Dyskutujesz.pl
Strefa telewizyjna => Prawo Agaty => Wątek zaczęty przez: Amaranth w Sierpień 31, 2012, 19:42:41
-
Były propozycję stworzenia takiego tematu ze względu na naszą bujną wyobraźnię, więc będę ta pierwsza odważna i daję swoje <soczek>
Krótkie, bo nie wiem czy temat się przyjmie. Kiedyś tam napiszę ciąg dalszy ;D Wczułam się w naszego Mareczka <tancze>
Tylko się nie śmiejcie ;D
Ding dong..
Sobota, godzina 7.00 rano, a do drzwi ktoś się niemiłosiernie dobija. Przez myśl przeszło mi tylko: co jest do cholerki?! Pali się, czy chcą mnie zamordować?!. Dzień wolny od pracy, a ktoś budzi mnie o 7 rano! Szczyt hamstwa i bezczelności. Z wielkim trudem podniosłem się z łóżka, wciągnąłem koszulkę i gacie, a w tym czasie ten ktoś mało nie rozwalił mi dzwonka.
Podchodzę do drzwi, otwieram i słyszę:
No nareszcie! Kochanie ile można spać?! Przecież jest środek dnia! Już myślałam, że coś Ci się stało! No wpuścisz mnie do środka, czy będziemy tak stać w progu?
No tak, przecież to było do przewidzenia, ale co ona robi z... z walizkami?
Kochanie, wyjeżdżasz gdzieś? - zapytałem bez namysłu, spojrzała na mnie jakbym jej powiedział, że ostatnio przytyła.
Postanowiłam, że razem zamieszkamy, to już chyba odpowiedni moment. Cieszysz się, Skarbie?
Zdębiałem. Dlaczego ja dowiaduję się o tym dopiero wtedy, kiedy Ona stoi w moim mieszkaniu z walizkami? Nie no, to mi się śni. Tak, to na pewno jest sen. Zaraz się obudzę i wszysto będzie po staremu.. Szlak! To jawa! Co ja mam jej powiedzieć? Coś chyba muszę, bo dziwnie na mnie patrzy..
Wspaniały pomysł! Wejdź, rozgość się. - co ja mówię?
Usiadłem na fotelu w salonie i patrzyłem jak Maria kręci się po mieszkaniu w poszukiwaniu miejsca na swoje rzeczy. Czekać tylko jak zaprosi tu swoją mamusię. Coraz częściej mam wrażenie, że jeszcze nie dorosłem do poważnego związku, nie nadaję się do wspólnego życia. O rany, a jak ona będzie chciała mieć dziecko? Wolę o tym nie myśleć.. muszę się uspokoić, bo zaraz zejdę na zawał.. w sumie, może to nie byłby zły pomysł. Ech.. a może się przyzwyczaję, może mi się spodoba takie wspólne życie. Może to Marysia jest kobietą mojego życia, może to będzie matka moich dzieci? Ciężkie jest życie mężczyzny..
-
Amaranth,
To jest cudowne! Tak idealnie oddaje Mareczka <3 Chcę więcej, co ja mówię, ja nie chcę... Ja stanowczo rządam więcej i to natychmiast! :D A żeby ci smutno nie było załączam swoją konkursową mini, którą zajęłam II miejsce w konkursie "Świata seriali" :D Tym razem tak jakby ja też występuje w roli Mareczka :D
Jesteś idiotą. Tak, tak jesteś idiotą. Pozwoliłeś jej wyjechać. To jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że wyjechała z nim. Pewnie robi mu teraz śniadanie. Podaje kawę i tosty, które wcześniej przygotowała, a on? On całuje ją w czoło i mówi, jaka jest piękna i jak bardzo ją kocha. Z tą myślą budzisz się każdego ranka i za każdym razem ta świadomość dobija cię coraz mocniej. Wstajesz. Upijasz łyk porannej kawy. Nie cieszy cię nic, odkąd nie ma jej przy tobie. Spędzasz wiele czasu samotnie, rozmyślając o tym jak potencjalnie mogłoby wyglądać wasze wspólne życie, gdybyś zrobił ten krok, gdybyś nie stchórzył. Godzinami potrafisz wpatrywać się w wasze wspólne zdjęcie, które działa jak bandaż na twoje obolałe serce. Pierwsze i ostatnie wspólne zdjęcie, które zostało wykonane podczas chrzcin Uli, córki Doroty. W tej chwili to zdjęcie jest dla ciebie wszystkim. Oboje uśmiechnięci trzymacie na rękach małe zawiniątko. Uśmiechasz się na myśl o wspomnieniu tamtej chwili, jednak twój uśmiech po chwili zanika, gdyż uświadamiasz sobie, że ona nigdy się nie powtórzy, że już nigdy nie będziesz miał takiego drugiego zdjęcia razem z nią i tym razem waszym dzieckiem. Twoja agonia trwa już pół roku. To już pół roku jak wyjechała, a ty nadal oskarżasz się o to, że pozwoliłeś, by cię opuściła. Nie możesz sobie tego wybaczyć. Nie możesz wybaczyć, że zasypiasz i budzisz się wśród pustych czterech ścian, że w kancelarii mijasz jej pusty pokój. Wychodzisz do pracy. Idąc ulicą mijasz tłumy ludzi, a wśród nich szczęśliwe matki z dziećmi prowadzącymi je jak codziennie do przedszkola. I po raz kolejny powraca świadomość, że ona nigdy nie będzie iść tak z twoim dzieckiem. W końcu docierasz na miejsce. Od progu wita cię chłód. Nie jest on dla ciebie nowością. Czujesz go każdego ranka i wieczora, gdy samotnie budzisz się i zasypiasz w swoim zimnym łóżku. Dzień spędzasz na kursowaniu pomiędzy sądem a kancelarią. Bierzesz każdą sprawę, nawet wręcz banalną, byleby tylko pracować, byleby tylko na chwilę zapomnieć? Zapomnieć o tym, że zawiodłeś, że przegrałeś najważniejszą sprawę swojego życia. Jesteś bezdomnym, mimo że posiadasz mieszkanie. Nie jesteś człowiekiem. Jesteś wrakiem? Cieniem samego siebie. Nikt nie wie, nikt nie czuje, nikt nie jest tego świadomy? Że każdego dnia obwiniasz się o popełnienie zbrodni, najgorszego błędu swojego życia. Wszyscy wiedzą, że cierpisz. Zdaje im się, że wiedzą. Gdy Dorota widzi cię po raz kolejny przygnębionego pociesza się, że wszystko będzie dobrze, że przecież Maria to ani ta pierwsza, ani ta ostatnia. Właśnie tutaj kryje się ten paradoks. Ona nie ma bladego pojęcia, że z powodu rozstania z Marią jesteś szczęśliwy, a właściwie to byłeś? Byłeś, ale strasznie krótko, bo jeden dzień. Jedną głupią, beznadziejną Sobotę. Dorota zorganizowała wieczorem grilla w ogrodzie. Pomyślałeś, że to doskonała okazja, by powiedzieć Agacie o wszystkim, co do niej czujesz, by w końcu zagrać w otwarte karty. Kiedy miałeś już wszystko gotowe, wszystko poukładane, twój plan w mgnieniu oka legł w gruzach. Ona? Twoja ukochana kobieta zburzyła go niczym domek z kart, jednym oddechem, jednym słowem, a właściwie to pięcioma. ?Wyjeżdżam z Maćkiem do USA? usłyszałeś i umarłeś. W tym momencie część ciebie umarła. Twoje serce właśnie wtedy zostało posiekane na malutkie kawałeczki, twoje uczucia zostały zdeptane, a wszystko to zrobiła ona. Kobieta, za którą gdyby zaistniała taka potrzeba, gotów byłeś oddać życie. Wtedy zgodziłeś się na noszenie maski. Zakładałeś ją za każdym razem przez kolejny tydzień, kiedy widywałeś się z nią w kancelarii. W końcu stała się ona częścią ciebie. Doszedłeś do wniosku, że przecież nie masz prawa? Nie masz prawa wpakować sie w jej życie z buciorami. Raz jedyny, jeden raz tak zrobiłeś. Pocałowałeś ją. Czułeś się wtedy, jak gdybyś sięgnął gwiazd, jak gdybyś był w raju. Doskonale pamiętasz tamten dzień. Mniej więcej od dwóch tygodni tępiłeś ją za tą sprawę z ?Prospectrum?. Każda wasza rozmowa kończyła się kłótnią. Nie potrafiłeś zareagować na wspomnienie o jej przeszłości, o Hubercie, inaczej niż wybuchem gniewu i złości. Wbrew pozorom wcale nie chodził ci o to, że lada moment może mieć na karku prokuraturę. Powiedz to prosto z mostu, ty po prostu byłeś o nią zazdrosny. Na samą myśl, że ?tamten? dotykał ją wszędzie, że mógł bezkarnie całować każdy kawałek jej ciała, krew w twoich żyłach osiągała temperaturę wrzenia. Bywały i takie momenty, że sam nie mogłeś pojąć swojej reakcji, swoich zachowań i słów. Długo nie mogłeś znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy, a raczej nie chciałeś się przyznać, że ją znalazłeś. Kiedy w końcu zrozumiałeś, że uciekanie przed przeznaczeniem nic nie da, postanowiłeś walczyć? Walczyć o jej miłość. Los chciał, że tego dnia kancelaria szybko opustoszała. Nad Warszawą zapadł już zmrok, a ty idą ulicą właśnie, zupełnie przypadkiem uświadomiłeś sobie, że zapomniałeś telefonu. Wróciłeś do kancelarii i czym prędzej zacząłeś przetrząsać stertę papierów z nadzieją, że twój telefon gdzieś tutaj jest. Nagle usłyszałeś jak z gabinetu Agaty dobiega jakiś dziwny hałas. Przeszedłeś do sąsiedniego pomieszczenia, które od jej gabinetu dzieliła już tylko jedna ściana. Była tam. Ona tam była. Układała papiery na biurku. Nie zauważyła cię. Twój wzrok spoczął na niej. Ubrana w czarną, elegancką sukienkę wyglądała jeszcze piękniej niż zwykle. Nie rozmawiała z tobą ostatnio. W sumie to czego się dziwić, w końcu tępiłeś ją na każdym kroku. Wielokrotnie przechodziłeś obok niej obojętnie, jednak tego wieczoru coś kazało ci się do niej odezwać. Nie patrząc na okoliczności wypaplałeś, że zaimponowała ci tym zagraniem z pielęgniarką. Spojrzałeś na nią oczekując odpowiedzi. Zapanowała nie zręczna cisza. Po chwili odwróciła się, a ty stanąłeś w jej drzwiach. I wtedy wybuchła kolejna kłótnia, jakich wiele było w waszej karierze, ale ta była inna, gdyż zakończyła się namiętnym pocałunkiem, który? Ona niestety musiała przerwać. Nie widziała tego, ale ty z takiego obrotu sprawy cieszyłeś się jak dziecko. W końcu nadarzyła się okazja i zrobiłeś to, to o czym od dawna marzyłeś. Pocałowałeś ją. Jednak twoja radość trwała krótko. Zniszczyła ją wasza rozmowa następnego wieczoru i te jej słowa ?Nie było żadnego wczoraj?. Wtedy stchórzyłeś. Przytaknąłeś jej. Zgodziłeś się na zdeptanie swoich uczuć, samoistnie skazują się na samotność. Może gdybyś wtedy nie był z Marią to wszystko potoczyłoby się inaczej? Do dziś nurtuje cię to pytanie. Do tej pory nie wybaczyłeś sobie, że nie powiedziałeś jej prawdy, że dla ciebie wczoraj było, bardzo było i znaczyło znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Mimo wszystko odpuściłeś, a potem? Potem wszystko potoczyło się szybko. Kilka dni później dowiedziałeś się, że zamieszkała z Maćkiem. Sądziłeś, iż już nic gorszego nie może się wydarzyć, jednak to była dopiero pierwsza gorzka pigułka, jaką ci zafundowała. Z dnia na dzień było coraz gorzej. Niby z tobą rozmawiała. Niby wszystko było w porządku. Jednak dla ciebie nic nie było w porządku. Gdy codziennie widziałeś, jak on odbiera ją z pracy, jak całuje w usta na przywitanie. Widząc takie obrazki, za każdym razem twój wewnętrzny głos krzyczał, że to ty powinieneś być na jego miejscu, że to ty powinieneś całować, dotykać, pieścić i odbierać ją z pracy, nie on. Dzisiaj, kiedy po raz kolejny wychodząc z kancelarii mijasz jej pusty gabinet dochodzisz do wniosku, że sam sobie na to zasłużyłeś, że to jest cena, jaką płacisz za swoje błędy. Opuszczasz stanowisko swojej pracy i jak zwykle zmierzasz do pustego mieszkania. Od progu wita cię ciemność. Zapalasz światło i po raz kolejny widzisz tylko pustkę. Rzucasz swoją teczkę w kąt, zdejmujesz krawat, rozpinasz koszulę. W końcu zdejmujesz maskę porządnego mecenasa Dębskiego. Wśród swoich czterech ścian stajesz się tylko sobą, tylko zwykłym człowiekiem. Powoli wędrujesz do łazienki, by zażyć kąpieli. Gorący prysznic jest w stanie zmyć z nas brud, a jego para sprawia, że czujemy się lepiej. Jednak, gdy wychodzisz z ciepłej kabiny napotyka cię niemiły chłód, sprawiający, iż mówisz sobie, że już nigdy więcej tam nie wejdziesz, ale wchodzisz. Tak też było z tobą. Za każdym razem, kiedy myślałeś o Agacie obiecywałeś sobie, że to ostatni raz, że już nigdy, ale mimo wolnie ona powracała do twoich myśli... I znów? I znów? Każdego dnia, wieczora i poranka. Budzisz się z myślą o niej, pracujesz z myślą o niej, zasypiasz z myślą o niej. I tak od pół roku. O, widzisz! Teraz też o niej myślisz. Nagle rozlega się dzwonek do drzwi. Na twojej twarzy pojawia się grymas. Nie jesteś zachwycony tym, że ktoś przerywa ci twoje rozmyślania. Zrezygnowany otwierasz drzwi i momentalnie czujesz, że tracisz równowagę. Myślisz, że to nie może być prawda. Przecież to musi być sen. I nagle ona mówi ?Przepraszam. Nie powinnam tu przychodzić. Nie miałam się gdzie podziać?. I w przeciągu sekundy w twoich oczach pojawia się dawny blask, a wypowiedziane przez nią trzy zdania wydają ci się być zupełnie zbędne. Bez wahania odpowiadasz ?Wejdź?. Twój świat ponownie nabiera dawnych barw.
-
Amaranth,
To jest cudowne! Tak idealnie oddaje Mareczka <3 Chcę więcej, co ja mówię, ja nie chcę... Ja stanowczo rządam więcej i to natychmiast! :D
Ojj dziękuję <rumieniec>
Dobrze mi się pisze w zimne, jesienne wieczory także niedługo powinien być ciąg dalszy <soczek>
To Twoje opowiadanie jest mistrzowskie! Nic dziwnego, że znalazło się na 2 miejscu! Gratuluję i liczę na więcej i więcej. <brawo>
-
Amaranth- Boskie opo! Zapowiada się cudownie! :D Czekam na CeDeka :P
Markoagatoholiczko- Ja już z dwadzieścia razy czytałam twoje cudo i nadal jestem oczarowana twoim opem! To drugie miejsce tobie się należało i ponownie gratuluję :buziak:
-
Am, Ewa... świetne opowiadania! Wieeeeeeelki ukłon w Waszą stronę! <brawo> Aż chce się duuuuużo, duuuużo więcej czytać takich pięknych twórczości. Mam nadzieję, że jeszcze pozwolicie nam się cieszyć i wstawicie jakieś dalsze części. ;)
-
<rumieniec>
Specjalnie dla Was druga część. :buzki:
Jezuu... przecież ja nie mam talentu do pisania! <haha>
Poniedziałek, godzina 09.00.
Nie jest tak źle jak myślałem. Maria dba o mnie, wczoraj nawet przyniosła śniadanie do łóżka, dzisiaj wyprasowałą moją koszulę i powiedziała, że zrobi zakupy. Nie chcę z niej robić kury domowej, broń Boże! Będziemy się dzielić obowiąkami, tak! To dobry pomysł.
Chyba miała rację, że to jest odpowiedni moment na wspólne mieszkanie. Czyżbym był gotów na.. małżeństwo? To dziwne, ale coraz częściej się nad tym zastanawiam. Lat mi nie ubywa, a przecież chciałbym mieć syna. Dam mu na imię.. hmm.. jeszcze nie wiem, ale wiem, że będzie przystojny, oczywiście po tatusiu. Wszystkie dziewczyny będą na niego leciały, oczywiście jak na tatusia. Będziemy razem grać w piłkę, a jak dorośnie zostanie adwokatem. Ja chyba mam gorączkę.. Coś się ostatnio dziwnego ze mną dzieje. Nigdy nie traktowałem Marysi aż tak poważnie. To miałbyć niezobowiązujący flirt. Sam nie wiem kiedy przerodziło się to w poważny związek. Czy ją kocham? Chyba tak. Tak, kocham ją.. Jest mi z nią dobrze. Są kłótnie, jak w każdym związku, ale prędzej czy później dochodzimy do porozumienia. Jej rodzice chyba mnie polubili, chociaż tego nie jestem pewnien.
- Hej, przeszkadzam? - zza drzwi wyłoniła się głowa Agaty. Agata Przybysz, postrzelona wariatka, ale lubię ją. Tak, lubię ją bardzo. Mimo, że na początku działała mi na nerwy i nie mogłem z nią wytrzymać 5 minut w jednym pomieszczeniu, ale przekonałem się do niej. Na zewnątrz wydaję się silną kobietą, ale w środku jest wrażliwa. Wiele przeszła, teraz stara się stanąć na nogi, powoli odzyskuje równowagę, zarówno psychiczną jak i finansową. Uwielbiam jak się uśmiecha! Uśmiech ma zniewalający. Tylko ten jej Maciuś w ogóle do niej nie pasuje. Jej potrzebny jest prawdziwy mężczyzna, silny. Nieprzymieżając taki jak ja. No, ale ja jestem zajęty, a brata bliźniaka nie posiadam. No, ale skoro z nim jest to chyba musi go kochać, więc jest szczęśliwa, więc jest ok. W sumie to nie moja sprawa z kim, na kim, pod kim i dlaczego.
- Nie, właśnie miałem wyskoczyć na małe śniadanko, bo rano nie zdąrzyłem zjeść. Idziesz ze mną? - Wyszliśmy razem z kancelarii. Na rogu jest włoska restauracja, więc wolnym krokiem udaliśmy się w jej stronę. Po drodze rozmawialiśmy o rzeczach zupełnie nieistotnych. O pogodzie, bo mamy tego roku piękną jesień. O przejeżdżającym obok aucie, bo Agata chciałaby takie mieć. O pijanym przechodniu, bo jak można o tej godzinie być pijanym.
Weszliśmy do budynku, w którym mieściła się restauracja. Nad naszymi głowami zadźwięczały dzwoneczki. Usiedliśmy przy stoliku w roku. Cicho, przytulnie. Mało osób. Kelner plącze się gdzieć pomiędzy stolikami. W końcu dotarł i do nas. Agata zamówiła Risotto z dynią, ja natomiast Filetto di Manzo. Do picia oboje tradycyjnie poprosiliśmy kawę. Kelner nabazgrał sobie wszystko na tej swojej małej karteczce, coby się nie pomylić i odszedł.
Agata zaczęła mówić.. Boże, to jest niewyobrażalne skąd kobietą bierze się tyle słów na minutę. 3 minuty od zamówienia kelner przynosi dwie kawy. Ja nie słodzę, moja towarzyszka wręcz przeciwnie. Jedna łyżeczka, dwie łyżeczki, bierze zamach na trzecią.. - Zawsze tyle słodzisz? - popatrzyła na mnie tymi swoimi przenikliwymi oczkami. Swoją drogą ładne ma oczy, jakoś wcześniej tego nie zauważałem. - Zawsze. - Odburknęła i wsypała trzecią łyżeczkę.
Kelner przynosi nasze dania. Jemy w ciszy i spokoju. Agata chyba musiała być strasznie głodna, nie odezwała się do mnie ani słowem, tylko jadła. A może się obraziła? Nieee. O co? Chociaż.. nigdy nie zrozumiem kobiet.
-
Dziewczyny jesteście niesamowite ! <zauroczony>
Am czekam na trzecią część. Ty nie umiesz pisać? Błagam Cie..
A od Ewy na drugą.
Swoją drogą to wciągnęły mnie Wasze opowiadania.. <tancze>
Zawsze tyle słodzisz? <haha>
-
Amaranth- Cudne! Chcę jak najszybciej trzecią część, bo już nie wytrzymam ;D
-
"Dam mu na imię.. hmm.. jeszcze nie wiem, ale wiem, że będzie przystojny, oczywiście po tatusiu. Wszystkie dziewczyny będą na niego leciały, oczywiście jak na tatusia."
Dedłam! Dedłam! Dedłam! <hahaha> <hahaha> <hahaha>
Ten fragment rozwalił mnie totalnie! <serduszko>
Porządam nexta natychmiast! :D
-
Ojej.. dziękuję Wam dziewczyny. <rumieniec>
Nie spodziewałam się takich miłych opinii. <zawstydzony>
Postaram się niedługo napisać ciąg dalszy. <komputer>
-
Coś tam naskrobałam przed chwilą. ;)
Ale ja tutaj chcę zobaczyć coś innego, a nie tylko moje! :P No już, do roboty! Karo, Ewa, Kompaktowa, Klaudia i inni. :D Bo będzie strajk z mojej strony, o! <haha>
Poniedziałek, godzina 20:00
Nareszcie do domu! Ooj.. to był bardzo męczący dzień. Rozprawa, spotkanie z klientem, druga rozprawa, na którą o mały włos się niespóźniłem przez te cholerne korki! Dobrze chociaż, że pogodę mamy ładną. Na dworze jesień w pełni. Co prawda mamy dopiero połowę września, ale liście z drzew lecą jak oszalałe. No cóż. Lubię jesień. Lubię taką jak teraz. Słoneczną. Nie deszczową. Miło popatrzeć na kolorowe drzewa w blasku słońca. Dobrze mi się rozmyśla w takich warunkach. O pracy. O życiu. O miłości.. O tym ostatnim zdarza mi się myśleć coraz częściej.
Maria nie odzywała się cały dzień. Miała równie pracowity dzień jak ja, z tym, że ona pewnie jest już w domu. Mam nadzieję, że czeka na mnie z pyszną kolacją. O tak, jestem głodny jak wilk! Wychodzę. Chcę jak najszybciej trafić do domu. Zjeść pyszną kolację i położyć się obok mojej kobiety. Taki mam plan na resztę dnia.
Ale co to? Agata jeszcze pracuje? Myślałem, że już wyszła. Wszyscy wyszli już dawno. A może po prostu zapomniała zgasić światło. Zajrzę. Sprawdzę.
- Ty jeszcze tutaj? Bo się przepracujesz. - uśmiecham się znacząco. Pani mecenas chyba jednak nie jest do śmiechu. Na jej twarzy widnieje grymas. W oczach jakby.. jakby łzy. Nie wyglądają na łzy szczęścia. - Coś się stało? - pytam niepewnie. Boję się, że może mnie wyrzucić z gabinetu. Z jej charakterem to może mnie nawet poćwiartować i ukryć zwłoki. Ale chciałbym jej pomóc, więc zaryzykuję. Mimo tego, że na każdym kroku się kłócimy to chcę dla niej jak najlepiej. Lubię ją.
- Dlaczego życie jest do bani? - zapytała i zaraz potem się rozbeczała jak małe dziecko. Boże, co mam zrobić? Nigdy wcześniej żadna kobieta przy mnie nie płakała. - Przytulisz mnie? - wycedziła przez łzy. Chyba widziała, że zastanawiam się co zrobić. Co mogłem zrobić?
Podszedłem do niej. Kucnąłem przy jej fotelu. Pogładziłem ją po nogach. Niespodziewanie na moim ciele pojawiły się dreszcze. To było dość dziwne uczucie. Wtuliła się w moje ramiona jak bezbronne, wystraszone dziecko. Ale przecież ja nadal nie wiem co się stało. Nie, to nie istotne co. Muszę jakoś ją pocieszyć.
- Agata, nie becz! Weź się w garść, przecież jesteś silna! - coś mi nie idzie z tym pocieszaniem. Czuję się bezradny. I czuję, że moja koszula jest mokra od łez. Będę wyglądał jakbym się spocił. Boże, Marek! Przestań w końcu myśleć o sobie! Kobieta Ci płacze! Zrób coś! Bo wyjdziesz na kompletnego dupka! O nieee.. ja na dupka?
- Ja wiem, że w życiu czasem jest ciężko, ale dasz radę ze wszystkim. Jesteś silna. Agata wierzę w Ciebie. Nie wiem co się stało. Wiem, że dasz sobie z tym radę. I pamiętaj, że zawsze Ci... - i w tym momencie jak burza wpada nikt inny jak.. - Kochanie, co Ty tu robisz? - błyskawicznie odsuwam od siebie przestraszoną Agatę i patrzę na wściekłą minę surowej pani prokurator. Już po mnie. Ciekawe jakie zarzuty postawi.
- Co ja tu robię? Chciałam Ci zrobić niespodziankę i chyba mi się udało, prawda? - i znowu po moim ciele przeszły dreszcze, tym razem z zupełnie innego powodu. Przecież ja wiem jak to wyglądało, ale.. no przecież to nie tak! Co ja mam jej powiedzieć. Wszystko co powiem może być użyte przeciwko mnie. Ale się władowałem. Gożej niż ta śliwka w kompocie. Co robić.. tłumaczyć się? Czy spuścić łebek i pozwolić się skazać bez obrony? Co bym nie powiedział i tak będzie źle.. Spuszczę łebek i pokornie podąrzę za Marią. A Agata? Przecież ewidentnie coś jej dolega. W sensie psychicznym oczywiście.
- Bo to moja wina. - wtrąca Agata. Ociera łzy. - Marek chciał iść do domu, wiedział, że pani na niego czeka, ale ja.. poprosiłam go żeby ze mną został. Nie wiedział jak odmówić. Chciał dobrze.. to moja wina. Przepraszam. - głupio się czuję. Jednak wyszedłem na dupka..
-
W trybie natychmiastowym żądam CeDeka! I to natychmiast! :D
To jest boskie, cudne, wspaniałe!!! Czego tu więcej.... ;p
Bym chciała też coś napisać, ale rok szkolny się zaczął i będzie trudniej :P
-
"Boże, Marek! Przestań w końcu myśleć o sobie! Kobieta Ci płacze! " <hahaha>
dedłam, nie wiem dalczego,ale dedłam <hahaha>
Fragment z gładzeniem po nóżce jest pro <3 Jednak czuje niedosyt, bo myślałam, że zaraz zdejmnie z tej podniety koszulę :D W trybie natychmiastowym porządam nexta, niecierpliwie oczekując na to, kiedy Marek zaprezentuję nam swoją soczystą klatę będąc w samych gatkach <3
Ps. Am... Ten twoje avki to sama produkujesz? Bo jeśli tak to składam zamówienie na calutki tuzin, albo i więcej :D Będą idealnie komponować się przy mojej poduszce z Lesiem :D
Coby zaniechać strajku zapodaję Wam kolejną konkursówkę do czytania. Tym razem walczy ona o zestaw filiżanek i torbę PA. Konkurs ten organizuje "Tele Tydzień". Wyniki ukażą się w tym tygodniu :D
"Zemsta Agaty, czyli Maruś jako obrońca uciśnionych"
Słońce rozciągało się leniwie nad miastem. Jesienny wiatr błąkał się gdzieś pomiędzy krętymi uliczkami, gdy zmierzałaś w kierunku sądu. Po raz pierwszy przekroczyłaś jego próg niejako pani mecenas, ale jako Agata Przybysz ? zwykła kobieta, szara obywatelka, jakich wiele w naszym kraju. Minęłaś bramki i jak zwykle pokonałaś sądowe schody, jednak ten dzień nie był zwykły. Był on ostatnim dniem twojej walki? Zmagania się z przeszłością. Oczekiwałaś tego dnia od ponad dwóch lat. Dwóch lat, przez które żyłaś w ciągłym strachu.
Wtedy, dwa lata temu on? Mężczyzna, którego kochałaś pozbawił cię wszystkiego: mieszkania, pracy, pieniędzy. Jednak to nie to cię najbardziej bolało. Nie przez to, że utraciłaś mieszkanie, prace, pieniądze, najbardziej cierpiałaś. Najwięcej cierpienia zadało ci kłamstwo? Kłamstwo, którym była wasza miłość. Mówił, że cię kocha, a tymczasem tkał swoją sieć wokół innej. Właśnie to cię najbardziej dotknęło. Postanowiłaś wtedy, że już nigdy więcej? Nigdy więcej nie pozwolisz, by cię skrzywdził. Potem wrócił? Jak gdyby nigdy nic wrócił. Stanął w twych drzwiach z bukietem czerwonych róż i powiedział, że chce ci wszystko wyjaśnić, że wiele was łączy i nie chce tego popsuć. Wyrzuciłaś go za drzwi. Nie chciałaś go oglądać, a tym bardziej słuchać. Nie miałaś na to ani sił, ani ochoty. Już sam jego widok dużo cię kosztował? Zbyt wiele. Miałaś nadzieję, że już nigdy więcej nie pojawi się w twoim życiu. Minął tydzień. Cieszyłaś się ze spokoju, który od tamtego feralnego wieczoru zakłócany był jedynie od czasu do czasu przez ambitne komentarze Dębskiego. Niestety twoje przeczucie się sprawdziło i już niebawem przeszłość ponownie dała o sobie znać, tym razem nieco łagodniej. Jeden telefon zaburzył twoją wewnętrzną harmonię, której nawet w pełni nie udało ci się jeszcze odbudować i być może nigdy nie uda. Gdy w słuchawce usłyszałaś, że wyzywają cię na komisariat w sprawie identyfikacji zrobiło ci się słabo, a w twoich myślach pojawiło się tysiące potencjalnych najczarniejszych scenariuszy. Nie rozumiałaś, dlaczego właśnie tak, a nie inaczej zareagowałaś? A może nie chciałaś zrozumieć? Nie chciałaś przyznać się przed samą sobą, że pewnej malutkiej cząstce ciebie wciąż na nim zależy? Wybiegłaś z kancelarii w amoku. Nie zwracałaś uwagi na nic. Z otępienia wyrwał cię dopiero głos Marka, który zaoferował swoją pomoc. Nie miałaś sił, by zaprotestować. Kilka minut później byliście już na miejscu. Niepewnie pokonałaś próg komisariatu. Gdy pokazano ci nagranie z monitoringu znów poczułaś dziwne ukłucie w sercu. To żal wymieszany z bólem znów dał o sobie znać. Zatopiona w myślach opuściłaś budynek. Bez zastanowienia zajęłaś wyznaczone miejsce w aucie. Z twych rozmyślań wyrwał cię głos Marka. ?Nie wiem, o co chodzi, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze? usłyszałaś. Uśmiechnęłaś się lekko. Bardzo chciałabyś, aby właśnie tak było? By wszystko było dobrze?
Minęło kilka miesięcy. Poczułaś, że w końcu wszystko wróciło do normy. ?Jesteś bezpieczna? każdego dnia powtarzał twój wewnętrzny głos. Twoje serce w końcu zaczęło bić spokojnym rytmem, a ty w końcu spokojnego kojącego snu. Nie musiałaś jego twarzy. Słyszeć jego głosu. Czuć tej złości, która tak zwyczajnie nie chciała wyparować. Byłaś bezpieczna i nic więcej się nie liczyło. Praca sprawiała ci przyjemność. Nawet Dębski zdawał ci się bardziej ludzki niż kiedykolwiek wcześniej. ?Wszystko wróciło do normy? powtarzałaś co jakiś czas tak, jakbyś nie mogła? Nie chciała w to uwierzyć. ?Przecież on nie odpuści? mówił głos rozsądku. ?Nigdy nie odpuszcza? mówił co raz głośniej. Uwierzyłaś w to, kiedy pojawił się pod twoją kamienicą. Nie chciałaś z nim rozmawiać. Nic nie chciałaś? Niczego od niego nie chciałaś. No, prawie niczego? Jednego bardzo pragnęłaś? Pragnęłaś, by w końcu zwrócił ci twój upragniony spokój, by na zawsze znikł z twojego życia. Zabrał ci wszystko. To był wystarczający powód, by zakończyć definitywnie ten bury rozdział księgi życia. Chciałaś zamknąć drzwi? Przede wszystkim drzwi prowadzące do twojego serca. Zatrzasnąć, solidnie zamknąć, puścić ulubioną muzykę i znów poczuć ten błogi spokój. Byłabyś wtedy wolna? Zupełnie wolna? Wolna i nareszcie szczęśliwa. Wyzwolenie z jego wielkich, wstrętnych łap byłoby czymś naprawdę cudownym. Jednak niestety to tylko marzenie? Nie zdążyłaś. Zagrodził ci przejście, a gdy udało ci się jakimś cudem poradzić sobie z zamkiem drzwi, które dziś rano (jeszcze będąc szczęśliwą) szczelnie zamknęłaś, uderzył w nie z całą swoją siłą. ?Tylko tyle masz mi do powiedzenia? krzyknął, a ty z grobową miną rozejrzałaś się w około. Nie było nikogo. ?Nikt cię nie usłyszy? pomyślałaś. ?Puść mnie. Zostaw mnie w spokoju? prosiłaś, jednak on cie nie słuchał. Po czułaś jego oddech na swojej szyi. Zbliżył się do ciebie na niebezpiecznie bliską odległość. Spojrzałaś błagalnie, ale on bredził coś na temat wiecznie oburzonego Dębskiego, którym (jak sądził) szybko się pocieszyłaś. Zaprzeczyłaś. ?To idiotyczne? powiedziałaś, a on dalej cię nie słuchał. Poczułaś, że znajdujesz się w beznadziejnej sytuacji. Wrzasnął na ciebie po raz kolejny, a potem zaczął się z tobą szarpać. Po chwili poczułaś uderzenie. Jedno? Drugie? Trzecie? Nie liczyłaś. Potem usłyszałaś jak płacze. Po raz pierwszy i zapewne po raz ostatni. Nie chciałaś mu współczuć. Nie chciałaś? Nie potrafiłaś wybaczyć? Zrozumieć. Skulona, niczym w zamkniętej skorupie, cicho szlochałaś słysząc padające z jego ust przeprosiny. ?Wybacz? mówił, a ty miałaś ochotę zapaść się pod ziemię, schować w najciemniejszym, najdalszym kącie, gdzie nikt cię nie znajdzie. Słodkie słowa, niczym miód, nie koiły wcale bólu, który czułaś. Było wręcz przeciwnie, potęgowały go? Potęgowały zarówno ból fizyczny, jak i psychiczny? Ból twojej duszy.
Kiedy twój oprawca w końcu znikł ci z oczu resztkami sił podniosłaś się i cała zapłakana weszłaś do mieszkania. Chciałaś zapaść się pod ziemię. Nie czuć. Nie pamiętać. Zniknąć. Zapomnieć. Po chwili opadłaś bezsilnie na łóżko. Nie czułaś chłodu, jaki panował wokoło. Płakałaś. Słone łzy jedna po drugiej spływały po ci po policzku. Tak minęła godzina? Dwie? Trzy? Sama nie wiesz, ile przepłakałaś. Obudziłaś się rano. Bez jakiejkolwiek chęci do życia. Podeszłaś do lustra, kiedy spojrzałaś w nie ujrzałaś posiniaczoną twarz i śliwę pod okiem. Sięgnęłaś czym prędzej po ciemne okulary, by jak najszybciej ukryć pod nimi pamiątkę z wczorajszego przykrego wieczoru. Nie chcesz opuszczać mieszkania. W nim chociaż pozornie czujesz się bezpieczna. Stanowi ono dla ciebie swego rodzaju schronienie, ostoję spokoju, azyl. Dzwonisz do Doroty, informujesz się, że dziś nie pojawisz się w kancelarii. Nie chcesz, by ktokolwiek oglądał cię w takim stanie. Wracasz do sypialni. Kładziesz swe obolałe ciało na zimne łóżko, którego chłód towarzyszy ci praktycznie od zawsze. Nie masz ochoty na nic. Spoglądasz w biały sufit. W tej chwili wydaje ci się on ideałem? Biały, czysty, nieskazitelny?
Nagle rozlega się dzwonek do drzwi. I znów powraca strach, że to może on powrócił. Po chwili słyszysz męski głos. ?Agata to ja. Otwórz? mówi. Bez trudu rozpoznajesz, że to Marek. Odetchnęłaś z ulgą. Mozolnie podnosisz się z łóżka i zmierzasz w kierunku drzwi?
- Cześć ? zrzuciłaś na przywitanie i odwróciłaś się, chcąc by na ciebie nie patrzył. Jednak twe dziwne zachowanie nie uszło jego uwadze.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale ? - nie dokończył. Zauważył okulary. W końcu musiałby być ślepym, żeby nie zauważyć.
? Agata, co ci się stało? ? Zapytał z troską w głosie.
- Mi? Nic ? odparłaś chcąc jak najszybciej uciąć ten temat.
- Przestań. Myślisz, że jestem ślepy? Przecież widzę ? powiedział i zbliżył się do ciebie. Po chwili zdjął ci okulary, a słone łzy mimowolnie zaczęły spływać ci po policzkach. Zapanowała niezręczna cisza, którą przerwał Marek?
- Kto? ? zapytał drżącym głosem. Nie odpowiedziałaś. Mimowolnie, sama nie wiedząc czemu, przytuliłaś się do niego. Na samą myśl o wczorajszym wieczorze cała drżałaś z przerażenia. Nie powiedział nic. Nie protestował. Nie skrzywił się. Być może czuł, że tego właśnie potrzebowałaś...
- Przepraszam? - Wyszeptałaś i odeszłaś kilka kroków spuszczając głowę. Usiadłaś na kanapie. Schowałaś twarz w dłoniach i zgięta w pół zaczęłaś płakać. To nie był zwykły płacz? To był płacz, który miał być znakiem? Sygnałem, że sobie nie radzisz, że potrzebujesz pomocy?
- To Hubert... ? Wydukałaś przez łzy. Nie wiedziałaś, czemu powiedziałaś to właśnie jemu. Spojrzałaś na niego. Znów milczał. Ponownie schowałaś twarz w dłoniach, jakby to miało pomóc. Po chwili poczułaś jego rękę na swoim ramieniu?
- Wiem, że to trudne, ale nie możesz tak tego zostawić ? powiedział i przytulił cię, a ty znów zaczęłaś szlochać zalewając mu koszulę potokiem łez.
- Pomogę ci ? dodał po chwili. Podniosłaś wzrok i spojrzałaś w jego błękitne oczy. Nie mówiłaś nic. Pokręciłaś tylko głowa na znak, że się zgadzasz.
- Dobrze? - Uśmiechnął się lekko. ? Powiedz mi, jak to się stało? ? Zapytał delikatnie. Opowiedziałaś mu wszystko? Każdy najmniejszy szczegół, a każde twoje słowo okupione było hektolitrami łez. Nie zauważyłaś nawet, że nastał już wieczór. Skończyłaś swoją opowieść?
- Jak można być takim? Takim? - powiedział ze złością w oczach. I ponownie przytulił cię, a ty nie protestowałaś. Potem powiedział jeszcze, że wszystko będzie dobrze i wyszedł.
Minął tydzień. Rzuciłaś się wir pracy. Tylko ona pozwalała ci, choć na chwilę zapomnieć. W dzień chowałaś się za maską porządnej pani prawnik. Wieczorem zaś wraz z Markiem opracowywałaś plan, jak raz na zawsze pozbyć się Sułeckiego z twojego życia. Pomagał ci... Marek ci pomagał. Nie wiesz, czemu. Nie wnikałaś. Nie dochodziłaś, dlaczego. Ważne, że nie byłaś sama. Ważne, że on był... Kiedy pewnego wieczoru szykowaliście pozew rozległ się dzwonek do drzwi. Otworzyłaś. Zamarłaś. To był on? Hubert Sułecki ? najgorsza kanalia we własnej osobie?
- Nie wpuścisz mnie? ? Przywitał cię od progu.
- Wynoś się! ? krzyknęłaś.
- Nie trzeba? Sam wejdę ? oznajmił i pchnął cię tak, że wylądowałaś na podłodze.
- Wynoś się! ? krzyknęłaś ponownie. Wtedy do akcji wkroczył Marek.... Patrzyłaś jak zmienia się wyraz jego twarzy. Od aroganckiego uśmieszka po namiętne zło, którego nigdy wcześniej nie dane było ci oglądać. Podszedł spokojnie. Zaczął łagodnie tłumaczyć, że naprzykrzający się mężczyzna powinien opuścić pomieszczenie. Uciekał się do paragrafów, które nie raz były ci bliskie przy okazji pracy. Marek Dębski, obrońca uciśnionych? Nie mogłaś uwierzyć, że to właśnie on ci pomagał. Mówił powoli, spokojnie? Aż w końcu wyszedł z niego prawdziwy demon?
- Facet, który bije kobietę sam skazuje się na przykre konsekwencje takiego czynu ? powiedział podchodząc do niego. Przyglądałaś się zaistniałej sytuacji z przerażeniem.
- Nawet nie próbuj! ? Krzyknął Marek, gdy mężczyzna podniósł rękę w celu wymierzenia ciosu. Bezskutecznie ? jego ręka spotkała się z powietrzem. Marek przewrócił go na podłogę. Jeden? Drugi? Cios za ciosem wędrował w kierunku twojego oprawcy. Prosiłaś, żeby go zostawił. Wcale nie chodziło ci o twojego byłego, niedoszłego męża. Chodziło o niego? O Marka? Tylko o Marka? W końcu zauważyłaś jak na ciebie spogląda. Machnął obolałą ręką, po czym udało mu się uwolnić od Huberta. Podniósł go i wyprowadził na zewnątrz.
- Przepadł. To koniec. Zabije go ? myślałaś histerycznie, a przez twe myśli przewijały się najczarniejsze scenariusze. Poświecił swoje życie, wolność, karierę? Związek z Okońską? Dla ciebie. Krążyłaś po mieszkaniu. Chciałaś wybiec za nimi, ale paraliżował cię strach. Co ujrzysz przed sobą? Krew? Nieprzytomnego Marka? Trupa? Teraz wiesz, jak czuł się twój ostatni klient, kiedy strach powstrzymywał go przed jakimkolwiek działaniem. Nie chciałaś, aby Marek zniszczył swoje życie. Nie chciałaś, by był dłużej twoim obrońcą, by nosił siniaki, które przeznaczone były dla ciebie. Nie chciałaś czuć się winną za tak wielkie szkody. Kiedy w końcu odnalazłaś w sobie siłę, stanął przed tobą?
- Już dobrze ? powiedział, po czym wtulił się w ciebie. Poczułaś jego zaciskające się dłonie. Słyszałaś jego oddech. Zamknęłaś oczy, modląc się o to, aby przemówił. Zrozumieliście się bez słów.
- Wszystko w porządku. Nic się nie stało ? odpowiedział na twoje nieme pytanie. Odetchnęłaś z ulgą.
Dziś znów go widzisz. Widzisz go. I znów, jak za każdym razem powraca obraz tamtych dni? Dni pełnych strachu, bólu i cierpienia. Zakuty w kajdanki, w obstawie policjantów czeka przed salą rozpraw. Przechodzisz obok niego obojętnie, zwyczajnie, bez emocji. Nie zwracasz na niego najmniejszej uwagi. Podchodzisz do Marka, który czeka na ciebie z resztą wnioskodawców. Ostatnia rozprawa. To dzisiaj raz na zawsze rozliczysz się z przeszłością. W końcu będziesz mogła być pewna, że ona już nigdy więcej nie wróci, że on już nigdy więcej nie stanie w twoich drzwiach. W końcu będziesz mogła odbudować to, co on w jakże perfidny sposób tak zniszczył? Twoją harmonię. W końcu będziesz mogła być wolna? Wolna i szczęśliwa. Wchodzisz do sali rozpraw. Zajmujesz przeznaczone dla ciebie miejsce. Już tylko kilka godzin dzieli cię od wolności. Zeznają. Pierwsza? Druga? następna i następna osoba. W końcu przychodzi twoja kolej. Nie boisz się już. Mówisz wszystko? Wszystko ze szczegółami. Już nie masz nic do stracenia. Zapada wyrok ?25 lat za wymuszenia, rozboje i kradzieże?. Czujesz jak kamień spada ci z serca. Po chwili opuszczasz budynek? Budynek, w którym zostawiłaś całą swoją przeszłość. ?Dziękuję? mówisz do mężczyzny przy czym lekko całujesz go w policzek. Idziesz prosto przed siebie. Ulicą prowadząca do nowej, lepszej, bezpiecznej przyszłości. Przyszłości, której już żadna przeszłość, nigdy więcej nie zakłóci.
-
Dziękuję dziewczyny! :*
Ale co do dalszej części to.. nie tak szybko ;D musi być jakieś napięcie <haha>
Ewa, jeju.. piękne! <serce> Jak czytałam to widziałam to wszystko przed sobą. Świetnie to opisałaś! Pierwsze miejsce jak nic! :)
Co do avków, tak sama :) Zamówienie zrealizuję, bo z A&M jakoś dobrze mi się tworzy, także zapraszam do tematu z grafikami, w najbliższym czasie powinno się coś pojawić :D
-
Piątek, godzina 19:30.
Ciężki tydzień. Jaki poniedziałek, taki cały tydzień. A poniedziałek był fatalny. Ta akcja z Marią. Wściekła się na mnie jakbym się przynajmniej z Agatą całował. A przecież się nie całowałem! Nie! Chciałem ją tylko pocieszyć. Płakała. Przytuliła się do mnie. A moja kobieta zrobiła mi taką awanturę, że głowa mnie boli do tej pory od tych jej wrzasków. Sąsiedzi teraz na pewno myślą, że jestem pantoflarzem. W najlepszym wypadku. W najgorszym myślą, że baba mnie bije. Mnie, pożądnego adwokata. Ech. Maria nie odzywa się do tej pory. A i ja jakoś nie bardzo mam ochotę przepraszać ją i kajać się. Bo za co? Przecież nic nie zrobiłem! Znowu mi ciśnienie podskoczyło. Marek, przecież Ty nie możesz się tak denerwować.
2 godziny później.
Patrzę na zegarek. 21:26. A ja sam samotny siedzę w kancelarii jakbym domu nie miał. Ale po co mam wracać? Po kolejną awanturę? Może jak Maria zatęskni to będzie dla mnie milsza. Poczekam jeszcze z godzinkę. Popracuję. Nie mam nic lepszego do roboty. Boże! Spędzam piątkowy wieczór w pracy. I to z własnej nieprzymuszonej woli. Przecież ja jestem jakiś nienormalny!
Co to? Tak jakby ktoś wszedł do kancelarii. Klient, o tej porze? A może to Maria przyszła mnie przeprosić. O! To mógłby być całkiem ciekawy wieczór. I nagle w mojej głowie aż roi się od pozycji.. yy tzn.. propozycji jak spędzić ten wieczór. Biurko. Kanapa. Podłoga. Nie, na podłodze byłoby niewygodnie.
- Marek? Ty tu jesteś, czy mi się śni? Chłopie, wiesz która jest godzina? - Widzę zaskoczenie na twarzy mojej koleżanki. No, ale co się dziwić. Dochodzi przecież 23. A moja wyobraźnia wykasowała już wszystkie propozycje wieczoru z Marią. A miało być tak.. ciekawie.
- Wiesz.. - Co mam jej powiedzieć? Że mamy ciche dni z Marią. Przecież od razu zacznie się obwiniać, że to przez nią. - Mam ciężką sprawę. A Maria.. Maria ma okres i nie mogę z nią wytrzymać. - Za te kłamstwa to ja się będę smażył w piekle. Nie dobrze. Ja strasznie nie lubię upałów. Agata patrzy na mnie z lekkim niedowierzaniem, ale widzę, że nie chce dyskutować na ten temat. - A Ty co tu robisz? - Pytam.
- Telefonu zapomniałam. - Skleroza? W tym wieku? Ale twarz Agaty jest pozbawiona swojego blasku. Nie jest tak radosna jak kilka dni temu. Właściwie to od tego feralnego poniedziałku nie miałem okazji z nią pogadać. Nie wiem co się stało. Może to jest dobry moment, żeby z nią poważnie porozmawiać.
- Agata, co jest? - Zaczynam niezbyt mądrze.
- Piątek, koło jedenastej wieczorem. - Odpowiada chcąc zmienić temat. Czuję, że zaraz mi stąd ucieknie. To coś poważnego. Ona nigdy się tak nie zachowywała. Zawsze radosna, pogodna. A teraz uśmiechnie się raz na dzień. Góra. - Na prawdę chcesz wiedzieć? - Niespodziewanie przerywa chwilę ciszy. Kiwam lekko głową. Wstaję z fotela. Podchodzę do niej, biorę za rękę i prowadzę w stronę kanapy. Łapę ją za ramiona i delikatnie daję do zrozumienia, że ma usiąść. Siada. Szybko podchodzę do biurka i szukam butelki z winem. Gdzieś tu powinna być. Jest! W szufladzie jest korkociąg. Jeszcze tylko kieliszki. Bartek gdzieś ostatnio chował. Szperam po szafkach. Są. Idę do mecenas Przybysz. Siadam obok. Otwieram wino. Nalewam. Lubię ten dźwięk lejącego się wina. Butelkę odkładam. Biorę kieliszki. Jeden podaję mojej towarzyszce. Berze głęboki oddech i moczy usta w płynie z kieliszka. Idę w jej ślady. Błogą ciszę przerywa dźwięk mojego telefonu. Wyjmuję z kieszeniu. Na wyświetlaczu widzieje imię mojej życiowej partnerki. Zerkam na Agatę. Wzrok wbiła w podłogę. Odrzucam połączenie. Wyłączam telefon i chowam do kieszeni. Nie mam ochoty na rozmowę z Marysią.
- Marek.. - Agata podnosi wzrok w moję stronę. Nasze spojrzenia się spotykają. Moje ciało oblewa fala gorąca. Przyjemne uczucie. To wino tak na mnie podziałało, czy ona. Jestem prawie pewny, że... że to ona tak na mnie działa. - Marek.. - stara się kontynuować spuszczając wzrok. Coś jej leży na sercu. Nie chce o tym rozmawiać? Czy nie chce rozmawiać o tym ze mną? W końcu odważyła się i powiedziała, co takiego wydarzyło się w jej życiu. Co zabrało jej uśmiech. Ten piękny uśmiech, którego zaczęło mi brakować..
:buzki:
-
Am wiesz teraz to Ty masz kłopot, bo musisz dziś napisać dalej. <serduszka> Bo jestem taka ciekawa, że to szok. :D
No, więc dziękuje za umilenie tego wieczoru. :buzki:
-
Am wiesz teraz to Ty masz kłopot, bo musisz dziś napisać dalej. <serduszka>
Ooo nie :P muszę Was potrzymać w niepewności ;) Po za tym to sama jeszcze nie do końca wiem co się stało <haha>
I nie ma za co. :) To ja dziękuję za te wszystkie pochwały. :buzki:
-
I znowu żądam natychmiast kolejnej części! :D
Cudnie się zapowiada <3
A niektóre teksty bombowe i śmieszne xDD :buzki:
-
Masz bardzo bardzo bardzo wielki kłopot! To prawda! Bo ja namiętnie pożądam następnej części, a uwierz, jak ja pożądam to nawet po nocach się śnię. :D
1. Jak się pytam, dlaczego urwałaś w najlepszym momencie? Nienawidzę cię za to! :P
2. Marek, przecież Ty nie możesz się tak denerwować. - to prawda nie może, bo mu ciśnienie w gatkach skacze :D
3. - A Ty co tu robisz? - Pytam.
- Telefonu zapomniałam. - Widzę, że Agatka nabiera przyzwyczajeń swojego przyszłego męża :D
4. - Piątek, koło jedenastej wieczorem. - Odpowiada chcąc zmienić temat. Czuję, że zaraz mi stąd ucieknie. To coś poważnego. Ona nigdy się tak nie zachowywała. Zawsze radosna, pogodna. A teraz uśmiechnie się raz na dzień. Góra. - Na prawdę chcesz wiedzieć? - Niespodziewanie przerywa chwilę ciszy. Kiwam lekko głową. Wstaję z fotela. Podchodzę do niej, biorę za rękę i prowadzę w stronę kanapy. Łapę ją za ramiona i delikatnie daję do zrozumienia, że ma usiąść. Siada. Szybko podchodzę do biurka i szukam butelki z winem. Gdzieś tu powinna być. Jest! W szufladzie jest korkociąg. Jeszcze tylko kieliszki. Bartek gdzieś ostatnio chował. Szperam po szafkach. Są. Idę do mecenas Przybysz. Siadam obok. Otwieram wino. Nalewam. Lubię ten dźwięk lejącego się wina. Butelkę odkładam. Biorę kieliszki. Jeden podaję mojej towarzyszce. Berze głęboki oddech i moczy usta w płynie z kieliszka. Idę w jej ślady. Błogą ciszę przerywa dźwięk mojego telefonu. Wyjmuję z kieszeniu. Na wyświetlaczu widzieje imię mojej życiowej partnerki. Zerkam na Agatę. Wzrok wbiła w podłogę. Odrzucam połączenie. Wyłączam telefon i chowam do kieszeni. Nie mam ochoty na rozmowę z Marysią.
- Marek.. - Agata podnosi wzrok w moję stronę. Nasze spojrzenia się spotykają. Moje ciało oblewa fala gorąca. Przyjemne uczucie. To wino tak na mnie podziałało, czy ona. Jestem prawie pewny, że... że to ona tak na mnie działa. - Marek.. - stara się kontynuować spuszczając wzrok. Coś jej leży na sercu. Nie chce o tym rozmawiać? Czy nie chce rozmawiać o tym ze mną? W końcu odważyła się i powiedziała, co takiego wydarzyło się w jej życiu. Co zabrało jej uśmiech. Ten piękny uśmiech, którego zaczęło mi brakować.. <zakochany> <zakochany> <zakochany> <zakochany> <zakochany> Kocham kocham kocham! Ten fragment! Kocham! Nie wiem czy wiesz, ale moje ukochane fragmenty twego opo lądują na fejsie u mnie :D Nie wiem, jak ten się zmieści, ale nie ma wyjścia! Musi się zmieścić :D
Dawaj mi więcej <3
Ps. Zmieścił się :D
-
Proszę Miśki. :buzki:
taki mały eroty mi wyszedł <haha> trochę się hamowałam, żeby was nie zgorszyć. ;D
- Marek.. On.. Boże, ja nadal nie mogę w to uwieżyć - próbowała to z siebie wyrzucić, a ja chcąc dodać jej otuchy położyłem swoją dłoń na jej ramieniu - Maciek ma dziecko. - wyrzucuła to z siebie, a ja oniemiałem. Nie wiedziałem co powiedzieć. Popatrzyła na mnie tymi swoimi pięknymi oczkami, w których zaszkliło się od łez. - Rozumiesz? On o tym wiedział od początku. Okłamał mnie! - rozpłakała się, odłożyła kieliszek, który trzymała w ręce i mocno wtuliła się we mnie, prawie wylewając zawartość mojego. Dosięgnąłem ledwo stolika i postawiłem na nim swój kieliszek. Pogłaskałem ją mocno po plecach, podniosła głowę, a ja w tym momencie odruchowo pocałowałem ją delikatnie w czoło. Znieruchomiała. Ja też. Niby zwykły buziak, nic nie znaczący, ale poczułem ciepło na sercu. Bardzo przyjemne ciepło. Ku mojemu zdziwieniu odsunęła się ode mnie. Wstała i chciała odejść, ale złapałem ją za rękę. Usiadła. - Chcesz mi o tym opowiedzieć? - zapytałem. Spuściła wzrok i zaczęła mówić. Głos jej się załamywał. Moje serce krajało się na drobne kawałki widząc ją w takim stanie. - Skoro chcesz tego słuchać to proszę bardzo... Ja i Maciek jesteśmy razem od 8 miesięcy. Jego syn liczy miesięcy 5. Jaki z tego wniosek? Okłamał mnie, bo od początku wiedział, że tamta jest w ciąży! Płaci alimenty. A mnie nie pisnął nawet słówkiem! Kolejny facet, który nie liczy się z moimi uczuciami! I gdyby nie przypadek pewnie prędko bym się o tym dziecku nie dowiedziała. Byliśmy z Maćkiem w supermarkecie. Tam spotkaliśmy ją. Ją i ich dziecko. A ona jak gdyby nigdy nic i powiedziała, że cieszy się, że Maciek jest taki szczęśliwy. Że szkoda, że im nie wyszło, ale łączy ich Szymek. Ich synek. Mało nie zemdlałam. Wybiegłam jak najszybciej. Nie patrzyłam na nic w koło. Biegłam i płakałam. Nie mogę pogodzić się z tym, że kolejny facet, na którym mi zależało okazał się takim draniem! - wypluwała słowa jak karabin maszynowy. Z trudnością nadążałem słuchać. - Dlaczego wy jesteście tacy beznadziejni? - Spojrzała mi w oczy. Na jej twarzy malował się grymas bólu, złości i nienawiści.
- Jacy my? Ty po prostu trafiasz na samych popaprańców. - co ja mówię? Miałem ją pocieszać, a nie dobijać. Idiota ze mnie. W jej oczach znowu zagościły łzy. - Yyy.. przepraszam. Nie to chciałem powiedzieć. Tzn.. - motałem się jak gimnazjalista przy odpowiedzi.
- Może lepiej nic nie mów. - chyba miała rację, więc postanowiłem nic nie gadać tylko.. tylko ją pocałować. Niespodziewanie przycisnąłem swoje usta do jej. Zadrżała. Na początku lekko się opierała, ale szybko zmieniła swoje nastawienie. Świat zawirował mi w głowie. Bynajmniej nie od wina. Nic się nie liczyło. Tylko tu i teraz. Mój język zaczął plątać się w jej ustach. Ona pod moim naporem położyła się. Ja na niej. Boże.. czułem się.. wspaniale! Poczułem jak zsuwa moją marynarkę. Nie pozostałem dłużny. W mgnieniu oka na podłodze znalazły się nasze rzeczy. Nie panowałem nad sobą. Całowałem jej ciało milimetr po milimetrze. Czułem jej zapach. Nie obchodziło mnie to, że w każdej chwili ktoś może wejść. Chciałem ją mieć jak najbliżej siebie. Słyszałem jak cicho mruczy mi do ucha. Dała mi znak, że chce mnie poczuć w sobie. Zrobiliśmy to. Czas się zatrzymał. Po wszystkim opadłem na nią bez sił. Wtuliłem się. Pogładziła mnie delikatnie po plecach. A w uchu usłyszałem ?dobra, złaź ze mnie?. Podniosłem się. Wisiałem nad nią i patrzyłem prosto w jej oczy. Speszyła się, odwróciła głowę. Cmoknąłem ją w policzek. Uśmiechnęła się. Pocałowałem ją w usta. Wymruczała ciche, ale stanowcze ?złaź zboczeńcu?. Ja, zboczeniec? No, ale cóż mi było czynić. Zsunąłem się z niej. Poszukałem swoich bokserek i spodni. Wsunąłem je na siebie. W tym czasie Agata zdążyła założyć na siebie wszystko z podłogi co należało do niej. Nie odzywała się. Unikała mojego wzroku. To nie tak miało wyglądać. Podszedłem do niej i pocałowałem z całej siły. Zarzuciła mi ręce na szyje, odwzajemniła. Odsunęła się, popatrzyła na mnie, pogładziła mój policzek i? wyszła. Po prostu wyszła. A ja zostałem z gołą klatą na środku gabinetu.
-
Nie wiem, czemu, ale po przeczytaniu zaczęłam ryczeć, jak bóbr. Bodajże ze szczęścia :D
Kochana! To jest prze-prze-przecudne! Nie no! Muszę to jeszcze raz przeczytać! Tak mi się spodobało... <zakochany>
Czekam na CeDeka i oby się pojawił dosyć szybko, jak tylko będziesz miała czas :buziak:
-
Am... Jestem zmarnowana, zmordowana i w ogóle masakra, bo spędziłam dziś cały dzień w Toruniu, ale Ty mnie postawiłaś na nogi <hahaha> Padłam, po prostu padałam <hahaha> Przecież to jest epickie do kwadratu! To jest to, co kocham <zakochany> Marek z goła klatą w gatkach na środku gabinetu <zakochany>
1. A w uchu usłyszałem ?dobra, złaź ze mnie? - Hahahh, padłam i nie wstanę <hahaha>
2. Wymruczała ciche, ale stanowcze ?złaź zboczeńcu?. - to zdecydowanie musiało ciekawie wyglądać. A przede wszystkim Marek bez gaci złażący z Agaty <buja_w_oblokach>
3. A ja zostałem z gołą klatą na środku gabinetu - to co Ewka kocha najbardziej - Marek w gatkach z gołą klatą na środku gabinetu <ps. jego klata jest boska, chemdorzyłabym xD/ Oczywiście to motto wędruje na fejsa :D / I powiem jeszcze coś: Marek - gdy ci smutno, gdy ci źle spakuj gatki i do Ewki pędź :D>
4. Porządam następnych części i to migiem <3
-
Bardzo podoba mi się to opowiadanie :) Bardzo chętnie przeczytam ciąg dalszy ^^
-
Widzę nową osobę. Witaj MarGatoholiczka. ;) Zapraszam(y) również do innych tematów. :buzki:
Poniedziałek, godzina 10.15
Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chodzę po gabinecie we wszystkie jego możliwe strony. Zaciskam ręcę. W mojej głowie pojawia się sto pięćdziesiąt myśli na sekundę. A każda z tych myśli tyczy się jednej osoby. Osoby, która zawładnęła mną całym. Nie odzywała się od tamtej pory. Dzwoniłem. Nie odbierała. Jest już poniedziałkowe przedpołudnie a jej nadal nie ma w pracy. Boję się, że coś jej się stało. Wyjmuję telefon i wybieram jej numer. Łączy się. Jeden sygnał.. drugi sygnał.. trzeci.. czwarty.. piąty.. Szlak! Jadę do niej!
Pół godziny później.
Stoję przed jej drzwiami. Serce wali mi jak oszalałe, jakby próbowało wyskoczyć i lecieć do niej. Biorę głęboki oddech.. pukam. Cisza.. Żaden odgłos nie dochodzi do moich uszu. Może jej nie ma. Przed budynkiem nie zauważyłem jej samochodu. Co się mogło stać? Czy ona chce żebym oszalał. Schodzę na dół. Po drodzę dochodzi do mnie dźwięk mojego telefonu. Może to ona. Szybko wyjmuję z kieszeni, ale na wyświetlaczu widnieje Marysia. Nie chcę z nią rozmawiać. Ona o niczym nie wie. Chociaż zauważyła, że coś się ze mną dzieje. Mamy ciche dni. Ale skoro dzwoni pewnie ma nadzieję na złagodzenie konfliktu, który ostatnio między nami narasta coraz bardziej. Ale to jest dla mnie mało istony fakt. Myślę jak dowiedzieć się co dzieje się z kobietą, która zawróciła mi w głowie. Wiem! Zadzwonię do Doroty. Co prawda ma kilka dni urlopu, ale może coś wie.
Tak jest. To był strzał w dziesiątkę. Okazuję się, że Agata wyjechała do Bydgoszczy. Ale dlaczego? Chciała odpocząć? Przecież niedawno była na urlopie z tym.. z tym.. z tym gogusiem Maciusiem. Jak ten facet na mnie działa. Jak czerwona płachta na byka. Jakbym go teraz spotkał to nie wiem czy gość miałby cały nos. Palant!
Ale co ja mam teraz zrobić? Jechać do niej? A może ona po prostu ode mnie uciekła.. Chciała sobie wszystko na spokojnie przemyśleć. Nie odbiera moich telefonów, więc nie chce ze mną rozmawiać. Mam się narzucać? Nie. Chcę pokazać, że mi na niej zależy. Mogła pomyśleć, że wykorzystałem to, że była załamana. To wino.. Nie! Muszę coś zrobić! Nie mogę pozwolić jej tak po prostu odsunąć się ode mnie. Nie wytrzymałbym tego.
Czuję się jak zakochany nastolatek. Nigdy czegoś takiego nie czułem. Nawet przy Marii.
Skoro nie chce ze mną rozmawiać to wyślę jej smsa. W ten sposób będzie wiedziała, że o niej myślę, że tęsknię.. że mi na niej zależy.
Wiem, że jesteś w Bydgoszczy.
Tęsknię za Tobą.. Nie mogę przestać o Tobie myśleć.. Agata, proszę, odezwij się, bo zwariuję.
Całuję bardzo mocno.
M.
Sam siebie nie poznaję. Co się ze mną dzieje. Muszę wracać do kancelarii. Jak ja się skupię na pracy. Wszystko przypomina mi o niej. Pik pik, patrzę na wyświetlacz, mam nową wiadomość. Wiadomość od Agaty.
Potrzebuję kilku dni odpoczynku.
Ostatnio w moim życiu dzieje się zbyt dużo dziwnych dla mnie rzeczy.
Nie martw się o mnie.
Ja też za Tobą tęsknie...
A.
Tęskni! Ona za mną tęskni! Gdybym nie siedział teraz w samochodzie odtańczyłbym taniec radości. Teraz martwię się trochę mniej. I chyba czas pomyśleć nad poważną rozmową z surową panią Prokurator.
-
Am... Wybacz, ale ten komentarz nie będzie miał, ani ładu, ani składu, tym bardziej także nie będzie konstruktywny, gdyż rozjechałaś mnie tą częścią totalnie. Czytając ją, już po pierwszym zdaniu, miałam ciary na plecach. <zakochany>
"Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Chodzę po gabinecie we wszystkie jego możliwe strony. Zaciskam ręcę. W mojej głowie pojawia się sto pięćdziesiąt myśli na sekundę. A każda z tych myśli tyczy się jednej osoby. Osoby, która zawładnęła mną całym. Nie odzywała się od tamtej pory. Dzwoniłem. Nie odbierała." - Zwaliło mnie z nóg <zakochany> Czekam na kolejnego parta mam nadzieję, że z równą szybkością go zobacze, jak tego :D
-
Widzę, Am, że sobie coraz szybciej radzisz czyli dziś ujrzymy następną część <zauroczony>
Boże kupuję Cię w całej okazałości. Oby tak dalej. Zakochałam się w tym co napisałaś aaaaa! <i_love_you>
-
Am! Kolejna część cudowna! <3
Ciągle to czytam i czytam... I znowu chyba przeczytam :D
Kocham i czekam na więcej! <buziak>
A teraz zapraszam na bardzo długie opo, które tworzyłam ja i Ewa (Markoagatoholiczka) już od dwóch miesięcy ;p
Ewa jest specem od dramma, więc napisałyśmy duuuże dramma ;p
Listopadowe popołudnie. Idziesz drogą, przez cmentarz, z czerwoną różą w ręku. Przemierzasz znane już ci uliczki cmentarza od kilku miesięcy. Masz nałożone ciemne okulary, pomimo deszczowej pory, aby zakrywać żal w oczach. Codziennie idziesz sam, nie zwracając uwagi na to, czy jest deszcz, silny wiatr, czy pierwsze odznaki śniegu. Zatrzymujesz się przy nagrobku, stojący na samym końcu cmentarza. Słychać jedynie szum liści na drzewach. Tak to jest cicho. Siadasz na ławce i patrzysz na nagrobek, gdzie jest niewiele zniczy. Dotykasz zimnego marmuru, pochylasz się i znów zaczynasz płakać. Już od kilku miesięcy nie ma jej przy tobie. Straciłeś swoją ukochaną na zawsze, bez żadnych szans na cofnięcie czasu. Kiedy wracasz do wspomnienia z tego dnia, to pytasz się: ?Dlaczego ona?? Pytanie, na które już nigdy nie zyskasz odpowiedzi. Po raz kolejny siadasz na cmentarnej ławce, tuż przy jej grobie. Każdego dnia, o tej samej porze. To twój swoisty rytuał, który odprawiasz każdego dnia od ośmiu miesięcy. Po chwili po raz kolejny kładziesz rękę na zimnej marmurowej płycie, która w tej chwili stanowi granicę, granicę, którą mimo, że bardzo chcesz nie jesteś w stanie pokonać. Wstajesz. Podchodzisz do jej zdjęcia oprawionego w jakąś szklaną ramkę.
Widzisz tam skupioną, kochaną twarz. Tęsknisz za dotykiem czułych ust.. Tęsknisz za czułymi słowami z jej strony. Tęsknisz za nią. Za Agatą Przybysz, która była dla ciebie całym światem. Zamykasz oczy.. i widzisz ją. Uśmiechniętą kobietę, która patrzy na ciebie, z błyskiem w oku, która trzyma cię za rękę, szepcze czule słówka i całuje delikatnie w twoje usta. I wtedy wraca do ciebie wizja ostatnich miesięcy przed jej śmiercią...
Kolejna kłótnia z Markiem spowodowała, że Agata wyjechała bliskim pociągiem do Bydgoszczy. Ojciec Agaty był tak samo zdziwiony jej nagłym przyjazdem dzisiaj, jak wtedy, gdy przyjechała po zwolnieniu z ProSpectrum. Tak samo jemu tłumaczyła, że nic się nie dzieje, jednak kobieta miała zamiar o wszystkim powiedzieć. Tym razem Agata postanowiła zostać na noc, w rodzinnym domu. Był już wieczór, kiedy była już przebrana w pidżamę, ze znanym napisem na koszulce ?Bydgoszcz rządzi?. Agata siedziała w kuchni, pijąc herbatę i rozmyślając się nad dzisiejszą kłótnią. W tej chwili chciała tylko jednego- Zapomnieć o Marku. Jej przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. Była bardzo zdziwiona, że w tak późnej porze ktoś przychodzi. Jednak postanowiła otworzyć drzwi. Ku jej ogromnemu zaskoczeniu, wypełniającym gniewem, ale i radością, na zewnątrz stał? Marek! Agata miała zamiar zamknąć drzwi, jednak Marek nie pozwolił jej na to, wchodząc do środka.
- Co ty tu robisz?- spytała się niezadowolona- Po tym wszystkim nie chcę cię znać!
- Agata- odparł po chwili- Nie chciałem cię skrzywdzić tymi słowami. Nie wiem? Tak samemu mi się to wszystko?
- Taa, samemu!- przerwała Agata- Wymyśl sobie jakąś inną wymówkę- powiedziała cicho, nie budząc przy tym ojca.
- Nie wierzysz mi? Ja naprawdę nie chciałem- powiedział, po czym nagle objął mocno Agatę i ją namiętnie pocałował. Agata była w tej chwili w szoku! To było coś, na co czekała od dawna. Niestety ze strachu, oderwała się od jego ust i odeszła kilka kroków, w głąb salonu. Marek podszedł znów do niej. Agata poczuła, że podchodzi, bo nagle znów się odwróciła w jego stronę.
- Kocham cię, Agatko!- uśmiechnął się do niej i znów ją objął. Agacie zaczęły spływać łzy szczęścia. Marek delikatnie wytarł łzy, a Agata odpowiedziała:
- Ja ciebie też kocham!
Ponownie zatopili swe usta, w namiętnym pocałunku. Nagle Marek odparł:
- Chodź ze mną!
Agata się roześmiała.
- Tylko się przebiorę!
Po czym poszła do swojego pokoju, a po 5 minutach wyszli z domu. Trzymając się za ręce, zwiedzali miasto wieczorną porą. Od tej chwili byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Co chwila Marek zasypywał Agatę gorącymi pocałunkami. Ich ręce nie odłączały się ani na moment. Czuli się cudownie, w swoim towarzystwie. Kiedy było już grubo, po pierwszej w nocy, zakochani zbliżali się do hotelu, gdzie zakwaterował się Marek. Mężczyzna spojrzał się pytająco na Agatę, a ona rozumiejąc go, o co chodzi, przytaknęła, uśmiechając się słodko do Marka. On znowu pocałował namiętnie ukochaną i weszli objęci, do hotelu?
Po chwili znaleźli się w pokoju. Zakochani oddawali się namiętnym pocałunkom. Mężczyzna postanowił jednak, że przerwie te upojne chwile...
- Pójdę się odświeżyć - powiedział całując ją w czoło.
- Tylko mi nie ucieknij - dodał po chwili.
- Nie martw się. Tym razem na pewno nie - odrzekała i usiadła na dużym łóżku, które pokrywała satynowa pościel.
Nie minęła dłuższa chwila i kobieta usłyszała dźwięk otwieranych od łazienki drzwi. Speszona podeszła do okna. Stała do niego tyłem. Po chwili podszedł do niej. Objął ją w pasie i pocałował w kark. Kobieta uśmiechnęła się przymykając przy tym lekko oczy, jakby chciała poprzez to wyrazić zgodę na dalszy rozwój akcji. Nie czekał dłużej. Nie potrzebował zbędnych słów. Objął ją w pasie. Początkowe delikatne pocałunki już po chwili przerodziły się w najbardziej namiętne, na jakie tylko było ich stać. Mężczyzna wziął ją na ręce i położył na łóżku. Po chwili Marek znalazł sie obok niej, a właściwie to nad nią. Po chwili jego usta spoczęły na jej szyi. Delikatnie wsunął dłonie pod jej żółty sweterek i począł gładzić jej plecy. Nie pozostawała mu dłużna, po woli rozpięła pierwszy guzik jego koszuli potem następny i następny, aż jej obliczu ukazał się nagi tors mężczyzny. Po chwili ich górna część garderoby znalazła się na podłodze. Marek z każdym pocałunkiem schodził niżej, aż dotarł do zapięcia stanika kobiety. Bez wahania pozbył się przeszkody.
- Jesteś cudowna - wyszeptał. Nie czekał na jej odpowiedź. Oczy kobiety mówiły wszystko. Pragnęła, by to on prowadził ją tej nocy. Po chwili dolna część ich garderoby spoczęła, a właściwie to pofrunęła na podłogę. Mężczyzna dalej torturował kobietę pocałunkami. Jego ręka poczęła pieścić jej udo, by następnie niegrzecznie przesuwać się coraz wyżej i wyżej? Naparł na nią delikatnie, po czym ogarnęła ich rozkosz. Właśnie w tej chwili stali się jednością.
- Kocham cię - wyszeptał całując ją w malinowe usta.
- Ja ... Ciebie też - powiedziała nieśmiało i odwzajemniła pocałunek.
Po chwili opadli w bezdechu na łóżku. Ich dłonie połączyły się. Po pełnym wrażeń wieczorze, zasnęli w tuleni w siebie - w końcu spokojni, szczęśliwi i spełnieni?
Nastał poranek. Zakochani spali tak samo, jak zasnęli. Tak samo byli wtuleni w sobie. Agata miała ułożoną głowę na jego torsie, a Marek lekko obejmował swoją ukochaną, opierając się o jej głowę. Mężczyzna zbudził się pierwszy. Widząc przed sobą ciemne włosy, uśmiechnął się szeroko i zgarnął niesforne kosmyki jej włosów, by ujrzeć delikatną twarzyczkę. Agata uśmiechała się przez sen, a Marek wycałował jej mokre włosy. Oboje byli w tej chwili najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Nagle Marek usłyszał dzwonek telefonu. Mężczyzna, widząc w wyświetlaczu, kto dzwoni, delikatnie wstał z łóżka, aby nie zbudzić ukochanej, wziął pobliski szlafrok i poszedł z telefonem, na taras.
- Marek?- usłyszał kobiecy głos- Gdzie ty jesteś?
- A co? Stęskniłaś się?- jego głos był obojętny.
- Chcę tylko wiedzieć. Tak nagle gdzieś zniknąłeś?- Maria wzięła łyk kawy.
- Musiałem wyjechać. Nagła sprawa- krótko tłumaczył.
- Coś mi się wydaje, że ty tam z kimś jesteś- odparła Maria.
- A z kim ja mam być?- Marek od razu zaprzeczał- Jestem sam!
- Ciągle mi się zdaje, że jednak jest ktoś z tobą- Maria nadal nalegała.
W tym samym czasie zbudziła się również Agata. Zdziwiona, że nie ma nigdzie Marka obok, odwróciła się w stronę drzwi tarasowych i zauważyła ukochanego, rozmawiającego przez telefon. Lekko się do niego uśmiechnęła, jednak do czasu?
- Maria! Z nikim tu nie jestem. Jestem sam, jak palec!
Agata na te słowa gorzko posmutniała i powoli wstała, by się ubrać. Marek to szybko zauważył.
- Słuchaj, muszę kończyć. Zadzwonię później- powiedział do słuchawki i odłączył się, po czym wszedł do pokoju. Agata była już ubrana. Zdążyła jeszcze wziąć swoją torbę, kiedy poczuła silne ramiona.
- Agata! Co ty robisz?- zdziwił się.
- Przecież sam powiedziałeś, że nikogo z tobą nie ma- szybko odparła smutno- W takim razie co ja tu robię?- posmutniała.
- Kochanie! Ja to wszystko wyjaśnię. Zostań!- nie puszczał jej ramion.
- Nie! Skoro wolisz kryć nasze uczucia, to najlepiej będzie, jak jednak nie będziemy ze sobą!- Kobiecie zaczęły spływać łzy z oczu. W końcu oderwała się od niego i wyszła z pokoju.
- Agata!- zdążył zawołać, jednak jej już nie było?
Kobieta wybiegła z hotelu ze łzami w oczach. Nie mogła uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. Ta noc była najpiękniejszą nocą jej życia, a ten poranek... Ten poranek niestety najgorszym. Poczuła się upokorzona i wykorzystana. Czuła się, jakby ktoś pociął jej serce na malutkie kawałeczki. A tym kimś był on... Mężczyzna, którego kochała. Wiedziała, że to wszystko jest zbyt piękne... Piękny sen, z którego w końcu trzeba było się obudzić. Po chwili znalazła się w domu. Od progu przywitał ją ojciec, którego zbyła krótkim zdaniem "Tato, później ci wszystko wyjaśnię. Jakby ktoś pytał to mnie nie ma". Agata czym prędzej, nie czekając na odpowiedz ojca, udała się do swojego pokoju i zaczęła płakać. Po raz kolejny zabolało ją to, że zaufała mężczyźnie, a ten w tak perfidny sposób to zaufanie wykorzystał. Sądziła, że ten ból jest czymś najgorszym, co może ją spotkać. Jednak po chwili uświadomiła sobie, że przecież razem pracują, że przecież będzie go widywała codziennie. Nie czekając ani chwili dłużej postanowiła, ze weźmie urlop od zaraz. Na jak długo? tego nie wiedziała. Tydzień... Miesiąc... Najlepiej jak najdłużej, by nie czuć, nie pamiętać, zapomnieć.
Tymczasem Marek bił się z myślami nad tym, że zranił swoją ukochaną, czego nie chciał. Nie spodziewał się, że Agata usłyszy tą rozmowę. On chciał tylko w jakiś sposób odczepić się od Marii. Nie miał ochoty z nią rozmawiać. Teraz siedział samotnie na łóżku, jeszcze w śnieżnobiałym szlafroku i myślał, co teraz czuje Agata. Bał się najgorszego- że Agata tego mu nie wybaczy i nie będą razem, czego nie chciał. Wiedział, że musi natychmiast jechać do Agaty, wytłumaczyć to wszystko, przeprosić? Żeby mu wybaczyła. Jednak wiedział, że to będzie bardzo trudne. W końcu poszedł się ogarnąć. Po wzięciu szybkiego, gorącego prysznica i przebraniu się wyszedł z hotelu, po czym pojechał do domu ojca Agaty, w drodze myśląc, co jej powiedzieć, by mu uwierzyła. W końcu mężczyzna znalazł się pod domem. Jeszcze chwilę siedział w samochodzie, mówiąc ciągle do siebie, że wszystko będzie dobrze. W końcu wyszedł z auta i kierował się do drzwi. Był lekko zdenerwowany, bojąc się najgorszego, jednak w końcu wziął się na odwagę i zadzwonił. Drzwi otworzył ojciec Agaty.
- Pan Marek?- zdziwił się.
- Dzień dobry. Jest Agata w domu?
Już miał powiedzieć, że jest, ale przypomniały mu się słowa Agaty, żeby powiedzieć, że jej nie ma.
- Nie ma jej. A coś się stało?
- Gdyby pan ją spotkał to czy mógłby pan powiedzieć, że muszę z nią porozmawiać? To jest naprawdę poważna sprawa.
- Wątpię, ale przekażę- odparł obojętnie.
- Dziękuję. Do widzenia- Marek odszedł od drzwi, a pan Przybysz zamknął drzwi. W tym samym momencie z pokoju wyszła Agata.
- Pan Marek był przed chwilą. Mówił, że chce z tobą porozmawiać.
- Słyszałam! Ale ja nie mam ochoty- odparła z łzami w oczach.
- Agatko! Powiesz mi, co się stało?- usiadł na kanapie.
- Nie teraz, tato. Muszę pomyśleć- kobieta z powrotem poszła do pokoju, a jej ojciec lekko zdziwiony jej zachowaniem, skierował się do kuchni?
Tego samego dnia, wieczorem Agata, za namową swojego ojca poszła na długi spacer po rynku. Ciągle nie mogła zapomnieć o dzisiejszym poranku. Chciała zapomnieć o Marku raz na zawsze. W tym samym czasie Marek również spacerował po rynku, ale nieco dalej. Rozmyślał nad tym, czy teraz też mógłby spróbować i pojechać do domu Agaty. Tak bardzo chciał, aby kobieta go wysłuchała, od początku do końca. Szedł dalej, gdy tu nagle ujrzał kogoś siedzącego na ławce, niedaleko ogromnej fontanny. Czuł, że to może być ona. I miał rację. Agata siedziała samotnie, karmiąc dużą obwarzanką gołębie. Kobieta miała lekkie łzy w oczach. Tak bardzo pragnęła, by był z nią Marek, ale po tym, co zrobił nie miała siły mu wybaczyć. Nagle poczuła silny uścisk ramiona. Agata się przestraszyła, bojąc się, że to jakiś bandzior, jednak na widok Marka odetchnęła z ulgą, ale miała ochotę stąd uciec.
- Agata! Poczekaj!- nie puszczał kobiety.
- Czego ty chcesz?
- Chcę ci coś wyjaśnić.
- Ale nie ma czego, bo oboje dobrze wiemy, że mnie tylko wykorzystałeś- Agacie znowu zaczęły spływać łzy z oczu.
- Agatko! Proszę cię. Ja ci wszystko wyjaśnię! Tylko mnie posłuchaj- Marek nadal nalegał.
- Marek! Nie mam po co cię słuchać! Ty nic nie rozumiesz prawda? Maria zawsze będzie w twoim życiu, a w takim wypadku nie ma tam dla mnie miejsca.
- Maria to już przeszłość. To ciebie kocham najbardziej i chcę z tobą spędzić resztę życia!
- To dlaczego tak się zachowałeś? Czemu posiekałeś moje serce na kawałki? Wiesz, jak ja się poczułam oszukana?
- Przepraszam. Sam wiem, jak się zachowałem i tego bardzo, bardzo żałuję. I jest mi strasznie głupio, że musiałaś tak cierpieć i to tylko wyłącznie z mojej winy.
- Chciałabym ci wierzy - odrzekła niepewnie.
- To uwierz - odparł mężczyzna chwytając Agatę za rękę.
- Marek... - Agata spojrzała na niego smutno.
- Proszę... - wyszeptał cicho. - Kocham cię - dodał gładząc delikatnie kobietę po policzku.
- Marek, proszę... - odparła, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie pozwolę cię skrzywdzić. Nie chcę dłużej cierpieć. Nie chcę żebyś ty cierpiała. Chce być z tobą. Zawsze i wszędzie. Zasypiać i budzić się przy tobie. Chodzić z tobą na spacery. Mieć gromadkę dzieci i żyć ze świadomością, że już zawsze będziemy razem - wypalił na jednym oddechu.
- A ty? Ty tego nie chcesz? - dodał po chwili.
- Chcę, ale... - odparła niepewnie.
- Obiecuję - powiedział podnosząc dwa palce do góry. - Że będę cię kochał do końca świata i o jeden dzień dłużej. Zawsze i wszędzie. O każdej porze dnia i nocy. A na naszym ślubie pięćdziesiąt małych białych gołąbków będzie robiło "Piii, Piii" - dokończył uśmiechając się szeroko. Agata nie odpowiedziała nic. Przymknęła lekko oczy, uśmiechając się przy tym delikatnie.
- Proszę - powiedział przerywając ciszę. - Wiem, że jestem idiotą, głu... - nie zdążył dokończyć, gdyż palec Agaty wylądował na jego ustach.
- Ciii - wyszeptała cicho i już po chwili ich usta połączyły się w namiętnym pocałunku?
Minęły 2 miesiące. Agata i Marek byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Każda chwila była przeznaczona dla nich, jedynie wykluczając rozprawami, czy spotkaniami z klientami.
Pewien deszczowy, październikowy dzień, pomimo kapryśnej pogody był dla nich najwspanialszym dniem w całym życiu, kiedy się dowiedzieli o pewnej nowinie?
Od ponad tygodnia Agata wyglądała na osłabioną i zmęczoną. Marek od razu zamartwił się o ukochaną, jednak kobieta mówiła, że to przez pogodę, jednak sama czuła się naprawdę bardzo dziwnie. Co ranek biegła do łazienki, by zwymiotować, a wieczorem dokuczały jej mdłości.
- Może jesteś przeziębiona?- od razu odparł Marek, widząc ponownie wychodzącą z łazienki Agatę.
- Nie, nie- zaprzeczyła znowu- To pewnie niezdrowa żywność, bo od tygodni wpycham na siebie te hot dogi i tak dalej.
- Kochanie, może jednak pójdziesz do lekarza?- objął delikatnie Agatę.
- Nie trzeba. Wypiję jakieś ziółka i będzie w porządku- uśmiechnęła się słodko, całując go w policzek.
- No dobrze. A może lepiej zostaniesz w domu?
- Marek! Dzisiaj ważna rozprawa!- miała lekki grymas na twarzy- Ostateczna przy okazji. Nie mogę zrezygnować!
- No tak? Ale jutro mam cię widzieć o tej porze dalej w łóżeczku i żadnych ale!
- Dobrze, tato!- roześmiała się promiennie, idąc do kuchni?
Oboje po śniadaniu udali się do kancelarii, a następnie na rozprawę. Oboje mieli akurat o tej samej godzinie, więc pojechali razem, jednym samochodem. W trakcie drogi, Agata nagle złapała się za głowę. Marek od razu to zauważył i skręcił na pobocze.
- Agatko! Wszystko w porządku?- zapytał, gładząc jej policzek.
- Tak, tak. Wszystko ok- powiedziała po chwili- Jedźmy- odparła, uśmiechając się, jednak Marek zaczął się bać o ukochaną. Pomimo to pojechali dalej?
Oboje jechali windą. Marek zauważył, że Agata jest blada, jak ściana. Dotknął jej czoła, po czym odetchnął z ulgą.
- Całe szczęście gorączki nie masz. Ale jakoś nie za ciekawie wyglądasz?
- Taka ci się już nie podobam?- roześmiała się.
- Kochanie! Ty mi się zawsze podobasz!- cmoknął jej malinowe usta. Po chwili winda się otworzyła. Agata zrobiła kilka kroków, jednak po chwili zawirowało jej się w głowie i upadła prawie na podłogę. Prawie, bo Marek zdążył ją złapać, po czym delikatnie ją ułożył na zimnej podłodze. Na korytarzu zrobił się bałagan. Wiele osób chcieli pomóc nieprzytomnej Agacie.
- Agatko! Agatko! Słyszysz mnie?- Marek klepał jej policzek. Kobieta po jakimś czasie delikatnie się poruszyła, lekko mamrotając.
- c-co się dzieje? Gdzie ja jestem?- próbowała wstać, jednak Marek wykluczył.
- Kochanie, spokojnie. Zemdlałaś- powiedział cicho, po czym ją przytulił, po czym podał wodę.
- Boże! Tak nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, tak nagle straciłam nad sobą kontrolę?- mówiła, po czym wzięła kilka łyków- Ale teraz jest już dobrze- powiedziała po chwili, powoli wstając. Marek pomógł jej przy tym.
- Kochanie! Może nie idź na tą rozprawę? Musisz odpocząć?- odparł.
- Marek! Ja wiem, że chcesz dla mnie dobrze, ale jest już ze mną ok i pójdę. Obiecuję, że potem od razu pojadę do domu- uśmiechnęła się ponownie, przytulając ukochanego?
Po rozprawie Agata czuła się już lepiej. Zanim wróciła do domu, coś ją tknęło, by pojechać do apteki.
- Dzień dobry, poproszę jeden test ciążowy- powiedziała od razu. Zapłaciła i wyszła z apteki. Będąc już w domu, od razu pobiegła do łazienki, aby wykonać test. Wynik testu całkowicie zwalił ją z nóg. Dwie kreski! To był dla niej szok, ale również i radość. Była gotowa o tym powiedzieć Markowi, kiedy tylko wróci do domu?
- Skarbie, już jestem!- usłyszała Agata. Kobieta ledwo co zdążyła schować test do pudełka. Szybko zawiązała we wstążeczkę, po czym schowała do szuflady. Szybciutko poprawiła sukienkę przed lustrem i poszła przywitać się z ukochanym.
- Tęskniłam!- odpowiedziała natychmiastowo, wpijając się w jego gorące usta.
- Mmmm? A co to za okazja, że tak się wystroiłaś?- objął ją w pasie.
- Wszystko w swoim czasie. Zdejmuj płaszcz- odparła, po czym poszła do salonu. Marek natychmiast powiesił na wieszaku i podążył w stronę, gdzie znajdowała się jego ukochana. Od razu zauważył stolik z dwoma nakryciami, świeczkami i butelką szampana.
