Dyskutujesz.pl
Wszystko i nic => Na poważnie => Wątek zaczęty przez: Agueda w Czerwiec 10, 2012, 14:59:29
-
Postanowiłam założyć nowy wątek Pro-Ana to tym jak zobaczyłam program na Tvn Style "Klub małych anorektyczek".
Wydaje się że, jest mniej dziewczyn które żyją wg zasad Pro-Any. A tu nic bardziej mylnego. Mniej o tym się mówi, o wiele częściej można usłyszeć o tym że, dzieci jedzą zbyt tłusto, nie uprawiają sportu, siedzą za dużo przy komputerze. I tyją.
Nie chce promować w ten sposób takiego stylu życia, wręcz przeciwnie. Porozmawiać o tym, co myślicie o dziewczynach które współtworzą fora internetowe, co potrafią zrobić żeby tylko stracić jeden kilogram.
Może ktoś zna osoby które przebywają na takich forach, może zna osobę która cierpi na anoreksje.
Temat bardzo mnie zainteresował, a jednocześnie zaniepokoił. Może Nasza dyskusja kogoś przestrzeże przed wejściem do Pro-Any.
-
O.o Wiesz, że ja dzisiaj oglądałam ten program. Zdziwiłam się, że ktoś założył taki wątek. To jest okropne co było w tym programie te kości.. Naprawdę nie rozumiem tych ludzi którzy zakładają takie blogi. Dobra chcą się odchudzić rozumiem za grube nogi, brzuch, ale to co było w tym programie? Są inne sposoby na odchudzanie diety, ćwiczenia itd. Chyba jedyna mądra to ta, która poszła do tej kliniki. Nie wiem co o nich powiedzieć, nie potrafię ich zrozumieć dlaczego wystawiają swoje życie na próbę po to by schudnąć. :th_0girl_impossible: Może źle to rozumiem, może ktoś mi to wytłumaczy?
o wiele częściej można usłyszeć o tym że, dzieci jedzą zbyt tłusto, nie uprawiają sportu, siedzą za dużo przy komputerze. I tyją.
Właśnie o tym jest zawsze mowa, o fast foodach itp. A o tym, że anorektyczki nic nie jedzą ? O tym jakoś dawno przestali mówić. Nie rozumiem tego.
-
Kiedyś natknęłam się na blog Pro-Ana i nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Dziewczyny obwiniają się za kawałek zjedzonej czekoladki albo miskę budyniu. Nie rozumiem ich, wystarczyłoby przejść na racjonalną dietę, zrezygnować z kilku produktów, pobiegać, ale nie bez przerwy ćwiczyć, nic nie jeść, głodzić się po prostu. Z własnego doświadczenia wiem, że dobra dieta może pomóc.
Znam też dziewczynę, która była na "diecie": 'nie jem nic, a kiedy czuję, że zemdleję, to jem listek sałaty'. Potem rodzice załatwili jej zmniejszanie żołądka. A teraz wygląda ja wrak. I na 100% przy wzroście ok. 170 cm waży mniej niż 50 kg.
A temat anoreksji jakoś teraz ucichł, nie rozumiem, czemu.
To chyba ten blog był: http://pro-ana-team.bloog.pl/ (http://pro-ana-team.bloog.pl/).
-
Powody takiego stylu życia (?) są różne, ale zawsze są, bo to przecież nie jest tak ''chcę być anorektyczką'' i jutro jestem.
Niestety, ale takie osoby (bo w końcu anorektycy - płeć męska też są, może jedynie za blogami nie przepadają) myślą, że przez racjonalną dietę przytyją a do tego dopuścić nie chcą.
Te ćwiczenia, które trwają tak długo (bądź prowokowanie wymiotów u bulimików) jak dla mnie się straszne i współczuję ludziom, którzy są objęci tą chorobą. Nie powiem, że te osoby są głupie - one potrzebuję pomocy (muszą też same chcieć tej pomocy), ale pytanie, czy są ludzie, którzy im ją zapewnią.
Jak przekonać kogoś do jedzenia, jeśli tak mocno pragnie chudości a w lustrze widzi grubasa (mimo, że nie ma ani grama tluszczu)? A przecież ''jak zemdleję to fajnie''.
