W końcu zawsze można też wspominać. Jaka postać była Waszą ulubioną, a za jaką mniej przepadaliście? Ulubione odcinki/sceny? Ulubione pary, związki, relacje między bohaterami i generalnie wszystko co kryje się pod wyrażeniem "relationship" ? :DMoją ulubioną postacią zawsze była Addison i tak w sumie zostało. Był taki moment, że mnie drażniła, ale w zasadzie byłam jej wierna. A czemu Addie? Pokochałam w GA. Byłam zła, że nie wyszło jej z Derkiem, bo mimo całej sympatii do Mer, to odkąd pojawiła się Addie, to ja byłam za nią. Potem byłam zła, że nie wyszło jej z Markiem... Potem byłam zła, że wyjeżdża, a potem już miała swój serial, na dodatek świetny serial :) Ruda zdobyła moje serce swoim podejściem do pacjentów, charakterkiem i uśmiechem.
Addison i jej mężczyźni... W swoim czasie uwielbiałam Noah... Tak, tak, był zajęty, żonaty, a dziecko było w drodze, ale... mieli z Addison taką chemię... <3 Za największą porażkę serialu uważam niewykorzystanie potencjału Addison/Pete na początku. Bardzo, ale to bardzo 'chemiczne' początki, które nagle szlag trafił... tak bez powodu. Szkoda, bo potem, to już nie był fajny związek... on kochał kogoś innego, ona kochała kogoś innego, a tylko cierpiała, bo jednak przez dość długi czas pokochała Lucasa, jak swoje dziecko. :) Źle, bardzo źle zrobiony wątek. Właściwie lubiłam Kevina policjanta, chociaż... no od razu było wiadomo, że to nie to, nie ten i, że nic z tego nie będzie. Znaczy... jak ona z nim była, a ja to oglądałam po raz pierwszy, to się wściekałam, bo miała być z Pete'm, tu nagle wyskoczył ktoś inny i wiadomo. Jednak kolejne oglądania.... uwielbiam scenę, jak go śledzi i wpada w sam środek pościgu policyjnego <3 No i Sam. Bardzo w nich wierzyłam, widziałam potencjał, generalnie kibicowałam wbrew wszystkiemu... i tak okrutnie się zawiodłam. To jego. "I'm not perfect, I'm just perfect for you" - uwierzyłam mu, że jest dla niej idealny... i fuj. No i relacja z Jackiem... nie wiem w sumie, na jakim etapie jesteś sandi teraz, ale Jack w finale 4 sezonu mnie odrzucił :P A potem, jak zmienił image, jak zaczęłam go poznawać, to mnie w sobie rozkochał. Absolutnie i całkowicie kupił mnie w takiej scenie na cmentarzu (nie wiem, czy już miałaś, czy nie).
Jestem ciekawa jak dalej pociągną jego wątek i jak się ułożą ostatecznie jego relacje z Amelią... ;)Co do wątku to prowadzą go... dziwnie. Mnie w pewnym momencie zirytowało to, jak go prowadzili. Ale nadrobili odcinkiem poświęconym właśnie jemu i końcówką :) Nie wiem, czy wiesz, ale każdy z PP ma swój odcinek w serii finałowej. Świetnie są zrobione, oprócz odcinka z Samem, bo ten akurat był nudny :)
Teraz jestem na etapie, gdy właśnie rozeszła się z Samem no i niby przykro, że nie potrafili się dogadać, że Sam nie potrafił wspierać jej w tym jak trzeba, ale...To podejście Sama: kocham cię, chcę z tobą być, możesz sobie mieć dziecko, ale nie będę dla niego ojcem... nie znoszę tego. To był taki zawód dla mnie, bo widziałam ich jako parę, długo, długo wierzyłam, że jest jej pisany... I w ogóle nie chciałam tego całego Jake'a... a teraz <3
i na końcu zupełnie Addison, która walnęła "prawie zasnęłam", kocham ją :DNo tak, Addie <3
Co do Marka, bez kitu. Pamiętam tę scenę, ale mnie ona w ogole nie rajcuje i w ogole pamiętam jego postać jak przez mgłę. I w ogole nie wiem kim jest Lexi... Coś ominęłam? ;D O czym był dokladnie ten odcinek?No tak, tu się kłania zaczynanie od PP :) Mark jest z GA, tam się pojawia, kiedy jeszcze jest Addison i jest długo, długo, długo... :) A Lexie to przyrodnia siostra Meredith, która pojawia się później... jakoś nie wiem, 4 sezon chyba, a na etapie wycieczki Marka do LA jest jego byłą dziewczyną ;)
W ogóle Charlotte i trojaczki :D Chociaz teraz juz bardziej sobie wyobrazam, po tym jak jednak nawiazuje relacje z Masonem i ładnie jej to wychodzi, ale i tak ona zapewne nie bedzie skakac ze szczescia hahaha :DChwilami miałam wrażenie, ze z Masonem lepiej sobie radzi Char, która nie lubi i nie chce dzieci, niż Cooper, który zajmuje się dzieciakami zawodowo. Nie wiem... może to wynikało z tego, że Char łatwiej mogła złapać dystans, a Coop nagle dostał to, na co tyle czekał, o czym marzył i nie umiał się zachowywać stanowczo...