- No proszę! Co ja tu widzę? Romantyczna kolacja się tu szykuje? Potrafisz mnie zaskakiwać- ponownie objął ją w pasie, dając namiętnego buziaka.
- Siadaj. Pójdę po jedzenie- szepnęła, kierując się do kuchni, a Marek nadal oczarowany, usiadł przy stole?
Po wspólnej pysznej kolacji, kiedy Marek już się rozluźnił, Agata była gotowa na to, co czekała od samego początku. Podeszła do szuflady i wyciągnęła pudełko.
- A cóż to?- spytał się Marek, widząc co ma w ręku jego ukochana.
- Niespodzianka- uśmiechnęła się, jak zaczarowana, siadając na kanapie. Marek dosiadł się do niej, wyciągając rękę po podarunek. Agata natychmiast zabrała pudełeczko.
- Za buziaka!- odparła, a Marek roześmiał się i wycałował jej malinowe usta, po czym Agata podała mu pudełeczko. Mężczyzna zaczął rozwiązywać wstążkę. Agacie zaczęło bić mocno serce, bo nie wiedziała, jak Marek na to zareaguje. Dębski w końcu otworzył pudełeczko i wyjął jego zawartość.
- Co to jest?- z początku Marek nie poznał.
- A jak myślisz?- Agata się roześmiała lekko, a Marek po chwili wytrzeszczył oczy, po czym jego wzrok skierował się do Agaty.
- Kotku! Czy?. Czy ty.. noo? czy ty przypadkiem?.- Mężczyzna się jąkał.
- No, no?. Co ja?- Kobieta znowu uśmiechnęła, a Marek? Wstał, biorąc Agatę za ręce i kręcąc ją dookoła. Agata krzyknęła z radości. Wiedziała, że ta nowina go uszczęśliwi. W końcu Marek postawił Agatę na podłogę.
- Skarbie! Czy ty wiesz, jak ja się z tego cieszę?- zapytał.
- Wiem, kochanie!
Marek wycałował ukochaną, po czym wykrzyknął:
- BĘDĘ OJCEM!!!
I znowu pocałował namiętnie Agatę. Tą noc spędzili namiętnie. Byli przeszczęśliwi, że spodziewają się dziecka i już nie mogli się doczekać, kiedy w końcu zawitają go na świecie?
I tak minęło pół roku. Agata była w ósmym miesiącu ciąży. Już od jakiegoś czasu nie pracowała, by się nie przemęczać przed przyjściem na świat nowego członka rodziny. Również i Marek załatwiał sobie dni wolne, by się opiekować ukochaną i ich przyszłym potomkiem. Oboje byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Przyjaciele z radością patrzyli na parę, która była w tej chwili w siódmym niebie. Marek zaczął się zastanawiać nad dalszym ich życiem. Miał pewność, że to z Agatą spędzi najwspanialsze chwile w ich życiu i już zawsze będą razem, jako zgodne, udane małżeństwo. Już kilka miesięcy wcześniej kupił pierścionek zaręczynowy, jednak ciągle się zastanawiał, kiedy ją poprosić o rękę. Postanowił porozmawiać o tym z najbliższymi, czyli z Dorotą i Bartkiem.
- Skoro się kochacie to jest pewne, że to będzie dobra decyzja- odparł Bartek.
- Agata się ucieszy! Ile razy mi mówiła, że to ty jesteś tym jedynym, z którym spędzi całe życie!- dodała Dorota.
Marek wziął te słowa do serca i był już pewny stuprocentowo, że to najwyższa pora, by oświadczyć się Agacie. Wieczorem Agata czekała na powrót ukochanego. W końcu Marek wszedł do mieszkania. Pierwsze co zrobił, to przywitał się z Agatą.
- Witaj, kochanie!- pocałował ją czule w usta- Jak tam spędziłaś dzisiejszy dzień?
- A przeglądałam w Internecie ciuszki dla maluszka. Dzisiaj znalazłam takie słodkie z postaciami z kreskówek. Najbardziej mi się spodobało z Mortem z ?Madagaskarów?- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy. Marek również się uśmiechnął, po czym pogładził jej brzuszek.
- No, proszę! Kopie!- roześmiał się.
- To z radości, że już przyszedłeś- odparła Agata, a Marek wycałował brzuszek, mówiąc:
- Będzie zawodowym piłkarzem. Już ja się o to postaram!
- Hahaha! A może mu się nie będzie chciało?- Kobieta wyśmiała Marka.
- No przecież lalkami nie będzie się bawić! Nie ta płeć, proszę pani!
- Dobra, dobra!- Agata się roześmiała, całując go w policzek.
- Skarbie, bo ja mam pewną propozycję na dzień jutrzejszy- powiedział po chwili mężczyzna.
- Oooo! To więc słucham- odpowiedziała, siadając mu delikatnie na kolanach.
- Co sądzisz, by jutro zjeść kolację w jakimś innym miejscu, niż nasze mieszkanie?
- No, no? Zapowiada się ciekawie?.- odparła słodko- Ja nic nie mam przeciwko!
- Cieszę się!- odparł, całując ją w kącik ust- To może o osiemnastej, w restauracji ?Róża??
- Chętnie- odparła słodko, za co Marek znowu ją pocałował, myśląc:
- Na pewno będziesz szczęśliwa tego dnia!
Nie wiedzieli, że następny dzień zmieni ich życie na zawsze?
Marek postanowił, że po pracy pojedzie do restauracji, by tam poczekać na Agatę. Jeszcze widzieli się rano, kiedy Marek wychodził do pracy.
- Marek! Zapomniałeś drugiego śniadania!- usłyszał swoją ukochaną.
- Ojejku! Co bym bez ciebie zrobił?- odparł wesoło.
- To byś zdechnął z głodu- zażartowała kobieta.
- Kocham cię!- odpowiedział cicho.
- Ja ciebie bardziej- Agata wycałowała go z całej siły.
Kiedy Marek był przy samochodzie, zobaczył jeszcze Agatę stojącą przy oknie, która promiennie się do niego uśmiecha. Pomachała do niego, a on przesłał jej buziaka w powietrzu. Mężczyzna nie miał wtedy pojęcia, że ten uśmiech widzi już ostatni raz?
Marek bardzo porządnie się przygotowywał do dzisiejszego wieczora. Co jakiś czas dzwonił do restauracji i pytał się, czy wszystko jest zgodnie z planem. Już nie mógł się doczekać, kiedy pojedzie tam i w końcu zrobi to, na co czekał już dawno. Nareszcie nadeszła godzina 17:30. Marek wychodził z kancelarii, jednak przy drzwiach spotkał Dorotę, która nagle dała mu kopniaka.
- Na szczęście!- odparła z uśmiechem, a Marek tylko się roześmiał i wyszedł z gabinetu. Będąc już w samochodzie, zadzwonił jeszcze do Agaty.
- Jak tam, kochanie? Szykujesz się już?- zapytał.
- Pewnie! Już się nie mogę doczekać- odpowiedziała słodko.
- Ja również. Kocham cię!- powiedział na koniec.
- Kocham cię- powtórzyła Agata, odłączając się?
Była już godzina 18:20. Marek czekał wystrojony w elegancki garnitur na swoją ukochaną, jednak ona nie przychodziła jeszcze. Kiedy dochodziło wpół do 19 zaczął do niej dzwonić, jednak nie odbierała. Zaczął się trochę o nią martwić, ale postanowił poczekać. Mijały kolejne minuty i nic. Marek coraz bardziej był zdenerwowany faktem, że nie ma ukochanej i że nie odbiera telefonów. Kiedy wybiła dziewiętnasta, Marek wyszedł z restauracji i kierował się do samochodu, by ją poszukać, jednak nagle zadzwonił jego telefon. Był wyświetlony jakiś nieznany numer.
- Halo?- odezwał się do słuchawki. To co usłyszał w słuchawce, o mało co nie zwaliło go z nóg. Nie czekając długo, wsiadł do auta i skierował się do szpitala?
Nie zwracając na nic, ciskał gaz, by jak najszybciej znaleźć się w szpitalu. Teraz nic go nie obchodziło. Żadne przepisy, żadne znaki? Nic! Po chwili był już na miejscu. Szybko wysiadł z samochodu i skierował się na recepcję.
- Agata Przybysz Gdzie ona jest? Była przywieziona po wypadku- zaczął pytać pielęgniarkę.
- W Sali 8, ale proszę pana!- pielęgniarka nie zdążyła go zatrzymać.
Marek po chwili był przy Sali. Z dużego okna było widać jego ukochaną, która wyglądała bardzo słabo. Posiniaczona twarz, rozmazany makijaż, skołtunione włosy?. Tak mu się teraz przedstawiała jego najpiękniejsza kobieta na świecie. Nad nią przebywali lekarze i pielęgniarki. Marek nie wytrzymał i wszedł do Sali.
- Agatko! Kochanie! Boże! Co się stało?- zaczęły mu spływać łzy. Lekarze szybko zainterweniowali i wyprowadzili go natychmiast z Sali. Agata lekko otworzyła oczy, jednak była bardzo słaba, by coś powiedzieć.
- Proszę pana! Co z nią jest?- Marek zaczął się pytać jednego z lekarzy.
- Pan jest jej mężem?
- Nie, ale będę ojcem jej dziecka. Proszę mi powiedzieć! Agata jest dla mnie wszystkim!- mężczyzna błagał.
- Proszę za mną- odparł, a Marek poszedł za nim?
- Pani Agata miała wypadek samochodowy. Jej samochód staranował tir i uderzył w drzewo. Jej stan jest bardzo ciężki. Za niedługi czas będziemy odbierać poród, gdyż ciąża jest bardzo zagrożona i szybka cesarka może uratować życie dziecka.
- A Agata? Czy? przeżyje?- zaczęły mu spływać łzy.
- Są na to bardzo małe szanse, ale zrobimy wszystko, co w naszej mocy.
Marek nie mógł w to uwierzyć. Jeden, głupi wypadek, zmieniający całe ich życie. Bał się, że straci swoją ukochaną. Po jakimś czasie pozwolono mu wejść jeszcze na chwilę do Agaty. Widząc ukochaną, natychmiast znalazł się przy niej. Nie mógł jej poznać. Była strasznie sturbowana.
- Kochanie?.- wyszeptał po chwili. Agata otworzyła lekko oczy i widząc Marka, uśmiechnęła się lekko.
- Marek?- powiedziała ledwo.
- Ciii! Nic nie mów- delikatnie pogładził ją po policzku.
- Ja?- ledwo powiedziała- Marek? Ja czuję? Czuję, że? to już koniec.
- Nie! To dopiero początek!- Mężczyzna próbował zatrzymać łzy- Zobaczysz! Nasze dziecko będzie zdrowe i ty też będziesz zdrowa!
- Ale? ja już czuję? Ja czuję, że? że? umieram?- powiedziała ledwo. Poleciała jej łza.
- Agatko!- Marek zgarnął kosmyki jej włosów.
- Kochanie? Zaopiekuj się nim, jak tylko najlepiej potrafisz? Wierzę w ciebie?
- Agatko! Nie mów tak! Oboje się nim zaopiekujemy!
- Marek? Kocham cię?- odpowiedziała ostatkiem sił.
- Agato! Proszę cię!- Marek zaczął płakać.
- Pocałujesz mnie?- spytała.
- Tak- odparł, po czym skradł jej delikatnego, ostatniego buziaka- Ja też cię kocham- powiedział smutno, kiedy nagle weszli lekarze i pielęgniarki. Marek musiał wyjść, jednak jeszcze trzymał rękę ukochanej.
- Obiecujesz?- spytała się po raz ostatni.
- Tak?- odpowiedział, niechętnie puszczając jej dłoń. Teraz tylko czekał?
Minęła godzina, kiedy z Sali wyszła pielęgniarka. Podeszła do mężczyzny.
- Proszę za mną- odparła, a Marek ruszył za nią. Po chwili znaleźli się w jednych z Sali, gdzie leżały noworodki. Pielęgniarka przyniosła małe dziecko dla Marka.
- To pański syn- odpowiedziała, a on spojrzał się na małego.
- A? a co z? co z Agatą?- zapytał ledwo.
- Bardzo mi przykro?- usłyszał. Nie mógł w to uwierzyć! Oddał synka pielęgniarce, po czym wyszedł na korytarz i tam zapłakał. Stało się to, czego się najbardziej obawiał. Agata umarła! Stracił najbliższą osobę w jego życiu, ale też uzyskał również kogoś bardzo bliskiego. Wiedział, że musi sobie poradzić teraz z tym wszystkim, jednak teraz był załamany, bo jego ukochana już nie żyła. Przez długi czas siedział na korytarzu i ciągle płakał. Nagle poczuł rękę na swoich ramionach. Przed nim stali Dorota, Wojtek i Bartek. Dorota mocno przytuliła przyjaciela i również zapłakała. Wszyscy byli załamani śmiercią Agaty. Ten dzień stał się koszmarem?
Stojąc teraz tutaj, po raz kolejny, każde wspomnienie boli jeszcze bardziej. Wszystko do ciebie wraca, za każdym razem kiedy tu przychodzisz wraca... I za każdym razem boli, znacznie mocniej niż poprzednio. Brak ci sił, ale nie możesz okazać swojej słabości. Nie możesz się poddać. Nie możesz. Nie wolno ci. Musisz być silny. Nie dla siebie, dla niego? Dla waszego syna. Kładąc czerwoną różę na zimnej, marmurowej płycie wypowiadasz ciche "Dlaczego cię tu nie ma?" Po chwili emocje biorą górę, a po twoim policzku spływa gorzka łza. Nie powstrzymujesz łez. Tylko tu, tylko przy niej byłeś, jesteś i będziesz sobą. Zawsze tylko przy niej. Po chwili ponownie dotykasz zimnego marmuru.
- Kocham cię i będę kochać... Zawsze- szepczesz. Przekraczasz cmentarną bramę. Musisz być silny... Dla niego... Dla niej.
KONIEC!!!
-
Karo, Ewa.. wzruszyłam się. <placze>
To jest piękne.. smutne, ale piękne. <placze>
-
Miło nam :*
A jeszcze coś ode mnie dam. Proszę :*
Weszli do pokoju szczęśliwi. Byli zmęczeni całą, weselną zabawą i bardzo się ucieszyli, kiedy w końcu mogli zostać sam na sam. To był ich czas i moment, kiedy nikt nie mógł im przeszkodzić. Małżonkowie usiedli na dużym łóżku, gdzie leżała biała, satynowa pościel. Marek patrzył się na swoją świeżo upieczoną żonę, z błyskiem w oku. Agata uśmiechnęła się lekko do ukochanego, a Marek odwdzięczył się tym samym. W całym pokoju panowała cisza. W tym momencie oboje nie potrzebowali słów. Już w momencie, kiedy na siebie patrzyli wiedzieli, że ta noc będzie najpiękniejszym momentem w ich całym życiu. Od samego początku ich dłonie były złączone. Wzajemnie czuli obrączki na swoich palcach. To uczucie było tym z najlepszych, na jakie czekali od dawna. Marek przeglądał się delikatne dłoni, dotykającej jego dłoń. Jego wzrok potem przeniósł się w górę, w ramiona ukochanej zakrytej bolerkiem, następnie w szyję, a kończąc na jej prześlicznej, uśmiechniętej do niego twarzy. Marek delikatnie zgarnął długą dłonią kosmyki jej włosów do tyłu, aby ujrzeć jej całą twarzyczkę. Przeczesywał jej policzek, jeździł po karku, przybliżając się przy tym do niej... Agata dalej obserwowała akcję swojego męża. Czując, jak jego ręka "wędruje" po plecach, nagle się odezwała:
- Poczekaj! Muszę napić się wody.
Marek tylko się do niej uśmiechnął, zabierając przy tym rękę, a Agata wstała i podeszłą do stolika. Wlewając wodę, usłyszała, że Marek również stanął z łóżka. Już myślała, że do niej podejdzie, jednak do tego nie doszło. Marek stał i patrzył się znowu w żonę, jak w obrazek. Po chwili Agata odstawiła pustą szklankę na miejsce i patrząc się na Marka, roześmiała się i poszła w stronę okna. W między czasie Marek zdjął swoją marynarkę i odpiął dwa guziki od koszuli. Jakiś czas przyglądał się żonie, zapatrzoną w okno. W końcu podszedł do niej cicho, przez co Agata nie słyszała jego kroków. Była zapatrzona w gwiazdy na niebie. Nagle poczuła znajome ręce, obejmujące ją w pasie. Czuła jego oddech, ulubiony zapach jego perfum. Również zaczęła czuć jego usta, delikatnie muskający jej szyję. Zamknęła oczy i zaczęła myśleć o tym, co za chwilę się wydarzy. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Nagle usłyszała jego czuły, ciepły głos.
- Skarbie, chodź!
Agata odwróciła się w jego stronę i objęła ręce wokół szyi, a Marek ogarnął kolejny kosmyk jej włosów, po czym objął jej głowę i oddał jej krótki, acz namiętny pocałunek. Agata oznajmiła go, po czym Marek przerwał, by zdjąć jej bolerko. Delikatnie, aby nie skrzywdzić swej ukochanej. Pierwsza część jej garderoby trafiła na podłogę, a Marek kolejny raz pocałował ukochaną, podążając w głąb pokoju, będąc już przy łóżku. Oddawał jej kolejne pocałunki i w między czasie jego ręce zaczęły wędrować po plecach ukochanej. Szukając gorsetu, badał każdy skrawek jej ciała. Po chwili przerwał pocałunek, wziął ją za ręce i położył ją na łóżku. Usiadł przy niej od tyłu, by zdjąć jej gorset. Zanim to zrobił, wycałował jej kark, dotykając przy tym opuszkami palców. Po dłuższym czasie Marek w końcu zabrał się za odpięcie. Powoli odpinał guziki, których było bardzo dużo. Kiedy w końcu odpiął wszystkie guziki, odwrócił Agatę do siebie i oddawał kolejne pocałunki. W tym samym czasie zdejmował jej górną część sukienki. Kiedy miał ochotę na drugą część, Agata go powstrzymała.
- Teraz moja kolej!- odparła, a Marek się tylko do niej uśmiechnął i pozwolił żonie na jej krok. Kobieta całowała Marka najpierw po ustach, następnie po szyi. W tym samym czasie jej ręce były "zajęte" guzikami od koszuli męża. Delikatnie je dotykała i nie śpieszyła się do ich zdjęcia. Jednak w końcu kolejny guzik był już odpięty i przed Agatą było widać jego tors. Agata delikatnie go wycałowała, a Marek nagle wziął jej głowę i znów zaczął ją całować w malinowe usta. Mężczyzna zaczął się dobierać w końcu do zdjęcia całej sukni. Pochylił Agatę, by się położyła, po czym ręką wędrował po jej całym ciele. Agata roześmiała się przy tym, z powodu łaskotek.
- Ej! Delikatnie trochę! Przecież wiesz, że ja tego nienawidzę- odparła wesoło Agata.
- Przepraszam, kochanie- Marek uśmiechnął się promiennie do Agaty i wrócił do poprzedniego zajęcia. Delikatnie zsuną jej sukienkę do końca. Przy okazji Agata zdejmowała swoje buty, aby Marek mógł zdjąć jej pończochy. Jednak Marek postanowił jeszcze trochę podrażnić ukochaną i znów wrócił do ust. Agata zaczęła odpinać pasek od jego spodni i rozporek, jednak ona również od razu mu nie zdjęła. Marek znowu zaczął coraz to zmysłowo wycałowywać jej szyję, ramiona, dekolt, zsuwając się coraz niżej. Agata już poczuła gorącą falę rozkoszy. Marek szybko pozbywał się jej pończoch, a po chwili i bieliznę. Agata również po jakimś czasie zdjęła jego resztę ubrać, które natychmiast trafiły na podłogę. Kobieta dotykała umięśnionego ciała ukochanego. Czuła się cudownie! Kochali właśnie tą namiętność, ten szał! W końcu zrobili to, co zapieczętowało ich miłość. Przed nimi zaczął się wirować ten słodki świat, który tworzyli go oboje. Od teraz ich miłość była spełniona i skonsumowana, gdyż to była ich pierwsza, wspólna noc. Oboje już czuli zmęczenie po cudownym momencie w ich życiu. Agata wtuliła się w ciepłe ramiona ukochanego, a Marek wycałował jej wilgotne włosy. Oboje jeszcze głośno oddychali po tej całej, słodkiej chwili. Przykryci kołdrą, zasnęli w objęciach, śniąc o ich słodkim świecie...
-
Karo, pięknie to opisałaś! Super! Chcę jeszcze! :-*
Poniedziałek, 19.20
Wchodzę ociężale po schodach, które prowadzą do mojego mieszkania. Z dworu widziałem palące się światło, to znak, że Maria już jest. Nie mogę stchórzyć. Muszę jej powiedzieć, że jej nie kocham.. że ja i Agata.. że to Agatę kocham i z nią chcę spędzić resztę swojego życia. Skrzywdzę ją tymi słowami, ale nie mam innego wyjścia. Gdy rozstanę się z Marią Agata zobaczy, że traktuje ją poważnie, a nie jak zabawkę. Tak! Muszę postawić sprawę jasno. Maria i tak się dowie. Lepiej, żeby dowiedziała się ode mnie.
Otwieram drzwi. Odkładam kluczę na szafkę, zdejmuję płaszcz, buty. Idę. Ten korytarz nigdy nie był taki długi..
Wchodzę do pokoju. Maria pogrążona jest w czytaniu. Nawet na mnie nie patrzy.
- Cześć - rzucam ozięble. Podnosi głowę, nie odpowiada. Patrzy mi prosto w oczy. Jako pani prokurator pewnie już wie, że popełniłem jakieś przestępstwo. Tak się czuję. Nie uśmiecha się. Wraca do czytania. Podchodzę. Czuję jakby moje nogi były z waty. Siadam obok, ale nie za blisko.
- Coś się stało? - odłożyła książkę i popatrzyła na mnie. Wzrok miała zimny. Nie uśmiechała się. Jakby coś przeczuwała. - To może ja Cię uprzedzę. Jutro się wyprowadzam. - byłem totalnie zaskoczony.
- Ale.. dlaczego? - czyżby wiedziała o mnie i Agacie? Nie, no skąd. Nikt nie wie. Chyba, że Agata jej powiedziała. Ale ona przecież jest u swojego ojca. Może zadzwoniła? Tysiąc myśli na minutę.
- Masz romans, prawda? - jednak wie. Milczałem, nie potrafiłem się przyznać. Spuściłem wzrok. - Nie musisz odpowiadać. Ja to wiem.. - głos jakby jej się załamał, ale nie chciała dać po sobie tego poznać. - mecenas Przybysz mi Cię zabrała, tak? - była stanowcza.
- T... Tak. - zebrałem się na odwagę. Musiałem się przyznać. Maria uśmiechnęła się ironicznie. Nie patrzyła na mnie. - Przepraszam. - wydukałem.
- Daruj sobie - rzuciła chłodno i wstała. Popatrzyła na mnie z pogardą i wyszła z mieszkania. A ja czułem się jak ostatni łajdak. Nie chciałem jej skrzywidzić. Nie chciałem, ale to zrobiłem.
Wziąłem zimne piwo z lodówki, usiadłem przed telewizorem i włączyłem mecz. Musiałem się jakoś odstresować, bo jeszcze chwila i moja głowa rozpadłaby się na małe drobinki. Już nigdy nie skrzywdę żadnej kobiety. Nigdy! A na pewno nie skrzywdzę Agaty. Na samą myśl o niej uśmiech wkrada się na moją twarz. Nie odzywała się do mnie, ale czuję, że będzie dobrze.
Dopijam piwo. W mojej głowie rodzi się chęć natychmiastowego skontaktowania się z nią. Raz się żyje! Sięgam po telefon i wybieram jej numer. Przykładam telefon do ucha i czekam.
- Marek? - w słuchawcę słyszę zaspany głos. - Wiesz, która jest godzina?
- No właściwie to nie wiem - zerkam szybko na zegarek, który wskazuje, że jest 23.50 - o rany! Przepraszam, nie wiedziałem, że jest tak późno. Zupełnie straciłem poczucie czasu. - tłumaczę się jak dziecko, a Agata zaczyna się śmiać. - Co Cię tak rozbawiło? - pytam miłym głosem.
- Ty. Słodki jesteś. - chyba się przesłyszałem.
- Możesz powtórzyć.
- Mówię, że jesteś słodki, a co przerywa? - uwielbiam jej śmiech, nawet jak jest tak daleko.
- Agata.. - waham się - bardzo za Tobą tęsknie. - śmiech w słuchawce ucichł. Nie wiem, czy to dobrze.
- Ja za Tobą też - odpowiada po chwili milczenia - Idź spać, kochany! Jutro praca. Całuję. Pa - rozłączyła się. Ech.. co za kobieta. Mój dobry humor powrócił..
-
Am...
1. Jak zwykle boskie. Wiesz jak ja czekałam jak dodasz parta? Chcemy więcej! Chcemy więcej i to jusz :D
2. Dobrze, że w końcu się Pleśń ulotniła, choć muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się, że tak gładko pójdzie :D
3. Koniec słodki <zakochany> Porządam więcej :D
4. Nie zapomnij też o dramma. Wszakże ja kocham dramma :D
5. Jak będziesz grzeczna to na dniach dostaniesz prezent :P
-
Ajj! Rozmarzyłam się... <zakochany>
Cudnie, Am! :buziak:
Czekam szybciutko na kolejną część, bo inaczej nie zdzierżę :D
-
Am...
1. Jak zwykle boskie. Wiesz jak ja czekałam jak dodasz parta? Chcemy więcej! Chcemy więcej i to jusz :D
2. Dobrze, że w końcu się Pleśń ulotniła, choć muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się, że tak gładko pójdzie :D
3. Koniec słodki <zakochany> Porządam więcej :D
4. Nie zapomnij też o dramma. Wszakże ja kocham dramma :D
5. Jak będziesz grzeczna to na dniach dostaniesz prezent :P
ad1. Dziękuję, dziękuję. :) Kiedyś się napisze. :D
ad2. Ale kto powiedział, że gładko? <haha>
ad3. Patrz ad1
ad4. I coś dramatycznego się wymyśli. ;D
ad5. Będę! ;D
Karo, dziękuję. :-*
-
Am... to bądź i daj nam prędziutko parta :D <haha> I nie kiedyś się napisze, tylko chce usłyszeć, że bd za chwile :P
-
Am, to kiedy się możemy spodziewać opa? :D
-
Am, to kiedy się możemy spodziewać opa? :D
Już, teraz, natychmiast. <haha>
Piątek rano.
Może dziś ją zobaczę? Może w w końcu postanowi wrócić. Z każdą minutą tęsknie za nią coraz bardziej. Z jej uśmiechem, jej błyszczącymi oczami, za jej głosem, za jej żartami, nawet za tym, że potrafiła nawrzeszczeć na niego bez powodu. Tęsknie za nią całą. Chciałbym już móc ją przytulić, wtopić wargi w jej malinowych ustach, bawić się kosmykami jej czarnych włosów. Móc w końcu poczuć, że jestem dla niej kimś ważnym.. najważniejszym. Zawładnęła mną w całości. O niczym innym nie myślę, na niczym nie mogę się skupić. Moje serce i mój mózg oszalały. Moje wszystkie marzenia sprowadzają się do jednego. Do niej. Marzę, żeby ją całować, żeby zasypiać i budzić się obok niej, żeby kochać się z nią każdej nocy, w każdym miejscu. Kocham, kocham, kocham.
Znów rozczarowanie, znów jej nie ma. Telefon nie odpowiada. Martwię się..
Dzwoni! Odbieram. Głos ma inny niż zwykle. Smutny. Boże, wiedziałem, że coś się stało! W jednej chwili wszystko stało się jasne. To straszne. Nie mogę w to uwierzyć. Odłożyła słuchawkę. Nie zdążyłem nic powiedzieć. Wybiegłem z kancelarii nie zważając na Bartka i Dorotę. Mignęły mi tylko ich zdziwione miny. Może powinienem im powiedzieć co się stało. Nie ważne, nie mam czasu się nad tym zastanawiać. Muszę jak najszybciej dotrzeć do niej. Muszę ją przytulić. Musi wiedzieć, że jestem przy niej, że może liczyć na moją pomoc, wsparcie. Teraz w tych trudnych chwilach bardzo mnie potrzebuje. Zadzwoniła do mnie, tzn. że mi ufa. Najpierw ta sprawa z tym Maćkiem, teraz taka tragedia. Jeszcze tylko brakuje, żeby pojawił się ten cały Hubert.
Jadę. Muszę być tam jak najszybciej. Ona nie ma teraz obok siebie nikogo bliskiego, nikogo, kto by ją pocieszył, kto by jej pomógł. Tym kimś jestem ja.
Po około 2 godzinach jazdy byłem pod jej rodzinnym domem. Serce waliło mi jak oszalałe. Tutaj, na pierwszy rzut oka, nic się nie zmieniło. Wszystko wyglądało jakby nic się nie stało. Furtka zamknięta. Do drzwi domu prowadziła krótka ścieżka z kostki, po bokach rosły małe żywotniki, które przeplatane były ogrodowymi lampkami. W dalszej części ogrodu przed domem w oczy rzucały się fioletowe astry, które pięknie kwitły tego roku. Obok astrów żyła sobie malutka magnolia, która o tej porze roku nie była tak piękna jak wiosną. Po drugiej stronie znajduje się malutkie oczko wodne. Pięknie tu. W oknach zasłonięte są zasłony, jedynie to nie jest takie jak zawsze.
Drzwi wejściowe powoli się uchylają a w nich pojawia się Agata. A raczej cień Agaty. Moje serce rozrywa się na malutkie kawałeczki widząc jak moja ukochana cierpi. Dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe? Agata widzą mnie lekko się uśmiecha, jeśli można to nazwać uśmiechem.. Podszedłem bliżej i mocno ją przytuliłem. Czekałem na tę chwilę jak na zbawienie, jednak nie tak sobie ją wyobrażałem. Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Ale teraz muszę jej pokazać, że jestem cały dla niej. Gładziłem ją delikatnie po włosach. Wiedziałem, że to ją uspokaja. Drżała w moich ramionach, a w moich oczach pojawiły się łzy.. łzy żalu. Szepnąłem ją do ucha, że już jestem, i że zawsze będę z nią i dla niej. Oderwała się ode mnie i spojrzała na mnie badawczo. Jej oczy były podkrążone, pozbawione dawnego blasku. Na twarzy nie widniał piękny uśmiech. Minę miała poważną. Włosy rozczochrane. Ale to nie zmienia moich uczuć. Wręcz przeciwnie.
Siedzieliśmy na kanapie w jej pokoju. Ona mocno wtulona w moje ramiona. Nic nie mówiła. Słowa były zbędne. Cicho łkała, a ja nie mogłem nic na to poradzić. Wiedziałem, że potrzebuje mnie teraz jak nigdy wcześniej. Teraz, gdy została sama?
-
Bardzo smutne... Rozczuliło mnie, jak nie wiem co... :ysz:
Dopiero w ostatnim zdaniu zrozumiałam, czemu Agata smutna... :(
Oczywiście czekam na CeDeka. Jestem ciekawa, jak to się potoczy dalej. Wieeeeelki buziak dla ciebie :buziak:
-
Długi komentarz napisze, jak dojdę do siebie po tym wszystkim. Zdecydowanie za dużo wrażeń jak na jeden wieczór. Bardzo smutne :( Że tak powiem po pewnych fotach to mnie tak dobiło, że nie jestem w stanie nic innego powiedzieć, jak tylko: jest cudowne i czekam na więcej <3
-
Kilka tygodni później.
Od śmierci ojca Agaty minął prawie miesiąc. Agata wzięła długi urlop i wyjechała. Sama. Myślałem, że chce mieć mnie przy sobie, ale ona postawiła sprawę jasno. 'Nie rób sobie nadziei' - do tej pory brzmi mi to w uszach. Miałem wrażenie, że nogi robią mi się z waty, czułem jakby ktoś walnął mnie obuchem w głowe. To ja pędziłem na złamanie karku do niej, żeby być przy niej, a ona potraktowała mnie jak jednorazową husteczkę higieniczną. Wypłakała się i wyrzuciła. Wiem, że był to dla niej ciężki czas, ale nic nie usprawiedliwia takiego traktowania. Byłem w stanie zrobić dla niej wszystko. A ona? Najpierw dała mi do zrozumienia, że chce ze mną być, a potem, nagle zmieniła zdanie. Ot tak! Najpier Mareczek jest potrzebny, a po godzinie już nie! Jestem wściekły..
Po tym wszystkim wróciłem do mieszkania jak zbity pies. Marii już nie było. Na stoliku leżała tylko karteczka:
Po resztę rzeczy wrócę w przyszłym tygodniu.
Wróciła. Wtorkowy wieczór. Weszła, miała klucze. Stanęła przede mną. Popatrzyła mi prosto w oczy. Nic nie mówiła. W głowie szumiało mi od alkoholu, którego wypiłem tego wieczoru dość sporo. Patrzyłem na nią bacznie. Włosy miała, jak zawsze, zaczesane do góry. Makijaż , równie jak zawsze, perfekcyjny. Ona zawsze wszystko miała poukładane. Może po za swoim życiem, ale to głównie przeze mnie. Ubrana była w granatową sukienkę, na którą zarzucony miała czarny żakiecik. W ręku trzymała granatową, dużą torebkę. Jej oczy stanęły w miejscu, przyglądały się bacznie mojej twarzy. Bez zbędnego gadania podszedłem do niej i zacząłem ją całować. Początkowo się opierała, ale nie trwało to długo. Spędziliśmy razem noc.
Rano obudziłem się z lekkim bólem głowy. Marysi nie było obok. Miałem strasznego kaca. Moralnego, nie alkoholowego. Zachowuję się jak.. palant! Co ja robię ze swoim życiem?!Musiałem szybko się pozbierać. Sprawy się same nie wygrają.
Znowu spotykam się z Marią. Samo tak wyszło. Nie mieszkamy razem. Widujemy się czasem. Nie chce mi się zastanawiać czy to dobrze, czy źle. Tak wyszło i niech tak będzie. Z Agatą i tak nic nie będzie. Olała mnie. A Maria chyba chce, żeby było jak dawniej. Szybko wybaczyła mi zdradę. Szczególnie, że to nie był zwykły seks, to było coś niesamowitego. To nie była tylko zdrada fizyczna, ale głównie zdrada psychiczna. Marysia ma silny charakter. Na pewno ma do mnie żal, ale stara się tego nie okazywać. Nie wypomina tego co było. Jest dobrze. Przynajmniej tak mi się wydaje.
Teraz siedzę w pustym gabinecie i patrzę w sufit. Sam sobie narobiłem takiego syfu w życiu. Zachciało mi się wielkiej miłości. A przecież miłości nie ma! Miłość istnieje tylko w głowach tych, którzy jeszcze się na niej nie przejechali. Czas wracać do domu. Dzisiaj ważny mecz Ligi Mistrzów. Muszę obejrzeć. Przynajmniej nie będę miał czasu na rozmyślanie nad własnym, nieudolnym życiem. Piwo i mecz, to jest to, czego teraz mi potrzeba.
-
To się porobiło. <olaboga> Ewidentnie stwierdzam, że Marek to świnia! Ciekawe, co zrobi jak Agatka wróci. Nie zdziwię się, jak wróci i go przeprosi za takie zachowanie, będzie chciała dać im szanse, a ten jej na to, że już się pocieszył. Fajnie. Marka postępowania nie usprawiedliwia nic. Był rozżalony, był wkurzony, Agata potraktowała go jak potraktowała, do tego winko. OK, ale to nie usprawiedliwia niczego. Gdyby trochę ruszył tą swoją piękną główką to by wiedział, że postępowanie Agaty to w pewnym sensie forma obrony przed rzeczywistością, że ona jeszcze nie pogodziła się z tym, co się stało, że potrzebuje czasu. Nie chce bronić tutaj jej postępowania, ale przecież to jasne, kto w tej sytuacji powinien mieć świeżą głowę. A on? On tak zwyczajnie topi smutki w alkoholu, a potem, też tak najzwyczajniej w świecie kopuluje z eks. Żeby tego było mało ma do siebie (w pewnym sensie) żal, że dał się ponieść emocjom, że doszło z Agatą do tego, do czego doszło. Wiedział, że ona przeżywa teraz trudne chwile, że może potrzebuje być sama, ale przecież wielki pan mecenas ważniejszy. Przy takim obrocie spraw to rozumiem, że mogłabym nawiedzić go w kancelarii albo w domku dobrać się do jego gatek i też by nic nie powiedział.
Kocham te twoje opo <zakochany>
Wiedz, że jesteś pierwszą osobą, której pisze takie długie i refleksyjne komenty, a przeczytałam bardzo dużo opowiadań :D
Czekam na więcej. Mam nadzieję, że będzie to szybko. Po cichu mogę powiedzieć, że też coś skro-bię - biemy xD
-
Wiedz Am, że przeczytałam opo, ale kurcze nie wiem, co powiedzieć...
Czekam na CeDeka ;)
-
Ewa, Karo, Agata - specjalnie dla Was. :buzki:
Październikowy poranek.
Poranki robią się coraz chłodniejsze. Tak chłodniejsze jak moje serce. Ostatnio przestaje odczuwać cokolwiek, ani miłości, ani nienawiści. Agata wróciła, nasze kontakty ograniczają się jedynie do kontaktów zawodowych. Dorota urodziła synka - Adasia. Mam być jego ojcem chrzestnym. Cieszę się z tego powodu, ale troche mniej mnie cieszy fakt, że matką chrzestną zostanie Agata. Muszę to jakoś przetrwać. Chrzest za 2 tygodnie. Zacisnę zęby i wytrzymam. Miałem odwagę, aby zakończyć definitywnie wszystkie sprawy z Marią to i kilka godzin z Agatą wytrzymam.
Wchodzę do kancelarii i od razu wpadam na nią. Ech. Przeznaczenie? Raczej pech. Nie patrzy na mnie i znika we wnętrzu swojego gabinetu. Gdzieś, jakby przez mgłę syszę głos Bartka, odwracam się w jego stronę
- Okońska dzwoniła. - dolatuje do moich uszu.
- Po co mi to mówisz? - nie próbuję ukryć swojego zdenerwowania. Jak zwykle wszystko odbija się na tym biednym Bartku. Czasem to mi go szkoda.
- Bo dzwoniła do Ciebie.. - Bartek udaje obrażonego i nic więcej nie mówi. Idę do swojego gabinetu. Wyjmuję telefon z kieszeni. No tak, rozładowany. Już nawet nie pamiętam, żeby naładować telefon. Cały dzień bez komórki. Może to dobrze. Jak ktoś ma sprawę zawodową zadzwoni na numer kancelarii. Wyciągam nogi i kładę je na swoim biurku. Patrzę się na sufit, jakby tam napisane było co mam zrobić ze swoim życiem. Czyżby dopadła mnie jesienna depresja. Za tydzień Wszystkich Świętych, za dwa tygodnie Chrzest Adaśka. A później pozostaje czekać na Boże Narodzenie. Samotne. Może zaszyję się w jakimś malutkim domku w górach z widokiem na ośnieżone szczyty. Ogień w kominku, czerwone wino. Brakuje tylko jednego.. a raczej jednej. Czy wszystko musi wiązać się z nią? Przecież bez kobiet też można żyć! Kobiety ciągle nażekają, jak nie mają napięć przedmiesiączkowych, to mają napięcia pomiesiączkowe, wieczne wahania nastrojów, chormony buzują. Masakra jakaś. A życie bez kobiet to pełen luksus. Piwko, meczyk, pizza, frytki, wyjścia z kolegami. Ech.
Zbliża się dzień, który dobije mnie jeszcze bardziej. Wszystkich Świętych.
Idę powoli alejkami cmentarza. W jednej ręce mam torebkę ze zniczami, w drugiej żółte chryzantemy. Co roku wygląda to tak samo. Podchodzę do czarnej płyty pomnika, na zimnej płycie kładę kwiaty. Zapalam dwa duże znicze. Jeden stawiam po prawej stronie pomnika, drugi po lewej. Staję. Nie modlę się. Przestałem się modlić w wieku 17 lat. Wtedy gdy dowiedziałem się, że moi rodzice nie żyją. Zginęli w wypadku samochodowym. Wiechała w nich jakaś ciężarówka. Zjechała ze swojego pasa i wiechała prosto na moich rodziców. Zginęli na miejscu. W jednej sekundzie zawalił się cały mój świat. Zostałem razem z moim starszym bratem, który po moich osiemnastych urodzinach wyjęchał do Anglii. Nigdy później go nie widziałem. Byłem sam jak palec, zdany tylko na siebie. Studiowałem, pracowałem, ale dałem sobie radę. Musiałem. Dla rodziców. Ale przestałem ufać Bogu. Przestałem się modlić. Bo On zabrał mi ludzi, których kochałem. Łza spłynęła mi po policzku. Popatrzyłem na te dwa znicze i odszedłem.
Może jestem naiwny i głupi, ale ja sam nie wiem jak to się stało. Znalazłem się w Bydgoszczy. Pod cmentarzem. Wiedziałem, że ją tu znajdę. Jest sama, tak jak ja. Pod cmentarzem kupiłem lampkę. Ruszyłem wąską alejką, obsadzoną z dwóch stron dużymi jałowcami. Wieje przeszywający wiatr, jakby za chwilę miał spaść śnieg. Chmury są ciemno granatowe. Co chwila mijali mnie ludzie, ciepło ubrani. Czapki, szaliki. To wyjątkowo zimne Wszystkich Świętych. Od lampek palących się na zimnych płytach można wyczuć przyjemny powiew ciepła. Ale to tylko chwilowe uczucie, natychmiast wypędza je zimny wiatr, który otula moje ciało mimo płaszczu i szalika. Idę powoli. Z daleka widzę Agatę, która siedzi sama przy grobie swojego Ojca. Płacze. Podchodzę po cichu. Boję się jak zareaguje na mój widok. Bardzo się boję, ale teraz nie mogę się wycofać..
-
Nieźle się tutaj zapowiada... :P
Aż korci mnie, żeby przeczytać jeszcze dziś CeDeka ;D
Ale rozumiem, że dziś nie dasz rady, więc chcę jutro, najwyżej pojutrze ;D :buziak:
-
Czytałam, jak tylko dodałaś :P Ale dopiero teraz znalazłam czas na komentarz :D
Part jak zwykle nieziemski. Chwyta za serce. Marek gapiący się w sufit działa na wyobraźnie (ciekawe czy rozpiął guziczki swojej błękitnej <prawda, że boskiej/> koszuli). I znów zastosowałaś to, czego nienawidzę: technikę retardacyjną a'la tvn, czyli z polskiego na nasze znów urwałaś kurde blaszka w najlepszym momencie ;/ :D
Dawaj szybko parta, bo ja tu usycham :D
-
Moje Kochane, to ostatnia część mojej wersji PA.
Było mi bardzo miło czytać Wasze komentarze :-* Bardzo Wam dziękuję za tak miłe przyjęcie mojej grafomanii ;D
Opowiadanie kończę banalnie, bo ostatnio mam mało czasu i weny też brak.
Jak mnie najdzie to może coś powstanie. :-*
Idę powoli alejkami cmentarza. W jednej ręce mam torebkę ze zniczami, w drugiej żółte chryzantemy. Co roku wygląda to tak samo. Podchodzę do czarnej płyty pomnika, na zimnej płycie kładę kwiaty. Zapalam dwa duże znicze. Jeden stawiam po prawej stronie pomnika, drugi po lewej. Staję. Nie modlę się. Przestałem się modlić w wieku 17 lat. Wtedy gdy dowiedziałem się, że moi rodzice nie żyją. Zginęli w wypadku samochodowym. Wiechała w nich jakaś ciężarówka. Zjechała ze swojego pasa i wiechała prosto na moich rodziców. Zginęli na miejscu. W jednej sekundzie zawalił się cały mój świat. Zostałem razem z moim starszym bratem, który po moich osiemnastych urodzinach wyjęchał do Anglii. Nigdy później go nie widziałem. Byłem sam jak palec, zdany tylko na siebie. Studiowałem, pracowałem, ale dałem sobie radę. Musiałem. Dla rodziców. Ale przestałem ufać Bogu. Przestałem się modlić. Bo On zabrał mi ludzi, których kochałem. Łza spłynęła mi po policzku. Popatrzyłem na te dwa znicze i odszedłem.
Może jestem naiwny i głupi, ale ja sam nie wiem jak to się stało. Znalazłem się w Bydgoszczy. Pod cmentarzem. Wiedziałem, że ją tu znajdę. Jest sama, tak jak ja. Pod cmentarzem kupiłem lampkę. Ruszyłem wąską alejką, obsadzoną z dwóch stron dużymi jałowcami. Wieje przeszywający wiatr, jakby za chwilę miał spaść śnieg. Chmury są ciemno granatowe. Co chwila mijali mnie ludzie, ciepło ubrani. Czapki, szaliki. To wyjątkowo zimne Wszystkich Świętych. Od lampek palących się na zimnych płytach można wyczuć przyjemny powiew ciepła. Ale to tylko chwilowe uczucie, natychmiast wypędza je zimny wiatr, który otula moje ciało mimo płaszczu i szalika. Idę powoli. Z daleka widzę Agatę, która siedzi sama przy grobie swojego Ojca. Płacze. Podchodzę po cichu. Boję się jak zareaguje na mój widok. Bardzo się boję, ale teraz nie mogę się wycofać..
Idę z bijącym sercem. Jestem coraz bliżej, a serce podskakuje mi do gardła. Boję się jej reakcji. Nie rozmawialiśmy ze sobą od bardzo dawna. Nasze kontakty ograniczały się do chłodnego 'część', a i to nie zawsze. Często traktowała mnie jak powietrze. Nie dziwię się jej. Zachowałem się jak dupek, nieodpowiedzialny szczeniak. Ona wróciła z wakacji i co zastała? Mnie i Marię w moim gabinecie w czułym objęciu. Zmieniła więc zdanie na mój temat. Źle mi z tym wszystkim. Mogłem jej wtedy wszystko wytłumaczyć, a nie pozwolić aby jej wyobraźnia zadziałała. Gdybym mógł cofnąć czas..
Teraz idę. Jak do odstrzału. Odwraca się w moją stronę i zamiera. Nie spodziewała się mnie. Sam się siebie tu niespodziewałem. Nigdy nie byłem tak spontaniczny. Zawsze musiałem wszystko przemyśleć 3 razy, a dzisiaj.. wsiadam, jadę i jestem. Okaże się czy bycie na spontanie mi się opłaca, czy los znowu wyśle mnie do kąta.
Agata patrzy na mnie jakby nie mogła wydusić słowa. Jej mina wskazuje na to, że nie jest pewna tego co widzi czarno na białym. Oto ja. Tadaaam. Jestem. Bez słowa podchodzę do płyty pomnika, zapalam znicz, stawiam. Czuję na plecach jej wzrok. Nic nie mówi, ale bacznie mnie obserwuje. Może myśli, że jestem duchem? Siadam obok niej i obejmuję ramieniem. Drży. Nie wiem czy z zimna, czy ze strachu.
- Nie wiem co mam powiedzieć.. - przerywam ciszę. Ludzie nas mijają. Nikt nawet nie zwraca na nas uwagi. Każdy gdzieś pędzi. Nawet w taki dzień jak dziś.
- To nic nie mów - odpowiada. Zaskoczyła mnie. Jej głos zabrzmiał tak delikatnie, że moje serce zabiło mocniej. Jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że się do mnie przytuliła. Objąłem ją mocniej. Siedzieliśmy tak godzinę. Czas tak szybko mijał. Cmentarz powoli pustoszał. Wkoło rozciągał się mrok, który przeplatał się z mgłą. Paskudna pogoda. Nie taką jesień lubię.
- Idziemy? - czuję, że moja towarzyszka zaczyna dygotać z zimna. Powoli podnosi głowę i przytakuje głową. Wstajemy z ławki i kierujemy się do głównej bramy cmentarza.
Jestem pozytywnie zaskoczony. Bardzo pozytywnie. Inaczej wyobrażałem sobie to spotkanie. Idąc tutaj miałem w uszach raczej coś w stylu 'nienawidzę cię! Nie chcę cię znać! Poradzę sobie bez ciebie! Jesteś zwykłym dupkiem!'. A tu? Idziemy razem, zaprosiła mnie do domu na gorącą herbate. Ale chyba nie będzie mi kazała wracać po nocy do Warszawy? Poza tym noce są zimnę i mógłby się przydać taki termofor jak ja pod kołdrą.
Pijemy gorącą herbatę z cytryną. Agata bawi się kubkiem od czasu do czasu na mnie spoglądając. Myśli, że tego nie widzę. Ale ja się tylko delikatnie uśmiecham pod nosem. Gdyby nie moje zachowanie moglibyśmy być teraz szczęśliwą parą zakochanych. A tak, nie wiemy nawet jak się zachowaćat Milczymy jak dwie nieśmiałe ciamajdy na pierwszej randce. Jak zacząć rozmowę? Co jej powiedzieć? Mogłem sobie wypić na odwagę. Agata wstaje. Podchodzi do barku i wyjmuje butelkę czerwonego wina. Ta kobieta czyta w moich myślach. Po drodzę bierze dwa kieliszki i siada. Patrzy na mnie.
- Yyy.. a korkociąg masz, czy mam zębami otwierać? - staram się, żeby mój głos zabrzmiał jak najmilej się da. Chyba mi się udało, bo Agata się uśmiecha. Tak dawno nie widziałem jej uśmiechu. Przyniosła korkociąg, więc szybko otworzyłem wino.
Siedzimy na kanapie, oboje zupełnie rozluźnieni. Butelka zrobiła się pusta. Sączymy ostatnie łyki. Nie mogę już dłużej czekać. Zbieram się na odwagę.
- Agata, bo ja.. muszę Ci coś powiedzieć. - przygląda mi się uważnie, więc kontynuuję - wiem, że źle to wszystko wyszło.. nie tak miało być, bo.. - nie daje mi dokończyć. Zatyka mi usta swoimi ustami. Szybko przeradza się to w namiętny pocałunek. Bardzo namiętny. Tak namiętny, że brakuje mi tchu. Biorę ją na ręce i nie przestając jej całować kieruję się w stronę sypialni. Kładę ją na łóżko i zrzucam z siebie marynarkę. Natychmiast wracam do poprzednich czynności. Oddaje mi się w całości. Jest cudownie.
Budzę się. Ona leży obok przytulona do mnie. Śpi. Jej twarz jest spokojna. Odgarniam włosy z jej twarzy i całuję w czoło. Otwiera jedno oko, za chwilę drugie. Uśmiecha się. Całuję ją mocno.
- Teraz będzie dobrze, prawda? - pyta niepewnie, jakby bała się, że to sen
- Najlepiej Skarbie. Kocham Cię, wiesz? - z mojej twarzy nie znika uśmiech.
- Wiem - milknie - i ja też Cię kocham!
Jestem najszczęśliwszym facetem pod słońcem!
Rok później Agata i Marek wzięli ślub. Byli bardzo szczęśliwą parą młodą.
Miesiąc po ślubie Agata dowiedziała się, że jest w ciąży. Oboje mało nie oszaleli ze szczęścia.
Ich syn - Tomek - jest zdrowym, silnym malcem.
KONIEC.
-
Cudny koniec <3
Szkoda, że już skończyłaś pisać, ale mam nadzieję, że szybko się doczekamy nowego opa :P
A teraz napiszę coś w imieniu Ewy, która nie ma dostępu do internetu aż do środy, ale przeczytała:
"Am jak żyć? Jak mam żyć bez twojego opa? Teraz nie mam neta na studiach jeszcze, dlatego męczyłam opo tela i czytam i czytam i banan na buzi, a koniec taki bezhappyendowy :( Ja kce jeszcze już!
ps. Taki termofor to ja też chce xd"
-
Dziękuję Kochane za takie miłe słowa! :-*
Postaram się napisać kiedyś coś jeszcze, ale na razie nic nie obiecuję. :)
Teraz czekam na Wasze. ;D
-
Coś małego ode mnie :P
Przepraszam za wszelkie błędy językowe...
Agata i Marek tworzą udaną parę już od prawie roku. Marek zaczął się zastanawiać nad ich wspólną przyszłością. Wiedział, że Agata to ta jedyna, z którą chce przez całe życie zasypiać i budzić się obok niej, mieć z nią gromadkę dzieci i zestarzeć się. Nareszcie zdecydował się na krok, który miał zmienić ich życie. Kupił brylantowy pierścionek zaręczynowy, który chciał wkrótce podarować wybrance jego życia. Pamiętał jednak incydent, kiedy rzuciła Maćka dlatego, że zbyt wcześnie się jej oświadczył. Bał się tego, jak zareaguje na jego oświadczyny, jednak on był już gotowy na ten wyjątkowy krok. Postanowił zorganizować romantyczny wieczór w mieszkaniu z lampką wina i lekką przekąską. Niestety w kuchni był kiepski, a chciał zrobić niespodziankę ukochanej. Naszykował wielką tacę z pokrojonymi (krzywo xD) owocami i tylko to się pojawiło w stoliku. Oczywiście przyszykował też i kieliszki oraz butelkę szampana. Agata była pod wrażeniem małej niespodzianki, która ucieszyła ją bardziej, niż kiedykolwiek. Stolik był mały, więc siedzieli na podłodze i konsumowali owoce. Marek był w końcu gotowy na to, by się oświadczyć kobiecie, jednak Agata skradła mu całusa, który szybko przerodził się w namiętny pocałunek. Marek nie mógł się powstrzymać i oboje szybko się skierowali do sypialni, zasypując namiętnymi pocałunkami?
Minęło kilka godzin, kiedy oboje leżeli na łóżku, przykryci kołdrą. Leżeli naprzeciw siebie, patrząc się prosto w oczy. Marek delikatnie gładził jej ramię, a Agata uśmiechała się delikatnie do ukochanego. Marek nie chciał już dłużej czekać. Trochę się bał, ale w końcu przełknął ślinę i przemówił do Agaty.
- Kochanie? Mam pytanko.
- No słucham- Agacie nie znikał uśmiech z twarzy.
- Czy mogłabyś na chwilę zamknąć oczy?
Kobieta przytaknęła i wykonała polecenie. Marek sięgnął do spodni, gdzie miał schowane pudełeczko. Wyciągnął jego zawartość, wziął delikatnie prawą dłoń ukochanej, po czym zsunął pierścionek na jej serdeczny palec. Agata szeroko się uśmiechnęła i otworzyła oczy. Marek nadal trzymał jej rękę.
- Agatko? Kocham cię i wiem, że to z tobą spędzę całe życie. Długo myślałem o tobie.. o nas! I bardzo chciałbym, abyś została moją żoną. Ale ja wiem? Doskonale wiem, że ty? że to pewnie dla ciebie za wcześnie? Jeżeli nie chcesz teraz to? to za zrozumiem i przyjmę wiadomość, że nie chcesz?
Agata spojrzała się słodko na mężczyznę swojego życia. Lekko pogładziła jego policzek, po czym odparła:
- Ja też ciebie bardzo, bardzo kocham i też chcę z tobą żyć do końca życia. I niczego się nie bój, bo ja przyjmuję twoje oświadczyny, głuptasku!
Marek odetchnął szybko z ulgą. Pocałował jej delikatnie w czoło.
- Kocham cię, skarbie- odparł krótko.
- Ja ciebie też?- wyszeptała, zbliżając się do niego. Objęci wrócili do namiętnych i gorących pocałunków?
-
Karo, nie przepraszaj tylko pisz! Więcej i więcej. :-*
Miło z rana (w sumie już po 11 ;) ) przeczytać takie słodkie opowiadanie. :buzki:
Takie coś nasmarowałam z nudów :P
Płakała. Nie potrafiła powstrzymać łez. Leżała na łóżku i wylewała hektolitry łez. Nie spała, nie jadła. Od trzech dni nie miała ochoty na nic. Nie miała ochoty, bo czuła, że jej życie się skończyło. Zadawała sobie tylko jedno pytanie: Dlaczego? Dlaczego to spotkało właśnie ją? Była zła na cały świat, rozczarowana, zawiedziona. Przecież było tak pięknie. Wszystko zaczynało się układać. Była szczęśliwa. Była z Nim, z mężczyzną, którego pokochała całym sercem. On też ją kochał. Twierdzi, że kocha nadal. Jednak ona gdzieś zagubiła swoją miłość. Nie potrafi już z Nim być. Nie mogłaby. Było jej ciężko pogodzić się z tym wszystkim. Kolejny raz los pokazał jej, że nie szanuje jej uczuć, że się nią bawi. Los, którego nienawidziła za to, że to on ma nad nią władzę. Uwziął się na nią. Dlaczego na nią? Co ona mu zrobiła, że się na niej mści podsuwając jej mężczyzn, którzy ją ranią. Mężczyzn oszustów i podłych kłamców. Czy na świecie nie ma normalnych facetów? Czy tylko ona trafia na samych popaprańców? Najpierw Hubert, który tak naprawdę nie był Hubertem. Później Maciek, który zostawił ją, bo nie była gotowa na ślub. A teraz Marek.. kiedy już myślała, że to ten jedyny znowu okazało się, że mężczyzna potrafi tylko ranić. Przestała wierzyć, że jest księżniczką, która trafi w końcu na królewicza na białym koniu, który nigdy jej nie okłamie, nie zdradzi. Królewicz spadł z konia i nigdy do niej nie dotrze. Powoli oswaja się z tą myślą.
Marek - mężczyzna, za którym nie przepadała. Ich rozmowy zawsze kończyły się kłótnią. Aż w końcu jednak skończyła się dość niespodziewanie. W jej mieszkaniu, przy lampce czerwonego wina. Ich usta plątały się niewinnie, szybko przerodziło się to w namiętny pocałunek. Była szczęśliwa. Widziała w jego oczach radość. Odważył się. Wyznał jej miłość. Nie wierzyła w swoje szczęście, ale.. no właśnie, zawsze jest jakieś 'ale'. Marek był z Marią, kobietą, której szczerze nie znosiła. Nie chciała o tym myśleć. Tej nocy była tylko dla niego. Nic się nie liczyło. Obudziła się w jego ramionach. Obiecał jej, że zakończy związek z Okońską. Tak też zrobił. Myślała, że wszystko się ułoży, że będzie szczęśliwą kobietę, ale.. i znów jakieś 'ale'.. Marek ją zdradził. Z nią.. Marią, która życzliwie ją o tym poinformowała. W jednej chwili wszystko stracił sens. Kochała go, a on zranił ją bez najmniejszych skrupułów. Oszukał ją. Nie miał odwagi by się przyznać. Stchórzył. Twierdził, że to nie prawda. Nie chciała słuchać. Nie chciała na niego patrzeć. Brzydziła się nim. Rozwalił jej marzenia. Przekreślił ich ot tak. Zabawił się jej uczuciami, zadrwił z niej. Bolało. Tak strasznie bolało. Dzwonił, przychodził, wystawał pod drzwiami. Nie obchodziło jej to. On dla niej już nie istniał. Był nikim.
Dorota próbowała go bronić. Namawiała ją do tego by z nim porozmawiała, żeby dała mu wyjaśnić. Mówiła, że Marek cierpi, że snuje się po kancelarii. Zwierzył się Dorocie, że nigdy nie zdradził Agaty, że Maria to wymyśliła. Błagał by pomogła mu skontaktować się z Agatą. Nie udało się. Agata nie chciała nikogo słuchać. Była jak w transie. Marek już dla niej nie istniał. I nigdy nie zaistnieje.
Wyciągnęła starą mp trójkę, nałożyła słuchawki i włączyła muzykę. Wyświetlił się tytuł Mela Koteluk - Wolna. Zbieg okoliczności? Wsłuchała się.
Tyle
Tyle zdarzeń łączy nas
Tyle
Tyle zdarzeń jeszcze łączy nas
Wyobraźnia wolna
od tygodnia nie pozwala
mi spokojnie spać
Gdy kobieta kocha
od ciszy pęka głowa i starzeje twarz
Powrotów nie przewiduję.
Zasnęła.
Obudził ją dzwonek do drzwi. Nie miała ochoty nikomu otwierać. Ten ktoś, kto stał po drugiej stronie drzwi nie dawał za wygraną. Marek? Gdyby to był on wrzeszczał by na cały blok, że jest niewinny. Pewnie Dorota. Wstała. Poczłapała do drzwi. Po drodze minęła lusterko. Przeraziła się swoim wyglądem. Może to dobrze? Wystraszy gościa i nie będzie musiała z nim gadać. Otworzyła drzwi. Zobaczyła jego. Chciała zamknąć. Nie zdążyła. Wepchnął się do środka. Nie chciała na niego patrzeć. Tak bardzo go kochała. Mimo wszystko był dla niej najważniejszy. Marzyła o tym, żeby się do niego przytulić. Musiała jak najszybciej przegonić te myśli ze swojej głowy. On znów tłumaczył. Błagał, żeby mu uwierzyła. Nawet go nie słuchała. Miała gdzieś jego tłumaczenia. Odwróciła się i chciała iść do innego pokoju. Poczuła szarpnięcie i jego usta na swoich. Nie miała siły się opierać. Sama nie wierzyła w to co się stało. Kochała się z nim. Z mężczyzną, który tak ją zranił. Nie mogła mu wybaczyć. Leżała teraz obok niego, a w jej głowie myśli toczyły wojnę. On nadal zapewniał, że nigdy jej nie zdradził. Pierwszy raz przeszło jej przez głowę, że to może Okońska kłamie, przecież jej nienawidzi. Wstała, poszła do łazienki. Ogarnęła się. Gdy wyszła jego już nie było. Więc jednak kłamał? Zrobiła sobie mocną kawę i usiadła przed telewizorem. Włączyła jakiś nudny film. Znów ktoś pukał do drzwi. Otworzyła i zamarła. W progu stał Marek i Maria. Czyżby przyszli oznajmić jej, że się pobierają? Nogi się pod nią ugięły. Czuła, że zaraz się rozklei. Myliła się. Maria przyznała się, że wymyśliła zdradę, żeby się na niej zemścić. Przeprosiła i odeszła. Teraz ona stała na przeciwko mężczyzny, którego osądziła zbyt szybko. To ona skrzywdziła jego swoimi oskarżeniami. Rzuciła mu się na szyję i się rozpłakała ze szczęścia. Przytulił ją. Znów poczuła ten jego przyjemy zapach. Uwielbiała to. Kochała go i wiedziała, że on kochał ją.
<na_poduszce>
-
Ach... Cudnie! <3333
Zakochałam się w twoim opowiadaniu... Po prostu... Kocham to! <zakochany>
-
Ja nie mogę <dedła> mmmmrrr <zakochany>
Body Am... Wiesz, że wracasz mi chęci do życia? <serduszko> Pisz jeszcze, pisz więcej! Kce długiego opa! <serduszko> Jedynie twoje opa trzymają mnie przy życiu, bo niestety studia tą chęć odbierają :(
Jak sobie wyobraziłam Marka pod drzwiami Agatki to <ahhhh - odchyla się klasycznie z uśmiechem na ustach>
Kcem więcej! <serduszko>
-
Moja mała wizja do sceny w 10 odcinku (zdjęcia: http://img9.eastnews.pl/th/small/arch10/dvd0677/01/EN_01054618_0125.jpg, http://img8.eastnews.pl/th/small/arch10/dvd0677/02/EN_01054618_0177.jpg)
Agata siedziała na kanapie. Ostatni raz przeanalizowała dokumenty po wygranej sprawie znajomego Marka, który był podejrzany o zabójstwo żony. Kiedy już skończyła i miała ochotę położyć się spać, usłyszała dzwonek do drzwi. Była trochę zdziwiona, bo to już późna pora, jednak postanowiła sprawdzić, kto ją jeszcze odwiedza. Przy drzwiach stał nikt inny, jak? Marek.
- Co ty tu robisz?- Agata lekko się uśmiechnęła, jednak była zdziwiona jego wizytą.
- Stoję- odparł krótko mężczyzna- Stoję i czekam, aż mi otworzysz.
- No? Dobra odpowiedź. A celem tej wizyty jest?- lekko się oparła o drzwi.
- No? Przede wszystkim to chce ci podziękować za pomoc, którą okazałaś Adamowi*. Wiedziałem, że mogę zawsze na ciebie liczyć.
- Ciekawy wstęp?- odparła Agata.
- I co? Będę ciągle tak stać, czy mnie w końcu wpuścisz?- mężczyzna złożył ręce, ciągle się patrząc na Agatę.
- Nie no, wchodź!- zgodziła się kobieta, a Marek z chęcią wszedł do środka. Zatrzymał się przed salonem. Agata znowu zdziwiona stała przed nim.
- Chyba nie tylko to jest celem twojego przybycia, czyż nie?- kobieta zaczęła podejrzewać. Marek lekko posmutniał.
- I jesteś jedyna, która mnie rozumie- odparł smutno- Muszę z tobą porozmawiać.
- A więc słucham- Agata ciągle patrzyła się na Marka.
- To chodzi o mnie i o Marię- zaczął.
- A co się stało?
- No bo ja? i ona? to?- trochę nawijał.
- Marek, spokojnie!- odparła szybko.
- Bo my to już? nie jesteśmy razem- w końcu wyznał.
- Ale jak to? Jak to już nie jesteście razem?- Agata nie mogła uwierzyć.
- Niby to chodzi tylko o tą sprawę, ale czuję, że od dawna mi się z nią nie układa. I to od bardzo, bardzo dawna. Ja już jej nie kocham?
- Marek! Ale? to chyba nie?- Agata już myślała o najgorszym.
- Nie, nie. To nie przez ciebie.
Agata odetchnęła z ulgą.
- To dzięki tobie!- dodał. Agata o mało nie wywróciła się z wrażenia.
- Słucham?- chciała potwierdzenia. Marek nic nie odpowiedział. Lekko ją objął w pasie, po czym zaczął ja do siebie zbliżać. Agata była w szoku. Kiedy ich usta dzielił centymetr, kobieta wyszeptała.
- Marek, ja?
- Ciii?- mężczyzna położył palec na jej ustach. Agacie wypłynęła mała łza. Mężczyzna zauważył to i delikatnie wycierał łzę. Patrzyli się na siebie głęboko w oczy. Kolejno Marek ogarnął kosmyki jej ciemnych włosów, by zobaczyć jej całą, piękną twarz. W końcu złączył swoje gorące usta na wargi koleżanki. Agata była zszokowana tymże gestem, jednak nie protestowała. Objęła ręce wokół jego szyi i oznajmiła pocałunek, który był początkowo nieśmiały, ale szybko się przerodził w bardzo namiętny. W tym momencie to oni byli całym światem. Nic, co było obok, nie istniało. W objęciach oddawali coraz to bardziej zmysłowe pocałunki. Ich języki wykonywały miłosny taniec. Ich ciała były gorące od żaru uczuć. W końcu Marek przerwał pocałunek, a Agacie nadal spływały łzy szczęścia. Mężczyzna delikatnie musnął jej czoło i oparł się o jej głowę. Nadal byli w swoich objęciach.
- Agata?- wyszeptał delikatnie, a kobieta spojrzała się na mężczyznę swojego życia.
- Może jest to trochę głupie i mnie uznasz za wariata?. No i pewnie powiesz, że to za wcześnie i?
- No mów, głuptasku!- wykrzyczała ze śmiechem- Ja tez cię kocham!- odparła i teraz Marek stał jak wryty.
- Ale? Ale ty masz Maćka- od razu zauważył, a Agata znów się zaśmiała.
- Maciek już od dawna nie jest w moim życiu. Już od ponad trzech miesięcy- szybko wytłumaczyła. Marek znowu się zdziwił.
- Jak to? Dlaczego nic mi o tym nie powiedziałaś?
- A po co miałam mówić? Nie potrzebnie bym tobie zawracała głowę.
- Bo od trzech miesięcy bylibyśmy już razem.
Agata ponownie się zdziwiła. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw.
- Już od bardzo dawna czuję do ciebie coś takiego, że od razu szaleję- Marek uśmiechnął się do Agaty- Kiedy cię widzę, kiedy rozmawiam z tobą? To mam ciarki po uszy! Wieczorem często myślę o tobie i o tym, co robisz z tym? Maćkiem. Byłem o ciebie szaleńczo zazdrosny, ale przy mnie była Maria i tylko ona powodowała, że nikt nie widział tej zazdrości. Teraz wiem, że to ty jesteś moim światem i że to z tobą chcę spędzić wolne chwile.
Agata delikatnie się uśmiechnęła. Rzuciła się na jego ramiona, po czym Marek znowu złożył na jej ustach namiętny i pełen miłości pocałunek?
* Musiałam dać jakieś imię, bo w streszczeniach nie jest podane, jak ma na imię przyjaciel Marka
-
Karo, bardzo mi się podoba ta wizja! ;) Świetne. :-* Pisz, pisz! :)
-
Dziękuję bardzo :buziak: I ty też pisz :D
-
Amaranth, przeczytałam twoje opowiadania,żałuję,że zobaczyłam je dopiero teraz i że jest ich tak mało. Są cudowne, śmieszne, wciągające, takie w stylu Margaty. Idealne po prostu. Ja i Karo chcemy więcej, dlatego zapraszamy Cię na http://serialprawoagaty.streemo.pl/, tam się wszystkiego dowiesz, kim jestem i o co chodzi. Bez obaw,atmosfera jest tam fajna, prawie rodzinna :* Będziemy zaszczyceni, jeśli sie dołączysz do nas :* :)
-
Jedno z pierwszych opowiadań na stronie społeczności Prawa Agaty i pierwsze zamieszczone tutaj. Napisane koło listopada, akcja zaczyna się w rejonie siódmego odcinka II serii. Mam nadzieję, że będzie względnie dobrze :) :) :) :)
Nadszedł nowy dzień.Mecenas Przybysz obudziła się koło ósmej i od razu powitały ją słoneczne promienie, wdzierające się do pokoju przez niezasłonięte okno. Zbliżyła się do niego, otworzyła je i odetchnęła głęboko. Zbliżała się jesień, wyjątkowo lubiana przez Agatę. Przez chwilę cieszyła się,że jest tak piękna pogoda, ale po minucie jej radość zniknęła, gdyż przypomniała sobie wydarzenia z wczoraj, kiedy to jej chłopak tak samo jak przed laty z nią zerwał. Wszystko przez to,że znalazła ten pierścionek i powiedziała mu,że za niego nie wyjdzie. On poczuł się urażony i zakończył ich związek. Zabolało ją to,ale z drugiej strony poczuła ulgę. Jednak zadra pozostała,a kobieta nie miała najlepszego humoru. Postanowiła,że dziś dłużej popracuje nad papierkową robotą w kancelarii.Gdy powzięła to postanowienie, szybko się ubrała , umalowała się, zjadła śniadanie i ruszyła do pracy.
Gdy przyszła, wszyscy już byli. Szybko przemknęła do swojego gabinetu, nie miała ochoty na rozmowę z nikim. Szybko wzięła się do pracy i chwilę potem zapomniała o całym świecie. Minęło dwie godziny. Agata dalej siedziała w gabinecie, co nie uszło uwadze Dębskiego. Czuł,że coś jest nie tak i postanowił dowiedzieć się o co chodzi. Wiedział,że dalej jest na niego zła za to sprawę z Hubertem, ale... za bardzo się o nią martwił,żeby ją tak zostawić. Póżnym popołudniem zrobił jej kawę, kanapki i tak uzbrojony poszedł do gabinetu ambitnej pani mecenas. Wszedł i zobaczył kobietę, piszącą coś na komputerze. Bez zastanowienia położył na stole ekwipunek i usiadł na krześle, stojącym przed biurkiem. Nie zwracała na niego uwagi,ale on niezrażony powiedział:
- Agata pogadamy?
- Jest o czym?- zapytała oschle
- Tak. Posłuchaj, jeśli chodzi o Huberta, to ja nie wiedziałem,że Maria prowadzi jego sprawę.- wyznał
- Marek wiem,ale nie powinieneś wchodzić z buciorami w moje życie.Wtedy na komisariacie dałabym sobie rady bez twojej pomocy, jestem dużą dziewczynką- powiedziała zirytowana, nieco podniesionym tonem
- Ach tak? w takim razie możesz być pewna,że już nie stanę ci na drodze- wykrzyknął i wybiegł.
Agata została sama. W końcu poczuła zmęczenie i zaczęła zbierać się do domu. Po drodze zahaczyła o bar, zjadła coś ciepłego i udała się do domu. Gdy dotarła wzięła kąpiel i poszła spać.
Nazajutrz jak co dzień wyszła do pracy i w drzwiach natknęła się na Dębskiego, który wychodził do sądu. Minęli się bez słowa, obrzucając się wrogimi spojrzeniami. Gdy udał jej się wejść, zobaczyła Dorotę i Bartka. Chwilę z nimi pogadała, a potem wzięła ważne dokumenty i udała się na spotkanie na mieście.Potem poszła do sądu i wróciła koło 17 do kancelarii. Zaczęła wypełniać papierki. Nim się obejrzała była 19. Budynek opustoszał, był tylko Dębski, który też pracował. Pech chciał,że spotkali się w kuchni, gdzie udali się, aby zrobić sobie kawę. Panowała niezręczna cisz, którą przerwał Marek:
- Przepraszam Agata za wczoraj, może faktycznie za bardzo wtrącam się do twojego życia, ale to dlatego,że się martwię.
- Ja też nie byłam bez winy. Pomogłeś mi, a ja miałam tylko pretensje. Przepraszam.
- To może w ramach zakopania topora napijemy się wina, zamiast kawy?- zaproponował
- W porządku.
Marek wyciągnął wino, kieliszki i rozlał trunek do nich. Usiedli naprzeciwko siebie i zaczęli rozmawiać:
- Agata nie chce być wścibski,ale co się dzieje? Ostatnio jesteś jakaś inna, zamyślona. Dużo pracujesz, mało odpoczywasz. Co jest?- zapytał
- Nic - odpowiedziała szybko
- Przecież widzę.
- Dobrze skoro tak bardzo chcesz wiedzieć to ci powiem.Nie jestem już z Maćkiem.- powiedziała podniesionym głosem
- Przykro mi Agata.
Potem opowiedziała mu całą historię i nagle nie wiedzieć czemu po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Radko płakała,ale teraz nie mogła się powstrzymać, choć bardzo chciała,żeby mężczyzna nie zobaczył jej słabości. Jego też zaskoczył ten widok, ale nic nie mówiąc podszedł do niej i mocno ją przytulił. Kiedy się uspokoiła, zaczął koniuszkami palców ścierać jej łzy, a potem gładzić jej policzek. Ona poddawała się temu bez żadnych protestów, Bardzo potrzebowała bliskości, kogoś kto ją pocieszy. Gdy w pewnej chwili Marek spojrzał w jej błękitne oczy, zrozumiał,że ta wariatka jest mu bliższa niż przypuszczał.Od dawna wiedział,że nie jest mu obojętna,fascynowała go pod każdym względem.W tym momencie odżyło to wszystko co czuł podczas ich pierwszego pocałunku i niewiele myśląc zrobił to samo co wtedy.Agata odpowiedziała na ten pocałunek, ale po chwili oderwała się od niego i wyszła bez słowa...Wsiadła do auta i udała się do domu. Tego dnia było wyjątkowo ślisko, padał od rana rzęsisty deszcz, a po niebie snuły się ołowiane chmury. Brzydka pogoda, ale nic dziwnego w końcu był początek listopada. Agata długo stała w korkach oddając się rozmyślaniom na temat Dębskiego, ich znajomości, pocałunków..... Miała mętlik w głowie, nie rozumiała jego zachowania, nie wiedziała co ma robić w tej sytuacji. Wreszcie, kompletnie skołowana dotarła do domu. Postanowiła się odstresować, przy "grzańcu" i dobrym seansie filmowym. Jak pomyślała, tak zrobiła. Obejrzała film , wypiła całą butelkę wina i mocno wstawiona poszła spać, nawet się nie przebierając. Następnego ranka, po przebudzeniu czuła jakby całe stado słoni przebiegało jej po głowie. Miała solidnego kaca, była otępiała i zła. Szybko zebrała się do pracy, po raz kolejny w drodze myśląc wbrew woli o Marku. Gdy dojechała do kancelarii, wiedziała jak się zachowa wobec niego po wczorajszych wydarzeniach. Pogadała chwilę z Bartkiem i Dorotą, a kiedy zjawił się Dębski, pod pretekstem nawału pracy czmychnęła z kawą, proszkami na ból głowy, do gabinetu. Tam oddała się papierkowej, zaległej robocie, aż do południa. O 12 poszła po nową porcję kofeiny i pech chciał, że natknęła się na Marka. Byli sami, bo pozostali współpracownicy byli w sądzie, Głośno przełknęła ślinę i niepewnie podeszła do ekspresu. Jej wspólnik, nie tracąc chwili, oznajmił:
- Agata, chyba musimy pogadać o tym co się stało . Chyba znowu nie powiesz mi, że nie było żadnego wczoraj.
- O ci chodzi?- zapytała, jednocześnie przewracając ze zniecierpliwienia oczami i robiąc sobie kawę
- O to, do jasnej cholery, że między nami coś zaszło i to dwukrotnie, nie zamiatajmy tego po dywan, udając, że nic nas nie łączy poza przyjaźnią- powiedział podniesionym tonem.
- Słuchaj, żeby było jasne. Między nami nic nie było, nie ma i nie będzie. Nasze pocałunki to tylko wynik impulsu, chwilowego mojego załamania, tyle- odpowiedziała chłodno. Sięgnęła ręką po filiżankę, A Dębski błyskawicznie uchwycił jej nadgarstki i usiłował ją przyciągnąć do siebie, jednak ona równie szybko i zręcznie uwolniła się od jego dłoni i powiedziała ostro wkurzona:
- Dębski, do cholery! Zostaw mnie w spokoju, przestań się mną bawić, odczep się. Od teraz łączą nas tylko kontakty służbowe i te w obecności Doroty i Bartka! Jasne?!- zapytała, a raczej wykrzyczała
- Jasne jak słońce, święta Pani mecenas! Spełnię chętnie twa prośbę, bo mnie doprowadzasz do szału, tylko nie przychodź wypłakiwać mi się w rękaw, kiedy Hubercik albo Maciuś, znów skrzywdzą waszą wysokość- powiedział podniesionym, kpiącym głosem i dostał siarczysty policzek, tak mocny ,że aż się zatoczył. Agata wybiegła, Marek za nią, gdy zdał sobie sprawę, że skrzywdził osobę, którą kocha! Tak kocha, wbrew sobie, ale jednak! Nie zdołał jej dogonić i poszedł na spacer do parku, z każdą sekundą coraz bardziej wyrzucając sobie swoje zachowanie, żałując swych słów i czynów.....
Tego dnia już ani Marek, ani Agata nie wrócili do kancelarii. Każde z nich, na swój sposób próbowało odreagować dzisiejszą kłótnię, która choć się do tego nie przyznawali, przysporzyła im wiele bólu. Marek spędził wieczór z Okońską w ich wspólnym mieszkaniu. Niedawno pokłócili się o tę sprawę z Hubertem, ale szybko doszli do porozumienia i wszystko pozornie wróciło do normy. Pozornie, ponieważ Dębski coraz częściej był niepewny swoich uczuć do Marii, nie był pewny czy ją kocha. A Agata... no cóż od dawna nie była mu obojętna. Na początku ich znajomości bardzo go irytowała, później gdy prowadzili razem sprawę, a następnie kiedy poznał jej historię, bardzo się do siebie zbliżyli. Marek coraz częściej szukał sposobności, żeby z nią przebywać, łapał się na tym, że coraz częściej myśli o niej, nie jak o przyjaciółce.....Jednak po tej kłótni stwierdził, że musi dać sobie z nią spokój, przecież ma Marię, planują wspólną przyszłość....
Zjedli razem kolację, po czym Dębski chwycił Okońską za rękę i skierowali się w stronę sypialni....Agata natomiast umówiła się na przyjacielskie spotkanie z Maćkiem, z tych samych pobudek co Dębski; żeby zapomnieć, nie myśleć. Jednak obojgu to nie wyszło. Następnego dnia spotkali się wszyscy , aby omówić sprawy organizacyjne, dotyczące finansów kancelarii. Dorota i Bartek wyczuli spięcie między Dębskim i Agatą, więc postanowili zainterweniować. Ustalili, że Bartek spróbuje wziąć na spytki Agatę, a Dorota porozmawia z Markiem. Nic jednak się nie dowiedzieli, oboje milczeli jak zaklęci, zapewniając, że jest wszystko ok, więc postanowili dać spokój i poczekać, aż emocje opadną i zainteresowani sami się dogadają. Jednak miesiące mijały, a ich relacje nie poprawiły się ani o jotę. Do pewnego marcowego dnia.....
Początkowo zaczynał on się zupełnie normalnie. Wszyscy stawili się w czwartkowy ranek, w kancelarii, nawet Dorota która była w 9 miesiącu ciąży. Od pewnego czasu miała mniej spraw, ale chodziła do pracy, żeby, jak mówiła nie zwariować w domu Wraz z Agatą wypiły kawę, poplotkowały i rozeszły się do obowiązków.
Po południu przyszedł Dębski i zwołał zebranie, jak zwykle pod koniec miesiąca. Rozmawiali akurat o finansach, gdy nagle na twarzy Doroty ukazał się grymas bólu i strachu. Agata zareagowała błyskawicznie i zapytała:
- Dorota wszystko ok?
- Ja zaczynam rodzić! Odeszły mi wody i skurcze zaczynają być coraz...- nawet nie skończyła, gdyż Marek złapał kluczyki od auta, Agata pomogła jej wstać i zawieźli ją do szpitala. Bartek został wysłany po jakieś osobiste drobiazgi do jej domu, Gdy dotarli do szpitala, szybko wzięto Dorotę na porodówkę, a im kazano czekać przed salą. Czas mijał, a oni nic nie wiedzieli. W końcu Agata mocno zdenerwowana krzyknęła:
- Dlaczego nikt nie wychodzi? Mam nadzieję, że wszystko jest ok- dodała cicho
- Spokojnie Agatko, wszystko będzie w porządku- wyrwało się Dębskiemu
- Agatko? A od kiedy ty jesteś taki miły?- powiedziała zirytowania
- Posłuchaj, może to nieodpowiedni moment, ale bardzo chciałbym przeprosić za tamtą kłótnię i wyjaśnić...- nie dokończył, bo Agata oschłym głosem stwierdziła:
- Tak, to nie jest odpowiedni czas i miejsce
- Wrócimy jeszcze do tej rozmowy, nie odpuszczę- skwitował Dębski, który od pewnego czasu nosił się z zamiarem pogodzenia się z Przybysz. Agata nie zdążyła zaprzeczyć, bo jednocześnie z sali wyszedł lekarz i przyjechał Bartek z zawiadomionym Wojtkiem. Gdy byli w komplecie, lekarz zapytał, czy ma do czynienia z bliskimi Doroty, a gdy otrzymał twierdzącą odpowiedz, powiedział:
- Podczas porodu wystąpiły komplikacje, jednak Pani Gawron i jej córce nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. Obie są zdrowe, jednak będą musiały zostać na dłuższej obserwacji
- A czy możemy do niej wejść?- zapytał Wojtek.
- Dobrze, ale tylko na chwilę i nie wszyscy, bo Pani Dorota jest dość osłabiona- powiedział z wahaniem
- To w takim razie może pójdę ja i Bartek? Ktoś musi pojechać do domu i ogarnąć sytuację, zająć się dziećmi, bo zostały same- tu popatrzył na Agatę i zapytał:
- Agata mogłabyś?
- Jasne, nie ma sprawy- odpowiedziała
- Zawiozę cię- zaofiarował się Marek.
Chciała zaprotestować, ale Wojtek przytaknął Dębskiemu i nie chcąc wszczynać kłótni, niechętnie się zgodziła. Podróż mijała im w milczeniu. Gdy dotarli do domu, zastali straszny bałagan i chłopców, którzy siedzieli i oglądali telewizję. Szybko zaczęli sprzątać, a gdy z tym się uporali, wytłumaczyli chłopcom zaistniałą sytuację. Później okazało się, że nie ma nić do jedzenia, a wszyscy są bardzo głodni. Mały Filip upominał się o naleśniki, więc Agata przy pomocy braci wzięła się do pracy, uruchamiając swoje zdolności kulinarne. Chwilę potem dołączył się Marek, który na kilka minut opuścił pomieszczeni, aby zadzwonić do Marii i wszystko jej wytłumaczyć. Ochoczo przyłączył się do pracy. Na początku Agata i Dębski byli trochę skrępowani sytuacją w jakiej się znaleźli, ale z upływem czasu atmosfera dzięki chłopcom się rozluźniła i w kuchni Gawronów co chwilę wybuchał śmiech. Okazało się, że Marek i Agata tworzą zgrany duet i świetnie gotują. Chłopcy chętnie im pomagali, z zainteresowaniem słuchając ich wspomnień z studenckich lat. Ponadto wszyscy bez sprzeciwu jedli naleśniki, nawet te lekko przypalone. W takiej miłej atmosferze minęło trzy godziny, nastał wieczór. Przybysz i Dębski zagonili Jaśka do nauki, a sami podzielili między sobą zadania do wykonania: Marek sprzątał w kuchni, a Agata miała wykąpać Filipa, a potem wszyscy razem mieli obejrzeć bajkę. W międzyczasie zadzwonił Wojtek, aby upewnić się, czy wszystko ok i informując, że przyjedzie rano, bo chce być przy żonie i nowo narodzonej córce. Prawnikom to nie przeszkadzał, no nie mieli na jutro zaplanowanych żadnych ważniejszych spraw, tylko spotkania z klientami. Gdy kuchnia była sprzątnięta, Filip wykąpany, cała trójka usiadła przed telewizorem. Agata usadowiła się koło chłopca, a parę minut później między nimi usiadł Marek i zaczęli oglądać ulubiony seans młodego Gawrona. Filip oglądał bajkę z zainteresowaniem, w przeciwieństwie do pary prawników, którzy raz po raz obdarzali się ukradkowymi spojrzeniem, myśląc o sobie nawzajem. Oboje zdali sprawę, że cieszą się z takiego obrotu sprawy, uświadomili sobie, że cała złość już nich się ulotniła i ,że bardzo im siebie brakowało. Tak rozmyślając nie zauważyli ,że Filip już śpi. Nie chcieli go budzić, więc dalej oglądali bajkę, aż ich zmorzył sen. Gdy rano wrócił Wojtek ujrzał niecodzienny widok przytulonych do siebie prawników, a obok jego syna, który głowę miał na kolanach Dębskiego. Po cichu zrobił śniadanie i zaczął ich budzić. Agata i Marek byli dość zawstydzeni, tym że spali w swoich objęciach i tak zastał ich Wojtek. Nie mieli pojęcia jak to się stało, ale udawali, że to nic takiego. Zjedli śniadanie, porozmawiali o narodzinach nowego członka rodziny, dowiedzieli się, że Dorota ma wyjść dopiero na weekendzie. Prawnicy postanowili, że udadzą się do niej jeszcze przed pracą. Pół godziny później pojechali. Po drodze mieli podjechać pod pod mieszkanie Dębskiego i Przybysz. Gdy udali się pod pierwszy adres Marek zorientował się ,że Marii nie ma. Początkowo był tym zdziwiony, ale przypomniał sobie, iż miała wyjechać do Krakowa w sprawach służbowych na tydzień. Ucieszony faktem, że nie musi się jej spowiadać, wykąpał się, przebrał i wrócił do Agaty czekającej na dole. Później zahaczyli o mieszkanie Agaty . Mężczyzna wprosił się na górę pod pretekstem obejrzenia mieszkania. Tak naprawdę chciał podpatrzeć ją gdy się przebierała, podobnie jak tamtego wieczoru w hotelu i miał zamiar porozmawiać z nią o ich relacji. Poszła się kąpać, a on lekko i dyskretnie ją podpatrywał, ciesząc oko. Gdy wyszła, momentalnie ścięło go z nóg. Miała na sobie czarną sukienkę sięgającą jej przed kolano, która podkreślała jej wspaniałe długie nogi. Włosy miała rozpuszczone, była bez butów. Szybko założyła jakieś stojące w przedpokoju i zaczęła malować usta błyszczykiem. To już było już za wiele jak dla niego. ?Cholera, jestem tylko facetem?. Postanowił przerwać krępującą ciszę i zagadnął:
- Ładnie wyglądasz- zmierzył ją świdrującym spojrzeniem i uśmiechnął się szelmowsko
- Dziękuję- odpowiedziała
- Słuchaj mamy sporo czasu, możemy pogadać?
- A o czym?- zapytała
- Jeszcze pytasz? O tym co nas łączy..
