I oczywiście mały Baratheon. Taki mały, a już ma niezłe różki. Boję się wręcz co będzie dalej z tą postacią. Ale aktor świetny trzeba przyznać. ;)Joffrey? Umm...
A, i jeszcze zapomniałam o Jonie Snow! Strasznie mi go żal, że musiał dorastać przy Catelyn, która go nie akceptowała, swoją drogą, jej też się nie dziwię.Prawda? Mnie np. wzruszyła scena, w której Cat mówiła Nedowi, że nie chce by wyjeżdżał, bo gdy wrócił ostatnio- miał ze sobą dziecko innej kobiety. Rozumiałam ją, szczególnie że Jon tak bardzo przypomina Neda, a jej- wciąż przypomina o upokorzeniu, jakiego doznała będąc młodą żoną lorda Starka.
W takim razie dziel się na bieżąco swoimi wrażeniami, bo aż sama chętnie przypomnę sobie początki :D Szczególnie interesuje mnie to, jak ułożą się Twoje sympatie względem bohaterów. Co prawda mnie El ostrzegła już na samym początku, że nie ma co się do tych bohaterów przywiązywać, bo R.R. Martin (autor książek) chętnie ich uśmierca :P ale wiem że Ty, podobnie jak ja, lubisz mieć w serialu swoich ulubieńców.
A Karzeł, w sensie Tyrion...jeeeej :D Pamiętam jak na początku nie wiedziałam co mam o nim myśleć, bo musisz przyznać, że jego charakterek i sposób życia jest na swój sposób interesujący :D tylko właśnie początkowo jego zamiary wydawały mi się bardzo niejasne, wszędzie doszukiwałam się podstępu. Nie wiedziałam jak wiele jest w stanie zrobić dla swojej rodziny, w końcu- w ich żyłach płynie jedna krew, a "Lannistrowie zawsze płacą swoje długi". Z czasem jednak bardzo go polubiłam, z tej całej zwariowanej rodzinki jest najnormalniejszy, może Ty też zmienisz zdanie :)
No i umarł Robert, boję się tego chłopca, istny diabeł z niego!Joffrey? Mówiłam... ::) Przyzwyczajaj się. Największa gnida w tym serialu.
Chyba mi się wszystkie darmowe limity na ten dzień skończyły, więc trzy odcinki przed końcem muszę przerwać mój maraton.A co sądzisz o mężu-pakerze Khalu Drogo?Jak dla mnie genialna postać!Ta jego troska,ta opieka ukochaną,a zarazem ta dzika męskość i groza,coś cudownego!
No i umarł Robert, boję się tego chłopca, istny diabeł z niego!
I wiedziałam, wiedziałam, że ten Petyr w końcu zaatakuje Eddarda! : ( Aż się boję włączać kolejny odcinek, żeby nie zobaczyć najgorszego. ;< Tak sądziłam, że to, że chce być on honorowy i dopilnować żeby wszystko było tak jak być powinno, w końcu obróci się przeciwko niemu. : (
W ogóle ta siostra Catelyn - Lysa jest też jakaś świrnięta. Karmić dziecko piersią w tym wieku, nie dziwota, że mały też nierówno pod sufitem już ma. Oburzyło mnie to bardzo :P
Cieszę się, że mąż Daenreys w końcu zabił tego Viserysa, no po prostu patrzeć na niego ani go słuchać się nie dało. Podła, zaślepiona władzą gnida.
Coraz bardziej mała Stark wkrada się do mojego serca, jest taka kochana i waleczna! I jej brat, Snow, to moje dwie ulubione postacie na tę chwilę.
W ostatnich odcinkach trzeciej serii kocham Joffreya i jego psychiczną miłość do Sansy,biedne małe,sponiewierane dziecko.Oni by nawet środki nasenne dawali jak się "rzucał".Skoro mowa o trzeciej serii to ukrywaj proszę w spoiler te informacje, ponieważ Anuszia jest dopiero na I sezonie, a nie ma co psuć dziewczynie oglądania ;)
PS. Uf, mówiąc, że ich wątki będą rozbudowane, dajesz mi nadzieję, że szybko one nie zginą. :DNo to Ci mogę zdradzić, że one dwie przeżyją na pewno do końca 3 sezonu :D
No, po Joffrey'u to się nie spodziewam niczego, niczego dobrego. No ale jak się ma takich rodziców za wzór (nawet 'dwóch ojców') to czegóż się spodziewać.
Rodzice za wzór to jedno, choć Joffrey zdaje się, że nie ma pojęcia o tym co się w jego rodzinie wyprawia, ale dwa to to, że Cersei poprzez swą matczyną miłość- bardzo go rozpieściła, straciła już nad nim całkowite panowanie. Joffrey nie ma tego poczucia, że jest za młody, by mógł na nim spocząć ciężar odpowiedzialności za Królestwo, nieee. On dąży do władzy za wszelką cenę, a w kolejnych sezonach będzie dokładnie taki sam, nadal chęć posiadania władzy zaślepi mu rozum.
Dlatego lubię Tyriona, który potrafi postawić Joffrey'a do pionu, bo wie, że jest idiotą.
Swoją drogą już nie mogłam słuchać tego jej ględzenia, że kocha króla, że tu jest jej dom, matko, jej już się coś z psychiką musiało porobić, bo chyba sama zaczęła w to wszystko wierzyć co jej ludzie nawkładali do głowy.Strach robi swoje, poza tym w przypadku Sansy w grę wchodzi dobre wychowanie. Jej marzeniem od zawsze było bycie prawdziwą damą, dużą wartość w jej życiu miały dobre maniery- w przeciwieństwie do swojej młodszej siostry zawsze wiedziała jak należy się zachować i postępowała tak, jak została nauczona. Sansa zna realia zawierania małżeństw osób wysoko urodzonych w tamtych czasach: to był jej obowiązek, a ona mogła być jedynie wdzięczna za to, że otrzymała to wyróżnienie. Miała być w końcu Królową, ponieważ tak zadecydował jej ojciec oraz ojciec króla, wiedziała że u boku Joffreya nie zazna szczęścia, lecz odniosłam takie wrażenie, że za wzór stawiała sobie nie tylko swoją matkę (którą z Nedem dopiero wraz z upływem czasu połączyła miłość), ale również Cersei, która będąc żoną Roberta również nie zaznała wiele szczęścia, ale wiedziała, że nie może się sprzeciwiać królowi.