Strasznie dużo emocji, bardzo dobrze zagranych według mnie.Amelia będzie Cię zaskakiwać cały sezon, z kulminacją w finale. Aktorka jest naprawdę niesamowita, a jej historia - ten sezon i kolejny pisana jest świetnie, chociaż... upewnia mnie tylko w przekonaniu, że Shonda ma coś z głową ;)
Jaki on jest kochany, uroczy i zabawny! Pijana Addie też jest urocza - "Czy to też trochę, dlatego, że widziałeś moją pochwę?" ;DAj <3 Uwielbiam odcinek z konferencją!! <3 Uwielbiam. I Addie pijana, i Jake, który zachowuje się jak najcudowniejszy na świecie dżentelmen.
Poza tym lubię Violet i Scotta :)Oj tak, Scott to taki słodziak :) Jedne z lepszych odcinków z udziałem Vi są z nim... :D A Pete... no cóż. Na tym etapie już go nie lubiłam :)
Nie wiem, czy wiesz, ale każdy z PP ma swój odcinek w serii finałowej. Świetnie są zrobione, oprócz odcinka z Samem, bo ten akurat był nudny :)A nie wiem, ale to chyba fajnie! Przynajmniej na wszystkich skupią się po równo i każdemu zakończą jakoś sensownie wątek. Przynajmniej taką mam nadzieję, skoro postanowili tak rozwiązać tę ostatnią serię ;)
To podejście Sama: kocham cię, chcę z tobą być, możesz sobie mieć dziecko, ale nie będę dla niego ojcem... nie znoszę tego. To był taki zawód dla mnie, bo widziałam ich jako parę, długo, długo wierzyłam, że jest jej pisany... I w ogóle nie chciałam tego całego Jake'a... a teraz <3To w ogóle trudna sprawa była. Ona nie ma dzieci i pragnie w końcu je mieć i zostać matką - zrozumiałe. On ma już dzieci i nie chce już więcej mieć - no też zrozumiałe. Głupio mi się trochę stawiać w ich sytuacji i mówić, że Sam ma nie marudzić tylko zostać jeszcze raz tym ojcem, bo to jednak poważna sprawa, ale skoro Addie już nawet zrozumiała jego postawę i stwierdziła, że znajdzie dawcę/sposób, żeby mieć dziecko to jednak w tym momencie Sam powinien już ją wspierać. A mam wrażenie, że on w duchu modlił się, żeby jej się nie udało... No i generalnie ta jego postawa jak mówisz. A Jake... Nawet jak o nim myślę to już mam w głowie "<3" hahah ;D Ale wczoraj oglądałam następny odcinek i tak chłodno się między nimi zrobiło, i przez ich rozmowę i przez to, że Addie znowu wylądowała u Sama w łóżku i Jake to wyczuł :(
Chwilami miałam wrażenie, ze z Masonem lepiej sobie radzi Char, która nie lubi i nie chce dzieci, niż Cooper, który zajmuje się dzieciakami zawodowo. Nie wiem... może to wynikało z tego, że Char łatwiej mogła złapać dystans, a Coop nagle dostał to, na co tyle czekał, o czym marzył i nie umiał się zachowywać stanowczo...Uważam, że oboje mają fajny kontakt z Masonem, ale jakby się tak przyjrzeć niektórym sytuacjom (szczególnie tym trudniejszym) to chyba masz rację i Twoja analiza też jest chyba trafna ;)
Amelia będzie Cię zaskakiwać cały sezon, z kulminacją w finale. Aktorka jest naprawdę niesamowita, a jej historia - ten sezon i kolejny pisana jest świetnie, chociaż... upewnia mnie tylko w przekonaniu, że Shonda ma coś z głową ;)Kurczę, już się nie mogę doczekać jak tak piszesz :D
Ale wczoraj oglądałam następny odcinek i tak chłodno się między nimi zrobiło, i przez ich rozmowę i przez to, że Addie znowu wylądowała u Sama w łóżku i Jake to wyczuł :("A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój..." :)
A tak w ogóle Ty pisałaś, że nie przepadasz za Cooper'em solo. Dlaczego? :)Jest rozlazły... Taka ciepła klucha. Sprawdza się jako pediatra i w ogóle godne podziwu jest to, że zawsze walczy do końca, że był gotów narazić siebie i swoją karierę dla malucha, ale... no nie mogę go znieść czasami. :P Irytuje mnie jakoś podskórnie :)
