Dyskutujesz.pl
Wszystko i nic => Na co dzień => Archiwum Na co dzień => Wątek zaczęty przez: Klaudia w Maj 25, 2012, 20:47:14
-
Temat żywcem wzięty z ifilmu, ale nic nie poradzę, że to teraz temat mi bliski. Także myślę, że nie tylko ja będę chciała go rozwijać, ale i inny obecni czy też przyszli kierowcy włączą się do dyskusji.
Otóż zapisałam się na kurs, co prawda jakiś czas temu, ale najpierw musiałam wychodzić troszkę na teorię i zapisałam się na pierwszą jazdę za tydzień i kurcze, strasznie się boję. Co prawda niby nigdy nie miałam za dużo do czynienia z samochodem, ale jakoś nie wyobrażam sobie siebie za kierownicą :D Wy też mieliście jakieś obawy, czy po prostu na lajcie podeszliście do tego?
-
Ojej, nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę. Tak strasznie miło wspominam jazdy eLką :( Pojeździłabym sobie jeszcze z moim instruktorem ;)
I oczywiście, że miałam obawy! Panikowałam jak głupia, bo generalnie nie wyobrażałam sobie siebie w samochodzie. Miałam wrażenie, że będę jeździć po ludziach, samochodach, krawężnikach i generalnie w głowie siedziała mi tylko myśl "po co ja się tam pcham, nie nadaję się do tego". Nie omieszkałam tego zakomunikować mojemu instruktorowi, gdy wiózł mnie na pierwszą jazdę :D
A dodatkowo przed pierwszą jazdą strasznie, ale to strasznie obawiałam się tego, na jakiego instruktora trafię, bo wiedziałam, że jeśli trafi mi się jakiś nerwus to będę siedzieć tam tylko zestresowana i pewnie się jeszcze poryczę, jak coś źle zrobię, a on obok będzie to jakoś komentował, krzyczał czy coś podobnego. Na szczęście nic podobnego nie miało miejsca. Trafił mi się spokojny, wyrozumiały instruktor, którego bardzo miło wspominam ;)
Także Klaudia - nie masz się czego obawiać, zobaczysz, że po tej pierwszej jeździe nie będziesz mogła się doczekać kolejnych :)
-
Także Klaudia - nie masz się czego obawiać, zobaczysz, że po tej pierwszej jeździe nie będziesz mogła się doczekać kolejnych :)
Mam nadzieję, że tak będzie! :)
Ale wmawiałam rodzicom przez miesiąc, że nie chcę, że mi to nie jest do niczego potrzebne i że się do tego nie nadaję, ale jak poszłam na pierwszą lekcję to pomału zaczęłam zdanie zmieniać, chociaż nadal nie wyobrażam sobie siebie kierującą samochodem, przecież te nasze ulice są strasznie wąskie a te samochody taaaakie szerokie, masakra!
Po teorii jak poszłam się zapisać na jazdę to facet pyta się na kiedy i takie tam i z kim chcę jechać, więc miałam aż 3 instruktorów do wyboru i mam nadzieję, że dobrze wybrałam, bo jednak 15 pierwszych jazd ma się z tym pierwszym instruktorem, ale facet wydał mi się taki fajny i przyjemny także mam nadzieję, że mnie nie zabije jak będę jechała całą ulicą, hahaha! :D
Sandi, a Ty za pierwszym razem zdałaś?
-
Ale wmawiałam rodzicom przez miesiąc, że nie chcę, że mi to nie jest do niczego potrzebne i że się do tego nie nadaję
Ja cały rok to przesuwałam mimo namawiania rodziców i podejrzewam, że gdyby nie zmiana formy zdawania egzaminów (do czego nie doszło w końcu :P) do teraz bym na prawo jazdy nie poszła ;)
przecież te nasze ulice są strasznie wąskie a te samochody taaaakie szerokie, masakra!
To się tylko tak wydaje. Pamiętam jak teraz, że zawsze jak patrzyłam z pozycji pasażera na drogę to mówiłam tacie "tato, ale jak ty jeździsz? przecież ten samochód się wydaje taki szeroki, ja mam wrażenie, że jedziemy całą drogą i się nie zmieścimy w 2 samochody na tej czy jakiejkolwiek innej ulicy! ;c" :D Ale jak się siedzi samemu za samochodem to jest inaczej, to się wyczuwa, naprawdę :)
Pierwszy na 15 jazd? To u Ciebie w szkole jazdy jest opcja z kilkoma instrokturami jak rozumiem? :)
Tak, zdałam za pierwszym razem. Do teraz nie wierzę! ;)
Szczerze mówiąc naprawdę pojeździłabym sobie jeszcze eLką. Z instruktorem obok czułam się tak bezpiecznie, wiedziałam, że w razie czego on coś zrobi ;D Samemu teraz to trochę głupio jest. W sensie... wiadomo, ze nauka jazdy to tylko taki wstęp, żeby się obyć z samochodem po zdobyciu prawka trzeba jeździć, jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć, żeby zdobywać doświadczenie. A ja ani nie mam czym, ani nie mam gdzie (taty samochodem ot tak 2h po mieście to nie bardzo jeździć) i tak naprawdę po odebraniu prawka za kółkiem siedziałam tylko parę razy. I to jeszcze z takimi przerwami, że po pierwszej czułam się tak dziko w samochodzie (i to jeszcze w dużym, a nie "moją micrunią" za czasów nauki :D) :P Muszę coś wykombinować, żeby sama częściej jeździć. Tymbardziej, że naprawdę mi się to podoba ;)
A to Ty za tydzień równy masz 1 jazdę, w Dzień Dziecka? :D
-
A to Ty za tydzień równy masz 1 jazdę, w Dzień Dziecka? :D
To znaczy chciał mnie zapisać na 1, ale powiedziałam mu, że chcę przeżyć ten Dzień Dziecka i żeby zapisał mnie na sobotę czyli na 2 no i o 11 startuję w miasto, także w miarę możliwości proszę trzymać kciuki żebym chociaż w całości wróciła do domu :hahaha:
Pierwszy na 15 jazd? To u Ciebie w szkole jazdy jest opcja z kilkoma instrokturami jak rozumiem? :)
Moją szkołę dla kierowców prowadzi ojciec i jego dwóch synów i każdy jeździ, bo wszyscy skończyli te kursy potrzebne także mogę sobie wybierać z kim chcę jechać, a że miałam do wyboru najmłodszego i najstarszego bo R. ma jakieś kursy gdzieś tam i nie mógł mnie wziąć to wybrałam tego starszego, wiadomo więcej wie, lepsze doświadczenie, a ten młody dopiero zaczyna uczyć także wolę nie ryzykować :hahaha: jednak moje życie choć troszkę jest cenne. :D
Tak, zdałam za pierwszym razem. Do teraz nie wierzę! ;)
Wow, to gratuluję! Z mojej klasy tylko jedna dziewczyna zdała za 1 razem, reszta dopiero za 3, 4. Aż boję się ile ja będę musiała jeździć. :hahaha:
-
A podobno najlepsi kierowcy to ci, którzy zdają za drugim razem. Ja akurat jestem w tej grupie ;)
Dużo samochodem nie jeżdże, bo swojego nie mam, ale uwielbiam prowadzić-relax w 100%.
Mam bzika na punkcie automatów, manual to dla mnie zgroza, chociaż co śmieszne na takich jeżdżę. Ale jakbym w życiu kupowała auto to nic innego tylko automat :)
Pamiętam pierwszą jazdę-brat kilka dni wcześniej wziął mnie poduczyć, ale wiadomo nic nie umiałam. Poszłam na jazdę, facet mówi "proszę wsiadać' a ja szybciutko na fotel pasażera, bo jak tu wsiadać za kółko w miasto jak nie wiem jak i co :) Ale się potem z siebie śmiałam.
-
także w miarę możliwości proszę trzymać kciuki żebym chociaż w całości wróciła do domu :hahaha:
Spoko, będzie dobrze! ;D
a że miałam do wyboru najmłodszego i najstarszego bo R. ma jakieś kursy gdzieś tam i nie mógł mnie wziąć to wybrałam tego starszego
To ile w końcu jest tych synów? 2 czy 3? ;D Skoro najmłodszy i najstarszy? To ten środkowy to kto? ;D
Wow, to gratuluję! Z mojej klasy tylko jedna dziewczyna zdała za 1 razem, reszta dopiero za 3, 4. Aż boję się ile ja będę musiała jeździć. :hahaha:
Dziękuję ;)
Powiem Ci, że dużo zależy od umiejętności i wiary w nie, ale też trzeba mieć trochę szczęścia, żeby chociażby nie trafić na egzaminatora, który udupi Cię na byle gównie i od początku będzie nastawiony na oblanie Cię i będzie tylko szukał powodu ;) Wszyscy wiemy, że tacy też niestety są...
Chociaż z tą wiarą w swoje umiejętności... Chciałam wierzyć, że mi się uda chociaż z reguły nie jestem osobą za bardzo w siebie wierzącą, ale okropnie bałam się, że wymuszę pierszeństwo, bo robiłam to na jazdach notorycznie. A oczywiście im bardziej na ostatnich jazdach na to uważałam tymbardziej mi się to nie udawało. Ten jeden element mnie prześladował. Ale na egzaminie, jak przykazał mi instruktor, mimo nerwów starałam się skoncentrować i rozglądać się 18378 razy zanim zechcę zrobić coś, co mogłoby zostać uznane za wymuszenie i udało się :)
A podobno najlepsi kierowcy to ci, którzy zdają za drugim razem. Ja akurat jestem w tej grupie ;)
Heheh, też słyszałam tę teorię :) No i gratuluję :)
Jednak wolę zostać przy swoim pierwszym razie, przynajmniej pieniążki za następny egzamin i dodatkowe jazdy zostały w portfelu :D
Mam bzika na punkcie automatów, manual to dla mnie zgroza, chociaż co śmieszne na takich jeżdżę. Ale jakbym w życiu kupowała auto to nic innego tylko automat :)
A ja nigdy nie jeździłam na automacie. Jestem ciekawa jak to jest :) Chociaż myślę, że bym się z nim polubiła :D
-
Ja nie panikowałam. Od zawsze kochałam samochody. Z niecierpliwością czekałam aż będę mogła zapisać się na kurs. Moja miłość do kierowania odwdzięczyła się, ponieważ zdałam za pierwszym razem. Byłam z siebie dumna ;D
Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez siadania za kółkiem. Ach, uwielbiam to!
-
Ja nie panikowałam. Od zawsze kochałam samochody. Z niecierpliwością czekałam aż będę mogła zapisać się na kurs. Moja miłość do kierowania odwdzięczyła się, ponieważ zdałam za pierwszym razem. Byłam z siebie dumna ;D
Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez siadania za kółkiem. Ach, uwielbiam to!
Więc możemy sobie przybyć piątkę :) Ja również kocham prowadzić i robię to zawsze, gdy jest ku temu okazja :) Bo póki co nie posiadam jeszcze własnych czterech kółek, ale już myślę o tym poważnie i odkładam pieniądze. Mam nadzieję, że do końca wakacji mi się to uda :) A nie chcę się bawić w kredyty.
A dla dziewczyn, które będą zdawały: musicie być pewne swoich umiejętności i nie poddać się egzaminatorowi. Pewność siebie to podstawa. Mi to pomogło. Od zawsze mówiłam, że zdam za pierwszym razem (choć nikt nie wierzył, nawet mój nauczyciel) i się udało :)
-
Ja nie panikowałam. Od zawsze kochałam samochody. Z niecierpliwością czekałam aż będę mogła zapisać się na kurs. Moja miłość do kierowania odwdzięczyła się, ponieważ zdałam za pierwszym razem. Byłam z siebie dumna ;D
Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez siadania za kółkiem. Ach, uwielbiam to!
Więc możemy sobie przybyć piątkę :) Ja również kocham prowadzić i robię to zawsze, gdy jest ku temu okazja :) Bo póki co nie posiadam jeszcze własnych czterech kółek, ale już myślę o tym poważnie i odkładam pieniądze. Mam nadzieję, że do końca wakacji mi się to uda :) A nie chcę się bawić w kredyty.
No to piątka :) Ja jak na razie też nie mam swojego auta - pożyczam od taty albo od narzeczonego (chociaż z tym drugim trochę gorzej, bo boi się o swój samochód, bo niby za szybko jeżdżę...). Marzy mi się jakiś jeep lub minivan.
I przyłączam się do słów Daisy - musicie wierzyć w siebie i swoje umiejętności oraz traktować egzamin jako zwykłą jazdę z instruktorem.
-
A ja nigdy nie jeździłam na automacie. Jestem ciekawa jak to jest :) Chociaż myślę, że bym się z nim polubiła :D
To zależy od tego czy lubisz "wajchę" w postaci skrzyni biegów. Ja nie lubię, więc automat dla mnie to bajka. Moja ciocia z kolei mówi, że automatu sobie nie wyobraża, bo właśnie lubie sobie 'pomachać' skrzynią.
Jeśli już dajemy rady to ja powiem jedną: jak insruktor uczy na łuku, że przy pierwszym pachołku(cofając) skręcacie kierownicą o 180stopni to nie słuchajcie. :)
-
Prawo Jazdy to było moje marzenie odkąd skończyła 18 lat...Zapisałam się na upragniony kurs wyjeździłam wszystkie godzinki. Wszystko miałam opanowane do perfekcji (tak myślałam dopóki nie nadszedł czas egzaminu smilie_girl_101) Zdałam za 4 razem :th_girl_haha: Dwa razy poległam na tym iditycznym placu i raz na mieście jak na skrzyżowaniu najechałam na podwójną ciągłą bo za duży łuk zrobiłam jak skręcałam w prawo :-\ (po egzaminie pokazałam instruktorowi za co mnie szanowna egzaminatorka oblała,powiedział że wcale się nie zdziwił, większe szanse na zdanie mają u niej chłopaki, ale nic mi nie chciał mówić przed egzaminem jak zobaczył że u niej będę zdawała >:() Czy wy też tak miałyście na kursach, że wolałyście skręcać w lewo niż w prawo? W końcu nadszedł czas na ostatni mój egzamin. Pan egzaminator jak spojżał to strach paraliżował na miejscu. Najpierw oblukał kto głupio się uśmiecha, kto wymusza uśmiech a kto po prostu marzy o tym żeby wsiąść, zdać i zapomnieć że coś takiego miało miejsce...Zdałam jako jedyna z grupy ( nie mam pojęcia jaki miałam wyraz twarzy :hahaha:) Miałam tylko jedno w głowie, zdać i ucikać z tamtąd w cholerę... Po egzaminie przyjaciółka powiedziała mi że dzień wcześniej ona u niego zdawała...Po dziesięciu minutach jazdy dojechała do skrzyżowania, zatrzymała się bo miała czerwone. kiedy zaczęły światła się zmieniać przygotowała się do ruszenia i samochód jej zgasł na środku skrzyżowania. Szanowny pan egzaminator wydarł na nią mordę że stwarza zagrożenie na drodze i że współczujeludziom którzy będą w przyszłości jeździć z nią jako pasażerowi...wtedy wyszła z samochodu, trzasnęła drzwiami i zostawiła go na środku skrzyżowania ;D Zdała za 7 razem...
-
a że miałam do wyboru najmłodszego i najstarszego bo R. ma jakieś kursy gdzieś tam i nie mógł mnie wziąć to wybrałam tego starszego
To ile w końcu jest tych synów? 2 czy 3? ;D Skoro najmłodszy i najstarszy? To ten środkowy to kto? ;D
Dwóch smilie_girl_356 najstarszy to ojciec, najmłodszy to najmłodszy syn, a w środku to straszy syn :th_0girl_dance:
Zdała za 7 razem...
O matko, ja bym chyba zwątpiła w swoje umiejętności, jakoś nie mam w sobie AŻ takiego zacięcia...
Kurcze, niby w dzisiejszym świecie każdy ma samochód i bez samochodu to jak bez ręki, ale jakoś to wszystko mnie przeraża, mieszkam w takim mniejszym mieście, ale jakoś nie wyobrażam sobie, że jak pójdę na studia to będę zdana tylko na siebie i na swoje prowadzenie auta, o ile oczywiście zdam :hahaha: bo tutaj to tata zawiezie, tata przywiezie, albo mama, a tam? Sama wśród innych zanieczyszczaczy powietrza :th_girl_haha: No ale mam nadzieję, że jakoś mi pójdzie! Ponoć najlepsza jest pierwsza jazda, bo później to tak nudno, oby i w moim przypadku się sprawdziło i żebym cała dojechała do domu :laie_67:
Z moich znajomych wiele osób oblewało na placu, czy to na wzniesieniu czy na jeździe po łuku, mało kto za pierwszym razem wyjechał na miasto, masakra! smilie_girl_238
-
Klaudia - trzymam kciuki i życzę powodzenia! :)
Pamiętam jak sama rok temu broniłam się wszelkimi sposobami przed zapisaniem się na kurs :D Rodzice nalegali, ja nie chciałam - bo kompletnie nie ciągnęło mnie do prowadzenia auta. Ale ostatecznie wspólnie z koleżankami zapisałyśmy się. Pamiętam moją pierwszą jazdę smilie_girl_101 Ja też wsiadłam na miejsce pasażera! smilie_girl_101 Jazdy miałam z dwiema instruktorkami - kobietami :D Na samym początku zabrała mnie na plac, pokazała wszystko. Także spokojnie - jeśli powiesz instruktorowi, że nie czujesz się pewnie, to od samuśkiego początku, wszystko spokojnie Ci wytłumaczy :)
Z każdą jazdą podobało mi się coraz bardziej :D Aż w końcu przyszedł czas na egzamin. Stres taki, że masakra! To znaczy u mnie ten stres przejawiał się w ten sposób, że dopóki nie wyczytano mojego nazwiska i nie kierowałam się do odpowiedniego samochodu - nie bałam się. Ale jak już wsiadłam w to egzaminacyjne auto, to była masakra. Bałam się strasznie. I przez ten stres zawaliłam i pierwszy egzamin i drugi. Do trzeciego podeszłam z zupełnie innym nastawieniem, pomogła mi też pewnie melisa :th_0girl_dance: :D No i za trzecim razem zdałam :)
I niedawno minęły mi 4 miesiące od zdania prawka. Baaardzo się cieszę, że dałam się namówić rodzicom i poszłam na kurs. Teraz uwielbiam jeździć :D I jeżdżę przy każdej okazji :D Swojego auta jeszcze nie mam. Ale jak tylko jest okazja, to jeżdżę samochodem rodziców :) I prowadzenia wbrew moim wcześniejszym przypuszczeniom, bardzo mi się podoba :th_0girl_dance:
-
Prawko mam już trzy lata i z każdym dniem jazdę samochodem uwielbiam bardziej. Do tej pory miała tylko dwie kontrole drogowe, żadnego mandatu, żadnych punktów karnych, uch, normalnie żyć i jeździć. Mama po kilku jazdach ze mną stwierdziła że do mojego samochodu wsiądzie jedynie z konieczności...bo moja prędkośc jazdy ją delikatnie mówiąć ''stresuje'' :th_girl_haha:
Przed trzecim egzaminem też piłam melisę...tak mnie cholera rozluźniła, że nie potrafiłam prosto po łuku jechać :th_girl_haha: Na czwarty poszłam na totalnym luzie i to mnie uratowało. Powiedziałam sobie '' zdam, zdam, zdam...albo nie"
Wczoraj moja szwagierka zdawała w Radomiu. Oblała 11 raz i powiedziała że robi sobie roczną przerwę. Podziwiam ją za wytrwałość ja chyba bym się załamała jak bym za czwarty razem nie zdała. Ile to nerwów kosztuje, że już o pieniądzach nie wspomnę :-\
-
A ja ze względu na dość dużą wadę wzroku na zrobienie prawka raczej nie mam szans :(
Jeszcze jakiś rok temu mi to nie przeszkadzało. Jakoś nie czułam potrzeby zrobienia kursu, nawet nie było mi żal, kiedy cała klasa i wszyscy znajomi latali na kursy, stresowali się,zdawali egzaminy.
Ale teraz bardzo bym chciała sobie pojeździć i gdybym tylko mogła bez chwili zwątpienia zapisałabym się na kurs.
Życzę Wam wszystkim powodzenia i trzymam za Was kciuki. :buzki:
-
Hm... a mnie została do wyjeżdżenia jeszcze jedna godzina i tak się zastanawiam, czy zapisać się już na egzamin (w Cze-wie czeka się na niego około miesiąca, no chyba że masz szczęście ;)), czy jednak wykupić sobie najpierw kilka dodatkowych godzin i dopiero potem nad tym myśleć, bo muszę przyznać, że kierowca ze mnie jest na prawdę marny. :P
-
Wczoraj moja szwagierka zdawała w Radomiu. Oblała 11 raz i powiedziała że robi sobie roczną przerwę. Podziwiam ją za wytrwałość ja chyba bym się załamała jak bym za czwarty razem nie zdała. Ile to nerwów kosztuje, że już o pieniądzach nie wspomnę :-\
Ja zdawałam w Radomiu i aż nie mogę się powstrzymać przed pytaniem: za głupotę byle dziwczynę oblać, czy za niespecjalne przygotowanie?
Pamiętam, że na teori miałam takiego służbistę, że strach podejść na kilometr do niego. Potem na praktykę jak szłam to mówiłam "oby nie ten służbista". No i moje wielkie szczęście-trafiłam na niego i załamka na maxa. Ale akurat u niego zdałam.
Moja kumpela podchodziła też w R-m 7 razy.
-
Pierwsze jazdy, kiedy to było... Teraz są egzaminy.
Chciałabym mieć to już za sobą... teoria zdana 18/18 natomiast praktyka eh... stres ze mną wygrał. Mimo że, nie było po mnie znać. Noc nie przespana, tyle przygotowań... a tu klops. Mimo że instruktor dawał mi 90% szans za pierwszym razem (reszta zdarzenie nieprzewidywalne lub egzaminator postanowi że NIE).
Teraz czekam na drugie podejście, i mam nadzieję że faktycznie najlepsi zdają za drugim.
Nie wiem czy potrafiłabym zdawać więcej niż trzy razy. Raczej przestałabym wierzyć w to czy potrafię. Jestem trochę zła, że nie mogę robić tego co KOCHAM. Muszę czekać a tak bardzo chcę się wybrać w trasę, gdzieś daleko... jak najdalej... byle tylko ja i samochód. smilie_girl_349
-
tak bardzo chcę się wybrać w trasę, gdzieś daleko... jak najdalej... byle tylko ja i samochód. smilie_girl_349
Ja dokładnie tego samego chciałam przed egzaminem... wyrwać się i otworzyć dach w swoim ''kabrolecie'' i poczuć wiatr we włosach.
W praktyce wyszło zupełnie inaczej, po 70 km złapałam gumę i zepsół mi się samochód. :laie_67: Dzięki Bogu że są jeszcze na tym świecie życzliwi ludzie i poratują w razie kryzysu drogowego :D
-
A ja ze względu na dość dużą wadę wzroku na zrobienie prawka raczej nie mam szans :(
Luśka a dużą masz tą wadę? Bo wiesz zawsze można założyć soczewki, także może wtedy byś mogła dostać kwitek od lekarza na pozwolenie prowadzenia samochodu? smilie_girl_30
A ja przyszłam się do Was pochwalić, otóż dzisiaj tak naprawdę (no może nie do końca) po raz pierwszy jechałam samochodem smilie_girl_299 stwierdziłam, że muszę troszkę poćwiczyć, bo jak pójdę taaaka zielona na pierwszą jazdę, to facet biedny się załamie i nie będzie chciał ze mną więcej jeździć. :th_girl_haha:
I wiecie co, tylko ze trzy razy mi zgasł i może ze dwa razy zrobiłam kangurki :th_girl_haha: a tak to elegancko jechałam, chociaż jakoś mieszają mi się nogi, sprzęgło, gaz, sprzęgło hamulec, sprzęgło biegi, o matko cały czas sprzęgło :th_girl_haha: Wy też mieliście takie coś czy tylko ja jestem jakaś taka niewydarzona? smilie_girl_101
Jechałam co prawda minivanem więc to troszkę inaczej niż Toyotką czy Swiftem ale w sumie lepsze to niż wsiąść w busa, bo i to mi dzisiaj tatuś proponował. :laie_67: Ale kurde, mimo wszystko mam ogromnego cykora przed sobotą, jakoś tak po dzisiejszej próbie jazdy nie mogę powiedzieć, że jakoś mnie to rajcuje, że mam jakiegoś bzika na tym punkcie... raczej nie... ale mam nadzieję, że mi się z czasem odmieni, bo jeździć na siłę to nie, dziękuję bardzo za taką jazdę i za ten cały stres.
-
Nogi mi się nie mieszały, ale na pierwszej jeździe to jechałam przed siebie, a tak naprawdę nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje. Byłam tak zajęta tym, że w ogóle JADĘ przez środek miasta i że muszę się skupić i pilnować właśnie tego całego sprzęgłogazjedynkasprzęgłostopsprzęgłogazjedynkagazsprzęgłodwójkakierunkowskaz, że gdyby ktoś się mnie zapytał, gdzie jeździłam to nie odpowiedziałabym mu. Nie ma szans ;)
Na szczęście to chyba normalne, bo oczywiście jak tylko wyjechałam w miasto na tej pierwszej jeździe to pan mi powiedział, że mam się nie stresować i niczym nie przejmować tylko sobie jechać, a on mi będzie mówił, kiedy mam pierwszeństwo i te sprawy, bo on doskonale wie, że dla początkującego skupic sie jednoczesnie na jeździe i na rozglądaniu się po znakach i na drogę to abstrakcja :) I, że dopóki nie będę biegów i tych tam spraw robić tak "z automatu" i się nie oswoję to on mi wszystko będzie mówił, a ja relaaax i jazda :D
Swoją drogą koniecznie w sobotę daj znać jak wrażenia jak będziesz po tej pierwszej jeździe ;) Jestem ciekawa jak tam Ci się spodoba :D
-
tak bardzo chcę się wybrać w trasę, gdzieś daleko... jak najdalej... byle tylko ja i samochód. smilie_girl_349
Ja dokładnie tego samego chciałam przed egzaminem... wyrwać się i otworzyć dach w swoim ''kabrolecie'' i poczuć wiatr we włosach.
