi laptop :)

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Grudzień 12, 2014, 22:41:12
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fcdn1.asteroid.pl%2Fc4%2Fa.swistak.pl%2F216%2F947%2F216947363_400.jpg&hash=136009cb3058ee510ca2dc8eb50fd6fc)

Notka na okładce anonsuje nam tę książkę jako "powieść sensacyjno-historyczną osnutą na tle autentycznej afery, która miała miejsce w okresie miedzy wojennym. Bohater tytułowy, „polski jeździec” – oficer kawalerii, o którego losach opowiada z perspektywy blisko pół wieku jego przyjaciel – jest agentem polskiego wywiadu, działającym na terenie Trzeciej Rzeszy."

Nie jest to powieść z wartką, pełną napięcia akcją. Zdawałoby się, że takie hasła jak "agent" i "wywiad" powinny ją gwarantować. Działalność jednego z najlepszych, choć całkowicie zapomnianych polskich szpiegów II Rzeczpospolitej jest przez autora powieści potraktowana raczej po macoszemu. Z drugiej strony nie ma się co dziwić, bowiem narrator powieści (alter ego autora książki) o misji Jerzego Brzozowskiego wiedział tylko tyle ile sam "polski jeździec" mu opowiedział (a opowiedział niewiele, nie chcąc narażać przyjaciela na kłopoty) lub czego był świadkiem.
Mimo wszystko wystawiam tej pozycji bardzo dobrą ocenę. Dlaczego? Podobał mi się sposób sportretowania międzywojennych realiów kilku państw, będących areną "pracy" naszego agenta. Z reporterskim zacięciem, krótko ale bardzo ciekawie Grzędzielski, przybliża czytelnikom klimat wewnątrzpaństwowych i międzynarodowych rozgrywek politycznych oraz atmosferę życia kulturalno-towarzyskiego Polski, Republiki Weimarskiej później Trzeciej Rzeszy, Francji, Wielkiej Brytanii, Węgier. Swoją relację dziennikarz wzbogaca o sławne nazwiska z dziedziny nauki, literatury, teatru, kabaretu i związane z nimi ciekawostki, anegdoty. Autor powieści umiejętnie tworzy z tych postaci bohaterów trzeciego planu konstruowanej przez siebie fabuły. Pojawia się w niej także nienachalny wątek miłosny, który ściśle łączy się z pracą wywiadowczą polskiego szpiega.
"Polski jeździec" to bardzo dobra pozycja dla amatorów historii, którzy dzięki niej mogą do listy polskich bohaterów dopisać jeszcze jedno nazwisko - Jerzy Sosnowski. Nie wcale nie pomyliłam nazwisk. Postać agenta tak mnie zaintrygowała, że głębiej poszperałam w sieci (czułam się jak śledczy ;D) i doszukałam się pewnych informacji na jego temat. Okazuje się, że Grzędzielski zmienił nazwiska bohaterów i "polski jeździec" w rzeczywistości nazywał się Jerzy Sosnowski (końcowy etap jego życia to dopiero zagadka - ogromne pole do popisu dla badaczy historii).

Zarówno "Polski jeździec" jak i wyszperane przeze mnie materiały pokazują, że Sosnowski vel Brzozowski bohaterem był nie byle jakim, bo kto wie, jak potoczyłyby się losy Europy (w kontekście II wojny światowej), gdyby II Oddział Sztabu Generalnego, czyli centrala polskiego wywiadu, nie zlekceważył dostarczonych przez swego agenta materiałów.

Ów agent w życiu się nie spodziewał w jaki sposób pracodawcy podziękują mu za miłość do ojczyzny.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Styczeń 05, 2015, 11:50:00
Narzekałam ostatnio, że nie mogę trafić na dobrą książkę. Jednak trafiłam. I to nawet na kilka.
Za poleceniem Madzi sięgnęłam po książki o wilkach Marii Nurowskiej. "Nakarmić wilki" i "Requiem dla wilka", to dwie genialne pozycje - piękne krajobrazy bieszczadzkie, ładnie skonstruowani bohaterowie i obcowanie z naturą, spokój, jaki bije z każdej strony. Dla mnie była to bardzo przyjemna ucieczka od kryminałów, od thrillerów, od fantasy, czyli tego, co tam ostatnio plącze mi się po biblioteczce. Przyjemna i udana ucieczka. W pierwszej książce główną bohaterką jest studentka Kasia, która wyjeżdża w Bieszczady, aby iść tropami wilków, przeprowadza swoje badania do pracy, poznaje dwóch fantastycznych badaczy, od których się uczy jak żyć i przeżyć w spartańskich warunkach. W drugiej części główną bohaterką jest Joanna, która przypadkiem dowiaduje się o pewnym tragicznym wypadku i stara się dowiedzieć, co naprawdę się wydarzyło. Naprawdę bardzo piękne i wartościowe książki.

Kolejną bardzo dobrą książką, która wpadła mi w łapki, jest "Wybór Zofii" Williama Styrona. Historia Zofii Zawistowskiej, jej burzliwego związku z żydowskim schizofrenikiem Natanem, pełna wspomnień z obozu w Oświęcimiu, który Zofia przeżyła. Smutno-tragiczna historia opowiedziana z punktu widzenia pisarza Stingo, który zaprzyjaźnia się zarówno z Zofią, jak i z Natanem. Po przeczytaniu książki, obejrzałam film z cudowną Meryl. Nie dziwię się, że dostała za tę rolę Oskara - chociaż generalnie film strasznie spłyca fabułę powieści. Najgorszym momentem jest wyznanie Zofii, które dotyczy wyboru - wyboru, którego musiała dokonać. Dwa razy brakło mi tchu - raz, przy czytaniu, drugi raz, przy oglądaniu. Już dawno nic nie wywołało we mnie takiej fali smutnych i przerażających emocji. Dorzuciłabym tę książkę (a przynajmniej film), to pozycji obowiązkowych dla każdego.

Polecam też "Zabawy poufne" Agnieszki Osieckiej. Zbiór felietoników-opowiadań na tematy damsko-męskie, zapisane w formie wykładów. Zabawne, lekkie i przyjemne. Typowy dla Agnieszki styl pisania, typowe poczucie humoru. Miejscami trafne i bardzo adekwatne spostrzeżenia, całość jako karykatura kącików porad psychologicznych z kolorowych gazet. Krótkie i na jeden wieczór, ale jak ktoś lubi agnieszkową twórczość, to zdecydowanie warto.

