Dyskutujesz.pl
Strefa telewizyjna => Pozostałe seriale => Wątek zaczęty przez: Donia w Czerwiec 29, 2012, 00:02:41
-
Mój ulubiony serial to nieprzerwanie "Pierwsza Miłość", którą oglądam praktycznie od początku. Mimo tego, że momentami jest więcej nudy niż ciekawych wątków oglądam po prostu z przyzwyczajenia. ;)
Lubię również pooglądać seriale typu "Trudne sprawy", "Ukryta prawda" oraz "Pamiętniki z wakacji", w których gra aktorska po prostu powala. :th_girl_haha: Oglądam je przede wszystkim dlatego, że często są bardzo śmieszne i głupie zarazem, tzw. poprawiacze humoru. :D
O nielubianych kiedy indziej, bo moja lista jest bardzo długa. ;)
Zapraszam do dyskusji! ;)
-
Ulubione moje seriale to Bonanza, Czas honoru, Na dobre i na złe, Komisarz Alex. Mimo absurdów, bzdur i nielogiczności kocham Bonanzę za klimat, melodię i wszystkich czterech przystojnych, wspaniałych Cartwrigtów.
Czas honoru zaowocował kilkoma wirtualnymi przyjaźniami, zainspirował do pisania fanfików -pokazał też prawdziwą przyjaźń i miłość mimo ogromu zła, podłości i brudu.
"Są ludzie zdolni do wielkich czynów. Tych paru ratuje honor innych" i o takich właśnie osobach ten serial opowiada.
Alex- to idealna rozrywka na sobotni wieczór.
Jest ciekawie ale też zabawnie.
Nie oglądam orginału Komisarza Rexa, więc nie mam porównania.
Lubię Kubę Wesołowskiego, Magdę Walach, ale fakt że największą gwiazdą jest tam pies.
Odświeżenie ramówki i wprowadzenie nowych postaci wyszło Na dobre i na złe- na dobre.
To już zupełnie inny serial niż na początku, ale dalej intryguje.
Nie trawie Rancza i zachwytów nad tym serialem.
Jak również banalnych, miłosnych serialików TVN.
W tym przypadku poprawiłam wszystko, ale proszę na przyszłość pamiętać o tym, że spację stawiamy PO przecinku, a nie przed nim, więc zdanie tak zapisane: "Serial ten ma fajnych aktorów ,muzykę oraz fabułę" jest zapisane niepoprawnie.
Ponadto pisze się "oryginał", a nie "orginał" :)
MG
-
Lubię również pooglądać seriale typu "Trudne sprawy", "Ukryta prawda" oraz "Pamiętniki z wakacji", w których gra aktorska po prostu powala. :th_girl_haha: Oglądam je przede wszystkim dlatego, że często są bardzo śmieszne i głupie zarazem, tzw. poprawiacze humoru. :D
To odkładnie jak ja :D "Pamiętników z wakacji" co prawda nie oglądam, ale oglądam za to "Dlaczego ja?" :D
Lubię oglądać polskie seriale :D Wciągają mnie nawet te nudne smilie_girl_299
A regularnie oglądam "M jak Miłość", "na wspólnej" i od niedawna "Na dobre i na złe" :)
Ale oglądałam też niewypał tvp "Galerię" i niewypał polsatu "Linię życia" i muszę przyznać, że z niecierpliwością czekałam na dalsze odcinki ;) Szkoda, że zostały zdjęte z anteny :(
Ale najbardziej lubię seriale kryminalne :D szczególnie "Wzór" mnie wciąga smilie_girl_149 "W11" też czasem obejrzę :)
-
Z seriali - jest wiele, który lubię, ale od wielu lat nieprzerwanie największą popularnością u mnie cieszy się Na dobre i na złe. Ten serial wszczepił we mnie zainteresowanie w medycynę, pokazał jak wygląda życie...Po latach gdy z serialu wątki głównych bohaterów zniknęły, serial oglądam z przyzwyczajenia.
Lubię ponadto Świat według Kiepskich, choć jest to debilny serial to w humorystyczny sposób ukazuje polską rzeczywistość. Równolegle z NDiNZ oglądałem też rodzinę zastępczą (do 2009), w zasadzie oba te seriale NDiNZ i Rodzina Zastępcza mają dla mnie szczególne znaczenie, choć NDiNZ może bardziej. Zwłaszcza brak mi klimatu niedzielnego popołudnia gdy do "kawy i ciasta" oglądało się Na dobre i na złe. Poza tymi serialami oglądałem jeszcze w miarę regularnie Miodowe Lata, pierwszą serię Rancza, Złotopolskich (tak do 2006), powtórki w labiryncie, matek żonek i kochanek . Także z rzadka oglądam Dlaczego ja lub Trudne sprawy. Wg mnie oba te programy za bardzo się nie różnią.
-
Moim ulubionym serialem jest "House M.D.", chyba już zawsze będzie dla mnie pod wieloma względami szczególny i choć nie oglądałam 8 sezonu (ale mam zamiar nadrobić to w te wakacje), to nadal w pamięci mam te godziny spędzone przy oglądaniu odcinka za odcinkiem, te wyczekiwanie na premierowe odcinki, na finał sezonu, na nowy sezon, oglądanie z dziewczynami odcinków nadawanych w środku nocy... ;) Niezapomniane chwile!
A za co kocham "House'a"? Chociażby za bohaterów: za House'a, Wilsona (i przyjaźń obydwu tych panów), Cuddy (i parę Huddy), za Trzynastkę. Za to, że mimo tego, że nie interesuję się medycyną: fabuła potrafiła mnie zainteresować, wciągnąć, wywołać we mnie zarówno śmiech, jak i najprawdziwsze łzy.
Kocham także "Magdę M.", serial którego emisja zakończyła się dawno temu i który ja nadrabiałam dłuuugo po zakończeniu (mniej więcej rok temu), to jednak...pokochałam całym sercem ;) Za wszystko i za nic. Serial, do którego zawsze chętnie wracam. Jak mam gorszy dzień to wyciągam z pudełka płytki, na których mam pierwszy i drugi sezon serialu, wsadzam do odtwarzacza...i od razu mi milej :)
Uwielbiam też...umm, chociażby "Cougar Town", świetny, choć mało znany serial, którego tytułu na język polski wolę nie tłumaczyć, bo zniechęca to tłumaczenie :D Bardzo trudno jest określić za co kocham ten serial, bo każdy kto obejrzy choć kilka odcinków- zrozumie to, tak myślę. Serial ten ma bowiem taki specyficzny klimat, bohaterów, ich język, styl bycia... ;) Bardzo wyjątkowy serial i cieszę się, że Caliente :-* zachęciła mnie kiedyś do jego oglądania.
Z polskich produkcji jeszcze to uwielbiam "Przepis na życie" oraz "Rodzinkę.pl"- stosunkowo "młode" seriale, ale moim zdaniem fantastyczne. Cieszę się, że autorzy tych dwóch produkcji pokazali, że jednak MOŻNA, nie trzeba tworzyć jakiegoś głupiego syfu (typu "Świat według Kiepskich"), aby ludzie to polubili. Nie mogę się nowych sezonów, które pojawią się w jesiennej ramówce ;)
Sentymentem darzę również "Chirurgów" i "Prywatną Praktykę", obydwa bliskie mi niegdyś seriale i nadal chętnie mogłabym wrócić do ich oglądania. A z polskich to nadal często przełączam sobie na "Rodzinę zastępczą" bądź "Miodowe lata" jeśli są gdzieś emitowane.
Za to seriale, których zdecydowanie NIE LUBIĘ to na pewno wspomniany już przeze mnie "Świat według Kiepskich"- nigdy nie zrozumiem sukcesu tego serialu, bo głupszej produkcji w życiu nie widziałam :P Nie trawię "Malanowskiego i partnerów", bo poziom aktorski tego "czegoś" jest tragiczny, ani to straszne, ani piękne. Nie podoba mi się "Dlaczego ja?" i wszystkie seriale tego typu. Nie lubię już "M jak miłość", bo to serial, który w moich oczach pogorszył się w ostatnim czasie jak żaden inny.
I na pewno tych niefajnych seriali jest jeszcze trochę, ale nie wymieniam tych, z którymi nie miałam styczności. Te powyżej niestety- z jakichś względów- musiałam oglądać :P
-
Z polskich produkcji jeszcze to uwielbiam "Przepis na życie" oraz "Rodzinkę.pl"- stosunkowo "młode" seriale, ale moim zdaniem fantastyczne. Cieszę się, że autorzy tych dwóch produkcji pokazali, że jednak MOŻNA, nie trzeba tworzyć jakiegoś głupiego syfu (typu "Świat według Kiepskich"), aby ludzie to polubili. Nie mogę się nowych sezonów, które pojawią się w jesiennej ramówce ;)
Też uwielbiam ;)
"Przepis na życie" mimo, że jak większość seriali jest o miłości, jednak akcja jest wciągająca o wiele bardziej niż np. w "M jak Miłość" [choć też oglądam] :D Może to dlatego, że "Przepis na życie" jest 'świeży' i scenarzyści mają głowę pełną pomysłów :D
"Rodzinka.pl" jest ciekawa! :D Lubię dialogi, które w większym stopniu są zabawne :D poza tym aktorzy mi jakoś pasują do swoich ról :)
Z kolei serial podobny do "Rodzinki.pl" czyli "Ja to mam szczęście" moim zdaniem jest nieudaną podróbą "Rodzinki". Obejrzałam może 2-3 odcinki, ale bez szczególnego zainteresowania.
Po co tvp zrobiło 2 akcją prawie identyczne seriale ? Nie wiem. Jakiś interes musieli w tym mieć ;)
-
O taaak, też zdecydowanie nie podoba mi się "Ja to mam szczęście", myślałam, że będzie to ciekawa propozycja na "przerwę" w emisji rodzinki.pl, chociażby ze względu na aktorów, których dobrali sobie niezłym (choć nie tak udanych jak w rodzince, gdzie pokochałam wszystkich!), ale to jeden wielki niewypał.
