Od pierwszego odcinka zaczynamy czy jak? Czy lecimy wątkami? Czy czekamy aż jakaś pierwiastka się skusi? :)
Chusteczki już kupiłam:-)
"Ustrój, panie, to rzecz przejściowa a brama to rzecz stała". Właściwie to nawet warto zapamiętać <tak>
Zwróciłam uwagę na jeszcze jeden szczegół. Pierwszy raz mi się to zdarzyło, a już klika razy oglądałam pierwszy odcinek, jednak dopiero teraz mnie to zaciekawiło. Na początku tego odcinka jest scena seansu filmowego, który pokazuje Wrotek. Pojawia się na nim oddział Andrzeja, sam Talar jest tam również obecny. Andrzej zajmuje jakieś miejsce a następnie odwraca się za siebie i rozgląda po towarzyszących mu ludziach. Wiesz Jean z jaką sceną mi się to skojarzyło? Oczywiście z tą słynną z ostatniego odcinka. Nie chcę tu pisać więcej, bo może jednak ktoś się zdecyduje z nami oglądać, więc po co zdradzać szczegóły. Może się czepiam i doszukuję drugiego dna, ale tak się zastanawiam czy jest to czysty przypadek, czy było to świadome posunięcie scenarzystów? <slucha>
Ja myślę, że to jednak nie jest przypadek (aż w takie nie wierzę). Ale to taka fajna klamra, która spina koniec z początkiem. Jest tylko jedna sprawa - mam problem z symboliką tych scen...bo jakaś chyba jest/musi być?
Podobno w 3 odcinku gra Maria Pakulnis. Kogo? W którym momencie się pojawia?
Koniczynko - świetna charakterystyka bohaterów <ok> Taka wprost po pierwszym odcinku, nie zdradzająca dalszej fabuły.
Gdyby tylko nie był takim babiarzem.... :)
Jednak najgorszą męską postacią był dla mnie Karol Lang.Oj tak, tak. Choć ja go jakoś do końca nie ogarniam. Z jednej strony lekarz-idealista wręcz, z drugiej - normalny cham i kawał skur...... khm..khm... Jak on tą Lidkę traktował..... szkoda słów.
Przyszła mi jeszcze jedna myśl do głowy po tym odcinku... Nie tylko w roli głównych bohaterów zostali obsadzeni znakomici polscy aktorzy. Warto również zwrócić uwagę na postaci epizodyczne.Bo to jest prawdziwy SERIAL a nie durna telenowela gdzie masz Mroczki przed oczyma a za postacie II planu robią "krewni-i-znajomi-królika" :D
Ja myślę, że ta nieszczęśliwa miłość Andrzeja do Baśki wyprała go z wszelkich uczuć. Wiemy jak wyglądało małżeństwo z Ewą - zero czułości, przywiązania, empatii. Potem jak urodzili się jego synowie - tak samo, on ich w zasadzie tylko opieprzał za wszystko, nie mieli u niego pomocy ani wsparcia.
Lang gorszy od Wrotka? No nie wiem. Co prawda Wrotek Halinkę traktowa bardziej humanitarnie. W ogóle nigdy chyba jej niczego złego nie powiedział...ale ona i tak robiła wszystko, zrobiłaby dla niego wszystko. Obaj mają za uszami, jeśli chodzi o stosunek do kobiet. Na innym polu są inni. Może lepsi, można powiedzieć. Lekarz - idealista? Tak. W końcu Tolka Pocięgło postawił na nogi - nie dla siebie, nie dla zysku, nie dla sławy.
Z jednej strony dziwię się Marcie, że zdecydowała się na ukrywanie tej informacji przed córką, ale myślała, że tak będzie lepiej, bo młodzi są szczęśliwi. Z drugie podziwiam ją z tego samego powodu, bo trzeba było wile poświęcić ukrywając tę informację. Zdrowie poświęciłaby dla szczęścia córki. Tylko jakie to szczęście. Jeszcze będzie musiała się o tym przekonać.
Znów miała okazję oglądać Jadźkę. Ta jedyna chyba najbardziej kochała Andrzeja, mimo spraw związanych z Wiktorem. I ta gra Darii Trafankowskiej. Uwielbiam na nią patrzeć.
[quoteMam do Was pytanie w którym odcinku serialu zagrał Marcin Dorociński?]
Nie wiem, szczerze mówiąc (musiała to być mała rólka), ale szukałaby w okolicach Mietka Pocięgło.CytujCzyli gdzie dokładnie?
Czyli gdzie dokładnie?
Szukałem i szukałem na tych scenach na Uniwersytecie w odcinek 20 w zwyż i nie znalazłem :(
CytujZ jednej strony dziwię się Marcie, że zdecydowała się na ukrywanie tej informacji przed córką, ale myślała, że tak będzie lepiej, bo młodzi są szczęśliwi. Z drugie podziwiam ją z tego samego powodu, bo trzeba było wile poświęcić ukrywając tę informację. Zdrowie poświęciłaby dla szczęścia córki. Tylko jakie to szczęście. Jeszcze będzie musiała się o tym przekonać.
Z jednej strony rozumiem, z drugiej nie. Baśka nigdy Andrzeja nie kochała i chyba nie była szczęśliwa, skoro matka wyszła z założenia, że trzeba informację o liście ukryć. Marta bała się, że ta informacja mogłaby zburzyć spokój córki ale przecież nie powinna zniszczyć małżeństwa, bo Baśka była szczęśliwa. Zrobiłabym to najpóźniej przy drugim liście.
CytujZnów miała okazję oglądać Jadźkę. Ta jedyna chyba najbardziej kochała Andrzeja, mimo spraw związanych z Wiktorem. I ta gra Darii Trafankowskiej. Uwielbiam na nią patrzeć.
Moja ulubiona scena to przemycanie Andrzeja w beczce na gnojówkę. :D
Teraz się wydało i najbardziej się oberwało Andrzejowi. Współczułam mu trochę - tak stać i się dowiedzieć, że żona nigdy nie była szczęśliwa. Tak, wiem, wiedział przecież, że Baśka kochała innego i ciągle o nim myślała...ale dowiedzieć się, że starania wszystkie poszły na marne to trochę kijowo. Baśka bowiem ani przez chwilę szczęśliwa nie była.