Nie warto natomiast zawracać sobie głowy heksalogią o wiedźmie Dorze Anety Jadowskiej. Mierne książki, o niczym. A nie, przepraszam, o wszechcudowności, genialności i piękności głównej bohaterki, która głównie podkreśla, jaka jest wspaniała, mizia się z wszystkimi i skupia na sobie całą uwagę. Żeby było śmieszniej bez tej bohaterki nikt sobie nie potrafi poradzić, ona umiera i odradza się, jest jedynym wybawieniem dla wszystkich aniołów, diabłów, z Gabrielem i Lucyferem na czele (u Jadowskiej taka ciekawostka - Gabriel uchodzi za kawał wrednego Anioła, który zachowuje się jakby połknął kij, natomiast Lucyfer jest miłym, starszym panem, serdecznym i godnym zaufania. To Gabriel czyni zło, a Lucyfer wręcz przeciwnie). Dora przyjaźni się z wnukami powyższych, mizia się z nimi, śpią w trójkę, potrzebują się cały czas dotykać, a jak uprawia seks z jednym, to drugi jest w jej głowie i odczuwa dokładnie to, co ona, tudzież dokładnie to, co ten drugi - coś w ten deseń. Witki opadają.). Poza tym wyżej wymieniona Dora jest matką wampirów, alfą wilczego stada, wyżej wymieniony Gabriel bije jej pokłony, a wszystkie magiczne stwory są od niej i od jej działań zależne (a zależy zawsze ich życie!). Na dodatek dodatków zawiązuje się triumwirat między naszymi trzema miziającymi się bohaterami, a, że anioł i anioł upadły mają skrzydła, to wiedźmie naszej też się pojawiają! W postaci tatuażu na plecach, który to delikatnie się porusza (taki trzepot skrzydeł), a przy dotyku czuć piórka... Wszystko pisane stylem pod niedorosłych, jakby właśnie w takich kręgach Jadowska chciała zrobić karierę... Przeczytałam 3 tomy tegoż arcydzieła, bo byłam ciekawa, jak opisała konsumpcję pewnego związku - a pech chciał, że konsumowali na końcu trzeciego tomu. Masochistyczna praktyka to była. Strońcie. Zdecydowanie.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Styczeń 07, 2015, 21:47:45
Za poleceniem Madzi sięgnęłam po książki o wilkach Marii Nurowskiej. "Nakarmić wilki" i "Requiem dla wilka", to dwie genialne pozycje - piękne krajobrazy bieszczadzkie, ładnie skonstruowani bohaterowie i obcowanie z naturą, spokój, jaki bije z każdej strony.

Marię Nurowską i jej "wilki" mam w planach czytelniczych. I jej parę innych powieści. Nurowska nie wszystkim "podchodzi", ale mi się podoba jej styl.

A co ja niedawno czytałam?

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fmerlin.pl%2FDobry-czlowiek_Andrew-Nicoll%2Cimages_product%2C15%2C978-83-10-11904-9.jpg&hash=1ece52786266df1cb78af602f3662b1d)

Opowieść miłosna i opowieść o miłości, a także magii, przyjaźni, wspaniałym jedzeniu, orkiestrze dętej, włoskiej czarownicy i potężnym prawniku.
W miasteczku Kropka leżącym na odludnych wybrzeżach Bałtyku mieszka Tibo Krovic, dobry i uczciwy burmistrz. Dba o mieszkańców, którzy w zamian darzą go szacunkiem. Do pełni szczęścia brak mu tylko jednego... Kocha się sekretnie w swojej sekretarce, pięknej, samotnej, ale niestety zamężnej, Agathe Stopak. Tibo wie, że w spokojnym i szacownym miasteczku, jakim jest Kropka, nie może liczyć na spełnienie swej miłości, lecz pewnego dnia, gdy kobieta przypadkiem wrzuci swoje drugie śniadanie do fontanny, wszystko się zmieni.
(z okładki)

Och, co za urzekająca opowieść o samotności w pojedynkę i samotności we dwoje, i o miłości różnie pojętej. Opowieść w której „liczy się raczej samo opowiadanie, niż rzeczy które się dzieją” (s.442).
Tak właśnie jest. Choć sama historia jest piękna, to właśnie sposób przekazu odciska w umyśle czytelnika największy ślad, powodując, iż długo po przeczytaniu ostatniego zdania nie może on wrócić do rzeczywistości, nie może otrząsnąć się z onirycznego klimatu „Dobrego człowieka”, w którym świat realny miesza się ze światem sennych majaków. A granica między nimi jest bardzo cienka.

Powieść tylko dla miłośników realizmu magicznego, dla innych wyda się... beznadziejna. Ja byłam nią zauroczona.

Potem sięgnęłam po coś lekkiego, zabawnego, czyli... :)

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fselkar.pl%2Fimg%2Fimagecache%2F54001-55000%2F150x218_product_media_54001-55000_509697i.jpg&hash=61abc9b0e68e0d9f806cbeffebf4cd26)

Luizę od zawsze wychowywał Tatuś. Dbał o nią jak mógł i utrzymywał z tego, na czym sam znał się najlepiej - z hazardu i drobnych przekrętów. W dniu jej dwudziestych pierwszych urodzin postanowił wprowadzić córkę w fascynujący świat gier. Niestety, szczęście im nie sprzyja - przegrywają duże pieniądze. W dodatku cudze. Zemsta jest nieunikniona, chyba że zwrócą dług. Najlepszym pomysłem na szybkie zdobycie forsy wydaje im się... oszustwo matrymonialne. Następuje teraz szereg przezabawnych perypetii będących udziałem tytułowej bohaterki, która wcale nie ma zamiaru wpadać w ramiona podstarzałego nuworysza, próbuje więc zdobyć pieniądze w inny, niekoniecznie legalny sposób. (z okładki)

"Czeski western" tak określił wydarzenia dziejące się w tej książce jeden z bohaterów. I zgadzam się z tym w stu procentach mając na myśli oczywiście konstrukcję fabuły. To istna komedia pomyłek, która nie pozwala czytelnikowi nudzić się ani przez chwilę. Na dodatek sprawnie "sfinalizowana".
Humor sytuacyjny (lekcja w gimnazjum - "Balladyna" Słowackiego jako niezły kryminał)wspomagany przez humor językowy ("Bóg, ojczyzna i kiszone ogórki", "wyspowiadać się komuś do gołej podszewki", "po kościach nic się nie rozejdzie, chyba że reumatyzm") co rusz powoduje salwy śmiechu.
Jest komedia, jest tajemnica, jest też miłość.

Jednym słowem - bardzo dobra rozrywka! Podobnie jak w przypadku "Pod dwiema kosami, czyli przedśmiertne zapiski Mariana Żywotnego" tejże autorki, o której to pozycji kiedyś tu wspominałam.

No i jak zwykle u mnie absolutny literacki miszmasz, więc na koniec będzie sensacja, czyli...

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.film.gildia.pl%2F_n_%2Fliteratura%2Ftworcy%2Fvladimir_wolff%2Fstalowa_kurtyna%2Fokladka-200.jpg&hash=e4b6ceef752115914b1de035770d0d9a)

Zakrojone na wielką skalę manewry wojskowe na Białorusi „Zachód 2009” stały się początkiem inwazji na Polskę. Niespodziewany atak, poprzedzony akcjami dywersyjnymi na gruncie politycznym i wojskowym, stawia naszą armię w równie trudnej sytuacji, jak wojska hetmana Żółkiewskiego pod Kłuszynem w 1610 roku. Okazuje się, że słowa słynnego wodza sprzed czterystu lat cały czas są aktualne: Nadzieja w męstwie, ratunek w zwycięstwie!