- A łączy nas coś?- zapytała, udając że nie wie o co mu chodzi
- Dobrze wiesz o co mi chodzi- stwierdził zbliżając się na taką odległość, że stykali się nosami Oho, robi się niebezpiecznie- pomyślała i szybko powiedziała:
- Dobra Dębski zbieramy się- oddaliła się i potem poszli do samochodu. Pojechali do szpitala, gdzie zobaczyli Dorotę i jej córkę. Dowiedzieli się, że wszystko ok. Największą niespodzianką okazało się imię dziecka, wybór padł na Agatę. Jakby tego było mało zostali poproszeni o to, żeby byli rodzicami chrzestnymi. Bardzo się ucieszyli z tej propozycji i naturalnie zgodzili się. Po godzinie musieli jechać do kancelarii. Byli sami, bo Bartek był w sądzie. Rozeszli się do swoich obowiązków. Przez resztę dnia pracowali, nie mieli czasu nawet dokończyć rozmowy. Minęły dwa tygodnie. Powoli wszystko wracało do normy. Dorota zajmowała się dzieckiem, więc jej obowiązki przejął Bartek, który choć miał 2 razy więcej roboty, cieszył się z każdej sprawy. Relacje między Dębskim a Przybysz były coraz lepsze. Oczywiście kłócili się, nawet bardzo często, ale ich stosunki była bardzo bliskie, spędzali dużo czasu razem, co nie uszło uwagi Okońskiej. Coraz częściej wybuchały nieporozumienia o Agatę i sprawę Huberta, którą Maria prowadziła. Czuła, że między Markiem a jego wspólniczką jest coś więcej niż przyjaźń. Starała się ratować swój związek, ale na próżno, było coraz gorzej. Już nie umieli ze sobą rozmawiać, nie potrafili pójść na kompromisy, coraz rzadziej ze sobą sypiali, a gdy już sypiali, on zamiast Marii widział Agatę..... Ostateczna kłótnia i rozstanie miały miejsce na początku maja, dwa tygodnie przed chrztem Agatki Gawronównej i trzy tygodnie przed ostateczną rozprawą Huberta. Kłótnia Dębskiego z Okońską zaczęła się niewinnie. Marek przejęzyczył się i do swojej ?ukochanej? powiedział Agata. Początkowo Okońska nie zwróciła na to większej uwagi, ale po chwili ocknęła się i zaczęła wypytywać prawnika o jego relacje z wspólniczką. Słysząc jego mętne tłumaczenia, domyśliła się wszystkiego i zrobiła mu karczemną awanturę, która zakończyła się rozstaniem pary w mało przyjemnych okolicznościach. Maria rozwścieczona wyrzuciła walizkę mężczyzny przez okno. Dębski nie chciał dolewać oliwy do ognia, więc postanowił, że wyjaśni sytuację z mieszkaniem. Tymczasem wziął walizkę i po dłuższych wahaniach postanowił, że pójdzie do Agaty pogadać o tym co się stało, bo choć nie kochał Marii był z nią bardzo długo i jakaś zadra po zakończeniu tego związku pozostała. Wsiadł do samochodu i ruszył ulicami Warszawy do mieszkania wspólniczki. Był wieczór, więc na drogach nie było specjalnie dużego ruchu. Marek dotarł do mieszkania Agaty w piętnaście minut. Gdy znalazł się przed drzwiami kobiety, zadzwonił dzwonkiem. Po chwili usłyszał lekkie kroki kobiety i kilka minut później zobaczył ją w drzwiach. Na jej widok po raz kolejny stanął jak wryty. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Zdał sobie sprawę, że ona nawet w worku po ziemniakach wyglądałaby pięknie. Wtedy miała na sobie króciutką, ciemnoniebieską sukienkę. Najwyraźniej była zdziwiona jego wizytą i nie czekając na wyjaśnienia zagadnęła:
- Hej co ty tu robisz?- w tym momencie zobaczyła walizkę stojącą obok i bez ogródek zapytała:
- Stało się coś?
- Jak mnie wpuścisz to ci wyjaśnię- powiedział trochę zirytowany.
- Jasne, wejdź i rozgość się- to mówiąc, zrobiła mu przejście Wszedł do mieszkania i rozsiadł się w kuchni. Kobieta krzątała się do kuchni, a on w zamyśleniu podziwiał jej sylwetkę? Wreszcie z rozmyślań wyrwał go jej głos:
- Czego się napijemy, do tego ciasta?- zapytała kładąc na stole pokrojoną szarlotkę - Herbaty, wina?- kontynuowała
- Może wina- odparł. Po chwili z ciekawością przyglądając się szarlotce, zapytał:
- Sama piekłaś?
- Owszem, a co boisz się, że cię otruję?- powiedziała ironicznym głosem.
- No nie wiem, z tobą nigdy nic nie wiadomo- stwierdził rzucając jej zagadkowe spojrzenie
- Spokojnie, jeszcze parę lat chcę popracować w zawodzie- prychnęła, jednocześnie mocując się z butelką czerwonego wina.
- Daj, pomogę ci- zaofiarował się
- Spoko, dam radę. Muszę tylko zamiast tego przeklętego otwieracza użyć nożyczek
- Nożyczek?- zapytał zdziwiony.
- Tak, to stara sprawdzona metoda bydgoska.
-Ta, której użyłaś w kancelarii, jak oglądaliśmy ten film- upewnił się
- Tak, ta sama. Kurczę zdradzam ci moje największe sekrety- zaśmiała się, a potem dodała:
- Pamiętasz ten wieczór? Przecież dawno to było- stwierdziła
-Chcąc, nie chcąc pamiętam wszystkie chwile spędzone z tobą- odparł poważnie patrząc jej w oczy
- Serio?- zapytała, zauważając, jednocześnie że Marek się do nie przysunął
- Naprawdę- to powiedziawszy zbliżył się na taką odległość, że ich usta dzieliły milimetry... Prawnik ciężko westchnął i ruszył za kobietą. Chwilę później rozsiedli się obok siebie na podłodze i wtedy mężczyzna opowiedział Agacie o zerwaniu z Okońską, w międzyczasie dolewając im wina i jedząc szarlotkę. Wkrótce wino podziałało na Dębskiego, rozplątał mu się język i powiedział jej dlaczego rozstali się z Mari. Agata była w szoku, gdy Marek powiedział jej o przyczynie swego rozstania z Marią i wyznał, że jest dla niego kimś bardzo ważnym, choć po części wbrew jego woli. Ona nic nie mówiła, tylko słuchała zwierzeń Dębskiego i biła się z myślami. Z jednej strony czuła to samo, co i to od dawna. Broniła się przed tym tak samo, jak on, ale serce nie sługa. Jednak, gdy zaczynała myśleć o ich ewentualnym związku, w jej głowie zapalała się czerwona lampka. Bała się kolejnego związku, który mógł się skończyć fiaskiem, jak dwa poprzednie, obawiała się, że znowu zostanie skrzywdzona. Tak rozmyślając, nawet nie zauważyła jak Dębski z powodu ilości wypitego alkoholu i wrażeń z całego dnia, położył głowę na jej kolanach i usnął. Właśnie jego pochrapywanie, sprawiło, że ocknęła się z letargu. Nie za bardzo wiedziała co ma zrobić. Nie chciała go budzić, ale też nie za bardzo uśmiechało jej się spędzić pół nocy w pozycji siedzącej. Postanowiła, że jak najdelikatniej uwolni się od jego ciała, wstanie i pomoże mu dotrzeć do kanapy. Nie chciała, żeby nazajutrz oprócz kaca doskwierał mu ból pleców z powodu spania na podłodze. Troszczyła się o niego, bo.....go kochała, choć wtedy nie była w stanie się do tego przyznać przed samą sobą, Jak pomyślała, tak zrobiła. Nie bez trudu, ale doprowadziła Marka na kanapę i przykryła go kocem. Sama z pustą butelką, talerzem i kieliszkami udała się do kuchni. Zmyła naczynia, posprzątała trochę kuchnię, a gdy zobaczyła na zegarze ,że jest trzecia w nocy, wzięła prysznic i poszła spać.
Następnego dnia, Agatę obudziły jakieś dźwięki pochodzące z kuchni. Czym prędzej wstała i udała się w tamtym kierunku. Gdy doszła, zobaczyła Marka ubranego we wczorajsze ciuchy, który kończył przygotowywać śniadanie. Kiedy ją zobaczył zagadnął
- Hej wyspałaś się? Mam nadzieję, że nie jesteś zła za to, że się tak panoszę po twoim mieszkaniu- zażartował
-Co ty, dzięki tobie pierwszy raz od dawna zjem normalnie śniadanie, na spokojnie, bez pośpiechu. Dzięki- mówiąc to obdarzyła go tym uśmiechem, który najbardziej u niej lubił.
- No widzisz, bardzo dobrze zrobi ci to śniadanie, jesteś bardzo szczupła- powiedział mierząc ją od stóp do głów. Tą uwagą nie chciał jej urazić, pragnął podtrzymać rozmowę i zobaczyć jak złości. ?Jest wtedy taka piękna, bardziej niż zwykle? pomyślał. Efekt został osiągnięty, kobieta lekko zirytowana powiedziała:
- Proszę, jaki opiekun się znalazł
-Oj nie złość się, żartowałem- powiedział z szelmowskim uśmiechem, jednocześnie , obejmując Agatę w talii. Zbliżał się do niej, aby skraść jej buziaka, ona specjalnie się temu nie opierała.... Początkowo bardzo delikatnie musnął jej policzek, a później trochę śmielej zaczął kierować się do jej ust...., a wtedy Agata odepchnęła, go sama nie wiedząc dlaczego. Coś w jej głowie ostrzegało ją, żeby tego nie robiło, a serce, że naprawdę kocha tego facet, który teraz zdezorientowany stał koło niej. Zdrowy rozsadek zwyciężył... Po chwili niezręcznej ciszy, Marek z wyraźnym smutkiem w głosie powiedział:
- Co się stało? Myślałem, że czujesz to samo co ja.... Agata nie odpowiedziała nic na jego sugestie, tylko stwierdziła
- Słuchaj Marek, to jest dla mnie za wcześnie. W ostatnim czasie byłam w dwóch związkach, które zakończyły się katastrofa, zresztą ty też niedawno skończyłeś swój związek. Musimy ochłonąć i przemyśleć czego tak naprawdę chcemy. Nie spieszmy się, dajmy sobie trochę czasu.
-Jak chcesz- odpowiedział z pozoru obojętnie, ale Agata wiedziała, że jest trochę zawiedziony. Chwilę porozmawiali o jakiś głupotach, sytuacja była dość napięta, więc czym prędzej udali się do pracy. Pojechali osobno do pracy, źli na siebie nawzajem, a Agata postanowiła, że musi wyjechać z Warszawy, chociaż na kilka dni. ?Poukładam swoje sprawy i wyjadę. Tylko gdzie??- myślała. Po momencie ją olśniło" Bydgoszcz"- na tą myśl uśmiechnęła się do samej siebie. W kancelarii wpadła na Dębskiego odbierającego pocztę od Bartka. Zdawkowo przywitała się z nim, a on równie lakonicznie odpowiedział. Odebrała korespondencję, pogadał z Bartkiem i poszła do gabinetu pracować. To samo zrobił Dębski. Napiętą atmosferę zauważył Bartek, nawet chciał zainterweniować, ale zaraz potem pomyślał, że prędzej czy później prawnicy się pogodzą, jak zwykle. Doroty nadal nie było, całą swoją uwagę poświęcał małej Agatce, której chrzest miał się odbyć za miesiąc. Wszyscy pozostali, nie narzekali więc na brak zajęcia. Agata postanowiła, że wszystkie sprawy pozamyka tego dnia, poprosi współpracowników o urlop, a sprawy przekaże Bartkowi, który nadal trochę się dąsał, że dostaje za mało spraw. Nie wiedziała na ile wyjedzie, ale los sam jej to określił. W porannej poczcie przyszło pismo z sądu, w którym Agata została powołana na świadka w sprawie Huberta. Termin ją trochę zdziwił, bo został przesunięty o 2 tygodnie, ale później gdy, była w sądzie, dowiedziała się na korytarzu od znajomego adwokata o chorobie Okońskiej, która była powodem przesunięcia rozprawy. Wieczorem poinformowała panów z kancelarii o swojej prośbie, oni początkowo trochę niechętnie, ale zgodzili się. Później pojechała do Doroty i ona też się zgodziła. Zasiedziała się u niej trochę i gdy wróciła do domu był 19. Szybko spakował się, ogarnęła się i swoje mieszkanie, a potem ruszyła na dworzec. Nie chciała jechać swoim mocno sfatygowanym autem takiej trasy, więc postanowiła pojechać pociągiem. Nie uprzedzała też ojca o swojej wizycie, chciała zrobić mu niespodziankę. Gdy dotarła na dworzec, okazało się ,ze pociąg jej zwiał i na następny musi czekać godzinę. Po 60 minutach przyjechał i wreszcie skierowała się do celu. Po kilku godzinach, w środku nocy stała zmęczona i głodna przed drzwiami domu rodzinnego. Nie miała kluczy, więc zadzwoniła dzwonkiem. Ojciec rozespany, w piżamie, otworzył drzwi i gdy zobaczył swoją córkę, wyglądał jakby zobaczył ducha. Oczywiście wpuścił ją, zrobił jej posiłek, przygotował posłanie w jej dawnym pokoju, a ona w międzyczasie się wykąpała. Oczywiście tatuś obiecał, że jutro weźmie ją na spytki. Agata lekko się zaśmiała, zjadła i poszła spać. Następnego dnia, obudziły ją dopiero koło 10, promienie kwietniowego słońca, wdzierające się przez niezasłonięte okno do pokoju Agaty w jej pokoju, w jej rodzinnym mieszkaniu. Wstała, poprzeciągała się, podeszła do okna. Otworzyła je i uśmiechnęła się sama do siebie, widząc widok jej ukochanej Bydgoszczy. Wróciła do najlepszych lat jej życia, burzliwego okresu młodości, czasu pierwszych miłości, rozczarowań, cierpienia, ale i radości. Z tych rozmyślań wyrwał ją brzęk naczyń, dochodzący z kuchni." Oho, pewnie ojczulek robi śniadanie. Jak za dobrych, starych czasów"- pomyślała. Poszła do kuchni, zobaczyła nakryty stół i ojca siedzącego przy nim. Przywitała się buziakiem i wzięła się do jedzenia. Wcinała aż się jej uszy trzęsły, pyszne zapiekanki z serem i szynką, a wszystko popijała aromatyczną, zieloną herbatą. Andrzej chwile przyglądał się jej z rozbawieniem, a później poważniejąc spróbował się dowiedzieć, dlaczego jego jedyna córeczka pojawił się tak nagle w domu. Podejrzewał, że ma to związek z Markiem, ale gdy o to zapytał, nie chciała mu nic powiedzieć, zresztą jak zwykle i natychmiast zmieniła temat na bardziej neutralny. Zapytała ojca o jego plany, a on uprzedził, że idzie na stadion przeprowadzić trening z młodymi piłkarzami koło 13. Postanowiła, że pójdzie z nim, potem pojedzie na grób mamy i wieczorkiem posiedzi w domu. Powiedziała mu o tych planach, on zaproponował jej swoje towarzystwo, a Agata z radością się zgodziła. Posiedzieli trochę, gawędząc ze sobą. Agata była silnie związana ze swoim ojcem, choć ich relacje były nieco szorstkie. Kochała go nad życie i gdyby było trzeba skoczyłaby za nim w ogień, podobnie było z jego strony. Od zawsze, choć tego nie okazywał, był z niej dumny i uważał ją za największe szczęście, które mu się przytrafiło. Nim obejrzeli się, było za piętnaście 13. Wstali od stołu i ruszyli spacerkiem na stadion. Punktualnie doszli na miejsce, Andrzej zajął się pracą, a Agata przysiadła na trybunach i z rozbawieniem patrzyła jak jej poczciwy ojciec surowo strofuje młodych chłopaków. Dwie godziny później trening się zakończył, oni wypełnili swój plan, a wieczorem zasiedli z winkiem na tarasie. Wieczór był ciepły, Agata piła jeden kieliszek za drugim, ojciec przyglądał się jej z niepokojem, ale nic nie powiedział tylko słuchał. Po kilku głębszych Agacie rozwiązał się język i opowiedziała Andrzejowi całą historię z Markiem, o swoich uczuciach i obawach. Agata była wstawiona, ale kontaktowała, wiec Andrzej udzielił jej kilku rad. Tego wieczoru oboje poszli późno spać, a następny dzień spędzili na miłym odwiedzaniu starych kątów. W takiej fajnej, sielankowej atmosferze minęły 2 tygodnie. Pewnego piątkowego wieczoru, jak co dzień zadzwoniła Dorota i zaprosiła Agatę na chrzciny swojej córki, a jej chrześnicy, które miały odbyć się za dwa dni. Kobieta oczywiście obiecała, że przyjedzie. W sobotę rano kupiła małej prezent, w międzyczasie wytłumaczył wszystko ojcu, który zgodził się ją puścić, dopiero wtedy, gdy obiecała przyjechać jeszcze w tym roku. Późnym popołudniem, żegnana przez ojca, wracała do Warszawy z nową energią, wypoczęta, zdystansowana. Wieczorem po powrocie, zadzwoniła do Doroty ,żeby zapytać ją o szczegóły, po czym przygotowała ubranie, zjadła kolację, wykąpała się i poszła spać, nie mając świadomości jak wiele się jutro wydarzy?. Następnego dnia, obudziła się koło ósmej spokojnie zjadła śniadanie, ubrała małą czarną i czarne, eleganckie szpilki. Następnie zrobiła lekki makijaż, związał włosy, ubrała płaszczyk, wzięła prezent i tak uzbrojona udała się do kościoła. Tam już byli wszyscy goście, łącznie z Dębskim, którego dosłownie wbiło w podłogę, gdy zobaczył Agatę. Głośno przełknął ślinę, a chwilę później odbyła się ceremonia, z której niewiele pamiętał, ponieważ cały czas patrzył się i myślał o stojącej obok Agacie. Jej nieobecność doprowadzała go do furii, czuł jakby brakowało mu powietrza, nie mógł nigdzie znaleźć sobie miejsca. Tęsknił i to bardzo, był pewny, że kocha tą drobną, nieco stukniętą brunetkę, która teraz obecnością sprawiała, że czuł się najszczęśliwszym facetem na świecie. Chłonął jej wygląd, zapach, każdy gest. Po półtora godzinie msza dobiegła końca i wszyscy udali się do domu Doroty na małą imprezę. Mijały kolejne minuty, godziny, a Marek nie miał nadal sposobności, żeby pogadać z Agatą sam na sam. Prawniczka czuła się trochę obco w tym towarzystwie, wiec postanowiła pod byle jakim pretekstem się zmyć. Wymówiła się bólem głowy, ale zamiast do mieszkania pojechała do kancelarii, aby w pracy zapomnieć o swoich smutkach, o Marku. Jej zniknięcie zanotował adwokat, który po krótkim odstępie czasu również zmył się po angielsku z tej imprezy, jako powód podawszy nawał pracy. Tak naprawdę chciał pogadać z Agatą, wytłumaczyć i pierwsze kroki skierował do jej mieszkania, ale pocałował klamkę. Udał się więc do kancelarii, gdzie zastał kobietę. Spotkali się w kuchni, a gdy mężczyzna ją zobaczył zażartował:
- Ładnie to tak kłamać i z imprezy uciekać?
- Kompletnie nie wiem o co ci chodzi- powiedziała Agata
- Dobrze wiesz- mówiąc to zmierzył ją takim spojrzeniem, że aż ją ciarki przeszły.
- Oj tam, po prostu mam sporo pracy, a Dorota uznałaby mnie za nienormalną, gdybym jej tak powiedziała
- Akurat- prychnął- Przyznaj się, że zwiałaś z mojego powodu- powiedział przechwalczym głosem. Mówiąc to oparł się rękami o blat szafki, o którą Agata opierała się biodrami. W ten sposób znaleźli się w ścisłym kontakcie, a ich twarze dzieliło kilka centymetrów.
- Nie wyobrażaj sobie za dużo Dębski- powiedziała z ironią. On na to nie zwrócił większej uwagi, tylko patrzył w jej błękitne tęczówki, swoim iskrzącymi oczami. Po chwili milczenia powiedział: - Masz dużo pracy? Może uda mi się cię wyciągnąć w moje ulubione miejsce, na mały spacer?
- No nie wiem, nie wiem. Napisz podanie, załącz zdjęcia, a ja rozważę twoją propozycję w ciągu miesiąca- nadal się z nim drażniła.
- Hmmm, nie odpowiada mi to, możemy negocjować?- zapytał zbliżając się do niej jeszcze bardziej
- No w sumie....- nie dokończyła, bo Dębski wziął ją za rękę, porwał marynarkę i wyprowadził na zewnątrz, nie przyjmując sprzeciwu. Zresztą Agata nie protestowała, posłusznie wyszła za nim.
Gdy znaleźli się na polu, przeszył ją dreszcz, nie wzięła swojego płaszcza, a Dębski widząc jej dygotanie, odstąpił jej swoją marynarkę.
- Dzięki- Agata obdarzyła go uśmiechem
- Nie mogę pozwolić, żebyś się przeziębiła- odparł
Udali się na spacer ruchliwymi ulicami Warszawy. Przy przebieganiu jednej z nich, Marek chwycił dłoń Agaty, czemu ona się nie sprzeciwiła. Po półgodzinie byli w ulubionym miejscu Marka nad Wisłą. Agata oparła się o barierkę i przyglądała się na przemian gwiazdom i szumiącej cicho wodzie. Dębski robił to samo, stojąc koło prawniczki. Zapanowała cisza, którą przerwała Agata:
- No dobra, po co mnie tu przyprowadziłeś?- zapytała nieco wojowniczo.
- Żeby ci coś powiedzieć
- Niby co?- powiedziała zirytowana.
- To- odpowiedziała i zanim kobieta się obejrzała, objął ją w pasie i pocałował. najbardziej namiętnie jak potrafił. Prawniczka poddała się temu, bez żadnych oporów. Wiedziała, że kocha tego" bufona" i chce z nim być. Przez kilkanaście minut całowali się, a ich pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Agata objęła mocniej Dębskiego w pasie, za to on zaczął błądzić rękami po jej plecach. Dotarł do zamka sukienki i gdyby nie to, że byli na dworze, bez oporów by go rozpiął. Po dziesięciu minutach oderwali się od siebie i niemal równocześnie zaśmiali. Później chwycili się za ręce i ruszyli przed siebie. Po drodze Marek powiedział Agacie, że wyjaśnił wszystko z Okońską i wrócił do swojego mieszkania. Później zaczęli wspominać swoje młodzieńcze lata, przerywając je pocałunkami. Wreszcie dotarli pod mieszkanie Agaty. Kobieta oparła się o drzwi i zapytała Dębskiego
- Wejdziesz, na herbatę? On uśmiechnął się szeroko, popatrzył na nią iskrzącymi tęczówkami i przyjął propozycję. Ledwo przekroczyli próg mieszkania, zaczęli się całować, pozbywając się w kolejnych pomieszczeniach swojej garderoby. Gdy dotarli do jej sypialni, przeszli do sedna, robiąc to o czym oni od dawna marzyli. Kilka godzin później, gdy leżeli w łóżku zaczęli wspominać początek swojej znajomości, jak zwykle się drażniąc, a później zasnęli wtulenie w swoje ramiona? Rano, gdy Dębski się obudził, zauważył, że nie ma Agaty, ale chwile potem usłyszał hałas w kuchni i tam też się skierował. Prawniczka stała przodem do blatu, w jego koszuli, a tyłem do nadchodzącego Dębskiego. Ten zmierzył ją wzrokiem podszedł do niej i przytulił ją w pasie. Ona odwróciła się do niego i zapytała: - Jak się spało?
- Świetnie- odpowiedział z uśmiechem. Potem zapytał:
- Śniadanie robisz?
-A tak, Zjesz ze mną?- powiedziała rozbawiona Agata
- Wiesz, chętnie, ale mam lepszy pomysł- skwitował i nie czekając na jej reakcję wziął ją na ręce i zaniósł w stronę sypialni.... Cały dzień spędzili razem, oglądali zdjęcia rozmawiali i pili wino. Nazajutrz, gdy już poszli do pracy od progu, powitały ją pytania Bartka i Doroty. Udzielili im bardzo wymijających odpowiedzi i udali się do swoich gabinetów, aby chociaż udawać, że pracują. Zdradzili się jednak przed Dorotą, kiedy to wpadła bez zapowiedzi do gabinetu Agaty i zobaczyła prawników w niedwuznacznej sytuacji. Dębski i Przybysz przerwali swoje pocałunki, uśmiechnęli się znacząco, a Dorota nie czekając na wyjaśnienia, powiedziała rozbawiona:
-No proszę. Ładnie to tak oszukiwać najlepszą przyjaciółkę? Para nic nie powiedziała, a Dorota stwierdziła z dumą
- A nie mówiłam, że się polubicie?- puściła im oczko i wyszła, aby nie przeszkadzać zakochanym. Oboje wy buchnęli śmiechem, a później Marek zapytał żartobliwie:
- Kobieto, co ty ze mną wyprawiasz? - Ja?- udała oburzenie- No ty, a kto? Mówiłem ci już, że cię kocham jak wariat- zapytał, a ona pokręciła przecząco głową
- No to ci mówię- powiedział i po raz kolejny ją pocałował, a między pocałunkami Agata powiedziała
- Też cię bardzo kocham. Wrócili do pracy, wieczorem dla odmiany udali się do mieszkania Dębskiego, spędzili razem noc zjedli śniadanie i pojechali do pracy. Od tamtej pamiętnej nocy u niej, tak było już codziennie. Spędzali ze sobą prawie cały czas, chodzili na randki, a ich przyjaciele obserwując ich szczęście byli pewnie, ze są dla siebie stworzeni. Oni sami nie wyobrażali sobie już życia bez siebie, W międzyczasie odbyła się rozprawa Huberta, na której Agata zeznała całą prawdę, obciążając swojego byłego " narzeczonego". Nawet Okońska była dla niej miła, bo jak się później okazało związała się z mecenasem Olszewskim, tym przed którym Marek " obronił" Agatę. Zapadł wyrok skazujący na Sułeckiego, wtedy widziała go po raz ostatni. Zamknęła tamten rozdział i zaczęła nowe życie z Markiem u boku...Kilka miesięcy później zaręczyli się, a po roku, dokładnie w rocznicę pierwszego spotkania wzięli ślub.
KONIEC
-
Wstawiam tu pierwszą część mojego opowiadania, które stale piszę. :) Tak dla rozkręcenia imprezy. :D
1.
Ulewny deszcz zadudnił w szyby mieszkania Agaty Przybysz. Zegar wskazywał 6 rano, a za oknem było jeszcze ciemno. Ta jesień? Od wielu lat jej nie lubiła. Wszystko było oprószone szarością, ludzie ubrani w ciemne płaszcze kroczyli we mgle jak duchy. Rozmyty obraz stolicy napawał ją sennością, odciągał od pracy. W takich chwilach Agata często uciekała myślami we wspomnienia, gdy była małą dziewczynką. Jeszcze wtedy każda jesień kojarzyła jej się z pięknymi kolorami liści, które uwielbiała łapać w powietrzu, kiedy te spadały na ziemię. W dzieciństwie każda pora roku jest ekscytująca. W dorosłym życiu ? niekoniecznie.
Prawniczka wypełzła z łóżka prosto w stronę łazienki, gdzie zażyła gorącej kąpieli, która postawiła ją na nogi. Jeszcze tylko kawa, gryz maślanej bułeczki i może ruszać do kancelarii.
- Cześć Bartek! ? zawołała tuż nad uchem rozpłaszczonego na biurku chłopaka.
- Jezus Marian! ? aplikant skoczył jak oparzony, o mało nie wybijając zębów Agacie. ? Co jest?! Chcesz żebym zawału dostał?! ? wykrzyczał, rozglądając się jeszcze nieprzytomnym wzrokiem dookoła, czy rzeczywiście nic się nie stało.
- Zawału to ja o mało nie dostałam, gdy tu weszłam. Leżałeś jak zabity, już po karetkę chciałam dzwonić, bo w momencie zapomniałam zasad resuscytacji krążeniowo-oddechowej i zapewne bym ci nie pomogła, a ktoś przecież musi napisać zaległą apelację ? kobieta zaśmiała się cicho i puściła mu oczko. Chłopak tylko pokręcił głową i westchnął. ? Dębski i Dorota już są?
- Ymmm? Tak. Nie. Nie wiem ? wystrzelił zdezorientowany młodzieniec. ? Podejrzewam, że jeszcze nie. Zapewne żadne z nich nie darowałoby mi takiej pobudki ? Bartek wywrócił oczami, ziewając.
- Noc jest od spania ? pouczyła go, mierzwiąc jego i tak już rozczochrane włosy, po czym wzięła do ręki pocztę dla niej przeznaczoną i zaczęła ją przeglądać.
- Jakoś nie mogłem zasnąć. Chyba jest pełnia ? tłumaczył się.
- A wiesz, od zawsze podejrzewałam, że jesteś wilkołakiem.
Bartek spojrzał na nią jak na kosmitkę, po czym oboje buchnęli śmiechem. W tym momencie do kancelarii wszedł przemoczony Marek, a za nim Dorota, która wyglądała, jakby dopiero co zeszła z wybiegu dla modelek.
- No, no, kochana, ciąża ci służy. Wyglądasz olśniewająco ? Przybysz pochwaliła przyjaciółkę. ? Marek, może weźmiesz przykład z Doroty? Coś niewyraźnie dziś wyglądasz ? Agata wyszczerzyła zęby do kolegi, który obdarzył ją spojrzeniem spod byka. Dorota przybiła jej piątkę i obie panie powędrowały do swoich gabinetów, kręcąc przy tym na pokaz zgrabnymi tyłeczkami. Obaj panowie obserwowali je niczym w amoku, a kiedy znikły z pola widzenia, brutalnie wrócili do rzeczywistości.
- Bartek, powieś gdzieś moją kurtkę, żeby wyschła ? rozkazał naburmuszony Dębski.
Chłopak spojrzał na swojego pracodawcę i z nutką ironii rzekł:
- Babcia zawsze mówiła mi, że jak się wyjdzie na deszcz, to ten z każdego zmywa wszelkie negatywne emocje. Chyba nie brała pod uwagę jednego, wyjątkowo opornego samca?
Marek, ku zdziwieniu Bartka, który spodziewał się oberwania po głowie mokrą gazetą, zaśmiał się.
- Wybacz, nie wiem, co mnie ugryzło. Ta pogoda chyba tak na mnie działa. No wiesz, te jesienne depresje i inne duperele ? mruknął mecenas, kręcąc głową, jakby nie mógł uwierzyć, że i jego dopadły takie problemy. Typowo kobiece przecież? Jednak z jego strony była to tylko gra przed chłopakiem. Powód jego niezadowolenia był zupełnie inny. Nie chciał wciągać w to młodzieńca.
Dzień wszystkim bardzo się dłużył. Dorota załatwiła jedną sprawę spadkową, wygrała rozprawę o alimenty i nie miała już więcej zleceń. Ciąża stawała się coraz bardziej zaawansowana i musiała ograniczać ilość obowiązków ? taki był warunek, skoro nie chciała siedzieć cały dzień w domu. Agata spotkała się z trójką swoich klientów ? nic ciekawego. Dębski natomiast miał mnóstwo roboty, więc dziewczyny postanowiły mu ?pomóc?...
- Mareczku, co możemy dla ciebie zrobić? ? zapytała przymilnie Dorota, wchodząc z Agatą do jego gabinetu.
- A co, dziś dzień dobroci dla zwierząt? ? zmarszczył czoło i wybałuszył oczy ze zdziwienia, ale w głębi poczuł przyjemne ciepło.
Agata z przyjaciółką usiadły na brzegach mareczkowego biurka, Dorota skrzyżowała ręce na piersi, mecenas Przybysz skrywała coś za plecami. Obie wlepiły w niego słodkie oczka.
- Haha, niemożliwe, wy coś knujecie. Gadać, ale to już, co jest grane, hę? ? teraz to on skrzyżował ręce i uparcie wpatrywał się w swoje współpracowniczki.
Dorota spojrzała znacząco na Agatę. Ta druga skinęła głową na znak gotowości i ukazała Dębskiemu dostojną butelkę czerwonego wina oraz soczek w kartoniku dla mecenas Gawron. Panie momentalnie ukazały wszelkie swoje uzębienie.
- No nie, to jest obraza sądu! Gadać, która na to wpadła? Obiecuję, że kara będzie łagodna, jeśli winowajca sam się przyzna do popełnienia czynu zabronionego ? wyrecytował z wielką powagą Mareczek.
Panie opuściły głowy. Żadna się przyznać nie chciała, a przyjaciółka przyjaciółki nie wyda.
- Bo będę musiał zastosować tortury? - zagroził.
- A będzie boleć? ? spytała cichutko Agata, przygryzając dolną wargę, próbując ukryć uśmieszek.
Marek spojrzał na nią z udawaną dezaprobatą, pogroził palcem i schwycił butelkę.
- Pozwólcie, że skonfiskuję materiał dowodowy i wyślę go do prokuratury?
Dębski schował butelkę pod marynarkę, wstał z krzesła i ruszył w stronę drzwi. Na progu odwrócił się i ujrzał przyjaciółki, które udawały płacz.
- No idziecie, czy sam mam to wszystko wypić? ? zawołał w stronę pań.
Sekundę później wyszedł z gabinetu w towarzystwie dwóch pięknych kobiet. Bartek spojrzał na nich z niedowierzaniem.
- Ekhem? A gdzie to się wybieracie? ? zapytał chłopak, gdy wesoła trójka zbliżała się w stronę dziwy wyjściowych z kancelarii.
- Idziemy się integrować u Dorotki ? wyjaśniła Przybysz. ? No już, ubieraj się i jedziemy! Ruchy, ruchy, nie będziemy czekać w nieskończoność!
Październikowe popołudnie przyniosło dużo słońca i powiewy ciepłego wiatru. Poranny deszcz wysechł, powietrze pachniało w ten wyjątkowy, jesienny sposób. Miasto nabrało znów barw od wirujących liści. Przyjaciele postanowili wykorzystać tę niecodzienną przychylność pogody i zabawić się w ogrodzie. Panowie wynieśli na zewnątrz składane krzesła oraz ciężki stół, a przedstawicielki płci pięknej ruszyły przygotować kanapki i sałatkę. Kiedy już wszyscy wygrzewali się w promieniach popołudniowego słońca i zajadali pysznościami, Agata zadała nurtujące ją od jakiegoś czasu pytanie:
- Dorotko, a gdzie jest twój mąż marnotrawny i dzieciaki?
Nagle wśród zebranych zapanowała cisza. Męska część towarzystwa nie zauważyła wcześniej braku trzech muszkieterów.
- Ano, cóż. Muszę się pochwalić, że MÓJ MĄŻ zabrał chłopców na całą noc do centrum nauki. Jasiek ma nową pasję, mianowicie chyba oberwał jakimś meteorytem i non stop jęczy, żeby mu kupić teleskop. Od paru dni wisi w oknie i gapi się na gwiazdy. A jak go do łóżka chcę zagonić, to mówi, że nie będzie spał, póki tego teleskopu nie dostanie ? Dorota przewróciła oczami.
Tu zebrani buchnęli soczystym śmiechem, a mecenas Przybysz lekko zakrztusiła się winem. Na szczęście Mareczek był blisko, niczym bohater poklepał ją w plecki i uratował od uduszenia. Agata, w podzięce, zaserwowała swojemu wybawcy kuksańca w bok i skwitowała to stwierdzeniem: ?palant?. Bartek spojrzał na tę dwójkę podejrzliwie.
- Tak, śmiejcie się z biednej matki Polki, śmiejcie ? naburmuszyła się Dorota i skrzyżowała ręce na piersi. ? Ale przynajmniej dzisiaj mam święty spokój i nie muszę wam zazdrościć, że nie macie dzieci! ? pokazała język przyjaciołom.
Integracja trwała do wieczora, kiedy to słońce już zaszło i powiało chłodem. Bartek musiał wyjść wcześniej, bo w pośpiechu zapomniał ważnych dokumentów z kancelarii. Zmęczona mecenas Gawron z wnętrza domu obserwowała Agatę i Marka chowających meble ogrodowe do garażu. Zachowywali się jak dzieci. Dębski chciał zaprezentować siłę swoich mięśni (wino zrobiło swoje) i postanowił przenieść ciężki stół w pojedynkę. Skończyło się na bolesnym strzyknięciu w barku i śmiechu Agaty. Marek zaczął gonić koleżankę po całym ogrodzie, a gdy już ją dopadł, unieruchomił jej ręce i łaskotał, gdzie tylko się dało. Agata śmiała się i piszczała tak głośno, że gdyby nie Dorota, która przyszła przyjaciółce na ratunek, któryś z sąsiadów zadzwoniłby na policję, że u Gawronów kogoś mordują.
- Drogi Marku, proszę po dobroci, odłóż broń, albo będę musiała wezwać posiłki ? zagroziła Dorota, która podeszła do niego od tyłu.
Mecenas Dębski grzecznie wykonał rozkaz, a zdyszana Agata rzuciła się w ramiona przyjaciółki.
- To jest świr! ? zawołała, mimowolnie się uśmiechając, a Marek puścił jej oczko.
Po dokończeniu sprzątania (już pod baaaardzo czujnym okiem Doroty), Agata i Marek musieli się zbierać. Ciężarna potrzebowała odpoczynku, a było rzeczywiście późno. Przybysz i Dębski życzyli przyjaciółce dobrej nocy, po czym opuścili posesję Gawronów. Doszli do bramy w milczeniu, lecz tu pojawił się problem. Spojrzeli na swoje auta, potem na siebie.
- Chyba musimy zadzwonić po taksówkę ? podsumował ich myśli Marek.
- No chyba tak ? poparła go Agata.
Mareczek wyjął telefon, wykręcił odpowiedni numer i odbył niedługą rozmowę. W tym czasie Agata usiadła na murku i bacznie obserwowała kolegę, który odszedł kawałek dalej i spacerował w mroku nieoświetlonej części uliczki. W jej głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Wcześniej nie miała zbyt wielu możliwości poznania go od tej prywatnej strony. Fakt, spędzała z nim dużo czasu każdego dnia, jednak zajmowali się wtedy sprawami służbowymi. Pracowali ze sobą już od roku i nie był to ich pierwszy wypad integracyjny, a tak bardzo różnił się od tych poprzednich. Tylko dlaczego? Ach, tak. Dziś nie było z nim Marii. Prokurator Okońska zawsze wkręcała się na wszystkie imprezy, by pilnować swojego ukochanego?
- O czym tak myślisz? ? Marek wyrwał Agatę z zadumy.
- Chyba nie chcesz wiedzieć ? odparła niemrawo.
- Zaryzykuję ? rzucił, niby obojętnie i usiadł tuż obok niej.
Agata westchnęła, odwróciła się w stronę mecenasa i rzekła:
- Tak sobie myślałam? o tobie. To znaczy nie o tobie, że tak o tobie, tylko o tobie w sensie takim, że wiesz? - Agata zaczęła się plątać, a Dębski nie pomagał jej swoim wybuchem śmiechu.
- No właśnie nie wiem i oczekuję wyjaśnień ? Marek opanował rozbawienie i zachęcił towarzyszkę do mówienia, przyglądając się jej uważnie.
Kobieta siedziała kilka minut w ciszy zagryzając dolną wargę i wpatrując się w swoje ręce. Jeszcze nigdy nie miała takich problemów z wyjaśnieniem, o co jej chodzi. Tłumaczyła się sama przed sobą, że to wina wypitego alkoholu. Bo przecież TYLKO wino mogło jej tak zawrócić w głowie, czyż nie?
Marek patrzył na nią cały czas. Był ciekawy jej myśli, jednak nie chciał naciskać. W końcu odpuścił i spojrzał przed siebie. Trwali jeszcze chwilę w tych pozycjach. Nagle Agata skierowała swoją głowę w lewo i już chciała coś powiedzieć, gdy rozległ się dźwięk nadjeżdżającego pojazdu. Marek zauważył zmieszanie przyjaciółki, wstał i wyciągając w jej stronę rękę, spytał:
- Idziesz?
Agata przytaknęła głową, złapała jego rękę i wstała, po czym wsiedli do taksówki.
Jechali w milczeniu. Mecenas Przybysz podziwiała zza szyby kładącą się do snu Warszawę. Marek co chwilę na nią zerkał. Uśmiechał się sam do siebie, bo nie wiedział czemu jego wzrok wciąż podążał za kobietą siedzącą po jego prawicy. Ostatni tydzień był dla niego ciężki, wciąż miał zły humor, ale gdy tylko obok niego pojawiała się Agata, zaraz o tym zapominał. Zapominał o Marii, która podle go wykorzystała?
Kiedy przejeżdżali w okolicach Starego Miasta, kobieta przerwała ciszę.
- Zawsze, kiedy jest mi smutno albo mam jakiś problem, przyjeżdżam tutaj, parkuję na Placu Teatralnym i spacerkiem wybieram się na brzeg Wisły i tam słucham spokojnych i nastrojowych piosenek. Może to śmieszne, ale zawsze mi to pomaga ? Agata uśmiechnęła się lekko na wspomnienie szumu rzeki.
- Niech pan zatrzyma ? poprosił natychmiast Dębski. Sympatyczny kierowca spełnił jego prośbę, pobrał opłatę i życzył miłego spaceru.
Gdy wysiedli na Senatorskiej, Agata była zaskoczona. Spojrzała zmęczonym wzrokiem na Marka i zapytała jednym słowem:
- Dlaczego?
Mężczyzna spuścił głowę, kopnął jakiś kamyk, który mu przeszkadzał i wręcz z nieśmiałością odparł:
- Bo mam problem. Chodźmy ? zaproponował.
Agata chwyciła go pod rękę i wolnym krokiem ruszyli w stronę Zamku Królewskiego. Dębski nic nie mówił. Starał się o niczym nie myśleć. Podążał tylko wzrokiem po wyjątkowo pustym placu i rozświetlonej dumie Starego Miasta.
- Warszawa jest piękna, zwłaszcza nocą. Taką chyba lubię najbardziej ? przyznała mecenas Przybysz.
- No proszę, kto by pomyślał, że nasza Agatka jest taka wrażliwa ? zaśmiał się Marek.
- Ha, jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz! ? skwitowała ożywiona.
- Na przykład czego? ? Marek uniósł brwi i zatrzymał się.
- Hmm. Lubię koty ? wyszczerzyła się mecenas Przybysz.
- A za co je lubisz? ? dopytywał Dębski.
- Za to, że nie zadają tyle pytań ? pokazała mu język i ruszyła w stronę Wisły, ciągnąc go za sobą.
Po drodze minęli niewielu ludzi. Wieczór był wyjątkowo chłodny, nikt normalny o tej porze roku i dnia nie zapuszczał się nad rzekę. A jednak w całej Warszawie znalazła się taka para, która bardzo tego potrzebowała.
Gdy doszli na miejsce, Agata stanęła tuż przy linii wody, a Marek rozglądał się dookoła, podziwiając rozświetlone mosty i wieżowce w centrum stolicy.
- Wow, nie wiem, co powiedzieć.
- Nie musisz. Ten krajobraz mówi sam za siebie ? podsumowała brunetka.
Trwali tak kilka minut w milczeniu. Mecenas spacerował wzdłuż brzegu, wciąż się wszystkim zachwycając. Agata była mile zaskoczona. Nie podejrzewała Marka o posiadanie aż tylu uczuć. Myśląc o tym, patrzyła w ciemną wodę. Drżała lekko z zimna, ale była gotowa zostać w tym miejscu nawet całą noc. Marek miał problem i chciała mu pomóc. W końcu się przyjaźnili.
Dębski cieszył oczy widokiem migających świateł miasta i gwiazd. Ciemne niebo było czyste, Księżyc w pełni. Po popołudniowym ?upale? nie został nawet ślad ? było bardzo zimno. Spojrzał na Agatę stojącą w oddali, ubraną w cienki płaszcz. Nie miała nawet rękawiczek. Ruszył w jej stronę, chcąc zaproponować powrót do ciepłego domu. Gdy stanął obok kobiety, zauważył, że ma zamknięte oczy. Trzymała coś prostokątnego w ręce i nawet nie zorientowała się, że nie jest już sama. Czyżby zasnęła na stojąco?
- Pobudka! ? krzyknął Marek tuż przy jej uchu, a Agata skoczyła jak oparzona. Rzecz, którą trzymała, wpadła prosto w czarną toń Wisły. ? Ups! Przepraszam! ? od razu zareagował, chwytając przyjaciółkę, która niebezpiecznie się zachwiała i o mało nie przewróciła.
- Dobry Boże, Marek! Chcesz, żebym zeszła na zawał?! ? spytała przerażona Przybysz, próbując uspokoić walące jak młot serce.
- Przepraszam! Naprawdę nie chciałem ? przyznał szczerze Dębski.
- Dobrze już, dobrze ? wybaczyła mu Agata.
- Wszystko w porządku? ? zapytał, nadal przytrzymując ją w pasie.
- Ze mną tak. Ale utopiłeś mój kodeks karny ? westchnęła.
- Kodeks karny? ? zdziwił się.
- Tak, kodeks karny. Nie wiesz, co to jest? ? mecenas lekko się zaśmiała.
- Oczywiście, że wiem ? odparł z dumą. ? Ale po kiego grzyba nosisz go w torebce?
- Wyłącznie w celach wyższych, Wysoki Sądzie ? powiedziała Agata, po czym oboje parsknęli śmiechem.
Kobieta położyła głowę na jego ramieniu i zapytała:
- Marek, co się dzieje?
Dębski policzył w myślach do dziesięciu, wziął głęboki wdech i powiedział w końcu:
- Kilka dni temu rozstałem się z Marią. I proszę, nie pytaj dlaczego. Z nikim o tym jeszcze nie rozmawiałem.
- Jasne, nie wnikam, wasza sprawa ? odpowiedziała Agata.- Chociaż przyznam, że nie poznać tego po tobie.
Oboje wpatrywali się w czerń wody, zamyśleni, jakby to nie rozmowa była tu najważniejsza, a obecność tej drugiej osoby.
- Przy tobie nie da się mieć złego humoru ? stwierdził.- Może dlatego tak bardzo lubię przebywać w twoim towarzystwie.
Agacie spodobały się słowa przyjaciela. Uśmiechnęli się oboje w stronę Wisły.
- Dobra, koniec tych filozofii ? rzekł Marek. ? Mówiłaś coś o muzyce. Co masz do zaoferowania? ? wyszczerzył się, a Agata wyjęła z kieszeni telefon.
- Nie wiem, czy ci się spodobają? - odparła zakłopotana.
Marek, widząc, że przyjaciółka ma problemy z obsługiwaniem urządzenia skostniałymi z zimna rękami, wyrwał jej telefon i zapytał, gdzie ma szukać.
- Folder o nazwie ?Wisła? ? ziewnęła.
Mecenas odnalazł to, czego poszukiwał. Zaczął przeglądać tytuły umieszczonych tam piosenek.
- No, no. Większość znam. I widzę tu jedną perełkę? - powiedział tajemniczo.
- To znaczy? ? zapytała Przybysz, chociaż już domyślała się, o jaką nutę mu chodzi.
Z głośników rozległa się cicha melodia ?Yours alone tonight?. Oboje uśmiechnęli się do siebie.
- Zatańczymy? ? spytał Dębski.
- Z przyjemnością ? odparła Agata i ponownie wtuliła się w przyjaciela.
Wirowali szalenie, śmiejąc się przy tym donośnie. Nawet kiedy ich piosenka dobiegła końca, mężczyzna nie wypuszczał z objęć Agaty, która nie miała nic przeciwko. Zamknęła oczy i uśmiechała się delikatnie. Czuła się niezwykle przyjemnie, bezpiecznie. Już zapomniała, jak to jest. Związek z Maćkiem był jedną wielką pomyłką. Miała bardzo niekomfortowe wrażenie, jakby chodziła z własnym bratem. A Marek? Był jej przyjacielem, zawsze pod ręką, gotowy rzucić dla niej wszystko. Pomógł jej już wiele razy. Chciała pokazać, że jest mu za to wdzięczna, i że on też może na nią liczyć.
- Rozumiem, że Dorota nie skarżyła się na mnie ostatnio? ? zapytał ściszonym głosem.
- Nie. A dlaczego?
- Trochę się z nią wczoraj pokłóciłem. O jakieś bzdety, chyba poszło o papier do drukarki. Wydarłem się na nią, chociaż nic nie zrobiła. Zdziwiłem się dziś rano, gdy ją spotkałem przed kancelarią. Nie była na mnie zła ? przyznał. ? Trochę mi głupio, bo zachowałem się jak totalny dureń i nawet nie przeprosiłem.
Mecenas Przybysz prychnęła cicho i rzekła:
- Wiesz, że Dorota ma niesamowitą intuicję i nawet jak nie wie, o co dokładnie chodzi, to jej nos wyczuje, że coś ma się na rzeczy. Widocznie widziała, że nie nakrzyczałeś na nią z premedytacją, a nie chciała pytać i pogarszać sprawy ? ostatnie słowo wypowiedziała wraz z ziewnięciem.
- Masz rację ? przyznał Dębski. ? Dziękuję ? powiedział i pocałował kobietę w czoło.
- Za co? ? spytała Agata, która powoli przestawała już logicznie myśleć.
- Za to, że przyjaźnisz się z takim? bufonem ? zaśmiał się, a kobieta otworzyła wreszcie zmęczone oczy, podniosła głowę i spojrzała na niego spod byka, ale sekundę później jej twarz złagodniała.
- Zawsze do usług ? skwitowała, po czym znowu zamknęła oczy i wtuliła głowę w ramiona Marka.
- Może chodźmy już, co? Zaraz mi tu zaśniesz i będę musiał wrzucić twoje zwłoki do Wisły.
Agata zgodziła się na propozycję współpracownika i ruszyli razem znowuż w stronę zamku.
- Daj rękę. Zimna jak lód jesteś ? Stwierdził mężczyzna.
Mecenas Przybysz posłusznie podała mu swoją lewą dłoń. Jego ręka była ciepła. Bardzo przyjemnie ciepła?
Marek wykonał szybki telefon i chwilę później taksówka czekała na nich na rogu ulicy Miodowej. Agata wskoczyła do ciepłego samochodu jak torpeda, a Dębski miał z tego powodu elegancki zaciesz. Kierowca pojazdu również uśmiechnął się na widok zmarzniętej kobiety.
Marek poprosił taksówkarza o podwózkę na Plac Zbawiciela, a Agata ułożyła się wygodnie na jego ramieniu i znowu zamknęła oczy. Ulice były prawie puste, więc dojechali w 10 minut. Marek uregulował rachunek i obudził kobietę, która zdążyła już zasnąć. Pomógł jej wysiąść z auta i wejść po schodach. Otworzył mieszkanie, zdjął Agacie kurtkę i zaprowadził ją prosto do łóżka. Brunetka padła na nie jak szmaciana lalka i dwie sekundy później już spała. Dębski przykrył ją szczelnie kołdrą, wziął kartkę i długopis leżący na stoliku obok łóżka. Napisał krótkie podziękowanie za miło spędzony wieczór oraz rozwianie wszelkich smutków. Zostawił wiadomość na stole w kuchni, uśmiechnął się na widok śpiącej pani mecenas, po czym wyszedł z jej mieszkania, zamykając drzwi wcześniej znalezionym zapasowym kluczem.
-
Brawo! Brawo! Brawo!
Jestem w siódmym niebie! :D
Piszcie więcej i więcej!
<zauroczony>
-
Margatowe perypetie
Zadzwonił budzik. Agata poczatkowo bardzo niechętnie otworzyła jedno oko ,by go wyłączyć . Lecz gdy po chwili wstała ,odsłoniła żaluzje i zobaczyła co się dzieje za oknem,od razu wstąpiła w nią duża dawka energii. Na zewnątrz panowała piękna , słoneczna pogoda. Może i zieleni za bardzo widać nie było (jak na centrum miasta przystało),ale mimo to aura była dużo weselsza niż w ostatnich dniach. Kobieta wiązała z tym stanem rzeczy dodatkowe nadzieje. Sądziła,że na wiosnę znajdzie wreszcie swoją "drugą połówkę".Właściwie to miała tu na myśli osobę,która zastąpi,czy też pozwoli zapomnieć o pewnym Palancie,który okazał się być dla niej kimś więcej niż tylko przyjacielem i wspólnikiem. Tyle , że gdy zdala sobie z tego sprawę,było już za późno. Chciała z nim porozmawiać,wytłumaczyć mu,czemu tak zareagowała po tym,co między nimi zaszło. Może by zrozumiał,albo przy najmniej spróbował ją zrozumieć....Tak myślała dopóki nie zastała u progu jego mieszkania Jej,niejakiej pani prokurator z którą niedawno zerwał. Po tym,wydarzeniu Agata postanowiła, że jeśli on chce ułożyć sobie życie z kimś innym, to ona też powinna.
Z tą myślą tego pięknego, słonecznego poranka ubrała się w swoją nową, piękną sukienkę oraz szpilki ,które kupiła podczas ostatniego wypadu na miasto z Dorotą. Potem w locie zjadła wczorajszą drożdżówkę z serem i wyszła. O 9:00 miała rozprawę,więc musiała się pospieszyć. Nie odwiedzając po drodze kancelarii pojechała do sądu.
Gdy weszła do budynku ujrzała panujący tu codziennie harmider . Idąc na salę rozpraw, z rękami pełnymi akt dosłownie wpadła na jakiegoś wysokiego , przystojniaka . W wyniku zderzenia wypadły jej wszystkie dokumenty. Ja dziś to mam szczęście -pomyślała.
Zaczęła mężczyznę bardzo przepraszać i zbierać akta. On zaś z uśmiechem powiedział coś w stylu nic się nie stało i zaczął jej pomagać w zbieraniu. Gdy już oboje wstali, on powiedział: Jestem adwokatem. Tydzień temu przeprowadziłem się z Wrocławia. Rozumie pani...większe perspektywy w stolicy. Dziś mam tu pierwszą rozprawę. Nikogo tu nie znam. Korzystając z okazji,że na siebie wpadliśmy...Mateusz Dąbrowski.
-Agata Przybysz ,również adwokat (uśmiechnęła się).
-Cóż...milo mi było panią poznać,lecz muszę lecieć,bo spóźnię się na rozprawę.
- Oh, ja też.Uśmiechnęli się do siebie.
-Do widzenia- powiedziała .
-Do zobaczenia,mam nadzieję -odpowiedział.
Po tym małym incydencie Agata udała się wraz ze swoim klientem na rozprawę. Sprawa była nie do przegrania,więc kobieta się nie denerwowała. Miała ona bowiem twarde dowody stanowiące przeciwko pracodawcy jej klientki. Po dwóch godzinach rozprawa dobiegła końca. Padł wyrok na korzyść jej klientki,dlatego też Agata w jeszcze lepszym humorze niż dotychczas , udała się do automatu z kawą. Bowiem za półtorej godziny miała kolejną rozprawę,a nie opłacało się jej jechać do kancelarii. Zresztą od tamtego ,pamiętnego wieczoru starała się tam bywać nie wiecej, niż to było konieczne. Chciała w ten sposób unikać widoku pana mecenasa Dębskiego.
Gdy już doszła do automatu mieszczącego się po drugiej stronie korytarza ,natknęła się na nikogo innego jak tego samego mężczyznę z którym się rano zderzyła.
-Witam panią ponownie. Dawno się nie widzieliśmy -zażartował .
- Witam,witam-zaśmiała się kobieta.
- Jak tam rozprawa?-zagadał.
- A wygrałam -odparła uśmiechnięta .A u pana?
- W moim przypadku juz nie tak dobrze...zresztą co będę panią zanudzał. Ważne,że pani wygrała - uśmiechnął się.
- Chętnie posłucham -odparła Agata.
- Jak pani chce,ale może zamiast tu tak stać to usiądziemy gdzieś . Widziałam jakieś 200 metrów od sądu mila kawiarenkę. Może tam napijemy się porządnej kawy,?
-Z wielką chęcią -odpowiedziała. Rozprawę mam dopiero za 45minut ,więc zdążę.-stwierdziła z uśmiechem.
Obydwoje w wyśmienitych nastrojach udali się do kawiarni. Tam rozmowa toczyła się bardzo sympatycznie. Obydwoje mieli wrażenie,jakby znali się co najmniej od dwóch miesięcy.Okazało się,że mają oni wiele wspólnych zainteresowań i podobny gust.W pewnym momencie Agata zaproponowała - Może przejdziemy na ty ?
On na to -Z wielką chęcią.Właśnie sam miałem to zaproponować.
-Agata.
- Mateusz.
Podali sobie ręce . Po tym incydencie rozmawiali dalej zarówno o pracy,jak i sprawach prywatnych. Dwójkę tak wciągnęła rozmowa,że o mało co nie spóźnili się na swoje rozprawy. Przed rozstaniem wymienili się swoimi numerami telefonów .Po dość długim pożegnaniu każde z nich poszło w swoją stronę.
Od ich pierwszego spotkania minął miesiąc. Na codzien zdarzało im się widywać w sądzie i zamieniać ze sobą kilka słów. W wolne wieczory pisali ze sobą . Pewnego dnia on zaproponował jej wieczorny wypad na miasto. Zgodziła się.Spędzili ze sobą bardzo miły wieczór.
Z miesiąca na miesiąc takich spotkań było coraz więcej . W pewnym momencie ich zwykłe wieczorne wypady przerodziły się w coś bardziej romantycznego,zaś tą tych dwoje zaczęło coraz bardziej do siebie ciągnąć . Na jednej z kolacji,a właściwie po niej doszli miedzy nimi do czegoś więcej, niż tylko zwykłego pocałunku.Po tym wydarzeniu obydwoje ,ale szczególnie on zdał sobie sprawę, że nie mogą być juz tylko przyjaciółmi. Ona ,wiadomo z jakiego powodu z chęcią przystała na jego propozycję.
W tej sytuacji Agata musiała przedstawić swojego partnera przyjaciołom. Jej chłopak coraz częściej odbierał ją z kancelarii,czemu bacznie przyglądał się Marek. Dorota widząca,że coś jest na rzeczy nie pytała kim tak naprawdę dla niej jest Mateusz. Wiedziała bowiem,że Agata sama jej powie jak będzie chciała.
Zbliżały się urodziny Doroty. Z tej okazji solenizantka postanowiła urządzić małą imprezę dla przyjaciół w pubie swojego męża. Agata bardzo się cieszyła z tego obrotu spraw,bo miała okazję powiedzieć kim tak naprawdę dla niej jest jej nowy przyjaciel. Poza tym była to okazja,by ci lepiej się poznali. Gdy powiedziała o tym Mateuszowi ten również bardzo się ucieszył,że może wreszcie lepiej poznać przyjaciół swojej ukochanej.
Nastał dzień imprezy. Wszyscy zebrali się w umówionym miejscu o 20:00. Agata przedstawiła Mateusza swoim przyjaciołom,raz jeszcze,tyle że tym razem już jako swego partnera. Dorota bardzo się ucieszyła na tą wieść. Nie inaczej było z Wojtkiem, Bartkiem oraz Marią,która chyba najbardziej cieszyła się z takiego obrotu spraw. Jedyną bardzo niezadowoloną z tej sytuacji osobą był Marek. Jako jedyny przy stole w ogóle się nie odzywał. Siedział cały czas zamyślony i co jakiś czas zerkał z nienawiścią na swego rywala. Reszta zdawała się tego nie zauważać,lecz Agata czuła się podobnie. Patrząc na Okońską miała ochotę ją co najmniej udusić . W gruncie rzeczy jak obydwoje przyszli na spotkanie w dobrych nastrojach to potem na pewno nie uległy one poprawie. Agata,która przy Mateuszu na jakiś czas zapomniała o Marku,teraz miała przed oczami sytuację sprzed kilku miesięcy. Marek zaś był zły na siebie,że pozwolił temu tak się skończyć.Od tamtego incydentu relacje między nimi bardzo się popsuły. Unikali się jak mogli,by nie przypominać sobie tego,co między nimi zaszło. Obydwoje teraz rozmyślali i analizowali zaistniałą sytuacje.Nie obchodziło ich teraz specjalnie o,czym rozmawiają teraz ich przyjaciele i partnerzy.Co chwila spoglądali na siebie .W ich oczach można było dostrzec wielki ból. Obydwoje modlili się,by ten koszmar skończył się jak najszybciej. Agatę powrócił do rzeczywistości głos Mateusza,który poprosili ją do tańca. Marek również oprzytomniał,gdy Maryśka zaczęła się do niego łasić. Agata,którą nie mogła na to patrzeć szybko zgodziła sie na taniec. W tej sytuacji Marek byl zobowiązany zaprosić do tańca Marię,bo inaczej ta nie dałaby mu spokoju. Zarówno on jak i Agata spoglądali na siebie zza ramion swych partnerów. Maria,która nagle zauważyła,że jej partner poświęca jej w tym tańcu za mało uwagi zaczęła go całować. Sekundę wcześniej podobną czynność w stosunku do Agaty zaczął wykonywać Mateusz. Marek nie wytrzymał. Nie zastanawiając się wyrwał się z jej objęć i zostawił zdezorientowaną Maryśkę na środku sali. Prawie,że podbiegł do Agaty i wyrwał ją z objęć rywala,po czym wyciągnął przed pub. Ona poczatkowo stawiała opór,szarpała się,lecz gdy spojrzała w jego niebieskie tęczówki,zmiękła. Reszta obecnych widząca zamieszanie po chwili pobiegła za nimi. Całą sytuacje obserwowali zza okna. W tym samym czasie Agata zszokowana zachowaniem przyjaciela zapytała
- Co ci odbiło ???!!! - Agata ja tak dużej nie mogę. Próbowałem udawać,że nic miedzy nami nic nie zaszło,ze nic do ciebie nie czuje...
-Marek,ja też próbowałam...chciałam ci wytlumaczyc czemu wtedy tak zareagowałam. Byłam u ciebie tej nocy,kiedy Dorota urodziła. Chciałam cię przeprosić i przyznać rację...lecz drzwi od twego mieszkania otworzyła Maria...
-Agata,bo ja myślałem,że ty nic do mnie nie.... ,chciałem w jakiś sposób o tobie zapomnieć i...przepraszam ,że tak wyszło.... Podczas tej wymianie zdań niebezpiecznie się do siebie przybliżali. W pewnym momencie Marek powiedział
-Agata...bo ja....W tym momencie spojrzeli sobie głęboko w oczy.Agata przybliżyła się do Marka i w tym momencie oddali się namiętnym pocałunkom. Zakochani zapomnieli o całym świecie. Dla liczyła się tylko ta chwila.
Zaś dla towarzystwa patrzącego na to wszystko byl to wielki szok. Mateusz bez słowa opuścił lokal.Widząc tą dwójkę,sposób w jaki na siebie patrzą zdał sobie sprawę,ze i tak nie wygra. Wkurzona Maria wyszla za nim,podeszła do Marka i gdy już ten na chwilę oderwał się od Agaty , uderzyła go torbą najmocniej jak tylko potrafiła i odeszła. Marka,aż zatoczyło,a Agata parsknęła śmiechem. On ,gdy się otrząsnął po ciosie,też zaczął się śmiać. - Cóż,nie chcę nic mówić ,ale chyba ci się należało -zaśmiała się Agata. -Ty nawet nie wiesz jak to boli...nie wiem co ona nosi w tej torbie. -powiedział ze śmiechem rozmasowując sobie obolałe ramię. Powinienem ją zaskarżyć o napaść -zażartował.Obydwoje parsknęli śmiechem. Gdy już się uspokoili Agata zagadnęła -Marek?
- Taak? Przygarnął ja do siebie.
- Wiesz...,bo zacząłeś coś mówić...
-..eee..kiedy ???- zaczął się z nią droczyć .
-Noo..zanim ...no wiesz...
- Tak..faktycznie. Agata ,chciałem ci powiedzieć,że.....kocham cię.
- Ja ciebie też. W ten sposób powrócili do pocałunków.
Nie obchodził ich przy tym specjalnie,fakt,że ich najbliżsi przyjaciele patrzą teraz na nich jak na przybyszy z innej planety i,że będą mieli się z czego jutro tłumaczyć,ale to już inna historia ;)
-
Margatowych perypetii ciąg dalszy.
Po serii namiętnych pocałunków zakochani ,chcąc uniknąć wszelkich wyjaśnień postanowili ulotnić się z przyjęcia. Obydwoje wybrali się na spacer do parku w,którym to miało miejsce jedno z ich pierwszych wspólnych spotkań. Para ze śmiechem ich dogryzania i kłótnie . Gdy dotarli do fontanny,gdzie doszło do jednego z ich starć, Agacie od razu przypomniała się jej pierwsza urzędówka po stracie posady w Prospectrum . Z jednej strony bardzo źle wspominała tamten okres ,a z drugiej twierdziła,że gdyby nie to ,pewnie nie szłaby teraz trzymając się za ręce z jej kochanym Palantem. Dalej wspominając swoje milsze i mniej przyjemne wspolne chwile dotarli pod kamienicę ,w której mieszka Agata. Kobieta uśmiechając się tajemniczo zapytała :- Skoro już tu doszliśmy to może wpadniesz do mnie na herbatkę ?
- Z wielką chęcią - uśmiechnął się .
Weszli na górę .Gdy już dotarli pod jej mieszkanie, Agata zaczęła grzebać w torebce w poszukiwaniu klucza. W trakcie poszukiwań Marek przyciągnął ją do siebie ,objął w talii i zaczął całować po szyji . Ona nie była mu dłużna. Kiedy ostatkami sil i silnej woli wyciągnęła klucz i jak najszybciej otworzyła drzwi,żadne z nich bynajmniej nie myślało o herbacie ...
Następnego dnia pierwszy obudził się Marek. Na myśl o wczorajszej nocy uśmiechnął się. Gdy spojrzał na Agatę,wiedział,że to ta jedyna. Dla niej mógłby zrobić dosłownie wszystko.Odgarnął jej opadający kosmyk z twarzy i pocałował w czoło. Ona na to uśmiechnęła się przez sen i mocniej do niego przylgnęła. Mężczyznę bardzo cieszył ten stan rzeczy. Mógłby tak leżeć wiecznie...
Do rzeczywistości przywrócił go dzwoniący telefon,który przy okazji zbudził Agatę.
- Halo ...? Aaa...cześć ..mhm...dobrze...to zostaw w kancelarii...pa.
- Maria? -zapytała jeszcze zaspana Agata
- Mhm...zostawi klucze w kancelarii. A tak w ogóle to nie przywitaliśmy się - powiedziawszy to zaczął ją całować. Agata nie byla mu dłużna.
- Mmarek?
- Tak kochanie ?
- Tak w ogóle to która godzina ?
- Yyy...jest...9:00
- Która ???!!! Musimy jechać do pracy. Kobieta zerwała się na równe nogi.
- Jezu...ja też...dobra , to zabiorę się z tobą,ok? -zapytał lekko nieogarnięty jeszcze Marek. Wiesz...moje auto zostało pod kancelarią.
- Jasne,nie ma sprawy...tylko nie wiem jak ty się zmieścisz w tym mikrusowatym autku -parsknęła śmiechem Agata. Będziesz musiał się jakoś skulić,czy coś ty mój olbrzymie -zaśmiała się.
- Bardzo zabawne - udawał oburzonego Marek. Zresztą na kanapince Agaty też ledwo się we dwójkę mieścili. Nagle mężczyzna zaczął łaskotać ukochaną.
Ej...aaa..przestań - zanosiła się ze śmiechu Agata. Nie mieliśmy przypadkiem jechać do pracy ?-zapytała.
- Noo...jeszcze tak spóźnieni to chyba nigdy nie byliśmy -zaśmiał się Marek.
W tym momencie zadzwonił telefon Agaty.
- Halo...? Hej Dorota. Agata dała na głośnomówiący.
- Kiedy jaśnie państwo raczą się pojawić w pracy ? -zapytała rudowłosa z przekąsem.
- Eee..noo...już się zbieramy ...-odpowiedziała zmieszana Agata. Marek zaczął się cicho śmiać. Agata w ramach uciszenia walnęła go poduszką. - Ałć..nie to ramie-jęknął i parsknął śmiechem. Całe zajście słyszała Dorota,która powiedziała :-Oj ...ja sobie jeszcze dziś małe przesłuchanie zrobię.
Słysząc śmiech Marka powiedziała: - I pana to nie ominie,mecenasie Dębski.
Kobiety parsknęły śmiechem. Gdy już się uspokoiły Dorota powiedziała : - Ja nie wiem co byście beze mnie zrobili. O mało co nie mieliście tu stada wściekłych klientów. Kazałam Bartkowi wszystkich dzisiejszych odwołać...aha i jeszcze jedno....Agata,twój ojciec tu był jakieś pół godziny temu.Chciał ci zrobić niespodziankę. Powiedziałam mu ,że wzięłaś wolne...
- Hah...to faktycznie zrobi mi niespodziankę,jak tu teraz wparuje...
W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi...
- Dorota...muszę kończyć. Pa
- No to powodzenia wam życzę -zaśmiała się Dorota i zakończyła połączenie.
-Marek ubieraj się !!!-szepnęła w panice Agata..
-Noo..kochanie ..ja nic nie chcę mówić,ale ty też powinnaś..już prawie południe.
- Nie ma na to czasu! (w tle drugi,trzeci,czwarty dzwonek do drzwi) . Marek! Do łazienki! Szepcze zdesperowana kobieta wpychając mężczyznę do pomieszczenia i wrzucając tam jego ciuchy. Sama niewiele myśląc wskoczyła w jego niebieską koszulę i czarne leginsy,żeby wyglądało to mniej podejrzanie ;)
W tym stroju poszła otworzyć ojcu drzwi. Na wszelki wypadek spojrzała we wziernik. Gdy jednak upewniła się,że to on tak natarczywie się dobija,otworzyła drzwi.
- Witaj kochana córeczko. Ile można otwierać te drzwi ? -zaśmiał się Andrzej. Zrozumiałbym gdyby to była jakaś olbrzymia willa ,ale przecież ty tu masz dwa kroki do,wejścia. Czyżbyś nie chciała wpuścić starego ojca do środka? Słyszałem jak się tu krzątałaś
- Ee...cześć tato. Wejdź -powiedziała niepewnie Agata.
- Ładnie dziś wyglądasz - uśmiechnął się ojciec. Do twarzy ci w niebieskim -powiedział. Nagle obydwoje usłyszeli huk w łazience.
- Co to było?- zapytał ojciec. Czy ktoś tam jest? - zapytał.
- Nie no,skąd taki pomysł-zaśmiała się sztucznie Agata.
- Bo wiesz córeczko...zanim mi otworzyłaś wydawało mi się,że słyszałem przez drzwi jakiś dość znajomy męski głos ...
- Aaa...to pewnie telewizor słyszałeś -zbyła go Agata. Wyłączyłam go zanim wszedłeś.
Ojciec mimo niebezpodstawnych podejrzeń nie poruszał dalej tematu. Skinął głową i poszedł za córką do kuchni.
Kobieta sądziła,że jeszcze za wcześnie,żeby przedstawiać ojcu Marka jako jej partnera...Inna rzecz,że nawet nie wiedział on nic o incydencie,z Mateuszem. Po prostu Agata nie chciała robić ojcu wielkich nadziei,bo już wystarczająco dużo mu narobiła opowiadając o,Hubercie. Tyle,że tym razem czuła,że Marek może być tym jedynym i miała nadzieję,że on czuje samo do niej.
W tym czasie Agata zaparzyła ojcu świeżej herbaty z saganka . Zaczęli rozmawiać jak za starych,dobrych czasów w Bydgoszczy,gdy nagle biorący prysznic Marek krzyknął:-Agata?! Możesz mi podać jakiś ręcznik moją koszulę?
- A teraz mi może powiesz ,że to radio się włączyło,co ? -parsknął śmiechem ojciec. No co?Nie patrz tak na mnie tylko podaj mu ten ręcznik i koszulę -zaśmiał się. Mina Agaty w tym momencie była bezcenna.Spojrzała na swoje ubranie,potem na ojca i powiedziała słabym głosem:- Too...ja zaraz wracam.
- Dobrze,tylko nie siedźcie tam za długo -parsknął śmiechem Andrzej.
Agata poszła w stronę łazienki. Po drodze zgarnęła z szafy jakiś t-shirt . Podała mu ręcznik i sama weszła do pomieszczenia.
- Wybacz ,ale nie moglem tu siedzieć cały dzień . -powiedział Marek.
- Rozumiem. Ja też cię przepraszam,ale nie miałam go jak zbyć . Sam słyszałeś,chciał mi zrobić niespodziankę. Nie myśl,że nie chciałam cię przedstawić ojcu jako mojego partnera,ale nie w takich okolicznościach.
-Szczerze powiedziawszy ja też bym się nie chciał przedstawić w takiej sytuacji,ale skoro już tak wyszło.... Ehh...dobrze ty moja wariatko,oddaj mi moją koszulę.
- Dobrze...ale nie podglądaj-powiedziała
- Kochanie..ty już przede mną nic nie ukryjesz.
- Wiem ty mój palancie,ale przypominam,że mój ojciec jest w pomieszczeniu obok.
- No to chyba powinniśmy się streszczać - powiedział , przyciągnął ją do siebie i pomógł zdjąć koszulę,którą potem on ubrał. Obydwoje resztkami silnej woli doprowadzili się do porządku i wyszli z łazienki. Po drodze do kuchni Marek szybko cmoknął Agatę w policzek.
- Dzień dobry -powiedział lekko zmieszany zaistniałą sytuacją Marek.
- O witam Cię drogi Mareczku.-odpowiedział rozradowany Andrzej.
- Noo...tak. Znacie się...-zaczęła zmieszana Agata. Obydwoje zasiedli do stolika.Niezręczną ciszę przerwał Marek:- Ładny dziś dzień,prawda ?
- Tak,tak . Bardzo ciepło jest na dworze.-odpowiedział z uśmiechem ojciec Agaty.
-Co tam u ciebie słychać Mareczku ?? Dawno się nie widzieliśmy.
- Noo...u mnie w porządku. A u pana?
- Też dobrze. Już nawet nie czuję się jak po zawale...pewnie słyszałeś???
- A tak ,tak...zresztą podwiozłem Agatkę do Bydgoszczy,bo auto jej się zepsuło. Ekhem...czyli przyjechał pan odwiedzić Agatę,tak?
- Mhm...niezłą wam niespodziankę zrobiłem,co ? -zaśmiał się. A tak w ogóle to przyjechałem do Warszawy w interesach. Mam załatwić jakieś fundusze dla klubu,czy coś...ale mniejsza o to. Może dacie się wyciągnąć dziś wieczorem na kolacje? Co ty na to córeczko ?-zapytał.
- Noo...my chętnie pójdziemy. Prawda Marek?
- Tak,tak . Z wielką chęcią.-odpowiedział.
Towarzystwo porozmawiało jeszcze trochę . Ojciec nie chciał zadawać im żadnych konkretnych pytań,by ich przypadkiem nie spłoszyć. Znał swoją córkę na tyle dobrze,że wiedział kiedy powinien odpuścić. Będą gotowi,to mi powiedzą -pomyślał. Na samą myśl o ich przekamarzankach i kłótniach chciało mu się śmiać. Odkad tylko zobaczył ich razem czuł, że coś między nimi jest. Wymagało tylko trochę czasu,by to dostrzegli.
Reszta dnia przebiegła im na rozmowach o dzieciństwie obojga i opowiadaniu różnych zabawnych historii.
Około godziny 17:00 towarzystwo postanowiło się wybrać na umówioną kolację. Wbrew temu co para przewidywała było bardzo miło i przyjemnie. Byli w bardzo sympatycznej ,niezbyt oficjalnej restauracji. Andrzej nie zadawał kłopotliwych pytań tylko rozmawiał jakby nigdy nic,dzięki czemu oni poczuli się swobodnie. Spotkanie zakończyło się około 21:30. Ojciec Agaty udał się taksówką do hotelu , zaś zakochani postanowili zrobić sobie spacer przez miasto. Po drodze wstąpili do kancelarii skąd zabrali klucze i samochód Marka. Potem tylko na chwilę podskoczyli do mieszkania Agaty po rzeczy i udali się do mieszkania Marka. Tam spędzili wspolnie noc. Następnego dnia o godzinie 12:00 ojciec Agaty miał spotkanie i nocnym pociągiem miał wrócić do Bydgoszczy. Para obiecała mu,że go odwiezie na dworzec. Jak planowali tak też zrobili. Rano ,w miarę punktualnie pojawili się w kancelarii. Obydwoje mieli co nadrabiać po,wczorajszej nieobecności. Potem Agata musiała jechać do sądu,bo miała rozprawę.Marek zaś w tym czasie miał klientów. Oczywiście między klientami nie obyło się bez przesłuchania urządzonego przez Dorotę. Agata została przesłuchana jako pierwsza,zanim pojechała do sądu. Obydwoje mieli się z czego tłumaczyć ;) Dorota była niestety dużo mniej delikatna niż ojciec Agaty,więc musieli jej opowiedzieć wszystko dokładnie od początku. Przed wyjściem z kancelarii i udaniem się po Andrzeja Dorota dopadła ich dwoje i powiedziała :- No wiecie co? To ja nie,wiedziałam,że z was takie,ziółka są. Żeby tak zupełnie nic przyjaciółce nie powiedzieć?! Wiecie co?-uśmiechnęła się. Cieszę się,że jesteście razem. Dobrze jest widzieć was szczęśliwych. Po tych słowach wyściskała ich jak mogła i rzekła :-No to gołąbeczki lećcie,bo przez was ojciec się na pociąg spóźni.
- Cześć,do zobaczenia.-powiedzieli uśmiechnięci i wyszli.
Tym razem pojechali samochodem Marka. Najpierw udali się pod hotel , w którym zatrzymał się Andrzej,a potem na dworzec centralny. Tam pożegnaniom nie było końca. Andrzej poprosił Marka,by opiekował się jego córką i zaprosił ich,żeby w wolnej chwili podjechali do Bydgoszczy. Obiecali ,że przyjadą jak najszybciej będą mogli. Zakochani zostali na peronie dopóki pociąg nie zniknął im z oczu. Potem Marek zaprosił Agatę na romantyczną kolację po której mogli na spokojnie , w pełni nacieszyć się sobą.
Obydwie części znajdują się od jakiegoś czasu na streemo ;)
-
Fajna opowiastka, zgrabnie napisana, chociaż ja wolę zdecydowanie bardziej historie kancelaryjno - sądowe z miłością w tle niż miłosne z kancelarię jako tłem zdarzeń. Ale czytało mi się bardzo dobrze.
Jeden fragment mnie rozwalił (w pozytywnym sensie) <smiech>
Nie ma na to czasu! (w tle drugi,trzeci,czwarty dzwonek do drzwi) . Marek! Do łazienki! Szepcze zdesperowana kobieta wpychając mężczyznę do pomieszczenia i wrzucając tam jego ciuchy. Sama niewiele myśląc wskoczyła w jego niebieską koszulę i czarne leginsy,żeby wyglądało to mniej podejrzanie
Może gdyby założyła coś swojego, to może wydało by się mniej podejrzane? Chyba to było jej mieszkanie, skoro do drzwi dzwonił jej ojciec? Jakaś bluzka czy coś...
-
Opowiadanie to jest częściowo oparte na przeciekach z DDTVN.
Nastał ranek. Dzień jak każdy inny. Marek jak co dzień zbierał się do pracy. Nigdy nie spodziewał by się w tym wiosennym ,słonecznym dniu los może spłatać mu takiego figla.
Siedząc jak co ranek przy stole , zbierając akta i popijając przy tym świeżo zaparzoną kawę usłyszał zza swych pleców zmysłowy szept.
-Witaj kochanie-powiedziała Maria oplatając równocześnie jego szyję swymi rękami.
-Cześć-odpowiedział zdawkowo po czym odwrócił się,cmoknął ją niechętnie w szyję po czym wstał. Nie lubił jak ktoś przeszkadza mu w pracy. Znaczy...zależy kto. Była taka jedna czarnowłosa wariatka,która mu nigdy w niczym nie przeszkadzała. Zawsze gdy ją widział ogarniała go niewyjaśniona radość. Mimo licznych kłótni wynikających z ich upartości i zawziętości zawsze potrafili się dogadać. Chwilami miał on wrażenie,że rozumieją się niemal bez słów,a są tylko przyjaciółmi. Właśnie...tylko. Od pamiętnego wieczoru,kiedy to jego przyjaciółka po pewnym przyjemnym incydencie niemalże wyrzuciła go z jej mieszkania coraz częściej myślał o niej jako nie tylko koleżance z pracy. Agata jest wyjątkową kobietą. Twardą i wrażliwą równocześnie. Jest okropnie uparta i zawsze stara się dążyć do celu,ale wie również kiedy odpuścić. Od początku go intrygowała. Na początku bardzo wkurzała,lecz z czasem ,gdy się poznali ,ta lekka nienawiść przerodziła się w fascynację. Intrygowały go jej charakter,sposób działania w różnych sytuacjach...wszystko.
Mimo,że pogodził się z Okońską i pozornie wszystko wróciło do normy w jego myślach ciągle pojawiała się jego wspólniczka...
Z dalszych rozmyślań wyrwał go głos Marii:
- Kochanie, a co powiesz na romantyczną kolację dziś wieczorem?? Dawno nigdzie razem nie byliśmy. Pójdziemy do naszej ulubionej restauracji. Zobaczysz,będzie wspaniale...
- Mario,ja dziś nie mogę. Mam dużo pracy. Jutro termin złożenia apelacji,a dziś mam 3 rozprawy i pięciu klientów . Mogę się z tym nie uwinąć do wieczora...
- Ale Mareczku,nie możesz mi przecież odmówić. Mam dla ciebie niespodziankę. To jak ? Skusisz się? -spojrzała na niego zalotnie.
- No dobrze,dobrze kochanie. Pójdziemy. Tylko nastaw się,że przyjadę prosto z kancelarii. Obym się z tym wszystkim uwinął...
-Uwiniesz się kochanie,uwiniesz. To jesteśmy umówieni o 19 na miejscu .
- Dobrze-odpowiedział Marek sztucznie się przy tym uśmiechając. Prawdę mówiąc wcale nie chciało mu się tam iść. Wolał spędzić ten wieczór w kancelarii ze swoją wspólniczką,która bardzo lubiła tam przesiadywać po godzinach. Zawsze pracując rozmawiali,śmiali się. Marek czuł się bardzo swobodnie w jej towarzystwie.
Po krótkiej wymianie zdań z Marią,Marek niczym torpeda wyleciał z mieszkania by zdążyć do sądu. W drodze na salę rozpraw minął się z prokurator Czerską,która przywitała się z nim zalotnie się przy tym uśmiechając. On widząc jej słabe zaloty zbył ją mówiąc,że za pięć minut ma rozprawę. Mimo,że wszystko sobie wyjaśnili ona dalej próbowała postawić na swoim. Już bez jej dodatkowego wkładu miał niemały problem. Mieszkał pod jednym dachem,swoim dachem z jedną kobietą,a ciągnęło go do tej drugiej. Dlaczego to wszystko musi być takie skomplikowane ? - myślał. Dwie baby kręcą się wokół mnie jak opętane,a mnie stanowczo bardziej ciągnie do tej niedostępnej...
Z zamyślenia wyrwał go klient,który chciał się go o coś zapytać. Po chwili obydwoje weszli na salę rozpraw. Sprawa była mało skomplikowana,więc pan mecenas bez problemu ją wygrał. Po dwóch następnych rozprawach,w których przypadku nie było już tak różowo zmęczony mężczyzna udał się do kancelarii. Wchodząc do lokalu ujrzał Agatę. Ten widok bardzo go ucieszył. Od razu gdy na nią spojrzał,na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech.
-Witam panią mecenas ! -zagadał.
- Cześć ! Odpowiedziała uśmiechnięta kobieta. Jak tam? Wygrałeś coś?
- Tak,jedną. Druga niestety była od początku przegrana,a co do trzeciej to będziemy się jeszcze odwoływać -odpowiedział. A co tam u ciebie...-poszli zrobić sobie kawę. Nie chcieli go już o to prosić. Ostatnio bez tego miał dużo na głowie. Dostawał coraz więcej swoich spraw,a mimo to jakoś z tym wszystkim nadążał. Agata,choć może nie zawsze to okazywała,była bardzo dumna ze swojego aplikanta.
Adwokaci po krótkiej przerwie na kawę poprzyjmowali swoich klientów po czym zabrali się za papierkową robotę. Było już koło 17, a Marek oprócz przygotowywania się do jutrzejszych rozpraw miał jeszcze to nieszczęsne odwołanie do napisania. Jednak ze wspólniczką u boku wszystko lepiej mu szło. Ponieważ jutro miały się odbyć dwie ich wspólne rozprawy ,przygotowywali się razem. Śmiejąc się i dogryzając sobie nawzajem skończyli około 18. Pewnie siedzieliby tak do 20,gdyby nie to,że Agata miała jeszcze sporo pisania,a on musiał zdążyć na tą "pseudo nie wiadomo co randkę". Na jego nieszczęście jego najlepszy wykręt nie wypalił ponieważ udało mu się wyrobić szybciej niż zwykle. Do tego nie zniósłby już chyba następnej awantury pt." nie masz dla mnie czasu,nigdzie razem nie wychodzimy itd". Dasz radę-pomyślał ,pożegnał się z Agatą i wyszedł. Oczywiście tuż przed wyjściem tak się zagadał z koleżanką,że się spóźnił . Nie ułatwiły mu tego korki w centrum będące na porządku dziennym o tej porze. Mężczyzna niemalże wbiegł do restauracji i od razu zauważył siedzącą w głębi sali lekko niezadowoloną Marię. Widząc jej minę podszedł do stolika ,ucałował ją w szyję i powiedział:- Przepraszam cię bardzo z spóźnienie kochanie,ale wiesz...korki-uśmiechnął się i usiadł na przeciwko niej.
- Oczywiście,nic się nie dzieje-odpowiedziała z nutą niezadowolenia w głosie. Zresztą przejdźmy do rzeczy.
- Tak?-zapytał z ciekawością Marek.
-Widzisz...pamietasz jak mowilam,że mam dla ciebie niespodziankę? Pomyślałam,że ponieważ twoja,wasza kancelaria jest na skraju bankructwa to może zastanowił się nad pracą w innej kancelarii?
-Coo?? Nie ma mowy . Nie zostawię dziewczyn z tym samych . Jak ty to sobie wyobrażasz....
- Znalazlam ci posadę w jednej z najlepszych kancelarii w stolicy. Wystarczy,że tam pójdziesz,porozmawiasz i posada jest twoja. Zastanów się nad tym . Na pewno przyniesie ci to dużo więcej korzyści niż dalsza współpraca z mecenas Przybysz i jej przyjaciółmi.
- Czy ty siebie w ogóle słyszysz?? Mam rzucić swoją kancelarię i zostawić swoich przyjaciół ,bo tobie się tak podoba? Co to ma znaczyć? Wystarczy,że pracowałem dla kogoś będąc aplikantem. Nie mam zamiaru nigdy w życiu pracować w jakimś korporacyjnym molochu,czy innej kancelarii,bo wiem czym to się może skończyć...!
- Co boisz się,że uwiedzie cię jakaś pani mecenas,która podetknie ci jakieś fałszywe dokumenty do pracy do podpisania??-awantura rozpętała się na dobre.
- Nie będę nigdy w życiu dla nikogo pracował!! A tak w ogóle to kto cię upoważnił do układania mi życia,co??? Jak śmiesz??? Moja kancelaria,moje życie i nikt nie będzie nim kierował oprócz mnie rozumiesz???!!! Wiedz jedno. Choćby mi mieli caly mój dobytek zastawić to nie odpuszczę tej kancelarii!!!Rozumiesz??? Nigdy!!!- powiedziawszy to wstał z miejsca. A jeśli coś ci się nie podoba i masz zamiar w dalszym ciągu mną dyrygować to skończmy z tym. Skończmy raz na zawsze!!! Wykrzyczał i wyszedł zostawiając zszokowaną Marię w restauracji. Po chwili otrzymała sms-a:- Klucze zostaw w kancelarii.
Ciąg dalszy być może kiedyś nastąpi...
-
Dębiu, witaj! Świetne opowiadania!
Maria, jak zawsze wie co lepsze dla Mareczka, ale ten w końcu postanowił się jej postawić <brawo>
Nie podoba mi się tylko to 'być może...' ? Ma być i koniec :)
Dawajcie więcej i więcej, ja chcę więcej! :D
Naczytałam się Waszych, cudnych opowiadań i mnie naszło na coś nowego. :)
Jest to połączenie dwóch seriali - "Prawa Agaty i "Fali zbrodni'. Jeżeli ktoś FZ nie oglądał to w opowiadaniu wszystko się wyjaśni, kim jest Igor, co go łączyło z Agatą, dlaczego się rozstali. Ci, którzy oglądali FZ już wiedzą, ale sama do końca nie wiem czy czegoś w ich historii nie zmienię ;)
No, więc zapraszam do czytania :-*
Maj. Do mieszkania mecenas Przybysz bezczelnie wkradają się promyki słońca. W łazience słychać dźwięk upadającej szminki, która pechowo wturlała się pod szafkę. Od rana pech, aż strach pomyśleć co będzie później. Agata zaklęła w duchu i w pośpiechu wyszła z domu. Nie była w najlepszym humorze, ostatnio nic nie układało się po jej myśli. Po ostatnich wydarzeniach nie potrafi normalnie rozmawiać z Markiem, choć to przecież nic nowego, nigdy nie mogli się dogadać i tak już pewnie między nimi zostanie, patrzą na siebie wilkiem, ostatnio już nawet nie rozmawiają, bo każda rozmowa zamienia się w awanturę. Poza problemami w życiu prywatnym są też problemy w pracy. Kancelaria ma kłopoty, a ona przegrywa coraz więcej spraw. To jakieś fatum, nic jej się nie udaje... nie ma nawet komu się wypłakać. Z Maćkiem się rozstała, z Markiem nawet nie zaczęła, a już się skończyło, Dorota ma nadmiar obowiązków. Do bani z tym wszystkim...
Dotarła do kancelarii, za godzinę ma rozprawę, niby nic takiego, ale boi się. Ostatnio boi się nawet najprostszych spraw, straciła pewność siebie. Jedyne co poprawiało jej humor to piękna pokona za oknem. Kochała wiosnę, kochała zieleń, która ją otaczała, wiosną nie zwracała uwagi na ponure, szare bloki, wszystko wydawało jej się piękniejsze, a śpiew ptaków był jak balsam na jej uszy. Postanowiła, że dziś do sądu pójdzie pieszo, przecież to kilkanaście minut stąd, przy wolniejszym tempie może jakieś pół godziny. Zebrała z biurka wszystkie swoje dokumenty, wrzuciła do swojej ogromnej torby i ruszyła. Jedyne o czym nie pomyślała to wygodne obuwie, no, ale cóż, przecież i w tych nowych, cudnych szpilkach da radę.