"Być chuda do omdlenia,
Być chuda do niczego,
Być chuda, byś mnie chciał"
O.N.A. - Szpetot
Ale założę się, że każdy chce być z człowiekiem a nie szkieletem.
W telewizji pełno jest o tym, żeby się ODCHUDZAĆ. Reklamy w internecie to samo. Niby mam niedowagę, ale tego nie widzę. W jakimś tam kraju (Francja?) zakazali tych zbyt chudych modelek... Pozostałe kraje mogłyby wziąć przykład.
Pro-Ana może i prowadzi czasem do chudości, ale potem jest już tylko śmierć. A co to za życie, kiedy nawet zjeść nie można. Co to za życie, które polega na wiecznych ćwiczeniach? Wszystko dlatego, że zbyt ciężko jest zaakceptować siebie.
Szczerze mówiąc... Trafia mnie coś, jak słyszę moje koleżanki (wysokie i chudziutkie), które mówią "muszę schudnąć, jestem gruba".
Widziałam kiedyś w internecie zdjęcie pewnej dziewczyny - waga pewnie prawidłowa, ale na tej wyższej granicy. Była uśmiechnięta. Obok zdjęcie, kiedy pozostały z niej samej kości. Uśmiechu też zabrakło. Nie słyszałam jeszcze, żeby ana przyniosła szczęście. To problemy z ukrywaniem jedzenia, ze szpitalem, z sobą. No i na pewno łatwiej anorektyczką zostać, niż przestać nią być.
-
Media mają na to wpływ smilie_girl_349 wszystkie kolorowe pisma, pokazują modelki bardzo chude. Co może wywierać wpływ, przecież tylko chude osoby mogą założyć taką sukienkę, żeby tak leżała. Przesadny zdrowy tryb życia, owoce 5 razy dziennie, zero tłuszczu i godziny spędzone na siłowni. Tak można podsumować media.
Żal mi tych dziewczyn, ale jednocześnie zastanawiam się gdzie wówczas byli ich rodzice. Przecież przestanie przyjmowania posiłków, utrata wagi to są rzeczy których trudno nie zauważyć mieszkając razem. Dlaczego wcześniej nie reagują? A jak reagują to przeważnie w nieodpowiedni sposób. Zmuszają do jedzenia, a to może powodować jeszcze większy bunt.
Bohaterka programu wcale nie była gruba, miała normalną budowę ciała. A to co później się z nią stało? Spodnie za duże, sukienka zwisała, a ona myślała że dobrze wygląda mając widoczne kości. Weszła w fikcyjny świat, poznawała fikcyjnych "przyjaciół". Forum z normalnej dziewczyny zrobiło dziewczynę anorektyczkę, zmieniło jej sposób myślenia.
Zaczęłam przeglądać fora internetowe, przeważnie żeby wejść na forum trzeba wcześniej poprosić o przyjecie lub zalogować się. Zamknięta społeczność. Byłam i na tym blogu, robienie 200 podskoków, 50 pompek i 100 brzuszków tylko dlatego że zjadła posłodzony budyń? Straszne smilie_girl_305
-
Znam też dziewczynę, która była na "diecie": 'nie jem nic, a kiedy czuję, że zemdleję, to jem listek sałaty'. Potem rodzice załatwili jej zmniejszanie żołądka. A teraz wygląda ja wrak. I na 100% przy wzroście ok. 170 cm waży mniej niż 50 kg.
Pozwólcie, że się wtrącę.
Owszem, głupio robi, że doprowadza się do stanu omdlenia, słabości etc., gdyż długo tak nie pociągnie.
Nie rozumiem dziewczyn, które na siłę niszczą swój organizm, siebie.
Niestety, jest to choroba, która siedzi w psychice, głowie i nie jest łatwa do leczenia, a tym bardziej wyleczenia.
Myślę, że to iż ma 170 cm i waży mniej niż 50 kg nie robi z Niej osoby chorej.
Ja ważę 48 kg przy wzroście 168 cm i nie czuję się anorektyczką, choć w szkole mnie "tępili", to nic nie poradzę, że mam taką przemianę materii. ;)
-
Myślę, że to iż ma 170 cm i waży mniej niż 50 kg nie robi z Niej osoby chorej.
