Dyskutujesz.pl
Strefa telewizyjna => M jak miłość => Wątek zaczęty przez: Jean w Wrzesień 06, 2012, 09:21:31
-
...czyli temat dotyczący starszych odcinków M jak Miłość, właśnie teraz tak powtarzanych przez TVP. Niestety powtórki w takich godzinach (porannych), że nie wszyscy mogą oglądać...no ale może ktoś pamięta.
Do rzeczy. Zamarzył mi się wątek głownie dlatego, że zauważyłam, iż oglądając teraz zupełnie inaczej patrzę na niektórych bohaterów, zupełnie inaczej ich odbieram czy oceniam.
Co prawda Myszka jest dla mnie większą egoistką niż myślałam, że jest 12 lat temu (jak dzisiaj, kiedy poza urządzaniem się w Warszawie i trzepotaniem rzęsami przez Badeckim, nic jej nie obchodziło), ale odbiór Krzysztofa jest kompletnie inny.
Kiedyś uważałam go za ideał niemalże - tylko problemy się do biedaka za bardzo kleiły. Dzisiaj jak oglądam to widzę ciamajdę z wybujałym ego czy tam dumą (ja sam to zrobię, to nie wasza sprawa).
Czekam teraz na Radomską <boi_sie> <serduszko>
-
O której leci serial? Mam teraz urlop to może się skuszę na parę odcinków ;)
-
O której leci serial? Mam teraz urlop to może się skuszę na parę odcinków ;)
O 7.00 w TVP2, oczywiście.
Czasami o 7.10, czasami o 6.55 - jak w programie zauważyłam...po prostu więc bądź przed tv o 7.00 :)
-
O której leci serial? Mam teraz urlop to może się skuszę na parę odcinków ;)
O 7.00 w TVP2, oczywiście.
Czasami o 7.10, czasami o 6.55 - jak w programie zauważyłam...po prostu więc bądź przed tv o 7.00 :)
Boże, to nawet jakby człowiek w domu siedział, to pora jest iście nieludzka...
-
Tak Mintku, ale w innych godzinach, bardziej ludzkich, ci nikt powtórek, bo tv musi mieć oglądalność i zarabiać itd.
Jak dla mnie, dobrze że w ogóle są, chociaż sama pewnie też nie będę mieć jak oglądać regularnie.
Niezły OF dajemy na początek <lornetka>
-
Się nie gniewam za off - a pora faktycznie nieludzka ;)
-
Ja w wakacje z chęcią zasiadałam przed telewizorem i przypominałam sobie stare, dobre czasy MjM.. Tego, które jeszcze dało się oglądać, na które czekało się z utęsknieniem, z zainteresowaniem śledziło losy ulubionych bohaterów.. to nie to, co teraz...
Rano lecą te całkiem stare odcinki, ale na tvp seriale około 13 są troszkę nowsze, tak 400 czy coś w tych granicach.
-
Nie mam pojęcia jak ja kiedyś oglądałam, że próby samobójczej Hanki nie pamiętałam ::) To jeden z lepszych odcinków. Piotrek,który decyduje się pójść zamiast brata na egzamin komisyjny z matematyki. Myszka, której Badecki pcha się do łóżka a ona oczywiście tego nie widzi i Martusia, która musi jeszcze raz wszystko przemyśleć... :o Jej problem zawsze chyba polegał na tym, że ona za dużo myślała a potem nagle zachowywała się jak gdyby nigdy nie była skalana żadną myślą. A Norberta wolałam jako złego chłopca niż po przemianie, chociaż teraz jego chamstwo doprowadza mnie do szału. Najpierw nie chce mieć z dzieckiem nic wspólnego a po latach gra tak cudownego tatusia, że nawet synek do szkoły może się spóźniać.
No i spadek po Łagodzie, na którym, o zaiste, najbardziej zależy Krzysztofowi :P
-
Mareczek też chyba z początku był niezłym ancymonem.
-
Dla Lucjana to była prawdziwie czarna owieczka, tylko Basia go broniła. Ja nie pamiętam dokładnie co on tam porobił wcześniej a co znamy tylko z opowiadań innych bohaterów, ale już samo to jak potraktował Kaśkę. Kaska mu się potem odwdzięczy kłamstwem o spędzonej z Markiem nocy ;D
Swoją drogą, rzecz ciekawa, po latach oboje zdradzili swoich partnerów. Może jednak powinni byli zostać razem <zniecierpliwiony>
-
Trzeba przyznać, że te odcinki z pierwszego sezonu miały lepsze tempo, scenariusz i reżyserię.
Zresztą gra aktorska również jest lepsza, jak ogląda się P.Ostałowską, to tylko można głęboko westchnąć, co oni z niej teraz zrobili. Zresztą z M.Pieńkowską postąpili niestety jeszcze gorzej.
A w parze z R.Gonerą, to aż przyjemnie się ich oboje ogląda. A przy okazji, co ta serialowa Maryśka widziała w tym swoim mężu Krzysztofie? Facet od początku serialu raczej nie wzbudzał wielkiej sympatii, rzeczywiście "wyjątkowa" z niego była "Gazela Biznesu".
-
A przy okazji, co ta serialowa Maryśka widziała w tym swoim mężu Krzysztofie? Facet od początku serialu raczej nie wzbudzał wielkiej sympatii, rzeczywiście "wyjątkowa" z niego była "Gazela Biznesu".
No wiesz, my poznajemy go jako 40-latka, Nie wiadomo jaki był 20 lat wstecz. Coś w nim zobaczyć musiała. Może przyszłego lekarza? W końcu, o ile pamiętam rzucił medycynę, żeby pójść do pracy i zarobić na rodzinę (przynajmniej taka była oficjalna wersja). Może mieli wspólne młodzieńcze ideały?
Ale...jakiego by pecha nie miał w biznesie to i tak jest mało samodzielny... :P Moim zdaniem wszystko trzymało się przysłowiowej kupy dzięki Maryśce :)
-
Prawdopodobnie Santa Maryś szybko "zaciążyła" i nie mieli wyjścia, a potem to już proza życia, trwali w tym związku , no i pewnie nigdy by jej na myśl nie przyszło, żeby cokolwiek zmieniać w swoim życiu, a tym bardziej faceta.
-
Żadna medycyna, Krzyś studiował historię. Ja się wyłamię i napiszę, że wbrew logice miałam do niego słabość. Co aktualnie się dzieje w wątku Marty i Jacka?
-
Mnie się nadal wydaje, że to była medycyna, ale, jak wspomniałam, pewna na 100% nie jestem (w końcu było dawno a parę odcinków teraz opuściłam), więc niech będzie. Ja też miałam kiedyś do Krzysia słabość. Kiedyś patrzyłam na niego inaczej, teraz kompletnie inaczej to wszystko widzę.
A Marta i Jacek...w grę wkroczył Norbert jako troskliwy tatuś. Zabiera Łukasza do siebie i nie odwozi go o umówionej godzinie, przez co mały spóźnia się do szkoły. Jacek próbuje wyrazić swoje zdanie, tym samym poprzeć Martę, ale Norbert nie każe mu się wtrącać do rodzinnych spraw. Jacek próbuje przekonać Martę, żeby razem zamieszkali, ale Marta boi się, że Norbert może to wykorzystać przeciwko nim - w odpowiedniej chwili. Więc Jacuś co najwyżej może liczyć na sporadyczne noclegi...
Tyle się dzieje w obecnej chwili w tym związku ;)
-
Jeżeli chodzi o Krzyśka, to studiował medycynę. Miał zostać stomatologiem, jak jego ojciec. Taka rodzinna tradycja. Kiedy poznali się z Marysią w "Medyku", klubie dla studentów medycyny, Krzysiek był na pierwszym roku medycyny, Marysia na praktykach w Warszawie. Ot, cała historia.
Oglądałam eMkę od początku, wiele pamiętam. Jako "jasnoniebieska" pamiętam wiele szczegółów dotyczących Marysi, dlatego służę pomocą w takich sytuacjach <slucha>
Cieszę się, że taki wątek został założony w dziale, chętnie powspominam stare dobre czasy. <serduszka>
-
Ja z kolei pamiętam, że matka mówiła do niego, że dla Marysi rzucił historię.
-
Na samym początku była chyba mowa o medycynie. Ja tak to zapamiętałam. Matka Krzysztofa pojawiła się trochę później w serialu (nie od pierwszego odcinka) więc może scenarzyści zmienili opcję, co jest nawet dla nich normalne :P
-
Na samym początku była chyba mowa o medycynie. Ja tak to zapamiętałam. Matka Krzysztofa pojawiła się trochę później w serialu (nie od pierwszego odcinka) więc może scenarzyści zmienili opcję, co jest nawet dla nich normalne :P
Też jest taka możliwość. Ja się opieram na odc. 18 (rozmowa Marysi z Piotrkiem) i na odc. 25 (rozmowa Marysi z matką Krzysztofa). Może między tymi odcinkami, jak Krzysiek rozmawiał z matką, była podana inna informacja. Chyba, że ta rozmowa toczyła się w późniejszych odcinkach, nie wiem nie kojarzę. Ze scenarzystami wszystko jest możliwe. To tylko eMka <szczerzy_sie>
-
Dzisiaj właśnie oglądałam odcinek, w którym napadnięto Martę. Ludu, co za emocje - chyba większe niż za pierwszym razem, gdy się oglądało. Biedny Jacek i przebiegły Norbert.
Nic jednak nie przebije głupoty i naiwności Myszki, która daje sobie wcisnąć wszystko - nawet że żona to klientka. W tym punkcie mogę powiedzieć, że to bardzo życiowy serial był, bardzo ;)
-
Oglądając odcinki z pierwszej serii, mam takie odczucia, że scenariusz i reżyseria były o niebo lepsze. A gra aktorów też nie ma porównania, oczywiście nie mam tu na myśli chochołowych braci bliźniaków, ani Cichopkowej. Wątek Marty i Jacka naprawdę był super, szkoda, że R.Gonera wymiksował się z eMki. I rację ma Jean, że odcinki były naładowane emocjami, teraz po 12 latach to już nie jest to, co było kiedyś, niestety. Jakoś wszystko było bardziej zbliżone do rzeczywistości, bardzej wiarygodne. No cóż serial stoczył się do "popisów" aktorskich Cichopkowej, Mroczków, Owada, Majstrakowej, Sienkiewicz itp. A i z Mostowiaków ostała sie jeno Marta, Mareczek, trochę Lucków, Myszy też coraz mniej. Na pierwszy plan wstawili wątek Tomeczka i jego bratanka. Coraz więcej nowych postaci, wątków nie związanych z rodziną Mostowiaków. Hm...dobrze, że przynajmniej można oglądać powtórki, bo w obecnych odcinkach wieje przeraźliwą nudą!!!
-
Powiem więcej - wizerunkowo było bardziej naturalnie, inne było nasycenie kolorów chociażby. Obecnie wizualnie robi się niebezpiecznie blisko tej sterylnosci znanej z seriali tvn-owskich czy polsatowskich. Kolory bledsze, bardziej "techniczne". No i ta nierealność, która coraz bardziej kłuje w oczy. Że nawet menel spod sklepu jest czyściutki, schludny i pachnie najmodniejszą wodą po goleniu.
-
Ostatnio nadrabiam różne sceny z Martą i Andrzejem, i oglądałam również odcinek 725, w którym Budzyński uświadomił sobie, że Marta jest dla niego kimś ważnym... Ale ja nie o tym :D
Wtedy też Kinga z Piotrkiem wzięli ślub kościelny. O ile jeszcze sama uroczystość wypadła w miarę naturalnie (a łzy w oczach Kingi podczas wypowiadania przysięgi nawet bardzo), to ostatnia scena, kiedy młodzi zostali sam na sam i tańczyli walca... <olaboga> Koncepcja była jasna i czytelna, ale aktorzy kompletnie nie sprostali zadaniu. Aż przykro było na to patrzeć, naprawdę.