W praktyce wyszło zupełnie inaczej, po 70 km złapałam gumę i zepsół mi się samochód. :laie_67: Dzięki Bogu że są jeszcze na tym świecie życzliwi ludzie i poratują w razie kryzysu drogowego :D
uff dobrze, że potrafię zmienić koło w samochodzie. Masz miłe wspomnienia z pierwszej samodzielnej jazdy smilie_girl_253 takich rzeczy się nie zapomina...
Pamiętam swoją pierwszą jazdę, gościu zabrał mnie na jakieś osiedle. Tam mi wszystko tłumaczył, robił wykłady. Mówił że, wie iż kobiety maja problemy z opanowaniem samochodu i nie jeżdżą tak dobrze jak faceci. Zmienił zdanie jak tylko ruszyłam :D Zgasł tylko raz ale zapomniałam zmienić bieg na 1, ruszałam z 2 smilie_girl_347 Nigdy nie zapomnę jego miny, nie mógł uwierzyć, że wcześniej nie jeździłam samochodem smilie_girl_101 utarłam mu nosa.
Nie wiem czy to dobry pomysł wcześniej próbować jeździć. Każdy inaczej uczy, tata tłumaczy inaczej instruktor inaczej, koleżanki/koledzy też. Mam nadzieję, że nie powstanie Ci w głowie zamieszanie.
I bardzo ważny jest instruktor, jakie ma podejście do kursanta. W moim przypadku po 30h wkurzania się na kolesia zmieniam na innego z innej szkoły. Zupełnie inaczej się z nim uczyło, parę godzin sprawiło że poczułam się pewniej na drodze. I uwierzyłam w to, że potrafię. I jeszcze bardziej się zakochałam smilie_girl_301 Szkoda tylko, że zmarnowałam godziny z pierwszym instruktorem.
-
Jeeeeeeeeeeeej! ? Pierwsza jazda za mną i podobało mi się, ba! nawet bardzo mi się podobało. Panikowałam strasznie, ręce trzęsły mi się jak szalone, nawet instruktor to zobaczył smilie_girl_120 ale już jak wyjechałam z podwórka to jakoś poszło i o dziwo zgasł mi tylko 2 razy na wzniesieniu, ale mam nadzieję, że podczas następnej jazdy (to już w poniedziałek! smilie_girl_149) będzie lepiej i już nie zgaśnie i o dziwo nie zrobiłam ani jednego kangurka! W ogóle Swiftem jakoś lepiej się jedzie niżeli Galaxy, przynajmniej jest mniejszy i jakoś nie zajmuje tyyyyyle miejsca na drodze. :th_girl_haha:
-
To tylko samochód nie ma czego się bać smilie_girl_299
Bardzo się ciesze, że jesteś już po pierwszej jeździe. To nie jest takie straszne jak zauważyłaś.
Widzę że, polubiłaś jazdę :D teraz to już górki smilie_girl_253
-
Klaudia powodzenia w poniedziałek :* i trzymam kciuki żeby udało ci się : *
-
Klaudia Trzymam kciuki! ;*
A wiesz, że zazwyczaj za pierwszym razem zdają Ci, który w ogóle jeździć nie umieją? ;D
A ja w tym tygodniu mam zamiar zapisać się na prawo jazdy. ;D. I jestem kompletnie zielona.. Nigdy nie jechałam za kółkiem. Mam nadzieje, że nie wjadę w żaden rów jak kiedyś skuterem ;D
-
Prawo jazdy mam już od kilku miesięcy. Zdałam za 4 razem, nie jestem z siebie zadowolona, ponieważ mój instruktor mówił,że miałam predyspozycje,żeby zdać za pierwszym razem. Mówi się trudno, chyba miało tak być, ważne,że w ogóle zdałam. Niestety nie jeżdżę zbyt często, ponieważ nie mam samochodu,a rodzice mi nie dają swojego. Twierdzą,że jeżdżę zbyt szybko... Teraz wystarczy kupić swoje auto i w drogę :)
-
Prawo jazdy mam już od kilku miesięcy. Zdałam za 4 razem, nie jestem z siebie zadowolona, ponieważ mój instruktor mówił,że miałam predyspozycje,żeby zdać za pierwszym razem. Mówi się trudno, chyba miało tak być, ważne,że w ogóle zdałam. Niestety nie jeżdżę zbyt często, ponieważ nie mam samochodu,a rodzice mi nie dają swojego. Twierdzą,że jeżdżę zbyt szybko... Teraz wystarczy kupić swoje auto i w drogę :)
Nie ważne za którym razem zdałaś. Nikt Cię o to nie pyta. Masz prawko?? Masz i tyle wszystkim do tego. I możesz być z siebie zadowolona - zdałaś. I to się liczy. smilie_girl_299
Egzamin to zupełnie inna sprawa, tam występuje wielki stres. Przez głupotę możesz oblać, niekoniecznie z niewiedzy. W praktyce jak zaparkujesz za 3 razem nic się nie stanie, a na egzaminie oblewasz.
-
A wiesz, że zazwyczaj za pierwszym razem zdają Ci, który w ogóle jeździć nie umieją? ;D
:th_girl_haha: to mam szansę zdać za pierwszym? smilie_girl_299 Ale tak na poważnie, to przede mną jeszcze 29 godzin także mam nadzieję, że na spokojnie wszystkiego się nauczę i wszystko będę robiła już płynnie.
A ja w tym tygodniu mam zamiar zapisać się na prawo jazdy. ;D. I jestem kompletnie zielona.. Nigdy nie jechałam za kółkiem. Mam nadzieje, że nie wjadę w żaden rów jak kiedyś skuterem ;D
Nie masz czego się obawiać, naprawdę! Ja panikowałam przed pierwszą jazdą jak głupia, byłam już naprawdę skora ją odwołać, ale jakoś pokonałam stres i byłam mega zadowolona, chociaż jak trafi Ci się jakiś niefajny instruktor to możesz mieć nieciekawie, dlatego przed wyborem szkoły posłuchaj opinii innych. smilie_girl_120
I dziękuję, że trzymacie za mnie kciuki, jesteście WIELCY! smilie_girl_321
-
Ja tak jak Fanta idę się zapisać na prawko już niedługo, a dokładniej w poniedziałek ;d dobrze że najpierw jest teoria ;]
I totalnie nic nie umiem, kilka razy tylko siedziałam na fotelu kierowcy i kumpel próbował mnie uczyć zmiany biegów - ale mi to nie wychodziło... ;/
Będzie masakra, ludzie z mojego miasteczka powinni pozamykać się w domach jak będę jeździć, jeszcze komuś krzywdę zrobię, albo wyląduję na drzewie... :ysz: hm.. chociaż z drugiej strony to nie mogę się doczekać tego aby wsiąść do autka, uwielbiam samochody i zawsze chciałam umieć jeździć, a teraz może w końcu to marzenie się spełni ;D
Aa właśnie, co do egzaminu, mój sąsiad mi tłumaczył, żebym się nie martwiła tym (wszystkich zadręczam moim gadaniem o prawku ;p ) i jeśli chodzi o egzamin, to to nie ważne za którym razem się zdaje, trzeba próbować aż do skutku, aż się uda. Liczy się sam fakt, że się zda, a nie to za którym razem. ;)
Klaudia też będę trzymać kciuki ;)
-
Jak dla mnie całym plusem jest fakt iż ja z Truskawką będziemy uczyć się razem. ;D Zawsze jest mniej stresu kiedy wiesz, że obok siedzi znajoma Ci osoba, która Cię nie wyśmieje. Boje się. Tu już nie chodzi o siebie, ale o instruktora i Ewę :th_girl_hideface:. Ze mną to wszystko możliwe.. Dobrze, że pan instruktor ma obok siebie hamulec.. ;D
-
A ja ze względu na dość dużą wadę wzroku na zrobienie prawka raczej nie mam szans :(
Luśka a dużą masz tą wadę? Bo wiesz zawsze można założyć soczewki, także może wtedy byś mogła dostać kwitek od lekarza na pozwolenie prowadzenia samochodu? smilie_girl_30
Bardzo dużą. Krótkowzroczność, 12 dioptrii... Soczewki sprawy nie załatwią... Zaświadczenia raczej żaden lekarz mi nie wyda... :zla:
Klaudia, trzymam kciuki smilie_girl_299
-
A ja ze względu na dość dużą wadę wzroku na zrobienie prawka raczej nie mam szans :(
Luśka a dużą masz tą wadę? Bo wiesz zawsze można założyć soczewki, także może wtedy byś mogła dostać kwitek od lekarza na pozwolenie prowadzenia samochodu? smilie_girl_30
Bardzo dużą. Krótkowzroczność, 12 dioptrii... Soczewki sprawy nie załatwią... Zaświadczenia raczej żaden lekarz mi nie wyda... :zla:
Ojej to dużo! Ale moja koleżanka na jedno oko ma chyba 10 dioptrii, a na drugie widzi normalne i dostała zaświadczenie na 10 lat, także możesz spróbować, najwyżej jak nie wyda to będziesz miała czyste sumienie, że jednak spróbowałaś. smilie_girl_120
I dziękuję za trzymanie kciuków, to już jutro! smilie_girl_299
Dobrze, że pan instruktor ma obok siebie hamulec.. ;D
Pan instruktor ma hamulec, ma sprzęgło i w razie czego zdąży złapać za kierownice i skręcić gdybyś chciała zaprzyjaźnić się z drzewem. :th_girl_haha: Także spokojnie, podejdź do tego na luzie, albo chociaż nie smilie_girl_299 ja przed samą jazdą panicznie się bałam, ale stres bardzo pozytywnie na mnie zadziałał, powiedziałam sobie: Inne dziewczyny jeżdżą, to ja nie będę jeździć? i poszło z górki. smilie_girl_253
-
Dziewczyny, życzę wam owocnego kursu :)
A jak już się odbierze prawko...to jaka przyjemność z jeżdżenia :D
Ja np. jak potrzebuję się trochę rozładować to wsiadam do autka na przejażdżkę: kierownica, muzyka na maxa i ja. ;D Uwielbiam to! smilie_girl_299
Jeżdżę już ponad pół roku - ale to zleciało :D Ale cieszę się że jeżdżę bo mam przykład koleżanki co zdała trochę po mnie i która nie jeździ w ogóle...to teraz przyszło jej wsiąść do auta jak pojechała do domu i mówiła że czuła się jakby wsiadała po raz pierwszy do auta, że niby się nie zapomina itd. ale mega stres i przez to zdarzało jej się popełniać jakieś błędy, a to jej zgasł silnik, a to stwierdziła że musi sobie znaki poprzypominać...
-
A to akurat prawda. Ja na początku jeździłam, a potem... ech. Teraz wsiadam za kierownicę raz w roku, maks 2-3. I zawsze na początku się stresuję, muszę wszystko ogarniać, dopiero po jakimś czasie czuję się 'pewnie'. W sumie to chwilami czuję się jak 'kaleka' z tym, że muszę mieć K., żeby jechać gdzieś dalej, bo sama ze sobą to raczej nie pojadę. Z drugiej strony nie jestem uzależniona od samochodu - chodzę pieszo, używam komunikacji miejskiej. Tak, schodzi dłużej, ale też wychodzi mnie dużo taniej... no i kiedy przemierzam świat pieszo, to przynajmniej mam jakiś ruch. :D Przy tym.. nie stoję w korkach, nie wściekam się na innych kierowców, mogę spokojnie oddać się książce (w komunikacji miejskiej, nie na spacerze :D), albo uciec w świat marzeń. Dla mnie plusy przeważają :P
Co nie zmienia faktu, że będę musiała się z samochodem przeprosić, bo kiedy wrócę do pracy, to nie pozostanie mi nic innego, jak odwożenie Asi do babci. Albo do ciotki. Tak czy siak - jedyna opcja to samochód, bo autobusami i tramwajami schodziłoby mi strasznie, strasznie długo. Ech. Trzeba będzie, to będzie trzeba, ale nie cieszę się na to. Prowadzić nie lubię, za kierownicą czuję się źle, a i w ogóle bleeeh. Jestem przykładem królewny, która lubi mieć swojego szofera, który ją wszędzie zawiezie. :D Nie no... tak serio, to jeden nie lubi chodzić po górach, drugi nie lubi gotować, trzeci nie lubi robić zakupów, a ja nie lubię prowadzić. I tyle :D
-
Dzisiaj z Truskawką miałyśmy pierwszą jazdę! ;D To było coś pięknego! Nigdy nie sądziłam, że polubię samochód. ;D Jeździło mi się całkiem przyjemnie i nawet pomału zaczęłam ogarniać o co chodzi! :D Co prawda pchało mnie trochę w bok, ale da się to opanować..I pomyśleć sobie, że czeka mnie jeszcze tyle nauki. I teoria! Masakra! We wtorek mamy drugą jazdę! smilie_girl_149 Aż nie mogę się doczekać. A tak się bałam! :D
W sumie to to nic trudnego.. Należy tylko nabrać wprawy i jechać smilie_girl_299
-
Fanta... jakoś strasznie szybko miałaś pierwszą jazdę. smilie_girl_299
Nigdy nie sądziłam, że polubię samochód. ;D
Ja również, ale po pierwszej jeździe stwierdziłam, że się polubię ze Swifftem, a po drugiej i trzeciej doszłam do wniosku, że Yariska też jest fajna! smilie_girl_253
A Ty czym jeździłaś?
We wtorek mamy drugą jazdę!
WOW, super! Ja w poniedziałek mam JUŻ czwartą. :th_0girl_dance:
-
Fanta... jakoś strasznie szybko miałaś pierwszą jazdę. smilie_girl_299
To fakt. Jazdę miałam bardzo szybko. W sumie to może i lepiej bo chciałabym posiadać prawko zaraz po urodzinach. ;D A do tego Marcin- nasz nauczyciel. Jest wpaniały! Ciesze się, że poszłam właśnie do niego. Jest taki zabawny i potrafi rozluźnić sytuację.. smilie_girl_299
Prawdę powiedziawszy to nie wiem jakim samochodem jechałam.. Jakimś fiatem. Następnym razem bardziej się przyjrzę! smilie_girl_269
-
A ja już czekam na ustalenie egzaminu... Mamo, boję się !
Ale mam nadzieję, że zdam chociaż za 10 razem:)
Normalnie jeżdżenie w nowiutkiej Toyocie to jest coś ; D
Instruktor fajny więc narzekać nie miałam na co, nawet przystojny jest haha !
A tam nie ma się czego bać dziewczyny.! Ja się bałam biegów haha a teraz śmieje się z samej siebie:D
Wybrałam Gdynię na zdawanie egzaminu. Martwię się tylko tym, że mi zgaśnie bo czasem mam z tym jeszcze problem:/
-
Zapomniałam się pochwalić. 14. kwietnia zdałam egzamin na prawo jazdy. Prawko już odebrałam, jeździłam, i do dzisiaj uśmiech nie schodzi mi z twarzy jak sobie pomyślę o tym egzaminie :D Miałam naprawdę świetnego egzaminatora, był bardzo symoatyczny i tak jakoś od razu stres przy nim odchodził ;)
-
Mam wrażenie, że jestem jakimś odmieńcem... ale prawka nie mam i nie planuję.
Jasne, CZASEM by się przydało. Ale tak rzadko, że nie ma sensu robić całego kursu. Szkoda czasu i pieniędzy. Tym bardziej, że jeździłam parę razy samochodem i nie sprawia mi to żadnej przyjemności. Uważanie na wszystko na drodze, przestrzeganie przepisów, bawienie się z biegami, sprzęgłem... nie, dzięki. Wolę się rozsiąść w pociągu i czas podróży spędzić na czytaniu książki albo słuchaniu muzyki. :P
TYM BARDZIEJ że nie mam swojego samochodu ani perspektyw na taki w najbliższej przyszłości. Więc nawet, kiedy już zdarza się ta sytuacja, że z przymusu wsiadłabym za kierownicę... to nie miałabym za kierownicę czego wsiadać. :P
Jak w mojej klasie nastał sezon kursów prawa jazdy, wiecznie słyszałam, że powinnam natychmiast się zapisać i zrobić prawko. Zwłaszcza od dwóch koleżanek - P. i S.
No. To P. zrobiła prawko, zdała za pierwszym razem (we wrześniu zeszłego roku), włożyła prawko do portfela i od tego czasu nie usiadła za kierownicą.
S. zdała również, a najdalsze trasy na jakie się wypuszcza to w obrębie rodzinnego miasta. Do kina nie pojedzie, bo nie umie zaparkować w większym mieście. Do szkoły na maturę nie pojedzie, bo za duży ruch. Na koncert nie pojedzie, bo boi się jeździć po mieście którego nie zna.
SERIOUSLY? -.-
-
Jasne, CZASEM by się przydało. Ale tak rzadko, że nie ma sensu robić całego kursu. Szkoda czasu i pieniędzy. Tym bardziej, że jeździłam parę razy samochodem i nie sprawia mi to żadnej przyjemności. Uważanie na wszystko na drodze, przestrzeganie przepisów, bawienie się z biegami, sprzęgłem... nie, dzięki. Wolę się rozsiąść w pociągu i czas podróży spędzić na czytaniu książki albo słuchaniu muzyki. :P
O jaaaa! Znalazł się ktoś, kto myśli tak, jak ja. Różnica polega na tym, że kiedyś tam nie zaoszczędziłam czasu i pieniędzy, ale moje prawko nie jest aktualne, więc prawie tak, jakbym go nie miała. (Wiem, że bez zmiany nazwiska mogłabym jeździć i co najwyżej przypłaciłabym to karą pieniężną, ale jest to moja słodka wymówka...)
Naprawdę z przerażeniem czytałam wszystkie wpisy... i czułam się dziwnie z moim podejściem. Cieszę się, że znalazł się drugi 'odmieniec' :D
-
Wiesz Sara że ja też tak miałam? Jak wszyscy zrobili... ja uparcie że NIE. Po co mi, na co... a w dodatku się zwyczajnie bałam, nie wiedziałam jakbym to miała ogarnąć - na co stres, jak i tak nie będę jeździć...
ale przyszedł czas - w 2011 że... tu chce iść do teatru, nie mam czym wrócić do domu, tu jakaś impreza- no to samo (chociaż fakt, że wtedy nie mogę pić ale ja się potrafię też bawić bez alkoholu)... a to do babci, a to gdzieś...no i jak nic czułam, że byłoby łatwiej mieć taką ewentualność.
Ale nadal się bałam, więc jakoś tak mówiłam że się zapisze itd., ale ... w końcu się zmobilizowałam, zapisałam marzec/kwiecień, szybko wyjeździłam jazdy, a we wrześniu zdałam.
Ale zrobiłam w odpowiednim czasie, mam swoje autko( na spółę z siostrą ale ona nie jeździ więc ja wyłącznie się nim poruszam jako kierowca) i rzeczywiście jeżdżę.
A gdybym zrobiła jako 18stka, to na pewno samochodu bym nie miała i bym nie jeździła... i co by z tego było. A potem znowu bym się musiała uczyć i znowu pewnie bym się bała, stresowała itd.
Przyszedł czas na to prawko, dojrzałam w pewien sposób... a teraz cieszę się że je mam, lubię jeździć i czasami się przydaje... ale nadal się lubię z pksami, czy pkp. Zależy od sytuacji, możliwości... czasami auto, czasami inny sposób dojazdu bo nie wszędzie się zwyczajnie opłaca bo benzyna droga a ja nadal zniżka studencka. Ale duże ułatwienie ogólnie gdy np. nie mam jak wrócić... no i chcę to jadę, po prostu. A i dla mnie jakaś forma relaksu nawet czasami. :)
-
Haha, piątka, Myszka! :)
Poza tym, tak dodając do tego, co już powiedziałam - wydaje mi się, że skoro i tak nie będę teraz jeździć, to po co je robić? (A w Twoim przypadku: uaktualniać)? Jak się przestanie jeździć, to ciężko do tego wrócić, przynajmniej tak mówią...
A gdybym zrobiła jako 18stka, to na pewno samochodu bym nie miała i bym nie jeździła... i co by z tego było. A potem znowu bym się musiała uczyć i znowu pewnie bym się bała, stresowała itd.
Przyszedł czas na to prawko, dojrzałam w pewien sposób...
O, dokładnie o tym mówię. :)
Nie zapieram się, że nigdy nie zrobię. Absolutnie! Pewnie jak mi się pozmienia życie, pojawią się nowe okoliczności... to i na prawko przyjdzie czas. ;)
-
Ja też się nie zapieram, że nie będę nigdy jeździć. Mam prawko. I nikt mi go nie zabierze. Nawet powoli przymierzam się - pisałam gdzieś tam wyżej, bo ktoś będzie musiał wozić Jo... ale może to nie ja będę musiała, może opieka będzie przybywać do mnie, a może nie wrócę do pracy tak szybko, jak chcę... póki co nie czuję potrzeby uaktualniać i tyle. :D Poczuję, to się zmobilizuję.
Jednak mała szansa, że polubię kiedykolwiek. Zwłaszcza z K. na siedzeniu pasażera. Toż to koszmar jest. Z przyjemnością nie ma nic wspólnego...
-
No dokładnie Smerfiku, przyjdzie czas że poczujesz - tak, to jest ten moment, prawko mi się przyda i pewnie zrobisz ;) Ale nie ma co robić na siłę, byleby zrobić.
Moja siostra jest tego przykładem. Zrobiła po osiemnastce od razu, ma je już 10 lat i nie jeździ w ogóle! No bo...po zdaniu przejechała może raz, czy dwa, minęło 10 lat i nie usiądzie za kierownicę tak sobie... musi iść na jazdy doszkalające by się wprawić. Ale też jak do tej pory tego nie zrobiła, jakoś nie bardzo chce, nie czuję tego... i chyba lubi mnie za kierownicą :D :D :D
No bo K. to jest typ kierowcy - sam wie i robi najlepiej ;D A ty się ciesz, bo zawiezie, przywiezie... a ty możesz usiąść, się zrelaksować, poczytać - ja znam zalety i czasami też bym chciała by mnie ktoś powoził :D Ale nie mam tak dobrze :P
-
Oj tak, chwilami też chciałabym być pasażerem, a nie wiecznie tkwić w tych korkach, wpychać się, uważać na wszystko wokół, jechać nad morze i obserwować sobie otoczenie, a nie się skupiać na wyprzedzaniu ;)
Mam nadzieję, że mój K. kupi sobie niedługo samochód ;)
-
Smerf! Ja też tak miałam, wszyscy robili prawko, a mnie do tego w ogóle nie ciągnęło. Myślałam sobie "po co?". Ale przyszedł taki moment rok temu, że stwierdziłam "kurde, jak bardzo chcę!". Także, wiesz, jeszcze wszystko przed Tobą :)
Ja kocham jeździć, lubię czuć prędkość pod nogą. Podobno mam ciężką nogę, tak mi mój instruktor zawsze mówił :D
Jeździłam ostatnio z tatą... Grrrr, myślałam że mu każę wysiąść na środku skrzyżowania :P
-
Jeździłam ostatnio z tatą... Grrrr, myślałam że mu każę wysiąść na środku skrzyżowania :P
Chyba ze wszystkimi ojcami tak jest; ja swojego mam ochotę wysadzić niemal za każdym razem, kiedy ze mną jedzie :th_0girl_hysteric:
- Uważaj, musimy wszystkich przepuścić.
- Włączyłaś migacz?
- Może zmienisz pas?
- Uważaj, czerwone.
:th_0girl_hysteric: :th_0girl_hysteric: :th_0girl_hysteric:
Człowieka może szlag trafić hehe.
-
Aaaa!! Dziewczyny to już jutro!:) Trzymać kciuki żebym zdała, i żeby egzaminator był miły ; D Och tak !
9.30 wszyscy się modlą za mnie hehe ; D
-
To ja 3mam kciuki. Nie stresować się! Szczególnie na placu, bo potem to już 'z górki'. smilie_girl_307
-
Caro, pierwszy raz egzamin? Trzymam kciuki!
Postaraj się nie stresować (chociaż ja wiem, że tak się nie da, bo sama sobie tak mówiłam, a i tak stres był ogromny) i jakoś to pójdzie. Pomyśl sobie, że egzaminator to tylko człowiek, który ma taką pracę. I postaraj się nie rozpraszać na tym egzaminie, bądź skupiona, nie zapomnij o zapięciu pasów, ustawieniu lusterek i włączeniu świateł na samym początku, bo na to bardzo patrzą i jak się Ciebie zapyta "jest Pani gotowa do jazdy?", to się jeszcze upewnij z raz czy na pewno wszystko włączyłaś i ustawiłaś jak powinno być. Buziak i kopniak w tyłek na szczęście!
-
Mam pytanie do "kursantów" - jak Was uczą jeździć instruktorzy?
Bo ja od pewnego czasu odnoszę takie wrażenie, że taką "żelazną" zasada szkolenia kierowców jest - "Podziel przez dwa aktualne ograniczenie prędkości i to co ci wyjdzie uzyskaj na prędkościomierzu". Czyli jak 70 - to 35, jak 60 - to 30, jak 50 - to 25 itp.