I potem jeszcze te oskarżenia o przyczynienie się zazdrosnego (niby) Andrzeja o zniknięcie Łukasza. Tylko Marta go broniła, ale nawet ona potrafiła zniknąć z dnia na dzień.
Szukałem i szukałem na tych scenach na Uniwersytecie w odcinek 20 w zwyż i nie znalazłem :(To musiałeś źle szukać. Jeżeli gdzieś występował, to właśnie w ostatnich 5 odcinkach. Możliwe, że jeżeli nie był to znajomy ze studiów Mietka, to może Beaty Borowskiej? Do tych odcinków mi jeszcze daleko, jak nie przegapię, to podobnie jak Jean się odezwę. Tylko wiesz, że mogła to być bardzo mała rólka?
No i pojawia się znowu Ewa. Leszek z Andrzejem odwożą ojca do szpitala, a że podkowa odpadła to trzeba było kowala szukać. Tak szukali, tak szukali, że w końcu śpiewającą Ewę znaleźli. Ona, wielka gwiazda Mazowsza, koleżanka Irki Santor. Biedna nie miała co ze sobą zrobić, bo warunki do spania nie były najlepsze... To się Talarowie zdeklarowali z noclegiem. Ewa od początku zwracała większą uwagę na Andrzeja, za to na Ewę zwrócił uwagę Leszek. Pomieszanie z poplątaniem. Zapytałabym co oni wszyscy w sobie widzieli? <haha> Cała sytuacja w Sierpuchowie zrobiła się dość dziwna.
Albo jak matce Ewie przedstawiają Ewę - "narzeczona Bronka, mamo".
A Leszek to nie wiadomo, po co taki numer wycina. Mści się na ewie za Bronka, mści się na Andrzeju...też za Bronka i widząc, jak się Ewunia do Jędrusia ślini? Robi to dla zabawy czy dla zaspokojenia chuci?
Mowa moja będzie krótka - chora sytuacja.
A tak w ogóle to ona kiedykolwiek wylądowała w łożu z Bronisławem? Nie pamiętam, ale pamiętam za to jakiś wyrzut z czyjejś strony, że z każdym Talarem ona owocu tego spróbowała ;D
Natomiast sama Ewa wydaje się pokorna, zmieniona faktycznie...
Albo jak matce Ewie przedstawiają Ewę - "narzeczona Bronka, mamo".No to stwierdzenie wywołało u mnie duży uśmiech. Wyglądało trochę tak jakby Talarowa nie wiedziała, że syn narzeczoną miał.
Moja mowa będzie krótka, do Ewy ogródka zawsze dla Talarów otwarta furtka <haha>
I teraz się zastanawiam, czy Bronek umiał czytać i pisać cz też nie? Chyba musiał. Brat na studiach a drugi w drodze na studia to mniejsze piwko...ale ojciec - Kajetan listy do Warszawy pisywał! Jeśli nie własną ręką no to Maria, (bo chyba nie sąsiad?) więc któreś musiało umieć. <slucha>
Nie przesadza się starych drzew. Po kilku dniach Marii na Złotej można uznać powiedzenie za słuszne. <tak> Dodatkowo Ewa pościągała święte obrazki bo oto światowi goście przychodzą. ::) Mamę wysłała do kina, w którym miała ona siedzieć do północy ::)Straszny ten wątek jak dla mnie. Pozdejmowała te obrazy, wyniosła łóżko do kuchni (tak było? już nie pamiętam) a samą teściową niemal siłą wypchnęła za drzwi. "Bo goście mają przyjść i nie bardzo... tego... jakoś".
Trudno nie bronić Andrzeja. Jeżeli chodzi o zachowanie Basi, to trzeba by tu znów (za Twoim przykładem) zaapelować o humanitaryzm <haha> Zachowała się podle. Ok, rozumiem, nocowała u Igi. Jednak jak się deklarowała, że nie będzie ani z Andrzejem, ani z Łukaszem. Oczywiście! Potrafię zrozumieć, że chciała się z Talarem rozstać, to jest do przyjęcia, ale dlaczego w taki sposób? Wręcz z nienawiścią, zawzięcie dążyła do rozwodu. Przecież on nic nie wiedział o Łukaszu, to nie on ukrywał listy. Podrzucił zdjęcie, ale dawno się przyznał. Najpierw zła była również na rodziców, ale szybko zrozumiała, że Andrzej to samo zło i można na niego zrzucić całą winę. A on nie miał jak się bronić. Leszek mu już wcześniej powiedział, że Lawinowie za nim nie przepadają. Było trzeba brata słuchać, ale kto wtedy myślał, że wspaniałe "Państwo Doktorostwo" i ich kochana córka, mogą tak się zachować.Tutaj Andrzeja szkoda jak cholera. Szczególnie, że gdy Baśka się w końcu dowiedziała, że Łukasz żyje - z "ukochanej żony" zrobiła się "wyrachowana jędza" tak dosłownie z godziny na godzinę. Najciekawiej było jak Zbożnego zamknęli - jak Baśka wrzeszczała "To twoja wina, postaraj się, żeby go wypuścili a obiecuję, że do niego nie wrócę". Tak jasne. Nie wrócisz... ;)
"To twoja wina, postaraj się, żeby go wypuścili a obiecuję, że do niego nie wrócę". Tak jasne. Nie wrócisz... ;)
Oczywiście, że nie wina Andrzeja, Łukasz przecież był AKowcem, w dodatku wrócił z Kanady - a takich wtedy wyłapywali, no ale ona sobie resztę dopowiedziała przecież, w końcu chyba (?) wiedziała, że Andrzej łazi do Poznańskiego to myślała, że załatwił jej "umiłowanemu" okno ze szkocką firanką.Cytuj"To twoja wina, postaraj się, żeby go wypuścili a obiecuję, że do niego nie wrócę". Tak jasne. Nie wrócisz... ;)
No ale przecież...to nie była wina Andrzeja. Andrzej nie postarał się, aby wypuścili Łukasza (Poznański mu chyba odmówił...(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fgohan.ssj2.fm.interia.pl%2Fpliki4%2Fhmmdrapanie.gif&hash=ba75ff0aadd035a22a83cab37b4aaeec)) więc...niepisana umowa tak jakby wygasła :)
Jestem w totalnym szoku, że człowiek nagle może się aż tak zmienić :o Albo aż tak długo udawać.