Wybrała drogę przez park. szła powoli, delektowała się każdą sekundą, syciła oczy zielenią drzew, zieleń zawsze dobrze na nią działała. Co chwilę mijała jakąś zakochaną parę, jedni się całowali, inni siedzieli przytuleni na ławce, albo trzymali się za ręce. Zatęskniła za miłością. Chcąc, nie chcąc w tej chwili pomyślała o Marku. To już 3 miesiące od tego pamiętnego pocałunku. Nie raz żałowała, że tak się zachowała. Sama nie wiedziała, dlaczego chciała, żeby wyszedł. Choć może dobrze się stało. Od zawsze twierdziła, że do siebie nie pasują, nigdy nie mogli się dogadać, nie chciała rozwalać jego związku z Marią. Szybko wróciła na ziemię gdy poczuła zderzenie, zakręciło jej się w głowie, a od upadku uratowały ją silne męskie ramiona. Spojrzała do góry i... i nie mogła uwierzyć własnym oczom. Jej oczom ukazał się dobrze zbudowany, dość wyskoki mężczyzna. Spojrzała w jego oczy, a po jej plecach przeszedł przyjemny dreszcz. W jej głowie kotłowało się tylko jedno pytanie - To on? Igor? Jej dawna wielka miłość. Nie to nie możliwe. Była w szoku. Z jego miny wywnioskowała podobną reakcję. Stała jak wryta w ziemię, żadne z nich nie mogło wydusić z siebie słowa. Przyglądali się sobie uważnie, jakby nie mogli uwierzyć, że znów się spotkali. Wreszcie on wydobył z siebie dźwięk. Do jej uszu, jakby z zaświatów, doleciał głos, który doskonale pamiętała, teraz już była pewna, że to on.
- Cześć Czarna. - wykrztusił z trudem. Był tak samo zaskoczony jak ona. Ile tak się nie widzieli? Będzie już ponad 10 lat! 10, a może i więcej.
- Cześć Szajba. - starała ukryć się swoje zdenerwowanie. - Sto lat! Co u Ciebie słychać? Ustatkowałeś się w końcu? ? nerwowo się roześmiała, a on bacznie się jej przyglądał, na jego twarzy pojawił się uśmiech. Ten uśmiech, za który kilkanaście lat temu oddałaby wszystko. I nagle jakiś głos w środku wykrzyczał do niej - Rozprawa! - podskoczyła jak oparzona, wyrzuciła z siebie szybkie - Muszę iść! Zaraz się spóźnię! - i szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Za plecami usłyszała jego krzyk - Hej, poczekaj! Daj mi jakiś namiar na siebie! - Czarna! - Nie miała czasu wdawać się z nim w rozmowę, dlatego odkrzyknęła mu tylko - Znajdziesz mnie! Przecież jesteś świetnym policjantem. Muszę iść mam rozprawę! Pa! - nie była pewna czy jej głos do niego doleciał, uśmiechnęła się do siebie i pewnie ruszyła do przodu.
-
Am! Świetnie się zapowiada! Uwielbiałam swego czasu FZ, ale nigdy nie dopaczałam do końca. :ysz: Jestem ciekawa, jak to dalej wykombinujesz! ;D Bomba, czekam na ciąg dalszy!
-
Czarna stała się panią adwokat? :) Błagam, niech nie ulegnie Igorowi. Przecież zrobił jej takie świństwo...
-
Czarna stała się panią adwokat? :)
Wiem, że to głupie, ale jak mnie naszło to już nie mogłam się powstrzymać :D Jak tak porównać sobie Czarną i Agatę to dwie odmienne postacie, ale moja wyobraźnie nie zna granic. ;)
Błagam, niech nie ulegnie Igorowi. Przecież zrobił jej takie świństwo...
A tego to jeszcze sama nie wiem. :)
Sprawa wygrana. Szczęśliwa pani mecenas wyszła z sądu. Pogoda miała ochotę trochę pokaprysić. Po słonecznym blasku nie było ani śladu. Powietrze było ciężkie, zdecydowanie mniej przyjemne niż godzinę temu, mimo wszystko zdecydowała się na pieszą przechadzkę. Nowe, eleganckie szpilki delikatnie dały o sobie znać, ale chęć powrotu tą samą drogą była silniejsza. Gdzieś w głębi duszy miała nadzieję, że może znów go spotka. Szła powolnym krokiem, tym razem nigdzie jej się nie spieszyło, mogła chłonąć wiosnę. Przysiadła na pierwszej wolnej ławce. Cudne buty już nie były takie cudne. Stopy coraz mocniej domagały się odpoczynku, gdy pozbyła się ciężaru odetchnęła z ulgą. Teraz spokojnie mogła pomyśleć, powspominać.
Poznała go dawno temu. Zaraz po szkole policyjnej dostała się do wydziału, który zajmował się przestępczością zorganizowaną. Wszyscy jej mówili, że to nie jest bezpieczna praca, ale właśnie to ją najbardziej kręciło. Tam poznała jego, Igora. Od razu wpadł jej w oko. Był męski, silny, miał nieziemskie ciało i zabójczy uśmiech. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła, jednak skrzętnie skrywała swoje uczucia. Szybko zostali kumplami. Spędzali ze sobą coraz więcej czasu, ale ona czuła, że nie traktuje jej jak kobiety. Sprawa bardziej się skomplikowała, gdy w biurze pojawiła się nowa pani psycholog - Aleks. Widać było, że Igor jest zainteresowany nową, co nie umknęło uwadze Czarnej. Była załamana, wściekła. Nie ukrywała swojej niechęci do Aleks, która bardzo szybko znalazła się w ramionach Szajby. Wtedy Agata się od niego odsunęła, wiedziała, że z jego strony może liczyć tylko na przyjaźń. Tylko, bo chciała czegoś więcej. Pogodziła się z tym. Związek nowej pani psycholog i Igora szybko się rozpadł. Nie było jej przykro z tego powodu, choć nadal nie robiła sobie nadziei. Wszystko się zmieniło, gdy wspólnie pilnowali świadka. Dom na obrzeżach miasta, skuty świadek zamknięty w pokoju i oni. W najśmielszych snach niespodziewałaby się, że zwykła kłótnia zamieni się w namiętny pocałunek. Tak się zaczęło. Od tej pory zasypiała i budziła się przy nim. Jednak nic nie trwa wiecznie. Dostała propozycję szkolenia w Londynie, długo się wahała, ale zgodziła się. Miało to być pół roku. Obiecali sobie, że będą na siebie czekać. Kilka miesięcy po wyjeździe dostała wiadomość o ślubie znajomych. W dniu ślubu przyleciała do Polski. Igor nic nie wiedział, chciała mu zrobić niespodziankę. Pojechała pod Kościół. Wysiadła z taksówki i z oddali czekała na zakończenie ceremonii. Po kilku minutach goście zaczęli wychodzić. Niecierpliwie czekała, kiedy go zobaczy. W końcu wyszedł. Chciała do niego biec, ale spostrzegła, że podeszła do niego młoda, atrakcyjna blondynka. Przeczuwała najgorsze. Jej obawy potwierdził namiętny pocałunek tych dwojga. Słona łza spłynęła po jej policzku. Poczuła jakby ktoś strzelił jej prosto w serce. Otrząsnęła się z szoku, zobaczyła, że idzie w jej stronę. Nie chciała go słuchać, nie chciała go widzieć. Jeszcze nikt, nigdy jej tak nie zranił. Nie wróciła do Londynu. Wyjechała do Warszawy, dostała się na prawnicze studia. Od wspólnych znajomych dowiedziała się, że jego nowa dziewczyna - Iza - nie żyje. Została śmiertelnie postrzelona podczas jednej z akcji. Igor długo nie mógł pogodzić się z jej śmiercią. Pił, nie chodził do pracy. Współczuła mu, wiedziała jak to jest stracić kogoś kogo się kocha. Z czasem o nim zapomniała, aż do dziś. Czyżby przeprowadził się do Warszawy? Zostawił swój ukochany Wrocław? Z zadumy wyrwała ją zimna kropla, która spadła na jej odkryte ramie. Spojrzała w górę i już wiedziała, że nie uniknie ulewy. Nie myliła się. Momentalnie lunęło jak z wiadra. W jedną ręke wzięła torebkę, w drugą buty i boso biegła przez park. Czuła się jak bohaterka taniego romansu. Park opustoszał, wszyscy gdzieś się pochowali. Wbiegła do budynu, w którym mieści się kancelaria. Odetchnęła. Resztkami sił wdrapała się po schodach. Po wejściu do kancelarii zauważyła swoich dwóch współpracowników. Oboje przyglądali się jej z ciekawością. No fakt, wyglądała jakby brała prysznic w ubraniu.
- Co się tak gapicie? Nigdy nie widzieliście miss mokrego podkoszulka? - zabawnie zarzuciła mokrą grzywką, minęła zdziwionych panów i jak urodzona dama usiadła na kanapie. Marek dał znak Bartkowi, który natychmiast zrozumiał o co chodzi. Wstał, zebrał z biurka plik dokumentów i wyszedł. Dębski oparł się o biurko aplikanta, skrzyżował ręce i przyglądał się swojej wspólniczce. Było w niej coś co go przyciągało. Już dostał od niej kosza, ale postanowił jeszcze raz zaryzykować. Zniknął na chwilę, żeby przynieść jej ręcznik. Była zdziwiona jego gestem. Przecież od kilku dni nie odezwał się do niej słowem. Kiedy się osuszyła, wyciągnęła się zmęczona na kanapie. Bieg w deszczu kosztował ją stratą energii. Nie widziała, że Marek cały czas ją obserwuje. W końcu nie wytrzymał. Podszedł do niej, podniósł jej nogi i usiadł, kładąc jej nogi na swoich. Serce biło mu jak oszalałeś. Serce Agaty zareagowało tak samo. Dopiero teraz zauważył jej poprzecierane od biegu pończochy - Boli? - zapytał nieśmiało, wskazując głową na jej stopy - Trochę... - nie było jej stać na dłuższą odpowiedź, zdziwiło ją to, że w ogóle wydała z siebie dźwięk. Drżącymi rękami zaczął masować jej stopy. Bał się jak zareaguje, ale kontynuował. Nie reagowała. Dla niej było to przyjemne. Nie spodziewała się takiego gestu z jego strony. Spojrzeli sobie głęboko w oczy. Oboje zobaczyli to samo, blask i radość. Dla niego był to znak. Pochylił się delikatnie i zaczął całować jej nogę. Obawiał się, że zaraz dostanie w twarz, ale nie przestawał. Szedł wyżej i wyżej. Nie liczyło się to, że w każdej chwili ktoś może wejść. Bartek, Dorota, klient, a w najgorszym wypadku Maria. Gdy doszedł do ud, delikatnie wsunął dłonie pod jej spódnicę. Zdjął jedną pończochę, później drugą. Kątem oka widział, że jej się to podoba, więc dalej ciągnął tę przyjemną grę. Szybko poczuł szarpnięcie za krawat i w momencie jego usta spotkały się z jej ustami. Ich języki splątały się w namiętnym tańcu. Jego dłonie błądziły po jej udach. Jej dłonie wplotły się w jego włosy. Tą przyjemną zabawę przerwało czyjeś chrząknięcie...
-
Żeby przerwać w takim momencie? Jak tak można? xDD
Jak widać zapowiada się nieźle.... :D Nie mogę się doczekać cedeka <buziak>
-
Am, gdzie cedek? :D Czekam z niecierpliwością! <zakochany>
2.
Następnego dnia Agatę zbudził dźwięk telefonu. To Dorota próbowała się do niej dodzwonić.
- Hej, śpiąca królewno! Do pracy się dziś nie wybierasz? ? zapytała rudowłosa. ? Chyba za bardzo wczoraj zabalowałaś.
- Yyy, a to dziś nie jest niedziela? ? zapytała zdezorientowana Przybysz.
- Nie, kochanie ty moje. Mamy sobotę i byłabym niezwykle zaszczycona, gdybyś pojawiła się za godzinę w pracy. Przełożyłam ci spotkanie z pierwszym klientem na dziesiątą ? odparła przyjaciółka. ? A co do wczorajszego wieczora, to musimy poważnie porozmawiać.
Agata, jeszcze nie do końca rozbudzona, zachodziła w głowę, nie wiedząc, o czym Dorota mówi. Próbowała wszystko na szybko sobie przypomnieć, ale z marnym skutkiem. Nawet nie zauważyła, że nie ma na sobie piżamy, a ubrania z zeszłego dnia.
- Dobrze, ehe. Już się zbieram.
Powiedziawszy to, mecenas Przybysz wyskoczyła z łóżka i udała się prosto do łazienki. Po gorącym prysznicu przyszedł czas na skromne śniadanie i kawę. Gdy weszła do kuchni i zobaczyła wiadomość zostawioną przez Marka, nagle wszystko sobie przypomniała. Spędziła z nim miły wieczór. Nie mogła w to teraz uwierzyć. Te wszystkie wygłupy, spacer, taniec nad rzeką? Przecież to było jak bajka i zupełnie nie miało prawa się wydarzyć.
Agata wyszła do pracy godzinę przed umówionym spotkaniem z klientem. Z wielką niechęcią wsiadła do zatłoczonego autobusu. W kancelarii zastała tylko Dorotę, która wysłała Bartka do sądu. Cała trójka obiecała mu, że będzie dostawał poważniejsze zadania, więc teraz miał urwanie głowy, co bardzo chłopaka cieszyło.
- Agatko? - zaczęła mecenas Gawron, ale nie dokończyła.
- Tak?
- Wiesz, że Marek dziś nie przyjdzie do pracy?
- No domyślam się, skoro jeszcze go nie ma ? odparła Przybysz.
- A wiesz czemu? ? dalej pytała ciężarna.
- Niet ? odparła krótko Agata i spojrzała w dokumenty. Ogarnęła ją dziwna niechęć do rozmowy na temat Dębskiego.
- A nie mówił ci przypadkiem, czy nie ma ostatnio jakichś problemów czy coś? ? Dorota cały czas siedziała na rogu biurka przyjaciółki, z którego nie zamierzała się ruszyć, póki nie usłyszy jakichś konkretów.
- Nie wiem, Dorota! Co ty się tak uczepiłaś? ? krzyknęła Agata.
Dorota spojrzała na kobietę z niemym pytaniem.
- Jejku, przepraszam, nie wiem, co mnie ugryzło ? oznajmiła po chwili Przybysz. ? Jakaś taka drażliwa jestem, sama nie wiem czemu. Wybaczysz mi? ? spojrzała błagalnie na przyjaciółkę.
Dorota westchnęła z pojednawczym uśmiechem na ustach. Agacie zrobiło się lżej na sercu.
- Mówiłaś przez telefon, że chciałaś pogadać ze mną na temat wczorajszego wieczora? No więc słucham ? powiedziała brunetka i odłożyła papiery na biurko.
- A takie tam, nieważne ? machnęła ręką. - Chodziło mi tylko o twój samochód. Zabierzesz się dzisiaj ze mną, to go sobie odbierzesz. Marek już rano wpadł po swoje.
- Okej ? kiwnęła głową, zgadzając się na propozycję przyjaciółki.
Dzień upłynął dziewczynom na spotkaniach z klientami, Agata wygrała też trudną rozprawę o odszkodowanie, mecenas Gawron nie ruszała się z kancelarii. Bartek biegał po całej Warszawie załatwiając sprawy ciężarnej współpracownicy.
Późnym popołudniem, gdy mecenas Przybysz wreszcie miała chwilę na odpoczynek, rzuciła się na kanapę w swoim gabinecie. Od kilku godzin bardzo kręciło jej się w głowie i nie czuła się najlepiej.
- Heloł, noc jest od spania ? oznajmił cicho nad jej uchem Bartek.
- Ja ci zaraz dam noc ? pogroziła niemrawo z twarzą przyciśniętą do poduszki.
Aplikant przyjrzał się kobiecie dokładnie. Była cała rozpalona.
- Agata, nie chcę nic mówić, ale chyba masz gorączkę?
Mecenas spojrzała na niego spod brwi i rzekła:
- Ej, może ty się na medycynę przerzucisz, co doktorku?
- Zastanowię się ? wyszczerzył zęby Bartek. ? Masz dziś jeszcze coś do zrobienia?
- Hmm. W sumie, to nie. Miałam jechać z Dorotą odebrać mój samochód, ale chyba nie powinnam prowadzić. Wszystko się tak kręci? - przewróciła oczami.
- Jak chcesz, mogę cię podwieźć do domu, a auto odbierzesz przy okazji.
- Dzięki, młody ? posłała mu uśmiech, a on odpowiedział tym samym.
Na dworze było już całkiem ciemno, a ulicami przechadzała się mgła. Jesienna aura znów nie sprzyjała mieszkańcom stolicy ? zabieganym i zmęczonym. Mecenas Przybysz usiadła na podłodze pod oknem i, owinięta kocem, obserwowała rozmyte postacie. Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Niechętnie podniosła się z ziemi i z kocem poczłapała, by przyjąć gościa.
- Słyszałem, że się rozchorowałaś ? powiedział na przywitanie Marek. ? Jako że jest to zapewne moja wina, przyszedłem ją odkupić ? uśmiechnął się, a Agata wpuściła go do środka. ? To dla ciebie ? podał jej ozdobną torebeczkę.
Przybysz zajrzała do środka i zaśmiała się na widok wielkiej paczki chusteczek i kilku opakowań różnych leków na grypę.
- Marek, nie musiałeś? To tylko gorączka, do jutra przejdzie. - westchnęła kobieta.
- Lepiej zajrzyj, co jest pod chusteczkami ? powiedział i usiadł wygodnie na kanapie, a Agata zaczęła wyjmować wszystko z torebki. Uśmiechnęła się promiennie na widok kieszonkowego wydania kodeksu karnego. ? Podoba się?
- Kurcze, Marek, nie wiem, co powiedzieć ? rzekła, siadając obok niego i szczelnie zakrywając się kocem.
- Może po prostu podziękuj ? zaproponował, wciąż uśmiechnięty.
- Dziękuję ? szepnęła, wpatrując się w jego twarz.
- Tak się zastanawiam? Po co ci nosić ten kodeks ze sobą wszędzie? Bo to, że w celach wyższych, to już wiem.
Agata uśmiechnęła się, słysząc to pytanie.
- Zanim zaczęłam studiować prawo, koleżanka zaprosiła mnie do siebie na noc, miałam wtedy jakiegoś dołka, chciała mnie pocieszyć i takie tam. Jej mama była adwokatem i miała w domu własny gabinet. Bardzo lubiłam wtedy czytać, więc na widok tych wszystkich grubych tomów po prostu oszalałam. Chwyciłam pierwszy lepszy, jak się okazało ? kodeks karny, i zaczęłam go przeglądać? - tu na chwilę przerwała swoją wypowiedź. Dębski wpatrywał się w nią z zaciekawieniem.
- I co dalej? ?zapytał.
- Tak mi się spodobały te wszystkie kosmiczne pojęcia i zawiłe sformułowania, że postanowiłam zostać prawnikiem ? zaśmiała się delikatnie. ? A kodeks karny noszę ze sobą wszędzie, bo, może to śmieszne, ale pozwala mi się rozluźnić, gdy jestem spięta. Działa na mnie trochę jak Wisła?
Kobieta położyła głowę na oparciu kanapy i zamknęła oczy. Siedzieli w ciszy. Agatę znów ogarnęło to dziwne uczucie ciepła w brzuchu, choć było jej zimno. Marek przyglądał się jej mocno zarumienionej twarzy. Bezwiednie wyciągnął rękę w jej stronę i delikatnie odgarnął ciemne włosy z policzka. Agata natychmiast otworzyła oczy, a Dębski w momencie cofnął dłoń. Oboje byli trochę zmieszani.
- Przepraszam ? powiedział, odwracając głowę.
- Nic się nie stało ? odparła spuszczając wzrok.
Zaczęła się zastanawiać, co się z nią dzieje. I z nim. Nigdy nie byli dla siebie tacy czuli i ciepli. Zawsze się sprzeczali, dogryzali sobie ? oczywiście w żartach, ale jednak. A teraz? Pokazuje mu swoje miejsca, opowiada historie z przeszłości, gości wieczorem w mieszkaniu? Wszystko było zupełnie inaczej, niż dotychczas.
Marek, czując się niezręcznie w tej ciszy, postanowił, że już pójdzie.
- Będę się zbierał, pewno chcesz odpocząć ? powiedział i wstał.
Agata wygrzebała się z koca i również się podniosła. Odprowadziła mecenasa do drzwi.
- Jeszcze raz dzięki, że wpadłeś ? uśmiechnęła się nieśmiało.
- Drobiazg ? rzekł i wyszedł.
Brunetka oparła się o drzwi i pokręciła głową z niedowierzaniem. Wróciła na kanapę, na której jeszcze minutę temu siedzieli we dwoje. Wzięła do ręki nowiutki kodeks i zaczęła go przeglądać, kiedy usłyszała ciche pukanie. Podeszła do drzwi, spojrzała przez wizjer, a gdy zobaczyła Dębskiego, otworzyła.
- Zapomniałeś czeg? - nie zdążyła dokończyć pytania, gdyż mężczyzna przyciągnął ją do siebie, składając na jej malinowych ustach namiętny pocałunek.
-
Oooo! Ala, jak miło! :)
- Zapomniałeś czeg? - nie zdążyła dokończyć pytania, gdyż mężczyzna przyciągnął ją do siebie, składając na jej malinowych ustach namiętny pocałunek.
Ach, żeby tak było w serialu... <serduszko>
Am, gdzie cedek? :D Czekam z niecierpliwością! <zakochany>
Yyyy... jakby to powiedzieć... nie ma ;) Postaram się szybko coś napisać ;D
-
To pisz, szybko! Bo ja czekam i czekam, i nie ma, i nie ma... <placze>
-
Proszę :-* Ale pisane na szybko, także szału ni ma <haha>
Jego dłonie błądziły po jej udach. Jej dłonie wplotły się w jego włosy. Tą przyjemną zabawę przerwało czyjeś chrząknięcie...
Oboje zerwali się jak oparzeni. Marek niezgrabnie poprawił krawat, Agata starała się ugładzić swoje rozczochrane, jeszcze wilgotne włosy. W kancelarii stał zupełnie nieznany Markowi mężczyzna, wziął go za klienta i szybko zagadał:
- W czym mogę panu pomóc? - starał się wywżeć jak najlepsze wrażenie, ale po minie nieznajomego widział, że na nic jego starania. Spojrzał na Agatę, która była zmieszana i zawstydzona, zauważył też, że uśmiecha się do nieproszonego gościa.
- Cześć Agata - mężczyzna w końcu przemówił, ale to niezmieniało faktu, że Marek nie miał zielonego pojęcia kim jest. Przez głowę przebiegało mu kilka myśli. Może to człowiek Marczaka, a może jakiś znajomy Huberta.. był prawie pewny, że za chwilę stanie się coś złego.
- Hej Igor. Co Ty tu robisz? Jak mnie znalazłeś? - Agata szybko pozbierała swoje rzeczy z podłogi - Chodź do mnie, pogadamy - Oboje znikneli za drzwiami jej gabinetu, a Dębski siedział jak wryty. Nic z tego nie rozumiał. Przychodzi jakiś podejrzany typ, wchodzi w najmniej odpowiednim momencie, zastaje ich w prawie erotycznej sytuacji, a ona tak po prostu uśmiecha się do niego i zaprasza do siebie. Poczuł lekkie ukłucie zazdrości, choć sam sobie nie chciał się do tego przyznać. Zza drzwi gabinetu mecenas Przybysz słychać było śmiech. Wściekł się. Poszedł do siebie, trzasnął drzwiami tak, że Agata i Szajba usłyszeli.
- To Twój facet? - Zapytał z nieukrywaną ciekawością dawny znajomy Agaty.
- Co? Nieee... Marek... niee - zmieszała się pani mecenas, odwróciła się w stronę okna tak, aby Igor nie widział jej twarzy - to kolega.. z pracy - zdała sobie sprawę jak to niedorzecznie brzmi.
- No tak, to wszystko wyjaśnia - roześmiał się mężczyzna, ale szybko poczuł na sobie jej zabójcze spojrzenie.
- Akurat Ty nie powinieneś tego komentować! - rzuciła zdenerwowana.
- Dobrze, przepraszam. Nie gniewaj się - chciał jakoś załagodzić sytuację, bo wiedział czym grozi zdenerwowanie Agaty. Chciał uniknąć kłótni.
Tak rozmowa zeszła na inne tematy, dobrze im się rozmawiało. Nie zauważyli kiedy na zegerku pojawiła się godzina 20.10. Igor zaproponował kawę. Przybysz miała jeszcze na sobie oznaki dzisiejszej ulewy, więc postanowiła go zaprosić do siebie. Tak, zrobili. Wychodząc z gabinetu natknęli się na Marka całującego się z Marią. Agacie szybko zszedł uśmiech z twarzy, co nie umknęło Szajbie. Marek speszył się na ich widok, nie myślał, że akurat w tym momencie pojawi się Agata. Zdenerwowana kobieta wyszła z kancelarii, to samo zrobił jej towarzysz. W drodze do jej mieszkania oboje milczeli. Ona czuła się oszukana, on czuł, że każde jego słowo może być odebrane jako atak.
W mieszkaniu Agata trochę się rozchmurzyła, jakby nie chciała przejmować się tym co zobaczyła kilkanaście minut temu. Wstawiła wodę, a sama szybko poszła zmienić ciuchy, trochę się ogarnąć. Gdy wyszła wyglądała olśniewająco. Ubrana była w krótką czerwoną sukienkę, włosy miała rozpuszczone, zdążyła też zrobić sobie delikatny makijaż.. chciała zrobić jak najlepsze wrażenie na swoim byłym mężczyźnie. Udało jej się to w 100%. On siedział w salonie na kanapie, na stole stały już dwie filiżanki ze świeżo zaparzoną kawą, więc usiadła obok niego. Cały czas czuła na sobie jego wzrok. Uwodziła go swoimi ruchami. Zgrabnie założyła nogę na nogę, ręką przeczesała włosy. Zaczęła rozmowę. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. O pracy, o sporcie, o pogodzie. W tej chwili nie myślała o Marku, nie chciała o nim myśleć. Zdała sobie sprawę, że on nigdy nie postawi się Marii, nigdy nie odważy się od niej odejść, a ona nie chce być towarem zastępczym. Która kobieta marzy o tym, aby zostać tą drugą? Ona w pracy, Maria po pracy - jego niedoczekanie. Zawiodła się na nim. Wywód Igora na temat piłki nożnej przerwał dzwonek do drzwi.
-
Am, świetnie! <brawo> Ależ pokomplikowałaś wszystko! Teraz w głowie mam milion różnych wersji jak może się to potoczyć dalej. <ok> Nie zwlekaj za długo z cedekiem, bo zapewne nie wytrzymam. <serduszka>
-
Am nikt by się nie obraził jak byś go już jutro napisała. Nie mogę się doczekać, bo mnie to wciągnęło. Wiesz nie daj się prosić.
No czekamy, czekamy ! <zauroczony>
-
Jak miło, że się podoba :-* Dziękuję Wam. :buzki:
Jest to ostatnia część tego opowiadania, także zapraszam do przeczytania. :)
Pisane na spontanie, nawet nie wiedziałam, że to takie krótkie jest, wybaczcie.
No i nie zapominajcie, że ja też lubię czytać. :-*
Zerwała się z kanapy i zgrabnym krokiem udała się w stronę drzwi. Spodziewała się Doroty, Bartka, nawet swojego ojca, ale nie przyszło jej do głowy, że po drugiej stronie stoi on - Marek. Zdziwiła się. Co on tu robi? Przecież jeszcze godzinę temu obściskiwał się na jej oczach z Okońską, co z resztą nie było jej obojętne. Spojrzała mu głęboko w oczy. Był w nich lekki strach, obawa, ale i był w nich błysk nadziei.
-Mogę wejść? ? zapytał z niepokojem w głosie. Ona bez słowa wpuściła go do środka. Marek wszedł do salonu i napotkał zimny wzrok potencjalnego rywala. ? Nie zajmę Wam dużo czasu? chciałem tylko? - odwrócił się w stronę Agaty, spojrzał jej w oczy i zebrał się na odwagę ? chciałem Ci powiedzieć, że rozstałem się z Marią? - stracił, odzyskaną na chwilę pewność siebie i zamilkł.
- Ale po co mi to mówisz? ? zapytała zdziwiona Agata ? Naprawdę nie musisz mi się tłuma? - nie dokończyła.
- Mówię Ci to bo Cię kocham! ? prawie krzyknął ? Jeszcze tego nie widzisz? Nie widzisz jak za Tobą szaleję? Jak robię wszystko, żebyś tylko mnie zauważyła, żebyś nie traktowała mnie jak zwykłego kumpla z pracy! Ja się staram, a tu przychodzi jakiś koleś i Ty od razu z nim wychodzisz! Tak, jestem zazdrosny! Jestem cholernie zazdrosny! Ale po co ja Ci to mówię, przecież Ty i tak nie zwracasz na mnie uwagi! ? wyrzucił z siebie wszystko jednym tchem. Na twarzy Agaty i Szajby malowało się zdumienie.
- Igor? - w końcu zebrała w sobie siłę, żeby wydać z siebie dźwięk ? możesz nas zostawić?
- Tak, chyba jestem tu zbędny ? zebrał swoją kurtkę z oparcia fotela i skierował się w stronę drzwi. Przechodząc obok Marka poklepał go po plecach i rzucił ? Powodzenia. Ale pamiętaj, jak ją skrzywdzisz to Cię znajdę? reszty się domyśl. ? jego głos brzmiał zupełnie poważnie, wychodząc uśmiechnął się jeszcze do Agaty i zniknął za drzwiami. Teraz zostali sami. Ona ? zupełnie zaskoczona jego wyznaniem i on ? zaskoczony tym, że odważył się na tak szczere wyznanie. Stali naprzeciw siebie jak bezbronne dzieci, nie wiedzieli co zrobić, co powiedzieć, jak się zachować. Agata niepewnie zrobiła kilka kroków w jego kierunku, pogładziła go delikatnie po policzku i szepnęła ? Też Cię kocham głuptasie ? niczego więcej nie potrzebowali, teraz byli dla siebie całym światem. Ich usta powoli zbliżały się do siebie, aby złączyć się w upragnionym pocałunku. Z każdą sekundą pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Szybko przenieśli się do sypialni. Tam już nic ich nie powstrzymywało. Rzucili się na łóżko i smakowali się nawzajem. On składał pocałunki na jej szyi, a jego ręce błądząc po plecach spotkały się z suwakiem od sukienki. Ona wiła się z rozkoszy pod jego silnym ciałem. Uniósł się na łokciach i spojrzał na nią. Była uśmiechnięta, radosna. Wrócił do obdarowywania jej pocałunkami, ona zajęła się jego koszulą, która szybko znalazła się na podłodze, podobnie jak jej czerwona sukienka i reszta ich ubrań. To była cudowna i pełna namiętności noc. Poranek też należał do udanych, był tak udany, że spóźnili się do pracy, co nie umknęło uwadze Doroty i Bartka. Jednak zakochani nie mieli zamiaru się ukrywać, Marek co chwila latał do Agaty, aby powiedzieć jej jak bardzo ją kocha i dać namiętnego buziaka. W końcu byli szczęśliwi, po wielu kłótniach, obrażeniach się przyszedł czas na? miłość!
KONIEC
-
Am. <serce> Cudeńko! Bardzo podoba mi się sposób, w jaki zakończyłaś tę wyjątkową historię! <jupi> Liczę, ze na tym nie poprzestaniesz i szybko stworzysz coś nowego. <pompony> A tu do poczytania ;)
3.
Pod Agatą ugięły się kolana. Nie miała ani siły, ani ochoty, by odepchnąć Marka od siebie. Stojąc na środku klatki schodowej, poddała się jego delikatnym pieszczotom.
W tym samym czasie pod blokiem mecenas Przybysz pojawił się jej samochód, z którego wyszedł Bartek. Agata przekazała mu kluczyki, bo chłopak zaoferował pomoc w dostarczeniu auta właścicielce. Wchodził teraz po schodach, a z góry docierały jakieś dziwne odgłosy. Zwolnił kroku i na paluszkach wspinał się coraz wyżej. Oczy niemal wyszły mu z orbit, gdy zobaczył Agatę w ramionach Dębskiego. Na początku nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Kilka sekund potem wywnioskował, że prędzej czy później ich znajomość musiała się tak skończyć. W końcu kto się czubi, ten się lubi. Nie chcąc przeszkadzać zakochanym, z uśmieszkiem na ustach powolutku się wycofał.
Z mieszkania obok wyszła sąsiadka Agaty. Prawnicy, gdy tylko usłyszeli dźwięk otwieranych odrzwi, oderwali się od siebie.
- Dobry wieczór, pani Kasiu ? przywitała się zawstydzona Agata. Dębski skinął na widok starszej kobiety głową.
- Dobry wieczór, dzieci ? uśmiechnęła się w odpowiedzi i zeszła im z pola widzenia tak szybko, jak tylko pozwoliły jej na to stare kości.
Kiedy zostali sami, nie wiedzieli, co powiedzieć. Marek rozglądał się dookoła, Agata wpatrywała się w swoje ręce.
- Przepraszam. Nie wiem, co mi odbiło ? powiedział Dębski, nie patrząc jej w oczy.
- W porządku ? mruknęła w stronę podłogi, a chwilę później zachichotała.
Marek spojrzał w końcu na kobietę. Była wyraźnie rozbawiona.
- A ciebie co tak bawi? ? zapytał, uśmiechając się również.
- Właśnie uświadomiłam sobie, że przepraszasz mnie już drugi raz w przeciągu ostatnich dziesięciu minut ? odpowiedziała.
- A tobie najwyraźniej się to podoba? - zasugerował Marek i wlepiając w kobietę swoje błękitne oczy, zaczął ostrożnie do niej podchodzić ? niczym lew zbliżający się do ofiary.
- Wcale nie? - odparła zalotnie Agata, cofając się w głąb mieszkania.
Marek wszedł i zamknął za sobą drzwi, a brunetka wykorzystała tę chwilę i uciekła do swojego pokoju, chowając się na kanapie pod kocem jak małe dziecko.
- No gdzie ona może być? ? Dębski udawał, że jej nie widzi. ? Tu jej nie ma? - powiedział, zaglądając pod stół. Zajrzał z boku szafy. ? Tu też nie? Hmm. No więc gdzie się schowała mecenas Gorączka?
Podszedł do śmiejącej się cicho i leżącej pod beżowym kocem Przybysz. Usiadł na brzegu kanapy.
- Chyba jej tu nie ma ? westchnął ciężko i zamilkł.
Agata cały czas z ledwością powstrzymywała śmiech. Bardzo bawiła ją ta sytuacja. A kiedy poczuła, że Marek zaczyna delikatnie łaskotać ją przez koc, poczęła kwiczeć wniebogłosy. Wtedy mężczyzna zerwał z niej przykrycie i rzucił się na nią, przytrzymał jej ręce i łaskotał po całym ciele. Kobieta dusiła się ze śmiechu, a Dębski nie przestawał.
- Litości! ? udało jej się wykrzyczeć pomiędzy chichotami.
Mężczyzna powoli uwolnił jej ręce i zaprzestał tortur. Wpatrywali się w swoje iskrzące oczy. Agata poczęła wycierać łzy i uspokajać oddech. Marek ostrożnie pochylał się nad leżącą wciąż kobietą. Schwycił jej rękę i teraz to on zaczął wycierać łzy brunetki, delikatnie przy tym głaszcząc po policzku. Gdy skończył, ujął jej twarz, i patrząc Agacie w oczy, musnął delikatnie jej wargi, a ona odpowiedziała tym samym. Sekundę później tonęli w pocałunkach.
Bliskość Marka wywoływała w niej niesamowitą mieszankę poczucia bezpieczeństwa i radości, swoistego rodzaju euforii. Nie czuła się przez niego uciskana, nie musiała udawać kogoś innego. Kiedy ją całował, wirował cały świat. Nie wiedziała tylko, czy dobrze robią. Czy właśnie tak to wszystko miało się skończyć. Nawet nie zastanawiała się nigdy nad tym, co do niego czuje. Czy to jeszcze przyjaźń, czy może coś więcej. Nie była pewna swoich, a tym bardziej jego uczuć. I czy on coś w ogóle czuł? Może chciał się tylko pocieszyć po zerwaniu z Marią?
Na tę ostatnią myśl wzdrygnęła się. Marek, wyczuwając jej niepewność, zaprzestał pocałunków.
- Coś się stało? ? zapytał zmieszany.
Agata podniosła się do pozycji siedzącej. Przez chwilę nic nie mówiła, patrząc w ścianę. Zastanawiała się, czy powiedzieć mu o swoich wahaniach.
- Nie, wiesz, to chyba tylko zmęczenie ? uśmiechnęła się do niego słabo, próbując ukryć smutek.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. O co chodzi? ? zapytał, chwytając ją za ręce.
- Naprawdę, nic ? powiedziała łagodnie, po czym obdarowała go kolejnym pocałunkiem.
Mecenas Dębski dopilnował, by Agata zażyła lekarstwa, przyrządził dla niej także skromną, ale pyszną kolację. Resztę wieczora spędzili na kanapie w swoich objęciach, śmiejąc się i wspominając dzieciństwo.
-
Aj, aj! Ala, nawet nie wiesz jaką radość mi sprawiłaś tą częścią! <serduszko>
Agata obściskująca się z Markiem na klatce schodowej - to musi być widok! Scenarzyści powinni brać z Ciebie przykład. :buzki:
Am. <serce> Cudeńko! Bardzo podoba mi się sposób, w jaki zakończyłaś tę wyjątkową historię! <jupi> Liczę, ze na tym nie poprzestaniesz i szybko stworzysz coś nowego. <pompony> A tu do poczytania ;)
Miło, że się podoba. :buzki: Pewnie coś jeszcze napiszę :-*
-
Am, jeszcze kilka części do przodu mam. :D Ale nie wiem czy chcesz tak szybko to czytać czy czekać. <slucha>
W każdym bądź razie ja czekam na jakieś nowe dziecko prosto z twojej głowy. <i_love_you>
-
Am, jeszcze kilka części do przodu mam. :D Ale nie wiem czy chcesz tak szybko to czytać czy czekać. <slucha>
Czytać, czytać, czytać! ;D To ja tu niecierpliwie czekam, a Ty mi mówisz, że już są dalsze części. ;)
-
Oj, no są kolejne, są :D Tylko nie chcę żebyś przedawkowała czy coś, bo jednak sporo cukru do tego opa dosypałam. <mruga> W serialu mało jest takich słit scen, więc postanowiłam wpleść je do swojego opowiadania. <komputer>
4.
Niedzielne słońce zawitało do mieszkania Agaty Przybysz. W powietrzu unosił się przyjemny zapach gorącej czekolady. Kobieta od wczesnych godzin rannych siedziała z laptopem przy kuchennym stole i nadrabiała wcześniejszą niedyspozycję w pracy. Gorączka minęła równie szybko, jak się pojawiła, a to głównie za sprawą Marka, który zadbał o nią jak należy. Nie siedział do późna, by Agata mogła się wyspać. Obiecał, że wpadnie następnego dnia.
Dźwięk dzwonka rozszedł się echem po wszystkich pomieszczeniach. Brunetka wstała i poszła otworzyć drzwi.
- Bartuś, aleś ty się odpicował, no, no? - powitała go Agata.
- Specjalnie dla ulubionej szefowej ? wyszczerzył się chłopak i podał jej mały bukiecik oraz kluczyki od jej samochodu.
- A czy ty przypadkiem nie przyszedłeś zapytać jak się czuje twoja podwyżka? ? zapytała i ruchem ręki zaprosiła go do środka.
- Ależ skąd, no proszę cię? Ja bym dla ciebie nawet za darmo pracował, jeśliby trzeba było ? słodko się uśmiechnął i wszedł.
- Napijesz się czegoś? Zrobiłam właśnie gorącą czekoladę.
Bartek rozebrał się i rozgościł w kuchni, tuż obok miejsca pracy Przybysz. Kiwnął głową na potwierdzenie propozycji wspólniczki i zerknął na monitor.
- Co to za sprawa? ? zapytał szczerze zainteresowany.
- Taka tam małolata oskarżyła swojego ojczyma, że niby ją okrada. Po śmierci matki dostała grube miliony, a facet ponoć nimi szasta na prawo i lewo. Ile w tym prawdy, jeszcze nie wiem, ale coś mi tu śmierdzi ? podsumowała.
- Aaaaa? Takie kalosze ? pokiwał głową, zamyślony. ? A ładna ta małolata chociaż? ? wyszczerzył bielusieńkie uzębienie.
- Zdecydowanie nie dla ciebie, kochaneczku. Ty się robotą i szkołą zajmij, a nie romansami, bo przy takim obrocie spraw, to marnie skończysz ? pogroziła i usiadła obok chłopaka z dwoma kubkami czekolady.
- Takiemu przystojniakowi jak ja wszystko przychodzi z łatwością, zapomniałaś? ? zapytał, wypinając dumnie pierś.
Agata zaśmiała się i pacnęła go w tył głowy.
Posiedzenie Bartka trwało do południa. Gdy tylko pojawił się Dębski, ulotnił się szybko niczym kamfora, tłumacząc się słowami:
- Agent 007 ma ważną misję do wykonania, musi już uciekać. Nie przeszkadzajcie sobie, już mnie nie ma.
I wyszedł. Dwoje starszych prawników bardzo zdziwiło jego zachowanie, ale jak misja wzywa, to przecież nie będą zatrzymywać. Marek z uśmiechem stanął przed drzwiami wejściowymi do mieszkania Przybysz.
- Cześć ? przywitał się, puszczając oczko koleżance.
- Joł, komandosie ? zaśmiała się Agata i zaprosiła go do środka.
Dębski udał się za wspólniczką do kuchni. Pomógł jej przenieść teczki i inne papiery na stolik przed kanapą. Oboje wygodnie się rozsiedli, Agata z laptopem na kolanach.
- Jak się czujesz? Wyglądasz o niebo lepiej niż wczoraj ? zagadał jako pierwszy.
Mecenas Przybysz przeniosła wzrok z laptopa na kolegę i powiedziała:
- Nie wiem, co to za świństwa, którymi mnie naszpikowałeś, ale jeszcze nigdy w życiu tak szybko nie wróciło mi zdrowie.
- Ha! To wcale nie dzięki tabletkom? - powiedział zawadiacko Marek.
- Mareczku, ty mnie tu nie podpuszczaj, dobrze? ? zrugała go. ? Ja tutaj dużo roboty mam i w ogóle ten tego. Mógłbyś mi pomóc, a nie przeszkadzać.
- A co tu masz takiego do roboty? ? zapytał z westchnieniem.
Agata wprowadziła go w sprawę nastoletniej Julii Kowerskiej. Razem wpadli na kilka pomysłów, doszli do paru wniosków, a wszystko zajęło im mniej niż godzinę. Zbliżała się pora obiadowa.
- Najczarniejsza robota odwalona, więc może wyskoczymy na miasto coś zjeść? ? zaproponował Marek.
- Ale to kumpelski wypad, tak? ? spytała podejrzliwie brunetka.
- Jak najbardziej koleżeński. ? Marek podniósł ręce do góry, na wypadek gdyby Agata zamierzała strzelić do niego z karabinu zamontowanego w oczach.
- No to ubieraj się ? powiedziała, po czym wstała z kanapy, a za nią, jak cień, Dębski zrobił to samo.
Słońce rozświetlało warszawskie ulice, nadawało im złotego blasku jesieni. Wiał chłodny wiatr, ale tym razem para adwokatów była odpowiednio ubrana. Nieliczne drzewa w śródmieściu całkiem straciły liście. Zima zbliżała się nieubłaganie, a wraz z nią święta Bożego Narodzenia?
Dębski i Przybysz udali się pieszo do ulubionej knajpy na rogu Pięknej i Mokotowskiej. Spożywali posiłek w milczeniu, a Agata przyglądała się ludziom na ulicy. Marek, widząc jej zadumę, zagadnął:
- O czym tak rozmyślasz?
Kobieta wyrwała się z letargu. Zagryzła dolną wargę i chwilę jeszcze nic nie mówiła.
- Zastanawiam się? - przerwała, bo nie wiedziała, jak ubrać w słowa to, co chciała powiedzieć. Zaczęła jeszcze raz. ? Wczoraj dzwonił do mnie ojciec. Miał dziwny głos. Pytałam, czy wszystko okej, mówił, że tak, ale jakoś mu nie wierzę. ? Powiedziawszy to, spuściła wzrok i zaczęła grzebać widelcem w sałatce.
Marek chwilę się zastanowił, zanim odpowiedział.
- Jeśli chcesz, możemy do niego pojechać w następny weekend. Jeszcze pamiętam, że nas zapraszał ? uśmiechnął się na wspomnienie.
Agacie także lekko wygięły się usta. Dębski od jakiegoś czasu nieźle mieszał w jej życiu. Ostatnie dni zupełnie nie przypominały tych wcześniejszych. Powoli zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, że Marek wcale nie jest jej taki obojętny. Zwłaszcza po wczorajszym wieczorze?
- Zobaczymy, jak potoczy się sprawa małolaty, a potem podejmiemy decyzję, okej? ? zaproponowała.
- Jak sobie pani życzy ? zgodził się mężczyzna, posyłając jej szczery uśmiech.
Po zjedzonym posiłku postanowili się przejść. Nogi same powiodły ich do parku na Rozbrat. Odżyły kolejne wspomnienia.
- Pamiętasz, jak Pachman pobił się tutaj z Wareckim? ? zapytał Marek, gdy usiedli na ławeczce koło nieczynnej już fontanny. ? To była jedna z naszych pierwszych randek ? wyszczerzył się.
- Ja ci zaraz dam randkę ? zapodała mu kuksańca w bok, śmiejąc się.
Siedzieli tak w ciszy, park był zupełnie pusty. Mieli wrażenie, jakby byli ostatnimi ludźmi na ziemi, podczas gdy znajdowali się w samym sercu stolicy. Agata położyła mu głowę na ramieniu, a ten ją objął. Było im tak dobrze. Mężczyzna wsłuchiwał się w miarowy oddech brunetki, gładził jej włosy. Właśnie uświadamiał sobie, że nigdy wcześniej nie czuł czegoś takiego, gdy był z Marią. Te wszystkie czułości były jakby wymuszone, a cały związek opierał się tylko na przyzwyczajeniu do tej drugiej osoby. Brakowało w nim spontaniczności, i, przede wszystkim, uczucia.
Kiedy Marek zagłębiał się w swoich myślach, Agata podniosła głowę i bacznie się mu przyglądała. Kiedy ten zauważył, że kobieta na niego zerka, uśmiechnął się do niej.
- O czym tak myślałeś? ? zapytała.
- A tak sobie wspominałem po prostu, dochodziłem do wniosków i takie tam...
- No i do jakich wniosków doszedłeś?
Mężczyzna znów się na sekundę zamyślił, po czym odparł:
- Że bardzo mało było w moim życiu tak miłych chwil, jak ta. Że brakowało mi kogoś, kto mnie zrozumie, przed kim nie będę musiał udawać, że jestem niesamowicie odważny, tudzież pozbawiony uczuć. I że zdecydowanie za mało było w tym życiu ciebie.
Marek, wypowiadając te słowa, był bardzo poważny. Agata, słysząc je, uśmiechała się delikatnie. Kiedy skończył, podniosła się trochę wyżej i podarowała mu delikatny, pełen czułości pocałunek.
Znowu poczuła niesamowite ciepło w brzuchu. Bardzo jej się podobało to nieznane wcześniej zjawisko, które odkryła dopiero dzięki niemu. Kiedy mężczyzna zaczął oddawać pocałunek, całkowicie się rozpłynęła. Nic poza nim nie miało dla niej znaczenia. Podobnież było z samym Markiem. Kobieta w jego ramionach była teraz dla niego całym światem.
Więc całowali się tak na ławce, w opustoszałym parku, pośród przebijających się przez bezlistne gałęzie promieni jesiennego słońca.
I od razu daję też piątą. :D
5.
- Marek, chodźmy stąd? - zaproponowała Agata, gładząc go po twarzy, kiedy już się od siebie oderwali.
Dębski skradł jej jeszcze jednego całusa, po czym wstali. Przybysz poprawiła rozwiane włosy i ruszyli w stronę mieszkania kobiety. Marek złapał ją za rękę.
Przez całą drogę milczeli. Była to trochę niezręczna cisza. To wszystko, co się ostatnio wydarzyło, było zbyt błahe, zbyt idealne, by mogło być prawdziwe. Jakoś za łatwo przychodziły im czułości, wyznania, a przecież nawet nie wiedzieli, co tak naprawdę do siebie czują. Nie wyznali sobie co prawda niczego konkretnego, niczego też nie obiecali, ale coś niewidzialnego ciągnęło tę dwójkę do siebie tak mocno, że niekiedy ciężko było im się oderwać i wrócić do rzeczywistości. Tak było i tym razem. Agata walczyła ze swoim rozsądkiem w myślach.
Gdy doszli na Plac Zbawiciela, zatrzymali się pod klatką schodową brunetki. Stanęli twarzą w twarz, Marek przyciągnął ją do siebie i objął w pasie. Gdy już zaczął pochylać się nad nią, Agata odwróciła głowę.
- Co jest? ? spytał on.
Kobieta, zmieszana sytuacją, popatrzyła gdzieś w bok.
- Marek, co my wyprawiamy? ? szepnęła cicho.
Mężczyzna głośno westchnął. Mina mu trochę zrzedła, poczuł się głupio.
- Przepraszam, nie chciałem, żebyś? - odsunął się na krok.
- Nie o to chodzi ? powiedziała Przybysz. ? Po prostu? Nie wydaje ci się, że to wszystko trochę za szybko się dzieje?
Dębski zaczął wiercić wzrokiem dziurę w chodniku. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Agata również milczała.
- Pójdę już ? zdecydował w końcu.
Kobieta kiwnęła tylko głową, nie patrząc na niego. Oboje odwrócili się do siebie plecami i każde ruszyło w swoją stronę.
Po nieprzespanej nocy nastał poniedziałkowy i mglisty poranek. Agata Przybysz leżała całą noc, rozmyślając, analizując i do niczego konkretnego nie dochodząc. Podobnie było z Dębskim, który do późnego wieczora siedział przed telewizorem, nie zwracając na niego w ogóle uwagi. Zasnął dopiero na chwilę przed donośnym brzęczeniem budzika. Para zmęczonych mecenasów udała się niechętnie do pracy.
Kiedy Agata weszła do kancelarii, na swoim miejscu siedział już wzorowy pracownik Bartek.
- Cześć, agencie ? przywitała się, ziewając. ? Długo już tu jesteś?
- 007 trzymał nocną wartę, psze pani ? odpowiedział po żołniersku.
Kobieta jak zwykle zmierzwiła jego włosy, poprosiła o kawę i udała się do swojego gabinetu. Chwilę później pojawił się także Dębski. Ten, w gorszym humorze, rzucił chłopakowi tylko zdawkowe ?cześć? i zamknął się u siebie.
Agata spędziła dużo czasu z Bartkiem, który obserwował jej posunięcia w sprawie Julii Kowerskiej. Dorota pojawiła się w kancelarii dopiero w południe, kiedy Przybysz ze swoim wiernym agentem przebywała w sądzie. Zajrzała do gabinetu Dębskiego.
- Cześć ? przywitała się.
Marek, który dotychczas gniótł w ręce jakiś papierek i wpatrywał się w ścianę, odwrócił się w stronę rudowłosej i wydukał coś niemrawo pod nosem. Mecenas Gawron, zaniepokojona dziwnym zachowaniem wspólnika, podeszła do biurka i usiadła po jego przeciwnej stronie.
- Co jest? ? spytała, przyglądając mu się uważnie.
- Nic nie jest ? odpowiedział oschle. ? Mam zły dzień i tyle.
- Ostatnio często je miewasz? - stwierdziła łagodnie, ale widząc kwaśną minę kolegi, kontynuowała odrobinę ostrzej. ? Marek, ja nie jestem tu po to, żeby cię wkurzać, dogadywać ci lub Bóg wie co jeszcze. Znamy się nie od dziś i widzę, że masz problem. Więc dlaczego nie dasz sobie pomóc?
- Dorota, to nie tak? - pokręcił głową i zaczął chodzić po pomieszczeniu. - Przepraszam cię, ale naprawdę najpierw muszę sam nad tym wszystkim pomyśleć. Ale obiecuję, że jeśli w przeciągu kilku dni mi się nie poprawi, pozwolę ci zdzielić mnie w łeb ? oznajmił, leciutko się uśmiechając.
- Hmm, ciekawa propozycja? Już teraz nie wiem, czy lepiej będzie jak ci przejdzie, czy może jednak nie do końca? - wyszczerzyła się, podeszła do Dębskiego i wyściskała go mocno.
Właśnie w tym momencie przed wejściem do gabinetu Dębskiego stanęła jak wryta Agata, która przywiozła dla niego papiery z sądu. Chwilę później dołączył do niej Bartek, który z wrażenia wpadł na drzwi i zaklął przy tym głośno. Dorota, zaskoczona hałasem, odskoczyła od Dębskiego.
- Ekhem, na chwilę wychodzimy, a wy już romansujecie ? podsumował tę scenkę rodzajową Bartek masujący sobie bolące ramię.
Mecenas Gawron, rozbawiona, wyszła szybko z pomieszczenia, przeciskając się między przyjaciółką a aplikantem, któremu zaserwowała kuksańca w drugie ramię. Ten ruszył za nią, udając oburzonego. Agata i Marek zostali sami.
- To nie jest tak, jak wyglądało? - zaczął się tłumaczyć. ? Przyjaźnimy się tylko i ten tego?
- Jasne, przecież rozumiem ? przerwała mu szybko brunetka. ? Ufam Dorocie i wiem, że nie zrobiłaby czegoś takiego Wojtkowi ? wyjaśniła.
- A mi nie ufasz? ? spytał, wpatrując się w nią.
Kobieta spuściła wzrok i przygryzła wargi. Podeszła do Dębskiego, wyciągając w jego stronę teczkę.
- Papiery, o które prosiłeś ? oznajmiła, wciskając mu dokumenty do ręki.
Markowi zrobiło się przykro patrząc, jak Przybysz zamyka za sobą drzwi. Wrócił na swoje krzesło i nie mając nic innego do roboty, zaczął przeglądać teczkę.
Zbliżała się godzina 17, a na zewnątrz panowały już ciemności. Agata, jako że nie miała już żadnych spotkań z klientami, zabrała pracę do domu. Ciężarna także szybciej opuściła kancelarię. Marek z Bartkiem siedzieli do oporu. Dębski przepytywał chłopaka z przeróżnych kodeksów, dawał mu cenne wskazówki. Gdy Bartek popełniał kilka błędów pod rząd, mecenas trochę się złościł, lecz aplikant dzielnie znosił jego humorki. Z pracy wyszli grubo po 22.
Agata siedziała zakopana w papierach, które leżały porozwalane na podłodze przed kanapą. Kiedy rozdzwonił się jej telefon, miała problem ze znalezieniem go. Ostatecznie wygrzebała komórkę spod talerza i odebrała.
- Hej Dorota, coś się dzieje?
- Nie, czemu pytasz? ? zdziwiła się mecenas Gawron.
- Ciężarna kobieta powinna już dawno spać ? wytłumaczyła swoje podejrzenia Przybysz. ? Jeszcze nie rodzisz, prawda?
- Nie, małej chyba nie śpieszno na ten świat. Mam wrażenie, że nigdy stamtąd nie wyjdzie ? zaśmiała się. ? No ale nic dziwnego. Przy takiej cioci jak mecenas Przybysz? A wujek Dębski jeszcze lepszy ? zachichotała.
- Czy dzwonisz tylko po to, żeby uświadomić mi, że nie spełnię się w roli kochającej cioteczki? ? Agata zagrała oburzoną.
Po obu stronach zapanowała cisza.
- Agata, martwię się o niego ? wznowiła rozmowę Gawron.
- O kogo? ? brunetka udała, że nie ma pojęcia, o kogo chodzi.
Znowu cisza.
- Nie zauważyłaś, że od jakiegoś czasu ciągle jest struty? Zaniedbuje pracę, mimo że prawie nie wychodzi ze swojego gabinetu? Kasuje Bartka, jak tylko powie o jedno słowo za dużo?
- No coś mi się obiło o oczy? - przytaknęła Przybysz.
- I nie wiesz, o co chodzi? Nic ci nie mówił?
Agata miała ochotę zlinczować samą siebie za to, że musiała okłamać przyjaciółkę.
- Nie, jakoś nie było okazji. ? Powiedziawszy to, zmarszczyła czoło.
Panie znowu wsłuchiwały się w swoje oddechy.
- Próbowałam z nim dzisiaj pogadać. Ale nie miał ochoty na spowiedź ? westchnęła rudowłosa.
- Nic dziwnego. Nawet napić się w tobą nie można ? uśmiechnęła się lekko Agata.
- Ale z tobą już można ? odparła poważnie Gawron.
- Coś sugerujesz? ? spytała zaniepokojona.
- A jeśli bym cię tak poprosiła, żebyś wpadła do niego z porządną whisky i odplątała mu język? Byłabym bardzo wdzięczna, bo sama nie mogę przecież? - podpuszczała ją Dorota.
- Ekhem. To chyba nie jest najlepszy pomysł. ? Agata próbowała się jakoś z tego wykręcić. ? Jest późno, a ja padam na twarz i szykowałam się już właściwie do snu ? łgała jak najęta.
- Agata, doskonale wiem, że siedzisz nad papierami.
Mecenas Przybysz w sekundzie poczuła na sobie wzrok koleżanki dobiegający z drugiego końca miasta.
- Okej. Ale nie zdziw się, jeśli jutro nie przyjdziemy do pracy ? pogroziła brunetka.
- Zróbcie sobie wolne, powiem Bartkowi, żeby odwołał waszych klientów. A wiesz, że cię kocham? ? spytała zachwycona kobieta.
-Nie, ale wiem, że będziesz mi musiała za tę przysługę słooono zapłacić ? zaśmiała się Agata.
- No to cóż, owocnej nocy wam życzę ? pożegnała się zadowolona z obrotu spraw rudowłosa.
Agata wstała z podłogi cała zesztywniała. Ogarnęła z grubsza bałagan i wzięła prysznic, by choć trochę się rozbudzić. Powoli zbliżała się północ. Nie miała pewności, czy Dębski będzie chciał ją widzieć o tej porze, ale obiecała coś przyjaciółce i słowa dotrzyma.
Schowawszy do torebki trunek, wyszła z domu i w kilka minut dojechała pustymi ulicami pod obrany adres. Zadzwoniła delikatnie dzwonkiem i czekała tylko kilka sekund. Marka bardzo zdziwiła obecność Agaty, lecz wpuścił ją do środka. Kobieta na wejściu wyjaśniła:
- Od razu uprzedzam, że to nie był mój pomysł.
Mecenas wyjęła w torebki whisky i podała ją Dębskiemu.
- A czyj? ? spytał, nie rozumiejąc.
- Takiej jednej, rudej francy.
- A, i wszystko jasne ? podsumował. ? Rozgość się.
Agata usiadła na mareczkowej kanapie, a mężczyzna podał jej szklankę wypełnioną niewielką ilością alkoholu i usiadł obok.
- Jaki jest cel twojej wizyty? ? zapytał po chwili.
- Mam cię upić i wyciągnąć od ciebie dlaczego ostatnio jesteś nie w humorze. Dorota się martwi ? odpowiedziała, mając nadzieję, że Dębski nie poruszy tematu ich dziwnych relacji.
- Ciężkie zadanie, porwałaś się z ciupagą na słońce. Głowę mam mocną jak diabli ? zaśmiał się ponuro.
- Pij, pij ? zachęciła go.
Kilka minut później, mimo że nie był prawie wcale podchmielony, Dębski śpiewał jak z nut. Opowiedział kobiecie dlaczego rozstał się z Marią.
- Zdradzała mnie. Poznała jakiegoś wspaniałego prokuratora, w którym odnalazła bratnią duszę i w ogóle. I może bym się tak nie przejął nawet jakby odeszła, gdyby nie powód, dla którego cały ten czas udawała, że była ze mną.
Agata poprosiła o wytłumaczenie.
- Kiedy się rozstawaliśmy, przeprowadziliśmy poważną i szczerą rozmowę. Nie ukrywała, że liczyła na łatwiejszy dostęp do informacji na temat Sułeckiego. Podejrzewa, że jesteś nosicielką jakichś ważnych informacji, i że oczywiście z wszystkiego mi się zwierzasz ? pokręcił głową, wciąż nie mogąc zaakceptować prawdy. Nigdy wcześniej nie poznał jej prawdziwego oblicza, wciąż wydawało mu się to nienajlepszym snem. ? Jestem na nią zły i wiem, że to się odbija na was. Przepraszam ? westchnął, spoglądając jej w oczy.
Agacie zrobiło się głupio. Jakby nie patrzeć, była w połowie winna rozpadowi tego związku. Uśmiechnęła się ponuro do swojego towarzysza.
- Niezły numer wykręciła, nie ma co ? zgodziła się, popijając whisky. ? A tak w ogóle Dorota zorganizowała nam na dzisiaj wolne, żebyśmy mogli wyleczyć kaca ? zmieniła temat.
- Jak na chwilę obecną nie ma co leczyć ? stwierdził, dolewając przyjaciółce i sobie.
Brunetka wcisnęła się w róg kanapy, gdzie podłożyła sobie poduszkę, na której ułożyła głowę. Poprzednia bezsenna noc podwoiła jej zmęczenie. Słyszała, że Marek coś do niej mówi, ale nic nie rozumiała. Potem poczuła, jak otacza ją ciepły koc. A chwilę później zwiedzała krainę snów.
Marek usiadł obok Agaty i uśmiechał się, patrząc na jej łagodną twarz. Tkwiąc tak w bezruchu, nie zauważył, kiedy zamknął powieki. W kilka sekund dołączył do swojej towarzyszki.
Gdy nastał poranek, Agatę obudził dźwięk smsa. Z zamkniętymi oczami próbowała sięgnąć po telefon, ale poczuła, że coś krępuje jej ruchy. Powoli podniosła powieki i niewyostrzonym jeszcze wzrokiem dokonała oględzin. Leżała na kanapie wtulona w obejmującego ją Dębskiego. Czuła jego ciepło, spokojny oddech, bicie serca. Po raz kolejny motyle w jej brzuchu zatrzepotały skrzydłami. Uśmiechnęła się do siebie i ponownie zamknęła oczy, wtulając się mocniej w ramiona śpiącego Marka. Kilka minut później obudził się także Dębski. Agata obejmowała go w pasie, więc postanowił nie wyrywać jej ze snu i poczekać, aż ta sama się obudzi. Zaczął gładzić delikatnie jej ciemne włosy. Pod wpływem pieszczoty kobieta uśmiechnęła się, a potem podniosła powieki. Dębski od razu cofnął rękę, lecz twarz brunetki nadal wyrażała zadowolenie. Dopiero po chwili, gdy wszystko do niej dotarło, zmieszała się.
- Która godzina? ? zapytała, chcąc rozładować niebezpieczną ciszę.
- Nie mam bladego pojęcia. Zresztą co to ma za znaczenie, sama mówiłaś, że mamy dzisiaj wolne ? odparł.
Zawstydzeni prawnicy wyswobodzili się ze swoich uścisków i wstali.
- Odświeżę się trochę ? powiedziała Agata i ruszyła do łazienki.
Marek w tym czasie przygotował małe śniadanie. Zjedli w milczeniu, zerkając na siebie ukradkiem. Gdy po posiłku Dębski poszedł wziąć prysznic, Agata wyszła cichaczem z jego mieszkania i wróciła do swojego królestwa.
-
Tylko nie chcę żebyś przedawkowała czy coś, bo jednak sporo cukru do tego opa dosypałam. <mruga>
Ale ja lubię słodycze <haha> a w takiej formie są bardzo zdrowe ;)
Bardzo fajnie piszesz! Wciągająco, super! <brawo>
Dębski śpiewał jak z nut.
Aż to słyszę. <piwo>
-
Kolejne opowiadanie, tym razem jest to moja wizja wspólnego wyjazdu do Krynicy. ;)
1.
Styczeń, straszna zawierucha. Śnieg sypie jakby miał dość leżenia tam, u góry, teraz chce sobie poleżeć na ziemi i nie zwraca uwagi na ludzi, którzy wbrew pozorom lubią zimę, z jednym małym 'ale', lubią zimę, gdy jest lato i słońce grzeje jak wściekłe. I to akurat w tą największą zawieruszę dwójka sympatycznych adwokatów wybrała się w drogę do Krynicy. Gdyby to był wyjazd dla przyjemności to pół biedy, ale zapowiadała się ciężka sprawa z trudnym klientem.
Marek jako kierowca klął pod nosem, że nic nie widzi, że jest ślisko, że w radiu lecą tanie piosenki o miłości. Agata, która nie odważyła się na podróż swoim ukochanym autkiem, zabrała się ze swoim wspólnikiem., choć czuła, że to nie będzie lekka podróż. Dorota natomiast miała dzisiaj dwie rozprawy, dlatego postanowiła dojechać jutro rano, oczywiście jak mała Zuzia ją puści. Bartek został na posterunku z poleceniem pilnowania kancelarii.
W radio podają właśnie, że minęła godzina 12.00, a oni byli zaledwie w połowie drogi.
- Mówiłam Ci, żeby wyjechać wcześniej - mruknęła z pretensją Agata
- Mówiłam Ci.. mówiłam Ci.. - Marek w zabawny sposób zaczął ją przedrzeźniać, co wywołało uśmiech na jej twarzy.
- Wybacz ma pani, że Cię nie posłuchałem .
- A od kiedy ja jestem Twoja? Nie przypominam sobie dnia naszego ślubu - kobieta udała poważną choć w duchu śmiała się jak oszalała.
- Jak możesz nie pamiętać naszego ślubu? - Dębski zrobił obrażoną minę - Zaraz Cię tu wysadzę, niewierna kobieto!
- Ej, ej.. spokojnie mężu, już sobie wszystko przypomniałam! - w tym momencie oboje wybuchli śmiechem jak na zawołanie.
Wbrew oczekiwaniom Agaty podróż z Markiem była bardzo przyjemna. Przez resztę drogi rozmawiali o głupotach, żartowali. Ani raz się nie pokłócili, nawet sobie nie dogryzali, czuli się dobrze w swoim towarzystwie. Nawet nie spostrzegli się, że dojechali do celu. Hotel 'Róża'. W około piękne, górskie widoki, ośnieżone szczyty przysłonięte były ścianą spadającego na ziemię puchu.
Gdy mężczyzna wyciągał walizki, mecenas Przybysz zachwycała się zimowym krajobrazem. Dawno nie była w górach, w ogóle nigdzie nie była. Tylko praca i praca. Po chwili zadumy oboje ruszyli w stronę hotelu. Kobieta obawiała się powtórki z ostatniego służbowego wyjazdu. Jeden pokój i oni. Tym razem jednak nikt nic nie pomylił. Pokoje były dwa, obok siebie. Marek jak na dżentelmena przystało odprowadził koleżankę do pokoju, niosąc jej bagaż. Będąc w pokoju zderzył się niefortunnie z drzwiami od łazienki. Syknął z bólu, a Agata podbiegła do niego z prędkością światła.
- Nic Ci nie jest? - zapytała przestraszona, widząc grymas na twarzy kolegi - Pokaż - z trudem oderwała jego ręke od bolącego miejsca. Tego się spodziewała. Rozcięta skóra, trochę krwi, ale nie wyglądało to groźnie. Mecenas Przybysz złapała swojego wspólnika za ręke i jak małe dziecko posadziła go na łóżku - siedź tu - wydała rozkaz i udała się do łazienki w poszukiwaniu wody utlenionej i plastra. Gdy wróciła do pokoju na twarzy Marka gościł uśmiech
- Skąd ta zmiana nastroju? - usiadła obok i zaczęła opatrywać ranę - Jeszcze przed chwilą miałeś minę jak umierający zając, a teraz szczerzysz się sam do siebie - Dębski nie odpowiedział tylko syknął, gdy wspólniczka zaczęła przemywać miejsce rozcięcia, po opatrzeniu przykleiła plaster i z dumą w głosie oznajmiła - Gotowe!
- Dziękuję - usta Marka wskazywały na jego zadowolenie - A uśmiecham się, bo bardzo mi miło, że się o mnie troszczysz - Agata poczuła się przyjemnie, odwzajemniła uśmiech kolegi i zorientowała się, że jego usta są coraz bliżej jej ust. Nie protestowała. Marek, jakby badając grunt delikatnie musnął jej wargi. Nie poczuł oporu, więc poszedł krok dalej. Powoli wsunął swój język, choć bał się, że zaraz poczuje na nim jej ostre zęby. Duże było jego zdziwienie, kiedy Agata całkowicie mu się poddała. Gładził ją po plecach jakby była jego najcudowniejszym skarbem. Oboje czuli się cudownie. Całą przyjemność popsuło pukanie do drzwi. Z trudem się od siebie oderwali. Kobieta szybko wstała z łóżka, poprawiając włosy - Proszę -krzyknęła opierając się o parapet. Do pokoju weszła radosna Dorota.
- Cześć! Jak się macie, moi drodzy wspólnicy? - widać było, że górskie klimaty działają kojąco na rudowłosą panią mecenas. Agata i Marek dyskretnie wymieniali spojrzenia, jednak nie umknęło to ich przyjaciółce, która wyczuła, że w czymś przeszkodziła. Pozostawiła swoje domysły dla siebie.
- Co Ty tu robisz? - z ciekawością zapytała wspólniczka.
- Jedną rozprawę odwołali, a na drugą wysłałam Bartka, niech się wykaże w sprawie o alimenty - szybko wyjaśniła mecenas Gawron.
Po krótkiej rozmowie cała trójka zeszła na obiad. Dorota cały czas obserwowała swoich przyjaciół. Zdziwiło ją to, że nie dogryzali sobie nawzajem, a wręcz przeciwnie, byli dla siebie bardzo mili. Zauważyła też ciepły blask w ich oczach. Była pewna, że między nimi coś jest.
Ala, nie śpij! Poziom cukru znacznie mi spada, musisz coś na to poradzić :D
-
Oj, Am, rozgrzałaś mi serducho znowu! Świetne opo! Cudeńko, na serio ciekawie się zaczęło. <zakochany> Dajesz dalej! <brawo>
Proszę bardzo, cedek. :D
6.
Mecenas Przybysz postanowiła wykorzystać wolny dzień i zrobić w mieszkaniu porządki. Założyła na uszy słuchawki, włączyła mocną muzykę i wzięła się za odkurzanie. Czynność ta zajęła jej dużo czasu. Tak dużo, że Dorota zaczęła się niepokoić. Brunetka nie odbierała telefonu od kilku godzin. Ciężarna pofatygowała się i przyjechała do przyjaciółki, lecz ta nie reagowała na dźwięk dzwonka, a kobiecie wydawało się, że słyszy jakieś trzaski dobiegające z wnętrza mieszkania. Postanowiła zadzwonić do Dębskiego.
- No cześć Dorotko ? przywitał się.
- Marek, nie ma u ciebie przypadkiem Agaty? Nie mogę się do niej dodzwonić, drzwi też nie otwiera? - poczęła tłumaczyć z lekkim zdenerwowaniem.
- Nie ma jej u mnie, wyszła rano? - Ugryzł się w język, gdy zrozumiał, co powiedział.
Dorota, pomimo niepokoju, uśmiechnęła się lekko, lecz zaraz powróciła do rozmowy.
- To co robimy? Sterczę już 10 minut pod jej drzwiami i wydaje mi się, że słyszę jakieś? coś. Jakby ktoś stukał w ściany. ? W głowie kobiety pojawiła się straszliwa wizja przyjaciółki zamurowanej we własnej sypialni.
- Zaraz tam będę, czekaj na mnie ? odparł pewnie Dębski i ruszył do wyjścia.
Dotarcie na miejsce zajęło mu zaledwie 10 minut. Wbiegł po schodach, a gdy zobaczył Dorotę, która cierpliwie na niego czekała, zapytał:
- Nadal nic?
- Tylko stukanie co jakiś czas ? odparła.
Marek wyjął z kieszeni zapasowy klucz, którego nie oddał Agacie poprzednim razem. Gdy wkroczyli do mieszkania pani mecenas, o mało nie zeszli na tamten świat ? Dębski ze śmiechu, Dorota ze złości. Agata, która stała do nich plecami, poruszała się dziko w rytm muzyki z wyłączonym odkurzaczem. Ciężarna usiadła na kanapie, żeby się trochę uspokoić, a Dębski zaszedł Agatę od tyłu. Chwycił pewnie za słuchawki i zsunął je z uszu kobiety, a ta, zaskoczona, o mało nie się nie przewróciła.
- A co ty tu robisz?! ? krzyknęła, będąc jeszcze pod wpływem emocji.
- Stęskniłem się, wiesz ? rzekł zawadiacko i mrugnął do niej, a Agata pokręciła tylko głową.
- Cała noc w moim towarzystwie to dla ciebie za mało? ? spytała z lekką irytacją, aczkolwiek już łagodniej.
Dorota, która obserwowała scenę z boku, odchrząknęła, by dać znać przyjaciółce, że nie są sami. Agata odwróciła się szybko, a widząc siedzącą na kanapie rudowłosą, która na dodatek miała niezbyt przyjazną minę, zawstydziła się odrobinę.
- Yyy, cześć Dorota ? przywitała się, patrząc gdzieś w bok.
- No cześć, ty małpo jedna mała wredna. Chcesz, żebym ja przez ciebie poroniła? ? Kobieta wstała w podeszła do dwójki adwokatów. ? O mało nie umarłam! ? pokręciła głową z dezaprobatą.
- Niby czemu? ? zdziwiła się. - Tak właściwie to na chwilę obecną ja tu jestem poszkodowana. Nachodzicie mnie jak złodzieje, straszycie? - broniła się Przybysz.
Zdenerwowana Dorota podała przyjaciółce jej telefon.
- Zanim zaczniesz nas dalej oskarżać, zobacz, ile razy do ciebie dzwoniłam.
Agata spojrzała na wyświetlacz swojego telefonu.
- Trzydzieści cztery razy! Trzydzieści cztery, a teraz jeszcze prawie pół godziny sterczałam pod twoimi drzwiami! Co ty sobie myślisz?! ? krzyczała na nią ciężarna.
- Jeny, Dorota, opanuj się? - Agata podniosła ręce w geście poddańczym. ? Przepraszam, że chciałam posprzątać?
- Z wyłączonym odkurzaczem ? skrzywiła się Gawron.
- Jejku, no, nie zauważyłam. Muzyka grała, nie słyszałam nic? - Ciągnęła tłumaczenia. ? Chyba mnie za to nie wsadzicie do więzienia, co? ? Agata spojrzała na wspólników.
- Do więzienia to może nie, ale jakoś ukarać trzeba ? odezwał się Marek. ? Jeszcze to między sobą skonsultujemy ? rzekł do Doroty, która pokiwała głową, zgadzając się z pomysłem kolegi.
Kiedy sytuacja została opanowana, Dębski zostawił dziewczyny same i wrócił do siebie.
- No więc słucham, czego się dowiedziałaś? ? rudowłosa, wracając na kanapę, od razu przeszła do rzeczy.
- Że Okońska to jedna wielka? - przerwała, gdyż nieczęsto używała wulgaryzmów. Usiadła obok i powtórzyła przyjaciółce to, co zdradził jej ubiegłego wieczora Dębski.
- Świnia ? podsumowała po wszystkim Dorota, kręcąc głową. ? Nie dziwię się, że nie chciał o tym gadać na trzeźwo.
- No właśnie ? mruknęła Przybysz.
- A tak poza tym noc się udała? ? spytała, niby bez zainteresowania, ciężarna. Lekko zaniepokojona Agata spojrzała na nią z przymrużonymi oczami.
- Co masz na myśli?
- Co masz na myśli, co masz na myśli? - przedrzeźniała ją mecenas Gawron. ? Się pytam, czy się wyspałaś, no nie? ? zrobiła minę, jakby to było oczywiste. ? Chyba że robiłaś w nocy coś innego? ? wyszczerzyła zęby.
Agata przygrzmociła przyjaciółce poduszką. Zaczęły się okładać jak za starych, dobrych czasów.
- Dla twojej wiadomości przez calutką noc grzecznie spałam ? oświadczyła Przybysz, gdy zakończyły wojnę.
- Powiedzmy, że ci wierzę?
- No przyrzekam, spałam jak zabita! ? próbowała przekonać kobietę.
- A Marek? ? zachichotała.
- Co Marek? Co Marek? ? zirytowała się brunetka.
- No Marek też spał, nie? ? drążyła rozbawiona Dorota.
- No spał ? westchnęła poddana Przybysz.
- Agata? Uhu? - Mecenas Gawron spojrzała bardzo wymownie i z wielkim uśmiechem na przyjaciółkę.
- Herbatki się napijesz, prawda? No, to pójdę zrobić ? wystrzeliła brunetka, ignorując swoją rozmówczynię.
- A spaliście w osobnych pokojach? ? zapytała, puszczając mimo uszu słowa Agaty, która wchodziła już do kuchni.
Kiedy zorientowała się, że przyjaciółka nie jest skłonna odpowiadać, poszła za nią. Wpatrywała się w brunetkę tak długo, aż ta, nie patrząc na Dorotę, powiedziała:
- Nie.
Nieusatysfakcjonowana krótką odpowiedzią przyjaciółki mecenas Gawron wciąż wlepiała w nią świdrujący wzrok.
- Zasnęłam na kanapie, okej? ? skapitulowała Agata.
- I Marek też?
- Też.
Kobiety milczały, Dorota się uśmiechała. Agata kontynuowała parzenie herbaty.
- Fuksiara ? odezwała się po chwili Gawron. ? Dębski, takie ciacho?
- Daruj sobie te uszczypliwości ? poprosiła Przybysz. ? Tak właściwie to nie masz dla mnie żadnego innego romansu?
- Ano, tak się składa, że mam. ? Gawron dała już spokój przyjaciółce. - Pamiętasz tę kobietę, która poprosiła mnie ostatnio o pomoc, Raczyńską?
- No, coś mi tam świta?
- Zastanawiam się, czy nie przekazać jej sprawy Bartkowi. Dużo roboty nie ma, wygrana właściwie w kieszeni, a chłopak sobie trochę doświadczenia zdobędzie. Co ty na to? ? spytała Dorota, biorąc łyk gorącego napoju.
- Myślę, że to nienajgorszy pomysł ? przyznała Agata. ? Niech się chłopina nacieszy nowymi obowiązkami, sam chciał. ? zaśmiały się obie.
Mecenas Gawron posiedziała u przyjaciółki trochę dłużej. Oglądały razem stare zdjęcia z czasów dzieciństwa Agaty.
- Jak ten czas szybko leci, co nie? ? westchnęła rudowłosa, kładąc się na łóżku przyjaciółki.
- Ano, leci, leci? - przytaknęła Przybysz i wtuliła się w jej ramiona.
Dorota przyjrzała się uważnie brunetce.
- Masz kogoś na oku? ? spytała, zaskakując tym Agatę, która patrzyła gdzieś w sufit.
- Nie, chyba nie ? zaśmiała się sztucznie. ? Za stara jestem na romanse ? wywróciła oczami.
- Jaka stara? ? oburzyła się Dorota.
- Wiesz, chciałam nadać swojej wypowiedzi takie dramma ? parsknęła śmiechem.
- Ale ja pytam tak serio? - Dorota nie odpuszczała.
- A ja serio odpowiadam ? powiedziała niewyraźnie mecenas Przybysz.
Przyjaciółki droczyły się tak jeszcze chwilę, ale Dorota musiała wracać do sądu. Gdy rudowłosa wyszła, Agata postanowiła się przewietrzyć. Udała się w stronę parku, gdzie jeszcze dwa dni temu spędziła popołudnie z Dębskim. Usiadła na tej samej ławce i pogrążyła się w zadumie. Tymczasem Marek wpadł na identyczny pomysł. Uśmiechnął się, widząc brunetkę. Podszedł do niej od tyłu i zakrył jej oczy. Agata w pierwszej chwili się wystraszyła, ale gdy poczuła zapach znajomych perfum, uśmiechnęła się.
- Cześć ? szepnęła.
- Hej ? usiadł obok, posyłając jej uśmiech.
Wpatrywali się w siebie dłuższą chwilę.
- Dzięki, że zajrzałaś do mnie w nocy. Chyba potrzebowałem tej rozmowy.
- Nie ma za co ? odparła Przybysz. ? Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. ? powiedziawszy to, ścisnęła jego rękę.
- Wiem ? potwierdził, głaszcząc ją po policzku.
Agacie spodobał się ten czuły gest. Przymknęła oczy i ułożyła głowę na ramieniu Marka. W jej sercu panowała wiosna, kiedy on był blisko. Chciałaby czuć się tak codziennie, w każdej chwili. Z Dębskim było podobnie. Nawet nie zauważył, kiedy ta drobna brunetka stała się dla niego całym światem.
- Oj Agata, Agata? - westchnął, kręcąc głową.
- Słucham?
- Wiesz, że? - zawahał się. Spojrzał jej w oczy. ? Wiesz, że jesteś dla mnie ważna?
- Teraz już wiem ? przyznała, uśmiechnięta. ? A wiesz? - urwała, przygryzając wargę.
- Tak? ? dopytywał Dębski.
- Wiesz, że ty dla mnie też, prawda?
- Teraz już wiem ? powtórzył jej słowa.
Brunetka nagle poczuła się lekko, wypowiadając wreszcie na głos to, co chciała powiedzieć już od kilku dni. Marek również był usatysfakcjonowany tą krótką wymianą zdań.
Zimny, późno popołudniowy wiatr wygonił parę adwokatów z parku. Dębski zaproponował Agacie swoje towarzystwo w drodze powrotnej do domu. Szli tą samą trasą, co ostatnio, lecz już bez milczenia, a głośno się śmiejąc. W pewnym momencie przeszedł obok nich młody chłopak, który sprzedawał róże.
- Może kwiatuszka dla ukochanej? ? zaproponował Markowi.
Dębski spojrzał na rozbawioną Agatę.
- Poproszę wszystkie ? odparł, wyciągając banknot. ? Reszty nie trzeba ? mrugnął do zadowolonego chłopaka.
Dębski odwrócił się w stronę Agaty. Wręczył jej bukiet, wlepiając w nią rozmarzone wręcz spojrzenie. Mile zaskoczona kobieta nie wiedziała, co powiedzieć. Posłała mu najpiękniejszy uśmiech, na jaki ją było stać.
Resztę drogi pokonali żwawym krokiem, gdyż mróz chwytał coraz większy. Kilka minut później zrobiło się ciemno ? przyszły chmury i zaczął sypać śnieg. Ostatnie metry pokonali biegiem. Agata zaprosiła mężczyznę do siebie, aby przeczekał kapryśną niepogodę. Wsadziła bukiet do dużego wazonu i z gorącą czekoladą powróciła do gościa. Upewniła się także, że wszystkie okna są szczelnie zamknięte. W jej mieszkaniu panował ziąb. Założyła dodatkowy sweter i usadowiła się przy Dębskim na kanapie.
- Nie wiem, czemu tak chłodno się tutaj zrobiło. Kiedy wychodziłam, zostawiłam kaloryfer włączony? - dumała.
- Jesteś pewna? ? spytał Marek.
- No tak, jestem pewna ? przytaknęła.
Dębski mimo wszystko, postanowił to sprawdzić. Podszedł do urządzenia, dotknął, po czym stwierdził:
- Zimny jak lód. ? Pochylił się, pooglądał z każdej strony, poprzekręcał co się dało, ale zrozumiał, że to nic nie da. ? Ogrzewanie ci padło ? przyznał.
- Cholera ? mruknęła Agata i poszła do sąsiadki, by zorientować się, jaką skalę osiągnął brak ogrzewania.
- We wszystkich okolicznych budynkach są zimne kaloryfery ? powiedziała pani Kasia. ? Dzwoniłam już gdzie trzeba, stwierdzili, że to poważna awaria i że musimy tę jedną noc jakoś wytrzymać.
- Niedobrze ? przyznała Przybysz. ? No cóż, dziękuję za informacje ? Agata uściskała starszą panią i wróciła do siebie.
- Wszystko padło, niech to diabli wezmą ? rozeźliła się, wchodząc pod koc i zapalając na stoliku świeczki.
- Jeśli myślisz, że świeczki rozgrzeją ci całe mieszkanie, to się mylisz ? zaśmiał się Marek, widząc naburmuszoną kobietę.
- Ha, ha, ha ? odpowiedziała, okładając się dookoła poduszkami. ? A tobie zimno nie jest? ? spytała, gdy zauważyła, że Dębski mocno ściska kubek z czekoladą.
- W sumie to trochę jest, miło, że pytasz ? puścił jej oczko.
- Chodź tu ? rozkazała Agata.
Podała mu część koca. Mecenas przysunął się bliżej i okrył materiałem. Kiedy zobaczył, że Agata lekko drży, przytulił ją do siebie. Od razu zrobiło im się cieplej. Trwali w tej pozycji i w ciszy dobry kwadrans, kiedy Agata wreszcie przemówiła:
- Może lepiej wracaj do siebie, jeszcze się u mnie przeziębisz i będziesz chciał jakieś odszkodowanie czy Bóg wie co jeszcze, na co mnie nie stać.
- Mam lepszy pomysł ? powiedział i podniósł się z kanapy. ? Spakuj potrzebne rzeczy i jedziemy.
- Gdzie? ? zdziwiła się Przybysz, nie rozumiejąc.
- Jak to gdzie? Do mnie ? oznajmił. ? I nie przyjmuję sprzeciwu ? dodał, gdy zauważył, że kobieta już chciała coś powiedzieć.
Pół godziny później para adwokatów siedziała w ciepłym mieszkaniu Dębskiego. Oboje zajęli się przygotowaniami do jutrzejszej pracy. Brunetka podziękowała Markowi za wcześniejszą pomoc w sprawie Kowerskiej. Dzięki jego spostrzeżeniom wszystko układało się w jedną, logiczną całość. Agata miała satysfakcję, że mogła pomóc młodej dziewczynie. Chociaż wiedziała, że Julia od razu nie będzie zbytnio zadowolona z obrotu spraw, miała pewność, że już niedługo zrozumie, jak bardzo jej ojczymowi na niej zależy.
Wieczór prędko przerodził się w noc. Marek wykąpał się pierwszy i gdy Agata się myła, przygotował dla niej swoje łóżko. Sam ułożył się na niewielkiej kanapie i szybko zasnął. Kiedy kobieta wychodziła z łazienki, nagle zgasło światło. Nic nie widząc, próbowała chwycić się jakiejś ściany, by nie stracić orientacji. Jednak niedokładna znajomość rozmieszczenia mebli w mieszkaniu Dębskiego spowodowała, iż wpadła na szafę, uderzając się mocno w ramię i powodując hałas. Marek natychmiast zerwał się z kanapy.
- Agata? ? spytał, próbując bezskutecznie znaleźć kobietę w ciemnościach.
- Ajć, tak, to ja ? odpowiedziała, rozmasowując bolące miejsce.
- Czemu po ciemku chodzisz, światło byś zapaliła ? powiedziawszy to, pstryknął włącznikiem lampy stojącej obok. Od razu zorientował się, że nie ma prądu.
- Gdyby to było takie łatwe? - zaśmiała się lekko, zaciskając zęby.
- Gdzie jesteś? ? spytał, podążając w kierunku, z którego dochodził jej głos.
- Pod szafą w przedpokoju. Uderzyłam się trochę ? przyznała.
- Oj, ty niezdaro ? uśmiechnął się Dębski, próbując znaleźć na stoliku telefon, lecz nie było go tam. Szedł więc dalej po omacku w wyznaczone przez Agatę miejsce. Kiedy poczuł, że chwycił kobietę, przyciągnął ją delikatnie do siebie.
- Ała ? syknęła, kiedy Marek niechcący pociągnął ją za bolącą rękę.
- Gdzie się uderzyłaś? ? zapytał.
- Tutaj ? skierowała wzrok na ramię, lecz Dębski nie mógł tego zobaczyć. Chwyciła jego rękę i pokierowała w odpowiednie miejsce.
- Bardzo boli?
- Już trochę mniej ? przyznała, gdy mężczyzna zaczął delikatnie masować jej ramię.
Prawnicy uśmiechali się w ciemnościach. Marek chwycił Agatę i zaprowadził ją bezpiecznie do łóżka. Na nocnym stoliku znalazł swój telefon. Stanął obok i skorzystał z Internetu w komórce. Na głównej stronie wiadomości wyświetlił się wielki, czerwony napis: ?Seria awarii w stolicy?. Szybko przeczytał artykuł.
- Cała Warszawa padła ? podsumował to, co wyczytał.
- Świetnie ? szepnęła z ironią Przybysz.
- Jak ramię? ? zapytał z troską Marek.
- Chyba przeżyję ? przyznała, układając głowę na poduszce.
- Na pewno?
- Na pewno.
Dębski stał jeszcze chwilę nad łóżkiem, w którym leżała Agata. Potem pochylił się nad nią.
- Dobranoc ? szepnął tuż przy jej uchu.
- Słodkich snów ? powiedziała równie cicho.
Kiedy mężczyzna odchodził w stronę kanapy, brunetka odezwała się trochę głośniej:
- Marek?
- Tak? ? odpowiedział od razu, wracając do wspólniczki.