Wczoraj myślałem, że mnie rozerwie - ograniczenie do 50, przede mną "L" jadąca 20 na godzinę a za mną chyba z 20 samochodów. Szosa sucha, widoczność dobra.
Jak ja robiłem kurs - instruktor zawsze mówił - "Nie przekraczaj prędkości ale i nie tamuj ruchu bo nie jesteś sam na drodze". Teraz jak widać jest jakoś inaczej.
-
Nienawidziłam takich "L" kiedy sama jeździłam eLką. Bo ja to raczej nie dzieliłam prędkości, a mnożyłam ją razy dwa :D Tzn. nie szarżowałam aż tak strasznie, ale wolno nie jechałam. A mój instruktor zawsze mówił, że jeżdżę szybko, ale bezpiecznie, wiem kiedy mogę.
-
Muszę się jeszcze pochwalić, jechałam wczoraj autem koleżanki. I sama Monika powiedziała, że super jeżdżę. (a bała się jechać ze mną po tym jak jej opowiadałam jak mój tato na mnie w aucie krzyczał)
Czyli to tylko mój tato ma paranoję. :D
-
A mi się z tatą bardzo dobrze jeździ. Najlepiej. Przynajmniej spokojnie coś doradzi. A mama: uważaj!, uważaj dziura! niedługo to bd krzyczeć: uważaj mrówka!
Mam pytanie do "kursantów" - jak Was uczą jeździć instruktorzy?
Jak mnie uczył?? NIE NAUCZYŁ. Niestety to prawda. Wolał pierdzielić bzdury na różne tematy i zamulać tylko potrafił.
I jak jechałm 60 to mówił, żebym tak nie szalała.
-
Ej ej słabo coś trzymaliście:)
Mintek.- mój instruktor zawsze mi mówił, że jak jest 50 to tyle jedziemy jak jest 90 to jedziemy 90:) Więc trzeba było tak jeździć.
Fab spoko:) Jechaliśmy 4 babki i wszystkie miały żołądek w gardle, a ja na luzie. Szczerze to mnie to nie stresowało idziemy na testy one się tam trzęsą a ja mówię spokojnie to się da. A one, że ja mam im dać trochę tej mojej ''luźnej energii''. Testy zadałam 18/18 :) smilie_girl_299 No ale niestety praktyczny oblałam na placu na rękawie. Najechałam na tyczkę, tylko wyszłam i przeklinałam bo i ja to mówiłam i mój instruktor , że na 100% na rękawie nie obleje tak mi dobrze szedł. No niby był luz ale jak już szłam do tego ośrodka to się poryczałam:) . Ja zdawałam w Gdyni. Czy wam się nie wydaję , że te rękawy są węższe niż te na których się uczycie.?
-
Mam pytanie do "kursantów" - jak Was uczą jeździć instruktorzy?
Ja to zazwyczaj rwałam się do przodu, więc musiał mnie trochę hamować :D
Więc generalnie pilnował, żeby nie przekraczać prędkości "bo na egzaminie nie będzie zmiłuj", ale w żadnym wypadku nie kazał mi jechać 30 jak było 50. Tak jak u caro - jak 50 to najlepiej 50, jak 90 to 90 :)
Caro - eh, najbardziej właśnie szkoda oblać na czymś, czego było się pewnym. Ale tak nieraz bywa... ;) Nastepnym razem będzie lepiej!
Może i wydawały Ci się węższe, ale na pewno były takie same ;) A zapisałaś się na kolejny egzamin? Ile teraz trzeba czekać, tak z ciekawości?
-
Nie niestety się nie zapisałam, bo w sobotę już wyjeżdżam i nie będzie mnie 2 miesiące. Ale moja koleżanka dziś, że mną zdawała i też była tego pewna a zrobiła taki sam błąd. A następny ma już za tydzień 5 lipca. Szok, że tak szybko:)
-
Mintek- Każdy się kiedyś uczył, może to była pierwsza jazda? Może ktoś się bał? Trzeba być wyrozumiałym dla początkujących:)
Do mnie instruktor mówił: "nie tak szybko, noga z gazu, nie skręcaj na 3" smilie_girl_101 Chyba się trochę bał ze mną jeździć. Ale za każdym razem dawałam rady, widział po mnie że, jak ograniczenie do 70 to mi się oczy świecą i jadę 69 :th_girl_haha:
Do eLki zawsze będę mieć sentyment i (przy 2 instruktorze) miłe wspomnienia.
caro- tak przeważnie na egzaminie są łuki szersze. Lepiej się po nich jeździ. Nie przejmuj się, najlepsi zdają za drugim smilie_girl_299
Nie chwaliłam się jeszcze smilie_girl_308 Zdałam Prawo Jazdy smilie_girl_149
dokładnie 15.06 smilie_girl_299 od wtorku mam w kieszeni i pierwsza samodzielna przejażdżka za sobą :)
-
No ale niestety praktyczny oblałam na placu na rękawie. Najechałam na tyczkę
Jak to się mówi: nie martw się. Ja za pierwszym razem też nie wyjechałam z placu-tak przypierdzieliłam w słupek, że myślałam, że micrę rozwaliłam. :)dziś się z tego śmieję.
-
No ale niestety praktyczny oblałam na placu na rękawie. Najechałam na tyczkę
Jak to się mówi: nie martw się. Ja za pierwszym razem też nie wyjechałam z placu-tak przypierdzieliłam w słupek, że myślałam, że micrę rozwaliłam. :)dziś się z tego śmieję.
Chyba najgorzej jest nie wyjechać z placu nie? Bo ponoć mówią, że jak ktoś wyjedzie z placu to już i na mieście zda, w praktyce to się niestety sprawdza, ponad połowa oblewa właśnie na placu albo nie wyrobią się w łuku albo pokićkają coś na wzniesieniu.
Kurcze w środę mam kolejną jazdę, a nie jeździłam już ponad dwa tygodnie i znowu się boję :th_girl_haha: wydaje mi się jakbym nic już nie pamiętała, ale mam nadzieję, ze jednak do tej środy trochę się wyluzuję bo czekają mnie 4 godziny jazy w taki upał, uroczo.
I kurczaki :th_girl_haha: zakochałam się! smilie_girl_308 Citroen C3 Pluriel (http://imageshack.us/photo/my-images/52/citroen1y.jpg/) to moja nowa miłość smilie_girl_301 A jeszcze jakby był w kolorze żółtym albo niebieściutkim to już w ogóle magia! Normalnie nie ma to tamto będę męczyła rodziców, żeby mi taki kupili, skoro sami mnie wysłali na to prawko bo uważali, że to takie niezbędne to teraz niech cierpią i mi kupią samochód. :th_girl_haha:
-
Ja mimo 3letniego posiadania prawa to każdorazowo boję się wsiadania za kierownicę :P
-
Chyba najgorzej jest nie wyjechać z placu nie?
Właśnie, że nie! Za każdym razem wyjeżdżałam z placu na moje cudne kilka egzaminów. I dwa razy tylko musiałam poprawiać łuk. Za każdym razem gdzies na mieście oblewałam, i przeważnie pod koniec egzaminu. Ale to tylko ja. Na całe szczęście ten koszmar już za mną ;)
-
Ja się już dawno zakochałam w VW Scirocco :) Oj jak ja bym bardzo chciała mieć takie cudeńko pod domem.
Ewentualnie nową Kię Ceed - może dlatego, że trochę podobna do Scirocco ;)
Prawo jazdy zdałam za... wstyd się przyznać - szóstym razem :(
Stres, wiecznie stres, nie mogłam jakoś wyjechać z placu. W końcu mi się udało i tak cieszę się prawem jazdy już ponad 10 lat :D
I w autku czuję się jak ryba w wodzie smilie_girl_301
-
Matko, miałam dzisiaj drugą jazdę i było... Wesoło!
Za pierwszym razem szło mi naprawdę dobrze, a dziś... Masakra totalna. Syndrom drugiej jazdy czy co? :th_girl_haha:
W teorii wiem wszystko, a jak wsiadam za kółko, to okazuje się, że moja wiedza jest równa zeru. Za dużo wrażeń jak na jedną osobę: światła, znaki (na razie zwracam uwagę tylko na drogę z pierwszeństwem, ustąp i stop), sprzęgło, gaz, hamulec, lusterka (do dziś nie wiem po co komuś lusterko wewnętrzne - kiedy jadę jest mi zupełnie zbędne), kierowca wymuszający pierwszeństwo na rondzie ze znakiem ustąp (litości, tym bardziej eLce powinno się ustępować, no zero zrozumienia dla laików, dobrze, że instruktor ma hamulec), drogi dwujezdniowe, wypadek przy rondzie - policjant kierujący ruchem. I godziny szczytu. Noga mnie od sprzęgła bolała. Dobrze, że i ja, i instruktor dojechaliśmy cali na placyk!
W środę będzie lepiej. :D
-
Kiedyś, jak widziałam np. tatę kierującego samochodem, byłam mała, to zastanawiałam się, jak to jest możliwe - tyle ruchów naraz wykonywać ;) A to wchodzi tak mocno w krew, że potem wykonujesz to automatycznie ;)
-
do dziś nie wiem po co komuś lusterko wewnętrzne - kiedy jadę jest mi zupełnie zbędne(...)
I godziny szczytu. Noga mnie od sprzęgła bolała. Dobrze, że i ja, i instruktor dojechaliśmy cali na placyk!
Lusterko wewnętrzne jest bardzo wygodne, przekonasz się później ;) Na drugiej jeździe to połowa rzeczy w samochodzie wydaje się być zbędna :D
A co do sprzęgła, Kiki wrzucaj go na luz, szkoda nogi :)
-
Wiem, wiem, później już jest łatwiej, ale na początku to wszystko jest przerażające i nie do ogarnięcia. :D
A co do sprzęgła, Kiki wrzucaj go na luz, szkoda nogi :)
Zabłysnę teraz wiedzą, uwaga, uwaga: czyli że co mam zrobić? :D
-
Kiki- żebyś wiedziałą- syndrom drugiej jazdy. Ja pamieam swoją drugą jazdę, była tragiczna. Podczas gdy na pierwszej wszystko mi dobrze szło.
Ja jestem od trzech dni w Rzeszowie i cały czas jeżdżę autem (co prawda albo z mamą albo z tatą, bo nie dadzą mi samochodu żebym jechała sama) i muszę powiedzieć, że coraz bardziej się przyzwyczajam, coraz bardziej naturalnie mi to wszystko wychodzi i auto już nie gasnie :D
-
A co do sprzęgła, Kiki wrzucaj go na luz, szkoda nogi :)
Zabłysnę teraz wiedzą, uwaga, uwaga: czyli że co mam zrobić? :D
Więc tłumaczę: żeby auto nie zgasło to trzymasz nogę na sprzęgle i pewnie na 1 i męczysz tym nogę, więc wciskasz sprzęgło-chociaż i tak na nim trzymasz nogę, więc przed zdjęciem nogi ze sprzęgła ustawiasz skrzynię biegów na 'luzie' czyli spuszczasz z biegu 1, tak się wyrażę 'na środek', tak żeby nie był wrzucony żaden bieg. Mam nadzieję, że mnie zrozumiesz, bo tak zawile tłumaczę ;)
-
A ja sobie za to robię teraz kat. C :)
-
Kiki- żebyś wiedziałą- syndrom drugiej jazdy. (...)
Więc jest dla mnie jakaś nadzieja! :D
Skorpionica, rozumiem wrzucenie biegu na luz, tylko nie bardzo wiem jak miałoby mi to pomóc w korku, gdzie co chwileczkę muszę kawałek podjeżdżać, stawać, znów ruszać itd. :D I jeśli to jest lek na cokolwiek - dlaczego instruktor mi tego nie powiedział? Utrudnia mi robotę czy co? ::)
-
W korku tak naprawdę lipa... Sama trzymam nogę na sprzęgle często, bo po prostu nijak nie umiem inaczej ;)
Ach te piękne czasy, kiedy miałam automat... Wtedy było cudownie, korki nie były straszne, nie miało się sprzęgła tylko hamulec i gaz :D
-
W sobotę miałam 7 jazdę.. I normalnie za każdym razem czuje się jak wróżka. Wiem kiedy pójdzie mi beznadziejnie.. Staram się nad tym zapanować no ale nie daje rady. A najgorsze jest zawracanie. Kiedy Marcin Mówi "Ania zjedź w zatoczkę i zawróć z wykorzystaniem biegu wstecznego" czuje drżenie całego ciała.. I am tak samo jak Kiki.. W teorii wszystko rozumiem ale kiedy przychodzi do praktyk nie potrafię tego wykorzystać.. Masakra!
-
Jeeeeeeeeej, a ja się dowiedziałam, że dopiero 24 lipca zdaję egzamin teoretyczny, załamałam się, chciałam jeszcze zdać to w tym tygodniu, żeby przez wyjściem na pielgrzymkę (tj. 2 sierpnia) podejść i spróbować zdać a tu lipa, znowu będę miała miesiąc przerwy. smilie_girl_238
Ale dzisiaj miałam ostatnią jazdę z nowym instruktorem i było super! Jeszcze śmieszniej, jeszcze bardziej na luzie niżeli u poprzedniego. Mam nadzieję, że jak wrócę to jeszcze będzie (bo na razie jest w zastępstwie) i że przygotuje mnie do egzaminu, bo facet jest naprawdę niesamowity! Ile ja się dzisiaj ciekawych rzeczy dowiedziałam, gdzie można jeździć tak, a gdzie inaczej, gdzie wolno skręcać jak nie ma znaków, a gdzie niekoniecznie, ogólnie było suuuuuuuuuuper! smilie_girl_308
-
A ja przeżyłam dzisiejszą jazdę! I instruktor też! ;D
Chyba nawet dobrze mi szło, skoro powiedział, że jak się będę u pana S. umawiać na kolejną jazdę, to mam powiedzieć, że już wyruszamy do Kalisza. Ach, otrzymałam też komplement - jestem dobrym kierowcą.
Jak na trzecią i czwartą godzinę jazdy oczywiście :th_girl_haha:
Sama z własnej nieprzymuszonej woli zmieniałam biegi, spoglądałam na znaki i skręcałam bez problemu w takich miejscach, które ostatnio mnie przerażały. Jakiś postęp jest, możecie być ze mnie dumni. Potknięcia były, to jasne, ale zdecydowanie mniejsze.
Zapomniałam dodać - tego instruktora, jak na razie, lubię najbardziej. ;D
-
Kiki, ja jestem z Ciebie baaaardzo dumna! smilie_girl_308 Pamiętam moją czwartą jazdę i jak cały czas instruktor mówił, żebym nie patrzyła na skrzynię zmiany biegów, a ja dalej robiłam swoje :th_girl_haha: ale to nie moja wina, że jest ona taka śliczna, taka malutka. :laie_67: A teraz już lajcikowo zmieniam biegi, tylko strasznie nie lubię zmieniać na trójkę, jak zaraz wiem, że przed skrzyżowaniem czy rondem muszę wrzucić dwójkę - bezsensu. No ale jak mówi R. uczymy się redukcji biegów. :th_girl_haha:
-
Mnie bardzo kręci to, że już w przyszłym roku będę mogła iść na kurs. Co prawda nie przewiduję jakichś spektakularnych sukcesów, zwłaszcza jak zmienią przepisy :D ale chcę spróbować, bo podoba mi się prowadzenie samochodu. Kiedy tata przygotowywał trochę brata do egzaminu, też dawał mi poprowadzić i wtedy radziłam sobie lepiej niż M., a on zdał za pierwszym razem. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że to może być tak jak z tym chwaleniem dnia przed zachodem słońca. :th_girl_haha: Niemniej jednak zacieram już rączki na myśl, że będę mogła spróbować swoich sił na tym polu.
-
Oj, wiem co czujesz. Też nie mogłam się doczekać, tym bardziej, że czekał na mnie samochód - co prawda starszy ode mnie, ale dawał radę. :th_girl_haha: Najważniejsze, że wsiadasz, jedziesz, nikogo się nie prosisz o podwózkę, zimny łokieć, wiatr we włosach, muzyczka na full - to jest to! smilie_girl_101 Tak swoją drogą to uwielbiam kiedy o 2 w nocy budzi mnie fantastyczna muzyka wydobywająca się "skądś" - o tym, że to tuningowana fura dowiaduje się za jakiś czas, kiedy już dojedzie pod mój balkon. Cwaniaczki... smilie_girl_30 Mnie prawko bardzo się przydało chociażby ze względu na częstotliwość z jaką jeżdżą autobusy miejskie w Stcach. Porażka. Co 40 minut i to w godzinach szczytu, później co 1-1,5... Jak jadą to wszystkie naraz, co 5 minut, a później nic. Aż się wychodzić z domu odechciewa, a że mieszkam na osiedlu "za rzeką" to już w ogóle... :th_0girl_hysteric: Prawo jazdy to fantastyczna rzecz. W tym roku stuknęło mi dwa lata, a egzamin pamiętam jakby to było wczoraj. Najgorsze było to jak w drodze powrotnej płakałam, ale nie ze szczęścia, a dlatego, że to już koniec kursu. smilie_girl_101
-
Pamiętam moją czwartą jazdę i jak cały czas instruktor mówił, żebym nie patrzyła na skrzynię zmiany biegów, a ja dalej robiłam swoje :th_girl_haha: ale to nie moja wina, że jest ona taka śliczna, taka malutka. :laie_67:
Hahaha, mój pan Czarek zawsze sie ze mnie śmiał, bo ja w pewnym okresie notorycznie chwytałam za tę skrzynię i coś chciałam majstrować, tak jakoś sama ręka szła mi na skrzynię, nawet jak mi akurat nie była potrzebna. Pan Czarek do mnie mówił wtedy: "Zostaw tę skrzynię. Co Ty ją tak maltretujesz? Ja ci chyba na gwiazdkę kupię taką skrzynię biegów. Usiądziesz wtedy przed telewizorem i tak będziesz sobie zmieniać te biegi i chwytać tę skrzynie, to może w samochodzie będziesz mieć już dość, co? ;D "
Kiki - brawo, też jestem z Ciebie dumna! :D
A ja kilka dni temu jechałam przez jakiś czas za policją i tak strasznie dziwnie się przez to czułam, jakby mnie obserwowali. Tymbardziej jak stałam na skrzyżowaniu na czerwonym i tata mi uświadomił, że bezczelnie jadę cały czas za nimi bez włączonych świateł ;D
Dobrze, że było jasno, to się najwidoczniej nie skapnęli. Ale ja kiedyś na bank dostanę mandat za brak włączonych świateł. Już nawet sprawdziłam jaka kara mnie czeka - do 200 zł i 2 pkt karne, chociaż jakby mnie złapali za to pierwszy raz to może skończyłoby się na upomnieniu? Jakby co, będę na to liczyć :D
-
Powiem, że jak czytam Wasze wypowiedzi w kwestii prowadzenia samochodów, to normalnie boję się z domu wychodzić...
-
Powiem, że jak czytam Wasze wypowiedzi w kwestii prowadzenia samochodów, to normalnie boję się z domu wychodzić...
Dlaczego? :P Rozwiń swoją wypowiedź, bo teraz pewnie większość osób może czuć się urażonych, a nawet nie wiadomo z jakiego powodu.
-
No jak - jedna nie umie biegów zmieniać, inna jeździ bez świateł, jeszcze inna na luz nie umie wrzucać.... Normalnie koszmar.
-
Mintku, ale dziewczyny opisują tutaj głównie NAUKĘ swoją, nie jej efekty. Nie twierdzę, że Ty może nie byłeś pod tym względem lepszy, miałeś jakiś dar i od razu wszystko umiałeś, bo pewnie tak było, ale kursy są po to, aby się czegoś nauczyć ;) A po kilku jazdach nie od każdego można wymagać cudów. Znam wiele przykładów osób, które na kursach sobie nie radziły, zdały egzamin po kilku podejściach, a teraz doskonale sobie radzą, są świetnymi kierowcami. Tylko wszystkiego w życiu trzeba się nauczyć.
-
Każdy kiedyś był uczniem i mu to i owo nie wychodziło. Pamiętam, że mi strasznie licho szło wchodzenie w zakręty :) Raz to nawet mało na lampę nie wjechałem :> Ja teraz robię kat. C i powiem wam, że ciężarówką jeździ się ciężej, zwłaszcza (przynajmniej w tej, w którą ja jeżdżę...) biegi wchodzą. Trzeba też uważać bo wchodzi inaczej w zakręt jak osobówka (większy promień skrętu). Osobówką to wiadomo pokręci się kierownicą i skręci, ale ciężarówką trzeba o wiele wcześniej w ten zakręt wejść, ponadto to jak się wchodzi zależy od załadunku, nawierzchni, od pogody, mi ciężko i to bardzo teraz nią wchodzić w zakręty, a co tu dopiero mówić o zimie... Jeśli dla was "B" jest czarną magią to uwierzcie na słowo, że C jest dużo dużo cięższa.
-
Oj Mintku, nie każdy musi od razu perfekcyjnie jeździć ;) Po to są kursy, żeby się nauczyć ;)
A jeśli chodzi o moje wyłączone światła to wątpię, żeby zagrażały one jakoś szczególnie komukolwiek poza moim portfelem ;) Oczywiście chodzi mi o środek dnia, ale w nocy czy wieczorem przecież nie sposób zapomnieć ich włączyć ;) Aczkolwiek jestem świadoma, że powinnam bardziej się pilnować, bo nie jeżdzę jakoś często, a już ze 2 razy mi się zdarzyło zapomnieć włączyć te nieszczęsne światła :P
-
Dobra, przepraszam..... smilie_girl_045 smilie_girl_045 smilie_girl_045 smilie_girl_045 smilie_girl_045 - nie chciałem nikogo urazić
-
Jeśli dla was "B" jest czarną magią to uwierzcie na słowo, że C jest dużo dużo cięższa.
Alden, a co dopiero D :) Mój dziadziuś ma DE, to jest wyczyn :)
Oj Mintku, nie każdy musi od razu perfekcyjnie jeździć ;) Po to są kursy, żeby się nauczyć ;)
A jeśli chodzi o moje wyłączone światła to wątpię, żeby zagrażały one jakoś szczególnie komukolwiek poza moim portfelem ;) Oczywiście chodzi mi o środek dnia, ale w nocy czy wieczorem przecież nie sposób zapomnieć ich włączyć
Otóż to. W ogóle bezsensowna jest jazda w dzień na włączonych światłach. A już szczególnie w lato.
-
Przepisy to przepisy. Skoro po coś zostały stworzone trzeba ich przestrzegać.
-
Ja niestety na razie odpuściłam sobie jazdę i tak zleciały mi już prawie dwa tygodnie i kurcze jakoś brakuje mi tych jazd, tego siedzenia za kierownicą, no ale cóż trzeba się przemęczyć do połowy sierpnia. :-\
Jazda na światłach w lecie jest dla mnie bez sensu, w zimie okej - rozumiem, bo szybko się robi ciemno i trzeba mieć włączone, ale w lecie? Upał niemiłosierny, słońce do późna świeci i o jeździj na światłach... Ale na szczęście jeszcze nie zdarzyło mi się ich nie włączyć, z reguły wszystko pięknie ustawiam sobie - fotel, lusterka i te sprawy, pięknie go uruchamiam, wrzucam jedyneczkę, włączam światła, spuszczam ręczny i jestem gotowa do jazy :th_girl_haha: tylko oczywiście muszę zapomnieć zapiąć pasów. smilie_girl_101 Jakoś nie mam czegoś takiego, że odruchowo je zapinam, może z czasem się nauczę.
-
A ja mam pytanie, może ktoś z Was orientuje się jak to jest...
Datę wprowadzenia nowych zasad, dotyczących uzyskania prawa jazdy wyznaczono na 19 stycznia 2013 roku. Czy ktoś z Was wie może, czy to już ostateczna data, pewna na 100% i nie ma żadnych nadziei, że ulegnie ona zmianom tak, jak to było ostatnio?
-
Tego nie wie nikt... smilie_girl_356 Aczkolwiek myślę, że to już nie powinno ulec zmianom, skoro to i tak jest już przedłużenie daty wprowadzenia nowych zasad, bo jak mówisz, miało to być w tym roku... ale się nie wyrobili ;) A co, liczysz czy się załapiesz jeszcze na stare zasady? ;)
-
A ja mam pytanie, może ktoś z Was orientuje się jak to jest...
Datę wprowadzenia nowych zasad, dotyczących uzyskania prawa jazdy wyznaczono na 19 stycznia 2013 roku. Czy ktoś z Was wie może, czy to już ostateczna data, pewna na 100% i nie ma żadnych nadziei, że ulegnie ona zmianom tak, jak to było ostatnio?
Samych zmian to pewnie jeszcze będzie mnóstwo i z tendencją do tych coraz głupszych. Tego nie rozumiem - że przez dziesięciolecia zdawało się prawko jednym systemem - i było ogólnie dobrze, a odkąd żyjemy w tzw "wolnej Polsce" zmiany zdawania na prawo jazdy są praktycznie co chwila. Logika nakazuje myśleć, że po prostu zmieniono to na zasadzie "aby zmienić, bo to komunistyczne było i złe", bez ładu i składu a teraz się to w nieskończoność poprawia.
Taka jeszcze mnie myśl nachodzi - że w sumie 90% tych "kierowców starej daty" - do jakich i jak się zaliczam - świetnie radzi sobie w trasie, umie naprawić proste awarie w samochodzie, dolać tych tam olejów, płynów itp. natomiast poziom jaki prezentują młodzi kierowcy jest.... no właśnie. Czyli zniszczono coś co dawało dobre wyniki a wprowadzono zwykły bubel. W imię czego?