Vladimir Wolff przedstawił śmiałą wizję współczesnego konfliktu zbrojnego rodem ze sztabowych map zimnowojennych strategów. Z tą tylko różnicą, że teraz Polacy znajdują się po drugiej stronie żelaznej kurtyny…
(z okładki)

Moja pierwsza książka tego autora, choć o nim samym sporo już słyszałam. Cieszę się, że wreszcie zapoznałam się z jego... wyobraźnią. Tak realnie przedstawia literacką rzeczywistość, że człowiek zaczyna się naprawdę bać. Do tego stopnia, iż niektórzy zaczną się zastanawiać "a może afera taśmowa to prowokacja...?", "a ta manifestacja to może też...?", "i ten incydent też...?
Intrygujące rozgrywki polityczne związane z naszą wschodnią granicą, znajomość współczesnego środowiska militarnego na dobrym poziomie (przynajmniej w odczuciu zwykłego, "prostego" czytelnika, posiadającego jakieś tam rozeznanie:)), styl językowy przystępny, wciągający czytelnika w kreowany świat, odrobina obyczajówki - to wszystko sprawia, że Vladimir Wolff razem z Marcinem Ciszewskim tworzą u mnie literacki oddział specjalny o bardzo wysokim stopniu wyszkolenia. ;D
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Styczeń 12, 2015, 09:32:36
El - czy TY nie czytałaś czegoś autorstwa Marka Krajewskiego? To wrocławianin, który akcję swoich książek umieszcza właśnie w tym mieście. Mogłabym przysiąc, że gdzieś kiedyś czytałam u Ciebie o "Końcu świata w Breslau"  ale po przejrzeniu obu wątków na tym forum się poddałam. Ja właśnie czytam tę książkę a mam za sobą "Władcę liczb" (to najnowsza książka, z 2014 roku), która to książka mnie wbiła w fotel. Bardzo dobry kryminał, z elementami..hmm..powiedzmy "demonicznymi" a w tle Wrocław lat 50-tych XX wieku.
Ale po przejrzeniu wątków mogę powiedzieć, że powieści Nurowskiej są bardzo dobre i że również przeczytałam "Wysokie okno" Chandlera i oczywiście moją uwagę przyciągnęły te same fragmenty, które zacytowałaś :D Zresztą, ja uwielbiam Chandlera :zawstydzony1:
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Styczeń 12, 2015, 21:58:42
Oczywiście, że czytałam :)
A nie mogłaś nic mojego na ten temat znaleźć, bo pisałam o Krajewskim na ifilmie <jezyk>
Krajewski ma dwie serie kryminałów z dwoma detektywami - Edwardem Popielskim (czytałam "Erynie", które dzieją się we Lwowie w 1939 roku, widocznie później, we "Władcy liczb" Popielski przeniósł się do Wrocławia - powojenne przesiedlenia może <mysli>) oraz Eberhard Mock (z nim czytałam "Koniec świata w Breslau" o którym wspominałaś i "Śmierć w Breslau" i jak nazwa miasta wskazuje rzecz dzieje się w przedwojennym... Wrocławiu ;D).
Faktycznie Krajewski pisze mocne kryminały. U niego wszystko jest mroczne, "dekadenckie". Nawet wspomniani detektywi jakby wyjęci z marginesu społecznego.
Podoba mi się też u niego to, że opisuje miasta bardzo plastycznie, niemal ze szczegółami. Czytelnik ma wrażenie jakby naprawdę poruszał się po tych miejscach.

A ja czytam właśnie "Ziele na kraterze" Wańkowicza.

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fwww.matras.pl%2Fmedia%2Fcatalog%2Fproduct%2Fcache%2F1%2Fimage%2F200x265%2F040ec09b1e35df139433887a97daa66f%2Fz%2Fi%2Fziele_na_kraterze_IMAGE1_231828_7.jpg&hash=3cc9c47e6acfc7edc57508cd4ebc8d11)

Przecudowna.
Pisarz ma niezwykłą umiejętność wciągania czytelnika w dzieje swojej rodziny. Styl literackiej gawędy, którą ubóstwiam. To tak, jakby znalazło się na strychu, w zapomnianej szufladzie starej komody, dziennik pisany ręką powiedzmy dziadka. Poznaje się radosne, sielskie chwile rodziny Wańkowiczów, ale też dramaty i tragedie (m.in. Wańkowicz bardzo przeżył śmierć córki Krystyny, która walczyła w powstaniu warszawskim, sanitariusza batalionu "Parasol"- jego emocje przeniosły się na mnie). W ogóle obraz Warszawy z czasów II wojny światowej jest w tej powieści opisany bardzo sugestywnie. Czytałam na ten temat sporo książek, ale ta Wańkowicza jest naprawdę pod tym względem rewelacyjna.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Styczeń 14, 2015, 20:29:05
Chyba jednak wolę serię z Popielskim. Mock jest chyba zbyt dekadencki jednak. No i "Władcę liczb" czytało się lepiej, szybciej i przyjemniej (też zagadka, i to dobra, i też trupy).
Natomiast "Krüger. Szakal" to chyba pierwsza książka Ciszewskiego, która mi się podobała. Mam nadzieję, że to nie koniec historii, bo skończyła się niedosytem wielkim...
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Luty 01, 2015, 20:41:24
Natomiast "Krüger. Szakal" to chyba pierwsza książka Ciszewskiego, która mi się podobała. Mam nadzieję, że to nie koniec historii, bo skończyła się niedosytem wielkim...

Tę pozycję też mam na półce "chcę przeczytać". Obowiązkowo. Wiadomo - bo Ciszewski i bo międzywojnie ;D.
Zapisałam ją sobie jak tylko o niej usłyszałam i z tego co wiem to autor ma w zamiarze kontynuowanie historię o Wilhelmie Krügerze.

Na razie na tapecie mam trylogię Konrada T. Lewandowskiego "Diabłu ogarek", cz. I "Czarna wierzba" - mieszanka powieści historycznej (w obszarze Polski) i fantastyki.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Luty 08, 2015, 21:42:26
Jestem pod wrażeniem pióra pani Katarzyny Puzyńskiej. Przeczytałam jej dwie książki - "Motylka" i "Więcej czerwieni" i wydaje mi się, że znalazłam coś, czego już od dawna szukałam. Przede wszystkim warsztat. Te książki są napisane sensownie, poprawnie stylistycznie, nie mają błędów, dziwnych zabiegów odrzucających od czytania. Taka prawdziwa literatura. Po Rudnickiej i Jadowskiej, które w tej materii zawiodły na całości, to naprawdę miła odmiana. Autorka lubi kryminał skandynawski i to zdecydowanie widać, ale nie płodzi dzieci na potęgę i obyczajówka nie stanowi 80% akcji pozostawiając na same sprawy i ich rozwiązanie niewiele miejsca, więc generalnie to aż tak nie razi. Puzyńska akcję prowadzi wielowątkowo - wprowadza wiele postaci, które przeważnie coś ukrywają i kręcą w zeznaniach, ale na końcu okazuje się, że każda postać była po coś i na dodatek wiadomo po co. To ostatnimi czasy taka rzadkość, żeby wszystko domknąć i wyjaśnić. Od razu widać, że akcja jest przemyślana i autorka realizuje ją konsekwentnie.
Postaci są różnorodne, ciekawie wykreowane. Główna bohaterka troszkę kreowana na camillową Erykę, ale zdecydowanie nie tak irytująca. I różnica jest taka, że Eryka u Lackberg była w centrum zainteresowania, a tu całość skupia się na morderstwie/morderstwach, tego życia prywatnego jest niewiele i jest tylko po to, żeby domknąć akcję.
Oj, podoba mi się. Wiadomo, że można doszukać się jakichś niedoskonałości. Na jednym z portali rzucił mi się w oczy komentarz, że za często tytułuje bohaterów podkreślając ich stopień/imię/nazwisko. I przy czytaniu drugiego tomu rzuciło mi się w oczy, że faktycznie tak jest, ale nie wpływa negatywnie na czytanie i nie przeszkadza.
Bardzo udany debiut motylkowy i bardzo dobra kontynuacja. Polecam! :)

Spróbowałam też ostatnio innej polskiej autorki - Anny Klejzerowicz i przeczytałam jej książkę pt. "Czarownica". Wypożyczyłam kontynuację "Córka czarownicy", żeby wyrobić sobie do końca zdanie o tej pani i jej piórze. Z jednej strony czyta się przyjemnie, z drugiej strony "Czarownica" była mocno przekoloryzowana. Niby na każdym kroku natykali się główni bohaterowie na problemy, ale nie dało się odczuć, że coś może pójść nie tak. Takie... przedsięwzięcia z góry skazane na powodzenie. Obyczajówka, całkiem w porządku, ale jednak... jednak muszę poczytać dalej, żeby upewnić się, albo obalić pierwsze wrażenie.