Po co tvp zrobiło 2 akcją prawie identyczne seriale ? Nie wiem. Jakiś interes musieli w tym mieć ;)
Moim zdaniem chodziło o to, aby na fali popularności "rodzinki.pl" puścić coś nowego, co dawałoby im zysk w trakcie przerwy między jednym a drugim sezonem serialu. To mogłoby się im nawet udać, gdyby ten drugi twór był jakiś atrakcyjny, a tak? Nie spotkałam się z jeszcze ani jedną naprawdę pozytywną opinią o "Ja to mam szczęście". Jedni mówią, że syf, inni że nuda, a jeszcze inni oburzeni są, że zamiast rodzinki.pl takie coś im dali... :P
-
No i chyba ten niewypał zniknie z anteny forever smilie_girl_356 a zastąpi go "Rodzinka" choć by nawet powtórki. ;D
W ogóle ostatnio wiele serialów zniknęło z anten po pierwszym sezonie ['Galeria', 'Linia życia', 'Układ warszawski', 'Rezydencja' i parę innych]
Zrobili by jeden a porządny serial smilie_girl_175
-
O te "Ukryte prawdy" i "Dlaczego ja?" powalają... No i dodajmy do tego "Pamiętniki z wakacji" - to już w ogóle "śmietanka aktorska" ;) I szlag mnie trafia jak oni się na siebie drą. Tam nikt nie umie normalnie dyskutować :P
A moim ulubionym serialem jest "Teraz albo nigdy!". Mimo, że się skończył to mam go nadal na płytkach i wracam od czasu do czasu. Uwielbiałam oglądać perypetie Basi i Marty. Najbliższa była mi Basia, może to przez imię, może przez problemy z facetami ;) Z Martą też miałam jakieś wspólne cechy, dlatego może mnie tak ten serial wciągnął. Do tego te ich ładne stroje, kolorowe ubranka, aż chciało się to oglądać ;)
-
Duży sentyment mam do miniserialu (4 odcinki) "Nad Niemnem". Zawsze gdy jest o nim wzmianka w programie którejś stacji, to nastawiam się na oglądanie. Podoba mi się to, że jest on bardzo wierny książkowej fabule. Podoba mi się przede wszystkim sama fabuła: różne aspekty miłości - piękna, czysta, ale zakazana, czyli tzw. mezalians, któremu jedna się poddaje (Justyna i Jan), inna rezygnuje, bo "co ludzie powiedzą" (Marta i Anzelm), czy też oparta jedynie na pożądaniu (Zygmunt wobec Justyny), na tle tych wątków wspaniale ukazane życie panów i chłopów, ich teraźniejsze, ale także te z historią powstańczą w tle wzajemne relacje, w to wszystko pięknie wpleciona legenda Cecylii i Jana Bohatyrowiczów.
Koleiny plus to aktorzy (w dużej mierze młodzi, dopiero debiutujący), świetnie oddający charakter literackich pierwowzorów ich bohaterów. Idealna Justyna, naturalny Jan i jakże prawdziwy Benedykt Korczyński (moim zdaniem jedna z najlepszych ról Janusza Zakrzeńskiego), a jakże realistyczna zrzędliwa, ale kochana Marta. Nawet ten młodziutki Marek Herbik, wcielający się w rolę Witolda Korczyńskiego daje radę.
Podobają mi się pięknie, wzruszająco, ale bez patosu ukazane sceny retrospekcji (wyjazd powstańców). Podobają mi się ujęcia prześlicznych krajobrazów: bezkresne pola i łąki, tętniące swoim życie lasy i zagajniki, kręty nurt Niemna (którego w serialu zastąpił Bug smilie_girl_356) spowitego wieczorną zorzą. Podoba mi się cały klimat serialu.
I to z tego serialu, w zeszłym roku, zaczerpnęłam pomysł na jedną z piosenek do programu artystycznego, będącego pożegnaniem pięciolatków z przedszkolem (patriotyczno-ludowy temat przewodni smilie_girl_253) - "Ty pójdziesz górą, ty pójdziesz górą, a ja doliną. Ty zakwitniesz róż, ty zakwitniesz różą, a ja kaliną"
-
Zdecydowanie na mojej liście ulubionych seriali góruje "Magda M" smilie_girl_321 pokochałam ten serial całym sercem, kiedy był emitowany w TV może aż tak bardzo się nie wczułam w jego fabułę, ale rok temu nadrobiłam wszystko i teraz w jakieś szare dni siadam przed komputerem i oglądam najfajniejsze odcinki, a było ich naprawdę sporo. Strasznie wczułam się w rolę Magdy, bardzo przeżywałam jej rozstanie z Piotrem, ale jeszcze wcześniej przeżywałam z nią sytuację z ojcem, powrót Doroty, śmiałam się z nią jak było z czego, ale również ryczałam jak głupia chociażby przy nagraniu Piotra. Jeżeli ktoś szerzej chciałby porozmawiać o tym serialu to zapraszam tutaj (http://dyskutuj.cba.pl/index.php?topic=73.0)
II miejsce zajmuje niewątpliwie "Teraz albo nigdy" smilie_girl_301 co prawda ten serial dosyć dawno był emitowany, ale jakoś podczas ferii o ile się nie mylę przypadkowo dzięki mojej mamie natknęłam się właśnie na pierwszy sezon na tvnplayerze i tak zaczęłam oglądać... Wciągnął mnie niesamowicie, uwielbiałam Basię, Martę i tak samo jak w przypadku MM razem z nimi się śmiałam, razem z nimi ryczałam jak wszystko się waliło i razem z nimi się denerwowałam czy ślub się odbędzie! Brakowało mi jedynie kontynuacji wątku Marty... ale jakoś uszło w tłumie. smilie_girl_356
Uwielbiam "Przepis na życie", "Prawo Agaty" są to dwa świeżutkie seriale, które oglądam z wielką chęcią. Bardzo się cieszę, że nie są nadawane codziennie tylko właśnie raz w tygodniu, ale obsada aktorska, ach! smilie_girl_124 Kocham po prostu Kumorek w duecie z Szycem oraz Dygant z Lichotą. smilie_girl_321
Na liście moich naj nie może zabraknąć "Pierwszej miłości" niby serial ma już swoje lata, miał swój lepszy i gorszy czas, ale poprzedni sezon z czystym sumieniem mogę zaliczyć do tych jednych z lepszych, a to wszystko za sprawą połączenia Anety i Marka... Strasznie przeżywałam każden odcinek z ich udziałem, wyczekiwałam kiedy tylko się zejdą, kiedy będziemy mogli oglądać piękne rodzinne scenki i doczekałam się! smilie_girl_308 Co prawda rodzinnych scenek jeszcze nie było, ale ja jestem cierpliwa i poczekam sobie do września. smilie_girl_241
Z tych nielubianych to wszystkie te serialiki tupu "Dlaczego ja?" i ta reszta. Przepraszam, ale nie rozumiem ludzi, którzy to oglądają, przecież na to nie da się patrzeć, szkoda prądu. smilie_girl_238
-
Jak Ci się nudzi, albo chcesz sobie poprawić humor to można obejrzeć ;)
-
Jak Ci się nudzi, albo chcesz sobie poprawić humor to można obejrzeć ;)
Dokładnie, Maleńka! ;)
Seriale typu "Dlaczego ja?" są na swój sposób i głupie i zarazem śmieszne. Ja akurat lubię je sobie pooglądać - i jak mi się nudzi i dla śmiechu. Jakby ktoś kiedyś chciał się naprawdę przekonać, że to jest śmieszne, polecam wszystkim odcinek "Trudnych spraw", w którym matka napisała na torcie urodzinowym syna "Hepi Berzdej" (nie wiem czy to było tak dokładnie, identycznie na pewno) zamiast "Happy Birthday". :hahaha: Ten odcinek jest naprawdę genialny, jak dla mnie, oczywiście! :D
-
Ciekawy był też odcinek, gdzie w białym małżeństwie urodziło się czarne dziecko.
Mąż oskarżył żonę o zdradę, wielki foch i w ogóle prawie rozpad małżeństwa, a potem się okazało, że jak ktoś z przodków był ciemnoskóry to dziecko też może się takie urodzić.
No i wyszło na jaw, że babcia dziecka miała romans z czarnym, zaszła w ciążę, urodził się jej biały syn (dlatego zdrada się nie wydała), a potem synowi czarne dziecko ;)
I podobno tak rzeczywiście jest :P
-
Pomijam "Pamiętniki z wakacji", bo faktycznie ciężko to skomentować. Infantylizm, pochwała głupoty, rozwiązłości i wyjątkowo konsumpcyjnego stylu życia.
Natomiast "Trudne sprawy" czy tam ten drugi twór to trochę inna sprawa. Wszystkie łączy beznadziejna realizacja, w tym beznadziejne ciągłe wypowiedzi bohaterów, o rzeczach oczywistych, bez których przecież widz by nie załapał o co chodzi. Taka to uroda tych produkcji.
Natomiast trzeba przyznać, ze sprawy poruszane często w tychże są ciekawe i dające do myślenia. Jak te np. już wspomniane powyżej.
polecam wszystkim odcinek "Trudnych spraw", w którym matka napisała na torcie urodzinowym syna "Hepi Berzdej" (nie wiem czy to było tak dokładnie, identycznie na pewno) zamiast "Happy Birthday". :hahaha: Ten odcinek jest naprawdę genialny, jak dla mnie, oczywiście! :D
Oczywiście mogła sobie zajrzeć do słownika zanim napisała to na torcie albo po prostu napisać to po polsku. Ale nie wiem co w tym śmiesznego. Kobieta adoptowała dziecko, jak się okazało potem, wyjątkowo uzdolnione. Ona chciała mu stworzyć dom - późniejsze jej działania (wypad do muzeum, wypożyczanie książek, żeby się czegoś dowiedzieć) zmierzały do tego, by się z chłopakiem dogadać. A on też nie był całkiem fair.
Co prawda nigdy się z takim problemem nie spotkałam, ale wydawało mi się to ciekawe.
Nastolatki są w tych filmach wyjątkowo głupie, bardziej niż w życiu.
Natomiast rozbraja mnie kiedy słyszę - tam i tam mieszka 18-letni P. ze swoją partnerką 16 -letnią A. i ich synem rocznym J. Za chwilę okazuje się, że ona nie pracuje, on na pół etatu, żadne się nie uczy, mieszkanie wypasione, następne dziecko w drodze. A największym problemem ich rodziców (rodziców tych dwojga "dorosłych") jest to, że jedno i drugie zasługuje na kogoś innego.
Masakra.
tak to wygląda w polskiej rzeczywistości? Nie wiem i nie chcę wiedzieć, chociaż jak tak pomyślę nad tym, to się cieszę, że mam już bliżej niż dalej :P
-
Jean - oglądałaś chyba ten odcinek, w którym "mamusia" leżała cały czas i oglądała filmy, a gdy przyszła kobieta z Sądu Rodzinnego to się okazało, że przeszkadza nastolatce w oglądaniu ;) To był super odcinek :D
I ciekawa obserwacja - tam wszyscy się drą... Nie mogą normalnie porozmawiać, od razu są krzyki, wyzywanie, ech...
-
Maleńka ja to oglądałam :th_girl_haha:
No oczywiście moim ulubionym serialem jest Pierwsza Miłość smilie_girl_321 W sumie to ze względu na Anetkę i Marka zaczęłam tak dokładnie śledzić ten serial. Oglądałam go prawie od początku, ale np. co drugi odcinek.
Potem jest Prawo Agaty i Przepis na życie. Kolejne moje ukochane seriale. Są świetnie dobrani aktorzy, i z przyjemnością mi się to ogląda. Kiedyś leciał serial usta-usta. Nie wiem czy pamiętacie, ale też bardzo lubiłam go oglądać.
Nie lubiane- hmm M jak miłość kiedyś oglądałam, ale teraz mi się znudziło. Może ze względu na to, że jest dużo nowych wątków. No nie wiem.