-
A co, liczysz czy się załapiesz jeszcze na stare zasady? ;)
Bardzo bym chciała, bo jeśli nowe zasady wejdą w życie i będą rzeczywiście takie jak to jest w założeniu to prawdopodobnie w ogóle nie podejmę się kursu. Szkoda mi będzie na to czasu, pieniędzy i nerwów, bo bardzo chciałam się spiąć i zdać wszystko w wakacje, ale jak mi się to przeciągnie to nie chcę kosztem matury latać i bawić się w kierowcę. Tym bardziej, że do wszystkiego podchodzę dosyć emocjonalnie i nawet jeśli te zasady rzeczywiście będą dobre, słuszne itp. to sam fakt, że już wkrótce będzie taka "nerwówka" w związku z tym jak ostatnio, zniechęci mnie to skutecznie i sprawi, że nawet jak pójdę na kurs to stres będę miała 10 razy większy niż pospolity człowiek, który sobie zdaje teraz na spokojnie, bez stresu, że obleje, bo będzie królikiem doświadczalnym nowych zasad.
-
Bez przesady Justek- zmieniają się tylko zasady egzaminu teoretycznego. A jak się wszystkiego nauczysz do niego, to nie będziesz miała problemów.
-
Fab, łatwo jest mówić każdemu komu udało się zdać na starych zasadach i teraz myśli, że wie co czują Ci, co będą zdawali na nowych :P Ale różnica jest kolosalna jeśli chodzi o ten egzamin. Trzy tysiące pytań z ograniczonym czasem na odpowiedź i brakiem możliwości powrotu do pytania a 18 pytań z zestawu liczącego 500- to inna bajka. Poza tym chodzi tu głównie o presję, jaka jest wywierana na osoby, które będą doświadczali nowości i niepotrzebny dodatkowy stres.
Ja nie panikuję tylko wiem, że jeśli nie zdążę z egzaminem przed wprowadzeniem nowych zasad i sytuacja będzie taka, jak to było, gdy ustawa miała wejść w życie za pierwszym razem to po prostu moja motywacja pójdzie się bujać. Może to głupie, ale pod tym względem jestem perfekcjonistką i satysfakcjonuje mnie tylko zdanie za pierwszym bądź drugim razem, nie chcę się w to bawić 5-7, czy nawet 10 razy jak niektórzy.
-
Justek i tu się właśnie mylisz, bo doskonale wiem, co czują Ci co będą zdawali na nowych, wiele razy było tak, że nie zdążyłam na coś "starego" i musiałam być w "nowym"- chociażby matura. Ale ok, nie chodzi tu o maturę. A myślisz, że ile pytań było na starym egzaminie? Było dokładnie tyle samo i dokładnie te same pytania, z tym że było możliwych kilka odpowiedzi, a teraz macie ułątwione zadanie, może być tylko jedna odpowiedź poprawna i już. "Bawienie się" w to 5-7 czy 10 razy nie jest żadnym wstydem, to raz, a dwa możesz wszystko perfekcyjnie umieć, zrobić, zajechać do WORDU, a egzaminator i tak może Cię oblać. Egzamin z prawa jazdy to 50% szczęścia i 50% umiejętności.
Podam Wam przykład- koleżanka ostatnio jechała na egzaminie 57 minut z zegarkiem w ręku. Dojechała do ośrodka, myślała że zdała, a egzaminator mówi "przykro mi, wynik egzaminu negatywny". Wiecie jaki był powód? Miała światła, a za światłami znak STOP. Zatrzymała się na czerwonym, a potem znowu na tym STOPie. I ją za to upieprzył.. Jak dla mnie to mega niesprawiedliwe, ale tak niestety jest.
A Ty się Justek nie unoś dumą, że jesteś perfekcjonistką i nie lubisz się w takie rzeczy bawić 5-7, czy nawet 10 razy jak niektórzy, tylko zobaczysz, że przyjdzie taki moment, że będziesz prawa jazdy potrzebowała na gwałt i będziesz miała jedną, wielką dupę.
-
Nie unoszę się dumą (zresztą nie o moją dumę tu chodzi), tylko fakt, że nie jestem (JA, mówię tu tylko o mnie i charakterze jaki posiadam od zawsze) w stanie podchodzić do czegoś tyle razy, ponieważ szybko się zniechęcam. Jeśli tak do czegoś mam to porównać to chociażby poprawy sprawdzianów w szkole: robię to bardzo rzadko, przez całe gimnazjum może z dwa razy. Po prostu nie jestem przystosowana do czegoś takiego, kiedy poświęcam na coś dużo czasu i energii, a to się nie udaje to zwyczajnie mi się odechciewa wszystkiego. Jeśli już miałabym się za to zabrać to chciałabym przygotować się możliwie najlepiej i nie liczyć, jak niektórzy, na "szczęśliwy zestaw pytań" albo "łaskawego egzaminatora" tylko na własną wiedzę i umiejętności. Mam akurat to szczęście, że w okolicy jest kilka dobrych i sprawdzonych szkół jazdy (dwie nawet "znajome"), więc o to, że ktoś mi będzie na złość numery wykręcał akurat się aż tak bardzo nie martwię, choć wiem, że bywa i tak. Kuzyn mój miał niedawno 8 podejście i oblał, a kolega brata- 6. Podziwiam naprawdę, że jeszcze im się chce...
-
Przyznam się bez bicia, zdawałam 9 razy. Za 9tym zdałam. Cztery razy- przyznaję to ja popełniłam błąd na egzaminie. Pozostałe 4 zależało tylko i wyłącznie od dobrej woli egzaminatorów. Za pierwszym razem- pani mi wybiegła na przejściu przed maskę, egzmainator musiał dać po hamulcach. Za drugim razem "przykro mi bardzo, za mała dynamika jazdy" (tylko ja się kuźwa pytam, czy ja mam jechać 90 po mieście? Jechałam 45, to chyba normalne jak na egzamin?), za trzecim razem to był mój błąd, zawróciłam nie tak jak powinnam, nigdy nie jechałam tą drogą na Targówku i nie wiedziałam jak mam zawrócić (się okazało, że trzeba było wziąc bardzo duży skręt), i zawróciłam na wysepce pod prąd, i jak już widziałam co robię, to wiedziałam, gdzie powinnam prawidłowo zawrócić.. Czwarty raz- egaminator wydał mi błędne polecenie i upierał się, że nie włączam kierunkowskazów (a włączałam cały czas, ślepy był, dekiel jeden), i to mnie tak zdenerwowało, że nie zwróciłam uwagi na znaki (akurat to było wlaśnie po tym komentarzu o kierunkowskazach) i wjechałam źle w drogę. Po tym 4tym w Warszawie wkurzyłam sie i powiedziałam, że ide do Rzeszowa. I jak za każdym razem w Waw z placu wyjeżdżałam, tak za 5tym w Rzeszowie nie dałam rady. Auto mi zgasło dwa razy na górce. Kolejna Rzeszowska próba- łuk upierniczyłam. Za 7mym razem miałam super egzaminatora i w sumie nie wiem czy wina leała po mojejs tronie, czy nie, on się upierał że na podwójną ciągłą najechałam jednym kołem wyjeżdżając w podporządkowanej. Ja anprawdę rozumiem wszystko, ale jednym kołem? Tym bardziej, że jak człowiek ma już prawo jazdy, to nie zwraca uwagi na te linie przy wyjeżdżaniu z podporządkowanej. Nieważne. Ósmy egzamin również niepowodzenie- a wydawało się, że będzie dobrze. Tym razem jechałam z egzaminatorem i kursantem na egzaminatora (stres level 100% plus 100%). Miałam parkowanie zaraz przy ośrodku (praktycznie koniec egzaminu), ja do wyjazdu z miejsca i się okazało, że wymusiłam jednak pierwszeństwo, po prawej stronie obok mnie stały auta i nie widziałam czy coś jedzie, czy nie. I niestety jechało. A ten egzaminator też był bardzo sympatyczny i mi mówi tak "Wie pani... No ja rozumiem, jakby pani jechała sama ze mną i nikt by z tyłu nie siedział... Ale kolegi się pani mogła spytać, czy nic nie jedzie". A ja się w tym momencie złapałam za głowę i myślę sobie fuck, faktycznie mogłam. Mądry polak po szkodzie.
I za 9tym razem zdałam.
Posumowując- mega stres, bardzo dużo nerwów straciłam przez te wszystkie egzaminy, ale to co się odenerwowałam to moje, a satysfakcja po zdanym egzaminie jest niesamowita!
-
Przyznam się bez bicia, zdawałam 9 razy. Za 9tym zdałam.
Owszem, często nasze "być albo nie być" na egzaminie zależy od dobrej woli egzaminatora. Ja mam olbrzymią satysfakcję, że zdałem za pierwszym razem, dodatkowo - że tak powiem - w warunkach ekstremalnych. Jakoś tak się złożyło, że egzamin mi wypadł w grudniu, część pisemna skończyła się po południu, na placu wsiadłem ostatni - była już "noc". Dodatkowo nagle zaczęła się śnieżyca, w całym mieście stały trolejbusy z powodu braku prądu i skutecznie tamowały ruch, na szosie była "szklanka" - a ja starym, zmaltretowanym maluszkiem, bez opon zimowych zdałem niemal "śpiewająco". No.... gdy już skręcaliśmy z powrotem do ośrodka to z tej radości zapomniałem dać kierunku w prawo - ale egzaminator chwalił mnie, że i tak sobie poradziłem super. Wy to byście chyba się popłakały w taką pogodę (bez urazy) :D No ale egzaminator był super gość. Co prawda wywalił z sali dwóch kolesi na pisemnym, ale bezczelnie ściągali....
Ale na placu w mojej grupie zdających (kiedyś zdawało się w grupach, nie wiem jak teraz) był starszy facet coś koło 50-tki. Chełpił się, że zdaje już dwudziesty któryś raz i zawsze odpada na placu. No i tym razem to samo. Na jego miejscu chyba dawno bym zrezygnował.
-
http://www.youtube.com/watch?v=1CP00T5cRsY
Tu macie piękne przykłady jak kierowcy tirów łamią przepisy
-
31.10.2012 To mój najpiękniejszy zień w życiu!!! Zdałam za 3 razem o matko skakałam z radości !
-
U mnieminęły właśnie dwa lata odkąd mam prawko. Robinie kursu pamiętam jakby to było dziś. ;)
Nie uważam, że zdawanie egzaminu n-razy to jakaś ujma na honorze. Kurs prawa jazdy jest dosyć specyficzny, teoria, przepisy to łatwa sprawa, kodeks w łapę jeśli są jakieś wątpliwości. Ale prawdziwych sytuacji na drodze w książkach nie opiszą, dlatego na praktyce zaczynają się schody. 30h to zdecydowanie za mało moim zdaniem. Do zdania egzaminu może i wystarczająco jak ktoś jest opanowany i ma sporo szczęścia, to zda za pierwszym razem. Ale to nie świadczy o tym, że jest dobrym kierowcą. <tak> (mam znajomą która zdała za pierwszym razem, a boję się zwyczajnie z nią jeździć, a druga która zdała za piątym jest według mnie dobrym i opanowanym kierowcą).
Ja szczerze mogę powiedzieć, że dopiero od niedawana czuję się naprawdę pewnie za kółkiem, że jestem w stanie przewidzieć pewne sytuacja na drodze, że mniej rzeczy umyka mojej uwadze. Więc w sumie przepisy przepisami, kurs, kursem ale dopiero potem się uczymy naprawdę jeździć. Więc nie należy do porażek na egzaminach podchodzić poważnie.
-
Ja zdałem za 1szym razem, ale za kierowcę uważam się miernego - mimo, że mam samochód to jeżdżę nim od święta i tak jak pisze wyżej mała - dopiero sytuacje na drodze uczą kierowcę. Błędy zdarzają się każdemu - kierowca może przewidzieć milion zachowań, ale trafi się milion pierwszy raz, której nie przewidzi co miało niedawno miejsce u mojej koleżanki, która jest zdecydowanie lepszym kierowcą jak ja. I z egzaminem jest jak z oceną - nie ilość podejść do niego świadczy o byciu dobrym kierowcą, co więcej wg mnie jak ktoś zdaje ten n-ty raz to jest każdorazowo coraz lepszy bo eliminuje błedy, które go wykluczyły ostatnio.
-
Trzeba zdawać aż do skutku - i tyle! ;) Szacun, Fab, że się nie poddałaś, bo pewnie wiele osób by tak zrobiło. A przecież szkoda i czasu, i kasy, bo na dziewięćdziesiąt procent za jakiś czas - dłuższy lub krótszy - ludzie, którzy zrezygnowali, zniechęceni niepowodzeniami, uświadomią sobie, że jednak prawko by się przydało, że może trzeba by je zrobić... I tak dalej, i tak dalej.
Ja za to miałam strasznie długą przerwę w jazdach, więc dopiero w ostatni piątek zdawałam teorię. Teraz, proszę, trzymajcie kciuki 13 listopada o 13.45 :D
-
Ja z kolei zdałam w poniedziałek <jupi> I mimo, że zdałam za pierwszym razem to również uważam, że 30h to zdecydowanie za mało. Nie wiem co będzie teraz. Na pewno będę chciała, by rodzice dawali mi prowadzić samochód, ale z drugiej strony boję się, że jak już będę za kółkiem to gdzieś przywalę albo źle zaparkuję i np. uszkodzę miskę olejową. Nie wiem też jak jest u Was, ale mnie paraliżuje fakt, że nie ma na miejscu pasażera pedałów.
A jeśli chodzi o samą naukę jazdy to wspominam ją wspaniale. Już mi brakuje tych jazd. Miałam super instruktora, a o takiego wydaje mi się, że trudno i trzeba by było szukać podobnego ze świecą <tak> Na odchodne dałam mu mały prezencik (http://imageshack.us/photo/my-images/641/dsc0153kn.jpg/) tak, by wiedział, że ten miesiąc nauki był naprawdę dobrym miesiącem <szczerzy_sie>
-
Stella to może dobrze, że czujesz obawę przed jazdą, bo jak już się przełamiesz to na pewno będziesz ostrożniejsza. Najgorsze są osoby, które po zdaniu prawka od razu myślą, że są mistrzami kierownicy. :P
-
Ja obawę przed jazdą wyczuwam zawsze przed dłuższą trasą - mimo, iż prawo jazdy mam od ponad 10 lat. I jeżdżę samochodem codziennie od 4 klasy liceum ;)
Pewnie już gdzieś o tym pisałam - zdałam za 6 razem. Z placu wyjechałam dwa razy (za pierwszym i ostatnim), a zdawałam w czasach, kiedy na placu wykonywało się więcej manewrów. 4 razy zjadł mnie stres, a za ostatnim razem egzaminator był w porządku, nie czepiał się, jak mi powiedział, że wracamy na plac to byłam bliska szczęścia, a potem już mi puściły nerwy i się przy rodzicach popłakałam - że w końcu, mam to upragnione prawo jazdy. I potem przez kilkanaście dni budziłam się - i pierwsza myśl - zdałam prawo jazdy!
Początki na drodze były stresujące, pamiętam, że jeździłam blisko prawej krawędzi jezdni, żeby się nie otrzeć o samochody z naprzeciwka ;) Ale to kwestia wprawy, teraz się czuję jak ryba w wodzie, tylko że Ty możesz być dobrym kierowcą, a to co wyprawiają ludzie wokół, w głowie się nie mieści. Gdyby nie refleks i moje opanowanie już pewnie by mnie kilka razy stuknęli - zajeżdżają drogę, zmieniają pas, nie patrzą w ogóle... Ech.
-
Jak można na egzaminie walnąć w słupek na łuku, skoro nigdy wcześniej się tego nie zrobiło? Uroczo. :(
-
Na egzaminie miają miejsce różne cuda i dziwy. Ja zapomniałam jak sie włącza światła awaryjne...a dalszy przebieg egzaminu to juz Kotenieńku znasz <haha>
-
Jak można na egzaminie walnąć w słupek na łuku, skoro nigdy wcześniej się tego nie zrobiło? Uroczo. :(
Bo to jest egzamin - stres robi swoje :(
-
Bo to jest egzamin - stres robi swoje :(
No właśnie... Kurcze, wydawało mi się, że nawet jeśli nie zdam, to trochę po tym mieście jednak pojeżdżę. A tu proszę... :(
Mój tata stwierdził: Mogłaś powiedzieć: "Przepraszam, skoczę tylko ten słupek przestawić i możemy jechać dalej!" <hahaha>
Resztę wypowiedzi mających mnie pocieszyć musiałabym znacznie ocenzurować, więc może pozwolę sobie je przemilczeć :D
Na egzaminie miają miejsce różne cuda i dziwy. Ja zapomniałam jak sie włącza światła awaryjne...a dalszy przebieg egzaminu to juz Kotenieńku znasz <haha>
To ten egzamin z samochodem do zamiatania ulic i podwójną ciągłą w roli głównej? <haha>
-
A mi wczoraj "L" znowu mało nie skasowała przodu. Do instruktorów - nauczcie te fujary porządnie ruszać pod górkę na placu manewrowym a dopiero potem w miasto! Ręce opadają na to wszystko.
-
Do instruktorów - nauczcie te fujary porządnie ruszać pod górkę na placu manewrowym a dopiero potem w miasto!
Mintku, nie wydaje Ci się, że nazywanie kursantów "fujarami" jest nie na miejscu? Kurcze, każdy musiał się kiedyś tego wszystkiego nauczyć. Ty masz to już dawno za sobą, ja jestem w trakcie. Taka kolej rzeczy, że kursanci się denerwują jazdą, a pozostali kierowcy obecnością kursantów na drodze :D Jeżeli już poruszyliśmy temat ruszania z ręcznego... Niestety, mało która szkoła jazdy ma na swoim placu górkę. A tak właściwie ja się z tym jeszcze nie spotkałam. Szkoda, wielka szkoda. Zresztą - ktoś może umieć, a też może mu to nie wyjść. Jakie cuda się w "L" dzieją to się największym filozofom nie śniło ;D
Taka anegdotka z relacji kursanci-pozostali kierowcy: część "L" ma przyklejone z tyłu naklejki "Zatrzymujemy się na znaku stop i strzałce warunkowej" tudzież "Ruszam powoli, hamuję gwałtownie". <haha>
-
Przyznam się szczerze, że ja mało kiedy ruszam z ręcznego pod górkę - częściej używam nożnego ;P
I zgadzam się - nie powinno się nazywać kursantów fujarami. Ale skoro tak - sam kiedyś byłeś taką fujarą ;)
-
I zgadzam się - nie powinno się nazywać kursantów fujarami. Ale skoro tak - sam kiedyś byłeś taką fujarą ;)
Na takie coś mój instruktor strzelał powiedzieniem '' Zapomniał wół jak cielem był"
Na egzaminie miają miejsce różne cuda i dziwy. Ja zapomniałam jak sie włącza światła awaryjne...a dalszy przebieg egzaminu to juz Kotenieńku znasz <haha>
To ten egzamin z samochodem do zamiatania ulic i podwójną ciągłą w roli głównej? <haha>
Tak, dokładnie. <haha>
-
Ja byłem nauczony podstawowych manewrów na placu, a potem jechałem w miasto. Jak ktoś nie umie ruszać pod górę a instruktor każe mu na normalnym skrzyżowaniu ruszać z ręcznego - to dla mnie nie dość, że to fujara to jeszcze powoduje zagrożenie w ruchu.
-
Mnie uczono wszystkich manewrów na mieście, opócz jazdy po łuku. Skąd wiesz że musiał z ręcznego ruszać na skrzyżowaniu. Byłeś w środku i widziałeś? Myślałam że z ręczenego rusza się pod górę i nie na płaskiej drodze.
-
Kiki no cóż zdarza się :) Ja tez nigdy nie walnęłam w słupek itd. a ja egzaminie to zrobiłam nawet nie wiem jak;/
Normalnie skacze z radości, że mam to już za sobą bo ten stres to masakra nikomu nie życzę.\
Maleńka mam tak samo nigdy nie używałam ręcznego tylko nożnego chyba że instruktor mówił ze mam zaciągnąć ręczny to to robiłam:D
-
Kiki! :buziak: Następnym razem nie zrobisz już tego błędu, a wiadomo, że na egzaminie dodatkowo dochodzi stres i bum popełniamy błędy, których normalnie nigdy nie popełnialiśmy, ale uszy do góry!
To jeżeli już jestem przy głosie to proszę trzymać za mnie kciuki w piątek o 10.00! :buzki:
-
To jeżeli już jestem przy głosie to proszę trzymać za mnie kciuki w piątek o 10.00! :buzki:
Masz jak w banku <przytul>
-
Mnie uczono wszystkich manewrów na mieście, opócz jazdy po łuku. Skąd wiesz że musiał z ręcznego ruszać na skrzyżowaniu. Byłeś w środku i widziałeś? Myślałam że z ręczenego rusza się pod górę i nie na płaskiej drodze.
Nie obchodzi mnie to.
Jak dla mnie to może ruszać hamując obcasem po asfalcie. Jego obowiązkiem jest tak jeździć, żeby nie powodować zagrożenia w ruchu. Kiedyś, te 30-40 lat temu, kiedy przejeżdżał jeden samochód na godzinę to niechby sobie robili te swoje hocki-klocki. Ale teraz - w dobie gdy ruch jest ogromny - nie ma miejsca na "radosną twórczość". Obojętnie czy samochód ma "L" czy nie - ma poruszać się tak, żeby nie powodować zagrożenia w ruchu. To jest dogmat. A powiem, że już od dłuższego czasu jak widzę "L" to mnie ciarki przechodzą. Bo, że się wloką 20 na godzinę - mi sie nie spieszy, niech się wloką. Ale, że są bardzo często sprawcami niebezpiecznych sytuacji czy kolizji - to już jest karygodne.
-
Mintku - nie masz racji co do eLek. Oni się dopiero uczą. Widzisz tę subtelną różnicę? Oni jeszcze nie są kierowcami, a dopiero chcą nimi być.
A już poza wszystkim - na litość boską - mają przecież po prawej stronie instruktora, który jest wyposażony w odpowiednie pedały. Więc powinien on uważać podwójnie na to, co dzieje się na drodze. I zareagować w odpowiednim czasie.
-
Ależ ja wiem, że się uczą. Tylko jeśli "L" stoczy mi się z górki prosto w mój przód bo nie umie ruszyć pod górkę, urwie mi lusterko czy zarysuje bok na parkingu bo się uczy parkować (wujek niedawno opowiadał jak był świadkiem takiego wydarzenia)- to nie wiem czy komuś by się to spodobało. Niech się nauczą na placu obsługi samochodu, wszystkich manewrów - a potem jak już to wszystko pozna i dokładnie przećwiczy - niech jedzie w miasto i stosuje to z uwzględnieniem przepisów.
Bo prawda jest taka, że "L" nie jeżdżą po drogach same. Jestem "cięty" na "L" bo codziennie poruszam się w dzielnicy gdzie jest ośrodek egzaminowania, "L" jeżdżą tam całymi stadami i wyrabiają takie "sztuki", że czasami resztki włosów stają na głowie.
-
Jeśli ktoś Ci się stoczy - dzwonisz po policję - w czym widzisz problem?
-
Wolałbym, żeby w ramach nauki jazdy nikt się we mnie nie staczał.
-
No tak, bo oczywiście wszyscy kursanci tylko czekają aż Ty, Mintku, będziesz swoją bryką jechał sobie przez miasto, aby Ci się stoczyć z górki. Wszyscy razem. Wszystkie "elki" tego miasta. Żeby Cię zniszczyć i zabić. Na miejscu.
Daj spokój :P Każdy ma jakiegoś "znajomego znajomego", któremu się coś niesamowitego przydarzyło. Nie oznacza to jednak, że mamy teraz być tacy egocentryczni i uważać, że nam z pewnością przydarzy się coś identycznego, bo przecież jesteśmy tak wspaniali i idealni, że wszyscy tylko czekają, aby zrobić nam, biednym ludkom, coś złego. Przypadki chodzą po ludziach, ale niepotrzebnie się napinasz.
-
A mnie denerwują kierowcy, którym wszystko wręcz na drodze przeszkadza a już najbardziej biedne autobusy. Nie mam prawa jazdy, nawet nigdy nie pomyślałam, żeby mieć, ponieważ uważam, iż człowiek nie może mieć predyspozycji do wszystkiego. I dziękuję Bogu, bo jak jadę czasami z jakimś królem szos, to mam ochotę wysiąść i resztę drogi pokonać pieszo. Wypadków jest każdego dnia setki, zwykli winni są wieloletni kierowcy rzadko elki ;D
-
Niech się nauczą na placu obsługi samochodu, wszystkich manewrów - a potem jak już to wszystko pozna i dokładnie przećwiczy - niech jedzie w miasto i stosuje to z uwzględnieniem przepisów.
Wiesz Mintku, można sobie parkować między słupkami na placu, ale w końcu trzeba też wyjechać w miasto i nauczyć się parkować wśród prawdziwych samochodów. I często idzie to jednak gorzej niż na placu, bo człowiek się denerwuje mając świadomość, że to jednak samochód, a nie głupi słupek, który można przestawić i próbować dalej. Inna sprawa, że INSTRUKTOR powinien być w tym momencie bardzo ostrożny i jak widzi, że komuś nie idzie to dokładnie kursantem kierować, żeby nic się nie stało.