Ja ważę 48 kg przy wzroście 168 cm i nie czuję się anorektyczką, choć w szkole mnie "tępili", to nic nie poradzę, że mam taką przemianę materii. ;)
Dokładnie. Mam 170cm i ważę 50kg. Niezmiennie od kilku lat.
Nigdy nie byłam na diecie, nigdy się nie głodziłam, wręcz przeciwnie - jem za trzech.
Bo diabeł tkwi w tym, że anoreksja to choroba psychiczna.
I jeśli są jakieś dziewczyny, które kreują się na anorektyczki, które się głodzą po to, żeby się głodzić, to są zwyczajnie głupie. I tyle.
Anorektyczki się głodzą, ponieważ w swoich oczach są przerażająco, obrzydliwie grube. Nie to, że nie chcą zobaczyć ile schudły, po prostu nie są w stanie. Patrząc w lustro mają zaburzony obraz siebie.
I na koniec - w anoreksję wpada się niepostrzeżenie. NIEŚWIADOMIE.
Dlatego taki ruch, o jakim mowa, takie wmawianie sobie anoreksji, obnoszenie się z tym - to po prostu ludzka nieskończona głupota.
-
Macie rację, że jak ktoś ma 170 cm i waży 50kg nie musi oznaczać anoreksję. Jednak to oznacza niedowagę smilie_girl_241 Którą i ja mam.
Kiedyś się ograniczałam jedzenie, tylko dlatego, że chciałam zgubić kilogramy niepotrzebnej wagi. Można się w ten świat wciągnąć. Zawsze jeszcze jeden kilo mniej mieć a później jeszcze mniej. I tak ja ważyłam 43kg teraz jest 45kg i jest dobrze. Teraz jest normalnie, doszłam do pewniej wagi i koniec.
A momentami chciałam jeszcze więcej i więcej, dobrze że nie weszłam na stronę pro-any. Staram się zrozumieć myślenie tych dziewczyn, ale myśli mojego żołądka również.
Ale właśnie chodzi o to myślenie, o tym że jestem gruba. A co mi może zrobić jeden baton jak go zjem?? Nic. A tam na forach dziewczyny się wręcz katują za tego batona. Nie mówiąc już o piwie czy fast foodach.
Chyba można stwierdzić że, odchudzanie uzależnia tak samo jak gry komputerowe czy palenie tytoniu.
-
Ja myślę, że dużą winę za probelmy z anoreksją podoszą ludzie, którzy często nie potrafią przejść obok osoby otyłej bez obrażania jej w pewien sposób, bez wytykania palcami, wyzywania od grubasów. Trzeba mieć naprawdę silną psychike, żeby nie stać się niewolnikiem tej choroby smilie_girl_269
Ja mam to samo, jeśli chodzi o moją wagę. Mam 178 i ważę 55 aktualnie, głównie dzięki temu, że zawarłam z mamą układ - gdy przytyje 5 kg mama miała mi dać 200 zł :th_girl_haha: Przytyłam dwa kilogramy i chyba więcej już nie dam rady smilie_girl_356
Nigdy nie miałam problemów z wagą i pewnie nie jestem wstanie wyobrazić sobie, co czuje osoba chora na anoreksje... Smutne jest to, że dziewczyny same siebie niszczą, tylko po to, by wyglądać szczuplej...
-
Ja myślę, że dużą winę za probelmy z anoreksją podoszą ludzie, którzy często nie potrafią przejść obok osoby otyłej bez obrażania jej w pewien sposób, bez wytykania palcami, wyzywania od grubasów.
Oczywiście. Myślę że to bardzo często jest powodem tego, że choroba się zaczyna. Ale są też przypadki dziewczyn, które są naturalnie szczupłe, normalnej budowy. I jak wytłumaczyć ich obsesję, ich pogoń za straceniem kilogramów, które tak naprawdę im nie "nadbywają"?
Chyba jedynie takimi ruchami jak to nieszczęsne Pro-Ana.
-
Pro-ana, "motylki" i podobne tematy? Czytałem te blogi, czarna rozpacz. Cóż, ja mam do tego stosunek konkretny - chcesz się katować to się katuj. Twoje życie.
Dla mnie jest to kolejny wymysł znudzonych i zblazowanych celebrytów jak np "wegetarianizm", który szybko podłapuje (przeważnie) młodzież i marnuje sobie życie.