Notabene - zalani w trupa Kuba i Irek to jeden ze śmieszniejszych akcentów odcinka <haha>
-
Kiki co mialas dokladnie na mysli piszac,ze aktorzy (Kasia i Marcin) kompletnie nie sprostali zadaniu,kiedy tanczyli walca w odcinku, w ktorym byl ich slub koscielny.Masz na mysli technike tanca,czy wyraz artystyczny??
Ja nie ogladalam programu "Taniec z gwiazdami",ale wiem,ze Kasia i Marcin brali udzial w tym programie i slyszalam ,ze radzili sobie bardzo dobrze z tancem.Domyslam sie ,ze te taneczne umiejetnosci scenarzysci chcieli pokazac takze w serialu.
-
Ależ kompletnie nie miałam na myśli tańca! Rozumiem, że chciano pokazać umiejętności aktorów i nie mam nic przeciwko temu. Chodziło mi raczej o, przywołując Twoje określenie, wyraz artystyczny. Nie przekonali mnie w tym dialogi ani troszeczkę. Może to i miało być górnolotne, i nieco nienaturalne, ale romantycznej sceny pozostało w tym niewiele, bo bardziej skupiałam się nad tym, jakie to wszystko jest sztuczne.
-
Kiki dzieki za wyjasnienie.Teraz wiem,co mialas na mysli.Ja myslalam,ze to ten popis taneczny Ci sie nie podobal.
Odcinek ,w ktorym Kinga i Piotrek wzieli slub koscielny widzialam bardzo dawno i wlasnie jedna ze scen ,ktora najbardziej zapamietalam,to taniec.Tej rozmowy Kingi i Piotra nie pamietam.
-
Ja jestem przy odcinku 60 aktualnie.
Dzisiaj byłam świadkiem jak Badecki ostatecznie rozprawił się z Myszką. Nie pozostawił jej żadnych złudzeń - koniec miłości. Ma go unikać, w biuro omijać z daleka.
Właściwie jak to było z tym Badeckim? To żona miała w tym związku kasę i zapewniała byt mężusiowi?
Tak czy owak ten wątek powinien być przestrogą dla młodych dziewczyn...choć nie wiem czy na dzisiejsze czasy nie jest on przestarzały, biorąc pod uwagę co się dzisiaj wyczynia :P
No a Krzysiu biedny miś się wyprowadził z domu, bo żona się zbytnio usamodzielniła, i zawodowo i mentalnie. Nic nie pomogło błaganie Marysi na kolanach, błagania jego matki, nic nie obchodziły go dzieci...wziął walizkę i sobie wyszedł. tak więc niebawem pojawi się Ewunia <niecierpliwy>
A Marta ...doznała amnezji i Norbercik korzystając z okazji robi jej wodę z mózgu. Biedny Jacek.
Powiem więcej - wizerunkowo było bardziej naturalnie, inne było nasycenie kolorów chociażby. Obecnie wizualnie robi się niebezpiecznie blisko tej sterylnosci znanej z seriali tvn-owskich czy polsatowskich. Kolory bledsze, bardziej "techniczne". No i ta nierealność, która coraz bardziej kłuje w oczy. Że nawet menel spod sklepu jest czyściutki, schludny i pachnie najmodniejszą wodą po goleniu.
To widać, naprawdę, i jakie to jest piękne...
-
Zazdroszczę Wam, że możecie oglądać te powtórki... Ja o tej godzinie już niestety siedzę w pracy.
Pamiętam tylko jak uniosłam jedną powiekę (przebudziłam się ;) ), akurat podczas sceny jak Małgosia kupowała sukienkę na jakiś wieczór z Badeckim (w teatrze czy coś), ale usnęłam dalej.
Wolne szykuje mi się 2 listopada więc może wtedy uda mi się obejrzeć jakiś stary odcinek.
A no i przecież - ja mam chyba pierwszych pięć odcinków gdzieś na oryginalnej płytce :D
-
Stare odcinki można też (już teraz za darmo!) oglądać na VOD TVP (http://www.tvp.pl/vod). Jedynym minusem jest fakt, że trzeba tam czekać aż się cały odcinek załaduje, nie można oglądać urywkami, bo się tnie niesłychanie. Ale jeśli ktoś ogląda po to, żeby sobie całą historię przypomnieć to ten problem go przecież w ogóle nie obchodzi.
No i co jakiś czas im serwer pada, wtedy przez kilka dni szlaban na oglądanie, bo strona nie działa <haha>
-
Tymczasem w Grabinie sprzed wielu lat...
Właśnie urodził się Matuszek. Dzisiaj wrócił do domu ze szpitala, do którego trafił po porodzie domowym...ale to tylko w ramach przypomnienia. Pierwsza kąpiel, pierwsza noc. Ech, w tym wszystkim nie raziły oświadczyny Marka -a kiedyś uważałam, że zrobił to bez fantazji, w dodatku ukląkł na dwa kolana jak do modlitwy. I kiedyś śmiałam się też z tego, że Hanka zanim się zgodziła czekała aż Barbara kiwnie głową na tak. Dzisiaj uważam, że to były naprawdę fajne sceny.
Dzisiaj też uświadomiłam sobie, że Barbara była od zawsze bardzo naiwna, zmieniała często zdania co do różnych osób. Za to Lucek był takim katalizatorem i sprowadzał ją na ziemię. Podobnie jak dzisiaj po artykule w brukowcu (w brukowcu, co Basia wzięła za najświętsza prawdą ::)) Najeżdżała na Jacka a Norberta wychwalała..że jest dobry dla Martusi a poza Łukaszkiem świata nie widzi. To ją Lucek zapytał, czy nie wydaje się jej dziwne, że najpierw przed nim w ten świat uciekał a teraz świata poza nim nie widzi. Lucek to mądry chłop, może drugiej szansy nie daje albo nie daje tak łatwo, ale przynajmniej się nie parzy po kilkanaście razy (taka Myszka mogłaby coś po nim przejąć).
Norbert dalej Marcie miesza w głowie - zaplanował wyjazd do sanatorium, gdzie oczywiście on też pojedzie na narty z Łukaszem. W ogóle jak go nie lubiłam tak nie lubię. Te jego błyskotliwe wypowiedzi, blleee
"Skąd wziąłeś bez o tej porze roku? Z jakiej to okazji?"
"Bez......[długa pauza] ...okazji"
Jak w tym dowcipie, mało zresztą śmiesznym od dawna ( o ile w ogóle ::)):
"Poproszę kawę"
"Ze śmietanką czy bez"
"Coś pan, po co mi bez" :ysz:
No i na deser Krzyś. Przyszedł do domu po resztę rzeczy. Marysia płacze, błaga a on nic, niewzruszony. Jeszcze z wielką łaską zostawia adres gdzie go można znaleźć - ale, jak od razu zastrzega, w przypadku ostatecznej konieczności. Czyli żeby mu się dzieci tam nie pałętały jak będą miały problem. Muszą z tym poczekać aż szanowny tatuś przyjdzie z wizytą do domu <histeryk>
On jest nienormalny, a ja kiedyś winiłam Maryśkę, że ją ciągnie do adoratorów, że nie pozwala mu się rozwijać i takie tam. Oczywiście Ewunia z mamusią już zaczynają robić swoją robotę <jezyk>
Kingę rodzicie zamknęli w jakiejś przyklasztornej szkole, zabronili kontaktu z Piotrem. Jak teraz patrzę na Filarskiego, przylepionego do Elki...po co to było? Jak to się w życiu wszystko potrafi pozmieniać - Piotrek i Kinga są do dzisiaj razem, pomimo różnych tam perturbacji a Filarscy (ludzie z wyższych sfer...na początku serialu) już dawno nie są ;D
-
Jak teraz ogląda się te powtórki początkowych odcinków, to rzeczywiście inaczej ocenia się serialowe postacie i wątki.
Barbara często zmieniała zdanie, opinie o innych, zachowywała się jak przysłowiowa chorągiewka na wietrze, ale to jej wścibstwo było jak to teraz się mówi, porażające, wkurzające, wręcz nachalne. Lucjan prezentował zdrowy rozsądek, taką mądrość życiową, dla niego ważne były uczciwość, prawdomówność. Te jego rozmowy z Myszą, Markiem, Marysią czy Martą, z pozycji doświadczonego, mądrego człowieka i ojca, aż przyjemnie się to oglądało.
Jeśli chodzi o serialowego Krzyśka, to wkurzające było to jego przeświadczenia o swojej nieomylności, to traktowanie z "góry" Maryśki we wszystkim , jako nierozgarniętej kury domowej, on zawsze miał patent na "mądrość". Takie typowe "samcze" zachowanie. A facet był kompletnym nieudacznikiem życiowym, czego się "dotknął , to zawsze schrzanił i jeszcze oczywiście winą za te swoje niepowodzenia obarczał Marysię. W którymś z jeszcze dalszych odcinków Filarski podczas jednej z wielu kłótni ze Zduńskim, porównał go do "gazeli biznesu" i to b.trafne określenie do dzisiaj zawsze mi się kojarzy z postacią nieudacznika Krzysztofa Z.
Niestety, dawne odcinki nie ma co porównywać z obecnymi, były o niebo lepsze od obecnych.
-
Oddajcie mi starą Martę, cokolwiek z nią zrobiliście! :(
Ostatnio zrobiłam sobie mały come back do starych odcinków eMki. Zauważyłyśmy z Katakumbą następującą prawidłowość: od pewnego momentu w serialu - im Marta miała jaśniejsze włosy, tym mniej było w niej życia i stawała się nie do wytrzymania ;D Uwielbiam jej włosy z czasów związku z Rafałem i Norbertem. Poza tym miała wtedy tyle radości w sobie, nawet uśmiech był zupełnie inny niż teraz. Te ciemniejsze, kiedy zaczęła się spotykać z Andrzejem też były świetne, a i radość życia była w niej niemała. A później... Włosy jaśniały i było coraz gorzej.
Tak się naoglądałam, że dziwnie i z wielkim bólem serca patrzy mi się na obecną Martę.
(https://www.dyskutujesz.pl/proxy.php?request=http%3A%2F%2Fimageshack.us%2Fa%2Fimg707%2F1558%2F10b9ff1780b641dc91cc69f.th.jpg&hash=047263408003b31796a18380a1e32b62) (http://imageshack.us/photo/my-images/707/10b9ff1780b641dc91cc69f.jpg/)
Mimo, że już dużo czasu od najlepszych czasów Marty upłynęło, w tym odcinku była cudowna... Jest do czego tęsknić. <serduszko>
-
Całkowiecie popieram. Oddajcie dawną Martę.
W obecnych odcinkach trudno odnaleźć Martę z początków serialu. Czasami mam wrażenie żo to całkiem inna osoba. Kiedyś była radosną pełną życia kobietą w pięknych naturalnych blond włosach. Na sali sadowej pokazywała kto tu rządzi. Teraz tego brakuje, nawet tych rozpraw których juz niestety nie pokazują, a myślę ża naprawdę byłoby warto. Tak jak powiedziała Kiki, od momentu kiedy Marta miała ciemne włosy i i z czasem kiedy zaczęły być coraz jeśniejsze, Marta gasła razem z nimi.
Może to przez te farby, tyle chemii może różnie wpływać na człowieka.
-
Może to przez te farby, tyle chemii może różnie wpływać na człowieka.
<olaboga> Jak Ty coś powiesz... <haha>
Rozpraw sądowych z Martą widziałam jak na lekarstwo... Poza tym muszę chyba wrócić jeszcze do odcinków, w których Marta była z Jackiem. Swoją drogą - niezły numer wykręciła Rafałowi - facet wyjechał do Nowej Zelandii syna odszukać, a ta "prze... przespałam się z Norbertem"... Ale w sumie - widać było, że z Norbertem jest szczęśliwa, dlatego jakoś nie żałowałam, że jej związek z Rafałem się zakończył.
