I jak to ja...czegoś nie rozumiem <smiech> To znaczy...spokojnie. Chodzi tylko o śnieg. Kiedy Edward był na górze to nigdzie nie padał śnieg czy odwrotnie jakoś <mysli>
Kiedy zszedł do ludzi i mieszkał z nimi to prószył śnieg i Kim sobie tańczyła. Ale kiedy Kim tę cała historię opowiada to wynika z niej, że z tym śniegiem to inaczej jest ;D
Drobiazg :)
Fakt, film pokazuje jak społeczeństwo może wpłynąć na inność człowieka. Gdyby sobie spokojnie mieszkał u tej rodziny, to pewnie nie musiałby się skazać na wieczną samotność. A tak... Przylazły baby, na początku były nastawione przyjacielsko - pewnie z ciekawości. Potem jak jednej dał kosza, to porzucona i odepchnięta kobieta zaczęła się mścić. Doszły ploty, doszedł zazdrosny chłopak Kim i katastrofa gotowa.
Szkoda, że historia skończyła się w ten sposób. Skoro Kim go pokochała to mogła z nim być w tym zamczysku. Bo nie wiem co gorsze dla Edwarda - zaznać miłości i nagle jej nie mieć czy w ogóle jej nie zaznawać? Poza tym co? Czy on był nieśmiertelny? Kim się zestarzała, a ten dalej młody...
Nie wiem, mnie to bez przerwy było go szkoda.
Wiem tylko jedno - że cały czas było mi go żal.
Pisałam już, iż żałuję, że tak późno film zobaczyłam.Prawda? Mam podobnie. Tylko ja nie myślałam, że to horror. W gruncie rzeczy nic nie myślałam. Po prostu mi się nie złożyło, ominął mnie, nikt mi nie powiedział: obejrzyj... no i tak jakoś wyszło. Szkoda, że nie poznałam go wcześniej, ale dobrze, że poznałam go teraz. Raz, że przez ten temat, dwa, przez moją przyjaciółkę, która się zdziwiła, że nie oglądałam i mi podesłała.
Film, jak wspomniały dziewczyny, bardzo wzruszający. Nawet jeżeli się wzruszam na filmie, to w większości raczej udaje mi się opanować emocje i zazwyczaj nie płaczę. Tu jednak nie dało się opanować emocji. Łzy same płynęły. Całość wzruszająca, ale samo zakończenie jest tak poruszające, że ja całą sobotę myślałam tylko o filmie. Piękny obraz samotnego chłopaka, który nagle znajduje przyjaciół, rodzinę (właściwie rodzina znajduje jego). Jednak nie wszystko układa się tak jak powinno...A tu mam zupełnie inaczej. Film mnie bardzo mocno poruszył, był smutny, tragiczny w wymowie... ale z moją skłonnością do wzruszeń (nawet na reklamach!) nie uroniłam ani jednej łzy. To dziwne, bo to ja, czyli płaczek numer jeden. Poza tym dostarczył mi naprawdę wielu emocji, dotarł bardzo głęboko, a jednak... jednak nie zasmucił mnie w stopniu 'do płakania'.
Śmieszyła mnie ta cała miejscowość. Małe miasto, domy podobne do siebie, różnokolorowe. Panowie (wszyscy bez wyjątku) wyjeżdżali z pracy oraz wracali z niej o tej samej godzinie. Panie oczywiście zajmowały się dziećmi i domem, no i psami oczywiście :D Wszystko wygląda wręcz cukierkowo. Jednak nie jest tak wspaniale, jak wygląda...Karykaturalny obraz miasteczka. Kolorowy, przecudownie pokazany... Zdziwiłam się, że ten film jest tak mocno przerysowany, ale już wiem, że to miało swój cel - podkreślenie szarości życia Edwarda. A także próba pokolorowania jego dni, wprowadzenia zmian, uczłowieczenia, nauczenia czucia... Łatwiej się kocha, uśmiecha i żyje, kiedy jest kolorowo. U siebie on po prostu był.