Kiedy Agata poczuła obecność Dębskiego, wyciągnęła rękę w jego stronę. Złapała jego dłoń i przyciągnęła powoli do siebie. Gdy mężczyzna był już wystarczająco blisko, złożyła na jego ustach delikatny pocałunek.
- Zostań ? szepnęła.
Markowi nie trzeba było dwa razy powtarzać - od razu wszedł pod kołdrę. Agata objęła go mocno, a Dębski zaczął całować ją po szyi, wracając co chwila do jej zachłannych ust. Zakochani poddawali się niewinnym pieszczotom tak długo, aż, uśmiechnięci, usnęli w swoich ramionach.
-
Wywołałaś uśmiech na mojej twarzy tym opowiadaniem. ;) siedzę w pokoju i szczerzę się do laptopa <haha>
Agata pochłonięta porządkami - chciałabym to zobaczyć! <hahaha>
Końcówka piękna! <zauroczony>
-
Te porządki Agaty to historia rodem z mego życia wycięta. :D
Jesteś już w połowie mojego opowiadania (no gdzieś około :D), części które mam w planach napisać nie będą już raczej takie słodkie, więc naciesz się, póki czas. :D
No i na twojego cedeka niecierpliwie czekam! <buja_w_oblokach>
-
Ulala... Ależ się zapowiada, Am! Nie mogę się doczekać 2 części :) <buziak>
-
Świetne to było!
Prosiłabym o dłuższe, bardziej rozbudowane wypowiedzi.
-
Am, czekam na Twoje cudo! <serduszko>
7.
Marek obudził się pierwszy. Widok śpiącej kobiety u boku wywołał na jego twarzy wielki, promienny uśmiech. To już drugi raz z rzędu, kiedy Agata u niego nocowała. Delikatnie przeczesał jej włosy i ucałował w czoło. Wyszedł z łóżka, wziął prysznic i zaczął przygotowywać śniadanie. Po nocnej awarii nie było już śladu.
Dzwonek do drzwi rozniósł się echem po całym mieszkaniu. Dębski miał nadzieję, że nie zbudził Agaty. Poszedł szybko sprawdzić, cóż to za intruz zapragnął zepsuć ten piękny poranek. Kiedy otworzył i zobaczył mecenas Gawron, zdziwił się.
- A co ty tutaj robisz? Jeszcze nawet siódma nie wybiła ? rzekł na powitanie.
- Też się cieszę, że cię widzę, drogi Marku ? odparła z udawaną zgryźliwością i weszła do środka, przyglądając się mu podejrzliwie. Mecenas kontynuował przygotowywanie posiłku. ? Mam dla ciebie papiery ? powiedziała w końcu.
- Jakie papiery? Nie prosiłem cię przecież o nic, prawda? ? próbował sobie przypomnieć.
- Mnie nie, ale Bartka tak ? oznajmiła. ? Będzie dziś w kancelarii trochę później, a obiecał dać ci te dokumenty przed rozprawą.
Dębski kiwnął głową na znak zrozumienia i grzecznie podziękował. Rudowłosa cały czas mu się przyglądała.
- Coś się stało? ? zapytał w końcu.
- Nie, czemu? ? zdziwiła się.
- Bo tak jakoś się na mnie ciągle patrzysz?
- A, tak sobie tylko patrzę i myślę? - uśmiechnęła się i oboje ucichli.
W pokoju obok Agata lekko się przeciągnęła. Chwilę zajęło, zanim przypomniała sobie, skąd wzięła się u Dębskiego w mieszkaniu. Razem z jesiennym słońcem wstała i udała się na poszukiwania Marka. Miała nadzieję, że znajdzie go w kuchni.
Mecenas Dębski nakrył do stołu. Spojrzał na Dorotę, która nadal bacznie mu się przyglądała z lekkim uśmiechem.
- Zostaniesz na śniadaniu? ? zapytał, trochę zaniepokojony faktem, że ciężarna może spotkać w jego mieszkaniu Agatę.
- Nie, wiesz, muszę zaraz uciekać. Tylko czekam aż Aga?
W tym momencie do kuchni weszła głośno ziewająca mecenas Przybysz, z rozczochraną głową i wymiętą koszulą nocną, przerywając przyjaciółce w połowie zdania. Gdy zauważyła Dorotę, stanęła jak wryta i szybko rzuciła Dębskiemu pytające spojrzenie. Ten dyskretnie pokręcił głową, nie wiedząc, co zrobić.
- No, nareszcie! Czekałam na ciebie ? rzekła mecenas Gawron, jak gdyby widok Agaty u Dębskiego z rana był czymś oczywistym. ? Ileż można spać? Już myślałam, że nigdy nie wstaniesz ? popatrzyła na brunetkę z lekkim wyrzutem.
- Yyy, cześć ? przywitała się Przybysz, zachodząc w głowę, skąd przyjaciółka wiedziała, że tutaj jest. Po chwili zrozumiała, że kobieta najprawdopodobniej natknęła się na jej samochód pod blokiem. No tak.
- Razem z Wojtkiem wpadliśmy na fajny pomysł ? zaczęła ruda. - Może wpadlibyście do nas w piątek na małe pidżama party? Pooglądamy stare zdjęcia, powspominamy, zobaczymy jakąś komedię? ? wymieniała z entuzjazmem.
- Jasne, z wielką chęcią ? odpowiedział za dwoje Dębski, nie chcąc robić przykrości wspólniczce. W sumie nawet miał na taki wypad ochotę.
- Oczywiście ? poparła go Przybysz.
Dorota była wniebowzięta. Ucałowała przyjaciółkę, obdarzając ją przy tym bardzo wymownym, wesołym spojrzeniem i szepcząc na ucho: ?No, no, ty znowu tutaj??, uściskała Marka i jak na skrzydłach pobiegła z powrotem do pracy.
Gdy prawnicy zostali sami, zapanowała cisza. Stojąca po przeciwnej stronie stołu Agata nieśmiało uśmiechała się w kierunku podłogi, zerkając co chwila na zadowolonego mężczyznę.
- Jak się spało? ? zapytał Marek, podchodząc do niej.
- Całkiem dobrze ? odpowiedziała Przybysz, mrużąc przy tym zalotnie oczy.
Kiedy Dębski stanął naprzeciwko niej, oboje się do siebie uśmiechnęli. Mężczyzna przeczesał splątane włosy Agaty, po czym objął ją w pasie i przyciągnął mocno do siebie. Chwilę patrzyli w swoje roziskrzone źrenice, próbując uwierzyć, że ta chwila dzieje się naprawdę. Marek delikatnie cmoknął usta brunetki. Rozbawiona kobieta zachichotała cicho, kiedy pocałunki zaczęły schodzić coraz niżej.
Usiedli razem do stołu. Agata usadowiła się na kolanach Dębskiego i w wesołej atmosferze zjedli pyszne kanapki. Później zebrali się szybko i ruszyli do pracy. Marek obrał kierunek sądu, Agata zawitała do kancelarii. Siedziała tam przez dłuższą chwilę sama, lecz wkrótce dołączyła do niej mecenas Gawron. Zapukała cicho i weszła do gabinetu przyjaciółki, która ślęczała nad dokumentami, lecz myślami była zupełnie gdzie indziej.
- Co tak dumasz nad tą kartką? ? spytała ruda, stając za jej plecami i przyglądając się papierom.
- A, tak sobie? - odparła jeszcze niezbyt skupiona Przybysz.
Dorota pochyliła się nad nią i przytuliła przyjaciółkę od tyłu. Żeby trochę ją rozbudzić, zaczęła dmuchać jej we włosy i łaskotać. Podziałało. Agata podniosła się i razem z ciężarną przeniosła się na kanapę. Dorota bacznie się jej przyglądała.
- Znowu spałaś u Marka? ? zapytała wprost tonem, z którego trudno było odczytać jakiekolwiek emocje. Przybysz poczuła się trochę niezręcznie.
- Tak? Ale tylko dlatego, że padło ogrzewanie na moim osiedlu ? wytłumaczyła. ? Marek akurat u mnie był, zaproponował żebyśmy pojechali do niego, ale potem u niego też prądu zabrakło i tego? - plątała się i pogrążała dalej Agata, a mecenas Gawron, zaczęła się śmiać.
- Ta, zapewne tylko dlatego, że ogrzewanie ? rozbawiona pokręciła głową. ? A to skąd się wzięło? ? spytała, wskazując na szyję przyjaciółki.
Kobieta spojrzała na nią pytająco. Nie wiedziała, o co jej chodzi. Dorota, widząc jej zagubienie, wyjęła z torebki lusterko i podała je wspólniczce. Agata przyjrzała się sobie dokładnie. Na jej karku widniała sporych rozmiarów malinka.
- Yyy, tego, no. Uderzyłam się jak prądu nie było ? skłamała Przybysz, próbując zasłonić ślad sweterkiem.
- W szyję? ? zaśmiała się Dorota, która nie wierzyła w ani jedno słowo przyjaciółki. ? Agata, ja nie jestem ślepa. Widzę, jak na siebie patrzycie.
Brunetka przygryzła wargi i uciekła wzrokiem. Nie wiedziała, czy dalej kłamać, czy przyznać się do tego, że nie są sobie z Dębskim obojętni. Szybko zanalizowała swoje położenie i doszła do wniosku, że przed Dorotą nic się nie ukryje. Spojrzała na przyjaciółkę i szeroko się uśmiechnęła, rozmarzona. Rudowłosa ścisnęła jej dłoń i również wygięła usta.
- Więc jak? ? spytała Gawron.
- Co jak?
- Jesteście razem? ? przyjrzała się bacznie wspólniczce.
- Hmm. W sumie to nie wiem ? stwierdziła Agata. ? Niby coś jest, ale to raczej niewinne takie? - zmrużyła oczy i ściągnęła brwi.
- Żadnych większych wyznań? ? wypytywała Dorota, a mecenas Przybysz pokiwała głową na znak potwierdzenia.
- Ale nie jest źle ? mrugnęła do przyjaciółki Agata.
- Skoro tak twierdzisz? Ale powiem ci, że od początku wiedziałam, że to się tak skończy ? Dorota pokazała jej język.
- Taaa, jasne ? prychnęła Przybysz i rzuciła w przyjaciółkę poduszką.
- Znowu chcesz się bić? ? spytała wyzywająco Gawron, patrząc spod byka.
- Nie, nie chcę się bić. Gdzieżbym z takim wielorybem wygrała? ? wyszczerzyła zęby.
- Ja ci zaraz dam wieloryba!
Dorota rzuciła się na Agatę, ale ta szybko czmychnęła z kanapy i uciekła na drugi koniec gabinetu, opierając się o drzwi. Rudowłosa z mniejszą zwinnością stanęła na nogi i powoli zaczęła skradać się do przyjaciółki. Rozbawione panie patrzyły sobie w oczy. Agata udawała przestraszoną, wspólniczka natomiast obrała rolę jej oprawcy. Kiedy ciężarna stawiała powoli ostatnie kroki i już wyciągała ręce, by obsypać przyjaciółkę śmiercionośnymi łaskotkami, otworzyły się drzwi i Agata, która była o nie oparta, poleciała do tyłu. Dębski złapał ją w ostatniej chwili.
- Kurcze, Agata, wiem, że na mnie lecisz, ale że aż tak? ? zaśmiał się, słodko przyglądając się kobiecie.
Mecenas Przybysz zarumieniła się, a Marek puścił oczko w stronę rudej. Dorota, zadowolona, obserwowała całe zajście. Agata wyswobodziła się z objęć Dębskiego i poprawiła fryzurę. Nastała niezręczna cisza.
- To ja może wrócę do pracy, a wy tu sobie spokojnie pogruchajcie ? rzekła ciężarna i uciekła, zakrywając ręką śmiejącą się twarz.
Marek patrzył na Agatę, ona na niego.
- Jak rozprawa? ? spytała, chcąc pozbyć się rumieńców, schodząc na neutralny temat.
- A jak myślisz?
- No myślę, że wygrałeś ? wyszczerzyła się.
- I bardzo dobrze myślisz ? uśmiechnął się i porwał kobietę w ramiona. ? Nareszcie trochę kasy nam wpłynie na konto ? ucieszyli się oboje.
Agata wtuliła się w Dębskiego. Motyle zatańczyły w brzuchu. Spojrzała na niego i powiedziała:
- Cieszę się, że jesteś.
Serce mężczyzny zabiło szybciej. Bardzo chciał jej coś powiedzieć, ale bał się, że to za wcześnie.
- Zawsze możesz na mnie liczyć ? szepnął jej na ucho zamiast tych dwóch słów. ? A co ty tutaj masz? ?zapytał, gdy zauważył malinkę na jej szyi.
- No właśnie, dobre pytanie, Dorota też mi je zadała ? zaśmiała się.
- Rozumiem, że ona już wie, że my ten tego?? ? zapytał.
- Że my co? ? złapała go na haczyk.
- No, że jesteśmy razem ? odpowiedział i ścisnął jej dłoń.
- A jesteśmy? ? spytała z uśmiechem.
- A nie? ? zaśmiał się Dębski.
- No ja nie wiem? - zamruczała, przybliżając swoją twarz do jego.
Marek spojrzał jej głęboko w oczy. Nic więcej nie musiał mówić. Uśmiechnęli się do siebie. Chwilę później Agata zaczęła go namiętnie całować. Wszystko wokół wirowało, dwa serca biły tym samym, przyspieszonym rytmem. Czas przestał istnieć. A wszystkiemu, zza niedomkniętych drzwi, przyglądała się Dorota, która nareszcie mogła cieszyć się szczęściem przyjaciółki.
-
Ala, czytałam to wczoraj wieczorem i teraz też sobie przeczytałam, tak na poprawę humoru. <zauroczony> Czekam na więcej! ;)
- A jesteśmy? ? spytała z uśmiechem.
- A nie? ? zaśmiał się Dębski.
- No ja nie wiem? - zamruczała, przybliżając swoją twarz do jego.
<serduszko>
Mam tylko jedną prośbę. Wklejając tekst zamiast myślników pojawiają się znaki zapytania, czy mogłabyś poprawiać to przed wysłaniem? Mnie to nie przeszkadza, ale komuś innemu już może. ;)
2.
Późnym popołudniem cała trójka udała się do klienta. Był nim radny, jednocześnie ważny biznesmen, właściciel sieci sklepów sportowych. O warszawskim trio dowiedział się od swojego przyjaciela, który obecnie mieszka w Warszwie. Ze względu na problemy finansowe cała trójka przyjęła tę sprawę bez wahania. Sprawa była delikatna i nie zanosiło się na łatwy proces. Woliński został oskarżony o gwałt. Mężczyzna żekomo zgwałcił swoją dwudziestotrzy letnią pracownicę. Sprawę dodatkowo komplikuję opinia klienta. Znany jest jako podrywacz. Rok temu żona złożyła pozew o rozwód po tym jak przyłapała go z młodą kobietą. Spotkanie nie wniosło do sprawy nic nowego, Wolański nie był zbyt rozmowny. Nie ma alibi, są światkowie, którzy twierdzą, że przystawiał się do poszkodowanej. Wszystko świadczyło na niekorzyść klienta. W drodze powrotnej cała trójka żwawo dyskutowała na temat sprawy.
- Marne szanse na wygraną - stwierdziła podłamana mecenas Gawron.
- Damy radę! Mamy jeszcze 3 dni. Jeżeli facet jest niewinny, a tak sądzę, to coś znajdziemy - Agata miała odwrotne podejście.
- Zgadzam się z mecenas Przybysz - krótko podsumował Marek nie odwracając wzroku od drogi.
- A odkąd Ty się zgadzasz z Agatą, co? - przyjaciółka nie kryła swojego zdziwienia.
- Odkąd jestem jego żoną.. - dwóka wspólników wybuchła śmiechem, a zdezorientowana Dorota wpatrywała się w nich z otwartą buzią.
- Że co proszę? O czym Ty mówisz? - powoli docierało do niej, że Agata sobie z niej żartuje
- O nic, nic... - uspokoiła ją przyjaciółka - takie tam... żarty.
- Ładne mi żarty - bąknęła obrażona rudowłosa.
Gdy wrócili do hotelu, poszli wspólnie coś zjeść. Posiłek również upłynął im na analizowaniu sprawy. Po posiłku każde z nich udało się do swojego pokoju. Mecenas Przybysz od razu poszła pod prysznic, Dorota zadzwoniła do Wojtka upewnić się, że wszystko jest w porządku, później zagrzebała się w pracy. Marek natomiast snuł się bez celu po pokoju, nie mógł znaleźć sobie miejsca. Podwodny relaks Agaty przerwał dźwięk telefonu, który ledwo do niej doleciał. Owinęła się białym, puszystym ręcznikiem i niczym nimfa wodna wybiegła z łazienki, o mało nie wywracając się przy tym. Dzwonił jej ojciec z pytaniem czy przyjedzie na weekend do Bydgoszczy. Niestety córka znów musiała mu odmówićm, za co zresztą oberwała. Gdy już wysłuchała, że jest pracoholiczką i zaniedbuje ojca, wykrzyczała do słuchawki "Kocham Cię, paaa!" i z uśmiechem na ustach rozłączyła sie. W tym momencie pojawił się Dębski.
- Kogo tak kochasz? - był wyraźnie zaciekawiony tym, co przed chwilą usłyszał.
- Puka się. Nie nauczyli Cię tego? - Agata pokazała mu język i chcąc poprawić mokre, zmieżwione włosy niechcący zrzuciła ręcznik. Marek stał jak wryty, brunetka stała przed nim zupełnie nago. Otulone drobnymi kropelkami ciało mieniło się w słońcu, które nieśmiało wdzierało się do pokoju. Kobieta otrząsneła się, zebrała szybkim ruchem leżący na podłodze ręcznik i zakrywając się uciekła do łazienki. Oparła się o umywalkę i przez dłuższą chwilę patrzyła w swoje odbicie. Założyła na siebię luźną, czarną koszulkę z różowym napisem "Jestem Boska" i białe, krótkie spodenki, rozczesała wilgotne włosy, nogi wysmarowała pachnącym kremem i wyszła z łazienki. Nie spodziewała się, że w jej pokoju, na jej łóżku leży Dębski. Była pewna, że wyszedł, a on usnął jak dziecko. Przyglądała mu się z uśmiechem, w dłonie wcierając resztki kremu. Coś ją pchnęło w jego stronę. Podeszła do łóżka, usiadła obok śpiącego mężczyzny, pogładziła go po policzku i pod wpływem impulsu zbliżyła swoją twarz do jego twarzy. Ich usta dzieliły milimetry. Czuła jego oddech. Była nim tak zafascynowana, że nie zauważyła jak jej włosy łaskoczą jego policzek. Przebudził się, ale nie otwierał oczu. Podniósł delikatnie głowę i natknął się na jej wargi, które delikatnie musnął. Odwzajemniła tę przyjemną pieszczotę. Szybko te niewinne buziaki przerodziły się w namiętny pocałynek. Całowali się bez opamiętania. Agata wylądowała na Marku, żeby za chwilę znaleźć się pod nim. Tej nocy świat dla nich nie istniał. Zatracili się w sobie bez pamięci.
-
W takim momencie kończyć... No wiesz co? :D
Żądam CeDeka, o ile ci czas pozwoli jak najszybciej :) ;**
-
Am, nawet nie zauważyłam, ze robią się znaki zapytania zamiast myślników! Teraz w edytorze mam wszystko okej. Ale poprawię. ;)
Ach, jak w tym pokoju Przybysz gorąco jest... :D Cedek niecierpliwie wyczekiwany! <brawo>
8.
Wszystko układało się pięknie. Agata zakończyła sprawę Kowerskiej z powodzeniem i mogła odpocząć na chwilę od beznadziejnych przypadków. Marek miał przez cały czas dobry humor i mnóstwo sił do pracy, dzięki czemu wygrywał każdą rozprawę. Bartek także pomyślnie reprezentował swoją pierwszą klientkę w sądzie, zyskał nowe doświadczenie i czuł się wreszcie doceniony i potrzebny. Dorota także radziła sobie ze wszystkimi obowiązkami, których z dnia na dzień ubywało. Jednak, jak to w życiu, nie zawsze jest kolorowo?
Agata szykowała się na piątkową imprezę u Gawronów. Spakowała albumy ze zdjęciami, piżamę i kilka filmów do wyboru. Była bardzo podekscytowana, gdyż brakowało jej takich właśnie spotkań ze znajomymi. Przez długi okres najważniejsza dla niej była praca. Teraz to się zmieniło. Miała kochającego Marka oraz kilkoro wspaniałych i wiernych przyjaciół, którym starała się poświęcać jak najwięcej czasu.
Za oknami sypał śnieg. Listopadowa pogoda w tym roku wyjątkowo płatała figle. Zmęczona mecenas Przybysz wsiadła do swojego samochodu i z trudem odpaliła niesforny silnik. Wyjechała na ciemne i zakorkowane ulice śródmieścia, Dziwił ją ruch na drogach o takiej godzinie. Zbliżała się 22, zazwyczaj Warszawa o tej porze powoli cichła. Jednak nie musiała długo się tym martwić. Szybko obrała kierunek mniej zaludnionej części stolicy. Śnieg zaczął sypać ze zdwojoną siłą. Jechała prawie na oślep nieoświetlonymi uliczkami. Jeden z zakrętów okazał się nie do pokonania w taką pogodę. Ostatnią rzeczą, jaką usłyszała brunetka, był pisk opon, huk i dźwięk tłuczonego szkła. A potem nastała ciemność.
W szpitalnym korytarzu czekali Gawronowie oraz Marek z Bartkiem. Ojciec Agaty był już w pociągu zmierzającym do Warszawy. Przyjaciele nerwowo chodzili z kąta w kąt, czekali na jakieś informacje dotyczące stanu zdrowia kobiety. Godziny mijały w ślimaczym tempie. Dorota zasnęła w ramionach męża, Bartek w końcu także usiadł. Tylko Marek cały czas nerwowo przemierzał korytarz, jakby miało to w czymś pomóc.
Pan Andrzej zdyszany dotarł na miejsce i dołączył do grupki czekających. Nikt nic nie mówił. Każdy z nich próbował przekonać samego siebie, że wszystko będzie dobrze.
Koło 2 w nocy otrzymali pierwsze informacje od pielęgniarki. Dowiedzieli się, że Agata przeszła bardzo skomplikowaną operację, ale jej stan jest stabilny. Lekarze postanowili utrzymać ją w śpiączce, gdyż obrażenia były bardzo poważne. Nikomu nie pozwolono widzieć się z brunetką. Pan Przybysz zaproponował obecnym, aby udali się do domów i odpoczęli. Sam został na miejscu. Dzielnie towarzyszył mu Marek.
Rano zostali w końcu wpuszczeni do sali, w której leżała Agata, lecz tylko na chwilę. Jej ojciec załamał się widząc, w jak ciężkim stanie jest jego jedyna córka. Marek, który również ledwo się trzymał, wyprowadził go z sali i odwiózł do pobliskiego hotelu. Zadbał, by Przybysz wziął tabletki na uspokojenie. Kiedy Dębski stał już przed drzwiami, spojrzał jeszcze na zmartwionego mężczyznę.
- Będzie dobrze. Agata to silna kobieta, szybko z tego wyjdzie - powiedział z nadzieją, próbując uwierzyć w swoje słowa.
- Agatka jest bardzo podobna do swojej matki - zaczął cicho, wpatrując się w podłogę. - Walczy do końca, do upadłego. Wiem, że i tym razem się nie podda - westchnął i zamknął oczy.
Marek zauważył, że mężczyzna jest już bardzo zmęczony. Pożegnał się i wrócił do szpitala.
Nastał kolejny dzień. Dębski leżał na krzesłach na korytarzu i śnił niespokojny sen. W takim stanie zobaczyli go Gawronowie, którzy razem z ojcem Agaty przybyli do szpitala, by uzyskać nowe informacje o stanie zdrowia poszkodowanej. Dorota lekko się uśmiechnęła, widząc ten niecodzienny obrazek. Była przekonana, że dzięki Markowi jej przyjaciółka szybko dojdzie do siebie.
- Wstawaj, śpiochu - trąciła go lekko w ramię, a ten się gwałtownie przebudził.
- Co się dzieje? - spytał zdezorientowany i zaniepokojony.
- Nic, nic się nie dzieje, wszystko w porządku - pośpieszyła z wyjaśnieniem ciężarna. - Ale mógłbyś wrócić do domu i wyspać się porządnie. Agaty tak prędko nie wybudzą ze śpiączki, twoja ciągła obecność tutaj niczego nie przyspieszy - powiedziała lekko zasmucona tą okrutną prawdą.
Dębski westchnął, pokiwał głową, wstał i przywitał się z resztą obecnych. Podszedł do nich lekarz zajmujący się Agatą. Potwierdził wcześniejsze słowa Doroty, kazał być dobrej nadziei. Pozwolił im zajrzeć do brunetki, ale tylko na chwilę. Nikt nie poczuł się lepiej patrząc na jej poobijane ciało, słuchając pikania szpitalnej aparatury. W ponurych nastrojach wszyscy wrócili do domów.
Tak mijały kolejne dni. Marek zaniedbywał swoje obowiązki w kancelarii, brał mniej spraw, bo nie był w stanie skupić się na czymś innym niż jego ukochana. Dorota również ograniczała ilość pracy ze względu na ciążę. Codziennie wieczorem razem jeździli do szpitala. Siadali na godzinkę, opowiadali Agacie jak minął im dzień. Chociaż wiedzieli, że kobieta ich nie słyszy, czuli się lepiej, mogąc z nią ?porozmawiać?. Ojciec Agaty wrócił do Bydgoszczy, ale codziennie dzwonił i pytał o stan zdrowia jedynej córki.
W dwa tygodnie po wypadku lekarze podjęli próbę wybudzenia kobiety ze śpiączki. Udało się. Kilka dni później, kiedy Agata czuła się już lepiej i doktor wyraził zgodę, do szpitala znów zawitała gromadka przyjaciół. Jednak to, co zastali, przerastało ich najśmielsze oczekiwania. Nie pomyśleli nawet przez chwilę, że po czymś takim Agata może mieć problemy z pamięcią.
Kiedy razem z lekarzem prowadzącym po raz pierwszy stanęli przy łóżku mecenas Przybysz, która wyglądała już odrobinę lepiej, nie mogli uwierzyć w to, że Agata ich nie rozpoznaje. Patrzyła na Dorotę, Wojtka, Bartka i Marka jak na kosmitów, czuła się skrępowana ich obecnością.
- Tak się cieszymy, że do nas wróciłaś! - pisnęła niczego nie domyślająca się rudowłosa, roniąc przy tym kilka łez.
Agata nic nie mówiła. Patrzyła tylko pytającym wzrokiem na lekarza. Doktor od razu zrozumiał o co chodzi. Poprosił przyjaciół kobiety, by wyszli z nim na chwilę na korytarz.
- Proszę się nie denerwować, to bardzo często się zdarza przy tak ciężkich urazach - spieszył z wytłumaczeniem. - Pani Agata ma amnezję. Nie wiemy jeszcze w jakim stopniu jej pamięć została uszkodzona. Proszę wchodzić do niej pojedynczo. Nie jest jeszcze w na tyle dobrym stanie, aby znieść taką ilość stresu naraz. Jest trochę zdezorientowana.
Wszyscy posmutnieli. Niby odzyskali przyjaciółkę, ale tak właściwie to ją stracili. Nie pamiętała ich. Dorota chyba najbardziej to przeżywała. Jako pierwsza weszła do sali, w której leżała Przybysz.
- Hej Agatko? - przywitała się cicho i niepewnie, siadając na krzesełku obok jej łóżka.
- Cześć - odpowiedziała brunetka, mrużąc oczy i marszcząc czoło, jakby się nad czymś zastanawiała.
- Nie pamiętasz mnie? - Dorota spytała od razu.
- Niezbyt ? przyznała. - Chociaż mam takie wrażenie, ale... Nie, nie - pokręciła głową.
- Jestem Dorota - uśmiechnęła się lekko. - Przyjaźnimy się, pracujemy razem w kancelarii... Naprawdę nic nie kojarzysz?
Brunetka pokręciła tylko głową. Nie umiała sobie nic przypomnieć.
- Dziwnie tak. Wierzę ci. I nie mogę pojąć, jak to działa, że cię nie pamiętam - odpowiedziała, przyglądając jej się.
- Zobaczysz, szybko sobie przypomnisz - Dorota pocieszyła kobietę. - Nie takie cuda już wyczyniałaś - posłała jej ciepły uśmiech i puściła oczko. Agata odpowiedziała tym samym.
Następnie do sali weszli Wojtek z Bartkiem. Ich również nie poznała, ale tak ją rozbawili, że od razu zdobyli jej serce. Wierzyła, naprawdę wierzyła, że nie kłamią.
Jako ostatni wszedł Marek. To spotkanie było dla nich najcięższe.
- Hej, jak się czujesz? - zapytał, kiedy usiadł na łóżku obok.
- Całkiem dobrze, o dziwo - uśmiechnęła się nieśmiało.
Oboje milczeli i patrzyli gdzieś obok. Dorota powiedziała jej, kim jest Marek. Czuła się bardzo niezręcznie z tą świadomością. Jeszcze niecały miesiąc temu był dla niej całym światem, a teraz zupełnie obcym człowiekiem.
Minuty mijały, a oni nic nie mówili. Zerkali na siebie co jakiś czas, potem spuszczali wzrok. Agata była zła na siebie, że ma taką pustkę w głowie. Marka bolało to, że nie wypadało mu nawet przytulić ukochanej. Chciał być blisko niej, wspierać ją cały czas...
- Pewnie jesteś już zmęczona tymi wizytami - stwierdził Dębski, przerywając nieznośną ciszę.
- Tylko trochę - odparła.
W tym momencie spojrzeli sobie prosto w oczy. Serce Agaty zabiło szybciej. Pamiętała te oczy. Była tego pewna.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytał jeszcze przed wyjściem.
- Wszystko mam, dzięki.
- W takim razie będę już szedł - odparł, po czym wstał. Podszedł do łóżka Agaty. Ścisnął jej słabą rękę, jeszcze raz spojrzał na bladą twarz. Kobieta posłała mu smutny uśmiech. A potem wyszedł.
Kilka godzin później do Warszawy przyjechał ojciec Agaty. Lekarzy ucieszył fakt, że chociaż jego poznaje. Do zdrowia także wracała zadziwiająco szybko. Siniaki i rany goiły się prawidłowo, każdego dnia przybywało jej sił. Nie miała także większych problemów z poruszaniem się. Musiała zostać jeszcze kilka dni na obserwacji, po czym miała dostać wypis.
Przyjaciele odwiedzali ją już wspólnie. Każdego dnia opowiadali jej o życiu, którego nie pamiętała. Jej wspomnienia utknęły na przeprowadzce do Warszawy i kilku pierwszych latach pracy w ProSpectrum.. Z jej pamięci wymazało się wiele tak ważnych dla niej chwil. Dzielnie starała sobie wszystko przypomnieć. Kiedy przyjaciele snuli opowieści, miewała przebłyski, kojarzyła niektóre drobiazgi. Próbowała być silna, ale dyskomfort psychiczny był dla niej największą przeszkodą.
Pewnego wieczora Agata została sama w towarzystwie Marka. Dorota, Wojtek i Bartek starali się raz na jakiś czas zostawiać ich samych, licząc na powoli wracającą pamięć kobiety. Za oknem mocno sypał śnieg. Zbliżał się grudzień, wszędzie było już mnóstwo świątecznych ozdób, na stołecznych ulicach można było niekiedy spotkać pana przebranego za świętego Mikołaja. Często zaglądał także na oddział dziecięcy w szpitalu, w którym leżała Przybysz. Kiedy przeszedł obok pokoju kobiety, zatrzymał się na chwilę i przypatrzył milczącej parze. Marek zauważył Mikołaja, kiedy ten spojrzał znacząco na niego, a potem pokierował go wzrokiem na krzesło przed drzwiami wejściowymi do sali. Mężczyzna zauważył leżące na nim małe, czerwone pudełeczko. Mikołaj uśmiechnął się do niego lekko i odszedł dalej.
- Pójdę do bufetu po coś do jedzenia, zaraz wrócę - rzekł Agacie i wyszedł.
Po drodze wziął pudełeczko, a gdy zniknął z pola widzenia kobiety, zajrzał do środka. Była w nim srebrna bransoletka z kryształowym serduszkiem. Schował drobiazg do kieszeni i, tak jak mówił, udał się do bufetu. Zamówił dwa kawałki sernika, po czym wrócił z przekąską do brunetki.
Zjedli ciasto w milczeniu. Kiedy zostawali sami, niewiele mówili. Toteż Dębski zdziwił się, kiedy szczerze zaciekawiona Agata pierwsza zaczęła rozmowę.
- Jak się poznaliśmy?
Marek uśmiechnął się, powracając pamięcią do tamtego dnia.
- Spotkaliśmy się w sądzie. Nasi klienci występowali przeciwko sobie. Oczywiście wygrałaś. - Na te słowa uśmiechnęła się również i pani mecenas. - Na początku myślałem, że mnie nie lubisz. A kiedy się okazało, że będziemy pracować w jednej kancelarii... Cóż, początki były ciężkie, bo uparta jak osioł jesteś. Zostawałaś po nocach w pracy i w tajemnicy przed wszystkimi malowałaś ściany, bo nie było nas stać na ekipę remontową. Potem...
Markowi przerwała pielęgniarka, która rzuciła w jego stronę niepochlebne spojrzenie i poprosiła o zakończenie wizyty, gdyż zbliżała się 23, a brunetkę czekały poranne badania.
- Widzisz, wyganiają mnie już - powiedział, udając płacz.
Agata się zaśmiała. Chociaż jeszcze nie do końca czuła się komfortowo będąc z nim sam na sam, polubiła jego obecność. Podobnie było z Gawronami i uroczym Bartkiem, który przekonywał ją, że jest agentem 007. Co, jak co, ale tego nie mógł jej wmówić. Martwiła się trochę stanem zdrowia ojca, który zmizerniał z ciągłego strachu o jej życie. Często przyjeżdżał do Warszawy, a zaraz potem musiał wracać do swoich obowiązków w Bydgoszczy. Dlatego postanowiła, że gdy tylko zostanie wypisana ze szpitala, wróci na jakiś czas do rodzinnego domu. Zajmie się tatą i sama również zregeneruje siły.
- No więc idź już, idź, bo tylko mi tu kłopotów narobisz - pogroziła mu palcem, puszczając oczko pielęgniarce stojącej wciąż przy drzwiach.
Agata kiwnęła głową na pożegnanie w stronę Dębskiego. Ten odpowiedział tym samym gestem, ukłonił się również pielęgniarce i wrócił do siebie. Gdy stanął przy oknie w swojej sypialni i spojrzał na padający śnieg, uśmiechnął się i pomyślał, że jest dobrze.
Następnego dnia rano Agata przeszła ostatnie badania, dzięki którym lekarze ostatecznie zgodzili się na wypis ze szpitala. Dostała instrukcje jak ma postępować przez najbliższe tygodnie, by całkowicie powrócić do zdrowia. Polecili jej także dużo rozmów z przyjaciółmi, dzięki którym może z czasem odzyskać pamięć. Po mizernym, szpitalnym śniadaniu spakowała swoje rzeczy i czekała na wypis. Przyjechał po nią Wojtek, gdyż Marek miał rozprawę, a Bartek z Dorotą pojechali na spotkanie z klientką poza miasto.
Wojtek zaprowadził Agatę do jej mieszkania. Zaproponował swoją pomoc w razie czego i wrócił do pracy. Kobieta chodziła po pomieszczeniach i przyglądała się swoim rzeczom. Dla każdej z nich szukała w głowie powiązania z jakąś sytuacją. Bez skutku.
Kilka godzin później mecenas Przybysz siedziała na kanapie obok spakowanej walizki. Czekała na Dorotę, która miała odwieźć ją na dworzec centralny. Kiedy rudowłosa pojawiła się o umówionym czasie, Agata zeszła na dół. Wsiadła do auta i odjechały.
Na dworcu znajdowało się mnóstwo ludzi. Było bardzo zimno, a śnieg nie ustępował już od kilku dni. Mecenas Gawron razem z brunetką dreptały w miejscu, by choć trochę się rozgrzać.
- Dzięki, że mi tak pomagacie - powiedziała Przybysz. - Chociaż teoretycznie znam was od zaledwie tygodnia, to gdzieś tam w głębi czuję, że już kiedyś byliście mi bliscy. Wiem, że musi być wam strasznie głupio z tego powodu, ale nic nie mogę na to jeszcze poradzić - dokończyła już lekko zasmucona.
- Nie martw się, tak łatwo ci nie odpuścimy. Będziemy przy tobie tak długo, aż sobie wszystko przypomnisz - przytuliła ją rudowłosa.
- Pożegnasz chłopaków ode mnie? Trochę mi głupio, że sama nie mogłam tego zrobić - powiedziała Przybysz wtulona w przyjaciółkę.
- Ależ zrobisz to. Zaraz powinni być na miejscu - odparła Dorota, oddalając się od Agaty na długość ramion i mrugnęła do niej.
I rzeczywiście - trzy minuty później w stronę dziewczyn dziarsko kroczyło trzech elegancko ubranych mężczyzn. W ich stronę padały spojrzenia przechodniów.
- Ulala - rzekła Dorota zachwycona tym widokiem.
- Ano, mają klasę. To się nazywa wejście - poparła ją Przybysz.
Gdy Wojtek, Bartek i Marek podeszli do kobiet, zrugali Agatę.
- Chciałaś tak pojechać sobie w siną dal bez pożegnania? - zaczął Bartek, udając obrażonego.
- Nie byłam pewna czy dziś pojadę, a się tak złożyło, że miałam pociąg i Dorota mogła mnie?
- Winny się tłumaczy, pamiętaj - pouczył ją Wojtek, a wszyscy się zaśmiali.
Marek nic nie mówił. Zerkali na siebie od czasu do czasu, po czym spuszczali wzrok. Kiedy usłyszeli komunikat o nadjeżdżającym pociągu, zaczęli się żegnać.
- Dzwoń do nas codziennie - poprosił Bartek.
- Nie bój żaby, 007, będę dzwonić - obiecała Przybysz, mierzwiąc chłopakowi włosy. Ten odruch przypomniał jej jedną akcję, kiedy zbudziła aplikanta, który zasnął na biurku i o mało nie dostał przez to zawału. Uśmiechnęła się.
- Dzwoń dwa razy dziennie - powiedział Wojtek i spojrzał na nią wymownie oraz pogroził palcem.
- Trzy razy, albo cztery, ewentualnie dwadzieścia - odparła ze śmiertelną powagą mecenas Gawron.
- Do mnie możesz wysyłać listy - zaproponował Marek, a całe towarzystwo wpadło w śmiech.
Kiedy pociąg pojawił się na peronie, szybko wymienili uściski. Jako ostatni podszedł do niej Marek. Wziął ją w ramiona i mocno przytulił, gładząc ją po ramieniu. Agata nie protestowała. Wtuliła się w niego i uroniła łzę. Poczuła dziwne ciepło w środku. Bardzo przyjemne. A kiedy się od siebie oderwali, Marek, nic nie mówiąc, spojrzał kobiecie w oczy, a potem wsadził jej do ręki małe pudełeczko. Zrobił krok w tył, w stronę reszty przyjaciół. Stanęli w szeregu i pomachali jej. Odpowiedziała tym samym. A potem wsiadła do pociągu i odjechała.
-
Oooo ja, tego się nie spodziewałam! No to się porobiło.. nawet Marka nie pamięta.. :( Ale przypomni sobie wszystko, prawda? ;)
Pisz! :-*
Karo, Ty też się nie obijaj. :D
-
Spokojnie, dramatu nie ma. :D Małymi kroczkami w kolejnych częściach wszystko będzie do niej wracać. :D Ach, pisałam to dawno temu i sama już nie pamiętam nic z tego opa. <hahaha> Może za jakiś czas się zmobilizuję i przeczytam je od początku, ale znając moją niechęć do czytania samej siebie... Oj, ciężko będzie. :D
Wklejam kolejną część. <mis> Może to zmotywuje mnie do pisania dalszych cedeków, bo jest ich na chwilę obecną 14 i nie umiem się wziąć za tę 15 część...
9.
Podróż minęła jej szybko. Nawet nie zauważyła, gdy pociąg zatrzymał się na właściwej stacji i o mały włos, a pojechałaby dalej. Odległość z dworca do domu pokonała taksówką. Gdy tylko stanęła w drzwiach, twarz pana Andrzeja pojaśniała od promiennego uśmiechu. Cieszył się, widząc córkę całą i zdrową. No, może nie do końca zdrową, ale przynajmniej w jednym kawałku.
- Jak podróż? - zadał tradycyjne pytanie, ściskając swoją pociechę.
- Ekspresowa, prawie pojechałam do Torunia - zaśmiała się.
- Oj, ty gapo - Przygotowałem specjalnie dla ciebie kolację - rzekł ojciec z dumą.
- A to ty jadasz kolacje tylko kiedy ja przyjeżdżam? Widzę, że trochę schudłeś? - Agata spojrzała na niego z dezaprobatą.
- Oj, no wiesz, to już taki wiek, że człowiekowi czasami się po prostu nie chce jeść? - próbował się wytłumaczyć. - Zresztą, miałem teraz trochę więcej ruchu, to dlatego ubyło mi na wadze.
- Jasne, jasne. Ty mnie tu tak nie czaruj. Trzeba ci znaleźć jakąś miłą, starszą panią, która będzie o ciebie dbała, albo wynajmę detektywa, który będzie cię szpiegował, a uprzedzam, znam takiego jednego? - pogroziła palcem.
- Oj, zejdź już ze mnie i chodź do stołu - zaśmiał się Przybysz.
Agata posłusznie zaniosła swoją walizkę do pokoju, umyła ręce i zasiadła z ojcem do kolacji przy świecach. W kominku huczał ogień, a za oknem cichutko sypał drobny śnieg. Aby umilić czas posiłku, postanowili włączyć muzykę z czasów dzieciństwa Agaty. Po całym domu echem rozchodziły się przeróżne dźwięki.
- Jak się czujesz? - spytał w końcu zatroskany tatuś.
- Dobrze, nic mnie już nie boli, zostało mi tylko kilka siniaków, ale to tam pryszcz - machnęła ręką uśmiechnięta.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi - powiedział trochę ciszej.
Brunetka westchnęła. Starała się jak najmniej myśleć o swoich problemach z pamięcią, z psychiką? Ale wiedziała, że ojciec się martwi. Nie mogła go przecież okłamywać albo zostawiać w niepewności.
- Wiesz, nie jest źle. Dużo rzeczy jednak pamiętam, w ostatnich dniach przypomniałam sobie kilka? Zawsze mogło być gorzej - optymistycznie podsumowała swoją lakoniczną wypowiedź.
- W sumie to fakt, mogło być gorzej - zgodził się z nią Przybysz. Po chwili zadał jeszcze jedno pytanie: - A jak ci się układa z Dorotą, Wojtkiem, Bartkiem, Markiem? - ostatnie imię wypowiedział odrobinę ciszej.
- W porządku, są naprawdę zwariowani - zaśmiała się. - Co, jak co, ale przyjaciół umiałam sobie dobrać - mrugnęła w stronę ojca, chociaż wiedziała, że najbardziej interesują go jej relacje z Dębskim. Jednak nie mogła o nich nic powiedzieć, gdyż sama nie była pewna swoich uczuć. Teoretycznie rzecz biorąc dopiero go poznawała.
Starszy pan w końcu zrezygnował z dalszego wypytywania córki, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że i tak niczego konkretnego się nie dowie. Cieszył się jednak jej optymizmem. W jakkolwiek beznadziejnej sytuacji by się nie znalazła, zawsze wychodziła z niej z podniesioną głową. Takie dziecko to skarb.
Po skończonej kolacji kobieta umyła naczynia i udała się do swojego pokoju. Przygotowała sobie łóżko, wzięła szybki prysznic i próbowała zasnąć, lecz nie umiała. Coś bardzo nie dawało jej spokoju. Leżała tak dwie godziny, patrząc tępo w sufit. Zbliżała się pierwsza w nocy. W końcu wstała, zapaliła lampkę obok łóżka i rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej uwagę przykuła nierozpakowana walizka, którą planowała zająć się następnego dnia. Nagle przypomniała sobie, że do bocznej kieszonki włożyła czerwone pudełeczko, które w pośpiechu dostała od Marka, kiedy wsiadała do pociągu. Zupełnie wyleciało jej to z głowy. Czym prędzej wyjęła przedmiot z walizki i wróciła z nim do łóżka. Wygodnie usiadła i zanim otworzyła, zastanawiała się, co może być w środku. Często robiła tak w dzieciństwie, kiedy dostawała prezenty. Gdy miała już w głowie kilka propozycji, podniosła wieczko. Jej oczom ukazała się srebrna bransoletka, do której przyczepione było małe kryształowe serduszko. Kobieta uśmiechnęła się promiennie. Kiedy była nastolatką, miała bardzo podobną, wręcz identyczną. Nosiła ją codziennie, aż pewnego razu zgubiła ją na wycieczce szkolnej. A teraz znów była w jej posiadaniu. Mimo późnej pory, musiała podziękować Markowi. Sięgnęła po telefon i wysłała do niego SMS o treści: "Śpisz?". W tym samym momencie otrzymała wiadomość od niego. Zaśmiała się, kiedy ujrzała identyczną treść. Dwie sekundy później zadzwonił. Natychmiast odebrała.
- Cześć - powiedziała cicho do słuchawki.
- Hej - przywitał się szeptem.
Chwilę milczeli, cały czas uśmiechnięci. Agata nie wiedziała za bardzo, jak ma zacząć swoją wypowiedź.
- Chciałam... Chciałam ci podziękować. Za bransoletkę.
- Nie ma za co - odpowiedział. - Podoba się?
- Nawet nie wiesz jak. Miałam kiedyś podobną, potem ją zgubiłam... Taka krótka historia z czasów młodości. A teraz znów mam wrażenie, jakbym miała te szesnaście lat - westchnęła.
- Hmm, skoro masz szesnaście lat to powinnaś już dawno spać, a nie przez telefon gadać - oburzył się na żarty Dębski.
- Oj tam, oj tam - odparła i oboje parsknęli śmiechem. Znowu zapanowała cisza.
- A jak ci tam bez nas? Tęsknisz choć trochę? - spytał po chwili.
- Nie no, chyba nie tęsknię... Nie, na pewno nie tęsknię - powiedziała po trzech sekundach udawanego namysłu.
- Ja ci dam "nie tęsknię", ja ci dam... Jeszcze na kolanach do Warszawy przyjdziesz i będziesz błagać o możliwość kontaktu z nami - zażartował Dębski.
- Chyba w twoich snach - odgryzła się brunetka.
- A ja bym nie miał nic przeciwko, gdyby mi się takie coś przyśniło - zamruczał do słuchawki i oboje znów się zaśmiali.
- Ty to jednak naprawdę nasz coś nie tak pod kopułą - podsumowała Przybysz. - Boże, z kim ja się zadaję? - westchnęła, wznosząc oczy ku niebu.
- Z elitą - odrzekł dumnie Marek.
- Dobra, dobra, ty już tak sobie nie wmawiaj - pokręciła głową rozpromieniona.
- To co, idziemy spać? - zapytał po chwili, gdy uspokoili oddechy.
- No teraz to ja nie wiem, czy w ogóle zasnę. Tak mnie rozbudziłeś, że mam wrażenie, jakby był środek dnia.
- E tam, gadasz. Połóż się wygodnie i powiedz mi jak będziesz już gotowa.
Agata położyła telefon na stoliku obok, nie rozłączając się, po czym weszła pod kołdrę i poprawiła poduszkę.
- Już - zakomunikowała.
Marek uśmiechnął się sam do siebie, po czym zaczął śpiewać kołysankę. Agata na początku zareagowała serdecznym śmiechem, ale po chwili zamknęła powieki i wsłuchiwała się w jego ciepły, męski głos. Czuła się w tej chwili niczym księżniczka. Przed oczami migały jej pojedyncze sceny z dzieciństwa, kiedy mama tuliła ją do snu.
- I jak? - poprosił o ocenę, kiedy zakończył swój występ.
- No... Zadatki na piosenkarza masz, nie powiem, że nie... - podsumowała cicho, wciąż z zamkniętymi oczami, wyginając usta w delikatnym uśmiechu.
- Oho, widzę, że podziałało - odparł zadowolony. - W takim razie życzę ci słodkich snów, księżniczko - szepnął.
- Dobranoc, książę - ziewnęła, a gdy połączenie zostało zakończone i prawie bezwładną ręką odłożyła telefon, udała się w objęcia Morfeusza.
O świcie ojciec Agaty zajrzał do jej pokoju. Patrzył przez chwilę na śpiącą dziewczynę i zastanawiał się o czym śni. Kiedy była mała, często przybiegała do jego łóżka, gdyż po śmierci matki męczyły ją koszmary. A teraz? Pomimo ostatnich traumatycznych wydarzeń, leżała taka spokojna, lekko uśmiechnięta?
Kobieta obudziła się dopiero w południe. Dawno nie wstała tak późno. Ojciec zostawił jej na stole w kuchni karteczkę, że jest w pracy i życzy jej miłego dnia. Agata ubrała się, zjadła małe śniadanie i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Postanowiła, że odwiedzi tatę i udała się pieszo do pobliskiej hali sportowej, w której zimą odbywały się wszystkie treningi i mecze. Usiadła na trybunach i razem z niewielką publicznością złożoną głównie z młodych chłopaków kibicowała obu drużynom. Uśmiechała się także na widok ojca, który mimo swojego wieku był w świetnej formie. Z dnia na dzień miał w sobie coraz więcej energii. Dwie godziny później udali się razem do domu, zjedli kolację, oglądali telewizję... I tak samo mijały im kolejne dni. Andrzej trochę martwił się, że córka nie możne znaleźć sobie innego zajęcia.
W następnym tygodniu trener musiał wyjechać ze swoją drużyną na kilka meczy do Krakowa, Katowic i Wrocławia. Były to bardzo ważne rozgrywki dla jego chłopaków, więc nie mógł się z tego wykręcić. Tournee miało trwać pięć dni, więc zaproponował córce powrót do Warszawy. Ta jednak nie zgodziła się, tłumacząc, że jest jej w domu rodzinnym dobrze i poradzi sobie bez niego. Pan Andrzej jednak nie chciał jej zostawiać samej na tak długi czas, więc zadbał o znalezienie jej odpowiedniego towarzystwa.
- Nie szalej na tym wyjeździe za bardzo - poradziła ojcu, kiedy stali przed autokarem, który zaraz miał odjeżdżać.
- Obiecuję, że będę grzeczny - uśmiechnął się ciepło do córki i mocno ją przytulił.
- Dzwoń codziennie - przypomniała mu też.
- Masz to jak w banku - przysiągł i wsiadł do pojazdu. Pomachał jeszcze brunetce zza szyby, a potem autokar ruszył w daleką podróż na drugi koniec Polski.
Jako że następnego dnia wypadały Mikołajki, Agata mijała po drodze matki z wypchanymi po brzegi torbami z prezentami dla swoich pociech. Przez chwilę pomyślała, że chciałaby kiedyś podarować coś swojemu dziecku. Ale skoro go nie miała? Zatrzymała się przy sklepie z ubraniami dla niemowląt. Ujrzała prześliczny sweterek i po prostu musiała go kupić. Ale oprócz maleńkiego sweterka zobaczyła jeszcze wspaniałą bluzeczkę i buciki i czapeczkę? Ze sklepu wyszła z pełną torbą i energicznym rokiem udała się do domu.
Jakie wielkie zdziwienie ją spotkało, kiedy pod bramą ujrzała samego Marka Dębskiego!
- No nareszcie, ileż można czekać na tym mrozie? - takimi oto słowami przywitał się z Agatą.
- Też się cieszę, że cię widzę - pokazała mu język. - A co ty tu tak właściwie robisz? - spytała, nie do końca rozumiejąc powód jego obecności.
- Twój kochany ojciec dał mi cynk, że wyjeżdża na kilka dni i nie chciał cię zostawić samej - wyjaśnił, a Agacie w momencie opadły ręce.
- Ech, ja sobie z nim poważnie porozmawiam, kiedy wróci?
Kobieta otworzyła furtkę, a następnie drzwi i zaprosiła gościa do środka.
- Gdzie mogę położyć walizkę? - spytał grzecznie, kiedy już pozbyli się wierzchnich okryć.
Agata zaprowadziła go do pokoju gościnnego. Oparła się o drzwi i przyglądała Dębskiemu, który rozpakowywał swoje rzeczy.
- Kiedy tak się na mnie patrzysz, na dodatek z tą przerażającą miną, to mam wrażenie, że nie jestem tu mile widziany - przyznał po chwili.
- Oj, przepraszam. To nie na ciebie jestem zła, tylko na tatę. Zawsze coś uknuje za moimi plecami.
- Wiesz, zawsze mogę wrócić?
- Nie! ? zareagowała natychmiast brunetka. ? Przepraszam, że to tak wygląda, naprawdę cieszę się, że przyjechałeś ? posłała mu ciepły uśmiech.
- Masz szczęście, bo już chciałem walnąć porządnego focha z przytupem - zaśmiał się. - A tak w ogóle to coś ci przywiozłem.
- Tak? A co? - zdziwiła się kobieta.
- Wieczorem ci pokażę - mrugnął do niej zawadiacko i kontynuował rozpakowywanie.
- Okej, w takim razie ja, jak każda porządna gospodyni, polezę do kuchni i przygotuję coś do jedzenia.
- Tylko nie zapomnij założyć fartucha! - zawołał za nią, gdy wychodziła.
Kiedy skończyli jeść, na dworze zrobiło się już całkiem ciemno. Zajęli się więc razem naczyniami - Agata myła, a Dębski wycierał. Podczas wykonywania tej jakże przyjemnej czynności trochę gadali, trochę się śmiali. Nie mieli zbyt wielu zaległości, bo codziennie rozmawiali przez telefon. Kiedy usadowili się na kanapie, postanowili zadzwonić także do Doroty. Marek obiecał dać jej znać od razu, gdy przyjedzie, ale oczywiście zapomniał.
- No, nareszcie dzwonisz, bo już myślałam, że cię porwali, zgwałcili i zabili - rzekła na powitanie Dorota, której głos dobywał się z głośnika telefonu, a Agata buchnęła śmiechem. - Ej, ty, Przybysz, ty się tak nie śmiej, ciebie też to może kiedyś spotkać - zażartowała rudowłosa.
- Ale gdzie tam, przecież ja się nie śmieję wcale, tylko kichnęłam? - wkręcała ją Agata, a Marek przybił jej piąteczkę.
- Boże, co ja z wami mam, dziesięć światów? - westchnęła mecenas Gawron.
- Ale i tak nas kochasz - odparł Dębski z szerokim uśmiechem.
- No kocham, kocham, w końcu trzeba kogoś kochać, czyż nie? - ciężarna zadała to jakże retoryczne pytanie, a Marek spojrzał ukradkiem na Agatę. - Dobra, grunt, że jesteś cały i zdrowy, tyle tylko chciałam wiedzieć, już wam nie będę przeszkadzać. Bawcie się dobrze! - życzyła im Dorota i rozłączyła się.
Nagle zapanowała cisza. Siedzieli tak na kanapie i nie bardzo wiedzieli co mówić. W końcu Dębski wpadł na pewien pomysł.
- Miałem ci coś pokazać... Poczekaj tutaj - powiedział i wyszedł na chwilę. Wrócił minutę później z czarną torbą, z której wyjął kilka albumów ze zdjęciami.
- Wiozłaś je do Doroty, ocalały w wypadku... Pomyślałem, że będziesz chciała je odzyskać.
Agata wzięła pierwszy lepszy album i zaczęła go przeglądać. Oboje już milczeli i patrzyli tylko na zdjęcia. Większość z nich przedstawiała momenty z przyjęć rodzinnych, świąt i jakichś wyjazdów. Atmosfera ożywiła się, kiedy pojawiły się pierwsze fotografie małej mecenas Przybysz.
- Ale miałaś nadętą minę? - skomentował jedno ze zdjęć Marek. - I gruba byłaś taka... - zaśmiał się tuż nad jej uchem.
Agata zareagowała od razu. Chwyciła leżącą obok poduszkę i pacnęła nią prosto w wyszczerzoną twarz Dębskiego, śmiejąc się przy tym głośno.
- A więc tak chcesz się bawić? - podłapał Marek i już chwilę później okładali się poduszkami gdzie tylko się dało. Walka była tak zacięta, że wylądowali na dywanie. Marek miał nad kobietą sporą przewagę. Po kilku minutach opadła z sił.
- Poddaję się - wysapała i rozłożyła plackiem na podłodze.
- Wstawaj - rozkazał zwycięzca, zbierając ją z ziemi i pomagając wrócić na kanapę. - Zawsze lubiliśmy się bić poduszkami - wyznał, kiedy już trochę odsapnęli.
- Nie przypominam sobie - zażartowała Przybysz, ukazując mężczyźnie swoje piękne uzębienie.
Patrzyli chwilę na siebie. Marek niezmiernie cieszył się, że mógł być wreszcie tak blisko ukochanej. Jednak czuł ten lekki dystans, z jakim go traktowała. Nie mógł od niej wymagać zbyt wiele. Jeszcze nie teraz. Agata natomiast była szczęśliwa, że nie została sama i w duchu dziękowała ojcu, że tak to wszystko zaplanował. Właściwie dopiero teraz zrozumiała, jak bardzo musiała ranić Marka, trzymając go na dystans.
- Coś się stało? - zapytał, gdy zauważył lekki smutek na twarzy brunetki.
- Nic się nie stało - powiedziała cicho. - Po prostu się cieszę, że jesteś.
I nic więcej nie mówiąc, najzwyczajniej w świecie, wtuliła się w jego silne ramiona. Oparła głowę na jego klatce piersiowej i zamknęła oczy. Słyszała jego szybko bijące serce.
- Zawsze przy tobie będę - szepnął po chwili, całując ją we włosy i bawiąc się jej bransoletką.
- I nie masz mi za złe, że tak wielu rzeczy nie pamiętam? - dziwnie się czuła, zadając to pytanie.
- Niedługo sobie wszystko przypomnisz, zobaczysz - pocieszył ją.
- Dziękuję - odparła, a z jej oczu popłynęło kilka łez.
-
Spokojnie, dramatu nie ma. :D Małymi kroczkami w kolejnych częściach wszystko będzie do niej wracać. :D
Kamień z serca ;)
Uwielbiam Ojca Agaty, no uwielbiam go! :D
Ja też mam problemy z motywacją, jak mnie nie najdzie to ani zdania nie napiszę. ;)
Ale Ty pisz, pisz! A w między czasie karm mnie tym co już masz :D
-
Ja też mam problemy z motywacją, jak mnie nie najdzie to ani zdania nie napiszę. ;)
Ale Ty pisz, pisz! A w między czasie karm mnie tym co już masz :D
Nie wiem jak tobie, ale mi najlepiej pisze się koło 2, 3 w nocy do 5 rano :D Tylko nie mogę sobie zbyt często na to pozwalać, bo jestem w klasie maturalnej i zazwyczaj do koło 2 w nocy to ja się uczę, a potem szybki i krótki sen, by wstać o tej 4 (kiedyś wstawałam o 3, ale kiedy zaczęłam chodzić spać o 3 to nie miałam za bardzo możliwości o tej samej godzinie wstać <smiech>), a teraz, kiedy mam trochę luzu, staram się chodzić spać jak najwcześniej żeby zregenerować organizm. Stąd ten zastój w pisaniu... Którego bardzo nie lubię. :ysz:
Karmię cię przecież, karmię wytrwale. <ciacho>
-
Karo, Ty też się nie obijaj. :D
Ja i pisanie opowiadań to dwa różne światy, więc odpada :D
-
Am, gdzie twoje cudo? <brawo>
10.
- Płacz, płacz - powiedział i czule głaskał ją po głowie. Wiedział, że Agata potrzebuje właśnie tego - łez. Była wystarczająco długo silna, chowała w sobie cały ten smutek, robiąc dobrą minę do złej gry. Podziwiał ją za to. Jej silna wola, upór i optymizm były widoczne z kilometra. Takie kobiety były rzadkością w dzisiejszych czasach.
Kiedy brunetka opanowała już płacz, wytarła oczy, podniosła się i promiennie uśmiechnęła w stronę Marka.
- Jesteś niesamowita - stwierdził, kręcąc głową z lekkim niedowierzaniem i podziwem.
- Wiem - odparła nieskromnie, wystawiając język. - Późno już się zrobiło, pewno jesteś zmęczony?
- No trochę dałaś mi w kość, nie powiem, że nie - puścił jej oczko.
Udali się do sąsiadujących ze sobą pokoi. Agata wzięła prysznic i położyła się do swojego łóżka. Podobnie zrobił Dębski.
Następnego dnia rano mecenas Przybysz, która wstała jako pierwsza, przygotowała wspaniałe i kolorowe śniadanie. Nie miała dla Marka żadnego prezentu z okazji Mikołajek, i chociaż nie byli już dziećmi i żadne z nich w owego świętego nie wierzyło, chciała jakoś urozmaicić ten dzień. Była mu bardzo wdzięczna za wszystko, co dla niej robił. Poświęcał przecież swój czas, aby być przy niej w tych trudnych chwilach. Cierpliwie znosił jej niepewności, akceptował dystans, z jakim go traktowała, chociaż zauważyła, że zaczął on powoli zanikać. Gdy zadawała sobie pytanie, czy mu ufa, nie miała żadnych wątpliwości.
Marek zbudził się, kiedy śniadanie czekało już na stole. Wziął prysznic i z dobrym humorem zajrzał do kuchni. Agata stała tyłem do niego, wpatrywała się w padający za oknem śnieg i wyglądała na bardzo zamyśloną. W pierwszej chwili miał ochotę do niej podejść i odgarnąć jej włosy opadające na oczy, ale powstrzymał się.
- Dzień dobry, księżniczko - zaczął jak najbardziej niewinnie.
- A dobry, dobry - uśmiechnęła się do niego jeszcze nie całkiem obecna myślami. Rzuciła ostatnie spojrzenie na pejzaż za oknem, po czym podeszła do stołu, gestem zapraszając również Dębskiego.
- Z jakiej to okazji? - spytał podejrzliwie, kiedy zaczęli pałaszować.
- Dziś są Mikołajki, a ja nie mam dla ciebie żadnego prezentu, więc pomyślałam, że może śniadaniem jakoś nadrobię ? tłumaczyła.
- Jak to nie masz dla mnie prezentu? ? oburzył się na żarty. - Przecież widziałem tę wypchaną torbę, którą przytachałaś, kiedy czekałem na ciebie pod domem - przekręcił głowę na bok i uważnie przyglądał się kobiecie, udając powagę. - Myślałem, że to dla mnie?
- To nie dla ciebie, tylko dla mnie - rozwiała jego wątpliwości, na niby zasmucona tym faktem.
- Skoro ten prezent nie jest dla mnie, a założę się, że robisz sobie ze mnie jaja, i dla ciebie też nie, to pewnie dla kogoś innego, kochanka twojego na przykład - zasugerował, a na usta cisnął mu się uśmiech, który z ledwością powstrzymywał. - No, zobaczmy co tam mu kupiłaś?
Zakończył monolog i szybko zerwał się z krzesła. Pobiegł do przedpokoju, w którym wciąż stał pakunek. Agata pognała czym prędzej za Dębskim, lecz i tak nie zdążyła. Kiedy dotarła na miejsce, mężczyzna trzymał już w ręku różowe śpioszki i przyglądał się im z kamienną twarzą. W jego głowie panował totalny zamęt. Agata pobladła momentalnie. Co on sobie teraz może myśleć?
- Po co ci to? - spytał, nie rozumiejąc. Czyżby była w ciąży? Przecież oni nigdy? Zdradziła go?
- Marek, to nie tak? - zaczęła, nie wiedząc, jak to wyjaśnić. Jakby to brzmiało, gdyby powiedziała, że poczuła potrzebę kupienia sobie ubranek dla dziecka, którego nie ma i raczej nie będzie miała?
- A jak? - zapytał spokojnie, chcąc uniknąć kłótni. Znał swój wybuchowy charakter i wiedział, że może powiedzieć o kilka słów za dużo.
- Po prostu? Przechodziłam koło sklepu i tak sobie pomyślałam? To dla córki Doroty - wypowiedziała na głos, gdy tylko pomysł ten przyszedł jej do głowy. Uratowana!
- Więc dlaczego wcześniej mówiłaś, że to dla ciebie? - spytał z lekkim uśmiechem. Kamień spadł mu z serca. Że też wcześniej nie pomyślał o Dorocie?
- Oj tam, trochę sobie pożartować nie można? - pokazała mu język.
- Dobra, już nic nie mów, bo jeszcze bardziej sobie nagrabisz - dźgnął ją w brzuch i rozczochrał włosy. - No, tak ci ładnie - stwierdził, podziwiając nastroszoną głowę mecenas Przybysz.
- Osz ty? Pół godziny układałam tę fryzurę! - zajęczała, próbując rozplątać ciemne pasma rękami. Śmiała się w duchu, bo zachowywali się jak dzieci. Uwielbiała takie chwile, mogłaby przez cały czas się wygłupiać. Dorosłość może wymagała przyjęcia bardziej poważnej postawy, ale kiedy byli sami, mogła być sobą.
Dzień minął im szybko. Razem zrobili małe porządki na strychu, a kiedy skończyli, było już ciemno, chociaż zegar wskazywał dopiero siedemnastą.
- Czy mecenas Przybysz zaproponuje swojemu gościowi jakieś małe zwiedzanko Bydgoszczy? - odezwał się Dębski, kiedy nie wiedzieli, co mają zrobić z resztą wieczora.
- Jest zimno? Ale jeśli chcesz? Mogę ci pokazać parę fajnych miejsc - zgodziła się.
Ubrali się grubo i ruszyli na spacer po oświetlonych uliczkach jednego z najpiękniejszych polskich miast. Agata opowiadała o zabytkach, historię przeplatała z różnymi wspomnieniami z czasów jej dzieciństwa. Cudowna sceneria i nastrój zbliżających się świąt pozytywnie wpływał na każdego. Para adwokatów z uśmiechem pokonywała kolejne kilometry.
Po kilku godzinach, całkowicie zmarznięci, wrócili do domu.
- Jezus Marian, ale ziąb - powiedziała Agata, grzejąc się przy kominku.
- No a czego ty się w grudniu spodziewasz? - zapytał rozbawiony Marek, stając obok kobiety i również szybko pocierając skostniałe ręce.
- A tak zamarzyły mi się góry w środku lata, ciepły wiatr, świeże powietrze, zieleń traw? - przeciągała słowa, wypowiadając je z zamkniętymi oczami.
- Poetka się znalazła - zaśmiał się, siadając z nią na miękkim dywanie.
- Coś się nie podoba? - zmierzyła go spojrzeniem spod byka.
- Nie, wszystko w jak najlepszym porządku - posłał jej niebiański uśmiech.
Kobieta spojrzała na niego rozbawiona. Gdyby nie siedziała, obiłaby sobie w tej chwili pośladki. Ileż szczęścia wprowadzał w jej życie! Pomagał zapominać o problemach, rozgrzewał jej serce, czarował uśmiechem i każdym najdrobniejszym dotykiem. Kiedy tak na nią patrzył, krew w jej żyłach buzowała. W tym momencie zupełnie zapomnieli o wszystkim, o całym świecie. Widzieli tylko swoje rozbawione twarze. Marek wyciągnął rękę w jej stronę i delikatnie pogłaskał zarumieniony policzek brunetki. Agata przymknęła oczy, zadowolona z tej pieszczoty. Powoli położyła się na dywanie, a Dębski podążył za nią. Wpatrywali się w swoje roziskrzone źrenice, które znajdowały się coraz bliżej. Już była gotowa pozwolić mu na coś więcej, gdy nagle usłyszeli bardzo niepożądany w tej chwili dźwięk dzwonka do drzwi.
- Ekhem? Otworzę - zaproponowała Agata, wyrwana z bajki.
Marek, lekko zawiedziony, posłusznie odsunął się, by mogła wstać. Usiadł na kanapie i czekał cierpliwie. Lecz kiedy usłyszał krzyki i śmiechy, udał się w miejsce, z którego dochodziły.
- No cześć wam! - przywitała się wesoło Dorota, a rozwrzeszczamy Filip trącił lekko ciężarną matkę i wskoczył na ręce Agaty.
No pięknie, niezapowiedziany najazd Gawronów - zaśmiał się w myślach Marek. Cała czwórka, a raczej prawie piątka weszła z torbami i po kilku minutach powitania rozsiedli się w salonie. Filip i Jasiek szaleli, a ciężarna kobieta wraz ze swoim ślubnym spoczęła na kanapie.
- No, już myślałam, że nigdy przez te zaspy nie dojedziemy - rzekła rudowłosa.
- A co was nagle na odwiedziny w Bydgoszczy wzięło? ? zdziwił się Marek, rozśmieszony tą sytuacją.
- Jak to co? Kancelaria zamknięta na tydzień, weekend jest? No i Agata nas zaprosiła - wyszczerzyła się mecenas Gawron. - Jutro damy wam popalić - pogroziła.
Marek spojrzał na ukochaną pytającym wzrokiem, a ta, roześmiana, pokiwała głową na potwierdzenie wersji Doroty. Nie zostało mu nic innego jak dołączyć do ich szampańskich nastrojów.
Marek i Wojtek zabawiali Filipa, a Jasiek siedział przed telewizorem. Przyjaciółki wtuliły się w siebie na kanapie i głośno zaśmiewały się z dwóch facetów męczących się z sześciolatkiem. Jednak zabawy nie trwały zbyt długo. Pora była późna i wszyscy musieli udać się do snu. Kiedy już wszyscy się wykąpali, został tylko jeden problem?
- Jak my się tu wszyscy pomieścimy? - zapytał Wojtek.
- Moje łóżko jest najmniejsze, myślę że Jasiek i Filip się w nim zmieszczą? - rozmyślała głośno Przybysz.
- O nie, z Filipem nie będę spać w jednym łóżku, to jest bestia, serio - zaprotestował Jasiek. - Wolę na kanapie w salonie - zaproponował.
- No dobra, w takim razie Jasiek w salonie, Filip u mnie... Zostały jeszcze dwa lóżka?
- A więc wszystko jasne i na temat - wyszczerzyła się Dorota i puściła oczko Dębskiemu. - Dzieciaki, spać, ale to już! - krzyknęła, a chłopcy jeszcze się przegonili po kuchni i udali w wyznaczone miejsca. - No, mężu, my też chodźmy do łóżka - zamruczała Wojtkowi do ucha i zniknęli za sąsiednimi drzwiami. Marek i Agata zostali sami w niezręcznej ciszy.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że ich zaprosiłaś? - zapytał Marek, by rozładować napięcie.
- A tak sobie - wystawiła język, a mężczyzna rzucił się na nią z łaskotkami.
- Marek! - pisnęła cicho, kiedy ten przyciągnął ją do siebie. - Goście śpią, zachowuj się...
- Ale to nie ja piszczę - mruknął przy jej uchu, trzymając ją w stalowym uścisku i łaskocząc jedną ręką. Kobieta przez chwilę bezskutecznie się wyrywała, po czym przejęła inną taktykę. Podniosła delikatnie głowę i spojrzała mu głęboko w oczy. Dębski momentalnie zaprzestał łaskotek.
- Tak lepiej - uśmiechnęła się i wyplątała z jego sideł. - A teraz idziemy spać - rzekła cicho i szybko przeszła przez salon, w którym Jasiek już słodko chrapał. Wciąż oczarowany Marek poszedł za nią.
W sypialni było tylko jedno łóżko, które nie należało do największych. Dębski zachodził w głowę, czy Agata na pewno nie ma nic przeciwko spędzenia tej nocy razem z nim. Nie pozostawało mu nic innego, jak szczerze ją o to zapytać.
- Agata? - zaczął. - Wiesz, że mogę spać na ziemi?
- Nie wygłupiaj się, Dębski - powiedziała "groźnym" tonem. - Jak dają to bierz. Tylko ręce przy sobie - rozkazała niczym żołnierzowi.
- Tak jest! - szepnął i wszedł do łóżka, kładąc się niebezpiecznie blisko kobiety.
- Dobranoc - powiedziała i odwróciła się do niego tyłem.
- Kolorowych - odparł, leżąc na plecach.
W ciszy nocy tykanie wskazówek zegara niosło się echem po całym pomieszczeniu. Ani Dębski, ani Agata nie mogli zasnąć. Każde z nich starało się jak najciszej oddychać i nie ruszać. Walczyli z własnymi myślami. Lecz na dłuższą metę tak się nie dało. Agata, cała zesztywniała, odwróciła się powoli w stronę mężczyzny, mając wciąż nadzieję, że ten jednak śpi. Lecz kiedy spojrzała na jego twarz lekko oświetloną przez rozproszone światło lampy ulicznej stojącej nieopodal okna i zauważyła, że ten się uśmiecha, zachichotała cicho.
- Co cię tak bawi - spytał Dębski, nadal leżąc na plecach.
- Się tak zastanawiam, czy przypadkiem nie umarłeś, bo przez ostatnią godzinę ani nie drgnąłeś, ani nie wziąłeś oddechu ? dusiła swój śmiech poduszką.
- Przybysz, ty sobie z tego nie żartuj, bo chyba na serio już nigdy się stąd nie podniosę, tak mnie plecy bolą - odrzekł śmiertelnie poważnie, a Agata zwijała się i chichotała tuż obok niego.
- Wybacz, chyba mam głupawkę - wydyszała między atakami śmiechu.
- Czy to aby zdrowe? - udał przejętego i zmusił się do odwrócenia twarzą w stronę kobiety.
- Na pewno zdrowsze niż takie godzinne leżenie bez ruchu - powiedziała już trochę spokojniej, kiedy Marek usiadł, by rozprostować kości.
- A tak właściwie to czemu nie śpisz? - zapytał, kiedy już z powrotem się położył, tym razem o wiele wygodniej.
- Jakoś nie umiem, chyba jest pełnia albo coś - wymyśliła. - A ty? - od razu zadała to samo pytanie.
- Z tego samego powodu co ty - skłamał.
- Aha, już ci wierzę - prychnęła brunetka.
- Nie musisz mi wierzyć, i tak wiem lepiej - udał obrażonego.
Znowu na chwilę ucichli. Teraz ponownie było słychać tylko zegar i ich oddechy. Agata bała się, że w tej ciszy Marek usłyszy jej myśli. Patrzyli na siebie, nie wiedząc co zrobić, co powiedzieć.
- Idziemy spać? - zapytał w końcu.
- Idziemy - zgodziła się mecenas Przybysz.
Poddani, odwrócili się do siebie tyłem. Lecz nie trwało to długo. Kilkanaście sekund później oboje spotkali się twarzą w twarz. Posłali sobie ciepły uśmiech, a chwilę potem Agata przybliżyła się jeszcze bardziej do mężczyzny. Objął ją swoimi silnymi ramionami.
- No, tak to ja mogę spać - szepnęła, z naciskiem na słowo "tak".
- To nie gadaj, tylko śpij - odparł, gładząc ją delikatnie po szyi.
- Tak jest, szeryfie - zgodziła się.
Przez chwilę zastanawiała się, czy może zrobić coś jeszcze. Czy powinna. Zanim jej rozum wziął górę nad sercem, złożyła na ustach Marka pocałunek. Pierwszy od tak dawna. I wtedy wszystko odżyło.
-
Am, gdzie twoje cudo? <brawo>
Wczoraj jak wróciłam z zajęć foto to padłam zmęczona, ledwo PA obejrzałam, ale pomyśleć nad kolejną częścią już nie zdążyłam. :( Może jutro coś wykombinuję :)
To się Gawronowie napatoczyli... ale co się odwlecze... <jezyk>
Gdyby jeszcze Mareczek był taki opiekuńczy w serialu to byłoby cudnie. ;)
-
Am, i jak tam, tworzysz?
11.
W momencie zapomnieli o bożym świecie. Uczucia wzięły górę. W żyłach buzowała rozgrzana krew, a ich serca tańczyły w szalonym rytmie. Agata nie mogła uwierzyć w to, co właśnie zrobiła. Ale czuła, że chciała. Marek natomiast nie był do końca pewny, czy powinien pozwolić tej chwili trwać, ale nie chciał w tym momencie zaprzątać sobie głowy. Wreszcie miał Agatę dla siebie. Nareszcie było prawie tak, jak kiedyś.
Błądził rękami po jej plecach, całował zachłanne usta. Brunetka odwdzięczała się tym samym, z każdą sekundą coraz intensywniej. W pewnej chwili wyszeptała jego imię. Przyciągnął ją wtedy do siebie jeszcze mocniej. Miał ochotę w tej jednej sekundzie okazać jej całą swoją miłość. Chciał, aby czuła się przy nim bezpieczna i kochana. Agata natomiast czuła niesamowity taniec motyli w brzuchu, odkrywała wszystko na nowo. Na jej ciele pojawiały się dreszcze. Chciała, aby ta chwila trwała wiecznie.
Lecz wszystko, co piękne, szybko się kończy. Gdy usłyszeli odgłos otwierających się drzwi, odskoczyli od siebie jak oparzeni. To mały Filip wszedł powoli do pokoju i niewyraźnym, zaspanym głosem powiedział:
- Nie umiem znowu zasnąć, śnił mi się koszmar.
Agata i Marek spojrzeli na siebie lekko zdezorientowani, wciąż starając się uspokoić oddechy.
- Co ci się takiego śniło? - zapytała mecenas Przybysz, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Goniły mnie dinozaury, takie duże i z kolcami na ogonach, a jeden to latał i mnie chciał porwać - wyjaśnił. - Mogę z wami spać? - zapytał od razu.
- A nie wolisz iść do rodziców? - zaproponował Dębski, próbując jeszcze jakoś uratować tę noc.
- Nie, bo mama ma za duży brzuch - odpowiedział szczerze, jak to dziecko. - To jak, mogę? - ponowił pytanie.
- Oczywiście, chodź tutaj.
Agata wyciągnęła ręce w jego stronę, a chłopiec posłusznie wdrapał się na łóżko i ułożył pomiędzy dorosłymi. Kobieta przytuliła malca i głaskała jego jasne włoski, a Dębski przyglądał się temu pięknemu obrazkowi z uśmiechem. Światło latarni idealnie padało na oblicze Agaty i Filipa, więc mógł dostrzec każdy najdrobniejszy ruch, każdy oddech. Postanowił dołączyć do powoli zasypiających towarzyszy. Objął delikatnie kobietę i dziecko, tej pierwszej podarował jeszcze jednego małego buziaka na dobranoc. Agata uśmiechnęła się do niego rozbawiona, po czym razem z chłopakami udała się do krainy marzeń sennych.
Poranek nastał zadziwiająco szybko. Jako pierwsza obudziła się Dorota, która poszła sprawdzić, czy jej dzieci jeszcze śpią. Przestraszyła się, gdy nie znalazła Filipa w ciasnym łóżku w pokoju Agaty. Chwyciła telefon, by w razie czego od razu zgłosić zaginięcie na policję i ruszyła na poszukiwanie malca po domu. Sprawdziła jeszcze raz pokój, w którym spała z mężem, salon, w którym chrapał Jasiek, aż w końcu dotarła pod lekko uchylone drzwi pomieszczenia, w którym noc spędzili jej najlepsi przyjaciele. Zaglądnęła przez szparę, a gdy ujrzała całą trójkę ? objętą i słodko pogrążoną we śnie, ledwo powstrzymała łzy wzruszenia. Popchnęła drzwi trochę dalej i weszła po cichutku do pokoju. Wyjęła ze szlafroka telefon i zrobiła im kilka zdjęć z różnych ujęć. Musiała pokazać Agacie, jak cudownie wygląda wyposażona w Marka i dziecko.
Uspokojona ciężarna postanowiła zrobić dla wszystkich śniadanie. Starała się nie trzaskać, lecz szukając naczyń błądziła po wszystkich szafkach i zbudziła przez to swojego starszego syna oraz męża. Uprzedziła panów, aby nie przeszkadzać pozostałym śpiącym, do których hałas z kuchni nie docierał. Tak więc trójka Gawronów przygotowywała wspólnymi siłami śniadanie, a za oknem, na czystym niebie, wstawało słońce.
Agata poczuła, że zdrętwiała jej ręka, a kiedy poruszyła nią lekko, zbudziła się. Swoim gestem potrąciła ramię Marka, które ją oplatało. Mężczyzna również otworzył oczy. Przez chwilę byli jeszcze w innym świecie i nie rozumieli, co się dzieje. Na szczęście promienie słońca buszujące po pokoju szybko obudziły w nich trzeźwe myślenie. Oboje spojrzeli na śpiącego jeszcze Filipa, potem na siebie, aż w końcu parsknęli śmiechem najciszej, jak tylko mogli. Chłopiec lekko zamajaczył przez sen, odwrócił się na drugi bok i spał dalej. Agata spojrzeniem zasygnalizowała Dębskiemu, że powinni już wstać. Para powoli podniosła się z łóżka, a gdy stanęli obok siebie, Marek przyciągnął brunetkę i, całując jej szyję, szepnął do ucha:
- Dzień dobry, księżniczko.
Mecenas Przybysz zaśmiała się cicho, próbując szybko ułożyć rozczochrane włosy, lecz mężczyzna obezwładnił jej ręce i skradł czuły pocałunek. Oderwali się od siebie, gdy usłyszeli głos Doroty, która właśnie szła ich obudzić.
- Wstawać, śpiochy - wykrzyczała jeszcze za zamkniętymi drzwiami. Kiedy je otworzyła, wpadła na swoich przyjaciół. - O, wy już na nogach - powiedziała lekko zdziwiona, przyglądając im się uważnie z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- Ano, tak się złożyło - ziewnęła na pokaz Przybysz, która cały czas trzymała Marka za rękę. Dębski posłał rudowłosej zadowolone spojrzenie.
- Idźcie do kuchni, śniadanie już na stole - pogoniła ich, a sama zajęła się budzeniem najmłodszego synka, co wcale nie było takie proste.
W końcu po kwadransie zasiedli całą szóstką do stołu. Wszyscy w szlafrokach i z rozczochranymi włosami. Bracia bardziej niż jedzeniem zajęci byli przepychankami, a dorośli Gawronowie przyglądali się ciekawsko pozostałej dwójce. Agata i Marek uparcie patrzyli w swoje talerze, lekko zawstydzeni. Niezręczną ciszę przerwał Filip.
- A oni się całowali! - wskazał na swoich nocnych towarzyszy.
- Filip, nieładnie jest tak pokazywać na kogoś palcem - pouczyła go matka, widząc zmieszanie na twarzach bohaterów minionej nocy.
Do końca posiłku już nikt nic nie powiedział. Panowie zaoferowali się posprzątać, a przyjaciółki w tym czasie udały się pod prysznic. Kiedy udostępniły reszcie obecnych łazienki, Agata poszła pościelić wszystkie łóżka, by tylko nie zostać sam na sam z Dorotą. Czuła się trochę przytłoczona całą tą sytuacją. Jej pamięć z dnia na dzień wracała, ale nadal nie pamiętała nic z tego krótkiego okresu jej związku z Dębskim. Miała wrażenie, że całowali się pierwszy raz, i że po raz pierwszy będzie musiała zwierzać się z tego przyjaciółce. Dorota była na tyle inteligentna, że nie naciskała na nią, a jedynie serdecznymi spojrzeniami dawała znak, że wszystko jest w porządku i w każdej chwili może na nią liczyć.
- To co dzisiaj robimy? - zapytał Wojtek, kiedy wszyscy znaleźli się w salonie.
- Ja chcę na sanki! - od razu zawołał Filip.
- Obawiam się, że Agata nie ma sanek, kochanie... - powiedziała matka.
- Ooo, żebyś się nie zdziwiła, moja droga - odparła Przybysz i udała się na strych. Po kilku minutach zeszła z pojazdem. - Gdzieś są jeszcze jedne, ale nie wiem... Marek, gdzie je dałeś? - zapytała ukochanego, który pomagał jej w sprzątaniu gratów dzień wcześniej.
- Zaniosłem do piwnicy, zaraz je przyniosę.
Jak powiedział, tak zrobił. Kiedy sanki były już gotowe do użytku, wszyscy ciepło się ubrali i wyszli pełni nadziei na dobrą zabawę. Udali się na niewielkie górki tuż obok małego lodowiska, gdzie czas spędzało już kilka rodzin. Jasiek, na początku naburmuszony i przeciwny takim dziecinnym zabawom, usiadł wreszcie na sanki i śmigał z góry na dół raz po raz. Na drugich sankach zjeżdżał Wojtek z Filipem lub sam Wojtek, co było niezwykle zabawnym widokiem. Dorota stała oparta o bandę lodowiska i przyglądała się swoim chłopcom, robiąc im zdjęcia. Agata zaproponowała Dębskiemu małą przejażdżkę na łyżwach.
- No nie mów, że się boisz - spojrzała na niego z niedowierzaniem, kiedy odmówił.
- Ja? Ja się niczego nie boję! - odparł dumnie i ruszył do kasy po dwa bilety.
Kilka minut później stanęli na tafli lodu. Wokół nich wirowało kilkoro dzieci oraz paru dorosłych, więc nie czuli się nieswojo. Na początku dla rozgrzewki wykonali trzy okrążenia, jadąc obok siebie. Przy czwartym kółku Agata wystartowała niczym torpeda i w miarę zgrabnie mijała innych łyżwiarzy. Dębski podjął to wyzwanie i zaczął gonić kobietę. Radził sobie równie dobrze jak ona, jednak wciąż był daleko za nią. Brunetka zaskoczyła go od tyłu. W ciasnym uścisku upadli tuż obok Doroty. Tak bardzo byli zaśmiani i zapatrzeni w siebie, że nie zauważyli jej nawet wtedy, gdy zaczęła robić im zdjęcia. Cały czas, leżąc plackiem na lodzie, łapali oddechy, co rusz zanosząc się kolejnym pozbawiającym tchu śmiechem. W końcu Marek wstał jako pierwszy i podał rękę swojej damie, aby i ta mogła się podnieść. Otrzepali się wzajemnie ze śniegu i kontynuowali jazdę, tym razem bez pośpiechu, trzymając się na ręce.
Tak minęły im trzy godziny. Wszyscy, oprócz Doroty, byli padnięci. Z ledwością doszli do domu Przybyszów. Kiedy już znaleźli się w ciepłym pomieszczeniu, nastała bitwa o miejsce przy kominku, w skutek czego wszyscy wylądowali na dywanie, gdzie łaskotkom i przepychankom nie było końca. Rudowłosa, która z powodu zaawansowanej ciąży nie mogła uczestniczyć w tych rozgrywkach, dokumentowała wszystko za pomocą aparatu. Chciała mieć jak najwięcej pamiątek z tego weekendu.
Czwórka mężczyzn postanowiła się zdrzemnąć po jakże ciężkim wysiłku fizycznym, a Dorota z Agatą zajęły się przygotowywaniem obiadu, kiedy panowie słodko chrapali w salonie.
- Cóż to był za dzień pełen wrażeń - zaczęła rozmowę mecenas Gawron.
- Ano, działo się... - odparła brunetka z uśmiechem, krojąc marchewkę.
- Szkoda, że w naszym zawodzie tak rzadko można pozwolić sobie na taki weekend - powiedziała z nutką żalu w głosie przyjaciółka.
- Ano? - znów poparła ją Przybysz, która myślami była gdzie indziej. Tak bardzo zagłębiła się w swoich rozważaniach, że rozcięła sobie nożem palec i pisnęła głośno, budząc tym samym chłopaków.
- Co się dzieje? - ziewnął Wojtek, który nawet nie otworzył oczu.
- Agata się skaleczyła - odkrzyknęła Dorota, a Marek natychmiast podniósł się z kanapy i na miękkich jeszcze kolanach podbiegł do ukochanej, by sprawdzić, czy nie jest to skaleczenie śmiertelne. Pozostała trójka Gawronów znowu zapadła w sen.
- Ała - syknęła Przybysz, kiedy Dębski chwycił jej dłoń i włożył ją pod strumień wody.
- Bardzo boli? - spytał troskliwie.
- No tak troszkę - odpowiedziała przez zaciśnięte zęby.
Dorota podała mu apteczkę, którą znalazła w szafce. Przyglądała się, z jaką precyzją i delikatnością wykonuje opatrunek. Kiedy rana została zdezynfekowana i odziana w plaster, Marek czule podmuchał w bolące miejsce, a kobiety zaśmiały się.
- Połóż się, ja pomogę Dorocie dokończyć obiad - zaoferował, a kobieta nie protestowała. Udała się do sypialni i w kilka minut usnęła.
Dębski i Gawron wyczyniali cuda i dziwy w kuchni. Ciągle wymieniali się zadaniami, a Marek wsypał za dużo soli do sałatki. Pomimo pewnych trudności obiad zapowiadał się smakowicie.
Słońce chyliło się już ku zachodowi. Krótkie zimowe dni mijały w zastraszającym tempie. Gawronowie na dzisiejszy wieczór zaplanowali powrót do Warszawy, więc musieli już powoli pakować swoje rzeczy przed posiłkiem. Kiedy goście byli zajęci swoimi walizkami, Dębski udał się do pokoju, w którym spała Agata. Chwilę stał i przyglądał się pogrążonej we śnie piękności, a potem ułożył obok niej. Delikatnie budził ją głaskaniem po włosach.
- Niedługo będziemy jeść, wstawaj - mruczał cicho, gładząc jej ramię.
- Jeszcze dwie minutki - wybełkotała i odwróciła się do niego plecami.
- Agata... Bo będę musiał zastosować inne środki budzące... - pogroził, przebiegając palcami po jej plecach.
Kobieta westchnęła, przeciągnęła się, ziewając i usiadł wciąż nieprzytomna na łóżku. Marek wstał i wyciągnął w jej stronę rękę.