Nie lubię jeszcze Trudnych spraw itp, ale jak mi się nudzi to oglądam sobie, o ! Pamiętacie odcinek z Dariuszem może? :laie_67:
-
Jean - oglądałaś chyba ten odcinek, w którym "mamusia" leżała cały czas i oglądała filmy, a gdy przyszła kobieta z Sądu Rodzinnego to się okazało, że przeszkadza nastolatce w oglądaniu ;) To był super odcinek :D
I ciekawa obserwacja - tam wszyscy się drą... Nie mogą normalnie porozmawiać, od razu są krzyki, wyzywanie, ech...
A nie wiem, bo wszystkie mi się mieszają, często są podobne do siebie, ale być może. Tam ta laska właśnie ciągle filmy oglądała - to był jej życiowy cel. Pożyczała jeszcze jakieś na płytach. Zamarłam - no wszystko wszystkim, ale powiedz mi, faktycznie dwoje gówniarzy, bez wykształcenia i perspektyw z dzieckiem na karku może sobie w tym kraju tak żyć?
O Jezusie słodki.
To ze się drą to też cecha charakterystyczna tych filmów/seriali, bo przecież wszyscy się tak drą wszędzie :P Wtedy zmieniam kanał - pomimo że wiele omija. Zresztą część nadrabiałam na YT, bo nie wszystko obejrzałam w telewizji.
Nie zaliczam tych seriali do naj-nielubianych. Nie jest hipokrytką, przecież mogę zawsze zmienić kanał. Humoru mi to nie poprawia (no chyba, że odcinek "seks...dzień w dzień...żyrandol chodzi"...wtedy się uśmiałam do łez) a oglądam, bo zawsze jestem ciekawa co będzie tym razem ;)
-
Dwa ulubione bieżące zagraniczne seriale, to "The good wife" (Żona idealna) oraz "Game of thrones" (Gra o tron).
Pierwszy to procedural sądowy, świetnie zrealizowany, z rewelacyjną grą nie tylko aktorów pierwszego, ale i drugiego, trzeciego planu. Podoba mi się wielowymiarowość postaci, ciekawe sprawy prawnicze a w tle równie interesujące życie prywatne bohaterów.
Dla fanów rozgrywek politycznych w USA (tu w obszarze prokuratory generalnej) również coś jest. A ja lubię poobserwować taki "wyścig szczurów" smilie_girl_356
W skrócie: miłości, zdrady,skandale, afery, tajemnice, prawo - wszystko to sprawia, że odcinki wzbudzają tyle emocji, iż z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój wypadków. W trakcie oglądania człowiek "wchodzi" w serial do tego stopnia, że zdarza mu się nagrodzić bohatera oklaskami, "wtrącać się" w dialogi, popłakać, wybuchnąć szczerym śmiechem, krzyknąć z podziwem "wow!". Plusem jest też fakt wykorzystywania w sprawach sądowych aktualnych wydarzeń ze świata. Czuje się wtedy jakby większą realność serialu.
Drugi serial, zupełnie inny klimat, choć jest parę rzeczy, które łączą go z poprzednim - wyśmienita reżyseria, bardzo dobra gra aktorów (większość brytyjskich). Poza tym mamy piękne lokacje z zapierającymi dech plenerami, bardzo ciekawe intrygi polityczne (w końcu jest to gra o tron, a co do tych intryg - niby serial fantasy, ale uważny widz znajdzie odniesienia do prawdziwych, współczesnych czasów, nawet w Polsce smilie_girl_253). Trochę za dużo brutalności i dość odważnych scen erotycznych, ale nieźle wpisuje się to wszystko w fabułę serialu. Nie przeszkadza mi to aż tak bardzo.
Jestem zauroczona bardzo klimatycznym soundtrackiem, który stanowi doskonałą ilustrację muzyczną poszczególnych wątków.
Podsumowując: produkcja na bardzo wysokim poziomie.
-
Ostatnio jakoś nie oglądam w ogóle zagranicznych seriali, przerzuciłam się na polskie i mam dwa ulubione: "Prawo Agaty" i "Przepis na życie". Co tu dużo pisać. Po prostu, podoba mi się obsada zarówno w pierwszym, jak i w drugim serialu. Zakochałam się w Beatce ubóstwiam postać Irenki. Z "Prawa Agaty" lubię nawet znienawidzoną przeze mnie Kożuchowską i Karolak też ujdzie.
Fabuła, obsada, akcja, zdjęcia, a przede wszystkim genialne poczucie humoru - to wszystko mogę znaleźć zarówno w jednym jak i drugim serialu ;) Oby więcej takich lekkich i przyjemnych produkcji.
-
A ja do listy moich ulubionych seriali dopisuję goszczący u mnie od niedawna "Castle". Już po obejrzeniu pierwszego sezonu wiedziałam, że to jest to. Może nie jest to miłość jak do "House'a" albo niegdyś do "Chirurgów", gdy po prostu żyłam tymi dwoma serialami i każdego dnia doszukiwałam się w moim życiu czegoś, co by miało z nimi związek...ale jednak jest to bardzo przyjemna produkcja- niby kryminalna, ale jednak lekka, przyjemna, czasem zabawna, czasem wzruszająca. smilie_girl_253 Poza tym ciekawa, zaskakująca fabuła i dobra obsada aktorska. Plusem jest dla mnie niewielka ilość bohaterów drugoplanowych, a nawet ci, którzy są- nie mają jakichś poważnie rozbudowanych wątków, tworzą tło dla głównych bohaterów. Mam nadzieję, że z czasem się to nie zmieni, bo jestem dopiero na drugim sezonie...
-
Z seriali, które pojawiły się w ostatnim sezonie wyjątkowo nie lubię 'Julii'. Na początku jeszcze przełknęłam, ale w pewnym momencie przesłodzona dziewczyna zaczęła być wkurzająca, a akcja nudna. Ileż można ciągnąć wątek fochania się Janka i tego, że dziewczyna nie może się wytłumaczyć.
Z seriali lubianych-oststnio mam fazę na The Killing(Forbrydelsen), ale wersji duńskiej. Amerykańska mnie nie pociąga. Serial kryminalny. Rozwiązują zagadkę morderstwa nastoletniej dziewczyny. Polecam dla lubiących takie klimaty.
-
Im więcej odcinków oglądam tym bardzie uwielbiam "Czas honoru". Świetna obsada, ciekawe historie, momentami trzyma doskonale w napięciu... Jutro nadrobię kolejne odcinki drugiej serii :)
-
Już tu pisałam, ale z biegiem czasu stwierdzam, że moim ulubionym serialem zdecydowanie jest Rodzinka.pl. Kocham ten serial miłością ogromną :D Mogę jeden odcinek oglądać 10 razy i i tak się śmieję :D Nie potrafię wytrzymać bez Boskich jednego dnia :D Dobrze, że na YT można znaleźć całe odcinki ;D
Również kocham i nie mogę się doczekać drugiego sezonu Prawa Agaty!
Moim zdaniem te dwa seriale są najbardziej warte uwagi, jeżeli chodzi o polskie seriale. Owszem lubię 'Rozlewisko', 'Na dobre i na złe', 'Na wspólnej' 'Przepis na życie', trochę mniej 'M jak miłość' czy 'Barwy szczęścia', ale żaden serial nie wciąga mnie tak jak 'Rodzinka' i 'Prawo Agaty'. :D
Oczywiście stacje telewizyjne szykują dla nas jesienne nowości, więc może jakiś nowy serial dołączy do chętnie przeze mnie oglądanych ;D poczekamy - zobaczymy :D
Jak mogłam zapomnieć o Głębokiej wodzie.? :o Pewnie dlatego, że od jakiegoś czasu nie oglądałam, ale postanowiłam sobie zafundować powtórkę i zaczęłam na nowo oglądać odcinki na VOD.
Serial jest mistrzowski! Niebanalny, pokazuje polskie realia, jak ciężko jest żyć w tej naszej Polsce. Jeśli ktoś nie oglądał, polecam.
-
A ja jestem myślami gdzieś pomiędzy Drovers Run a Killarney, odrobinę na północ od Melbourne. W TVP obejrzałam wcześniej kilkanaście ostatnich odcinków, podobało mi się, ale to historia Claire jest niesamowita czyli trzy pierwsze sezony. Dosłownie chłonęłam, chociaż w oryginale. Magia miejsc, postaci i krowy, owce, konie, pustkowia - coś pięknego. Odcinek śmierci i pogrzebu wycisnął ze mnie wszystkie łzy jakie miałam wtedy. I lubiłam zasadniczą Meg, królewnę Jodi, Becky z przejściami, głupiutką Tess. To po prostu Mcleod's Daughters.
Pewnie nie ma już tutaj nikogo kto by zrozumiał, ale to nic...może jeszcze będzie. Jak na chwilę obecną Claire MsLeod to moja serialowa bohaterka ever :-) Zapewne mi kiedyś przejdzie, ale póki co nie odpuszczam :P
"Continuum" - czysty przypadek. Kanadyjski serial s-f. 10 odcinków. Kilku przestępców i jedna policjantka przenoszą się w czasie z roku 2077 do 2012. Interesujące aczkolwiek po pierwsze - seria niczego nie rozwiązała ostatecznie, po drugie - przyszłości nie można zmienić...to po co to wszystko, skoro ktoś to przeniesienie zorganizował. Na razie sporo pytań, mało odpowiedzi, dużo ciekawych śledztw, przyszła technologia a'la teraźniejsza. Najgorzej nie było ;)
-
Szpilki na Giewoncie mogę zaliczyć do moich ulubionych seriali. Wszystkie serie z Magdą Schejbal. Ostatnia była - miałam wrażenie - nakręcona już na siłę. Wiem, że aktorka odeszła, ale bardzo mi się nie podobało definitywne rozłączenie jej postaci z Bartkiem - cały serial polegał na ich schodzeniu, rozchodzeniu i finalnie ich jednak rozłączono... Bez sensu. Nie podobało mi się również, że dużo się w ostatniej serii działo w Warszawie, ale nic to. Początkowo serie rewelacyjne - te widoki, ta gwara - no cud, miód i orzeszki. Do tego fantastyczna Magda S. I ta muzyka, Misiek na Krupówkach - no serial wspaniały, do czasu, ale wspaniały ;)
-
W ostatnim czasie od moich ulubionych seriali dołączył Paradoks. Serial TVP, moim zdaniem najlepszy serial emitowany przez tę stację w tym czasie. Produkcja kryminalna, każdy odcinek to inna historia, ale wszystko łączy się w jedną, spójną całość. Scenariusz jest świetnie napisany, został już nagrodzony, ale szczegółów nie znam. Wszystko kręci się wokół inspektora Kaszowskiego, którego gra Bogusław Linda, świetny aktor w świetnej roli, do tego Ania Grycewicz, którą darze sympatią, pomimo tego, że widziałam ją zaledwie w kilku rolach. Jest jeszcze Młody, czyli Cezary Łukaszewicz, który od razu zdobył moją sympatię ;D Do tego wszystkiego Przemysław Bluszcz, aktor z moich okolic. ;)
Tutaj chyba nie za wiele osób ten serial oglądało, bo w temacie wypowiadają się 3 osoby, ale może ktoś się jednak skusi. Na prawdę warto.