-
Dla mnie jest to kolejny wymysł znudzonych i zblazowanych celebrytów jak np "wegetarianizm", który szybko podłapuje (przeważnie) młodzież i marnuje sobie życie.
Słucham?
Wegetarianizm to wymysł zblazowanych celebrytów i marnuje ludziom życie? Czy ja jestem w średniowieczu? :D
O co chodzi?
-
Wszystko trzeba było najpierw wymyślić. Ale zgadzam się z tym, że to ich życie i że sobie je niszczą. Tylko skoro pomaga się osobą, które z anoreksją nie maja nic wspólnego, anorektykom też pomóc trzeba. W szkole mimo tego, że chłopacy trochę o to pytali na biologii, nie usłyszeliśmy zbyt wiele (przynajmniej nic nowego). Poza tym wydaje mi się, że rodzice mają o tym za małe pojęcie. Może się mylę.
Życie z wyliczonymi kaloriami, życie bez jedzenia (em, co to jest: takie 100 kcal np.?). Takie dziewczyny głównie głodują się wtedy, kiedy powinny jeść więcej, żeby się rozwijać. Przykro, szczególnie jeśli pobyt w szpitalu psychiatrycznym nie pomaga.
No ale dla niektórych zbyt trudna jest tolerancja dla osób grubych... I przeważnie miło jest usłyszeć komplement "schudłaś". Fajnie jest też, kiedy ktoś wreszcie się tobą zainteresuje, bo znowu zemdlałaś na wf'ie, gdyż w twoim dzisiejszym menu znalazła się jedynie woda.
Na zapytaj.onet.pl jest pełno dziewczyn, które chcą być anorektyczkami/są anorektyczkami.
Nie będę mówić, że są głupie, bo ich nie znam. One mogą tak powiedzieć o mnie.
-
Przykro, szczególnie jeśli pobyt w szpitalu psychiatrycznym nie pomaga.
Hm, dziewczyny chore na anoreksję lądują w jakimś zakładzie zamkniętym, ale to bodajże nie jest szpital psychiatryczny?
W sumie nie jestem jakąś znawczynią w tej dziedzinie, ale wydawało mi się, że takie szpitale to już mega ostateczność.
Na zapytaj.onet.pl jest pełno dziewczyn, które chcą być anorektyczkami/są anorektyczkami.
Nie będę mówić, że są głupie, bo ich nie znam. One mogą tak powiedzieć o mnie.
Najpierw same sobie robią parcie, następnie tak wpada im to w psychikę, że niedaleka jest droga do anoreksji, niestety...
Szkoda mi takich dziewczyn tylko pytanie czy chwaląc się tym na forum są naprawdę chore, czy po prostu mają zamiar zwrócić na siebie uwagę przez tzw. lans? smilie_girl_289
-
Przykro, szczególnie jeśli pobyt w szpitalu psychiatrycznym nie pomaga.
Hm, dziewczyny chore na anoreksję lądują w jakimś zakładzie zamkniętym, ale to bodajże nie jest szpital psychiatryczny?
Szczerze mówiąc nie wiem, pewnie masz rację :)
Mega ostateczność, a czasem jest za późno.
Nie odbieram tego jako chwalenie (choć zapewne są i takie, które się chwalą głodówkami...). Na forach piszą, że wstyd przyznać, ale ważą tyle i tyle, muszą schudnąć, proszą o wsparcie. Dostają to wsparcie, chudną i się zabiją, no po prostu "pięknie".
Taki lans... Raczej wiele im nie da.
Albo te thinspiracje ><
-
Taki lans... Raczej wiele im nie da.
Albo te thinspiracje ><
Ja myślę, że to nie jest lans. A jeżeli ktoś chwali się dla lansu, że nie jadł obiadu i kolacji to nie jest anorektykiem smilie_girl_349 Moje koleżanki czasem 'chwaliły się', że nie jadły obiadu, ale o tym, że przed czy po zjadły słodycze to już nie wspomniały ;D A to przecież też posiłek.