Przynajmniej rozstać się mogli kulturalnie, choć tu i Andrzej też się nie popisał.
A skąd się tam w ogóle wzięli Lermaszewcy na tej Złotej? Doszłam dzisiaj do wniosku, że nie wiem. Od początku tam byli? Przed wojną też tam mieszkali? Skądś później przybyli?Faktycznie zjawili się jak "diabeł z pudełka", ale myślę, ze musieli tam mieszkać i przed wojną, w końcu to byli starzy warszawiacy.
Widzisz, bardzo dobre jest to, że każda z "Domowych" postaci jest osobą wielowymiarową, nikt nie jest do końca dobry i do końca zły. Nawet taki Jasiński czasami patrzał na ludzi inaczej niż zza statutu PZPR :)
Chyba i mieszkali tu... od początku z Popiołkiem gadają jakby byli starymi znajomymi, to raczej znają się jeszcze sprzed wojny.
W takim razie można powiedzieć, że nie ma tam i nie było stuprocentowej gnidy. Bo i Wrotek coś dobrego robił i Lang też, dla szeroko pojętej ludzkości. :) zaszczucie człowiek to jak dla mnie już cięższy kaliber win... <mysli>No tak, owszem. Z początku "pan Prokop" to świnia jakich mało i tu się zgadzam. Ale w kolejnych odcinkach "ciężar gatunkowy" słabnie i robi się z niego taki "czereśniak". Zauważ, że poza tym jak zaszczuł doktora, później nikomu nic złego specjalnie nie czynił, no może z wyjątkiem "zakoszenia" złotych monet z lodówki, ale to już była zwykła, prymitywna chciwość a nie chęć zrobienia czegoś złego. A po ślubie to już w ogóle "upada" dosłownie i w przenośni :)
No jakże się nazywała ta jego oblubienica?
Widzisz, bardzo dobre jest to, że każda z "Domowych" postaci jest osobą wielowymiarową, nikt nie jest do końca dobry i do końca zły. Nawet taki Jasiński czasami patrzał na ludzi inaczej niż zza statutu PZPR :)
W takim razie można powiedzieć, że nie ma tam i nie było stuprocentowej gnidy. Bo i Wrotek coś dobrego robił i Lang też, dla szeroko pojętej ludzkości. :) zaszczucie człowieka to jak dla mnie już cięższy kaliber win... <mysli>
A skąd się tam w ogóle wzięli Lermaszewcy na tej Złotej? Doszłam dzisiaj do wniosku, że nie wiem. Od początku tam byli? Przed wojną też tam mieszkali? Skądś później przybyli?
Nawet taki Jasiński czasami patrzał na ludzi inaczej niż zza statutu PZPR :).
Tak, jestem po 12 odcinku. Ten serial jest dla ludzi o mocnych nerwach. Sama śmierć Popiołka w takiej chwili - <placze> Przemowa Kazanowicza na pogrzebie - <placze> przeprowadzka ze Złotej (jak się potem okazuje chwilowa) - <placze>
A dlaczego właściwie Kazanowicz jest takim trochę odludkiem? <mysli>
I poszli zwiedzać z Heniem Lermaszewskim, po słowach którego też się popłakałam: "Gdyby Popiołek wiedział jak nas rozsiewają to by powiedział koniec świata" <tak>
Jesteś Aniołem Czterolistna <calus> a ukocham Cię jeszcze bardziej jak przypomnisz mi lub wyjaśnisz, czym był dom M(m)atysiaków <tak>
Jeżeli w przypadku Kazanowicza, bycie odludkiem to konsekwencja pobytu w obozie to nie dziwię się. Jednak mimo tego bycia odludkiem, zawsze jakoś dogadywał się z sąsiadami. A pamiętasz, co powiedział Mietkowi, kiedy ten przyszedł do niego zapytać kto był jego ojcem (Kazanowicz odbierał poród)? "Masz matkę, masz bardzo dobrą matkę". Bardzo mądrze mu powiedział i Mietek szybko zrozumiał <tak>
Hitem odcinka 13 jest Basia Lawina - Zbożny na mszy za św. Talarową, cytująca przy Andrzeju przykazanie swojej teściowej byłej: "Żyj tak, żeby nikt przez ciebie nie płakał". No po prostu w jej ustach... ::)
Jesteś Aniołem Czterolistna <calus> a ukocham Cię jeszcze bardziej jak przypomnisz mi lub wyjaśnisz, czym był dom M(m)atysiaków <tak>Dziękuję <rumieniec> Co do Domu Matysiaków, to wydaje mi się, że chodzi o DPS im. Matysiaków założony w 1966 roku w Warszawie. Imię pochodzi oczywiście od słynnej rodziny Matysiaków ze słuchowiska radiowego. Doktor Kazanowicz po próbie samobójczej trafia właśnie do tego Domu Pomocy Społecznej.
Właśnie Andrzej podwiózł Baśkę do tego domu rencisty, gdzie przebywa Kazanowicz. Nagła komitywa tych dwojga jest po prostu niesmaczna, biorąc pod uwagę jak się rozstawali kilka lat wcześniej ::)
Pogrzeb Jasińskiego - komedia. Pogrzeb na koszt państwa, ale bez księdza. Wdowa chce księdza aż do miejsca pochówku to nie będzie orkiestry, sztandarów i przemówienia...które było toćka w toćkę jak na pogrzebie Bronka (zresztą ten sam mówca...i jeszcze się nie nauczył <smiech> ). Mówi nam to coś?
Sceny kłótni zostały posklejane. Zabrano sceny nagrane przy realizacji poprzedniej serii i domontowano do tego sceny z "nowym" Mietkiem, bo w 1996 pan Wirgiliusz Gryń niestety już nie żył. Zmarł jeszcze przed premierą 12 odcinka. Także, żeby zakończyć wątek Jasińskiego, trzeba było zmontować sceny.
Komedia to co tam wyprawiali a nie, że śmieszne było. Tragikomiczne raczej.
To mów Czterolistna co właśnie oglądasz, będzie prościej się wymienić informacjami. Ja sobie przypomnę i możemy gadać.