Uwielbiam odcinek z Sylwestrem, kiedy to Marta z Norbertem chcą powiedzieć Łukaszowi, że są razem i że będzie miał rodzeństwo. A ta cwana bestia - niczego nieświadoma - chce ich wyswatać, więc organizuje sobie Sylwestra u kolegi - Damiana. Kiedy ów kolega z tatą po niego przyjeżdżają, Łukasz oznajmia rodzicom, że zostają sami. Tylko tato, niech mama zostanie tu do rana, nie chciałbym, żeby wracała sama po nocy... Łukasz wychodzi, ale zapomina czegoś i się wraca, a Marta z Norbertem... No cóż... Ich własny syn przyłapuje ich na czułościach... <hahaha>
-
Rozpraw sądowych z Martą widziałam jak na lekarstwo
Mimo to były. Brakuje mi widoku Marty na sali sadowej. w końcu jest sędzią.
Rafała i Norberta lubiłam tak samo. Może poza początkiem serialu, wtedy na Norberta nie mogłam patrzeć. Kiedy Rafał wyjechał w poszukiwaniu syna ,jakoś zbytnio nie cierpiałam. Norbert chyba zawsze był tym którego Marta najbardziej kochała. Po jego śmierci było już tylko gorzej, no i na horyzoncie pojawił sie nieszczęsny Szymon :-\
-
Podejrzewam, że rozpraw sądowych z udziałem Marty było więcej za czasów procesu Radomskiej. Obejrzę to chyba jeszcze, bo tak się składa, że wróciłam do odcinków, które miały miejsce po jej uniewinnieniu. Widziałam za to jak raczyła Martę listami, dobrymi radami, jak fanatycznie chciała chronić sędzię, jak zaatakowała Iwonę Majer, jak cały jej pokój obklejony był zdjęciami Marty, Łukasza i Iwony właśnie. Straszne to było. Ja nie wytrzymałabym takiej presji.
I ten moment, kiedy Marta dowiaduje się, że Jacek spotykał się z Iwoną regularnie - i to w sędzi mieszkaniu! <placze>
Swoją drogą - po powrocie do Norberta Marta miała nieprawdopodobnie dobre relacje z Jackiem i Rafałem. Aż Wojciechowski był zazdrosny :D
Rafała i Norberta lubiłam tak samo. Może poza początkiem serialu, wtedy na Norberta nie mogłam patrzeć. Kiedy Rafał wyjechał w poszukiwaniu syna ,jakoś zbytnio nie cierpiałam. Norbert chyba zawsze był tym którego Marta najbardziej kochała.
Podpisuję się rękami i nogami. A biorąc pod uwagę jak to wszystko się potoczyło, to, że Marta tak naprawdę zawsze za najważniejszego faceta w swoim życiu uważała Norberta - jego chyba nawet lubię troszkę bardziej. Jakoś... Przeszkadzała mi gra Jacka Poniedziałka - momentami było super, ale zdarzały się i naprawdę sztuczne momenty. Choć tak naprawdę Rafał okazał się wspaniałym facetem - wybaczył Marcie zdradę, chciał do niej wrócić, zająć się nią i jej dzieckiem. Ale Marta była już wtedy pewna swoich uczuć do Norberta i wszystko skończyło się tak, jak się skończyło.
no i na horyzoncie pojawił sie nieszczęsny Szymon :-\
Kiedyś byłam za Szymonem, choć dziś nie mogę w to uwierzyć. Ach, te błędy młodości! <hahaha>
-
Też byłam za Szymonem bo szkoda mi było Andrzejka dla Marty :D
-
Gdy Szymon zaczął zasiewać ziarno miłości wokół Marty, omijałam ten wątek szerokim łukiem. Dla mnie to było odpychające jak perfumy mojej babci <olaboga> Nie potrafiłam się przełamać, żeby coś miłego wyskrobać pod adresem Gajewskiego. Na szczęście pojawił się ''rycerz" w czerwonym aucie i wybawił Martę z ramion "blokowego amanta" :D
-
Marta najbardziej kochała Norberta?! Nie powiedziałabym.
Jak dla mnie ona go kochała, owszem ale przed narodzinami Łukasza. Potem po tym jak się zmienił po wypadku w którym uratował życie Łukaszowi czuła do niego wdzięczność. A jak wpadła, i miała urodzić się Ania, Marta uświadomiła sobie, że tylko z Norbertem może stworzyć szczęśliwy dom i rodzinę dla ich dzieci. Była też świadoma, że on jej nie wykręci żadnego numeru, że ją kocha ponad życie i zrobił by dla niej wszystko. Martusia po prostu poczuła, że potrzebuję stabilizacji. I dlatego zdecydowała się na zawarcie małżeństwa z ojcem swoich dzieci. Ale jej "miłość" do Norberta nie była nigdy taka prawdziwa, szalona i szczera jak do Jacka, czy nawet obecnego męża. Ona go szanowała, uważała za ideał. Czuła się potrzebna i bezpieczna. I co najważniejsze to samo mogła zapewnić swoim dzieciom, tworząc pełną rodzinę z ich biologicznym ojcem.
-
Marta czuła coś do każdego faceta, czy to do Jacka czy to do Rafała. Każdy ma inne zdanie na temat i zawsze tak będzie. Jednak w moim przekonaniu największym uczuciem darzyła Norberta. Z Jackiem czy Rafałem może to i była szalona miłość, ale czy to szaleństwo jest najważniejsze? Tak jak powiedziałaś, z Norbertem związała się bo była pewna że jej nie zdradzi i może liczyć na niego w każdej sytuacji. Również dlatego że to właśnie w Nim widziała osobę z którą może spędzić resztę życia :D
-
No tak, ale miłość to strzała amora i wielka niewiadoma. A ich związek był przewidywalny. Ona mu mogła ufać bezgranicznie - On był zazdrosny o jej "byłych", z którymi pozostawała w bardzo dobrych stosunkach. Tak jak mówisz- Każdy może mieć odmienne zdanie. Jak dla mnie to nie była prawdziwa miłość. Zresztą sama Marta, bodajże w odcinku 899, przed wyjściem na jaw zdrady ogląda z Gośką album, mówi każdego z nich kochałam, ale z żadnym nie byłam tak szczęśliwa jak z Andrzejem" (Coś w tę mańkę)
-
No tak, ale miłość to strzała amora i wielka niewiadoma. A ich związek był przewidywalny. Ona mu mogła ufać bezgranicznie - On był zazdrosny o jej "byłych", z którymi pozostawała w bardzo dobrych stosunkach. Tak jak mówisz- Każdy może mieć odmienne zdanie. Jak dla mnie to nie była prawdziwa miłość. Zresztą sama Marta, bodajże w odcinku 899, przed wyjściem na jaw zdrady ogląda z Gośką album, mówi każdego z nich kochałam, ale z żadnym nie byłam tak szczęśliwa jak z Andrzejem" (Coś w tę mańkę)
Tyle że Ja miałam na myśli czasy kiedy Norbert żył.
-
Odcinając się już całkiem od wątku Andrzeja, jeśli porównywać Rafała i Norberta - moim zdaniem Rafała Marta tak naprawdę nigdy nie kochała. Był dla niej ważny, lubiła jego towarzystwo, potrzebowała jego bliskości, ale... No właśnie. Zdradziła go, kiedy tylko wyjechał. Miała szansę do niego wrócić - nie skorzystała z niej, bo chciała być z Norbertem. Utrzymywała z nim przyjacielskie stosunki i już nigdy nic nie zaiskrzyło. Nie do końca jeszcze wiem jak to było z Jackiem, widziałam tylko, że Marta bardzo ten związek odchorowała.
A Andrzej... Andrzej to Andrzej - inny okres w serialu, inna Marta. Patrzę na to wszystko trochę jak na osobny wątek, który nie ma powiązania z poprzednimi partnerami pani sędzi.
Tyle że Ja miałam na myśli czasy kiedy Norbert żył.
Otóż to ;)
-
A Andrzej... Andrzej to Andrzej - inny okres w serialu, inna Marta. Patrzę na to wszystko trochę jak na osobny wątek, który nie ma powiązania z poprzednimi partnerami pani sędzi.
Dokładnie Kiki. Teraźniejsza Marta to zupełnie inna bajka.
-
Ja się ostatnio skupiłam na Filarskim. Akurat teraz są sceny po wypadku, jaki mieli we dwoje z Kingą. Nawet połamany, leżąc na łóżku w szpitalu nie potrafi zaakceptować tego Piotrka. Tyle lat niechęci i uprzedzeń, tyle złych słów z ust pana wielkiego biznesmena...a teraz proszę, żyje z prostytutką. To nieprawdopodobne jak się ludzie mogą zmieniać. Szkoda, że nikt mu tego nie przypomni...
Marta z Norbertem, Jacek z Ulą...dziwnie.
I biedny Krzysio, który kochance naobiecywał a teraz nie bardzo ma ochotę obietnice spełnić :hahaha: Za to lubię Marysię z tamtego okresu :)
-
Lucjan to dla mnie gość. Dochodzę do wniosku, że nie miał raczej lekkiego życia z Basią. On jest totalnie inny. Dla niego coś jest albo czarne albo białe, ma swój honor, nie jest chorągiewką i swoich poglądów nie zmienia co 5 minut. Krytycznie patrzy na świat, ale i tak trzeba. Umie nazywać rzeczy po imieniu - kiedy jest zdrada to zdrada a nie nieporozumienie czy różnica charakterów czy jeszcze coś innego.
Totalnie było to widać dzisiaj przy rozmowie Baśki i Lucka na temat próby samobójczej Kaśki, kiedy to okazało się, że ciążą z Markiem zmyśliła, by się na nim zemścić. Lucjan oczywiście próbuj szukać winy też w sobie - jako ojciec odpowiedzialny za czyny syna, do tego Hanką też się zachwycał, bo potrafiła ciągnikiem przejechać parę razy po podwórcu . A nikt nie myślał o Kasce, która była z Markiem zaręczona i czekała na niego jak głupia, kiedy on się bawić z niemieckimi panienkami (tak mniemam). Basia, jak zwykle, żadnej winy nie dostrzega ani swojej ani Markowej. "Lepiej wychodzić za mąż bez miłości" - rzekła, wyciągając nitki z lnianej serwety (przyszłej). Niesamowicie wtedy żal mi się zrobiło Lucka, dojechała mu niestety tym - choć nawet się nie zreflektowała ::)
Stare mieszkanie Marty - zielona tapeta w przedpokoju, niebieskie ściany w pokoju, z regałami pełnymi książek i zegarem do regału przytwierdzonym i ani śladu dywanów na ścianach. Przecież to piękne. Ale Norbert już krąży, bo właśnie Martusia ma wyjść za niego za mąż. przy okazji się wydało, że ślubu w kościele wziąć nie mogą, bo Norbert będąc z dala od Martusi i swojego/nieswojego syna żył swoim życiem, o czym Martusia dowiedziała się przy okazji formalności ślubnych. Na tę wieść aż Myszka się oburzyła, już odporna na męskie kłamstwa (architektów, bo pisarzy już niekoniecznie ;P) i jęła pouczać Martusię ;D
A w Gródku rozstania, szlochy - mama oblubienicy wystawiła Krzysiowi walizki za drzwi, kiedy się okazało, że hurtownia nie jest już jego. Marysia za to zbladła na tę wieść, mało jej kieliszek z 'Darem Grabiny" (z pierwszego tłoczenia...wróć, z pierwszej butelki ) mało z rąk nie wypadła. Ależ ona wygląda pięknie, to tak nawiasem :P
No i jak ten Lucek ma mieć dobre wyniki, kiedy Barbara tak ciągle te żeberka z tą kapustą zasmażaną - prosta droga do wysokiego złego cholesterolu <jezyk> Ech, ale tak to jest kiedy żaden zięć nie jest lekarzem ;D Lucjan jeszcze kiedyś poczuje różnicę :D
The End
-
W temacie - "Bohaterki Emki wolą drani".