Co do tej górki. Po pierwsze - tu znowu instruktor, jak Maleńka powiedziała, powinien czuwać i mieć w gotowości pedał hamulca. Ale samochód za eLką (a raczej kierowca) też chyba ma oczy i świadomość, że to dopiero nauka, więc co mu szkodzi zatrzymać się trochę dalej od eLki na wypadek gdyby coś tam, szczególnie gdy stoi się na jakimś nie do końca płaskim podłożu ;)
A co do tych napisów na tyłach eLek oprócz tych co wymieniła Kiki u mnie w mieście jeszcze była "nie trąb! robim co możem:) " :D
-
Co do tej górki. Po pierwsze - tu znowu instruktor, jak Maleńka powiedziała, powinien czuwać i mieć w gotowości pedał hamulca. Ale samochód za eLką (a raczej kierowca) też chyba ma oczy i świadomość, że to dopiero nauka, więc co mu szkodzi zatrzymać się trochę dalej od eLki na wypadek gdyby coś tam, szczególnie gdy stoi się na jakimś nie do końca płaskim podłożu ;)
Sandi, gdybym stanął tuż za tą "L" to bym miał przód skasowany aż miło. Ja mam takie zboczenie, że jak "L" przede mną się ciągnie to ja jestem w odstępie jednej długości samochodu, nigdy nie jadę ani nie zatrzymuję się tuż za "L". Bo cholera wie co się może wydarzyć. A jak jedynkę ze wstecznym pomyli czy coś?
-
Bez przesady - nie róbmy z kursantów idiotów.
A nawet jeśli pomyli - powtarzam - wzywa się policję i dostajesz odszkodowanie.
Gdzieś się przecież muszą nauczyć jeździć do kroćset! ;)
-
Powiedziałabym że większe zagrożenie na drodze stwarzają osoby w starszym wieku i tacy którzy uważaja się za mistrzów kierownicy i mają w głębokim poważaniu innych użytkowników ruchu drogowego niż kursanci. Instruktor ma po swojej stronie pedał hamulca żeby w razie zagrożenia użyć go. Mintek, mam wrażenie że kiedy wsiadłeś za kółko, miałeś wszystko w małym paluszku i żadnej nawet najmniejszej wpadki podczas kursu nie zaliczyłeś, w co wątpię. Nie gadaj więć że nic Cię to nie obchodzi i "eLki" powinny jeździć perfekcyjnie jak zapewne Ty to robisz.
-
Mintek może nie przesadzajmy, co?
Kursant, żeby wyjechać na miasto musi kilka godzin wyjeździć czy to na plasu czy też na takich polnych drogach, a nie od razu z pierwszej lekcji jedzie tam gdzie jest największy ruch, bez przesady. Ruszanie z ręcznego nie jest jakieś takie bardzo skomplikowane, ale jeżeli komuś sprawia to problem to instruktorzy są do tego żeby pomóc i tak też robią. Równie dobrze może się na Ciebie stoczyć inny pojazd, który nie ma na górze Elki, ryzyk-fizyk. Gratuluję jeżeli Ty byłeś od razu Asem za kierownicą, niektórym może to sprawiać troszkę więcej trudności, muszą więcej wyjeździć żeby czuć się bezpiecznie za kółkiem, nie każdy może od razu tak szybko wszystko łapie jak Ty, więc to też miej na uwadze. A ta osoba, która urwała komuś tam lusterko na pewno zrobiła to specjalnie, miała zamiar urwać jeszcze jedno, ale nie było miejsca z drugiej strony i nie mogła zaparkować, następnym razem oberwie dwa.
-
Aż się boję! :o Mniej więcej za tydzień będę miała pierwszą jazdę i aż mnie ciarki przechodzą jak sobie pomyślę :ysz:
Myślę jednak, że Mintek przesadza :P Każdy się kiedyś uczył jeździć, nikt się nie rodzi rajdowcem, poza tym instruktor ma po swojej stronie hamulec, żeby w razie zagrożenia go użyć, czyż nie?
-
Ja się po części zgadzam z Mintkiem - sam wolę w pewnej odległości za "L" stać, nie trąbię na elki, bo sam mam świadomość, tego, że kiedyś i ja byłem uczniem. Tylko wkurza mnie brak elementarnej wiedzy i wyobraźni niektórych kierowców "L", do których nie trzeba nawet mieć specjalnie prawa jazdy. Przykład z dzisiaj - jechałem sobie i kursant ELki auto postawił na środku drogi utrudniając innym uczestnikom ruchu przejazd, a sam wyszedł do kiosku. Szlag mnie (i zapewne nie tylko mnie) trafił.
Miałem 3 kolizje w karierze, wszystkie trzy spowodowane przez kobiety. Pierwsza - jadę sobie linią ciągłą, za mną kobieta mnie wyprzedza i tak niefortunnie obliczyła sobie jak pojadę, że wyprzedzając (na ciągłej NIE WOLNO! wyprzedzać, że uderzyła mi w lusterko, które się oderwało. Druga - jechałem drogą, na której to ja miałem pierwszeństwo, patrzę na lewo i prawo i nic tylko z daleka (ok.150m) jakiś samochód. Więc skręcam. Niestety pani na widok skręcającego samochodu postanowiła udowodnić, że zdąży przede mną i rąbnęła mi w tył auta. Trzecia i ostatnia - jechałem w terenie zabudowanym z prędkością 50km/h (dopuszczalna to 60), dojeżdżam do świateł mam zielone, minąłem światła gdy z prawej strony w bok puknęła mi pewna pani, która przejechała na pomarańczowym. Z tego co zresztą obserwuje to spora część kobiet i jeszcze większa facetów nie ma pojęcia o prowadzeniu - kobiety powodują więcej wypadków od mężczyzn, ale mniej groźnych i z skutkiem śmiertelnym, praktycznie w ogóle nie uciekają z miejsca zdarzenia, zaś faceci powodują mniej, ale za to poważniejszych i pod wpływem...
-
Aż się boję! :o Mniej więcej za tydzień będę miała pierwszą jazdę i aż mnie ciarki przechodzą jak sobie pomyślę :ysz:
Nie bój się, zobaczysz jak będzie fajnie! :)
Alden - a to na pewno był kursant? Sam kursant podczas jazd sam z siebie nie wychodzi z eLki... Jak już to raczej jest tak, że to instruktor każe gdzieś na momencik zaparkować, bo musi coś załatwić. A że ten "twój" stanął na środku drogi to już inna sprawa <jezyk>
-
I co i instruktor również ślepy? Dali ciała obaj i tyle. Szczególnie instruktor, który nie wie jak parkować a i kursant, który chociażby jako pieszy powinien widzieć prawidłowo zaparkowane auta.
A najwięksi piraci na drodze to policja...
-
No widocznie. Albo jakiś nieogarnięty i stwierdził, że skoro tylko po gazetę do kiosku idzie to niech kursant parkuje byle jak, byle się zatrzymał, a on mógł wysiąść. I nie obchodzi go za bardzo to, że wstrzymuje cały ruch... Bywa i tak :P
-
A ja moje prawo jazdy już jutro idę odebrać:P
-
Caro brawo :)
Ja za to jutro mam egzamin ale na ciężarówki...
-
No i super Caro :)
A tobie Alden powodzenia życzę jutro w takim razie ;)
-
Podejrzewam, że obleję, bo ciężarówką się inaczej skręca jak osobówką i tego się boję.... O inne rzeczy nie, bo przerabiałem na "B" :) Ale na wszelki wypadek nie dzieki by nie zapeszać:P
-
I znowu "L" mało sie we mnie nie wpakowała... Tym razem sytuacja była już groźna. Jadę ci ja sobie wczoraj z pracy do domu. Droga z pierwszeństwem, dobra widoczność itd.. Z uliczki po prawej stronie szykuje się do wyjazdu "L". Nagle wyjeżdża, niemal wymuszając pierwszeństwo, skręca w kierunek z którego ja nadjeżdżam i ląduje na pasie po którym jadę ustawiając się idealnie na "czołówkę". Po prostu paniena siedząca za kółkiem nie umiała skręcać jak sądzę i dała za ostro kierownicą. Dobrze, cholera, że jak widzę "L" to mam oczy dookoła głowy bo wyhamowałem.
"Każdy się kiedyś uczył". Ale na wszystkich bogów - podstawowych manewrów to niech się uczą w zaciszu placów manewrowych a nie eksperymentują na "żywym materiale"!!!
-
Mintek chyba mi się wydaję albo po prostu ty masz pecha :)
A ja już prawko odebrałam:) teraz tylko jeździć:D
-
Zdałam, zdałam, zdałam, zdałam! <pompony>
Instruktor mi powiedział, że mogę jechać do domu pić alkohol... :hahaha:
-
Gratulacje, Pajączku! :buzki:
-
Gratulacje. <brawo> Pomijając ostatnie niepowodzenia i tak szybko Ci poszło.
To teraz kieruj szczęśliwie i uważaj na pieszych.
Podpisano: Piesza :D
-
Gratulacje Kiki <brawo>
Witaj w gronie kierowców <szczerzy_sie>
-
Dzięki! <usmiech> Po ostatnim zaliczonym słupku szłam z nastawieniem, że nie ma szans, abym zdała. Po prostu nie ma. Nie mogłam uwierzyć w to, że łuk poszedł mi bez problemu. Wyjeżdżałam na miasto z myślą, że tak naprawdę to wcale nic nie znaczy. Prawda jest taka, że egzaminatora miałam całkiem w porządku (trafiłam na tego, co ostatnio). Troszkę postanowił młodą zestresowaną kobietę wspomóc swoimi pytaniami... Ale czy nie ma pani możliwości wyprzedzenia? :D Nie chciałam się wpychać nigdzie na siłę, no.
I nawet to zapłacenie 87,5zł za wydanie prawa jazdy było przyjemne. Na pewno o wiele bardziej niż opłacenie kolejnego egzaminu... <haha>
-
BRAWO KIKI!!! :) :*
-
Gratuluje:) A ja już śmigam autem:)
Teraz to już bajka:)
Ja bym już chyba też kolejnego egzaminu nie przeżyła;/
-
Kiki, gratuluję! :-* i zazdroszczę :D
Wczoraj miałam pierwszą jazdę, nikt nie ucierpiał, więc chyba jest dobrze. <skacze> Mam baaardzo fajnego instruktora, młody i przystojny :D Ogólnie jestem zadowolona, wciągnęła mnie jazda. Bałam się trochę, bo jak Tata mnie wziął na trening to ruszanie mi nie wychodziło, ale dałam radę. Wiadomo, że po jakichś super ruchliwych drogach nie hulałam, więc było ok. Następna jazda w sobotę, doczekać się nie mogę. <szczerzy_sie>
-
Jestem na siebie wściekła... Wczoraj miałam pierwsze podejście i nie zdałam... samochód zgasł mi 2 razy na górce mimo, że nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło... nic tylko palnąć sobie w łeb... ::)
-
Mam do Was pytanie.
Jak chcę mieć prawo jazdy na tramwaj to muszę zrobić je najpierw na samochód?
-
Jestem na siebie wściekła... Wczoraj miałam pierwsze podejście i nie zdałam... samochód zgasł mi 2 razy na górce mimo, że nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło... nic tylko palnąć sobie w łeb... ::)
Pociesz się, że nie jesteś jedyna. Masy ludzi na egzaminie robi błędy, których nigdy na jazdach nie popełnili (mi na przykład zdarzało się po łuku walnąć w słupek gdzieś, ale żeby nie wjechać do końca w kopertę, co zrobiłam na egzaminie, to nigdy...) To chyba po prostu stres, więc nie zadręczaj się długo ;) Chociaż rozumiem Cię, że to żal, zwłaszcza, że nie udało się ze względu na błąd, którego się nie spodziewałaś. Ale no, następnym razem będzie lepiej! ;)
A czy jak będziesz teraz drugi raz zdawać to na starych czy już nowych zasadach? Mnie się zawsze wydawało, że jak ktoś zaczyna na starych to na starych do końca leci, ale jak w zeszłym roku zdawałam na to prawko to mówili, że mamy się spiąć jak chcemy zdać na starych, (taaaa, a potem i tak przełożyli za rok ;P) bo jak wejdą nowe to data rozpoczęcia nie ma znaczenia i z miejsca zdaje się na nowych. Naprawdę tak to jest?
-
Sandi, nowe zasady dotyczą tylko teorii. Am zdała teorię na starych, więc w jej egzaminach nic się nie zmienia. Oczywiście tak długo, jak długo ma ważny egzamin teoretyczny. Jeśli za pół roku nadal nie zda praktycznego (broń Boże nie życzę! Tylko tłumaczę ;) ), to teorię będzie musiała zdać ponownie, ale tym razem na nowych. ;)
-
Wiem, że głównie to dotyczy teorii, ale przecież w praktyce też się coś zmienia. Wiadomo, że nie sama jazda, ale zasady przyznawania. Teraz ma być przecież na określony czas, z jakimś zielonym listkiem świeży kierowcy mają jeździć, coś tam o jakimś dodatkowym, obowiązkowym kursie zimowym w ciągu pół roku od zdania prawka też było... (przynajmniej jak się jeszcze tym bardziej interesowałam w zeszłym roku to coś takiego miało być). I chodzi mi o to czy w związku z tym skoro teraz Am będzie zdawać już na nowych zasadach to to się jej już tyczy czy cały czas na starych zasadach odbierze swoje prawko. Bo z tą teorią to wiem, że jest ważna pół roku i nie musi jej na razie po nowemu zdawać ;)
-
Sama nie wiem jak to jest z tą praktyką... ;/ ale określony czas ma dotyczyć teraz wszystkich, nawet tych co mają bezterminowe... co 15 lat mają być jakieś kursy dla kierowców czy coś... dokładnie nie wiem, nawet mój instruktor nie wie, bo nikt nic konkretnego nie mówi na ten temat...
A co do nowych testów, to w tv nie jeden mądrala mówi, że jak ktoś zna przepisy ruchy, wykuje kodeks drogowy na blachę to nie ma się co bać, wszystko fajnie, pięknie tylko mój instruktor rozwiązywał nowe testy 3 razy i 3 razy nie zdał, bo po brakło mu czasu przy 2 czy 3 pytaniach, a przepisy to on ma w małym paluszku, nie dziwne... ciekawe czy zdałby ten ważniak co mówi, że to takie łatwiutkie :P
-
Wiem, że głównie to dotyczy teorii, ale przecież w praktyce też się coś zmienia. Wiadomo, że nie sama jazda, ale zasady przyznawania. Teraz ma być przecież na określony czas, z jakimś zielonym listkiem świeży kierowcy mają jeździć, coś tam o jakimś dodatkowym, obowiązkowym kursie zimowym w ciągu pół roku od zdania prawka też było...
Te przepisy jednak nie weszły w życie. Dopiero w 2016 roku mają wejść ;)
Więc jedyne co od dzisiaj jest inne, to zasady zdawania teorii.
-
Mogę się pochwalić... wczoraj zdałam! Jestem mega szczęśliwa, bo myślałam, że będzie ciężko, ale gładko poszło, drugie podejście i stres jakby mniejszy, ulga :) za 2 tyg. odbiór.
-
Am gratuluję! :buzki: Ja jak tylko odebrałam prawko pojechałam na samotną przejażdżkę i miałam z tego ogromną frajdę! <hahaha> Wiadomo w eLce jest instruktor, ma hamulce, może złapać za kierownice a wtedy byłam całkiem sama i jakże mi się pięknie jechało <haha> chociaż im dłużej mam prawko, tym bardziej chociaż raz chciałabym wrócić do mojej eLeczki. <hahaha>
-
Gratulacje, Am! :* Zdolna bestyjka z Ciebie, widzisz :D
Nawet nie wiecie jak ja Wam zazdroszczę, że macie to już za sobą <placze> Ja zrezygnowałam z kursu, chociaż planowałam zapisać się już w kwietniu. Zniechęciły mnie statystyki zdających na tych tzw. "nowych przepisach", jakoś wolę chyba odczekać ten wielki szum, niż teraz pakować się w to wszystko.
-
Współczuję tym młodszym rocznikom, bo żeby zdać samą teorię to trzeba żeby naprawdę zdarzył się cud. Tutaj gdzie ja zdawałam to od wprowadzenia tych nowych przepisów zdało 10 osób, chociaż codziennie przyjmują tam na egzaminy teoretyczne przynajmniej ponad 50 osób. Przykre, że w tak głupi sposób chcą zamknąć drogę niektórym do zrobienia tego wymarzonego prawka. Nie uważam, że Ci co teraz zdają teorię są lepiej przygotowani do jazdy na drodze niżeli Ci co zdali na starych zasadach. Na drodze trzeba być rozważnym, trzeba uważać przede wszystkim na innych kierowców. Uważam, że u nas trzeba poprawić jakoś dróg niżeli przepisy dotyczące zdawania. :)
Am, wiesz, że Twoje prawko będzie już na nowych zasadach? :D Takie inne niż te wcześniejsze. :zawstydzony1:
-
Dzięki, dzięki :-*
Am, wiesz, że Twoje prawko będzie już na nowych zasadach? :D Takie inne niż te wcześniejsze. :zawstydzony1:
To już nie ważne, ważne, że w ogóle jest :D
Chociaż jak tak sobie pomyślę to trochę szkoda, że już nie będę śmigać z moim Instruktorem, bo bardzo go polubiłam :D Bardzo dobrze mi się z nim jeździło i to on uczył mnie wszystkiego od początku bardzo cierpliwie ;) Chociaż jak będzie potrzebował fotografa czy pomocy przy projektowaniu ogrodu przy swoim nowym gniazdku to ma się do mnie zgłosić :D
Justek, ja myślę, że ten szum szybko minie, a jak trafisz na fajnego Instruktora to on Ci te pytania udostępni ;)
-
Eeeee może to i dobrze - mniej będzie tzw "kierowców z przypadku", chociaż moim zdaniem bardziej powinni o wiele bardziej "uwalać" na jazdach niż na teorii. Teoria powinna zostać tak jak była, ale jazda egzaminacyjna powinna być co najmniej 3 razy dłuższa i to nie po jednej i tej samej trasie - ale jak kiedyś - tam gdzie się egzaminatorowi zechce jechać. Tak jak u nas - paranoja! Zrobi kółko po osiedlowych uliczkach, zaliczy "Rondo Dzwonów" * i gitara, egzamin zdany.
Co z tego jak teorię wykuje jak potem nie będzie umiał się poruszać po drodze?
* "Rondo Dzwonów" - zwane też "Rondem koło Makro", jedno z najniebezpieczniejszych i najruchliwszych lubelskich skrzyżowań, znane z tego, że odbywa się tam najwięcej wypadków (średnio 2-3 tygodniowo). Jest też znanym paradoksem drogowym - na wszystkich ulicach przy rondzie jest sygnalizacja świetlna co 50m a na samym rondzie nie ma.
-
To ja miałam tak, że jeździłam z instruktorem po innej trasie a na egzaminie, który zdałam egzaminator wywiózł mnie w miejsca, o których nie miałam pojęcia, że istnieją. <hahaha> W Krakowie trasa jest na tyle duża, że egzaminator potrafi zaskoczyć zdającego. ;)
W dużych miastach tak naprawdę nie ma znaczenia czy jeździ się po tej samej trasie z egzaminatorem/ instruktorem czy nie. Często nie da się przewidzieć jaki akurat trafi się ruch, jak zeżre nas stres, jakie będą warunki pogodowe itp. Można jeździć całkiem nieźe a i tak się zawali.
Jeździć tak naprawdę człowiek uczy się po zdaniu egzaminu.
A to, że zwłaszcza mężczyźni po otrzymaniu prawka dostają w większości małpiego rozumu, to inna sprawa.
Może zamiast wprowadzać coraz dziwniejsze urozmaicenia egzaminacyjne po prostu podnieść wiek możliwości zdawania. Jednak człowiek 25- letni jest rozsądniejszy od 18- latka. :P
Amaranth gratuluję zdania. <brawo>
-
BlackTiger dzięki :)
Mnie egzaminator nie zaskoczył jeżeli chodzi o trasę, bo bardzo często jeździłam tą drogą z Maćkiem i w trakcie egzaminu w głowie słyszałam jego głos "uważaj na tą 30tkę", 'uważaj na to przejście, bo jest mało widoczne", "na tym skrzyżowaniu celuj w lewy pas, bo możesz najechać na ciągłą", i najważniejsze "Nie wyprzedzaj przed przejściem!"
Ja lat mam 20 (prawie 21) i wcześniej nie miałam potrzeby posiadania tego przywileju, ale w końcu się zdecydowałam, po części przez ten wielki szum związany z nowymi przepisami.
-
Mnie również egzaminator nie zaskoczył trasą, w każdym z tych miejsc byłam i to nie jednokrotnie ;) swoją drogą Chełm nie jest jakimś tam olbrzymim miastem, więc można powiedzieć, że każdą uliczkę prześledziłam dokładnie <haha>
Największą frajdę mam wtedy kiedy jadę sama samochodem, nie wiem w sumie dlaczego <haha> bo tak jak jadę z rodzicami, bratem czy ze znajomymi to co innego, a jak jestem tylko ja i mój samochodzik to jestem zdana tylko na siebie - urocze <haha>
-
Piotrków Trybunalski też ogromny nie jest, więc każdą trasę znałam na pamięć ;D
Korzystał ktoś z Was z tej strony - https://www.kierowca.pwpw.pl/ ?
Bo od tygodnia wyskakuje mi Niepoprawne dane, brak spraw w toku lub dokument wydany.
Z tego co słyszałam to niektórzy mogą odebrać swoje prawo jazdy po kilku dniach, a niektórzy czekają około miesiąca, a sugerując się danymi z tej strony to ja będę w rej drugiej grupie.
-
Am, ja korzystałam z tej strony :) nie włączałam jej codziennie, tylko po dwóch tygodniach i od razu powiło mi się, że dokument jest już do odebrania. :)
Wydaje mi się, że twój wniosek powinien już być jak gdyby rozpatrzony i prawko, że tak powiem powinno się już robić :) chyba, że niedługo pojawi Ci się komunikat, że już możesz odebrać, bez tego pośredniego dotyczącego wyrabiania prawka. :D
A ja mam pytanko, czy ktoś już jest w trakcie robienia kursu na tych nowych zasadach?
-
Bo od tygodnia wyskakuje mi Niepoprawne dane, brak spraw w toku lub dokument wydany.
Miałam to samo. Dokumenty o wydanie prawa jazdy wpłynęły do nich dopiero ponad tydzień od zdania egzaminu. Później pojawia się komunikat, że postępowanie administracyjne w toku, a w konsekwencji - po jakimś czasie, iż plakietka jest już gotowa do odbioru. :D
-
Piotrków Trybunalski też ogromny nie jest, więc każdą trasę znałam na pamięć ;D
Korzystał ktoś z Was z tej strony - https://www.kierowca.pwpw.pl/ ?
Bo od tygodnia wyskakuje mi Niepoprawne dane, brak spraw w toku lub dokument wydany.
Z tego co słyszałam to niektórzy mogą odebrać swoje prawo jazdy po kilku dniach, a niektórzy czekają około miesiąca, a sugerując się danymi z tej strony to ja będę w rej drugiej grupie.
Mnie się też tak przez pierwsze dwa tygodnie wyświetlało, i to oznacza mniej więcej tyle, że dokument jeszcze nie jest gotowy do odbioru.
Po dwóch tygodniach zmieniło się na "dokument gotowy do odbioru". :)
-
Jak to teraz jest? Na placu wykonuje się komplet manewrów czy tylko niektóre?
-
Na placu masz wykonać łuk i górkę. No i powiedzieć instruktorowi gdzie są jakie światła w samochodzie i co znajduje się pod maską.
-
Mnie się też tak przez pierwsze dwa tygodnie wyświetlało, i to oznacza mniej więcej tyle, że dokument jeszcze nie jest gotowy do odbioru.
Po dwóch tygodniach zmieniło się na "dokument gotowy do odbioru". :)
A mi się właśnie zmieniło na Prawo Jazdy: Przyjęto wniosek - trwa postępowanie administracyjne. ;D Kurcze, ale chciałabym już je mieć w kieszeni :D Od egzaminu nie wsiadałam za kierownicę i baaardzo mi tego brakuje :D
-
Na placu masz wykonać łuk i górkę. No i powiedzieć instruktorowi gdzie są jakie światła w samochodzie i co znajduje się pod maską.
A no to ja nie mam pytań więcej... I dziw się tu człowieku, że jeździć nie umieją :)
Kolejny absurd - co jest pod maską to my nie musimy wiedzieć - no ewentualnie w którą dziurkę sobie płynu dolać od spryskiwaczy i jak olej sprawdzić. Resztę ma wiedzieć mechanik a nie zwykły kierowca. Gdzie są jakie światła? Z przodu przednie, z tyłu tylne a po bokach lampki od kierunkowskazów. Głupie to jakieś....
Kierowca zaś musi umieć jechać prosto do przodu, prosto do tyłu, po łuku do przodu, po łuku do tyłu, parkować w tył, parkować w przód i w "kopercie" a także ruszyć pod górkę "z ręcznego".
Taki też komplet manewrów wykonywało się za "moich czasów".
-
Parkowanie też jest, ale jedno na mieście, takie jakie zażyczy sobie egzaminator, ja miałam skośne, nie zdążyłam się zorientować czy dobrze stoję, czy nie najechałam na linię, a on już każe wyjeżdżać ;)
-
Najgorsze jest to czekanie na prawko właśnie... A potem taka radość jak odbierasz :D A potem jaka złość, że rodzice nie dają Ci samej jeździć :P
W ogóle ja po egzaminie się prawie egzaminatorowi poryczałam w aucie ze szczęścia, a jak tylko wyszłam i zadzwoniłam do babci, żeby powiedzieć (rodzice na mnie nie czekali, bo musieli iśc do pracy, posiedzieli tam tylko ze mną pół godziny w poczekalni i potem poszli), to mi takie łzy pociekły, że sobie nie wyobrażacie.