Historia Mietka Pocięgło jest też ruszająca. Na studia się nie dostał, bo mimo wiedzy, nie miał znajomości a dziadek to wiadomo...i tak miał wiele cierpliwości, że chował szwabskiego bachora ::) Z domu się wyniósł, bo poznał prawdę o sobie.Mietek to w ogóle taka postać tragiczna moim zdaniem. Chciał dobrze dla innych, dla siebie - i wciąż mu nic nie wychodziło - z pracą, kobietami i w zasadzie ze wszystkim. Osobiście to bym go "widział" z wnuczką Bizanca (no jakże jej było? ech, skleroza...) i nawet coś tam między nimi chwilowo "iskrzyło" (ale dosłownie chwilowo).
Historia Mietka Pocięgło jest też ruszająca. Na studia się nie dostał, bo mimo wiedzy, nie miał znajomości a dziadek to wiadomo...i tak miał wiele cierpliwości, że chował szwabskiego bachora ::) Z domu się wyniósł, bo poznał prawdę o sobie.Mietek to w ogóle taka postać tragiczna moim zdaniem. Chciał dobrze dla innych, dla siebie - i wciąż mu nic nie wychodziło - z pracą, kobietami i w zasadzie ze wszystkim. Osobiście to bym go "widział" z wnuczką Bizanca (no jakże jej było? ech, skleroza...) i nawet coś tam między nimi chwilowo "iskrzyło" (ale dosłownie chwilowo).
Z tą całą Beatką? O, Boże. Szczeniuch się bijał w Mietku, ale to takie dziewczę szczeniackie było. Wiecznie jakieś pretensje: do matki, że szuka swojej siostry, do losu, że za honor nowych dżinsów sobie nie kupi. Ciekawa ta rodzina. Dziadek były ułan chyba a ojciec komuch.Oj tam, oj tam - "szczeniuch" :) Pokręcone dziewczę, ale to pewnie wynika ze specyfiki rodziny w jakiej dorastała. Dziadek był chyba rotmistrzem ułanów i żył w swoim świecie, oderwany od realności, ojciec z matką osobno, w dodatku matka miała "szmergla" w wiadomym kierunku... Myślę, że pasowała do Mietka, przy nim by dojrzała.
Mietkowi się wreszcie w miłości poszczęściło - w końcu spotkał Ninę. Co prawda na początku źle ją ocenił, posądził o donosicielstwo...ale końcem końców okazało się, że jest niewinna <tak>No właśnie, on ją w końcu znalazł po tym jak ją wywalił z domu? Bo nie pamiętam.
Dokładnie tak - to jest nawet jakiś taki syndrom, który ma swoja naukową nazwę, tylko nie pamiętam. Ludzie, którzy dłuższy czas byli w obozie koncentracyjnym, po wyzwoleniu nadal zachowywali się częściowo jakby w tym obozie wciąż byli - bycie "odludkiem", chowanie kawałków chleba po kieszeniach, wstawanie o 4 rano i tak dalej. Z tym, że nie jest to choroba psychiczna, raczej "schorzenie".A dlaczego właściwie Kazanowicz jest takim trochę odludkiem? <mysli>
Myślę, że jest to konsekwencja pobytu w obozie. Doskonale jest to widoczne w odcinku 9, w którym odbywa się proces. Adwokat przedstawia Kazanowicza jako niepoczytalnego. Robi to wbrew woli doktora. Ten cały czas powtarza, że wie co zrobił, że jest tego w pełni świadom. Jednak jak się tak bardziej nad tym wszystkim zastanowi, wsłucha w słowa adwokata i psychologów, to faktycznie jest w tym dużo prawdy. Kazanowicz nie przyznaje się do tego, wypiera taką informację, ale obóz mocno na niego wpłynął. Dlatego myślę, że był taki wyobcowany. Mam nadzieję, że właśnie o to Jean pytałaś. Jeżeli tak, to ja właśnie tak widzę całą sytuację.
Ta scena ze Spodzieją i Jasińskim "w klatce" to masakryczna. Myślę, że on wtedy właśnie zrozumiał, że ubóstwiany przez niego nowy ustrój nie jest tak idealny jak mu się wydawało. Smutno było patrzeć jak ten stary, zatwardziały "komuch" płacze.Nawet taki Jasiński czasami patrzał na ludzi inaczej niż zza statutu PZPR :).
Pewnie, czasem nawet Jasińskiemu się zdarzało. Ogromnie podobają mi się sceny z odcinka 9. Jak Jasiński ma być wywieziony na taczce z fabryki. Swoją drogą scena gdy robotnicy FSO na czele ze Spodzieją idą na Jasińskiego strasznie kojarzy mi się z "Chłopami" i sceną wywozu Jagny ze wsi <haha> Jasiński po tych wydarzeniach mógł zareagować inaczej. Mógł przyczynić się do zwolnienia połowy fabryki, mógł zrobić wszystko. Jednak spasował i stwierdził, że już za biurko nie usiądzie, tylko zacznie pracować razem z innymi. Miał ludzkie odruchy, miał...
W dziewiątym odcinku podobał mi się jeszcze wątek procesu dr Kazanowicza. Cała kamienica stanęła za doktorem. Nie było lepszych i gorszych. Wszyscy byli równi, wszyscy stali po jednej stronie. To również było piękne na Złotej, że choć często lokatorzy kamienicy mieli różne zdanie, choć czasem się kłócili, to jeżeli jednemu z nich działa się krzywda, to się jednoczyli i wspólnie rozwiązywali problemy. Mieć takich sąsiadów to skarb! <ok>Ot własnie to - można powiedzieć, że ten wątek przewijał się przez cały serial - lokatorzy mieli różne poglądy, różne charaktery - ale jak co do czego przyszło to swojego nie dali skrzywdzić.