Ja na początku nie byłam do końca przekonana, ale szybko zmieniłam zdanie. Teraz czekam tylko na następne odcinki. :)
-
Dwa ulubione bieżące zagraniczne seriale, to "The good wife" (Żona idealna) oraz "Game of thrones" (Gra o tron).
Nic pod tym względem nie zmienia, ale dodaje jeszcze "Downton Abbey" i "Mad men".
Pierwszy to dramat kostiumowy. Już o nim wspominałam w "Barometrze serialowym". Ma mnóstwo zalet, które spowodowały, że z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki (jestem w drugim sezonie po pierwszym odcinku):
- niezwykle dopracowana brytyjska produkcja,
- aktorstwo na najwyższym poziomie i to wśród mało znanych artystów (oprócz kilku)
- perfekcyjne oddanie klimatu lat, których dotyczy (począwszy do roku 1912 i katastrofy Titanica): kostiumy, scenografia, biżuteria, wystrój wnętrz, pojazdy, nowinki techniczne,
- świetnie ukazane stosunki państwo - służba, przy czym nie ma tu głównych bohaterów, każda z postaci jest ważna, ma swoje znaczenie w fabule. Bez względu na pozycję. Różnorodność intrygujących charakterów. Bohaterowie wielowymiarowi, co daje przyjemność widzowi w obserwowaniu jak ewoluują,
- świetny scenariusz, dzięki któremu mamy miłość, intrygi, tajemnice (zarówno u państwa, jak i służących) z zaskakującymi zwrotami akcji, okraszonymi rewelacyjnymi dialogami (gdzie królują słowne gierki, niuanse, zawoalowane docinki) oraz nietuzinkowym humorem (obecny zawsze w konfrontacji dwóch, fantastycznych pod tym względem, seniorek rodu)
Behind the scenes at Downton Abbey (http://www.youtube.com/watch?v=BXKHjfXnJrc#ws)
Jeśli chodzi o drugi serial, to jestem w połowie drugiego sezonu i niestety ale musiałam wstrzymać się z dalszym oglądaniem. Brak czasu. Wrócę w wakacje, kiedy będzie przerwa w Grze o tron.
Twierdzę jednak, że to z całą pewnością serial z "mojej" ligi. Tu też mnóstwo elementów, które bardzo lubię:
- świetny obraz życia lat 60-tych: muzyka, moda, fakty społeczno-kulturowe (zamach na Kennedyego, dzieci-kwiaty, LSD, pierwsi ludzie na księżycu, drugoplanowa rola kobiet, które powoli buntują się, nie chcą być jedynie kurami domowymi, aczkolwiek to one stanowią siłę napędową dla działań mężczyzn),
- nietuzinkowi bohaterzy na płaszczyźnie prywatnej i zawodowej, goniący za szczęściem różnie przez nich pojętym, borykający się z problemami, które spotykają każdego z nas, z trudnymi decyzjami,
- postać Dona Drapera. Dla mnie pierwszy chyba taki bohater, który ma więcej wad niż zalet (i to dużo więcej), a nie sposób go nie lubić. Raz zrobi coś takiego, że tylko w twarz go trzepnąć, drugi raz coś, co wywołuje ciepły uśmiech i winy zostają mu wybaczone. Mamy okazję obserwować tu całą gamę emocji od gniewu, złości, poprzez czułość, serdeczność do załamania, rezygnacji,
- każdy odcinek oparty na procesie powstawania reklamy wchodzących właśnie na rynek artykułów wszelkiej maści. To świetne okazje do konstruowania intryg, uczestniczenia w ciekawych, błyskotliwych dialogach, obserwacji zachowań bohaterów, relacji między nimi, a nawet poznawania historii wprowadzenia na rynek reklamowanych rzeczy (podobno te reklamy naprawdę miały miejsce w tamtym okresie).
Tu czołówka (dość wymowna)
Mad Men Opening Credits (http://www.youtube.com/watch?v=WcRr-Fb5xQo#ws)
A tu trailer
Mad Men Trailer (http://www.youtube.com/watch?v=m7NChV93LBw#)
Wśród polskich "naj" seriali: "Głęboka woda" i "Na krawędzi". Był jeszcze "Paradoks" ale niestety skończył się na pierwszym sezonie. Podobno mała oglądalność. Według mnie cecha, która nie jest miarodajna jeśli chodzi o ocenę poziomu. Ludzie wolą oglądać bajki typu "Mjm", czy - skrajnie - litry krwi, słowne wulgaryzmy, denną strzelaninę, wszystko, przy czym niezbyt trzeba wysilać mózgownicę.
-
W większości lubię stare polskie seriale tj. "Wojna domowa", "Dom", "Alternetywy 4", "Stawka większa niż życie". W nich jest coś niezwykłego, coś co sprawia, że wcale się nie nudzą. Można je oglądać wielokrotnie i nadal są ciekawe oraz wciągające. Mimo, że wiem jak się skończą, znam całą fabułę to no i tak do nich wracam.
Na wstępie wspomniałam, że w większości lubię stare polskie seriale. Jest tak, ponieważ (nie wiem dlaczego) nie przepadam za "Janosikiem" czy "Czarnymi chmurami". Sama nie potrafię określić, co spowodowało moją niechęć, ale jak podczas przełączania kanałów widzę lub słyszę fragment sceny to od razu przełączam.
Ostatnio zaciekawił mnie serial "Leverage", czyli w tłumaczeniu "Uczciwy przekręt". Sam tytuł mnie zaciekawił. Serial opowiada o grupie ludzi (złodziei), z których każdy ma własny sposób działania i specyficzne umiejętności. Wspólnie zakładają oni fikcyjną firmę, która jest tylko przkrywką dla ich prawdziwej działalności. Okradają, oszukują oni korporacje i pomagają pokrzywdzonym przez nie ludziom. W każdym odcinku zgłasza się do nich osoba, która potrzebuje pomocy.
-
Jak można nie przepadać za "Czarnymi chmurami"? :(
Ale do omawiania "Domu" serdecznie zapraszamy. Świeżą duszę na forum witamy :D
-
Moim ulubionym serialem jest "Kiedy sie zakocham". Jest to co prawda meksykański serial, lecz moim zdaniem jeden z najlepszych. Denerwuje mnie jedynie fakt, że ma mało odcinków, zaledwie 181 (chyba). Chętnie zobaczyłabym dalsze losy Renaty i Jeronima.
Od początku zaciekawił mnie ten serial, bo przedstawił dość nietypowa sytuacje. Kochanka męża urodziła w tym samym czasie dziecko, co jego żona, a po roku postanowiła ją ukraść i wyjechać. Matka odnalazła córkę dopiero po 25 lata.
-
Jak można nie przepadać za "Czarnymi chmurami"? :(
Właśnie nie wiem. Świetna obsada, a ja jakoś nie przepadam. Coś mnie blokuje przed oglądaniem tego serialu, ale nie wiem co.
Dziękuję za zaproszenie, na pewno skorzystam :)
-
Ostatnio dużo słyszę o serialu BBC pt. "Sherlock". Produkcja jest nowa, jak dotąd ukazały się 3 serie, planowanych jest 5. Zauważyłam naprawdę bardzo duże zainteresowanie tym serialem, co skłoniło mnie, żeby samej sprawdzić, co to tak naprawdę jest.
Obejrzałam pierwszą serię i muszę powiedzieć, że mam ochotę oglądać dalej. Dobra obsada, intrygująca postać Sherlocka, pokręcone intrygi, angielski humor i brytyjski akcent - mieszanka, z której musi wyjść coś ciekawego. Mam nadzieję, że kolejne serie są równie dobre, niedługo sprawdzę.
Jestem ciekawa, czy i tutaj na forum ktoś ogląda może "Sherlocka"?
-
Pewnie nie ma już tutaj nikogo kto by zrozumiał, ale to nic...może jeszcze będzie. Jak na chwilę obecną Claire MsLeod to moja serialowa bohaterka ever :-) Zapewne mi kiedyś przejdzie, ale póki co nie odpuszczam :P
Przejrzałam cały wątek, tak z ciekawości. I jakież było moje zaskoczenie, gdy przeczytałam te słowa! Jean, McLeod's Daughters to, jeszcze jakiś czas temu, był mój ulubiony serial. Nadal mam do niego ogromny sentyment i czasami do niego wracam, już bardziej myślami. Zgadzam się co do tego, że to postać Claire nadawała sens całej historii i dlatego pierwsze trzy sezony uważam za magiczne, niepowtarzalne i naprawdę wciągające. Sama Lisa Chappell (serialowa Claire) jest świetną aktorką, może to w głównej mierze jej zasługa, że tak wielu fanów ceni sobie te początkowe serie. Pamiętam, jak wylewałam łzy na scenie jej śmierci, a potem pogrzebu. Chyba żaden odcinek, ani McLeod Daughters, ani innego serialu, nie wywarł na mnie takiego wrażenia. Co prawda minęło już sporo czasu od Twojego wpisu, ale nie mogłam tak obojętnie koło niego przejść. :)
Na tę chwilę, zagranicznym serialem, który namiętnie oglądam i do którego wróciłam po dłuższej przerwie, jest Grey's Anatomy. Nadrobiłam odcinki, których nie widziałam i zakochałam się na nowo. I pomimo że Shonda uśmierciła tam połowę postaci, bardzo jestem ciekawa kolejnego sezonu.
Castle to kolejny serial, który oglądam już od dłuższego czasu, ale niestety muszę przyznać, że coraz mniej mnie wciąga. Coś się wypaliło albo we mnie, albo w serialu, ale do każdego kolejnego odcinka zasiadam z coraz mniejszym zaangażowaniem.
A z polskich seriali to królują Lekarze. I chyba mogę śmiało rzec, że to obecnie mój ulubiony serial! Głównie ze względu na Panią Danusię Stenkę, którą wręcz ubóstwiam! ale też ze względu na tematykę, bo medycyna i transplantologia są mi nieobce.
-
Pewnie nie ma już tutaj nikogo kto by zrozumiał, ale to nic...może jeszcze będzie. Jak na chwilę obecną Claire MsLeod to moja serialowa bohaterka ever :-) Zapewne mi kiedyś przejdzie, ale póki co nie odpuszczam :P
Przejrzałam cały wątek, tak z ciekawości. I jakież było moje zaskoczenie, gdy przeczytałam te słowa! Jean, McLeod's Daughters to, jeszcze jakiś czas temu, był mój ulubiony serial. Nadal mam do niego ogromny sentyment i czasami do niego wracam, już bardziej myślami. Zgadzam się co do tego, że to postać Claire nadawała sens całej historii i dlatego pierwsze trzy sezony uważam za magiczne, niepowtarzalne i naprawdę wciągające. Sama Lisa Chappell (serialowa Claire) jest świetną aktorką, może to w głównej mierze jej zasługa, że tak wielu fanów ceni sobie te początkowe serie. Pamiętam, jak wylewałam łzy na scenie jej śmierci, a potem pogrzebu. Chyba żaden odcinek, ani McLeod Daughters, ani innego serialu, nie wywarł na mnie takiego wrażenia. Co prawda minęło już sporo czasu od Twojego wpisu, ale nie mogłam tak obojętnie koło niego przejść. :)
Nie wierzę, doczekałam się <pompony> Mój sentyment jest nadal bardzo duży. Właściwie to stale oglądam jeden odcinek w tygodniu. Odcinek pogrzebowy omijam szerokim łukiem.
