"Anna German" - pierwszy docinek już za mną. Trudno oceniać serial po pierwszej odsłonie, ale źle nie jest. Prawdziwe oblicze działań Stalina, ładne zdjęcia, Rosjanie mówią po rosyjsku, Włosi po włosku, mam nadzieję, że Polacy po polsku (jeszcze "polskiego" wątku nie było)) prawdziwy wokal Anny German w senach śpiewanych, co ma wzruszać, wzruszało, co wywołać napięcie, wywołało (ładna scena pożegnania z rodziną i aresztowanie Eugeniusza).
Ogólnie - klimat serialu spokojny, ale nie pozbawiony dramaturgii.
Myślę, że dalej może być jeszcze lepiej.
"Anna German" - pierwszy docinek już za mną. Trudno oceniać serial po pierwszej odsłonie, ale źle nie jest.A ja powiedziałabym, że póki co jest bardzo dobrze :) Oglądałam z koleżanką i nawet się nie zorientowałam, kiedy minęło 50min. Wciągająca historia, ładnie opowiadana... Naprawdę na plus.CytujRosjanie mówią po rosyjsku, Włosi po włosku, mam nadzieję, że Polacy po polsku (jeszcze "polskiego" wątku nie było)) prawdziwy wokal Anny German w senach śpiewanych
Prawdziwy wokal mnie ucieszył, ale nie brałam innej opcji pod uwagę. Jak stwierdziła moja koleżanka to wszystko zasługa tego, że kręcili Rosjanie, bo Polacy na pewno sknociliby to. :D Kocham rosyjski i w pewnym momencie żałowałam, że nie mam opcji z napisami, bo to, co się w tym języku przebijało z tła było naprawdę miłe dla ucha ;) (Taka moja słabość :P)Cytujco ma wzruszać, wzruszało, co wywołać napięcie, wywołało (ładna scena pożegnania z rodziną i aresztowanie Eugeniusza).Tak, tu też się zgodzę. W ogóle... albo jestem w kiepskiej kondycji, albo coś się popsuło w moim wnętrzu, ale ten ojciec mnie od samego początku tak strasznie rozczulał... Taki ciepły człowiek, tak czule przemawiał do Ani i był tak strasznie za swoją rodziną... Na pożegnaniu to już w ogóle pękłam i łez sporo uroniłam. :) Odpowiednią dawkę wzruszeń mi serial dostarczył :)
Ogólnie - klimat serialu spokojny, ale nie pozbawiony dramaturgii.
Też czekam na kolejny odcinek. Ten dobrze wróży całości :)
Obejrzałam drugi odcinek i oficjalnie jestem zachwycona. Równocześnie jestem w szoku, że coś mogło mnie do tego stopnia rozbić i rozpłakać.W 100 % zagadzam się z powyższym komentarzem. To jest naprawdę b.dobry serial, szczególnie dobrze wypada na tle naszych, "rodzimych", niestety landrynkowatych, bzdurnych, a właściwie tworzonych na modłę amerykańskich mydlanych oper...
Niezależnie od tego, czy ta całkiem mała Ania, czy ta trochę starsza - dziewczynka jest magiczna. Podbiła moje serce i podbija każdego w serialu - wystarczy, że się przewinie, że zaśpiewa, a wszyscy są na każde jej skinie.
Miły akcent z Achmatową. Świetnie wpleciony motyw.
Świetnie obsadzony, świetnie grany, prześliczne ujęcia i zdjęcia, mnóstwo emocji... bardzo mój klimat.
Miły akcent z Achmatową. Świetnie wpleciony motyw.Jedna z najlepszych scen tego odcinka (choć w tym serialu każda scena jest świetna).
Los małego Friedricha mnie pokonał. Choroba, to, że za późno się zorientowały, za późno poszły do lekarza. Szkarlatyna i śmierć. Najpierw pokonała mnie scena, w której mała Ania siada na łóżku brata, pyta, czy opowiedzieć mu bajkę, którą opowiadał jej tata, a następnie mówi, że nie, nie opowie, bo poczeka aż tata się znajdzie i sam to zrobi. I to, jak się kładzie koło braciszka, jak chwyta go za rękę i oznajmienie babci i mamie, że on już wyzdrowiał, bo jest chłodny... okrutne w przekazie. A potem... pogrzeb. W lesie, wśród kilku nieznanych mogił, mama, która tuli swoje dziecko, która mu śpiewa, która poświęca swój płaszcz, żeby było mu miękko... moment odkładania, przykrywania wiekiem i Ania, która się temu przypatruje. Jedna z najsmutniejszych scen, najbardziej wzruszających, jakie kiedykolwiek widziałam w TV. Szczerze mówiąc oglądając to, poczułam taki autentyczny, fizyczny ból i ścisk żołądka. Naprawdę niesamowite.
Co prawda, fabuła nie zawsze pewnie pokrywa się faktami z życia P.Anny German, ale jest to w końcu film, więc scenarzyści mieli prawo do swoich wizji.Dokładnie. Zresztą owe zmiany nie stanowią zbyt wielkiej ingerencji w życiorys Anny. Myślę, że zdecydowano się na nie, aby podkreślić jakieś tło wydarzeń.
Miły akcent z Achmatową. Świetnie wpleciony motyw.
Świetnie obsadzony, świetnie grany, prześliczne ujęcia i zdjęcia, mnóstwo emocji... bardzo mój klimat.