Arya - ja to mam wrażenie, że jest odważniejsza niż połowa męskich postaci w tym serialu! Świetna postać, świetna aktorka, nie mogę się na nią wręcz napatrzeć!Arya już w I sezonie, gdy uczyła się walczyć z Syrio Forelem, dała się poznać jako postać bardzo silna, odważna, jednak teraz, kiedy jest skazana sama na siebie- szczególnie widoczny jest jej mocny, "starkowy" charakter. Nawet przed snem, gdy wymienia imiona osób, które chciałaby pozbawić życia nie okazuje swojej słabości. Są to przecież głównie osoby, które skrzywdziły jej ojca i całą rodzinę Starków, lecz na nią działa to motywująco, dodaje jej woli walki.
Tyrion - bardzo zmieniłam swoje nastawienie do tej postaci! To co się dowiedziałam w trakcie drugiego sezonu o nim sprawiło, że poczułam do niego dużą sympatię. Strasznie mi się żal zrobiło, jak opowiadał o tym świństwie, które zrobił jego ojciec wraz z bratem, chodzi mi o tę prostytutkę. Widać, że on jako jedyny z tej rodziny ma jakieś uczucia i honor. Jak patrzę nawet jak odnosi się do swoich kobiet, to jakoś tak mnie nie odrzuca, widać, że każdą z nich na swój sposób kocha i szanuje.I chciałoby się powiedzieć: a nie mówiłam? :D Tyrion miał swoje gorsze momenty, bo można było podejrzewać, że skoro jest jednym z Lannistrów- będzie działał tak, aby zaszkodzić wszystkim pozostałym. On jest jednak inny, ale żeby o tym wiedzieć trzeba właśnie poznać troszeczkę jego historie, to jaki stosunek ma do niego Tywin. Szczególnie widoczne w sezonie III, więc oglądaj, oglądaj.
Daenerys - te sceny z Khalem były takie mega wzruszające! Ale ogólnie trochę mnie ta postać zaczęła trochę drażnić. Jej taka.. naiwna w tym co robi, kurcze trochę mi nie pasuje do tego serialu,bo tutaj wszyscy są w większości cwaniakami, a ona gra czysto i nadal nic jej się jej nie stało. Jestem ciekawa jak potoczy się jej wątek z Mormontem, bo widać, że jemu na pewno nie jest obojętna."Moon of my life"...fakt, te sceny z II sezonie były naprawdę świetne, cieszę się, że nie zapomniano o Khalu i o tym, że to dzięki niemu Dany jest jaka jest, w końcu to jego siła była dla niej inspiracją. Nie wiem jak potoczy się wątek z Mormontem później, w końcu Martin nie skończył jeszcze pisać książek, ale nie liczę tutaj na jakiś romans. Ale mam nadzieję, że Mormont będzie przy Dany już zawsze, bo chyba nikt nie ma lepszego towarzysza, bardziej oddanego niż on.
Robb - na początku ta postać była mi bardzo obojętna, ale niestety mam słabość do zakochanych facetów, więc jak tylko pojawił się wątek lekarki, no to skradł jednak trochę mojej sympatii. Obstawiam, że długo się nie nacieszę widokiem ich razem, więc jakoś się do nich razem nie przywiązuję.Ja Robba lubiłam od zawsze :) Bardzo przypominał mi Neda, szczególnie w odcinku po śmierci Starka, gdy mobilizował ludzi do walki i przekonywał do odłączenia Północy od Siedmiu Królestw oraz wyruszenia przeciwko koronie. Dzisiaj oglądałam takie zestawienie najlepszych scen z I sezonu i wśród nich była właśnie ta scena. Już wtedy wiedziałam, że będzie to wartościowa postać, nie jakiś głupi dzieciak, który chce pomścić ojca. Kiedy wszyscy skandowali: ''King in the North! King in the North!'' - wiedziałam, że jest tego wart.
A, zapomniałam jeszcze o Jonie! Biedy, zabrany przez dzikich! Trochę się martwię o Niego, czy sobie poradzi, szczególnie, że teraz jeszcze te umarlaki się pojawiły. Ani chwili wytchnienia w tym serialu nie ma. ;)Prawda? Mówiłam, ten serial jest cudowny dzięki temu, że nie ma tutaj chwili nudy. Nie ma lania wody, akcja jest bardzo wartka i zaskakująca. Pojawienie się dzikich wprowadziło trochę życia do wątku Jona, bo ileż można było budować tę postać tylko na Nocnej Straży? Dlatego mnie takie rozwiązanie przypadło do gustu, a wątek z Ygritte (czy jakoś tak) oceniam też bardzo pozytywnie.
Wiesz co Justek, do tej pory jej jedyne wystąpienie to była prośba o poślubienie Joffrey'a, gdzie wręcz się nad nim rozpływała, jeszcze nie było żadnych scen między nimi tak na prawdę. :)Jeśli chodzi tu o Margaery, to jej rozpływanie się nad Joffreyem miało swój cel. I dziewczyna go osiągnęła - połechtać próżność króla, umocnić w nim przeświadczenie, że ona go podziwia. Czym zresztą po raz pierwszy zjednała go sobie. Ten zabieg Tyrellówna będzie jeszcze niejednokrotnie stosowała. Nawet wprost powie, że twarde rządy też prowadzą do wielkości. Ona go sobie urabia z dwóch stron - schlebia mu i jednocześnie pokazuje jaka jest z niej chwacka dziewczyna.