Claire uwielbiam, właściwie się z nią mocno identyfikowałam ...może dlatego <mysli> Zwłaszcza jeśli chodzi o I serię, w której też niekoniecznie lubiłam Tess...za jej szeroko pojętą niedomyślność i zarozumiałość.
A w III - kiedy już było wiadomo, że bohaterka zostanie uśmiercona to mogli scenarzyści poświecić ostatnie odcinki na sielankę Alexowo - Clairową a nie wymyślać wątku choroby Tereski. :P
Ponadto... ja się zawsze doskonale bawię oglądając. Podrzucanie bala lżejszego bala słomy, żeby Claire pokonała Alex'a w zawodach. Jodi i Alberto- cały ten wątek jest udany. Wysadzanie pniaka. Kradzież wody z basenu Ryan'ów. Morderstwo koguta. :D
Mogłabym tak wymieniać długo.
Po III serii jest już inaczej - nie tylko brak Claire, ale także Becky. I jak to zwykle bywa mnożą się postaci ni z gruchy ni z pietruchy :P
Niedobre było nawet zastąpienie Elisabeth Ryan(a'propos, piękny miała ogród) Sandrą :P
Mogę tak długo , to kończę na razie :P
Jeżeli coś napiszesz jeszcze chętnie podejmę dalszą rozmowę. Bardzo chętnie :zawstydzony1:
Jestem ciekawa, czy i tutaj na forum ktoś ogląda może "Sherlocka"?
Widziałam jeden odcinek - niezły, ale niestety nie przyciągnął mnie widać aż tak...bo ciągle zapominałam oglądać kolejne :( Coś mi nie po drodze z BBC od jakiegoś czasu...może to dwa lata będzie <mysli> Może kiedyś.
-
Na tę chwilę, zagranicznym serialem, który namiętnie oglądam i do którego wróciłam po dłuższej przerwie, jest Grey's Anatomy. Nadrobiłam odcinki, których nie widziałam i zakochałam się na nowo. I pomimo że Shonda uśmierciła tam połowę postaci, bardzo jestem ciekawa kolejnego sezonu.
Liv, piona! "Grey's Anatomy" to zdecydowanie mój ulubiony serial obecnie. Również w pewnym momencie przestałam oglądać, ale jakiś czas temu nadrobiłam zaległości, potem nowy sezon też przerwałam (z powodu matur) a później nadrobiłam i do końca byłam już na bieżąco. Nie wiem jak Shonda to robi, że stale trzyma tak wysoki poziom! ;) Były sezony słabsze, ale ostatni był super, no i te finały! WOW. Za każdym razem wymyśla coś takiego, że człowiek nie może się doczekać kolejnego sezonu. Owszem, uśmierciła bardzo fajne postaci (Mark i Lexie!), ale jakoś to potem tak skleiła, że nadal warto śledzić serial. Pomimo braku niektórych bohaterów nadal jest interesująco i są inni, którzy nadrabiają, jak chociażby April i Jackson w ostatnim sezonie.
Teraz tylko nie potrafię sobie wyobrazić jak to będzie bez Yang :( Podczas odcinka z jej wyjazdem popłakałam się z sześć razy...jak żegnała się z Derekiem, z szefem i Bailey, potem jak poszła do Owena i mieli swoje małe pożegnanie, no i z Mer. Ich "You are my person" chyba nigdy nie przestanie sprawiać, że mam łzy pod powiekami...
-
Ostatnio dużo słyszę o serialu BBC pt. "Sherlock". Produkcja jest nowa, jak dotąd ukazały się 3 serie, planowanych jest 5. Zauważyłam naprawdę bardzo duże zainteresowanie tym serialem, co skłoniło mnie, żeby samej sprawdzić, co to tak naprawdę jest.
Obejrzałam pierwszą serię i muszę powiedzieć, że mam ochotę oglądać dalej. Dobra obsada, intrygująca postać Sherlocka, pokręcone intrygi, angielski humor i brytyjski akcent - mieszanka, z której musi wyjść coś ciekawego. Mam nadzieję, że kolejne serie są równie dobre, niedługo sprawdzę.
Jestem ciekawa, czy i tutaj na forum ktoś ogląda może "Sherlocka"?
Ja oglądałam 2 sezony.
Ale podobnie jak Jean, w pewnym momencie totalnie o tym zapomniałam i jakoś nie po drodze wrócić.
I tak szczerze... Nie rozumiem nadmiernej fascynacji... Owszem ładna muzyka (z Kryminalnymi mi się kojarzy. To już zboczenie. <smiech>), fajny pomysł z tymi napisami podczas śledztwa, sprawy intrygujące..., ale generalnie całość prowadzona bardzo ciężko... Odcinki za długie... Niby człowiek ciekawy jak to się rozwiąże, ale trochę mnie męczyło oglądanie. Bardzo fajna rola Watsona, za to sam Sherlock i ten cały Benedict mnie irytują.. Nie podoba mi się fizjonomia tego aktora... Odpycha mnie.
Jeśli chodzi o Shrelockowe historie to bardziej przemawia do mnie Elementary. Czyli Sherlock w USA, Watson kobieta... Moim zdaniem dużo przyjemniejsza produkcja.
Niemniej oczywiście co kto woli. :)
-
Jeżeli coś napiszesz jeszcze chętnie podejmę dalszą rozmowę. Bardzo chętnie
Nie trzeba mnie nawet do tego namawiać. Na temat McLeod's Daughters mogłabym rozmawiać i rozmawiać. Myślałam, że już mi przeszło, ale po dokonaniu ostatniego wpisu tutaj, zrobiłam sobie przegląd chyba wszystkich ulubionych scen. ;D
Claire to moja postać tego serialu! Ale Claire razem z Alexem to jest w ogóle strzał w dziesiątkę! Bardzo żałuję, że mieli tak mało scen po Melbourne. I to chyba właśnie sceny w Melbourne są moimi ulubionymi, bo to tam tak naprawdę wszystko się rozwinęło. Uwielbiam moment, kiedy Claire jest w hotelu, a Alex wraca z nieudanego spotkania z ojcem - całe to ich wspominanie najpiękniejszych chwil! Uwielbiam ich taniec, uwielbiam scenę, w której Claire przerywa wywód Alexa i krótko wypowiada "I love you", uwielbiam wszystko to, co się wydarzyło później, łącznie z powrotem do Drovers. Ta nieporadność Claire w hotelu albo pogoń na koniu w parku za domniemanym złodziejem, też ma swój urok i jest niebywale zabawna. Do moich ulubionych scen zaliczam także narodziny BOM i "to nie prawda, że cię nienawidzę", wyznanie miłości przez Alexa po pijaku, a także oświadczyny po tym, jak Alex zdeklarował się, że będzie ojcem Charlotte. Nawet przez moment myślałam, że Claire się naprawdę zgodzi. Uczucie między tą dwójką było widać już w pierwszym odcinku, tylko żadne z nich nie chciało albo nie potrafiło się do tego przyznać. A tak poza tym to nie da się nie zauważyć, że Alex bardzo dojrzał, zmienił się przy Claire. Ulubione sceny to temat rzeka i mogłabym tutaj wypisać ich jeszcze więcej, ale na tym póki co poprzestanę. :D
Tess polubiłam gdzieś na przełomie 4/5 sezonu. Wcześniej ją akceptowałam, ale niekoniecznie należała do moich ulubionych postaci. Za to bardzo ceniłam sobie Becky. Charakterna, potrafiła postawić na swoim, ale w środku bardzo krucha. Trochę też mi przypominała Claire.
Trzy pierwsze sezony są moimi naj! Całą resztę oczywiście obejrzałam, ale uważam, że po śmierci Claire McLeod serial stracił swego ducha. To już niestety nie było to samo.
Owszem, uśmierciła bardzo fajne postaci (Mark i Lexie!)
Właśnie! Mark i Lexie! Nie mogłam tego przeboleć, zwłaszcza Marka. Wszystkie te odcinki były przerażająco smutne i wyciskające łzy. Teraz natomiast też nie wyobrażam sobie kolejnego sezonu bez Yang. Bardzo ją lubiłam, od pierwszej chwili. Ale w gruncie rzeczy cieszę się, że Shonda kolejny raz nie postanowiła kogoś uśmiercić. Fajnie to wszystko wymyśliła i faktycznie pomysłów jej nie brak! No i muszę powiedzieć, że bardzo podoba mi się pomysł wprowadzenia Amelii na stałe (na to chyba wygląda), bo lubiłam ją w Prywatnej Praktyce.
-
Ale w gruncie rzeczy cieszę się, że Shonda kolejny raz nie postanowiła kogoś uśmiercić. Fajnie to wszystko wymyśliła i faktycznie pomysłów jej nie brak! No i muszę powiedzieć, że bardzo podoba mi się pomysł wprowadzenia Amelii na stałe (na to chyba wygląda), bo lubiłam ją w Prywatnej Praktyce.
Tak, sam pomysł na zakończenie historii Yang był bardzo fajny i absolutnie mnie usatysfakcjonował. Gdyby ją uśmierciła to mogłabym tego nie zaakceptować. A tak? Najambitniejsza stażystka z pierwszego sezonu - dziś prawdziwa gwiazda w dziedzinie kardiochirurgii. Wyjechała, aby się rozwijać, wyjechała w pięknym stylu, a to jak czule pożegnała się z ludźmi...jak nie ona...to mnie wzruszyło i sprawiło, że zapamiętam ją jako postać w 100% fantastyczną i bardzo będzie mi jej brakowało :) Bardziej niż Marka, choć i za nim tęsknię, szczególnie za jego przyjaźnią z Derekiem i Callie.
Kolejny sezon w mojej opinii ma wiele plusów :) Amelia to jeden z nich, a ponadto: sprawa MerDer, czy Derek w końcu opanuje swoje ambicje i zdecyduje się zostać z żoną? Ciąża April, którą bardzo polubiłam. Co z szefem i matką Jackosona? Jak bez Cristiny poradzi sobie Hunt? Jak dalej potoczy się kariera Alexa? Ach, no i nowi stażyści, tak? Pewnie też nieźle namieszają i zaczną się pojawiać nowe wątki, nowe romanse, związki, problemy. Naprawdę jest na co czekać :)
-
Do moich ulubionych scen zaliczam także narodziny BOM i "to nie prawda, że cię nienawidzę", wyznanie miłości przez Alexa po pijaku,
Masz na myśli scenę, kiedy powiedział, że kocha ją bardziej niż helikopter ojca? :D
Ja w ogóle nie rozumiem dlaczego oni wcześniej nigdy nie próbowali być razem, skoro wychowali się razem i oboje czuli do siebie "miętę". Ona była zbyt niedostępna czy on za bardzo skupiony na rozrywkowym życiu. Wszak znany był z tego, że wszystkie w promilu kilkuset kilometrów miały jakiś tam z nim związek...