Właśnie Jolka się zastanawia nad wystrychnięciem "za dobrego" Stefana na rzecz kryminalisty, Andrzeja. Bowiem woli ona dwa miesiące z tym drugim, dwa nieobliczalne miesiące niż całe życie ze Stefanem w krainie "miodem płynącej".
Ja wiem, że Stefan to taki czasem...zagłaskać na śmierć też można, ale nie wiem czy taka śmierć nie lepsza od urwania łba z rąk drugiego amanta.
A Gosia sobie elegancko rujnuje swoje małżeństwo z pisarzyną.
Nareszcie jest Radomska <serduszko>
-
Ostatnio, z racji wolnego, mogłam rankami przeżyć to jeszcze raz ;)
Ten serial miał zupełnie inny klimat. Akurat trafiłam na czasy ślubu z Saszą, na budzącej się miłości Magdy i Pawła, na Małgosię i Stefana... No super sprawa. Nie było Mirek, Irków, Helenek i innych takich, a wciągało jak nie wiem.
Ech. To już nie wróci :(
-
Wydało się już, że Madzia jest mężatką? Ostatnio ja oglądałam, to Sasza nawiedził Pawła w Oazie, kiedy ten sobie coś czytał w samych bokserkach będąc (a wcześniej pewnie jeszcze bzzz...bo z M.) :D
Czasami żałuję, że nikt nie ogląda starych odcinków albo też nie chce się niczym na ich temat podzielić.
-
Ten serial miał zupełnie inny klimat. Akurat trafiłam na czasy ślubu z Saszą, na budzącej się miłości Magdy i Pawła, na Małgosię i Stefana... No super sprawa. Nie było Mirek, Irków, Helenek i innych takich, a wciągało jak nie wiem.
Akurat Mirka i Irkę... TFU!!!!... Irka i Mirkę lubię bo wprowadzają trochę humoru do tego "smutnego jak pi..... serialu" ale masz rację - klimat kiedyś był inny. Było jakoś tak bardziej realistycznie, naturalnie, rodzinnie wręcz - nawet inna była "paleta kolorów" i scenografia taka bardziej naturalna, bez tej sterylności znanej z seriali tvn-owskich, a którą to sterylność teraz się wszędzie wsadza. Nie oddaje - że tak powiem - "klimatu epoki", zdaje się, że akcja dzieje się w jakimś innym wirtualnym, wyidealizowanym świecie. A przypomnijmy sobie "W labiryncie", jak świetnie ten serial wpisywał się w ówczesne realia.... :)
I jeszcze to cholerne "lokowanie produktu" i bezczelna agitacja... Założę się, że w którymś z nowych odcinków Drewniany Piotrek powie do Świętej Kingi: "Uważam, że powinniśmy posłać dziecko wcześniej do szkoły - maluchy posłane wcześniej do szkół rozwijają się szybciej i maja więcej szans na........ itpd.".
Jak dla mnie - dawno powinni to skończyć. Bo wątki, które powinny być wątkami głównymi zeszły na dalszy plan i w sumie to wyczerpały się, główne postacie to Marcin "Oblatywacz", Św. Marek od Robienia Głupich Min i Budzyński ze swoją mafią, Mroczki Bros. zamiast grać coraz lepiej robią to coraz gorzej (Drewniany Piotruś, którego ja osobiście znieść na ekranie nie mogę).
Taka parodia się zrobiła, kiedyś na którymś kanale jeden z kabaretów zrobił parodię "M" pod nazwą "D jak dekiel" - uśmiałem się serdecznie (było tego parę odcinków) ale widzę, że obecna "M" coraz bardziej się do swojej parodii upodabnia.
-
Pojawiła się ta ciotka Hanki z Niemiec, która była tak potwornie wkurzająca a potem przeszła metamorfozę - już nie pamiętam pod wpływem czego. Hanka pomaga, bo to jedyna rodzina (dzisiaj wiemy, że nie jedyna) i czuje, ze musi...a św. Marek jest zbulwersowany.
I chyba niedługo Kinia zdradzi Piotrka, bo już jest zazdrosna o jego koleżankę z pracy.
Nawet nie wiedziałam, że tak wielu rzeczy, szczegółów nie pamiętam.
Teraz dają po dwa odcinki :D
-
Pojawiła się ta ciotka Hanki z Niemiec, która była tak potwornie wkurzająca a potem przeszła metamorfozę - już nie pamiętam pod wpływem czego. Hanka pomaga, bo to jedyna rodzina (dzisiaj wiemy, że nie jedyna) i czuje, ze musi...a św. Marek jest zbulwersowany.
Tej ciotki nie kojarzę jakoś....
I chyba niedługo Kinia zdradzi Piotrka, bo już jest zazdrosna o jego koleżankę z pracy.
O tą sądową blond Barbie co go prawie, że łańcuchami do tego łózka wciągnęła? Potem chyba Kinia pójdzie w tango z jakimś telewizyjnym fagasem.
O rany! Dawniej nawet te zdrady w "M" jakoś mniej bolały... dziś mamy takiego prawniczego blond-wampa "Mały-Flirt-Jeszcze-Nikomu-Nie-Zaszkodził" snującego z głupim uśmieszkiem filozoficzne rozważania o zdrowotnych aspektach skoków w bok :)
-
Wpisz w google "Grażyna Marzec". Zobaczysz aktorkę to i postać Ci się przypomni. Wyjątkowa wredna była a Hankę brała na litość.
I Piotrek zdradził Kingę? Tak czysto fizycznie, słowem w łóżku? Czy tylko na emocjach i pocałunkach się skończyło? A Kinia w odwecie zafundowała sobie "jazdę na pełnych obrotach"?
Nie wyróżniam tu niczego według stopnia zaangażowania. Pytam z czystej ciekawości. Zresztą już niebawem będzie można to sprawdzić ;)
-
Wpisz w google "Grażyna Marzec". Zobaczysz aktorkę to i postać Ci się przypomni. Wyjątkowa wredna była a Hankę brała na litość.
No też nie kojarzę..... zabij mnie a nie kojarzę.
I Piotrek zdradził Kingę? Tak czysto fizycznie, słowem w łóżku? Czy tylko na emocjach i pocałunkach się skończyło? A Kinia w odwecie zafundowała sobie "jazdę na pełnych obrotach"?
Czysto fizycznie - jeśli chodzi o tą stażystkę z sądu - grała ją Magda Górska. Złapała naszego bohatera na "niezdarną cnotkę" - a to jej obraz zawieś bo nie umie, a to ją sąsiad nęka a to to, a to tamto. No i raz znowu musiał do niej jechać bo sie tam myszy czy pająka wystraszyła - no i zastawiony stolik, olbrzymie kieliszki od wina no i...... hehe..... I potem miał "moralniaka" i się Pawłowi zwierzył a Paweł na to, żeby Kindze o tym nigdy nie mówił, na co Piotruś "No wiesz????!!!! Obiecaliśmy wszystko sobie mówić!!!!!" (z tą swoją miną pijanego zająca) i powiedział.
A Kinga to się zdaje się nawet do tego swojego amanta przeniosła na jakiś czas.
Swoją drogą zawsze w scenach romantycznej kolacji zastanawia mnie fenomen kieliszków do wina - gdy te są wielkości piłki do kosza, a wina się tam leje parę kropelek na dno :) Lać do pełna!
-
Jaka szkoda, że zaczął się wrzesień. W czasie wakacji puszczano powtórki o fajnych godzinach, a teraz o 7.05 powtarzają, w dodatku tylko jeden odcinek z uwagi na "Pytanie na śniadanie". Szkooooda. Nie wiem, czy zdołam oglądać, ale to, co obejrzałam, skomentuję.
Kocham stare odcinki! <serduszko> Uważam, że te nowsze nie dorównują starszym ani ciut, ciut. Przede wszystkim, była Hanka <3. Tworzyli z Markiem naprawdę piękną parę. Mały Mateuszek, iiii! <jupi> Uwielbiam też małą Natalkę. Te wątki to w ogóle cud, miód i orzeszki.
Lubię Stefana. Wprawdzie, nie odegrał kluczowej roli w serialu, ale jest to jedna z moich ulubionych postaci drugoplanowych starych odcinków. Ma złote serduszku, które bije dla Gosi, chce dla niej jak najlepiej, ale serce nie sługa, bo Gosia go nie kocha. To, jak się o nią starał, jak zabiegał... A Gosia jeszcze taka niedojrzała była, hyhy, aczkolwiek karierę chciała robić od początku.
Moim ulubionym wątkiem, jest wątek studentów, czyli Piotrka, Kingi, Madzi oraz Kamila. Tego ostatniego kocham nad życie! <zakochany> Wielka szkoda, że odszedł z serialu, bo kto wie... może on i Madzia stworzyliby piękną parkę i razem ze Zduńskimi, spotykali się na kawce. A tak, co... Madzia obecnie nie ma zbyt ciekawego wątku, a samotny Paweł nie umie sobie znaleźć kobiety swoich marzeń. Swoją drogą, gdy Madzia była z Pawłem, to strasznie im zazdrościłam tej miłości, ale z powodu głupka Saszy, ten związek się rozpadł. Gdyby Madzia była szczera z Pawłem, nie doszłoby do tego. Ale i tak szkoooda!
No i Lucuś i Basia. Para na sto dwa. <3
Ciotkę Hanki to ja pamiętam, wyjątkowo wredna była, nie znosiłam baby. Cieszę się, że się od nich wyniosła z Grabiny, bo ten wątek uważam za jeden z najbardziej nieudanych ;P.
-
Swoją drogą, gdy Madzia była z Pawłem, to strasznie im zazdrościłam tej miłości, ale z powodu głupka Saszy, ten związek się rozpadł.
Raczej z powodu, że głupia Madzia poleciała na łatwą kasę i uaktywniła się ta jej chęć pomocy całemu światu - tym razem w osobie sowieckiego cwaniaczka. Nie dziwne, że Paweł nie zdzierżył, w końcu ślub to nie w kij dmuchał.
No i Lucuś i Basia. Para na sto dwa. <3
No. Jak cholera. Jeszcze sympatycznego safandułę Lucka bardzo lubiłem, ale wścibską Basieńkę, która "zawsze wszystko lepiej wie".... to bym nieraz kopnął w cztery litery za jej charakterek.
-
Swoją drogą, gdy Madzia była z Pawłem, to strasznie im zazdrościłam tej miłości, ale z powodu głupka Saszy, ten związek się rozpadł.
Raczej z powodu, że głupia Madzia poleciała na łatwą kasę i uaktywniła się ta jej chęć pomocy całemu światu - tym razem w osobie sowieckiego cwaniaczka. Nie dziwne, że Paweł nie zdzierżył, w końcu ślub to nie w kij dmuchał.
Wg mnie, Madzia zachowała się bardzo naiwnie (a nawet lekkomyślnie), że wzięła ślub z Saszą. Z jednej strony, potrzebowała na gwałt pieniędzy i ta propozycja małżeństwa ratowała jej sytuację. Mogła kontynuować studia i jakoś sobie wyprostować swoje problemy. Z drugiej strony, gdyby poradziła się kogoś odnośnie tej decyzji i wyjawiła Pawłowi to, że otrzymała taką propozycję, byłaby z nim szczera od początku, to całkiem możliwe, że Paweł nie odwróciłby się od niej, nie musiałby wyjeżdżać, a pomógłby jej. Z trzeciej strony... Madzia zaufała Saszy, który obiecał jej szybki rozwód. Niestety, okazało się inaczej. Madzia zachowała się trochę egoistycznie, bo sądziła, że Paweł o niczym się nie dowie, a wszystko rozejdzie się po kościach. Szybki ślub, szybka kasa, szybki rozwód... Wydaje mi się, że nie zastanawiała się długo nad tym, co ma zrobić.