Aktualnie czytam "Lot nad Kukułczym Gniazdem" Kena Kesey'a i zastanawiam się, co jest ze mną nie tak. Z tego, co się orientowałam przed lekturą - książka powinna wbijać mnie w fotel, szokować, wywoływać wachlarz skrajnych emocji. Tymczasem - czyta mi się ją naprawdę dobrze (chociaż początek był ciężki), ciekawią mnie losy pacjentów szpitala, ale no nie szokuje i nie wzbudza za wielu emocji. A nawet zdarzyło mi się na jakimś fragmencie przysnąć. Do końca może się jeszcze dużo wydarzyć, więc wiadomo, że takie cząstkowe wrażenia nie są wyrocznią, ale... no, że tak powiem 'nie taki diabeł straszny' :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Marzec 05, 2015, 19:20:31
Czy to będzie bardzo niewłaściwe i nie na miejscu, jak urządzę sobie tu małą autopromocję? Postanowiłam się pobawić w prowadzenie bloga. Takiego głównie literackiego, temu jestem w temacie literatury... I tak sobie pomyślałam, że może ktoś kiedyś zechce rzucić okiem, wesprzeć w tym zacnym działaniu? Skoro czytam, sporo dość.. niedosyt pisania mam, niedosyt rozmów o literaturze, to może, może... A jak nie wypali, to nie wypali i trudno.
Tak, czy inaczej kawałek autopromocji... kulturalnamysz.blogspot.com  (http://kulturalnamysz.blogspot.com)
Dziękuję za uwagę.

A książkowo.. książkowo dzieje się u mnie sporo. Po "Czarownicy", przeczytałam jeszcze "Córkę Czarownicy" i "Sąd ostateczny" tej pani Klejzerowicz. I powiem, że najbardziej przekonał mnie "Sąd..". Pewnie temu, że kryminał. Gdzieś mi z tą obyczajówką nie jest po drodze, no niby przyjemnie się czyta, ale jakoś tak... nie odnajduję się.

Wieczorami do poduszki czytuję sobie "Miasto Śniących Książek" Moersa. To jest tak przeurocza lektura, że postanowiłam ją sobie dawkować. O smoku literacie, który wędruje po Księgogrodzie i jego podziemiach. Księgogród jest tak wyjątkowym miejscem, że każdy w nim zajmuje się książkami, a książek jest tyle, tyle i jeszcze więcej. Są nawet książki trujące, gryzące. Na książkach przeprowadza się operacje, książki rozpoznaje się po zapachach i robi się rzeczy, o jakich się nikomu nie śniło.. Postaci tam mnóstwo, szczególnie pokochałam buchlingi... Jeden z nich nazywa się Ojahnn Golgo van Fontheweg. Czy komuś to coś mówi? Czyż nazwisko to zacne od werterowskiego twórcy się nie wywodzi? :) Niesamowita zabawa słowem, niesamowita zabawa treścią, przyjemne fantasy dla miłośników czytania. Myślę, że tłumacz musiał mieć sporo frajdy przy tworzeniu przekładu tej książki. A ja mam nsporo frajdy przy czytaniu jej. :)

A pomiędzy wieczorami zerkam w "Złego" Tyrmanda. Nie wiem, czy to mój klimat, bo jestem dopiero po pierwszych 60 stronach, ale podobno klasyk nad klasykami, więc się skusiłam.

Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Marzec 06, 2015, 08:25:15
Bardzo przyjemny blog, ładna szata graficzna. Będę zaglądać, aczkolwiek zarówno tam jak i tu będę mogła zabrać głos, kiedy już przeczytam coś proponowanego. Pewnie nastąpi to za jakiś czas i pewnie przypadkiem, ale czesto pytam o tytuły pronowane przez Was na forum. Powodzenia gryzoniu <lubieto>
Ja czytam sporo, ale to w większości kryminały, sensacja, thrillery, więc nawet na bieżąco nie piszę o tym...
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: mindreader w Marzec 06, 2015, 09:40:02
Ja czytam sporo, ale to w większości kryminały, sensacja, thrillery, więc nawet na bieżąco nie piszę o tym...
Czemu właściwie? Kryminały, sensacje i thrillery, to bardzo zacne gatunki. Mnie np. ciężko trafić na dobry kryminał. Może czytając Twoje propozycje mogłabym przeczytać coś naprawdę wartościowego? :)

Ja faktycznie mieszam, próbuję różnych rzeczy, różnych autorów, gatunków. Taki groch z kapustą - czy pod względem narodowości pisarzy, czy zawartości książek właśnie, ale zawsze było mi najbliżej do kryminałów/thrillerów i poezji i raczej tak zostanie. Potrafię się zachwycić fantasy, czy wciągnąć w obyczajówkę, ale tak do końca to nigdy nie jest to.

No i staram się też od czasu do czasu liznąć coś z klasyki. Ot tak, żeby mieć pojęcie. Opierdzielałam się w szkole, bo omijałam lektury, stroniłam od tego, co wszyscy czytali, to teraz czytam sobie - a to "Hamleta" (chociaż to akurat ponownie, z miłości do Szekspira), a to "Lot nad Kukułczym Gniazdem"... Przymierzam się też do "Zabić drozda". Zobaczymy :)

A za miłe słowo o blogu dziękuję :) I zapraszam, oczywiście, że zapraszam :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Marzec 09, 2015, 16:45:07
Strasznie dużo tytułów byłoby - czy coś szczególnego? S.J. Bolton fajnie pisze thrillerowate rzeczy: "Ulubione \nomen omen\ rzeczy" czy "Karuzela samobójczyn". Szybko się czyta a jednocześnie nie jest prostacko.
Moge powiedzieć, że ostatnio czytałam też kontynuację "Kwiatów na poddaszu". Drugą część i trzecią i chyba po kolejne sięgać nie będę. Pierwsza mną wstrząsnęła druga przyniosła upragnioną przeze mnie wieść o zemście na matce naszych bohaterów, która zgotowała im taki los. Ale autorka przesadza ciągle drążąc kazirodczy wątek jakby nie można było się od takich rzeczy nigdy uwolnić. Ona nawet chyba próbuje udowodnić, że jest to dziedziczne.Odrzuciło mnie.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Łukasz w Czerwiec 10, 2015, 15:26:35
Ostatnio miałem przyjemność przeczytać książkę pt. Bóg nigdy nie mruga autorki Regina Brett.
Wywarła na mnie pozytywne wrażenie i z chęcią przeczytam jej kolejne książki.
Skłania ona do refleksji. Polecam.  :D
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fecsmedia.pl%2Fc%2Fbog-nigdy-nie-mruga-b-iext12044215.jpg&hash=91c5b866e7164b1767e4a9a9e1dc884f)


Cytuj
Pięćdziesiąt wskazówek. Pięćdziesiąt lekcji, w których autorka przeplata własne przeżycia z doświadczeniami ludzi spotkanych na swojej krętej drodze; przywołuje ważne dla siebie postaci, znaczące książki i filmy, inspirujące modlitwy i wypisy z lektur; przypomina o sile psalmów i prostych sentencji.