Najlepiej chyba opisuje relacje między nimi dialog na początek serialu. Rozmowa dotyczyła Tess, która Alex ledwie zobaczył a już chciał się umawiać:
"Ja jestem mężczyzną, on jest kobietą"
"Świetnie, a co ze mną?"
"Ty jesteś Claire"
Czyli przyjaciółka, dobra kumpela, siostra...ale nic poza tym.
Mnie się bardzo podoba scena...tuż przed wyjazdem do Melbourne...kiedy Claire umawia się z Vincem. Alex chwyta za siekierę...a Claire zabiera się za kucie podkowy. :D Nie wiem czy kojarzysz? Wtedy już było wiadomo, że ze strony obojga to jest to coś ;)
Ja chętnie posłucham o Twoich scenach ulubionych. Pewnie się wiele pokryje z moimi :)
Jeśli przeżyję jutro to rozpiszę się szerzej :)
-
Widziałam jeden odcinek - niezły, ale niestety nie przyciągnął mnie widać aż tak...bo ciągle zapominałam oglądać kolejne :( Coś mi nie po drodze z BBC od jakiegoś czasu...może to dwa lata będzie <mysli> Może kiedyś.
I tak szczerze... Nie rozumiem nadmiernej fascynacji... Owszem ładna muzyka (z Kryminalnymi mi się kojarzy. To już zboczenie. <smiech>), fajny pomysł z tymi napisami podczas śledztwa, sprawy intrygujące..., ale generalnie całość prowadzona bardzo ciężko... Odcinki za długie... Niby człowiek ciekawy jak to się rozwiąże, ale trochę mnie męczyło oglądanie. Bardzo fajna rola Watsona, za to sam Sherlock i ten cały Benedict mnie irytują.. Nie podoba mi się fizjonomia tego aktora... Odpycha mnie.
Jeśli chodzi o Shrelockowe historie to bardziej przemawia do mnie Elementary. Czyli Sherlock w USA, Watson kobieta... Moim zdaniem dużo przyjemniejsza produkcja.
Nie widziałam serialu, o którym wspominasz, może się zainteresuję bardziej...
Zgadzam się, że Watson wypada bardzo fajnie, ale rola Sherlocka moim zdaniem wcale mu nie ustępuje. Fizjonomia - rozumiem, że może się nie podobać, bo jest dość charakterystyczna, ale mi to nie przeszkadza. Przeciwnie, uważam, że pasuje do tej roli i choć nie powiem, że jest przystojny, to według mnie jest intrygujący jako Sherlock. :D
Racja, odcinki są długie, ale mi się przyjemnie je oglądało, słuchało dialogów... Oglądałam z napisami i muszę przyznać, że jest oczywiście bez porównania lepiej niż z lektorem (wersję z lektorem widziałam przelotnie na TVP). Staram się oglądać jeden film z napisami tygodniowo po angielsku, żeby nie zapomnieć tego języka. ;) Zauważyłam, że to naprawdę świetny sposób na poprawienie umiejętności językowych.
-
a to jak czule pożegnała się z ludźmi...jak nie ona...to mnie wzruszyło i sprawiło, że zapamiętam ją jako postać w 100% fantastyczną i bardzo będzie mi jej brakowało
No właśnie, to nie było nawet w jej stylu, żeby się do kogoś przytulać. Zawsze wydawała się taka trochę niedostępna, wycofana... Jednak nigdy nie miałam żadnych wątpliwości, że w głębi to bardzo uczuciowa kobieta. Jej wyjazd i szansa na rozwój jest znacznie lepszym rozwiązaniem niż uśmiercanie. Mam cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś się pojawi, choć na moment. Skoro Burke mógł...
Derek to mnie bardzo wkurzał w tym sezonie. Był irytujący...
Niesamowite jest to, że w tym serialu było już chyba wszystko, a każdy kolejny odcinek zaskakuje mnie w jeszcze większym stopniu niż poprzednie! Dlatego z niecierpliwością czekam na następny sezon!
Masz na myśli scenę, kiedy powiedział, że kocha ją bardziej niż helikopter ojca?
Tak! Dokładnie tę scenę mam na myśli. Claire to tam ze śmiechu już ledwo wytrzymywała <smiech> "I love you more than my chopper"... po czym zasnął <smiech>
Ja w ogóle nie rozumiem dlaczego oni wcześniej nigdy nie próbowali być razem, skoro wychowali się razem i oboje czuli do siebie "miętę". Ona była zbyt niedostępna czy on za bardzo skupiony na rozrywkowym życiu. Wszak znany był z tego, że wszystkie w promilu kilkuset kilometrów miały jakiś tam z nim związek...
Wiesz, ja to rozumiem tak... Claire początkowo miała być "przeznaczona" Nickowi. Takie było założenie Jacka i Harry'ego. Nie sądzę, że ta brała to na poważnie, ale ojcowie jakieś tam plany wobec nich mieli. Druga sprawa jest taka, że Claire i Alex znali się od dzieciństwa, przyjaźnili, było między nimi coś wyjątkowego. Jak Alex oświadczył się Claire, to ona powiedziała tam coś w stylu: "To bardzo kusząca propozycja, ale gdyby nam nie wyszło, straciłabym męża i kumpla/przyjaciela. I bardziej żałowałabym, że straciłam kumpla". Za bardzo chyba zależało im na przyjaźni. No a w międzyczasie pojawiła się Tess, której Alex oczywiście przepuścić nie mógł, więc myślę, że to tez mogło później wpłynąć jakoś na myślenie Claire. Skoro był z jej siostrą... Ale to uczucie między nimi zawsze było.
Alex chwyta za siekierę...a Claire zabiera się za kucie podkowy. :D Nie wiem czy kojarzysz? Wtedy już było wiadomo, że ze strony obojga to jest to coś ;)
To było rewelacyjne! Już bardziej wymownie tego okazać nie mogli! :D
A do moich ulubionych scen dołączam jeszcze powrót z Melbourne i moment, kiedy Claire żegna się z Alexem - Jodi "mowa ciała". Była też taka scena, chyba jeszcze w pierwszym sezonie, kiedy Claire próbowała "oswoić" dzikiego konia, a ten się na nią prawie rzucił. Alex podbiegł do Claire i nazwał ja bodajże idiotką, po czym tak długo wymieniali się spojrzeniami... Lubię też pływanie w stawie - Claire na oponie, Alex obok niej. No i ślub Jodi i Alberto - moment jak wchodzi Claire i tak ładnie patrzy na Alexa. A no i jeszcze odcinek, w którym Claire i Tess stoją na dachu i machają do "swoich" mężczyzn wracających na koniach. :D To tak na szybko. Generalnie to całe pierwsze 3 sezony są tak obfite w cudowne sceny, że aż chyba trudno byłoby mi je zliczyć. :D
-
Była też taka scena, chyba jeszcze w pierwszym sezonie, kiedy Claire próbowała "oswoić" dzikiego konia, a ten się na nią prawie rzucił. Alex podbiegł do Claire i nazwał ja bodajże idiotką, po czym tak długo wymieniali się spojrzeniami...
Ale zostało to przerwane niestety przez Tess. ::) Może się powtórzę, ale nie trawiłam tej dziewczyny w pierwszych odcinkach. I to nie tylko niezrozumienie dla realiów życia w Drovers Run. Jak można było być tak ślepym na to, co czuje i do kogo to coś czuje siostra. I tu nie chodzi o odbijanie chłopaka. W momencie kiedy Tess zaczęła flirt z Alexem, ten przestał bywać regularnie w Drovers Run. Po prostu jako kumpel, przyjaciel. No ale na szczęście się w końcu tego wszystkiego nauczyła. Zrozumiała.
Claire początkowo miała być "przeznaczona" Nickowi
Wiem i w sumie....pasowali do siebie. Oboje poważni, inteligentni. Nie wiem jak to nazwać, ale oni zrozumieliby się bez słów. I tak było. Taki związek pewnie by nie wypalił...w myśl "zasady": przeciwieństwa się przyciągają. Ale kiedy Alex spotykał się przez chwilę z Tess było widać ten kontrast :)
Ojcowie mieli swoje plany, bo wtedy obie siedziby byłyby obsadzone a już obie byłyby w ręku Ryanów.
Być może Alex wybił sobie z głowy Claire właśnie dlatego...by nie wchodzić w drogę bratu czy ojcu, nie wiem. Natomiast troskę o nią widać cały czas, autentyczną, niczym nie podszytą. Niemal od razu decyduje się na zostanie ojcem jej dziecka - reaguje natychmiast, kiedy Claire chce ukryć fakt ciąży przed Peterem.
W scenie z wieczoru panieńskiego Jodi (cały ten odcinek dział ana mnie mega pozytywnie) kiedy Claire pojawia się w kiecce ten taksuje ją wzrokiem pewnym podziwu, w którym nie ma żądzy i to tym bardziej w pejoratywnym znaczeniu.
Alexa zmieniła też sprawa z jej matką i prawda o jego ojcu. Aż szkoda mi go było.
Natomiast Jodi i Alberto to jest w ogóle udany wątek. Od chwili poznania, poprzez ratowanie sobie nawzajem życia :
Alberto: "Uratowałaś mnie"
Jodi: "To ty uratowałeś mnie"
Becky : "Jest ktoś, kto uratuje mnie?"
aż do wieczoru kawalerskiego i panieńskiego. W tym "porwanie" Alberto, poszukiwania Jodi i jej rozterki, kogo powinna a kogo nie całować tuż przed ślubem, i rękoczyny :-) A i jeszcze prasowanie włosów żelazkiem w celu ich wyprostowania :D
-
Może się powtórzę, ale nie trawiłam tej dziewczyny w pierwszych odcinkach.
Ja również za nią nie przepadałam. Jestem w stanie ją zrozumieć, bo przyjechała z miasta, gdzie wszystko miała pod nosem, gdzie mogła robić, dostać to, co chce, do tego wychowana jako jedynaczka i to przez samotną matkę, pewnie nigdy niczego jej nie brakowało... I teraz przyjeżdża do Drovers, w którym czuje się nieco zagubiona, gdzie panują całkowicie odmienne standardy życia, do tego miała plany co do miasta i otworzenia tam knajpki.... I jakkolwiek ją rozumiem, to mimo wszystko swoim zachowaniem bardzo mnie wkurzała.
Wiem i w sumie....pasowali do siebie
No właśnie, oni byli za bardzo podobni do siebie. :) Zresztą to by nie wypaliło przede wszystkim z powodu tego, że Claire od zawsze miała przyciąganie do Alexa, to było widać. A później, już po przyjeździe Tess, od pierwszego spojrzenia było wiadome, że ona i Nick będą kiedyś razem :)
Niemal od razu decyduje się na zostanie ojcem jej dziecka - reaguje natychmiast, kiedy Claire chce ukryć fakt ciąży przed Peterem.