Myślę, że anorektyk nie powie tak od razu "tak, jestem anorektykiem". To jest dla niego normalne, po prostu kontroluje to co robi, chce to robić perfekcyjnie. Przeczytałam Dietę (nie)życia i Przeklinam cię ciało, tam główne bohaterki nie odnosiły się z tym, że liczą każdą kalorie czy wykonały dodatkową serie ćwiczeń za karę. One to robią w samotności, idą z jedzeniem do pokoju i nie chwalą się później, że wszystko wyrzuciły. Dopiero gdy już to zajdzie za daleko (waga drastycznie spadnie), rodzice to zauważają...No właśnie, dopiero wtedy, przykre.
W swoim bliższym czy dalszym otoczeniu zauważyłam przynajmniej dwie osoby z ED. Jedna dziewczyna, z I liceum na photoblogu czasem pisała, że lepiej nic nie jeść niż zjeść, że bogaci rodzice stworzyli sobie jej fałszywy obraz - grzecznej dziewczynki, którą zmuszają by chodziła do kościoła, która na pewno zostanie architektem itd. A jej znajomi najczęściej w komentarzach pisali "weź się w garść" czy "daj spokój z tym weltschmertz"...
Drugi przypadek - mój kolega z gimnazjum, z którym już praktycznie nie rozmawiam. Bardzo się zmienił i z charakteru i fizycznie. Ma nogi chudsze od większości dziewczyn, a obojczyki wystają mu niemiłosiernie. I chyba najgorsze - czerwona niteczka na nadgarstku...Ciekawe czy on zdaje sobie sprawę, że ktoś (np.ja) wie co to oznacza...
Życzę im wszystkiego co najlepsze i mam nadzieję, że to nie zajdzie - w ich wypadku- za daleko.
-
I chyba najgorsze - czerwona niteczka na nadgarstku...Ciekawe czy on zdaje sobie sprawę, że ktoś (np.ja) wie co to oznacza...
A tak z czystej ciekawości - co to właściwie oznacza? Ja na przykład nie wiem.
-
Czerwona niteczka?
Pierwszy raz słyszę.
+ nigdy nie spotkałam się by ktoś takową miał, o. ;)
I najgorsza jest ta bezradność. Chciałabyś pomóc takiej osobie, a nie wiesz jak, nie masz totalnie na nią wpływu, bo zawsze rzuci Ci jakimiś mądrościami.
Straszna choroba, nie życzę nikomu by w nią popadł.
-
Czytałam, że czerwona nitka to 'znak rozpoznawczy' anorektyków, a fioletowa bulimików.
-
Czerwona niteczka to też znak kabały... albo czerwonej niteczki :D To znaczy, mam nadzieję, bo mój kolega z taką chodzi, a nie identyfikuje się ani z anorektykami, ani z kabałą...
I przeważnie miło jest usłyszeć komplement "schudłaś".
O, ważny punkt, moim zdaniem. Komu nie jest miło gdy słyszy coś takiego? Każdemu jest.
Tylko warto sobie zdać sprawę z paru rzeczy. Jeśli nasze odchudzanie to tylko głodówka, niepoparta żadnym wysiłkiem fizycznym, to owszem - stracimy kilogramy. Czasem nawet bardzo szybko. Ale nie stracimy skóry. A bez ćwiczeń sama się nie zrobi elastyczna.
Czy to jest piękno? Pomarszczona, zwisająca skóra? Dla mnie fuj.
-
Czy to jest piękno? Pomarszczona, zwisająca skóra? Dla mnie fuj.
Dla mnie też fuj, ale taka dziewczyna, która choruje na anoreksje nie zauważa w tym brzydoty...myśli sobie, że im będzie chudsza, tym stanie się ładniejsza...Wszystko to, o czym myśli związane jest z jej figurą..Czasem nawet jak taka osoba spotka na ulicy normalną, zdrową i szczupłą dziewczynę, która nie wygląda jak patyczak, uważa, że przy niej ona (anorektyczka) jest grubasem...
Ciężko jest się z tej choroby wyleczyć, pewnie gorzej niż z alkoholizmu :drunk:
Ciekawi mnie tylko jedna rzecz...Gdzie w tym czasie, gdy młode dziewczyny przestają jeść są ich rodzice? Ja nie wierzę, że nie da się takich rzeczy zauważyć. Moja mama to jak tylko widzi, że nie zjem wszystkiego z talerza, pcha we mnie na siłę... Bulimiczkę trudniej zidentyfikować, bo ta się zamyka w łazience i wymusza wymioty, ale to, że ktoś nie je nic i tego nie zobaczyć...