Felietony Reginy Brett docenili i pokochali czytelnicy na całym świecie. Przyklejano je na lodówkach, rozsyłano w e-mailach do bliskich. Tematy lekcji, których udzieliło autorce życie, cytowano na tysiącach blogów i przedrukowywano w gazetach.

Książka, którą trzymasz w ręce, stanie się bliska każdemu, kto kiedykolwiek znalazł się na życiowym zakręcie oraz wszystkim szukającym inspiracji. Niech każda z pięćdziesięciu lekcji będzie manifestem – jak bohaterka jednego z esejów, pewna sportowa czapka z prostym hasłem: „Życie jest dobre”. Bo takie jest. Naprawdę.

źródło: empik.com
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Łukasz w Marzec 02, 2016, 19:50:35
Właśnie skończyłem czytać "Jesteś cudem. 50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym"
Kolejną już książkę Reginy Brett. Mam już chęć na kolejną. :D
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fs.lubimyczytac.pl%2Fupload%2Fbooks%2F195000%2F195549%2F192232-352x500.jpg&hash=a2b0df2070fd7781c5d1b2700966b595)
Cytuj
Nowa książka autorki bestsellera Bóg nigdy nie mruga, cieszącego się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników na całym świecie. Tym razem Regina Brett dzieli się z nami opowieściami o tym, że szczęście zależy od nas samych – naszych wyborów i decyzji, które najczęściej nie są aż tak trudne, jak się z pozoru wydają. A każda próba zmiany świata wokół siebie na lepsze sprawia, że dokonujemy cudów. Cudów, które są osiągalne dla każdego z nas. Codziennie. Regina Brett nie stawia przed swoimi czytelnikami zadania ponad ich miarę. Niezależnie od tego, czy humorystycznie, czy refleksyjnie, zawsze pisze z niezachwianą wiarą w człowieka, w dobro, które w nim tkwi i które sprawia, że niemożliwe staje możliwe. Jesteś cudem to zbiór inspirujących lekcji o tym, jak niewiele trzeba, by zmienić coś na lepsze. To 50 felietonów, które obudzą w czytelniku natchnienie. Choć każdy z nich to zupełnie inna historia, zebrane razem tworzą przewodnik pomagający dostrzec i docenić siłę zmian na lepsze – małych cudów. Regina Brett pisze od 1986 roku. Za felietony drukowane na łamach największej gazety w Ohio, „The Plain Dealer”, otrzymała wiele krajowych i stanowych nagród. Była też dwukrotnie nominowana do nagrody Pulitzera w dziedzinie reportażu. Jej ostatnia książka, Bóg nigdy nie mruga, trafiła na listę bestsellerów „New York Timesa”. Regina Brett prowadzi swój własny talk-show oraz stale wspomaga organizacje non profit.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Marzec 10, 2016, 22:50:42
Co do książek. W rodzinie przebiega właśnie proces planowania utworzenia domowej biblioteki, czyli zagospodarowanie jednego z pokoi z przeznaczeniem tylko na książki. Już nie mogę doczekać się efektów  <niecierpliwy>

A jeśli chodzi o pozycje godne polecenia (albo nie, choć tym razem raczej tak <szczerzy_sie>)

Józef Hen "Milczące między nami"

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fimage.ceneo.pl%2Fdata%2Fproducts%2F28157%2Ff-milczace-miedzy-nami.jpg%3F%3D9858b&hash=f2f599af138a8dff2e1232b0d22c2c3d)

Fantastyczna!
Pełna emocji pierwszoosobowa narracja, dzięki której z zapartym tchem śledzimy losy głównego bohatera. A właściwie historię jego miłości, niemal żebrzącej, a tak pięknej... "Zakochany jak szesnastolatek, z całym doświadczeniem pięćdziesięciolatka" (s.117)
Oj, niejedna łezka po policzku spłynęła...
Poza tym powieść ta, to świetnie sportretowana końcówka lat 60-tych ubiegłego wieku. Bardzo realistyczny obraz ówczesnej rzeczywistości i tej społecznej, i tej politycznej.
Proszę sięgnąć po "Milczące między nami" (tytuł jest cytatem z Modlitwy z "Kwiatów polskich" Juliana Tuwima) a może sami doświadczycie, podobnie jak ja, całkiem niemałej emocjonalnej burzy.

Robert Foryś "Bóg, honor, trucizna"

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fimage.ceneo.pl%2Fdata%2Fproducts%2F31890233%2Ff-bog-honor-trucizna.jpg%3F%3D98231&hash=e51b14209da1534fea0c90ff595f40c2)

Polska wersja „Gry o tron”?
Wiem, że większość czytelników ma awersję do książek, które porównuje się do kultowych pozycji literatury. Jeszcze bardziej sceptycznie podchodzą do takiego kojarzenia, gdy w grę wchodzą pozycje z naszego rodzimego podwórka. I choć w przypadku opiniowanej tu powieści niedowierzanie ma swoje uzasadnienie (nie dlatego, że historia Forysia jest słaba, po prostu jest… inna pod wieloma względami), to jednak zdarzało się, że czytając „Bóg, honor…” kilka razy przychodził mi na myśl wykreowany przez Martina świat Westeros.
XVII-wieczna Polska, panowanie Michała Korybuta Wiśniowieckiego, dwa polityczne obozy – malkontenci i regaliści, własne interesy związane z Polską najpotężniejszych państw w Europie oraz wróg ze Wschodu - Turcy. Mamy więc walkę o władzę, intrygi, prowokacje, szpiegostwo, no i tortury, bez których nie obyło się żadne ówczesne przesłuchanie.
Głównymi bohaterkami powieści Foryś uczynił niewiasty, inteligentne i charakterne. Nadając postaciom historycznym fikcyjnego kolorytu, stworzył kobiety z krwi i kości: Marysieńkę, żonę hetmana Sobieskiego, królową Eleonorę, żonę Michała Korybuta Wiśniowieckiego i księżnę Gryzeldę jego matkę. To one poruszają sznurkami w tej grze, wykorzystując przy tym jedną z najskuteczniejszych broni - namiętność (z tego powodu autor „okrasił” akcję powieści dość śmiałymi scenami z alkowy). A gdyby dodać do tego parę kropel trucizny z fiolki ukrytej za gorsetem, to… drżyjcie narody!
Ale nie tylko świat dworskich intryg prezentuje nam Foryś. Idąc tropem agentów obu stron konfliktu mamy okazję obserwować to, co się dzieje poza zamkami i pałacami. Zdziesiątkowana licznymi potyczkami armia, zdezorientowani stronniczymi podziałami dowódcy, podatni na przekupstwo żołnierze, którym już od pewnego czasu nie płaci się żołdu, pacyfikowane przez Kozaków Doroszenki i Tatarów wsie i miasteczka na wschodnich rubieżach Polski. Jednym słowem – głód, chłód, smród, ubóstwo i śmierć.
Forysiowi udało się w znakomity sposób sportretować wiele aspektów życia społeczno-politycznego, aktualnych do dziś. Niektóre fragmenty powieści to idealne odzwierciedlenie tego, co możemy obserwować obecnie w naszym kraju.
„ – Korybut zaprezentuje pakiet piętnastu ustaw tyczących wojska i dyplomacji – ciągnął prymas.
(…)
- To mrzonki – osądził Morsztyn wzgardliwie – na połowę tych rzeczy nie starczy pieniędzy.
- Wiśniowieccy muszą to wiedzieć – odezwał się po namyśle Sobieski – Zatem nie chodzi o realne załatwienie spraw, lecz o wywołanie dobrego wrażenia.
- W Polsce zawsze starcza to, aby utrzymać się przy władzy – zgodził się cynicznie Prażmowski – Dlatego musimy przelicytować projekty Korybuta.” (s. 138).