Jak ja mogłam o tym zapomnieć? To jest jedna z piękniejszych scen. Tam nie potrzeba było żadnych słów, wystarczyło jedno mrugnięcie Claire i Alex już wiedział, co zrobić. Ten moment dowodzi tylko, jak dobrze tych dwoje się zna i jak wiele są w stanie dla siebie zrobić. Obejrzałam pierwszy odcinek i na samym początku Alex leci helikopterem i gdy Claire go zauważa, tak pięknie się uśmiecha i macha do niego. Tak długo, że aż jej bydło uciekło :D
Natomiast Jodi i Alberto to jest w ogóle udany wątek.
Zgadzam się! Bardzo lubiłam ich razem. Zawsze było z nimi śmiesznie i zawsze wiele się działo. Ale do pewnego momentu, jak na moje, Jodi była nie do zniesienia. Dopiero później ją polubiłam. :)
Mnie Alexa najbardziej szkoda było po śmierci Claire. Nie mogłam na niego patrzeć, bo aż mnie serce bolało. I to jest drugi z powodów, przez który omijam pogrzebowy odcinek. Pierwszy jest chyba oczywisty. Ten odcinek obejrzałam raz i więcej nie jestem w stanie tego zrobić. Pomimo że całą sytuację bardzo ładnie przedstawili.
-
Mnie Alexa najbardziej szkoda było po śmierci Claire. Nie mogłam na niego patrzeć, bo aż mnie serce bolało. I to jest drugi z powodów, przez który omijam pogrzebowy odcinek. Pierwszy jest chyba oczywisty. Ten odcinek obejrzałam raz i więcej nie jestem w stanie tego zrobić. Pomimo że całą sytuację bardzo ładnie przedstawili.
Ja też widziałam ten odcinek tylko raz i nie jestem w stanie do niego wrócić...zważywszy ile łez wylałam ostatnim razem, co mi się nie zdarzyło przy okazji żadnego filmu czy serialu a przecież wiele opowiada podobne historie. Gdyby Claire zmarła po upadku z konia w końcówce II serii byłoby inaczej - smutno, przykro..ale inaczej. To okrutne, że ludziom się przydarzają takie rzeczy w momencie kiedy zaczynają być w pełni szczęśliwi. Ale nie nam o tym decydować....:(
Mam właściwie prośbę. Ponieważ ja oglądałam i oglądam serial żywcem w oryginale, bez napisów i pewne dialogi mogłam nie do końca zrozumieć tak jak trzeba. Czy mogłabyś przytoczyć, tak mniej więcej, rozmowę obojga podczas tańca w pokoju hotelowym. No może do momentu, w którym Alex zaczął to swoje wyznanie o oczach i przyjaźni, jaką zawsze miał ze strony Claire.
W ogóle ta scena jest niesamowita tym bardziej, że to tym razem Alex nadaje, gada i gada a to Claire jest bardziej konkretna i kwituje wszystko jednym zdaniem. A nie wiem czy pamiętasz. W jednym z odcinków I serii (ten z uciekającym bykiem) Alex żali się Nickowi, że kobiety chcą tylko gadać i gadać. Wtedy akurat chodziło o Tess :)
Zaś Nick...odkąd zaśpiewał jeden kawałek stał się moim bożyszczem - o , zasite:
Noiseworks - Hot Chilli Woman VIDEOCLIP (http://www.youtube.com/watch?v=9Lu1aCSprfg#)
Obejrzałam pierwszy odcinek i na samym początku Alex leci helikopterem i gdy Claire go zauważa, tak pięknie się uśmiecha i macha do niego. Tak długo, że aż jej bydło uciekło :D
A to było jej bydło? Do dziś nie wiem po jaką cholerę ona wsiadła z chora nogą na tego konia. Czy miało to konkretny cel czy tylko niecierpliwość...no bo skoro nawet urodziła się w siodle:) Cud, że ze swoim trybem życia udało się jej donosić tę ciąże :D
Fajnie ją lekarz podsumował, kiedy wróciła do szpitala w tym samym dniu ,w którym została z niego wypisana.
le do pewnego momentu, jak na moje, Jodi była nie do zniesienia. Dopiero później ją polubiłam. :)
Bo Jodi to była księżniczka, w pewnym sensie maskotka Jacka (potem dopiero wyszło, że to była córka). Jodi to tylko konkursy piękności i błyszczeć. Najbardziej wkurzała mnie chwilami stosunkiem do Becky...a Meg to tym bardziej. Zwłaszcza było to widać w odcinku, w którym we trzy znalazły w zbożu koronę Jodi z dzieciństwa.
Ale Jodi miała fajne momenty w okresie, kiedy jednocześnie była nie do strawienia.
Pamiętasz, kiedy chciały podrzucić z Becky i Tess lżejszego bala słomy, żeby ułatwić Claire wygranie wyścigu?Jak Jodi chciała odwrócić uwagę (nie pamiętam imienia) tego swojego kumpla, który akurat pilnował wspomnianego dobytku, żeby nie doszło do oszustwa, kradzieży, podmiany. No to wymyślała węża co niby pełzł, a to go kokietowała a w końcu chciała mu odsłonić to i owo , żeby zająć jego uwagę. Podniosła sweter do góry. A ten patrzył i patrzył i patrzył a tamte podmieniały bala. A ten patrzył i w końcu stwierdził, że jego siostra ma podobną tylko innego koloru...bluzkę. Okazało się, że Jodi podniosła tylko jedną warstwę do góry. :D Pytanie na co on tak długo patrzył namiętnie? <smiech> <smiech> <smiech>
A co do wzruszających scen. To oprócz tej, kiedy trójka zjawia się w szpitalu u nieprzytomnej Claire, jest sam finał serialu. Fantastyczna scena, która łączy początek i koniec i spina piękna klamrą. Scena, która oczami wyobraźni widzi Stevie. W scenie tej w przyszłości pojawia się Charlotte (wykapa Claire jeśli chodzi o wszystko poza wyglądem) i Alex junior, który całą ich rozmowę kwituje swoim "get away". :D Nie ukrywam, bo się zawsze wzruszam :zawstydzony1:
-
zważywszy ile łez wylałam ostatnim razem, co mi się nie zdarzyło przy okazji żadnego filmu czy serialu a przecież wiele opowiada podobne historie
A najciekawsze jest chyba to, że ja nie wyobrażam sobie innego zakończenia wątku Claire. Śmierć, jakkolwiek bolesna i zmuszająca mnie do łez, była jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji. Nie ma opcji, że mogłaby gdzieś wyjechać, wyprowadzić się z Drovers, nawet z Alexem i Charlotte. Sama mówiła, że tam ją pochowają.
A dialog z tego pięknego odcinka to:
- Ostrożnie, nie mam butów.
- Zaufaj mi. Mogę cię o coś spytać?
- Tak.
- Widziałaś Bryce'a w akcji. Znasz powiedzenie, jaki ojciec, taki syn. Myślisz, że jeśli chodzi o kobiety, to...
- Nie znałeś umiaru? Tak... Myliłam się co do twojego tańca, nieźle sobie radzisz. Choć pamiętam też te zawody sportowe.
- Pokonałem cię, żebyś mnie zauważyła.
- A ja dlatego pozwoliłam ci wygrać.
- Nigdy tego nie powiedziałaś.
- Ty też nie.
- Może powinienem był.
- Może...
- Claire... Tylko wobec ciebie zawsze byłem uczciwy, masz najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałem.
- Alex...
- Kiedy cię obejmuję, nie liczy się nic innego. Jesteś dla mnie wszystkim.
- Mogę ci przerwać?
- Tylko na krótko.
- Kocham cię.
<serce>
I faktycznie, to było takie w stylu Claire. Powiedziała prosto z mostu, co czuje. Bez owijania w bawełnę. Choć trochę jej zajęło, żeby to zrozumieć.
A to było jej bydło? Do dziś nie wiem po jaką cholerę ona wsiadła z chora nogą na tego konia. Czy miało to konkretny cel czy tylko niecierpliwość
Nie, nie. Mówimy chyba o różnych scenach. :) Miałam na myśli pierwszy odcinek i moment otwierąjacy cały serial. A ta, o której wspominasz, była w 3 sezonie :) Mnie się wydaje, że to bardziej niecierpliwość. I chęć sprawowania nad wszystkim kontroli. Przecież to Claire, ta, która nigdy się nie myli, zawsze ma rację i wszystko wie najlepiej. I ta, jak sama mówiła, która nigdy nie mdleje, tylko traci przytomność <hahaha>
Jeszcze była jedna taka wymowna scena. Na osiemnastce Jodi, jak Tess wychodzi, a za nią zaraz Alex. A kiedy po czasie wracają, Claire mówi do Tess:
- Spędziłaś z Alexem Ryanem czterdzieści minut i chcesz mi powiedzieć, że skończyło się tylko na rozmowie?
- Mierzyłaś nam czas?
Albo jak chwilę wcześniej namiętnie całowała się z Nickiem :D
Pamiętasz, kiedy chciały podrzucić z Becky i Tess lżejszego bala słomy, żeby ułatwić Claire wygranie wyścigu?
Najważniejsze jest to, że osiągnęła cel <smiech> A pamiętasz, jak nakryła Terry'ego i Meg w łóżku? Biedna, nie mogła się po tym otrząsnąć. ;D Albo wtedy, kiedy już zrozumiała, że liczy się szczęście jej matki i, że się tak wyrażę, pozwoliła jej się spotykać z Terry'm i nawet poszła spać do Becky, żeby im dać przestrzeń do czułości. Po czym coś ją wystraszyło i cichaczem wróciła do domu, położyła się do łóżka, ale znowu coś było nie tak, bo zachciało jej się iść do toalety. I jej tekst: "Róbcie, co do was należy i kładźcie się wreszcie". Ale i tak nie wytrzymała i wyszła do łazienki, natykając się po drodze na Terry'ego. Swoją drogą Meg i Terry potrafili się bawić. Jak nie hawajsko-meksykański wieczór i tańce w pokoju to wyjazd na wakacje... do basenu <smiech>
W scenie tej w przyszłości pojawia się Charlotte (wykapa Claire jeśli chodzi o wszystko poza wyglądem) i Alex junior, który całą ich rozmowę kwituje swoim "get away"
Jeżeli chodzi o pozostałe serie, to tak naprawdę jestem w stanie wymienić niewiele scen, które by mi się podobały aż tak bardzo, żeby je pamiętać. Ale ta końcowa, zamykająca serial jest naprawdę cudowna. Fajnie to wymyślili :)
-
Dziękuję Ci ślicznie :zawstydzony1: Teraz mam pełny i dokładny obraz sytuacji, chociaż też nie bardzo wiem o jakich zawodach mówią. Było ich wiele. Zakładam, że chodzi o te z głębokiej przeszłości :) I chyba chodzi bardziej o rodeo...a nie o wyścig z balem słomy? :D
Nie, nie. Mówimy chyba o różnych scenach. :) Miałam na myśli pierwszy odcinek i moment otwierąjacy cały serial. A ta, o której wspominasz, była w 3 sezonie
Oczywiście, miałam na myśli 1 odcinek, ale 3 sezonu. Masz rację.