I to musiało śmiesznie wyglądać w autobusie bo się nie mogłam uspokoić. Pewnie to wyglądało tak, jakbym nie zdała <hahaha>
-
Do mnie na początku nie dotarło, że zdałam. Wzięłam tę kartkę, ledwo wykrztusiłam z siebie "dziękuję, do widzienia", wysiadłam i tak idę przez ten plac i myślę, czy on na pewno powiedział, że wynik pozytywny, chciałabym się wtedy widzieć ;D Później jak obdzwoniłam wszystkich to dopiero do mnie dotarło, że zdałam :D A jak instruktor po mnie podjechał do WORDu to taką ciekawością wypisaną na twarzy się na mnie patrzy, a ja nic, w końcu nie wytrzymał i się pyta:
Instruktor: iiiiii....?
Ja: Obstawiaj. (z powagą na twarzy)
Instruktor: No ja już odstawiam auto do mycia. (bo mu obiecałam, że jak zdam to umyję tą biedną 'elkę')
Ja: No to odstawiaj (i banan na twarzy)
Instruktor: Haa, mówiłem, że zdasz!
<skacze>
-
Na placu masz wykonać łuk i górkę. No i powiedzieć instruktorowi gdzie są jakie światła w samochodzie i co znajduje się pod maską.
A no to ja nie mam pytań więcej... I dziw się tu człowieku, że jeździć nie umieją :)
Kolejny absurd - co jest pod maską to my nie musimy wiedzieć - no ewentualnie w którą dziurkę sobie płynu dolać od spryskiwaczy i jak olej sprawdzić. Resztę ma wiedzieć mechanik a nie zwykły kierowca. Gdzie są jakie światła? Z przodu przednie, z tyłu tylne a po bokach lampki od kierunkowskazów. Głupie to jakieś....
Kierowca zaś musi umieć jechać prosto do przodu, prosto do tyłu, po łuku do przodu, po łuku do tyłu, parkować w tył, parkować w przód i w "kopercie" a także ruszyć pod górkę "z ręcznego".
Taki też komplet manewrów wykonywało się za "moich czasów".
Wiesz, niegdyś połowę godzin na kursie spędzało się na placyku, żeby ćwiczyć to wpasowywanie między te pachołki, słupki czy inne koperty... Teraz przynajmniej bardziej liczą się sytuacje z jakby 'prawdziwego' życia, bo plac zredukowano na rzecz jazdy po mieście - jednak trochę bardziej użytecznej umiejętności. A z kompletu manewrów, które wymieniłeś, właściwie wszystkie wykonywane są i teraz: jazda po łuku w przód i w tył, ruszanie "z ręcznego" pod górkę, natomiast parkowanie przeniosło się na miasto, na prawdziwe miejsca parkingowe.
Czy ja wiem, czy to taki absurd wiedzieć co auto ma pod maską? I czy to aż taki problem to pokazać? Tak samo ze światłami, czasem jednak wypada wiedzieć jak się które nazywają (chociażby jak doszło do stłuczki i musisz komuś wytłumaczyć co się stało, które światło pękło etc.).
Nie twierdzę, że jest idealnie teraz, bo nie jest, a 80% ludzi, którzy zdało egzamin i tak dopiero będzie uczyć się jeździć. Ale też nie demonizujmy i nie przesadzajmy w drugą stronę. Kiedyś mniej osób podchodziło do prawka, mniej było samochodów, było inaczej... Teraz jest moda i wielki boom na prawo jazdy, plus takie wymogi współczesności... Więc liczbowo nic dziwnego, że jest więcej kierowców, którzy nie umieją jeździć. Ale nie obwiniałabym za to tego, że na egzaminie muszą pokazać chłodnicę czy włączyć światła przeciwmgielne.
Żeby nie było - dziewczyny, absolutnie nie piję do żadnej z Was. Z własnego doświadczenia wiem, że kurs uczy tego, jak zdać egzamin. A żeby nauczyć się jeździć, to trzeba wyjechać na ulicę po prostu samemu :)
Ja parkowałam chyba 2 razy na mieście, w tym raz to było takie parkowanie do zawrócenia jakby ;)
Swoją drogą, najbardziej stresującym egzaminem jest nie ten pierwszy czy piąty, ale ten pierwszy po odebraniu prawka, jak musisz przejechać się z rodzicem na siedzeniu obok, to dopiero stres xD
-
Nie twierdzę, że jest idealnie teraz, bo nie jest, a 80% ludzi, którzy zdało egzamin i tak dopiero będzie uczyć się jeździć.
Zgadza się, ale ja myślę, że to zależy też od instruktora z jakim się jeździło. Mój mi zawsze zwracał uwagę na najmniejsze pierdoły i dawał bardzo dużo cennych rad, a z tego co wiem nie każdy instruktor, że tak się wyrażę, przejmuje się swoim kursantem. Z opowieści koleżanek wiem, że ich instruktor nie zwracał im uwagi na błędy, nie komentował ich jazdy i one później nie wiedziały jak się zachować w pewnych sytuacjach. Ja miałam okazję jeździć z młodym i miłym, ale stanowczym instruktorem i to jemu zawdzięczam swój sukces ;D Ale ten stres świeżego kierowcy zależy też od tego, że uczył się na jednym aucie (w moim przypadku była to nowa Toyota Yaris) i do tego auta jest nauczony, a jak wiadomo każde auto jest inne i ja sama mam obawy jak to będzie i czy rady Maćka będą też odnosić się do innego auta. Myślę, że sama prędko do auta nie wsiądę, najpierw muszę się przyzwyczaić.
Swoją drogą, najbardziej stresującym egzaminem jest nie ten pierwszy czy piąty, ale ten pierwszy po odebraniu prawka, jak musisz przejechać się z rodzicem na siedzeniu obok, to dopiero stres xD
Tego się boję ;) Ale, jak to powiedział mi instruktor, największy stres jest wtedy, kiedy siada się zupełnie samemu, wtedy cała odpowiedzialność spada na Ciebie, nie ma nikogo z boku, kto w razie potrzeby pomógłby, dał jakąś dobrą radę.. Nigdy nie wiadomo jaka sytuacja nam się zdarzy na drodze.
-
Ale ten stres świeżego kierowcy zależy też od tego, że uczył się na jednym aucie (w moim przypadku była to nowa Toyota Yaris) i do tego auta jest nauczony, a jak wiadomo każde auto jest inne i ja sama mam obawy jak to będzie i czy rady Maćka będą też odnosić się do innego auta.
Otóż to. Jeżeli chodzi o mnie, to Renault Clio III ze szkoły jazdy nijak się ma do Mazdy długiej jak stąd do Chin. :D
Niby mam prawo jazdy, ale jak do tej pory jechałam tylko kilka razy. Nie było okazji. Jednak zabierałam ze sobą tylko tatę, na wycieczki z mamą muszę się psychicznie przygotować ("Zwolnij!", "Dlaczego jedziesz tak blisko środka?!", "Patrz na drogę!" "HAMUJ!") <haha>
Am, zdawałaś na nowych zasadach?
-
Z własnego doświadczenia wiem, że kurs uczy tego, jak zdać egzamin. A żeby nauczyć się jeździć, to trzeba wyjechać na ulicę po prostu samemu :)
Ja również tak uważam. Żeby naprawdę nauczyć się dobrze jeździć to te 30 godzin + jakieś godziny dokupowane to kropla w morzu potrzeb <haha> trzeba naprawdę się najeździć, sprawdzić się w wielu sytuacjach i dopiero potem powiedzieć, że umiem jeździć, bo po odebraniu prawka, tak niestety nie można powiedzieć, bo ludzie, którzy mają szczęście i kompletny brak umiejętności również zdają.
Swoją drogą, najbardziej stresującym egzaminem jest nie ten pierwszy czy piąty, ale ten pierwszy po odebraniu prawka, jak musisz przejechać się z rodzicem na siedzeniu obok, to dopiero stres xD
Otóż to! Ja byłam przerażona jak miałam jechać z tatem, bo wiem jaki jest i zaraz komentarze ("Zwolnij!", "Dlaczego jedziesz tak blisko środka?!", "Patrz na drogę!" "HAMUJ!") <haha>
Ale o dziwo tak źle nie było <haha> z mamą również już jechałam i stwierdziła tylko, że za szybko jechałam, ale skoro miałam prostą drogę to nie będę się ślimaczyła 20km/h <haha>
Ale ten stres świeżego kierowcy zależy też od tego, że uczył się na jednym aucie (w moim przypadku była to nowa Toyota Yaris) i do tego auta jest nauczony, a jak wiadomo każde auto jest inne i ja sama mam obawy jak to będzie i czy rady Maćka będą też odnosić się do innego auta.
Otóż to. Jeżeli chodzi o mnie, to Renault Clio III ze szkoły jazdy nijak się ma do Mazdy długiej jak stąd do Chin. :D
Ja oczywiście w domu nie mogę mieć małego, normalnego samochodu <haha> po odebraniu prawka musiałam jechać Fordem Galaxy, który dla mnie jest olbrzymi, ale znowuż jak wsiadam do Skody Octavi to już czuję się lepiej, mimo, że zdawałam i uczyłam się jeździć na Suzuki Swifft, a różnica w rozmiarach jest spora. <haha>
-
Na placu masz wykonać łuk i górkę. No i powiedzieć instruktorowi gdzie są jakie światła w samochodzie i co znajduje się pod maską.
A no to ja nie mam pytań więcej... I dziw się tu człowieku, że jeździć nie umieją :)
Kolejny absurd - co jest pod maską to my nie musimy wiedzieć - no ewentualnie w którą dziurkę sobie płynu dolać od spryskiwaczy i jak olej sprawdzić. Resztę ma wiedzieć mechanik a nie zwykły kierowca. Gdzie są jakie światła? Z przodu przednie, z tyłu tylne a po bokach lampki od kierunkowskazów. Głupie to jakieś....
Kierowca zaś musi umieć jechać prosto do przodu, prosto do tyłu, po łuku do przodu, po łuku do tyłu, parkować w tył, parkować w przód i w "kopercie" a także ruszyć pod górkę "z ręcznego".
Taki też komplet manewrów wykonywało się za "moich czasów".
Ale zapominasz chyba, że na egzaminie jest na placu ruszanie pod górkę z ręcznego i robienie łuku, a potem przy normalnych samochodach parkowanie, jak już wyjedziesz na miasto. Robisz kopertę, tylko już nie w kopercie, tylko pomiędzy samochodami. A to jest chyba trudniejsze, niż między pachołkami... Nie rozumiem dlaczego się burzysz.
Poza tym kierowca musi wiedzieć jakie światła ma włączyć w jakich warunkach i gdzie się one znajdują. Spokojnie. Zapewniam Cię, że teraźniejszy egzamin na prawo jest najbanalniejszym egzaminem do oblania.
A moja ciotka jak robiła prawo jazdy, to nie zdała jazdy po mieście i co? Zaczekała na egzaminatora aż skończy egzaminować wszystkich i wybłagała go, żeby mogła jeszcze raz pojechać. Gdzie tu była sprawiedliwość? A teraz tak zrobisz?
EDIT:
Ale ten stres świeżego kierowcy zależy też od tego, że uczył się na jednym aucie (w moim przypadku była to nowa Toyota Yaris) i do tego auta jest nauczony, a jak wiadomo każde auto jest inne i ja sama mam obawy jak to będzie i czy rady Maćka będą też odnosić się do innego auta.
Otóż to. Jeżeli chodzi o mnie, to Renault Clio III ze szkoły jazdy nijak się ma do Mazdy długiej jak stąd do Chin. :D
Niby mam prawo jazdy, ale jak do tej pory jechałam tylko kilka razy. Nie było okazji. Jednak zabierałam ze sobą tylko tatę, na wycieczki z mamą muszę się psychicznie przygotować ("Zwolnij!", "Dlaczego jedziesz tak blisko środka?!", "Patrz na drogę!" "HAMUJ!") <haha>
Am, zdawałaś na nowych zasadach?
Oj, to ja 100. razy bardziej wolę jeździć z mamą. Jest spokojna, opanowana, a mój ojciec? "jedź szybciej" "jedź wolniej", "Ty patrzysz w ogóle na znaki?!", masakra mówię Wam!
A samochód mamy Skodę Fabię hatchback. Jeździ się mega!
Dokładnie taka, taki sam model, taki sam kolor: http://newcars.ua/images/gallery/Skoda/Fabia_Hatchback/1024x768/Skoda_Fabia_Hatchback_ext_5.jpg
-
natomiast parkowanie przeniosło się na miasto, na prawdziwe miejsca parkingowe.
.... zdążyłem zauważyć.... ;) Zwiększyła się liczba pourywanych lusterek i wgniecionych zderzaków w samochodach stojących na parkingach. No ale szkoły jazdy mają kasę na odszkodowania, to spoko ;)
-
Am, zdawałaś na nowych zasadach?
Testy zdałam na starych ;) zdałam 17 stycznia, a od 19 wchodziły nowe. I to też zawdzięczam mojemu instruktorowi, który pomyślał i ustalił egzamin wcześniej ;)
Praktykę zdałam 8 lutego, ale w praktyce nie wyczułam zmian, a są w ogóle, bo się nie orientuję <haha>
Zwiększyła się liczba pourywanych lusterek i wgniecionych zderzaków w samochodach stojących na parkingach. No ale szkoły jazdy mają kasę na odszkodowania, to spoko ;)
A skąd wiadomo, że to wina szkół jazdy? :P Nie jednokrotnie można zauważyć, że to właśnie 'starzy' kierowcy nie zwracają uwagi na to jak jeżdżą, no bo przecież mają prawo jazdy :P
-
A skąd wiadomo, że to wina szkół jazdy? :P Nie jednokrotnie można zauważyć, że to właśnie 'starzy' kierowcy nie zwracają uwagi na to jak jeżdżą, no bo przecież mają prawo jazdy :P
Sam trzy razy widziałem jak "L" podczas robienia koperty stuknęła samochód za sobą. Raz prawie zaczepił o lusterko w samochodzie obok.
Na takie eksperymenty jest chyba plac manewrowy, gdzie można ustawić kartony imitujące samochody i trenować. No dobra, nie kartony.... :)
W ogóle ja jestem konserwatystą i uważam, że raz - kurs na prawo jazdy po ukończeniu 18 lat, żadne tam B1 dla gówniarzy co im kierownica do głowy uderza, dwa - dodatkowe badania psychofizyczne dla kobiet, plus przedłużanie prawa jazdy co 5 lat połączone z dodatkowym egzaminem i badaniami.
Dla facetów oczywiście bezterminowo. Z doświadczenia wiem, ze kobiety jeżdżą nieobliczalnie. Faceci jeżdżą szybciej, ale uważniej. Kobiety wolniej - ale stanowią o wiele większe zagrożenie, z powodu swojej nieobliczalności i innego sposobu myślenia niż u facetów.
-
Mintku nie wrzucaj wszystkich do jednego wora. Owszem kobiety jeżdżą bardziej nieobliczalnie, ale po pijaku najwięcej kto wypadków powoduje? Faceci, podczas całego życia chyba tylko dwa lub trzy razy słyszałem o pijanej kobiecie za kierownicą. O facetach to stale... Wydaje mi się, że to kwestia nie tyle ile płci ile umiejętności; nie wspomnę o częstym nie włączaniu kierunkowskazu, zachowywaniu się ala 'pan szosy' itd.
-
Zgadzam się z Aldenem. Dlaczego mierzysz wszystkich jedną miarą? Gadasz jak typowy samiec, który uważa, że kobiety nadają się tylko do garów. Muszę Cię zmartwić, ale te czasy już minęły.
-
Niestety, z doświadczeń życiowych wiem, że kobiety myślą inaczej. Ani lepiej, ani gorzej od facetów - tylko INACZEJ i żaden feminizm, żadna tolerancja tego nie zmieni. Nawet chyba taka książka była "Mężczyźni z Księżyca a kobiety z Wenus" czy coś, w której zresztą zaczytywały się całe masy ludzi.
I nie jest to żadne pakowanie "do szuflady".
W każdym razie jestem przekonany, że egzaminy na prawo jazdy dla kobiet powinny być bardziej surowe i restrykcyjne.
-
W każdym razie jestem przekonany, że egzaminy na prawo jazdy dla kobiet powinny być bardziej surowe i restrykcyjne.
Bez przesady! To faceci zwykle powodują więcej wypadków, czy to po pijaku czy to pod wpływem brawury. Nie oszukujmy się, ale to jednak facetom odbija, że tak powiem jak dostają prawko i myślą, że są mistrzami kierownicy, okej kobiety może i myślą troszkę inaczej, inaczej patrzą na pewne sprawy, ale jeżdżą ostrożniej i dwa razy myślą, niżeli coś zrobią. :D
-
W każdym razie jestem przekonany, że egzaminy na prawo jazdy dla kobiet powinny być bardziej surowe i restrykcyjne.
Bez przesady! To faceci zwykle powodują więcej wypadków, czy to po pijaku czy to pod wpływem brawury. Nie oszukujmy się, ale to jednak facetom odbija, że tak powiem jak dostają prawko i myślą, że są mistrzami kierownicy, okej kobiety może i myślą troszkę inaczej, inaczej patrzą na pewne sprawy, ale jeżdżą ostrożniej i dwa razy myślą, niżeli coś zrobią. :D
Jeżdżą WOLNIEJ. Ostrożniej - w żadnym przypadku. Powiem nawet taką herezję - podpity facet będzie jechał ostrożniej niż trzeźwa kobieta. Taka prawda.
-
Mintek jesteś jakiś uprzedzony do kobiet za kierownicą. Naprawdę niektóre jeżdżą dużo lepiej, niżeli nie jedne facet, więc nie wrzucaj wszystkich do jednego worka. ;)
Powiem nawet taką herezję - podpity facet będzie jechał ostrożniej niż trzeźwa kobieta. Taka prawda.
Znam kilku facetów, którzy jechali po pijaku ostrożnie i wcale dobrze to się dla nich nie skończyło.
-
Mintek jesteś jakiś uprzedzony do kobiet za kierownicą. Naprawdę niektóre jeżdżą dużo lepiej, niżeli nie jedne facet, więc nie wrzucaj wszystkich do jednego worka. ;)
Jestem i to bardzo. Piszę w oparciu o własne doświadczenia.
-
Ale to, że spotkałeś w swoim życiu kilka kobie, które zachowywały się na drodze tak a nie inaczej to nie powód żeby tak generalizować. ;)
-
Przyznam się szczerze, że nie lubię kobiet za kierownicą. Generalnie zawsze ich bronię, jednakże większość jakiś dziwnych sytuacji na drodze stwarzają kobiety...
Niedaleko szukać... Droga, trzy pasy w jedną stronę, pas w prawo stoi bo większość osób skręcała w prawo i musiała przepuścić pieszych, którzy mieli zielone, ja jadę pasem środkowym prosto, nagle bez kierunkowskazu, bez niczego kobieta mi wyjeżdża z prawego pasa. Dobrze, że lewym nic nie jechało i mogłam odbić bo byłaby stłuczka... Kiedyś nie będę miała refleksu, lub zwyczajnie przyda mi się odszkodowanie na mały remont samochodu i będzie bum.
-
Żeby było najzabawniej to często najbezpieczniej jeżdżą osoby, które nie mają prawa jazdy :)
-
Noo Mintku, rozwaliłeś system ::) Egzaminy i badania dla kobiet co 5 lat, a dla facetów bezterminowo, AKURAT.
Nie bądź taki pewien o wyższości swojej płci, bo moim zdaniem jest dokładnie po równo złych kierowców wśród kobiet jak i mężczyzn. Podobnie jak bardzo dobrych kierowców. Amen.
-
Kobiety są na pewno większymi panikarami jak się dzieje coś złego.
Ale za to jeżdżą mimo wszystko rozważniej.
Mężczyźni za to jeżdżą zbyt pewnie siebie, brawurowo, często z telefonem przy uchu, kierując jedną ręką. No ale za to jak coś złego się dzieje to często umieją wyprowadzić samochód spokojnie by uniknąć wypadku.
Chociaż najwięcej wypadków i tak powodują piesi i rowerzyści. :P Rowerzystów nie cierpię. Mam uraz.
A piesi... No po prostu często nie przestrzegają przepisów drogowych a samochodowi czasem jest naprawdę trudno wyhamować.
Kobieta też może być dobrym kierowcą i znam dużo takich... Znam też kilku panów, z którymi nienawidzę jeździć.
Ostatnio mnie zirytował jeden. Wyjeżdżam sobie ze stacji jedzie delikwent płci męskiej od skrzyżowania już kierunkowskaz... No dobra zaraz będzie skręcał... bo widzę jest uliczka i dobrze, że nie wyjechałam gwałtownie bo pajac nie skręcił. Mało tego w mój wjazd stacjowy też nie skręcił i dopiero na następnym skrzyżowaniu ze światłami. Dobrze, że nie wyjechałam, bo by mnie pacnął. Nie cierpię jak ktoś tak włącza kierunkowskaz.
Moim zdaniem wystarczy podnieść wiek zdawania. 18 lat to stanowczo za wcześnie.
-
Celne uwagi co do tego, co mężczyźni, a co kobiety robią źle. Za to nie zgodzę się z tym:
Moim zdaniem wystarczy podnieść wiek zdawania. 18 lat to stanowczo za wcześnie.
Moja koleżanka (double combo! Kobieta i w wieku 18 lat! :D ) zdała prawo jazdy za pierwszym podejściem i jest świetnym kierowcą. Jednym z najlepszych, z jakimi jeździłam. Sama uważa, że prowadzenie samochodu jest super, że świetnie się czuje za kierownicą, ale nie szarżuje z tego powodu, nie jeździ brawurowo. Z drugiej strony jest mój wujek, z którym boję się jeździć. Trasę 15km pokonuje w 6-7 minut. Wyprzedza na trzeciego, czwartego... Też mówi, że pewnie się czuje za kierownicą, ale co z tego, kiedy inni z nim czują się niepewnie. Ma 33 lata.
Myślę, że takie uogólnienia nic nie dają, są rozważni 18latkowie i smarkaci czterdziestolatkowie. Są kobiety, które jeżdzą wspaniale i typowe "baby za kierownicą".
Jedyne, co można uogólnić i z czym trzeba bardzo mocno walczyć, to pijani kierowcy. Nieważne, jakiej płci. Ważne, że są ich tysiące i powodują setki wypadków. Bezdyskusyjne powinno być odbieranie prawa jazdy za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwym, zaś w stanie wskazującym na spożycie - wysokie kary.
-
Moim zdaniem wystarczy podnieść wiek zdawania. 18 lat to stanowczo za wcześnie.
Również jestem tego zdania. :) Bo jednak niektórzy 18-latkowie zachowują się jak dzieci i w ogóle nie powinni przystępować do kursu, a co dopiero mówić, żeby dostali prawko i samochód na własność. ;) Przecież sporo wypadków jest spowodowanych przez młodych ludzi, którym woda sodowa uderzyła do głowy, myślą, że jak odbiorą prawko, wezmą od tatusia BMW to już są mistrzami kierownicy i wydaje im się, że zawładną jezdnią (i tutaj mówię zarówno o facetach jak i kobietach, ale nie ukrywajmy, że to jednak facetów ponosi brawura :) )
-
Podnoszenie wieku to hmm... może być krzywdzące dla osób rozważnych... Ja np. zdawałam egzamin jak miałam 17 lat bodajże i już się nie mogłam doczekać. Chyba by mnie coś strzeliło gdybym musiała czekać np. do 20 roku życia.
-
Maleńka ale jednak większość 18-latków tak jak pisałam jest nieodpowiedzialnych, to jeszcze takie duże dzieci, oczywiście nie wszyscy, nie chcę generalizować, bo i zdarzają się osoby rozważne, ale to niestety tylko wyjątki. :)
-
To może należałoby wprowadzić jakieś badania psychologiczne w trakcie trwania kursu? Jak ktoś nie zda to nie może przystąpić do egzaminu.
-
Z pewnością byłoby bezpieczniej na drogach, bo nie każdy jest obliczalny jak siada za kółkiem. ;)
-
dwa - dodatkowe badania psychofizyczne dla kobiet, plus przedłużanie prawa jazdy co 5 lat połączone z dodatkowym egzaminem i badaniami.
Dla facetów oczywiście bezterminowo. Z doświadczenia wiem, ze kobiety jeżdżą nieobliczalnie. Faceci jeżdżą szybciej, ale uważniej. Kobiety wolniej - ale stanowią o wiele większe zagrożenie, z powodu swojej nieobliczalności i innego sposobu myślenia niż u facetów.
A to się nazywa szowinizm.
-
dwa - dodatkowe badania psychofizyczne dla kobiet, plus przedłużanie prawa jazdy co 5 lat połączone z dodatkowym egzaminem i badaniami.
Dla facetów oczywiście bezterminowo. Z doświadczenia wiem, ze kobiety jeżdżą nieobliczalnie. Faceci jeżdżą szybciej, ale uważniej. Kobiety wolniej - ale stanowią o wiele większe zagrożenie, z powodu swojej nieobliczalności i innego sposobu myślenia niż u facetów.
A to się nazywa szowinizm.