- Chodź, chodź - zachęcił.
Mecenas Przybysz, jeszcze niezbyt rozbudzona, wstała, ale od razu się zachwiała i wpadła prosto w jego ramiona. Dębski schwycił jej bezwładne ciało w ostatniej chwili, ratując od upadku na twardą posadzkę. Brunetka uśmiechnęła się, nadal mając zamknięte oczy i błogi wyraz twarzy, jakby wciąż spała.
- Hej, pobudka - powiedział do niej, lekko ją szturchając.
- Mhm... - westchnęła, wtulając się wygodniej w jego ramiona.
- Agata, ja mówię poważnie, nie jesteś znowu taka lekka - zażartował, a kobieta w końcu zareagowała i otworzyła oczy.
- Już, już się biorę w garść - obiecała, biorąc głęboki wdech i stając obok mężczyzny o własnych siłach.
- No, i to mi się podoba - powiedział i zaprowadził ją do salonu.
Kiedy rodzina Gawronów kończyła pakować walizki, Agata z Dębskim podali do stołu. Ciemne niebo pokryło się gwiazdami, a mróz złapał jeszcze większy niż w dzień. Rozmowa podczas obiadu była żywa, a chłopcom było smutno, że muszą już wracać.
- Jasiek, nie dyskutuj, jutro masz szkołę, a Filip przedszkole - Wojtek pouczył swoje marudy.
- Oj tam szkoła... - machnął ręką starszy syn, a młodszy przybił bratu "piątkę".
- Ja wam dam popalić jak przyjedziemy, ja wam dam - pokręciła głową Dorota i zmierzwiła włosy synów. - Dzieci. Nic tylko wziąć, siąść i płakać - zwróciła się do brunetki, a ta serdecznie się zaśmiała.
Koło osiemnastej w domu Agaty ucichło. Goście wsiedli do auta i obrali kierunek na Warszawę. Ponownie mieli się spotkać za kilka dni. Przybysz obiecała wrócić na trochę do stolicy i popracować. W ostatnim czasie kancelaria była częściej zamknięta niż otwarta i musieli przycisnąć ze sprawami.
Kiedy Przybysz zamknęła drzwi, od tyłu zaszedł ją Dębski.
- I znowu zostaliśmy sami - oznajmił, obejmując ją w pasie.
- Mhm... - zamruczała, odwracając się do niego przodem i zarzucając mu ręce na szyję.
Patrzyli na siebie chwilę zalotnymi spojrzeniami. W ciszy można było usłyszeć szybkie bicie ich serc, a w każdym pomieszczeniu czuć było niesamowite napięcie.
- Chodź, pokażę ci coś - rzekła i pociągnęła Marka w stronę sypialni.
-
Agata + Marek + Filip = <zauroczony>
Świetnie to wymyśliłaś. :)
3.
Tej nocy kochali się wiele razy. Całkowicie poddali się namiętności. Świat przestał istnieć. Rano Agata obudziła się wtulona w mężczyzne, z którym spędziła bardzo przyjemną noc. Czuła, że obejmują ją jego silne, męskie ramiona. Nie wiedziała czy jeszcze śpi, nie chciała go obudzić, w końcu to była ciężka noc. Na samo wspomnienue pojawił się uśmiech na jej twarzy. Mocnej przylgnęła do Marka i pogładziła go delikatnie po torsie. Przymknęła oczy i delektowała się jego bliskością. Po kilku minutacg poczuła jak jego dłonie czule gładzą jej plecy.Podniosła głowę do góry i zobaczyła jak Dębski wyszczerza do niej swoje białe ząbki, nie mogła się powstrzymać i wbiła swoję usta w jego
- Mrrrr... czyżby moja pani miała ochotę na powtórkę z tej jakże cudownej nocy? - nie czekał na odpowiedź, zaczął obdarowywać ją pocałunkami. Całował jej ciało centymetr po centymetrze, przyjemnie przy tym drażniąć swoim zarostem. Ta pieszczota sprawiała, że pragnęła go jeszcze bardziej. Wciągnął brunetkę pod kołdrę, jakby chciał ukryć ją przed całym światem, chciał, żeby była tylko i wyłącznie dla niego. Leżała pod nim poddając się jego pieszczotą, nie pozostawała mu jednak dłużna. Dała mu znak, że chce poczuć go w sobie, chce aby znów stali się jednością. Gdy spełnił jej prośbę wiła się z rozkoszy. Czuła się jak w raju. Po wszystkim opadł na nią zmęczony, przytuliła go do siebie i gładziła go po plecach. Po chwili zszedł z niej, wciągnął z powrotem kołdrę, którą zrzucili podczas tej przyjemnej gry. Położył się na boku, głowę wsparł na dłoni i nie spuszczając z oka swojej ukochanej wyszeptał - jesteś cudowna - Agata lekko się zawstydziła, niespodziewała się, że kiedykolwiek z jego ust usłyszy takie słowa. Bała się, że to tylko sen, że zaraz się obudzi i jego tu nie będzie. Zamknęła na moment oczy, aby po chwili je otworzyć i upewnić się, że nie jest sama. Nie była. Marek leżał obok, uśmiechnięty, cały jej. Ale przecież wszystko co dobre kiedyś się kończy, więc dlaczego w ich przypadku miałoby być inaczej. Czar prysł w jednej minucie, gdy odezwała się komórka Dębskiego. To oczywiście była Maria. Zadzwoniła, żeby poinformować swojego ukochanego, że stoi pod drzwiami jego hotelowego pokoju. Taka mała niespodzianka. Marek szybko się ubrał i wyszedł rzucając krótkie - muszę iść... - a ona została sama, jak ostatnia idiotka. Myślała, że jest dla niego kimś ważnym, że mu na niej zależy, a on tak po prostu wyszedł, bo na horyzoncie pojawiła się Okońska. Agata czuła się oszukana. Była wściekła. Poszła pod prysznic, spędziła tam około godziny. Lubiła jak ciepłe krople otulały jej ciało, w tej chwili tuszowały jej łzy. Mimo, że starała się nie myśleć o wydarzeniach z minionej nocy słone krople leciały z jej oczu wbrew jej woli. Gdy wyszła z łazienki rzuciła się na łóżko z impetem. Wtuliła się w poduszkę, na której leżał Dębski. Czuła jego perfumy. Mocniej wciągnęła powietrze, aby jeszcze bardziej poczuć ten zapach. Była tak pochłonięta rozmyślaniem, że nie usłyszałą pukania do drzwi. Na ziemię sprowadziło ją chrząknięcie Doroty
- Co się z Tobą dzieje? - zapytała, siadając na rogu łóżka, z troską wpatrywała się w swoją przyjaciółkę. Agata próbowała ukryć smutny wzrok.
- A jakoś źle się czuję - wydukała - coś mi chyba zaszkodziło - mecenas Przybysz posłała koleżance sztuczny uśmiech.
- Nie widziała Cię na śniadaniu. Od rana tak leżysz?
- Tak, nie chciałam się pokazywać w takim stanie.
- Marka też dzisiaj niewidziałam.. - Dorota chciała wybadać sytuację, czuła, że coś między nimi jest.
- Pewnie zajmuje się swoją narzeczoną - ironia w głosie Agaty nie umknęła rudowłosej.
- Skąd wiesz, że Maria tu jest? Mówiłaś, że od rana siedzisz w pokoju? - Przybysz sama zapędziła się w kozi róg. Nie wiedziała jak ma z tego wybrnąć.
- Agata powiedzi mi co się dzieje? - przytuliła bliską płaczu brunetkę, co sprawiło, że ta zaczęła się zwierzać i rozkleiła się do reszty.
- Dobrze, już dobrze - mecenas Gawron próbowała uspokoić zapłakaną wspólniczkę - Weź się w garść. No już! Za godzinę mamy spotkanie z Wolińskim. Musisz się zebrać do kupy. - Dorota starała się ją zmobilizować. Na próżno.
- Przepraszam, ale ja chyba zrobię sobie małe wagary - błagalnie spojrzała na kobietę.
- Rozumiem. Nie chcesz się z nim spotkać - Dorota rozumiała przyjaciółkę, Agata tylko skinęła głową - No dobra. To ja idę do naszego uwodziciela - puściła oczko do zagrzebanej w pościeli wspólniczki i wyszła.
-
Co za świnia z tego Marka! Przecież się rozstał z Pleśnią, a ta znowu? <wsciekly>
Tak to cuuudooo! <333 Nasze kochane zakochańce :D <3
Czekam na CeDeka :buziak:
-
Ala, nie chcę być nachalna, ale chętnie bym coś przeczytała :D Ja się za swoje zabrałam, ale co chwila coś kasowałam, zmieniałam, a i tak stwierdziłam, że to jest tak beznadziejne i nie nadaje się do pokazania, ale może jutro będzie lepiej ;)
-
Wybacz Am! Tak Cię zaniedbałam.. :P Ale sama rozumiesz, matura wciąga na maksa. :D Uprzedzam, że mam gotowych tylko 14 części, ale 15 postaram się w czasie świątecznej przerwy stworzyć. ;)
Się nie przejmuj tym, że to co piszesz wydaje ci się nie niezdatne do przeczytku. :D Ja też tak mam, cokolwiek napiszę, także wiesz... Dodawaj śmiało, nikt tu nikogo linczował nie będzie. <usmiech>
12.
Dębski usiadł wygonie na łóżku, a Agata w tym czasie wyciągnęła z szafy torbę z ubrankami dla córki Doroty.
- Nie widziałeś wszystkiego - wyjaśniła i wraz z pakunkiem weszła na łóżko. Usadowiła się obok mężczyzny i razem zaczęli wyjmować kolorowe ciuszki.
- Jakie to wszystkie malutkie - skomentował, obracając w dłoniach fioletową bluzeczkę.
- Każdy z nas był kiedyś taki drobniutki.
- O nie, ty byłaś duża i gruba, widziałem przecież twoje zdjęcia - prychnął Marek, a Agata przyozdobiła jego twarz poduszką.
- Znowu chcesz się bić? - zapytał, ubezwładniając jej ręce.
- Nie, ja pokojowo nastawiona przecież jestem - mrugnęła do niego słodko kilka razy.
- No dobra, masz szczęście, tym razem ci daruję - powiedział, zwalniając uścisk.
Kiedy skończyli oglądać ubranka, brunetka uczyła Dębskiego jak je składać. Mecenasowi szło to bardzo opornie.
- No co jest, przecież to nie takie trudne - zdziwiła się Przybysz, kiedy podał jej niechlujnie złożony sweterek.
- A jednak, to chyba nie dla mnie ? podniósł ręce w geście poddańczym.
- Jasne, myślisz że twoja przyszła żona do końca życia będzie za ciebie wszystko robić - burknęła pod nosem, udając niezadowoloną. - Wy wszyscy jesteście tacy sami...
- Że niby ja? Taki sam? Jak inni faceci? - oburzył się Dębski.
- A może nie? - droczyła się z nim.
- Zdecydowanie nie, jestem bardzo wyjątkowy.
- Jak bardzo? - podpuszczała go, wlepiając w niego słodkie, a zarazem kpiące spojrzenie.
- Bardzo, bardzo - szepnął z powagą, wstał z łóżka, włączył muzykę i wyciągając rękę w stronę Agaty, zapytał - Zatańczymy?
- Ale ja nie umiem tańczyć - próbowała się wykręcić.
- Umiesz, umiesz - zapewnił ją.
- Skąd to możesz wiedzieć? - zapytała. Dopiero po chwili przypomniała sobie, że tylko ona nie pamięta niektórych wydarzeń. Może kiedyś już tańczyli? A może była na jakimś kursie?
- Chodź tu - pociągnął ją ku sobie i wziął w ramiona. Przybysz wtuliła się w nie mocno i dygała w rytm muzyki. - Kiedyś - zaczął opowieść - byliśmy na spacerze nad Wisłą. Powiedziałaś mi wtedy, że zawsze tam chodzisz, kiedy masz doła lub po prostu chcesz się oderwać od codzienności. No i tam sobie trochę potańczyliśmy do naszej piosenki...
- Mamy naszą piosenkę? - zdziwiła się. Dorota mówiła jej, że nie byli długo parą przed wypadkiem. Czyżby w tak krótkim czasie zdążyli znaleźć ulubioną melodię?
- Mamy, mamy - uśmiechnął się, sięgając do jej kieszeni po telefon. Wykonał kilka ruchów, a z głośników potoczył się utwór "Yours alone tonight".
Agata zamknęła oczy. Wsłuchała się w spokojne dźwięki. Marek przyglądał się jej cierpliwie i czekał. Po chwili znów objął ją w pasie i delikatnie zaczął prowadzić w powolnym tańcu. Kobieta w głowie miała mętlik. Bardzo chciała przywrócić wspomnienie tego wieczoru, o którym opowiedział jej właśnie Dębski, ale nie potrafiła. Postanowiła się rozluźnić i odegnać od siebie dyskomfort, który ponownie zapanował w jej psychice. Zmusiła się do uśmiechu, który po chwili stał się szczery.
Kiedy piosenka się skończyła, para zatrzymała się w miejscu. Marek spojrzał na zegar wiszący za plecami brunetki.
- Trochę późno się zrobiło. Może zadzwonimy jeszcze do twojego taty? - przypomniał jej. - Pewnie niedługo będzie kładł się spać, a nie chcesz chyba go obudzić?
- Tak, tak, zadzwońmy.
Mecenas Przybysz wybrała numer ojca i czekając na odbiór, powędrowała do salonu, a w ślad za nią Dębski. Usiadła po turecku na dywanie przed kominkiem, a Marek wszedł jeszcze do kuchni, skąd przyniósł butelkę czerwonego wina i dwa kieliszki. Chwilę później dołączył do Agaty rozmawiającej już ze swoim ojcem.
- Pozdrów - szepnął Dębski.
- Masz pozdrowienia od Marka - przekazała brunetka i chwilę jeszcze słuchała, co pan Przybysz miał jej do powiedzenia.
- I co tam? - spytał, kiedy kobieta odłożyła telefon.
- Wszystko dobrze, wygrali dzisiaj mecz - wyszczerzyła się. - Jutro popołudniu grają ostatni we Wrocławiu i we wtorek wracają.
- Ha, wiedziałem że dadzą popalić innym drużynom - ucieszył się Marek, nalewając wina do dwóch lampek.
Wpatrywali się w ogień w kominku, a z pokoju obok wciąż płynęła cicha i nastrojowa muzyka. Za oknem cicho sypał śnieg, a mroźny wiatr wciskał się w szpary w oknach ze swoim charakterystycznym odgłosem. Pili wino powoli, zerkając na siebie co chwila i wybuchając śmiechem. Agata sięgnęła po poduszki leżące na kanapie i kładąc się na dywanie, podłożyła sobie jedną pod głowę.
- Opowiesz mi jeszcze jakieś anegdotki z czasów kiedy się poznaliśmy? - poprosiła.
- Oczywiście. Hmm, od czego by tu zacząć? - zamyślił się na chwilę, a potem zaczął wspominać ich pierwszą rozprawę, kiedy stali po przeciwnych stronach, początki w kancelarii, gdy nie pałali do siebie sympatią, jakieś spotkania u Doroty, spacery do parku... Cieszył się bardzo za każdym razem, kiedy brunetka oznajmiała, że pamięta to i tamto. Robiła coraz większe kroki, a każdy mały sukces poprawiał jej i tak wiecznie dobry humor.
Opowieści Dębskiego trwały trzy godziny. Opamiętali się, kiedy zegar wybił północ. Sprzątnęli z podłogi opróżnioną butelkę oraz poduszki i po kolei udali się pod prysznic. Agata, zmarznięta i zmęczona tym dniem, wczołgała się na swoje łóżko i przykryła po uszy puchową kołdrą. Marek leżał w pokoju obok i analizował wszystko raz jeszcze. Już prawie zasypiał, kiedy usłyszał ciche pukanie do drzwi.
- Mogę? - spytała Agata, która przywędrowała do niego z poduchą.
- Jasne, wskakuj - zaprosił, robiąc jej miejsce obok siebie. Weszła pod zagrzaną kołdrę i od razu oplotły ją silne ramiona mężczyzny.
- Nie umiesz zasnąć? - zapytał troskliwie.
- Umiem, umiem, jestem totalnie padnięta. Ale nie chciałam tak sama - wyjaśniła, o dziwo nieskrępowana.
- Rozumiem - powiedział cicho, przesuwając palcami po jej szyi, ramieniu, plecach. Agata jeszcze na chwilę otworzyła zmęczone oczy, uśmiechnęła się do niego i pocałowała bardzo delikatnie.
- Dziękuję ci, to był wspaniały dzień - przyznała szczerze.
- Jeśli tylko mi pozwolisz, sprawię, żeby każdy następny taki był - obiecał. W odpowiedzi otrzymał kolejny, tym razem dłuższy pocałunek. - Rozpieszczasz mnie - powiedział, kiedy się od siebie oderwali.
- Zawsze mogę przestać - dała mu wybór.
- Po moim trupie, kochanie.
- "Kochanie", jak to brzmi... - droczyła się z Dębskim.
- Zawsze mogę cię nazywać wstrętną, przebrzydłą ropuchą - odgryzł się.
- Nie pozwolę ci na to, kochanie - oboje buchnęli śmiechem.
- Mieliśmy iść spać? - przypomniał mecenas.
- Mhm... - zgodziła się kobieta, poprawiając poduszkę i odkładając bransoletkę z serduszkiem na szafkę nocną. - Dobranoc - odparła i zamknęła zmęczone oczy.
- Śpij dobrze - powiedział cicho.
Poniedziałkowy poranek przywitał Agatę i Dębskiego promieniami ostrego słońca odbijającego się od grubej warstwy białego śniegu. Mężczyzna, który obudził się pierwszy, postanowił zrobić brunetce niespodziankę w postaci śniadania do łóżka. Cichaczem wymknął się do kuchni, gdzie przygotował skromne, ale pyszne jedzenie i z tacą udał się z powrotem do sypialni. Kiedy przechodził przez drzwi, Agata właśnie otwierała oczy.
- Dzień dobry - przywitał się.
- Bry - ziewnęła zaspana i przetarła powieki. - Czy ja mam zwidy? - spytała na widok tacy ze śniadaniem, która właśnie lądowała na jej kolanach.
- Nie, chyba nie... Spróbuj, to się przekonasz - zachęcił Agatę do jedzenia.
- Masz szczęście, bo głodna jak diabli jestem - przyznała, a na potwierdzenie tego jej brzuch wydał donośny odgłos.
Kanapki pochłonęli szybko, a podczas dopijania herbatki włączyli telewizję i oglądali Dzień dobry TVN.
- Uwielbiam ten widok na stolicę - powiedział Marek, kiedy na ekranie pojawiły się zdjęcia Warszawy.
- Warszawa jest wspaniałym miastem - zgodziła się. - Zawsze ruch, coś się dzieje... No i jest tam tyle wspaniałych miejsc... - westchnęła na wspomnienie ulubionych zakątków.
Dzień minął im szybko. Znowu wybrali się na łyżwy, ulepili bałwana w ogródku przed domem, a popołudniu Marek trochę popracował na komputerze. Agata tymczasem odkurzyła cały dom, a Dębski zerkał na jej kocie ruchy. Jak zwykle sprzątała ze słuchawkami w uszach, więc nie słyszała, kiedy ten parodiował "Kwiaty we włosach" Czerwonych Gitar, dodatkowo umilając sobie nudną robotę.
Wieczorem, kiedy wszystko było już gotowe, razem usiedli przy laptopie i zadzwonili do Doroty.
- Hej, rudzielcu - przywitała się Przybysz, gdy tylko ujrzała twarz kobiety na monitorze.
- Siemanko, gołąbki - odparła z błyskiem w oku.
- Ja ci dam od gołębi nas wyzywać? - Marek spojrzał wzrokiem zabójcy w kamerkę.
- Daj se siana, Dębski - pokazała mu język. - Co tam u was?
- Wszystko w porządku, kolejny dzień zleciał, nawet nie wiem kiedy - westchnęła brunetka. - A u was jak?
- A tak jakoś? Fajniej było z wami w weekend, teraz tylko obowiązki - przewróciła oczami. - Całe szczęście, że pracuję w domu, Wojtek nawet zaczął mi trochę pomagać ze sprzątaniem i gotowaniem, kochany - pochwaliła męża, który właśnie podszedł do niej od tyłu i mocno ucałował w policzek.
- No, nareszcie się mnie docenia - wyszczerzył się do kamerki. ? Cześć wam ? przywitał się.
- Witaj, szanowny Wojciechu - odpowiedziała Agata, pękając ze śmiechu.
- Uważaj, bo się zapowietrzysz - ostrzegł ją Dębski, posyłając jej zatroskane spojrzenie.
Chwila ta nie umknęła Gawronom, którzy widząc, jak tamci na siebie patrzą, szeroko się uśmiechnęli. Kiedy Agata i Marek oderwali wzrok od siebie i spojrzeli na Wojtka i Dorotę, parsknęli śmiechem.
- Macie miny jakbyście w gacie narobili i nie chcieli się przyznać - skomentowała brunetka.
- Darujcie sobie te uszczypliwości - oburzył się na żarty Wojtek.
- Zaraz coś wam wyślemy - Agata, sprawdź za jakieś 10 minut swojego maila, okej? - poprosiła ciężarna.
- Już się boję... - przyznał Dębski.
- Ja też, oni są straszni? - powiedziała dziecięcym głosikiem mecenas Przybysz do Marka.
Dorota coś zawzięcie klikała na komputerze, ale z włączonym skajpajem wszystko działało dwa razy wolniej i musieli zakończyć rozmowę. Agata z Dębskim poczekali jeszcze kwadrans, po czym weszli na skrzynkę pocztową brunetki i odebrali wiadomość wysłaną przez Dorotę i Wojtka. Napisali tylko: "Dziękujemy wam za wspaniały weekend! W ramach dziękczynienia wysyłamy wam trochę zdjęć - może za nami zatęsknicie. Miłego oglądania, gołąbeczki!" W załączniku znajdowało się mnóstwo fotografii upamiętniających chwile z tych dwóch wspaniałych dni. Wygodnie usadowieni na kanapie, przeglądali niespiesznie kolejne ujęcia, każde z nich komentując i wspominając. Kiedy dotarli do zdjęć z lodowiska, doszli do wniosku, że wyglądają jak zawodowcy i na kilka chwil dumnie wypięli pierś. Jednak gdy ujrzeli fotografię przedstawiającą ich dwoje oraz małego Filipa w łóżku, przytulonych do siebie ciasno i głęboko śpiących, najpierw umilkli, a następnie raz po raz parskali śmiechem.
- No, Dębski, do twarzy ci z dzieckiem, muszę przyznać... - rzekła Agata, starając się uspokoić oddech.
- Właśnie chciałem to samo powiedzieć o tobie - pokazał jej język.
- Aż się boję przeglądać te zdjęcia dalej, może Dorota z tym aparatem pod prysznic komuś z nas weszła, czy coś? - udała przestraszoną.
- A ja bym chętnie na takie zdjęcie popaczał - powiedział dziarsko mecenas i wrócił do przeglądania fotografii, a Agata wlepiła w niego roześmiany wzrok i zafundowała mu małego kuksańca w ramię na opamiętanie.
Zobaczyli zdjęcia do końca, ku chwale niebiosom bez większych już niespodzianek. Marek, zmęczony, poszedł się wykąpać, a Agata buszowała jeszcze po Internecie. Po chwili zadzwoniła do niej Dorota, tym razem już bez męża.
- Nie widzę Marka obok ciebie? Jesteś sama? - spytała rudowłosa.
- Tak, sama, Dębski wyleguje się w pianie - zaśmiała się Agata.
- Jak zdjęcia? Podobały się? - ciężarna od razu przeszła do rzeczy.
- No jasne, że tak, wielkie dzięki ? posłała uśmiech przyjaciółce. - Jak tylko wrócimy do Warszawy, od razu je wywołam - obiecała.
- A kiedy zamierzacie przyjechać?
- Hmm. Jutro popołudniu mój tata wraca ze swoją drużyną. Myślę, że Dębski nie będzie miał nic przeciwko, żeby zostać jeszcze jutro i pojutrze. Ale w końcu trzeba wrócić do kancelarii, Bartek nas wszystkich nie utrzyma przy życiu - zaśmiała się na myśl o biednym aplikancie, który przez ostatnie dni samotnie przesiadywał przy swoim biurku i zajmował się swoimi pierwszymi sprawami.
- No to fajnie, Warszawa bez was taka pusta się wydaje - zasmuciła się Dorota.
-Jasne, jasne, uważaj bo ci uwierzę - Przybysz pokazała język do kamerki.
Chwilę tak wpatrywały się w siebie i milczały. Ciszę przerwał Dębski, który zaczął głośno śpiewać podczas kąpieli. Panie natychmiast poczęły zwijać się ze śmiechu, a Agata podeszła na moment pod drzwi i biła mu brawa. Kiedy wróciła przed laptopa, mecenas Gawron zaczęła na poważnie:
- Myślałaś może o? - zacięła się. Nie miała zamiaru owijać w bawełnę, ale chciała też dobrać słowa w taki sposób, aby nie spłoszyć przyjaciółki. Zaczęła inaczej, nadal niepewnie. - Ładnie wyglądaliście z Markiem i Filipem, tak uroczo... - Dorota przyglądała się przyjaciółce.
- Do czego zmierzasz? - spytała bez ogródek Przybysz, chociaż wiedziała do czego pije jej przyjaciółka.
- Nie chciałabyś mieć dziecka? - rudowłosa przełamała się.
Agata przez chwilę milczała. Spodziewała się tego pytania. Patrzyła tępo na klawiaturę i myślała. A przynajmniej starała się myśleć, bo miała pustkę w głowie, zupełnie taką samą jak za czasów szkolnych, kiedy profesorka brała ją do odpowiedzi na środek klasy.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się - odparła po chwili. Bo co miała powiedzieć? Nie wiedziała do końca, na czym stoi jej relacja z Markiem. Kiedy była młodsza, marzyła o dziecku. Ale z każdym kolejnym rokiem to marzenie zanikało, stawało się coraz mniej realne. Aż w końcu całkiem zapomniała, że w życiu ważne są też inne sprawy, nie tylko praca. A potem cały ten wypadek...
Dorota chciała już coś powiedzieć, ale w tej chwili Marek wyszedł z łazienki i niczego nieświadomy zamknął jej usta. Ubrany jedynie w bokserki i białą koszulkę podszedł od tyłu do siedzącej na kanapie mecenas Przybysz i zajrzał jej przez ramię.
- No cześć rudzielcu, po raz kolejny - przywitał się. - Nie powinnaś już spać? - zapytał wesoło, nie zauważywszy przy pierwszym spojrzeniu dziwnych nastrojów obu pań.
- Tak, zaraz się kładę, chciałam tylko powiedzieć dobranoc - wymigała się mecenas Gawron. - Przemyśl to - powiedziała jeszcze do Agaty. - Śpijcie dobrze.
- Dobranoc - odpowiedzieli chórem Dębski z Agatą, po czym połączenie zostało zakończone.
- Co masz przemyśleć? - zapytał, nie rozumiejąc.
- A, takie tam ? machnęła ręką, nie patrząc na niego i wstając z kanapy. ? Pójdę się wykąpać.
Marek wszedł do łóżka i leżał, rozmyślając o różnych rzeczach. Wsłuchiwał się w szum wody, dobiegający z łazienki, w odgłos aut przejeżdżających nieopodal, świst zimowego wiatru wciskającego się przez szczeliny w oknach... Powoli zaczął odpływać, kiedy nagle uświadomił sobie, że trwa właśnie ostatnia noc, którą spędzi sam z Agatą w tym domu. Już jutro wraca jej ojciec i nie będzie zbytnio okazji, by być z nią tak blisko. Jego rozmyślania przerwała kobieta, która stanęła w drzwiach i powiedziała:
- Dobranoc.
Już wchodziła do swojego małego pokoju, kiedy Marek wyskoczył z łóżka jak oparzony i ruszył za nią.
- Chcesz dziś spać sama? - spytał, kiedy stanął obok brunetki, która poprawiała pościel na swoim łóżku.
- Nie za bardzo - przyznała z nieśmiałym uśmiechem.
Dębski złapał ją za rękę i zaprowadził do sypialni obok. Weszli do dużego łóżka i ciasno okryli się kołdrą. Marek objął ją ramieniem, a kobieta zamknęła oczy. Chciała z nim jeszcze porozmawiać, ale było jej trochę smutno po pogawędce z Dorotą, więc zrezygnowała. Dębski, domyśliwszy się w końcu, że coś ją gryzie, postanowił trochę poprawić jej humor. Podniósł się lekko i zaczął łaskotać mecenas Przybysz gdzie tylko się dało. Podziałało natychmiast. Kobieta śmiała się wniebogłosy, błagając o litość swojego oprawcę. Kiedy skończył tortury, Agata padła wyczerpana na poduszkę, łapiąc przez chwilę jeszcze oddech.
- Nie lubię, kiedy jesteś smutna - wyznał.
- Ja też tego nie lubię. Ale już nie jestem - uśmiechnęła się do niego słodko. Patrzyli na siebie rozweseleni. - Wiesz, że to nasza ostatnia noc sam na sam tutaj? - zapytała po chwili.
- Coś mi się tak właśnie wydawało...
Przejechał powoli palcem po ramieniu Agaty, wywołując tym samym dreszcze na jej ciele. Serce zabiło mocniej, motyle w brzuchy zaczęły swój taniec. Nie mogąc się już tak dłużej powstrzymywać, wpiła się w jego usta. Błądzili rękami po swoich ciałach, synchronizując wargi w namiętnej pieszczocie. Żadne z nich nie próbowało zwolnić tempa, pragnęli swojej bliskości bez opamiętania. Kilka minut później wierzchnia część odzienia Marka wylądowała na podłodze. Ten, nie pozostając ukochanej dłużny, zsunął z jej ramion koszulę nocną i zaczął pieścić nowo odkryte części jej ciała.
- Kocham cię - szepnął jej czule do ucha. - Zawsze cię kochałem, i zawsze będę - obiecał.
Agata nie wiedziała, czy to tylko piękny sen, czy rzeczywistość. Jednak cokolwiek to było, postanowiła dać ponieść się temu uczuciu, które rosło w niej każdego dnia. Tej nocy po raz pierwszy się kochali.
-
Właśnie, Am! Dodawaj, bo ja z chęcią chcę przeczytać, i nie tylko ja :D
Aluś! No w końcu wracasz :D Mam nadzieję, że jeszcze przed niedzielą przeczytam CeDeczka ;**
-
Am, do dzieła! :D Czekam.. ;)
Karo, już nie umiem wytrzymać bez pisania <jezyk>
-
Ej Ala ! A gdzie dalej, ja tu sobie grzecznie czytam od 1, bo się ostatnio zapuściłam. <hahaha>
A tu już koniec jak to ?! Nie no ja chcę dalej, bierz się do pracy, nie ma tak dobrze <tak> Dziękuje za umilenie wieczoru. :-*
-
Myślałam, że tylko Am czyta moje wypociny :D Już dodaję dalej.. ;)
13.
Świt zagościł na śpiących jeszcze twarzach Agaty i Dębskiego. Wszystko wydawało się takie piękne, spokojne i magiczne. Kiedy oczy kochanków otworzyły się wreszcie i spotkały, wraz ze słońcem rozświetliły swoim szczęściem całe pomieszczenie.
- Dzień dobry - przywitała się Agata, lekko przeciągając. W odpowiedzi otrzymała czułego całusa.
- Jak się spało? - zapytał, odgarniając jej rozczochrane włosy.
- Wspaniale - westchnęła, mając w głowie obraz minionej nocy.
Nadal nie mogła uwierzyć, że to wydarzyło się naprawdę. Nie wiedziała, że ma w sobie tyle pewności. Jeszcze na kilka godzin przed całym zdarzeniem miała wrażenie, że nigdy nie przełamie tej bariery, która gdzieś głęboko ukryła się w jej psychice. A jednak. Poczuła się silniejsza i szczęśliwsza zarazem.
Marek natomiast nie mógł wyjść z zachwytu. Przez chwilę bał się, że może za bardzo na nią naciskał, dlatego postanowiła posunąć się tak daleko, ale znał ją. Wiedział, że nigdy nie zrobi czegoś, co będzie przeczyć jej poglądom, czegoś wbrew sobie. Potrafiła z twarzą przegrać sprawę, kiedy zauważyła, że jej klient oszukuje i wcale nie jest niewinny. Tak samo przekładało się to na jej życiowe wybory. Pomimo tej chwilowej amnezji, nic się nie zmieniła. Dębski podziwiał kobietę za to wszystko.
Postanowili jeszcze chwilę poleżeć w swoich objęciach. Nie chcieli się spieszyć. Mieli dla siebie jeszcze kilka godzin przed powrotem ojca Agaty, więc postanowili je dobrze wykorzystać.
- Marek, dochodzi dziesiąta... - godzinę później powiedziała Przybysz tak niewyraźnie, jakby nie miała siły nawet na mówienie.
- Mhm... - mruknął i jeszcze ciaśniej objął kobietę.
- Chyba powinniśmy już wstać - rzekła z większym już przekonaniem. - Nie możemy całego dnia spędzić w łóżku.
- Ja bym nie miał nic przeciwko - powiedział i zaczął całować ją po szyi.
- Marek... - zamruczała, próbując nie stracić w tej chwili rozsądku.- Wstajemy, ale to już.
Jak powiedziała, tak zrobiła. Wciągnęła na siebie koszulę Dębskiego i mrugając do niego zawadiacko wyszła z pokoju Mężczyzna jeszcze przez chwilę patrzył jakby w amoku na drzwi, za którymi zniknęła. "Ależ ona jest słodka i zadziorna" - pomyślał, a po chwili także wstał.
Po zjedzonym śniadaniu od razu dali się do zmywania naczyń. Agata miała pewną propozycję.
- Pamiętasz, jak kilka dni temu sprzątaliśmy strych? - spytała.
- Jakby to było wczoraj - zażartował, prawie upuszczając talerz, co wywołało na twarzy kobiety wyraz dezaprobaty.
- Wpadł mi do głowy taki pomysł... Znalazłam wtedy jedno pudło, w którym leżą jakieś stare medale, dyplomy i statuetki za osiągnięcia sportowe taty. No i tak pomyślałam, że raczej by się nie obraził, gdyby córka sprezentowała mu jakieś półeczki na tej pustej ścianie w salonie. Mógłby pokazać wreszcie ludziom te wszystkie trofea, które ukrywa przed światem od tylu lat.
- No, całkiem niegłupi pomysł - przyznał Dębski.
Gdy uporali się z naczyniami, szybko zebrali się do wyjścia. 20 minut później znaleźli się w dużym sklepie meblowym.
- O cholera, jak my w takiej dżungli mamy znaleźć to, czego szukamy? - zapytała Przybysz, totalnie zagubiona.
- Jesteś tutaj ze mną, więc nie bój żaby, misja zostanie wykonana - pocieszył ją Marek, chwytając brunetkę za rękę i pewnie prowadząc kolejnymi przejściami. Agata zatrzymała się na chwilę przy dziale z łóżeczkami dziecięcymi, co nie uszło uwadze Dębskiego.
- Ładne, prawda? - zapytała zachwycona feerią kolorów i kształtów.
- Ładne, ładne, ale bez sensu kupować dzieciom łóżka, nie sądzisz? One i tak tylko płaczą albo jedzą, albo jeszcze inne, gorsze rzeczy robią... Owszem, są słodkie i kochane, ale wszystko im w głowie, tylko nie sen - zaśmiał się.
Agatę trochę zabolały te słowa. Ukryła jednak emocje, odrzuciła od siebie te myśli, i ruszyli dalej. Kiedy znaleźli się w odpowiednim dziale, wykręcali głowy dookoła, szukając czegoś, co najbardziej im się spodoba.
- Mam! - krzyknęli jednocześnie, patrząc na ten sam zestaw półek ściennych.
- No, przynajmniej tutaj się zgadzamy - powiedziała Przybysz, lecz za późno ugryzła się w język.
- A co, w czymś się nie zgadzamy? - podłapał Dębski.
- Nie, tak mi się tylko palnęło - machnęła ręką jakby od niechcenia, przyglądając się ciemnemu drewnu, z którego wykonano wybrany przez nich mebel.
- Drogie są... - zwrócił uwagę mężczyzna.
- No nie powiem, rzeczywiście cena z kosmosu. Ale czego się nie robi dla ojca? - wzruszyła ramionami.
- Mam pomysł - powiedział Dębski. - Zapłacimy po połowie - zaproponował.
- Nie ma mowy! - zaprotestowała Agata. - Nie będziesz wydawał pieniędzy na jakieś moje dziwne zachcianki.
- Nalegam - rzekł z lekkim naciskiem, kładąc ręce na jej ramionach i patrząc w oczy. - Wiesz, że bardzo lubię twojego tatę i chciałbym jakoś przyłożyć się do zrobienia mu tej niespodzianki.
Mierzyli się przez chwilę wzrokiem, lecz w końcu Agata przystanęła na jego propozycję.
- Grzeczna dziewczynka - powiedział i skradł jej całusa.
Gdy wrócili do domu z towarem, Przybysz udała się na strych po pudło z dyplomami i medalami, a Marek w tym czasie zajął się skręcaniem i montowaniem półek na ścianie. Poszło mu to nadzwyczaj sprawnie i kiedy skończył, dołączył do ukochanej, która czyściła zakurzone trofea jedno po drugim. Razem uporali się z tą brudną robotą o wiele szybciej. Więcej czasu zajęło im umiejętne i estetyczne rozłożenie wszystkiego na trzech półkach. Po godzinie efekt był oszałamiający.
- Genialnie to wygląda - pochwalił ich dzieło. - Spec najlepszy - Marek Dębski - kiedy przybić chcesz trzy deski - zażartował.
- Aleś ty dowciapny - pokazała mu język. - Ano, zupełnie jak w jakimś amerykańskim filmie.
Przybysz była zachwycona. Już nie mogła doczekać się miny ojca, który za dwie godziny wejdzie do salonu i ujrzy ich wspólne dzieło. Była pewna, że spodoba mu się ten prezent.
- No, to skoro ze wszystkim się już uporaliśmy, zacznę robić obiad. Tata na pewno będzie głodny po podróży.
- Pomogę ci, bo znowu się potniesz cała i zakrwawisz marchewki wszystkie - zaśmiał się Dębski.
Udali się do kuchni. Agata zamilkła, pogrążając się w swoich myślach. Zastanawiała się nad tym, co powiedziała jej Dorota zeszłego wieczora. Kazała jej pomyśleć o przyszłości, o dziecku? Trudny temat. Zwłaszcza, że właściwie dopiero co rozpoczęła swój związek. Nie wiedziała nawet, czy ma szanse przetrwać. Powoli zaczęła uświadamiać sobie, że się boi. Nadal nie pamięta wielu wydarzeń z przeszłości, a Dorota opowiadała jej, że bardzo sobie z Markiem dogryzali swego czasu. Teraz wszystko układało się idealnie, ale przecież wcale nie musiało to trwać wiecznie.
Dębski przyglądał się kobiecie, która i tak nie zwracała na niego uwagi, głęboko pogrążona w swoich rozważaniach. Nie chciał jej wyrywać z tego świata, ale kiedy zobaczył, że stanęła jak wryta i przez dłuższą chwilę gapiła się w ścianę, zaniepokoił się.
- Agata, wszystko dobrze? - zapytał, lecz nie usłyszała. - Agata, heloł! - zawołał trochę głośniej przy jej uchu, a wystraszona kobieta aż podskoczyła.
- Ja nic nie zrobiłam - powiedziała wyrwana z rozmyślań, nie wiedząc o co chodzi.
- Wiem, że nic nie zrobiłaś, o nic cię przecież nie oskarżam - wytłumaczył, przyglądając się jej uważnie. - Jakoś dziwnie się zachowujesz i trochę się wystraszyłem...
- Dziwnie? E tam, wydaje ci się - powiedziawszy te słowa machnęła ręką, w której trzymała nóż, a potem opuściła ją z impetem prosto na swoją dłoń, która leżała na blacie.
Krzyknęła z bólu. Ostrze wbiło się w jej kciuk, a sekundę później pojawiła się krew. Dębski natychmiast zareagował i opanował sytuację. Przeprowadził bolesne, acz niezbędne zabiegi dezynfekujące ranę, która była znacznie głębsza niż ta sprzed dwóch dni, oraz założył porządny opatrunek.
- Kobieto, ja przez ciebie uświadomiłem sobie, że chyba minąłem się z powołaniem - przyznał, kiedy usiedli razem na kanapie, by opanować emocje.
- A ja sobie uświadomiłam, że jestem totalną niezdarą - przyznała ze smutkiem, patrząc na owiniętą w bandaż lewą rękę.
- Ale za to jaką uroczą - pocieszył ją Dębski. - O czym tak myślałaś? - zapytał, nie mogąc dłużej wytrzymać z ciekawości.
- A, takie tam duperele, o pogodzie myślałam, o pracy... - skłamała.
Mężczyzna bez problemu wyczuł, że nie mówi mu prawdy, ale nie naciskał. Skoro nie chciała mu powiedzieć, musiała mieć jakiś powód. Miał tylko nadzieję, że to nie jego wina, że Agata tak dziwnie się zachowuje. Szybko przeanalizował w myślach ostatnie godziny i nie dostrzegł niczego podejrzanego. Może po prostu buzowały jej hormony, bo zbliżały się "te dni"?
Brunetka natomiast była na siebie trochę zła. Znowu miała mętlik w głowie. Przecież już wszystko w jej życiu się poukładało. No, prawie wszystko. Nie mogła zrozumieć swojego zachowania. Bała się, że zrazi tym do siebie Marka. "Co się ze mną do cholery dzieje?!" - myślała na okrągło. "Przybysz, weź się w garść, to pewnie tylko hormony. Za chwilę wraca twój ojciec, atmosfera ma być przednia" - pouczała się. Przywołała szybko jakieś miłe wspomnienia i po chwili znów się uśmiechnęła.
- Boli bardzo? - zapytał troskliwie, delikatnie dotykając fragmenty jej dłoni niepokryte bandażem. Serce pani mecenas natychmiast przyspieszyło pod wpływem tego dotyku.
- Nie, panie doktorze, nie aż tak bardzo - powiedziała ciszej, wtulając się w jego ramiona. Czuła się tam bezpiecznie. W pewien sposób chciała przeprosić go za swoje dziwne zachowanie, ale nie wiedziała jak. Po chwili namysłu postanowiła, że nie będzie owijać w bawełnę. - Marek, przepraszam - szepnęła z twarzą wtuloną w jego pierś.
- Za co? - zapytał, głaskając ją po ciemnych włosach.
- Za moje dzisiejsze zachowanie - wyjaśniła, lekko podnosząc się, by móc na niego spojrzeć. - Nie wiem, co mnie ugryzło. To chyba tylko jeden z tych babskich humorków - uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
- Nie przejmuj się, każdy czasem tak ma, a ja nie będę się przecież na ciebie za takie błahostki gniewał - powiedział głosem pełnym miłości, przytulając ją mocniej.
- Ale ja jestem na siebie zła - przyznała niewyraźnie, wtulona w niego. - Nie lubię, gdy mam taki podły humor.
- To może spróbujmy go jakoś poprawić? - zamruczał, przebiegając ręką po jej plecach, przywołując tym samym uśmiech na jej twarz.
- Nie zaczynaj, obiad musimy dokończyć - trzepnęła go w ramię, odsuwając się odrobinę. - Tata niedługo będzie w Bydgoszczy - przypomniała mu.
- Oj, no wiem, wiem... - westchnął i zatkał jej usta pocałunkiem. Znów oboje poczuli przypływ pożądania.
- Marek... - próbowała uwolnić się od pokusy. - Nie teraz - wyszeptała między kolejnymi pocałunkami.
Dębski, trochę zawiedziony, opamiętał się. Kobieta miała rację, to nie czas na przyjemności. Kazał jej odpocząć, bo z pociętą ręką i tak nic nie mogła robić w najbliższym czasie, a sam zajął się gotowaniem.
Kiedy posiłek był gotowy, Marek pojechał odebrać ojca Agaty spod boiska, pod które podjeżdżał autokar. Agata w tym czasie zajęła się pakowaniem prezentu dla córki Doroty. Wyjęła ładne, żółte pudełko i niebieską, grubą wstążkę. Poukładała ubranka, a na samą górę położyła stary obrazek Anioła Stróża, który wisiał nad jej łóżkiem, kiedy była małą dziewczynką. Agata dostała go od swojej babci, gdy była na świecie zaledwie kilka dni. Zawsze wierzyła, że obroni ją przed wszystkim, co złe. Po śmierci mamy schowała go na strychu, ponieważ doszła do wniosku, że okres ochronny dobiegł już końca. Jej świat się wtedy zawalił, ale nie poddała się. Mimo młodego wieku wspierała ojca, nigdy nie narzekała na to, co ją spotkało. Miała w sobie mnóstwo optymizmu i ciepła, nigdy się nie rozczulała nad swoim losem. Patrząc na postać Anioła odżyły te wszystkie wspomnienia. Znalazła go na strychu, kiedy robiła porządki. Od razu pomyślała o nienarodzonej jeszcze córce jej przyjaciółki. Pomyślała, że obrazek przyda się małej, bo ciężko jej będzie żyć z dwoma starszymi braćmi.
Kiedy już zamknęła pudełko, obwiązała je ładnie niebieską wstążką. Zaniosła prezent do swojego pokoju i czekała cierpliwie na mężczyzn swojego życia. Kiedy usłyszała auto na podjeździe, od razu pobiegła do drzwi.
- Tato! - zawołała, rzucając mu się na szyję, gdy ten tylko przekroczył próg domu.
- Witaj córeczko - przywitał się, uwięziony w jej objęciach.
- Jak podroż? - zapytała, pozwalając mu się rozebrać z puchowej kurtki.
- Długa i męcząca - przyznał starszy pan. - Nie lubię zimą tłuc się autokarem, już lepsze są pociągi.
- Też tak uważam - uśmiechnęła się do niego Agata, kiedy wchodzili razem do salonu.
- A to co? - zdziwił się widokiem nowych półek i wszystkich swoich zdobyczy.
- A to taki mały prezent od nas - wytłumaczyła córka, a Dębski, który stał tuż obok niej, uśmiechnął się do starszego pana.
- Dzieci, ale naprawdę, nie musieliście... - wydukał, przyglądając się kolekcji z blaskiem w zmęczonych już oczach.
- Musieliśmy, musieliśmy - zaprotestował Marek. - Takie trofea nie mogą leżeć na strychu, świat musi to zobaczyć. Nie każdy może się pochwalić taką kolekcją.
- No, może macie rację - uśmiechnął się ożywiony i wyraźnie zadowolony z prezentu. - Dziękuję wam, naprawdę mnie zaskoczyliście - powiedział wzruszony, ściskając córkę i klepiąc Dębskiego w ramię.
- Nie ma za co - odpowiedzieli chórkiem i cała trójka się zaśmiała.
? Umyj ręce, za chwilę będzie obiad - rzekła Agata.
Przybysz zrobił jak poleciła mu córka, a Dębski zaniósł jego bagaże do pokoju. 10 minut później cała trojka siedziała przy stole i zajadała pyszny obiad, prowadząc żywą rozmowę. Andrzej opowiadał o wyjeździe, o nowych technikach gry, o zwycięstwach? Markowi bardzo podobała się ta rozmowa, gdyż był fanem piłki nożnej. O Agacie nie można było tego powiedzieć, ale z przyjemnością słuchała opowieści ojca, ciesząc się z jego sukcesów.
Po skończonym posiłku, kiedy za oknem było już ciemno, młodzi pozmywali naczynia, a Przybysz zajął się swoimi bagażami. Wieczorem zasiedli przed telewizorem, obejrzeli wiadomości, a po nich leciała jakaś przereklamowana komedia. Ojciec Agaty zrezygnował z powtórnego jej oglądania i pożegnał się z nimi, informując, że idzie już spać. Agata i Dębski wlepiali jeszcze znudzone spojrzenia w ekran, ale po kwadransie również zrezygnowali.
- Jak dzisiaj śpimy? - zapytał kobietę leżącą na jego kolanach.
- Polecam z zamkniętymi oczami - zażartowała.
- Wiesz o co mi chodzi... - rzucił wzrokiem w stronę drzwi wejściowych do pokoju jej ojca.
- Też się właśnie nad tym zastanawiam... - przyznała.
Dębski wiedział, że Przybysz im kibicował, ale z drugiej strony...
- Wytrzymasz tę noc beze mnie? - zapytała po chwili namysłu.
- Jasne, że tak - odpowiedział w dumą. - Ale pytanie czy ty wytrzymasz beze mnie? - udał, że ciężko myśli.
- Bez problemu, phi - prychnęła, grając obrażoną i podniosła się z jego kolan. Już ruszała w stronę swojego pokoju, gdy Dębski chwycił ją za zdrową rękę i przyciągnął do siebie tak, że ich twarze dzieliły milimetry. Patrzyli na siebie chwilę. Mężczyzna zaczesał opadający niesfornie kosmyk za jej ucho, delikatnie gładząc przy tym zaróżowiony policzek, potem szyję, ramię, talię. Agata zadrżała pod wpływem jego dotyku. Przymknęła oczy, zbliżając się do jego ust. Ich wargi już prawie się spotkały, kiedy usłyszeli kilka kroków, a potem dźwięk otwieranych drzwi. Momentalnie odskoczyli od siebie, a Przybysz, niczego nie podejrzewając, wyszedł ze swojego pokoju.
- Chciałem wam powiedzieć jeszcze dobranoc, dzieci - rzekł z uśmiechem, a młodzi próbowali ukryć zawstydzenie, zakrywając roześmiane usta ręką.
- Kolorowych snów - powiedzieli znowu jednocześnie, parskając śmiechem.
- Ale z was zgrana para - odparł z zadowoleniem siwowłosy, pokręcił głową, machnął ręką i wrócił do siebie.
- Niezłego mi stracha napędził - przyznał Marek, wchodząc z ukochaną do jej pokoju.
- Mi też, tata zawsze miał wyczucie chwili - zaśmiała się.
Agata weszła pod kołdrę, a Dębski usiadł na brzegu jej łóżka.
- Ech, nie masz ty serca... - powiedział cicho, a jego twarz przybrała smutną minę.
- Jak to nie mam, jak mam? - udała zaskoczoną tym stwierdzeniem. Złapała jego dłoń i przyłożyła do swojego serca. Przez chwilę wsłuchiwali się w jego przyspieszone bicie.
- I teraz mam tak po prostu wyjść? - zapytał minutę później.
- Możesz poczekać aż zasnę - zaproponowała, robiąc mu miejsce pod kołdrą. Dębski wskoczył pod nią, ciasno przylegając do ukochanej.
- Na serio małe masz to łóżko - rzekł mężczyzna. - Mam wrażenie, że wyglądamy jak paluszki rybne.
Brunetka wybuchła śmiechem.
- Ale ty masz porównania... - powiedziała, łapiąc oddech.
- No co, one też tak ściśnięte leżą jeden przy drugim... Biedne paluszki rybne, jeszcze w takim zimnie je ludzie trzymają... - ubolewał nad ich nieszczęsnym losem.
- Chłopie, zmień dilera albo chociaż zmniejsz dawkę - zaproponowała, zaczynając się już o niego martwić.
- Oj tam, żartuję se tylko przecież - pokazał jej język.
- Ja mam taką nadzieję... - ziewnęła.
Leżeli odwróceni do siebie twarzami, przytuleni w najciaśniejszym uścisku. Dębski głaskał ją delikatnie, co chwilę muskając wargami jej czoło, zamknięte powieki, nos, usta.
- Nie zasnę tak... - powiedziała półprzytomnym, rozmarzonym głosem.
- I dobrze, będę tutaj z tobą dłużej - odparł chytrze.
- Och, już daruj sobie te przeprowadzki do pokoju gościnnego - uśmiechnęła się, otwierając oczy i przyglądając mu się w bladym świetle latarni. - Żałuj, że nie widzisz teraz swojej miny.
- A jak wyglądam? - zapytał, zaciekawiony i niezwykle zadowolony.
- Uroczo, jak zwykle - odpowiedziała, przebiegając placami po jego torsie.
- Ty też jesteś urocza.
- Wiem, już mi to mówiłeś parę razy - przypomniała mu.
- Ale kiedyś byłaś wredna, bardzo niedobra dla mnie - wspomniał.
- I co mam zrobić z tym faktem? - zapytała.
- Fakt jak fakt, ale winy byś mogła odkupić - mruknął jej do ucha.
- Oj, Dębski, Dębski... Ale z ciebie kombinator - powiedziała, wpijając się w końcu w jego usta.
Kiedy niewinne pieszczoty zaczęły przechodzić w coś więcej, Agata przerwała je.
- Późno już, chodźmy spać - wyszeptała.
- Ech, no dobrze - zgodził się.
- Dobranoc - powiedziała, całując go jeszcze raz.
- Dobranoc - odpowiedział, kiedy już się od siebie oderwali i ułożyli do snu. Minutę później zakochani wędrowali razem po cudownej krainie marzeń.
-
Ala, mówiłam już, że masz talent? :D Baaardzo lubię czytać Twoje opowiadanie, bardzo, bardzo. <zauroczony>
4.
Marek był zdziwiony faktem, że Agata odpuściła spotkanie z klientem. To nie było w jej stylu. Zawsze sama chciała wybadać sytuację, dowiedzieć się wszystkiego sama, a teraz tak po prostu nie jedzie. To było dziwne, domyślił się, że to on jest przyczyną. W drodze Dębski nie odezwał się ani słowem, myślami był gdzieś bardzo, bardzo daleko. Dorota obiecała przyjaciółce, że nie będzie rozmawiała z Markiem o niej... o nich. Nie było to dla niej łatwe. Widziała jak oboje się szarpią od dłuższego czasu. Mijali się na każdym kroku, jakby bali się siebie nawzajem. I ona i Bartek widzieli co się dzieje z tą dwójką. Gawron nie jednokrotnie próbowała uświadomić Agacie, że ma obok siebie wspaniałego faceta, a najzwyczajniej w świecie go olewa. Brunetka nie chciała jej słuchać. Gdy rozmowa schodziła na Dębskiego natychmiast zmieniała temat, albo wychodziła. A teraz gdy zaiskrzyło, gdy mogło być dobrze pojawiła się Okońska. No, ale w końcu to ona oficjalnie była z Markiem. Oficjalnie, bo od dawna im się nie układało. Maria traktowała Dębskiego jak swoją własność. Pewnie z miłości, ale nie zdawała sobie sprawy, że jemu to nie odpowiada. Mężczyzna mimo wszystko dzielnie to znosił, jednak widać było jak patrzy na Przybysz. Dostał już kosza i kolejny raz nie chciał ryzykować. Wolał tkwić w chorym związku.
Na spotkaniu Dębski jakby się obudził. Rozmowa z klientem podrzuciła obrońcą kilka nowych tropów. Do rozprawy zostały 2 dni, więc jeszcze tego samego dnia wszystko sprawdzili. Oboje upewnili się, że sprawa nie jest z góry przegrana. Wolański zdobył się na odwagę i wyznał, że miał romans z kobietą, która go oskarża, jednak uparcie twierdził, że nie zrobił nic wbrew jej woli. Wspólnicy dotarli też do świadka, który widział pokrzywdzoną nie całą godzinę po rzekomym gwałcie. Kobieta szła chodnikiem i rozmawiała przez telefon co chwila śmiejąc się do słuchawki. Po zebraniu kilku cennych informacji postanowili wrócić do hotelu. Dorota nie mogła się powstrzymać i zapytała:
- Nie wiesz co się dzieje z Agatą? - bacznie obserwowała mężczyznę - Wczoraj była taka radosna, a dzisiaj smutek bije z niej na kilometr - nie spuszczała oka z przyjaciela, który starał się ukryć swoje zmieszanie.
- Nie wiem - uciął rozmowę nie patrząc na wspólniczkę. Kobieta wiedziała, że nic z niego nie wyciągnie dlatego odpuściła sobie zbędne pytania.
Resztę drogi przebyli w milczeniu. Po powrocie do hotelu udali się do swoich pokoi. Dorota dostała telefon od Wojtka, że mała Zuzia jest bardzo niespokojna i cały czas płacze. Zaniepokojona mama bez wahania spakowała swoje rzeczy, wstąpiła jeszcze do Agaty, żeby poinformować ją powrocie do stolicy i ruszyła w drogę.
Mecenas Przybysz nie była zadowolona, że zostanie z Markiem. Nie wyobrażała sobie współpracy z nim.
Głód dał o sobie znać, zeszła na kolację. Przeczuwała, że w hotelowej restauracji spotka Marię i Dębskiego, dlatego założyła na siebie śliczną, niebieską sukienkę, która podkreślała jej talię, wysokie, czarne szpilki, rozpuściła włosy.
Nie myliła się, już z daleka zauważyła Marię, która też ją zauważyła i natychmiast do niej podeszła. Agata starannie unikała jej wzroku. Nie czuła się dobrze, miała świadomość tego, że spała z jej facetem.
Okońska zaproponowała, że zjedzą razem. Brunetka tylko skinęła głową. Gdy siedziały przy stoliku popijając wino do restauracji wszedł Marek, który miał minę przestraszonego dziecka, które coś przeskrobało i boi się do tego przyznać. Niepewnym krokiem podszedł do stolika i bez słowa przysiadł się do pań. Zarówno on jak i Agata nie byli zbyt rozmowni. Ukradkiem spoglądali na siebie, a gdy ich oczy się spotkały natychmiast odwracali wzrok. Maria nic nie zauważyła, była pochłonięta opowieścią o swojej ostatnie wygranej sprawie.
Po wspólnym posiłku brunetka jak najszybciej udała się do pokoju. Chwilę po tym pojawił się Marek
- Co Ty tutaj robisz? - zapytała zdziwiona pani mecenas.
- Chciałem porozmawiać - mężczyzna miał minę zbitego psa.
- Nie mamy o czym rozmawiać - kobieta bez wahania odwróciła się od Dębskiego i podeszła do okna.
- Ale jak to? - nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.
- Zapomnijmy o tym? - Agata otarła ukradkiem łzę, która spływała po jej policzku - Idź już - nie było jej łatwo wypowiedzieć takie słowa, ale nie chciała stawać między nim a Marią.
- Ale? - Marek walczył o chwilę rozmowy, bez powodzenia.
- Wyjdź - wyrzuciła z siebie zamykając oczy, jakby chciała odciąć łzą drogę ? to była pomyłka, nic nieznacząca przygoda.. nie ma sensu do tego wracać - Dębski stał bez ruchu, nie mógł uwierzyć w to co słyszy, dla niej to nic nie znaczyło, a on łudził się, że coś do niego czuje. Spuścił głowę i wyszedł.
Wrócił do pokoju ze smutną miną. Tam czekała na niego Maria z butelką wina. Spędził z nią noc. W ten sposób chciał zapomnieć o Agacie. Nie udało się. Rano obudził się z moralnym kacem.
-
Am, bez takich herezji mi tutaj :D
No, nareszcie się doczekałam twoich wypocin. <skacze> Tak niewiele o Marii napisałaś, a na piękną krowę wyszła. <smiech> Praca, praca, kariera... To tak bardzo przysłania jej oczy... A w relacjach margaty ciekawie, najpierw kolorowo, potem "to nic nie znaczyło". Coś czuję, że ładnie będą się godzić za jakiś czas... :D
-
Am, dawaj szybciutko cedeka! ;) Ja dodaję ostatnią część, jaką mam. ;) Kolejną zaczęłam, ale jakoś nie mogę się za to wziąć po długiej przerwie...
14.
Zegar wiszący na ścianie wskazywał drugą w nocy. Marek przebudził się, sam nie wiedział dlaczego. Po chwili do jego uszu doszły jakieś dziwne, ale bardzo ciche odgłosy z salonu. Upewnił się, że Agata głęboko śpi i wyszedł ostrożnie z łóżka. Nie wiedział, czego może się spodziewać, ale delikatnie uchylił drzwi i zajrzał do pomieszczenia obok.
W salonie płonęła jedna mała lampka. W bladym świetle dostrzegł ojca Agaty, opartego o fotel. Stał tak i patrzył na ścianę ozdobioną jego trofeami, wzdychając co chwila. Dębski podszedł do niego.
- Obudziłem cię? - zapytał Przybysz, kiedy zauważył zbliżającego się mężczyznę.
- Nie wiem, jakoś tak chyba sam się przebudziłem. A pan dlaczego nie śpi? - zainteresował się.
- Wspomnienia. Często nie dają nam spokoju, męczą po nocach. - wzruszył ramionami. - Na starość przychodzi taki czas, kiedy uświadamiamy sobie, że nasze życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby się powiedziało coś innymi słowami, dokonało innego wyboru? - mówił powoli, zamyślony. ? Wy młodzi jeszcze tego nie rozumiecie - westchnął.
Dębski czuł, że Przybysz potrzebował rozmowy.
- A pan czegoś żałuje?
- Mnóstwa rzeczy. W młodości popełniałem jeden błąd za drugim, aż mam ochotę dać sobie w twarz, tak mi wstyd. Nie wiedziałem wtedy nic o życiu, byłem głupim młodzieńcem, który marzył o karierze piłkarskiej. I udawało mi się. Ale tak się w tym biegu zatraciłem, że zapomniałem, co jest w życiu najważniejsze. Wiesz, o czym mówię? - zapytał Marka.
- Miłość - szepnął po chwili, myśląc o Agacie.
- Dokładnie. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Każdy gdzieś goni, chce osiągnąć sukces w pracy, kupić sobie drogie auto, zostać gwiazdą światowego kina. A w życiu nie o to chodzi. Praca, samochód czy sława nie dadzą nigdy człowiekowi takiego szczęścia, jakie może dać właśnie druga osoba. Ja zrozumiałem to dopiero kiedy poznałem mamę Agatki. To była wspaniała kobieta - mężczyzna spojrzał gdzieś daleko, daleko w przeszłość, uśmiechając się do siebie. - Dopiero ona otworzyła mi oczy. To było jak grom z jasnego nieba. Zupełnie mnie zmieniła. Stałem się kochającym mężem, a później także ojcem. Nic tak nie łączy dwoje ludzi jak dziecko - spojrzał na niego wymownie.
Marek trochę się zawstydził pod naciskiem tego spojrzenia. Wiedział, że stary Przybysz ma rację. Sam nigdy nie rozmyślał tak głęboko o sensie ludzkiego istnienia, ale wiedział, że coś takiego jest. Spojrzał w oczy Andrzeja i przytaknął.
- Moja córka jest bardzo podobna do swojej matki. Uparta, zaradna, mądra i ma w sobie mnóstwo empatii. Nigdy nie sprawiała nam problemów. Tylko czasem mi się wydaje, że ona sama siebie nie docenia. Nie wie jeszcze, na ile ją stać.
- Dlaczego? - zapytał, nie do końca rozumiejąc.
- Bez doświadczenia macierzyństwa żadna kobieta nie dowie się, jak potrafi być silna - wytłumaczył. - Ale nie będę cię już trzymał, wracaj do spania - pogonił Marka, uśmiechając się do niego na znak, że to już koniec nocnej pogawędki. Nie chciał młodemu niczego sugerować, tak tylko wspomniał...
- Dziękuję za tę rozmowę - rzekł zamyślony jeszcze Dębski, kierując się w stronę pokoju.
- To ja ci dziękuję - mrugnął do niego Andrzej.
Marek wrócił do lóżka. Wchodząc pod kołdrę zbudził niechcący brunetkę.
- Co jest? - zapytała, ziewając przeciągle i robiąc mu miejsce obok siebie.
- Nic. Po prostu chciałem ci powiedzieć, że bardzo cię kocham. I że jesteś dla mnie najważniejsza. Zawsze byłaś i będziesz.
Po tym wyznaniu Agata nie wiedziała, czy to nadal sen, czy jawa. Jakby na potwierdzenie prawdziwości tych słów poczuła na swoich ustach wargi ukochanego. Oddała się pieszczocie, angażując w nią wszystkie swoje uczucia. Motyle w jej brzuchu wirowały w dzikim tańcu, serce oszalało, a skóra drżała pod dotykiem jego rąk. W takich chwilach czuła się wyjątkowo. A on? Ciężko było mu uwierzyć, że znalazł prawdziwą miłość. Kiedyś myślał, że to Maria jest "tą jedyną". Jak bardzo się wtedy mylił... Teraz żałował tego, że tak późno zorientował się, kogo naprawdę kocha. Że dopiero zdrada jego ówczesnej partnerki zachęciła go do tego, by walczyć o swoje...
Świt nastał zdumiewająco szybko. Agata obudziła się jako pierwsza i wymknęła cichaczem do kuchni. Zastała tam swojego ojca, który popijał herbatę, patrząc na krajobraz za oknem.
- Cześć tatku - przywitała się z ojcem, przytulając go od tyłu.
- O, cześć córcia - uśmiechnął się do niej. - Już wstałaś?
- Jak widać - cmoknęła go w policzek. - A ty czemu tak wcześnie na nogach?
- Szkoda życia na sen, zwłaszcza, że coraz mniej go zostaje? - powiedział, zapatrzony w podłogę.
- Tato, co ty za głupoty wygadujesz? - Agata spojrzała na niego z dezaprobatą, oddalając się od niego na krok.
- Nie głupoty, tylko prawdę mówię - spojrzał na nią tak, jak to robi ojciec, kiedy udowadnia dziecku, że jest w błędzie.
- Oj, zobaczysz, jeszcze długo pożyjesz - zapewniła go córka, opierając się o szafki i krzyżując ręce na piersi.
- A wnuków się doczekam?
Agata została zbita z tropu. Od razu uśmiech z jej twarzy zszedł.
- Tato... - westchnęła.
- No co? Nie chcesz mieć dziecka? - zapytał prosto z mostu.
- Nie wiem, nie zastanawiałam się - powiedziała do podłogi, bawiąc się ścierką.
- To może czas najwyższy? -proponował, ale w tej chwili przerwał mu Dębski, który wszedł do kuchni.
- Cześć wszystkim - przywitał się, rozglądając po pomieszczeniu. Widząc dość poważne i zakłopotane twarze obecnych bąknął - To ja może pójdę wziąć prysznic... - i wyszedł, zostawiając ich samych.
- Tato, nie drążmy tego tematu - kontynuowała Agata, chcąc go jakoś powstrzymać przed przeciąganiem tej rozmowy.
- Nigdy o tym nie rozmawialiśmy - wypomniał jej. - Agatko, jesteś z Markiem szczęśliwa, prawda?
- Jestem, ale to nie zmienia faktu, że na dziecko jeszcze za wcześnie - oznajmiła, mając w głowie wspomnienie wypadku. - Zresztą ja nawet nie wiem, jak to wszystko się ułoży - popatrzyła w jego oczy z całą swoją szczerością, aby dać mu do zrozumienia, że mówi prawdę. - Nie wiem, jak będzie wyglądało jutro, pojutrze, następny miesiąc. Nie mogę teraz planować całej reszty swojego życia, kiedy wielu rzeczy jeszcze nie pamiętam. Zresztą w ogóle o czym my mówimy? - lekko się zirytowała.
- No dobrze już, dobrze - skapitulował Andrzej, nie chcąc bardziej naciskać na córkę. Widział, że to nie ma sensu.
Reszta poranka minęła im już przyjemniej. Cała trójka wesoło rozmawiała, opowiadali sobie różne anegdotki, a przed południem młodzi zaczęli się pakować.
- Ale nie zostaniecie na obiedzie? - zapytał Andrzej, gdy zanosili bagaże do auta.
- Tato, jest zima, szybko robi się ciemno, a chyba nie chcesz, żebyśmy po nocy wracali?
- No tak, masz rację - No to szerokiej drogi wam życzę. Wpadnijcie jeszcze do starego kiedyś - zaśmiał się.
- Obiecuję, że przyjedziemy niedługo z wizytą - rzekł Dębski na pożegnanie.
I ruszyli w drogę. Warunki atmosferyczne nie były nawet złe. Słońce schowane za chmurami nie oślepiało kierowców, śnieg nie sypał, a ten zalegający na ulicach został odsunięty na pobocza.
Para adwokatów całą drogę nie odezwała się do siebie ani słowem. Posyłali sobie ciepłe spojrzenia co jakiś czas, ale jakoś tak oboje odczuli potrzebę milczenia. Agata w pewnym momencie tak głęboko pogrążyła się w swoich myślach, że zasnęła. I tak oto dojechali po czterech godzinach do zakorkowanej Warszawy.
- Jesteśmy, obudź się - powiedział Dębski, gdy stanął pod jej mieszkaniem. Agata przetarła oczy, rozejrzała się i dopiero po chwili coś do niej dotarło.
- Chodź, pomogę ci z bagażami - zaproponował, podając jej rękę przy wysiadaniu. Kobieta zachwiała się i oparła plecami o samochód.
- Mmm? Chyba się jeszcze nie do końca rozbudziłam - powiedziała przeciągając samogłoski. Mężczyzna przytrzymywał brunetkę w pasie.
- No chyba nie masz zamiaru znowu zasypiać... Ziemia do Agaty Przybysz, juhu! - zawołał jej do ucha.
- Już, już... - otworzyła w końcu oczy. - Nie dałeś mi się w nocy wyspać, to teraz masz za swoje - pokazała mu język.
- No pacz, będzie mi wypominać - pokręcił głową i zaczął ją łaskotać.
- Przez kurtkę, to ty sobie możesz, Dębski... - zaśmiała się Przybysz, złapała jedną z walizek i ruszyła na górę. Mężczyzna zamknął auto i poszedł z drugim bagażem za nią.
- No i jak to teraz będzie wyglądać? - zapytała trochę zawiedziona, kiedy weszli do jej mieszkania, odłożyli torby i usiedli na łóżku. - Urlop się skończył, znowu jesteśmy tutaj, praca, obowiązki...
- Czyżby mecenas Przybysz chciała mi dać do zrozumienia, że będzie jej mnie brakowało wieczorami? - zapytał, wzruszając zawadiacko brwiami.
- No coś w ten deseń - przyznała otwarcie. - Całkiem fajnie nam było we dwójkę, nie uważasz?
- Wiesz... Możemy do siebie wpadać po pracy na herbatkę i ciasteczka - zaproponował, przybliżając się do niej. - Może być?
Kobieta pod wpływem jego słodkiego spojrzenia i zapachu ulubionych perfum zdekoncentrowała się. Mruknęła tylko: "Mhm", a potem opadła razem z nim na łóżko, na którym siedzieli i zatopiła w pocałunkach ukochanego.
- Wiesz... - zaczął, gdy odpoczywali w ciszy wtuleni w siebie. - Kiedy twój ojciec do mnie zadzwonił, że wyjeżdża... No, miałem nadzieję, że tak się właśnie wszystko potoczy. Tak, jak jest teraz.
- Czyli zaplanowałeś wszystko? Począwszy od tego, żebym ci zaufała, skończywszy na całkowitym oddaniu? - zaśmiała się.
- Ano... - potwierdził.
Był niezwykle zadowolony z takiego obrotu spraw. Kiedy kilka dni temu wsiadał w swój samochód i jako miejsce docelowe wybrał Bydgoszcz, nie miał pewności, co go tam czeka. Brał nawet pod uwagę możliwość natychmiastowego powrotu do stolicy, gdyby Agata nie zgodziła się na to wszystko. Ale tylko chwilę miał takie czarne myśli. Przez większość drogi wyobrażał sobie to bardziej optymistycznie. I sprawdziło się. "Dębski, ty miszczu" - pomyślał.
- Będę się zbierał - oznajmił, kiedy zrobiło się już dość ciemno. Pożegnał się czule z mecenas Przybysz, zostawiając ją samą w pustym mieszkaniu.
"Ale dziwnie" - pomyślała. "Tak cicho, wszystko takie ciasne się wydaje... No, dość małe to moje mieszkanie w końcu. Hmm. Może się rozpakuję?"
Brunetka zajęła się opróżnianiem torby, układała wszystko na półkach, trochę posprzątała. Nie mogąc znieść tej ciszy, uruchomiła odtwarzacz mp4. Zamyślała się przy wolniejszej melodii, nabierała skoczności i ekspresji ruchów, słysząc weselszą nutę. Kiedy wszystko było już gotowe, stanęła obok okna i patrzyła na Plac Zbawiciela przyozdobiony zimowym wieczorem. Sklepowe witryny biły neonami nadchodzących świąt, część młodzieży nosiła dla żartu czapki świętego Mikołaja i ogólnie jakoś tak wszyscy inaczej wyglądali. Na twarzach przechodniów malowało się zmęczenie, ale w oczach dostrzec można było małą radość z tego pięknego okresu. Wszystkim w głowach już choinki, prezenty i kolacja wigilijna. Dorośli wracali wspomnieniami do czasów dzieciństwa, tęskniąc za tą magią, którą się czuło, będąc małym.
Agata także pokusiła się na takie wspomnienia. Nie pamiętała zbyt dokładnie okresu, gdy była dzieckiem, ale przychodziły jej do głowy jakieś urywki, fragmenty... Wspominając, na wszystko patrzyła jakby z boku, a obraz przybierał barwę starego filmu i zapach książki sprzed pół wieku. Kobieta widziała kilkuletnią siebie, siedzącą pod choinką w objęciach mamy. Razem rozpakowywały prezenty. Dostała wtedy śliczną, miniaturową zastawę stołową z porcelany. Od razu przypomniała sobie, jak kilka lat później musiała oddać ją młodszej kuzynce, bo rodzice uznali, że Agata jest już za duża na takie zabawy w herbatki z misiem. Było jej wtedy przykro, ale nie protestowała. Od zawsze wyróżniała się rozsądkiem i po tylu latach miała wrażenie, jakby nigdy nie była dzieckiem. I właśnie dzięki temu rozsądkowi tak szybko doszła do siebie po wypadku. Mimo ogromnego dyskomfortu psychicznego, zniosła dzielnie ten ciężar.
Następnego dnia rano Agata wybrała się do lekarza na wizytę kontrolną. Usłyszała, że wszystko idzie w dobrym kierunku, skoro powoli odzyskuje wspomnienia, oraz że miała też wiele szczęścia. Niektórzy przy takich urazach głowy, jakich ona doświadczyła, mają poważne problemy, które mogą się ciągnąć latami, tymczasem dla niej los był łaskawy i w przeciągu najbliższych miesięcy powinno wszystko wrócić do zupełnej normy. Doktor podziękował jej także za to, że była wzorową pacjentką. Jeszcze nie spotkał się z takim przypadkiem, kiedy osoba pogrążona w amnezji wszystko przyjmowała ze spokojem i współpracowała, aby jak najszybciej zażegnać kryzys.
Zadowolona Przybysz po wyjściu od lekarza pojechała prosto do domu Gawronów. Chciała przywitać się z przyjaciółką. Miała tak wyśmienity humor, że bała się trochę, że zmiażdży rudowłosą w radosnym uścisku. Wsiadła do auta i wesoło pokonała zakorkowane centrum stolicy.
- Agata? A co ty tutaj robisz?! - zdziwiła się Dorota, kiedy otworzyła drzwi.
- Ja też się cieszę, że cię widzę - przewróciła oczami mecenas Przybysz.
Kobiety wyściskały się w drzwiach, a gdy brunetka rozgościła się na kanapie w salonie przyjaciółki, znów wróciły do przytulania.
- Jejku, dwa dni bez ciebie, a ja mam wrażenie, jakbyśmy z miesiąc się nie widziały - rzekła ciężarna.
- Ja mam tak samo - wzruszyła się Agata. - Od jutra wracam do pracy, ale będę wpadać - obiecała.
Kobiety chwilę patrzyły na siebie, z wyrazu ich twarzy można było wyczytać, że są szczęśliwe. Jedna spodziewała się dziecka, druga była szczęśliwie zakochana. Do tego obie miały wspaniałych przyjaciół, satysfakcjonującą pracę... O czym więcej mogły w tej chwili marzyć?
- Na kiedy masz termin? - zapytała Agata, gładząc zaokrąglony brzuch przyjaciółki.
- Gdzieś za tydzień - odpowiedziała. - Siedzę tu jak na szpilkach, trochę się boję.
- No weź przestań, robiłaś to już dwa razy - pocieszała ją Przybysz.
- Niby racja, ale za każdym razem mam wrażenie, że coś pójdzie nie tak... - Dorota posmutniała.
- Weź nawet tak nie mów! - upomniała ją brunetka, oburzając się trochę.
- Sama się kiedyś przekonasz, że to nie tak łatwo - zarzuciła sieć na przyjaciółkę.
- Niekoniecznie - bąknęła pod nosem, nie chcąc kontynuować tego tematu.
- Agata... - ciężarna spojrzała na nią spod byka. Przybysz odwróciła wzrok. - Ty wiesz, że tej decyzji nie możesz odkładać w nieskończoność. Nie mówię też, że już teraz masz ją podjąć, ale chociaż się zastanów - poprosiła, lekko się uśmiechając, by rozładować powagę rozmowy. - Też chcę zostać ciocią... - szepnęła jej na ucho. Brunetka nic nie odpowiedziała, tylko przytuliła się do Doroty jeszcze bardziej i tak siedziały kolejne 10 minut.
Jednak potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Odejście wód płodowych, skurcze, przetransportowanie rudowłosej do szpitala przez przyjaciółkę... Poród odbył się szybko. Wojtek zdążył przyjechać na ostatnią chwilę. Trzymał ukochaną żonę za rękę, kiedy ich córeczka zapłakała po raz pierwszy w swoim życiu. Agata na wszystko patrzyła z boku. Nie mogła uwierzyć, że taka mała istotka może dać tyle szczęścia. Obserwowała tę trójkę i kręciła głową. Nagle poczuła, że ktoś obejmuje ją od tyłu w pasie. Odwróciła się, a gdy ujrzała Marka, posłała mu piękny uśmiech.
- Widzę, że właśnie zostaliśmy rodzicami - ucieszył się mężczyzna, kołysząc ukochaną w ramionach.
- Tylko chrzestnymi - przypomniała mu.
- No to chyba czas się nad czymś zastanowić - powiedział zapatrzony w Dorotę, Wojtka i ich córeczkę jak w obrazek.
Agata nic nie odpowiedziała. Pomachali razem świeżo upieczonej matce zza szyby. Później zostali do niej na chwilę wpuszczeni, ale zmęczona Dorota zasnęła. Wojtek chciał z nią zostać, więc poprosił Marka, żeby odebrał Filipa z przedszkola i Jaśka ze szkoły. Agata obiecała zająć się chłopcami popołudniu.
- No, to co robimy? - zapytała Przybysz swoich podopiecznych.
- Może pogramy? - zaproponował Jasiek, wyraźnie zadowolony ze swobody, jaką niosła nieobecność rodziców.
- O nie, kochaniutki, nie na taką odpowiedź liczyłam - Przybysz pokręciła głową. - Twoja matka łeb by mi ukręciła. Lekcje odrobione?
- Ale jest jeszcze wcześnie... - jęknął młodzieniec.
- No, to tym bardziej bierz się do zadań, bo później jedziemy do szpitala - zarządziła. - No chyba chcesz zobaczyć mamę i siostrę?
- Chcę, chcę... - odparł zrezygnowany i poszedł na górę do swojego pokoju.
- A ty co, mały? - zapytała Filipa, który siedział cicho na kanapie, co było trochę podejrzane.
- Nico - odpowiedział, wyraźnie nadąsany.
Agata usiadła obok niego, ale ten się odsunął. Przybysz od razu zrozumiała o co mu chodzi. Mimo jego wcześniejszych protestów przysunęła się najbliżej jak mogła, a potem mocno go przytuliła.
- Wiesz przecież, że twoja mam cię kocha. I nigdy nie przestanie, nawet jeśli teraz będzie poświęcała trochę więcej uwagi twojej siostrze ? czule pogłaskała go po blond włosach, a mały uważnie słuchał. - To nie jest tak, że matka kocha najbardziej dziecko, z którym spędza najwięcej czasu. O każdego z was martwi się tak samo. I zrobisz jej dużą przykrość, jeśli będziesz obrażony.
- Myślisz? - zapytał, patrząc na nią z zastanowieniem w oczach.
- Ja to wiem - uśmiechnęła się do Filipa i poczochrała jego czuprynę.
- No to okej - powiedział chłopiec wesoło. - A będę mógł się z Zuzią pobawić?
- Wiesz... Teraz ona jest chyba za malutka na zabawy, ale jak trochę podrośnie, to pewnie nie będziesz mógł się od niej odpędzić - zażartowała. - Siostry uwielbiają swoich starszych braci.
- No to super - wyszczerzył się. - Pobawimy się w chowanego?
- Jasne - zgodziła się Agata.
Przybysz zabawiała Filipa, przypilnowała Jaśka i ugotowała im obiad. Gdy zjedli, przyjechał po nich Dębski i całą czwórką udali się do szpitala.
-
Agata jako mama? Hmm.. to mogłoby być ciekawe :D Pisz, pisz :-*
Ja mam kilka zdań, ale brak mi natchnienia, żeby dokończyć. :( Postaram się zrobić to szybko ;)
-
5.
Rano spotkał Agatę w hotelowym korytarzu. Chciała go minąć bez słowa, ale zastawił jej drogę. Spojrzała na niego, a w jej oczach zobaczył smutek.. smutek i ból. Wiedział, że ją skrzywdził i czuł się z tym potwornie, jak ostatni kretyn. A teraz nie miał pojęcia jak to naprawić. Co ma jej powiedzieć? A może to co wtedy od niej usłyszał to była prawda. To, że to była pomyłka, że żałuje. Świadomość, że wszystko spieprzył, że skrzywdził kobietę, którą kocha była nie do zniesienia. Musiał jej wyjaśnić, musiał przeprosić za swoje zachowanie. Chciał jej powiedzieć, że jest dla niego ważna.. najważniejsza. Chciał wyznać, że między nim a Marią od dawna nic nie ma. Tak bardzo chciał ją przytulić, a jednocześnie bał się odrzucenia. Nigdy nie czuł niczego podobnego. Patrzył na jej smutną twarz i nie mógł wydusić słowa. Od czego ma zacząć? Czy korytarz jest odpowiednim miejscem do wyznania miłości?
Z pokoju obok wyszła młoda kobieta. Widząc tą dwójkę uśmiechnęła się pod nosem i dyskretnie przemknęła się między Dębskim, który zrobił jej miejsce, a ścianą. Nadal żadne z nich nie powiedziało słowa. Gdy Marek wziął głęboki oddech i chciał zaproponować szczerą rozmowę w korytarzu stanęła Maria, która najwidoczniej postanowiła poszukać swojego ukochanego. Widząc mężczyznę wpatrującego się w Agatę zdała sobie sprawę, że coś między nimi jest. Nie chciała dać za wygraną. Marek był jej. Natychmiast podeszła do zmieszanej pary i złożyła gorącego buziaka na ustach Dębskiego. Brunetka chciała jak najszybciej udać się do pokoju, zniknąć z stamtąd. Czuła się jak jego zabawka. Gdy chciała wyminąć mężczyznę ten złapał ją za rękę. Zmierzyła go zabójczym wzrokiem.
- Poczekaj - spojrzał na nią błagalnym wzrokiem - chcę, żebyś przy tym była. Może to nie jest odpowiednie miejsce, ale ja już dłużej nie wytrzymam! - obie kobiety patrzyły na niego ze zdziwieniem - Marysiu, muszę Ci coś powiedzieć? - nie musiał, Okońska doskonale wiedziała co Marek ma na sumieniu - Ja... ja... musimy się rozstać... ja... - spojrzał czule na Agatę, która wlepiała w niego swoje oczy z niedowierzaniem - kocham Agatę -odetchnął z ulgą - kocham ją i chce z nią być - Przepraszam - dodał. Agata oniemiała. Nie spodziewała się takiego wyznania. Zaskoczył ją. Marię też zaskoczył. Nie myślała, że Dębski odważy się na takie posunięcie. Była pewna, że jej nie zostawi. Myliła się, bardzo się myliła.
- Jesteś skończonym dupkiem! Nie spodziewałam się tego po Tobie! - wściekła pani prokurator rzuciła mężczyźnie groźne spojrzenie - Idę spakować swoje rzeczy i wyjeżdżam, wyprowadzę się od Ciebie zanim zdążysz wrócić do Warszawy - wyminęła ich i szybkim krokiem udała się do pokoju. Teraz zostali sami. Zapadła niezręczna cisza. Trwali chwilę w milczeniu do czasu gdy z pokojów zaczęli wychodzić hotelowi goście.
- Chodźmy do mojego pokoju - zaproponowała - wszyscy się na nas gapią - złapała go za rękę i pociągnęła w za sobą. Serce waliło mu jak oszalałe. Nie wiedział czego się spodziewać, wielkiej awantury czy zrozumienia. Znał ją dobrze, nie raz pokazała, że ma ostry charakterek. Zawsze musiała postawić na swoim. To mu się w niej podobało.
Gdy znaleźli się w pokoju znów zapanowała głucha cisza. Spoglądali na siebie co chwilę, nic nie mówiąc. Agata była zła na niego, że tak się wtedy zachował, że poleciał do Okońskiej. Zabolało ją to, ale teraz udowodnił jej, że to ona jest dla niego najważniejsza. Impuls sprawił, że wtuliła się w jego silne ramiona. On nic nie mówiąc gładził ją po plecach. Czuła, że teraz będzie wszystko dobrze. Czuła się bezpiecznie.
- Kocham Cię - po raz kolejny usłyszała te dwa magiczne słowa z jego ust. Podniosła głowę i złożyła na nich pocałunek.
-Też Cię kocham. Bardzo, bardzo - zatracili się w pocałunkach. Byli szczęśliwi.
Koniec, bo ostatnio kiepsko z moją weną. Ja tak mam, że jak mam wenę na pisanie opowiadać to na nic innego nie mam, jak mam wenę na robienie grafik to tylko grafiki robię, a teraz mam wenę na masową obróbkę zdjęć. ;D Mój mózg nie potrafi mieć kilku wen na raz <hahaha>
Ala, a Ty już coś napisałaś? :-*
-
Am, piękne zakończenie <3 I zapewne wiesz, ze czekam na kolejne pomysły. ^^
Ja jeszcze nie napisałam kolejnej części i jakoś nie mam się jak za to zabrać. Niecały miesiąc do matury, ja w kropce, a opowiadania sobie pisać będę :D
-
Ucz się, ucz! Opowiadanie nie zając.. :) Trzymam kciuki! :-*
Ja napisałam takie krótkie, jednoczęściowe. Moja wizja zakończenia 6 odcinka. :)
Po raz kolejny dostałem kosza. Boże! Czy ta kobieta nie traktuje mnie poważnie? Jestem dla niej zwykłym, normalnym facetem, którym nie warto zaprzątać sobie głowy. Czy ona ma mnie za buraka, gbura i chama? Faktem jest, że wtedy nie byłem zbyt trzeźwy, ale miałem świadomość tego co mówię. Z resztą na trzeźwo nie miałbym odwagi na taką zaczepkę. Jednak nawet pod wpływem alkoholu, miałem pewne obawy. Wiązało się to z ryzykiem awantury. Sytuacja jednak dobrze się dla mnie skończyła. Nie było kłótni, nie usłyszałem, że jestem chamskim, bezczelnym alkoholikiem. Mogła mi przecież dać w twarz, wylać na mnie whiskey, a nawet, biorąc pod uwagę jej temperament, mogłem dostać mocnego kopniaka między nogi...ałć... na samą myśl mnie boli. To jednak nie zmienia faktu, że mnie olała. Może ja już nie pociągam kobiet? Aż ta się zestarzałem?
Gdy szła w moją stronę miałem tysiąc różnych myśli. Już sobie wyobrażałem jak mnie namiętnie całuje, a później... (tak, zachowuje się jak niewyżyty samiec), nic nie poradzę, że ta kobieta tak na mnie działa. To, że mnie od siebie odsuwa działa na mnie jak magnes. Jestem w stanie zrozumieć, że nie chciała wchodzić między mnie a Marię, ale teraz? Czy ona nie widzi tego jak na nią patrzę? Nie widzi, a może nie chce widzieć? Kobiety są bardzo skomplikowane, czasem mam wrażenie, że ich się nie da zrozumieć. Co mam zrobić? Jak jej udowodnić, że mi na niej zależy? Nie chodzi mi o przygodę na jedną noc. Agata jest kobietą, przy której mógłbym się zatrzymać. Tak, wiem, że o Marii też tak myślałem, ale to była pomyłka. Ja i ona to dwa różne światy. Maria jest zbyt.. egoistyczna. Miałem wrażenie, że mnie w tym związku nie ma. Owszem, były cudowne chwile, które jednak szybko minęły, gdzieś się rozmyły, zniknęły za nami, zostały tylko kłótnie i ciche dni. Agata jest inna. Nie chcę ich tu porównywać, bo to nie miałoby sensu. Z Marysią mi nie wyszło. Nie pasowaliśmy do siebie i tyle. Nie będę się w to zagłębiać. Było, minęło. Skupmy się na tym co jest. Co, a raczej kto. Piękna brunetka, która zawróciła mi w głowie. Kobieta, która nie uległa mi po pierwszym pocałunku, ba! po drugim też mi nie uległa. Kobieta z charakterem. Ona chyba nie zdaje sobie sprawy co ze mną robi, jak moje serce wariuje gdy jest w pobliżu. Może gdyby wtedy nie zobaczyła w drzwiach Marii, gdybym to ja otworzył te pieprzone drzwi wszystko wyglądałoby inaczej. Może los chce, żebym się bardziej postarał? Zaryzykować? Iść do niej? I co ja jej powiem? ? No, dobra! Raz sie żyje. Idę!