Fakt, film pokazuje jak społeczeństwo może wpłynąć na inność człowieka. Gdyby sobie spokojnie mieszkał u tej rodziny, to pewnie nie musiałby się skazać na wieczną samotność.Musiałby. Nie jestem zdania, że on miał szansę odnaleźć się w tej kolorowej rzeczywistości, że miał szansę być szczęśliwym świata obywatelem, który mógł 'przyjąć' się do tej rodziny. To nie tak. Najlepiej udowodniła to scena, kiedy uratował życie chłopca, a chcąc mu pomóc wyrządził krzywdę. Nie da się żyć normalnie mając nożyce zamiast dłoni - każdy najmniejszy niewłaściwy ruch, może powodować zranienia, trochę większy niewłaściwy nawet śmierć. I to nie jest tak, że on mógłby nad tym całkowicie zapanować... To tak samo, jak ze zwierzętami, które kochają swoich właścicieli, ale w pewnych szczególnych sytuacjach (np. w samoobronie, czy w obronie człowieka) stają się agresywne i wyrządzają krzywdę. Ja wiem, że on nie stał się agresywny, ale chcąc pomóc - szkodził. Nie mógłby żyć w szczęśliwym związku, bo przy najmniejszej pieszczocie mógłby zranić. To było złudne dawanie nadziei, pokazywanie, że jest jednym z nich. Nie był.. i nie tędy droga. Dużo lepiej byłoby, gdyby ktoś podjął się wprowadzania zmian w życie, ale... w jego warunkach. Skoro już różowa pani go znalazła, to równie dobrze mogła ta przyjaźń rozkwitać 'u niego'.
Szkoda, że historia skończyła się w ten sposób. Skoro Kim go pokochała to mogła z nim być w tym zamczysku. Bo nie wiem co gorsze dla Edwarda - zaznać miłości i nagle jej nie mieć czy w ogóle jej nie zaznawać? Poza tym co? Czy on był nieśmiertelny? Kim się zestarzała, a ten dalej młody...Nie mogła... Za zabójstwo wylądowałby w więzieniu. Poza tym i tak był ścigany (przez dziki tłum, bo policja go tak ścigała, że spacerkiem szło radiowóz wyprzedzić :P), więc gdyby ona nie wyszła, i nie powiedziała, że zmarł, to dostaliby się na górę i wykonali samosąd... Wybrała najlepszą z możliwych opcji - chociaż oboje mieli zranione serca, to jednak żyli dalej - on dawał szczęście w postaci śniegu, ona stała się uroczą staruszką, która mogła opowiadać wnuczce bajki. I tak nie mogliby żyć razem... Przecież przy każdej próbie zbliżenia, jakiejś czułości mógłby ją dotkliwie ranić. Już nie mówiąc o sytuacjach, kiedy bliskość wymyka się spod kontroli. A żyć razem bez kontaktu fizycznego? Znaczy nie chodzi mi tylko o ten najbliższy (a zarazem dla partnerki Edwarda najniebezpieczniejszy), ale generalnie... w nocy, podczas snu mogła się nadziać na jego nożyce, podczas pocałunków mógł ją drasnąć tu i ówdzie... No niestety. Dla mnie ta historia pokazuje człowieka, który nie mógł kochać i być kochanym, który nie mógł się wtopić w społeczność i udawać, że jest jednym z nich... Wręcz to wszystko go mocno zraniło, bo póki nie znał ciepła, rodzinnych posiłków, magii miłości... żył w swojej samotni i nie wiedział, że można inaczej. A potem żył w swojej samotni, ale tęskniąc za ukochaną... za tym wszystkim, co przeżył.
Nie mogę się nie zgodzić. W każdej, absolutnie w każdej sytuacji, było mi go ogromnie żal. Począwszy od pierwszej sceny w zamku, przez pierwszy posiłek, spotkanie Kim, akcją z napadem na dom jej chłopaka, uratowanie jej brata i wiele innych scen, do ostatniej sceny, zastanawiałam się dlaczego to wszystko musi go spotykać. Tak jednak musiało być, żeby pokazać, jak łatwo manipuluje się, jak łatwo wykorzystuje się osoby naiwne, ślepo wierzące innym osobom.Ja się nie zastanawiałam, dlaczego to musi go spotykać. Raczej zastanawiałam się, kto poniesie za to wszystko większe konsekwencje - on, czy ta rodzina. Oj no... chyba jako jedyna nie uważam, że tu zawiniło społeczeństwo i, że go skreślili, bo był inny :P I, że w ogóle to mogło się dobrze skończyć.