No.... ja bym to nazwał normalnym podejściem do rzeczywistości :)
Maleńka, moja złota - dzięki za choćby częściowe stanięcie po mojej stronie w tym w sumie bezsensownym sporze <calusek>
-
Częściowe bo jak napisałam - zawsze będę bronić swojej płci, niemniej jednak - irytują mnie kobiety za kierownicą :P Oczywiście nie mówię, że wszystkie jeżdżą źle, bo znam kilka jeżdżących super, ale generalnie... no nie lubię. Moja płeć może mnie teraz zaszlachtować :P
-
Ja nikogo szlachtować nie zamierzam. Sama staram się jeździć ostrożnie i rozważnie chociaż rzadko siadam za kółkiem.
I irytuje mnie wielu kierowców zarówno płci męskiej jak i żeńskiej a najbardziej to cwaniakowanie :P
Ja mam taką alergię na rowerzystów. Najchętniej usunęłabym ich z dróg. :D
I nadal podtrzymuję zdanie, że powinno podwyższyć się wiek zdawania. Owszem jest grono młodych ludzi po 18 jeżdżących rozważnie, ale większość to niemyślący szaleńcy. Jednak mając np. te 25 lat człowiek jest rozsądniejszy.
Testy psychologiczne to swoją drogą.
Prawo Jazdy Terminowe to moim zdaniem głupota. Jeżeli już to dodatkowy kurs czy jazdy po jakimś tam okresie, ale nie cały egzamin od nowa.
Wtedy to człowiek w ogóle nie nauczy się jeździć, bo co innego jazda egzaminacyjna a ta normalna po mieście. :P
-
Moim zdaniem tutaj nie chodzi o wiek a o predyspozycje. Ze zdumieniem przyjmuję fakt, że dzisiaj każdy, dosłownie każdy, może robić prawo jazdy i otrzymać dokument uprawniający go do prowadzenia pojazdów mechanicznych na drogach szybkiego ruchu i tym podobnych.
I mam na myśli głównie kwestie psychologiczne. Byłabym za jakimiś testami dla obu płci <lornetka>
Rowerzystów gdzie byś wysłała, czarny tygrysku? :)
-
No w sumie też racja... tak jak nie każdy powinien być nauczycielem czy magistrem tak i nie każdy kierowcą. :P
Rowerzystów gdzie byś wysłała, czarny tygrysku? :)
Wiem, że kochasz rowerek, ale... ja się boję rowerzystów. Część rowerzystów w ogóle nie ma pojęcia o zasadach ruchu drogowego i jeżdżą jak chcą, łamiąc wszystkie możliwe przepisy. Myślą, że jak na czerwonym szybko przeskoczą zanim samochód przejedzie to zaraz będą po drugiej stronie a w ogóle nie zastanawiają się nad tym, że kierowca często nie może go zobaczyć. Stąd wypadki.
Ponadto ścieżki rowerowe zrównane z chodnikiem... Kolejny idiotyzm. To już lepiej po jednej stronie rowery po drugiej piesi albo jakoś porządniej to odgrodzić..., bo idę sobie np. spokojnie po mojej części chodnika a jakiś idiota pędzi i dzwoni na mnie bo akurat na ścieżce jest kałuża. To nie może zwolnić albo zejść z roweru tylko ja muszę uciekać...:/ Albo dzieci bawią się nad Wisłą w Kraku a ten pędzi prosto na nie, bo wyprzedza inne rowery, jest tłoczno a on musi koniecznie jechać szybko..., bo nie można jak jest tłok zejść i chwilę rower poprowadzić.
Rowerzyści są nieobliczalni i tyle.
Odkąd zniesiono karty rowerowe jest coraz gorzej.
Jakoś inaczej powinni wymyślić z tymi ścieżkami, bo jak tak dalej pójdzie niedługo zejdę na zawał serca.
Powinni też wprowadzić z powrotem egzaminy na kartę rowerową.
-
I nadal podtrzymuję zdanie, że powinno podwyższyć się wiek zdawania. Owszem jest grono młodych ludzi po 18 jeżdżących rozważnie, ale większość to niemyślący szaleńcy. Jednak mając np. te 25 lat człowiek jest rozsądniejszy.
Obowiązkowo. Długie lata prawo jazdy można było uzyskać od 18 lat. Ale raz taka pani od nas mówi, że jej córka właśnie zdała na prawko. Jak to - pytam - przecież pani córka to 16 chyba ma? Ano bo teraz można od 16 ale na małe samochody. No i zaczęła narzekać, że córka teraz chce dostać samochód, i że muszą jej jakiś kupić, bo ta nalega, bo jej koledzy jeżdżą to i ona chce. Przyznam, że się przeraziłem z deka. 16-latkowie w samochodach? No niby widziałem te samochody co się zdaje na B1 - takie pizdryki, jakby seicento uciął w połowie i koła z tyłu doprawił - ale niech mi nikt nie mówi, że taki 16-latek potem będzie jeździł maluchem czy cieniasem. Ha. Ha. Ha.
Rowerzyści - przyznaję, że bardziej mi przeszkadzają jak idę niż jak jadę. Niewielka to przyjemność i a strachu dużo jak idziesz sobie po chodniku z dzieckiem a tu nagle "ZIUUUUU!!!!! ZIUUUUUU!!!!" zgraja szczeniaków na rowerach przemyka z pełną szybkością w odległości 2cm ode mnie. Przecież gdyby taki koleś we mnie uderzył to bym gnojowi łeb ukręcił z miejsca.
-
Rowerzyści i piesi to osobna bajka. A już najśmieszniejsze jest, jak widzisz osobę, która co dopiero wysiadła z samochodu a jako pieszy zachowuje się jak święta krowa. Najgorzej jak włażą na jezdnię jak jest ślizgawka, bo oczywiście samochód ma stanąć w miejscu. I jak są na ciemno ubrani to już w ogóle bajka.
Na rowerze lubię jeździć i często popełniam ten błąd, że jeżdżę po chodniku, ale wolę to niż ulicę, jest dla mnie bezpieczniej. Pieszych omijam, albo ich przepuszczam, w końcu na chodniku mają pierwszeństwo ;)
-
Piesi - osobna bajka. Owszem, większość zachowuje się jak powinna. Ale co wyrabiają starsi ludzie to scyzoryk się otwiera. Nie wiem, czy oni myślą, że z racji wieku są nietykalni, że samochód przejedzie przez nich jak przez mgłę - naruszanie przepisów przez osoby w podeszłym wieku jest nagminne. Przechodzenie na czerwonym, w niewyznaczonym miejscu, wychodzenie tuż pod koła ("Bo JA idę!"), przechodzenie na ukos przez skrzyżowanie - i jeszcze pretensje, bo "Jak ty gówniarzu jeździsz! Zabijesz mnie!", i jeszcze ta mina, która mówi "Jestem stara to mi się wszystko należy, wszystko mi wolno a najlepiej to jakby dywan czerwony mi w poprzek ulicy rozłożyli". Pewnie, bo samochód hamuje jak w kreskówce - jak stara baba mi wyskoczy przed maskę to zatrzymam się w mgnieniu oka z drogą hamowania 0 metrów....
Osoby zaś starsze i niepełnosprawne (inwalidzi) to już w ogóle jak widzę bimbają sobie na wszystkich i wszystko. Ostatnio jakiś dziadek o dwóch laskach na kilka minut zatrzymał ruch na skrzyżowaniu bo przecież musiał zasuwać na ukos. Że ktoś go może potrącić - nie pomyślał. Po co?
-
Prawo Jazdy Terminowe to moim zdaniem głupota. Jeżeli już to dodatkowy kurs czy jazdy po jakimś tam okresie, ale nie cały egzamin od nowa.
Wtedy to człowiek w ogóle nie nauczy się jeździć, bo co innego jazda egzaminacyjna a ta normalna po mieście. :P
Ale przecież Prawo Jazdy Terminowe dostają osoby, które np. mają wadę wzroku, sama zresztą takie mam. Ale wiem, że po upływie w moim przypadku tych 15 lat nie muszę powtarzać kursu od nowa, tylko wystarczą aktualne badania u okulisty. ;)
Jak dla mnie to najgorsi są starsi ludzie, ostatnio jechałam sobie późnym wieczorem, widzę, że chłopak przechodzi przez przejście to hamuje, a kiedy on już był prawie na chodniku a drugiej stronie, nagle babka zdecydowała się przechodzić (wtedy ja już miałam ruszać) no czy ona sobie myślała, że jest jakąś świętą krową? Przecież ma swoje lata i doskonale powinna wiedzieć, że tak sprawie jak ten młody chłopak to nie przejdzie przez ulicę. No ale oczywiście starsi ludzie myślą, że im wszystko wolno i mogą sobie przechodzić gdzie chcą, a kierowcy, czy nawet rowerzyści muszą od razu się zatrzymywać, bo oni idą. Paranoja!
-
To co, może eutanazja zbiorowa?
Jakby nie było to my wraz z cudną cywilizacją wleźliśmy na "teren" tych starych. Wiadomo, są różni ludzie. Ale czasami zanim się ta babina doczłapie do jakie przejścia dla pieszych. Pól biedy, jeśli jest to przejście wraz z sygnalizacją świetlną (ale tutaj też zmienia się szybko a hieny w samochodach już trąbią), ale kiedy jest bez? Ileż to razy czeka babinka żeby ktoś sprawniejszy przechodził, bo przecież państwo w samochodach jedzie.
Nie do końca mnie przekonujecie, państwo kierowcy. Zostawcie samochody w domu - zamieńcie się na jakiś czas w pieszego, w rowerzystę, w pasażera komunikacji miejskiej - nie na dzień, na dwa, na jakiś dłuższy czas. Przypomnijcie sobie, jakie to jest zabawne.
-
Jean - w tym co piszesz mamy słowa kluczowe - "przejście dla pieszych", "sygnalizacja świetlna". Jak jakaś babcia czy dziadek stoi przed przejściem i czeka - zawsze zatrzymuję się i puszczam.
A ja pisałem o tych co za nic mają wszelkie znaki i światła tylko chodzą po szosie jak - nie przymierzając - po polu. Zarówno starszych jak i młodszych, pieszych i kierowców obwiązuje przestrzeganie przepisów, od tego są wyznaczone i osygnalizowane miejsca żeby przez ulice przechodzić. A nie łazić gdzie się chce i jak się chce. I jeszcze z wielką pretensją, jak się zatrąbi na takiego delikwenta, bo wyszedł prawie pod koła. I niestety w "starciu" z samochodem pieszy zawsze przegrywa a samochód ma pewną drogę hamowania. Co by to było gdyby to kierowcy zaczęli jeździć tam gdzie chcą i jak chcą...?
-
Wniosek? Więcej przejść dla pieszych, żeby się dziadkom nie opłacało chodzić na przełaj.
A ja napisałam o drugiej stronie medalu. Ty puszczać możesz wszystkich stojących przed przejściem dla pieszych, inni już tacy łaskawi nie są. Czasami trzeba czekać 15 minut, zanim kogoś olśni.
-
A ja napisałam o drugiej stronie medalu. Ty puszczać możesz wszystkich stojących przed przejściem dla pieszych, inni już tacy łaskawi nie są. Czasami trzeba czekać 15 minut, zanim kogoś olśni.
No a co ja na to poradzę? Ja w każdym razie staram się dokładać ta skromną cegiełkę dla kultury na drogach. Na innych nie mam wpływu.
-
Ja też staram się zawsze przepuszczać pieszych, gdy jestem kierowcą a gdy jestem pieszym grzecznie czekać aż ktoś się zatrzyma i nie wybiegać przed maskę.
Choć faktycznie ta sygnalizacja jest często taka, że młody nie zdąży przejść a co dopiero starszy człowiek.
Na szczęście na obrzeżach Warszawki kierowcy wykazują się dość sporym taktem i kulturą. Gorzej w centrum. Wtedy następuje prawo tłumu...:P Kierowcy i piesi zamieniają się w stada pędzących na oślep baranków. :D
-
Ale przecież Prawo Jazdy Terminowe dostają osoby, które np. mają wadę wzroku, sama zresztą takie mam. Ale wiem, że po upływie w moim przypadku tych 15 lat nie muszę powtarzać kursu od nowa, tylko wystarczą aktualne badania u okulisty. ;)
O, to dla mnie nowość, bo ja też mam wadę wzroku, a lekarz wypisał mi bezterminowe...
To ja Wam coś powiem, co i dla mnie było nowością. Pieszy na pasach NIE MA PIERWSZEŃSTWA, chyba że już na nich jest lub że kierujący pojazdem skręcał w prawo. Wtedy należy ich przepuścić. Natomiast przepis mówi, że przejścia dla pieszych to wyznaczone miejsca w których piesi mogą przekraczać jezdnię pod warunkiem ustąpienia pierwszeństwa kierującym pojazdami.
Nie wiem jak wygląda sprawa przepisów w Anglii, ale tam wystarczy że zbliżysz się do przejścia i samochody się zatrzymują. Byłam w szoku jak to pierwszy raz zobaczyłam. Ja dwa metry od "zebry", tylko się zwróciłam w jej stronę, a wszystkie samochody bezwzględny stop.
-
dwa - dodatkowe badania psychofizyczne dla kobiet, plus przedłużanie prawa jazdy co 5 lat połączone z dodatkowym egzaminem i badaniami.
Dla facetów oczywiście bezterminowo. Z doświadczenia wiem, ze kobiety jeżdżą nieobliczalnie. Faceci jeżdżą szybciej, ale uważniej. Kobiety wolniej - ale stanowią o wiele większe zagrożenie, z powodu swojej nieobliczalności i innego sposobu myślenia niż u facetów.
A to się nazywa szowinizm.
Dodam - cięższe egzaminy, testy psychologiczne etc. - spoko, ale dla wszystkich. W końcu, skoro faceci mają takie predyspozycje do jazdy i tak bardzo ostrożniej jeżdżą, to powinien to być dla nich pikuś, czyż nie?
Widzisz Mintku, ja cię rozumiem - wiele kobiet jeździ niepewnie, nieobliczalnie, wolno, ale niekoniecznie ostrożnie. Ale nie wszystkie. Tak samo jak też wiem, że mężczyźni czują się pewniej, wiedzą jak zachować się w kryzysowych sytuacjach etc. Ale też nie wszyscy. Wielu ponosi brawura, uważają się za "panów na drogach" bo co to nie oni, nikt nie umie jeździć, szczególnie te "baby", tylko oni najlepsi kierowcy.
Nie ma idealnego rozwiązania, zawsze znajdzie się jakaś mniejszość, która skutecznie psuje opinię większości. Po prostu to nie od płci zależy, czy z kogoś będzie dobry kierowca czy nie, na to ma wpływ wiele różnych czynników!
Co do podniesienia wieku - też jestem za. Poza tym, tak już czysto nawet ekonomicznie patrząc, i to nawet po sobie - ilu z was miało czym jeździć jak już ten egzamin zdało? :P Zwykle to prawko jest potrzebne po to, żeby a to odwieźć rodziców, a to ewentualnie gdzieś szybko podskoczyć... Nie łudźmy się, w wieku 18-stu lat mało kogo stać na własny samochód... Już nie wspominając o tym, że to jest bardzo głupi wiek tak naprawdę, imprezy i inne spotkania, a potem się słyszy, wypadek, młody kierowca, x promili we krwi...
Rowerzystów też nie cierpię :P Ze ścieżkami doświadczenia nie mam, ale "uwielbiam", jak jest ruchliwa trasa, obok chodnik, o ścieżce nie wspominając, a taki rowerzysta jedzie środkiem jezdni, i nie wiadomo, wyprzedzać czy nie, często się nie da, a on też nie sygnalizuje, czy zaraz nie wyjedzie dalej, nie skręci czy coś...
Z pieszymi nie mam jakby większego problemu ;] Ale nienawidzę przejeżdżać koło rynków itp., szczególnie u nas jeden z rynków w centrum, przystanki autobusowe, wokół przejścia dla pieszych, a ci wysiadają z autobusu i idą środkiem ulicy. Albo wychodzą na środek patrzeć, czy autobus nie jedzie. A jak już dojdą do przejścia, to często chyba nie widzą świateł albo stoją nie na chodniku, a na jezdni. A szczególnie, że to rynek, to aż niemal się gotuję jak widzę osoby starsze, często idą o lasce, ledwo idą i pakują się prosto pomiędzy te auta jak wysiadają z autobusu, nawet nie patrzą, no proszę was... Jean, ja rozumiem, starsza osoba, nie idzie szybko i w ogóle, ale widzi, ruchliwa ulica, sporo samochodów, to naprawdę można dojść te paręnaście metrów do przejścia (z sygnalizacją!) i przejść o wiele bezpieczniej, niż samemu prosić się o wypadek...
Oczywiście, to nie tylko osób dużo starszych się tyczy, ale też tych około 40-50 i innych...
Cal - mnie zawsze uczono, że lepiej założyć, że pieszy ma zawsze pierwszeństwo - bo nawet jeśli by do czegoś doszło, to mnie w aucie nic się nie stanie, a z nim może być kiepsko... ;)
I zgadzam się, za granicą wygląda to zupełnie inaczej, nie tylko w Anglii, ale np. w Belgii też. Pamiętam, że byłam w ciężkim szoku na początku, jak zbliżam się do przejścia, a już samochody się zatrzymują i mnie przepuszczają.
Z tego, co wiem, to tam są ogromne kary za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na pasach i po prostu nie opłaca im się być nadgorliwymi ;) Co dało taki skutek, że na przejściu nie czeka się w nieskończoność, aż ktoś łaskawie mnie przepuści, tylko praktycznie od razu się zatrzymują i puszczają :)
-
Rowerzyści tj. najgorsze zło jakie może być na drogach... Za nic mają przepisy ruchu drogowego, myślą, że są panami i władcami. Przykład ode mnie z Bydgoszczy na rondzie niedaleko mnie: Rondo Toruńskie, a rowery tam śmigają po ulicy w najlepsze choć obok na chodniku mają wyznaczoną ścieżkę rowerową. Jak już jadą ścieżką to nie przeprowadzają na tamtejszych światłach roweru tylko na nim jadą. Wojska Polskiego na wysokości ul. Chorwackiej - to samo. Wyszyńskiego - to samo. Nie wspominając o ich zachowaniu na tzw. kontrapasie wzdłuż ul. Gdańskiej. Wczoraj też jechałem samochodem po 20 a tu jakiś rowerzysta po ubrany w granatowe rzeczy i jeszcze mało tego - słuchawki na uszach, przeszedł na czerwonym...akurat policja stała niedaleko i go wyhaczyli, ale pomijając już to to jak można być tak tępym? Czy ci rowerzyści nie widzą, że dla samochodu nie stanowią żadnego zagrożenia tylko dla SIEBIE ? Mało tego na wsiach jazda po pijaku na rowerze jest czymś normalnym...
-
Cal - mnie zawsze uczono, że lepiej założyć, że pieszy ma zawsze pierwszeństwo - bo nawet jeśli by do czegoś doszło, to mnie w aucie nic się nie stanie, a z nim może być kiepsko... ;)
I zgadzam się, za granicą wygląda to zupełnie inaczej, nie tylko w Anglii, ale np. w Belgii też. Pamiętam, że byłam w ciężkim szoku na początku, jak zbliżam się do przejścia, a już samochody się zatrzymują i mnie przepuszczają.
Z tego, co wiem, to tam są ogromne kary za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na pasach i po prostu nie opłaca im się być nadgorliwymi ;) Co dało taki skutek, że na przejściu nie czeka się w nieskończoność, aż ktoś łaskawie mnie przepuści, tylko praktycznie od razu się zatrzymują i puszczają :)
Powtarzam słowa mojego instruktora, jeśli on jest w błędzie, to i ja. Natomiast co do tego, co mówiono Tobie, to oczywiście prawda. Sama jako pieszy czasem się irytuję jak muszę stać na przejściu 10 minut bo nikt nie raczy mnie przepuścić. Dlatego nie widzę powodu dla którego jako kierowca miałabym się zachowywać tak samo. Niech sobie idą, ale wtedy, jak ja się zatrzymuję, a nie jak oni to wymuszają.
-
ZDAŁAM PRAWKOOOOOOOOOOO! :D
Niesamowita radość. To znaczy teraz, jak już to do mnie dotarło. Bo jak wysiadłam z samochodu (w którym się poryczałam z radości, na co pan egzaminator zaczął mnie przekonywać, że źle go zrozumiałam, że on powiedział POZYTYWNY, POZYTYWNY proszę pani, ZDAŁA PANI! :lol: ) to jedyne co odczuwałam, to ulga. A teraz taaaki smajl ;)
-
Cal, gratulacje! Witaj w gronie kierowców :-*
Ja też nie od razu wpadłam w euforię, ale jak już do mnie dotarło to dopiero było szaleństwo ;)
-
Ha Ha Cal - pamiętam, że też się po swoim poryczałam z radości.
Brawo! Gratuluję :)
-
A moja głupiutka jak kloc szwagierka po raz piąty nie zdała. Taki mały jubileusz w sumie :)
Ja się z tego cieszę - akurat osoby tak puste jak ona powinny mieć od urodzenia urzędowy zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów - od wózka dziecinnego po prom kosmiczny :D
Gdyby jakimś przedziwnym zrządzeniem losu zdała i zaczęła jeździć - miałbym stresa porządnego czy na nią nie trafię akurat.
No ale dzięki Bogu oblała, podobnież na zakręcie bardzo zgrabnie wkomponowała samochód w jakiś słupek :) Zderzak w egzaminacyjnej fabii do wymiany <smiech>
-
Nieładnie jest się śmiać z cudzego nieszczęścia... :zla:
To, że się nie zdaje na egzaminach nie jest wyznacznikiem braku umiejętności a ogromnego stresu i złego systemu nauczania... Bo ludzie święci! Zdawałam egzaminy wtedy, gdy było więcej ćwiczeń do wykonania na placu. I te ich regułki, miniesz słupek, skręć kierownicę dwa razy i inne bzdety. Przecież na ulicach nie mam słupków tylko samochody. No i stres robił swoje i nie wychodziło. Zaczęłam robić na czuja, zdałam!
-
Nieładnie jest się śmiać z cudzego nieszczęścia... :zla:
Ech, jakbyś ją znała..... też byś się cieszyła, <jupi>
Akurat w jej przypadku składa się tu brak umiejętności, zerowe możliwości koncentracji i ogólny debilizm. Taka typowa blondynka z dowcipów - choć włosy ma...... nie wiem jakie, bo co pól dnia farbuje.
W najczarniejszych myślach sobie wyobrażam jak prowadząc samochód jedną ręką maluje sobie rzęsy a drugą trzyma telefon i konferuje z aktualnym kochankiem :)
-
Chwaliłem się w innym niewłaściwym temacie:
Zdałem jakiś czas temu na C+E. Teraz tylko jeszcze do kompletu "D" i tyle:)
-
Chwaliłem się w innym niewłaściwym temacie:
Zdałem jakiś czas temu na C+E. Teraz tylko jeszcze do kompletu "D" i tyle:)
E to super. Gratulacje. Fajnie jak ktoś ma prawko na wszystko. Oczywiście jeśli się do prowadzenia nadaje :) Ja ciągle będę wykazywał nietolerancję twierdząc, że niektórych ludzi nie wolno puszczać za kierownicę a jak siądą tam - to surowo karać. Życie to nie gra komputerowa.
Ja zdałem za 1 razem, leciutko.... Cóż, wysoka inteligencja, umiejętność koordynacji działań, wrodzone zdolności i duża szczypta talentu zrobiły swoje.
-
Mintek co za skromność ;-)
Alden gratulacje. Robiłeś ze względu na pracę czy ot tak sobie?
-
Mintek co za skromność ;-)
Hmmm.... po prostu nie mam kompleksów, wiem na co mnie stać i jakie mam zalety. Dlaczego mam to ukrywać pod fałszywym "krygowaniem się"?
-
Skorpionica jakby to ująć...I tak i nie. Po prostu do bycia kierowcą autobusu obecnie wymaga się kat. C+E, kiedyś tego wymogu nie było. I powiem Wam, że zdałem dopiero za czwartym razem, bo największy problem miałem ze skręcaniem - ciężarówka skręca zupełnie inaczej tzn. szerzej i przez to głównie wpadałem. No i trzeba nieco więcej siły do osobówki.
-
Jesteś kierowcą autobusu?
-
Jesteś kierowcą autobusu?
Kim jeszcze nie byłeś?
-
Bo ja zawsze myślałam, że masz pracę biurową i jesteś kierownikiem.
-
Ja się zatrzymałam na etapie pogotowia.
-
Pogotowie to chyba jeszcze na ifilmie było ;)
-
Ogólnie to rekrutacja pracowników, why not?
-
No i na mnie przyszła pora. Mam za sobą pierwszą jazdę po mieście i w ogóle w życiu ;D Było super. Czułam się nieziemsko! Już nie mogę się jutra doczekać! Niech ten czas jakoś szybciej leci <serduszko>
Instruktor powiedział, że szło mi bardzo dobrze, ale pewnie każdemu tak mówi, jednak tak czy siak jest to motywujące i dowartościowywuje człowieka. W ogóle instruktor jest świetny, stwarza przyjemną atmosfere, podchodzi na luzie i z uśmiechem do wszystkiego, co udziela się także kursantowi <haha> Suuuuuper!! Chce jeszcze!!!
Mam nadzieje, że jutro będzie równie dobrze i zdam w miare szybko <buja_w_oblokach>
-
Brawo Nareli! :) Ja przed swoją pierwszą jazdą niesamowicie panikowałam <haha> a teraz z biegiem czasu widzę, że nie miałam dlaczego tak panikować, bo jazda to nic strasznego. Chociaż parkowanie moimi samochodami jest okropne <haha>
Nareli a kiedy zdajesz teoretyczny? ;)
-
Nareli, powodzenia! <usmiech> Jak Ci idzie?