Dokładnie tak - to jest nawet jakiś taki syndrom, który ma swoja naukową nazwę, tylko nie pamiętam. Ludzie, którzy dłuższy czas byli w obozie koncentracyjnym, po wyzwoleniu nadal zachowywali się częściowo jakby w tym obozie wciąż byli - bycie "odludkiem", chowanie kawałków chleba po kieszeniach, wstawanie o 4 rano i tak dalej. Z tym, że nie jest to choroba psychiczna, raczej "schorzenie".A dlaczego właściwie Kazanowicz jest takim trochę odludkiem? <mysli>
Myślę, że jest to konsekwencja pobytu w obozie. Doskonale jest to widoczne w odcinku 9, w którym odbywa się proces. Adwokat przedstawia Kazanowicza jako niepoczytalnego. Robi to wbrew woli doktora. Ten cały czas powtarza, że wie co zrobił, że jest tego w pełni świadom. Jednak jak się tak bardziej nad tym wszystkim zastanowi, wsłucha w słowa adwokata i psychologów, to faktycznie jest w tym dużo prawdy. Kazanowicz nie przyznaje się do tego, wypiera taką informację, ale obóz mocno na niego wpłynął. Dlatego myślę, że był taki wyobcowany. Mam nadzieję, że właśnie o to Jean pytałaś. Jeżeli tak, to ja właśnie tak widzę całą sytuację.
Właśnie Andrzej podwiózł Baśkę do tego domu rencisty, gdzie przebywa Kazanowicz. Nagła komitywa tych dwojga jest po prostu niesmaczna, biorąc pod uwagę jak się rozstawali kilka lat wcześniej ::)A ja nic dziwnego w tym nie widzę - lata minęły, emocje ostygły, oboje jakoś tam dojrzeli (w pewnym stopniu oczywiście)... Głupio by było gdyby nadal mieli "iść na noże". Zresztą... Andrzeja czeka jeszcze ten fatalny romans z tą plastyczką - Nika się nazywała?
Właśnie Andrzej podwiózł Baśkę do tego domu rencisty, gdzie przebywa Kazanowicz. Nagła komitywa tych dwojga jest po prostu niesmaczna, biorąc pod uwagę jak się rozstawali kilka lat wcześniej ::)A ja nic dziwnego w tym nie widzę - lata minęły, emocje ostygły, oboje jakoś tam dojrzeli (w pewnym stopniu oczywiście)... Głupio by było gdyby nadal mieli "iść na noże". Zresztą... Andrzeja czeka jeszcze ten fatalny romans z tą plastyczką - Nika się nazywała?
Skoro emocje ostygły i oboje dojrzeli to dobrze byłoby sobie trochę rzeczy powyjaśniać a nie gruchać jak gołąbki i głaskać się po policzkach. Tak się Jedruś zagalopował, że Basieńka wysiadając zgubiła pieczątkę lekarską <olaboga>No to cytowanie Talarowej to faktycznie "nie tego" i to mocno. Akurat Baśka mocno napsuła krwi nie tylko Andrzejowi ale i swoim rodzicom - przecież jak dowiedziała się o "śmierci" Łukasza to nieźle imprezowała.
Baśka narobiła mu świństw a potem ni z tego ni z owego przychodzi na mszę i cytuje była teściową. Wypadałoby się tylko dostosować do tego cytatu <zniecierpliwiony>
Nie lubię czegoś takiego ???
Nie zgadzam się, że "powinni sobie powyjaśniać". Po co? Co by to dało? Ona miała rodzinę, on miał rodzinę, do siebie by nie wrócili na pewno..
No nie wiem, nie jestem do tego przekonany. Sam jak nieraz spotkam przypadkiem jakąś swoją "byłą" to nawet jak gadamy to "tych" spraw nie ruszam w rozmowie, bo po co. Jestem osobą mocno emocjonalną i pewnie potem miałbym niezły materiał do nocnych rozmyślań, a w nocy to ja lubię inne rzeczy robić ;)CytujNie zgadzam się, że "powinni sobie powyjaśniać". Po co? Co by to dało? Ona miała rodzinę, on miał rodzinę, do siebie by nie wrócili na pewno..
Moim zdaniem wyjaśnienia nie maja służyć osiągnięciu czegoś, tutaj w sensie odzyskania żony/męża/kochanka. Powrotu nawet nie wzięłam pod uwagę. Ludzie sobie wyjaśniają dla uspokojenia sumienia, osiągnięcia spokoju, dla utrzymania dobrych stosunków...no i warto przeprosić.
Z usta Basieńki nie usłyszałam niczego takiego. ::) A Andrzejek? Znowu skamle. "Czy TY mnie Basiu kiedykolwiek kochałaś?" i gładzi po policzku, coraz natarczywiej...i co...? Oboje mają rodziny <jezyk>
Zamiast tego powinni pogadać, poważnie pogadać <tak>
No nie wiem, nie jestem do tego przekonany. Sam jak nieraz spotkam przypadkiem jakąś swoją "byłą" to nawet jak gadamy to "tych" spraw nie ruszam w rozmowie, bo po co. Jestem osobą mocno emocjonalną i pewnie potem miałbym niezły materiał do nocnych rozmyślań, a w nocy to ja lubię inne rzeczy robić ;)
Poza "związkiem małżeńskim" to utrafiłaś. Z tym, że to one mi robiły świństwa. No ale to nie miejsce i czas na wspomnienia.CytujNo nie wiem, nie jestem do tego przekonany. Sam jak nieraz spotkam przypadkiem jakąś swoją "byłą" to nawet jak gadamy to "tych" spraw nie ruszam w rozmowie, bo po co. Jestem osobą mocno emocjonalną i pewnie potem miałbym niezły materiał do nocnych rozmyślań, a w nocy to ja lubię inne rzeczy robić ;)
Ale chyba nie z każdą "byłą" rozstawałeś się w nerwach czy bez słowa, nie każdej zrobiłeś jakieś świństwo, no i chyba nie z każdą byłeś w świętym związku małżeńskim prze kilka lat... <mysli>
A skoro emocje biorą górę i tak jak Andrzejek nie może nadal o Basi zapomnieć, to trzeba zwyczajnie się nie spotykać a nie dalej udawać, że jest ciągle 200-setny czwartek <jezyk> Ale wyjaśnić i przeprosić się powinno <tak>No tak.... Tu masz rację. Ale ten wątek w tym drugim sezonie na szczęście został potraktowany po macoszemu. Gdyby to była typowa telenowela to pewnie skończyłoby się płomiennym romansem, rozbiciem rodzin i tak dalej. Choć płomienny romans dopiero będzie, tyle, że z inną "główną bohaterką".