Ale Vi przyszła do Pete'a, żeby mu powiedzieć, że to tylko seks i usłyszała, że mu zależy... więc podejrzewam, że niedługo to się skończy. Co do samego Pete'a. Wkurza mnie niemiłosiernie swoim zachowaniem, jakie ostatnimi czasy prezentuje w stosunku do Violet, ale mimo wszystko ja ich lubiłam jak byli razem ( i się nie żarli na każdym kroku) ;)Tak, bo jemu w sumie zawsze zależało - i na niej, i na Lucasie... Tylko on się zrobił taki strasznie irytujący po tym, jak napisała książkę. Troszkę się z nim zgadzałam, ale w gruncie rzeczy mógł to wszystko inaczej porozwiązywać... czy ja ich lubiłam razem? Chyba mi nie przeszkadzało to nigdy. Może nie byli parą idealną, ale w sumie po tym, jak mi skopali Pete/Addie w pierwszym sezonie, to było mi już wszystko jedno. A skoro on ją pokochał, ona jego, mieli dziecko... ;)
A tak w ogóle nie wiem jak Ty, ale ja kocham Lucasa :D Od samego początku. On jest taki słodziak, że bym go zjadła! Chcę mieć takiego synka :D :DNo... <3 Dzieciaki, które pojawiają się są do schrupania :D A Lucas zdecydowanie stoi na ich czele!
Oj przychodzi przychodzi... :)CytujAle wczoraj oglądałam następny odcinek i tak chłodno się między nimi zrobiło, i przez ich rozmowę i przez to, że Addie znowu wylądowała u Sama w łóżku i Jake to wyczuł :("A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój..." :)
Poza tym podobały mi się sceny Jake'a z jego córką. Fajny mają ze sobą kontakt :) I fajnie, że poznała Addison, może jakoś popchnie tatusia do działania... :DTak, jego córka jest w porządku :) Lubię ją, bo mają z Jake'm coś takiego fajnego - porozumienie, zrozumienie, bezpośredniość. Ona się przewija już do samego końca serialu, więc to nie ostatnie Twoje spotkanie z nią ;) Jak dojdziesz do finału tego sezonu, to chyba też go sobie obejrzę. :D
Scott odpuścił. Jej, tak mi szkoda... i sytuacji, bo dobrze mi się ich oglądało i jego, bo jednak on się naprawdę chciał w to zaangażować. No ale wracamy do początku. W końcu jak Pete&Vi się dogadają to i tak może być, ale Scotta zawsze będę strasznie miło wspominać :)A czyli już odpuścił. No niestety. Scott był epizodem w życiu Vi - a szkoda, bo był naprawdę fajny i patrzyło mi się na nich lepiej niż na Vi I Pete'a :D
Erica&Mason... naprawdę nie mam w zwyczaju płakać na serialach/filmach, ale przy tym nie mogę... Jego pożegnanie z mamą i potem jak wtulił się w Charlotte i mówił, że był dzielny i nie płakał i mama go zapamięta uśmiechniętego... :'(A weź. PP to często taki emocjonalny rollercoaster oferuje. Ja to tam płaczę aż za często. Cały wątek Erica/Mason był tak strasznie smutny, a ten odcinek, to już w ogóle. Biedny mały, no i właściwie wszystkim im było naprawdę ciężko. Widać było po Charlotte np. jak strasznie ją to rusza.
Amelia i dzidziuś - po pierwsze Sheldon jest słodziak jak się tak o nią troszczy :) po drugie cudowna była scena jak Amelia zebrała się na odwagę i taka pełna strachu wydusiła w końcu Addison, że spodziewa się dziecka :)No tak. W końcu miała wyrzuty sumienia, że ona dostała dziecko tak po prostu, bez starania się, wcale tego nie chcąc, a Addie nie może mieć, a tak bardzo pragnie. Ale reakcja Addie była taka... w porządku strasznie. One są jak siostry, widać, że jedna drugą po siostrzanemu kocha, więc nie mogła zareagować inaczej. :) Oglądaj dalej... ciekawe, czy też stwierdzisz, że Shonda jest chora umysłowo, hahaha.