Podczas mojej pierwszej jazdy padało, także... A potem kiedyś jechałam w mega burzy, ale to co. ;D Tak naprawdę teraz dopiero zaczynam opanowywać samochód, bo jakoś wcześniej nie było okazji.
Chociaż parkowanie moimi samochodami jest okropne <haha>
Błagam Cię, mam samochód długi jak stąd do Chin, kiedyś jak próbowałam zaparkować prostopadle w mieście, to musiałam się z mamą zamienić, bo w ogóle nie chciało mi to wyjść, a potem tak spanikowałam, że jak wsiadała na miejsce kierowcy, to bym ją drzwiami przytrzasnęła... :hahaha:
No właśnie, straszne są teraz te teoretyczne?
-
Chociaż parkowanie moimi samochodami jest okropne <haha>
Błagam Cię, mam samochód długi jak stąd do Chin, kiedyś jak próbowałam zaparkować prostopadle w mieście, to musiałam się z mamą zamienić, bo w ogóle nie chciało mi to wyjść, a potem tak spanikowałam, że jak wsiadała na miejsce kierowcy, to bym ją drzwiami przytrzasnęła... :hahaha:
<haha> moje są i długie i szerokie, więc nie lubię parkować i mam z tym odwieczny problem <haha> wolę samą jazdę :D
-
Jazdę też uwielbiam, mogę przejechać 200km i jest ok, ale parkowanie... Ugh... ::)
Wspominałam już, że wolę jeździć z tatą? <haha>
-
Myślałem, że wolisz ze mną :D
-
Wspominałam już, że wolę jeździć z tatą? <haha>
Wspominałaś <haha> A ja lubię jeździć sama <haha> jak mam pojechać po rodziców na jakąś imprezę to zdecydowanie wolę po nich jechać niżeli z nimi wracać <haha> Przynajmniej jadąc samej mogę w spokoju posłuchać głośno radia, bo dla nich wiecznie jest za głośno <haha>
Jazdę też uwielbiam, mogę przejechać 200km i jest ok, ale parkowanie... Ugh... ::)
Otóż to! :D Już wolę cofanie niż parkowanie <haha>
-
Mnie samej nie dadzą jeździć - ze względu na mój stan zdrowia, to, że na stałe biorę leki i tak dalej. Tak będzie przynajmniej do momentu, aż mi się te leki uda odstawić. O ile mi się uda. A jak nie, to będę jeździła z mężem. :D
Przynajmniej jadąc samej mogę w spokoju posłuchać głośno radia, bo dla nich wiecznie jest za głośno <haha>
Moich doprowadza do furii jak sobie śpiewam. ;D
-
Mnie samej nie dadzą jeździć - ze względu na mój stan zdrowia, to, że na stałe biorę leki i tak dalej. Tak będzie przynajmniej do momentu, aż mi się te leki uda odstawić. O ile mi się uda. A jak nie, to będę jeździła z mężem. :D
Czy ja o czymś nie wiem? :D
Przynajmniej jadąc samej mogę w spokoju posłuchać głośno radia, bo dla nich wiecznie jest za głośno <haha>
Moich doprowadza do furii jak sobie śpiewam. ;D
Moi nawet nie pozwalają mi nucić pod nosem, co dopiero głośniej śpiewać <haha>
-
Hmmm mogę być tym kandydatem na męża? :P
-
Czy ja o czymś nie wiem? :D
Spokojnie, jeszcze nie musisz odkładać kasy na wesele, powiadomię Cię w swoim czasie. :D
Hmmm mogę być tym kandydatem na męża? :P
Nie. :P
Moi nawet nie pozwalają mi nucić pod nosem, co dopiero głośniej śpiewać <haha>
Skup się na jeździe, zamiast śpiewać! Zaraz spowodujesz wypadek.
Cóż, rzadko działa. Jak śpiewam, to mi jakoś tak lepiej. <haha>
-
Czy ja o czymś nie wiem? :D
Spokojnie, jeszcze nie musisz odkładać kasy na wesele, powiadomię Cię w swoim czasie. :D
Jednak mimo wszystko zacznę już odkładać kasę <haha>
Moi nawet nie pozwalają mi nucić pod nosem, co dopiero głośniej śpiewać <haha>
Skup się na jeździe, zamiast śpiewać! Zaraz spowodujesz wypadek.
Cóż, rzadko działa. Jak śpiewam, to mi jakoś tak lepiej. <haha>
Mi dobrze się prowadzi jak mam nastawioną głośno muzykę ;)
Ostatnio stwierdziłam, że strasznie rzadko korzystam z prawego lusterka <haha> zdecydowanie wolę to moje lewe <rumieniec>
-
Dziewczyny, mam całkiem odmienny problem niż Wy ;D Z parkowaniem nie mam żadnego problemu, wszędzie się zmieszczę, wszędzie wjadę. Ale wyjechać z parkingu, zwłaszcza zastawionego... ZWŁASZCZA Laguną, która ma tak długą dupę, że nawet jej nie ogarniam w lusterku... dramat. ::)
Dlatego wolę jeździć czymś mniejszym, wielkie samochody są nie dla mnie.
Aleee ostatnio wyjechałam tyłem z takiego miejsca, gdzie kilku moich znajomych - jeżdżących dużo dłużej - miało wielki problem wyjechać, więc puchnę z dumy xD
-
Nareli a kiedy zdajesz teoretyczny? ;)
Nie wiem nic na razie. Chodzę na kurs do znajomego mojej mamy i podobno jest tak, że najpierw trzeba zaliczyć wewnętrzny lub odbyć 30h wykładów, czy jakoś tak nie wiem nawet nie orientuje się w tym za bardzo, ale w większości szkołach jazdy robią tak, że po prostu od razu zapisują na jazdy. No i ja póki co jeszcze nic nie pisałam, nie zdawałam, tylko chodzę na wykłady, słucham, czasem rozwiązuje jakieś testy i jeżdże po mieście samochodem z instruktorem, który jest najbardziej sympatycznym i najmilszym człowiekiem na świecie ;)
Nareli, powodzenia! <usmiech> Jak Ci idzie?
O dziwo idzie mi całkiem nieźle. Aż się sama sobie dziwie, bo nigdy wcześniej nie miałam styczności z kierownicą samochodu (wiadomo w jakim sensie) i myślałam, wręcz byłam pewna, że ja się do tego kompletnie nie nadaje, że to nie dla mnie i jestem jedną z tych, którzy nie powinni nigdy prowadzić samochodu, ale po pierwszej i kolejnej jeździe zaskoczyłam się sama sobą ;D Udowodniłam sobie, że jak blondynka chce to i auto potrafi poprowadzić ;D
Mam nadzieje, że nie polegne na tych testach i na praktycznym od razu.
Czy ciężko zdać teoretyczny? Nie wiem. Myslę, że to zależy od tego ile kto ma szczęścia, bo niektóre pytania są tak banalne, że każdy głupi zna na nie odpowiedź, ale niektóre wymagają głębszego zastanowienia i są bardzo podchwytliwe, ale cóż taka juz rola testów :(
-
Dlatego wolę jeździć czymś mniejszym, wielkie samochody są nie dla mnie.
Ja jestem właśnie po przyzwyczajaniu się do nowego auta. Trochę ciężko się było przestawić na fakt, że w punciaku za tylna szybą nie było już nic, a w daćce jest tam jeszcze kawałek samochodu i trzeba uważać z cofaniem :)
Ale na plus, że daćka ma olbrzymie (w porównaniu z puntem) lusterka boczne, tak, ze manewrować i cofać można swobodnie nie oglądając się w tył.
A daćka jak to daćka - wzbudza zainteresowanie gawiedzi - już kilka razy na parkingu podchodzili ludzie i pytali czy dobrze się jeździ, ile pali, czy tani w utrzymaniu "bo wiesz pan, ja bym sobie chętnie taki kupił, ale znajomi się śmieją, że to 'dacia'" :)
-
Mnie nie wpuścili do samochodu dopóki nie odbyłam 30 godzin wykładów. Na pocieszenie - zasnęłam na nich tylko raz. :D Niektóre testy rzeczywiście są podchwytliwe. Jedno z pytań było tak nielogicznie sformułowane, że jako mat-fiz byłabym gotowa kłócić się o to, że nie jedna, ale dwie odpowiedzi powinny być poprawne. :D
-
A ja musiałam tylko kilka godzin być na wykładach a potem normalnie mogłam jeździć i raz w tygodniu biegać na jakże interesujące wykłady <haha> zaczęłam w maju i o matko jak mi się nudziło na nich, momentami miałam bardzo poważne problemy ze skupieniem uwagi na tym co mówił instruktor, wtedy to nawet widok za oknem był bardzo interesujący. <haha>
-
A u mnie wykłady odbywały się w a'la suterenie, więc jedyne okno, jakie znajdowało się w pomieszczeniu, było tak wysoko, że nici w oglądania widoków. Na domiar złego biegałam na wykłady prosto po szkole i zostawałam tam po 3-4 godziny.
-
Dziewczyny, nie zachęcacie :D A ja tymczasem stoję przed poważnym wyborem. Zaczęłam się wahać czy aby na pewno pójść na prawo jazdy w przyszłym roku, a nie teraz, w wakacje, po urodzinach. W końcu wydaje mi się, że więcej czasu będę mogła poświęcić teraz niż później, a jeśli nie zrobię prawa jazdy w trakcie liceum- pewnie nie będę miała już motywacji, aby zrobić później.
Tylko teraz...boję się trochę. Boję się jazd, testów, wszystkiego. I pewnie trochę będę musiała czekać aż się grupa kursantów zbierze, bo chciałabym robić prawko u sąsiada, na miejscu.
-
Wiesz, myślę, że jakiś strach jest zawsze, ale trzeba go przełamywać. :) Chcesz zrobić prawo jazdy, kuj żelazo póki gorące! Tak, jak mówisz, później możesz już nie mieć motywacji, a jeśli teraz masz czas i pieniądze, dlaczego z tego nie skorzystać? Zresztą... Sama musisz zdecydować. Ja miałam o wiele więcej aspektów do rozważenia, a mimo wszystko podjęłam decyzję o zrobieniu prawa jazdy. Wolałam zdobyć tę "plakietkę" póki miałam ochotę, czas, zapał i osiemnastkowe pieniądze, licząc się nawet z tym, że być może przez najbliższe kilka lat nie będzie dane mi jeździć samochodem. Zależy na czym komu zależy.
-
Dziewczyny, nie zachęcacie :D
Trudno zachęcać do wykładów. Odbębnić trzeba, ale to naprawdę nie jest nic ciekawego ;P
Boisz się - normalna sprawa, myślę, że każdy ma jakieś większe czy mniejsze obawy. Też się bałam, że będę jeździć po chodnikach, ludziach i samochodach, a tu już na I jeździe się okazało, że to całkiem fajna sprawa! Szczególnie w tej eLce, gdzie człowiek czuje się tak bezpiecznie z instruktorem przy boku :D Ostatnio wspominałam sobie z koleżanką jazdy eLką i to wszystko... fajnie było :)
I zgadzam się z Kiki - masz teraz czas, motywację to zrób. Ja na dobrą sprawę też nie potrzebuje na tę chwilę auta i właściwie zrobiłam prawko, a w ogóle z niego nie korzystam (od święta i to głównie jak rodzice chcą, żeby ich gdzieś odwieźć czy coś), bo nie mam po co, nie mam samochodu - na razie mi to niepotrzebne po prostu. Ale cieszę się, że zrobiłam, bo mam świadomość, że to prawko prędzej czy później się na pewno przyda.
-
Dziewczyny, nie zachęcacie :D
Bo wykłady są nudne! <haha> Ale nic na to nie poradzimy, swoje trzeba wychodzić i tyle. ;)
Kiki, ja też chodziłam od razu po lekcjach i tak od 7 do 14 spędzałam czas w szkole, potem od 15 do 17-19 siedziałam na wykładach, jak wracałam do domu to byłam tak zmęczona i znurana, że masakra. :(
Justyna, jeżeli teraz masz możliwości to rób teraz. W wakacje kończysz 18-stkę, więc już spokojnie możesz się zapisać na kurs i zacząć chodzić na wykłady, w potem zacząć jeździć. ;) Po maturze pewnie już nie będzie Ci się chciało, bo nie będziesz chciała sobie marnować najdłuższych wakacji w życiu (<haha>) na robienie prawka, także teraz jest najlepszy czas. ;)
Mnie na kurs, że tak powiem wygonili rodzice i chwała im za to! <szczerzy_sie> Bo gdyby nie kazali mi iść się zapisać to teraz na pewno już bym się nie zdecydowała na robienie prawka, bo najzwyczajniej w świecie by mi się nie chciało. <haha>
-
Ja zacznę za rok teraz nie mam funduszy. Za rok niby będę miał projekt w szkole i za darmo prawko lub jakoś taniej mi gwarantują. :D
A z takiej okazji nie skorzystać to grzech. :P
-
Chodźcie do mnie na prawo jazdy - moje wykłady są bardzo ciekawe i pan mówi interesująco i zabawnie. Wszystko zapamiętuje i z przyjemnością słucham, nie wiem kiedy te 3h tak szybko mijają. Czasem to cała popłakana jestem takimi tekstami rzuca wykładowca. Supper! Jestem mega zadowolona i Justek, proponuje Ci zdawać teraz, bo ja na przykład żałuję, że wcześniej się nie zapisałam :D
Z tego co wiem robienie prawa jazdy i matura to nie jest dobry pomysł. Wielu znajomych jak tak zrobiło to później żałowało decyzji. A ty Justek jesteś z mojego rocznika czy starsza? Bo zapomniałam.
-
Z tego co wiem robienie prawa jazdy i matura to nie jest dobry pomysł. Wielu znajomych jak tak zrobiło to później żałowało decyzji. A ty Justek jesteś z mojego rocznika czy starsza? Bo zapomniałam.
Z Twojego :) W lipcu kończę 18 lat. I już porozmawiałam z moim przyszłym instruktorem, wypytałam się o wszystko. No i chyba jeszcze w lipcu się zapiszę, jeśli nic nie pokrzyżuje mi planów.
-
Justek dopiero w lipcu? :) Ja w lipcu już miałam chyba wszystkie wykłady odbębnione, że tak powiem a potem tylko jazda. ;)
Prawko i matura to nie najlepszy pomysł, więc lepiej wyrobić się do września, albo chociaż do października ze zdaniem a potem tylko zająć się nauką. :)
-
Tak, bo jednak są ważniejsze sprawy niż prawko, a nawet- niż matura :P I dopiero jeśli wszystko poukładam do lipca to wtedy będę mogła iść na prawko. To dla mnie nie jest priorytetem, a decyzję i tak podjęłam spontanicznie, więc lipiec to dla mnie i tak bardzo wcześnie, a dwa miesiące to akurat dosyć sporo na zajęcie się prawem jazdy.
-
Ok, rozumiem ;) Będę trzymała kciuki, żebyś do września miała już prawko w kieszeni! <szczerzy_sie>
-
Kolejny "kwiatuszek" z cyklu "baba za kierownicą". Wypasione BMW, za kierownicą babsko - w jednej ręce komóreczka, w drugiej papierosek. Jakimi częściami ciała prowadziła samochód - nie mam zielonego pojęcia.
Wciąż uważam, że kobiety - z naprawdę małymi wyjątkami - powinny zbliżać się do samochodu wyłącznie w celu zajęcia miejsca pasażera.
Są nieobliczalne. Widząc "pirata drogowego" płci męskiej - wiem, że na 100% on mnie z gwizdem wyminie i pojedzie dalej. Widząc kobietę za kierownicą - nie mam pojęcia co "wykręci" i się normalnie boję.
-
Mintku, to co mówisz i jaki masz stosunek do kobiet naprawdę mnie przeraża. A gdyby facet trzymał w jednej ręce komóreczkę, w drugiej papieroska to też przyszedłbyś tutaj o tym opowiedzieć?
Prawko i matura to nie najlepszy pomysł, więc lepiej wyrobić się do września, albo chociaż do października ze zdaniem a potem tylko zająć się nauką. :)
Błagam Cię, nie udawaj, że już od września uczyłaś się do matury, bo i tak nikt w to nie uwierzy. :hahaha:
Instruktor, który uczył mnie teorii również był zabawny, wielokrotnie nieźle się uśmiałam, jednak to nie zmienia faktu, że często wykłady były nudne, a ja po wielu godzinach w szkole zmęczona. Na odchodne zawsze nam mówił: zdrowia, szczęścia, pomyślności, dużo seksu i radości. :D
-
Mintku, to co mówisz i jaki masz stosunek do kobiet naprawdę mnie przeraża. A gdyby facet trzymał w jednej ręce komóreczkę, w drugiej papieroska to też przyszedłbyś tutaj o tym opowiedzieć?
Jasne.
Tyle, że jakoś nigdy faceta nie widziałem żeby takie sztuki wyczyniał. A kobitki, to.... różnie bywa. Jak już pisałem - faceci owszem, przekraczają prędkość, jeżdżą brawurowo, ale powodują o wiele mniej wypadków jak jeżdżące wolniej (ale w sposób nieobliczalny) kobiety.
I w ogóle przeraża mnie co tu piszecie, jak to "wspaniałą rzeczą jest prowadzenie auta". Owszem wspaniałą, ale czy każdy musi to robić?
-
Nie musi, a chce :D A jak chce i potrafi to już rewelacja :D
-
Nie musi, a chce :D A jak chce i potrafi to już rewelacja :D
Ototo! :D Mimo wszystko uważam, że nie należy generalizować. ;)
-
Nie musi, a chce :D A jak chce i potrafi to już rewelacja :D
Hmmm..... a jak chce i nie potrafi? To już mamy konflikt interesu <zniecierpliwiony>
Kurde, a mojej szwagierki czwarty... nie, sorry, piąty kochanek daje jej prowadzić samochód choć ona nie ma prawa jazdy (pisałem kiedyś o niej, zdawała ileś razy i za każdym razem słupek zaliczała) - i tu już ja się boję, bo ja sobie jej nie wyobrażam za kierownicą bo może ona nadaje się do odkurzania, do czytania książek, do robienia innych rzeczy z kochankiem - ale nie do samochodu.
Jak to skomentował ktoś - "Posiadanie ładnej, cycastej d..... wymaga pewnych wyrzeczeń" :D I choć gościu umiera na myśl, że jego flama może w każdej chwili wkomponować jego wychuchane audi w barierkę - bohatersko milczy :)
-
Ja z kolei w lipcu wyjeżdżam na tydzień do Gdyni.
I Pan wynajmujący nam mieszkanie ma też w opcji wynajem samochodu - jednak jak się go zapytałam o to, to stwierdził, że brak poszanowania cudzej własności zniechęcił go do wynajmu auta. A chodzi o Suzuki Grand Vitarę... Jezu! Pojeździć takim cacuchem... ;) Chyba nie zna mojego zamiłowania do aut ;) Stwierdził, że o aucie porozmawiamy jeszcze jak już będziemy na miejscu :P No ok :D Tylko znowu - zobaczy mnie, pomyśli - nie dam takiemu dziecku auta. Może te 11 lat posiadania prawka go jakoś przekona ;)
-
Nie musi, a chce :D A jak chce i potrafi to już rewelacja :D
Hmmm..... a jak chce i nie potrafi? To już mamy konflikt interesu <zniecierpliwiony>
Kurde, a mojej szwagierki czwarty... nie, sorry, piąty kochanek daje jej prowadzić samochód choć ona nie ma prawa jazdy (pisałem kiedyś o niej, zdawała ileś razy i za każdym razem słupek zaliczała) - i tu już ja się boję, bo ja sobie jej nie wyobrażam za kierownicą bo może ona nadaje się do odkurzania, do czytania książek, do robienia innych rzeczy z kochankiem - ale nie do samochodu.
Jak to skomentował ktoś - "Posiadanie ładnej, cycastej d..... wymaga pewnych wyrzeczeń" :D I choć gościu umiera na myśl, że jego flama może w każdej chwili wkomponować jego wychuchane audi w barierkę - bohatersko milczy :)
Taki z Ciebie szowinista, a plotkujesz i obrabiasz ludziom dupy bardziej, niż stare baby pod blokiem.
Czytać się nie da tych pierdół, które wypisujesz.
-
Kuzyn mojej koleżanki wsiada na motor - jedzie z taką prędkością, że to jego ostatnia droga. Facet wyprzedza autobus i zabija ośmioletnie dziecko z sąsiedniej wsi. Pijany młody mężczyzna zabija jadącą prawidłowo rowerem moją szesnastoletnią znajomą, a koleżanka, która z nią jedzie, trafia w ciężkim stanie do szpitala i dochodzi do siebie tak naprawdę dopiero po kilku latach. Czy uważam, że faceci, mimo iż jeżdżą brawurowo, to bezpiecznie? Nie. Ale to też nie znaczy, że kobiety są od nich lepsze. Po prostu znajdują się źli kierowcy zarówno wśród kobiet jak i wśród mężczyzn.
-
Mintku rzadko się z Tobą nie zgadzam, ale tu musze stanąć po stronie pań. Zajrzyj sobie do policyjnych statystyk - kobiety powodują wypadki częściej ale są to wypadki lżejsze takie jak kolizje, stłuczki, w których prawie w ogóle nie ma ofiar czy rannych. Mężczyźni jeśli powodują wypadki to najczęściej pod wpływem brawury, głupoty - jedzie ci taka łysa pała nowym audi, które od taty dostał i bach powoduje wypadek, częściej też są pod wpływem alkoholu. Także jesteś w tej ocenie mocno niesprawiedliwy, bo to kto jakim jest kierowcą decyduje nie tak jak próbujesz tu pisać płeć, ale indywidualne predyspozycje, koordynacja i koncentracja. Telefon przy uchu to ja najczęściej widuję przy... facetach. Malo razy przy okazji wszelkich długich weekendów, etc. policja podaje ilu było nietrzeźwych? W zasadzie sprawa prosta - za prowadzenie po pijaku i spowodowanie wypadku z skutkiem śmiertelnym - dożywotnio zabrane prawo jazdy, płacenie rodzinie ofiary renty oraz dodatkowo 2 lata prac społecznych o chlebie i wodzie przez 12h, a jak się nie podoba - to do Łagru...Dopiero takie ostre i radykalne kary może spowodowałyby, że mniej debili (ktoś kto po pijaku wsiada i prowadzi to zwykły debil i kretyn myślący tylko o sobie) by wsiadało nachlanymi za kierownicę.
-
Alden, zdrajco przebrzydły...... dobra, poddaję się <flaga> Prowadźcie te swoje auta byle z głową.
-
Przyszłam się pochwalić, gdyż dzisiaj zdałam prawo jazdy za pierwszym razem, chociaż myślałam, że będę conajmniej z 8 zdawać..
Cieszę się jak głupia!!! <jupi> <jupi>
Widać nie taki diabeł straszny, jak go malują! <szczerzy_sie> Grunt to się nie stresować, chociaż to bardzo ciężkie do wykonania, ale po przejechaniu łuku wszystkie stresy z człowieka spływają.
Cudowne uczucie widzieć kartkę z pozytywnym wynikiem! Nic tylko się teraz uchlać ze szczęścia <jezyk>
-
Treść posta usunięta z powodu nieakceptowanego na forum słownictwa oraz łamania punktu regulaminu, dotyczącego obrażania i dyskryminacji innych osób. Jeśli taka sytuacja się powtórzy - będę zmuszona nałożyć oficjalne ostrzeżenie, więc proszę o powstrzymywanie złych emocji.
-
To jest wątek, w którym zawsze chciałam się wypowiedzieć. :D
Osiemnastka się zbliża, więc rodzice zaproponowali mi pójście na kurs. Do momentu zapisania nie byłam pewna swojej decyzji, ale pan w ośrodku szkoleniowym był tak miły i tak dobrze mi wszystko wytłumaczył, że zgodziłam się na wszystko. ;D
Tydzień temu w środę zaczęłam teorię, a dzisiaj byłam już na przedostatnich zajęciach. Myślę, że jutro będę mogła się zapisać na pierwsze jazdy.
Trochę się stresuję, ale myślę, że nie będzie najgorzej. Ćwiczę na symulatorze jazdy, który mamy w domu, czyli po prostu w grze komputerowej. O tyle dobrze, że jest ona bardzo dobrym odwzorowaniem tego, jak się prowadzi samochód w rzeczywistości.
Przeraziłam się też, że teorię zdaje co drugi, a praktykę (z tych, co zdali wcześniej teorię)... co trzeci. :o Myślałam, że jest trochę lepiej.
Zaczęłam też robić oficjalne testy egzaminacyjne na prawo jazdy, które dostałam od ośrodka szkoleniowego.
Zrobiłam 3, wszystkie z wynikiem pozytywne, 1 nawet na 100%. 8)
-
Fiołek, jak tam Twój kurs? Ja na razie nie robię bo kasy nie mam...
-
Fiołek, jak tam Twój kurs? Ja na razie nie robię bo kasy nie mam...
Zostały mi jeszcze 4 godziny jazdy, czyli bardzo mało. Myślę, że pod koniec kwietnia lub na początku maja udam się na egzamin wewnętrzny.
Z każdą godziną czuję się coraz pewniej za kierownicą, łuk już mi wychodzi bezbłędnie, wjazd na wzniesienie również. Dzisiaj jeździło mi się bardzo dobrze, więc myślę, że w piątek będzie jeszcze lepiej. ;)
Trzymajcie kciuki. :-*
-
Zamykam, a nowy wątek znajdziecie tutaj (http://www.dyskutujesz.pl/index.php?topic=796.new#new) ;)