No i nie zapominajmy, że Paweł po Sylwestrze przyszedł do Madzi, ale ta nie chciała z nim rozmawiać. Krótko mówiąc, dała mu kosza. Zbrzydło jej się czekanie na Pawła i zajęła się Kamilem, z którym spędziła Sylwestra w Paryżu. Szkoda, że ani na jednego, ani na drugiego, nie potrafi się zdecydować w 100%. Aczkolwiek, obstawiałabym, że z Pawłem już koniec, a Kamil? Wydaje mi się, że również będzie go odtrącać, i zastanawiam się, skąd bierze się w niej taka postawa. Coś jak "chcę mieć ciastko i zjeść ciastko". Nie chce się związać z Kamilem, ale niezobowiązujące pocałunki - czemu nie...
Generalnie, to do Madzi mam słabość. Do tej Madzi ze starych odcinków. Było w niej coś ujmującego, a zarazem, jest to postać "tragiczna". Na swojej lekkomyślności, zbytniej wiary w ludzi oraz misji koniecznego ratowania świata, strasznie ucierpiała.
Dzisiaj udało mi się wstać wcześnie i obejrzeć odcinek. Strasznie mnie denerwuje postać Olki - przyjaciółki Piotrka, która zwaliła mu się na głowę (i nie tylko mu), bo podobno właściciel mieszkania, którego wynajmuje, dobierał się do niej. Kinga wściekła się nie na żarty i postawiła Piotrkowi ultimatum: albo ona, albo ja. I jeśli Ola będzie mieszkać z nimi, to ona się wyprowadza. Zupełnie się nie dziwię takiemu postawieniu sprawy. Piotrek zachowuje się, jak rycerz na białym koniu, a Olka? Manipuluje nim, zgrywa na nieszczęśliwą. Widzi, że Kindze przeszkadza jej obecność w mieszkaniu, no ale nie ma, gdzie się podziać, bidulka. <histeryk>
Kolejny wątek - Alicja i Hanka. W tle, oczywiście, Peter, szantażujący kobietę i osaczający ją. Non stop coś kombinuje, łotrzyk jeden. <mysli> Pojawił się też Jaroszy, który wtedy był "czarną owcą", niemal tak, jak teraz Janka.
-
A właśnie - "demoniczny" Peter, który potem marnie skończył. Do dziś się zastanawiam - jak człowiek nie będący Polakiem, nie mający polskiego obywatelstwa mógł startować w wyborach na wójta? Czy to faktycznie tak można, czy tylko radosna twórczość scenarzystów "M".
Z taj całej Alicji też niezły kawał wiedźmy był. Przynajmniej na początku. Czy to nie Simona ich ściągnęła do Grabiny?
-
Szkoda, że ani na jednego, ani na drugiego, nie potrafi się zdecydować w 100%. Aczkolwiek, obstawiałabym, że z Pawłem już koniec, a Kamil? Wydaje mi się, że również będzie go odtrącać, i zastanawiam się, skąd bierze się w niej taka postawa. Coś jak "chcę mieć ciastko i zjeść ciastko". Nie chce się związać z Kamilem, ale niezobowiązujące pocałunki - czemu nie...
Taaaa, Madzia już miała coś niezobowiązującego z Kamilem i raczej się dobrze to dla niej nie skończyło. Miała być tylko zabawa (kolejny przykład na to, że nie ma czegoś takiego jak "seks bez zobowiązań" ::)) a potem nie dość, że czuła się zraniona bo się zakochała w Kamilu a ten miał ją gdzieś , to jeszcze pojawiła się niechciana ciąża. No i oczywiście pierwsza myśl - skrobanka. Ech. W rezultacie w wyniku niezobowiązujących zabaw zawaliła rok studiów a potem na gwałt szukała kasy, bo rodzice to już nie bardzo chętni byli.
I oczywiście żadnej pracy nie było. Jedyne rozwiązanie to ślub z opłaconym rozwodem ::) I jeszcze naiwność, że się nie wyda. Przecież w dokumentach zostaje na zawsze. <slucha>
W Madzi jest coś ujmującego. Ucierpiała jednak głównie na swojej lekkomyślności i zbytniej pewności siebie. Kiedy ją poznajemy to jest to wyluzowana dziewczyna, dla której małżeństwo Zduńskich jest powodem do kpin a najważniejsza z życiu jest zabawa, najlepiej ta niezobowiązująca. <tak>
-
To prawda, Kamila traktowała "niezobowiązująco", ale gdy związała się z Pawłem, sądziłam, że spoważniała. Wywinęła jednak numer i Paweł ją kopnął w... daleko. Zastanawia mnie też co jakiś czas pojawianie się Anki (w tej roli: Weronika Rosati), która również sobie niezobowiązująco flirtuje raz z Pawłem, raz z Kamilem, ale jakoś jej nie wychodzi. <hahaha>
-
Zastanawia mnie też co jakiś czas pojawianie się Anki (w tej roli: Weronika Rosati), która również sobie niezobowiązująco flirtuje raz z Pawłem, raz z Kamilem, ale jakoś jej nie wychodzi. <hahaha>
A dziwisz się? Z taką konkurencją jaką tam ma? :hahaha: W tej materii jednak najlepsza jest Madzia ;D
-
A dziwisz się? Z taką konkurencją jaką tam ma? :hahaha: W tej materii jednak najlepsza jest Madzia ;D
Paweł mógłby być z Anką, a Madzia z Kamilem i wszyscy byliby zadowoleni. Aż niemożliwe, że scenarzyści przeoczyli taką możliwość. <mowca>
-
Ale on jakoś do Anki nie pasował.
-
Dzisiaj też udało mi się obejrzeć :D.
Więc tak:
- Kinga wyprowadziła się z domu, a Piotrek dalej obstaje przy swoim, że Ola nic złego nie zrobiła i była tylko pretekstem do wyprowadzki Kingi, jak to określił, katalizatorem. Brawo, brawo dla tego pana...
- Boguś! :zawstydzony1: Jaki on jest słooodki. Szkoda, że on również odszedł z serialu...
- Ach, ta Madzia i jej rozwścieczenie smsem od Kingi. Rzeczywiście, miała się do czego przyczepić :D.
Madzia ma teraz misję, ciekawe czy Paweł da się wciągnąć w jej plan. Zamierza pogodzić Zduńskich, bo jak to określiła, "tyle rozpieprzonych związków wokół, może chociaż ten da się uratować" + mina Pawła. <hahaha>
Właściwie, to cały odcinek opierał się na tym, że Kinga wyprowadziła się z domu i wszyscy są niezadowoleni z tego powodu, ale chyba najmniej Piotrek, który dalej nie rozumie, dlaczego tak się stało. Nie widzi w tym swojej winy czy Olki... no tragedia jakaś.
-
Mnie to ręce opadały widząc jak Piotruś daje się zmanipulować. Najlepsze jest to, że niemal do końca miał szlachetne intencje (naprawdę chciał pomagać koleżance) i jakoś nie liczył na nic dla siebie z tej relacji, np. nie było jego celem zafundować sobie romansik. W przeciwieństwie do brata trochę mało znał się na życiu i na kobietach. :(
Ale w końcu tyle osób mu sugerowało, że robi nie fair, to powinien się chociaż zastanowić.
-
Wczoraj było troszkę Zduńskich, a bardziej Kingę pokazywali, która już żyje w swoim telewizyjnym świecie. Kamil próbował, że tak powiem, obrać odpowiednią strategię. Został wysłany przez Magdę, aby z nią porozmawiał, ale stwierdził, że Kinga bardziej się przed nim otworzy, jeśli to ugra tak, że niby chciał tylko z nią pogadać, o niczym. Fajnie to wymyślił. <brawo> Szkoda, że nie przyniosło rezultatu. W ogóle, z Piotrkiem też mógłby ktoś porozmawiać, np. Paweł. Przyznam, że ten wątek ze skłóconymi Zduńskimi robi się powoli nudny i cieszę się, że w dzisiejszym powtórkowym odcinku ich nie było.
A co było? Wiecznie uciekająca Gosia przez Stefanem, która zupełnie nie sprawdza się w roli żony. Błagam, niech ta para się w końcu rozejdzie i niech Stefan zwiąże się z Elką, bo Gośka mnie wkurza swoim zachowaniem. Specjalnie przyjechała do Gródka, by prosić męża o pożyczkę. A to idiotka! A on tak ją kocha i tęskni. Po co za niego wychodziła? Ona zawsze myślała tylko o sobie. :zla:
Było też o Reni i tym, że ma wrócić do pracy, a Robert był oburzony, że nie spytała go o zdanie. Nie wiem, co o tym myśleć.
No i Magda, siostra Jacka, wróciła z Radomia, bo ją kochaś zostawił. Marta pomogła jej i pozwoliła odpocząć w jej starym mieszkaniu. Myślę, że bardzo ładnie postąpiła.
-
Wiecznie uciekająca Gosia przez Stefanem, która zupełnie nie sprawdza się w roli żony. Błagam, niech ta para się w końcu rozejdzie i niech Stefan zwiąże się z Elką, bo Gośka mnie wkurza swoim zachowaniem. Specjalnie przyjechała do Gródka, by prosić męża o pożyczkę. A to idiotka! A on tak ją kocha i tęskni. Po co za niego wychodziła? Ona zawsze myślała tylko o sobie. :zla:
Ona zawsze była zapatrzona tylko w siebie, swoje relacje z ludźmi układała na zasadzie kto się jej bardziej podporządkuje. Do tego dochodzi niestałość w uczuciach i egoizm. No i ulgowe traktowanie ze strony Lucka, który za swoją "Myszkę" pewnie by skoczył w ogień.
Zawsze podejmowała decyzje arbitralnie, bez liczenia się z kimkolwiek, na zasadzie "postanowiłam i już!".
Samo to, że w tak młodym wieku miała trzech mężów o czymś dobitnie świadczy.
-
Mintku, a Stefan naiwny i głupiutki, że tak za nią wypatrywał, że tęsknił, prosił się. Księżniczka nie raczyła nawet oddzwonić do niego. Ale czy winę za jej zachowanie ponosi Lucek? Bardziej ona sama. Ma swój mózg i wie, że każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje. Ciekawe, o czym myślała, wychodząc za Stefana?
-
Mintku, a Stefan naiwny i głupiutki, że tak za nią wypatrywał, że tęsknił, prosił się. Księżniczka nie raczyła nawet oddzwonić do niego. Ale czy winę za jej zachowanie ponosi Lucek? Bardziej ona sama. Ma swój mózg i wie, że każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje. Ciekawe, o czym myślała, wychodząc za Stefana?
Lucek po części ponosi za to winę. Nie wiadomo jak wyglądało jej dzieciństwo, śmiem twierdzić, że "Myszka" była prostu przez Lucka rozpieszczana, izolowana od świata i tak dalej.
Musiało coś takiego być, bo zazwyczaj dzieci z rodzin wielodzietnych (tak jak u Mostowiaków) to co jak co, ale raczej nie są egocentryczne i egoistyczne.
Co myślała jak wychodziła za Stefana? Pewnie nic złego, moim zdaniem to jakoś tak "samo wyszło". Nie kochała go, to jest pewne.
Stefan to taki trochę "safanduła". I pechowiec. Z Gośką mu nie wyszło, Jolka mu sprzed ołtarza prysnęła, żal mi go było. Choć potem się nieco "wyrobił" trzeba przyznać.