A jeśli już o "talarowych" kobietach - ciekawym wątkiem jest "Zoja" - która nie mogąc mieć Talara w wersji oryginalnej, załapała się na "kopię" :D :D
No ale się załapała, tak czy inaczej. Najlepsza jednak była w I sezonie, "towarzyszka Zoja", bardziej stalinowska niż sam Stalin, ciekawe czy wiedziała, że wszyscy z niej "leją" :)A jeśli już o "talarowych" kobietach - ciekawym wątkiem jest "Zoja" - która nie mogąc mieć Talara w wersji oryginalnej, załapała się na "kopię" :D :D
Załapała się...szantażem. gdyby chłopak niczego od niej nie potrzebował, to by się nie załapała <cwaniak> Swoją drogą, też mi satysfakcja <jezyk> Chociaż na pewno zagrała na nosie seniorowi...
A Kajtek wiadomo, robił to w imię wyższych celów, coby ratować ukochaną kobietę (które to dziewczę też mnie irytowało, bezpłciowe takie, bez emocji). <zez>To chyba wina aktorki. Kwiatkowska zwykle grywała takie smętne dziewczynki co to do trzech nie umieją zliczyć :)
Najlepsza jednak była w I sezonie, "towarzyszka Zoja", bardziej stalinowska niż sam Stalin, ciekawe czy wiedziała, że wszyscy z niej "leją" :)
Kwestia zaś Kajtka i Andrzeja - "Pomogę mu jak wróci na studia!" - tutaj Jędruś pokazuje swoją apodyktyczność - chłopak jest pełnoletni, ułożył sobie życie, "odciął pępowinę" - a ten z tymi "studiami" wyskakuje. Szkoda, że mu jeszcze pasem nie przyładował, jak to w zwyczaju Talarów było. To co jak ojciec dochrapał się w bólach "inżynierka" to i synowie też muszą? Mogę jeszcze zrozumieć jego pretensje do Krzyśka, który na początku faktycznie przeginał, chcąc iść "na skróty". Ale Kajtek od Krzyśka był jednak o całe lata dojrzalszy
Znowu jesteś cięty na studentów/magistrów, Mintku? <mysli>Nieeee.... na Andrzejka i na jego "ojcowskie" podejście do synów.
Dobrze. To Ty teraz obejrzyj ten 10 a potem go ładnie tutaj podsumuj. Ja będę wiedzieć co jest na topie i sobie pogadamy <tak>
A Danusia? Cóż, lubię to dziewczę <tak>
I generalnie w szoku byłam, że to córka Wiktora i że, uwaga, Andrzej chrzestnym jest :o Pi razy oko licząc, dziewczyna urodziła się po wojnie (na pewno jest młodsza od Mietka) a wtedy Andrzej i Wiktor...powiedzmy, że nie znajdowali wspólnego języka... <slucha>
Uwielbiam ten serial <zauroczony>
W dziesiątym odcinku akcja przesuwa się już dalej. W pierwszej chwili można myśleć, że Andrzej czeka na przyjście na świat swojego pierwszego dziecka, a tu taka niespodzianka. Rodzi się drugi syn.
ierwszy dostał imię po dziadku - Kajetan, tak przy drugim Ewa chce postawić na swoim: Krzysztof, choć Andrzej upiera się na Bronisława. Jaki padł wybór wiadomo, w sumie chyba nawet lepiej. Po co miał by mały codziennie przypominać rodzicom to co było...
Może być tylko jedno wytłumaczenie, absurdalne trochę, ale jest. Towarzyszka życia Wiktora (tak to się współcześnie mówi...) ochrzciła dziecko sama a na chrzestnego zawołała Andrzeja- może nawet za namową Jadźki... <mysli> Wiktor poszedł siedzieć. Po kilku latach obaj panowie dochodzą do porozumienia i jest wszystko ok.
Fakt, ten wątek nie został dopracowany <tak>
Pomnik postawiono, film nakręcono... Co z tego, jak połowę trzeba było wyciąć i pokazać w innym świetle. Chwali się jednak Mundiemu, że podjął się tematu, że zrobił odważny film. <ok> Szkoda tylko, że nie został wyemitowany w takiej wersji w jakiej został zrealizowany.
Mam wrażenie, że cieszy się z odnalezienia Talarowej, ale w dużym stopniu dlatego, że będzie mogła pogodzić się z Andrzejem. W końcu mąż jej wybaczy całą sytuację i wszystko się dobrze skończy. Faktem jednak jest, że zmieniła trochę swoje podejście do teściowej. Choć później jeszcze zdarzała się małe momenty powrotu "starej Ewy", ale nie były już one tak bardzo rażące.
Ula próbowała przez nigo popełnić samobójstwo. Nie popisał się Talar, nie popisał.
"Jedenaste: Nie wychylaj się."
Hmmm... trudno powiedzieć. Ja uważam, że zrobiła to głównie dla rozluźnienia atmosfery w domu i zatrzymania przy sobie Andrzeja. I że bardziej ludzki stosunek do teściowej prezentowała ona mniej więcej przy historii z Popiołkiem. Wręcz można powiedzieć, że się bardzo przejęła śmiercią nestora dozorcy - "Jak ja jej to teraz powiem?" - przeżywała <tak>Może to był akurat impuls do "zmiany kursu"....? Może zrozumiała, że np. całe te zakłamane "Andrzejki", które urządziła ("Bo to są ludzie, którzy coś mogą") włącznie z wygnaniem Talarowej to był "strzał kulą w płot"?
Pytałam już o to, zapytam raz jeszcze. Wtedy kiedy Leszek w szpitalu prosił przekazać Uli, że ją kocha to mówił szczerze czy to było bardziej dla uspokojenia sumienia?
Cytuj"Jedenaste: Nie wychylaj się."
Czyje to właściwie było przykazanie? <mysli>
A na mniejszy wyrok dla Andrzeja, mam wrażenie, że wpłynął Jasiński - mylę się? <mysli>
Mnie zastanawia Henio Lermaszewski. On był żonaty przed Danusią z Sierpuchowa?