-
Ciekawi mnie tylko jedna rzecz...Gdzie w tym czasie, gdy młode dziewczyny przestają jeść są ich rodzice? Ja nie wierzę, że nie da się takich rzeczy zauważyć. Moja mama to jak tylko widzi, że nie zjem wszystkiego z talerza, pcha we mnie na siłę... Bulimiczkę trudniej zidentyfikować, bo ta się zamyka w łazience i wymusza wymioty, ale to, że ktoś nie je nic i tego nie zobaczyć...
Oglądałam kiedyś taki program, dziewczyna już wyleczona z anoreksji mówiła co robiła, żeby nie jeść. Jak rodzice jedli tosty, to przychodziła po nich do kuchni, wysypywała okruszki z tostera na talerz i zanosiła sobie do pokoju. Na pytanie mamy "jadłaś coś?" pokazywała brudny talerz.
Miała też wypracowany cały system wyrzucania jedzenia do kieszeni, a potem do kosza, żeby nikt nie zauważył. Chowała tam woreczek i przy każdej okazji wrzucała trochę jedzenia.
Myślę, że ich wyobraźnia jest nieograniczona.
-
Rodzice są w domu (i nie chcą widzieć, że ich dziecko ma problem) albo w pracy (i gdzie tu czas dla dziecka?), ale jest też tak, że od razu faktycznie nie można tego zauważyć. Dziewczyna zabiera kanapki do szkoły, ale wyrzucić je albo oddać trudno nie jest. Albo pogada się z mamą i się czasem zdarzy, że ona zgodzi się na dietę 1000 kcal, ale przecież nie będzie pilnowała dokładnie, czy tyle zostało zjedzone.
Jak raz oglądałam (kawałek) ''klub małych anorektyczek" to byłam przerażona. Zabrali tej dziesięciolatce skakankę a ona dostawała szału i skakała też bez niej, bo uważała się za grubą... To już nie jest zmarnowane gimnazjum, to jest też zmarnowana podstawówka. No a z anoreksji się człowiek nie wyleczy w trzy lata. To zawsze będzie mogło wrócić.
A bulimiczki mogą być rozpoznane po żółtych (z lekka pokaleczonych chyba też) dłoniach, zębach. Nie wiem, czy czymś tam jeszcze. Nie wiem, jak można widzieć przyjemność w prowokowaniu wymiotów. Bo to konieczność nie jest - szkoda, że niektórzy myślą inaczej.
Nie wszyscy, którzy noszą takie niteczki muszą wiedzieć, o co chodzi, ale może być też, że doskonale zdają sobie z tego sprawę. Może chcą, żeby ktoś się domyślił i zauważył problem? Albo żeby np. inna anorektyczka Cię prędzej rozpoznała (no bo jak uważa się za grubą, to nie pomyśli, że ktoś zauważy u niej wychudzenie).
Anorektyczki też ćwiczą, skóra im zwisać nie musi. W końcu ''ma być widać kości''. Szkielet wolę oglądać tylko na biologii.
-
Czerwona niteczka to też znak kabały... albo czerwonej niteczki :D To znaczy, mam nadzieję, bo mój kolega z taką chodzi, a nie identyfikuje się ani z anorektykami, ani z kabałą...
Wiem, wiem ;) Moja koleżanka przed maturą nosiła czerwoną bransoletkę na szczęście, dla przykładu.
Nie wszyscy, którzy noszą takie niteczki muszą wiedzieć, o co chodzi, ale może być też, że doskonale zdają sobie z tego sprawę. Może chcą, żeby ktoś się domyślił i zauważył problem? Albo żeby np. inna anorektyczka Cię prędzej rozpoznała (no bo jak uważa się za grubą, to nie pomyśli, że ktoś zauważy u niej wychudzenie).
Dokładnie. Kiedyś na jednym fbl dziewczyna właśnie napisała, że na wycieczce dzięki takiej nitce poznała drugą dziewczynę z ED. Już nie pamiętam jak zaczęła z nią rozmowę, ale znajomość się rozpoczęła jakby nie było.