-
Cóż, ja Gośki nigdy nie lubiłam, od początku była to postać wg mnie, najgorsza z całego serialu, która wcale nie jest dobrze grana przez Koroniewską (aktorka z niej żadna). Zawsze lubiła wykorzystywać facetów, szczególnie, jeśli chodzi o kasę. Była przez długi czas szczęśliwa z Tomkiem, ale narobiła długów, a teraz ucieka z byłym mężem. Bardzo mnie zastanawia, skąd taki wątek się w ogóle pojawił, to całkiem niespodziewane przecież. Tak nagle się ponownie zakochała w eks, tak że rzuca wszystko i wyjeżdża? A przy tym, kłamie jak z nut. Korona by jej z głowy nie spadła, gdyby uczciwie powiedziała, że odchodzi od męża.
-
Bo w tym przypadku aktorka zdecydowała, ze odchodzi z serialu "już natychmiast" to scenarzyści musieli coś takiego zmajstrować.
Michał to też postać niejednoznaczna, ma "za uszami", krętacz i manipulator.
-
Bo w tym przypadku aktorka zdecydowała, ze odchodzi z serialu "już natychmiast" to scenarzyści musieli coś takiego zmajstrować.
Michał to też postać niejednoznaczna, ma "za uszami", krętacz i manipulator.
Czytając poprzednią wypowiedź, mam wrażenie, że jednak zbyt surowo oceniłam Gosię. Jest jaka jest, nie twierdzę, że to kobieta, z której należy brać przykład, bo niejednokrotnie pokazała się, niestety, od tej gorszej strony. Ale gdy dzisiaj obejrzałam odcinek 999, to jednak przekonująco brzmiała z tym, że jedzie pracować, a nie wiązać się na nowo. Przy czym, chyba źle zrozumiałam jej intencje, bo wyjeżdża ze względu na problemy finansowe. Jasne, że szkoda zostawiać dziecko i męża, ale coś za coś... Nie pochwalam jej wyboru, ale też nie chcę jej krytykować. Podobnie, co Lucka, który poparł jej decyzję. Przecież jest dorosła i to od niej zależy, co ostatecznie zrobi, nikt jej nie może czegoś zakazywać. Może ewentualnie podpowiedzieć, co zrobić.
Jeśli chodzi o nią i o Stefana, pamiętajmy, że była wtedy jeszcze smarkulą, a przynajmniej, tak się zachowywała. Przyjaźniła się z, moim zdaniem, nieodpowiednią osobą, czyli Izką, która tkwiła w toksycznym związku. Po prostu nie dobrała się ze Stefanem. Szkoda go, ale z drugiej strony, to pewna nauczka dla niego, żeby nie wiązać się z karierowiczkami. Gośkę od początku ciągnęło do wielkiego miasta.
-
A ja uważam, że wcale jej ostro nie oceniłaś. W jej przypadku nie ma żadnych okoliczności łagodzących. Żadnych. Nawet długi niczego nie usprawiedliwiają. Co to w ogóle jest za małżeństwo, gdzie jedno nie wie co robi drugie? Dlaczego ona w ogóle ukryła wszystko przed Tomkiem? I, na Boga, dlaczego chociaż nie poleciała do tych Stanów innym samolotem? W dodatku po scenach na lotnisku widać, że długo nie zejdzie jak Małgosia znajdzie się w łóżku Michała. <jezyk>
Będę ją krytykować. To egoistka, była nią i zostanie. Nie chcę myśleć jak czuje się Zosia. Oczywiście można znajdować setki argumentów dlaczego jej nie zabrała..a bo to trzeba zaraz szkołę, a bo to wtedy byłoby dwoje dzieci, a to koszty większe. Ja mam jeden argument - flirty z Michałem by nie mogły mieć miejsca, przynajmniej nie tak prosto jak teraz. Wojtek się raz dwa przyzwyczai do nowego tatusia. <jezyk>
Egoizm Gośki jest straszny. W dzisiejszym porannym odcinku było to widać jak na dłoni. Nie dość, że zajmuje pokój w mieszkaniu Marty...za darmo przecież (mało ważne, że Marta jest u Norberta), to jeszcze robi awantury, bo zatrzymała się tam Magda razem z dziećmi. I jeszcze jest wielce urażona, bo Stefan, którego nie kocha i ma gdzieś, nie chce jej dać pieniędzy na własny interes.
Taka to jest właśnie Myszka <histeryk>
-
Dodatkowo Gośka jest osobą mocno trudną we współżyciu z innymi. Na każdą najlżejszą krytykę swoich poczynań reaguje agresywnie, nie przyjmuje nic do wiadomości. Ważne jest tylko to co ONA sobie postanowiła, zero kompromisów i ustępstw. Nie liczy się z nikim i z niczym. Obserwowaliśmy to dziesiątki razy.
-
Gosia, Gosia... Dalej obstaję przy swoim, że to najgorsza postać w serialu :D. Kożuchowska mogła zostać, a odejść mogła Koroniewska. Przynajmniej już by nie było "tato, ale co ja mam zrobić teraz, chlip", jak naważyła piwa.
Nie mniej jednak, w serialu gra od początku, a ja mam sentyment do tych ważnych postaci, więc będzie mi jej brakować - nie na tyle, aby jakoś tęsknić czy przeżywać jej odejście, ale jednak troszkę szkoda.
Mam krótką pamięć i dokładnie nie pamiętam, co ostatnio było w powtórkach, pamiętam tylko, że Piotruś całował się z Olą, która swoją drogą, niemal siłą włożyła mu język do ust. Gratulacje za odwagę i głupotę.
Podoba mi się wątek Marty i Norberta, szkoda, że tak nie zostało po dziś dzień... A czy Was też irytuje Ulka i jej wieczne czepianie się Marty?
-
Mnie Ulka bardziej śmieszy niż wkurza. Jej miłość do Jacka to naprawdę tragiczna historia. Najpierw Jacek był z nią, bo nie mógł być z Martą, a teraz z nią nie jest, bo...nie chce? A Ulka sobie coś ubzdurała, ale z tego, co pamiętam Ula pogodzi się z mężem, a Jacek będzie z...Olą. :D Gdy oglądałam wątek Marty z Norbertem to nie przepadałam za nim. Teraz uważam, że Marta jest słodka, że chce tak wszystkim pomagać. Denerwują mnie tylko miny jakie strzela Norbert. :/ Rafał jest taki dobry i kochany, a do Jacka zawsze będę mieć sentyment.
-
Ulka też mnie śmieszy, dobrze, że w porównaniu z innymi bohaterami, nie zagościła w serialu na długo i zniknęła chyba w tym samym momencie, co Jacuś xD. Brakuje mi co prawda w nowych odcinkach, wątku Marty jako sędziny... w powtórkach jeszcze pojawiała się na korytarzu (zazwyczaj była przy niej Ulka, która prawie zawsze miała do niej jakieś pretensje, lol) oraz jej eks, Rafał. Ale to było nawet fajne, pewna odskocznia od scen w mieszkaniach czy przychodni. O, właśnie, przychodni też mi brakuje. Może nie Reni oraz pobocznych bohaterów, ale Marysi jak najbardziej.
Oglądałam dzisiaj powtórkę, ale zanim do niej przejdę, chciałabym zwrócić uwagę na coś innego. Jak pewnie pamiętacie, Iza (koleżanka Małgosi) przeszła przez próbę samobójczą. Zastanawia mnie tempo, w jakim to się stało. Wydaje mi się, że Gosia tylko chwilę rozmawiała w samochodzie ze Stefanem, nim poszła do niej na górę. Obstawiam, że to było najwyżej 10 minut, chociaż stawiałabym bardziej na kilka minut.
Jak więc w tak krótkim czasie Iza mogła podciąć sobie żyły (tak, że leżała nieprzytomna) i nalać wody do wanny? W sumie, mniejsza o wannę, bo mogła prędzej przygotować kąpiel, ale sądzę, że nim człowiek straci wystarczającą ilość krwi, by doprowadzić organizm do omdlenia, musi minąć trochę więcej czasu, niż kilka minut. Nie uważam, aby ta scenka mogła być prawdopodobna. Niemal, jak z serialu kryminalnego, dzielny Stefan wyważa drzwi (tu podkreślę- za pierwszym razem, bez żadnego kłopotu), no i Izka leżąca w zakrwawionej wannie. Może się czepiam, ale scena zawiera w sobie więcej komizmu, niż dramatu w moim odczuciu.
Natomiast, co do wątku Marta&Norbert, uważam, że jest to świetny czas dla Marty. Chodzi uśmiechnięta, jest wypoczęta, no i pamiętajmy, ze to ten okres, kiedy chodzi w ciąży z Anią ;). I powtórzę się, szkoda, że tak nie zostało do dzisiaj, nie żebym miała coś do Andrzeja, jednak w ich obecnym życiu pojawia się mafia, tudzież inne problemy, a wtedy to była po prostu sielanka. <zakochany>
Jacka mi nie brakuje w serialu, podobnie co Rafała, ale Norberta jak najbardziej. Z tym, że twórcom serialu skończyły się pomysły na byłych Marty. Gdyby stało się tak, że rozstałaby się z Andrzejem, to i on po jakimś czasie zniknąłby z serialu, czego bym nie chciała.
Wracając do dzisiejszej powtórki (w końcu! :D), mam mieszane uczucia co do rozmowy w kawiarni Zduńskiej oraz Filarskiej z Piotrkiem i Kingą. Z jednej strony, to dobrze, że chcą zadbać o te małżeństwo, w odróżnieniu od Filarskiego i tą jego gadką "A nie mówiłem?", z drugiej, nie sądzę, aby to coś pomogło. Dopóki Piotrek nie zrozumie, że to przez niego Kinga się wyprowadziła, a także przez podrywającą go blondynę.
-
Piotrek prezentuje typowo męski punkt widzenia. Facet zawsze jest najmniej winny ;)
Jeśli chodzi o Martę i Norberta to ja nie mam takiego optymistycznego zdania. Marta wygląda, jakby chciała być szczęśliwa na siłę. Widać, że jest szczęśliwa, ale wydaje się, że wystarczyłby jeden ruch ręką i by się wszystko rozsypało. Więcej życia w sobie miała Marta na początku znajomości z Andrzejem...o czasach z Jackiem czy Rafałem nie wspomnę.
Jak to nie było historii kryminalnych w życiu sędzi Marty? :o A Radomska? A napad bandziora, który mało jej nie wysłał na tamten świat? (w efekcie straciła tylko pamięć, co perfidnie wykorzystał Norbert).
Nie jest winą ani mafii ani Andrzeja tym bardziej, że Marta jest teraz bardzo rozmemłana. ::)
Pamięta ktoś, skąd Hanka znała Gałązków? Chcieli ją adaptować? Dlaczego tego nie zrobili? <bezradny>
-
Radomska to stara historia ;P. A chodziło mi o to, że w obecnych odcinkach nie ma już takich historii... Mi tego brakuje.
Ja Martę generalnie lubię, nie jest to postać, która mogłaby irytować. No ok, mogłoby w niej irytować to, że czasem boi się sięgnąć po szczęście, ale czy to jest dziwne? Wg mnie nie, bo przeszła przez wiele nieszczęść w życiu... Najpierw Norbert, który ją zostawił, potem Jacek. Nie pamiętam, czemu się rozstali, podejrzewam, że to przez fakt, iż Jacek popadł w hazard? Popraw mnie, jeśli się mylę ;P. Potem był Rafał, który zostawił ją na pół roku. Dość, że tęskniła, to jeszcze nie była pewna, czy w ogóle zobaczy ukochanego. Potem był znowu Norbert, który zyskał jej zaufanie. Oboje zdali sobie sprawę, że tak naprawdę cały czas się kochali (przyznam, że to tekst rodem z Harlequina, ale brzmi to całkiem uroczo). Teraz Marta jest szczęśliwa z Andrzejem, ale ten też ma swoje za uszami. Każdy facet Marty w jakimś stopniu ją skrzywdził. Andrzej ją zdradził, niestety, ale to, że potrafiła to wybaczyć, świadczy o jej dobrym sercu. Nie wiem, czy sama wybaczyłabym coś takiego. Marta tylko raz zachowała się nieuczciwie, kiedy pozwoliła na to, aby Tomek ją pocałował. Oboje zachowali się nie w porządku, ale tutaj będę Marty bronić, bo była w trudnej sytuacji, psychika nie wytrzymała, tak bywa. Nie mam do niej o to żalu, bo to było jednorazowe, poza tym Marcie było strasznie trudno żyć ze świadomością, że rozwaliła małżeństwo siostrze. Na szczęście, panie się pogodziły i w ten sposób wszystko wróciło do normy. Pamiętajmy, że ma jeszcze stresującą pracę, parokrotnie miała poważne problemy, i można powiedzieć, że jej życie wisiało na włosku.