„Bóg, honor, trucizna” to bardzo dobra rozrywka z historią w tle. Język, styl, konstrukcja fabularna, filmowe kadry ilustrujące walki oddziałów czy potyczki agentów sprawiają, że czyta się szybko i przyjemnie. Powieść dla zwolenników sienkiewiczowskich klimatów (jemu samemu Foryś oddał hołd, umiejscawiając na chwilkę na kartach powieści jednego z bohaterów Sienkiewicza – Ketlinga).
Mnie się podobała, więc sięgnę po następny tom, tym bardziej, że po pierwsze ciekawią mnie dalsze działania agentów dwóch wrogich sobie stronnictw - Bogusława Tynera i Charlotty Mesire, a po drugie to jeszcze nie koniec gry o tron.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Marzec 14, 2016, 17:38:27
Zaginiona dziewczyna.

Przyznam się szczerze - męczyłam tę książkę od stycznia.
Niestety wcześniej obejrzałam film więc książka już mnie tak nie ciągnęła.
Choć gdybym filmu nie oglądała, to pewnie nie mogłabym się oderwać.
Historia Amy i Nicka... Pewnego dnia, w piątą rocznicę ślubu, Amy nagle znika. Zaczyna się śledztwo, poszukiwania... Czytając książkę oczami wyobraźni widziałam grających aktorów - świetnie ich dobrali. I jeśli ktoś nie widział filmu - polecam przeczytać książkę. Naprawdę dobra ;)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Marzec 16, 2016, 16:28:03
To ja zacznę od książki  ;D
El. ile tomiszczy ma ta "Gra o tron" w polskim wydaniu..bo tak jakby apetyt mi się zaostrzył po Twoim opisie ? :zawstydzony1:
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: El w Marzec 17, 2016, 18:20:28
Cytuj
El. ile tomiszczy ma ta "Gra o tron" w polskim wydaniu..bo tak jakby apetyt mi się zaostrzył po Twoim opisie ? :zawstydzony1:

Ile tomów? A to wielka tajemnica <szczerzy_sie>
Foryś nazwał cykl "Gambit hetmański", na razie jest tylko ten tom 1. Przynajmniej nie słyszałam o wydaniu kolejnego.

Zanim ktoś sięgnie, ostrzegam, żeby nie nastawiał się na "kopie" Gry o tron. U Forysia to powieść historyczno-przygodowa, u Martina to raczej fantasy ulokowane w świecie z lekka bazującym na średniowieczu. Choć jak już wspomniałam wyżej, podczas lektury "Bóg,..." przychodziły mi na myśl wątki z GoT (jak chociażby ten, że w obu książkach światem rządziły, wbrew pozorom, kobiety <jezyk>).

I tak przy okazji dwie kolejna propozycje.
Przy pierwszej trochę zastanawiałam się, czy ją tu umieścić, bo to biografia, a nie wszyscy za tym gatunkiem przepadają. Jednak napisana jest przystępnym, trochę gawędziarskim językiem, więc to plus mój opis może zachęci kogoś do sięgnięcia po nią.

Magdalena Jastrzębska "Pani na Złotym potoku, czyli opowieść o Marii z Krasińskich Raczyńskiej"

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2F2.bp.blogspot.com%2F-9ZVCk1tB4Fo%2FUsBNUiDyK2I%2FAAAAAAAAB4Y%2FhI6n_IBmbfU%2Fs320%2Fpani%2Bna%2Bz%2525C5%252582otym%2Bpotoku.jpg&hash=0d63343b7fdf9b381d17d9ebdb0130fe)

Złoty Potok to wieś leżąca w województwie śląskim, miejsce w którym w historię polskich rodów arystokratycznych wpisała się rodzina Krasińskich. Nazwisko kojarzyć się nam będzie przede wszystkim z autorem „Nie-boskiej komedii” Zygmuntem Krasińskim. Złoty Potok to ukochane miejsce jego córki Marii Beatrix Krasińskiej, bohaterki tej biografii.
Była to kobieta dość nieszablonowa jak na swoje czasy. Swoim charakterem, poglądami, aktywnością życiową nie wpisywała się w ówczesny obraz kobiety-arystokratki. Już w czasach dzieciństwa matka uważała, że należy ją krótko trzymać, bowiem wyróżniała się na tle rodzeństwa ruchliwością, rozbujaną wyobraźnią, mędrkowaniem. Rodzicielka nie mogła w tej kwestii (w innych też) liczyć na męża, ponieważ Zygmunt nie przejawiał zainteresowania ani wychowywaniem dzieci, ani sprawami gospodarskimi, czy finansowymi. Był zbyt zajęty sobą, swoją twórczością, własną egzaltacją, hipochondrią oraz… wieloletnim romansem z Delfiną Potocką.
Z czasem mała Krasińska zaczęła wyrastać na ciekawą świata nastolatkę, uwielbiającą polską literaturę, którą zresztą uważała za bardziej interesującą od francuskich romansów, niezwykle utalentowaną muzycznie, zwłaszcza w dziedzinie śpiewu. Zaczęto ją także podziwiać za elokwencję, inteligencję, pęd do nauki. Znacznie tym odbiegała od innych panien na wydaniu. Nic więc dziwnego, że młodą Polką interesowały się najznakomitsze zagraniczne rody, niektóre źródła mówią nawet o matrymonialnych planach względem niej króla Szwecji i Norwegii Karola XV. Bardzo ciekawie przedstawiała się też sprawa małżeństwa Marii z Edwardem Raczyńskim, ojcem przyszłego prezydenta Rzeczypospolitej na uchodźctwie, o którego względy rywalizowała ze swoją najlepszą przyjaciółką, bratową-wdową Różą Krasińską z Potockich (matką... tegoż prezydenta).
Życie córki Krasińskiego, zbyt krótkie życie (zmarła w wieku 34 lat) to także rodzinne tragedie, odważne poglądy, realistyczne, niepozbawione krytyki spojrzenie na gnuśność własnej sfery, a przede wszystkim jej żeńskiej części „skupionej jedynie na błahostkach, uczestniczeniu w poszukiwaniach męża i prowadzenia wygodnej, niemęczącej egzystencji”. Być może z tego względu kroczyła za nią niezbyt pochlebna o niej samej opinia obrażonych panien. Bolały Marię także problemy społeczne klas niższych.

Śledząc losy Marii Beatrix z Krasińskch Raczyńskiej mamy okazję obserwować cząstkę historii Polski, tę od strony życia codziennego jednego ze słynnych rodów. Obyczaje, podróże, spotkania towarzyskie w najmodniejszych kurortach Europy, moda, bale, dobroczynność. Magdalena Jastrzębska, autorka tejże biografii, dołożyła wszelkich starań, aby obraz ówczesnej obyczajowości był jak najbardziej rzetelny. „Przekopała” archiwa w Warszawie, Krakowie, Częstochowie. Zagłębiła się w liczne prywatne listy przedstawionych osób, w ich pamiętniki i wycinki ówczesnej prasy. Swoją pracę wzbogaciła sporą ilością archiwalnych i współczesnych fotografii. Słowa pochwały należą się autorce także za rozdziały, opisujące w krótkich słowach dzieje Złotego Potoku po śmierci dziedziczki, aż do dnia dzisiejszego. Gawędziarski styl biografii sprawia, że czyta się ją z dużą przyjemnością.