Przypomnijmy sobie, że Edward był niedokończony. Ile to razy sąsiedzi mówili, że znają dobrych lekarzy, że pomogą. Gdyby się nagle od niego nie odwrócili (dobra, wiem, ze względu na swoje bezpieczeństwo) to pewnie byłaby jakaś szansa by zoperować jego ręce i by mógł normalnie żyć. W końcu takie było założenie jego stwórcy.No tak, bo ci dobrzy lekarzy w końcu mają w standardzie usuwanie nożyczek i w to miejsce przeszczepianie kończyn... Jaką masz pewność, że cokolwiek mogliby pomóc? Moim zdaniem większe prawdopodobieństwo jest, że zrobiliby mu większą krzywdę... Znaczy... w sumie największą krzywdę, to mu zrobił jego stwórca, wszczepiając mu serce :) Co nie znaczy, że był naprawialny, bo nie był. Albo inaczej... nie był przez zwykłych śmiertelników, zwykłych lekarzy. Dokończyć go mógł ten, co go stworzył, ale... no nie zdążył, a te dłonie, które dla niego zrobił uległy zniszczeniu. Nie czuję, że w tej historii mógł być happy end. :)
I wg mnie film pokazuje, ze miłość w człowieku jest, niezależnie od tego, skąd on się bierze. Widać to było w scenie, w której Kim rozmawiała z Edwardem po jego wypuszczeniu z aresztu. Kiedy jej oznajmił, że wiedział czyj dom chcą obrabować a zrobił to, bo ona o to prosiła. I te jego spojrzenie na nią pełne miłości - dla ukochanej zrobię wszystko.Ja nie neguję tego, że on pokochał. Jasne, był zdolny do miłości. W końcu dostał serce.. Tylko nie przekonuje mnie to do końca. On pokochał, on został pokochany... ale to klasyczny przykład uczucia, które nie może się spełnić, bo ludzie, którzy się kochają nie mogą przeskoczyć całej otoczki. Nie w tych warunkach... Może zupełnie inaczej byłoby, gdyby to ona go odwiedzała... Gdyby małymi kroczkami uczyła się jego zachowań, reakcji, gdyby próbowali budować przyjaźń, poznawali się na jego gruncie, gdzie byłby bardziej sobą. Tu... został rzucony na głęboką wodę. Za szybko, zbyt nachalnie i bardzo nie tak. :) Była to piękna miłość, ale nieszczęśliwa :)
Karykaturalny obraz miasteczka. Kolorowy, przecudownie pokazany... Zdziwiłam się, że ten film jest tak mocno przerysowany, ale już wiem, że to miało swój cel - podkreślenie szarości życia Edwarda. A także próba pokolorowania jego dni, wprowadzenia zmian, uczłowieczenia, nauczenia czucia... Łatwiej się kocha, uśmiecha i żyje, kiedy jest kolorowo. U siebie on po prostu był.No i to też charakterystyczne dla Burtona. On uwielbia pokazywąć karykaturalny, przerysowany obraz świata. Często przerysowywuje też postaci, wydarzenia, ale dzięki temu jego filmy są wyjątkowe. Tak jak Edward. :D
Ja nie neguję tego, że on pokochał. Jasne, był zdolny do miłości. W końcu dostał serce.. Tylko nie przekonuje mnie to do końca. On pokochał, on został pokochany... ale to klasyczny przykład uczucia, które nie może się spełnić, bo ludzie, którzy się kochają nie mogą przeskoczyć całej otoczki. Nie w tych warunkach... Może zupełnie inaczej byłoby, gdyby to ona go odwiedzała... Gdyby małymi kroczkami uczyła się jego zachowań, reakcji, gdyby próbowali budować przyjaźń, poznawali się na jego gruncie, gdzie byłby bardziej sobą. Tu... został rzucony na głęboką wodę. Za szybko, zbyt nachalnie i bardzo nie tak. :) Była to piękna miłość, ale nieszczęśliwa :)I ta miłość nie jest tak naprawdę tam najważniejsza... Najważniejszy jest sam Edward... Jego ułomność, jego samotność, to co chciałby a nie jest możliwe do zrealizowania...
Swoją drogą... Deep był fantastyczny, ale Winona... <3 Cudowna rola! No i w ogóle świetnie zrealizowany film. Podoba mi się burtonowy sposób pokazywania świata :)Deepa ubóstwiam... Winonę też... Piękne obie role. Oczywiście film jako taki fantastycznie zrealizowany.