-
Anorektyczki też ćwiczą, skóra im zwisać nie musi.
No, na początku może i tak. Ale jak się głodzą, jak organizm nie dostaje nawet minimalnej dawki energii, a co tu mówić o dodatkowej... to potem nie ma szans na ćwiczenia, nie są w stanie. Polecam książkę "Chuda" - o anoreksji właśnie. Tam dziewczyna opisuje, że jak była za słaba na brzuszki, to po prostu cały czas napinała mięśnie brzucha. W końcu tak ją bolały, że nie była w stanie ich rozkurczyć. Poza tym, siadała zawsze daleko od kalryfera, bo "ciepło powoduje zbieranie się tłuszczu". Przerażające, jak daleko w psychice to może zajść.
-
Na pewno za daleko...
W ogóle, kto jest pomysłodawcą takiego ruchu? Szkoda, że w Internecie jest tego pełno... Może gdyby nie to, że tak łatwo znaleźć informację, jak zacząć różne rzeczy o charakterze autodestrukcji byłoby mniej np. anorektyczek, chociaż problemy by nie zniknęły i tak...
Przecież no tą ''kochaną Anę, która nigdy nie zawodzi - zawsze wspiera" musi być jakiś sposób. :-\
Nie pamiętam już jakie książki czytałam. ''Przeklinam cię, ciało!'' trafiła w moje ręce chyba jako druga książka o tej tematyce, ale co było wcześniej/potem? Na pewno muszę po coś jeszcze sięgnąć. Chyba właśnie tą ''Chudą'' ominęłam.
-
Jeszcze kilka lat temu byłam chodzącym pączuszkiem, ale wizyta u pani dietetyk zmieniła wszystko. Pokazała mi jak jeść, co jeść. Schudłam, dużo schudłam. W pewnym momencie aż lekarka powiedziała "dość". Teraz przy ponad 170cm ważę (na dzień dzisiejszy) 50kg i teraz nawet gdybym chciała nie wiem jak i nie wiem co bym robiła, nie mogę przytyć. Mogę przez tydzień jeść same najbardziej kaloryczne jedzenie, pić litry gazowanego, a i tak waga nie drgnie. Z jednej strony cieszę się z tego, ale z drugiej... Nic fajnego mieć każde wyniki poniżej normy i od ponad roku walczyć z tym. Nie polecam nikomu zastrzyków witaminowych. Mnie bolały jak cholera. Śmieszne jest to, że najgorzej jest w zimę. Wszyscy na zimę tyją, a ja w tym czasie tracę i mam tragiczne wyniki.
Naprawdę nie mogę zrozumieć tych dziewczyn. Przecież można dbać o swoje ciało i dobrze wyglądać stosując NORMALNĄ, zdrową dietę, a nie jakieś połykanie wacików czy picie wody z octem smilie_girl_027 smilie_girl_027 Ja, nie wyobrażam sobie dnia, w którym nie zjadłabym kawałka czekolady, ciastka, lodów itp. Dziwi mnie jeszcze fakt, że rodzice tych dziewczyn zauważają ich problem, kiedy one są już w bardzo, bardzo zaawansowanym stadium tej choroby. Moja babcia jak widzi, że zostawię kawałek mięska czy ziemniaków na talerzu to jeszcze we mnie wpycha, co bym przypadkiem nie schudła, a oni nie widzą, że ich dziecko przez cały dzień zjadło listek sałaty?? To jest chore...
-
A właśnie, a co sądzicie na temat tego, że anorektyczka zaprzyjaźnia się z innymi anorektyczkami? Czy to może działać na nią motywująco, czy może wręcz przeciwnie- dzięki takim znajomościom zmniejszają się jej szanse na powrót do chociażby względnej normalności?
Ja swego czasu sporo na ten temat rozmyślałam i doszłam do wniosku, że takich znajomości między anorektyczkami powinno się unikać. Bo nawet jeśli jednej uda się przezwyciężyć to wszystko to skąd pewność, że z tą drugą będzie tak samo? Poza tym znam, niestety, przykład osoby, która w takich właśnie znajomościach się zamknęła na wszystkich innych. Niby wróciła do psychicznej "normy" (o ile można to w ogóle takim słowem określić), ale nie wiem, czy na widok tych koleżanek nie powrócą te myśli...że one chudsze, a ja taka gruba...