Pamiętam osiemnastkę Jodi. Pocałunek pamiętam i słowa Nicka do Claire...że całuje jakby była w desperacji. W sumie chyba tak było - nie dość, że "ten właściwy" jest ślepy, to jeszcze jest siostra...idiotka, która widzi jeszcze mniej. Pamiętasz, jak wtedy Alexowi kopara opadła? :D I dobrze :)
I ta, jak sama mówiła, która nigdy nie mdleje, tylko traci przytomność <hahaha>
Pamiętam jak lekarz mówił, że musi teraz dbać o siebie i pytał czy wie co to znaczy?
Claire Get Finaly Home From The Hospital. (mcleod daughters) (http://www.youtube.com/watch?v=pZNXHM3Yzj8#)
"Ride slowly?" :D
Jak nie hawajsko-meksykański wieczór i tańce w pokoju to wyjazd na wakacje... do basenu
Tak zwane Spa, które sprezentował im Terry? Pierwsza woda w tym spa pochodziła z basenu Ryan'ów. I to spa miało swoje momenty. Jak na przykład kąpiel Jodi i Craiga Woodlanda (przypomniałam sobie...a raczej znalazłam ;D), w czasie której okradziono cały dom :D Craigowi można było wszystko ściemnić, tak się śpieszył z powrotem do Jodi pozostawionej w spa. Sam złodziejom drzwi na oścież otworzył, żeby mogli sobie wynieść co wynieść mieli :D
A Meg z Terry'm to chyba byli tam na miesiącu miodowym. <mysli> :D Kiedy nie doszło ostatecznie do zawarcia małżeństwa Jodi i Alberto (biedny róże nawet hodował nazwane ich imionami) Meg i Terry sobie to o owo przy przyjaciołach przysięgali...i przynajmniej się jedzenie nie zmarnowało.
Ale kiedy Tess rano budziła Jodi do pracy, ponieważ jej mama jest na miesiącu miodowym...i kiedy potem zobaczyłam palmy, byłam święcie przekonana, że gdzieś wyjechali <smiech>
A pamiętasz Meg w czwartej serii (niestety już bez Claire:()kiedy wraz z innymi mieszkankami Drovers Run pozowała do kalendarza? Jak już kalendarz się ukazał dziewczyny stały się..hmm.. bardziej rozpoznawalne :D Setki adoratorów w Gungellan i tylko Meg stawiła im czoła :D Reszta zdecydowała się na schronienie w samochodzie.
Meg była przebojowa. Na pewno nie zważała na konwenanse. Romanse też miała w liczbie więcej niż jedna (z jakiegoś powodu odziedziczyła koguta). Imponowało jej to, że podoba się sporo młodszym od siebie - przykładem może być jeden ze striptizerów (to też była dobra historia :-)) czy policjant.
Do wzruszających momentów można natomiast zaliczyć poszukiwania Bricka przez Becky - można ją śmiało nazwać Penelopą - i moment znalezienia go. I miała rację - nigdy był jej nie zostawił bez słowa. Dla innej.
Wbrew wszystkim i wszystkiemu szukała go i znalazła.
Becky Found Brick. (mcleod daughters) (http://www.youtube.com/watch?v=X_EYuavHgPA#)
-
chociaż też nie bardzo wiem o jakich zawodach mówią
Szczerze mówiąc, ja również nie mam pojęcia. To chyba jakieś dawne zawody, być może jeszcze z dzieciństwa. :)
Pamiętam jak lekarz mówił, że musi teraz dbać o siebie i pytał czy wie co to znaczy?
Gdyby nawet miała ciążę zagrożoną i otrzymała kategoryczny zakaz wstawania z łóżka, to już pierwszego dnia by wstała i wsiadła na konia. Chyba bardziej upartego od niej człowieka w okolicy nie było.
Meg była przebojowa. Na pewno nie zważała na konwenanse. Romanse też miała w liczbie więcej niż jedna (z jakiegoś powodu odziedziczyła koguta).
Meg była taka trochę głupio-mądra. Lubiłam ją, bo była zabawna, ale strasznie mnie czasami wkurzała. Już wspomniany przez Ciebie odcinek ze znalezieniem korony... Becky powiedziała Jodi prawdę, że nie robi nic, tylko myśli o Alberto i w końcu powinna się wziąć w garść i zacząć pracować. Meg oczywiście stanęła w obronie córki (co jest dla mnie zrozumiałe), ale bardzo niesprawiedliwie potraktowała Becky. A co do Jodi, to nie mogłam z niej, jak się naćpała aspiryną <smiech>
Do wzruszających momentów można natomiast zaliczyć poszukiwania Bricka przez Becky
Ileż ja się przy tym nasmuciłam! Naprawdę fajnie przedstawiony wątek. Brick to był idealny facet dla Becky, przynajmniej na tamtym etapie jej życia. Zupełnie różni, a jakże podobni do siebie. Szkoda, że to się tak skończyło. I skoro już mówię o Becky, to nie mogę pojąć, dlaczego nie było jej na pogrzebie Claire. W końcu tak wiele jej zawdzięczała.
A co myślisz o Peterze? Bo ja wbrew pozorom bardzo go lubiłam. I gdyby nie to, że miał żonę i dzieci, to bardzo bym kibicowała jemu i Claire. Oczywiście, później parokrotnie pokazał, jaki z niego dupek, ale jeżeli miałabym wskazać, kto pasuje do Claire, po Alexie oczywiście, to byłby to właśnie Peter. :)
-
Brick był idealnym facetem dla Becky. Zwłaszcza po tych jej przejściach "barowych" - mogła uwierzyć w miłość. Mnie się świetnie śledziło początki tego związku. Podchody. Cierpliwość tego chłopaka. Z rozrzewnieniem wspominam wątek rowerowy. Kiedy Brick chciał podarować ten wynalazek komunikacyjny swojej dziewczyny...a ta się wściekła, oburzała...bo zwyczajnie nie umiała na nim jeździć. I potem ta wspólna nauka. "Trzymam cię, jestem za tobą, trzymam cię"..."Umiem, jadę, umiem" ;D
Niespecjalne dzieciństwo też musiała mieć ta dziewczyna. Na rowerze sobie nie pojeździła. Nikt nawet nie nauczył jej czytać i pisać (dla niepoznaki i dla własnego komfortu psychicznego trzymała w swoim pokoju najwybitniejsze dzieła klasyków). Matka chyba też niezbyt ciekawa była z tego co pamiętam z jednego z odcinków...
Becky...tak jak pamiętam cały okres jej pobytu w Drovers Run to niesamowicie mądra i odpowiedzialna dziewczyna. Potrafiła zaimponować nawet samej Meg, kiedy, zabierając bez pytania wóz Tess, sprowadziła buntowniczą Jodi do domu.
Nie wiem czemu Becky nie pojawiała się na pogrzebie Claire. Ogromny błąd scenarzystów (albo kaprys aktorki: "ani jednego odcinka więcej" , choć jej ojciec, filmowy Harry Ryan grał jeszcze tyle sezonów potem). Z naszego punktu widzenia wygląda to niezbyt dobrze. Wytłumaczyć można tylko tym, że poleciała sobie Becky na inny kontynent i nie zdążyłaby. Chyba, że Jake jej nie pozwolił :P
Ja Petera lubiłam i żałuję, że zrobili go takim dupkiem. Cieszyłam się, że Claire kogoś ma, bo zanim by się Alex opamiętał wtedy <olaboga> Ponadto nie mogłam znieść, jak ona cierpiała...kiedy siostrunia sobie z jej ukochanym (jakby nie było) świergotała za ścianą.
Peter był przystojny, inteligentny i nie miła problemu w zobaczeniu w Claire kobiety. Szkoda, że okazał się być dupkiem. Wolałabym, żeby został takim jakim go poznaliśmy, żeby był kontrastem dla Alexa (real cowboy :D - pamiętasz pierwszą reakcję na Alexa koleżanki Tess z Melbourne?) i żeby trwała jakaś ciekawa rywalizacja.
Ale sceny miłosne między tą dwójką to uwielbiałam :P
-
Brick był idealnym facetem dla Becky. Zwłaszcza po tych jej przejściach "barowych" - mogła uwierzyć w miłość. Mnie się świetnie śledziło początki tego związku. Podchody. Cierpliwość tego chłopaka
Tak, to prawda. Brick był dla niej idealny. Bardzo podobało mi się, że z niczym się nie spieszył, był niebywale cierpliwy i czekał, aż Becky mu zaufa. Był inny niż pozostali faceci Beck (jeśli w ogóle można nazwać ich jej facetami). Ba! Był inny niż reszta mężczyzn z okolicy. Opanowany, spokojny, ale potrafił walczyć o swoje. Nawet pomógł ukochanej ukraść stół bilardowy z baru. A w dodatku miał przeuroczy uśmiech <zauroczony> Becky, po wszystkich przejściach życiowych, znalazła wreszcie prawdziwą miłość i bardzo żałuję, że Brick musiał zginąć :( Jake'a już nie lubiłam, ale pomógł Becky w trudnych chwilach, więc chwała mu za to!
Ja też bardzo lubię wspólne momenty Claire i Petera! Są naprawdę urocze. Widać było, że Claire jest przy nim szczęśliwa. I do pewnego momentu było mi żal Petera, bo jakby nie patrzeć, Claire trochę nie w porządku go potraktowała. Facet ewidentnie ją kochał, dla niej był w stanie zostawić rodzinę, rzucić pracę. Poza tym jestem zdania, że Claire od razu powinna mu powiedzieć, że jest z nim w ciąży, a nie załatwiać tę sprawę listownie. Miał prawo się wkurzyć. Jednak to co w międzyczasie wyczyniał, było nie do pomyślenia.
-
A'propos. Claire zrywała z Peterem kilka razy. Wydawało się, że po tej nocy hotelowej (w trakcie której zaszła w ciążę zresztą) w Gungellan zerwała z nim definitywnie. Nie dość, że nie udało się jej niczego załatwić to jeszcze wróciła z kacem moralnym. I do czasu tych zawodów w końcówce 2 sezonu na tym stało. Bo wówczas ...raz nie chciała go wiedzieć, potem znowu przystawała na jego propozycje, by ratować Drovers (choć tego nie bardzo rozumiałam, skoro Claire z Alexem zaczęli kręcić już swój biznes). Chodziło o jakiś dokument <mysli> Dopiero kiedy ukochany zasugerował pozbycie się co niektórych mieszkańców Drovers, oprzytomniała. To wtedy było widać (lub słychać) tę gotowość do zostawienia rodziny?
Cóż, Claire nie chciała być przyczynkiem do rozbicia rodziny. Przynajmniej w momencie posiadnięcia tejże wiedzy. Noc w Gungellan trochę burzy tę tezę. <mysli>
Tak czy owak winny jest głównie Peter, bo miał rodzinę, zachciało mu się skoku w bok i nie raczył poinformować zadurzoną w nim Claire o swoim stanie cywilnym :P
Trochę szkoda, bo, jak mówiłam, fajna była z nich para i fajne z nimi sceny.