Patryk Vega "Złe psy. W imię zasad"

(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Focdn.eu%2Fimages%2Fpulscms%2FMjE7MDQsMCwxLDEyYSwxYmY7MDYsZGYsMTRk%2F1cd78bbc30e04f5b0d6957c6ab3499db.jpg&hash=417d4e38f277b1914fa6a62ec5d667d3)

„ … ślubuję pilnie przestrzegać prawa… strzec bezpieczeństwa państwa i jego obywateli, nawet z narażaniem życia… wykonywać rozkazy i polecenia przełożonych… (...).”

Słowa policyjnej roty (i zarazem tytuły rozdziałów książki Vegi) pięknie brzmią i bardzo pasują na motto dla „ostatnich żyjących romantyków”, jak policjanci sami o sobie mówią. To, co się obecnie dzieje w świecie przestępczym pokazuje, że ów romantyzm trzeba jednak „nieco” zmodyfikować, dostosować do rzeczywistości. Zwykły podwórkowy złodziejaszek śmieje się mundurowemu w twarz „nic nie powiem, i ty mi nic nie zrobisz, jesteś gliną, musisz przestrzegać prawa”.
Swoje pięć groszy dołożą jeszcze media, rozdmuchując na cały kraj aferę, bo policjanci z jednej strony zdzielili pałkami „Bogu ducha winnych kibiców”, z drugiej zaś nie utrzymali porządku na stadionie. Jak bronić tego kraju i jego obywateli wobec lekceważącego stosunku bandziorów wobec policji i przy braku wsparcia ze strony społeczeństwa?
Trzeba pokazać, kto tu rządzi. Nie da się tego inaczej zrobić, jak nie poruszając się na granicy prawa. I tylko rasowy pies „operacyjniak” będzie wiedział, kiedy tej granicy nie należy przekroczyć. A są sytuacje, gdy nawet najtwardszemu glinie mogą puścić nerwy (np. sprawy gwałtów na dzieciach).
Rozmówcy Patryka Vegi, gliny z wydziału kryminalnego, z wydziału ds. odzyskiwania mienia, z wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu, wydziału do spraw zabójstw, wydziału poszukiwań i identyfikacji osób, wydziału dochodzeniowo-śledczego, i paru innych wydziałów doskonale pamiętają słowa ślubowania, wiedzą jakie zasady z nich wynikają. Wiedzą także, że na gangsterkę błagalne spojrzenie i słowo „proszę” nie podziała. A jeśli jest wina musi być kara.
„Możesz nigdy nie strzelić, Możesz się bać strzelić. Możesz mieć niechęć do zabijania ludzi, do strzelania do ludzi, ale w danym momencie musisz tak odegrać swoją rolę, żeby każdy był przekonany, że go zabijesz.” (s.177)
„Jedyna możliwość ukarania takiego bandyty jest wtedy, jak go policja zatrzyma i mu wpierdoli, bo później to zbóje się już tylko śmieją. Wymiar sprawiedliwości w postaci sądów czy prokuratur to taka ściema.” (s.184) .
Bohaterowie książki nie ukrywają też, że w ich szeregach są odszczepieńcy:
„Są ludzie, którzy przychodzą do policji tylko po to, żeby brać w łapę, żeby okradać ludzi z depozytów, nadzorować handel narkotykami pod płaszczykiem policjanta, czyli bezkarnie. Są też tacy, którzy stoją na rozdrożu (…) Jest twardym facetem, ale zostając policjantem jeszcze nie wie, czy jest facetem szanującym prawo, czy zbójem. Gość wstępuje do policji, widzi, że policjant ma gówno i jest tak i tak. Potem poznaje rabusiów, u których jest tak i tak. Więc wybiera drogę do rabusiów.” (s.58)

„Złe psy. W imię zasad” to bardzo surowa literatura, a pisząc to mam na myśli zarówno język napstrzony przysłowiową „łaciną”, styl wypowiedzi, w których zdania często są nieskładne, urwane (w końcu to zapis osobistych wynurzeń) oraz szokujący dla niektórych czytelników obraz naszej policji. Dla niektórych, czyli tych nieświadomych prawdziwego życia gliny, i zawodowego, i osobistego. Ja wiem z czym tak naprawdę walczą „ostatni żyjący romantycy” – mam jednego z nich w domu <jezyk>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Kwiecień 04, 2016, 22:03:49
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2F3.bp.blogspot.com%2F-di53rCBP9WM%2FVmCTnjYT5RI%2FAAAAAAAACpE%2FsCGg3pJnVKY%2Fs640%2FDSC05541.JPG&hash=4e7de5e412f88cadfbb92fe7be498322)

I tak... Na początku straszna nuda, a nawet trochę się pogubiłam bo jakoś odzwyczaiłam się, że czytam opowieść dwóch osób. Potem doszła trzecia. Każdy rozdział to historia napisana z perspektywy jednej z trzech kobiet - przy czym ich losy są ze sobą związane. Pamiętam, że nie polubiłam żadnej z tej trójki.
Pierwsza - Rachel, denerwowała mnie... co tu dużo mówić? Chlaniem. Swoim alkoholizmem. Choć potem poznając powody sięgania po alkohol, przyszło też lekkie rozgrzeszenie. Lekkie, podkreślam.
Druga - Megan. W miarę obojętna, ale do czasu.
I trzecia - Anna. Kobieta, która rozbiła małżeństwo tej pierwszej.

Generalnie - jak się przebrnęło przez początek, jak książka nabrała tempa, to faktycznie nie mogłam się oderwać. Im bliżej końca, tym bardziej chciałam wiedzieć co się stanie i nie bardzo chciałam już pożegnać się z czytaniem.

Sięgnąć warto... ;) Czekam teraz na ekranizację.
Jakiś szczegółów pisać nie będę, nie chcę nikomu psuć zakończenia ;)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Kwiecień 05, 2016, 17:01:59
Przeczytałam w końcu wszystkie części Trylogii Jeździec Miedziany.

Powiem tak... bardzo ładna saga rodzinna, dobrze rozpisane postacie, całkiem nieźle poprowadzony wątek historyczny, ładny wątek miłosny chociaż Tatiana powinna w łeb dostać kilka razy za swój upór :P .
Piękne skompromitowanie komunizmu. To mi się podobało :D

Tyle, że długie, za długie. Można to wszystko było opisać w jednym tomie 700 stronicowym zamiast w trzech każdy na jakichś 3000 stron. Za dużo dokładnych opisów seksu, za dużo w ogóle opisów...

Niemniej faktycznie wyszła ciekawa historia. Domyślam się, że jest ona hołdem dla dziadków autorki, zbiorem wielu historii ludzi, którzy wydostali się z ZSRR. Autorka odrobiła pracę domową. Ładnie to wszystko poprowadziła. Trochę cukierkowatości, supermeństwa, grozy, miłości, wzruszeń, humoru... i gdyby było krócej to wszystko lepiej by się ogarnęło.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Jean w Kwiecień 06, 2016, 11:43:10
Powiem tak... bardzo ładna saga rodzinna, dobrze rozpisane postacie, całkiem nieźle poprowadzony wątek historyczny, ładny wątek miłosny chociaż Tatiana powinna w łeb dostać kilka razy za swój upór :P .

A czytałaś kiedykolwiek "Olafa, syna Auduna" Singrid Undset". Tam jest taka bohaterka - Inguna. Im bardziej on jej wybacza tym bardziej ona chce się zabić, samobiczować etc. Po Ingunie cała reszt to betka :D

 

  Za dużo dokładnych opisów seksu, za dużo w ogóle opisów...