Ten zabieg Tyrellówna będzie jeszcze niejednokrotnie stosowała.I bardzo mnie to cieszy! Za to ją właśnie lubię. Joffreyowi bardzo się taka kobieta przydała, bo w końcu może "utrzeć mu nosa", nie budząc w nim żadnych podejrzeń. Potrafiła zjednać sobie jego, cały lud, tylko Lannistrowie węszą spisek, ale w końcu Tywin to niegłupi gość, nic dziwnego że domyśla się co jest na rzeczy. W końcu niemożliwe jest by ktokolwiek zakochał się w takim idiocie jak jego wnuk.
Później zaś, po ścięciu Neda, wszystko to zostało zastąpione przez udawany szacunek, wynikający z dobrego wychowania Sansy
"Przyjaźń" z Sansą też nie jest bezinteresowna. Razem z Królową Cierni chcą ją wydać za brata-geja Margaery (chyba Loras się nazywał). W perspektywie Tyrellowie rządzili by niemal w całym Westeros: Margaery na Południu, jako królowa, Północ będą mieli poprzez ożenek Sansy z Lorasem, no i jeszcze swoje ziemie rodzinne.
Masz rację. Już teraz rozumiem sprawę związaną z Margaery, bo rzeczywiście zapomniałam o tym jej bracie-geju. Teraz wydaje się to oczywiste, że Margaery specjalnie starała się zaprzyjaźnić z Sansą, dotykając jej najwrażliwszego punktu- skrywanej nienawiści do Joffrey'a. Kiedy Sansa już na dobre jej zaufała, uznała ją za swoją przyjaciółkę (oczywiście dzięki odpowiedniej manipulacji ze strony Margaery), propozycja małżeństwa i zostania rodziną nie była już tak podejrzana. A Sansa mimo wszystko nadal naiwnie podchodzi do ludzi, którzy okazują jej odrobinę wsparcia i zrozumienia, więc zauroczyła się w Lorasie i marzy o tym, by zostać jego żoną. A Margaery jest to rzeczywiście bardzo na rękę, w końcu siostra Robba Starka (o którego śmierci jeszcze nie wiedzą) wżeniona w ród to zawsze jakaś karta przetargowa.
W ogóle Loras jest tutaj niezłym "kąskiem", każda ze stron marzy, aby pozyskać go dla siebie, bo dzięki jego małżeństwu z którąś z pań szala wpływów w Królestwie mogłaby znaleźć się po stronie danego rodu. A Lannistrowie na pewno nie odpuszczą i jeśli do małżeństwa Lorasa z Cersei nie dojdzie to tylko dzięki Cersei i Jaimie'mu, bo Tywin na pewno nie odpuści, wie że zbyt wiele może stracić.
Możemy ju jakoś połączyć wszystkie posty w jednym temacie, bo nie bardzo wiadomo, gdzie się teraz wypowiadać?A możemy póki co pisać tutaj, a kiedy już wszyscy skończą to połączę wątki? Bo Anuszia wcześniej prosiła, aby ten wątek zostawić, a nie wiem na jakim etapie oglądania jest w tej chwili, więc może poczekajmy jeszcze trochę i ustalmy, że na chwilę obecną tutaj piszemy o GoT, tym bardziej, że kolejna seria ma się pojawić dopiero w marcu/kwietniu, a więc sporo czasu pozostało do dyskusji "na bieżąco".
A jak podoba Ci się wątek Jona i Ygritte?
I po co oni właściwie lezą na ten Mur- pomóc czy napaść?Dzicy? Początkowo na pewno będą musieli napaść, nie wyobrażasz sobie chyba, że dojdą do porozumienia z Nocną Strażą, skoro uwięzili jednego z nich, a paru zamordowali. Poza tym generalnie mają na pieńku z Siedmioma Królestwami, bo wszyscy uważają, że Mur zbudowany jest po to, aby chronić Siedem Królestw przed Dzikimi. Prawda jest jednak taka, że największe zagrożenie stwarzają Inni (mityczne postaci, w których istnienie nikt w Siedmiu Królestwach nie wierzył), których ślady odnalezione zostały zarówno przez Dzikich, jak i przez Nocną Straż, gdy tylko wyściubili nos zza Muru.
A ja jestem tak pomiędzy wami. Zgadzam się z Jean, że Ygritte jest trochę irytująca z tymi swoimi odzywkami. Poza tym nie do końca rozumiem jej zachowanie wobec Jona. Niby Go kocha i tak dalej, ale momentami to mam takie wrażenie, że go nadal wkręca i tak na prawdę zaraz wykręci mu jakiś numer.No wiesz, Ygritte to nie Sansa, dama wychowywana w królewskich niemal warunkach, w kochającej się rodzinie. To dziewczyna z Dzikich. Tam od małego się polowało, walczyło (i nie tylko z ludzkim wrogiem ale także z naturą - kraina nie należy raczej do przyjaznych), a co za tym idzie ufność nie leżała w ich naturze. Ygritte stosuje zasadę - zanim ktoś cię zaatakuję, zrób to pierwsza. Poza tym jest dziewczyną, powinna być słabsza, więc musi pokazać, że tak nie jest. Ygritte wyczuła, że Jon to taki "prawiczek" we wszystkim, mało jeszcze wie o świecie, a już na pewno o świecie na północ od Muru. I to ona tak naprawdę jest bardziej doświadczona w życiu, niż ten chłopak. Dlatego mu powtarza "mało wiesz Jonie Snow".
I po co oni właściwie lezą na ten Mur- pomóc czy napaść?
CytujPóźniej zaś, po ścięciu Neda, wszystko to zostało zastąpione przez udawany szacunek, wynikający z dobrego wychowania Sansy
Powiedziałabym, że bardziej ze strachu i bezradności. Sansa zdała sobie sprawę w jakiej pułapce się znalazła i co może ją uratować. Przytakiwanie.