Co za pogoda. Znowu pada. Zimno. Brr... Jadę mokrymi ulicami stolicy i myślę. Co ja jej powiem? Stanę w drzwiach i...? Może Cześć, długo się zastanawiałem czy do Ciebie przyjść... Nie, bez sensu. Dębski skup się! Hej Agata. Pięknie wyglądasz. A jak będzie w piżamie z rozczochranymi włosami? Oczywiście wtedy też będzie pięknie wyglądać, ale może mnie źle zrozumieć. No, i już jestem pod jej mieszkaniem. Nic sensownego nie wymyśliłem, a serce podskakuje mi do gardła. Jestem pod drzwiami. Nie mogę się teraz wycofać. Pukam... Cisza. Pukam jeszcze raz... znowu cisza. Dzwonię... nie odbiera.
Czekam pod drzwiami, ale nic. Nie ma jej. Akurat dzisiaj, o tej godzinie musiała wyjść? Gdzie, z kim? Wracam do domu, przecież nie będę na nią czekał. A jak nie wróci na noc? A jak wróci z jakimś gościem? O nieeee. Poczekam! Muszę przecież wybadać sytuację. A jak Agata kogoś ma? Jakiegoś zabójczo przystojnego faceta.. na samą myśl mnie skręca. Teraz bawi się z nim w najlepsze, a o mnie nawet nie pomyśli. Dlaczego ja wcześniej nie zebrałem się na odwagę?
Siedzę w samochodzie pod kamienicą, a jej nie ma. W głowie wiruje mi tylko jedno. To dlatego mnie ignoruje? Dlatego, że kogoś ma. Byłem tak pogrążony w myślach, że nie zauważyłem, że Agata zaparkowała obok. Spojrzałem w bok i zobaczyłem jej zdziwioną i jednocześnie roześmianą twarz. Opuściłem szybkę. Zrobiła to samo. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie z niedowierzaniem. Była sama, moje obawy, na szczęście, się nie sprawdziły. W końcu zaproponowała mi, żebym wszedł na górę. Tak zrobiłem. W milczeniu dotarliśmy do mieszkania. Słowa były zbędne. Szczególnie gdy dowiedziałem się, że Agata była pod moimi drzwiami. Nieprawdopodobny zbieg okoliczności, prawda? Życie jednak jest piękne! Zaproponowała mi coś do picia, nie odezwałem się. Podszedłem bliżej. Miałem ją na wyciągnięcie ręki. Bez słowa zbliżyłem się jeszcze bardziej i zacząłem ją całować. Ot tak. A ona, o dziwo, oddała pocałunek. Czułem jak moje serce wariuje. Pod jej naporem zrobiłem kilka kroków do tyłu. Moje nogi spotkały się z oparciem od kanapy, na której z resztą szybko wylądowałem. Agata wylądowała na mnie. Zdjęła mi krawat i rzuciła za siebie. Zrobiłem to samo z jej bluzką. Reszta ubrań podzieliła ich los. Co to był za wieczór! Cudowny. Niezapomniany. Wylądowaliśmy na podłodze, między kanapą, a stolikiem. Tym razem to ja wylądowałem na Agacie. Nie był to zbyt wygodny wariant, więc wziąłem ją na ręce i przeniosłem do sypialni. Tam delikatnie, jak największy skarb, położyłem ją na łóżku i unosząc się na rękach patrzyłem w jej roześmiane, błyszczące oczy. Podniosła się i zaczęła mnie całować. Bałem się, że to sen. Tej nocy kochaliśmy się po raz pierwszy (i nie ostatni!). Gdy leżeliśmy zmęczeni, wtuliła się we mnie i wyszeptała te dwa magiczne słowa Kocham Cię. Nie musiała długo czekać na odwzajemnienie. Tak to się właśnie potoczyło. Jestem szczęśliwym facetem. Mam u boku kobietę, którą kocham, i która kocha mnie.
-
O, Pani! Jak cudownie, romantycznie, wspaniale! :D <serduszko>
Jak ja kocham twoje opa... Są takie magiczne... Pięknie! <serduszko> :buziak:
-
O Jezu, Am... <serduszko>
Ja z okazji takiej, że się po prostu spięłam i odłożyłam niektóre obowiązki na później, napisałam jednoczęściowe opo niepowiązane z tym wielopartowym, które kontynuuję gdy tylko znajdę dłuższą chwilę. :)
Moja wersja pobytu w Krynicy z odcinka 7 sezonu 3. :D
Dorota wróciła do Warszawy. Tak to jest, kiedy ma się trójkę dzieci i niezaradnego męża. Wystarczy, że jedno się rozchoruje, a potem to już reakcja łańcuchowa. Tak było i w tym przypadku. Rudowłosa musiała opuścić swoich przyjaciół, by zaopiekować się domem pełnym zarazków. Marek i Agata zostali sami w Krynicy, aby do końca doprowadzić sprawę, którą się zajęli. A nie była to sprawa prosta. Na każdym kroku mnóstwo niedomówień, uchybień, kłamstw. Nic więc dziwnego, że ich pobyt w tym malowniczym miejscu ciągnął się w nieskończoność, a każdego wieczora wracali styrani po kolejnej ciężkiej rozprawie czy spotkaniu z klientami, załamując ręce nad kolejnymi niepowodzeniami. Pozbawieni pomocy rudowłosej pracowali jeszcze więcej, jeszcze ciężej, tym samym mając mniej czasu na odpoczynek i jakąkolwiek integrację. Praca, praca, praca. A oboje zupełnie inaczej wyobrażali sobie ten wyjazd?
Zimowy wieczór okrył ciemnością widniejące za oknem hotelowego pokoju góry. Śnieg lekko prószył, a wszędzie panowała niezwykła cisza. Mecenas Przybysz dopiero co wróciła ze spotkania ze świadkami. Znów była bardzo zdenerwowana - kolejne zebranie, które nie wniosło nic konkretnego do sprawy. Ci ludzie nie potrafili się dogadać, a jej już brakowało sił, by co chwilę ich uciszać i tłumaczyć od nowa, że takim działaniem do niczego nie dojdą. Miała już tego po prostu dość. Najzwyczajniej w świecie niezawodna pani Przybysz czuła, że nie podoła temu wyzwaniu. Jej samej ciężko było w to wierzyć, ale cóż. Różnie w życiu bywa. Nikt nie jest idealny, a już na pewno nie ona. Kiedyś myślała, że jest nieskazitelną osobą, jednak w ostatnim czasie poznała swoją drugą twarz, której tak konsekwentnie nie pozwalała nigdy wcześniej ukazać światu i przede wszystkim sobie.
Kobieta stała na środku pokoju, w którym panował totalny chaos. Nawet nie miała czasu ani ochoty na chociażby poskładanie swoich ubrań, które leżały odłogiem na łóżku zajmowanym wcześniej przez Dorotę. Wszędzie były porozrzucane teczki i kosmetyki. Męczyło ją nawet patrzenie na ten obrazek. Chwyciła swoją koszulkę i krótkie spodenki, po czym udała się na długi i leniwy prysznic. Gdy wyszła z łazienki, wskazówki zegara zbliżały się do magicznej godziny 00. Powieki miała tak ciężkie, że do łóżka szła po omacku jak zombie. Padła na nie jak szmaciana lalka i już prawie zasypiała, kiedy przypomniała sobie, że musi jeszcze przekazać Dębskiemu to, czego dowiedziała się na spotkaniu. ?Pocieszona? tym, że nie było tego wiele, znalazła resztki sił, aby podnieść się z poduszek i podreptać do sąsiedniego pokoju. Zapukała bardzo słabo i oparta o framugę czekała, aż mężczyzna otworzy. Chwila ciągnęła się dość długo, a jej nie chciało się pukać drugi raz. Sterczała tak z zamkniętymi oczami i już powoli w jej głowie zaczęły pojawiać się abstrakcyjne kształty, które zwiastowały zapadanie w sen. Kiedy Marek wygramolił się z łóżka i po otwarciu drzwi ujrzał kobietę w takim stanie, zaśmiał się cicho. Oto z ledwością stała przed nim mecenas Przybysz, której najwyraźniej rozładowały się baterie. Rzeczywiście - wyglądała jak żywy trup.
- A ciebie co tu sprowadza o tej godzinie? - zapytał, gdyż brunetka nie zorientowała się, że drzwi zostały już otwarte. Agata lekko podskoczyła wyrwana z zapadania w sen na stojąco. Serce zaczęło jej walić jak wystraszonej sarnie.
- Jezu, człowieku, weź nie strasz... - powiedziała słabo, walcząc z opadającymi powiekami. - Mamy parę spraw do omówienia, ale tylko parę i zaraz znikam - wyjaśniła i ciężkim krokiem ruszyła w stronę pokoju Marka. Jej chód był lekko chwiejny, więc nic dziwnego, że wpadła na Dębskiego i prawie się przewróciła. Na szczęście mężczyzna miał odrobinę więcej sił i złapał ją w ostatniej chwili.
- Ty coś piłaś? - zaśmiał się, doprowadzając ją do swojego łóżka. Agata, niewiele myśląc, od razu wpakowała się pod zagrzaną przez kolegę pościel.
- Nie - szepnęła. - Ale mam wrażenie, że zaraz umrę ze zmęczenia ? powiedziała, ułożywszy się wygodniej i zamykając oczy. "Ach, znowu ta błoga ciemność" - pomyślała, gdy jej powieki opadły całkowicie.
- Miałaś mi coś powiedzieć - przypomniał, siadając obok i szturchając ją lekko. Był odrobinę rozśmieszony całą tą sytuacją.
- Mhm... - mruknęła cicho.
- No więc? ? nie odpuszczał.
- No więc to w sumie niewiele się dowiedziałam - ziewnęła. - Wydaje mi się, że ta cała Magda coś kombinuje.
Marek ledwo ją rozumiał. Plątał jej się język, a do tego mówiła tak cicho, że musiał się pochylić, aby wyłapać jakiekolwiek dźwięki.
- Czemu ci się tak wydaje? - zapytał, kładąc się na plecach obok niej. I tak nie miała siły zaprotestować, co bardzo go rozbawiło.
- Dziwnie się zachowywała. Tak jakby zależało jej na tym wszystkim... - wciąż przerywała swoją wypowiedź zmęczonymi oddechami.
- Na czym wszystkim? - nie zrozumiał Marek.
- Na rozprawie szybko żeby wygrana była i tam takie - odpowiedziała bez składu. A dwie sekundy później, najzwyczajniej w świecie zasnęła.
Dębski nie wiedział, co robić. Nie miał serca jej budzić i wyganiać, a sam by sobie nie poradził z przeniesieniem brunetki, bo też już opadał z sił. Leżał tak obok i myślał, co zrobić w tej sytuacji, aż tak się zamyślił, że nawet nie zauważył, kiedy zasnął.
Niedzielny poranek przywitał ich ostrym, zimowym słońcem. Para śpiących adwokatów leżała w siebie wtulona, zupełnie niczego nieświadoma. Powoli kończyli śnić swoje sny, a kiedy Agata jako pierwsza otworzyła oczy, przeraziła się. Zupełnie nie pamiętała jak tu się znalazła. Do tego Dębski, który oplatał ją swoim ramieniem? A ona jego? Bała się wykonać jakikolwiek ruch. Czuła się odrobinę skrępowana. Nie chcąc działać zbyt pochopnie i próbując się uspokoić, powoli przypominała sobie wydarzenia sprzed kilku godzin. Pocieszający był fakt, że nie palnęła niczego głupiego. Chyba. Po prostu zasnęła w łóżku faceta, z którym pracowała, który coraz bardziej ją intrygował, z którym miała kilka "bliższych spotkań" i tyle. "Przecież tak się czasem zdarza" - pomyślała. Zaśmiała się cicho i znów zamknęła oczy, chcąc się napawać jego bliskością jak najdłużej. Na co dzień nie miała takiej okazji. Ukrywała to, co do niego czuła na każdym kroku, sama nie wiedząc dlaczego właśnie tak postępuje. Chyba po prostu bała się kolejnego odrzucenia. Już raz się na nim zawiodła, kiedy wrócił do Marii i przekreślił jej nadzieje na zakopanie topora wojennego.
Kilka minut później poczuła, że mężczyzna się rozbudza. Specjalnie nie otwierała oczu, chcąc wybadać, jak on się zachowa w takiej sytuacji. Pozbawiona zmysłu wzroku mogła się domyślać, jaką właśnie ma zdziwioną minę. Pewnie patrzył z niedowierzaniem i w głowie miał te same myśli, co mecenas Przybysz przed kwadransem. Czuła na szyi jego przyspieszony oddech oraz to, że także próbuje się nie ruszać.
Dębski nie spodziewał się takiego widoku z rana. Owszem, zastanawiał się kiedyś jak to może być - obudzić się u boku Agaty. Ale po tym wszystkim, przez co przeszli, po tych kolejnych rozczarowaniach powoli przestawał wierzyć, że kiedyś będzie lepiej. Sam się sobie dziwił, że jego sercem zawładnęła kobieta, której nie mógł mieć. Zawsze coś ich dzieliło. Często się ze sobą sprzeczali, ale za każdym razem dochodzili do porozumienia i jakoś to było. Dawał jej sygnały, że nie jest mu obojętna. I miał wrażenie, że ona też nie traktuje go jak zwykłego znajomego z pracy. Ale to mogło być złudne. Nie chciał robić sobie zbędnych nadziei. Owszem, czasami przekraczali granice zwykłego koleżeństwa, był jeden pocałunek, potem drugi, a między nimi mnóstwo spojrzeń i cichych westchnień. Ale później zawsze nic. Mecenas Przybysz ciągle mieszała mu w głowie.
Kiedy Dębski również przypomniał sobie dlaczego brunetka zasnęła w jego łóżku, zaśmiał się cicho. Próbował zdusić w sobie rozbawienie, ale z marnym skutkiem. Chichotaniem doprowadził do tego, że Agata otworzyła oczy i spojrzała na niego. A jak wiadomo, śmiech jest zaraźliwy, w związku z czym kobieta również zaczęła prychać. Patrzyli na siebie roziskrzonymi, wesołymi oczami, nadal niebezpiecznie ciasno przytuleni. Pod wpływem chwili, zupełnie nieświadomie, Marek pocałował ją w czoło i delikatnie przesunął dłonią po jej ramieniu. Mecenas Przybysz momentalnie zesztywniała, a po jej ciele przeszedł dreszcz. Uśmiech zszedł z twarzy równie szybko, co się na niej pojawił. Odwróciła wzrok i chwilę później wyplątała się z jego objęć. Wyskoczyła spod kołdry jak oparzona i szybkim krokiem wyszła na korytarz. Szkoda tylko, że zostawiła klucz do swoich drzwi w pokoju Dębskiego. Nie wiedziała co teraz zrobić. Nie miała odwagi po nie wrócić. Postanowiła zejść po zapasowe do recepcji, jednak gdy uświadomiła sobie, że wygląda jak siedem nieszczęść, zaniechała tego pomysłu. Zagryzła wargę i zapukała raz jeszcze do pokoju, z którego przed chwilą uciekła.
- Klucze zostawiłam - mruknęła niewyraźnie, patrząc w dół. Marek ani drgnął. Stał w otwartych drzwiach i przyglądał się jej z uśmiechem. Agata podniosła wzrok i widząc, że Dębski nie zamierza zbyt szybko oddać jej przedmiotu, odwróciła się na pięcie i usiadła na podłodze pod swoim pokojem. Konsekwentnie wpatrywała się w swoje dłonie. Chwilę później poczuła, jak Marek siada obok niej. Bardzo blisko. Stykali się ramionami. Przybysz czuła się jak ostatnia idiotka.
- Głupio wyszło - zaczął.
- No głupio, nie powinnam była o tej porze do ciebie przy...
- Nie o to mi chodzi - przerwał jej. Wpatrywał się w nią tak intensywnie, że poczuła się, jakby przygniatał ją tonowym głazem. - Jakiś czas temu dowiedziałem się, że... - westchnął, by opanować emocje. - Że przyszłaś tamtej nocy do mnie.
Agata spojrzała na niego pytająco. Tamtej nocy? Jakiej nocy? Szukała odpowiedzi w jego źrenicach i chwilę później ją znalazła.
- Aaa, Maria zapomniała ci przekazać? - zakpiła, przewracając oczami. - Widzę, że od jakiegoś czasu zapomina też cię kontrolować. Skleroza czy co? - zauważyła zjadliwie. - Jesteśmy tutaj już kilka dni, a nie uraczyła cię ani jednym telefonem w godzinach pracy.
Agata ugryzła się w język. Chyba trochę się zagalopowała. Nastała niezręczna cisza.
- Nie jestem już z Marią - powiedział beznamiętnie Dębski, wstając z podłogi. - Od dawna - dodał. Zawiedziony, rzucił w jej stronę klucze i wszedł do swojego pokoju.
"Ty idiotko!" - pomyślała brunetka i karciła się w myślach na wszystkie sposoby wiązanką najnegatywniejszych epitetów mogących opisać ludzką podłość i głupotę. Udała się do zabałaganionego pomieszczenia. W złości zaczęła sprzątać porozrzucane przedmioty. Nabuzowana, tryskała energią największej elektrowni wiatrowej na świecie. Kiedy po kilku minutach drugie łóżko wyłoniło się zza bałaganu, Agata opadła na nie i zaczęła płakać. Miała już tego wszystkiego dość. Ciągle popełniała jakieś gafy, bez przerwy raniła tego? tego jedynego. Tak, nie wyobrażała sobie życia u boku kogoś innego. Po każdej kłótni coraz silniej to do niej docierało.
Płakała tylko chwilę. Była mistrzynią w opanowywaniu emocji nawet po tak silnych wybuchach. Wzięła kilka głębokich oddechów, po czym ruszyła do łazienki, by zażyć gorącej kąpieli na rozluźnienie. Ubrała się nareszcie w wygodne spodnie i szary T-shirt i różową bluzę z kapturem, a nie jak na co dzień w sztywny czarny uniform. W końcu była niedziela, mogła sobie na to pozwolić.
Chociaż była głodna, nie zeszła na śniadanie. Jak na jeden poranek wystarczy pogrążania się w coraz bardziej absurdalnej sytuacji. Nie chciała się natknąć na Dębskiego. Wiedziała, że zachowała się źle i powinna przeprosić, ale nie potrafiła. Jeszcze nie teraz. Musiała trochę ochłonąć, więc wybrała się na mały spacer na pobliskie pagórki, gdzie brali lekcje początkujący narciarze. Stanęła na tarasie widokowym i przyglądała się zabawnym upadkom rozbawionych amatorów. Nawet parę razy się uśmiechnęła. Zdziwiła się natomiast, kiedy jeden z nich pomachał do niej. Agata wytężyła wzrok i nie mogła uwierzyć własnym oczom. To Dębski próbował wstać z pomocą instruktora i otrzepywał się ze śniegu. Niepewnie odmachała w jego kierunku.
"Świetnie. Zachowałaś się jak ostatnia kretynka, a on ci jeszcze macha" - pomyślała. Czuła się fatalnie i podle. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, więc wróciła do pokoju. Usiadła na podłodze w szczelinie między dwoma łóżkami i zaczęła jeszcze raz przeglądać akta sprawy, gdy nagle rozdzwonił się jej telefon.
- Mecenas Przybysz i Dębski tak dobrze się razem bawią, że nawet nie raczą zadzwonić do przyjaciółki w wolnej chwili? - przywitał ją głos Doroty.
- Też się cieszę, że cię słyszę - odpowiedziała Agata już w trochę lepszym nastroju.
- Jest tam gdzieś ten palant obok ciebie? - zapytała rudowłosa. - Wysłałam mu wczoraj wieczorem numery i adresy o które mnie prosił, ale nie dostałam potwierdzenia odbioru - wyjaśniła.
- Nie, nie ma go. Ale jak tylko się... - pukanie do drzwi przerwało jej odpowiedź. - Poczekaj - poleciła Dorocie i z telefonem przy uchu ruszyła otworzyć. - O wilku mowa - zaśmiała się nieśmiało, gdy stanął przed nią. - Dorota chce z tobą rozmawiać ? rzuciła jak gdyby nigdy nic i podała mu swój telefon. Sama wróciła do przeglądania akt na podłodze.
Marek, trochę zaskoczony, porozmawiał z mecenas Gawron. Agata nie ingerując w ich dialog układała dokumenty w odpowiedniej kolejności, by ułatwić sobie jutrzejszą pracę. Kiedy Dębski pożegnał się z rozmówczynią, oddał Agacie telefon. Patrzył na nią z takim jakby smutkiem, tęsknotą. Przybysz zauważyła to od razu. Już otworzył usta, by coś powiedzieć, ale od razu je zamknął. Brunetka poczuła się niezręcznie. Miała poczucie winy. To przez nią był taki zmieszany. Ale gdyby wiedziała wcześniej, że zerwał z Marią? Może wszystko wyglądałoby inaczej?
- Pomyślałem... - zaczął w końcu. - Może jesteś głodna?
Agata odebrała tę propozycję jako chęć pojednania. Nie mogła z tej okazji nie skorzystać. Marek ewidentnie wyciągał w jej stronę rękę, mimo że to ona bardziej zawiniła. Uśmiechnęła się do niego, odłożyła teczki i stanęła obok. Spojrzeli sobie w oczy. Brunetka poczuła, jak mężczyzna podchodzi bliżej i łapie ją za rękę. Nie protestowała. Ogarnęło ją takie przyjemne ciepło...
- Marek, przepraszam - wydukała wreszcie.
- Nie przepraszaj, nic się nie stało - na potwierdzenie swoich słów mocniej ścisnął jej dłoń. Przybysz poczuła, jak kamień spada jej z serca. Miała już dość tych wiecznych sprzeczek, walki o to, kto ma rację i przede wszystkim tych przeklętych, cichych dni. Chyba właśnie zrozumieli, że nie na tym powinna polegać ich relacja. - To co, idziemy coś zjeść? - ponowił swoją propozycję z szerokim uśmiechem.
- A idziemy, idziemy - mrugnęła zawadiacko i pociągnęła go w stronę hotelowej restauracji.
- Tak w ogóle to świetne wdzianko - skomentował jej strój, gdy usiedli przy stoliku. - Mogłabyś częściej się tak ubierać - zażartował.
- Mhm, i na pewno wszyscy traktowaliby mnie poważnie. Pani mecenas Różowy Kapturek-Przybysz. Dębski, daruj sobie te komplementy - pokazała mu język.
- Nieładnie tak wystawiać ozora w miejscu publicznym - spojrzał na nią z dezaprobatą. Agata tylko się zaśmiała. Zjedli posiłek w milczeniu, co chwilę na siebie zerkając.
- To co robimy z resztą dnia? - zapytała brunetka, opadając na swoje łóżko. Była tak najedzona, że nie mogła się ruszyć.
- Ja to bym najchętniej nic nie robił - odparł Dębski, lądując na łóżku, które wcześniej zajmowała Dorota.
- No to postanowione, nie robimy nic - przybili "piątkę".
Mecenas Przybysz zamknęła oczy. Po zjedzeniu tak obfitego śniadania poczuła się przerażająco senna. Marek przyglądał się tej drobnej brunetce, która znajdowała się na wyciągnięcie ręki. Sięgnął więc po jej dłoń. Poczuł, jak drgnęła, kiedy jej dotknął. Nie otworzyła oczu. Uśmiechnęła się tylko delikatnie i splotła swoje palce z jego palcami. Dębski zdziwił się trochę tym gestem. Dystans, z jakim wcześniej go traktowała, bardzo szybko się zmniejszył. Właściwie już wcale go nie czuł.
Agata zastanawiała się, czy dobrze robiła, pozwalając na taką bliskość. Z jednej strony obawiała się, że znowu coś spieprzy, z drugiej zaś serce podpowiadało co innego. Najgorsze co może być - walka rozumu z uczuciami. Zazwyczaj kierowała się tym drugim. Choć nie była do końca pewna, postanowiła, że i tym razem tak postąpi. Szarpnęła Marka lekko za rękę w swoją stronę. Na początku mężczyzna nie zrozumiał jej zamiarów, ale kiedy brunetka pociągnęła go mocniej, wiedział już o co chodzi. Podniósł się ze swojego łóżka i nie puszczając jej dłoni przeniósł się na poduszkę obok niej. Agata uśmiechnęła się odrobinę zawstydzona. Dębski już dawno temu doszedł do wniosku, że jej najpiękniejszy uśmiech to ten, którym właśnie w tej chwili go obdarowywała. Przysunął się bardzo blisko i powolnymi ruchami przesuwał dłonią po jej zgrabnym ciele. Przybysz poczuła przyjemne dreszcze. Wtuliła się w niego jak małe dziecko szukające schronienia.
- Nie umiem już tak dłużej - powiedziała niewyraźnie z głową przyciśniętą do jego torsu.
- Jak? - zapytał, głaszcząc ją po ciemnych włosach.
- Trzymać się od ciebie z daleka. Już po prostu dłużej tego nie wytrzymam.
- Wcale nie musisz - cmoknął ją w czoło. Popatrzyli sobie w oczy, wywołując kolejne uśmiechy. Mogliby tak całymi dniami spoglądać na siebie i nigdy nie mieć dość.
Agata czuła się dobrze w jego objęciach. Tak bezpiecznie, spokojnie, jakby czas nagle zatrzymywał się w miejscu. Nigdy wcześniej nie miała okazji doznać takich emocji, tych przysłowiowych motyli w brzuchu. Nie mogła po raz kolejny tego zepsuć.
Najpierw pokręciła głową z niedowierzaniem, a potem sięgnęła pewnie jego ust. Dębski natychmiast oddał pocałunek ? na początku delikatny i namiętny, z chwilą coraz bardziej zachłanny. Błądzili rękami, chcąc być jak najbliżej siebie, a wciąż czując niedosyt. Ich rozkochane serca szalały z zachwytu, kiedy w końcu złączyli się w jedność.
- I co teraz będzie? - spytała Agata, kiedy już wrócił jej oddech.
- Jak to co? - mężczyzna przerwał pocałunki, którymi obdarowywał jej szyję. - Teraz będzie "i żyli długo i szczęśliwie".
Zadowolonej z odpowiedzi brunetce nie trzeba było nic więcej. Szepnęła tylko: "kocham cię", a gdy usłyszała to samo, powróciła do pisania kolejnych stron tej niezwykle pięknej baśni.
-
Zdecydowanie wolę taki rozwój wydarzeń. ;D
Fajnie, że znalazłaś chwilę, można to potraktować jak trening przed maturą z polskiego :)
-
Hahaha, nawet ja coś napisałam. Co prawda moje opowiadanie nie może równać się z waszymi, ale jakoś tak z nudów coś skrobnęłam, proszę:
Była ciemna i mglista noc. Księżyc świecił na niebie bardzo jasnym blaskiem, który rozświetlał wnętrze małego pokoiku umieszczonego na poddaszu. W jego wnętrzu ciężko było zauważyć cokolwiek. Dało rozpoznać się tylko te miejsca, na które padał blask księżyca, dlatego też ukryta pod pierzyną Agata została niezauważona. Była to niespokojna noc, gdyż Agata obudziła się z gorączką tuż nad ranem. Miała dziwny sen. Śniło jej się, że spotkała się z Markiem i ten powiedział jej, że odchodzi. Zabolało ją to, ale nie dlatego, że obawiała się utraty najlepszego przyjaciela, kompana, dobrego adwokata, ale bała się, że straci osobę, która była jej tak bliska jak dotąd jeszcze nikt na świecie. Dopiero ciemną nocą przy szczelnie zamkniętych oknach, Agata zdała sobie sprawę z tego, że jak czegoś nie zrobi to na zawsze straci kogoś, kto mógł dać jej szczęście. Natychmiast wyszła spod ciepłej kordły i sięgnęła po telefon. Na wyświetlaczu zobaczyła trzy nieodebrane wiadomości sms oraz 5 nieodebranych połączeń od Marka. Przestraszyła się. Zdała sobie sprawę, że go kocha i jak najszybciej musi mu o tym powiedzieć, ale gdy przeczytała wiadomości ogarnął ją ogromny strach, wręcz przerażenie. Marek napisał, że wyjeżdża, bo nie może żyć obok niej, nie mogąc z nią być. Agata natychmiast ubrała się i pojechała na najbliższe lotnisko, by zatrzymać ukochanego przy sobie już na zawsze. Wsiadła do samochodu i próbowała zapalić silnik, ale nic z tego:
-Cholera! ? przeklęła. Co ja teraz zrobię? Jak dotrę na czas? Boże, proszę pomóż mi to jeszcze jakoś naprawić! Błagam, proszę!
Wyciągnęła telefon i zadzwoniła po taksówkę, która przyjechała po upływie 10 minut.
-Tylko żeby nie było za późno. Proszę na lotnisko, jak najszybciej się ta. To sprawa życia lub śmierci.
-Robi się ? opowiedział taksówkarz.
Po upływie 30 minut Agata była na miejscu. Zdenerwowana zaczęła biegać po lotnisku jak obłąkana. Pytała o wyloty do Berlina, Madrytu, USA, nie wiedziała gdzie mógł wyjechać Marek. Nic nie wiedziała, prócz tego, że bardzo go kocha. Usiadła na ławeczce i zaczęła rozglądać się po lotnisku. Gdzies w oddali zobaczyła znajomą twarz i poczuła, że serce zaczęło mocniej bić. Poczuła, ze to musi być on. Wstała i pobiegła w jego stronę. On szedł w kierunku samolotu, już wsiadał do środka, gdy Agata wykrzyczała:
-Marek, zaczekaj! Nie wyjeżdżaj!
Odwrócił się. Popatrzyła w jego twarz, ale to wcale nie był on.
-Przepraszam ? wyszeptała zrozpaczona. Przepraszam, pomyliłam się.
-Nic nie szkodzi ? odpowiedział nieznajomy.
Zrezygnowana odwróciła się, bo ktoś złapał ją za ramię. Podniosła wzrok i zobaczyła te same niebieskie oczy, w które patrzyła od 3 miesięcy i w których głębi zatapiała się z dnia na dzień coraz bardziej, rozpoznała te same usta, które już dwukrotnie całowała i ten sam zarost, który tak uwielbiała. Spojrzała prosto w jego niebieskie oczy i rzekła:
-Dobrze, że jesteś.
-Stało się cos? ?zapytał.
-Owszem. Muszę Ci coś bardzo ważnego powiedzieć.
-Co takiego?
-Marek, kocham Cię! Zawsze Cię kochałam. Zakochałam się w Tobie od chwili, w której pierwszy raz cię zobaczyłam. Nie wiem, nie wiem czemu okłamywałam siebie i Ciebie, nie wiem, nie rozumiem tego, po prostu bałam się uczucia, którym cie darzyłam, darzę i będę darzyć. Kocham cię i nigdy nie przestane. Jesteś dla mnie wszystkim. Pragnę zasypiać i budzić się w twych ramionach. Marzę o tym, by spędzać z tobą każdą chwilę mojego życia, by dzielić z tobą wszystkie moje chwile, każdy mój dzień, każdą sekundę. Jestes dla mnie wszystkim. Nie wyobrażam sobie mojego życia bez Ciebie. Jeżeli mnie opuścisz, jeżeli wyjedziesz, nic mi nie zostanie. Proszę, nie odchodz, zostań ze mną. Pragnę Cię!
-Ja ciebie też. Czuje dokładnie to samo co ty i nawet nie wiesz jak długo czekałem na to by ci to powiedzieć, ale bałem się. Tak cholernie się bałem tego, że ty czujesz zupełnie cos innego, że jestem dla ciebie tylko zwykłym kolegą. Nawet nie masz pojęcia ile to wszystko dla mnie znaczy, ile ty dla mnie znaczysz! Kocham Cię, Agata! Kochaaaaaam Cię najbardziej na świecie! Chce być z tobą, chce się z tobą kochać.
-No to na co czekasz. Pocałuj mnie! ? odparła.
A on zbliżył swoje usta do jej ust i wziął ją na ręce. Zaniósł do pokoju hotelowego i zaczął rozbierać. Rozpiął jej bluzkę, a ona ściągnęła mu spodnie. Całowali się bardzo namiętnie. Po chwili całe pomieszczenie wypełniły jęki rozkoszy i pożądania.
-
Nareli, brawo! To jest świetne! Szkoda, że takie krótkie, ale mam nadzieję, że coś dla nas jeszcze napiszesz :)
-
Brawo Nareli! Ach, jak romantycznie! <serduszko> Czekam na więcej cudeniek! ;)
A ja mam dla was opowiadanie, które napisałam w duecie z moją koleżanką Kasią. :D Miłej lekturki. ;)
Nocne igraszki
Za oknami panował mrok. Zimowy dzień dobiegał już końca, kiedy styrani pracą adwokaci weszli do hotelowego pokoju mecenas Przybysz. Agata opadła bezsilnie na swoje łóżko, Marek na legowisko zajmowane wcześniej przez Dorotę, która wróciła do Warszawy z powodu bakterii, które skutecznie powaliły połowę jej rodziny.
- O rany, to miało być krótkie przesłuchanie - westchnął zmęczony Marek, zamykając oczy. - Jak można tak świadka męczyć? Jesteś kompletnie porąbana - zaśmiał się.
- Nie porąbana, tylko po prostu ostrożna - sprostowała. - Nie chcę mieć takich niespodzianek jak z Wróblem - wspomniała feralnego świadka.
- To weź jeszcze zadzwoń do niego w środku nocy, wypytaj o numer buta, o rodzinę?
- Dobra, Jezu, chce ci się tak gadać? - Agata przerwała jego wypowiedź.
Na chwilę zapanowała cisza.
- Chociaż tak na marginesie to właśnie...
- Słuchać też mi się nie chce - westchnął Dębski, wchodząc jej w słowo. Spodobała mu się ta taka cicha atmosfera. On, ona, jeden mały pokój i nic prócz odgłosu tykania wskazówek zegara i ich oddechów.
Agata przyglądała mu się dokładnie. Leżał taki wykończony po ciężkim dniu z lekkim uśmiechem na ustach. Zastanawiała się, co też może chodzić mu po głowie. Bardzo chciałaby usłyszeć teraz jego myśli.
- Nie no, ja się nie ruszę już stąd - oznajmił po nieudanej próbie podniesienia się z posłania. - Tu jest wygodniej niż u mnie - stwierdził.
Mecenas Przybysz zaśmiała się. Z jednej strony bardzo chciała, żeby został, z drugiej rozsądek kazał jej się opanować. W końcu przyjechali tu służbowo.
- Nie wiem, co ci mogę w takiej sytuacji zaproponować, ale jeżeli jest aż tak wygodne, to możesz oczywiście to łóżko zabrać do siebie do pokoju - powiedziała w końcu zupełnie sprzecznie ze swoją wolą.
- Czy wy kobiety zawsze jesteście takie nieczułe? - spytał z udawanym płaczem.
- Widocznie tylko ty na takie trafiasz - zaśmiała się, pokazując mu rządek równiutkich, białych zębów.
Uwielbiał ten obrazek. Widząc jej roześmiane oczy w jednej sekundzie cały świat przestawał dla niego istnieć. Nie zauważył nawet, że przygląda się jej już dłuższą chwilę. Nastała niezręczna cisza.
- Masz tak czasem, że odnajdujesz w sobie gdzieś głęboko coś z dziecka? - przerwał milczenie, leżąc na wznak i wpatrując się w sufit.
- Nie bardzo rozumiem, o co pytasz? - spojrzała na niego wyczekująco.
- No wiesz - wsparł się na łokciu, odwracając się do kobiety - nie masz czasem ochoty się powygłupiać, beztrosko śmiać, biegać, skakać, bawić się?
- Marek przerażasz mnie... - zmierzyła go podejrzliwie wzrokiem.
- Może to głupie co teraz powiem, ale zawsze na koloniach bawiliśmy się w pytania albo zadania...
- Nie! Nie! Nie! Nie przekonasz mnie, nie ma mowy! - przerwała mu krzykiem w pół zdania, rozpoznając w porę zamiary mężczyzny.
- Czyli wiesz na czym ta gra polega? - uśmiechnął się zawadiacko - Może być całkiem fajnie, proszę - spojrzał na nią błagającym wzrokiem, robiąc przy tym maślane oczy.
- Boże, stary a głupi - mruknęła pod nosem.
- Co ty tam mówisz?
- Nic, nic.
- To jak będzie? Obiecuję, że nie zrobię nic czego nie będziesz chciała, bym zrobił - ponowił prośbę.
Po chwili zastanowienia kobieta niechętnie uległa prośbom Marka i zgodziła się na ten szalony z jej punktu widzenia pomysł.
- Chyba sama nie wierze w to co robię - zganiła się, podczas gdy mężczyzna wyszedł do swojego pokoju przebrać się w wygodniejsze ciuchy. Już po chwili stał przed nią w t-shircie i dresowych spodniach z butelką wina w ręku. Oboje zgodnie usiedli na podłodze.
- Posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. Ja tu ustalam reguły gry - rzuciła zdecydowanym tonem do mężczyzny - po pierwsze NIE gramy na rozbieranie. Co, jak co, ale jeszcze do tego stopnia nie zwariowałam. A po drugie... - zawahała się - w sumie żadnych uwag już nie mam.
- Skoro już żadnych postulatów jaśnie pani mecenas nie posiada, to rozumiem, że możemy zaczynać.
Nalał do kieliszków czerwony trunek i oświadczył:
- Ja zaczynam. Pytanie czy zadanie?
Upiła łyk wina, przełknęła nerwowo ślinę i z determinacją w głosie odpowiedziała:
- Pytanie.
Marek uśmiechnął się do siebie. W jego głowie od razu pojawiło się pewne pytanie, którego nie mógł zadać tak prosto z mostu. Powoli, małymi kroczkami...
- Ile miałaś lat, gdy zakochałaś się po raz pierwszy, ale tak bardzo, że nie mogłaś spać po nocach? - wyszczerzył się.
Agata zachichotała nerwowo. Bo co miała powiedzieć? Że dopiero gdy poznała jego? O nie, panie mecenasie. Nie ma tak łatwo... Mistrzyni improwizacji na szybko wymyśliła jakąś opowiastkę.
- Hmm. To było w liceum, ostatnia klasa chyba czy coś koło tego - udała, że z trudem sięga pamięcią do tamtych czasów. - Tak, tak, ostatnia klasa. Pamiętam, że wszyscy stresowali się wtedy maturą, a ja? No cóż, chodziłam z głową w chmurach. Miał na imię Paweł i był największym ciachem w szkole - wyszczerzyła się, a gdy ujrzała jego wyraźnie niedowierzający i lekko ironiczny uśmiech, rzekła - Ale widzę, że dalsza opowieść nie ma sensu, bo chyba nie potrafisz uwierzyć, że taka dziewczyna jak ja mogła skraść komuś serce - wywróciła oczami na pokaz.
- Nie, dlaczego, wcale tak nie uważam - odparł Dębski lekko zmieszany. Przez chwilę nie wiedział co myśleć, bo brunetka albo niesamowicie dobrze kłamała, albo rzeczywiście przeżyła coś takiego i robił właśnie z siebie kretyna niedowiarka. - No ale naciskał nie będę, pytanie w końcu dotyczyło tylko wieku ? mrugnął zalotnie, a Agata zaśmiała się wyraźnie zadowolona z tego, że nie musi dalej oszukiwać.
- Teraz moja kolej - poinformowała o tym oczywistym fakcie swojego kolegę. - Pytanie czy zadanie?
Marek przez chwilę się zastanawiał i doszedł do wniosku, że może jednak zadanie będzie dobrą opcją w tej chwili.
- Skoro wybrałeś zadanie, to... - Agata zamyśliła się. Co by tu wykombinować? Może coś rodem z czasów piaskownicy? W końcu sam tego chciał. - Zaśpiewaj jakąś brzydką piosenkę, którą poznałeś na podwórku - zaproponowała świadoma tego, że dla Marka może to być ponad jego siły. I na tym właśnie cała zabawa polegała. Dębski myślał, że pęknie ze śmiechu.
- Ja? Poważny pan adwokat? Mam śpiewać? Brzydką piosenkę? Nie ma mowy, mam jeszcze trochę klasy i szacunek do mowy ojczystej... - pokręcił głową, zasłaniając sobie usta ręką na znak, że nie ma zamiaru tego zrobić.
- Panie Dębski... - Agata spojrzała na niego jak na małe i nieznośnie uparte dziecko. - Zobowiązał się pan do czegoś, prawda? - spytała pozornie poważnym tonem. Marek pokręcił głową dalej z ręką na ustach. Widocznie bawiła go ta cała sytuacja i nie zamierzał zbyt szybko odpuszczać. W momencie wpadł na lepsze uzasadnienie swojego sprzeciwu.
- Nie będę wyśpiewywał wiązanki przekleństw i towarzystwie takiej pięknej, czarującej damy - uniósł brwi, przyglądając jej się uważnie. Przybysz natychmiast się zarumieniła.
- Dobra, daruję ci, ale tylko ten jeden raz. Nie licz na więcej takich ulg - oznajmiła surowo, uciekając zawstydzonym jeszcze wzrokiem. - Wymyślimy coś innego...
Sięgnęła po kieliszek i upiła kolejny łyk. Dębski zawtórował koleżance.
- Dobra, mam, ale lepiej się napij, bo to naprawdę będzie kosa - oznajmiła rozbawiona.
Mężczyzna podejrzliwie spojrzał na Agatę i grzecznie opróżnił swój kieliszek.
- Pij jeszcze- nakazała dolewając mu kolejną porcję trunku.
- Zaraz pomyślę, że chcesz mnie upić i wykorzystać - oznajmił rozbawiony jak również zaciekawiony zaistniałą sytuacją. Nie miał bladego pojęcia jaki misterny plan narodził się w głowie jego towarzyszki.
- To na odwagę, przyda ci się przy tym zadaniu - uśmiechnęła się tajemniczo - gotowy?
Mężczyzna przytaknął i czekał na polecenia.
- Założysz moją bluzkę - wskazała na czarną lateksową bokserkę - i przejdziesz się w niej po całym piętrze. Módl się przy okazji, byś nie trafił na tłumy na korytarzu - poradziła koledze.
- Chyba zwariowałaś! - oburzył się - Za nic w świecie!
- Zadanie to zadanie, już jedno ci odpuściłam. Dębski nie bądź mięczakiem - podpuściła go.
- Ja mięczakiem? Zaraz się przekonamy...
Wstał i zdjął swój t-shirt pokazując kobiecie nagi tors. Chwycił bluzkę przewieszoną na oparciu od krzesła i z trudem się w nią wcisnął. Kobieta nie mogła opanować śmiechu. Marek wyglądał komicznie. Opięty materiał lśnił na jego ciele sięgając mu zaledwie do pępka.
- Muszę się jeszcze napić - oznajmił i nalał sobie kolejny kieliszek wina. Energicznym ruchem przechylił go wlewając zawartość do gardła. Podszedł do drzwi, chwycił za klamkę i otwierając je odwrócił się w stronę kobiety i rzucił krótkie:
- Nie znoszę cię Przybysz - po chwili nie było już po nim śladu.
Kobieta zaciekawiona wyjrzała za drzwi. Marek swobodnie spacerował po korytarzu zadowolony z faktu, iż jest on akurat pusty. Jak na zawołanie otworzyły się drzwi windy, z której wysiadło małżeństwo w starszym wieku oraz rodzina z dwójką dzieci. Jak wryci stanęli naprzeciwko mężczyzny, który zakłopotany cały poczerwieniał, nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Agata roześmiała się głośno na ten widok, a Dębski rzucił jej spojrzenie w stylu "policzymy się w pokoju". Jedno z dzieci krzyknęło:
- Mamo, czy ten pan to transcelebryta?
Kobieta szybko zasłoniła dzieciom oczy i syknęła do Marka:
- Wstydziłby się pan.
Po czym wraz z mężem odeszli czym prędzej w stronę pokoju. Z dala słychać było tylko słowa mężczyzny:
- Mówi się transwestyta, synku.
Marek szybkim krokiem ruszył w kierunku Agaty, która nadal nie mogła opanować śmiechu. Oboje weszli do pokoju.
- No Dębski, to było wielkie - wyszczerzona Agata zaczęła mu bić brawa. Jednak Markowi było w głowie tylko jedno - zemsta. Zdjął bluzkę wspólniczki, ale nie założył już własnego ubrania. Usiadł półnagi na podłodze i czekał aż Przybysz również wróci na swoje miejsce. - Masz zamiar taki goły tu siedzieć? ? zapytała lekko zaniepokojona obrotem spraw.
- A co, aż tak bardzo cię pociągam i boisz się, że nie wytrzymasz i się zaraz na mnie rzucisz? - Marek spojrzał na nią przenikliwie, szykując w głowie niecny plan.
- Chciałbyś - prychnęła i usiadła obok prawie pustej już butelki. - Dawaj, wybieram zadanie -odparła pewnie, chcąc pokazać koledze na jak wielką odwagę ją stać.
- Oj, Przybysz, Przybysz.. Nie wiesz w co się pakujesz? - Markowi zapłonęły iskierki w oczach. - Chyba nie spodziewasz się, że po czymś takim będzie lekko?
- Phi, nie jestem mięczakiem - odparła wyzywająco, całkiem pewna siebie.
- A więc... - zaczął, ale mu przerwała.
- Nie zaczynamy zdania od "a więc" - pouczyła go. - Chyba ktoś tu szkoły nie skończył? - droczyła się.
- Przybysz, ty mi tu mydła w oczy nie wciskaj, tylko słuchaj uważnie - zignorował jej słowa. - Pójdziesz teraz do łazienki i wdziejesz ten piękny ręczniczek, w którym ostatnio przyszłaś mi się pokazać.
- Po pierwsze: wcale nie przyszłam ci się w nim pokazać, tylko po prostu zatrzasnęły mi się drzwi jak wyszłam na korytarz, a po drugie: mówiłam, że nie gramy w rozbieranie.
- Po pierwsze: uważaj, bo ci uwierzę, a po drugie: powiedziałem "odziej się", a nie "rozbierz" - odpowiedział sprytnie.
- Ale żeby go przyodziać, jak to pięknie nazwałeś, muszę się rozebrać - zauważyła.
- A to już nie mój problem. No idź, idź, bo to tylko dopiero pierwsza część zadania - ponaglił ją, zacierając ręce.
- Dębski, nie wiem co kombinujesz, ale mi się to za cholerę nie podoba - powiedziała, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę małego pomieszczenia. Wyszła z łazienki kilka minut później, a Markowi prawie opadła szczęka.
- No proszę, proszę, każdy szczegół zachowany... - podszedł do niej i zaczął bawić się szczoteczką do zębów, którą specjalnie włożyła za ręcznik między biust tak jak wcześniej. Agata ukazała swoje uzębienie i poczuła lekki dreszcz emocji.
- I co teraz? - zapytała o dalszą część planu.
- Teraz przejedziemy się w tym stroju kilka razy windą, aż trafisz na jakiegoś przystojniaka. I wtedy zaproponujesz mu, żeby wpadł na wspólne mycie zębów na przykład - oznajmił z chytrym uśmieszkiem i nie czekając na jej zgodę, wyciągnął ją z pokoju i zaprowadził do windy.
Brunetka na początku się upierała i szarpała z Markiem, ale chcąc uniknąć zsunięcia się ręcznika, uspokoiła się, obiecała koledze tylko, że go zabije i weszli do windy. Ona w samym ręczniku, on bez koszulki. Przybysz nie umiała powstrzymać się od uszczypliwych uwag i obietnic wykonania na nim tortur. Dębskiemu, który przyciskał guziki w windzie, bardzo się to podobało. Alkohol zrobił swoje, oboje stali się trochę bardziej śmielsi.
Zjechali w dół i w górę cztery razy, zanim trafili na pierwszą ofiarę. Młody mężczyzna, koło trzydziestki, wyraźnie się zawahał, kiedy ujrzał dwójkę adwokatów, ale wsiadł. Stanął jak najdalej po przeciwnej stronie i odwrócił się do nich plecami, próbując ukryć uśmiech, jednak lustra zawieszone na obu ścianach ciasnego dźwigu zaglądały wszędzie. Marek, widząc rozbawienie ofiary i nic nie mówiącą Przybysz, pchnął ją zdecydowanie w kierunku młodzieńca. Agata wpadła na niego z impetem i o mały włos, a zaliczyłaby bliższe spotkanie z windową podłogą. Mężczyzna spojrzał na nią i nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać. Pomógł kobiecie utrzymać równowagę, a jego uwagę przykuł czerwony ze śmiechu Dębski, który prawie ronił łzy.
- Koleżanka chciała zapytać, czy nie ma pan ochoty umyć z nią zębów - wypalił Marek gdy zauważył, że kompletnie zawstydzona Aga nie jest w stanie wypowiedzieć ani słowa.
Pasażerowi oczy wyszły z orbit. Spojrzał na nich jak na kosmitów i nie wiedział co powiedzieć. Uratowały go otwierające się drzwi windy. Rzekł tylko drżącym głosem: "Eee, dzięki, już myłem" i szybkim krokiem ruszył w stronę swojego pokoju.
- Dębski, już nie żyjesz - powiedziała totalnie zażenowana i rozbawiona Agata, kiedy maszerowali z powrotem do jej pokoju.
- Zginąć z twoich rąk to moje największe marzenie - pokłonił się z wielką gracją, chwiejąc się niczym trzcina na wietrze.
Wpadli do pokoju, Dębski śmiejąc się, a Agata lekko poirytowana zaistniałą sytuacją. Rachunki zostały wyrównane. Kobieta natychmiast powędrowała do łazienki, by włożyć z powrotem swoje ubrania. Gdy wyszła, mężczyzna czekał już na nią z kolejną porcją wina w kieliszkach. Ze smutkiem stwierdził, że tę butelkę opróżnili zbyt szybko i niemal natychmiast ? mimo sprzeciwów Agaty - pognał po kolejną do hotelowej restauracji.
Zasiedli na swoich miejscach i kontynuowali zabawę.
- Wybieraj Dębski, pytanie czy zadanie?
- Hmm tym razem poproszę pytanie - uśmiechnął się do koleżanki.
- Tchórz - skwitowała zawiedziona, że odebrał jej szansę zemsty. - Okej, w takim razie... - podrapała się po głowie i spojrzała w skupieniu na sufit. - Mam! Chcę wiedzieć, gdyż zawsze mnie to ciekawiło, czy naprawdę od samego początku tak bardzo mnie nienawidziłeś? Pamiętam do dziś te wszystkie twoje uszczypliwe uwagi na mój temat...
Marek spojrzał na nią lekko zaskoczony tym ,co przed chwilą usłyszał z jej ust. Jasne, że tak nie było! Od początku zawróciła mu w głowie, a te wszystkie kłótnie miały służyć tylko zamaskowaniu prawdziwych uczuć. Nie mógł przecież powiedzieć jej, że od samego początku lgnął do niej jak do nikogo innego.
- Cóż - spuścił głowę i na chwilę zamyślił się. - W zasadzie to nie do końca. To nie miało tak wyglądać i z tego miejsca chciałem serdecznie cię przeprosić za te - jak to ładnie nazwałaś - uszczypliwe uwagi na twój temat.
Spojrzał na nią ośmielony buzującym w żyłach alkoholem. Wyglądała uroczo w zbyt dużej koszulce, na którą opadały jej kruczoczarne włosy, z lampką wina w dłoni przytkniętą do brody. Jedną nogę zgięła w kolanie i oparła o nią prawą rękę. Przyćmione światło lampki nocnej padało na jej sylwetkę. Świdrował ją wzrokiem, z każdą chwilą czując się coraz bardziej pewny siebie.
- Agata, posłuchaj... - chwilę się zawahał. - Od zawsze jakaś niepojęta dla mnie siła ciągnęła mnie do ciebie...
Pochylił się w jej stronę i sięgnął dłonią po jej kieliszek, by za chwilę odstawić go na podłogę. Zaskoczona kobieta oddała mu szkło i wyczekująco spoglądała na niego. Mężczyzna kontynuował:
- Może masz mnie teraz za kompletnego, podpitego kretyna ale uwierz mi, wiem co mówię i mówię to jak najbardziej szczerze. - Zamknął w uścisku jej dłoń, po czym uniósł ją i lekko musnął ustami. Przysunął się do kobiety. Miała mętlik w głowie, alkohol również zrobił swoje. Czuła się pewna siebie, przepełniona odwagą. Siedzieli tak na przeciwko cały czas kurczowo trzymając się za ręce i patrząc sobie w oczy. Marek powoli zbliżał usta do jej ust, a ona jak zahipnotyzowana obserwowała jego kolejne ruchy. Już prawie stykali się rozgrzanymi wargami, gdy kobieta uśmiechnęła się łobuzersko i zaczęła powoli cofać usta, oddalając się na pewien dystans od kolegi. Lubiła się z nim drażnić. Zdezorientowany mężczyzna otworzył oczy i ujrzał tajemniczo uśmiechniętą Agatę, która powoli oddalała się od niego. Pragnęła go teraz pocałować, ale trzymanie go na dystans jeszcze bardziej ją podniecało. Nie chciała podawać mu wszystkiego na tacy, musi się o nią postarać. Musi zasłużyć na to, by ją pocałować.
- A więc pani mecenas lubi się droczyć? - zapytał uwodzicielsko, niezwykle męskim, seksownym głosem.
- Nie myśl sobie, że pójdzie ci ze mną tak łatwo. - Odruchowo przygryzła wargę.
Marek głośno wciągnął powietrze, zamknął oczy i wyszeptał:
- Nie przygryzaj wargi, nie masz pojęcia jak to na mnie działa?
Podobał mu się fakt, że musi jeszcze "zaczekać", chociaż wiedział, że stanie się to tej nocy. Tej nocy jeszcze ją pocałuje. Lubił takie gry - starać się o kobietę, być celowo ignorowanym. Dodatkowo podniecało go to, że ma przed sobą nie lada wyzwanie. Pragnął dotknąć ją coraz bardziej, podczas gdy ona wcale mu tego nie ułatwiała.
Usiadła na brzegu swojego łóżka. Marek posłusznie został na podłodze.
- Teraz twoja kolej -powiedziała. - Wybieram pytanie - uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- Pytanie, pytanie, hmm. - Dębski przez chwilę zastanawiał się, co najbardziej go dotychczas nurtowało. - Byłaś kiedyś o mnie zazdrosna? - wypalił po chwili ciszy.
- Niby z jakiej paki? -prychnęła Przybysz.
- Mama cię nie nauczyła, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie? - zażartował.
- A ciebie? - kontynuowała wzajemne przekomarzanie.
Byli w świetnych nastrojach. Hotelowy pokój, noc, trochę alkoholu, lateksowa koszulka, szczoteczka do zębów, ręcznik, winda... No cóż, działo się. EWIDENTNIE działo się między tą dwójką i to sporo. W takich momentach oboje uświadamiali sobie, jak wiele tego typu chwil przeleciało im między palcami. Że mogli już tak od dawna zaprzestać bezsensownych kłótni i wreszcie zacząć się cieszyć własnym szczęściem. Własnym, czyli też wspólnym. Bo jedno bez drugiego żyć nie chciało, choć przez ponad dwa lata znajomości starali się tego nie okazywać.
- No więc jak z tą zazdrością u ciebie? - Marek ponowił pytanie, kiedy już przestali dusić się ze śmiechu.
- Oj tam, zazdrością bym tego nie nazwała - brunetka kombinowała na wszystkie możliwe sposoby. - Po prostu nie lubiłam twojej koleżanki i tyle - odpowiedziała z pozornym luzem, nie patrząc na niego.
- Nie lubiłaś mojej koleżanki? - zaciekawiony Marek podniósł się z podłogi i powoli podszedł do kobiety. Usiadł na rogu łóżka, na którym siedziała także ona. Delikatnie podniósł jej twarz i zmusił, by na niego spojrzała.
- No nie lubiłam - powiedziała jak dziecko, robiąc oczy na wzór kota z popularnego filmu animowanego o zielonym ogrze.
- Więc czemu mi nie powiedziałaś? - zapytał już poważnie.
- A co miałam ci powiedzieć? "Hej, Dębski, ta Maria jest jakaś felerna, chodź lepiej pobawić się w mojej piaskownicy"? Przecież to by było idiotyczne - wzruszyła ramionami.
- Fakt, trochę głupio by to wyglądało. To moja wina - przyznał. - Ale wiesz dlaczego tak późno rozstałem się z Marią?
- A rozstałeś? - Agata była zdziwiona. Jej serce szybciej zabiło.
- Tak, kilka tygodni temu - oznajmił wreszcie. - Ale wracając do tego, co zacząłem... Zawsze bałem się, że rzeczywiście mnie nie lubisz. Że te wszystkie miłe chwile z tobą albo nie były szczere, albo wiązały się tylko z tym, że czułaś się samotna i chwytałaś się pierwszej lepszej ofiary. Tak, były momenty, kiedy czułem się przez ciebie wykorzystywany, że się mną bawisz - wyznał jej szczerze. - Bo nigdy nie mogłem, i nadal nie potrafię w to uwierzyć, że możesz lubić kogoś takiego jak ja ? westchnął, czując wreszcie ulgę. Powiedział jej to, co leżało mu na sercu już od dawna. Obawiał się, że Agata może się na niego pogniewać za tę szczerość, ale wiedział, że to dobry moment na takie wyznanie.
Ku jego zdziwieniu, Przybysz wcale nie była zła. Wręcz przeciwnie - uśmiechnęła się, a po policzku spłynęła jej łza. Była totalnie wzruszona. Nie spodziewała się takich słów. Gdyby mu na niej nie zależało, nigdy by się do tych rzeczy nie przyznał. Bo miłość - tak, miłość - nie polega tylko na prawieniu sobie samych komplementów i słodkim gruchaniu do uszka. To także gotowość do powiedzenia drugiej osobie całkiem szczerze o swoich obawach i związanych z tym uczuciach.
Marek, widząc jak kobieta płacze, natychmiast objął ją swoimi silnymi ramionami. Agata wtuliła się w niego, a w jej głowie panował straszny chaos. Łzy zaczęły płynąć z jej oczu strumieniami. Dębski sięgnął jedną ręką na nocną szafkę, gdzie leżały chusteczki i podał jej. Brunetka na chwilę wyswobodziła się z jego objęć, aby doprowadzić się do porządku, co zajęło jej tylko chwilę.
- Fatalna jestem - uśmiechnęła się do niego, kręcąc głową z niedowierzaniem.
- Nie, to ja jestem fatalny - stwierdził, gładząc ją po policzku.
- Oboje jesteśmy - podsumowała.
Na chwilę zapanowała cisza, każde z nich układało w głowie myśli. W końcu Agata położyła się na plecach, pociągając za sobą Dębskiego. Mężczyzna ułożył się wygodnie koło niej na ciasnym łóżku, obejmując ją w pasie. Przybysz ujęła twarz Marka w dłonie i delikatnie nakierowała jego usta na swoje.
Ta chwila mogłaby dla nich trwać wiecznie. Znów szalone motyle trzepotały radośnie swoimi skrzydełkami w ich brzuchach, znów poczuli się wyjątkowo - jak tamtej nocy. Tyle że tym razem żadne z nich nie miało zamiaru się kłócić, o nie. Wręcz przeciwnie.
- Czyli co, od teraz nie będziemy się już sprzeczać? - spytał lekko zawiedziony Dębski, gdy oderwali się od siebie.
- Tak poważniej to mam nadzieję, że nie, ale obawiam się, że drobnych uszczypliwości sobie nie daruję ? ostrzegła, przeciągając się i ziewając.
- Czyżby mecenas Przybysz była śpiąca?
- W sumie to trochę tak? Pewien przystojniak mnie totalnie dziś wykończył - westchnęła.
- A cóż to za ciacho, jeśli można wiedzieć? - dopytywał Dębski.
- Taki jeden, nie znasz... - wyraźnie się z nim droczyła. Odwróciła się do niego plecami i zamknęła oczy.
- A jak ma na imię? - nie odpuszczał.
- O dziwo, taki tam zbieg okoliczności, nazywa się Marek - powiedziała "od niechcenia".
- A, i może jeszcze jest bardzo do mnie podobny?
- No, tak się jakoś złożyło... - zachichotała.
- Ale z pewnością nie ma takiej klaty jak ja - Marek dumnie uderzył się w nagi tors.
- Oj ma, ma... - rzekła rozmarzonym głosem. W końcu odwróciła się do niego twarzą. - To co, idziemy spać? - zaproponowała.
- Jeśli chcesz... - westchnął, udając zasmuconego. Już się podnosił z łóżka, mając zamiar udać się do swojego pokoju, kiedy nagle poczuł, jak Agata chwyta go mocno za rękę.
- A ty gdzie? - zapytała zdziwiona.
Marek się zaśmiał. To samo pytanie zadała mu, kiedy rok temu przypadkiem musieli dzielić jeden pokój hotelowy na służbowym wyjeździe i chciał zostać z nią w łóżku.
- Jak to gdzie? Do siebie. - oznajmił, jakby to było coś oczywistego.
- No ale chyba mnie tu samej nie zostawisz? - zapytała "zaskoczona" Agata.
- No nie wiem, nie wiem... Chyba nie zasłużyłaś - zacmokał teatralnie.
- No to nie - udała obrażoną i zwrócona do niego tyłem nakryła się po uszy kołdrą. Rozbawiony Marek chwilę stał w milczeniu, po czym usiadł za nią i delikatnie przejechał dłonią po odsłoniętym fragmencie jej pleców. Brunetka zadrżała pod wpływem tego dotyku, jednak nadal udawała, że nie robi to na niej wrażenia.
- Przecież wiesz, że zostanę - szepnął jej do ucha, uprzednio zdejmując z niego materiał. - Tak się tylko z tobą droczyłem.
- Wiem, ja też - wyszczerzyła się i zrobiła mu ponownie miejsce obok siebie. Oplotła go swoimi ramionami i zachłannie sięgnęła do jego ust.
- Mówiłaś... że jesteś... zmęczona - rzekł Dębski w przerwach między pocałunkami.
- To już nieaktualne - posłała mu zalotne spojrzenie i przylgnęła do niego jeszcze bardziej. - Kocham cię - wyszeptała po chwili.
- No proszę, a jednak mecenas Przybysz ma uczucia - zaśmiał się Dębski, a Agacie aż zaparło dech w piersiach. - Tylko żartowałem, kochanie - przeprosił, posyłając jej najcudowniejsze spojrzenie, na jakie było go stać. - Już tyle razy w myślach wyznawałem ci miłość, że mam wrażenie, że się teraz będę za bardzo powtarzał.
- Wiesz Dębski, nic na siłę - zażartowała.
- Oj, Przybysz, Przybysz, za kogo ty mnie masz? - westchnął, uśmiechając się do niej promiennie i bawiąc się kosmykiem jej włosów.
- Za najgorszego, a zarazem najwspanialszego faceta na ziemi. Nikt nie potrafi mnie tak wkurzyć, a jednocześnie w sobie rozkochać.
-Chyba nie będziesz spał w tych spodniach? - kpiąco zapytała. - No dalej, nie wstydź się cioci Agaty - zażartowała, przygryzając wargę.
- Co ci mówiłem o wardze? Chętnie sam bym ją przygryzł - uśmiechnął się szelmowsko a w jego oczach zdawało się dostrzec tańczące iskierki. Szybkim ruchem ściągnął z siebie dresy i wskoczył pod kołdrę, otulając kobietę swoim ciałem i obdarowując ją ciepłem. Za oknami szumiał wiatr, w świetle latarni ulicznej widać było spadające ukradkiem płatki śniegu. Leżeli w swoich objęciach jeszcze przez dłuższą chwilę, przysłuchując się odgłosom dobiegającym zza okna. Ciszę przerwała Agata:
- Marek? Nie zostawiaj mnie już nigdy, obiecaj.
- Obiecuję - wyszeptał do jej ucha, wsparł się na łokciu i zmarszczył brwi. - Nie wolno ci nawet tak myśleć, już zawsze będę przy tobie.
Odwróciła się w stronę mężczyzny i spojrzała na niego swoimi pięknymi, błękitnymi oczami. Znalazł w nich wszystko, czego tak uparcie szukał przez całe swoje życie - spokój, radość, miłość. Kochał się w tej kobiecie do szaleństwa, a upewnił się w tym dzisiejszej nocy.
Poranek zajrzał do pokoju, w którym dwójka adwokatów spała jeszcze w swoich objęciach. Oboje szczęśliwi, płomiennie w sobie rozkochani i pełni nadziei na cudowną wspólną przyszłość. Tej nocy wiele się wydarzyło, a co najważniejsze - padły wielkie wyznania i obietnice. Sami się tego nigdy po sobie nie spodziewali, a jednak?
A morał z tej opowiastki jest taki ? nie da uciec się przed prawdziwą miłością, która sprawia, że stajemy się zupełnie innymi ludźmi, gotowymi poświęcić własne życie dla tej drugiej polówki, która jest dla nas całym wszechświatem.
-
Trzeba przyznać, że wyobraźnie to Wy macie <haha> Marek w koszulce Agaty - to dopiero byłby widok! <hahaha> I zakończenie piękne. Więcej, więcej, więcej proszę! :)
-
Heh :D Skoro Amaranth mnie wywołała do tablicy, to przybywam :D
Śledziłam ten wątek jako gość, od jakiegoś czasu i powiem, że jestem bardzo zadowolona :D Naprawdę dobry poziom :D :)
Cudne opowiadanka :) Ostatnio napisałam dwie części mojego opowiadania z MarGatą (obiecałam sobie, że skończę pisać opowiadania z parami serialowymi, ale ta dwójka jakoś zbyt mocno ... pociąga mojego Wena :D) Są te dwie części na innej stronie, więc moooooze ktoś to już zna :)
Wstawię na razie jedną część, a za jakiś czas drugą. Trzeba trochę zbudować napięcie, a co! :)
Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę oddać klimat, charakter MarGaty ;) :* Miłej lektury ;*
"Trudno mi się przyznać..."
Wchodząc do kancelarii czuła jak ogarnia ją oszałamiająca złość. Chociaż nie była taka pewna czy dobrze określa stan, który nią targał odkąd wyszła z prokuratury. Może lepszym określeniem byłoby ? zawód, gigantyczne rozczarowanie. Energicznym krokiem podeszła do biurka Bartka i równie energicznie rzuciła na blat swoją torebkę i klucze. Jej oddech był szybki i nierównomierny, co tylko odzwierciedlało jej stan ducha. Głośno nabrała powietrza, po czym przerwała ciszę.
-Dębski u siebie? ? spytała cicho, beznamiętnie przyglądając się aplikantowi, który był co najmniej zdezorientowany jej zachowaniem.
-Tak, u siebie , ale ? ?Nie zdążył nawet dokończyć, a Agata już chwyciła torbę i bojowym krokiem skierowała się w kierunku gabinetu Marka. W ostatniej chwili jednak zawahała się i ostatecznie weszła do swojego kancelaryjnego królestwa. Nie była pewna czy ma ochotę z nim gadać, nie była pewna czy jest w ogóle o czym gadać. Poczuła się oszukana. Po raz kolejny oszukana przez faceta, któremu ufała. I nie miało to znaczenia, że w żadnym stopniu nie można było tego kłamstwa przyrównać do świństw, jakie wyrządzali jej inni mężczyźni. Nie wiedziała skąd to się brało, ale od niego wymagała, spodziewała się więcej. Czy to się brało z uczucia, które szczelnie skrywała przed samą sobą, czy z doświadczeń które ciągnęły ją w ciemne zakamarki paranoi i nieufności? Nie była w stania tego wytłumaczyć. Nawet sobie. Z resztą, wiele miała pytań do samej siebie, na które nie potrafiła sobie racjonalnie wytłumaczyć. Tak jak lubiła. Wszystko dla niej musiało mieć racjonalne, konkretne wytłumaczenie. Innych odpowiedzi nie przyjmowała, co na wielu płaszczyznach niosło nieprzyjemne skutki. Z impetem rzuciła torbę na podłogę i ciężko usiadła na fotelu. Biorąc kilka głębszych oddechów, miała nadzieję, że się uspokoi. Lubiła mieć wszystko pod kontrolą. Zwłaszcza nerwowe sytuacje.
-Czemu w ogóle tak się tym przejmuję? ? spytała pod nosem samą siebie: - Skłamał i tyle. Faceci tak mają, kłamią i to jest normalne - Prychnęła z ironicznym uśmiechem, wyjmując kalendarz. Nie zdawała sobie sprawy, że ?winny? wszedł na jej osobistą ?salę rozpraw?.
-Everybody lies ? usłyszała przed sobą. Gdy podniosła głowę ujrzała uśmiechniętego od ucha do ucha przyjaciela. Wciąż nabuzowana, nie miała ochoty na uśmiech, ale jakoś się przełamała. Widocznie było to nadzwyczaj sztuczne, bo momentalnie Dębski zwęził uśmiech i podszedł bliżej jej biurka: - Co jest? ? spytał siadając na fotel naprzeciw tak, że byli teraz twarzą w twarz. ?Cholera, że musiał teraz, tutaj? pomyślała . Burknęła na poczekaniu: - Masz jakąś konkretną sprawę? Jestem dość zajęta - Nie miała opracowanej strategii nie wiedziała, jak ma się zachować. Robić mu awanturę? Ale o co dokładnie. Za smukłe kłamstewko? To takie męskie. Wyrzuty? To byłoby żałosne. Miałoby prawo bytu, gdyby byli razem. Nie było tak, więc nie było sprawy. A może, jakby nigdy nic toczyć walkę na słowa, jak to często czynili? To chyba była na razie najlepsza opcja. Podirytowana natłokiem myśli, sprzecznością targających nią emocji i obecnością Dębskiego nerwowo otworzyła kalendarz i zaczęła w nim pisać. Nie wiedziała co. Gdy długopis zaczął odmawiać posłuszeństwa, cisnęła nim w kosz na śmieci
- Ulala, pani mecenas coś w niehumorze. Może wyjdę zanim zaczniesz rzucać wszystkim czym się da zabić ? Roześmiał się. A jej nie było śmiechu. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Chyba ta kumulacja nerwów związanych z Bitnerem, Kowalskim dawała o sobie znać. Próbując się uspokoić, skupiła się na harmonogramie spotkań. Próbowała grać na czas, ale on jednak był naprawdę odważnie uparty.
- Klient dał znowu popalić? ? Kiedy odpowiedziała mu cisza, był naprawdę zdezorientowany, ale ciągnął dalej: -Co, taki sam kłamczuch jak pan Klimatyzator?? ? zaśmiał się, po czym jednym zwinnym ruchem zamknął jej kalendarz, by zmusić do rozmowy: - Hmm? ? splótł dłonie na blacie biurka i schyliwszy się spojrzał w jej przepełnione czymś dziwnym niebieskoszare tęczówki.
- Po pierwsze nie baw się w dociekliwość dr House?a, a po drugie musisz Mareczku jeszcze potrenować te swoje żarty, bo ten wyjątkowo był ? zimny. Zważając na to, że wspomniany pan Klimatyzator ?wyziębił? kancelaryjne konto na okrągłe 4 miliony, a po trzecie ? Wy faceci, chyba macie kłamstwo przypisane do gatunku, więc ? ? powiedziała chłodno i niesympatycznie. Otworzyła kalendarz i sprawdziła za ile ma następnego klienta. 45 minut. O ile zawsze lubiła spędzać te przerwy z przyjacielem, tak w tej sytuacji, perspektywa dalszego udawania , że nic się nie stało, nie wywoływała na jej twarzy uśmiechu. Wyjęła laptopa i włączyła go. Musiała się czymś zająć. Dębski nie poddając się wzniósł ręce do góry i wstając rzekł:
-Nie wszyscy faceci kłamią. ? powiedział.:- A na pewno nie tak notorycznie jak ? - Poprawił się. Jednak nie zdążył dokończyć, bo przerwał mu, jej sarkastyczny śmiech.
-Mówisz teraz o sobie, czy bronisz honoru swojej części stada, bo nie wiem jak to rozumieć ? powiedziała z dozą ironii, na chwilę podnosząc wzrok znad laptopa.
- Ohoho, powiało chłodem pani mecenas. Chyba będę musiał złożyć apelację w imieniu męskiej części populacji, bo wyrok jest dość niesprawiedliwy i oparty na wybiórczych przypadkach. A jeśli chodzi o mój humor ? Może, faktycznie muszę popracować nad ?temperaturą? moich żartów. ? Zarzucił ręce na biodra, ale szybko je zrzucił. Umiejętnie naśladując kelnera, dodał: - Co powiesz w takim razie, na gorącą kawę? Będzie chyba w porządku, na początek. Tak na rozgrzanie ciał i umysłu ? powiedział i nie czekając na odpowiedź skierował się w stronę drzwi. Gdy był już przy nich zatrzymał się i rzucił: - A potem opowiesz mi, czym podpadł twój klient, że masz tak zjechany humor i rzucasz zacnie feministycznymi hasłami, ok? - powiedział z uśmiechem na twarzy, po czym zniknął za drzwiami. Jeszcze przez chwile wpatrywała się w miejsce, w którym stał. Lubiła, gdy tak się uśmiechał. Miał takie wesołe oczy i śmieszne pućki. Zapisując coś na kartce, słysząc jak współpracownik podśpiewuje stwierdziła, że na razie nie będzie wszczynała tej rozmowy. Nie wiedziała nawet dlaczego, ale nie chciała psuć tej atmosfery, a taki mógł być skutek. ?Kiedyś się upomnę o wyjaśnienie. Niech nie myśli, że ujdzie mu to płazem. Co to, to nie!?.
-
Aduśka, jak miło, że jesteś! :D Klimat MarGaty oddałaś idealnie! Następne proszę! <ciacho>
-
Dziękuję :*
Następne? Proszę bardzo :-*
2.
Siedziała na twardym krześle, w zimnym pomieszczeniu, przyglądając się chłodnej, dystyngowanej Okońskiej. ?Jak Marek mógł być z taką lodowatą kłodą drewna?? Zadała sobie w myślach pytanie. Mimowolnie uśmiechnęła się z niedowierzaniem. Owszem, była bardzo ładną, zgrabną kobietą. Po prostu atrakcyjną, a na dodatek z klasą , wyczuciem stylu i taktu. Ale mimo wszystko według niej, nie pasowała do Dębskiego, który lubił czasem wrzucić na luz. Ona była nadzwyczaj sztywna. Wszystko musiało być adekwatne do sytuacji, pozycji i wieku. On lubił pożartować ? czasem nawet całkiem dwuznacznie. Takie żarty jednak nie mieściły się w zakresie poczucia humoru Okońskiej. Potrafił być spontaniczny, nieprzewidywalny w dobrym tego słowa znaczeniu. Ona musiała mieć wszystko zaplanowane, dopięte na ostatni guzik. Obraz tej dwójki, będących doskonałym przykładem na połączenia dwóch światów, jeśli chodzi o charaktery i podejście do życia, niejednokrotnie bawił ją. Z rozmyślań wyrwało ją ciche chrząknięcie pani prokurator.
-Przepraszam Agata. Musiałam do skończyć. Mam straszne urwanie głowy odkąd posadziłyśmy ? Na chwilę przerwała, po czym szybko się poprawiła, co wywołało uśmiech na twarzy ciemnowłosejosadziłam Marczaka. A teraz jeszcze do tej układanki dochodzi ten cały Kowalski ? Dodała będąc pewną, że Przybysz wie o czym mowa. Ta jednak spojrzała się na nią zdziwiona. ?Przecież Marek mówił ??pomyślała, po czym szybko zrozumiała, że coś jest nie tak. Zdziwienie wyrysowane na jej twarzy nie umknęło uwadze Marii.
-Między innymi w tej sprawie cię wezwałam. Pomyślałam, że chciałabyś wiedzieć więcej na ten temat. Ale to tak nieoficjalnie. Wiesz dlaczego ? powiedziała na jednym wydechu, starając brzmieć sympatyczniej niż zwykle. Przyglądając się zaskoczonej twarzy rozmówczyni rzekła: - Ale zaraz ? Ty o niczym nie wiesz?- ? spytała zaskoczona :- Marek ci jednak nie powiedział?- Bardziej stwierdziła niż zapytała. Nie czekając na odpowiedzieć dodała: - Spotkał się ze mną, by się dowiedzieć czegoś na temat Kowalskiego. Mówił, że to bardzo ważne, więc mu powiedziałam. Byłam pewna, że przekazał ci tę informację. ? przekładając papiery na jeden stos dodała:- No dziwne. W takim razie powtórzę tobie to, co przekazałam Markowi ? I tak zaczęła swoją opowieść. Po kilku minutach, z każdym słowem, Agata robiła się coraz bardziej blada. Nie dowierzała, że ta sprawa może być aż tak pogmatwana i ?szeroka?, a także w to, że zaufany przyjaciel mógł tak łatwo, patrząc prosto w oczy skłamać w sprawie, która była dla niej tak istotna. Przecież doskonale wiedział ile dla niej znaczy ta informacja! Podenerwowana zacisnęła dłonie i zaczerpnęła głośno powietrza. Próbowała ukryć swoje narastające zdenerwowanie, ale nie za bardzo jej to wychodziło.
-I tak to mniej więcej wygląda. Streściłam ci same najważniejsze fakty. Tylko wiesz ? Nieoficjalnie. Dobrze wiesz, że nie wolno mi zdradzać takich rzeczy, ale ze względu na Marka i ? Ciebie odejdę od reguł.
-Dziękuję. Wiele to dla mnie znaczy ? powiedziała cicho. Była w zbyt wielkim szoku, by żywiej zareagować. ? Naprawdę dziękuję ? powiedziała. Czuła się tak, jakby ktoś przyłożył jej ciężkim obuchem w głowę. Wstała i poprawiła ołówkową spódnicę i wyciągnęła dłoń w stronę Marii.:- Jakbyś czegoś potrzebowała, to wiesz- Uśmiechnęła się, choć nie było jej do śmiechu. Gdy się pożegnały udała się do wyjścia. Kiedy już miała wychodzić zatrzymała się, jednak zrezygnowała ze swoich zamiarów i wyszła szybko z gabinetu Okońskiej. ??Przykro mi, że rozstaliście się z Markiem? Ale byś palnęła Przybyszówna. No ja cież pierdziele!? Zaśmiała się do siebie z własnych zamiarów. Tak naprawdę, to nie do końca było jej przykro z tego powodu. W pewnym stopniu poczuła radość i ? ulgę? Tego akurat nie potrafiła wytłumaczyć. Już wiele razy czuła, że chyba zależy jej na nim i chciałaby zawalczyć o swoje szczęście, a takowe widziała tylko w parze z adwokatem. Tę sferę uczuć zamknęła jednak na dnie serca. I nie dawała nikomu do wglądu. Nawet sobie.
Gdy wychodziła z prokuratury Warszawa przywitała ją tym, czego jej brakowało w swoim życiu ? ciepłem, względnym spokojem i szczęściem.
Z nieprzyjemnych wspomnień wyrwała ją komórka. Schyliła się i gdy tylko znalazła dzwoniące urządzenie nadusiła zieloną słuchawkę.
-Cześć tatku! ? zawołała radośnie, próbując ukryć swój smutek. Liczyła, że doskonały znawca jej duszy, nie pozna się.
-Cześć córciu ? Usłyszała w słuchawce ? Dzwonię, bo ostatnio coś się nie odzywasz. Wiesz jak Mahomet nie może do góry, do góra do Mahometa, czy jakoś tak ? Zaśmiał się w swoim stylu, na co i ona promiennie i szczerze rozjaśniła swą twarz uśmiechem. :- Wszystko w porządku u ciebie?
-Tak tatku. Wszystko w porządku. Mam dużo pracy, ale jakoś daję radę. A u ciebie? Jak się miewa twój burzliwy romans z panną Zosią? ? Zażartowała, na co odpowiedział jej śmiech ojca. Dopiero, gdy podniosła wzrok, spostrzegła Marka, który przyniósł dwie filiżanki. Jedną z nich postawił nieopodal jej dłoni, po czym rozsiadł się naprzeciwko niej. Uśmiechnęła się odruchowo, po czym całkowicie skupiła uwagę na opowieściach taty. Słysząc jego radosny głos, opowiadający o swoim szczęściu, sama poczuła napływ dziwnej euforii. Marek, który cały czas obserwował twarz wspólniczki, uśmiechnął się na widok jej rozpromienionego oblicza. Popijał swoją kawę i podziwiał jej urodę, co ostatnio czynił coraz częściej. Myślał o niej już nie jako przyjaciółce, co o kobiecie, z którą chciałby spędzić resztę życia.? Boże, co za żałosny banał? pomyślał. Nie lubił takich banalnych wyznań rodem z komedii romantycznych, ale, o zgrozo, tak właśnie czuł. Zadziwiała i pogrążała go z każdym dniem coraz bardziej. Jej uśmiech, poczucie humoru, luz, spontaniczność. Mieli doskonały kontakt, nadawali na takich samych falach i to doskonale było czuć. Uwielbiał każdą chwilą spędzoną z nią, bo była jedną wielką zagadką. Chociaż dobrze ją znał, nie wiedział co zrobi dalej. Była pozytywnie zwariowana i to było fascynujące. Z zamyślenia wyrwało go dopiero jego imię przywołane przez brunetkę.
-U Marka? ? spytała robiąc śmieszną minę:- U Marka też wszystko w porządku ? powiedziała uśmiechając się do towarzysza: - Z tego co widzę, to jeszcze żyje ? dodała z nieudawanym rozbawieniem. Marek spojrzał tylko wzrokiem jakby błagającym o litość:- Z resztą siedzi naprzeciwko mnie i stroi miny. Chyba cię pozdrawia ? Widząc potakiwanie Dębskiego stwierdziła:- Tak, tak. Zdecydowanie cię pozdrawia. Słucham? A dobrze, pozdrowię twojego ulubionego przyszłego zięcia ? Powiedziała patrząc na rozbawionego Dębskiego. Kiedy zobaczyła rozmarzone oczy dodała z przekąsem: - Nie wiem jeszcze, gdzie go znajdę mając tyle pracy i będąc taką wredotą, ale jak dorwę to nie omieszkam go od ciebie pozdrowić. ? Dębski zrobił oczy zbitego psiaka po czym zaczerpnął łyka kawy.:- Muszę kończyć. Wpadnę do Ciebie niebawem . ? powiedziała. Marszcząc brwi dodała: - Sama, sama. Oj, tato ? Teatralnie przewróciła oczami, na co Dębski się roześmiał: - Jeszcze słowo i nie przyjadę. No! ? skwitowała zadowolona. :- Papatki! ? rzuciła na koniec, po czym rozłączyła się: - Z czego tak się cieszysz? ? zwróciła się do rozbawionego adwokata.
-A nic, nic. Cieszy mnie sympatia twojego ojca skierowana w moją skromną osobę. Podziękowania za pozdrowienia, złotko ? powiedział puszczając jej oczko. Uśmiechnęła się. Rozmowa z ojcem poprawiła jej humor i pozwoliła odzyskać emocjonalną równowagę. Na tyle, że potrafiła normalnie żartować z człowiekiem, którego jeszcze kilka minut wcześniej mogłaby rozszarpać.
-Nie schlebiaj sobie ? powiedziała obojętnie po czym wzięła łyka kawy. Czując przenikającą podniebienie gorycz, momentalnie skrzywiła się?Och, Dębski. Czy ty chcesz bym zgorzkniała do reszty? ? spytała z rozbawieniem ? Rozumiem, że kancelaria ma problemy finansowe, a cukier drożeje, ale no bez przesady. Coś słodkiego by się przydało w tym moim pechowym żywocie.
- No wiesz ? powiedział przeciągając. W tym samym czasie wypiął pierś i dumnie przejechał dłonią po swoim krawacie. Agata rozczytując w mig aluzję, śmiejąc się skwitowała:
-Nie, aż taki słodki nie jesteś. Przykro mi, leć po cukier ? ?Zgaszony? Dębski ciężko wstał i skierował się w stronę ich małego kancelaryjnego bufeciku. Kiedy wrócił rzucił na wejściu:
-Jeszcze a propos mojego teścia ? A ładnie to tak oszukiwać swojego tatusia? ? Na to pytanie Agata najpierw się uśmiechnęła, ale po chwili poczuła nagły przypływ czegoś podobnego do żalu. Spojrzała się morderczym spojrzeniem. Czyżby czas na wyłożenie kart?
-Taa, odezwał się pierwszy prawdomówny ? powiedziała pod nosem. Do Dębskiego zaś: - Powiedzmy, że próbuję zobaczyć jak to jest być mężczyzną. No w takim wąskim zakresie ? powiedziała uszczypliwie mieszając kawę. Biorąc łyka obserwowała twarz Dębskiego, która wyrażała pewne zamyślenie.
-I jak jest? ? spytał rozbawiony.
-Do kitu. Musisz mi dać kilka wskazówek, bo chyba nie idzie mi tak dobrze. ?? Jak tobie? dodała w myślach. Miała nadzieję, że odczyta tę aluzję. Chciała już to wyjaśnić.
- O co ci chodzi? ? spytał zaciekawiony: - Mam wrażenie, że to jakaś osobista wycieczka w moją stronę ? Ta sytuacja wydawała mu się coraz bardziej dziwna. Czyżby odkryła jego kłamstewko?
- A jak myślisz? ? Nie zdążył odpowiedzieć. Przerwał im telefon Agaty. :- Czego znowu on chce? ? spytała cicho samą siebie widząc od kogo wychodzi połączenie.
;)
-
Aduśka, fajnie się to czyta. Idealnie oddajesz cechy Agaty i Marka. Czekam na dalsze części :)
-
Dziękuję Amaranth :) Zależało mi, żeby oddać charakterki MarGaty. Jeśli mi się udało, to cieszę :)
Chciałam, żeby ta cześć była taka ... z fajerwerkami. Super fajerwerkami. I chyba jestem zadowolona. Ale ocenę pozostawiam Wam :* Miłej lektury:
3.
Nie odebrała telefonu od Bitnera. Nie miała ani sił ani ochoty z rozmawiać ze swoim podłym szefem. Jej dziwne podenerwowanie nie umknęło uwadze Marka.
-Co jest? Dlaczego tak się zdenerwowałaś? - spytał spokojnie. Martwił się o nią. Czuł, że jest coś nie tak na linii Przybysz-Bitner. Nie wiedział co, ale obiecał sobie, że się dowie.
-Nieważne - uśmiechnęła się sztucznie.: - Nie zmieniaj tematu Dębski - powiedziała szybko. Nie chciała rozwijać tego tematu. Co miała powiedzieć? 'A wiesz, Bitner mnie szantażuje, stosuje nieczyste zagrywki, ale to nic. Kto by się tym przejmował?' Musiała to zachować w tajemnicy. Dla dobra ich wszystkich. A głównie dla ich bezpieczeństwa. :- Lepiej przyznaj się do tego, co masz za uszami ? próbowała delikatnie i dowcipnie sprowokować Dębskiego i sprawdzić, czy będzie szedł w zaparte ze swoim kłamstwem. Jej uśmiech chyba subtelnie go zmyliła.
-Och, kobieto. Nie wiem o co ci chodzi- Zmieszał się adwokat. Wciąż się uśmiechał, próbując nie podsuwać podejrzeń. Nie docenił przeciwnika. A gdyby Agata miała wątpliwości, co do jego prawdomówności, w tej chwili takowe właśnie by się rozwiały. Mężczyzna niewzruszony próbował 'oddalić'temat: -Myślałem, że zjemy jakiś lunch, pogadamy, będzie wesoło i romantycznie jak zawsze, ale widzę, że jesteś dzisiaj w prawdziwym niehumorze - Zaśmiał się wstając jednocześnie z fotela. Poprawił marynarkę i skierował się do swojego gabinetu. Otwierając drzwi rzucił: - Jakbyś chciała jednak pogadać o tym co cię tak naprawdę wkurzyło, to wiesz, gdzie mnie szukać. Jesteśmy w końcu, przyjaciółmi. Z tego co pamiętam - Uśmiechając się szeroko, choć czuł, że tą propozycją igra z ogniem. Pozostało mu mieć nadzieję, że to nie jego kłamstwo wywołało jej gniew. 'Istny strzał w kolano. Najlepszy samobój sezonu' pomyślał. Szybko puścił oczko do kobiety siedzącej za biurkiem, i jeszcze szybciej zniknął w swoim królestwie. A w niej coś się zagotowało. - Ty mnie tak wkurzyłeś. Tak naprawdę wkurzyłeś. Przyjacielu' krzyknęła niemo, świdrując wzrokiem drzwi. Czuła, że dzisiejszy dzień skończy się jej kłótnią z Dębskim. Ale nie przejęła się tym. -'A może zasługuje na kilka słów' pomyślała, zadając sobie te same pytanie, co po wyjściu od Okońskiej. Gwałtownie wstała i energicznie weszła do pomieszczenia, w którym znajdował się winowajca. Zanim pchnęła drzwi nabrała powietrza w płuca. Kiedy już dotarła do celu, Marek pisał coś w swoim notatniku. Jak tylko dostrzegł Agatę oderwał się od czynności, uśmiechając się.
-Cóż za bojowa postawa pani mecenas. Mam się jednak czegoś obawiać? - zażartował bawiąc się długopisem. Nie wiedział, że tym samym zwalnia pewną blokadę.
- Tak, Dębski. Zdecydowanie- powiedziała siadając naprzeciw niego. Postawiła na opcję 'Prosto z mostu, bez zbędnych wstępów i ciągania za język'. Założyła dłonie na piersi i na chwilę zamilkła. Widząc skupione spojrzenie adwokata zaczęła: - Obiło mi się o uszy, że jesteśmy przyjaciółmi. A zdaje się, że przyjaciele mówią sobie samą prawdę , całą prawdę. - Starała się by jej ton nie był pretensjonalny. Nie wiedziała z jakim skutkiem, za to widziała wyraz twarzy Dębskiego, który wołał, że ten wie już o czym mowa. :- Czyż nie? - spytała dla pro formy.
-Noo tak - zająkał się delikatnie. Zmarkotniał. Dobrze wiedział do czego zmierza.