Teraz twórcy serialu zdecydowali ufundować odbiorcom powtórkę z rozrywki... Marta niedawno strzelała do jakiegoś bandziora, a z tego, co pamiętam, w starych odcinkach była już tego typu sytuacja.
To, co mnie najbardziej irytuje w Emce, to to, że niepotrzebnie fundują niektórym bohaterom istny rollercoaster z życia. Pawełek ciągle pojawia się na horyzoncie, gdy gdzieś widzi Madzię, jest o nią zazdrosny. Był taki okres, że Kamil i Paweł rywalizowali o jej względy, a w efekcie, nikogo nich nie miała, smutne.
Piotrek, owszem, zachowuje się podle, jak typowy facet. Ale Kinga nie jest lepsza, chociaż prawda, większa wina leży po stronie Piotrka.
-
Radomska to historia, Norbert to też historia. <slucha>
Pisałaś, że męczą Cię historie z mafią, bo kiedyś Marta miała sielankę. Otóż przeważnie jej nie miała. Wręcz teraz zaczęłam się zastanawiać, że się wszystko uspokoiło, że żaden bandzior nie chce się mścić itd. <boi_sie>
Co do Jacka. Popaść w hazard to jedno, wyjechać do innego kraju i nie raczyć zadzwonić, to druga sprawa. Poza tym wcześniej wyszła sprawa z bezpłodnością Jacka, co nieco nadwyrężyło wspólne więzi. W tej sprawie to też dziwna sprawa - bezpłodny Jacek i zapłodniona szefowa - Iwona... <mysli>
-
Radomska to historia, Norbert to też historia. <slucha>
Pisałaś, że męczą Cię historie z mafią, bo kiedyś Marta miała sielankę. Otóż przeważnie jej nie miała. Wręcz teraz zaczęłam się zastanawiać, że się wszystko uspokoiło, że żaden bandzior nie chce się mścić itd. <boi_sie>
Szczerze mówiąc... też nie bardzo pamiętam sielankę u Marty... W zasadzie to pamiętam brak sielanki :) Początki z Jackiem zapowiadały się optymistycznie, ale tam zawsze były problemy... Przecież zanim stanęli na ślubnym kobiercu, to się kilka razy rozstali... Ten bandzior, co ją napadł przy samochodzie, szpital, w którym leżała dość długo, zaniki pamięci, uzależnienie od leków, moment, w którym mały dowiedział się, że jego ojciec żyje, dodatkowo wszystkie problemy z Norbertem. Z Rafałem też nie było sielanki, bo z jej strony nie było tak naprawdę uczucia i jednak ich związek nie był szczery - ona mocno wyniszczona przez Jacka i Norberta, on beznadziejnie zakochany. Pamiętam taki moment, kiedy chciał z nią i z Łukaszem wyjechać na weekend, a ona na niego nawrzeszczała i uciekła mu z mieszkania :P Albo to, jak dała mu do zrozumienia, że z tego nic poważnego nie będzie i to wtedy, kiedy on myślami był przy ślubie. Wypadek Norberta też jej trochę 'dołożył do pieca', zresztą... ich małżeństwo to była bardzo pozorna sielanka, bo tak naprawdę Norbert w domu był marudny, nie potrafił się odnaleźć w braku pracy, a potem znowu wyjechał i sobie Marta była z dwójką dzieci. A co było później? Później była żałoba, pojawienie się Szymona, który ją wspierał, pomagał jej w najtrudniejszych momentach, kiedy musiała oddać swoje dzieci w bezpieczne miejsce i miesiąc mieszkała całkiem sama, bo prowadziła jedną z najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych spraw.. Te całe zawirowania z Tomkiem, awantury z Gośką... Marta zdecydowanie nie miewała sielanki, a nawet jeśli miewała, to taką baaaardzo chwilową :)
-
W tym serialu nikt nie ma tak naprawdę sielanki, bo w życiu raz jest dobrze, raz źle. Ale bohaterowie są poddawani bardzo ciężkim próbom... Paweł- miłość do kuzynki (taka "zakazana"), próba samobójcza, liczne niepowodzenia z kobietami, w efekcie rozwód, teraz zadręczanie się szukaniem gwałciciela... Gosia- liczne romanse, niewłaściwe wybory, no ale tej postaci nie będę analizować, bo gdzieś już o niej pisałam. Marek - śmierć żony, to rozumie się samo przez się. <mysli> Już nie wspominając o Marcie. Marysia- tu również śmierć pierwszego małżonka, kłopoty z przychodnią, itd. Kto w tym serialu tak naprawdę jest szczęśliwy? Chyba tylko seniorzy rodu.
W sumie, jestem takim TYPEm osoby, która cieszy się ze szczęścia innych i nawet, jeśli na ekranie pojawia się tylko chwilowa sielanka któregoś z bohaterów, to ja się w duszy raduję. Bo to w końcu M jak miłość ^^. Szkoda, że coś mało tej miłości w nowszych odcinkach, a jeśli już miłość, to czysto fizyczna.
Lubię ten moment, kiedy Paweł był z Madzią i leżeli sobie na sianie w Grabinie... Ale to już wszystko przeszłość i to jest straszne, bo pasowali do siebie. <histeryk>
-
Klara to się cięła przez Norberta czy jak? <mysli> Nigdy go nie lubiłam, niepełnosprawność w tym temacie niczego nie zmieniła :P Tylko czy ze strony Klary tutaj nie miała miejsce jakaś manipulacja? Właśnie nie pamiętam tego wątku zbyt dobrze. Czy poszło tylko o to, że ja zostawił? Dla Marty?
-
Ten wątek nie był bardzo istotny dla fabuły, ale z tego, co pamiętam, relacje między Klarą a Norbertem wybiegły poza stosunki wykładowca- studentka. Klara zakochała się w Norbercie, mu też się wydawało, że ją kocha (chociaż nie przypominam sobie, aby padły z jego ust jakieś deklaracje). To był czas, kiedy Marta była z Rafałem. Norbert był właściwie zdesperowany. ::) Chyba Klara mu pomogła w pewnej sprawie (załatwiła mu próby koszykówki) i Norbert miał wobec niej dług wdzięczności. Po tym, jak ją zostawił dla Marty, Klara początkowo była zdruzgotana i chciała się mścić. No i zemściła się - powiedziała o wszystkim ojcu, który jest dziekanem uczelni. Norbert mógł mieć problemy, gdyby nie to, że Klara w efekcie załagodziła sytuację. A manipulowała nim przez krótki okres czasu, chciała wziąć go na litość, ale nie pamiętam, aby się cięła. W tej specjalności lepsza jest Izka.
-
Nie wiem co mi się ubzdurało z tym cięciem się Klary. Po prostu chyba stwierdziłam, że dopiero sprawa takiej wagi popchnęłaby Norberta do rezygnacji z pracy na uczelni. Owszem, zrobił świństwo (jak widać Klara nie lepsza), ale takie świństwa, niestety, robi sobie większość dorosłych ludzi. Gdyby tak każdy chciał z tego powodu rzucać pracę... <mysli>
Tylko że tutaj jest jeszcze inna sprawa. Trzeba napotykać wzrok dziekana . Widocznie nawet Norbert tego nie mógłby znieść. <slucha>
-
Wydaje mi się, że zaangażowanie płynęło raczej ze strony Klary, to tak naprawdę były jakieś tam spotkania przy kawie, dzielenie się zainteresowaniami... Bodajże przez krótki okres czasu coś się wykluwało, Norbert czuł do niej miętę, ale potem Marta pojawiła się na horyzoncie wraz z jej kłopotami ze zdrowiem. Norbert miał wyrzuty sumienia względem Klary, Marta wahała się, czy się z nim związać, bo brała pod uwagę jej uczucia. A co do tej sprawy z dziekanem, to Klara wytłumaczyła ojcu, że Norbert do niczego jej nie zmuszał, że się w nim zakochała i nie ponosi on za to winy. No i to tyle chyba :D.
-
Dzisiaj rozwaliła mnie jedna scena. To tak a'poropos Mareczka i jego ciągłej niedojrzałości.
dzisiaj Mareczek zrobił sobie wolne od pubu, żeby pobyć z rodziną, to znaczy z piwem przed telewizorem. Było to pokazane czysto humorystycznie. Nawet to, że to Basia wiecznie była za synusiem a Lucek go chciał temperować, było pokazane jako coś do pośmiania się. Tylko... czyżby?
Owszem, ktoś może powiedzieć: "A Lucuś miał słabość do Myszki". Prawda to <tak> Tylko że Lucek w pewnym momencie się na Myszy bardzo zawiódł i przestał być taki nieobiektywny a Basia nawet po tym jak Mareczek zdradził Hankę, nie przestała uważać syna za chodzącą, nieskazitelną doskonałość. Owszem, skrzyczała go, stanęła po stronie Hanki, ale w dalszym ciągu nie uczyła go odpowiedzialności za swoje postępki.
I moim zdaniem, dzisiejsza scena w Basią usługującą synkowi i dogryzającym Luckiem, świetnie cały problem obrazuje. <tak>
-
Szczerze, to jak patrzę na Hankę, to nie dziwię się, że aktorka odeszła z serialu. Hanka była mdła, nudna i przewidywalna. Aczkolwiek, twórcy mogli zastąpić aktorkę kimś innym, jeśli już nie chciała grać w serialu, ale to tak na marginesie.
W tych starych odcinkach wątek Mareczka i Hanki najmniej mnie ciekawi, bardziej stawiam na Kingę z Piotrkiem oraz Madzię, Kamila i Pawła. Dzisiaj Madzia przyznała się Kindze na ich wypadzie, że kocha nadal Pawła, ale Kamil podoba jej się jako facet, czysto fizycznie. To obu coś czuje. I jak to pogodzić? <slucha>
-
Hanka mdła? NIGDY! Oczywiście między nawróceniem Hanki, zajściem z Marcinem a historią z chorobą Mareczka i Grażynką, chorobą alkoholową ta postać nie ma wiele do powiedzenia...no oprócz ratowania świata. Czasy fundacji to nudne czasy, ale nie można powiedzieć, że Hanka jest mdła :)
Dzisiaj Madzia przyznała się Kindze na ich wypadzie, że kocha nadal Pawła, ale Kamil podoba jej się jako facet, czysto fizycznie. To obu coś czuje. I jak to pogodzić? <slucha>
Szkoda, że nie było w pobliżu Andrzeja. On by jej na pewno doradził co robić ::)
Pawła kocha, ale nie podoba się jej czysto fizycznie? <mysli> To czymże jest miłość? Może powinna wyróżnić co konkretnie kocha <bezradny>
-
No właśnie, to takie czasy, w których odbieram Hankę jako mdłą postać, mało ciekawą ;P. Pewnie niedługo ulegnie do zmianie. Hanka miała wówczas zadziwiającą misję ulepszania świata. <buja_w_oblokach>
Co do Madzi, drażni mnie w niej takie niezdecydowanie, jak wiemy, ucierpi na tym sporo. Gadki w stylu: "Obawiam się, że Paweł nie będzie umiał mi ponownie zaufać" można wsadzić między bajki. On ma się starać o nią po tym co zrobiła? Księżniczka... gdyby tylko chciała i NAPRAWDĘ go kochała, zrobiłaby wiele, aby Paweł jej wybaczył i zaufał. A to flirtowanie to z jednym, to z drugim... wydaje mi się, że Madzia po prostu lubi być w centrum uwagi. A jednak mam do niej słabość, próbowałam z tym walczyć, ale się nie udało. Cóż, lubię tą wredną małpę, no. <bezradny>
Wszystko się chyba zmieniło w jej sercu po Paryżu. <serce> To był czas, kiedy Paweł ją olał, urwał kontakt (nie dziwię mu się), to poleciała do Kamila, który nie krył uczuć do niej i wyznał miłość.