Co do Dan...powtórzę się, ale ja ją lubię :) Choć prawda jest taka, że nie potrafię sobie wyobrazić jej w realiach życia w Siedmiu Królestwach, walczącej w grze o tron np. przeciwko Tywinowi. Chociaż trzeba przyznać, że może być interesująco, w końcu jest Matką Smoków i to stanowi jej siłę, potrafi również znaleźć wspólny język z ludźmi, którzy mają dla niej walczyć. Ja np. obstawiałabym, że ona mogłaby się "zbratać" z Dzikimi :D ale to oczywiście tylko moje spekulacje.
Ja sobie jedynie wyobrażam, że w obliczu większego zagrożenia/wroga większego kalibru , można swoje siły połączyć i na chwilę zapomnieć co kto wcześniej o kim mówił. ;) Inaczej księżniczka ze smokami zastanie kraj pełen zombie. Swoja drogą, ta też bywa irytująca. Niedługo morza się będą na jej znak rozstępować.
Była jeszcze Brienne i Jaime, ale tu bardziej chodziło o szacunek, może przyjaźń, niż o miłość.No właśnie, nikt tu nie wspomniał jeszcze o tej dwójce bohaterów, a dla mnie był to jeden z najbardziej interesujących wątków III sezonu. Ukazanie swego rodzaju metamorfozy Jaimie'go było naprawdę interesujące, a wzajemne wsparcie tej dwójki bardzo mnie zaskoczyło, oczywiście jak najbardziej pozytywnie. Brienne to kobieta posiadająca żelazne zasady, którym podporządkowuje całe swoje życia, jest bardzo wierna i honorowa- bo przecież równie dobrze mogłaby go zamordować lub oddać w ręce ludzi, którzy na nich napadali- a Jaimie zyskał przy niej trochę ludzkich cech, które zgubił na rzecz przydomku "Królobójca". Ciekawe tylko na ile ta przemiana będzie miała znaczenie w kolejnych sezonach, bo przyznam szczerze, że wcale nie cieszyło mnie, gdy w drzwiach komnaty Cersei stanął Jaimie, wyjątkowo za tą parą nie przepadam, bo jest to połączenie dość wybuchowe.
wiem, że zmartwychwstanie także jedna z lubianych przez widzów postaciNo właśnie...
Cytujwiem, że zmartwychwstanie także jedna z lubianych przez widzów postaciNo właśnie...SpoilerOczywiście domyślam się, że masz na myśli Catelyn Stark :D Niemniej jednak w Internecie pojawiła się informacja, że aktorka wcielająca się w tą postać pracuje nad nowym projektem (o ile dobrze pamiętam też jakiś serial), bo "z wiadomych względów" nie pojawi się już w GoT. I teraz jak myślisz:
a) jest to zabieg celowy, mający na celu zaskoczenie widza (w końcu jak ktoś nie zna książek to nie wie, że ona ma zmartwychwstać) i w rzeczywistości pojawi się ona w serialu?
b) media najzwyczajniej w świecie nie mają pojęcia o twórczości Martina i bazują jedynie na serialu?
c) dojdzie do wymiany aktorki?
d) twórcy serialu zrezygnują z wątku Lady Stoneheart?
e) ów wątek zostanie "przeniesiony" na kolejny sezon?
I pozwolę sobie jeszcze postawić pewne pytanie, bo pisałam o tym wcześniej, ale nikt się nie odniósł: jakie zamiary, Waszym zdaniem, skrywał Littlefinger względem Sansy? Rzeczywiście chciał jej pomóc?Wątpię, żeby chciał jej pomóc. To śliski gość, on dba tylko o siebie. A jego głównym celem życia jest stać się najbogatszym, najpotężniejszym w całym Westeros. Nawet o tym wspomina w swoim słynnym, idealnie go charakteryzującym monologu o wspinaniu się po drabinie. Swoją drogą Gillen zagrał tu po mistrzowsku. I nie tylko tu.
wcale nie cieszyło mnie, gdy w drzwiach komnaty Cersei stanął Jaimie, wyjątkowo za tą parą nie przepadam, bo jest to połączenie dość wybuchowe.
Też tak sądzę. I mimo wszystko myślę, że on nie odpuścił sobie Catelyn a w Sansie dopatruje się podobieństw do matki. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że skoro Cat go nie chciała, postanowił "zabrać się" za jej córkę i albo wykorzystać ją, aby zdobyć jej matkę, albo też uznał ją za swego rodzaju namiastkę jego ukochanej sprzed lat. Przypomniało mi się nawet książkowe pierwsze spotkanie Sansy i Littlefinger'a, który zafascynował się podobieństwem Sansy do Lady Stark, była to jedyna rzecz, która zwróciła wówczas jego uwagę.CytujI pozwolę sobie jeszcze postawić pewne pytanie, bo pisałam o tym wcześniej, ale nikt się nie odniósł: jakie zamiary, Waszym zdaniem, skrywał Littlefinger względem Sansy? Rzeczywiście chciał jej pomóc?Wątpię, żeby chciał jej pomóc. To śliski gość, on dba tylko o siebie. (...) Gdyby na przykład ożenił się z Sansą, to już by był wiele, wiele szczebli wyżej. Więc raczej o to mu chodzi.
Chore to też, ale z tej chorej relacji moim zdaniem wynikają same problemy, niebezpieczne sytuacje. Osobno ich polubiłam, ale kiedy zobaczyłam ich razem...poczułam, że z tego nie wyjdzie nic dobrego, więź ich łącząca jest bardzo szczególna, Cersei wpadnie w szał jak się zobaczy okaleczonego brata, ten zaś na pewno nie zezwoli na jej ślub z Lorasem. Coś czuję że będzie gorąco i bardzo niebezpiecznie :PCytujwcale nie cieszyło mnie, gdy w drzwiach komnaty Cersei stanął Jaimie, wyjątkowo za tą parą nie przepadam, bo jest to połączenie dość wybuchowe.