W scenie, kiedy wybiera się z Talarową by obejrzeć co to otrzymała w testamencie odnalezionym w piecu, mówi do jakiejś kobiety stojącej przed kamienicą : "kochanie zaraz wracam". No i tak, kobieta zdecydowanie za młoda na matkę, nawet jeśli miałoby to brzmieć: "kochani, zaraz wracam". Hmmm...to mnie właśnie zaciekawiło <mysli>
CytujCytat: Jean w Sierpień 16, 2013, 08:36:13No miał tam jakąś "towarzyszkę życia" w tym odcinku. Wszędzie z nią chodził, mieszkała z nimi chyba też, bo wciąż się kręciła na Złotej. No, ale przecież mogło im nie wyjść, prawda? <slucha>
Mnie zastanawia Henio Lermaszewski. On był żonaty przed Danusią z Sierpuchowa?
W scenie, kiedy wybiera się z Talarową by obejrzeć co to otrzymała w testamencie odnalezionym w piecu, mówi do jakiejś kobiety stojącej przed kamienicą : "kochanie zaraz wracam". No i tak, kobieta zdecydowanie za młoda na matkę, nawet jeśli miałoby to brzmieć: "kochani, zaraz wracam". Hmmm...to mnie właśnie zaciekawiło <mysli>
Tak, ale ona to z nim się tylko spotykała czy też mieszkała? Ciekawe zjawisko, "na kocią" łapę w tamtych czasach i jeszcze z rodzicami <mysli>
Ja jej kompletnie nie mogę skojarzyć. No jedynie poza wspomnianą powyżej sceną...kiedy jeszcze stała odwrócona bokiem...hmmm..
Jak tam, Czterolistna, już po 13 odcinku? <rumieniec>
Jędruś Talar funduje sobie romans, a raczej ciągnie już zafundowany, z artystką o imieniu Nika. Słowem zamienił czwartek na niedzielę, tylko że ta niedziela nie chce być tylko niedzielą a każdym innym dniem tygodnia.Andrzej w tym "drugim sezonie" bardzo, bardzo się zmienił. Romans z Niką tylko potwierdził, że obecnie jest to człowiek totalnie wyprany z uczuć. Taki faktycznie "pan symetryczny". No, chyba, że jest to wieczna złość na synów i rosnąca obojętność wobec Ewy.
Ale Jędruś to tchórz. Nie powie żonie o kochance. Jak żona to przyjmie to go raczej nie obchodzi, bo od dawna nic miedzy nimi nie ma ::), no ale jak przyjmą to chłopcy? :o I nawet cytuje matkę: "Żyj tak, żeby nikt przez ciebie nie płakał" ::) A tu proszę, kochanka przez niego płacze :o :P
Kajtek ma problemy w szkole. Pod wpływem Bizanca podejmuje na lekcji historii temat Katynia a w swoim zeszycie pisze: "Hitler mordował w Oświęcimiu a Stalin w Katyniu". Takie porównanie dobrego Stalina do mordercy Hitlera w tamtych czasach... ::)Heh, cieszyć się tylko, że akcja nie dzieje się już w latach 50-tych, bo za takie "jazdy" po "Słońcu Wszystkich Ludzi" to chyba cała rodzina wylądowałaby w jakimś bardzo niemiłym miejscu. Chociaż w latach 70-tych to chyba już po destalinizacji było. Tyle, że ten "Katyń" był ciągle "kanciastym tematem".
Ewa więc wytłumaczyła synowi, że "nie każda prawda nadaje się do powtórzenia". Niezbyt fair, ale Jędruś nie zrobił tego w ogóle - głowa rodziny ::)
Andrzej w tym "drugim sezonie" bardzo, bardzo się zmienił. Romans z Niką tylko potwierdził, że obecnie jest to człowiek totalnie wyprany z uczuć. Taki faktycznie "pan symetryczny". No, chyba, że jest to wieczna złość na synów i rosnąca obojętność wobec Ewy.
Jak dla mnie najbardziej irytująca obecnie postać, no... może Stroynowska go tylko przebijała.
Jak tam, Czterolistna, już po 13 odcinku? <rumieniec>
Też duże zmiany - nowy dozorca, "nowy" Mietek. W międzyczasie umiera Talarowa - Popiołkowa a wraca Basia Lawina - Zbożna, kobieta która ciągle potrafi grać na nerwach ::)
owy dozorca... Zastanawiam się w ogóle co napisać, bo aż palce nie chcą klikać klawiszy na klawiaturze... Prokop to tragedia. Człowiek pewny siebie, czuje się bogiem w kamienicy, na wszystkim zrobi interes, umie się facet porządnie ustawić. Wie czym i kogo przekupić a kasę na to wszystko czerpie z lokatorów. Co niektórzy nie widzą, że z nich korzysta, bo ważniejsze jest to, że załatwił glazurę czy akumulator. No ludzie! <olaboga>
Jeśli chodzi o Mietka to uważam, że on angażował się walkę z ustrojem, bo tego chciał. Dziadek komunista nie lubiący wnuka zapewne w dużym stopniu na to wpłynął. Ale też to, że na studia go nie przyjęli za brak odpowiedniego pochodzenia. Zamiast niego dostał się jakiś cymbał, który daty bitwy pod Grunwaldem nie znał, ale ma jakiegoś wujka w prezydium <tak>
Poza tym Gosie też chyba poznał przy okazji demonstracji przeciwko zdjęciu Dziadów z afisza. Nie tak to było? <mysli>
Fajnie, że Dom ciągle jest na topie. Nigdy sobie nie odmawiam, kiedy tylko trafiam.
A ja się na Baście nie poznałam oglądając pierwszy raz, ale teraz ilekroć oglądam to mnie skręca.