-Zatem - Zamilkła na chwilę: -Spytam wprost. Dlaczego mnie okłamałeś? - Podniosła delikatnie głos, choć nie za bardzo tego chciała.: - Interesuje mnie konkretna odpowiedź - Ton i mina trochę rozbawiła Dębskiego, ale zdając sobie z powagi sytuacji, nie pokazał tego.
-Skąd wiesz? - spytał spokojnie.
-Nieważne! Ważne, że nie od ciebie! Pytam, dlaczego mnie okłamałeś? - powtórzyła pytanie ze spokojem. :- Nie potrafisz być ze mną szczery? - spytała jakby retorycznie. Zaczął tłumaczyć.
-Cóż... Chyba nie mam nic na swoją obronę pani mecenas. - uśmiechnął się zawadiacko. Miał nadzieję, że to jakoś rozluźni atmosferę, która coraz bardziej gęstniała. Widząc, że nie będzie łatwi kontynuował już poważniej: - Oprócz tego, że nie chciałem żebyś się bezpotrzebnie martwiła - powiedział pewnie. Nie słyszała skruchy w jego głosie, dlatego podirytowana naskoczyła na niego.
-To co? Mam ci jeszcze podziękować za troskę? - spytała z ironią. Następnie prychnęła: - Poza tym ? Co ma znaczyć 'niepotrzebnie'?!- wybuchła, dając częściowy upust nerwom, które nagromadzały się z powody zaistniałej sytuacji: - Kowalski miał coś wspólnego z gościem, który mnie szantażował, groził śmiercią, jest zamieszany w sprawię z Sułeckim. I ty dobrze o tym wiedziałeś! - Oskarżycielko wymierzyła w niego palcem. Chciała dodać, że można wiązać utratę kancelarii z tym człowiekiem, ale ugryzła się w język. To mogłoby ją zdradzić. Zdenerwowana wstała i zaczęła chodzić po gabinecie. Nie zamierzała się uspokajać. Nie miała nawet kontroli. Z soczystą ironią kontynuowała: - A ty wielki, troskliwy pan opiekun mojego dobrego samopoczucia, zataiłeś tak ważny 'szczególik'. ? Położyła dłonie na biodrach i zwróciła się do Dębskiego patrząc mu prosto w twarz: - Mam być ci wdzięczna? No za co, pytam się?! Za troskę? - Spytała ironicznie.: -Co ty myślałeś? Że się o tym nie dowiem, a to kłamstwo ułatwi mi życie, uchroni mnie przed złem całej? - Nie dokończyła. Przerwał jej Marek, który wolał przeczekać pierwszy napad złości:
-Agata! - powiedział głośno i zdecydowanie. Musiał się bronić. Nie mógł pozwolić by tak odbierała jego chęć pomocy. Wstał z fotela i obszedł biurko, stając naprzeciw niej: - Posłuchaj mnie! Widziałem jak się tym zamartwiasz. Chciałem ci pomóc - powiedział już spokojniej. Zależało mu na tym żeby to wszystko wyjaśnić.: -Miałem ci powiedzieć prawdę, kiedy ta sprawa choć trochę ucichnie.
-Och łaskawy! - Ironizowała Przybysz. Chociaż w głębi duszy doceniała jego troskę, nie potrafiła zrozumieć jego motywacji, która według niej, nie była wystarczająca.
-Zrozum! Ostatnio dużo się działo w twoim życiu, w kancelarii. Pomyślałem, że bez sensu jest dokładać kolejne ... - Urwał, z tego napięcia zapomniał co chciał powiedzieć. Ale mówił ciepłym głosem licząc, że to ją jakoś uspokoi i nie skończą dzisiejszych kontaktów gorącą awanturą. Miał nadzieję, że jednak zrozumie. : - Powiedziałbym Ci przecież! Chciałem trochę odczekać! - Widział jak cała się trzęsie. Nie sądził, że aż tak to ją? zraniło? Zdenerwowało? Nie wiedział jak to odczytać. Ona była jedną zagadką. Jak zwykle.
-Wiesz co? Źle myślałeś! Zachowujesz się jak typowy facet! Uważacie, że jak się nie będzie mówiło głośno o problemie, to go nie będzie. Sam zniknie. Niestety tak nie jest! - Uniosła się żywo gestykulując. Zdenerwowana skierowała się w stronę drzwi. Marek stał podirytowany.
- Może powinienem ci powiedzieć, ale... - Zaczął spokojnie, tak jakby chciał ją tym samym przeprosić, ale widząc jej minę, ironiczny uśmiech, postawę, zawahał się. Napierała na niego złość, której za nic nie chciał wylewać. Wiedział, że jest dumna, troszkę samolubna, ale nie sądził, że aż tak, by ignorować jego każde słowo tłumaczenia. Dał się ponieść chwili i sile charakteru: - Ile razy jeszcze mam ci tłumaczyć, że chciałem dobrze! - Widząc jej nabuzowanie, żal i pretensje wyrysowane na twarzy wściekle dodał: - Ale ty jak zwykle nie widzisz czyichś intencji, tylko czubek własnego nosa i swoją ranioną dumę! - Sam nie wiedział co nim kierowało. Nie chciał tak ostro tego zakończyć. Z jego ust wylała się niespodziewanie fala ironii: - Bo przecież jak można było okłamać cudowną, świętą Agatę Przybysz! - Sam się sobie dziwił. Czyżby nie miał w tej chwili kontroli nad tym co się dzieje. Wiedział, że dolał oliwy do ognia. Po chwili ciszy Agata podeszła bliżej. Zauważył jej lekko szkliste oczy. Poczuł gorzki smak wyrzutu sumienia. Nie skomentowała jego ostatnich słów, chociaż widział jak ją tym zranił. Wycedziła oschle:
-A gdybym ja cię okłamała w tak istotnej dla ciebie sprawie, nie czułbyś się zawiedziony, zran...! - Urwała w pół słowa, nie chciała aż tak uzewnętrzniać tego co czuje. Wróciła do swojego poprzedniego miejsca.: - Ufałam ci! - powiedziała z wyrzutem: - Sądziłam, że będziesz jednym z ostatnich facetów, którzy mnie oszukają, ale myliłam się. - Jej głos wyrażał najpierw głęboki zawód, a następnie jakby wyrok: -Wam nie można ufać! Zawsze coś spieprzycie ? dokończyła łamiącym się głosem. Miała nadzieję, że nie odczyta tego co było zapisane między wierszami. Tego, że w jakimś stopniu zależy jej na nim i stąd ten głęboki zawód. Dla bezpieczeństwa odwróciła się do niego plecami. Czując napięcie, które wypełniało całe pomieszczenie i coraz bardziej uparcie narastało chcąc zająć każdą wolną szparkę, nabierała głośno powietrza. Chciała się jak najszybciej uspokoić i odzyskać pełną trzeźwość myślenia. Usłyszała jego kroki. Podszedł do niej. Czuła jego niezdecydowanie, walkę emocji. Podniósł dłonie, chcąc umieścić je na ramionach kobiety. Nie odważył się. Nie po tym co jej powiedział. Spuścił głośno powietrze nagromadzone w płucach, po czym wrócił na dawne miejsce. Siadając wygodnie w fotelu, myślał, którą wybrać wersję tego, co chciał jej powiedzieć:
- Masz do mnie pretensje, że zataiłem przed tobą tak cenne informacje. Nie chcesz słuchać moich tłumaczeń.- Ciskał w nią słowami pełnymi wyrzutu. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego aż tak gwałtownie reaguje na jego minięcie się z prawdą. Delikatnie dotknięty nie zaprzestał swoich ciosów: - Zarzucasz mi, że jestem wobec ciebie nieszczery. Fakt, okłamałem Cię, ale robiłem to w dobrej wierze - Połknął głośno ślinę po czym kontynuował: - Ale Ty sama też coś przede mną ukrywasz. Czuję to. - Docisnął pewnie głosem: - I myślę, że to co ukrywasz, nie dotyczy tylko twojej wielce zacnej osoby - Nabrał powietrza, po czym zaczął wymieniać 'dowody zbrodni': - Widzę, jak nerwowo reagujesz na telefony od Bitnera, na sam dźwięk jego nazwiska dziwnie się zachowujesz. Jeszcze te spotkania. Dziwne, że zawsze ciebie opieprza jak coś się wydarzy. Ciebie, wspaniałą pani mecenas! - wycedził rozkładając ramiona jakby chciał ją przytulić.: - Nie tylko ty jesteś taka spostrzegawcza. Przykro mi - powiedział cicho, oschłym tonem. Zamilkł. Nastała cisza. Agata nie wiedziała co ma powiedzieć. Stała jak wryta. Słowa Dębskiego przeniknęły w nią całą, raniąc boleśnie. Nie spodziewała tego po nim. Nie sądziła, że może być aż tak bezwzględny w słowach. Nie on. Nie 'jej' Marek. Jego obraz w jej głowie stawał się nagle być coraz ciemniejszy, smutniejszy. Odbiegał od tego co tak w nim uwielbiała. Czuła jakby traciła grunt pod nogami. Gdy się uspokoił zaczął od nowa:- No więc wracając ... Czuję, że to grubsza sprawa, którą starasz się ukryć, ale nie robię z tego afery! - Po jej ciele przeszedł dreszcz. Kobieta wezbrała się na odwagę i odwróciła się, po czym przyglądając się jego twarzy, zmarszczyła brwi. Czuła narastający niepokój. Zauważyła jak nerwowo otworzył kalendarz, po chwili go zamknął. Podniósł wzrok i skupiając się na kobiecie kontynuował podnosząc głos: - Bo wiem ... Wierzę, że masz jakiś dobry, konkretny powód. - Ściszając głos powiedział: - Ufam ci. Mimo wszystko- Docisnął mocno końcówkę. Mimowolnie na te słowa po jej sercu rozlało się ciepło. Tak kojące, tak miłe. To złagodziło ból.: - Nie wiem, co dokładnie przede mną ukrywasz, ale mam nadzieję, że się kiedyś dowiem - Z pokerową miną zaczął przekładać papiery. - 'I nie będzie z tego problemów' miał to na końcu języka, ale powstrzymał się. Chyba już padło wystarczająco gorzkich słów.
-Marek! - powiedziała głośno. Czuła, że teraz role się odwracają. Nie wiedziała co z tym zrobić. Nie wiedziała, jak zareagować. Doświadczyła właśnie jak to jest 'zapomnieć języka w gębie'.
- Powiedz tylko. Mam rację? Tu chodzi o Bitnera i kancelarię, prawda? ? Jego ciekawość wzięła górę. 'Co mam mu odpowiedzieć. Jak już zacznę, to będę spalona' przebiegało przez jej myśl. Nie mogła mu powiedzieć. Podeszła do biurka Marka i chciała coś dodać, jednak Dębski ją wyprzedził.
-Zdaje się, że twój klient już przyszedł. - Jego głos był niezwykle chłodny. Nie była do tego przyzwyczajona. Zmieszana poprawiła bluzkę i odkręcając się w stronę drzwi,. Dopiero przy drzwiach odważyła się powiedzieć spokojne: ' Kiedyś ci to wyjaśnię, obiecuję'. I wyszła, zostawiając Dębskiego samego. Z zapachem jej perfum unoszącym się lekko po gabinecie, jej twarzą przed jego oczami, z jego bliżej nieokreślonym uczuciem, które aktualnie nim zawładnęło.
---
Za ewentualnie błędy,literówki, które mogłam przeoczyć - Przepraszam! :*
Próbowałam pozmieniać te znaki, ale nie wiem jak mi się to udało :D
-
Nooo... fajerwerki są i to mocno wystrzałowe ;) Czytając miałam wrażenie, że siedzę przed telewizorem i to oglądam, wszystko miałam przed oczami. :)
A ze znakami jest ok :-*
-
trochę zaniedbałam tutaj Was :) Zapomniałam wkleić tutaj nowoście. Wybaczcie :) Wrzucam narazie jedną część, bo gdybym wrzuciła wszystkie naraz, byłoby morderczko dużo do czytania :D
:*
Wychodząc z jego gabinetu ledwo co powstrzymała łzy. Zamknęła drzwi za sobą i oparła się o nie plecami. Nabrała powietrza i przez chwilę wachlowała się dłonią. Nie chciała by mokre ślady jej cierpienia ujrzały światło dzienne. Gdy upewniła, że jednak jej klient jednak się jeszcze nie pojawił, poszła do bufeciku i nalała sobie zimnej wody do szklani i wróciła do swojego gabinetu. Usiadła w fotelu i zatopiła twarz w dłoniach. Miała dosyć. Była zmęczona i wykończona tym co się ostatnio działo w jej życiu. A działo się tyle, że mogłaby napisać spokojnie hitowy thriller. Umoczyła wargi w zimnej wodzie i tępo wpatrywała przed siebie. Dałaby wszystko by zacząć nowe życie, z czystą kartą. Nawet gdyby to oznaczało utratę przyjaciół i wszystkiego co dobre w jej dotychczasowej egzystencji. Spuściła wzrok próbując ignorować to co działo się obok. Raz po raz słyszała nerwowe stuknięcia przedmiotami. Nawet przez drzwi czuła jego zdenerwowanie. Słyszała jego szybkie, mocne kroki, które wyrażały jego stan. Tak łatwo odczytywała te sygnały. Szkoda, że tak nie potrafiła poradzić sobie z samą sobą. Nie wiedziała co tak właściwie czuje. Od ich kłótni nie minęło nawet pół godziny, a ona już chciała iść do niego i spokojnie porozmawiać, wytłumaczyć wszystko, a już po chwili nie miała żadnej ochoty na jakikolwiek kontakt z nim. Chociażby służbowy. Jej aktualną potyczkę z uczuciami przerwał klient, który właśnie wszedł nieśmiało i zajął miejsce przed nią. Wreszcie oderwała wzrok od drzwi i skupiła się na mężczyźnie w wieku, ze znaczną siwizną pokrywającą włosy.
Marek w tym czasie krążył po swoim gabinecie, bijąc się z myślami. Nie wiedział co robić. Iść i ją przeprosić? Chyba na to za wcześnie. Chociaż ? Owszem, okłamał ją, ale chciał dobrze, a ona tego nie doceniała nawet w najmniejszym stopniu. Miała to gdzieś. Tak jak wszystko co robił by jej pomóc, wesprzeć, zbliżyć się do niej. Raz dawała sygnały, a po czasie tryskała obojętnością. Nie mógł za nią nadążyć, zrozumieć ją, ale nie potrafił przestać ? kochać jej? Nie wiedział czy chce się przed sobą przyznać do tego uczucia. To wszystko było takie skomplikowane. Paradoksalnie ? on tracił powoli siły by o nią walczyć i nie zniechęcić się tymi ciągłymi niepowodzeniami, a jego miłość robiła się coraz większa, głębsza, prawdziwsza. Z tego podenerwowania wszystko leciało mu z rąk, odkładał rzeczy dwa razy mocniej niż zwykle, nie mógł opanować nerwów myśli, nie umiał skupić się na niczym. Dobrze wiedział, że dzisiaj już nie popracuje. Osobiście odwołał klientów i zamykając mocno drzwi wyszedł z gabinetu, a następnie z kancelarii ignorując wszelkie pytania Doroty i Bartka, dotyczące jego zdenerwowania i tak wczesnego wyjścia do domu. Nie miał ochoty z nikim gadać. Absolutnie z nikim. Pierwszy raz od tak dawna miał ochotę się upić. Krążył po ulicach słonecznej Warszawy przyglądając się twarzom przechodniów. Jedne wyrażały szczęście, drugie smutek, samotność a inne zdawały się wyrażać dokładnie to co sam czuł. Zagubienie. W życiu, w uczuciach, we wszystkim. Kopnął ze złością kamień, po czym wszedł do pierwszego baru, który napotkał.
Po wyjściu klienta, Agata długo siedziała wpatrując się w okno. Choć robiła wszystko by wrócić do normalnego stanu, spokój nie nadszedł. Wstała i okrążyła biurko i usiadła na nim. Wsłuchując się w bicie swojego serca, wpatrując się w drzwi, zastanawiała się nad tym co powinna zrobić. Przeprosić go? Przecież to on kłamał, on zawinił. Ona też miała przed nim tajemnicę, ale tylko dlatego, że chciała go chronić. Jego i Dorotę. Miał rację ? ona ma dobry powód. A on? ?Nie chciał mnie martwić. Pff? ? pomyślała zakładając dłonie na piersiach. Dopiła wodę i podeszła do drzwi. Wiedziała, że go nie ma. Doskonale słyszała trzask drzwi, jego energiczne kroki. Widziała jego cień. Chwyciła obie części drzwi i zamaszystym ruchem otworzyła je. Powoli weszła do jego gabinetu. Rozejrzała się, chociaż doskonale znała to pomieszczenie. Znała każdy mebel, każdy przedmiot. Znała najmniejszy szczegół. Gdy wciągnęła powietrze nosem, od razu poczuła woń jego perfum. Słodkie, a jednocześnie gorzkie. ?Tak jak on? powiedziała, po czym się uśmiechnęła. Takiego go widziała. Zbyt pewny siebie bufon, który potrafił być twardy, szorstki, nieprzyjemny, złośliwy. Mogła wiele wymieniać. Z resztą ? Takiego go poznała. ?Jak on mnie wtedy wkurzał? ? pomyślała, ale dopiero później odkryła jego drugą twarz. Jego pozytywne oblicze. Już wiedziała, że potrafi być czuły, troskliwy, dobry, przyjacielski, oddany, zabawny, ciepły. Uśmiechnęła się na tę myśl. Miał tyle samo zalet co wad. I wiele razy to odczuła. Podeszła do jego biurka i oparła się o nie dłońmi. Z zamyślenia wyrwała ją Dorota.
-O, Marek dobrze, że już wróciłeś. Bitner ? - Przerwała widząc przyjaciółkę. Lekko zakłopotana wyjaśniła: - O Agata, przepraszam. Myślałam, że to Marek wrócił ? Na twarzy Agaty pojawił się delikatny uśmiech.
-Aha, czyli aż tak jestem podobna do Dębskiego?
-No, jeśli chodzi o charakterki. To taaaak! ? Gawron pokręciła zabawnie głową: - Oboje uparci, pewni siebie i zbyt dumni, ale za to z poczuciem humoru ? Wymieniała z uśmiechem na twarzy: -A co ty tu robisz?
-Yy, szukam spinacza ? rzuciła na poczekaniu Agata patrząc na ten przedmiot leżący w zasięgu ręki. Chwyciła go i uniosła triumfalnie: - O, już mam ? zawołała radośnie. Dorota nie skomentowała tylko spytała:
- O co się znowu pokłóciliście? ? Kiedy ta zrobiła minę pt: ? Nie wiem o co ci chodzi? dodała: - Wybacz, nie dało się nie słyszeć. Chyba były niezłe fajerwerki, co?
-Ba! Bo była niezła ? podpałka? ? zażartowała Przybysz.
-No ja myślę. Dawno tak ostro nie było, chyba co? ? drążyła Dorota: - Co się stało?
-Noo? - Zaczęła nie wiedząc, czy wyjawiać prawdę: - Okłamał mnie. W naprawdę bardzo ważnej dla mnie sprawie i wybuchłam.
-Wszyscy kłamią ? stwierdziła, czym wywołała rozbawienie Agaty.: - Na pewno miał jakiś powód.
-Bronisz go? On mnie okłamał! Ty byś mu za to dziękowała?
-Och, Agata ? odrzekła z politowaniem: - Ja go nie bronię. Powinien być z tobą szczery, ale ? Myślę, że ? - Dorota starała się ważyć słowa: - Myślę, że miał dobre intencje. Nie wiem o co chodzi, ale ? - Przerwała. Dopóki nie pozna sytuacji nie mogła radzić. Zaczęła w miarę bezpieczny sposób: - On martwi się o ciebie. Przeżywasz ostatnio trudny okres. Wiele zmartwień zwaliło ci się na głowę i ... ? Przybysz przewróciła oczami.
-Nie chciał mnie dodatkowo martwić ? Zaśmiała się ironicznie. Widząc znaczące spojrzenie przyjaciółki dokończyła: - Tak to mi tłumaczył. ? wyjaśniła po czym ze znaczną dawką sarkazmu dodała: - Kochany, prawda? Co ja bym bez niego zrobiła ? Udała, że ociera łzę z policzka. Szybko wróciła do powagi. : - Dorota, może i chciał mi pomóc, ale ? - Zająkała się: - Bardziej pomógłby mi, mówiąc prawdę. Całą prawdę! Jak dla mnie nic, go nie tłumaczy!
-Agata! Dlaczego taka jesteś? ? Dorota usiadła w fotelu.
-No jaka? ? Agata usiadła na biurku Dębskiego i założyła dłonie na piersi.
-Ślepa albo głupia. Jeszcze nie wiem. A może i ślepa i głupia? ? Nie dając czasu na odpowiedź kontynuowała: - Chce ci pomóc, chronić cię. Czy ty nie widzisz jak on się stara? Nie widzisz jak on na ciebie patrzy? ? Wymieniała z zaangażowaniem. Miała nadzieję, że coś jej uświadomi. Nawet widząc jak Agata się śmieje, kontynuowała. Nie zniechęcała się: - Zależy mu na tobie! ? Uśmiechnęła się ciepło.
-No naprawdę ? Ironizowała Przybysz. Nie mogła uwierzyć w słowa przyjaciółki. Budziły w niej rozbawienie, chociaż w głębi duszy była szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Sama nie była pewna jak odbierać zachowanie Dębskiego. ?To mój przyjaciel. Przyjaciele zawsze sobie pomagają, wspierają, żartują w inny sposób. To normalne? Wmawiała sobie, nie dostrzegając, że faktycznie - adwokat nie patrzy na nią jak na przyjaciółkę, ale jak na kobietę swojego życia, swoich marzeń. Wodzi za nią wzrokiem, a czasami wręcz ją pożera tymi swoimi zielonymi tęczówkami. Owszem, bardzo jej pomagał, wspierał. Był przy niej zawsze, gdy działo się coś złego, wtedy kiedy go potrzebowała. Zawsze potrafił ją rozbawić, wyluzować, sprawić, że zapominała o zmartwieniach. A kiedy potrzebowała spokoju i samotności ? odchodził. Doskonale wręcz, wiedział czego jej trzeba, ale ? Zawsze wracał do Marii, gdy ponosił porażki - uczuciowe, zawodowe ? pocieszał się u Marii, nie u niej. Nigdy nie dał jednoznacznego sygnału, dowodu. Nieraz widywała ich razem, uśmiechniętych. Nie chciała się wtrącać. Usuwała się na bok, co mogło go zniechęcać. To było naprawdę skomplikowane.
-Agata ? Jest zawsze przy tobie kiedy ? - Uparcie tłumaczyła Dorota.
-Wiem, wiem, wiem. Dorota skończ już! ? Zawołała błagalnie Agata. Nie mogła tego słuchać. To tak, jakby słuchała swoich myśli: - Boże, aleś ty uparta! ? Przybysz wstała spuszczając ciężko ręce wzdłuż bioder. :- Podziękuję mu za troskę i będzie ok? ? spytała, choć wcale nie zamierzała tego robić.
-Przeproś go. Zdaje się, że nie byłaś dla niego zbyt miła. Ale podziękować też powinnaś.
-Ha ha! ? szydziła: - Jeszcze czego! On mnie okłamał, a ja mam go przepraszać. No mówię że! ? prychnęła kierując się do swojego gabinetu. Dorota odkręciła się w stronę przyjaciółki i zawołała:
-Mało, że ślepa to jeszcze uparta i dumna. No mówię, że! ? zaśmiała się.: -Wiesz, że gdybym nie miała Wojtka, to bym się za niego brała?
-To samo mówiłaś o Maćku. Mam się zacząć martwić o Wojtka? Och, Dorotka, Dorotka ? Ciemnowłosa pokiwała głową, po czym zniknęła w swoim królestwie, zostawiając rudowłosą z promiennym uśmiechem na twarzy.
***
Kiedy wieczorem piła swój ulubiony sok, przeglądając jeszcze akta usłyszała pukanie do drzwi. Upiła łyk soku i wstała. Poprawiła spodnie i bluzkę i poszła otworzyć. Kiedy przez wizjer zobaczyła Dębskiego zawahała się. Może i chciała żeby sobie wszystko wyjaśnili, ale nie była pewna czy chce to robić już dzisiaj, teraz. Z resztą widząc lekko chwiejącego się przyjaciela, nie wierzyła w jego szczerość.
-Agatka! Otwórz, wiem, że tam jesteś. Musimy porozmawiać ? Usłyszała przez drzwi jak przyjaciel walczył z jąkaniem. Nie odezwała się. : -Chciałem Cię przeprosić. Otwórz ? powiedział pewniej, wyraźniej. Oparła się o drzwi myśląc co robić. Walczyła ze swoją dumą. :- Agatka! ? usłyszała cichy, ciepły głos. Jednym gwałtownym ruchem otworzyła zamki a następnie drzwi. Zobaczyła uśmiechniętą twarz przyjaciela. Opierał się dłonią o ścianę, lekko chwiejąc się na nogach. Stanęła na środku, by zatarasować mu drogę: - To, co? Wpuścisz kłamczuszka do środka?- uśmiechnął się zawadiacko ciesząc się z odniesionego sukcesu.
-Pogadamy jak będziesz w pełni świadom tego co mówisz ?powiedziała oschle. Cofnęła się i próbowała zamknąć drzwi, lecz Dębski zatrzymał je dłonią, jęcząc coś pod nosem.: - Dobranoc ? powiedziała pewnie , po czym mocno pchnęła wrota, tworząc barierę miedzy nimi. Marek oparł dłoń o framugę i spuszczając głowę w dół, westchnął. Agata po drugiej stronie oparła się plecami o drzwi i czekała aż odejdzie. Lecz on jeszcze przez jakiś czas stał i dawał o sobie znać. ?Uparty osioł? ? pomyślała, po czym wróciła do swoich zajęć, nie zwracając już uwagi na adwokata.
-
Aduśka to jest boskie!!! Już się nie mogę doczekać kolejnej części. Mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej. <niecierpliwy>
-
Dawałam już te opowiadanie w społeczności fanów "Prawa Agaty", ale postanowiłam, że tu też dam. A co tam? :D
Jak na razie macie 1 część. Życzę miłego czytania ;)
I.
- Wychodzę za mąż!- usłyszała czarnowłosa, w momencie kiedy czytała z ciekawością kodeks karny. Zaskoczona upuściła książkę na podłogę i szybko się odwróciła w stronę przyjaciółki.
- Żartujesz?- odparła- Pierwszy kwietnia był tydzień temu! Coś się stało?
Dorota usiadła obok przyjaciółki, która schyliła się po książkę.
- Właśnie nie. To najprawdziwsza prawda!
- A z kim to, jeśli mogłabym wiedzieć? A w sumie? niech zgadnę. Ten gitarzysta z sąsiedniego akademiku? Jak jemu? Wojtek?- od razu poznała.
- Jak ty dobrze znasz mojego chłopaka!- roześmiała się rudowłosa.
- Trudno nie było! Nie miałaś ich wielu- zauważyła.
- Ty też, bo jedynie twoim obiektem westchnień był Maciek?
- Stare dzieje! Jeszcze czasy licealne- szybko odparła- Ale dobra! Wróćmy do ciebie. Skąd ten pomysł? Przecież się znacie ledwo dwa miesiące!
Dziewczyna przez chwilę zamilkła. Bała się powiedzieć przyjaciółce powód szybkiego zamążpójścia.
- Hej! Dorota!- Przybysz szturchnęła ja lekko, jednak ona dalej była cicho.
- Możemy gdzie indziej?- w końcu się odezwała, wstając.
- Ok, ale po wykładzie, dobra?
- Jasne, jasne?- odpowiedziała cicho i obie ruszyły w stronę auli...
W trakcie przerwy obiadowej, dziewczyny poszły porozmawiać do pobliskiej kawiarenki. Zamówiły po kawie i ciastku, po czym usiadły przy stoliku, koło okna. Dorota nerwowo dłubała widelczykiem sernika, a Agata nie mogła już znieść tej błogiej ciszy. Już nabierała powietrza, by coś powiedzieć, jednak Dorota była szybsza.
- Jestem w ciąży!- usłyszała Agata. Z wrażenia upuściła łyżeczkę na talerz i złapała się za głowę. Spojrzała się zszokowana na przyjaciółkę, a ta odparła:
- Wiedziałam, że tak zareagujesz!
- No? Każdy by tak postąpił- w końcu wypaliła przyszła pani mecenas- Czemu wcześniej o tym mi nie powiedziałaś?
- Dowiedziałam się wczoraj wieczorem. Od kilku dni spóźnia mi się okres i zrobiłam sobie ten test. Wynik pozytywny! Ty wiesz, jacy są moi rodzice? Bałam się powiedzieć Wojtkowi, ale on się ucieszył i zaproponował, byśmy wzięli ślub- opowiadała. Po jej słowach, Agata złapała rękę przyjaciółki, po czym odparła:
- A co ze studiami? Planami na przyszłość? Co z aplikacją?
Rudowłosa westchnęła.
- Będę musiała zrezygnować. Nie wiem, jak to będzie dalej, ale może za kilka lat znowu wrócę? Chociaż nie, nie wiem? Najpierw chcę to dziecko urodzić i wychować?
- Rozumiem?- posmutniała Agata- Ale pamiętaj, że zawsze będę twoją przyjaciółką no i możesz na mnie liczyć, co nie?- uśmiechnęła się lekko.
- Ale zgodzisz się zostać świadkową?- zapytała się słodko.
- Oczywiście!- zgodziła się szybko, przytulając się do szczęśliwej Doroty...
Agata wchodziła schodami na czwarte piętro budynku. Zdyszana szła w stronę drzwi, znajdujące się na samym końcu długiego korytarza. Prawie że w każdych ominiętych drzwiach dało się usłyszeć odgłosy świetnie bawiących się studentów. W piątki najczęściej odbywały się głośne imprezy, także i w jej akademiku. Kiedy już się znalazła obok właściwych drzwi, gdzie usłyszała charakterystyczny dźwięk elektrycznej gitary, chwilę się zastanawiała, czy na pewno zapukać. W końcu zbliżyła ściśniętą pięść do przedmiotu obok framugi i wydała kilkakrotne dźwięki. Granie instrumentu ucichło. Po chwili usłyszała przekręcanie zamku od drzwi i ujrzała lekko rozczochranego chłopaka, z gitarą na ramieniu.
- Agata? A co cię tu do mnie wprowadza?- zapytał Wojtek.
- Też się cieszę, że cię widzę!- odparła na przywitanie- Przyszłam porozmawiać. Mogę wejść?- spytała.
- Jasne!- odparł, puszczając kobietę do środka- Od razu sorry za bałagan. Nie mam nigdy czasu na sprzątanie- szybko ogarnął ciuchy, powalające się na podłodze, krzesłach i łóżku.
- Nie szkodzi- Agata usiadła na fotelu- Chyba się domyślasz, skąd ta moja niecodzienna wizyta?
- Chodzi o Dorotę?
- Bingo!- odparła żartobliwie- W sumie to chciałam ci tylko coś oznajmić.
- No to słucham- również usiadł.
- Znam Dorotę już jakiś czas i ona jest dla mnie, jak siostra. Chciałabym, abyś wiedział, że jest to bardzo delikatna osoba i jeżeli ją skrzywdzisz, lub zostawisz samą z maluszkiem, to obiecuję, że tego tak nie zostawię! Dobrze, że zdecydowałeś się na ślub, ale musisz dorosnąć, bo być głową rodziny nie jest takie łatwe, jak się wielu facetom wydaje. No? to już chyba tyle- skończyła swoją wypowiedź.
- Nie musisz się o Dorotę bać. Będę wzorowym mężem i ojcem. A co do mojego szalonego charakteru to trudno będzie go zmienić. Ale spokojna głowa! Poradzę sobie- odparł, wstając- Napijesz się czegoś?- spytał.
- Dzięki! Chciałam tylko, byś wiedział. Będę się zbierać. Cześć!- również wstała i kierowała się do drzwi.
- Agata!- usłyszała jeszcze męski głos. Szybko się odwróciła.
- Kocham Dorotę i obiecuję, że noc jej nie będzie. Zresztą ja zawsze marzyłem o małym bachorze i już nie mogę się doczekać, kiedy ono się urodzi.
- Wierzę ci!- Agata się uśmiechnęła- Ale chciałam, żebyś wiedział.
- Nie ma sprawy! Widzę, że jesteś przywiązana do mojego Króliczka i szanuję to.
- No i wyjaśnione. Trzymaj się!- odparła na pożegnanie i wyszła, oddychając z ulgą...
Decyzja Doroty o rzuceniu studiów dla zamążpójścia nie spodobała się jej rodzicom, tym bardziej wieść, że zostaną dziadkami, jednak wiedzieli, że ich córka jest już dorosła i to jej problem. Po poznaniu przyszłego męża, zaakceptowali go dla dobra ich jedynej córki i wnuka. Dziewczyna obiecała, że za jakiś czas wróci do nauki i skończy studia. Minęły 3 miesiące. W końcu nadszedł długo oczekiwany dzień. Agata już dzień wcześniej nocowała u przyjaciółki, gdyż jako świadkowa przygotowywała siebie i pannę młodą na ten ważny dzień. Z zadowoleniem patrzyła na promienną twarz Doroty, która paradowała po całym pokoju, w skromnej sukni ślubnej. Sama Agata wyglądała bardzo uroczo. Błękitna sukienka do kolan, na ramiączkach idealnie pasowała do koloru jej oczów. Jeszcze lekko podkręcone włosy i ten prześliczny uśmiech, widniejący na twarzy? Obie panie wyglądały bardzo uroczo.
- Jesteś śliczną panną młodą!- odparła Agata, dając bukiet malutkich, białych różyczek.
- Czuję się bardzo szczęśliwa? Jestem pewna, że z Wojtkiem całe życie będzie cudowne!
- I tego wam życzę- przytuliła mocno przyjaciółkę, po czym pogładziła jej lekko zaokrąglony brzuszek.
- Ciocia jest dumna z twojej mamusi!- powiedziała niskim głosem do maluszka.
- Ty też będziesz szczęśliwa- Dorota spojrzała się na dziewczynę, która na te słowa lekko posmutniała.
- Czy ja wiem? Jakoś mnie nie ciągnie do facetów. Wystarczy jeden, nieudany związek i już wiem, że tak będzie za każdym razem? A ja nie chcę cierpieć przez głupie, nieudane związki. Już bardziej wolę życie w samotności?
- Oj, przestań! Ty też znajdziesz tego jedynego! Będzie dobrze!- przytuliła Agatę.
- No dobra! Dosyć tego mojego trajkotania. To jest twój dzień i ty tu jesteś najważniejsza- wywinęła się z uścisku i poszła po biżuterię.
- Wierzę w ciebie! Za rok, góra dwa będziemy się cieszyć z twojego ślubu!- zawołała przyszła pani Gawron.
- Dobre sobie!- prychnęła, udając obrażoną.
- Kiedyś wspomnisz moje słowa!
- Dobra, masz ten naszyjnik- podała jej błyskotkę i szybko zmieniła temat rozmowy...
Po uroczystym ślubie, rodzina i znajomi pary młodej skierowała się do restauracji na przyjęcie weselne. Zabawa trwała w najlepsze! Nie było mowy o smutnych twarzach wśród zgromadzonych tam osób. Każdy znalazł tam coś dla siebie. Kiedy większa grupa bawiła się na parkiecie, Agata stała przy barze, przyglądając się szczęśliwej przyjaciółce, wirującą dookoła Sali wraz z jej świeżo upieczonym mężem. Co chwila uśmiechała się w stronę Doroty, popijając winem.
- A czemuż to panienka stoi tu tak sama?- usłyszała głos jakiegoś faceta, jak się później okazało- wujka pana młodego.
- A tak jakoś? Lubię tak tu stać- odparła krótko. Wiedziała, że już jest podpity i chciała jak najszybciej stąd odejść.
- To może zaszczyci mnie panienka tańcem?- zbliżał się do kobiety.
- Nie, dziękuję!- zaprzeczyła, wykonując kroki do tyłu. Ten jednak ciągle nalegał.
- Niech panienka się zgodzi! Wiem, że panienka tego chce!- był coraz to bliżej. Agata chciała jeszcze bardziej się oddalić, jednak w ucieczce przeszkodziła jej ściana.
- Niech pan daruje!- burknęła, lecz to nic nie dało. Złapał ją za nadgarstek.
- Proszę mnie puścić!- nakazała.
- Puszczę, jak się panienka zgodzi- odparł coraz to bardziej zdenerwowany. Przybysz miała już wrażenie, że nie ma szans, kiedy usłyszała męsko, stanowczy głos.
- Zostaw ją!
Za wujkiem Wojtka stał wysoki mężczyzna w ciemnych włosach i szarobłękitnych oczach.
- Nie wtrącaj się, facet!- bąknął, jednak tamten siłą go odpędził od Agaty. Niezadowolony odszedł od pary.
- Wszystko dobrze?- spytał się Agaty.
- Tak, tak. Dzięki!- odpowiedziała cicho. Była oczarowana wybawcą, którego już kiedyś spotkała. Była tego pewna!
- Jesteś Agata, prawda?- zapytał kolejno.
- Taaak! Ciebie też powinnam znać?
- Pożyczałem ci raz notatki, jakieś pół roku temu?- odparł, a Agacie olśniło.
- No tak! Na wykładach też ciebie często widuję! Masz na imię Mirek?
- Marek- poprawił- Ja też ciebie często widywałem. Jesteś najbliższą przyjaciółką Doroty?
- Ano jestem- odpowiedziała- Ty chyba też jakoś lepiej znasz, niż mnie?
- Jej też pożyczałem notatki, ale bardziej to znam Wojtka, bo przez bardzo krótki czas grałem w jego zespole. Byłem perkusistą, ale zimą, na nartach złamałem sobie lewą rękę i przez jakiś czas byłem w gipsie. Zrezygnowałem z grania, bo stwierdziłem też, że to studia są ważniejsze od zespołu.
- Właśnie sobie przypominam, że miałeś gips. Oj ty, niezdaro!- roześmiała się.
- Nie ładnie się tak śmiać z nieszczęścia innych!- odparł, jednak również się roześmiał- To może porwę ciebie do tańca? Co ty na to?- zapytał.
- Z tobą bardzo chętnie!- zgodziła się bez zastanowienia- Lepiej z tobą, niż z jakimś pijaczkiem- dodała wesoło. Marek wziął dłoń kobiety i skierowali się w stronę bawiących się już dłuższy czas weselników. Agata nie spodziewała się, że Marek potrafi tak świetnie tańczyć. Przy nim bawiła się naprawdę bardzo dobrze! Nawet nie zauważyli, że już leci kolejna piosenka. Czuli się w swoim towarzystwie bardzo swobodnie. Tańczącą parę obserwowała Dorota. Uśmiechnęła się do siebie i zwróciła się do męża.
- Zobaczysz! Kiedyś będziemy tańczyć właśnie na ich weselu.
- Nie za prędko na te przemyślenia?- odparł Wojtek, również się przyglądając Agacie i Dębskiemu.
- Kiedyś wspomnisz moje słowa, kochany!- roześmiała się i wrócili do tańca.
Po czwartej piosence, Agata jęknęła.
- Litości! Na razie dość! Chodźmy się napić, lub coś?
- No dobrze- zgodził się- Ale obiecuj, że jeszcze to powtórzymy.
- Ok, ale chcę teraz odpocząć- zgodziła się, dysząc. Oboje ruszyli do baru i zamówili po pięćdziesiątce.
- Zdrowie pary młodej!- wykrzyknęła Agata, podnosząc kieliszek w górę. Marek również zrobił to samo, co Agata, po czym było słychać dźwięk kieliszków i łyknęli jego zawartość, lekko się krzywiąc. Popili sokiem i wrócili do rozmowy.
- Fajny z ciebie gość!- usłyszał Dębski od Agaty- Od dawna nie rozmawiałam tak swobodnie z facetem. Również i z wykładowcami jest się trudno dogadać, nawet jak próbuję ich uwieść- po chwili ugryzła się w język. Przez alkohol, który nieźle już buzował w jej krwi, pozwolił jej na większą prawdę.
- No, proszę! Nie spodziewałem się takiego kroku z twojej strony!- roześmiał się Marek.
- Ale to raz, góra dwa! Słowo honoru!- szybko się poprawiła.
- No dobrze! Mów, jak uważasz. I tak będę miał w myślach więcej razy- dalej się śmiał.
- Palant!- bąknęła.
- A dziękuję bardzo, staram się!- nadal mu humor nie odpuszczał- To może jeszcze po kieliszeczku?- zaproponował.
- Proszę bardzo!
Zamówili ponownie po pięćdziesiątce i wypili za jednym zamachem.
- Pierwszy raz spotkałem kobietę, która pije, jak prawdziwy facet- wyznał zgodnie z prawdą.
- Naprawdę?- udawała zaskoczoną- A ja, proszę ciebie widziałam więcej takich dziewczyn, ale one są z mojego miasta, więc pewnie tak to już jest w Bydgoszczy.
- Jesteś z Bydgoszczy?- zapytał.
- Ano jestem. A co?
- Agata z Bydgoszczy? Zawsze chciałem tam pojechać i odwiedzić?
- Jak chcesz to możemy tam razem pojechać. Nawet i za tydzień?- zaproponowała, chociaż znowu się ugryzła w język, gdyż nie zna go aż tak bardzo, by już go zapraszać na swoje strony.
- Jeżeli to nie problem, to z miłą chęcią- zgodził się szybko. Agata lekko się uśmiechnęła, jednak też i myślała, czy to na pewno jest dobry pomysł. Szybko jednak zapomniała o zmartwieniu, kiedy Marek ponownie zaproponował jej wspólny taniec.
- Chwilę odpoczęliśmy, a ty mi obiecałaś- przypominał, wyciągając rękę w jej stronę.
- No dobrze! Jak pan sobie życzy- podniosła się z krzesła i podała jemu rękę. Tym razem leciała spokojna piosenka. Na parkiecie stało kilka par, którzy byli przytuleni do siebie i lekko się kołysali. Agata i Dębski stanęli na środku i zastanawiali się , co dalej. W końcu Marek objął jedną ręką jej dłoń, a drugą ręką, talię i zaczął delikatnie ją kołysać w rytm piosenki, graną przez orkiestrę. Agata rozpłynęła się w jego silnych ramionach, lekko opierając głowę o bark. Zamknęła lekko oczy i uśmiechała się do swoich myśli, które były prowadzone właśnie do mężczyzny, z którym teraz tańczyła. On miał coś takiego w sobie, że od razu go polubiła.
"O nie! On jest świetny, jako kumpel, z którym można rozmawiać na każdy temat. Nic więcej! Żeby tylko się nie zauroczyć! Agata, skup się!"- karciła się kobieta w myślach. Nie wiedzieli nawet, kiedy jej obie ręce wylądowały przy jego szyi, a dłonie mężczyzny objęły jej biodra. Tańczyli tak, patrząc sobie głęboko w oczy. Znowu Agata się rozmarzyła. W życiu nie widziała tego boskiego spojrzenia u mężczyzny. To było coś niesamowitego!
"Stop! Agata!"- znowu krzyknęła w myślach, jednak nie potrafiła. To on tak na nią działał!
Również i Marek rozmarzył się, przyglądając się partnerce do tańca i wspólnej rozmowy. Nie od dziś był zainteresowany tą osobą. Już chciał do niej zagadać na wykładach, ale bał się jej reakcji. Jak się jednak cieszył, kiedy raz go poprosiła o notatki z pewnych zajęć i jak chciał ją wtedy zaprosić na kawę, czy też na coś innego, jednak szybko stchórzył i się wycofał. Na weselu, widząc ją z facetem, który niemile dobierał się do niej, pomyślał, że to jest jedyna szansa, by zagadać i przy okazji pomóc. Nie wiedział, że to tak szybko pójdzie. Był szczęśliwy, że tańczy z kobietą, o której myśli już bardzo długi czas. Kiedy piosenka się skończyła, Marek zaproponował Agacie wspólną przechadzkę po okolicy. Kobieta zgodziła się bez zaprzeczeń i szybko wyszli z Sali, gdzie nadal się bawili weselnicy?
W pobliżu restauracji był park, więc postanowili się tam wybrać, by potem zdążyć przed północą, na oczepiny. Powoli szli wzdłuż dróżki, która była lekko oświetlona latarniami. Rozmawiali praktycznie o wszystkim. O dzieciństwie, o pierwszych dniach w szkole podstawowej i liceum, czyli same dobre i złe chwile, pierwsze sukcesy i porażki, pierwszych przyjaciół i ich pierwsze miłości. Potem temat się potoczył na ich wspólnych wykładowców. Co jakiś czas śmiali się z zabawnych sytuacji na wykładach i poza nimi. W swoim towarzystwie czuli się bardzo swobodnie i chcieli, aby ta chwila trwała całą wieczność, chodź wiadome było, że to nie jest ostatni raz, kiedy ze sobą rozmawiali. Zbliżając się z powrotem do restauracji, Marek się zapytał.
- A może lepiej odpuśćmy te oczepiny. Nie lepiej jeszcze trochę pospacerować?
- Jestem świadkową- wytłumaczyła- Więc niestety muszę być. Nie ma zmiłuj się. Ale możemy jeszcze później, dobra?
- Ok- zgodził się trochę niechętnie, ale cóż miał zrobić?
Wchodzącą parę zauważyła Dorota.
- No w końcu! Myślałam, że nie dojdziesz do północy!- zwróciła się do Agaty- Widzę, że się zakolegowałaś z Markiem?
- Ano tak się złożyło, że znaleźliśmy wspólny język- odparła kobieta, co chwila odwracając wzrok w stronę Marka, który się do niej lekko uśmiechał.
Wybiła północ. Był to czas na złapanie welonu panny młodej i muszki pana młodego. Agata pomogła zdjąć welon Dorocie i podała przyjaciółce, po czym prędko chciała ruszyć na bok, bo nie chciała uczestniczyć w łapance.
- Agata, ty chyba żartujesz?- zawołała Dorota- Nie ma mowy, byś odchodziła! Do kółka raz, dwa!- rozkazała.
- Kochana, nie bawią mnie takie zabawy- odparła szybko.
- Zrób to dla mnie! To moje wesele i to ja tu rządzę- uśmiechnęła się promiennie, a Agata nie miała już innego wyjścia i stanęła obok innych pań. Ujrzała trochę dalej Marka, który nadal się do niej uśmiechał. Pokazał swoje ściśnięte kciuki, które były znakiem dopingowania na Przybysz. Agata tylko pokazała mu język i również się uśmiechnęła. Prowadzący dał znak orkiestrze, by zaczęli grać. Wszystkie obecne w kółku panny, wdowy i rozwódki zaczęły kręcić dookoła panny młodej, która miała zakryte oczy i lekko się poruszała w rytm wesołej melodii. Marek wesoło zaczął krzyczeć ?Agata! Agata!?, ciągle trzymając kciuki. Tamta zdążyła tylko wykrzyknąć do Marka "Uduszę cię!" kiedy nagle muzyka ucichła i niespodziewanie w jej stronę leciał welon. Szybko go złapała i usłyszała głośne klaskanie w jej stronę. Również podszedł i wodzirej, mówiąc do mikrofonu:
- A oto nasza nowa panna młoda! Co za zbieg okoliczności, że właśnie świadkowa. Brawa dla pani Agaty!
Przybysz była ciągle zaskoczona, bo miała nadzieję, że jednak nie złapie. Dorota podeszła do przyjaciółki i pomogła jej założyć welon.
- No widzisz? Szczęście ci jednak przyszło- odparła wesoło.
- Weź już nic nie mów!- udawała obrażoną. Do kobiety zbliżył się też i Marek.
- Gratuluję! Liczyłem na ciebie i jak widać trzymanie kciuki nie poszły na marne!
- Ty też nic już nie mów!- bąknęła.
- A teraz zapraszamy świadka, by zdjął muszkę pana młodego oraz kawalerów, wdowców i rozwodników do kółeczka- oświadczył wodzirej. Rozbawiony Dębski od razu się skierował w stronę innych mężczyzn, a Agata jedynie pokręciła głową przecząco, jednak tamten nie słuchał. Zaczęło się to samo, tylko że w wersji męskiej. Agata mocno obserwowała przebieg, modląc się w duchu, by tylko nie padło na Dębskiego. Jakie było jej ogromne zaskoczenie, kiedy jej modlitwy się nie sprawdziły! Muszę złapał Marek!
- No nie no! To jakaś zasadzka?- spytała się nadal niedowierzanie, podchodząc do mężczyzny.
- Raczej szczęśliwy los- odpowiedział krótko, jakby niby nic. Agata tylko zawróciła oczami, a nad nimi ponownie się zjawił wodzirej.
- Oto nowa para młoda! Proszę ich przywitać bardzo, ale to bardzo gorącymi brawami!
Wszyscy zgromadzeni goście zrobili to, co nakazał. Agacie było lekko widać czerwone rumieńce, za to Markowi taka sytuacja się bardzo podobała.
- A mówiłam, że tak będzie?- Dorota spojrzała się z zaciekawieniem na męża.
- No dobra! Zaczynam ci trochę wierzyć- szybko odparł Wojtek, przyglądając się parze- Coś w tym jest, nie powiem że nie- dodał.
- A widzisz? Trzeba się mnie słuchać!- wesoło przytaknęła i zwróciła znów wzrok na parę...
- Zapraszamy teraz nową parę młodą na pierwszy taniec, a następnie to chyba będziemy słodzić wódkę?- zażartował wodzirej.
- Ja nie mam nic przeciwko temu!- Markowi w ogóle nie znikał humor, za co Agata dała mu kuksańca w bok.
- Więc zapraszam jeszcze raz do pierwszego tańca, a słodzenie zostawimy na pańskim weselu- dokończył, dając znak gościom, by ponownie bili brawa. Tak też uczynili. Stanęli na środku pustego parkietu i zaczęła lecieć spokojna piosenka. Trochę spięci zaczęli tańczyć, obejmując się lekko, jak podczas tego ostatniego, spokojnego tańca. Po chwili emocje opadły i oboje uśmiechnięci do siebie swobodnie tańczyli, nie zwracając już uwagi na zainteresowany na ich tłum. Agata już przestała udawać niezadowolenie z takiego losu, bo tak naprawdę była szczęśliwa, że właśnie wyszło, jak wyszło. Mogła znowu być tu z nim blisko. A Marek? On to dopiero był zadowolony, że został z Agatą nową ?parą młodą?, chociaż tego nie spodziewał się wcale. To była niespodzianka, taki prezent od dobrego losu! Skoro tak się stało, to pomyślał, że może później będzie jeszcze lepiej i poczuje się jeszcze szczęśliwszy, niż jest do tej pory...
-
Karo mogłabyś podać link do tego opowiadania na streemo. Ono jest świetne! :)
-
Karo mogłabyś podać link do tego opowiadania na streemo. Ono jest świetne! :)
Jestem za tym, aby Karo wklejała swoje opowiadanie tutaj ;D
-
Tylko 2 części napisałam i dodałam na streemo, więc nie ma sensu, by dać link ;pp
Proszę bardzo! :)
II.
Pomimo lekkich obaw, Agata dotrzymała słowa dane na weselu i tydzień później wraz z kobietą, chcąc odwiedzić ojca wybrał się Marek. Zdecydowali pojechać jego samochodem, gdyż Agaty fiat 126-p odmawiał posłuszeństwa. Wyjechali w piątek wczesnym rankiem, by być już w Bydgoszczy przed obiadem. Z początku studenci milczeli. Agata przyglądała się krajobrazowi zza okna, rozmyślając nad tym, jak będą wyglądać te trzy dni w obecności Marka. Jeszcze gorsza byłaby reakcja jej taty na widok kolegi i jego domysły, że pewnie jest jej nowym chłopakiem, bo by bez powodu nie przyjeżdżała do niego, w obecności mężczyzny. Marek zauważył, że Agata już przez dłuższy czas siedzi zamyślona jednak postanowił przerwać to milczenie i sięgnął ręką do radia, gdzie po chwili zabrzmiała typowa piosenka Disco Polo. Agata z lekką złością odwróciła się w stronę Dębskiego, który wesoło kiwał głową w rytm skocznej piosenki.
- Proszę cię! Ja nie przepadam za takim TYPEm piosenki!- odparła załamana.
- Tak? To czemuż to na weselu się bawiłaś właśnie przy tym?- przypominał rozbawiony.
- No skoro niczego innego prawie że nie grali to nic dziwnego! Nie miałam zamiaru przez całe wesele siedzieć i się głupio gapić na innych.
- O ile pamiętam to dopiero ja ciebie, jako pierwszy i ostatni zaprosiłem do tańca, a zaprosiłem już jakiś czas później. Nie jestem aż taki ślepy- nie dawał za wygraną.
- To już od samego początku mnie śledzisz?- spytała lekko zaskoczona.
- Świadkowa panny młodej jest również na weselu ważna, jak i sama panna młoda. Nie trudno było nie zauważyć.
- Ok. Jak sobie chcesz. Teraz to wyłącz!- rozkazała.
- Ale to moja ulubiona piosenka!- odparł będąc nadal rozbawiony.
- Nie obchodzi mnie to! Natychmiast!
- Proszę! Niech się chociaż to skończy- błagał, udając płacz.
- Ech? Faceci?- odparła tylko, a Marek promiennie się uśmiechnął i zaczął nucić tą piosenkę, co nie pozostało to w niezadowoleniu kobiety, która po chwili również zaczęła się uśmiechać.
Po trzech godzinach drogi, byli już na miejscu. Kiedy dojeżdżali do domu ojca Agaty, dochodziło przedpołudnie. Już przy drzwiach czekał na nich pan Przybysz, z koszem jabłek.
- No, proszę! Widzę, że się uzbierało sporo po dwóch miesiącach!- odparła Agata, wychodząc z samochodu.
- Ano sporo- odpowiedział, otwierając furtkę i przytulając jedyną córkę- Widzę, że nie przyjechałaś sama- dodał, kiedy zauważył Marka, który wyciągał z bagażnika torby Agaty.
- A tak się złożyło, że chciał zobaczyć nasze miasto- szybko wytłumaczyła.
- Oj, nie żartuj! Od razu powiedz, że chcesz, bym poznał mam nadzieję, mojego przyszłego zięcia- od razu przeszedł do sedna. Agata przeczuwała, że tak będzie już od samego początku. Marek oczywiście się roześmiał z tych słów oraz z miny Agaty.
- Tato! To nie jest mój chłopak- szybko odparła próbując ratować sytuację.
- Tak, zgadzam się. Jestem tylko kolegą ze studiów- mężczyzna postanowił pomóc- Ale może kiedyś?- zażartował, przez co od Agaty otrzymał porządnego kuksańca w bok.
- No mam taką nadzieję- roześmiał się starszy mężczyzna- Andrzej Przybysz- przedstawił się, podając rękę.
- Marek Dębski. Miło mi pana poznać- oznajmił uścisk, nadal się uśmiechając.
- Wchodźcie, dzieci! Pewnie jesteście zmęczeni po podróży- zaprosił studentów do domu.
- O dziwo nie- wtrąciła się Agata i ruszyła w stronę drzwi, za to Marek pomógł wziąć kobiecie torby i również wszedł do środka.
- A pan Marek nie ma bagaży?- zdziwił się Przybysz.
- Zanocuję w hotelu. Nie będę przeszkadzać- odparł szybko Dębski.
- Nie żartuj! Nie będziesz w ogóle przeszkadzać. Zanocujesz w pokoju gościnnym, skoro nic was jeszcze nie łączy?
- Nic by się nie stało, gdybyśmy spali w jednym pokoju- Marek znowu zażartował, a Agata tylko zawróciła oczami.
- I tak byś się nie zmieścił ze mną w tym małym łóżku- szybko zauważyła.
- Zaryzykowałbym- puścił jej oczko, a Agata wciąż niezadowolona, lecz również rozbawiona sytuacją pokazała mu język.
- Jestem w trakcie przygotowania obiadu, więc może pomożecie?- zaproponował Andrzej, rozbawionych przyszłych adwokatów.
- Bardzo chętnie!- odpowiedział szybko za Agatę, Dębski.
- Wspaniale! Zacznijcie więc obierać ziemniaki, a ja zajmę się pomidorówką.
- Tata robi najlepsze na świecie- wyszeptała koledze zadowolona Agata.
- O! To już się nie mogę doczekać- Marek założył podany przez kobietę fartuszek. Agata na ten widok mocno się zaśmiała.
- No, Mareczku! Wyglądasz, jak prawdziwa pani domu!
- Dobra, nie jest to czas na komplementy- Marek pomimo to był rozbawiony tym wszystkim. Siedzieli oboje przy stole, obierając młode ziemniaki. Agacie wychodziło to bardzo dobrze. Gorzej z Markiem, który odkrajał ze skórką prawie że połowę środka.
- Oj, no jak ty to kroisz?- Agata wzięła od niego nóż- Po prostej linii ma to iść i sama skórka! O, właśnie tak!- pokazała sposób idealnego obierania, jednak ten i tak nie załapał.
- Wiesz, taka praca nie jest dla mnie. Może zakryję stół, rozniosę talerze, sztućce? Hm?- zapytał.
- No dobrze. Może tak będzie lepiej- odparła po chwili zastanowienia- Tylko niczego nie potłucz!- od razu ostrzegła.
- Nie musisz się bać- uspokajał- Tylko powiedz, które.
- Chodź, dam ci je- wstała w końcu z krzesła i wyszli do dużego pokoju.
- Tu masz obrus, tu talerze? Tylko nie te ze złotymi wzorkami, bo one są na święta. Wyjmij te. O to to właśnie!- uśmiechnęła się, a Marek wyjął zestaw namalowany po brzegach w kolorowe listki- No? A sztućce ci doniosę, jak skończę, ok?
- Jak pani sobie życzy, Madame- mruknął słodko do kobiety, która lekko się uśmiechnęła.
Z przygotowaniem obiadu poszło szybciej, niż mogło się wydawać. W końcu zasiedli w trójkę do stołu i zaczęli jeść pomidorową, przygotowaną przez pana Przybysza.
- Agata miała rację- po chwili odezwał się Dębski- Jest to najlepsza pomidorowa, jaką w życiu próbowałem.
- Miło mi, że tobie smakuje- odparł zadowolony Przybysz, po czym przeszedł do zadawania pytań na temat córki i Marka- Jesteście z jednego roku?
- Tak, tak. Z jednego roku i z tego samego kierunku- odpowiedział Marek co chwilę zerkając na Agatę.
- Tylko wtedy nie za dobrze się znaliśmy. Jedynie z widzenia i kiedy Marek raz mi pożyczył notatki- dodała kobieta.
- A kiedy to się zmieniło?- ponownie zapytał.
- Na weselu Doroty, naszej koleżanki również z jednego roku- odparł Dębski.
- Tak, Agata opowiadała mi już kiedyś o niej- lekko się wtrącił Przybysz, jednak dał mu dalej mówić.
- Tak jakoś się złożyło, że się spotkaliśmy przy barze i od razu znaleźliśmy wspólny język. A potem?
- Marek, proszę cię!- Agata już wiedziała, co chce wyznać.
- Agatko, nie przerywaj Markowi- zwrócił się do niej ojciec.
- A potem dobrym trafem na oczepinach zostaliśmy nową parą młodą. Agata złapała welon, a ja muszkę- dokończył zadowolony, a Agata miała zamiar go zabić wzrokiem.
- No, proszę!- odparł Andrzej- To może wkrótce będę miał w końcu zięcia.
Agata chciała jak najszybciej zapaść się pod ziemię i pociągnąć za sobą Dębskiego.
- Dobra, dobra! Na męża będzie jeszcze okazja. Na razie studia najważniejsze- odparła szybko Agata, chcąc skończyć już ten temat.
- A twoja rodzina, Mareczku?- spytał, a Agata odetchnęła z ulgą.
- Mama pracuje, jako krawcowa. Młodszy brat jeszcze chodzi do szkoły- odpowiedział, chociaż nie miał zamiaru opowiadać o jego rodzinie. Nie lubił tego.
- A ojciec?- Andrzej jednak nie dał za wygraną. Na te słowa, Dębski opuścił głowę. Jego mina nie wyglądała wcale na wesołą.
- Nie żyje od trzech lat? To długa historia. Nie chcę o tym mówić.
- Rozumiem?- westchnął również smutno, przypominając o swojej żonie- Mama Agatki zmarła po ciężkiej chorobie, kiedy ona była jeszcze mała, więc wiem, jaki to jest ból i cierpienie po stracie kogoś ukochanego.
- Bardzo mi przykro?- odparł Marek.
Agata tylko spojrzała się na mężczyzn i tylko pokręciła głową.
- Coś się za smutno zrobiło. Może zmienimy temat?- zaproponowała.
- Świetny pomysł!- szybko poparł jej ojciec.
Dalsza część obiadu przebiegała już weselej. Co chwila rozbrzmiewał w domu śmiech, spowodowany wesołymi historiami z dzieciństwa Agaty, które sama ona nie znała, albo też znała, tylko nie chciała je znowu słyszeć, ani żeby nikt inny nie słyszał. Kiedy Przybysz poszedł do kuchni po deser i kawę, Marek co chwila droczył się za koleżanką, przez co kobietę rozlewał czerwony rumieniec.
- W tej chwili nie czekam na nic innego, niż na poznanie twojej matki i twoich opowieści- w końcu odparła Przybysz, dopijając do końca kompot z truskawek.
- Oj, nie chciałabyś wiedzieć!- od razu bąknął Marek, ciągle się śmiejąc.
- A właśnie, że chciałabym! Pewnie było to tak: Mały Mareczek ze smoczkiem na buzi i aksamitną pieluszką na pupci raczkuje po całym domu i nie pozwala się łapać, sprytnie uciekając pod łóżko. Albo nie! Może oszczędźmy tą pieluszkę, dobra?- wybuchła śmiechem, a po chwili dostała kopniaka w kostkę.
- Ałaa! Chyba ty masz wprawy w piłce nożnej!- jęknęła, lekko masując nogę.
- W sumie to w liceum koledzy mówili, że powinienem się zapisać do naszej reprezentacji- przypomniał Dębski.
- Dobrze mówią!- odparła- Może byśmy w taki sposób w końcu wygrali?
- Oj, nie rozpieszczaj mnie takimi słowami- udawał zawstydzonego- Ale dziękuję za taki piękny komplement- ku zdziwieniu Agaty, Marek energicznie objął jej rękę i musnął jej dłoń.
- Dobra, dobra! Nie przesadzaj z tymi czułościami!- zabrała mu szybko rękę, którą tamten nie chciał puścić.
- Strasznie oschła jesteś!- westchnął rozbawiony.
- A ty za zbyt bardzo szarmancki- odparła, pokazując mu język.
W tym samym czasie do salonu wrócił ojciec Agaty z nakrojoną szarlotką i filiżankami kawy na tacce.
- Dobra, dzieci. Skończycie się kłócić po deserze- odparł do studentów.
- Dobrze, tato!- Agata lekko się uśmiechnęła, po czym puściła oko do Dębskiego, szepcząc: ?Po kawie idziemy na miasto, tylko przygotuj się!?
Marek również się uśmiechnął i już się nie mógł doczekać. Jednak nie wiedział, że Agata szykuje mu prawdziwą męczarnię. Po kawie młodzi ruszyli w stronę rynku, który od domu był oddalony jakieś 2 kilometry. Co ciekawe, mieli tam iść na pieszo. Dębskiemu wydawało się, że nie będzie tak źle, jednak nie sądził, że Agata specjalnie wydłuży tą podróż i pójdą przez setki skrętów, kiedy to normalnie mogliby pójść prosto. Wtedy metry bardziej się dłużyły, a Marek zaczął odczuwać zmęczenie. Agacie ten fakt bardzo bawił i miała zamiar jeszcze bardziej go wymęczyć, kiedy zaproponowała wspólne bieganie.
- Kobieto! Nie widzisz, jaki jestem zmęczony?- ledwo wydusił mężczyzna- No i do tego te słońce? Niemiłosiernie parzy!
- Trzeba było wziąć ze sobą czapkę- odparła, specjalnie poprawiając własne nakrycie na głowie, by się z niego nabijać- No i jeszcze się posmarować kremem? Nie chcę słyszeć potem wieczorem jęków. Tu jest ławka!- wskazała w prawą stronę- Ciesz się, że wzięłam ze sobą, bo byłaby heca.
- Oj, dobra! Lepiej mi to nakładaj, bo już czuję, że mnie łapie!
Marek usiadł na ławce i delikatnie podniósł koszule do góry, przez co Agata mogła dostrzec umięśnione ciało mężczyzny, które było już lekko opalone. Usiadła tuż za nim, po czym wycisnęła z tubki trochę kremu i zaczęła nakładać na ramię, a następnie na plecy mężczyzny. Robiła to tak delikatnie, bojąc się tego, że zrobi mu krzywdę, chociaż po chwili pomyślała, że to przecież niemożliwe, chociaż? Nie, nie! Przy sobie nie posiada jakiś ostrych narzędzi, czy tym podobne. Marek czując na swoim ciele jej dłonie zauważył, jakie są one delikatne i przemiłe w dotyku. Żadna inna kobieta, z którą się spotykał nie miała takich, jak ona. Przy Agacie czuł się, jak ryba w wodzie. To było bardzo przyjemne uczucie. Zamknął oczy i wyobrażał sobie siebie, leżącego w wygodnym łóżku, a za nim siedziała Agata i wykonywała mu relaksujący masaż. Po chwili odwraca się brzuchem do góry i pociąga kobietę ze sobą, po czym skrada jej słodki, pełen miłości pocałunek...
- No dobrze! Już starszy- jego rozmyślenia przerwał kobiecy głos. Otworzył oczy, założył z powrotem koszulę i odwrócił się w stronę Agaty.
- Dziękuję!- odparł.
- Naprawdę, nie masz za co mi dziękować- Przybysz lekko się uśmiechnęła. Marek oczywiście to oznajmił. Chciał objąć jej dłoń, leżącą na ławce, jednak nie zdążył, bo ta szybko ją podniosła.
- To co? Idziemy dalej?- spytała.
- T? tak!- odpowiedział lekko zawiedzony. Wstał z ławki i podążył za kobietą. Po pół godzinie byli już w miejscu docelowym. Z nieba lał się nadal żar, więc postanowili pójść się ochłodzić do pobliskiej fontanny.
- Może kupić coś do picia?- zaproponował Marek.
- Przydałoby się. Masz tu drobne i kup wodę mineralną, gazowaną.
- Żartujesz? Chowaj tą kasę, wszystko idzie na mój koszt- oddał szybko jej drobne.
- Marek. Ja nie chcę, byś się przeze mnie zadłużył- odparła troskliwie.
- A co mi szkodzi wydać na dwie butelki wody? Nie kosztuje to przecież fortunę- roześmiał się i odszedł od kobiety, która usiadła na kamiennej ławce, będąc złączona z fontanną i czekała na mężczyznę. Bardzo zainteresował ją widok dzieci, biegające naokoło fontanny, wesoło przy tym krzycząc z radości. Były i niektóre dzieci, które weszły do fontanny i z radością ochlapywały siebie i innych. Od razu sobie przypomniała radosne dzieciństwo, kiedy ona, jako mała dziewczynka codziennie w lato, kiedy było bardzo gorąco przychodziła z rodzicami pod fontannę i ona sama biegała po wodzie, wesolutko przy tym krzycząc. To było jedno z niewielu wspomnień, kiedy pamiętała swoją mamę. Straciła ją, mając zaledwie osiem, czy dziewięć lat. Nie za bardzo pamięta, jak umierała, jednak pamięta dzień pogrzebu, kiedy to bardzo płakała. Babcia ją pocieszała, że teraz mama jest wśród aniołków i jest tam szczęśliwa, i bardzo by chciała, by Agatka nie smuciła się, bo to by bardzo bolało mamę. Jej przemyślenia przerwał dziwny dreszcz, przyszywający się po jej ramionach. Dopiero po chwili zauważyła Marka z dwoma butelkami z zimną wodą.
- Brr? Nie strasz mnie już więcej w taki sposób!- odparła, biorąc od niego jedną butelkę.
- Widzę, że gorąca z ciebie kobitka! Ale ręce masz strasznie lodowate?- zauważył od razu.
- E tam! Zdaje ci się- szybko zaprzeczyła, odkręcając nakrętkę, jednak nie wiedziała, że Marek specjalnie wcześniej potrząsnął butelkę. Efekt? Napój rozlał się po ciele i ubraniach Agaty.
- Niech to jasny szlag trafi!- krzyknęła zdenerwowana, a Marek wybuchnął niepohamowanym śmiechem. Uwagę zwróciło również kilka osób, przebywające w pobliżu.
- To za ten bardzo długi spacer, moja droga!- odparł rozbawiony, jednak Agacie nie było do śmiechu. Rzuciła Dębskiemu chłodne spojrzenie.
- Oj, nie przejmuj się! Szybko ci wyschnie- dodał, lekko otrzepując z niej kropelki wody. Agata spojrzała się przez chwilę na Marka, który się nią "zajmował", a po chwili niespodziewanie również i jego oblała.
- Ej, ej! Co to miało być?- spytał, zaskoczony. Tym razem to Agata się śmiała najbardziej.
- Jak tak to oboje się wysuszymy- odpowiedziała, a Marek po chwili również zaczął się śmiać...
-
Nie wiem czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda, ale jakiś czas temu coś wypociłam i się podzielę.
Dzień jak co dzień. Bartek pojawił się w kancelarii jako pierwszy, co oczywiście należało do jego obowiązków. Odebrał pocztę, odczytał e-maile, zaparzył kawę i usiadł za biurkiem przeglądając gazetę, którą wręczyła mu młoda studentka przy Centralnym.
Poranek zapowiadał się spokojnie, w terminarzu zarówno Marek, Agata jak i Dorota mieli sporo wolnego czasu. Pierwsza w kancelarii pojawiła się Dorota. Jak zwykle idealnie uczesana, ubrana i pomalowana. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, widać było, że jest szczęśliwa. Pokrzątała się chwile, odebrała pocztę, upiła łyk kawy od Bartka i wyszła z kancelarii nic nie tłumacząc.
Czas leciał, a kancelaria nadal świeciła pustkami. Młody adwokat korzystając z tak dużej ilości wolnego czasu wyłożył nogi na stole i delektował się błogim "nic nie robieniem". Kiedy właśnie zafascynowany czytał recenzję wczorajszego meczu Polska - Portugalia, którego niestety nie mógł zobaczyć ze względu na imprezę rodzinną do kancelarii wpadła zdyszana Agata. - Młody, nie ma czasu na Playboy'a! Do roboty się bierzemy. Szefowa pierwszy raz w swej karierze zaspała do pracy, a to nie wróży nic dobrego! - Z impetem wbiegła do gabinetu, otworzyła laptopa, usiadła na krześle i zastygła."w sumie to nie rozumiem mojego pośpiechu, sama sobie jestem szefem. Dziś moje urodziny, należy mi się wyrozumiałość. Dzisiaj zero spotkań, zero rozpraw. Dzień idealny na udanie się do SPA. Niech w końcu ktoś zatroszczy się o mnie".
-No widzę, że Szefowi również się zaspało. Mecenas Dębski od rana nie pojawił się w kancelarii, choć powinien tu być od jakiś 2 godzin. - przekornie powiedział Bartek, wymuszając uśmiech od ucha do ucha. - a poza tym, na Playboy'a zawsze mam czas, Szefowo!
-Dobra, dobra. Nie gadaj tyle tylko zrób mi kawę i przynieś korespondencję.
Agata zabunkrowała się w swoim gabinecie na cały dzień. Oczywiście plany miała tęgie co do spędzenia swoich urodzin, aczkolwiek zabrała się za porządki w szufladach, segregowanie rozpraw i tak nadszedł czas powrotu do domu. Spokojnie wstała, przeciągnęła się i zdała sobie sprawę, że cały dzień Dębski nie pojawił się w kancelarii. Nie zadzwonił, nie napisał, nie nagrał się na sekretarkę. Z tego co pamiętała akurat nie byli na ścieżce wojennej, więc wydało jej się to co najmniej dziwne. To, że Dorota milczy to rzecz normalna, wolny dzień wykorzystała na Filipa i Zosie. Zebrała rzeczy do torebki, ściągnęła kurtkę z wieszaka i otworzyła gabinet.
-Bartek! Wycho...
-Sto lat, sto lat niech żyje, żyje nam!
Stała przed nią Dorota z Wojtkiem, Bartek, Marek, Tata. Wszyscy komicznie wyglądający w urodzinowych czapeczkach, balonami w rękach i jej ulubionym szampanem.
-Matko, ale mnie przestraszyliście -ze łzami w oczach wydukała Agata, zdając sobie sprawę jak mało kreatywnie zareagowała. Podeszła do Doroty i zawiesiła się na jej szyi. - To Twoja sprawka, prawda? Zawsze musisz rozgłaszać w koło,że jestem znów rok starsza! - roześmiała się i pocałowała przyjaciółkę w policzek.
- No, Agatko tak się składa, że inicjatorem był Marek. To on od rana spędzał czas z Twoim Tatą poszukując Twojego ulubionego czekoladowego tortu i migdałami.
Agata przywitała się z tatą, podziękowała wszystkim i spojrzała na Dębskiego. Czuła się dość niezręcznie, nie wiedziała jak zareagować, w końcu wszystkich przytuliła, a przed nim tylko stoi i się patrzy. Wiedziała, że cokolwiek zrobi spowoduje jednoznaczne uśmiechy na twarzach gości.
-Dzięki, Marek. Jeśli to naprawdę Ty jesteś inicjatorem tego zbiegowiska to muszę Ci przyznać, że dzięki znajomości ze mną wychodzisz na ludzi. - roześmiała się, przytuliła wspólnika. Czas płynął na błogich rozmowach gdy nagle otworzyły się drzwi kancelarii i do pomieszczenia wszedł nikt inny jak Maria. Perfekcyjna blondynka, o nienagannej urodzie.
- witam wszystkich, przepraszam za spóźnienie, ale ostatnia rozprawa się przedłużyła. Agata, wszystkiego dobrego Ci życzę! Tej miłości prawdziwej, bo przy tej ilości otaczających Cię facetów mających czarną przeszłość, przydałby się ktoś kto Cię obroni! - bezmyślnie rzuciła, śmiejąc się przy tym ni to przyjemnie, ni kąśliwie. Pocałowała Marka na przywitanie i dopiero zdała sobie sprawę, że ojciec Agaty kompletnie nic nie wiedział o jej problemach.
-dziękuję, dziękuję - odparła Agata i jednocześnie puściła oczko do taty, który ewidentnie się zaniepokoił. - mam nadzieje, że w tym roku poznam mojego księcia na czarnym rumaku, który spłodzi mi szybko potomka i będę spełnioną kobietą sukcesu! - dodała ironicznie, a zarazem wesoło jak to potrafiła najlepiej i nalała wszystkim szampana.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Rozbawieni goście zaczęli podejrzewać, że to zdenerwowani sąsiedzi mają dość hałasów. Marek stał najbliżej drzwi, otworzył je i przed nim stanął ogromny bukiet czerwonych, pięknych róż. Nie było widać kto je trzyma, aczkolwiek był to na pewno mężczyzna w garniturze. Agacie zrobiło się słabo na sam widok. "Co ja mam zrobić. Przecież to Sułecki. Tfu, Ostrowski. A niech go szlag. Jak mam zareagować?!"
-Agatko, wiem, że jestem pewnie ostatnią osobą, którą chciałabyś dziś widzieć, ale proszę daj złożyć sobie życzenia. I przyjmij prezent.
-Chyba sobie żartujesz. Wyjdź stąd i nigdy więcej nie pokazuj się w jakimkolwiek miejscu gdzie będę ja. Rozumiesz?
-Nie rozumiem, nie dałaś mi nawet czegokolwiek wytłumaczyć.
-Wyjdź stąd. Jestem wśród przyjaciół, jakbyś nie zauważył. A ty do nich nie należysz. Psujesz nam zabawę, do widzenia.
-Słyszysz co powiedziała pani mecenas? Do widzenia, tam są drzwi. - wtrącił się Bartek, podchodząc do Rafała.
Słyszałem. - syknął Ostrowski. - Agata, zostawiam kwiaty. W środku jest liścik, proszę przeczytaj go.
-No to się napijmy! - podsumował Wojtek chcąc rozluźnić atmosferę.
Agata wypiła swoją lampkę jednym łykiem. Rozejrzała się wkoło, doskonale wiedziała, że czeka ją noc spędzona na rozmowach z ojcem. Będzie musiała opowiedzieć wszystko. Ale nie to ją teraz męczyło, zdała sobie sprawę, że oczy wszystkich gości ewidentnie czekają, aż przeczyta liścik znajdujący się między kwiatami. Tylko Marek spoglądał na Agatę inaczej niż wszyscy, jakby przeczuwał co kryje się w kopercie i jak bardzo może to odwrócić jej w końcu poukładane życie.
Dorota widząc co się dzieje zebrała się do domu, podobnie zrobił Bartek. Maria zeszła do samochodu, Marek obiecał zaraz do niej dołączyć.
- Otworzysz tą kopertę, prawda?
- A dlaczego miałabym tego nie robić? Marek, nie martw się. Już żadnych dokumentów podstawionych przez niego nie podpiszę. A poza tym, mógłbyś zostawić mnie i tatę samych? O ile się nie mylę, na dole czeka Twoja ukochana.
Agata całą noc spędziła na rozmowach z Andrzejem. Zrozumiał, wybaczył, przytulił. Wiedziała, że to jedyny mężczyzna w jej życiu warty uwagi.
Została sama w mieszkaniu, podeszła do kwiatów i wyciągnęła kopertę. W środku znajdował się czek wystawiony na sumę 800 tysięcy zł i mała karteczka "Przepraszam. Kocham Cię, Agata."
"Kocham Cię? Co to w ogóle ma znaczyć? Palant. Nie chce od niego żadnych pieniędzy. Pieprzony Hubert, eee Rafał. Nie, jednak Hubert. Dla mnie na zawsze Hubert."
Agata szukała jakiegokolwiek zajęcia, żeby tylko nie myśleć. Całą sobotę miała spędzić sama, bo przecież jest weekend i każdy już ma plany. Zaczęła zdawać sobie sprawę jak bardzo jest samotna...Albo właściwie nie. Nie jest samotna, po prostu całym jej życiem zawładnęła praca. Nie ma znajomych, nie ma przyjaciół. Gdzie są wszyscy ludzie, z którymi studiowała? Odwróciła się od nich jak tylko udało jej się dostać posadę w Prospectrum.
-Tomek! - powiedziała sama do siebie i od razu wybrała numer do kolegii z firmy ubezpieczniowej.
Umówili się na wieczór, na kolację. Przyjacielską kolacje, na której będą rozmawiać, śmiać się i pić dużo alkoholu. Obiecali sobie tylko, że nie padnie ani jedno zdanie na temat jej nagłego odejścia z firmy.
Do momentu kiedy Agata musiała już wychodzić bo na dole czekała taksówka, ubrała i ściągała z siebie z 20 różnych kreacji. "Kobieto, przecież to nie randka. Normalnie, na luzie." W końcu wybrała ulubione obcisłe dżinsy, zwykły biały t-shirt, na który zarzuciła luźny sweter i standardowo - szpilki. Włosy bezwładnie opadały na ramiona, makijaż też wybrała raczej ten delikaty. "Chyba jest OK."
Weszła do restauracji, w której się umówili. Tomek wybierał, upierając się, że to najprzyjemniejsze miejsce w Warszawie, z kameralnym wystrojem, a co najważniejsze serwują najlepsze makarony w mieście. Tomek już czekał przy stoliku, zaraz przy oknie.
- Heej, no w końcu się widzimy! Schudłeś, Tomku! Marniejesz w oczach normalnie! - wypaliła Agata i przywitała się.
- Ty za to jak zwykle wyglądasz nienagannie!
Wszystko szło zgodnie z planem, jedli i jeszcze więcej pili.
- Przepraszam, Tomek. Ale musiałam odreagować. Hubert. Znów się pojawił, powiedział mi, że mnie koch...
- Agata, błagam Cię - przerwał Tomek - naprawdę przejmujesz się takimi bzdurami? Naprawdę są w stanie ruszyć Cię jakiekolwiek słowa wypowiedziane z ust tego frajera?
Agata zamarła. Właściwie to nie, przecież chyba Tomek ma racje. Kompletnie nie wie co jej odbiło. Spojrzała na kolegę przekornie unosząc brew.
- Właściwie to masz racje. Twoje zdrowie!
- Ohooo, kogo ja widzę. Pani mecenas Przybysz ze swoim byłym podwładnym. Ładnie pani spędza weekend.
Agata spojrzała za siebie. Na przeciwko niej stał Dębski, w ręku trzymając kurtkę Marii, która pewnie zniknęła w toalecie, żeby poprawić fryzurę. Patrzyła na niego już lekko pijana i kompletnie nie wiedziała co odpowiedzieć. Z jej twarzy Marek mógł odczytać tylko szok i promile.
- Tak się składa, że aktualnie spotykamy się już na innych relacjach niż szefowa - podwładny - rzucił Tomek.
Tym razem Marek nie wiedział co odpowiedzieć. Agata spuściła głowę uśmiechając się.
- Miłego wieczoru, Marku. - dodała Agata i odwróciła się.
Przez resztę wieczoru czuła wzrok wspólnika na sobie. Wiedziała, że się przygląda. To samo czuł chyba Tomek.
- Chyba czas na nas, pani mecenas. I tak będę Cię musiał już eskortować do mieszkania, a mogę nie mieć siły żeby na rękach wnosić Cię na 3 piętro. - Tomek wstał i zaczął ubierać kurtkę. Pomógł Agacie, która chwiała się już lekko na nogch. Była pijana, a zarazem bardziej odważna. Wykorzystując sytuację, że Dębski patrzy podparła się o Tomka i czekała, aż ten pomoże jej dokładnie ubrać płaszcz. Lubiła wzbudzać jego zazdrość, choć sama do końca nie była pewna czy w ogóle to robi.
- No to Tomaszku prowadź do mnie! - rzuciła uśmiechając się. Wychodząc jeszcze pomachała Marii i Markowi.
"Nigdy więcej alkoholu nie włożę do ust. Obiecuje." Agata umierała cały poranek. Około godziny 14 zamówiła chińczyka, jadła i oglądała komedię romantyczną, której sprawe niedawno prowadziła z Markiem. Nagle zdała sobie sprawę, że ostatnio często o nim myśli. Wiele rzeczy, sytuacji, kojarzy jej się właśnie z nim. "Głupia jesteś, Przybysz. Przecież to Dębski. D -ę -b -s -k -i! Który jest najbardziej niezdecydowanym facetem pod słońcem. Ciekawe dlaczego mnie pocałował po tej sprawie z Prospectrum... chciał mi to wyjaśnić, ale pojawiła się Maria. Nie! Znów to robię."
Ding dong - dzwonek do drzwi. Miała zamiar nie otwierać, ale ktoś nieustannie się dobijał.
- no cholera jasna, nawet w niedziele człowiek nie może się wyspać! - otworzyła drzwi nie patrząc nawet przez wizjer. Od razu do jej mieszkania wszedł Marek z dużą butelką wody i siatką z cytrynami.
- pomyślałem, że przyda Ci się dzisiaj towarzystwo. -Agata stała jak zahipnotyzowana. - Nie patrz tak na mnie. Nie martw się, żartowałem. Na dzisiaj byliśmy umówieni na szukanie świadków do sprawy gwałtu. Ale już wczoraj jak Ciebie widziałem, byłem pewien, że nie pamiętasz.
- Przepraszam! Przez to wszystko zupełnie zapomniałam o sprawie. Urodziny, Hubert i jego wyznania miłosne, pieniądze, ojciec, alkohol...- powiedziała na jednym wydechu.
- Hubert i jego wyznania miłosne? - powoli powtórzył Dębski - chyba nie chcesz mi powiedzieć, że do siebie wróciliście - zażartował, uszczypliwie oczywiście.
- Tak, wróciliśmy. I jestem z nim w ciąży, będę miała bliźniaki i nazwę je Marek i Maria. - tak samo uszczypliwie odpowiedziała i wskazała mu ręką że ma usiąść.
- Agatko, a z tym Tomkiem to chyba nie tak na poważnie, co? - zapytał, ewidentnie podpuszając ją. Agata parzyła herbatę i udawała, że nie słyszy. - No pani Przybysz! To ja już wolałem Maćka.
- czy mógłbyś zająć się sobą, kochany Mareczku? a tak w ogóle to wkładaj nos w te papiery, bo nie mam ochoty żebyś zajmował mi cały wieczór. - odparła, na co Marek zareagował szerokim uśmiechem co chwile zerkając z stronę wspólniczki.
Minęło sporo czasu, a prawnicy mieli już sporą listę świadków. Właściwie to sami nie zdawali sobie sprawy z tego, że jest już 23:00.
- O matko, Marek. Widzisz, która jest godzina? Ja mam jutro na 8 rozprawę. Nie wstanę przez Ciebie! - krzyknęła.
- Spokojnie, obudzę Cię rano śniadaniem do łóżka.- odparł i nalał sobie whisky stojącego w barku. - Nie wygania się gości, nie widzisz, że jeszcze nie skończyłem konsumować? - i pomachał szklanką.
- Wiesz co? Głupek z Ciebie. - roześmiała się i poszła pod prysznic.
W czasie kiedy Agata kąpała się, Marek przeglądał jej zdjęcia jak była mała, z okresu liceum, studiów. Spodobało mu się szczególnie jedno, mała Agata cała zapłakana siedząca na kolanach św. Mikołaja, trzymająca pluszowego misia.
- Co Ty wyprawiasz?! Zostaw to! - Agata podbiegła do Marka, próbując wyrwać mu album. Ten jednak podniósł rękę do góry, więc jedyne co mogła zrobić to skakać obok niego co i tak nie przyniosłoby żadnego skutyku tym bardziej, że jedną ręką trzymała ręcznik, którym się owinęła.
Marek spojrzał na nią i dopiero zdał sobie sprawę w jakim wydaniu widzi przed sobą wspólniczkę. Opuścił rękę i przyglądał jej się dokładnie. Właściwie to już miał zbereźne myśli. Chodziły za nim już od jakiegoś czasu, bo mimo, że wiedział, że nie pasowaliby do siebie, Agata go nieziemsko pociągała. Ta kobieta była dla niego już tak długo nie dostępna, a za każdym razem jak się na niego złości, denerwuje i obraża, on ma ochote ją złapać i całować tak długo, aż zapomni o tym co w ogóle miała do powiedzenia.
- pod spodem jesteś całkiem naga? - zapytał głupio nie spuszczając z niej oczu. Agata czuła się co raz bardziej skrępowana, bo chyba zaczęła zdawać sobie sprawę, że mimo, iż Marek żartuje, gdyby tylko dała mu choćby najmniejszy znak, że ma ochotę na to, żeby ją pocałował... wylądowali by w łóżku. Od niego na kilometr kipiało pożądanie, a ją to kręciło już od jakiegoś czasu. Chciała, żeby się jej przyglądał, ale nie chciała przekroczyć bariery, bo wtedy czar prysnąłby w mgnieniu oka. Poza tym, ona sama chyba przeżywała chwilową fascynację Markiem, do czego stanowczo nie chciała się przyznać. Zabrała mu z ręki album, którym klepnęła go w głowę i odparła - oprócz pasa cnoty - nic.
- Marek, a właściwie jak to jest możliwe, że jesteś u mnie już jakieś 6 godzin i ani razu nie zadzwoniła Okońska? - zapytała.
- A dlaczego miałaby dzwonić?Chyba zdaje sobie sprawę, że jestem w dobrych rękach.
- czy ty mógłbyś chociaż raz porozmawiac ze mną poważnie?
- Ale ja mówie poważnie. Maria wie gdzie jestem. Poza tym uparła się, że wolę Ciebie od niej. Jest okropnie zazdrosna, a przecież nie ma ku temu powodów prawda? Więc może czas najwyższy żeby to zmienić. Jeśli już podejrzewa, że mamy romans to może spełnijmy jej marzenia?
I wręcz natychmiast podszedł do Agaty, zaczął ją całować powoli, od ramion, przez obojczyki, kark, szyję. Widział, że na jej ciele pokazuje się gęsia skórka co jeszcze dodało mu pewności siebie. Stała nie ruchomo, chyba jeszcze była w szoku, albo po prostu chciała żeby to trwało wiecznie. Stykali się nosami, Agata na niego na patrzyła. Obydwoje wiedzieli, że stanie się coś co na zawsze zmieni ich relacje. Albo będą tworzyli związek, albo regularnie będą się kochać. Dla sportu, rozrywki, fascynacji, zabawy. - nie myśl o tym - szepnął Marek jakby czytał w jej myślach i pociagnął ją na łóżko. Zaczął ją całować, na początku delikatnie, a potem najbardziej namiętnie jak potrafił. Nie zrzucił z niej ręcznika, dopóki Agata pierwsza nie zaczęła implusywnie rozpinać jego koszuli i paska. Chyba oboje nie wierzeli w to co się dzieje. Marek na sam widok Agaty wariował, czuł że serce mu przyśpiesza na myśl, że przed nim, a właściwie pod nim leży kobieta, którą ... kocha. Nie umiał opanować swoich dłoni, były wszędzie. Dawno nie było mu tak dobrze mimo, iż myslał tylko o niej. Tylko o tym, żeby to jej było przyjemnie. Obydwoje przeżywali najpiękniejsze chwile, i doskonale o tym wiedzieli, mimo iż żadne nie powiedziało tego głośno. Marek nawet nie wszedł w Agatę, nie zrobił tego chyba tylko dlatego, żeby ona jak najszybciej chciała więcej. - Dziękuję - szepłęła Agata do Marka, który leżał już obok niej, obejmując ją ręką. - Cicho bądź. Ja Ciebie kocham. - usłyszała odpowiedź. Spojrzała na Marka, który już słodko spał z ustami przyklejonymi do jej ramienia.