Żeby nie powiedzieć: chore. <tak>
Zdobyłam też "Żelazny Tron" w Złotych Tarasach, więc mogę się uznać królową. <smiech>
Give me my Ned Stark back
Serio? Też jesteś zrodzona z burzy i tak dalej? <smiech>Serio serio. Pani i Władczyni Królowa Wszechwszystkiego, zrodzona z burzy, skacząca w promieniach słonecznych, matka smoków, przyjaciółka wampirków, w której żyłach płynie błękitna krew i... księżna pudli <smiech> <smiech> <smiech> itd. itd.
CytujGive me my Ned Stark backMoże jako zombie :D :D :D?
Ja myślałam, że ten tron to coś takiego, co można było zabrać do domu czy coś w ten deseń. Robi wrażenie <tak> To teraz jeszcze musisz się dorobić smoków i nikt Ci nie podskoczy :DTak muszę smokusie koniecznie zdobyć.
No ja do dzisiaj nie rozwiązałam tej zagadki: zombie można się stać po śmierci, która nastąpi po północnej stronie Muru czy w całych Siedmiu Królestwach? Nie wszyscy się stali zombie więc zakładam, że ta pierwsza wersja jest bardziej zgodna z prawdą. Tak więc chyba nie bardzo w ten sposób mój Ned Stark back. Poza tym...nie zapominajmy w jakich okolicznościach on ten tego ten. I gdzie został pewien ten tego ten element.:)Ale on w ogóle jakoś ma wrócić? Chyba nie bardzo... chyba, że w postaci ducha... W końcu dekapitacja nastąpiła to nawet zmartwychwstać mu będzie trudno.
Cała ta scena była dla mnie tak przejmująca, że nawet ta z 9 odcinka 3 sezonu jej nie przebiła. :)Faktycznie, śmierć Neda jakoś bardziej mnie wzruszyła niż zdarzenia z Krwawego Wesela (bo jak mniemam o ten odcinek Ci chodzi?), choć tam giną bohaterowie, których darzyłam większą sympatią. Jednak jakoś tak sam fakt, że do końca był człowiekiem prawym, honorowym, a jednak został tak brutalnie zamordowany na oczach tylu ludzi, wśród których była jego najmłodsza córka :( Bardzo poruszająca i zapadająca w pamięci scena, to zwolnione tempo...i te ogromne, niewinne, pełne przerażenia oczy...
kiedyś gdzieś usłyszałam, że Joffrey ma się pożegnać z życiem i liczę, że to się okaże być prawdą ;).Już zginął sesese. Nie oglądałam, ale widziałam obrazki prezentujące jego śmierć.
Bardziej podobało mi się odegranie się Aryi na zabójcach brata i matki
Psuje to na pewno przyjemność oglądania, ale na szczęście jest jeszcze kilka innych wątków.Na szczęście zupełnie nie psuje, bo tak czy siak to duże zaskoczenie... i człek przeżywa.
Tak w ogóle Maleńka to gdzie utknęłaś? Fajnie się komentuje tak na bieżąco, przynajmniej ja mam taką manię rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze <smiech>Utknęłam wczoraj z rozdziawioną buzią, jak Ruda (która wzbudza we mnie niechęć) urodziła jakiegoś czarnego potwora. Spojrzałam na zegarek - 22:07 i już niestety nie mogłam obejrzeć kolejnego odcinka.
Nie wiem dlaczego, ale ja od początku najbardziej lubiłam Starków z PółnocyJa też. Ludzie honorowi, prawi, wierni tradycji, ale jednocześnie odważni, gotowi do walki w imię wyższego dobra. Pomieszanie rodu Starków z rodem Tullych, których hasło brzmi: "Rodzina. Obowiązek. Honor." - to najlepsza możliwa kombinacja. Uwielbiałam Neda i Catelyn, ich wspólne życie, podejście do wychowywania dzieci. Dlatego to przykre, że tak niewiele z tego wszystkiego ocalało, chociaż...wiadomo, nie ma co mówić ostatniego słowa :)
Utknęłam wczoraj z rozdziawioną buzią, jak Ruda (która wzbudza we mnie niechęć) urodziła jakiegoś czarnego potwora. Spojrzałam na zegarek - 22:07 i już niestety nie mogłam obejrzeć kolejnego odcinka.Bardzo nie lubię tej czarownicy, bardzo nie lubię Stanisa. Okrutnie mnie wkurzają. :/ Popaprańcy.
Oczywiście, że nie ma co mówić ostatniego słowa. Nawet w świecie tak skorumpowanym, jakim jest Siedem Królestw: gdzie można każdego kupić, gdzie liczy się tylko polityka rodów i walka o tron, są w stanie ocaleć resztki poczciwości, odrobina prawości i honoru przetrwać, no i nastać sprawiedliwość.Prawo i sprawiedliwość zawsze muszą wygrać, nawet wśród zła i rozkładu :D <lece>
Ja zaczęłam oglądać dziś 4 sezon i polubiłam Sansę. Kiedyś wyjątkowo mnie irytowała, ale widać, że doświadczenia wyniesione z trzeciego sezonu, połączone z wiadomością o śmierci matki i brata - wywarły na niej niemałe wrażenie. Wyrasta na naprawdę wspaniałą młodą damę :) Mam nadzieję, że jej los się kiedyś odwróci i nie będzie do końca życia cierpiała za swe młodzieńcze zafascynowanie Joffrey'em.Ciekawe czy i ja zacznę ją lubić, bo póki co jedynie mnie drażniła i drażni.