-
A właśnie, a co sądzicie na temat tego, że anorektyczka zaprzyjaźnia się z innymi anorektyczkami? Czy to może działać na nią motywująco, czy może wręcz przeciwnie- dzięki takim znajomościom zmniejszają się jej szanse na powrót do chociażby względnej normalności?
Nie uda się, głownie ze względu na wiek. To znaczy, kiedy mamy do czynienia z dwiema młodymi dziewczynami. Ludzie będący w nałogach się wspierają, owszem, np. dwie osoby z AA, ale nawet one w szerszym kontekście potrzebują całej grupy. No i zwykle są dorosłe. Dwie nastolatki np, anorektyczki sobie same nie poradzą, bez pomocy dorosłych. W grę wchodzi po prostu niedojrzałość emocjonalna, psychiczna, nie do końca ukształtowany światopogląd na setki różnych spraw. Najprawdopodobniej jedna pociągnie za sobą drugą. Natomiast jeśli i jedna i druga ma nad sobą kogoś dorosłego, specjalistę to być może, być może...
-
Ja myślę, że to zależy od tego na jakim etapie choroby znajdują się te dwie dziewczyny. Zawsze dobrze mieć obok siebie kogoś, kto rozumie przez co przechodzimy - myślę, że nikt kto na anoreksję nigdy nie chorował nie zrozumie dokładnie uczuć chorej. Tak więc jeśli obie dziewczyny zdały sobie sprawę z choroby i chcą się leczyć, taka przyjaźń może być bezcenna. Gorzej jeśli jedna zdrowieje a druga na nowo wciąga ją w chorobę...
-
Czytałam, że czerwona nitka to 'znak rozpoznawczy' anorektyków, a fioletowa bulimików.
Tak, czerwona nitka jest uznawana jako oznaczenie anoreksji, ale nie zawsze.
Nie musi oznaczać też wyznawanie kabały. Wiele celebrytów zaczęło nosić czerwony sznurek na nadgarstku. Ciekawe ile z nich wie, co to faktycznie może oznaczać.
Często małym dzieciom rodzice wiążą czerwoną wstążeczkę żeby nikt go nie urzekł. Albo może oznaczać (jak w moim przypadku) bardzo skuteczny amulet. Głupio się czuję bez niej, teraz to już moje przyzwyczajenie smilie_girl_347
A właśnie, a co sądzicie na temat tego, że anorektyczka zaprzyjaźnia się z innymi anorektyczkami? Czy to może działać na nią motywująco, czy może wręcz przeciwnie- dzięki takim znajomościom zmniejszają się jej szanse na powrót do chociażby względnej normalności?
Wydaje mi się że, tu chodzi o odrzucenie. Nikt kto nie jest anorektykiem nie zrozumie co tak naprawdę osoba myśli i czuje. Dlaczego nic nie je, a wiadomo że, w towarzystwie trudniej powstrzymać się przez jedzeniem. Może zaczynają unikać ludzi? Pewnie każda z dziewczyn może podawać różne powody zależy od tego: Dlaczego stała się anorektyczką?
Przyjaźń pomiędzy dwoma anorektyczkami, to nic innego jak wspólnie przeżywanie głodówek. Podpowiadanie sobie jak zgubić kolejne kilo. I nie wiem czy można mówić, w takim przypadku o "normalnej przyjaźni". Skoro dają przykłady swojego postępowania w walce z kilogramami, które ich metody mogą doprowadzić do śmierci drugiej osoby.
Kolejną sprawą jest fakt, że fora internetowe raczej przeszkadzają w leczeniu niż pomagają. "Przyjaciele" na nich nie zrozumieją dlaczego już nie jest z nimi. A wręcz przeciwnie stają przeciwko nim.
A czy mogą dwie anorektyczki sprawić że, zaczną się leczyć? Pewnie tak ale bardziej w realnym świecie. Może już na terapiach, gdzie zaczynają leczenie... Mają decyzję że, chcą się leczyć i wrócić do normalności.
-
To straszne, pamiętam jak byłam nastolatką, a to już 8-10 lat temu, ta "ideologia" przechodziła swój boom. Straaaszne.