-
Dzisiaj pojawił się ten kolega Lucka, co to na prowadzeniu restauracji zjadł zęby. Do tego wszędzie był, wszystko widział i ściemniać potrafi jak mało kto. Jeszcze chwila a by Baśka nie trafiła z pierogami do talerza :D Pewnie brzydka jak noc Kisielowa też by się zaczęła nim zachwycać, gdyby miała sposobność ;D
Do kobiet czasami wystarczy inaczej zacząć mówić i otwierają się z nich nieznane pokłady. ;D I często gęsto muszą się na tym przejechać :P
Kinia się z Piotrusiem pogodziła, choć ta sytuacja z obrączkami...nikomu to potem nie przyniosło pecha? <mysli> ;D
-
Dzisiejszy odcinek, powiem szczerze, bardzo mi się podobał! A to wszystko dzięki Egonowi Rogala.
Tekst sezonu:
- Ta moja brzydka jak noc żona, blablabla (Kisiel)
- Nie ma brzydkich kobiet! Czasem tylko piwa brak. (Egon) <smiech> Rozbroiło mnie to, ktoś, kto wymyślił ten tekst jest dla mnie mistrzem. <brawo>
Kinia z Piotrem pogodzili się, owszem. Ale ile z tego było na potrzeby chwili (ślub, kolacja, romantyzm, muzyka), a ile tak naprawdę z tego wyniosą na przyszłość... Wszystko ładnie wygląda, ale odbudowa zaufania to nie jest łatwa i przyjemna sprawa. Łatwo powiedzieć "Zacznijmy od nowa", ale w praktyce to się często rozmija. Nie mniej, życzę im powodzenia.
Szkoda mi było Kamila, widać, że bardzo cierpi przez Madzię. :/ Wredna małpa! "Zjesz ze mną zupę?", straszne...
-
Nie ma brzydkich kobiet! Czasem tylko piwa brak. (Egon) <smiech> Rozbroiło mnie to, ktoś, kto wymyślił ten tekst jest dla mnie mistrzem.
Ja bym autorstwo przypisała temu panu:
Shakin Dudi - Och, Ziuta (http://www.youtube.com/watch?v=QGPD22EReS8#)
W oryginale jednak chodzi o wino, no ale przecież sens zachowany zostaje.
A mnie się Egon zawsze wydawał z lekka przemądrzały, więc go nie lubiłam. Jestem ciekawa ja to będzie po latach ;D Co do wielu bohaterów w sumie zmieniłam zdanie :)
-
A o jakich bohaterów chodzi? :P Egona nie pamiętam za bardzo, jak na razie zapowiada się nieźle.
-
A na przykład o Baśkę. Zawsze ją uważałam za mądrą, odpowiedzialną, rozsądną, sprawiedliwą kobietę, która to nikogo nie ocenia po pozorach i generalnie daleka jest jej hipokryzja. Nawet miałam za złe oczernianie jej przez moich adwersarzy :D Oczy otworzyły mi się po latach. dzisiaj ciężko mi znaleźć jakieś dobre coś, co mogłabym na jej temat powiedzieć. Chociaż... no faktycznie, liczy się dla niej rodzina i o nią dba. :P
O błędy wychowawcze się (zwłaszcza Marek) już nie czepiam :P
-
Do Basi, o dziwo, nic nie mam. Dla mnie to typowa matka, babcia, teściowa, co się martwi za wszystkich, myśli najpierw o innych, potem o sobie. Może mam wysoki próg tolerancji, ale naprawdę nie sądzę, aby ta postać była zła :).
-
Do Basi, o dziwo, nic nie mam. Dla mnie to typowa matka, babcia, teściowa, co się martwi za wszystkich, myśli najpierw o innych, potem o sobie.
No i właśnie o tych innych czasami chodzi, bo za bardzo się o tych innych martwi, próbując ich oceniać, zmieniać, pouczać i rozgrzeszać. Może kiepski to przykład, ale na tapetę wezmę przykład Anki. Oczywiście Anka to niezrównoważona osoba, która perfidnymi kłamstwami w żywe oczy próbuje coś dla siebie ugrać, niszcząc miłość Marka i Ewy.
Wróćmy jednak do początku, kiedy Anna pojawia się w życiu Hanki. Po latach synowa Basi odnajduje swoją jedyną, pozostałą przy życiu, rodzinę i się mimo wszystko cieszy, ale Basia tego uszanować nie bardzo potrafi. A po co ta kryminalistyka tu przyszła? A po co widuje się z Hanką? I ciągle to nagabywanie Marka o to samo. Nie wspominając o cierpkich słowach pod adresem Anki osobiście.
I nawet jeśli Anka nie była ideałem, bo daleko jej do tego nadal, to jednak Hanka tutaj powinna decydować jakie stosunki utrzymywać będzie z własną siostrą a Basia stulić dziubek i to uszanować, nawet jeśli miała sporo racji
Niestety Basia Mostowiak jak się na kogoś zaweźmie to już koniec.
Podobnie ma/miał Filarski, tyle że on chyba jednak nie był hipokrytą <mysli> Chociaż....
-
Z tym się zgodzę z Tobą. W tej konkretnej sytuacji Basia nie zachowała się w porządku, ale miała do tego powód. Zaś Filarski kierował się uprzedzeniami w stosunku do Piotrka oraz wydumanymi oczekiwaniami. Z tych dwóch postaci, to zdecydowanie Filarski bardziej działa mi na nerwy.
-
Ile razy Marta całowała się z Tomkiem? (albo też pocałowała Tomka) Myślałam, że raz i że to miało miejsce przed blokiem, w którym już oboje mieszkali. Czy ktoś pamięta taką sytuację w ogóle, okoliczności takie?
Dzisiaj rano byłam mimowolnym świadkiem takiej sceny...ale wtedy Tomek wiózł Martę z lotniska chyba <mysli> Może to był ten raz a ja po prostu okoliczności pomyliłam? <mysli> Pamięta ktoś i może rozjaśnić kwestię? :)
-
Dzisiaj rano byłam mimowolnym świadkiem takiej sceny...ale wtedy Tomek wiózł Martę z lotniska chyba <mysli> Może to był ten raz a ja po prostu okoliczności pomyliłam? <mysli> Pamięta ktoś i może rozjaśnić kwestię? :)
No moim zdaniem tez było to raz, pamiętam, że w tle była jakaś katastrofa lotnicza, na punkcie której Marta dostała krótkotrwałego zajoba, ale szczegółów nie pamiętam.
-
Czyli to co było dzisiaj. Nie wiem dlaczego ubzdurała i się jakaś całuśna scena pod blokiem <mysli> A Marta? Tak, prawie dostała zajoba, co nie jest aż tak dziwne skoro mało co nie zginęła w katastrofie i ta okoliczność mogła ją usprawiedliwiać (bo zdaje się, żę Gośka była tą wieścią oburzona <mysli>).
-
Wydaje mi się, że do pocałunku doszło, kiedy zatrzymali się przy drodze. W tle jakieś pole, las... ;D
mało co nie zginęła w katastrofie i ta okoliczność mogła ją usprawiedliwiać (bo zdaje się, żę Gośka była tą wieścią oburzona <mysli>).
Niby tak, ale czy naprawdę jest to jakiekolwiek usprawiedliwienie? Rzeczywiście pierwszą jej reakcją musiało być rzucanie się na kogo popadnie? Marta sama była sobie winna, że siostra miała do niej pretensje. Owszem, było mi jej szkoda, bo Gośka zareagowała dość agresywnie, kompletnie też odsunęła się od niej, jednak cały czas mam na względzie jedną rzecz: na miejscu Gosi w tym momencie nie chciałabym być. Co sobie w danej chwili myślał Tomek? Miał kolejne Marzenie? Wierność, to wierność.
-
Oni nie zatrzymali się w łysym polu ot tak po prostu. Wylądowali tam, kiedy Tomek gwałtowanie skręcił unikając zderzenia z innym pojazdem. A do zderzenia mało nie doprowadziła Marta, bo oślepiające światła jadącego auta przypomniały jej niedoszłą katastrofę i dostała zajoba. Wypadła z samochodu i biegła przed siebie. Tomek wybiegł i próbował ją uspokoić. Najpierw nią potrząsnął, potem ją przytulił i wtedy to się stało. Marta go pocałowała. On w sumie jej gwałtowanie nie odtrącił, ale sytuacja była taka, że właściwie nie posądzałabym Tomka o problemy z niewiernością ( w sumie nie pamiętam też, żeby z Marzeniem coś było..poza wzdychaniem). Problemy z wiernością miała za to Gośka i to od zawsze. Robi wojny to siostrze, to Marzeniu, to mężowi nr 3 czyli Tomkowi (trzy razy wychodziła za mąż czy coś pomyliłam? <mysli>) a potem bez słowa, w try miga wyjeżdża ze swoim mężem nr 1 i jednocześnie kochankiem i jakoś nie widać wyrzutów sumienia. No i ani siostra ani nikt inni nie może jej skrytykować, bo przecież to Myszka jest ::)
Dobrze, że sobie dzisiaj przypomniałam tę scenę, bo też potępiałam Martę a niezbyt pamiętałam okoliczności. A one winę jednak zmniejszają, chociaż nie eliminują...bo wiadomo, że nie powinno się to stać. Marta też pewnie dochodziła do siebie po śmierci Norberta , którego bliskości też jej brakowało.
-
Obecnie akcja oscyluje wokół procesu sądowego w sprawie mafii paliwowej, kiedy to orzekała Marta a bronił...Jędruś 8) Ciężkie początki, bo stoją oni po przeciwnych stronach barykady, ale miętę czuć od samego początku. Oczywiście zasadnicza Marta jest oburzona bezpośredniością i bezczelnością adwokata, który dzwoni wieczorem, by ją przepraszać za to, kogo i w jaki sposób broni :P
Do tego chora Myszka, opiekuńczy Tomek, handel jabłkowy Mateusza i Uli, Kinga tuż przed porodem Lenki, problemy Pawła z Majką szukającą matki, Madzia w przerwie misji na Deszczowej udziela wywiadu Marzenie czyli n jak norma :D
Niemniej jak tylko mam chwilę czasu rano to zawsze coś podpatrzę i jakoś mnie to nie nudzi, choć znam na pamięć.
-
Rozmowa Artura z Marysią w dzisiejszym odcinku:
"Gdybyś się ożenił z kimś innym miałbyś swoje dzieci, mógłbyś je kochać , rozpieszczać i patrzeć jak dorastają"
"Już ci mówiłem, że to ty jesteś całym moim życiem i niczego więcej nie potrzebuję"
"Tak się mówi, ale za rok...dwa.."
"Ani za rok, ani za dwa, ani za dwadzieścia" :)
I ślub Izy..nawet nie pamiętałam, że za mąż wyszła, ale to nie dziwne, bo była koleżanką Małgosi a ona ganiała od ślubu do ślubu i na niej się wszystko skupiło. Nawet bukiet Myszka złapać musiała..i proszę, jeszcze tego samego dnia doczekała się oświadczyn. Normalnie gwiazda.