Ja też. Ludzie honorowi, prawi, wierni tradycji, ale jednocześnie odważni, gotowi do walki w imię wyższego dobra. Pomieszanie rodu Starków z rodem Tullych, których hasło brzmi: "Rodzina. Obowiązek. Honor." - to najlepsza możliwa kombinacja. Uwielbiałam Neda i Catelyn, ich wspólne życie, podejście do wychowywania dzieci. Dlatego to przykre, że tak niewiele z tego wszystkiego ocalało, chociaż...wiadomo, nie ma co mówić ostatniego słowa :)Dokładnie.
Ale - niech mi ktoś napisze, ze spalone dzieci i powieszone przez ludzi Tiona (nie wiem jak się pisze jego imię) to tak naprawdę nie byli młodzi Starkowie.Nie wiem czy byłby do tego zdolny, ale to nie byli oni. Niedługo się o tym przekonasz :)
Nie wierzę, że mógłby zrobić coś takiego :/
A czy was też drażni ten cały lord Littlefinger czy jak mu tam... Bardzo, bardzo tej postaci nie ufam. Wzbudza we mnie jakiś niepokój i obrzydzenie. Sama nie wiem czemu, ale jest taki... cwaniaczkowaty... ble bleDopiero zobaczysz jak Paluszek potrafi wkurzać :P O ile wcześniej ta postać mnie drażniła, potem była mi raczej obojętna i z pewnym politowaniem patrzyłam na jego intrygi, kłamstewka, przemykanie się co rusz w pobliżu głównych wątków - o tyle w czwartym sezonie odgrywa rolę o tyle ważną, że nie sposób jest żywić do niego innych uczuć niż złość i obrzydzenie. Littlefinger to większa menda niż można się było spodziewać. Jedno jego działanie wychodzi na plus, ale inne zupełnie przyćmiło jego pozytywną intrygę. Muszę obejrzeć kolejne odcinki, aby zobaczyć co z tego wyniknie...
Nie wierzę, że mógłby zrobić coś takiego :/To co zrobił czyli, że na nich napadł, zdradził... było wyjątkowo perfidne...
A Jaimie akurat jest super! W trzecim i czwartym sezonie jawi się jako naprawdę fajna, interesująca, a nawet na swój sposób dobra postać. Zobaczysz... :) Potem okaże się, że to jedna z najbardziej interesujących postaci.Oj tak! Najwspanialsza postać świata. <3
Tak więc pytanie mam do El, bo ona raczej jest na bieżąco ;DSpoilerCzy, skoro ta cała Lady z doliny (siostra Catelyn) otruła swojego męża razem z "Paluchem", to można uznać, że śmierć Joffrey'a to także ich robota, a ściślej lorda Beilisha? Dobrze im poszło trucie jednej przeszkody, więc stali się specami. Po kiego czorta jednak zabierał stamtąd Sansę? Co mu to dało? Udobruchanie Lady z Doliny i ożenienie Sansy z jej kuzynem - Robinem?
El nie odpowie, ale ja się postaram :)SpoilerLittlefinger poniekąd przyznał się Sansie do zabójstwa Joffrey'a, ale to nie on był głównym zleceniodawcą. Za tym wszystkim stoi babka Margaery Tyrell - żony młodego króla, która powiedziała, że nie chciała, aby jej wnuczka była żoną takiego potwora jakim był Joffrey. Teraz obie knują jak sprawić, aby Margaery wyszła za mąż za kolejnego króla - Tommena, który jak wiemy jest jeszcze bardzo młody i niewinny (naiwny?), więc z łatwością można nim manipulować.
Dopiero zobaczysz jak Paluszek potrafi wkurzać :P O ile wcześniej ta postać mnie drażniła, potem była mi raczej obojętna i z pewnym politowaniem patrzyłam na jego intrygi, kłamstewka, przemykanie się co rusz w pobliżu głównych wątków - o tyle w czwartym sezonie odgrywa rolę o tyle ważną, że nie sposób jest żywić do niego innych uczuć niż złość i obrzydzenie. Littlefinger to większa menda niż można się było spodziewać. Jedno jego działanie wychodzi na plus, ale inne zupełnie przyćmiło jego pozytywną intrygę.
SpoilerJak dotąd obejrzałam siedem odcinków 4 sezonu i mogłabym przysiąc, że to wyjaśnione nie zostało.
SpoilerCersei też już o tym wie?
Czy Tyrionowi uda się przeżyć?
Ucieczka Sansy akurat w takim momencie...sama nie wiem co o tym myśleć. Z pewnością jednak trafiła z deszczu po rynnę...ale w tym deszczu nie ma już jej głównego prześladowcy - Joffrey'a...jest za to mąż, który - no co tu dużo mówić, jakiś czas ją ochraniał ;)
I tak - zastanawia mnie kim jest rycerz (?), który pomagał Aryi? Zabijał dla niej ludzi, których imiona wymówiła. I skąd wiedział, że jest Aryą Stark?Żaden z niego rycerz. To zwykły zbrodniarz, który czeka na przeniesienie do Nocnej Straży. Nie jestem pewna czy wiem co z serialu, czy z książki, ale został skazany przez Neda Starka, więc wiedział również jak wyglądają jego córki, a obcięcie Aryi włosów nie zmieniło jej przecież tak bardzo. Rozpoznanie dziewczyny nie było wcale czymś trudnym.
Jak dotąd obejrzałam siedem odcinków 4 sezonu i mogłabym przysiąc, że to wyjaśnione nie zostało.
świeć panie nad jego duszą<haha>
Zmienił on także swój wygląd, co mogłoby wskazywać na to, że jest to postać, która pojawiła się już wcześniej. Ja czytałam właśnie, że już w pierwszym sezonie mieliśmy do czynienia z tym bohaterem, musiałabym jednak powrócić do początków serialu i dokładnie przyjrzeć się temu wątkowi.