I dlatego właśnie ja zatrzymałam się na "Jeźdźcu..." i jakoś nie mogę/nie chcę ruszyć dalej :P
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: BlackTiger w Kwiecień 06, 2016, 16:27:44
Nie, nie czytałam. Ale to już wiem by po to nie sięgać. Nie cierpię takich kobiet.
Ja w pewnym momencie omijałam po prostu niektóre opisy i fragmenty.
Te kolejne części warto przeczytać żeby zobaczyć jak ona zilustrowała całość ich życia. I plus że nie zrobiła dalej cukierkowatości a pokazała trochę problemów. Chociaż momentami przesadzała. Streszczę ci co było dalej i zrobie to lepiej niż ona hahaha
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Łukasz w Styczeń 09, 2017, 23:00:44
Aktualnie jestem po książce "Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń!" Nick Vujicic
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fs.lubimyczytac.pl%2Fupload%2Fbooks%2F146000%2F146214%2F352x500.jpg&hash=fec5114f3ddea81d73ec0391d4e55dcd)

Cytuj
Nick Vujcic to absolutna legenda. Niezwykły człowiek, który pokonał samego siebie, by żyć bez ograniczeń. Schorzenie objawiające się brakiem kończyn nie przeszkodziło mu w prowadzeniu własnej firmy, podróżowaniu po całym świecie i... napisaniu książki, którą zainspirował miliony ludzi! To opowieść o własnej sile, pasji i ukrytej energii, która pozwala pokonać wszystkie trudności i słabości nękające każdego z nas. O tym, jak mimo przeszkód żyć szczęśliwie i oddychać pełną piersią.

Nick Vujcic to jeden z najpopularniejszych mówców motywacyjnych na całym globie. Prowadzi szkolenia grupowe i biznesowe, przemawia na konferencjach, znajduje czas na działalność charytatywną, a przede wszystkim uczy jak prowadzić aktywne i spełnione życie. Mimo trudności. Mimo wszystko.
źródło: empik.pl
Polecam książkę tym, którzy nie są zadowoleni ze swojego dotychczasowego życia. Często nie doceniamy tego co mamy. Książka dla osób w każdym wieku. :)
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: asia w Marzec 11, 2017, 08:27:53
A czytał ktoś "Malowanego Ptaka" Jerzego Kosińkiego?

Otchłań Internetu podpowiada, że wątpliwe jest, bo to Kosiński napisał, ale prawdy raczej i tak nie poznam.

Akcja opowieści rozgrywa się w czasie II wojny światowej, ale zdecydowanie nie jest to forma opowiadania, do jakiej jesteśmy (a przynajmniej ja jestem) przyzwyczajeni. Nie jest to żadne realistyczne opowiadanie czy pamiętnik. Treść oddaje zniszczenia wojny, ale nie ma mowy tam o Auschwitz, a tułaczce kilkuletniego chłopca.
Mi ta książka pokazała, jak łatwo można wpłynąć na czyjś światopogląd. Jak dziecko obserwuje, analizuje i w jaki sposób wyciąga wnioski. A główny bohater zobaczył wiele niezrozumiałych zachowań (potrzeba? Pomalowania upolowanego ptaka, aby następnie inne go zabiły) czy wynaturzeń, patologii.
Mi się w ręce dostało kieszonkowe wydanie, więc przyjemnie nosiło się książkę ze sobą a i lektura szybko się kończy.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Ahta w Czerwiec 11, 2018, 15:06:26
Bardzo polecam zbiór opowiadań który został niedawno wydany - Inne światy.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Maleńka w Maj 07, 2020, 20:55:18
Ostatnio przeczytałam książkę Agaty Przybyłek - Masz wiadomość.

Na początku jakoś nie porwała. Potem się rozkręciła. Prawdziwie ukazywała emocje pomiędzy dwojgiem ludzi z uwypukleniem jak internetowa relacja może się błyskawicznie rozwinąć i przerodzić w szczere, głębokie uczucie. Pisana zarówno z pozycji mężczyzny, jak i kobiety. I super, pięknie, sielanka. Niestety autorka skopała całkowicie końcówkę, burząc jednocześnie idealny obraz mężczyzny, który budowała przez całą książkę, nie wyjaśniając dlaczego postąpił tak, a nie inaczej. Nie trzymało się to kupy, chyba że to furtka pozostawiona do drugiej części...
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Cukierek w Maj 07, 2020, 21:24:25
U mnie ostatnio zagościło... 365 dni. Jako, że nie poszłam na film, o którym tak głośno było w ostatnim czasie i nie bardzo wiedziałam o czym niektórzy moi znajomi rozmawiają, to sie przełamałam i przeczytałam. I powiem tak... czytałam czasami omijając pewne fragmenty, ale ogólnie nie jest źle. Przynajmniej poznałam nazwy sportowych aut  <smiech>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Sylwia_Kasia_Jot w Maj 07, 2020, 21:36:06
Ja czytam: "Dzieci księży, nasza wspólną tajemnica". Kontrowersyjny reportaż.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Sylwia_Kasia_Jot w Maj 07, 2020, 21:39:45
U mnie ostatnio zagościło... 365 dni. Jako, że nie poszłam na film, o którym tak głośno było w ostatnim czasie i nie bardzo wiedziałam o czym niektórzy moi znajomi rozmawiają, to sie przełamałam i przeczytałam. I powiem tak... czytałam czasami omijając pewne fragmenty, ale ogólnie nie jest źle. Przynajmniej poznałam nazwy sportowych aut  <smiech>
A omijałaś pikantne momenty, czy po prostu nudne?
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Cukierek w Maj 07, 2020, 22:01:02
A omijałaś pikantne momenty, czy po prostu nudne?
Różnie  <smiech> bo w pewnym momencie nawet pikantne momenty stały się nudne (przeczytała wszystkie trzy części od razu i może dlatego)

Co do reportaży to polecam "Maestro" Marcina Kąckiego. Wprawdzie już dawno wyszła, ale do mnie dotarło... To pisana przez 10 lat reporterska historia pedofilskiego skandalu w chórze Polskie Słowiki oraz jego dyrygenta Wojciecha Kroloppa.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Sylwia_Kasia_Jot w Maj 07, 2020, 22:22:46
A omijałaś pikantne momenty, czy po prostu nudne?
Różnie  <smiech> bo w pewnym momencie nawet pikantne momenty stały się nudne (przeczytała wszystkie trzy części od razu i może dlatego)

Co do reportaży to polecam "Maestro" Marcina Kąckiego. Wprawdzie już dawno wyszła, ale do mnie dotarło... To pisana przez 10 lat reporterska historia pedofilskiego skandalu w chórze Polskie Słowiki oraz jego dyrygenta Wojciecha Kroloppa.
Pedofilia: trudny temat   <placze>. Dziękuję za polecenie. Pewnie przyjdzie dzień, kiedy dojrzeję do tej pozycji.
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Cukierek w Maj 10, 2020, 16:50:41
Właśnie wzięłam się za "Dotyk Crossa"  <hahaha>
Tytuł: Odp: Literatura
Wiadomość wysłana przez: Sylwia_Kasia_Jot w Maj 10, 2020, 17:53:17
Właśnie wzięłam się za "Dotyk Crossa"  <hahaha>
Za to ja czytam równolegle "Otylia. Moja historia" i "Alibi na szczęście". W tej drugiej akcja tak powoli się toczy, że pocałowi się w policzek główni bohaterowie dopiero na jakiejś 270 stronie  <zniecierpliwiony>. Ja rozumiem, budowanie napięcia, ale autorka chyba przesadziła w drugą stronę  <skacze>.