Cytujowy dozorca... Zastanawiam się w ogóle co napisać, bo aż palce nie chcą klikać klawiszy na klawiaturze... Prokop to tragedia. Człowiek pewny siebie, czuje się bogiem w kamienicy, na wszystkim zrobi interes, umie się facet porządnie ustawić. Wie czym i kogo przekupić a kasę na to wszystko czerpie z lokatorów. Co niektórzy nie widzą, że z nich korzysta, bo ważniejsze jest to, że załatwił glazurę czy akumulator. No ludzie! <olaboga>
A Halinka? Rano zbierała podpisy od lokatorów przeciwko Propkopowi, bo zastraszył Kazanowicza a potem z uśmiechem na twarzy dała się przekupić Prokopowi...chyba nawet ją miałaś na myśli <mysli>
Nowy dozorca... Zastanawiam się w ogóle co napisać, bo aż palce nie chcą klikać klawiszy na klawiaturze... Prokop to tragedia. Człowiek pewny siebie, czuje się bogiem w kamienicy, na wszystkim zrobi interes, umie się facet porządnie ustawić. Wie czym i kogo przekupić a kasę na to wszystko czerpie z lokatorów. Co niektórzy nie widzą, że z nich korzysta, bo ważniejsze jest to, że załatwił glazurę czy akumulator.Ale i tak Aniołowi z ulicy Alternatywy 4 to pan Prokop mógłby buty czyścić. Ten to było GOŚĆ :)
Zapomniałabym dodać, że Basia jest w ciąży z Łukaszem. Dobrze, że dodali, iż może mieć problemy z utrzymaniem ciąży. Dlaczego? Bo mnie cały czas ciekawiło, że Baśka z Andrzejem nie zaszła w ciążę. Dobra czepiam się, wiem, że mogą być z tym problemy.Napiszę Wam coś. Otóż miałem okazję czytać książkową wersję "Domu" - zresztą napisaną przez panów Janickiego i Mularczyka, czyli można by rzec jest to "powieść autoryzowana" - i tam jest taki wątek, że po ślubie Baśka zachodzi w ciążę ale potajemnie ją usuwa. Andrzej oczywiście się wścieka gdy już się dowiaduje, ale Baśka mu tłumaczy, że "tuż po chorobie.... lekarze odradzali.... może spróbujemy za jakiś czas....." - i sielanka wraca do normy.
CytujZapomniałabym dodać, że Basia jest w ciąży z Łukaszem. Dobrze, że dodali, iż może mieć problemy z utrzymaniem ciąży. Dlaczego? Bo mnie cały czas ciekawiło, że Baśka z Andrzejem nie zaszła w ciążę. Dobra czepiam się, wiem, że mogą być z tym problemy.Napiszę Wam coś. Otóż miałem okazję czytać książkową wersję "Domu" - zresztą napisaną przez panów Janickiego i Mularczyka, czyli można by rzec jest to "powieść autoryzowana" - i tam jest taki wątek, że po ślubie Baśka zachodzi w ciążę ale potajemnie ją usuwa. Andrzej oczywiście się wścieka gdy już się dowiaduje, ale Baśka mu tłumaczy, że "tuż po chorobie.... lekarze odradzali.... może spróbujemy za jakiś czas....." - i sielanka wraca do normy.
Brak potomności przez taki czas, zwłaszcza w czasach kiedy nie było "cudownych" pigułek, może świadczyć o problemach z poczęciem. <mysli> Dziwne, że Andrzeja to nie zastanawiało. Gdyby w serialu nie pominięto tego wątku a aborcją to zupełnie inaczej by to wyglądało. <tak>
Ona raczej nie chciała mieć w ogóle dzieci z Andrzejem. Właściwie to nie widziałam też, żeby się z ciąży ze Zbożnym jakoś specjalnie ucieszyła <slucha> Jest, to jest <jezyk>
Fakt, Basia dość mało optymistycznie podeszła do ciąży z Łukaszem. To jednak mogło wynikać z tego, że wcześniej już jedno dziecko straciła i teraz bała się, czy donosi tę ciążę. Chciała, żeby wszystko ułożyło się pomyślnie. Może jej zachowanie było po prostu ostrożnością.
CytujFakt, Basia dość mało optymistycznie podeszła do ciąży z Łukaszem. To jednak mogło wynikać z tego, że wcześniej już jedno dziecko straciła i teraz bała się, czy donosi tę ciążę. Chciała, żeby wszystko ułożyło się pomyślnie. Może jej zachowanie było po prostu ostrożnością.
Hmmm, rozumiem, ale ...stracić a zabić to jednak jest różnica. Niby to samo a jednak co innego. Bo o aborcji była mowa <mysli> Albo ja coś pokręciłam albo może o inną ciąże chodzi <mysli> W serialu o tym mowy nie ma co prawda, ale jeśli uznamy, że było tak jak w tej książce to musimy nazwać rzecz po imieniu. Zabiła dziecko Talara na własne życzenie, więc potem strach o kolejną ciążę jest dla mnie żałosny. Co najmniej.
Mintku, miałeś przed sobą książkę czy może jakiegoś ebooka czy innego audiobooka? Mnie udało się dostać dzisiaj ebooka, ale właściwie sam tekst i zastanawiam się, czy książka jest zaopatrzona dodatkowo w jakieś zdjęcia bohaterów?Czytałem e-booka - zaś sam tekst traktowałbym jednak jako kanoniczny, w końcu wyszedł spod ręki scenarzystów serialu. No, może oprócz drugiej połowy III tomu, gdzie jest trochę namieszane. Ale inne sceny to niemal kopia tych znanych z TV, nawet dialogi są identyczne. Może po prostu ten wątek z aborcją został nakręcony, ale wycięty w trakcie montażu...?
Ona najpierw mówi o tym, że to jej sprawa, jej życie a potem - "Nie będę rodzić dzieci, żeby znów skończyły w kanałach.".
Możliwe, ja już serialu nie oglądałem jakiś czas. W książce w każdym bądź razie to zdanie pojawia się w domu, gdy Andrzej wraca i dowiaduje się smutnej prawdy. Baśka (jak to Baśka) wykrzykuje mu to w twarz.CytujOna najpierw mówi o tym, że to jej sprawa, jej życie a potem - "Nie będę rodzić dzieci, żeby znów skończyły w kanałach.".
To zdanie akurat pojawia się w serialu. Bodajże wtedy, kiedy oboje są na łące na Żeraniu (gdzie potem powstanie fabryka FSO) i Andrzej uczy się do egzaminu I chyba wtedy (choć się nie upieram, że na 100% wtedy) Talar porusza temat dzieci, które mogliby mieć. Jednak na pewno nie ma to związku z aborcją. Po prostu Basia tłumaczy niechęć posiadania dzieci przeżyciami wojennymi :)