Jedyne co jeszcze teraz chciałam wspomnieć...wydaje mi się, że to wymienianie imion przez Aryię nie ma związku z magią i z postacią tajemniczego zabójcy. Ona nie chce, aby oni zginęli w jakiś tam sposób, nie wypowiada przy tym żadnych życzeń. Ona powtarza te imiona, bo chce pamiętać wciąż o tych, których chce zabić, aby pomścić bliskich sobie ludzi. To dla dziewczynki swego rodzaju cel: zemsta.
Swoją drogą, kiedyś na tej liście był Ogar. W zaistniałej sytuacji chyba został wykreślony <mysli>Dlaczego? Jeszcze kilka odcinków temu powtórzyła jego imię, myślisz że ta sprawa z raną Ogara, jego wyznaniem oraz to, że pomogła mu - że to cokolwiek między nimi zmieniło? Wydaje mi się, że Arya nie darzy go już taką nienawiścią jak kiedyś i darowałaby mu życie, ale nie chce się do tego przyznać. Tak jak on nie chce się przyznać do swoich słabości. To dopiero dziwny duet :)
Chodzi Ci o scenę, w której Ned zabił Lady i Bran się obudził?
Chodzi Ci o scenę, w której Ned zabił Lady i Bran się obudził?Nie, raczej nie chodzi o to. Bran odczuwa tego rodzaju więź głównie ze swoim wilkorem - Latem. Nie pamiętam dokładnie jak to było w 3 sezonie, ale w 4 jest to szczególnie widoczne.
Tylko dlaczego ta dziewczyna, która z nimi podróżuje mówiła, że Bran musi się kontrolować, bo tym wilkiem zostanie. W sensie wejdzie za bardzo w umysł, rolę? <mysli>To fakt sprawy okołomurowe są dziwne i zawiłe i powiem szczerze, że mnie trochę nudzą oraz drażnią.
Zaprawdę powiadam wam, ten wątek plus sprawy okołomurowe to dla mnie są bardzo zawiłe rzeczy i dawno już się poplątałam.
nie ujawniać przed Jonem i wyruszać w poszukiwaniu tej trójokiej wrony...czy czego tam oni szukają.W końcu nie mogą pójść na mur, bo któryś z nich miał wizję, że tam jest zasadzka. Jednak czemu nie pokazali się Jonowi jak on był pod nosem to też tego nie kumam...
W końcu nie mogą pójść na mur, bo któryś z nich miał wizję, że tam jest zasadzka. Jednak czemu nie pokazali się Jonowi jak on był pod nosem to też tego nie kumam...Właśnie. I ta wrona szczerze mówiąc też zaczyna mnie już wkurzać.
Nie martw się Maleńka - Tyrion jest przyzwyczajony. Da sobie radę, choć przykro mu bardzo. A Tywin? Niby go wini za śmierć żony (ale jakaż to wina :o ), ale ciągle uznaje za Lannistera i mam wrażenie, że są chwile, kiedy patrzy na tego swojego karła z podziwem. To inteligentny gość, mądry i genialny strateg oraz wizjoner. I Tywin to wie.Wie i pewnie żałuje, że akurat mądry syn to kaleka... A Jaimie mający różne walory urodowe no nie bardzo może się wykazać innymi rzeczami. :P
Co zombie chcą od dziecka śp. dowódcy dzikich (Clostera, czy jak mu tam) <mysli> Raz próbowali go zabić, ale przeszkodził im w tym pulchniutki przyjaciel Snowa...po czym się uprowadzić udało i jakaś szkarada to dziecko głaskała aż przybrało ono kolor oczu przeźroczyście niebieski...
Niby go wini za śmierć żony (ale jakaż to wina :o ), ale ciągle uznaje za Lannistera i mam wrażenie, że są chwile, kiedy patrzy na tego swojego karła z podziwem. To inteligentny gość, mądry i genialny strateg oraz wizjoner. I Tywin to wie. :)Serio tak uważasz? Ja zawsze sądziłam, że Tywin skrywa raczej negatywne uczucia do syna, lecz skrywa je na tyle dzielnie, że tylko w określonych momentach się z nimi ujawnia. Nie dostrzegłam natomiast z jego strony żadnego podziwu.
Maleńka a jak ci się podoba Brien z Tartu? :DPrzez 10 minut zastanawiałam się o jaką postać chodzi :D Teraz już wiem, że chodzi o Brienne z Tarthu :) i też jestem ciekawa opinii Maleńkiej o tej postaci, w 3 sezonie odgrywa dość ważną rolę.
Nie wiem jak to się potoczy, ale nie chce mi się wierzyć, że Deanerys tak po prostu odda smoka za armię nieskazitelnych (czy jak im tam). Przecież to jej "dzieci" ... :(Don't worry ;)
Chodzi Ci o scenę, w której Ned zabił Lady i Bran się obudził?
Tego akurat nie pamiętam <mysli> Bran bez przerwy ma jakieś sny a to jak spada z wieży a to jak jakiś głos każe mu iść do drzewa i nie przypomina mi ono tego z Winterfell. Właściwie tych snów Brana plus trójokich wron ...nie do końca wiedziałam po co to jest i dlaczego. :ysz:
Ja akurat wywnioskowałam z rozmów (nie na podstawie konkretnej sceny, nawet jeśli sennej), ale myślałam raczej, że on się rzeczywiście zmienia w wilka.
Tylko dlaczego ta dziewczyna, która z nimi podróżuje mówiła, że Bran musi się kontrolować, bo tym wilkiem zostanie. W sensie wejdzie za bardzo w umysł, rolę? <mysli>
Zaprawdę powiadam wam, ten wątek plus sprawy okołomurowe to dla mnie są bardzo zawiłe rzeczy i dawno już się poplątałam.