Pokochał ją facet, który nie miał najlepszego zdania o piosenkarkach. Sam będąc fizykiem, nie uważał śpiewania za poważne zajęcie. Jako rozrywkę tak, ale już jako zawód nie. Ale to Anna była dla niego najważniejsza, to jej dusza tak go urzekła. Mam nadzieję, że pięknie nam to wkrótce pokażą.Bardzo mi się podobało pokazanie ich relacji w 5 odcinku... I końcówka jak jej mówi, że chyba ją pokochał... Nawet mimo tego, że śpiewa. :P
Miłość Zbysia i Ani - wzruszający moment oświadczyn. Bardzo realistycznie zagrana przez Szymona Sędrowskiego scena, facet miał miłość w oczach.Tak, to prawda. I jest mi ich strasznie szkoda - zarówno Ani, jak i Zbysia. On - zakochał się w kimś sławnym i wybitnym... co prawda Ania obiecała mu, że już nie wyjedzie, ale... ale czy on naprawdę tego oczekiwał? Czy naprawdę chciałby, żeby dla niego poświęcała sławę i karierę i zaprzestała robić coś, co kocha? A Ania... zakochana, prosta dziewczyna, która z całych sił chce mieć Zbysia przy sobie, ale która widzi szansę w wyjeździe, w śpiewaniu - szansę dla siebie, dla innych. Dziś to nie jest taka ciężka sprawa - nie wyjeżdża się na 3 lata, a nawet jeśli, to wystarczy chwila, żeby wsiąść w samolot i wrócić, wtedy tak naprawdę posiadanie szczęśliwej rodzinny i robienie światowej kariery było raczej niemożliwe.
Pierwsze Opole. Jak zwykle wszyscy mieli ją gdzieś, ot taka nijaka dziewczyna pojawiła się wśród nich. Jedni ją lekceważyli (występ na koniec przeniesiony), inni chcieli wykorzystać (członek komisji). Ale swoim głosem i śpiewem z serca wypływającym Anna zmieniała ich spojrzenie. Czego bardzo dobrym przykładem może być ów odrzucony juror. German wchodzi na estradę - mina jurora nie wróży nic dobrego, jest zły i obrażony. Anna zaczyna śpiewać - zaciekawienie w oczach jurora, rozgląda się, aby sprawdzić jakie wrażenie zrobiła na innych. Anna kończy śpiewanie - juror jest zachwycony, uśmiecha się przyjaźnie.
No cóż pokazano nam przy tym, że ówczesne czasy w niczym się nie różniły od dzisiejszych jeśli chodzi o "niewolnictwo" w tym zakresie. "Jak forsa znajdzie się na stole, możesz jechać w każdej chwili", czyli jak zapłacisz karę za zerwanie kontraktu, to możesz sobie wracać do Polski. "Masz tak być ubrana, masz tak się czesać, masz tak odpowiadać na pytania dziennikarzy, masz śpiewać kiedy my ci pozwolimy..." Za naiwność trzeba płacić, a Anna była z tych, którzy wierzą, że wszyscy ludzie są dobrzy. Wierzyła, choć łatwego życia nie miała.No tak, wpakowała się tym kontraktem nieźle. Raz - wyszło, że nie przeczytała umowy, a dwa - pokazała się właśnie ta naiwność, że po prostu będzie śpiewać i się rozwijać. Niestety - ona ma być maszynką do robienia pieniędzy, a jej kariera, to, co miała robić naprawdę, to sprawa najmniej ważna.
SpoilerNie wiem za bardzo cały czas co ma znaczyć postać rosyjskiego karierowicza, byłego narzeczonego Irmy, mordercy ojca Anny... Czy w ogóle on istniał czy to wymysł serialowy. Ale dziwne to takie pałętanie się jego po tym serialu. Co chcieli twórcy przez to pokazać? Że Anna mimo wszystko nie chciała wrócić do Rosji? Że nie chciała dać się sprzedać w jakiś sposób? Że nie ufała radzieckiemu systemowi? Nie wiem... Takie to dziwne.
Już samo to, że ojciec Anny został rozstrzelany tylko dlatego, że miał polskie pochodzenie (urodzony w Łodzi), przemawia o nieprawdziwości związku Walentyna ze śmiercią Eugena.Nie no wydawało mi się, że go ścignęli za niemieckie pochodzenie i za protestantyzm... Chyba, że źle odczytałam z serialu. :P
No ale w końcu serial wyprodukowali i sfinansowali Ukraińcy i Rosjanie, więc nie powinniśmy się aż tak bardzo czepiać, że nie wszystko w nim było, co do joty zgodne z faktami z życia Anny German.Nie ma znaczenia kto robił ten serial, bo Polacy też w jego produkcji uczestniczyli i w napisach początkowych coś było o konsultacji z którymś, z panów Tucholskich... Tak więc no... nie jest to tak na odczepkę.
CytujJuż samo to, że ojciec Anny został rozstrzelany tylko dlatego, że miał polskie pochodzenie (urodzony w Łodzi), przemawia o nieprawdziwości związku Walentyna ze śmiercią Eugena.Nie no wydawało mi się, że go ścignęli za niemieckie pochodzenie i za protestantyzm... Chyba, że źle odczytałam z serialu. :P
Nie może być na przykład wielu miejsc akcji dlatego pewnie pominięto Rzeszów, z którym ponoć też coś Anna miała wspólnego