Nie wiem jak to się potoczy, ale nie chce mi się wierzyć, że Deanerys tak po prostu odda smoka za armię nieskazitelnych (czy jak im tam). Przecież to jej "dzieci" ... :(
Przez pewien czas myślałam, że coś będzie pomiędzy nią i Jaime'im ale tylko mi się zdawało.Nie zdawało Ci się. W pewnym momencie byli bardzo blisko i ta ich bliskość będzie jeszcze później wyczuwalna. Mnie się wydaje, że Briennen kocha Jaimiego, ale taką miłością, która absolutnie nigdy nie ma szans zaznać spełniania. I ona doskonale o tym wie. Natomiast Jaimie - on chyba poczuł to, jakim uczuciem go obdarzyła, ale wie, że to nierozsądne. Co nie zmienia faktu, że okaże jej jeszcze w 4 sezonie swoją sympatię, podziw i wdzięczność. I za tę przemianę go lubię <serduszko>
Jean, Jorah kocha Dany i to jest pewne. Niezupełnie jako ojciec, ale jest to uczucie, którego fundamentem nie jest pożądanie, a troska, podziw i szacunek. Dlatego ja lubię, gdy on tak na nią patrzy, bo wiem, że póki on jest w pobliżu - nic złego się naszej Matce Smoków nie stanie :) W jego gestach, słowach, obecności - jest tyle miłości, ile ja widziałam w tym serialu tylko w relacjach Neda z Catelyn. Nigdzie więcej.Z racji zmęczenia napiszę tylko, że dołączam do sympatyczek owego pana. <buja_w_oblokach> Jest fantastyczny. Dany jest przy nim na pewno bezpieczna i jej nie zawiedzie. Nie obraziłabym się, gdyby między tą dwójką coś się podziało miłosnego, ale jak nie to też będzie dobrze. Byle tego nie popsuli.
Theona Greenjoya w ogóle mi nie jest szkoda. Chociaż trafił na wyjątkowego sadystę.Mnie ten sadysta brzydzi, przeraża, odrzuca. Jest okropny. Powiem szczerze, że ledwo oglądałam te sceny, a ja do wielkich nadwrażliwców raczej nie należę.
Mam nadzieję, że w czwartym sezonie ktoś zabije w końcu tego ohydnego starca, co udaje, że jest taki chorowity, a bzykać panienki jeszcze potrafi. Okropny typ.
Mnie ten sadysta brzydzi, przeraża, odrzuca. Jest okropny. Powiem szczerze, że ledwo oglądałam te sceny, a ja do wielkich nadwrażliwców raczej nie należę.Taaak...te sceny były okropne. Nigdy nie darzyłam Theona sympatią, zawsze był dla mnie podejrzanym typkiem, ale to jaką krzywdę mu wyrządzili jest nieprawdopodobne. Sceny te obserwowałam z drżeniem serca i o absolutnie pustym żołądku - a też nie należę do osób, które są szczególnie wrażliwe na takie widoki. Ciekawa jestem jak daleko się jeszcze posuną jeśli chodzi o szersze działanie <mysli> dotyczące przejmowania władzy, nie tylko samego znęcania się nad potomkiem rodu, którego nie darzą sympatią. Wydaje mi się, że ich okrucieństwo nie ma żadnych granic i jak ruszą gdzieś dalej to zrobią niezłą rzeź :P
Jak szaleństwo Dżefreja wzbudza we mnie emocje pozytywne i negatywne, tak tego osobnika się po prostu boję.
A właśnie pytanko...Wydaje Ci się :P
Zmienili aktora, który gra Littlefingera czy mi się wydaje?
Ze 3 odcinki IV serii za mną. Nie powiem - z jednej strony ucieszyła mnie śmierć Joffreya, ale z drugiej zasmuciła bo kogo będę nienawidzić teraz?Oj, znajdą się tacy, zobaczysz :P (co prawda Joff nadal w tej kwestii będzie najgorszy, ale...) Np. Littlefinger, przy całym zamieszaniu związanym z Sansą znienawidziłam gościa absolutnie, nie potrafię dostrzec w tej postaci nic dobrego i zaczynam się szczerze obawiać o dziewczynę, żeby nie zrobił jej żadnej krzywdy :(
Teraz chciałabym zobaczyć jaki będzie stosunek Cersei do młodszego syna, czy jego też będzie tak "wspierała" w rządzeniu i czy dojdzie do planowanych małżeństw.
Nie powiem - z jednej strony ucieszyła mnie śmierć Joffreya, ale z drugiej zasmuciła bo kogo będę nienawidzić teraz?
Mnie będzie brakowało tego aktora - był niesamowity. Na śmierć jego postaci w jego wydaniu patrzyłam z zachwytem. Kunszt. Do tego tak przekonująco że we mnie wzrósł zachwyt z patrzenia, z poczuciem, że oto rachunki zostały wyrównane. Ten odcinek był dla mnie szczególny.To fakt, od początku potrafił zbudować tę postać. Młody chłopak, a sprawił, że książę (a potem król) Joffrey od momentu pojawienia się w serialu wzbudzał w widzu niepokój, potem wręcz strach. I obrzydzenie! O rety, jak on mnie obrzydzał, jego zachowanie względem kobiet. Dlatego aktorsko to rzeczywiście była klasa i będzie mi tego trochę brakowało, choć zdolnych aktorów w serialu akurat mamy pod dostatkiem - "Arya" (jeszcze młodsza a jaka cudowna) czy "Sansa" też potrafią "zrobić robotę" <niecierpliwy>
Bardzo się cieszę, że Czarek Pazura stanie do walki w imieniu Tyriona!
No chyba, że wszyscy wiedzą jakie dokładnie panują stosunki w rodzinie Lannisterów itd."Lannistowie zawsze płacą swoje długi" - nie działa to przypadkiem w obie strony? <mysli> Przynajmniej mnie się dotychczas wydawało, że ich rodowe hasło sprawiło, że po Tyrionie można się było spodziewać, że odwdzięczy się za uratowanie mu życia.
Tak, ten osiłek to Gregor Clegane, czyli Góra.